Kolejne przygotowania do krio plus relacja z wiejskiego życia

Tak siedzę i liczę i liczę i jakbym nie kombinowała, wychodzi, że kriotransfer wypadnie w weekend majowy. Bardzo piękna pora.

Wczoraj 2 dc. Pojechałam na kontrolę, na jajnikach czysto. Ponieważ nie ma czasu na kolejny stracony cykl, podstymulujemy ten trochę.  Myślałam, że znowu będę łykać Clostilbegyt, ale tym razem lekarz dał zupełnie nowy lek. Lametta. Zmiana dlatego, że po Clo słabo rośnie endometrium. Po tym podobno jest lepiej.

To tyle formalności, a teraz przyjemności dla miłośników przyrody (od miasta trzymam się z daleka, po czwartym mandacie za złe parkowanie pod pracą pojechałam do funkcjonariuszy mandatodawców wykłócić się/pożebrać o obniżenie kary, gówno uzyskałam, miałam jeszcze jechać po materiały do szycia, ale się właśnie spłukałam, żegnam miasto, wracam na wieś).

Blog o macierzyństwie. Przez te kilka dni kiedy się do Was nie odzywałam komuś Bardzo Ważnemu wykluły się kurczaki. Wychowuje je mama-indyk, bo jest bardziej opiekuńcza niż mama-kura. Z braku lepszego kadru przedstawiam wam tylko jej nogi.

 

W ogrodzie mruczą mi paprocie, ale jak mruczą! Rozciągają się po zimie, wiją, robale nie z tej Ziemi.

 

A w domu pierwszy raz w życiu zakwitł mi kaktus…  To prywatny cud.

 

 

UPDATE

Dorzucam od Małej Ani: Biebrzańskie Okoliczności Przyrody. Z zaciśniętym żołądkiem odczuwam zazdrość! 🙂 Czuję zapach wiosennej suchej trawy i zachodniego wiatru 🙂 .

797 komentarzy

  1. Iza ciesz się kaktusem bo jutro już padnie, niestety wiem bo mam taki, cieszy ale krótko :-). Transfer cudnie. Maj. Powodzenia 🙂 i My doczekaliśmy się pierwszego transferu będzie w czwartek 🙂 już przebieramy nóżkami.

  2. Witam. Ja mam transfer w środę 20.Więc Izo jak Ty będziesz miała transfer to u mnie będzie czas na testowanie. Zajadam się tabletkami i robię zastrzyki z Clexane-taki nowy pomysł Pani Doktor.Mam jakieś mieszane uczucia co do tego transferu-chyba naprawdę mnie siły opuszczają Dziewczyny…..Jest mi źle i tyle.

    1. Magda, wytrzymaj. Przeczucia jeszcze żadnej z nas ciązy nie pomogły ani nie zaszkodziły, obiektywnie patrząc, zdaje się, że nie mają większego wpływu na płodność. Po prostu musi być ten czas.
      Za to zgadzam się, że przy takim napięciu naprawdę niewiele trzeba, żeby było źle… Stres.
      Clexane to dobry pomysł. Ja po tym miałam siniaki, więc podawałam na zmianę w brzuch i ramiona.

  3. Iza, ciesze się ze się odezwałaś, codziennie zerkałam czy coś naskrobałaś 😉 jakoś jak już ,,na Ciebie natrafiłam” brakowało mi Twoich barwnych opisów 🙂
    Ja tez 2 dc ale dopiero w następnym cyklu pierwsze moje crio… ostatnie rządowe… 🙁
    Mamy 2 mrozaczki… Jak to jest: jeśli nie daj Boże , nie przetrwałyby one rozmrażania? całe podejście stracone czy też przy crio jest punkcja? eh… chyba oszaleję z nerwów…

    1. Eska, przy krio nie ma punkcji. DO punkcji trzeba od początku cyklu stymulować cykl. Nie przypominam sobie za to ani jednej historii, żeby zarodek nie przetrwał rozmrażania 🙂 Głowa do góry 🙂

    2. Eska ja też nie znam przypadku by mrozak nie przetrwał rozmrażania:) u mnie w klinice by nie sklamać ale o ile pamiętam 98% zarodków prawidłowo się rozmraża, więc myślę że w innych klinikach jest podobnie 😉 będzie dobrze, głowa do góry;)

      To maj będzie transferowy:) u mnie coś ok 15-go, zależy jak @ się pojawi;)

      1. U mnie przy crio właśnie jeden zarodek nie przetrwał rozmrożenia. Miałam to szczęście, że miałam zamrożone 2. To wyciągnęli drugi. I ten na szczęścieprzetrwał rozmrożenie.
        Nie skończyło się to jak wiadomo happy endem, bo beta była tylko 7…

        Ale ja jestem beznadziejnym przypadkiem …

  4. Izo, czyli maj będzie owocny, daj Boże w Transfery i owocne bety. Teraz ja się zbieram do opisania ostatnich tygodni, po górach i dolinach 🙂
    Jak już wiecie, mam nadzieję że mnie pamiętacie hihi, jesteśmy po 4 iui, która była nieudana. Po tej próbie rozsypałam się na drobinki. Nie wiem co się nawet stało. Może, że wyniki K poszły w górę, miałam nadzieję, że wkoncu się uda, może za bardzo wierzyłam w cud. Po tym jak dochodzilam do siebie, decyzja o kolejnej iui, telefon do ginki do poznania, niestety w szpitalu iui wstrzymana! Koniak kolejny. Nic załatwiamy kredyt i spieszymy się z in vitro i refundacja leków. No i oczywiście odmówiono mi kredyt bo jakże inaczej, w biedronce nie zarabia się kokosow, mam kredyt na auto, więc powinnam się z tym liczyć, sorry kredyt by mi dali ale na 7 lat, masakra, więcej odsetek niż kredytu. Kolejny koniak!
    Więc mój K wziął w obroty załatwił kredyt bez problemu. Oki dzwonie do ginki, wysyła mi badania które są konieczne do procedury, ups koszt 2,5 tys! Szukam w necie, szukam klinik. Ale ostatecznie zostaliśmy przy invimed w poznaniu, nie wiem czy mogę tu takie rzeczy pisać i całe nazwy?
    No ale przeglądam cennik, kurde 7300 imsi, taka procedurę chce ginka, do tego 2,5 tys badania do procedury, 250 embro glue, 1300 mnożenie zarodków plus dojazdy, leki no i badania do punkcji i po, no i oczywiście w trakcie stymulacji, kurde niezła cena. Masakra.
    Patrzę dalej 6900 ta sama klinika ale w Katowicach, kurde mam tam multum rodziny, a ta cena obejmuje wszystko od momentu 1 wizyty, z badaniami, mrozeniem. Super cena! Na start ponad 4 tys taniej. A z Rybnika do Katowic będę miała tylko 40 km. A od mojej miejscowości do poznania 180. No i dzwonie, oferta aktualna, przesyłają mi regulamin a tam morfologia min 4 %, i kurde dupa blada.
    Dzwonie na infolinię do kliniki do poznania, czy w tej sumie za program imsi są koszty wliczone za mnożenie – nie. No i gadam babce, że w Katowicach jest taka promocja, że jest wszystko, że wzięliśmy kredyt i że nie stać nas aby ryzykować 1500 zł na kwalifikacje jak się nie uda w Katowicach. Babka po wysłuchaniu mnie łączy mnie z katowicami. A nie powinna. Tam dowiaduje się, że to są suche liczby, że mam się nie przejmować, mówię że mamy tam 500km, że kredyt, że ryzyko, że mam tam rodzinę, mówię Wam, byłam szczera i może to mi pomogło. Wtedy babka kazała zrobić skan wyników K, bo morfologi ma 3%, jest po operacji żylaków powrózka nasiennego. Robię, wysyłam i dostaje emeila, że się kwalifikujemy. czytałam i wylam, że wkoncu się ruszyło. Oddzwaniam umawiam nas na 22, piątek 🙂 najpierw wizyta z koordynator medycyny, później z ginka a potem K bad nasienia 🙂
    A z racji tego że miesiączka przyszła wcześniej Oddzwaniam i na poniedziałek 25 godz 11 kroplowka a 15 nacinanie endometrium 🙂 wkoncu do przodu, wkoncu się ruszyło 🙂 nowe szansę i nadzieje 🙂

    1. Super, że ruszasz. Z tej promocji ja również skorzystalam, już rok temu. Czekamy na Maluszka 🙂 Pamiętaj, że krio transfer jest płatny osobno, tak samo embryo glue, intralipid, atosiban (na życzenie). Leki i suplementy również osobno i jest to spory koszt. Mocno promują solgar, ale znajdź zamienniki, bo zbankrutujesz. W klinice panuje rodzinna atmosfera, dla mnie idealna. Powodzenia!

        1. A, to nie będę mogła nic poradzić; robiłam w Gyncentrum. Mieli rewelacyjną jak dla mnie ofertę 2+1. Nie łapaliśmy się na rządówkę więc super nam pasowały ich warunki.
          Tak czy inaczej, życzę Ci powodzenia 🙂

      1. Wężonku, kochana dopiero weszłam pod tamten wpis i doczytałam, bardzo, bardzo mi przykro 🙁
        W regulaminie przedział wiekowy jest do 40, tylko że Katowice mają jeszcze ten program inni wycofali. To jest zostań rodzicem -30% 6900

        1. Dziewczyny, a może jak zlikwidują program w czerwcu to kliniki wprowadzą jakieś promocje, zniżki żeby zachęcić ? Tak myślę…
          Bo z pewnością będzie mniej chętnych. Nie dość, że sam koszt in vitro jest wysoki to jeszcze dojadą pełnopłatne leki. Kliniki będą musiały zejść z cen 🙂 na to liczę ;)))))

  5. Iza, inny lek – mam nadzieję, że ten transfer zakończy się zupełnie inaczej niż poprzednie. Ja po tylu Twoich transferach liczę na zwyczajną statystykę która oby w końcu zadziałała na Twoją korzyść. Czuję przez skórę, że emocje będą pewnie podobne jak w poprzednim transferze czyli bez pozwalania sobie na wielkie nadzieje – żeby potem uniknąć wielkiego rozczarowania. Niech Cię wreszcie życie pozytywnie zaskoczy, bardzo Ci tego życzę!!!
    Najbardziej z powyższego Twojego wpisu to przeżyłam napomknięcie o tym mandacie. Mnie by ta sytuacja dobiła kompletnie tym bardziej, że w tym samym dniu dzięki chyba temu, że mój mały brzdąc jechał ze mną ja z kolei uniknęłam mandatu. Przez cały dzień i nawet dzisiaj jestem wdzięczna tej osobie, że się zlitowała i tylko pouczyła. Dlatego jak Ty napisałaś, że Tobie nie zmniejszyli kary a wiem, że mogą to zrobić to jest mi przykro – bo wiem jak takie coś potrafi zepsuć dzień a nawet więcej. Ja mam wdzięczność a Tobie pewnie strasznie smutno jak sobie o tym pomyślisz. No kompletnie nie fair. Masz teraz czysto w portfelu ale też na szczęście i na jajnikach 😉 więc tego trzeba się trzymać – chyba gorszą rzeczą byłoby przesunięcie transferu i kolejny miesiąc czekania. Powodzenia!!!

  6. Nowy cykl,nowe nadzieje☺ trzymam kciuki, aby to był ten szczęśliwy. Iza,artykuł wo świetny,fajnie że prof uświadomił chociaż kilku polityków.Większość z nich nie ma pojęcia o tym jak trudną decyzją jest aborcja. Mam wrażenie, że org pro-life traktują tę decyzję jako kaprys feministek 🙁

  7. Iza, ja brałam lamette przez jeden cykl zakończony sukcesem na wielu polach- endometrium, pęcherzyk, zapłodnienie- ciąża.
    Szczerze to temu lekowi zawdzięczam fakt, że znalazłam ten blog. Przeraziłam się jako, ze w ulotce nie ma słowa o leczeniu niepłodności czy stymulacji wzrostu pęcherzyków/ endometrium- jedynie to, że stosuje się na leczenie raka piersi i zakazane dla kobiet przed menopauzą. Ale też dzięki lammecie jestem teraz w ciąży. W 10 dc miałam endometrium grubości 12 mm- co prawda nie miałam nigdy dużych z nim problemów, ale to był super efekt wg mojego ginekologa. Trzymam kciuki za działanie podobne na Ciebie 🙂

  8. Wężon, jednak myślisz o kolejnej procedurze? Pytam, bo ostatnio pisałaś, ze już dość. Jak się czujesz?

    Iza, genialne te paprocie, jak gąsienice trochę. I ten kolor, prawdziwy kolor wiosny. Fajnie, ze działasz, że crio będzie tak szybko. Dobrze rozumiem, ze ta lametta to będzie cykl sztuczny?

    1. Kas, Lametta, zamiast Clo, czyli nie sztuczny, bez owulacji, tylko stymulowany – żeby owulacja na pewno była.

      To in vitro to chyba trochę uzależniające jest – ciężko się poddać, zwłaszcza po tylu już przejściach.
      Na razie robię się wściekła na te wszystkie przypadki. Może gdyby podali te zarodki odwrotnie, to jeszcze mrozak by czekał, a ja bym dziecko bawiła? Jak się okazało wtedy, że są dwa, to chciałam, żeby jeden zniknął do następnej wizyty, żeby nie było serca, bo bałam się dwóch. To wtedy były oba zdrowe. A jak teraz miało być OK, pojedynczo, to akurat się nie rozwinął.
      Przed 2 transferem powiedziałam sobie, że jeśli drugi raz poronię z tego samego powodu, to będzie już koniec. Teraz na początku ciąży tak się bałam, że pomyślałam, że bez względu na wynik więcej takiego stresu nie zniosę. Tej ciągłej obawy, czy coś kłuje, co się dzieje w brzuchu, czy coś nie zaczęło lecieć.
      Ale teraz, kiedy to zarodek obumarł, kiedy to wreszcie nie była moja wina (a może jednak moja, bo przez moją wadliwą komórkę), to chyba chcę sobie dać 3 szansę. Może tym razem i zarodek i mój brzuch będą w porządku. Jak widać, ta moja biedna macica chce przyjmować ciążę. Nie biorę leków, zarodek nie żyje, a trzyma go, nie chce poronić.

      Zobaczymy, jak daleko mnie ta wściekłość poniesie. Ile każą czekać, czy endo będzie rosnąć, czy AMH mi nie spadło. Ale na pewno pójdę porozmawiać o kolejnym razie.

  9. Iza, ale piękna wiosna u Ciebie 🙂 I ta indycza mama adopcyjna bardzo mnie ujęła ! Ciesz się takim otoczeniem, odpoczywaj od miasta kiedy tylko masz możliwość…

    Wężon, myślę o Tobie od czasu do czasu i wysyłam siły..mam nadzieję, że trochę dolatuje do Ciebie…

    malgorzalka1984 – Co do konfliktu płytkowego, to byłam u swojej Pani Doktor prowadzącej ciążę. Uspokoiła mnie ta wizyta, bo podsumowaliśmy wiedzę i możliwe scenariusze. Generalnie dramaty to mogą dziać się, jak się o tym możliwym konflikcie nie wie. Całkiem zdrowe dziecko w 7 czy 8 miesiącu w brzuchu nagle ma wodogłowie, nie wiadomo skąd, albo umiera…Dopytałam kilkukrotnie, czy harmonogram monitoringów krwi wystarczy, czy jeśli zacznę produkować przeciwciała, to czy dostępne rozwiązania medyczne zapewniają urodzenie zdrowego dziecka. Potwierdziła, że przede wszystkim wytwarzanie tych przeciwciał zdarza się rzadko, więc to wogóle może się nie przytrafić u mnie, a jeśli się zdarzy, to oni sobie z tym poradzą i dziecko będzie zdrowe. Dla mnie to najważniejsza informacja, poukładałam sobie w łepetynie, że nie myślę o najgorszym, tylko dalej cieszę się ciążą, chodzę na badania i monitoruje , co się we mnie dzieje. Nie będę teraz do października zadręczać się tym strachem, bo oszaleję. Jak jest rozwiązanie, to jest i to najważniejsze:) Poród musi być przez cesarskie cięcie, ale tego chciałam od samego początku, bo dość już mam wrażeń okołodziecięcych. 2 % populacji kurde, chyba zagram w lotka !
    Podejrzeliśmy malucha, narazie wszystko ok:) Oby tylko dalej było jak dotąd i żeby było w końcu bardziej nudno 🙂 Czekam na info od Ciebie , ale u Ciebie na bank będzie dobrze 🙂 Nie ma innej możliwości!

  10. Dziewczyny, pierwszy raz stosuję luteine i mam pytanie : wczoraj wieczorem zapakowałam pierwszą tabletkę dziś rano wkładam drugą a tam pierwsza jeszcze cała, tak ma być? Nie rozpuszcza się?

    1. Prymulka, u mnie w klinice odeszli od luteiny bo właśnie jeden dr miał przypadek że wyciągnął dziewczynie z pochwy kilka nierozpuszczonych tabletek. Skontaktuj się z dr może zmieni lek.

    2. Prymulko, mi się zdarzyło, że luteina się nie rozpuściła, ale połapałam się, że to dlatego, że zbyt płytko ją umieściłam. Jak prawidłowo ją zaaplikowałam, rozpuszczała się całkowicie. Może tu jest ein hund begraben 😉

    3. Prymulka, a Ty wkładasz lutiene tym narzędziem czy ręcznie? Bo jednak ręcznie to lepsze wyczucie. Ja ją wkładam ręcznie jak najgłębiej i zawsze się rozpuszczała. Nie martw sie nadmiarem, za dużo progesteronu nie zaszkodzi, tylko bez sensu, że sie nie rozpuściła ta tabletka. Nie powinno tak być.

  11. hej dziewczyny,nie pisałam juz z miesiac ale od kilku dni zabieram sie zeby wejsc na bloga i poczytac co tam u Was…. i narazie doczytalam o Wezon,ehhhh strasznie mi przykro,zarowno ja jak i moj maz trzymalismy kciuki za Ciebie,zawsze jak widzial ze czytam bloga pytal jak ta dziewczyna ktora brala viagre:)
    bardzo Ci kochana wsploczuje,ale widze ze sie nie poddajesz…:)
    Widzialam tez wpis jednej z dziewczyn który(niestety)mnie mega zdenerwowal…ja wiem ze kazdy ma prawo tu pisac i ze kazdy ma swoje problemy i jestesmy tu po to zeby sie wspierac,ale jesli ktos na blogu o nieplodnosci(!!!!!)pisze ze ma DOŁA bo kolezanki zachodza w kolejne ciaze,a tej osobie nie udaje sie zajsc w kolojna ciaze majac juz dwojke dzieci,to z mojej strony jest to wielkim nie taktem bo tu wiekszosc dziewczyn walczy choc o to jedno maleństwo,i ja czytaj to niestety nie odebralam tego zbyt dobrze…ale to tylko moje zdanie i mozna sie z nim nie zgadzac…oczywiscie nie znaczy to ze nie zycze dobrze,bo naprawde zycze tego trzeciego dzieciatka,ale chyba nie jest to miejsce na pisanie o tym..ale tak jak mowie to jest moje zdanie…

    U mnie wszystko do dupy! od stycznia mam monitoring cyklu i od stycznia mialamraz z lewej stronu(bez jajowodu)owulacje a raz z prawej (z jajowodem)owulacje,dwa miesiace temu owu wypadla w niedziele a ze w N nieczynne to odpuscilismy w tamtym miesiacu byla ze złej strony na co bylam przygotowana,a w tym miesiacu wlasnie w sobote bylam u dr Z i bylam swiecie przekonana ze w koncu dojdzie do inseminacji i jak to mowia chuj dupa cycki!!! owulacja znow z lewej strony,czekamy kolejny miesiac. wypłakałam juz wszystkie lzy…to czekanie jak wiemy tu wszystkie jest najgorsze… Dr Z sie bardzo upiera przy IUI mowi ze mamy duze szanse dlatego trzeba sie uzbroic w cierpliwosc i czekac na TEN cykl.
    my gdybysmy mieli kase to pewnie podeszlibysmy odrazu do in vitro,ale niestety jej nie mamy. w pazdzierniku kupilismy dzialke i zaczelismy budowe domu,wiec jestesmy splukani,a moj maz nienawidzi kredytow wiec nigdy na nic nie bierzemy i nie bedziemy brac,powoli odkladamy na w razie czego na in vitro,ale jesli by sie IuI nie powiodlo to do in vitro podejziemy na jesieni.
    o i tyle u mnie.
    Iza piekne te zdjecia,uwielbiam wies,z biegiem lat(a za tydzien koncze 28:))zaczynam docieniac wlasnie,paprocie,spiewajace ptaki,stukanie dziecioła w lesie:)
    buziaki

    1. Sza dziękuję za przywołanie do porządku. Długo się zastanawiałam czy napisać o swoich przemyśleniach i problemach, ale masz rację, to było nie na miejscu. Popłakałam się po przeczytaniu Twojego komentarza. Przykro mi, że Cię (lub kogokolwiek innego) zdenerwowałam, na pewno się to więcej nie powtórzy. Niestety rozczaruję Cię, po pięciu latach starań, seksu na zegarek, wyliczeń i modlitw, żeby na teście pojawił się choć cień szansy, w czasie kiedy wszystkie moje bliskie koleżanki dosyć bezproblemowo doczekały się potomstwa, po podporządkowaniu całego swojego życia pod to, że może będę zaraz w ciąży, milionie pytań „a wy co? nie chcecie mieć dzieci? byliście u lekarza?”, po dwóch stymulacjach okupionych hiperstymulacjami (bo o tym, że także brakiem samochodu, wakacji czy jakichkolwiek wypadów na miasto, ze względu na konieczność oszczędności przy komercyjnych, w żaden sposób nierefundowanych, podejściach, nawet nie warto wspominać), pierwszej związanej z wielkimi nadziejami i z krótką, kilkutygodniową, nierokującą ciążą zakończoną bolesnym poronieniem, a potem kolejnym nieudanym transferem dwóch zarodków i drugiej, a i owszem z pozytywną betą, ale także z wizytą na cito w klinice z bólem tak strasznym, jak chyba nigdy przedtem i nigdy potem i z widmem skrętu jajowodów, a także oczywiście utraty tej wyczekanej ciąży i wieloma, wieloma godzinami czekania na to co będzie, wielu wielu kłótniach z mężem i jeszcze większej ilości przepłakanych nocy i wreszcie po dwóch upragnionych i wyczekanych ciążach zakończonych pojawieniem się maluchów, chęć i wewnętrzna potrzeba posiadania (głupie słowo w tym kontekście, ale nie wiem jakie inne by pasowało) kolejnego dziecka wcale nie jest mniejsza niż za pierwszym razem.
      To nie jest tak (przynajmniej w moim wypadku), że jak masz jedno dziecko to już jest ok, bo ono jest i reszta jest nieważna. Gdyby tak było to każdy miałby po jednym dziecku. Kocham moje dzieci nad życie, ale bardzo chcielibyśmy mieć więcej dzieci, a paniczny strach przed niepowodzeniem i zazdrość, że innym się udaje od tak sobie wcale nie mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
      Życzę szczęścia Tobie i wszystkim starającym się i tego, żeby spełniły się Wasze marzenia.

      1. He, ja tam Ciebie rozumiem ale pewnie dlatego, ze sama mam dziecko a o drugie staramy sie juz 4 lata z jedym poronieniem po drodze. I w koncu zdecydowalismy sie na in vitro, bo lata leca a ja tracilam cykl za cyklem z glupia mysla „moze zdarzy sie cud”. Teraz juz wiem, ze cud to sam fakt, ze w ogole stac nas na to, zeby „bawic” sie w tak drogie leczenie bo podobnie jak Ty podchodzimy do procedury komercyjnie.
        Rozumiem tez, ze nie kazdy rozumie, ze o kolejne dziecko walczy sie w zasadzie z rowna zaciekloscia, jak o pierwsze. Zwlaszcza gdy miesiace staran przechodza w lata.
        Odpuscic jest naprawde trudno;)

      2. Ja Cię Anulek rozumiem. Myślę, ze reszta dziewczyn mających już dziecko i walczących o kolejne też. Ale rozumiem też, co Sza miała na mysli. Pamiętam aż za dobrze takie targowanie się z losem jeszcze przed pojawieniem się Synka. „Nie proszę o więcej, jedno dziecko i będę najszczęśliwsza na świecie”. Ale już mając go zapragnęłam kolejnego.

