Dzisiaj są moje imieniny

W ogóle ich nie obchodzę. Żeby było jasne, uważam je za święto minionego systemu. Tak tylko piszę. że jestem naprawdę.

Zbieram się do napisania posta od 2 dni. Od kiedy zrobiłam pierwszy test. Ale może wtedy było jeszcze za wcześnie, a na pewno byłam w pracy, z której przyniosłam do domu mnóstwo nerwów i obniżone poczucie własnej wartości.

Wczoraj postanowiłam rozładować zły dzień w pracy przy maszynie, choć wróciłam w porze, kiedy inni kładli się spać. Dziś wszystko, co wczoraj zszyłam, powinnam była spruć, bo jest nieludzko krzywo. Ale mi się nie chciało. Spódnica nie zając.

Kolejny test ciążowy rozciągany, naciągany, okazał się za krótki, jak ta kołdra ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”. Nawet demonstracyjnie wyrzucony do kosza i sprawdzony potem po kryjomu – nie drgnął.

Zadzwoniłam do lekarza. Aż mi przykro było słuchać, jak mu przykro. To nieludzkie tak zawodzić innych. Fajnie byłoby wypełnić tylko taką bezosobową ankietę i nie musieć z nikim o tym rozmawiać:

Transfer się udał? (tak/nie)
Chcę jeszcze spróbować (tak/nie)

Umówiliśmy się na monitoring w 5. dc, aby sprawdzić czy na jajnikach czysto.

Bye bye, mały kosmosie.

461 komentarzy

  1. Iza, bardzo, bardzo mi smutno. Łza się w oku kręci. Myślałam o Tobie codziennie, ale przez te ostatnie dni ciszy zaczął narastać we mnie niepokój, że jednak się nie udało… Piszesz, że czujesz, jakbyś zawiodła. Gdy nasz Tymek zmarł tuż przed porodem, czułam to samo. Że zawiodłam siebie, mojego męża, moją mamę, która tak chciała być babcią, moją teściową jako synowa, nawet moich sąsiadów, sąsiadki, które nie potrafiły spojrzeć mi w oczy, a dzień wcześniej życzyły mi na klatce schodowej udanego rozwiązania. Do dziś nie jestem w stanie pójść do osiedlowego sklepu, w którym w ciąży byłam prawie codziennie. To przeszywające do szpiku kości poczucie porażki. I tylko mój mąż powtarzający, że mnie kocha, i terapeuta wbijający mi do głowy, że jestem wspaniałą i pełnowartościową kobietą i mam prawo do tego, by stracić dziecko. I ja też chcę, byś wiedziała, że nikogo nie zawiodłaś. Jesteś najdzielniejszą kobietą, jaką znam. Dałaś z siebie absolutnie wszystko. I dajesz nam wszystkim niesamowitą siłę do walki, empatię, wsparcie. Wiem, że teraz jest Ci bardzo ciężko, że boli, ale to jeszcze nie koniec.

      1. Iza to nie jest tak, że nie masz prawa się załamać – po prostu tego nie rób, przeżyj smutek, masz do tego prawo, poleż chwilkę skulona, ale podnieś się zaraz i walcz z życiem. Każda z nas ma swój własny próg odporności na porażki i niepowodzenia, ja zbierałam się ponad rok, ale teraz wiem, że skoro przeżyłam stratę Haki i kolejnych ciąż, to nic mnie nie złamie – nic Nas nie złamie.

      1. Iza, przytulam!

        Ruta, znam to wszystko, co przechodzisz teraz. U mnie oczysciło sie samo, krwawilam 2 tygodnie, obyło się bez zabiegu. Cieszyłam się, że w tym calym zamieszaniu nigdy nie zobaczyłam nic na usg, jakoś mi z tym łatwiej było. jestem z Tobą całym sercem

  2. Iza, plakac mi sie chce. Nie wierze. Nie wiem co napaisac, zeby zrobilo Ci sie choc troche lzej. Naprawde bardzo, bardzo mi przykro. Czy lekarz pokusil sie o jakies wnioski czy na to za wczesniej? Czy nastepnym razem zaproponuje cos wiecej? Cos co moze zwiekszyc szanse na szczesliwe zakonczenie? Jeszcze bedzie dobrze. Trzeba w to wierzyc. Nieustajaco bede trzymac za Ciebie kciuki.

  3. Jestem myślami z Tobą.Przytulam Cię mocno.Strasznie mi przykro.Ale choćby nie wiem co się stało,to dla mnie i tak jesteś wspaniała, jedyna,niepowtarzalną. I zawsze o tym pamiętaj!

  4. I jedyne co przychodzi w tej chwili do glowy to „ku.wa, nie tak mialo byc!”.
    Starasz sie z calych sil.
    Rezygnujesz z przyjemnosci (np.rower). Rzucilas używki (ja juz 4 mce nie pale, Ty byc moze 2 tygodnie). Ładujesz w siebie suple i witaminy (by byc dobrze przygotowaną).

    I co? I nic :-
    Ps.puscilabym z Tobą chmurę, ale nie mogę. Takie postanowienie 🙂

    Ale pije winko.
    Więc w zwiazku z tym, że dziś świetujesz-nieświetujesz, jedna lampka za Ciebie i Twojego mrozaczka, Kruszynkę nr 2. Życzę Tobie, sobie i nam tu wszystkim, zebysmy w moje urodziny (a to za miesiąc i ciutkę) nie mogły dobrze swietowac. Żeby nie bylo komu pić.
    Po prostu, marzec nie jest dla wszystkich.
    Dla nas bedzie kwiecien 🙂

    Z okazji Twojego swieta – goździk jak za czasow prl: @->–

    Ps Wezon, gratuluje testowania.
    U mnie byl cien cienia cienia. I chyba nic z tego, bo przybyla @
    Czekamy na radosną betę 🙂

  5. Iza strasznie mi przykro :((( nie znajduje słów pocieszenia, aż serduszko boli w takich chwilach 🙁 ale jak wszystkie staraczki, jesteś wojowniczką i wielokrotnie udowodniłaś, że się nie poddajesz i wiem, że tak będzie i tym razem! Ściskam i trzymam kciuki za Ciebie

  6. Brak mi słów, czytam bloga od dawna, obserwuje zmagania chyba każdej z obecnych tu dziewczyn. Jesteście wszystkie najsilniejszym babkami na świecie! Wasza determinacja i upór są tak niewyobrażalne ze brakuje słów żeby je określić. Iza,nie znamy się, nigdy się nawet nie ujawniłam że tu zaglądam a mimo tood dnia transferu moje myśli kilka razy dzinnie wędrował w Twoją stronę, czy się udalo, że już na pewno po tylu próbach, ze już w końcu po całym tym czasie się uda. Ogromnie to wszystko jest niesprawiedliwe… ściskam Cię mocno, śnieżynka czeka.

  7. Iza to chyba taki moment że nie potrafię znaleźć właściwych słów.
    Może marzec to nie ten miesiąc…
    Trzymam za Ciebie kciuki, jesteś wspaniałą kobietą 🙂
    Stworzyłaś to miejsce gdzie każda z Nas znajduje siłę, pomoc i wsparcie 🙂

  8. Między słowami to piszesz o tym od dwóch dni i od dwóch dni jest mi bardzo przykro. Dzisiaj bałam się tu wchodzić i to przeczytać oficjalnie. To jest przede wszystkim Twój blog i Twoja historia i ta jego planowana „krótkość” jest zdecydowanie za długa :-(((

    Ja sobie wprost nie wyobrażam, że potrafisz się jeszcze cieszyć z pozytywnych testów tutaj i ta Twoja radość bije anielską szczerością, to też widać pomiędzy słowami. Pomimo tego, że ten wynik wydaje się tym razem taki w biegu, w pracy, bez pozwalania sobie na wielkie nadzieje celem ochrony psychicznej to ja chyba pierwszy raz mam poczucie _przeogromnej_ niesprawiedliwości tej sytuacji. Jedyną realną nadzieją która nie pozwala się poddać to ten mrozaczek. Oby lekarz podumał i wymyślił jakiś sposób, żeby zwiększyć szanse na implementację we właściwym miejscu. Żeby ta długa krótka historia mogła mieć szczęśliwy koniec, co przecież da nadzieję setkom kobiet które przeżywają podobne historie. Nie wiem co można napisać, jak pocieszyć….ale na szczęście Twój Kochany Mąż to wie najlepiej….

  9. Bardzo mi przykro! Tak mocno ściskałam kciuki i tak bardzo wierzyłam, że tym razem się uda! W podobnym czasie zaczęłyśmy walkę, w podobnym czasie mamy transfery. Tak jakoś mocno uczepiłam się myśli, że jak Tobie się uda to i mi. Wiem, że to głupie i infantylne myślenie… U mnie też lipa:( Na dzisiejszej wizycie dowiedziałam się, że stymulację przesuwamy na następny cykl- na drodze stanął pęcherzyk na jajniku i święta. Mentalnie przygotowana do całego kołowrotka z in vitro, zawisłam w czasie na przeczekanie. Ściskam mocno! Bądź dzielna Izo!

  10. Pol godziny temu to przeczytałam i od pol godziny leze w ciemnym pokoju z zaglucialym nosem i oczami pełnymi łez. Naprawdę! Sama jestem w szoku swojej reakcji,ale widocznie nawet nie zdawałam sobie sprawy ze tak sie emocjonalnie zaangażowałam w twoje zycie Izo… Jest mi mega mega przykro,nawet nie chce sie domyślać co czujesz Ty co czuje Twój Maz…
    Wszystko co napisze bedzie teraz dla Ciebie nieważne…
    Bo w głowie masz teraz tylko jedno… Kosmos ktory znow sie oddalił…
    Ale pamietaj najwazniejsze ze masz Meza ktory kocha lubi szanuje i myśle ze razem uda Wam sie to przetrwać…
    Trzymajcie sie dzielnie obydwoje!!!! Buziaki :*

    1. Sza… kochanie…. nie wiem co powiedzieć, nikt nie powinien mieć oczu pełnych łez z mojego powodu… Nie chciałam, żebyś płakała… Nie chciałam nawet zrobić bardzo smutnego wpisu, tylko tak jakoś w miarę rzeczowo, żeby nie było okropnie smutno…
      My się wszystkie utożsamiamy ze sobą. Z sukcesami i porażkami. Dlatego tak przeżywamy swoje historie.

      1. Kochana te oczy pełne łez to oznaka ze jednak jestem człowiekiem i nie tylko zajście w ciaze przez wszystkie moje koleżanki doprowadza mnie do łez,ale takze nie zajście w ciaze… Czyli mam jakies uczucia… Bo juz myslalam ze jestem pozbawiona „dobrych”uczuć i tylko mam zazdrość w sobie…

  11. Nawet nie wiem co napisać…..
    Przytulam……
    Myślę ciepło…..
    Trzymaj się

    Może trudno w to uwierzyć ale jutro znów wstanie nowy dzień, świat nadal będzie się kręcił. Na przekór naszym przezyciom, na złość wszystkiemu świat nawet na chwilę się nie zatrzyma i nie zapłacze nad naszym paskudnym losem. Paradoksalnie to pomaga. Nie pozwala się zatracić w smutku i żałobie.
    Może nie powinnam tak myśleć, może nie powinnam na tym blogu o tym pisać ale ostatnio pomyślałam sobie że może ja wcale nie chcę tego dziecka, że może takie jest moje przeznaczenie bycie bezdzietna kobietą i wiecie co? Spodobała mi się ta myśl. Nie próbowałam nawet z nią walczyć, nie spowodowała u mnie smutku czy łez, wręcz przeciwnie zrobiło mi się lepiej, ucieszyła mnie ta myśl, uspokoiła.
    Nie przestaje walczyć, będę podchodzić do kolejnych transferów ale chyba inaczej, przynajmniej taką mam nadzieję, spokojniej i bez złudnych nadziei.

    Trzymaj się kochana :*

    1. Kamila, to co piszesz, jest mądre. Trzeba dopuścić do siebie różne myśli, różne warianty przyszłości, te bez dziecka też. Mnie też jest łatwiej, jak godzę sie na możliwe scenariusze zanim nadejdą.

  12. Jest po 1, jestem po pracy, weszłam aby sprawdzić co się dzieje. leżę i ciekną same łzy. Izo moja kochana, przytulam Was bardzo mocno. Przeżywam jakbym to ja była teraz po transferze i chciała dosięgnąć swojego kosmosu.
    Może przez to, że wkoncu udało nam się załatwić kredyt, teraz poszukiwanie kliniki, wyniki i może z majem i my podejdziemy do ivf. Boję się strasznie, właśnie tego bólu i rozczarowania.
    Jeszcze raz przytulam mocno i wracajcie po mrozaczka, po Waszą Nową Planetę w Kosmosie 🙂 🙂

    1. Ewciak, nie bój się. Masz bardzo duże szanse, nie zakładaj, ze czeka Cię rozczarowanie. Wiem, że morale może podupaść po mojej hisotrii, ale nie poddajemy się!

      1. Ech, o to samo chciałam zapytać. Ale wiedziałam, że byś nie napisała, gdybyś nie była pewna.
        Na szczęście masz jeszcze jedną szansę, nie musisz się znowu stymulować. Jak dobrze, że drugi zarodek dorósł i dał się zamrozić.

    1. Ja pierd…. Nie na takie informacje czekały tłumy z tego bloga. Napisałaś to wszystko tak sucho, żeby nie dac się emocjom. Może tak lepiej…
      Iza rzadko jest tak że mimo leków luteina, lutinus dostaje się okres. Niektórzy lekarze podejrzewają wtedy nie przyswajanie się tego leku. Może spróbuj jednak ten prolutex w następnej próbie. Myślisz o laparo/ histero przed zabraniem malucha?

      1. Iza, kochana. Ja cały dzień myślę, co napisać? Zalewa mnie złość i żal na tę sytuację. Przytul Em.
        Mam zagwozdke co do progesteronu i miesiączek. Ja mam zlecone stosowanie kremu z progesteronem od 14 do 28dc. Nigdy nie dotrwalam do 28dc, od trzech miesięcy 19 lub 20 dc dostaje okres. Może to oznacza, że ja go nie przyswajam? Jak to sprawdzić? Dziś drugi dzień brania pigułek aby wyciszyć jajniki przed krótkim protokołem. Pierwszym w życiu. Z każdym dniem coraz więcej wątpliwości u strachu.

  13. A ja Ci dziękuję :*
    – za tak zwięzłe i rzeczowe przedstawienie sprawy (choć sprawa ta jest trudna i skomplikowana)
    – za niesamowitą wolę walki
    – za niepoddawanie się !!!
    – za potrafienie znalezienia w tym całym ogromie zła i smutku – nadzieję i jeszcze słowa otuchy dla nas, niesamowite jest to że Ty nawet potrafisz jeszcze dalej nas pocieszać 🙂 zwłaszcza teraz
    – za to że nie stajesz pod ścianą – ktoś kiedyś mi powiedział że najgorsze jest to jak nie masz innego wyjścia, że dotarło się do końca swojej drogi. Ty ciągle masz nowe plany, a jak te nie wyjdą to zakładasz inne rozwiązania 🙂 piękne to jest
    – za to że jesteś i prowadzisz tego bloga – na początku pewnie żeby wylać na piśmie z siebie to wszystko, a teraz przede wszystkim dla nas :*

    Pamiętaj Ty nikogo nie zawodzisz !!! Ty nam tylko i aż dajesz nadzieję :*

    (niesamowite jest też to że teraz potrafię to napisać komuś a za jakiś miesiąc – po transferze sama będę pewnie potrzebować takich słów :/ )

    1. Ola, to bardzo fajne i budujące dla mnie co napisałaś. I dotyczy także Ciebie. Cokolwiek się stanie, jesteś silną, mądrą kobietą. DObrze mieć Ciebie po swojej stronie.

  14. Izo, i co tu można powiedzieć? Przykro mi, to za mało.
    Mam nadzieję, że kwiecień będzie Twój. W mrozaczku nadzieja.
    Czyli już w przyszłym tygodniu idziesz rozmawiać o kolejnym podejściu? Chcesz od razu?
    Przepraszam, że tak wyskoczyłam ze swoją dobrą nowiną, chociaż widziałam, że na pytanie Ewki odpowiedziałaś, że na razie nie wiesz nic dobrego. Ale miałam nadzieję, że beta pozytywnie Cię zaskoczy.

    Dzisiaj do mnie dotarło, że mogę być w ciąży i strasznie się boję. Nie ma we mnie radości, tylko strach. I na teraz myślę, że jakkolwiek to się nie skończy, to nie zniosę więcej takiego napięcia. Czekanie na kreskę jest niczym w porównaniu ze wsłuchiwaniem się w swój organizm przez resztę czasu.
    Poprzednim razem byłam spokojna, że jak się udało doprowadzić do ciąży, to będzie dobrze. Teraz nie mam już tego komfortu.
    I w głowie kołacze się myśl, że jeszcze wczesnym poronieniem mnie los nie doświadczył.
    Ale ja znowu o sobie, a to chwila na Twój smutek i ból.
    Ściskam, jestem obok i trzymam za rękę. :*

      1. Tez jestem w tym klubie wystraszonych. Niestety, nie unikniemy tego. Chyba tylko młódki, bez większej wiedzy na „te” tematy, które zaszły w ciąże w poerwszym(bądź trzecim) podejściu bez zabezpieczenia, sa w stanie bez wieksEgo stresu cieszyć sie ciaza. Niepłodność odebrała nam nieodwracalnie te beztroskę, za to uświadomiła cos o czym ludzie często zapominają- jaki to jest wielki dar, jaka radość, jaka odpowiedzialność, jaki cud! Niestety to, kto zostanie nim obdarzony nie zależy chyba od niczego wiecej niz prawa biologii i natury, przypadku. Dlatego warto probowac do skutku.

    1. Wiem cos o tym.
      W poprzedniej ciazy uznalam, ze jak juz w nia zaszlam to nic mnie zlego po drodze nie spotka, bylam mega spokojna, i…nieswiadoma, ze dwie kreski to byl dopiero poczatek koszmaru.
      A teraz – od poczatku az do teraz przez caly dzien zagladanie do majtek z wstrzymanym oddechem czy aby nie zobacze czegos niepokojacego, nie wspominam juz o oczekiwaniu na wyniki badan czy usg, podczas ktorego nie patrze na twarz lekarza zeby tylko bron boze czegos niedobrego z niej nie wyczytac.Kazde badanie usg zaczynam jednym zdaniem, czy plod jest zywy. I nawet teraz jak odebralam prawidlowe wyniki biopsji i wiem ze genetycznie nosze w sobie zdrowego synka, to wcale mi nie lepiej, bo teraz strach przed wadami rozwojowymi zaczyna dawac o sobie znac, a poza tym setki innych watliwosci typu, czy szyjka po tyle zabiegach bedzie trzymac, czy nie mam zaburzen krzepliwosci, czy na pewno dziecko nie ma jakiejs wady cewy nerwowej…Mezowi nawet o tym nie mowie, bo by zwariowal i sama sie z tym mecze. Przeraza mnie perspektywa tych strachow przez najblizsze miesiace.Nie umiem odetchnac ze spokojem po tym pierwszym trzymestrze.