        Inna sprawa, że ja sama często mam wątpliwości, czy niektóre wpisy kogoś nie krzywdzą, nie smucą. Dlatego np nie piszę niepytana o mojej ciąży, bo myślę, że to czytanie tego mogłoby zasmucić kogoś, komu się nie udało.

      3. Anulek i Sza,
        ja chcę Wam napisać, że rozumiem Wasze podejścia i reakcje.
        Anulek – tak jak Ci napisałam pod tamtym wpisem – po przeczytaniu go pojawiło się u mnie najpierw nie zrozumienie, że masz problem z poczęciem 3 dziecka, a zazdrość że masz już dwójkę a inni tutaj nie mają i na co Ty się żalisz zamiast być przeszczęśliwą z powodu zdrowej już dwójki dzieciaków. Ale za chwilę po przemyśleniu tego wiem, że staranie o to 3 dzieciątko jest najtrudniejsze (trudniejsze niż o pierwsze) bo wiesz dokładnie o jaki skarb się starasz i dokładnie jakiego cudu nie ma co miesiąc. Zrozumie to chyba dopiero ten kto ma już dzieci…sama wiesz….

        Sza, Ciebie też dokładnie rozumiem i uważam nawet, że za bardzo łagodnie okazałaś swoje oburzenie- bo takie żale to można jeszcze usłyszeć od rodziny czy koleżanek które nie siedzą/cierpią w temacie ale tutaj na tym forum to szczyt wszystkiego. Rozumiem doskonale Twoje podejście i jest w Twojej sytuacji jak najbardziej słuszne – w zasadzie można by powiedzieć „Anulko stuknij się w czoło – masz już podwójnie najpiękniejsze marzenia i zamiast to docenić to się jeszcze skarżysz….Sza, wiem że teraz pewnie tylko tak to odbierasz ale zobaczysz, że jak uda Ci się zajść w ciążę to pomimo tego, że teraz zazdrościsz wszystkim mdłości i uniedogodnienń ciążowych i wydaje Ci się, że jakbyś mogła choć wymiotować za cenę zdrowej ciąży to byłabyś przeszczęśliwa. Śmiem napisać, że jak Ci się już uda to możesz całkowicie zmienić zdanie i jeśli będziesz źle się czuła to będziesz się skarżyć na ciążę. Może nie tutaj, bo tu nie wypada….ale będziesz. Może nawet padną z Twoich ust słowa, że żałujesz że jesteś w ciąży bo gdybyś wiedziała jak to jest to byś się nie zdecydowała. Brzmi jak z kosmosu, wiem, ale to jest normalne- czasami ciąża przynosi takie stany depresyjne (ja tak miałam ale tylko przy 3 ciąży) Śmiem twierdzić, że jakby okazało się, że przytrafią Ci się trojaczki jednojajowe to też w głębi nie będziesz przeszczęśliwa z tego powodu. Śmiem wreszcie twierdzić, że jak urodzisz zdrowe dzieciątko i będziesz miała pragnienie cudu drugiego szkraba to może to być dla Ciebie trudniejsze niż obecna sytuacja. Nasz punkt widzenia bardzo się zmienia w zależności od sytuacji i dlatego najlepiej rozumiemy te osoby które są w podobnej sytuacji jak my sami. Tak więc życzę Ci na przyszłość wymiotów ciążowych bo to w tej chwili wydaje się cudowna dolegliwość a jak już będziesz w ciąży to będę życzyć Ci aby te wymioty ustały jak najszybciej!

        Ja byłam w podobnej jak Anulek i dlatego ją rozumiem, gdybym tego nie doświadczyła to absolutnie do końca życia uważałabym Jej wpis za beznadziejny żart na forum o niepłodności.

        Iza, jest tutaj cudowną gospodynią i przyjmuje wszystkie osoby które starają się o dziecko. Ja na Jej miejscu pewnie zazdrościłabym Ci choć możliwości inseminacji i braku kredytów i myślała o sobie że jestem w o wiele gorszej sytuacji – ale to nie Iza -ona każdego stara się zrozumieć i wejść w jego skórę. Ja bym tak nie potrafiła. Więc na koniec droga Izo dzięki ogromne, że ja tu mogę być, bo jak wiemy zupełnie tu w mojej obecnej sytuacji nie pasuję.

      4. Ja powiem ze swojej strony.
        Chciała bym mieć nawet i troje dzieci ale mamy wielkie problemy żeby „zrobić ” to jedne.
        Jeżeli będzie taka sytuacja ze zajde w końcu w ciążę dzięki in vitro i nie będę mieć mrozaczkow to nigdy nie dopuszcze do swojej głowy myśli ze może jeszcze jedno…
        In vitro kosztuje za dużo nerwów, stresów i pieniedzy.
        Wolała bym jeździć z mężem i dzieckiem co roku na super wakacje niż brac kredyty na in vitro.
        Bezpłodność jest dla mnie największym z możliwych koszmarów, moim celem jest dziecko. Jesli będę miała ta szanse to skupie się na jego kochaniu i dobrym wychowaniu a nie gonitwie i walce o kolejne.
        Mój mąż po tym wszystkim, po tym całym koszmarze chyba prędzej by się ze mną rozwiodl niż zgodził na kolejne lata walki o następne dziecko.
        Czasami warto skupić się na tym co mamy.

        1. Anitt, życzę Ci aby Twój plan się ziścił i abyś mogła z mężem i jednym dzieckiem jeździć na wspaniałe wakacje. Jednak jak za jakiś czas ni stąd ni zowąd pojawi się instynkt macierzyński/pragnienie 2 dziecka to wtedy nawet perspektywa najbardziej superowych wakacji nie da temu rady…ale na szczęście są różne kobiety i niektórym w zupełności wystarcza jedno dziecko i są szczęśliwe.

        2. Podpisuję się obiema rękami;) tak samo myślę, czuję i tak samo zrobię. Czasami trzeba się pogodzić z losem i cieszyć się tym co mamy. Moim marzeniem była trójka dzieci, potem przynajmniej 2, aż w końcu skurczyłam swoje marzenie by choć jedno pojawiło się w naszym życiu.

      5. Dzikie Wezon za pamięć . Jak zwykle zresztą niezawodna :-).
        10 mają wizyta i rozpisane leków. Okres powinnam dostać w połowie maja wiec jak dobrze pójdzie na początku czerwca transfer ale sama wiesz jak to jest, wszystko pisane patyki na wodzie. Wiosna dodała mi trochę sily, biegam, zrobiłam sobie diete. Przez te wszystkie starania (no bo i tak zaraz będę w ciąży ) trochę się zanniedbalam. Zapomniałam o sobie.
        Mam w sobie dużo sily. Mam nadzieje ze wystarczy mi aby przełknąć kolejna porażkę choć wierze mocno ze będzie dobrze.
        Wezon często ostatnio myślę o Tobie. Trzymaj się dziewczyno mocno. My skorpiony mamy twarde tyłki 🙂 pamiętaj o tym!

    2. Sza, niepłodność boli na każdym etapie. Nie ma znaczenia, czy masz już jedno dziecko, czy dwoje, czy całą gromadkę. To jest tak samo ciężka, chujowa walka. Nie potępiałabym na Twoim miejscu takiej postawy.

    3. Dziewczyny… zawsze się hamuję przed komentowaniem marzenia o drugim, trzecim dziecku, bo wielokrotnie mamy napisały, że jest takie samo, a może silniejsze niż to pierwsze, bo się wie, czego się pragnie. Nie wiem nic o pragnieniu większego kochania, niż jedno maleństwo, bo go nie znam. Nie powinnam się wypowiadać w takim razie.

      I uważam – to po pierwsze – że Wy, mamy, nie macie za dużo miejsca w sieci, w którym możecie się poskarżyć na brak kolejnego dziecka. Bo kto zrozumie pragnienie dziecka lepiej niż mu tutaj. To jest miejsce, w którym wszystkie walczymy o dziecko, gdzie indziej miałybyście o tym napisać, jak nie tu?

      I uważam – to po drugie – że każda cenzura czy autocenzura zniszczyłaby ten blog. Że jak zaczniemy się zastanawiać co wypada a czego nie wypada pisać, to będzie koniec pisania w ogóle.

      Nie przestawajcie pisać o ciążach i pragnieniu kolejnego dziecka.

      Jest też po trzecie. Nie mogę nie stanąć w butach Sza. Stoję w nich aż po szyję. Z zazdrością i skurczami żołądka ze strachu. Dalsza przyszłosć jawi mi się jako samotność. Bez żadnego celu. Bez powodu, by wstać z łóżka. Jeśli zabraknie męża – bez żadnej już miłości w życiu, prócz miłości do rzeczy. Bez sensu. Dla mnie to krótka droga w jedną stronę.

      Pragnienie dziecka matek i niematek bardzo się różni motywacją, ale prowadzi nas tą samą drogą i przez takie same wyrzeczenia i koszty. I tu się spotykamy. Tu rozmawiamy.

      A potem? Potem ktoś zrobi dziecku kolację, a ktoś nie.

        1. Yarzynka, jednak jesli dobrze czytam miedzy wierszami to jednak mimo nie komentowania to wlasnie skomentowac tym ostatnim zdaniem…
          Mam wsrod swoich najblizszych kolezanek przynajmniej kilka historii o nieplodnosci. Dwie z nich ponad 6 lat walczyly o pierwsze dziecko. Jedna miala przez wiele inseminacji az w koncu zdarzyl sie naturalny cud. Druga zaliczyla 7 inseminacji, 3 nieudane in vitro a z czeartego podejscia maja blizniaki. To jedna strona w duzym skrocie. Druga strona to kolezanki takie jak ja walczace o kolejne dziecko. Poronienia. Po drodze u najblizszej przyjaciolki lyzeczkowanie 11 tyg ciazy plus nowotwor i utrata 1 jajnika i na koniec ciaza.
          Nie nalezy oceniac, komu bardziej zalezy, kogo bardziej boli, kto wiecej traci etc. To nie jest takie czarno-biale.
          Ludzie sa rozni. Maja rozne potrzeby. Rozne marzenia.
          Ja mam duzy dystans do leczenia wlasnie dlatego, ze mam komu wieczorem zrobic kolacje, o ktorej pisze Iza.
          Ale ludzie sie rozni….paradoksalnie nieplodnosci wtrona niektorych (pewnie sa tacy) moze bolec bardziej niz tesknota za czyms, czego sie nie zaznalo (tez nie zawsze).
          Nie ma monopolu na prawde w tym wypadku. Kazdy ma swoja historie. I kazda jest prawdziwa, bo nie ma na tym blogu (niestety) mam, ktorym ciaza przychodzi latwo „na zadanie”.

          1. Sonia, podpisuję się pod tym co napisałaś. Każda sytuacja jest inna,m i jie ma co porównywać cierpienia. Jeszcze do przypadku starania się o kolejne dzieci to chciałam dodać, że dochodzi jeszcze często fakt, że przykro patrzeć jak taki jeden brząc lata sam po domu i że przydałoby się mu towarzystwo i to drugie/trzecie/… dziecko jest też często ważne że jak zabraknie rodziców- to żeby rodzeństwo miało siebie i mogło sobie pomagać – ten argument zrozumieją chyba tylko te osoby które mają rodzeństwo 😉 Ja mam i nie wyobrażam sobie nie mieć ukochanego brata który zawsze jest gotowy żeby mi pomóc jak coś trzeba. Dlatego kolejne dzieci są też „nie tylko dla rodziców” ale i dla nich samych.

            Dlatego często jak myślę o Wężon a ostatnio to codziennie to jest mi bardzo przykro, że dotyka ją teraz takie bolesne doświadczenie i w ogóle brak mi słów na to…. Ale również jest mi ogromnie przykro, że Laura będzie musiała jeszcze trochę pobiegać sama po domu i ogródku, bo wiem jaką OGROMNĄ radość ma rodzeństwo z siebie nawzajem a czas ucieka i różnica wieku pogłębia się. Ale żeby Cię Wężon pocieszyć to mam brata młodszego o rok i o 12 lat i ten młodszy o 12 jest tym moim najbardziej ukochanym bratem z którym mam codzienny kontakt 🙂

          2. Asiu, ja jestem jedynaczką, Jarek jest jedynakiem i sierotą, moja mama jest jedynaczką, tata ma jedną siostrę, która ma jednego syna, który ma 35 lat i zapiera się, że nie chce żadnych dzieci, jest ze starszą kobietą, która ma duże dzieci z małżeństwa, nie ciśnie go, więc pewnie mu się uda. Siostra mamy Jarka nie żyje, rodzeństwo taty Jarka nie żyje, oboje mieli po jednym dziecku. Jeden brat cioteczny ma jedną córkę, drugi parkę.
            Tak więc ta nasza bliska rodzina strasznie malutka. Nie wiemy, jak to jest z rodzeństwem, chcieliśmy sprawdzić z Laurą. 🙂 Ja nigdy nie chciałam rodzeństwa, miałam bardzo bliską przyjaciółkę, sąsiadkę, w pełni mi potrzebę kontaktu wypełniała, a nie zabierała rodziców. Jarek był dość wycofanym dzieckiem. A Laura widać, że potrzebuje kontaktu, musi do kogoś gadać, ciężko jej samej coś robić, nam przez to też. 😉

          3. Dokładnie! Macie rację, jest jeszcze aspekt rodzeństwa ! Niepłodność wyrywa nam z serca marzenia. Sama wiem po sobie. Jak miałam 20 lat myślałam sobie, że w przyszłości będę mieć dwoje dzieci, że super by było mieć chłopca i dziewczynkę. Jak zaczęły się problemy, zaczęłam marzyć chociaż o tym jednym jedynym. Kiedyś marzyłam bardziej o dziewczynce, teraz jest mi zupełnie obojętne kto to będzie. Wogóle o tym nie myślę, a jedynie o tym, żeby tylko dotrwać do 9 miesiąca ciąży, żeby obyło się bez problemów, żeby było zdrowe…Człowiek zawęża wymagania. Jednak rozumiem potrzebę posiadania więcej niż jednego dziecka. Ja i mąż nie mamy rodzeństwa. Oczywiście baaaardzo wiele zależy od tego, jakich mamy rodziców i jak nas poprowadzili, ale ja uważam trochę , że jedynactwo to trochę dysfunkcja i mimo, że osobiście nie mam stereotypowych cech jedynaka, to bardzo mi ciążyło. Moja mama zachorowała na chłoniaka , jak miałam 18 lat i choruje dotąd z przerwami, więc całą młodość mierzyłam się i mierzę się samotnie z możliwością jej straty. Ojciec nie był specjalnie podporą, więc właściwie byłam sama. Mam super przyjaciółki, ale to nie jest to samo. Nikt nie zastąpi mnie przy łóżku chorej mamy, nie będzie jej odwiedział w szpitalu i trzymał jej za rękę zamiast mnie. Człowiek nie może podzielić na pół tego lęku z nikim, nie może się wymienić, nie ma do kogo zadzwonić. Inni starają się zrozumieć ten problem, ale to są starania, nie są w tym ze mną. Zrozumiałby mnie tylko brat lub siostra. Dlatego rozumiem ból matek, które biorą pod uwagę i takie sprawy, boją się, że ich dziecko będzie samotnie skazane np na opiekę nad nimi, nie będzie miało z kim się podzielić tym wszystkim. Zawsze zazdrościłam innym rodzeństwa i mimo tego, że teraz codziennie trzymam kciuki za tego małego szkraba w moim brzuchu, to i tak będę się martwić , że będzie potem sam na świecie.

      1. Iza na prezydenta! 😉

        Zgadzam się z każdym słowem! Każde zdanie oddaje to co myślę, a ten akapit skierowany do Sza dodatkowo czuję każdą komórką mojego ciała.

        Trudne to tematy, ale cieszy mnie, że mimo różnych doświadczeń, przemyśleń, sytuacji jesteśmy w stanie spotkać się w jednym miejscu. Wręcz mam wrażenie, że te różne sytuacje i doświadczenia są atutem w tych naszych dyskusjach. Pokazują drugą stronę medalu, a czasem tę samą ale pod różnymi kontami padania światła. To jest wielka wartość dla mnie!

  12. Sza ach, że te jajka muszą Cię tak robić w jajco, a powiedz kochana czy to cykl naturalny czy stymulujesz się może czymś np clo? Wtedy jest szansa, że po obu stronach będzie owulka, kciukam by tym razem wszystko poszło po Twojej myśli.

  13. Dziewczyny, która z Was pasuje do tego opisu?:
    (… in vitro robią) samolubni, spasieni modnisie, którzy młodość przechlali, przełajdaczyli i przekarierowiczowali, a teraz mają pretensje do garbatego, że ma proste dzieci, a zarazem wiedzą, że są zbyt podli, żeby pokochać adoptowane dziecko.

    To tak okrutne i zajadłe, że aż mnie rozbawiło.

    1. Kariery nie zrobiłam i nie zrobię, bo w szkole to raczej całe życie na jednym stanowisku, stara tez nie byłam, bo do stymulacji podeszłam w wieku 28 lat, modnisia ze mnie raczej średnia, z alkoholem niezbyt mi po drodze, łajdaczenie to też raczej nie moja bajka 😀 . No dobrze chociaż, że spasiona pasuje 😉 ja to już nawet nie przejmuję się takimi tekstami, wychodzą teraz z piwnic ci wszyscy pisowi moraliści, bo czują się wreszcie silni, olewka i robić swoje to moja metoda. A oni znikną tak, jak się pojawili.

    2. Haha, Wężon – do mnie ten opis pasuje jak ulał 😀 problem jeno w tym, że jestem chyba zbyt „podła” i stara, bo nie chcą mi powierzyć kolejnego ado-dziecia, buuu….
      Ciesze sie, ze psychicznie dajesz radę, nie czekaj tylko zbyt dlugo z tym poronieniem, macica czasem nie ma racji 😉 usciski!

    3. Spasiona (baaa… dziś truskawkami z importu lidla:) , wiecznie młoda, bezczelna, abstynentka, bez kariery (etat za 1600 w służbie zdrowia to raczej samobiczowanie:), i mąż był moim pierwszym:) kurde. Trzeba to wszystko nadrobic:))

    4. Mnie nadal bulwersuja takie teksty i wszystkich chciałabym uświadamiać, ale to walka z wiatrakami. Ostatnio u znajomej ze studiów pojawił sie wpis jak to juz nie moze wytrzymać i musi wyraźnie sprzeciwić sie tej fali zabójczyń dzieci co to manifestują w tv za aborcja, ze ona jako katoliczka nie moze tego słuchać i ze to bestialstwo itd. Napisałam pod tym dlugasny wykład, byłam bardzo dumna z tego tekstu, w którym uświadamiałam ja i innych ze bestialstwem jest zmuszanie kobiet do rodzenia uszkodzonych genetycznie płodów z wadami tak rozległymi ze spowodują umieranie w agonii. Starałam sie wytłumaczyć ze czasem takie zabiegi ratują kobietom życie, by mogły w przyszłości urodzić jeszxze niejedno dziecko lub wrócić do domu do tych, które jej potrzebują. Pisałam wiele rzeczy o hipokryzji tego „miłosierdzia” o którym ona i inni tak strasznie krzyczą oraz o tym, ze aktualne manifestacje nie sa po to by moc sobie abortowac niechciane wpadkowe dziecko, tylko by bronić godności kobiet, którym ciaza z gwałtu lub porozrywanych jajowod moze złamać życie….napisałam sie co nie miara, a ostatecznie padł mi telefon i cała treść przepadła nim zdążyłam to opublikować:/ a pozniej sobie pomyslałam, ze moze i dobrze, bo co ja bede tłumaczyć matce czwórki dzieci, ze nie wszyscy maja tyle szczęścia co ona.
      Czasem czytam i sie udzielam w kwestii in vitro. Podobnie przeczytałam „cos mądrego” o tym, ze po co na sile robić sobie dziecko jak można adoptować, przecież tyle biednych dzieci czeka. Jak odpisałam tej pani, za nie powinna narzucać nikomu w jaki sposób powinien sie starać o dziecko, bo każdy ma prawo sam o tym decydować i ze rownie dobrze ona moze zdecydować sie na adopcje skoro tak bardzo myśli o tych biednych dzieciach, zamiast narzucać innym taka decyzje. Starałam sie wytłumaczyć ze adopcja to nie jest rekompensata za niewydolność reprodukcyjna, tylko wielkie serce i gotowość do bycia rodzina dla niespokrewnionego dziecka i ze niepłodność nie gwarantuje tej gotowości. bardzo sie zbulwersowała, ze ja atakuje i takie tam. No ręce mi opadły…tylko dlatego ze ma zdolności reprodukcyjne moze pisać ” jak nie mogą mieć niech se adoptują”, ale jej nie można napisać zeby sama pomyślała o adopcji skoro martwi sie losem sierot….wtedy sobie uzmysłowiłam jedna rzecz, ze generalnie ludziom cieżko sie wznieść poza poziom własnego czubka nosa, cieżko o empatię. Często ludzie prostych umysłów, szukają swojej wyższości w czymkolwiek, w tym w swojej płodności. Zwykle dzieje sie tak, gdy nie potrafią znaleźć swoich atutów nigdzie indziej. Zbyt często zapominamy, ze świat jest szerszy niz nasz światopogląd a prawd moze byc wiele. To tez dość ważne w kontekście wpisu Anulki, który i mnie początkowo jakos tak ubódł. Dobrze, ze Asia potrafiła szybciutko przedstawić punkt widzenia Anulki z łagodniejszej perspektywy, bardziej czytny dla wszystkich. Rozumiem i Sza i Anulke, byc moze tylko dlatego ze jest wlasnie w rozkroku pomiędzy tym parszywym najgorszym pragnieniem zajścia w ciaze i wieloletniej walki, a świadomością ze ta walka nie skończy sie wraz z urodzeniem pierwszego dziecka. Niepłodność odbiera nam wiele na każdym etapie. Niemniej tez skłaniam sie ku temu, ze w chwilach zwątpienia łatwiej nabrać sił tuląc w ramionach dziecko niz w momentach, gdy najczarniejsze myśli podpowiadają ze nigdy tego dziecka moze nie byc a my sie tu zarzynamy. Chodzi mi o to, ze jest to i łatwiejsze u trudniejsze, bo mamy juz ten skarb i wiemy dokładnie o co walka, łatwiej nam sobie to uświadomić w chwilach kryzysu a zdrowiej strony tak jak piszecie bardziej boli to, ze ten kolejny skarb nie przychodzi. Mimo wszystko wydaje mi sie, ze ostatecznie można skupić sie na tym dziecku które jes. A gdy nie ma sie żadnego, cieżko jest po latach niepowodzeń odnaleźć pocieszenie w czymkolwiek. Często takie walki zakończone niepowodzeniem łamią życie.
      No i na koniec, dodam ze moja wczesna młodość była wczesna młodością. To był czas na studia, zabawę, beztroskie życie. Teraz mam 32 lata i nie mam jeszxze dziecka nie dlatego, ze kariera mi była w głowie, tylko dlatego ze przez wiele lat nie wychodziło. Gdy w wieku 26 lat wychodziłam za maz wszyscy sie dziwili co tak wcześnie, sama sie czasem dziwiłam;) od początku układałam prace i inne plany pod dzieci, które chciałam mieć, a ze nie wychodziło to co innego:/ tym bardziej popieram kobiety, które nie marnują swojego czasu i robią kariery. Jesli tylko tego chcą, to nikomu nic do tego kiedy decydują sie na dziecko. Zreszta powodów późnej decyzji o dziecku moze byc cała masa. Lepiej chyba podejmować decyzje o potomstwie, gdy sie ma jako takie warunki by je wychować, niz bezmyślne płodzenie dzieci w imię 500+ lub innych zasiłków. Łatwo jest głosić takie poglądy ze jak sie czekało za długo to teraz jest problem osobom, dla których macierzyństwo czy ojcostwo było sposobem na życie na garnuszku państwa lub rodziny. Dla mnie to tak samo gorszące jak zapewne dla nich to, ze inni decydują sie na dzieci po 30 a wczesniej sie edukują czy pracują lub zbierają na własne mieszkania;))

      1. Margaritka, dużo mądrych rzeczy napisałaś. Z tą radą ” zaadoptuj”, to mi się też wszystko do góry w brzuchu przewraca, jak czytam takie komentarze. Zwykle to są komentarze osób, których problem nie dotyczy. Osoba zaangażowana w te kwestie powiedziałaby ” Ja nie zrobię in vitro, bo nie dam rady z jakichś tam powodów, ale jesteśmy z męzem gotowi na adopcje. Omówiliśmy tę kwestię, mamy otwarte głowy na adopcje dziecka” . Taka osoba nie będzie Ci mowić, co masz robic, bo na pewno sama przeżywa problem niepłodności. Reszta gadek to są super złote , nic niewarte rady. Bardzo boli mnie to, że taka duża część społeczeństwa postrzega te wybory jako czarno białe, jakby to było wzięcie kotka ze schroniska. Przecież adopcja ma różne oblicza! Można zaadoptować dziecko z domu dziecka, można zaadoptować prenatalnie komórkę innej kobiety, plemnika obcego mężczyzny ,albo i cudzy zarodek. Niektóre kobiety mają silną potrzebę przeżycia ciąży, niektórzy ludzie poprostu nie są gotowi na adopcję ! Wciskanie im na siłę tych dzieci z domu dziecka jest poprostu niemoralne i obrzydliwe.. Przecież człowiek musi być na 100 % poukładany ze sobą, z partnerem, że tego chce, inaczej jaki dom zagwarantuje takiej osobie …?Czy oni nie myślą o całym kontekście ? 🙁

        1. No dokładnie. Margom juz napisała, ze tacy ludzie chyba myślą ze niepłodne pary powinny ponosić odpowiedzialność za te wszystkie sieroty, które często sa plodzone przez bezmyślnych ludzi. Ech…szkoda gadać. Mój maz twierdzi, ze nic nie poradzimy na to, ze nie warto sie tym przejmować ani strzępić sobie języka, bo niektórzy ludzie sa poprostu ograniczeni w swym myśleniu. Pewnie ma racje, patrząc na poparcie dla pewnej partii. Chowają sie za kościołem i przykazaniami bożymi a jednocześnie trują jadem, agresja i nienawiścią. Szczególnie do niepłodnych par, czy tez kobiet stających przed okropnymi dylematami, do osób szczególnie potrzebujacych wsparcia bo los dał im popalić. Absurd sięga zenitu.

          1. Wiecie co, ja mam inną perspektywę – moze dlatego, ze jako jedyna (lub jedna z niewielu tutaj w każdym razie 😉 adoptowalam i wiem, z czym sie to wiąże – choc oczywiście zakładam, ze i adopcyjne rodziny sa rozne i mają rozne problemy, tak jak i nie ma dwóch takich samych rodzin biologicznych. I tak, ja też byłam oburzona, ze ktos mi śmie sugerować adopcje, a co to ja jestem, matka Teresa, zeby brać na siebie taki ciężar? 😉 dzis śmiać mi sie z tego chce właściwie, ale nie w tym rzecz, by kogokolwiek przekonać, bo w sumie na rękę mi to, tak egoistycznie i po ludzku 😉 ze więcej ludzi nie pcha sie do adopcji (a zapewniam was, ze pcha sie wystarczająco dużo, by zapełnić kolejkę na pare ładnych lat i wyśrubowac kryteria w ośrodkach). Natomiast zawsze bede walczyć ze stereotypem ludzi, ktorzy z rożnych względów musza oddać własne dzieci – z szacunku dla biologicznej mamy mojego malca, ktora jest po prostu aniołem (rownież dosłownie, bo nie żyje juz, niestety). I z szacunku do rodzicow innych, znanych mi adoptowanych dzieci, w których tzw patologia to jakiś mierny procent, wbrew powszechnemu przekonaniu zarówno wsród osób płonnych, jak i nieplodnych. Ludzie bezmyślni z reguły nie pozwalają na adopcje swoich dzieci, tylko najcześciej pozwalają im tkwić w domach dziecka, nie odwiedzając wcale, albo raz na rok, aby spełnić kryteria.
            I wiecie co, często te rady „adoptuj”, mimo, ze moze głupie, a moze nietrafione – padają z życzliwości, bo ktos np zna takie rodziny jak moja i wie, jakie to szczęście móc adoptować. Bo moze wie tez, ze sa ludzie, ktorzy zrobili 30 IVF, stracili zdrowie i masę kasy – i …nic. Dziecka brak. Bo adopcja, mimo tej całej otoczki i upierdliwosci daje jednak pewność, ze bedzie dla kogo tę kolacje zrobic (Iza genialnie to ujęła). I moze nie jest to dziecko biolo, ale jest ado i to jest inaczej, ale tez przecudowne. To trochę tak, jakbym sie uparła, ze nie bede szczęśliwa, jak nie wlezę na 8- tysiecznik. No zesz qrwa nie bede szczęśliwa i juz..choćby skały srały, bede próbować. Pech, i nie udaje sie, po raz n-ty. A potem okazuje sie, ze w Dolomitach, na 3tys tez moze byc cudownie…i kij z tym Everestem 😉
            A poważnie – to chyba jest to jedyna rzecz, dla ktorej jestem gotowa uznać, ze Bóg istnieje. To, ze było dziecko, które nas potrzebowało równie mocno, jak my jego.. I ze na siebie trafiliśmy w tym kosmosie, to cud nad cudy!
            Myśle sobie, ze ciekawe, ze tu trafiłam, do Izy – bo ten etap juz w sumie za mną, i nawet ostatnie podejście było wlasnie ostatnim i tylko dlatego, ze ta druga adopcja tak sie ciągnie jak makaron, ale moze tez po cos, a teraz i tak lubię czytać, co u Was słychać i trzymam mocno kciuki,mimo,ze czasem jak ktos cos powie o adopcji to ciśnienie mi sie podnosi nieco 😉

          2. Ewka, właśnie się poryczałam przy Dolomitach , chyba ze wzruszenia i rozbawienia naraz , albo z hormonów ciążowych , nie wiem. W każdym razie to, co napisałaś jest cudowne poprostu 🙂 Ja tylko odnoszę się do osób, które w dyspucie o in vitro dają taką alternatywę jako jedyną właściwą. Jeśli chodzi o adopcję, to jestem pełna podziwu dla takich osób jak Ty i zgadzam się z tym, co piszesz. Na 3 tysięczniku na bank jest cudownie , tylko pewnie trzeba mieć jaja , żeby podjąć decyzję o ekspedycji w te rejony..Ale jak już tam jesteś, to na pewno musi być to dla Ciebie cud nad cudy 🙂

          3. Ewka, najwidoczniej miałam dziwna tendencje do spotykania sie z przypadkami dzieci z patologicznych środowisk, które ostatecznie trafiły do domów dziecka. Wg mnie to jednak większość. I mino wszystko uwazM za niezmiernie krzywdzące gdy na jakichs forach ktoś pisze” jak nie mogą mieć to niech adoptują zamiast robić na sile”. Wydaje mi sie, ze dla nas wszystkich taki argument jest ni mniej ni wiecej tylko głupi, a do decyzji o adopcji trzeba czegoś wiecej niz choroby jaka jest niepłodność. Jesli ktoś chce wykazać sie życzliwością, to na pewno jest w stanie tego typu rady ubrać w zupełnie inne słowa.

          4. Ewka, pięknie napisane. Ale Ty jednak do tej decyzji też doszłaś po wielu staraniach, nie na zasadzie, a rok po ślubie, ciąży nie ma, to idziemy adoptować. I różni ludzie na różnym etapie do tego dochodzą.
            Większość tu jest młoda i po ślubie, więc mogą stanąć w tę kolejkę. Mnie już wiek by nie pozwolił na malutkie dziecko, no i nie jesteśmy małżeństwem.
            No i jeszcze sprawa genów – niektórzy po prostu są przepełnieni chęcią opieki nad kimś, opieki nad dzieckiem, inni koniecznie chcą zobaczyć, co wyniknie z połączenia ich genów.

          5. Ewka pięknie dziękuję za ten komentarz. Podczytuję bloga, oraz komentarze od jakiegoś niedługiego czasu. Jestem mamą dwójki dzieci, staraliśmy się o nie niemal 3 lata (tzn. o pierwszą ciążę) i chciałam dorzucić kilka swoich przemyśleń.

            Czytam Was i nie mogę się nadziwić do czego my – kobiety jesteśmy zdolne. Przecież niektóre z Was wiedzą i doświadczeniem na łeb na szyję boją niejednego lekarza ginekologa. Znacie procedury od a do zet, możecie recytować wyrwane z nocnego snu widełki przeróżnych badań, rzucać hasłami, od których plącze się język. Ale to chyba dlatego, że nie ma takiej siły, która potrafiłaby kobietę zawrócić od wytyczonego celu. Tym celem większości z Was jest ciąża zakończona porodem żywego, zdrowego dziecka. Pamiętam lata, kiedy i mnie się nie udawało – czarna rozpacz, szukanie pomocy u lekarzy, w internecie, wylewanie swoich żali mężowi, co miesiąc utrata nadziei. Ja te wszystkie emocje znam. Wiem o czym piszecie. A jednocześnie gdzieś głęboko we mnie zawsze siedziała myśl, że in vitro nie jest dla mnie (nie ukrywam tego, że jestem osobą wierzącą i praktykującą, jednak na etapie starań Bóg był mi „potrzebny” tylko po to, żeby spełnić MOJE (nasze) marzenie), dopuszczałam myśl o IUI (do którego ostatecznie nigdy nie doszło), ale in vitro było i jest czymś co traktuję jako zbyt dużą ingerencję w naturę. Nigdy nikogo kto się na to zdecydował nie skrytykuję, nie powiem złego słowa, bo ja wiem o co walczycie – o dziecko. I nie da się opisać w kilku zdaniach tego, że jest ono prawdziwym dopełnieniem, chodzącym owocem miłości dwóch osób – wiem, czego pragniecie i nie dziwię się Wam. Walczcie! Chciałam Wam tylko powiedzieć, że czasami człowiek tak bardzo zapętli się w tej walce, że z perspektywy okazuje się, że walczy sam ze sobą. Czytam tu, że niektóre z Was nie potrafią odpuścić mimo wielokrotnych prób, mimo tego, że tracą dzieci jedno po drugim. Przyznacie, że gdzieś jednak leży ta granica? bardzo ciężko ją określić i myślę, że częściowo dlatego przeciwnicy in vitro tak krzyczą. Czasami robią to bezmyślnie, zupełnie nie wczuwając się w ogrom cierpienia niepłodnych par. Ale ta granica gdzieś przecież jest.
            To nie jest rada dla wszystkich z Was, ale jeśli choć jedna osoba przez chwilę zastanowi się, czy można inaczej to ja jestem tego dowodem – można! Po trzydziestu kilku miesiącach starań, żeby nie zwariować, postanowiłam zrobić coś dla innych, stwierdziłam, że skoro nie mogę mieć swoich dzieci zrobię coś dla cudzych – zajęłam się akcją charytatywną, przewartościowałam swoje życie, zamknęłam rozdział „muszę mieć dziecko”, dopuściłam to siebie myśl, że mogę go nigdy nie mieć i pewnie będę z tego powodu cierpieć, ale chcę wykorzystać życie na życie, a nie na ciągłe wyliczanki, odliczanki, testowanie, badania itd. I muszę dodać, że zrobiłam to w przekonaniu, że Pan Bóg mnie nie skrzywdzi, że jest ze mną (i z każdą z Was, tylko czasami Go po prostu nie widzimy bo mamy SWÓJ plan…). Na koniec dodam tylko, że akcję charytatywną kończyłam będąc w drugim miesiącu ciąży. Dziewczyny, kobietki kochane proszę Was – pożyjcie trochę tym życiem, które macie. Nie jest idealne, czasami przepełnione cierpieniem, niezrozumieniem, ale to wciąż Wasze życie.

          6. Ładnie napisane Olu. Masz racje z tym momentem, pewnie każdaz nas taki ma. I często gdy sie odpuszcza przychodzi cud. Nim to nastąpi każdy musi przejść swoją droge, w naszym przypadku ciezka.

          7. Ta granica gdzieś jest (sama dużo myślę o tym, gdzie i kiedy powinnam ją ustawić w swojej sytuacji). Ale jestem głęboko przekonana, że nie wolno jej ustawiać odgórnie dla wszystkich. Każdy ją odkrywa sam. Ktoś ustawi ją po trzech latach, a ktoś inny po trzynastu. Jednemu po jej ustawieniu zdarzy się cud, a innemu nie. Jedna osoba będzie żałowała, że postawiła ją zbyt wcześnie i może nie wykorzystała wszystkich szans, a druga będzie płakać po straconych latach, które w całości podporządkowała staraniom, zapominając rozejrzeć się, jakie inne cuda cały czas miała na wyciągnięcie ręki.
            Takie to wybory stoją przed nami… trudne… bardzo indywidualne… nie do końca porównywalne…

  14. Taaaak, zabawne.
    Moja tesciowa jakis czas temu gdy ot tak zeszla rozmowa na invitro wyrazila sie, jak to sobie kariere dziewczyny robia, podrozuja a potem placza ze dzieci nie ma i prosza o kase na invitro…ale dalam jej popalic.Ooooo, poszlo na noże prawie, ale juz jest uswiadomiona.
    a ja kilka dni temu zostalam na fejsie zwyzywana od morderczyn, idiotek i dziwek przez jakichs obroncow zycia tylko dlatego, ze pod obrazkiem jak wyglada aborcja /wg obrazka to wyrywanie nozek i raczek/ pozwolilam sobie napisac, ze to obrazek pokazuje nieprawde i ze usuwanie ciazy wyglada zupelnie inaczej.
    Ale tak zeby od razu od dziwek 🙂 tez mnie to mocno rozbawilo.

    1. Też mnie zawsze dziwią te obrazki, a nawet zdjęcia, z porozrywanymi na kawałki płodami. Skąd oni je biorą? Z aborcji szydełkiem?
      Takie opisy, jak to się dzieciom wszystko wyrywa robią większe wrażenie, niż po prostu poród.

  15. Szkoda i brak słów na tych ludzi którzy tak myślą i piszą! Nikt nie wie co my czujemy, przeżywamy, gdy robimy wszystko a ciąży brak. Nigdy nie byłam osoba, która lubiła alkohol, a nawet byłam kiedyś wrogiem, przez to co miałam w domu rodzinnym. Karierowiczka, cóż kasjerka z biedronki, ale kariera! Szkoda tylko naszych nerwów.

  16. ło matko co za biedny ograniczony człowiek musiał to napisać.
    Oj tak jestem „podła” na wskroś bo nie jestem pewna czy zdołała bym pokochać dziecko z adopcji (choć nie zamykam się na ten krok). Może weznę najwyżej oddam jak zabawkę? Wkurwia mnie, że ludzie którzy dzieci klepią na pstryknięcie palca, najbardziej własnie oni wymuszają wręcz na nas (niepłodnych) adoptowanie biednych, skrzywdzonych dzieci. Bardzo mi szkoda dzieci, i jestem pełna podziwu dla rodziców adopcyjnych (i bardzo bym chciała dojrzeć do tago kroku), ale kurwa czy każdy bezpłodny musi brać odpowiedzialność za te dzieci? dzięki naszej polityce będzie jeszcze więcej takich dzieci, brawo pis

  17. Wężoniku, witaj 🙂

    Widzę, że się nie poddajesz w dalszej walce. I dobrze.
    I nie obwiniaj się za nic. Zostaw przeszłość za sobą.
    Żyj tym co jest i planuj 🙂

    U mnie… jakby to napisać – różnie. Walka zawieszona na kiju. Czeka na reaktywację. Z różnych względów mam teraz przerwę w robieniu, działaniu, myśleniu…
    Czas ucieka.. Ale może jeszcze będzie pora na wznowienie starań.

    Iza, cóż za piękne paprotki 🙂 Kupiłaś je gdzieś, czy tak po prostu przytaskałaś z lasu?
    Wyglądają cudownie 🙂

    Jak sezon rowerowy? W toku, czy może ze względu na przygotowania do krio w zawieszeniu?

    Pozdrowienia dla Ciężarówek 🙂 Kciuki za całą Resztę!

    1. Przytrzaskałam z lasu – bardzo pięknie 🙂 No prawie, na pewno nie kupiłam. Zakosiłam ojcu z jego ogórdka hen daleko stąd.
      Zamiast rowerów ostatnio 20-miutowe roleczki i spać, taki timing.

      Asti, w ogóle to dobrze, że wróciłaś, brakowało mi CIebie tu. Wiesz o tym.

  18. Izunia to ja moją dobrą energię przesyłam do Ciebie :* oby ta Twoja stymulacja przebiegła pomyślnie 🙂 i żeby zakończyła sięszczęśliwym transferem :*

    U mnie porażka na pełnej linii. 5 ostatni transfer zakończony klęską. Tak skończył się mój udział w programie rządowym…

          1. Rudolot, może przyjął się jeden zarodek? W jakimś 6-7 dniu zycia zaczyna się zagnieżdżać, co może tez mu zająć 3 dni, więc powiedzmy, że beta nie musi być jeszcze wielka.
            HCG jest jakimś mniej czułym parametrem od bHCH i żeby wyniki były miarodajne, trzeba robić to samo badanie.

            Powtórz za dwa dni – nie będzie spekulacji.

      1. No nic. Jutro zrobię bhcg, a pojutrze powtórze hcg. Zobaczymy. Nie robię sobie nadziei, ale dla mnie to i tak szok, że COŚ tam się działo.

        Gaju, miałam II procedury rządowe u prof. w K. Zostawiłam tam 12 tys. Nie jestem zadowolona. Nawet już zwątpiłam, że mogę mieć więcej niż 3 komórki i stwierdziłam, że czeka mnie procedura z KD.
        Przy III procedurze w warszawskim I. miałam 7 komórek (poprzednio zawsze 3;/ i transfer 1 moruli), 7 zarodków, transfer dwóch w 3 dobie i z 4 hodowanych do blastocysty 1 udało się zamrozić. Nie wiem, jak się to skończy, ale dla mnie to i tak sukces. Mało tego – koszt III procedury w I. zamknął się w 700 zł. Każdy musi wybrać swoją klinikę, ale ja do Białegostoku na pewno nie wrócę. Dodam, że na koniec nie chcieli nam wydać, ani pozwolić na wgląd do naszej dokumentacji medycznej.

        1. Rudolot, sprawdziłam dla Ciebie i z ciekawości te HCG.
          Całościowa HCG składa się z cząsteczek alfa i beta. Beta wskazują wyłącznie na ciążę, alfa występują też w TSH, LH i FH, dlatego niewielkie wartości mogą pokazywać się bez ciąży. Wychodzi na to, że HCG też pokaże ciążę, ale dopiero przy wyższych wartościach. Całkowita HCG z tego samego dnia będzie większa niż b-HCG. Czyli w Twoim wypadku beta jest mniejsza niż te 17.
          Co za orły zrobiły Ci całkowitą betę? Nie wiedziały po co przyszłaś? Zrób dzisiaj normalną betę i zobaczymy, jak to z tą Twoją ciążą. Oby beta pokazała dzisiaj przynajmniej 25. 🙂 Wyniki będziesz miała wieczorem?

          1. Sprawdzałam wartości HCG i ciąża jest teoretycznie od 5. Ale wcześniej robiłam też badania w tym samym laboratorium i też HCG i wychodziło 0. Zrobiłam dziś betę – HCG w innym laboratorium. Wynik wieczorem. Nie robię sobie nadziei, pewnie to ciąża biochemiczna, ale dla mnie to duży przeskok, że coś się działo 🙂

          2. A nie odstawiaj i pobierz jeszcze ten progesteron. Dwa dni nic nie zmienią. Jak okres ma przyjść, to i z lekami może się zacząć. A warto dać szansę tej becie, żeby sobie potem czegoś nie wyrzucać, czy nie snuć teorii spiskowych.

        2. Ehhh, ile ludzi, tyle opinii…
          Co do pieniędzy, to ja ich też mało tam nie zostawiłam…
          Ja na razie nie mam zastrzeżeń (no może jakieś drobne, że mało mówią, ale to chyba tak jest wszędzie, nie zapytasz się, to się nie dowiesz), szczególnie w porównaniu z Poznaniem, ale tam nawet porządnej poczekalni nie było, jak to w szpitalu państwowym…

          Ja się czułam naciągana w P., bo jak można próbować przy AMH=0,02? I wszystkich parametrach hormonów pokazujących menopauzę?

          Więc czekam na tel. z Białegostoku i będę próbować raz jeszcze. Trzeci. Zakładam, że ostatni, ale kto wie…

          Powodzenia. Trzymam kciuki za Twojego mrozaka!

          1. Gaju, a rozważacie opcję adopcji zarodka ? Ja całkiem serio o tym myślę, w przypadku, jeśli się nie uda. Rozważam jeszcze jedno podejście na moich komórkach i podejście na oocytach dawczyni, ale tu biorę pod uwagę raczej tylko łódzką S.

          2. Mhm. Po riserczu w necie biorę pod uwagę S. i wspomniane przez Ciebie N. No chyba, że mnie zaczarują w Invimedzie i tam zostanę, ale nie pasują mi mrożone komórki, wolałabym świeże, bo póki co jestem zadowolona. Salve podobno wiedzie prym, jeśli chodzi o dawstwo oocytów. Ale nie wiem jakie ceny są. Wiesz coś, podzielisz się swoim riserczem? Ja dostałam ‚ofertę’ z Krio, ale tam straciłam zaufanie i nie zdecyduje się.

          3. Paradise, a Ty bierzesz pod uwagę komórki dawczyni? Wiesz, że przy naszej endometriozie to mogło by nam pomóc.. Ja się mocno zastanawiam, tylko wszystko się rozbija o jedno – cholerne pieniądze.

          4. Rudolot, Ty to jeszcze masz mrozaczka, jeszcze nie myśl o adopcji zarodka. Nie mówiąc o tym, że teraz jednak też coś może jeszcze ruszyć.
            Powtarzasz dzisiaj to całkowite HCG, czy czekasz do jutra na betę?

  19. Macie racje,ze walka o dziecko nie zmienia sie z iloscia dzieci,bardziej tak jak napisala Asia kazde podejscie do tego tematu zalezy od punktu siedzenia.Poprostu wydał mi sie to abstrakcyjny problem majac dwojke dzieci płakac ze nie moze sie miec trzeciego dziecka,ale wlasnie nie jestem w stanie tego zrozumiec ze wzgdledu na to ze od 3 lat walcze przynajmniej o to jedno….

    co do mnie Margom to moj lekarz czyli dr Z z N w wawie nie chce mnie stymulowac…powiedzial ze nie potrzebuje tego… tez mi sie wydalwalo ze bym wolala miec wieksze prawdopodobienstwo ale slucham jego… mam nadzieje ze w koncu w maju wyjdzie… nawet jesli sie nie uda to trudno ale przynajmniej bede miala juz w glowie ze „cos”zrobilismy bo poki co to tylko koncza mi sie waznosci kolejnych badan,pieniadze wydane na kolejne suplmementy i akupunktury,3 minutowe wizyty a nawet kroku do przodu nie zrobilismy,dodatkowo wlasnie dwie koelzanki urodzilu,meza siostra rodzi za miesiac a ja bym najchtniej ten czas przespala zeby nie widziec jak ktos sie cieszy… Potracilam wszystkich znajomych ktorzy maja dzieci bo nie jestesmy w stanie sie z nimi widywac…coz szara rzeczywistosc…;/

  20. Wyszłam od lekarza. Nic się nie dzieje, pęcherzyk trzyma się mocno, kosmówka się nie odkleja. Na szczęście nie rośnie pęcherzyk.
    Czekamy, jak dwa tygodnie nic się nie stanie to wezmę tabletki.

      1. Wężon, życzę Ci bardzo, zeby się sprawnie odkleiło.. A czemu tak właściwie kazał Ci czekać te 2 tyg? Po poronieniu znowu czekanie na okres (4-8 tyg), a potem minimum na kolejny, aby cos zacząć znowu – wiec strasznie się to wszystko wydłuża, a skoro chcesz znów próbować, to oszczędzaj czas i siły wszelkie (i psychiczne, i fizyczne.. mnie to jednak osłabilo organizm).

    1. Wezoniku, moj zarodek obumarl okolo 6 tygodnia ciazy. Dowiedzialam sie o tym w 8 tygodniu i nadal nie bylo zadnego znaku, ze poronienie sie zaczyna. Dopiero 1.5 tygodnia pozniej zaczelam plamic. Lekarz przepisal jednak tabletki, zeby wzmocnic skurcze i upewnic sie, ze macica sie porzadnie oczysci. Krwawilam potem prawie 5 tygodni, a pierwsze 2 to byl bolesny koszmar, ale obylo sie bez zabiegu.