        1. Nie, nie jesteś wyrodna matką, Olga 🙂
          a jeśliby nawet, to nie sama, mnóstwo nas tutaj takich ‚wyrodnych’ 🙂
          15 tydzień! Az sama nie wierze, że to już tak daleko – a jednocześnie wciąż tyle tygodni jeszcze przede mną.

          1. O matko, myślałam, że tylko ja mam jakąś manie w zaglądanie w te majtki z przestrachem z każdą wizytą w łazience, ale widzę, że to jakieś popularne zachowanie. Ech… Bilbao , 15 tydzień to już całkiem porządnie. Już się nie mogę doczekać, aż też będę w tym momencie , chociaż nie mogę sama sobie obiecać, że to mnie uspokoi. Najważniejsze, że badania Ci wyszły dobrze 🙂 Tego się trzymajmy rękami i nogami:) Musi być dobrze !

          2. Ech Doti, to zaglądanie ‚tam’ to już jakaś schiza u mnie. Nawet teraz potrafię iść kilka razy na godzinę do toalety bedąc w robocie, żeby tylko skontrolować sytuację (w domu to po prostu ot tak, szczypiorek sobie kroję i między jednym cięciem a drugim, sobie sprawdzam).
            Wiem, jestem nienormalna…
            Niestety, dla mnie wystarczy, że sobie w googlach wyczytam o usg połówkowym i możliwych wadach i już dzień mam z głowy.
            M. powiedział, że mi internet odetnie.
            Ja mimo, że to już/dopiero, 15 tydzień, wcale się nie uspokoiłam.

    2. Wężon, głuptasie, pisz, pisz jak najwięcej o swoich kreskach, inaczej morale na blogu podupadnie.
      Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Twoja ciąża idzie w dobrym kierunku.
      I wybacz ton – ale masz nakaz (jeśli mogę prosić) meldowania o Twoich kolejnych krokach 🙂 Inaczej byłoby tu strasznie smutno!

      Strach to nasze drugie imię. Na każdym etapie. Będziemy sie z Tobą bać. I cieszyć też. Ściskam również 🙂

      1. Wężon, nie chciałam się wypowiadać w imieniu Izy ale już teraz mogę z czystym sumieniem zawtórować: jeśli każda z nas bałaby się podzielić sukcesem, to tu byłaby kronika porażek a nie to czym naprawdę jest walka o upragnione dziecko. Pasmem porażek po których często przychodzi wyczekiwany sukces. Wierzę, że to właśnie ten moment u Ciebie. Rozsiewaj nadzieję. Bez niej pozostanie nam sie tylko poddać.

  15. Ech….ech…:( Ogromnie mi smutno. Ja nadal wierzę, że się uda. Nie rozumiem tylko, czemu życie jest takie niesprawiedliwe, że tak wiele wartościowych osób ma tak okropnie kamienistą drogę do zrealizowania marzenia o kosmosie. To tak, jak byśmy były Syzyfami… Czuję, że jednak Ty wtoczysz w końcu ten kamień i będziesz mogła odpocząć od tej walki. Życzę Ci spokoju ducha teraz. Wysyłam siły…

  16. Iza, powtórzę to co tyle dziewczyn już napisało.. strasznie mi przykro ale wierzę że dzięki Twojej sile i wytrwałości osiągniesz sukces. Umiesz zgromadzić na swoim blogu tyle osób które Ci dobrze życzą – tyle pozytywnych fluidów na pewno zadziała prędzej czy później. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życze Ci aby dzisiejszy słoneczny dzień pozwolił Ci nabrać energii do następnego podejścia 🙂

    U mnie dziś 8 dzień stymulacji, Menopur + Orgalutran, podobno bardzo szybko się stymuluje więc może dziś na wizycie dowiem się kiedy punkcja…

  17. Oj Iza, bardzo mi przykro. Ale widzę, że jesteście zmobilizowani do działania dalej i to jest najważniejsze. Ja, żeby nie zwariować, po naszej kolejnej nieudanej próbie (i po kilku łzach połkniętych w samochodzie) zaczęłam się zastanawiać co dalej. I mam już plan. Wy macie jeszcze jeden zarodek, w końcu musi się udać! Wysyłam uściski i dobrą energię. W czasie kolejnych wizyt, zmagań, zastrzyków wszystkie walczące dziewczyny są w moich myślach.

      1. No miałam plan o 11 rano, ale teraz mam wyniki AMH i… spadło do 0,55. Po roku. Rok temu było 1,29. Do jasnej ch…. ja mam 31 lat! Teraz mam wrażenie, że do tej pory lekko uchylone drzwi są prawie zamknięte. Prześwitu już właściwie nie ma.
        Nadal trzymam się planu i będziemy zbierać zarodki, ale zaczynam się zastanawiać do kiedy będę jeszcze miała z czego… 🙁

  18. Tak mi źle po Twojej wiadomosci. To takie cholernie niesprawiedliwe, ze spotyka Cie kolejne niepowodzenie.
    Jak napisalas dwa dni temu, ze nie masz na razie zadnych dobrych wiadomosci to przez skore czulam, ze jest nie halo.
    Iza, a moze przed kolejnym podejsciem i zabraniem mrozaka warto byloby zrobic np. badania immunologiczne, zeby sprawdzic, czy Twoj organizm zarodka nie odrzuca, na to sa sposoby, a poza tym moze histeroskopia, zeby sprawdzic, jak w srodku wyglada macica…tak, zeby upewnic sie, ze wszystko gra, a jesliby nie to naprawic/zaradzic zanim zabierzesz kolejna Kruszyne.

    1. Bilbao, teraz to jest decyzja, czy się podleczać czy ścigać z czasem – bo kończy się program. Nie wiem. Wszystko ma swoje zalety. Wiem, ze masz rację. Jedocześnie kilkakrotnie rozmawiałam o tym z lekarzem i lekarz uważa, że to nie jest konieczne. A mam bardzo zaufanego lekarza. Nie chcę stawać w rozkroku i podważać jego decyzje. Ufam mu.

    1. Olga, nie wiem jeszcze – będę u lekarza w poniedziałek – upchnięta ekspresem między pacjentkami (z góry przepraszam jakby coś). Wykorzystam kilka minut z kolejki jednej z Was – inaczej nie dam rady w ogóle pójść do kliniki. Sorry.

      Scratching robi się cykl wcześniej, więc nie wchodzi w grę. bo zamierzam działać teraz, od razu, już.

      Nad embryo glue waham się – może z braku wiedzy. Jeśli z zarodkiem jest genetycznie coś nie tak, to nie chcę żadnego glue, bo jeszcze większe kłopoty mogą z tego być. Kłopoty już miałam, nie tęsknię za nimi.

  19. Iza, bardzo Ci współczuję, byłam przekonana, że tym razem się uda, przykro mi.
    Pamiętaj, że cokolwiek teraz zdecydujesz to Wszystkie tu będziemy Ci zawsze kibicować.

  20. Iza, przykro 🙁 ale wiemy, ze to jeszcze nie jest Twoje ostatnie słowo. Podziwiam Cię za to, czego mi na pewno brakuje – niesamowitą determinację, by pozbierać się po raz kolejny i zacząć od nowa. To wymaga jakiejś ogromnej siły wewnętrznej i Ty to masz. Wierzę, ze w końcu coś dobrego z tego wyjdzie i zbudujecie wspaniałą rodzinę. Ściskam

    1. Ewka, napisałam Wam to w środę, ale ja wiedziałam już od kilku dni. Tylko nie mogłam napisać „wiem, bo wiem”. Straciłybyście jedynie energię na szukanie nadziei. Ale wiedziałam, czułam, zdążyłam się oswoić. Po trochę i nie po raz pierwszy.
      I oczywiście, że to jeszcze nie koniec.

  21. Nie takiej informacji się spodziewałam 🙁
    Łzy same z oczu mi lecą 🙁 Twoje niepowodzenie odebrałam jak własne 🙁
    Jesteś tutaj bardzo bliska wszystkim 🙁
    Twoja wola walki, determinacja napędza inne dziewczyny w tym też mnie 🙁
    Nie ma słów którymi można teraz Cię pocieszyć. Żadne nie są odpowiednie w wszechogarniającym poczuciu pustki 🙁
    Jednak życzę Ci w dniu Twoich imienin wszystkiego co najlepsze i nie poddawaj się. Walcz dalej do końca :* tak jak ja i wiele innych dziewczyn. To jedyne co możemy zrobić. Próbować dalej. Do skutku. Ściskam :*

    1. nie poddałam się Paradise. Już mam termin kolejnej wizyty. Wiem, że dzielimy się tutaj szczęściem (to fajne) i niepowodzeniami (to boli każdą z nas, jak własne niepowodzenie).

  22. Iza bardzo mi przykro:(( siedzę w pracy i mimo,że za oknem świeci słońce to ja widzę jak przez mgłe,oczy mi się pocą..wczoraj przeryczałam pół nocy bo znów dostałam @ a miało być tak pięknie a dziś ta smutna wiadomość.Przytulam mocno :* – walczymy dalej!!!

  23. Mi też jest przykro, zawsze po takich wiadomościach jest przykro i wiem, że łatwo tak pisać, ale ja wierzę, że Ty będziesz w ciąży. Łatwo mi siedzieć przed laptopem w sytuacji, w której jestem i mówić takie rzeczy, ale naprawdę szczerze, spokojnie czekam, aż wpisy zaczną być opisem Twoich przeżyć związanych z rozwojem dziecka, lęków o ciążę i ulgi, kiedy będzie się ona dobrze rozwijać. Tak będzie, nie dlatego, że tyle przeszłaś i musisz, masz obowiązek, bo tak nie jest. Po prostu jakoś dziwnie, spokojnie wiem, że przyjdzie do Ciebie jakaś mała dusza, która będzie potrzebowała takiej mamy. Niestety one nie przychodzą na zawołanie, mały kosmos ma swoje plany i kurwicy można dostać, bo ich nie znamy. Mam nadzieję, że to stanie się jak najszybciej, a Ty nadal, tak dzielnie jak do tej pory, również będziesz wierzyć i w końcu się to stanie. Pozdrawiam!!!

  24. Izo bardzo mi przykro, jest nadzieja w ostatnim mrozaczku…trzeba wierzyć że to ten, ściskam i zaciskam.

    Wężoniku jak się cieszę, zaciskam mocno by ciąża przebiekała książkowo:* i wierzę że masz wiele obaw, ale postaraj się myśleć jak najwięcej pozytywnie. Kciukam

  25. Bardzo, bardzo mi przykro. Snilas mi sie dzis w nocy. we snie widzialam Twoja twarz, mimo ze na blogu nigdy jej nie pokazalas. We snie smucilysmy sie razem. Jestesmy z Toba, Iza. Chyba nic wiecej nie potrafie dodac.

  26. Wczoraj jak nigdy sprawdzałam bloga koło 19-tej, wtedy jeszcze nie było wpisu, dziś jak na złość nie zabrałam telefonu, dopiero po powrocie przeczytałam posta… nie wiem Kochana co, Ci napisać…, że mi przykro? Na pewno. Że następnym razem się uda? Tego nie wiem. Że chciałabym Cię przytulić, pocieszyć? To na pewno. Że chciałabym powiedzieć coś, żeby Cię podnieść na duchu? To na pewno też, choć sama wiem, że w takiej chwili słowa nie przynoszą pocieszenia.
    Myślami jestem z Tobą, Wasza droga jeszcze się nie skończyła, jest długa i kręta, ale głęboko wierzę w to, że będzie miała szczęśliwy koniec.

  27. I ja wychodzę z jaskini, żeby Cię Izo wirtualnie przytulić z całej siły.

    Wężon zaciskam kciuki i nie puszczę przez co najmniej 35 najbliższych tygodni! Tak długo czekałaś…

    Z moim małym synkiem (ma już 3 miesiące i 8 dni) jesteśmy w szpitalu. Drugi raz. Zachorował na pylorostenozę, wczoraj miał powtarzaną operację. Wygląda na to, że wreszcie będzie dobrze. I z tego miejsca chciałam uczulić każdą z mam na wymioty małego dziecka. Jeśli się pojawią i nie ustępują to wymuszajcie skierowanie na usg jany brzusznej. Mój synek wymiotował przez 8 tygodni, bo lekarze w poprzednim szpitalu nie rozpoznali choroby i nie dali nam skierowania na powtórne usg brzuszka np. za 2 tygodnie. Leczyłam dziecko na refluks a on dalej wymiotował. Raz mniej raz więcej, ale powodowało to zaburzenia w przebieraniu na wadze. W końcu zaczął wymiotować krwią i dopiero zdiagnozowali go właściwie. Pierwsza operacja w piątek, laparoskopem, ale nie udało się naciąć całego odźwiernika i mały nadal wymiotował. Po drugiej operacji wczoraj, gdzie już trzeba było rozciąć brzuszek, wreszcie widzę światełko. Szkoda tylko, że musiał się tak męczyć, bo ktoś powiedział refluks i nie dociekał czy to jednak nie pylorostenoza…

    Trzymam za wszystkie walczące kciuki!

    1. R… ja też dopiero się dowiedziałam, że jest taka choroba. Od razu poczytałam. Wierzę, że teraz będzie dobrze… Trzymaj się, dużo nerwów przeszliście…

  28. Przyrody mi Iza ze nie wyszło. Nie tak miało być ..
    Pamiętam ze przy twoim ostatnim poście Wezon pisała ze będziemy testować bardzo blisko siebie. Juz nie pamiętam kto odpisał żeby statystyki były dla nas łaskawe …
    Niestety cudów nie ma …
    Kliniki podają średnia skuteczność 33%
    Jedynie albo aż nasz Wezon zmieściła się w statystyce.
    Ja juz sikancow nie robie. Pierwszy i ostatni zrobiłam w środę. I kreska jak w mordę strzelił.
    Jak @ nie przyjdzie do poniedziałku to ide na bete.
    Swoją drogę ciekawe od czego to zależy ze wspomagamy się progesteronem i u jednej tak czy siak okres przyjdzie a inna musi go najpierw odstawić ?

  29. Dziewczyny orientujecie się może dlaczego niektóre zarodki nie rozwijają się po podziale? Mieliśmy 3 mrozaczki (tak mówili przy transferze), dzisiaj zadzwonili do mnie z kliniki z informacją, że tylko jeden z zarodków de facto został zamrożony. Co się mogło wydarzyć? Jestem przerażona, sytuacja Izy nie nastraja pozytywnie, a teraz jeszcze to…czy możliwe, że dwu dniowy zarodek, mimo że był bardzo dobrej klasy przestał się rozwijać po transferze do macicy? Ta niepewność jest straszna 🙁

    1. Boroffka pewnie 2 przestały się rozwijać w efekcie czego zamrozili tylko 1. Mroza zazwyczaj tylko blastki tak więc one pewnie nie dotrwaly do tego etapu 🙁 Ale masz jednego mrozaczka więc nie jest tak źle 🙂

    2. Boroffka a w ktorej dobie miałaś transfer? jeśli wcześniej jak w 5 np w 3, to możliwe że te pozostałe przetrzymali do 5doby by się rozwinęły do stadium blastocysty i nie dotrwały.

        1. Podają w drugiej lub 3 dobie jeśli podejrzewają ze nie bedzie zbyt dużej ilości zarodków. Podobno większe szanse mają w macicy. Jak jest dużo zarodków to nie muszą podawać w drugiej tylko czekają na samych silaczy. Mnie podali w 3 plus tylko jeden przetrwał do mrozenia.

    3. Hej u mnie ten sam problem zarodki 5-cio dniowe o klasie 4AA czy to mrożone czy ‚świeże’ na chwilę się zagniezdzaja a potem obumierają. Lekarze bezradnie załamuja ręce nie wiedzą dlaczego. Jedyne co potrafią powiedzieć to problemy genetywi zalecają badania genetyczne zarodków ale wg mnie to jest tylko diagnostyka a leczenie? Nikt mi jeszcze nie odpowiedział na to pytanie. W poniedziałek mam wizyte u genetyka z kliniki może on cos pomoże. Dam znać 🙂

      1. Może nadmierne skurcze macicy, a może organizm odrzuca zarodek. Bierzesz nospe po transferze? Encorton? Miałaś scratching? Cierpisz na jakąś chorobę autoimmunologiczna?

        1. Ewelka po transferze biorę tylko luteinę i estrofem, dodatkowo leki przeciw hiperstymulacji – zapobiegawczo. Chyba jednak nie obędzie się bez sikańca w przyszłym tygodniu.

  30. Dziewczyny, biore od tygodnia antybiotyk doustnie na zapalenie sluzowki endometrium oraz na stan zapalny, ktory mi wyszedl w cytologii (2 tyg wczesniej leczylam sie dopochwowo i zrobilam posiew z pochwy i wyszlo wszystko ok). Ten antybiotyk dziala tez na zakazenia ukladu plciowo-mocZowego czyli niby w sumie dobrze…no dupa chyba a nie dobrze…bo juz po 2 -3 dniu brania odczuwam pieczenie pochwy…szczegolnie przy siusianiu. Powinnam zadzwonic do kliniki i zapytac czy to jest ok? No bo niby ma mnie to wylecZyc a efekt jest taki, ze wszystko zaczelo mnie piec i z dnia na dzien intensywniej to czuje. Cos jest ze mna nie tak? Przed rozpoczeciem leczenia wszystko bylo ok….nic nie rozumiem.

      1. Sonia, może się mylę ale z tego co wiem antybiotyk nie dyskryminuje i tłucze wszystkie bakterie, nawet te „przyjazne”. Stosujesz równocześnie jakiś probiotyk typu Lactovaginal?

          1. Hej, dzieki ża odzew. Tak, biore doustnie trillac i dopochowo lactovaginal. Dzis rozmawiala, z polozna (lekarz konsultuje dopiero we wt) i ona powiedziala, ze moja znajoma ginekolog dobrze poradzila i zeby wizac doustnie(wypic) 1 saszetke monural (tez antybiotyk). Zrobilybyscie tak? Tj czy wzielybyscie kolejny antybiotyk w trakcie brania innego antybiotyku bez konultacji z lekarzem prowadzacym i tylko w oparciu o opinie poloznej i innej ginekolog (konsultacja tet). Czy raczej dokonczyc doksycilinum i ratowac sie urinal intensive i lactovaginalem i dopiero jak nie przejdzie to wziac ten monural (plus taki ze wpwczas nie bede laczyc jednoczesnie 2 antybiotykow).

          2. Dokoncze moje zale ku przestrodze: jako ze w N nikt dzis nie mogl mnie przyjac, konsultacja tel z moim dr bede miec dopiero we wtorek to poszlam na prywatna wizyte do innej kliniki ginekologicznej. Lekarz mnie zbadal. Powiedzialam mu co biore i na co. Jak uslyszal, ze to 3 antybiotyk w ciagu 8 tygodni to posadzil mnie na fotel, obejrzal i powiedzial, ze zaczyna sie u mnie zakazenie grzybicze co wnioskuje po wydzielinie i zaczerwienieniu etc i przepisal mi globulki antygrzybiczne na noc. Szkoda tylko, ze w takich przypadkach nie mozna liczyc na dostanie sie do jakiegokolwiek lekarza w swojej klinice ….zwlascza, ze w ciagu niecalych 2 miesiecy zostawilam tam ponad 4 tys zl…reasumujac: jestem wkur…… Lekarz powiedzial, ze dobrze ze przyszlam bo jeszcze jeden czy dwa dni zwloki bardzo pogorszyly by moj stan. A ja juz o tak mam lzy w oczach jak ide siku. Sorki za dluzyzny ale musialam sie wyzalic. Na te chwile chce sie wyleczyc a co dalej to nie wiem. Troche mam wrazenie, ze trafilam do fabryki, a starsznie tego wrazenia chcialam uniknac…

  31. Wezon cudownie…. Warto było tyle czekać. Beta to tylko formalność będzie.
    Iza dzisiaj się rozkleilam po wpisach dziewczyn adresowanych do Ciebie… Dobrze że podchodzisz teraz tak zadaniowo! Tego się trzymamy Kochana i działamy dalej! To może akupunktura? Chociaż kilka razy przed transferem. Jakie leki tym razem miałaś po transferze?

    1. Ewelka, dobry duszku, nie rozklejaj się. Nie ma powodu, było, minęło.
      Może masz rację pisząc o aku, ale tylko pod warunkiem, że będzie w na miejscu w N. przy okazji wizyt, nie pogodzę tego w inny sposób. Dowiem się 🙂
      Po transferze miałam:
      encorton, estrofem, lutinus, luteina, clexan, inofem i Nospa doraźnie ( i ją brałam pierwszy tydzień nie z bólu, ale ze strachu przed cp).

  32. Moją wiadomość kieruje do Eewy..
    Doczytałam komentarze pod poprzednim postem Izy. Ale tam juz nic nie pisalam, niewykluczone, ze tylko Iza przeczytalaby moją wiadomosc 🙂

    Trafilas do mojego lekarza, dr Z. Ktory pracuje w szpitalu w Wolominie, prywatnie przyjmuje pacjentki w miescie Z 🙂

    Wiele lat bylam jego pacjentką.
    W zeszlym roku to u niego zaczelam moją przygodę z nieplodnoscią.

    Jesli będziesz kontynuowała leczenie u niego, na 100% trafisz na zabieg do szpitala wtedy, gdy bedzie miał dyżur. Na 90% wykona go osobiscie. Na 90% będzie dbał o Ciebie na oddziale 🙂
    Nie mogę sie wypowiedziec na temat laparo w szpitalu. Ja bylam na hsg.
    Sam szpital – jaki jest, kazdy widzi…

    Co do iui – czy zostalas gdzies konkretnie skierowana przez dr? Czy dał Ci wolną rękę z wyborem kliniki?

    Chyba jestesmy „sasiadkami”.
    Ja do Wolomina mam rzut beretem.

    Swiat jest maly.

    1. asti bardzo dziękuję za odpowiedz. Ja mieszkam na Ochocie, do dr Z. trafiłam na Saską Kępę z polecenia. Wydaje się być bardzo w porządku. Zastanawiam się jednak, czy nie zrobić laparo gdzieś w Warszawie… 05 kwietnia mam wizytę u dr S. ze szpitala na żelaznej, zobaczymy co on powie:) Jeszcze raz bardzo dziękuję za wsparcie!

  33. Wężon, trzymam kciuki, potrzebujemy pozytywnych wieści 🙂

    U mnie stymulacja poszła jakoś bardzo szybko – punkcja w poniedziałek (12 ds.). I tu pytanie do dziewczyn z Invimedu (chyba że inne kliniki tez maja poniższe usługi): czy korzystałyście z dodatkowo płatnych Embrioglue i embriovision? I drugie pytanie: na którym etapie lekarz/embriolog decydowała czy będzie klasyczne zapłodnienie czy ICSI?

    1. Olaola, ja też miałam punkcję w 12 czy 13 dc. Aż się zdziwiłam, że to całe ivf takie szybkie, łatwe i przyjemne. To mnie potem los pokarał. Tym bardziej mnie to dziwiło, że jestem z tych długocyklowych. A tu dwa podglądania i już termin punkcji, transfer po 2 dniach. W szoku byłam.
      Nad embryoglue możesz się zastanowić, nie zaszkodzi. Ale po co masz dopłacać, za podglądanie zarodków? I tak nic nie zrobią, nie będą mogli interweniować w rozwój, czyli wiedza dla wiedzy za dodatkową kasę.

      U nas oprócz moich jajowodów, nasienie też było bardzo słabe, więc chyba się nawet nie zastanawiali jaką metodą. Ale nawet chyba nikt z nami o tym nie rozmawiał, po prostu na wypisie było, że zastosowali ICSI. Chyba tylko przy bardzo dobrym nasieniu ryzykują naturalne zapładnianie. Wiele komórek się nie zapładnia.

    2. decyzja miedzy ivf a icsi wydaje mi sie – a przynajmniej u nas w klinice n. tak bylo – nalezy jednak do pary. natomiast jeszcze przed stymulacja moze byc tak, ze sa silne rekomendacje lekarza odnosnie ktorejs z metod (np icsi przy slabych parametrach nasienia). drugim takim momentem, przy ktorym mozna o tym rozmawiac, jest moment tuz po punkcji. u nas bylo tak, ze przed punkcja lekarz sugerowal rozwazenie icsi, ale jak okazalo sie ze udalo sie pobrac duzo komorek, dostalismy rekomendacje, ze w tej sytuacji ivf tez bedzie ok, bo mamy duzo „szans” do dzialania i moze sie uda. zdecydowalismy sie na ivf.
      generalnie jesli nie jest to konieczne, to ivf jest, hmmm, bardziej naturalne niz icsi, wiec jest preferowane. ale w wielu przypadkach rekomendacja do icsi jest bardzo silna, wszystko zalezy od rokowan..
      a, u nas tak bylo ze w czasie wizyty zaraz po punkcji podpisuje sie dokumenty na zgode, wiec to wtedy jest formalizacja tej decyzji odnosnie ivf vs icsi.

      1. u mnie do tej pory nei było rozmowy na ten temat (icsi) a po informacji o punkcji byłam tak oszołomiona że zapomniałam zapytać. Punkcję robi mi inny lekarz, nie mój prowadzący, ale mam nadzieję jego o wszystko wypytać. U nas nasienie takie sobie, więc może jednak ICSI.

        Jeszcze jedna rzecz mnie zaskoczyła: według nowej ustawy – mimo iż robię komercyjnie- kobiecie poniżej 35 r.ż. przy pierwszym podejściu powinno się podać 1 zarodek. Mój lekarz przy podpisywaniu zgód stwierdził jednak że niekoniecznie i może podamy 2, zobaczymy. Ciekawe, choć raczej nie zdecyduję się na 2 zarodki, trochę się boję. Ogólnie się boję i czuję się jakaś taka niedoinformowana mimo że dużo czytam, pytam. Zdziwiło mnie też to, że o ilości zarodków dowiem się dopiero przed transefrem, czy Wy miałyście jakiś kontakt z kliniką między punkcja a transferem?

        1. z tego co piszecie, co klinika to inne zwyczaje. w n. jest tak:
          (1) na wizytach rozmawia sie o roznicach miedzy ivf a icsi. nasza stymulacja przypadla na sezon urlopowy i przy kazdej wizycie widzielismy sie prawie ze z innym lekarzem, i oni konsekwentnie o tym opowiadali. wiec zakladam ze to raczej standard kliniki a nie zwyczaj konkretnego lekarza.
          (2) telefon z kliniki o ustalonej porze w celu informacji o liczbie uzyskanych zarodkow oraz potwierdzenie terminu transferu. ten telefon to tez rozmowa o tym, ilodniowe zarodki transferujemy.

    3. To i ja dorzuce pare slow jak to u mnie bylo. 3 procedury in vitro za mna. W dwoch mialam ICSI w trzeciej – po zmianie kliniki – IMSI. Zawsze lekarz decydowal jaka procedura. Co do zarodkow- w pierszej procedurze transferowano mi pojedynczo zarodki- w sumie 4 transfery. W drugiej procedurze choc nie mialam ustawowych lat do transferu dwoch zarodkow lekarz zadecydowal ze transferujemy oba. Byly slabe i byc moze dlatego tak zadecydowal. Wyszla z tego ciaza biochemiczna. Szosty i siodmy tranfer, juz w innej klinice tez po dwie blastocysty, tez decyzja lekarza. Z tego siodmego transferu dwoch sredniej jakosci blastek jest ciaza.Pojedyncza. O i taka to wyliczanka.
      Nie wiem dlaczego nie zagniezdzaly sie zarodki prze tyle tranferow ale szczerze mowiac na tym etapie leczenia gdyby lekarz mi powiedzial „prosze zrobic kolejne badania” to chyba rzucilabym to wszystko w pierony. Podziwiam Was dziewczyny za ta dociekliwosc. Mnie to przytlacza i wcale nie bylo by mi lepiej wiedzac wiecej.
      A co do statystyk- gdy po kolejnym nieudanym transferze rozplakalam sie z bezradnosci w gabinecie, lekarz mi powiedzial- pani Sylwio, statystyki nie klamia. W KONCU sie udaje…. To „w koncu” przyszlo do mnie po 3 procedurach ivf, po 7 transferach. Wierzcie mi wiele razy chcialam zrezygnowac.

      Dla wszystkich silaczek przesylam pozytywne mysli.
      Izo dla Ciebie duzo sil. To slonce w koncu przyjdzie do Ciebie. W taki czy inny sposob. Nie mam co do tego watpliwosci.

      1. Sylwia, dzięki że to napisałaś. I dzięki że z takim zakończeniem!
        Utożsamiam się z tym co napisałaś – dodatkowe badania, zabiegi, to ostatnie co przyswajam, jak będzie trzeba robić znów laparoskopię – nie ręczę za siebie.
        Wierzę Ci, ze chciałaś zrezygowanować wiele razy. I bardzo się cieszę, ze nie zrezygnowałaś. Jesteś zwiastunem szczęścia 🙂

  34. Dziewczyny dziękuję za ciepłe myśli. Krew oddana, wynik powinien być po 12.
    Jestem ciekawa, co powie beta, bo dzisiejsza kreska na teście jest jak w pysk strzelił, byłaby zadawalająca nawet dla tych, którzy pierwszy raz patrzą na test.
    Poszło zadziwiająco szybko, udało się za pierwszym razem, w poczekalni nie było nikogo. Dwie minuty i po krzyku.
    Ale muszę jeszcze uzupełnić wynik różyczki, bo się okazało, że przy tych jesiennym powtarzaniu badań gdzieś umknęło to badania. Chciałam od razu dzisiaj, ale badanie płatne, 99 zł, to niech spadają, doniosę kiedy indziej. Ich problem, że mi zrobili transfer bez badań. Powiedziała w recepcji, że to nie jest refundowane. Która też płaciła? Jakiś cyrk z tą odpłatnością, a ministerstwo odpisuje wszystkim, że badania są refundowane.

    Anitt, ja na Twoim miejscu bym się nie zrażała tym poprzednim brakiem kreski i zatestowała jutro (tak jak powinnaś betę robić) lub w niedzielę. Siódmego dnia naprawdę bardzo rzadko wychodzi.

    R., ja też nie słyszałam o takiej chorobie. Mam nadzieję, że będzie już dobrze.

    Mamatobe, zarodek jeden, bo jeden był. Ale już nie pozwoliłabym podać sobie dwóch.

    Boroffka, nie martw się, to normalne. Dlatego pytałam, ile mrozaczków, bo to prawie nigdy nie jest tyle, ile w momencie wczesnego transferu. Ja pierwszy transfer miałam 2 dnia, było 6 zarodków, podali dwa, oba się zagnieździły, a z pozostałych 4 do zamrożenie dotrwał tylko 1. Jedne kliniki podają wcześnie, inne czekają. Podobno zarodek ma większe szanse na przeżycie w macicy, więc podają wcześnie. Inni twierdzą, że te, co dotrwają do blastocyty mają największe szanse.
    A i tak przyjmie się ten, który ma się przyjąć. Kas miała zarodki zamrożone w 2 czy 3 dobie, nienajlepsze były, a są bliźniaki. Nie przejmuj się. W poniedziałek możesz spróbować zatestować.

    Iza, Hania, kiedyś w końcu przyjdzie kolej na Wasze 33%. Pamiętajcie – udaje się i za 13 razem. 😉

    Zresztą poprzednim razem też zawyżyłam statystyki – kliniki podają odsetek ciąż klinicznych, czyli ten stan, w którym wyganiają nas z kliniki – jest zarodek w macicy i serce, transfer udany. A ile z nich zakończyło się tak jak moja ciąża? Chciałabym poznać odsetek szczęśliwych porodów. Ale to mogłoby jeszcze bardziej zepsuć nam humor.

    1. wezon, tez zawsze o tym mysle patrzac na statystyki. ze podaja odsetek ciaz, a nie porodow …. oni wewnetrznie maja te dane, tak sadze, nie chca ich pokazywac. chyba, zeby nas nie straszyc, co?

      1. Dallas, właśnie wątpię, że mają, a na pewno nie kompletne.
        Mają stan na wyjście z kliniki.
        A potem, jak kobieta wraca znowu próbować, jak ja, to wiedzą, że dziecka z tej ciąży nie ma. Ale jak zniknie, podda się, to skąd mają wiedzieć? Może też pójść do innej kliniki.
        A te co urodzą nie wysyłają zawiadomień do kliniki, szpitale też przecież tego nie monitorują.
        A to mogłoby być bardzo ciekawe badanie.

        1. wezon, nie wiem dlaczego, ale bylam przekonana, ze oni wydzwaniaja kobiety i dopytuja sie, co dalej sie dzialo. ciaz w klinikach w koncu raczej sie nie prowadzi. czasem zniechecaja do tego oficjalnie, czasem nieoficjalnie. przykladowo w n. jest tak. ze normalna wizyta w trakcie leczenie kosztuje bodajze 80 zl a „ciazowa” 200. wyrazny sygnal, „idz sobie kobieto, zwolnij miejsce dla innych”.
          jesli to sobie wymyslilam, ze wydzwaniaja, to szkoda.
          w n. na stronie jest formularz do wypelnienia dla tych co urodzily. mozna tez zadzwonic samemu po porodzie i zglosic swoj porod przez telefon.

    2. Wężon wielkie gratulacje! Bardzo się cieszę, że Tobie się udało 🙂 prosimy więcej takich radosnych wiadomości! 🙂 dziękuję za wyjaśnienie w komentarzu, nie ukrywam, że bardzo mnie uspokoiłaś. Oddycham z ulgą, oby do poniedziałku albo wtorku, bo szybciej na test raczej się nie zdecyduję

  35. Iza masz w sobie tyle siły determinacji i spokoju i jeszcze dla każdej z nas dobre słowo że aż zrobiło mi się wstyd.
    Wstyd za wtorkową załamke,że dla nas już koniec programu, że znów mięśniak, znów zabieg. W głowie ciągle myśl daj sobie spokój rzuć to i tak nie ma sensu.
    Popłakałam sobie trochę ale już dość. Zaczynam działać, w poniedziałek idę do lekarza dowiedzieć się kiedy mogłabym mieć zabieg, w klinice pewnie pojawię się za dwa tygodnie zacząć stymulację bo tym razem ma być długi protokół. Pieniądze też się znajdą…

    Wężon, czekałam na Twoją drugą kreseczke, czekam na betę 🙂

  36. U mnie niestety beta znów wzrosła. Tym razem do ponad 1000. W poniedziałek z powrotem na oddział. Już raczej nie ma wątpliwości, ciąża ektopowa. Pytanie gdzie siedzi i co dalej. Już nawet się nie denerwuję, nic nie czuję. Chyba za bardzo przeżywałam wcześniej, na teraz nic nie zostało.

    Wężon, proszę o dobre wieści, muszę usłyszeć coś pozytywnego.

    1. Jejku, Ruta. Bardzo mi przykro:((((( przytulam Cie mocno. Nie wiem nawet co powiedzieć. Kurde, takie to wszystko niesprawiedliwe:((( oby to wszystko zakończyło sie jak najszybciej….

    2. Ruta, mam ciary jak czytam co się u Ciebie dzieje… 🙁 Nosz kurwa mać…

      Trzeba przejść na tok zadaniowy, bo posiwiejemy z nerwów.
      Włączam tok zadaniowy…

      Mi przy cp bardzo zależało, żeby nie było żadnego zabiegu, tylko farmakologiczne zakończenie ciąży. Szukałam takiego szpitala, gdzie nie kładą od razu na stół. I tak było w warszawskim bielańskim właśnie.
      Czy po zabiegu czy po lekach – i tak trzeba było zrobić minimum 3 mies. przerwy. Ja wolałam tę przerwę po lekach.

      Jezu, Ruta, jak ciężko mi to wszystko pisać… Tak cholernie mi przykro, tak strasznie Ci współczuję…

      Jak chcesz pogadać albo zapytać o coś – możesz do mnie napisać maila. Pamiętam o wiele więcej, niż napisałam, może będe mogła coś doradzić albo chociaż rozwiać jakieś Twoje wątpliwości. Mogę Ci nawet oddać swój podkład i puder, który kupiłam wtedy, bo mi się cera pogorszyła po lekach – na chwilę.

      Jesteś ciągle w mojej głowie. Ściskam bardzo mocno.

      1. Iza, masz rację, tryb zadaniowy uruchomiony. Więc przemyślałam to wszystko na spokojnie i jeśli zlokalizują embrion i będę miała wybór to zdecyduję się jednak na zabieg. Z kilku powodów. Raz, mam też inne problemy zdrowotne, zdrowie kuleje od kilku lat, boję się metotreksatu chyba bardziej niż zabiegu. Dwa, mam nadzieję że szybciej będę mogła być w domu. Trzy, liczę że może lekarz zgodzi się na zrobienie stymulacji w czerwcu bez transferu a mają dla nas wstępnie zarezerwowane pieniądze z programu rządowego. Po wzięciu leku ta opcja już nie będzie wchodzić w grę i mamy po programie. Cztery, są pomimo długiej diagnostyki dalej wątpliwości co do tego jak wygląda moja macica i przydatki (wg poprzedniej laparo mam dwa jajowody i oba drożne a wg badania 3d sis mam tylko jednen jajowód przyłączony do macicy a drugi jest niepołączony z macicą) i może laparoskopia przyniesie ostateczną odpowiedź. Więc byłaby dodaktowa korzyść z krojenia. Wybieram mniejsze zło.
        Pytanie tylko czy w ogóle będzie wybór. Jeśli nie znajdą zarodka, tak jak u Ciebie, raczej nie będą wchodzić na ślepo.
        Tyle jeśli chodzi o moje plany, zobaczymy jaki scenariusz napisze życie.