    2. Dwa tygodnie…Po stwierdzeniu braku akcji serca, dwukrotnym zbadaniu bety i kolejnej wizycie potwierdzającej diagnozę lekarz zaproponował szpital i zabieg. Nie wiem czy była to dobra decyzja od strony medycznej -czytając wasze wpisy mocno się nad tym zastanawiam ale dla mojej psychiki na pewno. Nie mogłabym równocześnie być i nie być w ciąży czekając na nieuniknione…

  21. Iza, powiało przyjemnym zefirem…. lubię twój dobór słów:) kurczaki super a indyczka pewnie szczesliwa:) my w zeszłym roku kluliśmy w inkubatorku kaczki.. kaczka nie wykazała zainteresowania, gęś od razu poczuła bluesa.. a te paprotki to te leśne, które można jeść jak szparagi? 🙂
    Wężon, ruszyło coś? Co lekarz powiedział?

    1. Pamietam, jak na wsi u dziadków nasza psinka „wychowała” gąsiorka – zostali potem dozgonnymi przyjaciółmi (dosłownie), potem był jeszcze przypadek kociej „babci”, co juz była za stara na własne potomstwo, ale odchowala osierocone kociaki swojej córki (no, ale to w rodzinie, te same geny… 😉 zawsze twierdziłam, ze adopcja to w gruncie rzeczy cos bardzo naturalnego, bo występuje w przyrodzie.. 😉
      Zdjecia piękne, Iza! Odpisalam na maila – jakby co..

      1. Zależy od zwierzęcia Ewka. Lwy i wiele innych zabija dzieci poprzedniego faceta swoich samic. Mniejsza konkurencja potem.
        A poza tym lwica skoncentrowana na opiece nad małymi dziećmi nie ma ochoty na seks, a jak jej się dzieci zabije, to prawie natychmiast wchodzi w ruję. Taki to instynkt. Robić dzieci z mordercą dotychczasowych, bo jakieś trzeba mieć.

        1. Wężon, no jasne, ze zalezy od zwierzęcia 🙂 nie napisałam przecież, ze wszystkie adoptują, tylko ze jest to w gruncie rzeczy naturalne, bo występuje w przyrodzie 😉 troche jak – nie przymierzając- homoseksualizm, z którym tez niektórzy wydają sie miec problem..
          Nie wiem co dalej, na razie nie mam potrzeby myslec „dalej”, skupię sie -jak to ktos ladnie napisal – na tym co mam.Misiek ostatnio często pyta „mamusiu, czy jestes szczęśliwa a nie smutna?” co daje mi do myślenia.. A za jakis czas – moze cos wymysle, ale pewno 0 stymulacji (mialam 4).
          Ale będę tu wpadać, bo miły klimat i zżyłam sie z Wami 🙂

          1. A mi jakoś tak się zrobiło – jak napisałaś, że będziesz tu wpadać, jakbyś sie troszkę pożegnała… Z drugiej strony – nie można stać w miejscu… 🙂

          2. Ojej, to źle zabrzmiało – odwrotnie do intencji! 🙂 Izunia, będę pewnie wpadać, bo nie mogę tu siedzieć cały czas, mimo, ze tak miło! Dzieki za maila, podziałam jak tylko wrócę do pracy.

          3. Ewka, teraz jesteś na zwolnieniu? Kiedy wzięłaś? Na początku chodziłaś. Tak się zastanawiam, kiedy to zwolnienie brać. Żeby tak jednak trochę odpocząć z okazji tej ciąży. W sumie mogłam być na zwolnieniu od początku.
            I jestem ciekawa, gdzie pracujesz, skoro napisałaś Izie, że tak u Was super i jeszcze ludzi przyjmują. 🙂

  22. dziewczyny czy mogłybyscie mi pomoc w interpretacji,poniewaz robilam stopien czystosci pochwy i takie mam wyniki… nie wiem czy isc do lekarza czy moze Wy mi pomozecie…bo jesli jest ok to szkoda mi wydawac kolejna 100 zl na wizyte no chyba ze musze jakies leki brac wtedy pojde. Z gory Wam serdecznie dziekuje :*

    Nabłonki dość liczne
    Leukocyty pojedyncze
    Pałeczki Doderlein`a dość liczne
    Ziarniaki Gram (+) pojedyncze
    Stopień czystości pochwy I / II

    1. Sza w interpretacji Ci nie pomogę ale powiem Ci że ja w trakcie starań o dziecko straciłam lewy jajowód a potem przez kolejny rok miałam owulację w każdym cyklu z lewej strony. Na dodatek prawy jajnik jest mniejszy bo jego część została usunięta wraz z torbielą. Mój ówczesny lekarz nic z tym nie robił. Po zmianie lekarza, zaledwie dwóch cyklach na Clo i jednym zastrzyku Ovitrelle dziś jestem szczęśliwa mamą 6 miesięcznego brzdąca.

      1. Kurczę,a ten moj lekarz nie chce mnie stymulować…. Moze dlatego ze ja w przeciwieństwie do Ciebie mam ta owulacje tez po stronie z jajowodem. Właściwie miałam co drugi miesiąc /akurat teraz tak sie słabo zdarzyło ze mam drugi miesiąc z rzędu owu nie z tej strony. Bede u niego w maju to jeszcze raz podpytam a te leki do stymulacji drogie sa ? I w ktorym dniu cyklu sie je zaczyna brac?

        1. Sza, ja miałam cykle z Clo, jak jeszcze lekarz mówił, że wszystko OK, tylko owulację trzeba podkręcić.
          Bierze się go przez parę dni, żeby jajka urosły. Chyba w zależności od długości cyklu, od 3 do 10 dnia cyklu.
          A kosztuje tyle co duphaston, koło 40 złotych.
          Tyle że w skutkach ubocznych ma zły wpływ na endometrium – gorzej rośnie (tego lekarz też nie zauważył). Może dlatego Twój nie chce Cię ruszać?
          Ale właśnie wyżej dziewczyny pisały, ze lametta nie ma takiego złego wpływu.

          1. Dzieki dziewczyny,pogadam z Z zobaczymy co powie… endometrium mam zawsze tłuste,wiec nie wiem czy to jest powod… zobacze jak bedzie w maju jesli sie nie uda i znow owu bedzie po zlej stronie to mu powiem ze chce stymulowac sie 🙂 a jesli sie okaze ze jest po dobrej stronie to podejde na naturalnym a jak sie nie uda i nie bede w ciazy to tez poprosze o kolejna IuI juz stymulowana…
            zobaczymy co on ta powie 🙂

  23. Dziewczyny! Byłam dzisiaj u Pani dietetyk,ale mi nagadała! Przede wszystkim to zapytała patrzac w moje wyniki badań krwi czy nie miałam problemów z zajciem w ciążę(5 lat staran i in vitro!). Wytłumaczyła, że chotoba Hashimoto jest za to odpowiedzialna. I jeszcze mówiła, że przy tej chorobie czesto wystepuja nietolerancje( nie mylic z alergia) pokarmowe i wszystko razem złożone do kupy działa jak naturalna antykoncepcja bo organizm z jednej str sam sie zwalcza a z drugiej stara sie leczyc zapalenia wywolane nietolerancja ze nie bedzie trzymal zarodka…W kazdym razie pisze Wam to ,żebyscie sobie zrobily pelny zakrez badan na tarczyce:tsh, ft3,ft4,anty-tg,anty-tpo.

    1. Dokładnie dobrze piszesz. Ja tez byłam u dietetyczki bo problemy miałam od dawna. Wzdęcia, gazy itd
      Zrobiłam testy na nietolerancję pokarmową i wyszedł mi gluten właśnie, kurczaka , kukurydza i najbardziej białko jajka.
      Sama starałam się eliminować te produkty i jeść zdrowo ale ciężko mi to szło. Dlatego poszłam do specjalistki. Dostałam dietę i od tygodnia się stosuję 🙂
      A też mam hashimoto i endometriozę.
      Od dziś nie biorę już hormonów żadnych, sterydów to i waga zacznie spadać 🙂

      1. Kasiu, jakie to dokładnie badania, jak się nazywają? I ile kosztują, jeśli pamiętasz? Czytałam kiedyś, że przy naszej endometriozie wskazana jest dieta bezglutenowa. Nawet wytrzymałam kiedyś… cały tydzień ;/ Mięsa jem bardzo, ale to bardzo sporadycznie. Natomiast chleb, makarony itd to wpieprza ile wlezie..

        1. Ja kupuję chleb bezglutenowy ale też i piekę własny 🙂 troszkę mam problem z pieczeniem go w maszynie. Nie bardzo mi wychodzi w niej. .ale piekarniku jest super. O ile nie przypalę :)u mnie w laboratorium nazywa się to food profil. Robiłam najtańszy na 45 produktów około 500 zł. Kiepsko to wygląda, ale warto bo przynajmniej wiem co mi szkodzi. A jajka bym się nie spodziewała.
          Rudolot słońce Ty moje jak beta?? Powtórzyłaś?

          1. Też chyba kiedyś zrobię, jak odłożę kasę 🙂
            Mnie w maszynie też nie wychodzi i się na nią obraziłąm! A w piekarniku super!
            Dziś robiłąm właściwą betę, bo wczoraj zrobili mi HCG, a dziś betę hcg – słabizna, 7,8. Jutro powtórzę badanie z wczoraj HCG i jak zmaleje, to odstawiam. Kasiu, jak wygląda kriotransfer w I. ? Ile razy się jeździ, w którym dniu pierwsza wizyta? Czy mam teraz komuś dać znać o niepowodzeniu? Pani Basi z programu, koordynatorowi, czy lekarzowi?

          2. Ja też z I. świeżo po crio, to Ci odpowiem. Gdzie robisz badania? Nie u nich? Nie pisali Ci, żeby wysłać im wynik? Ja sprawdzałam betę u nich, to jak tylko wyniki się pokazały, lekarz do mnie zadzwonił i 1 za pierwszym razem i teraz inny, więc to ich standard. Ale jak wynik masz na zewnątrz to nie wiem.
            Ja szłam na wizyty pierwszy raz w 8-10 dniu. Wtedy już widać, czy będzie owulacja, a jeśli na sztucznym, to jak wygląda endo.
            W tym cyklu wreszcie z crio, byłam 9 dnia, endo było jeszcze słabe, drugi raz przyszłam 12 dnia, powiedział, że jest te 6 mm i że chyba możemy robić, jeśli hormony OK. Zlecił estradiol, który zrobiłam wychodząc z wizyty. Po 12 sam zadzwonił, że jest OK i umówiliśmy godzinę transferu. Więcej wizyt nie było.

            Jak próbowaliśmy na naturalnym, to trochę więcej, bo np. 8 dnia jeszcze nie było widać, co urośnie, 11 dnia coś tam się kluło, 13 dnia był jeszcze za mały, a w 16 było już po wszystkim.

          3. Ja do I. mam 400 km, więc robię u siebie. Jeszcze im nie dawałam znać, czekam na powtórną betę, która wyjdzie zapewne 0 🙂
            Na kolejny transfer umówię się pewnie końcem maja, musze się trochę podleczyć, po tej procedurze złapałam jakąś infekcję ;/

  24. Wasze epistemology na temat diety dały mi dużo do myślenia. Im bardziej nasilają mi się objawy endometriozy tym gorzej toleruje niektóre pokarmy. Mleko i pochodne odstawiłam bo mam silną reakcję na nie. Teraz po zjedzeniu np. bułki, chleba też zaczynam źle sie czuć. Paradise w jakim mieście byłaś u dietetyka ? Jeśli mogę spytać 🙂 Bardzo mi przykro z powodu nieudanego transferu 🙁

    1. Spoko 🙁 już się pogodziłam z porażką 🙂
      Ja byłam w Płocku 🙂 superkobietka 🙂 sama też choruje na hashimoto i ma problem z donoszeniem ciąż. Więc dobrze wie co robi jeśli chodzi o dietę 🙂

      Ja to od dawna źle się czułam po chlebie , makaronach itd

  25. Dziewczyny, napiszę teraz dokładniej, co ustaliliśmy u lekarza, odnosząc się do Waszych uwag.
    Zarodek obumarł tydzień temu, więc niestety musi to jeszcze potrwać. Większość z Was napisała, że przynajmniej dwa tygodnie zarodek był nieżywy, zanim cokolwiek się zaczęło.
    Pęcherzyk nie rośnie, zawisł taki, jaki był, nie ma więc niebezpieczeństwa, że się zbyt rozrośnie i trzeba będzie przez to łyżeczkować. Zakażenie też od takiego małego nie pójdzie.
    Co do tabletek – może podać, jeśli się upieram, ale odradza. Tabletki przy takich małych ciążach nie działają wcale dobrze. Skuteczniejsze są przy starszych ciążach. Przy małych powodują tylko większy ból, mocniejsze skurcze, skutki uboczne wyczerpują, a wcale wiele nie przyspieszają samego procesu.
    Tabletki chce mi dać ewentualnie w drugiej fazie, żeby się lepiej oczyściło, jeśli będzie taka potrzeba. Robimy wszystko, żeby uniknąć łyżeczkowania.

    Uważa, że przez te dwa tygodnie coś może się zadziać, a jeśli nie, to 3 maja zdecydujemy co dalej.
    Niestety to może potrwać, nawet miesiąc. Ale uważa, że takie naturalne podejście będzie łagodniejsze, lepsze dla organizmu. A tydzień, czy dwa nie robi aż takiej różnicy.

    Dobrze, że nie odwołaliśmy lipcowego wyjazdu, bo już Jarek naciskał, żeby to zrobić, żeby mniej stracić. Ja byłam gotowa trzymać rezerwację jak najdłużej, na wszelki wypadek. Teraz mamy wyjazd na początku lipca i na początku sierpnia i tak pewnie dopiero po wakacjach będę mogła wrócić do starań, jeśli w ogóle.

      1. No zdecydowanie nie tak, myślałam, że już odpocznę.
        Paradise, zdążyłam tylko z jedną procedurą, dwa transfery. Zajęło mi to półtora roku. To nie to tempo co u Ciebie. 😉

    1. jesteś ostoją cierpliwości i wzorem planowania, Wężon…
      Wszystko się potoczyło nie tak – odpocznij od leczenia, zaglądania w majtki i biegania do lekarza, te wszystkie historie mogą nadszarpnąć nerwy.
      A chodzisz do pracy teraz?
      Trzymaj się, Wężoniku!

      1. Chodzę do pracy. Dopóki nic zupełnie się nie dzieje. Nie wiadomo kiedy, i czy w ogóle się zadzieje, czy nie wyląduję jednak w szpitalu, jak będzie bolało i czy długo będę krwawiła. Pójdę na zwolnienie, jak coś się przynajmniej będzie zapowiadało. Przecież nie pójdę na dwa miesiące, zwłaszcza, że zaraz wakacje i urlopy.

        Nie jestem cierpliwa, tylko jakiś plan pozwala iść do przodu, a nie zwinąć się w kłębek. Zwinę się też, jak będzie po, teraz potrzebuję siły.

        Z tym odpoczywaniem, to wiesz, jak jest… tyk, tyk…

    2. Wężon, a mogę spytać, kto Cie leczy? Zupełnie bez podtekstów, każdy lekarz ma swoje metody, wynikające z innych doświadczeń – nade mną ostatnio dwójka deliberowala bardzo aktywnie, a ja w pozycji „samolotowej” 😉 a masz skierowanie do szpitala, w razie czego? Lepiej miec, to sporo ułatwia na izbie przyjęć.
      U mnie to wszystko trwało chyba ze 4 tyg z tabletkami, bo o dziwo nie rozpuszczaly sie, skubane.. Bez nich, pewnie ciagneloby sie ze 2 miesiące – tak twierdzili lekarze. Po tabletkach zaaplikowanych w Bielańskim tak, ze sie rozpuściły, wszystko popłynęło w pare godzin. Bolały skurcze, ale niedługo to trwało, poza tym ketonal dał radę. A potem gromna ulga.. Moze wolałam tak, niż czekać, bo wolę miec chociaz ciut kontroli nad procesem: tabletki działają w określonym czasie, wiec z góry zaplanowałam trudny weekend, odesłałam małego pod opiekę życzliwej duszy, kupiłam ciasto i czekoladę na pociechę i wzmocnienie 😉 i ..no cóż, po paru godzinach było po wszystkim.
      Nie miałam skutków ubocznych poza skurczami i dziwnym głodem. Natomiast łażenie z wielką podpaską do pracy (i po) dzien w dzien wkurzaloby mnie dalej niemozebnie. Nie chciałam brać zwolnienia, bo czekanie w domu na pierwsze oznaki krwi byłoby bez sensu. Za to wzięłam sobie komfortowo juz po, no bo jednak zjechało mnie to fizycznie – sporo krwi sie polało – a trochę i psychicznie, ale bardziej to czekanie i napięcie z tym związane.
      Aktualnie mam jeszcze trochę pogrubione endo, ale na granicy – wiec luz, mogę poczekać do nast okresu (wg lekarzy z Bielanskiego, bo dr z kliniki n juz chciała skrobać, „na wszelki”). Morfologie zrobili mi tez od razu, ogólnie – opieka super, gorzej z czekaniem na izbie, ale to oczywiste 😉
      Mam nadzieje, ze Twój organizm szybciej zareaguje niż moj – szkoda majówki, ale moze do następnego długiego weekendu sie wyrobisz…. 🙂

  26. Wezon, bardzo mi przykro ze to wszystko sie stalo. I bardzo podziwiam Twoja postawe – jestes nastawiona zadaniowo I zamiast zastanawiac sie czemu jest tak a nie inaczej, dlaczego ja, jaki ten los niesprawiedliwy – przechodzisz do nastepnego etapu. Wiem ze to boli I nie jest latwe, ale teraz z perspektywy dwoch poronien wiem ze tak trzeba robic I myslec o nastepnych krokach.

    Do wszystkich zainteresowanych dieta przy chorobach automunologicznych (czyli Hasimoto I endometrioza): na blogu Tluste Zycie dziewczyna swietnie opisuje te kwestie a takze podaje wskazowki jaka diete stosowac przy tych przypadlosciach. Goraca polecam bo jest tam duzo pomocnych informacji. A do tego wspomniane sa suplementy ktore warto zazywac aby opanowac stany zapalne wywolane endometrioza.

  27. Cześć Dziewczyny, mam do Was pytanie dotyczące rozpoczęcia procedury. Ja właśnie miałam mieć wizytę startową w kwietniu i nic z niej nie wyszło. Okazało się, że moja lekarka (ta u której byłam na wizycie kwalifikującej do procedury) zapomniała dać mi skierowanie do internisty – wrr. Nie wiem czy to tylko zasada panująca w N czy wszystkie kliniki są do tego zobligowane, ale mam zdobyć zgodę od lekarza internisty na przystąpienie do IVF.
    I tu pojawia się problem. Byłam u lekarza internisty, ale jak ten zobaczył druczek z N to kazał mi wykonać dodatkowe badania krwi (poza tymi które zrobiłam do wizyty startowej) i wymaga jeszcze abym zdobyła pisemną! zgodę od okulisty (nosze okulary) oraz mojego endokrynologa (mam gruczolaka na przysadce- biorę leki i jestem pod stałą kontrolą) na IVF. Obawiam się, że jak pójdę do lekarzy tych specjalności to oni też nie będą chcieli od tak wydać opinii, ale każą mi zasięgnąć porad innych lekarzy zanim sami się wypowiedzą. Przecież tak można bez końca. Dodam, że lekarz z N (na tej nieudanej wizycie startowej) skierował mnie też na konsultacje do neurologa i tu powtórka z rozrywki- neurolog nie da zgody na IVF póki nie zrobię szeregu badań i nie pójdę jeszcze do hematologa.
    Też miałyście takie przejścia? W tym tempie nie przystąpię do stymulacji do końca roku 🙁
    Nie chcę oczywiście narażać swojego zdrowia. Jeśli konsultacja jest wskazana to pójdę. Ale przecież nikt nie jest w 100% zdrowy, każdemu coś tam dolega. Pozapisywałam się na te wszystkie konsultacje, ale drżę przed każdą z nich. Nie wiem już co robić 🙁

      1. Ewelinaaa, mi lekarka na wizycie kwalifikującej do procedury też nie mówiła o żadnej opinii internisty, ale ja tę wizytę miałam w listopadzie ubiegłego roku i myślałam, że może teraz przepisy się zmieniły (do wizyty startowej podeszłam dopiero w kwietniu bo w międzyczasie zaszłam w ciąże i poroniłam).
        No i właśnie na wizycie startowej (u innego lekarza w N) pada pytanie dlaczego nie mam opinii internisty. No i się zaczęło…
        Mam już ze cztery konsultacje u lekarzy różnych specjalizacji bo każdy mnie odsyła do następnego zanim sam się wypowie czy mogę przystąpić do in vitro.

    1. Nie wiem, może ustawa coś zmieniła? Któraś się kwalifikowała już pod nową ustawą?
      Ode mnie nie wymagali żadnych pozapłodnościowych badań. USG piersi, cytologia, AMH, morfologia i wszystkie teHIV, Hb i c V, tokso itd.
      Czyli poza badaniem krwi, tymi badaniami co i tak się powinno co roku pilnować i wypisem ze zdiagnozowaną niedrożnością jajowodów nic nie robiłam. A już na pewno nie było mowy o kontaktach z jakimiś lekarzami.
      Jestem przerażona tym, co napisałaś, mam nadzieję, że to tylko dziwny przypadek, a nie standard teraz.

    2. Ja potrzebowałam takiej zgody (podchodziłam komercyjnie). Ale to jeszcze w zeszłym roku, przed ustawą i całym tym późniejszym zamieszaniem z końcem programu. Nie sprawdzałam czy w każdej klinice tego potrzebują. Dostałam skierowanie to poszłam. Tylko ja wybrałam lekarza z mojej kliniki. Bałam się trafić na jakiegoś wojującego internistę w innej placówce, który będzie mi utrudniał życie. Wizyta trwała 15 minut, dostałam tylko zlecenie zbadania wit D (haha), trochę otuchy i oczywiście podpisaną zgodę:)

        1. Uczuciowa, ale poszłaś do internisty z kliniki leczenia niepłodności? Jeśli dobrze pamiętam Ty leczysz się w N w Wawie tak? Wybacz, że tak wypytuje, ale trochę panikuje. Jeszcze nie zaczęłam prawdziwej walki a już kłody pod nogami 🙁

          1. Tak, poszłam do internisty z kliniki leczenia niepłodności. Krótka rozmowa, jakieś tam haczyki lekarka pozaznaczała w swoich papierach, na moją w zasadzie prośbę zleciła badanie poziomu wit D i było po krzyku 🙂 Jedyny minus, że sporo taka wizyta kosztowała:/ no ale oszczędziłam sobie nerwów, więc było warto 🙂

          2. Uczuciowa, bardzo Ci dziękuję 🙂 Nie wiedziałam, że w N jest internista. Porobię jeszcze te badania zlecone przez innych lekarzy- tak na wszelki wypadek, i postaram się umówić do lekarza z kliniki.

    1. Wyjęli ze mnie 22 jajka, 20 dojrzałych. 6 zapladniaja, resztę zamrozilam na wszelki wypadek i dojrzewa we mnie decyzja do przekazania ich komuś, kto czeka jak Gaja. Dziękuję Ci za ten wpis jakiś czas temu, od tamtej pory zasialo się we mnie ziarno.

        1. No… trochę wyhodowałam i zniosłam:) ale chyba cudowne okoliczności biebrzańskiej przyrody mi w tym pomogły;) transfer planowany jest na pt, ale w czw mają dzwonić i mówić co i jak. W głowie mam oczywiście jedną z opcji, że żaden z zarodków nie dotrwa i transferu nie będzie, tak na wszelki wypadek ta opcja… 🙂

      1. O rany, jesteś ekstra płodna 🙂 Dwie drużyny piłkarskie! Ania, szlachetne myśli w Tobie kiełkują. Ja żałuję, że nie zamroziłam swoich 2 komórek (cóż, byłam pewna, że i tak będę miała sześcioro dzieci), ale kilkanaście to już inna sprawa.