        A co do Twoich słów, pisałaś w poście o swoich imieninach, żeby pokazać nam że istniejesz naprawdę, że nie jesteś wirtualna, fikcyjna. Oczywiście, że nie, jesteś ciepłą, empatyczną i zaangażowaną kobietą. Masz serce na dłoni, to się czuje w każdym Twoim słowie. Ta energia wróci do Ciebie, już wraca. W postaci meża ale też wszytkich dziewczyn które tu z zapartym tchem czekają na wieści i kibicują. Martwisz się o mnie. Bądż spokojna. W tym wszystkim mam dużo szczęścia, mam ogromne wsparcie w mężu, rodzinie i przyjaciołach. Na blogu mogę sie też wygadać i jest wtedy lepiej. Dam sobie z tym radę, nie ma innej opcji. 🙂 Artykuł, który podrzuciła Yarzynka też zrobił swoje.

        Margaritka, Sza, Wężon i Olga. Wam też dziękuję, że jesteście tu aby wesprzeć dobrym słowem. :*

        1. przekonywujące, Ruta, bardzo, mam nadzieję w takim razie, że się uda z zabiegiem. Zbyt jednostronnie spojrzałam na sprawę i oceniałam tylko po sobie.

          Wygaduj się tu ile wlezie, zresztą, widzisz, ze jak się nie odzywasz, dopominamy się wieści.
          Trzymaj się i… napisz jak się sprawy mają.

  37. Dziewczyny, jest wynik. Beta 78,2.
    Za dwa tygodnie mam przyjść na wizytę.
    Ale żeby nie było tak wesoło, progesteron jest niziutki. Muszę się teraz dopychać. Na szczęście mam lutinus. Progesteron tylko 3, a w jednostkach tradycyjnych 0,95.

    Teraz to się boję, że zaraz wszystko poleci.

    1. Wężon piękna beta! Dobrze, że z progesteronem sprawa jasna, pofaszerujesz się trochę chemią i skoczy do właściwego poziomu.

      Teraz to będzie życie od wizyty do wizyty, ale z każdą coraz bliżej do celu. Nie przestaję zaciskać kciuków nadal :* :* :*

    2. Ja jak zawsze ostatnia, z jęzorem na wierzchu i rogalem wokół głowy 😛
      Wężon, babo, jesteś w ciąży!
      Dziękuję, że mi napisałaś i nie dowiedziałam się dopiero teraz, czułabym, jakbym przegapiła coś w kolejce 🙂
      Mam nadzieję, że będziesz miała strasznie nudną ciążę. Życzę Ci tego z całego serca. Może będziesz miała czas i założysz bloga jak to nudno być w ciąży? 🙂

  38. Iza, chcialam tylko napisac ze mi bardzo przykro ze sprawy przyjely niekorzystny obrot, bardzo ale to bardzo liczylam ze tym razem bedzie u Ciebie pozytywnie.

    Jednoczesnie chce sie podzielic artykulem w ktorym przedstawiaja wyniki ze czym wiecej mamy prob podejscia do invitro tym bardziej wzrasta nasza szansa na dziecko. Lekarze mowia wprost ze wiele par rezygnuje zbyt szybko (artykul jest po angielsku)
    http://www.dailymail.co.uk/health/article-3370615/The-secret-IVF-success-SIX-cycles-65-couples-child-duration-study-finds.html

    Ja ciagle walecze i choc jestem kilka lat starsza od Ciebie (rocznik 78) nie zamierzam jeszcze zlozyc broni. Chce miec pewnosc ze zrobilam wszystko co moglam abym nie obejrzala sie za kilka lat wstecz i nie pomyslala ze moglam jeszcze raz sprobowac. Wole teraz przechodzic przez to pieklo niz pozniej zalowac.
    Na Twoim blogu jest duzo dziewczyn ktorym pierwsza czy druga procedura zakonczyla sie sukcesem. Ale to sa (jakze piekne) wyjatki, my, czyli cala reszta dalej musimy walczyc!

    Rozumiem tez ze w gre wchodza ogromne pieniadze co moze byc wielka przeszkoda, i dlatego tez mam wstret do aktualnej wladzy za to ze odcieli dotacje. Ale musimu probowac, trzymam kciuki za Ciebie, siebie i innych!

    1. Yarzynka, dzięki za link. Fajny artykuł, potwierdza tylko moją teorię. Z ciążą z in vitro tak samo jak z naturalna, tylko ok.25% zapłodnionych komórek da ciąże kliniczna. W in vitro jest taka różnica, ze doskonale wiemy ile komórek sie zapłodnilo, ile rozwijało a ile przestało przed 5doba. No i oczywiście ta różnica, ze my , z rożnych powodów, poprzez stosunek nie możemy doprowadzić do spotkania komórki z plemnikami i musimy to zrobic za pomocą in vitro. Bóg jeden wie ile wczesnych poronień, niezauważalnych, przechodzą „płodne” pary. Wiadomo, ze nie zawsze udaje sie za pierwszym razem. Jak tym „płodnym” wyjdzie po roku, to przecież jest ok. A ileś tam zarodków pewnie obumarło nim ktokolwiek sie zorientował. Lekarze mówią o roku staram, o 12 cyklach. 12 szans. My z mezem podeszliśmy do tego troszke inaczej. Po lekkiej załamce po pierwszej procedurze uznaliśmy, ze musimy probowac do 10 transferów, ze 1 transfer to 10% szans a my chcemy wykorzystać całe 100% szans. Wiadomo, w tej loterii komuś uda sie pierwszy transfer, komuś innemu10, a czasem trzeba 13. Jednak logiczne wydaje sie, ze im wiecej prób tym większe szanse. Czasem tylko cieżko znaleźć w sobie siły (i kasę) po kolejnych niepowodzeniach. Zobaczcie jak mało jest takich osób którym wyszedł 1 transfer przy pierwszym in vitro, a jak ten odsetek ciąż rośnie po 3,4,5 czy 6 transferze. Wiadomo, czasem 8, a czasem 10. Jednak dopóki lekarze uważają, ze to moze sie udać, ze to kwestia próbowania a nie przeszkody nie do przejścia, to warto probowac.

    2. Yarzynka, zarówno to co napisałaś jak i artykuł, który wkleiłaś, bardzo mnie jakoś tak podbudowało.
      Zwłaszcza „ja ciągle walczę”. Czytasz mi w myślach, żałowania czegoś w życiu boję się prawie tak samo jak bezdzietności….
      Yarzynko, jeśli Ty walczysz, jak też będę. Nie wiem czy tak długo jak Ty, ale trochę jeszcze na pewno. A potem też, tylko inaczej.

  39. Hej Yarzynka!

    Dzięki za ten artykuł!! Nieustannie szukam takich danych, których można się uczepić, kiedy kolejne próby nie dają rezultatu. Zapisuję sobie Twojego linka na czarną godzinę, kiedy wiara zacznie się ulatniać 🙂 Ostatnio często się to dzieje.

    Trzymam za Ciebie kciuki!!!

  40. Mamy 8 zarodków. Transfer w poniedziałek. Czyli czekają do 5 doby. Byłam tak zdenerwowana, ze rozmawiałam z tym embriologiem jak półgłówek 😳 Dowiedziałam się, że są na różnym stadium rozwoju cokolwiek to znaczy :?. Nie wiem, czy to dobry wynik z 13 komórek, w sumie nie wiem czy wszystkie były dojrzałe.

    1. Ewa, to przecież pół przedszkola 😀
      Na różnym stadium rozwoju, to znaczy, że jeden zarodek ma już 8 komórek inny cztery na przykład. U mnie tak było – jeden dzielił się od razu., drugi przez dobę kimał.

  41. Wężon, brawo Ty!
    Teraz tylko powalcz z tym progesteronem żeby podrósł, i będzie ok.
    Wiem, że niektóre dziewczyny przy b.niskim progesteronie brały zastrzyki. No i oczywiście obowiązkowo Dupka..
    Powtarzasz bete i progesteron?
    No i witaj w klubie tych bojących się – tym razem w końcu po drugiej stronie. Razem się poboimy z Tobą, w grupie raźniej.
    Super, bardzo się cieszę 🙂

    1. Będzie kolejna wśród zaglądających w majtki 😉

      A Tobie Bilbao chciałam tam wyżej przekazać, żebyś postarała się chociaż tak trochę się już pocieszyć. Ja wiem, że to złote rady ciotki Klotki…Wszystkie jesteśmy w tej samej sytuacji, rozumiem Twoje strachy. Zobacz, że już jesteś i tak daleko, bo dziecko jest zdrowe, nie ma wad i narazie nieźle trzyma się u Ciebie w brzuszku. Poprostu ostatnio takie mam myśli, że te ciąże przeminą nam pod znakiem strachu i niepokoju i jedyne, co będziemy za 10 lat pamiętać to to, jak bardzo się bałyśmy przez 9 miesięcy. Wiem, może być różnie, nie jestem jakimiś huraoptymistą i wiem, że wszystko może się wydarzyć.Myślę, że może musimy też nad tym pracować, by sobie nie zniszczyć tego czasu, nie udręczyć się tymi naszymi historiami…Ja też w tym nie jestem mistrzem, okropnie to dla mnie trudne, ale będę próbować. Czas szybko leci, dajmy sobie prawo do radosci chociaz czasem..

    1. Juti, mam jakiś systemowy problem z dodaniem komentarza u Ciebie. Powinnam była po prostu wysłać Ci maila. Ale pewnie też bym tylko napisała w nim, że kurwa.
      Wojowniczko, co teraz? Co oznacza ta niezgoda?

        1. Juti, od rana nie wiem co powiedzieć. Jest mi smutno. I mam też pełną świadomość, że nie zawsze nie każdej się udaje. I że może za jakis czas napiszę to samo. Ale wcale od tego nie jest łatwiej.
          Im mniej używasz przymiotników, tym bardziej… smutno…

  42. Wężon, Ty mialas cykl sztuczny, z tego co pamiętam, na estrofemie i plastrach? Na cyklu sztucznym p rogesteron we krwi jest niski, dopychanie załatwia sprawę. Tak czy inaczej luteina, duphaston robią swoje.
    no i przede wszystkim: gratulacje:)))))
    Rutka, jestem z tobą myślami. Też 3 lata temu przeszlam szalenstwa bety. Pisałam kiedyś u Izy. Finalnie, obeszło się bez tabletek i zabiegu i cudem beta spadła sama, żyłam w nieświadomości zagrozenia bo debilna lekarka do ktorej wtedy chodzilam nie widziala nic w tym dziwnego…
    Ewa, 8 to tłuściutko:)

  43. hej dziewczyny, Wężon – ciche gratulacje, tak, żeby nie zapeszyć. Mój progesteron wynosił 9 na początku ciąży i później niewiele się podnosił mimo ‚dopychania’ progesteronem, a ciąża sie utrzymała.
    Iza, ja mam takie wrażenie (nie zabij mnie za to), że Twój blog jest tak ważny dla wielu kobiet, że (nawet nie wiem jak to napisać, żeby głupio nie zabrzmiało) musisz odczekać aż wszystkie tu zaciążą, dopiero wtedy będzie Twoja kolej – i tak głupio zabrzmiało, wybacz. Chodzi mi o to, że gdyby zabrakło tego miejsca, wielu kobietom brakło by pary do walki. Dobra, już więcej sie nie kompromituje.
    A ja wróciłam ze szpitala, po 2 tygodniach stresu i niewiadomego (może stąd ta moja bezsensowna gadka), Mikus mało rośnie, chyba znów hipotrofia. Nastraszyli mnie przeniesieniem do innego szpitala, bo w tym, gdzie mam lekarza nie ma neonatologii. Badania i bezsensowne leżenie, które nic nie dało, oprócz szpitalnej depresji, kroplówki i dopiero coś drgneło. Dłużej nie dałam rady i powiedziałam, że wychodzę na własne żądanie – jednak lekarz stwierdził, że jednak mnie wypisze. Masakra, koszmarna masakra.

    1. Izabelo, zgadzam się z Tobą, że ten blog jest bardzo ważny dla wielu osób, ale nie mogę się zgodzić z tym, że Iza ma czekać, aż wszystkie zaciążą. Jestem przekonana, że jak Iza zajdzie w zdrową, spokojną ciążę i urodzi piękne dziecię, to dopiero da nam wszystkim tu siłę i wiarę, że sukces jest możliwy mimo tych wszystkich przeszkód i kłód pod nogami. Myślę, że spokojna ciąża Izy nie spowoduje, że zniknie i zamknie blog, a wręcz przeciwnie będzie wspierać i na własnym przykładzie pokazywać, że ta walka ma sens! To będzie piękny blog niepłodnościowo-ciążowo-dzieciowy! (Prawda, Iza?)
      Zresztą na przykładzie wielu dziewczyn, którym w końcu się udało, są w ciąży, albo już urodziły, widać, że nadal tu zaglądają, wspierają, dzielą się swoim doświadczeniem i radzą. To jest bardzo cenna wiedza. Sama przecież tak robisz 🙂 Życzę Ci spokojnej końcówki ciąży, niech te strachy hipotrofii znikną i okażą się tylko strachami. Byle do szczęśliwego rozwiązania!

    2. Izabela, zrozumiałam Twoje intencje, spoko, nie zabrzmiało głupio. Miło mi, że uważasz, że to miejsce jest ważne. Chyba tak jest. Dla mnie na pewno. Są dni, kiedy nie piszę, ale nie ma dnia, żebym nie sprawdzała, co u Was. Zawsze wszystko czytam.
      Trzymaj się i rośnijcie zdrowo!

  44. Izo, bardzo mi przykro, że to jeszcze nie tym razem. Bocian, który leci do Ciebie i Twojego Męża, musiał widocznie przystanąć na jakiejś łączce i chwilę odpocząć. Trzeba go zrozumieć, z daleka leci biedaczysko. Może go jakaś wichura po drodze trochę zbiła z tropu. Trzeba jednak w niego wierzyć, dopingować i wypatrywać na niebie. Na pewno doda mu to sił, jak będzie wiedział, że czekasz i nie wątpisz w jego umiejętności.

  45. Wężon, cieszę się, że nadszedł TEN cykl, ten czas i udało się! Jest dobrze. Teraz tylko spokój może Cie uratować, reszta dzieje się sama. Trzymam kciuki za te milowe kroki, aż do samego porodu za już niecałe 9 miesięcy!

  46. Wezon, serdecznie gratuluje!

    Sonia, Iza leci tylko zobaczyc, czy w srodku ladnie, czysto. Jest Mrozak. Nie bedzie chyba teraz stymulacji. Ja zrozumialam, ze jesli podejdzie to na naturalnym… (???).

    Byc moze sie myle.

    1. Asti, Sonia, już tu odpowiem Wam obu.
      Tak jak napisała Asti, ja mam jeszcze zarodek. Idę sprawdzić, czy na jajnikach czysto.
      Codo stymulacji – w lutym krótki protokół zaczęłam w 2 dc. Tylko wcześniej oczywiście tez byłam raz na kontrolnym monitoringu.

  47. Hej, wczoraj znalazłam Twój blog Izo i od wczoraj niv innego nie robię tylko czytam. Jesteśmy na początku tej drogi. Wiele pytań. … strachu … łez. .. niepewności. Dziękuję za to , że Jesteś. , że Jesteście. .. już z Wami zostaje Gaja

    1. Dzień dobry Gaja. Strasznie dużo historii musiałaś przeczytać od wczoraj na blogu. Życzę Ci, żeby Ciebie spotkały tylko te najlepsze. Zostań z nami tyle ile potrzebujesz, a potem zmykaj na macierzyński!

      1. Dziękuję bardzo za miło przyjęcie … tak jak każda z Was o niczym innym nie marzę. Życzę Wam z całego serca aby ten czas dla Was nadszedł jak najszybciej… i dla mnie też. Zaczynamy już wkrótce , 11 kwietnia mamy wizytę kwalifikacyjną ponieważ pula w naszej placówce IVF jest już wykorzystana składamy grosz do grosza … jak to mówi mój Mąż ,, kupimy sobie Dzidzię ” mam nadzieje , że nikogo nie obrażę tym stwierdzeniem. Ponieważ z moim nastrojem różnie stara się mnie rozbawić w każdy możliwy sposób.

  48. Hej dziewczyny 🙂 Mam pytanie techniczne 🙂 do dziewczyn ktore podchodzily do in vitro najlepiej icsi komercyjnie. Ile zapłaciły. Bez badan. I jak to jest? Czy jesli pierwszy transfer sie nie powiódł to ile kosztuje kolejny? Na jakiej to zasadzie jest? Bede mega wdzięczna za odpowiedz 🙂

    1. Ja placilam 4200 pln za wizyty, punkcje, zaplodnienie i transfer. Mrozenie w cenie.

      Musialam doplacic za badania – 250 pln oraz leki (refundowane) 1500 pln.

      Kazdy transfer z mrozaka 750 pln.

      Mrozenie komorek jajowych w cenie.

    2. My będziemy podchodzić w invimed w poznaniu 7300 imsi, w tym od 2 wizyty kwalifikacyjnej nie płaci się za wizyty. Do tego badania i leki.
      No właśnie bo nasza ginka od razu kazała zrobić kariotypy, co to takiego? Bo cena za 1 os to 350zł. Kurde drogie to wszystko. Masakra

  49. Witajcie. Czytam blog Izy od bardzo dawna. Tym samym także Wasze komentarze. Wspieram myślą i sercem bo wiem co to znaczy niepłodność. Staramy się z mężem od 4 lat. Raz ciąża naturalna, zakończona poronieniem w 7tc. Zaawansowana endometrioza, 32 lata na karku i miliony litrów wylanych łez. .. program mz, w 1szym cyklu 4 nieudane transfery, 2 cykl – tydzień temu porażka przy ET. Teraz czekam na kolejny, mam dwa mrożaki. Brak wiary, sił i rozchwianie hormonalne 😉 Czytając blog Izy i Wasze historie czuję, że jest jeszcze szansa. Dajecie wiarę i wiedzę. Dzięki,dzięki,że jesteście! Pozdrawiam!

    1. Hej Merda.
      to nasze historie wyglądają dość podobnie. Walczymy obie Merda, nie poddajemy się, mamy szanse napisać dobre zakończenie. Fajnie, że się odezwałaś. Pewnie w podobnym czasie będziemy miały kriotransfer 🙂

      1. Czy mogę zapytać jak się obecnie przed krio suplementujesz?Ja już nie mam pomysłów 😉 mam wrażenie, że nic na mnie nie działa, i jestem bezsilna. Oczywiście z doświadczenia wiem, że to na dobrą sprawę tylko dodatki które nie są wyznacznikiem powodzenia, ale człowiek każdej możliwości się łapie. Ja prawdopodobnie będę miała podane 2 zarodki i ah. Myślę że transfer będzie na początku kwietnia.

        1. Dodam, że znam na pamięć listy suplementow invitrówek tu z forum. Wszystko juz probowalam/ próbuje. Chodziłam na akupunkture ale jakoś mnie nie przekonuje. Może źle trafiłam.

        2. Merda, rozczaruje Cie i pewnie jeszcze kilka osób na blogu, ale nie suplementuję się jakoś specjalnie. Wcinam inofem, a chwili gdy to piszę, rownież serek pleśniowy…

          Bardzo się cieszę, że suplementy pomagają dziewczynom, ale ja nigdy nie uzbroiłam apteczki w takie ilości…

          1. Dzięki. Ja właśnie mam całą aptekę w domu, ale jakoś specjalnie wszystkiego nie biorę. Obecnie inofem beb natal1 kwas foliowy i magnez. Pije siemienie lniane. Tyle. Myślę że nasze zarodki jak mają zamieszkać na dłużej to zamieszkają z nami 😉 w końcu się uda. Kiedy transfer przewidujesz?

  50. Bardzo podoba mi sie tryb zadaniowy Iza.moj malzonek mi powtarza,ze in vitro to tylko rachunek prawdopodobienstwa i kazdy z nas z kazdym transferem ma 30%szans.Mysle,ze tryb zadaniowy to najlepsza forma jaka mozna przyjac w tej sytuacji.Statystki nie zawodza i niedlugo sie uda.wierze w to mocno dla Ciebie i wszystkich nas starajacych sie ☺ u mnie zamroznych 4 po ostatniej 3 rzadowej probie ☺ w tym jeden jest podwojny ☺ ehh czekam.a transferowac sie bede pod koniec kwietnia.Powodzenia,wytrwalosci i czekamy wszyscy na wiosne☺

    1. Bubu, ten podwójny zarodek to brzmi jak szczęśliwy los na loterii 🙂 szaleniec 🙂 kwiecień wydaje się idealny na transfer. Wystawiaj twarz do słońca i łap witaminę D!!!!

  51. Dziewczyny mam pytania odnośnie długiego protokołu. Na początku bierze się tabletki czy zastrzyki? @ przychodzi w terminie czy są jakieś przesunięcia? A wiecie może czy po nafaszerowaniu hormonami, punkcji, za kilka dni można mieć operację na macicy ( usunięcie mięśniaka)? Kurcze próbuje to wszystko czasowo ogarnąć i chyba mi marnie wychodzi 😉

    1. Przy długim miałam najpierw pigułki potem zastrzyki z gonapeptylu potem monapur. W międzyczasie miałam trzydniowe plamienie. Co do ingerencji chirurgicznej nie mam pojęcia.

    1. Boroffka to był transfer 3 dniowych? Myślę że jutro już możesz zrobić betę 🙂 ja jestem z tych niecierpliwych o słabych nerwach więc sikancow nie robiłam ale za to poszłam na betę w 11 dpt 🙂

  52. Ewelinaaa chyba pójdę dopiero w środę, tak jak mówił lekarz. Sikańca zrobiłam już dziś, bo lekarz powiedział mi, że po zrobieniu bety będzie do mnie dzwonił ok. południa z informacją czy się udało, a będę w tym czasie w pracy, więc chciałam się przygotować wcześniej…transfer był 2-dniowego zarodka, szansę ponoć wciąż są, ale serce już mi pękło 🙁

    1. Boroffka nie łam się, gdyby kreska była, to mogłabyś się wcześniej ucieszyć, ale jak nie ma, to jeszcze nic nie przesądzone. Ja poprzednim razem 9 dpt miałam słabą kreskę, ale były dwa zarodki.
      Beta prawdę Ci powie – cały czas trzymam kciuki.

      Dopiero teraz przeczytałam, że też byłaś w warszawskim Invimedzie. Kto Cię prowadzi?

      1. Wężon początkowo (przez rok) prowadził mnie JK, ale nie byłam do końca zadowolona i w zasadzie tuż przed in vitro, JK wziął 2 tygodniowy urlop i w tym czasie przeniosłam się do TD. Jestem dużo bardziej zadowolona. A kto prowadził Ciebie?

        1. W tym podejściu MK, zupełnie niechcący.
          Zaczęłam drugie podejście u R, tak jak pierwsze, ale akurat go nie było, jak wypadał dzień monitoringu i tak jakoś MK mnie przejął.
          Za pierwszym razem byłam niby u R, ale ostatnią wizytę stymulacyjną i transfer robił D. Taki skoczek jestem. 🙂

  53. Anitt, trzymam kciuki, żeby beta była jednak pozytywna. Powtarzałaś w weekend sikańca? O której tam u Was będą wyniki badań?

    Ewa, powodzenia na transferze. Daj znać, ile powstało mrozaczków z tej całej gromadki.

    Ruta, Ty już jesteś w szpitalu? Miałaś USG? Wiadomo już coś?

    Izo, Ty zaraz wchodzisz na wizytę. Trzymam kciuki za dobre wieści.

    W piątek trochę schizowałam. Najpierw przegrzebałam się przez różne fora, gdzie dziewczyny wspominały, że miały progesteron 15-17 i lekarze straszyli poronieniem. A wynik poniżej 5 to już na pewno świadczy o obumarłej ciąży. Ale odetchnęłam głęboko i zdecydowałam, że o poziomie w ciąży naturalnej i po ivf na naturalnym cyklu nie czytam, bo u mnie nie ma czego produkować się progesteron. Poziom progesteronu po luteinie też mnie nie interesował.
    Potem czytałam wątki, gdzie dziewczyny pisały, że miały progesteron 15, brały duphaston i przy następnym badaniu progesteron nie wzrósł i co teraz robić. I żadna *** nie napisała, że duphastonu we krwi nie widać, to nie zobaczą czy działa po stężeniu.
    W końcu dogrzebałam się do jakiegoś wpisu na bocianie, gdzie dziewczyny po crio na sztucznym i suplementacji wyłącznie progesteronem miała poziom 0,2 ng/mol i lekarz jej odpisał, że w tej sytuacji należało się spodziewać takich poziomów i duphaston 3 x 1 to dawka standardowa. Na tym zakończyłam poszukiwania.
    Mnie lekarz też nie uspokoił, że duphastonu nie widać, powiedział, że nisko. Ale też nie straszył, nie prosił o powtórzenie bety, nie zwiększył dawki, tylko kazał utrzymać duphaston i przyjść za 2 tygodnie na USG.

    Na wszelki wypadek zgarnęłam od Margaritki luteinę, przy okazji sporo pogadałyśmy, i od soboty ssę też ten specyfik.
    Dzisiaj rano zrobiłam jeszcze jeden test – kreska jest mocniejsza.

    Po pracy idę do abonamentowej ginki – brakuje mi badania na różyczkę, powtórzę też betę i zobaczę, czy tak szybko będzie widać, czy progesteron rośnie po luteinie.

    O, i to na razie tyle. Boję się dalej jak cholera, papier skanuję, taki nasz los.

      1. No właśnie w końcu doczytałam – i to, że musi być niski i że duphastonu nie widać (i tu i w innych miejscach).
        Ty miałaś to 1,78 z luteiną od momentu transferu? Sprawdzałaś razem z betą?
        Bo u mnie 0,95, ale na samym duphastonie.

          1. Piegusko, teraz znowu mnie stresujesz – to jednak dużo większe dawki niż u mnie i u Olgi.
            Od lekarza mam tylko duphaston, dorzuciłam luteinę 3×1, a nie po 12 sztuk!!
            Ale Ty miałaś świeży transfer, to inaczej ten progesteron powinien wyglądać.

          2. Wężon ja byłam na cyklu sztucznym do criotransferu, brałam Luteinę 3×2, Duphaston 3×1, Prolutex 1×1. Progesteron badałam dwa razy, z żadnym z wyników nie mieściłam się w normach niby ciążowych. Lekarz kazał nie badać, nie drążyć. utrzymałam ciąże i urodziłam zdrowego synka. Trzymam za Ciebie kciuki :*

          3. Dziewczyny, nie pocieszacie mnie, opowiadając o wielokrotnie wyższych dawkach niż dostałam. Ja mam od lekarza tylko duphaston 3×1, sama zaczęłam brać luteinę 3×1 i wynik po trzech dniach zmieścił się w ciążowej normie.
            Dopóki nie plamię nie będę zwiększać dawek, poczekam do wizyty.

    1. Dziewczyny. Ja muszę się z Wami podzielić ta informacja. Na razie jestem w szoku. Adaś ma 11 miesiecy właściwie zaraz będzie roczek. Miesiąc temu przestalam karmić. Dziś jest 31 dzien cyklu od mojego pierwszego okresu po karmieniu. Czekam na okres. Coś mnie tknelo i przed wczoraj zrobiłam test – cień cienia cieni. Widziałam takie testy po moim 1wszym i drugim in vitro a także nieudanych inseminacjach. Dziś powtórzyłam test z popołudniowego moczu i co? Jest druga kreska. Blado różowa ale jest? Szok strach niedowierzanie. Jak to przeciez teraz miałam iść do pracy za 2 miesiace. Szykować się do awansu. Adaś do żłobka a ja chwilkę będę miała oddechu w pracy….no same takie rzeczy przyziemne i mega egoistyczne. Myślałam że oprócz tego wrócę do pracy naukowej może zrobię habilitacji w końcu. Prof z mojej byłej uczelni pytała czy znajdę czas na jeszcze pół etatu..ba! Pewnie! Jakoś to bedzie- myślałam. A teraz ???????trzeba było się zabezpieczyć – powiecie. Racja ale przecież takie rzeczy zdążają się tylko w bajkach !u innych obcych u koleżanek u dziewczyn z blogu – ale nie mi! Mam mętlik w głowie. Nie wiem co myśleć. Mąż poszedł po testy – jutro będę testować czy to prawda prawdziwa najprawdziwsza..

  54. Borooffka, to raczej za wcześnie na sikańca. 10dpt minus 3 dni (bo twoje są dwudniowe), to wychodzi jakbyś miała np. 7dpt blastocysty, a w takich terminach rzadko wychodzi sikaniec. Odczekaj do środy na spokojnie i powodzenia.

  55. Dzięki dziewczyny, muszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać do środy.
    Wężon jeszcze raz gratuluję 🙂 najważniejsze już za Tobą, teraz będzie tylko lepiej

  56. Dzięki Wezon za pamięć.
    Byłam dzisiaj na becie w klinice i lekarz ma dzwonić do nas między 12 a 15. Bo oczywiście pielęgniarka nie mo2że mi powiedzieć ile wynosi beta…trzeba zrobić naradę ma szczycie czy jestem w ciąży czy nie …ja w sumie nic kompletnie nie czuje…okres tez nie przyszedł ale to pewnie przez progesteron.
    Dzisiaj pielęgniarka przy pobieraniu krwi pyta się co ja taka markotna..a ja jej opowiadam o sikanca w 7 dpt a ona na to ze rzadko kiedy się zdarza żeby za pierwszym razem wyszlo.. ja jestem pogodowa z tym ze nic z tego.
    PS Wezon widzę ze walczysz o nową ikonkę 🙂
    Zielony kolor nadziei no i wiosny 🙂

      1. Bylam silna i nie powtórzyłam. Jeden sikaniec w 7 dpt mi wystarczyl. Dzwonił lekarz w ciąży oczywiście nie jestem. Wogole mnie to teraz nie zdziwiło ani nie zaskoczylo. Wyplakalam się już po sikancu. Teraz trzeba zająć się porządkami na święta bo rodzice przyjeżdżają 🙂

          1. Na 10 maja mam wizytę w klinice i ruszamy z kolejna stymulacja. To będzie 3 cykl po transferze wiec trochę odpocznie 🙂 lekarz coś wspominał dzisiaj o zwiększeniu dawki gonalu. Teraz miałam 200. Zostały nam jeszcze 2 próby w połowie płatne przez państwo. Jeśli nic z tego nie wyjdzie to komercyjnie zrobimy w Szczecinie bo mamy najbliżej (350 km)Marzy mi się Białystok ale to już odległość megaaa

  57. Miałam się was diewczyny zapytać juz wcześniej ale jakoś tak wyszlo. Ile wam lekarz kazał czekać z kolejną stymulacja po nieudanym transferze.Ja dobrze zniosłam wszystko, stymulacje, punkcje itd.

    1. Hej, myślę, że jak jest porządek i nic się nie pojawiło, to można od kolejnego cyklu. Chyba, że po transferze jest inaczej (u mnie do niego nie doszło). Ja pauzuję jeden cykl, bo mam torbiel. A potem czeka mnie kilka stymulacji pod rząd… yikes.

    2. 1 stymulację zaczęłam 5 września – puregon I wtedy miałam 1 transfer. Crio było w następnym cyklu w październiku.

      Miałam przymusową przerwę, bo klinika nie miała już środków finansowych do końca roku.
      Gdyby nie to to bym miała kolejną stymulację wcześniej.

      2 stymulację zaczęłam 3 stycznia (wtedy zaczęłam zastrzyki i punkcję miałam 13 stycznia, a transfer 18 stycznia).
      Odrazu w kolejnym cyklu w lutym miałam crio.

      A teraz od piątku czyli od 25 marca zaczynam zastrzyki.

      A więc u mnie też nie ma 3 miesięcy przerwy między stymulacjami. Chociaż w sumie to wychodzi prawie te 3 miesiące.

      :)))

  58. Wężon, robiłam z całym zestawem w.wym. leków. i z betą w 8dpt. Lekarz nic mi nie zmienił po konsultacyjnym smsie, a wie, co robi. Miałam jeszcze wtedy estrofem 3×1. Widocznie doustne i dowcipne nie wychodzą w badaniu. W końcu nie masz ciałka żółtego i po to te tabsy. Ja miałam luteine dowcipną. Napisz co lekarka rzekła.

    1. Ja tam na nią nie liczę, nie wiem, czy zna się na postępowaniu po IVF. Potrzebna mi do skierowania na badania. 🙂
      Teraz biorę podjęzykowo, zobaczymy, czy widać tę luteinę.

  59. U mnie bez rewelacji 🙁 Z 8 zarodków mam podane 2 blastocysty jedna wczesna , druga pelna. 3 zarodki zostawione do obserwacji ale bez szału więc na cud nie liczę. Poplakalam się po transferze. Czuje się jak wyrodna matka nie wierzę w te moje zarodki 🙁

    1. Ewa, to ciśnienie i hormony robią z człowieka taka choragiewkę… zrób teraz coś dobrego dla siebie i tej ekipy swojej. Niech się dzieje:) Kiedy będziesz wiedzieć, czy zamrozili resztę? 5 na tym etapie to extra wynik!

    2. Ewa przestan. Pisałam wcześniej mi z 8 zapłodnionych komórek zosatla 1 blastka 4AA. Niemam nic w mrożeniu wiec twoja sytuacja jest o niebo lepsza od mojej. A co do plakania to ja WYLAM na fotelu w czasie transferu. To wszystko wyszło,nerwy,hormony itp
      Trzymam za ciebie kciuki. Będzie dobrze

    3. A ja dodam od siebie, że to nawet nie do konca hormony. Przecież to są bardzo stresujące sytuacje. Staramy sie jak dzikie osły, mamy prawo oczekiwać 6 dorodnych zarodków. Rozumiem Twój smutek.
      Tylko, wiesz Ewa, najważniejszy jest ten jeden dobry. Jego liczby ani klasy nie obchodzą. Pewnie nawet nie przejmuje się, co sobie dziś o nim myślisz. Nie jesteś wyrodną matką. Masz prawo czuć rozczarowanie. Ja wierzę w Twoje blastki, niech rosną.

    4. Ewa, dziewczyny mają rację, spokojnie! Ten jeden wystarczy do pełni szczęścia, wiem co mówię. Ja przeszłam 18 dniową stymulację, lekarze kilkakrotnie chcieli się już podać. Ostatecznie miałam trzy blastki. Dwie podano i jedna jest teraz śliczną 23 tygodniową córcią pod serduchem! Także, wierz w swoje dzieciątko! I kochaj, bo kto jak nie Ty?!

  60. Wężon, faktycznie słyszałam gdzieś że duphaston nie wychodzi w krwi ale wydawało mi się że nie jest to możliwe. A jednak. To bardzo dobra wiadomość. Tzn że Twój całkowity progesteron pewnie jest dużo wyższy.

    A u mnie czekanie, nawet usg nie miałam. Beta niestety dalej rośnie. Gdyby maluch trafił w dobre miejsce to byłabym chyba w zdrowej ciąży. Dziwne uczucie straty i nadziei.

    Ewa, ja uważam że zarodki radzą sobie doskonale nawet bez naszej wiary w nie. Nie mamy na nie wpływu. Nie wyrzucaj sobie tego. Czuj co chcesz. A blastki mogą Cię jeszcze bardzo zaskoczyć.

    1. Ruta, ktoś mądry mi powiedział to samo, kiedy byłam w cp. „Zobacz, jak wielką wolę życia mają zarodki. Rosną nawet tam, gdzie nie ma endometrium. W końcu ci się uda”. Trzymam się tej dobrej nauki z przykrego doświadczenia. Z lureiną czy bez, z supłami, zastrzykami, akupunkturą czy bez tego wszystkiego – silny zarodek sobie poradzi…

      Czy Ty wyjdziesz ze szpitala na święta?

  61. Hej, dziewczyny.
    Zacznę od gratulacji dla Wężona. Bardzo się cieszę, od razu robi mi się ciepło na sercu, jak sobie pomyślę, że ci się udało:) Życzę Ci pięknych i spokojnych 9 miesięcy.

    Anitt, przykro mi, że beta potwierdziła test. Super, że już jest plan działania. Będę zaciskać kciuki, by następnym razem się udało.

    Broffka, rozumiem twoje rozczarowanie negatywnym testem, ale ja jeszcze wierzę, że może jednak się udało, a na test po prostu za wcześnie.

    Ruta, że też ta beta ciągle rośnie, ale masz rację, to daje też nadzieję na przyszłość i tego trzeba się trzymać.