        1. Haha:) polecam biebrzańskie klimaty zawsze i w każdej sprawie:) akurat klempy teraz są w ciąży więc klimat tym bardziej sprzyja, na dniach będą rodzić:) szkoda, że nie można wstawiać tu zdjęć, bo codziennie spotykam na Carskiej taką jedną ciężarną piękną łosicę:) Powstrzymuję się żeby zadzwonić do kliniki i dopytać ile się zapłodniło z tych 6, myślałam, że sami dadzą znać, ale mają dzwonić dopiero jutro ustalić co i jak z transferem w pt. Już sobie wyobrażam to sikanie na podłogę:)

          1. Wyobraź sobie jeszcze na fotelu ginekologicznym 😉 Jak ostatnio powiedziałam lekarce, że ledwie wytrzymuję, to prosiła, żebym dała znać, jak już całkuem nie będę wyrabiać to się odsunie i miała taką minę, że naprawdę myślałam, że wystrzelę jej w twarz niechcący 😉 Trochę jednak za dużo wypiłam 😉 Albo za długo czekałam. W każdym razie tę jej minę to mam przed oczami nawet teraz 🙂

            P.S. Kto wie, może zaraz łosica, będzie spotykać na Carskiej, taką ciężarną, piękną Ciebie :)))

          2. Uczuciowa, rozbrajasz mnie z tym sikaniem:) ja nie mam pojęcia z czym się je transfer, pewnie przez tel wszystko mi jutro powiedzą, narazie wiem tyle, ile czytam Was na bieżąco:) co do pani Łosiowej, oby było tak, jak piszesz… to miejsce napawa mnie dobrą energią, na pewno będę wracać, tym bardziej, gdybym była w ciąży. Jakkolwiek się nie skończy tej mój, wymuszony wizytami w Białymstoku, pobyt nad Biebrzą – to cudowny czas, będę go wspominać dobrze.

    1. Prymulka, no nie, szyjka macicy jest za cienka na luteinę… Poza tym raczej trudno tak się dostać głęboko do środka „z palca”. Oj, ale masz z tą luteiną… moze niepotrzebnie się martwisz – włóż ją jak tampon i tyle.

  28. Dziewczyny, czuje sie jak Syzyf. Serio. Bo dzis u mnie kolejne kwiatki a zwazywszy na okolicznosci to kalie;)) Potrzebuje przedstawic rok udokumentowanego leczenia w kierunku nieplodnosci. Taki wymog ustawy. Nawet dla komercyjnego podejscia podobno. Jesli nie przedstawie – do zabiegu moge podejsc za (o ironio 9 miesiecy – zaczelam u nich w lutym). Pytam grzecznie, czy zwariowali? Mowia, ze nie bo nie oni te ustawe pisali. A przeciez ja ńie o to pytam. Pytam o to, czemu mowia o tym dopiero dzis. Na kilka dni przed rozpoczeciem ewentualnej (jak sie okazuje) stymulacji. Moze to znak, ze jak tak ciagle pod gore to trzeba odpuscic. Pesel ńie dziala na moja korzysc. A w domu dziecko jest. Coz z tego, ze jedynak skoro szesliwy? Tylko ze po miesiacach staran to juz nie takie proste jednak. Ehhhh….

    1. Soniu, niestety, wymóg leczenia się pojawił, żeby ograniczyć kaprysy. Bo przecież tłumy przychodzą wydać 15 tys. bo po dwóch miesiącach starań nie są w ciąży, albo chcą dziecko koniecznie w prezencie na gwiazdkę, albo urodziny.

      U mnie było prosto, bo niedrożność jajowodów kasuje ten wymóg. Ale i tak miałam jakieś USG z monitoringów cyklu, zaświadczenie od gina, że mnie stymulował clo przez pół roku i wypisy z histeroskopii. Spojrzeli tylko na wypisy ze szpitala, a głównie na ten, w którym stwierdzono, że oba jajowody kompletnie niedrożne.

      Himalaiści też mają pod górę, a do tego zimno i wiatr, a idą wyżej.
      Jak Ty jesteś Syzyfem, to co ja mam powiedzieć? 5 operacji, łyżeczkowanie, zakażenie, dziesiątki USG, dwa transfery w półtora roku (chyba rekord grzebania się pobiłam) i 3 trupy. I do jasnej cholery, nie jestem gotowa, żeby teraz odpuścić, żeby to wszystko poszło na marne. Ale nie wiem co zrobię, jak mi ten kamień znowu spadnie.

        1. Oj, bo Olga, wściekłość we mnie rośnie, tak zamiast rozpaczy. Ile można kopać się z koniem?
          Jak wreszcie to endo wymęczyłam, zarodek się przyczepił, to musiał być wadliwy. Nie mógł poprzednio jeden być wadliwy? A gdybym w ogóle nie miała mrozaka, to może ze stymulacją poszło by szybciej, bo endo lepiej by rosło na takich lekach? Przed pierwszym transferem nie marudzili na grubość.
          Same sploty złych okoliczności z tym ivf.
          A teraz to czekanie, wyjątkowo niekomfortowe.
          Co dopiero się pogodziłam z tamtą stratą, serio, jakiś spokój na mnie spłynął (wiesz, rok żałoby, wszystko przeżywam rok – jak mnie pierwszy poważny facet zostawił rok był ciężki, jak zostawiłam męża rok męczyły mnie wyrzuty sumienia i wspomnienia, zalewałam się łzami), to teraz następna sprawa do przepracowania. Zaczynam mieć tego dość.

      1. Moja ginekolog dzwonila dzis i mowi, ze potwierdzi, ze leczymy sie od 2013 r. Wtedy byla nasza konsultacja w Invimedzie – skonczylo sie na 1 wizycie bo jak zobaczyli wyniki badan meza to skierowani od razu na in vitro. Nawet iui nikt tam nam nie chcial zrobic. Miesic pozniej podobna opinie wydal prof Z Bialegostoku. Moja ginekolog teraz szuka mi tych konkretnie wizyt i dzis, najdalej za 2-3 dni ma wystawic potrzebne papiery, bo sama zaproponowala, ze ona moze dodatkowo poswiadczyc, ze „probujemy uzyskac ciaze” od grudnia 2012 bo wtedy sie do niej zglosilismy z tym problemem.
        Dla mnie jest jednak troche chore, ze ustawa tak mnie ogranicza. Mam 38 lat. Od 3 lat niby nieinwazyjne badania bo tylko hormony, badania nasienia, i wiele monitoringow cyklu. Dopiero w N bardziej mnie badaja tj histeroskopia etc ale to tak w zasadzie nie wiem po co bo wszystko wychodzi ok (oprocz tego stanu zapanego sluzowki, przeleczone w 10 dni i po sprawie).
        Czy oni mysla, ze ktos przychodzi dla zabawy robic zabieg?
        Dla hecy wydaje kase, traci czas, rozklada nogi, lyka leki, kluje sie igla etc?
        Tez wolabym po prostu czysty spontaniczny seks reprodukcyjny ale ale przyjemnosc jest a efektu tej przyjemnosci brak.;)
        Co do Ciebie, troche mnie ostudzila Twoja historia bo to pokazuje, ze to naprawde dluga i wyboista droga i powiem Ci szczerze, ze podziwiam Cie, ze idziesz nia dalej bo ja na te chwile nie wiem, czy dalabym rade. Tj. Zrouzm mnie dobrze: chciec to bym chciala ale nie wiem czy mialabym sile.
        Wtoczysz ten kamien bo (pomijajac nawet sentymenty) to statystyka jednak tak mowi;)
        Tak jak pisalam wczesniej….jestes dla mnie forpoczta jednak;)

        1. Soniu, statystyki niestety zaraz się na nas wypną. U mnie za pół roku 39. Skuteczność ivf powyżej 40 roku życia spada do 20%. Nie mówiąc już o tym, że może zdarzać się więcej takich przygód jak moja teraz, bo komórki coraz słabsze.
          Na razie to ja nie mam siły przestać, po tylu wysiłkach.

          1. Wezon, do 40stki to jeszcze kilkanascie miesiecy wiec zdazysz;) Jesli o mnie chodzi to mam w dupie ich statystyki po 40stce bo mnie nie beda dotyczyc;) Powiedzialam sobie, ze probuje rok. Jesli, nie daj Boze, 40stka zastanie mnie bez drugiego dziecka to odpuszczam, olewam. To jest moja granica. Dla jasnosci dodam – nie mam nic przeciwko kobietom, ktore rodza dZieci po 40stce…tylko, ze ja tak sobie ustawilam granice, zeby nie zapetlic sie w leczeniu na lata.

  29. I na szybko cd z dzis: moja „normalna” ginekolog sugeruje wydrukowac dokumentacje medyczna z ich gabinetu. Ja sugeruje, zeby odnalezli odkopanie naszej wizyty u prof (znany z in vitro). Wiztya sprzed 3 lat, wiec to dopiero bylby slad. Nie pantofelka czy balerinki tylko solidny slad ubloconego kalosza. Oni drukuja, ona potwierdza. Okazuje sie, ze marzenia dobra rzecz. Bo zeby drukowac to jeszcze trzeba miec co. Dla jasnosci – kompter w klinice dziala, toner w drukarce tez jest…tylko sladu po tamtej wizycie jakby brak. Teraz to nie wypatruje sladu kalosza. Po cichu licze chocby na slad po szpilkach. Moga byc te najciensze.;(

    1. Sonia… a lekarz, do którego chodziłaś wtedy? Może ma coś w swoim kompie, w swoich papierach. Może masz jakieś opłaty kartą w historii konta, żeby to pokazać w klinice? może masz chociaż jakieś badania jak amh czy coś z labu ? Wiem, że to tylko drobne ślady. Ale może na ich podstawie „normalna” ginka wypisze Ci zaświadczenie, że od dawna się leczysz? Przecież w ustawie nie jest powiedziane, jakie to dokładnie ma być leczenie.

      1. Izo, badania mam. Badania hormonow z 2013,2014 w tym amh, fsh, etc. Czyli wiadomo w jakim celu robione. Maz robil tez badania w invimedzie. Byla tam tez jedna wizyta – moze zadzwonie jutro i od nich poprosze na pismie, ze taka wizyta w klincie nieplodnosci miala miejsce. Tylko per primo – to konkurencja. Per secondo – czy te papiery wystarcza? W mojej klinice kazalam szukac dalej albo po prostu dac mi zaswiadzenie, ze takie wizyty u nich byly. Bo byly. Tupie noga poki co.
        Naprawde zaskoczylo mnie, ze podchodzac prywtanie tez ten wymog dot 1 roku leczenia jest konieczny.

        1. Sonia, powinno wystarczyć, co z tego, że konkurencja, oni potrzebują kwitu do papierów. Tupaj nogą, bo wychodzi na to, że niektóre kliniki sprawe dokumentacji traktują po macoszemu.. byłaś to i notka MUSI się znaleźć. Nie wiem na jaki przepis moglabys się powołać… mnie w państwowej służbie zdrowia do prowadzenia dokumentacji zmusza wizja kontroli nfzu. Zapisuje nawet, że ktoś na wizytę nie przyszedł, a był zapisany.

        2. Soniu, ja tez przy komercyjnym podejściu musiałam spełnić ten wymóg. U mnie wystarczyła kopia dokumentacji od „zwykłego” ginekologa, gdzie pojawiało się hasło „stara się o dziecko” + monitoringi, ovitrelle itp., a później już laparoskopia. Myślę, że invimed powinien wydać Ci takie zaświadczenie, przecież tez znaąa zapisy ustawy. Pozdrawiam i powodzenia 🙂

          1. Olaola, dzieki zaodp. Tak, invimed wyda ale ma na to 14 dni a ja za 2,3 dni mam okres i chce zaczac stymulacje zeby nie przegapic kolejnego cyklu bo u mnie sa niestety strasznie dlugie35-36 dni:(
            Takze cisne teraz moja ginekolog tzw zwykla – bo to do niej pierwszej zglosilismy sie z tym problemem, ona zalecila kilka monitoringow a potem badania moje i meza i konsultacje w klinice nieplodosci. Mysle wiec ze na poczatek zaswiadzenie od niej powinno wystarczyc.
            Mozesz mi powiedziec, jako dokladnie papier Ty dostarczylas tj. Specjalne oswiadczenie od lekarza czy wyciagalas cala histrie medyczna i im przekazywalas?

        3. Ja też potrzebowałam takich dokumentów. I też miałam „tylko” od konkurencji, bo do zabiegu nie podeszłam w pierwszej klinice do której trafiłam. To nie ma znaczenia skąd są papiery. Ważne, żeby były. Jakiekolwiek. Niech nawet będą pozbierane z kilku miejsc i chaotyczne to i tak one mają po prostu potwierdzić, że problem trwa już od jakiegoś czasu.

          1. Ufff, dzieki za odpowiedzi naprawde zaczynam widziec swiatelko w tunelu. To przymusowe czekanie i robienie „na sile” inseminacji przez kolejne miesiace coby odbebnic rok naprawde by mnie mocno dobily. Nie to ze taka niecierpliwa jestem (choc jestem) ….tylko jednak mam swiadomosci uplywajacego czasu. Gdbym nie miala 38 lat a np. 30-35 to jakos bym to przelknela….a tak to mam wrazenie, ze tu kazdy miesiac jest wazny. Na wage zlota.

    2. Tak czytam i czytam, i wychodzi, że moja klinika nie tylko do badań i informacji ale i do procedur podchodzi po macoszemu. Do internisty nikt mnie nie wysyłał, badania kazali porobić jakieś, czasem coś dorabiają, przed drugim cyklem tylko hbs i hcv robiłam, a przy kwalifikacji tylko mi wspomnieli, że powinnam donieść dokumentację od poprzedniego lekarza z 2 lat leczenia, ale jakoś jej ode mnie więcej nie chcieli, wszystko na słowo. Wczoraj miałam KET przy cyklu bezowulacyjnym. Chyba zabiorę od nich moje zamrożone oocyty, bo mam wrażenie, że troszkę lekceważą temat.

  30. Iza wyślę telegram… czytam Twojego Bloga od dawna…jestem z Tobą myślami już bardzo długo…
    Mam komu szykować kolację codziennie…od 10 lat ….syn …
    Trzecie podejście w programie tylko jedna komórka i czekanie na cud… transfer….czekam na dobrą wiadomość…
    Wężon …. za dobre zle zakończenie…

  31. Drogie, trzymam kciuki za wszystkie podchodzące teraz do transferów i przygotowujące się do procedury. Bardzo mi przykro, że ostatnie transfery się nie powiodły :(( wężon – nawet nie wiem jak wyrazić to co chciałabym Ci powiedzieć.. strasznie mi przykro i nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak dajesz sobie z tym radę, boję się że u mnie też stanie się coś takiego…. Jak na razie u mnie objawy się rozkręcają, ciągle mi niedobrze, cycki bolą, brzuch wydęty na maksa. Ostatnia beta 21000, na usg widoczny pęcherzyk z malutkim zarodkiem. „porządne” usg w następny czwartek, wtedy dowiem się więcej. Pozdarwiam 🙂

  32. Tak syn naturalny w pierwszym cyklu po podjęciu decyzji, że chcemy mieć ,,kogoś do kochania,, oprócz psa …. teraz się bujamy już piąty rok i skończyło się na in vitro…ale tutaj też kulawo pewnie dlatego, że za 2 miesiące pojawi się 4 z przodu w moich latkach.
    Jak wspomniałam wcześniej pobrali tylko jedną komórkę,ktora się zapłodniła ale moja klinika chce czekać z transferem do piątej doby. Dzisiaj wizyta może coś wskóram, aby był w trzeciej.

    1. Myślałam, że jesteś już po transferze. Jak jest tylko 1, to po co czekać do 5. I tak nie ma z czego wybierać. A w macicy lepiej niż na szkiełku.
      A co się działo w poprzednich stymulacjach? Ile miałaś transferów?
      Cały czas jesteście idiopatyczni, czy coś Wam wykryli?

  33. 2 poprzednie razy nie były złe, za pierwszym razem 4 komórki ,3 się zaplodniły et dwóch zarodków i ciąża biochemiczna .Została blastocysta ket ciąża ale puste jajo płodowe i wyłyżeczkowanie i to podwójne bo nie do końca byłam wyczyszczona. Druga stymulacja 5 komórek 4 się zapłodniły et dwóch zarodków znowu biochemiczna. Jeden przestał się dzielić a z ket pierwszy raz beta zero. Jesteśmy idiopatyczni (kojarzy mi się z idiotyczni) ja mam owulacje mąż świetne nasienie i taka klapa….
    A Ty jak się czujesz, organizm już coś mówi do Ciebie?
    Ja nie poczekałam aż sytuacja się sama rozwiąże i żałuję bo moje endo dochodziło długo po zabiegach….

    1. Mój organizm się nie poddaje. Chciałam ciążę, to mam. Nic się nie dzieje. Bez leków od tylu dni. Jak wszystko jest w porządku, kosmówka trzyma, to leki niepotrzebne jak widać. To też jakaś nauczka, żeby nie roztrząsać tak tych poziomów. Co z tego, że progesteron niski? Nawet nie krwawię.
      Wszystko byłoby super, gdyby akurat nie genetyczny pech.

  34. Iza, piękne zdjęcia i piękne historie za nimi stoją. Wchodzę kilka razy dziennie i upajam się tym widokiem. Jakoś tak kojąco na mnie działa, dziękuję 🙂

    U mnie na majówkę szykuje się punkcja, a jak dobrze pójdzie to i transfer uda się odhaczyć za jednym zamachem 😉 Może będziemy się synchronizować z naszymi półpełnymi pęcherzami 😉

    P.S. Trzymam kciuki za dobroczynne działanie Lametty!

    1. Uczuciowa, miód na serce – aż mam ochotę przesłać CI pozostałe 50 kojących zdjeć, bo napstrykałam 🙂 🙂 mam jeszcze tulipany, pierwiosnki i szafirki… Eh… widziałam je kilka dni temu, jak za dnia byłam w domu 🙂

      Uczuciowa, to może my naprawdę razem będziemy się wylegiwać z pełnym pęcherzem? Fajnie by było! ja zaraz zacznę monitoring przed owulacją to mi się terminy sprecyzują. Dam znać!

  35. Kochane moje … miałam nie pisać a jednak świadomość , ze ktoś inny używa tego samego loginu trochę mnie męczy ( taka poukładana jestem i lubię porządek) w ramach sprostowania , Gają już nie będę …. jak larwa w motyla – przeistaczam się w LILOĄ … strach ma MNIEJSZE oczy MOJE OCZY !!!! już się dzieje …..

    Jeśli chodzi o nas … 2 tydzień antykoncepcji … w poniedziałek po otrzymaniu wyników ( kariotyp itp.) Dr określi metody , które w naszym przypadku zostaną zastosowane. To nasze 1 staranie , ponieważ nie załapaliśmy się na program rządowy podchodzimy komercyjnie… zniżki w Lux Medzie na program w I-cie wysączyliśmy do ostatniej kropli, mam nadzieje, że pozwoli nam to na napełnienie pucharu.

    od serca … mniej się boje kiedy to już się dzieje , teraz już nie ma odwrotu a moja zbroja jest mocniejsza i silniejsza , będę walczyć …. wy też moje Kochane Wojowniczki walczcie a w chwili słabości przypomnijcie sobie dzwonek w telefonie kolegi z pracy ( na poprawę humoru )

    PADŁEŚ ………. POWSTAŃ………….WALCZ!!!!!!!!!!!! TO MY !!!!!

    1. Dziewczyny, ja też sie kajam, bo ostatnio zbyt powierzchownie się angażowałam i przegapiałam te zdublowane nicki – ale LILOĄ to piękny podpis. I znaczek w kolorze wiosennych kwiatów.
      Gaja – nas jest dużo, naprawdę trudno wszystko przeczytać i pamiętać, nie przepraszaj 🙂
      LILOĄ , masz boskie podejście do tematu. Czyli zaraz stymulacja? Tak, to zwykle tak jest, że jak zaczyna sie dziać, to się dzieje, a strach blednie, bo trzeba działać po prostu 🙂

      1. Iza, pewne sprawy trzeba brać na miękko i i ja tak robię… Finito 🙂 Liloą to ważne dla mnie i dla mojego M słowo ( wymyśliłam je i jest z nami nawet na obrączkach).
        Tak, już za chwile zaczynamy stymulację ( poniedziałek) strach przeistoczył się w ciekawość 🙂 , tylko trochę się pochorowałam , z nosa leci , gardło boli , mam nadzieję , że na tym etapie nie wpłynie to znacząco na dalsze efekty?
        Co o tym sądzicie moje Skarbnice wiedzy ? Jakieś rady dla pierwszaka ?
        Miłego dnia 🙂

  36. Izo, napisz prosze, jak sie czujesz po tym nowym leku Lametta.
    Jaka dawke przepisal Ci lekarz.Pytam, bo powiedziano mi, ze ja do in vitro bede podchodzic na swoim cyklu troche podkreconym wlasnie lametta bo boja sie hiperki u mnie. Amh 8, fsh 4,5.
    Mozesz tez napisac jak sie czulas po clo;)
    Pytam o to, bo w zasadzie nigdy zadbych tab anty nie bralam, zadnych lekow prawie i boje sie tej „chustawki” emocjonalnej, o ktorej tyle czytam przy okazji in vitro.
    Mam nadzieje, ze tak jak w przypadku „usypiania” – boimy sie tego, czego nie znamy. I tyle.

    1. Po Clo mąż mówił, że jestem nerwowa – ale ja po prostu uważałam, że wiem lepiej.
      Po lamette skutki uboczne mam jak po witaminie C – kompletnie tego nie odczułam. Serio, nawet nie pomyślałam, ze coś może być nie tak.
      Dawkę miałam 2-6 dc po jednej tabletce dziennie (czyli łącznie 5 tabletek).
      Za opakowanie (10 sztuk) zapłaciłam ok. 25 zł.

  37. Iza pięknie w tym Twoim ogródku 🙂 i w doniczce. Też się muszę zająć moim kawałkiem ziemi, ma może metr na dwa 😉 ale jest.
    Doczekałam się wreszcie stymulacji, nastawiona dość pozytywnie choć bez szaleństw i co? Po 11 dniach gonapeptylu, po dołączeniu puregonu i menopuru( 5 dni) na usg widoczne 3 pęcherzyki! W poprzedniej stymulacji było 10…
    Przyznaje że ta poniedziałkowa wizyta mnie poturbowała. Znowu. Kłuję się dalej, czekam do piątku ale chyba nie mam co liczyć na wiele…
    No i znów gryzę się tym że jak będzie chociaż jeden zarodeczek to czy dotrwa do tej piątej doby. A wcześniej go wziąć nie mogę-operacja usunięcia mięśniaka w maju. No cóż, taka decyzję podjęłam, wiedziałam że ryzyko jest.

    1. Renata, wiem, jak to przykro mieć przy stymulacji mało komóreczek (miałam cztery ostatecznie), ale już nieraz okazało się, że nie liczy się ilość. A zawłaszcza ważne jest to, ze próbujesz, bo tego byś najbardzej żałowała.

      1. Wiem że nie ilość ważna a jakość i czasem wystarczy ta jedna właściwa komórka ale zawsze to jednak większy luz psychiczny i więcej szans. No właśnie sama wiesz niestety jak to jest.

        1. Renata, niech jeszcze dorośnie jeden, dwa do piątku – powodzenia. Przy tych 6ciu do zapłodnienia, te 3 nie jest takie złe. Wiadomo, jak jest więcej, jest z czego wybierać. Ale i tak zapładniają tylko 6. trzymam kciuki za mocną 4:)

  38. Cześć!
    Wieki się nie odzywałam. Musiałam się troszkę zdystansować, pomyśleć, a poza tym wciągnęła mnie proza życia.

    Izo, na wiosnę zawsze ciągnie mnie na wieś. Potwornie męczy mnie miasto o tej porze roku, zwłaszcza popołudniowe korki. Ciągle kołacze mi się po głowie piosenka Świetlików: „Chciałbym już wyjść z tego miasta, ręce wytrzeć o liście…”. Weekend majowy… Cudowna data i oby zakończyła się małym/dużym cudem. A tymczasem kwiecień plecień

    Wężon, chciałam napisać, że bardzo mi przykro. Potwornie mnie przygnębiła ta cała sytuacja… Podziwiam Twoją siłę, determinację, wytrwałość…

    Olaola, gratuluję! Wspaniałe, dodające otuchy wieści.