    Ja dzisiaj pracowałam w domu, bo do pracy miała przyjść w odwiedziny dziewczyna, która jest na macierzyńskim, razem ze swoim kilkumiesięcznym dzieckiem. Uznałam, że to będzie za duże przeżycie dla mnie, bo od kiedy straciliśmy synka, nie miałam bliższej styczności z dziećmi. Ta myśl, że powinnam być na jej miejscu. No i jestem, tylko że na zastępstwie w firmie. W święta spotkamy się z siostrzeńcami mojego męża, na pewno się popłaczę, ale przy rodzinie to inaczej, w pracy nie chcę się uzewnętrzniać, zwłaszcza że tylko kierownik działu wie, co nas spotkało.
    A poza tym pęcznieje we mnie nadzieja, że może się udało. Okaże się w weekend. Tymczasem zgodnie z zaleceniem terapeuty dokarmiam swojego dobrego wilka i wyobrażam sobie różne miłe rzeczy:)

    1. Malwa, czym sie karmi dobrego wilka? W każdej z nas mieszka taki wolf? Jak go wywołać?
      Święta zawsze są trudne. Niektóre z nas mają większą odporność, inne mniejszą. Większość wierzy, ze to kolejne ostatnie święta bez dziecka. Część się nie myli 🙂 a Święta wymyślił jakiś wielodzietny sadysta.

  62. Ewa, też mi się wydaje, że to twoja reakcja na długie czekanie, napięcie, stres, do tego hormony. Tak po prostu się czujesz, masz do tego prawo. Uczucia wzięły górę, nie da się nad nimi tak po prostu zapanować. Bądź dla siebie wyrozumiała. Ja tam wierzę w te twoje zarodki:)

      1. Broffka, a wiesz, że ja z Tymkiem właśnie miałam bóle typowo jak na miesiączkę i byłam pewna, że ona przyjdzie, ale nie przyszła:) Chciałabym, aby i u Ciebie tak było…

        1. Malwa jesteś prawdziwą siłaczką! Zastanawiam się skąd wszystkie bierzecie tyle siły na walkę będąc przy tym wsparciem dla innych. Wierzę, że karma wraca i każdy dobry gest, słowo i uczynek wróci ze zdwojoną siłą. Malwa z całego serca trzymam również kciuki za Ciebie 🙂

  63. Dziewczyny, mam wyniki dzisiejszych badań.
    Kamień z serca, progesteron skoczył do 17,5 ng/ml. Niesamowite, jak ta luteina działa.
    Dodatkowo groszek zrobił mi wiosenny prezent i dał znak betą. W piątek rano (przypominam) było 78,2, myślałam, że musi być przynajmniej 180, a 200 będzie dobrze. Wynik z dzisiaj, z 12dpt, to…368. 🙂

    1. No to to to wlasnie. Zasiadam do bloga i od takich wypasionych wyników zaczynam zaległości 🙂 coraz głośniejsze gratulacje, Wężon. Jestes w ciazy jak diabli 🙂

  64. Wezon, Piękna beta i spektakularny przyrost!!:).jeszxze raz gratulacje!
    Ewa, transfer to ogromne przeżycie. Doskonale rozumiem Twoje łzy. Nigdy nie sprzyjają informacje o zarodkach, które przestały sie rozwijać, ale prawdą jest ze potrzebujemy tego jednego, który czekał na nas:) zawsze pocieszałam sie, ze przy naturalnych poczęciach zarodki także obumierają , tylko raczej kobiety o tym nawet nie wiedza. Chyba wszystkie wiemy, ze gatunek ludzki jest najbardziej obciążony wadami genetycznymi zarodków, co uniemożliwia dalszy ich rozwój i często obumierają bardzo wcześnie, nim kobieta sie zorientuje ze doszło do zapłodnienia. No, ale jakie musza byc wyjątkowe te, które rosną, rozwijają sie i wreszcie przychodzą na świat:)) trzymam kciuki za Twoje Blastki Ewa!
    Annit, przykro mi, ze tym razem sie nie udało. Dobrze, ze walczysz dalej.
    Boroofka, kciuków nie puszczam do bety! Nadzieja nadal jest.

  65. Dziewczęta, mam pytanie natury ciążowej. Kuedy czulysvie pierwsze ruchy. Albo inaczej, kuedy poczuliście wasze subiektywne odczucia, ze to ruchy dziecka? Pytam, bo dzis poczułam bardzo dyskretne jakby łaskotanie, przesuwanie sie czegoś w moim brzuchu, aż znieruchomialam. Od jakiegoś czasu przed snem czuje tez takie pukanie delikatne, takie jakby pękanie bąbelków…no cos takiego. Ale to było tak znikome i właściwie niejednoznaczne, ze jakos sie nad tym mocniej nie zastanawialam(poza wysłuchiwaniem sie w te „odczucia” i @odglosy” z wewnątrz ciała. Natomiast to dzis było czymś zupełnie dziwnym i mimo ze delikatnym, to zbyt wyraźnym zeby to przeoczyć czy pomysleć ze to kiszki mi marsza grają. Nigdy wczesniej nie czułam takiego „smyrania” od środka. Myślicie, ze to mogą byc pierwsze odczuwalne przeze mnie ruchy? Dzis mam polowe 16 tygodnia, teoretycznie możliwe, z tym ze wszędzie piszą ze przy pierwszej ciazy czuje sie dopiero ok.20tyg. Niby u szczupłych dziewczyn szybciej sie czuje, no ale nie wiem sama.

    1. Smyranie czułam już w 14-15tc jak płasko lezalam. Mialam takie same rozkminki, czy to wzdęcia czy maluch. Kopniaka poczułam w 18t2d i wtedy nie ma wątpliwości czy to To:) Oby jak najszybciej u Ciebie były kopniaczki. To piękny czas.

      1. Ewelka, Ewelinaaa, dzięki dziewczyny za odpowiedz:) cos mi sie wydaje, ze to pierwsze smyranka wlasnie;)
        Ewelinaaa, nawet jesli boli, to juz nie mogę sie doczekać tego kopania;)choć oczywiście i Tobie i sobie życzę mniej bolesnych kuksańców;)

    2. Ja pierwsze ruchy poczułam w 16 tyg. Leżałam i poczułam jakby ktoś pukał od środka. Jestem szczupła i nie mogłam pomylić tego z ruchami jelit 🙂
      Mój syn był raczej aktywny i od tych pierwszych ruchów poczułam pewnego rodzaju ulgę, bo miałam „namacalny” dowód, że żyje. Z drugiej strony, każda godzina, w której akurat nie chciał się ruszać wpędzała mnie o gigantyczny stres. Do tego stopnia, że zdarzyło mi się odwiedzić SOR ginekologiczny. Tam oczywiście popukali się w czoło i zalecili spokój :/

  66. Przepraszam, ze tutaj o tym piszę i pytam podczas gdy wiele z Was przezywa wlasnie niepowodzenia transferowe, czy jest w trakcie procedur. Pozwalam sobie tutaj pytać o ciąże, bo jestem w niej dzieki temu nlogowi(no i oczywiście lekarzom):) chodzi mi o to, ze zawsze czerpałam sile z tych blogowych ciąż, mam nadzieje ze jest odbierana z rym pytaniem podobnie. Nie udziel sie na forach czy innych blogach, tutaj sa dziewczyny, którym ufam, dlatego liczę na Wasze opinie w tym temacie. Z góry dzieki:)

    1. Margaritka, Fajnie, Twój Lokator już daje znaki:) Moja cyklistka przedwczoraj słabo dawała znać, aż się przestraszyłam.. dałam jej czas, bo może senna jest, na allegro zamówiłam detektor tętna.. jak odeszłam od komputera to tak zaczęła pedałować…:)
      Co miejsca w sieci- nie widzę się na typowym forum ciażowym, nie rozumiem, bo to nie moja perspektywa. Tu stajemy się mamami, różnymi ścieżkami, czasem dłużej, czasem krócej.. jedno nas łączy, i nie jest to beztroska radość na widok pozytywnego testu.
      Iza, jak po wizycie? Crio w tym cyklu?

      1. Olga, ja tez coraz cześciej myślę o detektorze. Boje sie tylko ze jak nie usłyszę serduszka(bo np. nie bede umiała prawidłowo tego użyć), to wpadnę w panikę i jeszxze zaszkodzę dzidzi niepotrzebnie. A w którym Ty jestes tygodniu? Kiedy u Ciebie pojawiły sie pierwsze ruchy?

        1. Chyba coś koło 18tego takie bąbelki, ale nie poczytywalam tego za ruchy,ten tym bardziej, że ja z tych drobnych nie jestem.poczytywalam.poczytywalam.poczytywalam potem już coraz wyraźniej… teraz jestem w tym 23tc 4dniu. Wczoraj mi tak czymś odbijała, że nawet mój brzuch z oponką tłuszczu się uwypuklał miejscami… przedziwne uczucie..
          Podobno do detektora trzeba nabrać wprawy.. zdam ci relacje jak dojdzie.

  67. Właśnie Iza, nową notkę o wizycie poproszę. 🙂

    Sza, a co u Ciebie? Z którego owulacja w tym cyklu?

    Ewa wiadomo już, ile zamrozili? To Twoja 3 stymulacja, a który transfer? Muszę przygotować opis dla plusa. 😉

    1. Chciałam wam podziękować za wsparcie. To moja trzecia stymulacja, a czwarty transfer. Nigdy nie miałam zarodków lepszych niż 3AA. Czuje się jakbym dostała w twarz od życia. Teraz tyle zrobiłam, żeby było lepiej. Tak jak Iza napisała, człowiek liczy na dobre zarodki. Trzymam się tego co ty Wezon napisałaś, że dwa słabsze zarodki mogą się wspierać oraz ich woli życia. Udało mi się zajść w ciążę z morula więc może…. Wezon gratulacje niech będzie pięknie i spokojnie. Ruta przytulam cię bardzo mocno. Boroffka niech cię beta zaskoczy. Iza jak po wizycie ? Sza po której stronie pęcherzyk ? Margaritka piękny czas się zaczyna. Anitt bardzo mi przykro , że się nie udało.

      1. Ewa to idź moimi śladami bo mnie się właśnie udało przy 4 transferze i 3 stymulacji 🙂 i moje zarodki były 8b 🙂 Ale ta klasa to na prawdę nie ma znaczenia. Zobacz ile dziewczyn tutaj tak na prawdę nie ma żadnej informacji o klasie zarodka. Lekarze mówią im tylko ze zarodki są ładne lub bardzo ładne 🙂

        1. Ja na przykład nic nie wiem o zarodkach. Jakie były tamte, też nie wiadomo. Wiadomo, że wszystkie próbują ze mną zostać.
          Ewelinaa, zachowywałaś się tak jak Ewa, to może i ciąg dalszy też taki będzie. Pamiętam, jak jeszcze tuż przed badaniem bety płakałaś, że czujesz, że znowu się nie udało, zarodki były słabe, brzuch Cię boli, to już koniec, nie wiesz, jak dalej żyć, trzy pełne podejścia zużyte, komercyjnie nie dacie rady…. 🙂

          1. Oj pamiętam Wezon 🙂 byłam za przeproszeniem tak posrana ze masakra. Nie wiem czy umialabym się pogodzić z tym ze to już koniec. Na szczęście to już za mną. 🙂

          2. Byłam ciekawa jakie były i szukałam na karcie z poprzedniego, ale nie widziałam, sprawdzę jeszcze raz.
            Z tego transferu karty jeszcze nie ma. 🙂

      2. Ewa! Nie sugeruj się klasami! Ja z 6 zapłodnionych dorobiłam się trzech:2aa,2bb a wlasnie usypiam 3 ba z 6-dnia;)ja tez byłam załamana i byłam pewna,ze nic z tego…a teraz moje 3BA bujam do spania:)
        Wezon! Strasznie sie ciesze!

  68. Hej Dziewczyny!Dawno sie nie odzywalam ale czytam Was codziennie!Za wszystkie trzymam kciuki, gratuluję pięknych nowych bet i udanych transferów! Mocno trzymam kciuki za wszystkie, który sie jeszcze nie udało – wiem, ze to tylko kwestia czasu!!!
    Ja juz jestem po drugiej stronie, dwa dni temu urodziły sie moje Twixy w 35tc. Mamy troszke problemów ale wierzę, ze będzie dobrze!
    W mojej ciazy przerobilam prawie wszystko:plamienia przez 3 miesiące kazdego dnia, krwotok, brak wzrostu progesteronu, konflikt sereologiczny z aktywnymi juz przeciwcialami ( mimo, ze przy ciąży pozamacicznej dostałam immunoglobuliny), skracajacą sie szyjke, pobyty w szpitalu, strach przed transfuzjami, ktore sa czesto konieczne przy konflikcie, a na koncu porod przedwczesny! Moze moja historia doda komus otuchy, takiej jaka zawsze znajdowalam na tym blogu!Dziękuję Wam!I prosze o jeszcze troche kciuków dla moich Maluchów!

    1. Jagoda, gratulacje!!! Oczywiście zaciskam kciuki za Twoje maluszki, niech szybko naboerają sił i Ty tez dbaj o siebie. Dla mnie choćby Twoja ciaza była zawsze dowodem na to, ze moze sie udać. Pamietam jak miałyśmy transfery w podobnym czasie, jak u Ciebie zaskoczyło a u mnie była dupa blada. Pozniej okazało sie, ze to pozamaciczna ciaza, zabieg.Pamietam Twoja determinacje i jak szybko podeszłam do kolejnego transferu który przyniósł upragniona ciążę. Gdy mnie łamało zwątpienie Ty szłaś dalej i doczekałas sie swojego szczęścia. Nie odpuściłam i ja, trzymana za reke przez dziewczyny, wspierana radami, podeszłam do drugiej stymulacji i teraz każdego dnia z niedowierzaniem patrzę na zaokrąglony brzuszek. Mam wrażenie ze musiałam poznać (choć wirtualnie) niektóre z Was, zeby w jako takim zdrowiu psychicznym przejść to wszystko. Jak widać potrzebujemy siebie nawzajem nawet juz po drugiej stronie. Ciesze sie, ze dałaś nam znac o narodzinach. Ostatnio zastanawiałam sie co sie dzieje u Ciebie. Mam nadzieje, ze te „komplikacje” szybko przejdą i zostanie sama radość. A powiedz, jak Ty sie czujesz? Jak znislas poród?

  69. podzielę się też swoimi newsami: jestem już po punkcji, 10 oocytów, zapłodniło się 5 (icsi robione na 6 komórkach), więc chyba jest dobrze:) transfer w czwartek, już się nie mogę doczekać 🙂

    1. Olaola, czekamy z Tobą.
      Ale tu przerób, jedne czekają na betę, inne na transfer, kilka w trakcie stymulacji, a następne przetupują już nóżkami czekając na swoją kolej. Ruch jak w ulu.
      Mam nadzieję, że wszystkie spowodujemy wyż demograficzny.

      1. Ja przetupuje nóżkami przed moja pierwsza przygoda z in vitro. 5 kwietnia biorę ostatnia pigułkę anty i będę czekać na @. Jestem bardzo ciekawa ile dni zajmie jej przyjście, próbuje jakoś poukładać prace z wyjazdem do Białegostoku, ale chyba nie będę w stanie nic zaplanować, bo kto kto wie kiedy się zjawi. Cycki mnie bolą pp tych pigułkach. Martwię się progesteronem, bo tak jak wcześniej któraś z Was pisala, że Izie może się nie wchłania, to ja myślę, że mogę mieć ten problem. Biorę wszystkie suple. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić. O co pytać lekarza, z jakich opcji korzystać przy in vitro. Morfologia em kiepska -2%. Czuje się znowu jak dziecko we mgle:) dobrze, że jest to miejsce i Wy.

  70. Może będę jak zacięta płyta ale uważam, że powinnać porządnie przeleczyć endometriozę zanim podejdziesz do kolejnego transferu…i masz wtedy spore szanse – trzymam kciuki. Podpytaj lekarza ale takiego co się zajmuje endo. Jeśli nie chcesz tracić czasu to przynajmniej z dwa miesiące przyblokuj estrogeny, są też fajne czopki p/zapalne (distreptaza), sprawdź CA125. Nie pakuj zarodka w nieprzygotowaną „wrogą” (jak to nazywamy) macicę, nie gniewaj się na mnie że tak mówię ale to nie jest dobre ani dla Ciebie ani dla tych maleństw. Powodzenia

    1. Ja pierdolę, znowu to stwierdzenie „pakować zarodki”. Kuźwa przez takich lekarzy, rzeźników, co „pakują”, i pracują jak w fabryce na taśmie, nikt nie sprawdził, że byłam w ciąży, jak mnie brali na zabieg – zapisana-ma być, żeby skały srały.

      1. Ręce opadają 🙁 Ja tam upieram się przy wątpliwych intencjach. Jeżeli ktoś pisze komentarz za komentarzem, w kółko to samo, popełniając za każdym razem ten sam błąd (który został już przez nie jedną osobę nazwany, wytłumaczony, za który padły „niby” przeprosiny) to w tym kontekście życzenia powodzenia brzmią jak jakiś smutny żart.

    2. No właśnie. Co to w ogóle za wyrażenie ”pakować w siebie zarodki”. Dziewczyno czy Ty w ogóle wiesz co my przeżywamy? Próbuj choć trochę dobierać słowa odpowiednio do naszej sytuacji!

      1. Nie znam O. Ale zauwazylam, ze jesli ktos chce powiedziec prawde, czasem bolesna, to zaraz jest atakowany. Tylko tirli tirli i robienie sobie dobrze…a moze czasem warto wysluchac opinii, ktora, paradoksalnie, moze byc bardzo pomocna. Cos jest na rzeczy, ze sie nie udaje. Gdybym to ja byla na miejscu autorki bloga zastanowialbym sie. O nie napisala nic obrazliwego. Bezensownym blablaniem nie pomozemy Izie. Czasem warto posluchac. Ja tez nie podeszlabym do kolejnego transferu bez zbadania endometrium. Albo przynajmniej SOLIDNEJ, SZCZEREJ i RZECZOWEJ rozmowy z lekarzem. Izie, zycze wszystkiego dobrego. Pisze z anonima bo byscie mnie zjadly. Tak niestety czuje.

        1. już wcześniej pani O. się wypowiadała pod innymi, starszymi postami i robiła to w niefajny sposób. Nikt nie chce tutaj spijania sobie z dzióbków i jasne jest, że każda uwaga, nawet przykra jest lepiej widziana, jeśli pomoże w osiągnięciu celu, ale proponuję Ci Anonimie zapoznać się z wcześniejszymi wpisami pani dr O. i wtedy się wypowiedzieć. Nikt z nas też nie odniósł się, że to niedobrze, że pani O. pisze o zbadaniu endometrium, o czopkach itp – bardzo dobrze, że udziela takich info. Chodzi tylko PONOWNIE o sposób w jaki to robi, a wcześniej chodziło też o moment, jaki wybrała. Nikt tu nikogo nie je.

        2. Ja nie pisze o opini o tylko o tym w jaki sposób to zostało napisane. Chodzi mi o słowa jakimi się posługuje. Wyrażenie ”pakowania w siebie zarodkow” mnie osobiście BOLI.
          Myślę że Iza zastanowi się nad tym co ta osoba napisała o na pewno przyjmie do wiadomości jej opinie ale to do niej należy decyzja. Iza nie ”olewa” nikogo tutaj…

        3. Anonimie, jaka różnica, czy zostaniesz zjedzona jako Anonim czy jako „Róża”, „Alka” lub „jakiś-inny-ciastek” 🙂

          Bardzo się cieszę, że O. się wypowiada. I bardzo żałuję, że znała bloga od dawna, a włączyła się dopiero teraz. Sformułowania – każdy jest inny, jednych rażą, innych mniej, ale ogólny sens jest czytelny. Mniej lub bardziej dyplomatycznie, ale chciałaby jakoś pomóc. Naprawdę to rozumiem, mimo pewnego rozżalenia, że teraz to sobie mozemy co najwyżej popaplać.

    3. Równie dobrze możesz tak napisać i o mnie.
      Też mam endometriozę i laparoskopię miałam 2 lata temu. Od tego czasu nie wiadomo jak bardzo się rozprzestrzeniła.
      Być może zajęła już macicę.
      Ale nie mam czasu na walkę teraz z endometriozą, bo program jest do czerwca.
      Wykorzystam ostatnią 3 procedurę i jeśli się nie uda to wtedy wezmę się za endometriozę.

      Myślisz, że to wszystko jest takie łatwe?
      Ja musiałam przycisnąć lekarza, udać się do Pani Dyrektor kliniki, żeby wreszcie zmienili coś w 3 procedurze.
      Wczoraj miałam scratching endometrium (wiem nie jest wskazane przy naszej endometriozie) i kroplówkę z intralipidu (przy hashimoto również nie jest wskazana soja). A jednak takie były decyzyje lekarza.
      Aha i wywalczyłam sobie również imsi zamiast icsi, embryo glue i ah zarodka.
      I będę o tym przypominać lekarzowi.
      Nagle zmienił mi puregon na menopur.
      Czyli jednak da się wreszcie coś zmienić, ulepszyć.
      Trzeba tylko chcieć.

      Nie ma sensu pouczanie Izy, bo ona jest w podobnej sytuacji.
      Program jest do czerwca i w tym momencie nie mamy czasu na leczenie endometriozy

      1. Moze rzeczywiscie podeszlabym po raz kolejny poki trwa program. Ni wiem. Wiem natomaist, ze przycisnelabym lekarzy. Tak np jak to zrobilas Ty Paradise (opis powyzej). Po prostu zastanawiam sie ile moze byc prawdy i sensu w tym co pisze O. Zgadzam sie jednak, ze to sformulowanie „pakowanie zarodkow” nie jest delikatne. Moze jednak nie wynika ze zlosliwosci tylko z faktu, ze lekarze tacy juz sa. Dla nich to nic innego jak zwykly zabieg medyczny. Jakos nie wierze, zeby szcżegolnie przezywali te nasze transfery. Obym sie mylila. Dla nich to robota. Profesjonalizm ale w wiekszosci pewnie bez zaangazowania emocjonalnego. Stad te okresleńia. Dla mnie moga sobie to nazywac jak chca poki mam przekonanie, ze naprawde robia WSZYSTKO aby sie udalo. Wszystkim nam zycze solidnyych, myslacych lekarzy, ktorzy szybko pomoga nam dojsc do celu jakim jest nie tylko udany transfer ale urodzenie zdrowego dziecka.

    4. O. Mam w tej chwili tylko jedno wyjście. Z końcem programu dla mnie (i setek z nas) to koniec in vitro. Nie mam 2 miesięcy czasu na leczenie.

      Niestety ale muszę produkować i „pakować w siebie zarodki” do czerwca ile wlezie (ścigam się z politykami, tylko, że ja z rozłożonymi nogami, nieźle, co?) albo już nigdy wiecej nie zrobić nic w tym temacie.

      jeśli nie zdążę z transferami zarodków – będę musiała zamrozić resztę (chcę jeszcze podejść do stymulacji po kolejnym transferze). Po czerwcu będę miała nieokreśloną ilość czasu, żeby zająć się endometriozą.

      Dobrze rozumiem, ze Ty widzisz coś, co może umknęło wszystkim w tym pędzie. Umknęło. Trzeba było się tym zająć wcześniej, teraz to gram w totka po prostu.

      Wiem, ze wracasz tutaj, bo chcesz pomóc. Wiem O., że chcesz, żeby to się dobrze skończyło. Wiem też, że kilka z nas zanotowało sobie nazwę czopków (distreptaza) Ja też zanotowałam.

  71. Anonimie, powtórzę tylko to, co zostało juz napisane- chodzi o sposób przekazywania pewnych informacji, a ze sprawa jest niezwykle delikatna, używanie sformułowań w stylu „pakowanie w siebie zarodków” jest zupełnie nie na miejscu. Nie przystoi „zwykłej” czytelniczce bloga o niepłodności, a co dopiero lekarzowi, bo za niego wlasnie uważa sie O. Gdzie empatia? Gdzie wyczucie? Takt? Taki dowcip mi sie przypomina ” co to jest dyplomacja? To powiedzenie komuś spierdakaj w taki sposób, zeby cz sie jeszxze wyjątkowo zaopiekowany”. Każdy lekarz powinien umieć mowić o najgorszych rzeczach w taki sposób, zeby pacjent poczuł sie zaopiekowany, nie zaatakowany, nawet jesli lekarz nie ma nic dobrego do powiedzenia. Nie ma co dokładać tu dramaturgii w niełatwej i tak juz sytuacji.

    1. Z Hama nie zrobi się człowieka 🙂
      No cóż 🙂

      Ja też w siebie ,,pakuje” zarodki i będę do czerwca 🙂 póki mam program 🙂
      To jedyne co na ten czas mogę zrobić 🙂
      Bo nie ma tu czasu na leczenie endometriozy

    2. Ja znałam wersję ” powiedzieć komuś spier***aj w tej sposób aby poczuł ekscytację, na myśl o zbilżającej się podróży”

      Co do tematu, w pełni się zgadzam. Opinia, opinią, każdy ma do niej prawo, jednak brak taku to inny problem. Niektórym ciężko to zrozumieć…

  72. A poza tym anonimie naprawdę nie zdecydowałabyś się na kolejny transfer? Będąc w programie? Gdzie masz czas tylko do czerwca?
    Tak masz szansę pół na pół. Albo się uda albo nie.
    A nie podchodząc do transferu masz szanse równe zeru.

  73. Izo, nie umiem opisać słowami jak bardzo mi przykro 🙁 Wierze jednak, że kiedyś się uda i doczekasz się swojego upragnionego szczęścia :* Tak jak i reszta dziewczyn, którym się teraz nie udało.
    A tym, które ujrzały dwie kreski na teście ciążowym serdecznie gratuluje i trzymam mocno kciuki za całą ciążę i szczęśliwe rozwiązanie 🙂

    1. Haha, nawet nie szukali. Nie miałam nawet usg. Po prostu leżę i kwitnę. Pytam po 5 razy dziennie czy będzie usg i za każdym razem slyszę że będzie. Może popadam w paranoję z nudów ale..mam wrażenie że mnie zwodzą.

      1. A betę sprawdzają?
        Następnym razem zapytaj KIEDY będzie USG, a jeszcze lepiej, o której dzisiaj masz się spodziewać USG.
        Nic się nie dzieje? Nie krwawisz, czy krwawisz ciągle, bo przecież krwawiłaś wcześniej?
        Niech się jak najszybciej wyjaśni.

        1. Plamię ale dużo mniej, brzuch nie boli. Betę robili wczoraj rano i była 1600. Od tej pory cisza, tak pytałam kiedy usg. Niezmienna odp. Dzisiaj, nie wiemy o której. Nie panikuję bo liczę po cichu że może jednak samo się rozwiąże. Pomimo tego że czekanie jest ciężkie i chciałabym już wiedzieć na czym stoję.

        2. Straszne takie zawieszenie… czy to naprawdę tak trudno przyjść i powiedzieć jak sprawy stoją? Choćby nawet mieli powiedzieć, że sami nie wiedzą co i jak to przecież też jest jakaś informacja. Obyś jak najszybciej dowiedziała się co dalej…

      2. Szpital… masakra. W ciągu ostatnich 2 lat przeleżałam w szpitalach z 1,5 miesiąca. Mam dużo do powiedzenia na ten temat, za dużo.
        Co nie zmienia faktu, że przy cp się leży i czeka. I czeka. I czeka. Mi było łatwiej niż Tobie. Był maj, ciepło. Zakładałam dres (nie budził podejrzeń), polar i uciekałam na całe godziny ze szpitala, Ruta. Tak, właśnie. Chodziłam jako dresiara na spacery na lody, do parku, chowałam tylko szpitalną opaskę pod polarem. To trwało 2 tygodnie. Dlatego pytałam czy wyjdziesz na święta.

        1. Zabraniają mi wychodzić z oddziału ale na szczęście nigdy nie byłam dobra w respektowaniu ograniczeń 😉 Co do tego gdzie spędzę święta – sama się zastanawiam. Jeśli sytuacja będzie patowa liczę na przepustkę. Rodzina daleko, na święta będziemy sami z więc zrobimy je po swojemu. Na śniadanie żur gotowany w kociołku nad ogniskiem.Tylko my i kot. Mam na co czekać.

          1. No, u mnie też był zakaz 🙂
            Ruta, co do żuru z kociołka z kotem, nic na to nie poradzę, ale w mojej wyobraźni wyglądasz na młodą piękną czarownicę 🙂

  74. Ruta,
    no niestety, to taka smutna szpitalna rzeczywistość.
    Spróbuj dopomnieć się bardziej stanowczo, dopytać kiedy konkretnie to usg będzie, że tyle czasu leżysz i nikt cie nie ogląda..
    Szlag człowieka trafia i kurwica strzela, bo dobrze byłoby już coś wiedzieć w którą stronę sprawy idą, a tu zlewka.

  75. Heej Wężon bardzo Ci gratuluje,jestes w ciazy!!! 🙂
    Ewa wszystko bedzie dobrze nie ma sie co przejmować na zapas…
    U mnie hm… Owulacja po złej stronie(co jest z jednej strony plusem bo przynajmniej wiadomo czego mozna sie spodziewać,raz z jednej raz z drugiej jajeczkuje)
    Ale narazie mam takiego dola od paru dni tylko płacze nie potrafię sobie poradzić sama ze soba… Odezwe sie jak mi sie troche polepszy i Wam wszystko opowiem.
    Trzymajcie sie dzielnie wszystkie.
    Buziaki

    1. Sza ty też się trzymaj!
      Znam ten stan, o którym piszesz, czasem dobrze jest odetchnąć wtedy. Można nabrać trochę dystansu, odreagować, zapomnieć na chwilę… Mam nadzieję, że wygrzebiesz się ze swojego dołka jak najszybciej!

      Ściskam!

  76. Wezon, gratuluje pieknej bety z fantastycznym przyrostem. Niedlugo pewnie masz juz to pierwsze usg, tak?
    _____
    Izo, lub/takzedziewczyny z kliniki N?
    Czy mialyscie kontakt z dr W? Jesli tak to czy moge prosic o opinie? Niestety nie dam rady byc pacjentka dr L. To nie na moje nerwy.
    W 10 dc cyklu mam miec robiona biopsje rysowa endometrium jako kontrole po leczeniu zaleconym po histeroskopii i zapisalam die do dr W.
    Swoja droga Was tez tak diagnozowana przed iui?
    Wszystkie badania sa u mnie i u meza ok (poza tym przeleczonym stanem zapalnym blony sluzowej macicy) i nadal dr o iui poki co nie chce slyszec . A ja msm wrazenie, ze Was tak nie przeswietlaja tylko wlasciwe leczenie i juz. Z nami niby wszytsko jest ok a tylko badania, bad ia i konca nie widac:((

    1. Sonia, ja raz byłam u W., dawno… Nie mam zdania, ale podobno to dobry lekarz. I niekoniecznie specjalnie sympatyczny. Niemniej jednak, jesli masz wrażenie, że naciąga Cię na badania – zapisz się do kogoś innego, sprawdzisz, czy Ci odpowiada. Nawet w jednej klinice lekarze zachowują się róznie, jakby nie było odgórnych procedur.

      1. Dzis np. Konsultacja u dr L tel w sprawie dalszego leczenia trwa moze max 1 min. Potem pocaluj mnie w dupe i do widzenia. Nie jestem typem wrazliwca ale pierwszy raz w zyciu ktos mnie tak zlewa za moje wlasne, niemale, wydawane tam pieniadze. Co to jest? Call center?

          1. Iza, brak mi slow. Strasznie sie zryczalam. Nie wiem co robic. Chcialam do niego bo niby taki dobry a teraz czuje, ze jak kula w plot. On nie komunikuje sie ze mna. On mi co najwyzej autorytarnie oznajmia co dalej. Nie ma szans zeby w sumie o cokolwiek zapytac. Zakzenie drozdzakowe po antyb leczy mi inny lekarz. Wspomnialam mu o tym. Powiedzial. Tak bywa. Do widzenia.
            Iza, Ty dzis bylas na wizycie? I jak jajniki? Czysto? Bedzie criotransfer w tym cyklu?

    2. Miałam chwilkę odpocząć od wszystkiego ale widze ze moge sie udzielić …
      Ja nie jestem pacjentka dr W ale tez przygotowuje sie do IUI. Jestem u dr Z a jak on nie ma juz miejsc to z miła chęcią zapisuje sie do dr CZ-jest cudownym człowiekiem uwielbiam z nim żartować dodatkowo zawsze prawi mi komplementy a wiadomo lubimy to 🙂 jesli chodzi o IUI to ja nie miałam żadnych zleconych badan oprócz Tychpodstawowych ktore kazda kobieta powinna miec. No i miałam laparo i wtedy tez miałam jakies dodatkowe badania w czasie tego laparo bo operowalam mnie tez lekarz z N.
      Takze moze skoro nie jestes pewna tego lekarza zmień go. Dr Z jest profesjonalista ale na pierwszy rzut nie jest zbyt sympatyczny co sie z kazda kolejna wizyta zmienia. Natomiast dr CZ tak jak pisałam jest naprawdę super przemiły i tez jest konkretny,nie owija w bawełnę a to tez jest ważne.
      Takze decyzje pozostawiam Tobie.

      1. Dzieki Sza. Chyba jestem ukarana za moj egocentryzm;) sama chcialam sie dostac do dr L. Chociaz uprzedzano mnie, ze on standardowo jako szef klientow podobno ńie prowadzi. Slyszalam jednak, ze jest od trudnych przypadkow wiec uzylam asertywnosci i oczywiscie nas przyjal. Ale nie jestem zadowolona. Ma natomkast przemila asystentke/polozna …teraz juz wiem dlaczego. Nadrabia relacyjnie za niego.
        Z wpisow powyzej wywnioskowalam, ze kilka osob tu mierzy sie z endometrioza. W tym Iza. U mnie to absolutnie wykluczono. Pytanie zatem jakie mnie nurtuje od wczoraj jest takie: dlaczego nie sprobuja u mnie chocby stymulacji clo i potem iui tylko te histeroskopie, biopsje etc. Uslyszalam, ze jesli ktos ma stan zapalny endometrium to nie ma mowy zeby iui lub in vitro sie udalo bo w chorej sluzowce nic sie nie utrzyma. Ok. To sie przeleczylam antybiotykiem. Teraz slysze, ze musi byv kontrolna biopsja zeby miec pewnosc ze sie wyleczylam. Oznacza to kolejńy miesiac w plecy gdyz biopske robi sie 10-15 dc a potem 2 tyg czeka na wynik. I ok. Tylko zatem dlaczego osobom z endometrioza robia in vitro, robia iui i ńikt im nic nie sprawdza a mi tak wszystko sprawdzaja i nie chca puscic dalej. Kogozle lecza? Mnie czy was..? Szcegolnie, ze np. Iza jest w tej samej klinice co ja.

        1. Sonia, a może to jest tak, że bez biopsji nie da się potwierdzić, czy stan zapalny został zaleczony? Na USG przecież tego nie widać. Mi lekarz też mówił, że jeśli wyniki po histero wykażą stan zapalny to będziemy musieli się najpierw tym zająć, a dopiero potem podejść do IVF. Może nie szczędzą Ci badań, bo chcą oszczędzić procedur bez szans na powodzenie?

          1. Iczuciowa, dzieki za opinie. Mysle, ze mozesz miec racje. Niestety to nie zmienia faktu, ze chyba zmieńie lekarza bo potrzebuje takiego, ktory bedzie troche bardziej rozmowny 😉 Mysle, ze dr L jest profesjonalista i jest dobry. Pytanie czy sa i dobrzy i komunikatywni?;) chyba musze w weekend odpalic jakies wino i wyluzowac.
            A czy mozesz powiedziec, jaki masz stopien endo.?

          2. Ja nie mam endo. Jestem idiopatyczna. Mąż ma nieznacznie obniżone parametry nasienia, ale nic takiego co mogloby stanowić poważny problem. Nie wiemy czemu się nie udaje.

            Co do lekarza… Moi znajomi leczyli się u L. Dojeżdżali długie kilometry, bo wierzyli w jego skuteczność. Byli bardzo zadowoleni z efektów, są rodzicami trójeczki, ale faktycznie za każdym razem powtarzali, że kontakt z nim jest utrudniony i że na empatię szczególną liczyć nie można. No ale myślę, że to kwestia osobowości. Ja bym chyba nie dała rady z takim lekarzem, który nie ma dla mnie czasu, bo potrzebuje usiąść, spokojnie zadać wszystkie pytania, z czasem nabrać zaufania…

  77. Mnie dr W. zrobił szczęśliwa punkcję. Przyszedł na salę, ładnie się przywitał, cos tam chyba zażartował. Jak mnie wzbudzali to pytałam czy wszystko poszło ok., potwierdził grzecznie. A jak juz wychodził to krzyczałam za nim”panie doktorze, panie doktorze”!!puelegniarki go cofnęły , on zdziwiony, one ze pacjentka ma pytanie. A ja w tym ponarkozowym amoku jeszcze na leżąco, ledwo wybudzona, spytałam ile jest komórek. Odpowiedział ze tego nie wie, ale pobrał( chyba, ja po narożach nie do końca mam klarowna pamięć ) 8duzych i 6malych pęcherzyków. Jakimś cudem komórek w sumie było 16, ale ponoć niektóre pecherzyki moga mieć po kilka komórek. Ja tam mam miłe doświadczenia jak widać. Dość oschły i powściągliwy jest, taki troche cwaniako-luzak, ale wzbudza moja sympatie. Nie wiem jak przy dłuższym kontakcie z nim. Powodzenia.