    A u nas w kwietniu lipa, choć bardzo liczyliśmy na ten cykl. Tuczyłam tego cholernego dobrego wilka i na koniec okazało się, że cykl bezowulacyjny:( Był monitoring, były testy, były w końcu moje odczucia jakby owulacyjne, a może bardziej na tle psychicznym. W przyszłym miesiącu próbujemy ze stymulacją Clo. Poprzednim razem Clo zadziałało w pierwszym cyklu. Nie licząc jednego cyklu na początku starań, kiedy to źle zrozumiałam lekarkę i wzięłam 6-dniową dawkę w dwa dni i dostałam wszystkich objawów ubocznych:)

      1. Dzięki, Wężonie! Wiem, że mogą być takie cykle bezowulacyjne ze dwa w roku, ale jakoś mnie to trochę zasmuciło, że tak szybko po porodzie. Niemniej nie ma co rozpamiętywać, teraz nastawiam się na maj:)

        Ech, bardzo współczuję Ci tego zawieszenia i trwania w oczekiwaniu na to, co ma nieuchronnie nadejść.

          1. Olga, a z tym seksem to wskazanie lekarza, Twoja fobia, czy męża? Wiesz, są tacy, co się dziecka krępują.
            Koleżanka próbowała namówić faceta tuż przed porodem, żeby wreszcie się zaczął, bo to podobno pomaga. A on na to: Zwariowałaś, tak dziecko po główce?

          2. Chyba moja fobia po krwawieniu na początku.. mąż daje radę (tzn. taki biedny to on nie jest…:). jest w samej ciąży coś erotycznego w innym wymiarze. nie wiem jak to opisać. Ps. Smyranie po główce jest przednie:)

  39. Sza tak naprawdę to nie wiemy jaki mam problem. Przed in vitro 5 razy byłam w ciąży. 2 poronienia i 3 ciąże pozamaciczne. Wczoraj miałam 4 criotransfer i mam nadzieję że to ten właściwy. Został nam 1 zarodek.
    Prymulko mocniutko trzymam kciuki za dziś. I wspólnie czekamy na testowanie 🙂
    Pozdrawiam

    1. Magdo, Ty to dopiero się musisz bać. Czy jakoś to opanowałaś?
      Ja wariowałam ze strachu, jak tylko mnie coś zakłuło, a od plamienia mało zawału nie dostałam. Mimo, że poprzednio wody odeszły bez żadnego uprzedzenia. Tak bardzo bałam się poronienia, że to znowu będzie wina mojego organizmu. A zdarzyło się to samo, tylko znowu inaczej, a teraz nawet nie plamię.
      Ale po 5 nieudanych ciążach to bym chyba zwariowała ze strachu po pozytywnym teście.
      Trzymam kciuki, żeby transfer się udał i zakończył porodem w terminie, a nie tak jak poprzednie ciąże.
      Wiadomo z jakiego powodu te poronienia? Na jakim etapie?
      Piszesz, że to było 4 crio, czyli w sumie 5 transfer, czy nie miałaś świeżego?

    2. Magda niesamowicie silna z Ciebie kobieta. Nie do wiary ile jesteśmy w stanie przeżyć czekając na spełnienie tego jednego marzenia.
      Wiem, powtarzam się ale zawsze takie myśli przychodzą do głowy po przeczytaniu kolejnej trudnej historii… Powodzenia.

    3. O matko, jak takie coś może spotkać jedną osobę! Ja jestem po jednej cp i mam traumę, która ze mną zostanie do końca życia, pewnie dlatego, że moja niestety pękła i było ze mną kiepsko. W kolejnych ciążach umierałam ze strachu do czasu pierwszego usg, zanim mi gin nie potwierdził, że ciąże są w macicy. Mam nadzieję, że teraz przed Tobą już tylko same dobre wiadomości. Powodzenia i trzymam kciuki!

      1. Kas moja 3 cp też pękła i ledwo mnie odratowali. Podpisywałam już zgodę na usunięcie macicy z całym dobrodziejstwem ale się udało ją uratować. Przy 2 cp usunięto mi lewy jajowód.
        Jakoś muszę dać radę z tym wszystkim. Mój mąż bardzo mnie wspiera i reszta rodziny i przyjaciele też. Ale tak naprawdę tylko ja wiem co czuję. A od kiedy jestem z Wami na tym wspaniałym blogu wiem,że cokolwiek Wam napiszę to wiecie o czym tak naprawdę piszę i mnie rozumiecie. I bardzo Wam za to dziękuję:-)

        1. Jak widać, życie pisze bardziej nieprawdopodobne scenariusze niż najlepsze książki science fiction:/ Do dupy to wszystko:(((( Sama nie wiem czy to dobrze, że kobiety mają tyle siły by to wszystko znosić… Gdybyśmy były słabsze to mniej by było tego cierpienia, bo pękałybyśmy wcześniej…
          Jakieś takie głupie gadanie mi się włączyło bo zaczęłam rozkminiać, jak to wszystko jest możliwe… no ale trzeba to uciąć. W żadne dobre miejsce mnie te myśli nie zaprowadzą. Idę na dwór wystawić smutną twarz do słońca.

          Dziewczyny… ściskam Was!!! Bardzo mocno!!!

  40. Dziewczyny, po jakim czasie od punkcji mogą wystąpić objawy hiperki? W nocy zaczął mnie boleć brzuch, wybudziło mnie kłucie i nie znikało po zmianie pozycji. Myślałam, że to może po jakimś jedzeniu. Brzuch mam lekko wzdęty i twardawy. Mam nadzieję, że to nie to:/ naczytałam się już oczywiście, że przy pco często występuje. I jeszcze pytanie – jeśli jest hiperka, to pewnie odwołują transfer?

    1. Mnie nie groziła, ale z tego co wiem, to może wystąpić po punkcji, nawet 3-4 dni po. Jeśli objawy się nasilą, to lepiej odwołać transfer, bo hormony ciążowe bardzo pogorszą sprawę.
      Czytałam też o dziewczynach, które nie miały objawów hiperki przed transferem, a jak zarodek się zagnieździł, to hiperka się pojawiała.

  41. Rudolot, jak Twoje wczorajsze HCG? Dzisiaj powtarzasz betę?

    U mnie złośliwości losu ciąg dalszy – wczoraj nawet raz mnie brzuch nie zabolał, nie ma najmniejszego plamienia, tylko trochę brudu przy mocniejszym wycieraniu.
    Gdybym nie wiedziała, że dziecko się nie rozwija, cieszyłabym się, że jest tak spokojnie i kolejne dni mijają.
    Widać, jakie znaczenie mają leki na podtrzymanie ciąży po IVF. Jak nie ma wad, to ciąża się sama trzyma.

    Zaczynam się niecierpliwić, coś czuję, że nawet to nie przejdzie mi ulgowo i i tak wyląduję w szpitalu.

    1. Och Wężon, straszne to zawieszenie! Tak bardzo Ci współczuję:(

      Pisałaś, że lekarz sugerował by zaczekać dwa tygodnie (dobrze zapamiętałam?). Chciałoby się, żeby było po wszystkim już za dwa dni, no ale może ten czas musi minąć? Tak bardzo chciałabym wiedzieć jak Ci pomóc… Mam nadzieję, że przeczucia Cię mylą i obędzie się jednak bez szpitala…

      :*

      1. Tak, dał dwa tygodnie na naturalne rozwiązanie sprawy. Ale dziewczyny tu pisały, że to niestety nie jest chlup i już. Krwawi się parę dni wcześniej. Już bym chciała, żeby się jakieś objawy zaczynały.
        Dzisiaj jakoś tak miło się obudziłam i przez chwilę zapomniałam, co się ma zdarzyć. Pomyślałam, że to jakiś głupi żart i wszystko będzie dobrze…

        1. Wężon czekanie jest najtrudniejsze a naturalne rozwiązanie sprawy jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Dla mnie to było najdłuższe czekanie w życiu. Z jednej strony czekasz aż to się skończy a z drugiej nie chcesz do siebie dopuścić tej myśli że znowu się nie udało. Jestem świeżo po poronieniu, po czwartym transferze. W dużej mierze dzięki temu blogowi udało mi się nie oszalec i jakoś przetrwać. Lekarze z kliniki leczenia niepłodności totalnie mnie olali a lekarz z panstowego szpitala stwierdził że moj stan zdrowia nie zagraża życiu a nie było wolnych łóżek żeby mnie przyjąć na oddział. Na początku też nie miałam żadnych objawów nc mnue nie bolalo, żadnych plamień, nic. Nie dostałam też żadnych leków na wywołanie. Po tygodniu od odstawienia leków na podtrzymanie ciąży dostałam silnego krwawienia ze skrzepami i innymi materiałami. Trwało to max 3h po tym czasie krwawienie zależało, przez kolejne 5 przypominalo zwykly okres i było po wszystkim. Po 3 tyg poszlam do ginekologa i bylo ok. Trzeba się uzbroić w siłę i cierpliwość ale da się przetrwać. Bardzo balam się lyczekowania i bardzo nie chciałam tego mieć i się udało czego i Tobie życzę

      1. Niech się dzielą Wężon, a Tobie niech się zacznie dziać to, co ma się zadziać, żebyś mogła już trochę odetchnąć. Nie pytałam o nic jak zadzwonili, bo ten embriolog, z którym rozmawiałam jakiś nie był wylewny:( poza tym byłam tak przestraszona, że powie mi, że nic z tego i w takim szoku, że dzwoni, że zaniemówiłam. Brzuch mnie cały czas kłuje, tak jakbym miała kolkę, jest wzdęty. Lepiej mi jak jestem wyprostowana, niż jak siedzę. Cholera wie, czy to hiperka, czy co? Lekarz mi mówił, że objawy mogą się nasilić po Ovitrelle, dziś biorę drugi raz 4 kliki, zobaczymy jak będę się czuć po nich.

  42. Wężon, ruszaj sie dużo, to ponoć przyspiesza sprawę..tak przynajmniej radzą laski na forum o aborcji z arthrotekiem 😉 sorry za zestawienie, ale w sumie proces ten sam, jakby nie patrzeć..wiedzą, co mówią..
    A ja – dzis zrobiłam mam nadzieje, ze finalną bete (oby jak najniższa wyszła), jutro jeszcze kontrola w szpitalu i ….oby odhaczone. Rany, jaka to była upierdliwa sytuacja..I dopiero teraz widzę, jakie mialam „szczęście” roniąc w DE za pierwszym razem – 3 minuty czyszczenia pompką próżniową – super opieka, zero demagogii, sok i kanapka, wyjście z kliniki po 2h, zero bólu i czekania, okres po 4 tygodniach jak w zegarku..ech. Pytałam lekarzy, kiedy tak bedzie w PL i czy nie mogą sobie sprawić tych pompek. Otóż – nie mogą. Nikt nie wie dlaczego, ale sa podobno nieetyczne..Jak ronić – to boleśnie, nie z pompką, ale z wielką pompą…
    Kurczę, tak mnie cieszy to słońce w końcu, ze nawet nie mogę sie tym martwić!! 🙂 no i te parę dni leniuchowania tez mi sie przydały, nie pamietam, kiedy byłam na zwolnieniu a dziecko w przedszkolu 😉
    Miłego dnia dziewczyny, i kciuki za wszystkie procesy dziejące się teraz 🙂

    1. Ewka, a to nie te pompki próżniowe rozrywają płody na kawałki? Może stąd ci aktywiści mają takie zdjęcia? Jak ta pompka z dużą siłą zasysa, to może coś oderwać. I dlatego to u nas nieetyczne. No ale przy pustym jaju, czy martwym płodzie to nie powinien być problem.

      1. Wężon, uśmiałam sie nieźle 😀 a łyżką to myślisz, ze tak delikatnie starają sie wyjąć zarodek, dbając, zeby czasem nie uszkodzić rączki?
        Ale poważnie, nie wnikalam az tak bardzo w technikę wydobycia płodu – tak jak piszesz, to juz były martwe tkanki. Najważniejsze było dla mnie to, ze nie spowoduje mi to zrostow, ani nie przebije macicy – bo niczym ostrym sie w środku nie skrobie.

        1. No niezupełnie. A znasz kogoś, kogo łyżeczkowali z płodem? Wyżej Bilbao pisała, że jednak łyżeczkują po wyjściu płodu, żeby resztę oczyścić. najpierw trzeba urodzić, potem Cię czyszczą. Mnie dawali tyle tabletek naraz, żeby płody wyszły. Nie łyżeczkowali z dziećmi w środku, mimo, że bardzo liczył się czas.

          1. Wężon, zaintrygowało mnie to i poguglalam – nie wrzuce źródeł, bo in english, ale jesli ktos chce, to znajdzie. Pompka jest bardziej oszczędzająca rownież dla zarodka – wręcz piszą, ze w przeciwienstwie do D&C (ich wersja lyzeczkowania), pecherzyk jest nienaruszony i mozna badać…No i tez tylko do 12 tyg.
            Lyzeczkują tez z zarodkiem w środku (tzn oczywiście w małej ciazy, w dużej – tak, najpierw trzeba urodzic..). Moja koleżanka tak miała dwukrotnie – bo nie działaly na nia tabletki w ogóle. Nic z niej nie wypadło wczesniej, nawet nie zakrwawila – musieli wyskrobac całość (9 i 10 tydz)

          2. Ale sobie temat znalazłyśmy. Nic nie googlam, bo zemdleję.
            Wystarczy że dziewczyna, która przede mną roniła poprzednim razem, wyła na sali 10 godzin. A miała malutką ciążę, też brak serca.

          3. Dziewczyny, z tym usuwaniem i łyżeczkowaniem i to jest różnie, wszystko zależy od zaawansowania ciąży i reakcji pacjentki na leki – jeśli jest wywoływane tabletkami.
            Moja koleżanka u której w 10tc lekarz stwierdził obumarcie płodu była łyżeczkowana z otwieraniem szyjki na siłę – tabletki nie działały na nia mimo podawania przez dwie doby, zero krwawienia a szyjka twarda jak skała.
            Ja stwierdzone puste jajo miałam w 8tc, czekałam aż sie samo zacznie do prawie 11tc, ale się nie zaczęło, w końcu przyjeli mnie do szpitala na wywołanie, i po ok 8h podawania tabletek zaczełam mocno krwawić, szyjka była otwarta, a pomimo tego lekarz stwierdził, ze i tak musi wyłyżeczkować to co w środku, bo z uwagi na stopień zaawansowania ciąży (pomimo braku zarodka pęcherzyk ciążowy cały czas rósł) nie wszystko wyleciało-osobiście uważam że powinien był jeszcze poczekać z decyzją o zabiegu bo ładnie się oczyszczałam, ale w tym szpitalu lekarzom sie w takich sytuacjach spieszy, niestety).
            A znowu inna dziewczyna w 12tc po podaniu tabletek oczyściła sie całkowicie i nie było potrzeby łyżeczkowania.

          4. Dziewczyny, tak piszecie o tym łyżeczkowaniu, że to samo zło, że zaczęłam się tym martwić. Ja miałam łyżeczkowanie macicy po urodzeniu synka, ale to był 40 tydzień ciąży, rodziłam kilkanaście godzin, w międzyczasie odeszły mi krwiste wody, więc to było chyba konieczne… Przynajmniej tak powiedzieli wszyscy lekarze, a nie mogę narzekać na ich opiekę i na to, jak się mną wtedy zajmowali. Mam nadzieję, że nic mi tam nie pouszkadzali. Jak się traci ciążę na wczesnym etapie, to rozumiem, że łyżeczkowanie jest dyskusyjne. Moja koleżanka straciła ciążę kilka dni po terminie miesiączki i ordynator szpitala kazał wyłyżeczkować, ale dyżurująca lekarka i jej lekarz nieoficjalnie zasugerowali jej, żeby się nie zgodziła i wypisała się na własne żądanie.

          5. Malwa, po porodzie to jest inna sprawa, bo oglądają łożysko, czy wyszło nieuszkodzone w całości. Jeżeli nie, to doczyszczają, żeby nie zostały resztki.

          6. Tak jest, przeszłam to po porodzie, wyciągnęli mi łożysko, podeliberowali nad nim i stwierdzili, ze trzeba doskrobać. Ja to się nawet cieszyłam, bo potem dużo mniejsze krwawienie jest. Ciekawe, czy po pozamacicznej też mnie czyścili…

            U mnie nie miało to negatywnego wpływu na endo

          7. Malwa, tysiące łyżeczkują i nic się nie dzieje, a kilkunastu to zaszkodzi. Niektóre mają 5 aborcji i dalej w ciążę zachodzą.
            Dla mnie i Bilbao łyżeczkowanie to katastrofa- mamy skłonność do zrostów. Poprzednio łyżeczkowała mnie bardzo delikatnie, ostrożnie, a i tak musiałam mieć histeroskopię. Kolejne zrosty przedłużą mi okres przerwy i nie wiadomo, co z tej macicy zostanie po kolejnej operacji.
            Zdrowym nic się nie stanie. Zawsze możesz też podejrzeć endo. Jak jest przyzwoitej grubości i masz normalne okresy, to wszystko jest w porządku.

          8. Dziewczyny które przeszły łyżeczkowanie – czy zauważyłyście zmiany w miesiączkach po zabiegu? Wiem, że skąpe okresy mogą sugerować zrosty, ale co jeśli ktoś ma bardzo obfite? Dużo bardziej niż wcześniej? Myślicie, że to też o czymś może świadczyć?

          9. Potwierdzam, mi po terminacji 2 lata temu w 15tc doktor wykonująca zabieg oczyszczenia macicy (bo łożysko nie wyszło całe) przeprowadziła go meeeega delikatnie bo znała moja historię, i zrosty tak sie pojawiły, niewielkie, ale jednak histeroskopia była niezbędna.
            Niestety, tysiącom kobiet łyżeczkowania nie zaszkodzą, wyjątkom tak.

          10. Moim zdaniem w przypadku niepłodności po prostu lepiej nie dokładać nawet tych „małych ryzyk”, jest juz wystarczająco powodów, by sie martwić, to po więcej… Oczywiście, czasem nie da sie inaczej – przynajmniej w tym dziwnym systemie, jaki panuje w tym kraju (i tu wracamy do.. pompki 😉 ech, nic to. Beta mi spadła prawie zupełnie, nie sądziłam, ze tak mnie to moze ucieszyć..

          11. No właśnie pytałam lekarza o to endometrium i powiedział, że jak miesiączki regularne, to jest OK. A okresy mam jak przed porodem, więc nie będę już sobie wyszukiwać dodatkowych problemów. Jestem w tym mistrzynią.

  43. Wężon to był mój 4 criotransfer. Świeżego nie miałam. Nigdy żaden lekarz nie powiedział mi od czego poronienia albo ciąże pozamaciczne. Każda ciąża kończyła się w 6-8 tygodniu. Także bardzo wcześnie. 2 razy byłam łyżeczkowana a ciąże pozamaciczne usuwano mi operacyjnie. Nie wiem skąd mam siły na to wszystko. To że jeszcze żyję, i funkcjonuję zawdzięczam chyba temu, że ja po prostu o tym zawsze mówiłam. Lubiłam się wygadać, wybeczeć. Chociaż ten transfer i to co się dzieje teraz ze mną to coś innego. Czuję, że to już ostatki moich sił. Tak naprawdę to nawet nie wiem co ja czuję. Najbardziej na świecie pragnę mieć dziecko i na tym skupia się każda moja myśl ostatnio.
    Mój mąż też coraz bardziej to przeżywa. A do tego in vitro rujnuje nas finansowo, mimo tego że udało nam się załapać do programu.
    Ale nic….ważna jest chwila obecna. Niestety ta chwila będzie trwała jeszcze 13 długich dni do testu:-)

    1. A po transferach nie byłaś ani razu w ciąży?
      U Ciebie ta chwila będzie trwała dłużej, pewnie aż przejdziesz ten etap, kiedy kończyły się wcześniejsze ciąże. Ale na razie trzeba zrobić pierwszy kroczek w stronę dziecka.
      Łyżeczkowali Cię, bo nie ruszało naturalne poronienie, czy nie chciałaś czekać?

  44. Żaden transfer się nie udał:-( Przy pierwszym poronieniu mnie łyżeczkowali a drugi raz przy cp. Moją ostatnią ciążę traciłam tak naprawdę 3 razy. Najperw powiedzieli że poroniłam, kazali powtórzyć betę a beta wzrosła. No to genialni lekarze z mojego szpitala stwierdzili, że nie poroniłam samoistnie to mnie wyłyżeczkowali. Ale beta rosła dalej. I zamiast iść w kierunku cp stwierdzili, że mam jakąś ciążową chorobę trofoblastyczną, wypisali ze szpitala i dali skierowanie do poradni onkologicznej. Na wizytę w poradni miałam czekać w domu tydzień z rosnącą betą. Umówiłam się na prywatną konsultację do prof. w Poznaniu, który spytał co za debile mnie leczyli i stwierdził cp. Skierował mnie do siebie na oddział ale nie stawiłam się od razu bo to był późny wieczór i umówiliśmy się na rano. Niestety w nocy moja cp pękła i ledwo dowieźli mnie do szpitala. Ale nic żyję i to jest najważniejsze.
    A Ty jak się trzymasz Wężon?????

    1. Pamiętam Magda, jak pod którymś poprzednim postem opisywałaś przejścia z cp. I komentarz doktora, że Ci się piżamki zachciało.
      To tę drugą martwą poroniłaś samoistnie? I co z pierwszą cp, że nie usunęli jajowodu?
      Nie dziwi lekarzy, że transfery bez sukcesów, skoro tyle razy udało się zajść naturalnie? Może coś się po tych wszystkich przejściach stało? Niczego nie badają pomiędzy transferami? Zarodki są dobre, skoro aż tyle mrozaków miałaś.

      Ja udaję, że czekam na zwykły okres. Pracuję, żyję normalnie.
      Dzisiaj lecę na kurs salsy, jak co czwartek. W weekend popracujemy w ogródku i może pójdziemy do kina.
      Tylko w środku smutek i złość, że mogłabym odliczać dni do USG genetycznego.

        1. Przebieram:) szkoda, że tak długo muszę czekać, do 16:/ żałuję, że nie wypytałam tego embriologa przez tel jakiej klasy są zarodki. Powiedział mi tylko, że 5 i że po pierwszym podziale:/ może jutro rano zadzwonię i coś się spróbuję dowiedzieć.

  45. Hej dziewczyny, ja dzisiaj tez po pierwszej wizycie w 16 dniu cyklu. Wygladalo na to ze owulacja byla (test owulacyjny pozytywny we wtorek). Kriotransfer zapowiadany w sobote na 12:30 w B w BS. Endometrium 9 cos. Badania Estradiol 77, progesteron 2,48, prolaktyna 24,25, wolne ft4 17,39, tsh 0,56. Zalecone 3×1 lutinus, 2×1 duphaston, 1×1 fragmin. Jakie suplementy odstawic a jakie dalej brac( inofem, vit D 2000, biomarine 1140, magnez+b6, koenzym q10 100mg, femibion natal1)? Poradzcie prosze. Strasznie sie boje ze te moje dwie kruszynki z 3ej doby moga nie przezyc rozmrozenia.

    1. Izabela, ja niestety nie pomogę. Nie podchodziłam do in vitro i nie suplementowałam się za bardzo, tylko kwas foliowy. Jak zaszłam w ciążę, brałam jedynie witaminy dla kobiet w ciąży i luteinę. Na 100 proc. możesz brać Femibion Natal 1, co do reszty, to nie wiem. Wyobrażam sobie ten strach. Trzymam mocno kciuki, by wszystko było dobrze.

      1. Wczoraj po transferze zalecono mi luteine po jednej rano i wieczorem, kwas foliowy, femibion natal 1, i wit. D no i no-spa w razie potrzeby, jakichkolwiek skurczów macicy.
        Pozdrawiam serdecznie 🙂

    2. Izabela, przeżyją, nie martw się.
      Wydaje mi się, że dziewczyny odstawiały prawie wszystko. Ja po transferze brałam tylko femibion i Inofem.

      Trzymam kciuki, żeby wreszcie się udało.

      1. Ja bylam u stadnika i mi sie nie podobalo jego podejscie wiec szukalam miejsca, ktore spelni moje wymagania (czysto, lekarz na miejcu med konwencjonalnej, niedrogo, dodatkowo ewent mozliwosc leczenia ziolami).

        Znalazlam miejsce – EastMed, mi pomogli wiec moge polecic. akupunkt kosztuje 60 PLN.

        1. Czytałam tez o EastMed, musze sie w takim razie wybrać bo to blisko pracy. Choć juz sama nie wiem czy bedzie po co, dzis po wizycie u lekarza okazuje sie ze mam torbiel i nie wiadomo czy uda sie wogole podejsc do stymulacji w nadchodzacym cyklu. Jeszcze tylko wizyta w poniedzialek i moze jakims cudem sie wchlonie. Choc juz chyba sama w to nie wierze.

  46. Ja stosowałam akupunkturę na Ursynowie. Nie mam opinii, jakoś endo mi nie urosło po niej, ale może ukrwienie się poprawiło.

    Rudolot co z Twoją betą?
    Boroffka, czy Ty już testowałaś? co u Ciebie?

  47. Dzisiaj rano tak sobie pochlipywałam przed wstaniem. Jarek przyszedł z Laurą przywitać się i Laura siedząc mu na rękach pyta: Dlaczego mamusia płacze?
    – Bo jest smutna.
    – A dlaczego?
    – Bo nie ma tego, czego bardzo by chciała.
    – Laura konspiracyjnym szeptem: Dzidziusia?
    – Tak.
    – Z uśmiechem: Ale ma dziewczynkę.

  48. Dziewczyny, jakiś czas temu pisałam wam o koleżance (traci przytomność z bólu podczas okresu, co miesiąc sor, kroplowki z ketonalu itd). Namawiam ją na diagnostykę, ale ona ma straszny problem z uzyskaniem czegokolwiek od lekarzy w Krakowie, ostatnio usłyszała np, ze to nie ona jest lekarzem i ma nie mówić mu, jak leczyć. No i proponują tabletki anty. Czy sa wśród Was osoby z Krakowa, kore mogą polecić porządnego ginekologa, który podejmie się jej diagnozy? Ewentualnie w ostateczności będę próbowała ją ściągnąć do Warszawy, to może tu mi kogoś polecicie sensownego?

    1. Kas, na pewno jest wielu dobrych lekarzy w Krakowie. Ja nie mam zbyt dużego doświadczenia i porównania w tym względzie, ale jednego z autopsji mogę polecić, jest to ordynator ze szpitala Rydygiera dr M.O. Miałam inny problem, ale mi pomógł. Trafiłam do niego ponad dwa lata temu ze zdiagnozowaną endometriozą starając się o dziecko. Zalecił laparoskopię, ale wyjaśnił, że po zabiegu jest ryzyko zrostów, co też może być problematyczne, że można jeszcze popróbować kilka miesięcy, może się uda, zlecił badania, wykluczył inne problemy, zbadał drożność (która była znikoma, ale w jednym jajowodzie była), stymulował. Jednak przez 9 miesięcy nie udało się i w końcu zdecydowałam się na tą laparoskopię. Wiadomo, że chodząc do niego prywatnie, jest się w trochę lepszej sytuacji: termin operacji umówiony smsem, operował osobiście. Wszystko przebiegło bezproblemowo. Po operacji nie pozostawiał złudzeń, usunął torbiele, ale oba jajowody niedrożne, nie udało się udrożnić. Jedynym rozwiązaniem było in vitro. I teraz po roku od tej laparoskopii, wróciłam do niego na prowadzenie ciąży. Jest miły, sympatyczny, żartuje, jest dokładny, nie olewa, bada dokładnie. Niestety jest tego skutek uboczny, jak się jest umówionym na późną godzinę, to jest często poślizg czasowy. Wczoraj czekałam ponad 1,5h. Umówiona oczywiście byłam na konkretną godzinę. Przyjmuje prywatnie na Floriańskiej i na Ruczaju. Jak coś to służę dokładniejszymi namiarami.

  49. Wężon melduję się już zamaluszkowana, wczoraj miałam transfer .Mój ANIOŁ czyt . lekarz sprawił iż mój jedynak jest tam gdzie jego miejsce…
    Wszystkie wspomagacze podane…czekamy…nienawidzę tych dni do bety….
    Prymulka idziemy łeb w łeb ,za wgryzanko trzymam kciuki.

  50. Hej tak czytam i czytam. Ja po transferze biorę 3×1 luteina, 3×1 duphaston, 1x acard, 1x encorton, 4×1 progynova i 1 zastrzyk clexane. Śniadanie, obiad i kolacja z głowy :-).
    Wężon poryczałam się w pracy przez Twoją córeczkę….
    Ściskam Was obie.
    Jak tam się czują moje kompanki w czekaniu?:-)
    Pozdrawiam

    1. Dziękuję, chyba troszkę te kciuki pomogły :-). Pęcherzyków jest 5,zmieniona dawka puregonu i ostatnie podglądanko w poniedziałek. A ja już całą stymulację chciałam spisać na straty, taki jestem niedowiarek 😉

  51. Wężon zaciekawiłaś mnie tą akupunktura na ukrwienie macicy. Ja nie mam jakiejś fali zwrotnej – podobno to odpowiada za słabe ukrwienie. Powiedz coś więcej, może się do czegoś dokopie. Póki co znalazłam pewne wskazówki co może pomóc: sport, omega-3, acard, akupunktura, L-arginina, dong quai i mitchella repens – dwóch ostatnich jeszcze nie zdiagnozowałam. Ha ha
    Ja dziś pierwszy dzień cyklu. Zaczynam przygotowanie do crio po raz drugi pod warunkiem, że moje TSH spadło. Wyjechałam do meża więc będę musiała zaufać egipskiemu laboratorium. Jak wynik ok wracam do Polski i transfer oceniam na 10 maja.
    Iza jak przygotowania? Powodzenia

    1. Malibuuu, ja chodziłam na akupunkturę przed obecną i poprzednią ciążą, nakłuwanie ma poprawić ukrwienie endometrium i u mnie było tak, że w poprzedniej ciąży zadziałało i endometrium które za nic nie chciało przekroczyć 5mm po kilku pierwszych zabiegach skoczyło na 8mm (nieosiągalne niczym wcześniej) , potem konsekwentnie trzymało się przez kolejne cykle w okolicach 7mm, i zaszłam w ciążę, którą straciłam ale z zupełnie innych powodów.
      Przed obecną ciążą endo nie chciało już tak spektakularnie grubieć jak poprzednio, nie wiem, czy to kwestia lekarza (inny niż poprzednio) czy mojego organizmu.
      Generalnie, nie zaszkodzi a może pomóc.
      Wiec ja polecam.

    2. Malibuuu, ja poszłam na akupunkturę, żeby mi pomogła w podpasieniu endometrium. Pewnie także przez lepsze ukrwienie. Ale nie wbija konkretnych igieł na ukrwienie, a innych na lepsze jajeczkowanie itd. Na wszelkie sprawy kobiecie wbijają tak samo. Głowa, nadgarstki, kolana, kostki i brzuch.
      Nie czytałam, nie szukałam, jak to ma konkretnie działać.

  52. Dziewczyny, odpowiem zbiorowo.
    Byłam na początku cyklu u lekarza, wtedy był wpis. Wszystko było ok. Następną wizytę mam 25 kwietnia – to będzie 11 dc. Liczymy na rosnący pęcherzyk i ja jak zwykle ufam swojemu organizmowi. bo zwykle służy ile wlezie.
    Do czasu wizyty – spokój na oceanie 🙂

        1. Łosie, łosie:) w tym ciężarna klempa:)
          Dziewczyny, z tych 20 komórek, które ode mnie pobrali, nic nie zostało do mrożenia. 8 się nadawało, 6 zostało zapłodnionych, jedna się nie zapłodniła. Embriolog przed transferem powiedział, że przygotował nam dwa zarodki – 8a i 7b, nastąpiła konsternacja, bo ustalaliśmy z lekarzem jeden. Tak też zostało, ale o sytuacji z jajkami dowiedzieliśmy się po zabiegu, a szkoda, chyba bym się zdecydowała na dwa, gdybym wiedziała, że tak jest. W drodze powrotnej do naszej agroturystyki znowu łoś na drodze, cudny zachód słońca na Długiej luce i genialny wielki księżyc nad przemokniętą łąką… aż żal wracać jutro do domu:)

          1. Cudowne zdjęcia. I ta ciężarna klempa, i te bociany… Wierzę w takie znaki:) Jak mi się tęskni za taką naturą. Czuję, że odnalazłabym się w życiu na wsi. Może kiedyś podejmiemy to ryzyko, a tymczasem życie w wielkim mieście.

  53. Dziewczyny, pamiętam, że był tu temat lutinusa i jego wyplywania,a czy któraś z Was odczuwała wynionione jako częste objawy niepożądane w postaci spuchnietego, wzdetego brzucha? Myślałam, że to początki hiperki,ale raczej wszystko jest ok, a brzuch mam tak wielki, napięty u bolący… co gorsze objawy nasilają się po zaaplikowaniu tabletek. Nie wiem już co robić, do tej pory leżałam, choć niewiele to pomagało, bo boli niezależnie od pozycji, ale jutro do pracy… jestem juz ponad 300 km od kliniki. Czy orientujecie się, czy ja mogę zamienić na coś tego lutinusa? Więcej duphastonu doustnie,czy coś? Jeszcze przyplatala mi się jakaś infekcja pęcherza i cewki moczowej:( masakra:/

    1. Dzwoniłam. Lekarz powiedział, że jego zdaniem, to co mi się dzieje,to objawy hiperki. Pecherz może tak reagować, bo jajniki są duże i uciskają, brzuch – wiadomo. Kazał dużo pić i siusiac, prowadzić jak najbardziej oszczędny tryb życia i być w kontakcie jakby co. Także chyba czeka mnie jeszcze zwolnienie na kilka dni 🙁

    2. Ania, minimum 3 litry wody dziennie, im więcej tym lepiej, musisz wypłukiwać hormony,
      herbata z pokrzywy
      herbata z kopru włoskiego
      i inne moczopędne rzeczy, które CI przyjdą do głowy
      dieta wysokobiałkowa (potrzebna Ci albumina, a to jest białko) i lekkostrawna

      Trzymaj się!

  54. Iza powinnaś wystąpić z wnioskiem do NFZ o jakiś kontrakt z okazji terapeutycznych właściwości tego miejsca 🙂
    Dołączam do kwietniowych transferów – we wtorek podano mi mojego jedynego mrozaka. Jechałam z duszą na ramieniu, wmawiając sobie, że nic się nie stanie, jak się nie rozmrozi – ale jest już ze mną. Jutro wracam do pracy po kilkudniowym urlopie, w pt testujemy……w pt kalendarzyk pokazuje pierwszy dzień @…..dziś zaczął mnie boleć brzuch 🙁
    I znów wmawiam sobie, że to przecież nic nie znaczy, że za wcześnie nawet gdyby na @, że nawet jeśli to nic się nie stanie, że przeżyłam tyle, to i ten kolejny raz przeżyję. Ale dla mnie to ostatni raz. Więc niech się uda 🙂
    Wężon, trzymam kciuki, wiem że czekanie jest najgorsze,
    Dziewczynom, które „zachodzą w ciążę” życzę optymizmu i sukcesu. Wygrywamy choćby tym, że się nie poddałyśmy.

    1. Sweetie brzuch boli bo zarodek się implantuje, możesz też plamić nie ma się czym martwić podobno tak jest. Dzieje się tak około 6 dnia po transferze.
      Na ten ból to no-spe kazali mi brać. I ostrzegali że będę miała mega wkurw 🙂 na cały świat i tym też się nie przejmować

    2. Sweetie, no to kciuki za piątek. Rozsądna z Ciebie dziewczyna, sama sobie napisałaś, ze pobolewanie brzucha mozne znaczyć wszytsko i nic.
      I bardzo kobieca, że się martwisz.
      Czekamy z Tobą!
      Z NFZ to Wy wszystkie pownnyście dostać kontrakt. Darmowe leki do IVF albo coś 🙂

  55. No i stało się, wracam do „gry” a dokładniej do walki. Po ostatnim poronieniu, dostałam tydzień temu okres i zaczynam znów przygotowania do transferu. Byłam już na pierwszej wizycie 19.04. Podchodzę juz do tego inaczej, nie mam zbyt wielkich nadziei, nie nastawiam się. Lekarze nie są w stanie wyjaśnić dlaczego nam się nie udaje. Ginekolog twierdzi że to raczej wina wad genetycznych zarodków. Genetyk twierdzi że należałoby zbadać pozostałe zarodki pod tym kątem ale to da nam tylko odpowiedź czy są wadliwe genetycznie czy nie a nie da żadnych gwarancji powodzenia kolejnych prób ani odpowiedzi co zrobić w przyszłości aby tego uniknąć. Jak dla mnie szkoda na to nerwów i kasy

    Zostało mi już niewiele czasu jestem w programie rządowym i tylko do końca czerwca mamy czas na wszelkie procedury w ramach tego programu. Od 1 lipca za wszystko musimy już płacić 🙁 zostaną nam 3 zarodki ale na razie będą musiały poczekać. Czy Wasze kliniki też tak do tego podchodzą? Wydawałoby się że jeśli ktoś dostał się do tego programu to od początku do końca ma wszystko w ramach tego programu a nie tylko do 30.06, widziałam niedawno oferty klinik które jeszcze mają miejsce w programie rządowym czyżby chciały w ciągu 2 mcy przeprowadzić całą procedurę i zakończyć sukcesem? Ja chyba czegoś tu nie rozumiem, czyżby każda klinuka rządziła się swoimi prawami?
    Nie czytałam ostatnio tak dokładnie bloga i wszystkich komentarzy ale czytałam Iza że Ty również przygotowywujesz się do transferu? Czyli razem będziemy przeżywały te trudne i radosne chwile? Będzie nam raźniej 🙂 powodzenia 🙂

    1. Kamila, oprócz tego transferu zostaną wam 3 mrozaczki? To nieźle.
      Program tylko do czerwca, za to dziękujemy pisowi i jego wyborcom (jakoś się nie chcą ujawniać w otoczeniu;). Ale criotransfery po tym terminie już są bezpłatnie, jeśli ktoś ma jeszcze mrozaczki.

      1. Niestety w mojej klinice powiedziano mi że po 30.06 muszę już za wszystko płacić. Jestem po trzech stymulacjach i nawet gdyby program trwał nadal to zostałyby mi tylko criotransfery. Pytałam ostatnio jakże uprzejme panie w rejestracji i powiedziano mi jasno że po 30.06 za criotransfery muszę już zapłacić 🙁

    2. Kamila, pytałam ostatnio lekarza o to, co Cię martwi. Nie wiadomo jeszcze, co z zarodkami, które zostaną po zakończeniu programu.
      Logika wskazuje, ze program powinien je objać, ale logika od dawna nie jest priorytetowa w tym rządzie.
      Natomiast co do procedur, lekarz powiedział, że w N. jest tak, że nie wolno zacząć stymulacji, jeśli wiadomo, ze nie zakończy się jej do 30 czerwca.

      I tak, wygląda na to, ze będziemy jeszcze razem czekać na wynik.

  56. Mam pytanie do Doti i Ewelki, gdzie kupilyscie detektory tętna? Od czasu do czasu wpadam w panikę i chyba taki detektor by sie jednak przydał. Jesli wasze sie sprawdzają to podajcie proszę markę i gdzie taki model można kupić. Z góry dzieki:)

    1. Margaritka zastanów się czy warto. Będziesz siedziała podpięta do tego urządzenia? A jeśli nagle nie daj boże coś by się stało, to takie urządzenie Ci nie pomoże, za to zdenerwuje Cię niepotrzebnie jeśli się zepsuje albo będzie wskazywało ze wolne lub za szybkie tętno.

    2. Margeritka ja mam angel Sound. Znalazłam na allegro używany. Konieczne jest żeby miał wyświetlacz z wartością tętna. Użyłam tylko 5 razy w chwilach paniki. Cudowna sprawa. Mega mnie uspokajal. Mogę Ci pożyczyć.

  57. No tak, mam podobne obawy co do tego urządzenia dlatego jeszxze nie kupiłam. Dziewczyny miały pozytywne zdanie na temat detektora i juz chciałam jechać i kupić tylko nie wiedziałam gdzie dostanę „od ręki” a chciałam juz, teraz i zaraz wiedzieć czy wszystko ok. Długo nie czułam ruchów, denerwowałam sie, do tego doszła awantura z mezem, ból brzucha i cały stwardniał. Wylądowałam na izbie przyjęć. Na szczęście wszystko ok. Pewnie pomyśleli ze jakas wariatka ze mnie, bo na miejscu ból i twardość ustapily. Ja juz miałam w głowie najgorsze scenariusze. Mam jeszcze stres z powodu mokrych majtek, ale płyn podobno ok., a wyciekanie rozpoznam…
    Malgorzalka i Bilbao, Wy to chyba stosowalyscie? Malgorzalka pamiętasz gdzie to mogę dostac za rozsądna cenę?

    1. Margaritko, ja kupiłam tutaj:
      APTEKA NATOLIŃSKA ul. Mariana Sengera „Cichego” 3,Warszawa
      Telefon:22 648 42 24
      To są dwie wkładki za ok 44zeta które zabarwiają sie na ciemny/niebieski kolor w przypadku wycieku wód.
      Ja każda z nich przecięłam na 3, i w ten sposób zyskałam 6 sztuk, w chwilach gdy czułam zbyt duża i niepokojącą wilgotność, zakładałam ustrojstwo, na szczęście jak dotąd nic niepokojącego nie wyszło.
      Wiem, że Małgorzatka polecała gdzieś tu wcześniej komuś na blogu takie wkładki tylko innej firmy i chyba 3 w opakowaniu i taniej niż ja kupiłam.

      Też sie zastanawiam nad detektorem, ale kurcze tak sobie myślę, że gdyby – odpukać – coś było nie tak,to taki detektor stwierdzi brak tętna i..co dalej. I tak zostaje szpital i IP. No nie wiem. Ja cały czas zastanawiam sie nad sensem zakupu.

      1. Dzieki Bilbao:) wlasnie ktoś dawał link gdzie można taniej kupić, ale u mnie nie działał, nie wyświetliło mi strony;/ katego ponowiłam pytanie gdzie to można znaleźć. Warto tak czy siak to mieć w domu.

        1. Kochana , to nie ja kupowałam, także nie mogę Ci pomóc niestety 🙁 Ja bazuję tylko na wizytach lekarskich i podglądaniu na usg oraz nadziei , że wszystko będzie dobrze. Chociaż rzeczywiście taki detektor może czasem by się przydał…Mam nadzieję, że mały niedługo zacznie się do mnie odzywać i będzie mniej niepewności, narazie głucho …Powodzenia z detektorem:)

  58. To może ja pomogę. Mam detektor, używałam i byłam zadowolona. Oczywiście nie siedziałam non stop podpięta pod urządzenie tylko w chwilach totalnej paniki;) Za częste używanie nie jest chyba wskazane. Miałam problem tylko za pierwszym razem żeby znaleźć tętno dziecka, ale potem już wiedziałam gdzie powinnam przykładać. Ja kupiłam używany na olx żeby nie przepłacać. I chyba to jest rozsądna opcja. Przecież taki detektor nie jest w stanie się zużyć (poza baterią oczywiście;)).

  59. Margaritka, ja kupiłam angelsound na allegro. Bez wyświetlacza. Coś ponad 100zł z wysyłką. Kupiłam w chwili paniki, bo nie czułam ruchów. Użyłam może3-4 razy dla wprawy. Da się ogarnąć temat.

    1. Wygoogluj Dom pod klonem, Giełczyn.
      Dzwoniłam do kliniki zapytać jak pozostałe zarodki?dziś 5 doba. Pan powiedział, że czekają do 6 doby,bo żaden nie osiągnął blastocysty 🙁 powiedzial, że nie zdegenerowaly sie jeszcze, jutro mają zdecydować czy zamrażaja. Najpierw się okazało, że mimo zniesienia 20 jajek nie mam żadnych zamrozonych, teraz to:/ rozumiem,że jeśli do jutra się nie rozwiną,to nie zamroża w tym stadium, w jakim będą?

  60. Mała Aniu, wiem, że się martwisz i niewiele Cię uspokoi – ale chcę Ci coś opowiedzieć.
    Zarodek, po który teraz idę po 1 dobie nawet nie zaczął się dzielić, choć drugi miał już dwukrotny podział za sobą (4 komórki).
    W 6 dniu nie osiagnął stadium blastocsty.
    W 7 dni też nie.
    W 8 osiągnął. I dostał jeszcze klasę 4 AA. Dopiero wtedy go zamrozili.
    Nie znamy planów natury.

      1. Nie wiem, czy to Cię w jakikolwiek sposób uspokoi, ale… Ja miałam podobną historię. Z 6 zapłodnionych komórek rozwijał się tylko jeden. W zasadzie to zapłodniły się tylko dwie komórki. Po czym jeden zarodek się zatrzymał, a walczył tylko jeden siłacz. I ten mi podali – też 8A. I jest z nami na świecie. Naprawdę wszystko może się wydarzyć:). Trzeba wierzyć i trzymać kciuki za maluszka.
        Z tego co pamiętam masz PCOS, tak jak ja. I w tym chyba problem. Produkujemy dużo komórek, ale z ich jakością jest słabo… Co nie zmienia faktu, że nie ma tej jednej idealnej:).

          1. Aniu, te chwile wątpliwości są normalne..
            Nie wiedziałam, ze czekają do blastocysty z zamrażaniem..
            Szkoda, ale masz teraz szansę i się tego trzymamy.
            Kciuki.

      2. Aniu, przykro mi bardzo, że z takiego urodzaju tylko jedna szansa. Ale mam nadzieję, że los ci zrównoważy te złe wiadomości z laboratorium i zagrożenie hiperką i za tydzień będziesz świętować piękną betę.

        1. Też mi przykro:( dzięki za otuchę, potrzebuję tego. Z zagrożenia zrobiła się taka lekka hiperka – masakrycznie obolały i napompowany brzuch, skąpomocz i dziś jeszcze wymioty. Ale dam radę. Byleby tylko maluch się trzymał.

          1. Czytałam o tym dzisiaj,ale to po zagniezdzeniu dopiero, a u mnie jeszcze chyba za wcześnie na to? Dziś jest 6 doba, w pt był transfer. Co 2 dni przyjmuje jeszcze zastrzyk z ovitrelle, co prawda małe dawki,ale nasilenie objawów może być też of tego. 27.04 biorę ostatnia porcję i nie wiem kiedy mogę testować, myślałam o 5 maja.

          2. U mnie 6 dpt była już kreska na teście, czyli implantacja jest możliwa.
            5 maja to strasznie późno. Podobno we krwi nie wychodzi podwyższona beta ze względu na zastrzyki. Tylko testy oszukują.
            Na Twoim miejscu 2 maja bym pobrała krew.
            A po co bierzesz to ovitrelle? Większość z nas chyba brała tylko przed punkcją, a nie po transferze.

          3. Ja miałam podany świeży 3 dniowy zarodek, myślisz, że 2 maja już będzie wiadomo? Lekarz standardowo kazał mi robić test 14 dni po,czyli 6 maja by wychodziło. Ja nie jestem z tych cierpliwych wiec pewnie zrobię, tak jak piszesz. Właśnie nie wiem po co ten ovitrelle, nie zapytałam lekarza i sama się dziwię. Przed punkcja na pęknięcie brałam jakiś inny zastrzyk. On (Dr) mi w ogóle wszystko pozmieniał, w Bocianie mają takiego „gotowca” z rozpisanymi lekami przed i po transferze i ja mam pokreslone i dodany właśnie ovitrelle.

          4. Ja miałam dwa dwudniowe podane i przy pierwszym tansferze w 8 dpt test był jeszcze negatywny, w 11 był już cień kreski, a w 12 beta 118, ciąża pojedyncza.

            Drugi transfer, znów dwa dwudniowe zarodki, test w 8 dpt z bladą kreską, beta w 12 ponad 300, bliźniaki.

  61. Dziewczyny, jesteście ekspertkami i źródłem wszelkiej wiedzy, więc może któraś z Was się orientuje, jak to będzie z criotransferami po zakończeniu programu? Do kiedy transfer można robić bezpłatnie? Czy faktycznie tylko do końca czerwca? Czy poprzedni transfer w ramach programu zakończony szczęśliwymi narodzinami coś zmienia? Przepraszam bardzo, jeśli przeoczyłam wcześniejsze posty na ten temat. W sieci można znaleźć tyle różnych forów i informacji, że troszkę się pogubiłam w temacie.

  62. Margeritka na wylocie jeszcze nie. Ale 8 miesiąc już trwa! Nie mam na nic czasu bo jeszcze trochę pracuje. Skończyliśmy szkole rodzenia. Ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy. Kończymy kompletowac wyprawkę. W przyszły weekend zacznę wstawiać prania ciuszkow i pakować torbę do szpitala. Tyle czekałam na ten moment. Myślałam że nigdy nie będzie mi dane. Dziewczyny walczcie, nie poddawajcie się.

    1. dziwne uczucie , prawda? tyle sie walczyło, a teraz staje sie realne..nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie strach w oczach i panika…naprawde dziwne. U mnie trwa odliczanie, zostało 10 dni.

      1. Ewelinaa, nie przejmuj się cholestazą. Łagodna jest do opanowania, objawy się wycofują. Koleżanka miała w 32 tyg. i jakoś przyklepali, urodziła w terminie.
        Ty jesteś już w tak zaawansowanej ciąży, że jakby coś się działo, to spokojnie mogą dziecko wyciągać.
        Ale myślę, że ze 2-3 tyg. jeszcze pociągniesz. I albo sam się poród zacznie, albo cc.
        Naprawdę, na tym etapie to się nie ma czym stresować.

        1. Nie znam się, ale jak Wężonek mówi, ze będzie ok, to napewno będzie.
          Ewelinaa, ty już masz prawie donoszoną ciążę.
          Ewelka, ty pracusiu, żebyś w robocie nie zaczęła rodzic;) a tak technicznie:
          Macie wózki wybrane?

    2. Ewelka, też chciałabym przeżyć takie normalne przygotowania do porodu.
      Z Laurą nie zdążyłam niczego przyszykować. Nie myślałam jeszcze o torbie i wyprawce. Jak się urodziła, to ubranka jeszcze długo nie były potrzebne, z miesiąc pewnie. Nie wiem, jak się pielęgnuje pępek, bo odpadł, kiedy jeszcze nie mogliśmy się do niej dotykać. Tzn. głaskać tak, ale nie pielęgnować, bo za delikatny jest taki maluszek. Głaskać też trzeba delikatnie, bo wiele takich maluchów nie lubi dotyku, można skórę zedrzeć.
      Niedogodności po cesarce też są mi obce, bo ja leżałam w domu, nie musiałam wstawać do dziecka i go nosić.
      Chciałabym przeżyć takie normalne początki.

      1. Ojj faktycznie nie łatwo. Ominęła też Ciebie cała radość tego końcowego oczekiwania i na spokojnie wybierania wszystkich ciuszkow i gadżetów. Tak wiele już przeszlas kochana. Przytulam…

  63. Hej Dziewczyny! Jak tam moje Transferówki:-) U mnie chyba ok, oprócz tego, że każda wizyta w toalecie to jedno wielkie sprawdzanie. Czas mi się dłuży do testu. Wczoraj brzuch miałam taki napięty, wzdęty jakiś ale dziś ok.
    Pozdrawiam Was wszystkie.

  64. Iza, kciuki za Twoją wizytę.
    Renata, kciuki za ostatnie podglądanie. Kiedy punkcja?
    Rudolot odezwij się wreszcie.
    Izabela, już tylko 10 dni? Ale to zleciało. Dalej synek wygląda na małego, czy uspokoili się z tą hipotrofią? Jak przygotowania do komunii?

    Kamila, u Ciebie też zarodek przestał się rozwijać? Co było po poprzednich transferach?
    Zaintersowałaś mnie tym, że już ruszasz. Dobrze rozumiem, że podchodzisz do crio już w cyklu po pierwszym okresie? Pozwolili ci tak szybko? Przeważnie upierają się przynajmniej przy 3 miesiącach. U mnie to już prawie dwa tygodnie bez leków i zarodek się trzyma.

    KassWarz, Marta D, zaglądacie tu czasem? Co u Was?

    U mnie nic specjalnie się nie dzieje. W weekend trochę krwawiłam, myślałam, że się rozkręci. Był to taki schyłkowy okres – trochę ciemnej krwi, troszkę świeżej, parę małych skrzepów. Niestety, dzisiaj znowu czysto, tylko lekko krwisty mocz i papier.
    Za to przez weekend w ogóle nie czułam brzucha, a dzisiaj tak czuję, jakby okres się zbliżał. Może coś z tego będzie, ale wolno idzie. Może powinnam się cieszyć, że organizm nie jest skłonny do poronień? Zarodek się nie spisał, ale macica i to nieszczęsne endo robią dobrą robotę. I jak ja miałabym odmówić im kolejnej szansy?
    Dobrze chociaż, że nie jestem skłonna do dolegliwości ciążowych. Bo gdybym teraz przez cały czas miała mdłości, zawroty głowy, była senna, wiedząc, że to bez sensu, to w ogóle byłby koszmar.

    1. Tak to jest moj pierwszy okres po poronieniu i od razu transfer.Nikt w klinice nawet nie zapytal jak sie czuje po…. Nikt nie dociekal czy bylam w szpitalu, czy dostalam leki na wywolanie skurczy i czy mialam lyzeczkowanie.NIC.Lekarz tylko zapytal: rozumiem ze mam przygotowac pania do transferu? Tyle. Kiedy jeszcze chodzilam do psychologa twierdzilam ze czuje sie „dopieszczona” w klinice i ze nie przeszkadza mi to ze co chwile mam innego lekarza. Teraz chyba juz zaczyna mi tego brakowac….
      Od drugiego dnia okresu biore estrofem dopochwowo na poczatku 2*1 a od 27.04 3*1 kolejna wizyta 4.05 a transfer okolo 10 maja. Zostalo nam 5 zarodkow. Teraz beda podane 2 zarodki. Nie wiem jak pozniej czy 3 w jednym transferze czy 2 zarodki a na koncu 1. To chyba juz nie ma znaczenia. Nie mam zbyt wiele nadziei na to ze sie uda. Szczerze mowiac bardzo bym sie zdziwila gdyby sie udalo. Pewnosc siebie i optymizm nie sa ostatnio moja mocna strona. Dostrzegam pojedyncze pozytywne aspekty tej calej sytuacji (odkad biore estrofem mam ciagle ochotę na sex ;)a po transferach chudne i to sporo – chyba przez progesteron – ostatnio ok 5 kilo w ciagu miesiaca) ale poza tym jest bardzo słabo. A mega duze dawki hormonow dodatkowo mieszaja mi w głowie.
      Po ostatnim transferze pytalam kiedy moge podejsc do kolejnego powiedziano mi ze od razu.

      Tak u mnie tez zarodek przestal sie rozwijac o ile w ogole byl bo mialam zdiagnozowane puste jajo plodowe. Poprzednie transfery konczyly sie bardzo podobnie na poczatkowych etapach ciazy, wzrost betaHCG do kilku tysiecy,plamienie i po ciazy. Zaden z lekarzy nie potrafi podac przyczyny. Biore clexane,encorton,kwas foliowy 15mg,prewenit,no i leki na podtrzymanie ciazy.Nic to nie daje. Zostaly mi juz zarodki slabszej klasy (do tej pory transferowal 4 a teraz 2 i 1) czyli jeszcze mniejsze szanse.W karcie widzialam tez ze stosowano Embroglue i AH i tez nic to nie dalo.
      Rzadko ostatnio tu zagladam, mam nadzieje ze u Ciebie sprawy maja sie juz lepiej?

  65. Wezon, jak jest zywa krew to jest i szansa, ze poleci – oby jak najszybciej i w calosci.
    Wiesz co, ja ten opór macicy przed poronieniem chorej ciąży interpretuję inaczej -jako zaburzenie mechanizmu kontroli nad tym wszystkim i niewłaściwe reakcje..Zresztą, ta moja naturalna ciąża pewnie tez z tego wynikła, ze „złe” jajko sie przyjelo, bo w tym wieku te procesy slabna (stąd tez wiecej wad płodów u starszych kobiet). Pewnie komorka dawczyni jest jakims rozwiazaniem, ale nie dla wszystkich.

  66. Mała Aniu, aż mi głupio, że zazdrościłam Ci tych 20 komórek…
    Każda z nas ma z czym innym pod górkę… Trzymam kciuki za ten jeden jedyny!

    U mnie cisza… Telefon milczy.
    Z obawą czekam na czerwiec, kiedy skończy się program rządowy i drastycznie spadnie ilość procedur…

    1. Gaju kochana, daj spokój. Ufam,że nie zazdroscilas złowrogo. Każda z nas zna chyba taki rodzaj zazdrości. Ja myślałam, że tak będzie, bo przy pco jakość komórek pozostawia wiele do życzenia. Dzięki Tobie zaczęłam myśleć o dawstwie i za to jestem Co wdzięczna. Myślę, że masz jeszcze trudniej, bo nie tylko musisz przejść przez to,co my wszystkie, ale jeszcze musisz liczyć na telefon… często o Tobie myślę od tamtego wpisu i bardzo mocno trzymam kciuki!

      1. Ja też zostawilam swoje nadmiarowe komórki dla kogoś kto potrzebuje… dopiero w sytuacji symulacji, punkcji człowiek jest w stanie wczuć się w sytuację innych. miałam wątpliwości, ale przewazylo… ,, co gdybym ja była w takiej sytuacji”.

      2. Straszliwie ta niepłodność, leczenie przewrotne…ja za kazdym razem , gdy leżałam po punkcji „zazdrościłam” dziewczynom z sąsiednich łóżek, że miały 5, 6 , 9 komórek. A ja pociłam się z nerwów pod tym zielonym kocem jak mysz w oczekiwaniu na info, czy był ten jeden oocyt , czy nic nie było … To wszystko jest nieprawdopodobnie niesprawiedliwe i nieprzewidywalne. Wydaje się, że ktoś ma sprawne jajniki, wystymuluje kilkanaście komórek, naraża się na hiperstymulacje, ale NA PEWNO to jest po coś, a okazuje się coś takiego! Masakra 🙁 Ogromnie mi przykro , że musisz przechodzić takie rozczarowanie. Proszę nie trać wiary…Mój jeden jedyny wyczekany oocyt był tak dzielny , że jesteśmy własnie z bąblem w polowie 17 tygodnia i tylko obserwuję jak bębenek mi puchnie coraz bardziej z każdym dniem. Oby tak dalej, do 9 miesiąca i w dobrym zdrowiu. Bardzo chcę być dla wszystkich wymęczonych procedurami dziewczyn obietnicą , że wszystko może się dobrze skończyć, nawet gdy jest jedna jedyna komórka, w której pokłada się wszystkie nadzieje…..

        1. Doti dziękuję Ci za te słowa nadziei! Dziś mój lekarz zmartwił się słabą odpowiedzią na stymulację i jakoś podcięło mi to skrzydła… Ale jak widać udaje się 🙂 A do tego trafiłam na Twój komentarz zaraz po wyjściu z wizyty. Miód na serce, od razu zrobiło mi się teochę lżej.
          Uszanowania dla Bąbla;)

          1. Bardzo mi przykro Uczuciowa, że też masz jakieś rozczarowania i niepokoje 🙁 Oczywiscie lepiej by było odpowiadac na leki , miec mnostwo komórek. Z wiekiem te odpowiedzi się pogaraszają, albo jak u mnie przedwczesne wygasanie jest , to nawet na podstawowe leki nie odpowiadałam 🙁 Pozostaje nadzieja, że utrafią tę jedną komórkę, bo przeciez nie wszystkie są marne i czasem zdarza się ta lepsza.. Z perspektywy widzę, że potrzeba było właściwego momentu, żeby kilka rzeczy się zgrało… Wysyłam Ci siły 🙂

  67. Witam.

    Mała Aniu, bardzo mi przykro, że z tylu komóreczek nic nie zostało do mrożenia. Trzeba mieć nadzieję, że ten w brzuszku zostanie. Czekam z niecierpliwością na dobre wieści od Ciebie.

    Wężon mam nadzieję, że się w końcu rozkręci i w miarę łagodnie i szybko przejdziesz przez ten przykry proces. I że łyżeczkowanie nie będzie konieczne.

    Była tu dyskusja na temat criotransferów po skończeniu programu, więc ja dzwoniłam kilka dni temu do instytutu matki i dziecka i platne będzie tylko mrożenie i wizyty, transfery są już opłacone, interesował mnie ten temat bo mam 5 mrozaczków, więc z 3 4 mi zostaną i chciałam wiedzieć jak to wygląda. Także jeśli w klinikach będą wam wciskać, że jest płatne to dzwońcie przy nich do instytutu, bo wiem że pewnie kliniki nieświadomych klientów będą naciągać.

      1. Dzieki dziewczyny. Jutro zaczynam. Dr zalecil lamette. Jutro dowiem sie w jakiej dawce. Ale wstepnie od 2-7 dc i podglad i decyzja co dalej. Ciekawe, jak po tym beda rosly pecherzyki i ile oraz jak sie bede czula. Rety, nie wierze, ze to sie dzieje. Ze to juz.

        1. Sonia, ja własnie teraz miałam lamette. Mam super pęcherzyk 20 mm i nawet dwa mniejsze (14 i 7 mm), do tego wyjątkowo ładne endo (7,9). Niezły ten lek 🙂
          Ja brałam 2-6 dc po jednej tabletce.

          1. O rety pieknie! Oby i na mnie tak slicznie lek zadzialal bo chcialby, ze 3 pecherzyki do punkcji wysiedziec;) I, nie ukrywam, ze trzymam sie kurczowo tego co napisalas czyli, ze mialas tyle skutkow ubocznych co po wit C;)

  68. Panikowałam, panikowałam a jednak pęcherzyków jest więcej niż 5,choć ile w nich dojrzałych komórek to nie wiadomo ale dobrze jest 🙂 . A punkcja jutro o 9-ej.

    Wężon bardzo spodobały mi się Twoje słowa o daniu szansy swojej dzielnej macicy. No trzeba trzeba :-), tylko jeszcze jedna sprawa musi się zakończyć i skoro już tak musiało być to oby jak najszybciej.

    Mała Aniu przykro mi z powodu Twoich komórek, trzymam kciuki z podwójną siłą za maluszka który już z Tobą jest.
    Super zdjęcia, powiedziałam mężowi że chcę jechać na urlop w te strony.

    Ewelinaa kochana nie martw się za dużo. Najważniejsze że choroba wykryta a jesteś pod dobrą opieką, sama wiesz.
    Rozmawiałyscie kiedyś z Olgą o wyborze szpitala. Teraz na 4 tygodnie przed (kiedy to zleciało?) chyba już wybrany?

    Olga a Ty?

    Dziewczyny życzę Wam miłego dnia a ja wybieram się w odwiedziny do znajomej i jej synka. Chłopczyk z in vitro, na zdjęciach słodziak a w rzeczywistości pewnie jeszcze większy :-). Musze się troszkę przed jutrem odstresować…

    1. Dzięki Renata,ja czuję się coraz gorzej,brzuch coraz większy, doszedł ból pleców,wymioty znowu:/ od 2 nie śpię, nie mogę jeść. O 15:30 mam mieć konsult z jakimś prof w Lublinie, mój lekarz z Bociana powiedział,że mogę przyjechać tam do szpitala, ale chyba wole być bliżej domu. Jestem przerażona tym, że to pewnie ma negatywny wpływ na zarodek:/

      1. Biedactwo. 🙁 I jeszcze bez żadnego pożytku, bo zapas komórek nie czeka. Mam nadzieję, że szybko Ci pomogą. Zarodek się utrzyma, niejedna z hiperką zaszła w ciążę.
        Daj znać po wizycie.

          1. Ania, jeśli prawie nie sikasz i już wymiotujesz to marsz do szpitala. Miałaś tę konsultację?Proszę, nie zostawaj z tym w domu bez pomocy.
            Hiperka nie powinna zaszkodzić zarodkowi, ale Tobie może.

            Aniu, jak leżałam wtedy z tą hiperką w szpitalu, przywieźli dziewczynę w 6 tyg. ciąży. Też z hiperstymulacją. Ciąża u niej spowodowała nasilenie objawów. Ta dziewczyna i tak była przeszczęliwa i cały czas uśmiechała się do siebie.
            mam nadzieję, ze wszystko się ułoży, ale martwię się o Ciebie.

      2. Kurcze Ania, pisałaś wcześniej o lekkich objawach hiperstymulacji i myślałam że na tym się skończy. Współczuję i rozumiem Twój strach ale te siłacze maluszki z niejedną hiperką dały rade. Ściskam

    2. A widzisz- napewno będzie jakaś fajna liczba. Czasem rosnie mniej i idą w jakość. Chyba tu nie ma reguły. Piłka w grze- wszystko może się zdarzyć:) ty w stolicy się leczysz?
      Ja mam dziś wizytę. Zobaczymy co u Młodej.. zawsze to jest stres dla mnie. Szpital wybrany-ten z którego rok temu wyszłam po laparo z końcem świata w głowie.
      Póki co kończymy remont naszej małej łazienki . Aplikacja ciążowa pokazuje 79 dni do porodu ( w teorii). Ciuchow i drobiazgów mamy kupę, zostaja: apteczne elementy wyprawki i porodowe, łozeczko, kołyska, komoda, wózek, laktator i costam jeszcze…na zmianę z paniką obserwuję u siebie wyparcie, bo przecież jeszcze niedawno…:) polecam szkołę rodzenia w sytuacji pierwszego dziecka..
      Dziewczyny. Nie chcę przynudzac, ale nigdy nie traćcie nadziei.
      Iza, jak pecherzyk?

      1. Olga ja z Krakowa 🙂 dlatego tak o ten szpital wypytuje. Gdyby mi się kiedyś udało to historia podobna jak u Ciebie. Wybrałabym szpital który wywrocił i moje życie do góry nogami stwierdzając obustronną niedrożność jajowodów
        Czekam na wieści z wizyty.

          1. Dobre opinie ma Ujastek. Będę czekać na informacje, chociaż jak Ty będziesz witać bąbelka na świecie to ja pewnie świeżo po operacji. Mięśniak czeka żeby się go pozbyć…

          2. Ujastek dobre ma opinie choć osobiście wybrałabym inny, zresztą tak też zrobiłam. Na ujastku byłam dwa razy na patologii c, minus ogromny ujastka jest taki ze się leży po cc w kupie z innymi i jak to wiadomo, przewija się tłum ludzi rodzina znajomi itd., 3 dziewczyny 3 dzieci mężowi, babci, dziadki pielęgniarki.
            patologie ciąży polecam bo jest lepiej niż gdzie indziej:) sprawdziłam, niestety, kopernika, narutowicza…

        1. U mnie w grę wchodzi bielski szpital, który też mnie zdiagnozował obustronnie:) ale ivf w krakowskim artvimedzie ( love dr chrostowski). Gdzie jesteś w procedurze? Masz potem możliwość prowadzić tam ciążę?
          Młoda ma się dobrze, wymiarowo ok. Wcześniej była główką w dół, to teraz obrocila się i drepcze mi pęcherz… ( uczucie jakby ktoś wam nogą po szyjce i pecherzu piescił:). Szyjka długą i zwarta, czyli ok. Ufff.

          1. Ten artvimed mnie zmylił 🙂 i myślałam że jesteś z Krakowa. Jestem w Macierzyństwie, podejście komercyjne. Drugi transfer był udany, ciąża kliniczna stwierdzona (że w 10 tygodniu utracona to cóż) i w marcu okazało się że refundacja już nie dla nas.
            Mimo dobrej opieki i fajnego lekarza nie chciałabym prowadzić ciąży w klinice. Planuje wrócić do lekarza sprzed tego całego zamieszania, tego który mnie operował i zdiagnozował niedrożność. Taki dziwny sentyment 😉
            Super że wszystko z małą dobrze, możesz odetchnąć.

  69. hej, Wężonku, może w końcu ci organizm odpuści…trzyma kurczowo ten pęcherzyk. Mój Mały ma 2700 , gdyby doczekał do terminu cięcia miałby szansę na ok 3kg, co jest dla mnie niewyobrażalnym szczęściem (córka miała 2 kg), nie wiem czy to zasługa leków czy po prostu jest normalny…nieważne. Niestety naciska mocno na krocze (ma dużą łepetynę) i okazało się, że przez to skraca się szyjka, A ja muszę doczekać i przeczekać ta komunie (3 maja 🙁 ). Oczywiście mój lekarz wyjeżdża na weekend majowy w Bieszczady … jak nie urok.. W każdym razie mam leżeć do góry dupskiem. Łatwo mówić, jak jeszcze dziecko zachorowało. Masakra.Może jakos się uda. Na szczęście zamówiłam katering i nie musze nic robić, miałam tylko tort upiec i duupa. Innym dzieciom piekłam, a swojemu nie dam rady 🙁 Dołuje mnie to wszystko. Nie mogę z nią iść na próbę, nie mogę na spowiedź, bo musiałabym brzuch na wózku wozić. Ehh, chociaż tu sobie ponarzekam.
    Ewelinaaa, ze mną leżała dziewczyna z podejrzeniem cholestazy, strasznie ja ciało swędziało, ale wszystkie wyniki miała w normie i ja wypuscili. Rodzi niedługo.
    Iza, my tu czekamy na super wieści 🙂

    1. Izabela, co tam tort, dostanie braciszka. 🙂 Upieczesz tort na powitanie synka w domu i specjalny dla córki. 🙂
      To trzymaj się jeszcze ten tydzień. Ale złożyło Ci się niesamowicie z tą komunią.

      Synek drobny, ale zupełnie normalny. Tak Cię straszyli całą ciążę, a grzecznie dorósł.

    2. Wstyd mi i biję się w pierś i niestety nie obiecuję, że sie poprawię, póki nie zmienię czegoś z życiu – staram się. Tylko że zamiast wysyłać CV wolę poczytać co u Was… 🙂

  70. Izo, prosimy o wieści z jajników. Znowu zassała Cię praca?

    Aksug, jak Twoja torbiel?

    Sonia, udało się załatwić papiery i ruszasz w tym cyklu?

    U mnie dalej nic. Znowu prawie nie leci. Coś czuję, że bez tego szpitala za tydzień się nie obejdzie.

    1. Wezon, udalo sie…w sobote o 21:00 mialam w reku papiery od prof z Bialegostoku, ze bylismy/jestesmy diagnozowani i leczeni w kierunku nieplodnosci od 2 lat:))) ufff…balam sie, ze to sie gdzies na amen zagubilo ale jest;)))

    2. Wieści napisałam na dole (pęcherzyk 20 mm, endo 7,9!), ale moje wieści to nic w porównaniu z tym, jak czekamy na Twoje, Wężon. Strasznie się ciągnie. Liczyłyśmy wszystkie na zupełnie inne zakończenie. Albo chociaz jakiekolwiek. A nie tak 🙁

    3. Moja torbiel ma sie dobrze, rośnie 🙁 Niestety w nastepnym cyku i w nastepnym musimy sobie wszystko odpuscić. A byłam tak pozytywnie nastawiona, zdrowo sie odrzywiam, nie pije kawy, alkoholou, sport uprawiam. Wszystkie te suplementy o ktorych tu piszecie. Jednak to i tak za mało. Pewnych rzeczynie da sie zaplanować. Wierze w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
      W czerwcu mamu juz od dawna wyjazd zaplanowany a nie chce nigdzie sie ruszac kilka dni po transferze. Tym bardziej ze wiem ze na wyjazdach mój mały uwieszony jest na mnie. Transfer nie bedzie dobrym pomysłem. W poniedziałek po raz kolejny sufit spadl mi na głowe. Po wyjściu od Pani Doktor zrobilam przystanek na stacji benzynowej po papierosy ( po któych bylo mi nie dobrze) i wino ktorego wcale nie maialam ochoty się napić.
      Musze znowu sobie w głowie poukładać plan działania. Być może przed nastepnym transferem pani D. da mi antykoncepcje, zeby nie bylo klopotu z powracajacymi torbielami.
      Jestem osobą, któa wszystko chce mieć teraz tu i natychmiast. Starania o dziecko ucza mnie cierpliwości. Może wreszcie bede miała czas zeby zrobić sixpacka na brzuchu, bede miala czasu troche nieprzerywanego zadną stymulacja i kriotransferem.
      Dobrze się czyta jak zachodzicie w ciąże, jest jakaś nadzieja że i mi wreszcie się uda.