  78. Gratuluję szczęśliwym :-), solidaryzuję się z nieszczęśliwymi.
    Moja druga – nieudana – stymulacja przygnębiła mnie maksymalnie. Nie wiem, czy to efekt psychiczny, czy może bardziej fizyczny.
    I przepraszam, że się tym z Wami podzielę. Nie chcę Was zarazić tym nastrojem. Ale myślę sobie – może wypowiem coś, co niektórym też duszy gra. Może to będzie oczyszczające nie tylko dla mnie?
    Chcę dalej próbować. Z góry założyliśmy zresztą, że zrobimy trzy stymulacje. Ale dostrzegam duże koszty własne.
    Mniejsza o pieniądze – te mamy. Ale te obciążenia emocjonalne – każda z nas to zna. I te fizyczne. Normalnie stronię od wszelkich leków, nie zażywam nawet przeciwbólowych, pierwsze znieczulenie u dentysty miałam w wieku 35 lat przy leczeniu kanałowym. A tu – wielkie bomby lekowe. Niezliczone tabletki i zastrzyki. Megaprodukcja komórek jajowych. Blisko hiperstymulacji. Tycie i chudnięcie w kilka tygodni o kilka kilogramów. Nie chcę myśleć o swojej wątrobie. Ani o ryzyku choroby nowotworowej. I o tym, że przyspieszam sobie menopauzę.
    Po tej huśtawce ostatnich tygodni fatalnie śpię. Budzę się wcześnie niewyspana. Jestem totalnie zmęczona. I mam właśnie okres, przy którym zwijam się z bólu.
    Przemilczę sprawy tzw. duchowe. Jestem katolikiem. I od wielu miesięcy nie byłam u spowiedzi, bo jakże. Nie chcę nikogo urazić, chcę pisać o sobie – mam wyrzuty sumienia. I – serio – boję się, że pójdę do piekła (może śmieszne, ale prawdziwe).
    Wszystko to wynagrodziłoby mi upragnione dziecko. Chcę go dla siebie, ale także dla mojej rodziny – mego męża, moich rodziców. Są tacy fantastyczni, tak ich kocham. Byliby tacy szczęśliwi.
    Ale moje szanse są małe, coraz mniejsze. I już nie wiem, czy nie kładę na szali zbyt wiele.

    1. Patrycja, u mnie też nastroje przed kolejną stymulacją dalekie od optymizmu…

      Finansowo – szukamy od kogo by tu pożyczyć pieniądze. Jest to obciążenie, ale tłumaczę sobie, że to tylko kasa. Zawsze przecież jakoś ją zarobimy, długi w końcu spłacimy.
      Emocjonalnie – sieczka! Jestem kłębkiem nerwów, chwieję się na wszystkie strony, czasem sama nie wiem co jeszcze utrzymuje mnie na powierzchni (najczęściej cudowny mąż). Codziennie pytam się ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać i codziennie od kilku lat wydaje mi się, że jestem już na wykończeniu.
      Fizycznie – myślałam, że stymulację zniosę gorzej, a ostatecznie przybyło mi tylko trochę tłuszczyku. Mam wrażenie, że stres odciska największe piętno na moim zdrowiu.
      Duchowo – jestem wierząca. Chodzę do kościoła. Jeśli chodzi o starania postępuję w zgodzie z własnym sumieniem. Sama ze sobą czuję się ok, najtrudniejsze są dla mnie te nawracające medialne burze, salonowe rozmowy o IVF. Zawsze w życiu szłam bardziej lub mniej pod prąd, niestety jednocześnie ważne było dla mnie zdanie otoczenia. W efekcie postępowałam tak jak mi serce podpowiadało, ale gdzieś tam czaiło się poczucie winy, izolacji… sama nie wiem czego.

      Zadaję sobie te same pytania, co Ty. Tak jak piszesz chcę dziecka dla siebie, ale czasami jeszcze bardziej chyba dla męża, teściów. Wciąż zastanawiam się, kiedy jest moment, żeby powiedzieć sobie stop. Jestem z każdym dniem coraz bardziej ZMĘCZONA, ale na razie nie mieści mi się w głowie, żeby odpuścić. To jest tak niewyobrażalne dla mnie, że wszystkie trudy duchowe, emocjonalne, fizyczne, finansowe, brak sił, a nawet wszystkie opinie świata, nie są na razie w stanie sprawić, żebym dopuściła do siebie myśl o przerwaniu starań…

    2. Patrycja poruszasz ważne sprawy i dla mnie. Ja w tym roku skończę 39 lat i czego nie mogę sobie wybaczyć to to że zaczęliśmy starania tak późno. Ale cóż w najgorszych snach nie przewidywałam takiego scenariusza.
      Jestem „zaledwie” po jednej procedurze, dwóch transferach z których ostatni dał ciążę, lecz tylko na 10 tygodni. Strata zabolała nas bardzo, mnie mojego męża i wszystkich wokół. Mam wrażenie że moje szanse maleją niemal z każdym kolejnym dniem. Ale jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa i przygotowuje się do kolejnej stymulacji. I jak Uczuciowa nie wyobrażam sobie ze mielibyśmy już odpuścić.
      Co do wiary.. Czuję dokładnie to samo co Ty. Chodzę co niedzielę na mszę, nie zrezygnuje z tego choć czasem czuje się nie na miejscu, do spowiedzi też nie byłam od dawna z tych samych powodów: no bo jak.
      Ja też pisałam o sobie i nie chciałabym nic doradzać bo każda z nas sama musi się zastanowić czy ma siłę na fizyczne i psychiczne zmagania na wcale niepozytwne emocje i sytuacje których nie można przewidzieć.

    3. Patrycja ja jedynie czego bałam się przy ivf to to, że te wszystkie hormony pobudzą we mnie jakieś choroby. Nie wiem obudzą jakieś ukryte komórki rakowe czy coś takiego. Nadal się tego boję, że w przyszłości będą jakieś tego konsekwencje.
      Ja również jestem wierząca, choć dawniej jakoś bardziej odczuwałam potrzebę chodzenia do kościoła, teraz robię to coraz rzadziej. I nie wynika to absolutnie, że przestaję wierzyć. Wynika to z tego, jaka atmosfera panuje w kościele, nie wiem dlaczego, ale czuję się tam jak intruz. Śmieszne, ale czuję się lepiej jak wchodzę do kościoła i nie widzę żadnego księdza, jak tylko się gdzieś pojawi na horyzoncie to mam ochotę uciekać 😀 Ale nie miałam żadnych oporów przed przystąpieniem do inv-ani ja ani mój M. Po prostu uznaliśmy, że to jest jakaś szansa-szansa od Niego tam z góry.

  79. A bardziej praktycznie – co do przychodni N – ja sobie chwalę panią dr L. Lubię ten konkret i chłód. Sam szef też był ok, bo zaangażował się w mój przypadek, i zadzwonił do mnie w niedzielę. Ale domyślam się, że rzeczywiście może mieć mało czasu.

  80. Dzień dobry.
    Boroffka, już pewnie krew oddałaś, czekam z zapartym tchem na wynik.
    Ruta, niech to się jak najszybciej skończy.
    Iza, czyli Twój transfer będzie w okolicach mojego pierwszego USG. 🙂

  81. Czesc dziewczyny, tylko tak w skrócie zamelduje, ze czuje sie ch*jowo fizycznie i ciągnę z trudem..U dr bylam, jest ok choc niewiele bylo widac jeszcze – tyle ze ładny, okraglutki pecherzyk w macicy w dobrym miejscu.Czekamy co dalej, w stanie dalekim od błogosławionego…
    Wezon, bardzo sie ciesze ze ladnie rosniecie i byle do konca!
    Patrycja, wazne sprawy poruszasz – nie czuje sie wprawdzie katoliczka ale przeciążenie organizmu przez ivf – i fizyczne, i emocjonalne to byl dla mnie swego czasu duzy temat.Mialam potezne opory..
    Milego dnia wszystkim!

    1. Ewcia, a który to tydzień? Kiedy następna wizyta?

      Co jest nie tak z Twoim samopoczuciem? Niedobrze Ci, senna jesteś, czy coś nietypowego?

      Dziękuję i buziaki. Ja mam wizytę 1 kwietnia. Okaże się, czy jest się z czego cieszyć.

  82. Wężon, wychodzi tak ok 6, wiec wszystko jakby opóźnone ale w gruncie rzeczy nie wiem kiedy byla implantacja (plemniory M zawsze jakies powolne byly 😉
    Co do samopoczucia, to nagle mnie sieklo jakos od ubieglego piatku- zawroty glowy, niestrawność, mdlosci, itd. I jakis taki wkurw wewnętrzny na wszystko, jazda hormonalna jak nic…
    Kciuki za Twoje usg.
    Iza, oby Twoj nastepny mrożonek zapakowal sie w dobre, przytulne miejsce tym razem. O.pewnie chce dobrze, ale warunki aktualnie sa takie jakie są Najwyżej potem pomyślisz. Buziaki for all

  83. Dziewczyny mam głupie pytanie 🙂
    Ale podobno nie ma głupich pytań. Są tylko głupie odpowiedzi:)
    Czy podczas brania zastrzyków menapur można chodzić na solarium? 🙂
    Wiadomo, że od punkcji już nie będę, ale czy do tego czasu są jakieś przeciwwskazania?
    🙂
    Jestem bardzo blada 🙂 i aż niezdrowo wyglądam 🙂
    W piątek zaczynam menopur i nie wiem czy wstrzykując go można się opalać 🙂
    O to tyle 🙂

    1. Nie mam pojęcia. 🙂 Nie ma nic w ulotce o ekspozycji na UV?
      Przy pigułkach antykoncepcyjnych ostrzegają, że mogą powstawać plamy, a tu też dodatkowe hormony.
      O wpływ na stymulację się nie boję, ale żebyś się plamiasta nie zrobiła. 🙂

      1. Zabrzmię jak stara zrzędliwa baba: nie chodź na solarium, po co sobie samej szkodzić? może wypróbuje opalanie natryskowe? dużo koleżanek z tego korzysta i chwalą sobie. I nie ma ryzyka przebarwień i przedwczesnych zmarszczek 🙂

        1. E tam 🙂
          Raz na jakiś czas nie zaszkodzi 🙂 co innego jakbym chodziła cały czas 🙂 ale troszkę do nabrania koloru 🙂

          Palenie też szkodzi, a tyle ludzi pali mimo to 🙂

          Natryskowe może kiedyś wypróbuję 🙂
          Może przed weselem koleżanki w maju 🙂

          1. Musisz zakryc miejsca, gdzie sie klujesz.

            Zgadzam sie z Olaola – solarium bardzo szkodzi. Opalanie natryskowe tez da Ci ladny kolor 🙂

          2. Ja jestem ogromnym przeciwnikiem solarium.

            Moja mama i moja kolezanka nabawily sie czerniaka, najprawdopodobniej po solarium. Tak przynajmniej sugeruja lekarze.

            Lampy sa bardzo szkodliwe. Poza tym w trakcie stymulacji powinno sie unikac goracych kapieli bo podnosza temperature ciala = moze to miec negatywny wplyw na pecherzyki.

            Kazda z nas jest dorosla i zrobi co uwaza za sluszne, ale to nie znaczy, ze nie powinnysmy wypowiadac wlasnego zdania.

    2. Byłam na solarium 4 dni przed punkcją, nic się nie działo, pęcherzyki nie popękały choć przyznam szczerze, że po wyjściu ta myśl mi przemknęła gdzieś 🙂 Ale nic z tych rzeczy, wszystko było okej 🙂 Później po transferze to wiadomo, ani się waż! 🙂

  84. Drogie koleżanki, czy macie jakieś porady na dzień przed transferem? jakieś sposoby na relaks, danie ostatniego kopa organizmowi przed przyjęciem zarodka? 🙂 Lekarz kazał brać Crinone, sama biorę też Inofolic i Fertilcare.

    1. Przed transferami nie robię niczego innego niż zwykle. Nie medytuję i nie używam bezzapachowych kosmetyków, a po transferze nie leżę i nie unikam ruchu.
      Powodzenia jutro. 🙂

      1. Wężon, Ewelinaaa nic, zupełnie nic, beta 0,1 jakby w ogóle nie było tego transferu 🙁 lekarz jeszcze do mnie nie dzwonił, ale ponoć ok.13-14 dc. Nie wiem co jest nie w porządku, niby niepłodność idiopatyczna, a beta ani drgnęła…może transfer 5-dniowego malucha będzie dla nas szczęśliwszy.
        Wężon widzę, że z naszej czwórki (Ty, Anity, Iza i ja) transferowanej w podobnym czasie, tylko Ty ratujesz statystyki 😉

        1. Szkoda, myślałam, że będę miała jakąś ciążową bliźniaczkę, do dzielenia strachów.
          Jeszcze Hania miała transfer razem z Izą i też nic z tego.
          Jestem 1 na 5, czyli marne 20% i to jeszcze niepewne. Przecież u mnie nawet jeszcze serca nie ma, a dalej będzie tylko gorzej.
          Oby ten następny transfer był szczęśliwy.

        2. Boroffka bardzo jest mi przykro. Musimy walczyć dalej. Niewiem jak ty ale dobrze ze zrobiłam sikanca wcześniej tj.7dpt przynajmniej jak dowiedziałam się z bety ze nic z tego to najgorsze miałam za sobą. Trzymaj się dzielnie

          1. Wężon liczę na to, że będziesz naszą ciążową przodowniczką i poprowadzisz nas wszystkie przez kolejne, UDANE transfery. Bardzo trzymam za Ciebie kciuki u wierzę, że wszystko się uda.
            Anitt, dziękuję, wiem, że nie jestem w tym sama. Robiłam test w 10dpt i faktycznie chyba tylko dlatego jestem w stanie funkcjonować. Chyba lepiej przygotować się na to szybciej, swoje już wypłakałam.Walczymy dalej!

  85. Dziewczyny ja przepraszam że tak z innej beczki.
    Czy któraś z Was jest może z okolic Katowic, i może polecić dobrego lekarza i dobrą klinikę leczenia niepłodności?
    Jestem załamana podejściem lekarzy i ich czekaniem na (właściwie to nie wiem nawet na co).
    Nie mam czasu na kolejne badania i szukania przyczyn, skoro moje amh to 0,33 🙁
    zrobiłam już chyba wszystkie możliwe badania ( w każdym cyklu w 2 dniu robię badania), przyjęłam kroplówkę z intralipidu. Biorę wszystkie możliwe suplementy i chodzę na akupunkturę. Tylko chyba na dobrego ginekologa nie potrafię trafić 🙁

        1. Mnie szczesliwie poprowadził dr Cholewa z angeliusa. Przyjmuje tez w Tychach przy ul. Bocznej. Cichy i spokojny,wszystko tłumaczy,rysował mi nawet schematy typu ci jesli;)

        2. Osobiście chodzę do dr M. – jeden z ważniejszych w tej klinice. Jest bardzo mało mowny ale na pewno jest świetnym fachowcem w swojej dziedzinie. Jestem z niego bardzo zadowolona.

        3. My jesteśmy właśnie w ciąży po byciu pacjentami Gyncentrum – co prawda głównie w Częstochowie, ale też chwilami w Kato. Byliśmy pacjentami dr M.- w poniedziałki bywa w Cz-wie. Rzeczywiście jest bardzo małomówny, ma dosyć pokerową twarz- kiedyś zdziwiło mnie, że zażartował i się uśmiechnął. Nie naciąga na kasę. Mieliśmy problem z wyhodowaniem pęcherzyka przez kilka cykli (na menopurze), w końcu przed świętami BN rósł powoli, powoli aż 26 grudnia na podglądaniu- 23 mm. Więc ja szczęśliwa a on mówi- „Nie będziemy robić inseminacji, bo z doświadczenia wiem, że tak rosnące być puste. Nie będziemy wyrzucać Państwa pieniędzy na darmo”. Byłam załamana, ale i wdzięczna za szczerość i uczciwość.
          Inseminacje mieliśmy po zmianie leków w Częstochowie, przeprowadzoną przez innego lekarza ale po zatwierdzeniu przez dr M.

          Mieliśmy tez kontakt z Panią dr genetyk- bardzo ciepła i fachowa kobieta.
          Ogólnie polecam klinikę, ale nie mam porównania.

    1. Mimami, ja jestem i gorąco polecam dr P. Sodowska, namiary znajdziesz w necie. Jest cudowna, obecnie prowadzi moją ciążę 🙂 O wszystkich suplementach wiedziałam od początku, nie musiałam szukać po necie. Dostałam też intralipid i atosiban. Dopiero to połączenie zadziałało. Jest dobra i ciepła osobą, polecam szczerze. Natomiast pani dr z kliniki G powiedziała, że nawet z in vitro mamy 5% szans. Zatruła mi tym głowę i życie na ponad rok, nie wybaczylam do teraz. Pozdrawiam 🙂

      1. Olga82 jestem. Jest ciężko, ale czeka na mnie mój mrozaczek, więc nie poddam się tak łatwo. Każda z nas każdego dnia walczy o swój mały wielki cud, więc muszę się pozbierać i wrócić do gry 😉

    1. Boroffka, bardzo mi przykro. Trzymaj się.
      Dziuplę dzięcioła po długich poszukiwaniach odnaleziono w lewym (jedynym czynnym) jajowodzie . Beta ponad 2000. Mądre głowy myślą co robić.

  86. Dziewczyny, wyskoczyłam jak filip z konopii, ale myślę że jeśli jest szansa komuś pomóc, to czemu nie, mogę wyskoczyć 😉 Czytam Was od ponad roku, Iza może potwierdzić patrząc na IP 🙂 Ja jestem z Wami w tej nierównej walce, a Wy bylyscie że mną cały ten czas. Dziękuję za to miejsce. Przeżywam to z Wami, za każdą trzymam kciuki. Ściskam :*

  87. Cześć Dziewczyny,
    Czytam ten blog od bardzo dawna,w zasadzie od czasu kiedy zaczęłam zmagać się z niepłodnością. Trafiłam tutaj w chwili największego załamania. Teraz ten etap życia mam już na szczęście za sobą. Teraz majac zdrowego,cudownego synka zastanawiam się jak ja dałam radę. I pomimo, że leczenie mam za sobą to nie potrafię przestać śledzić Waszych losów i kibicować z ukrycia:). wierzę, ze każda z Was będzie kiedyś mamą.
    Piszę,ponieważ wczoraj tak świątecznie robiłam porządki w szufladach i znalazłam pozostałości leczenia w postaci leków. Urodziłam miesiąc wcześniej i zostało mi trochę clexanu. Mam też luteine dopochwowa i doustna. Jeżeli któraś jest zainteresowana to chętnie oddam. Mogę wysłać lub oddać osobiście w Lublinie.
    A jeżeli ktoś zastanawia się nad klinika to szczerze polecam Bociana białostockiego i dr G. Cudowny człowiek, w ogóle wspaniała klinika.

    Pozdrawiam i trzymam za Ciebie Izuniu i resztę kciuki!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *