Po transferze. Pierwsze oznaki… schizofrenii

Zaczynam coś po kilka razy, zostawiam w połowie, robię pół zupy, jestem w połowie uczesana, mam pół snu…

Magiczne myślenie, że tak świetnie znam swoje ciało, że ono da mi znak. Że może inne kobiety nie wiedzą, czy są w ciąży, ale JA na pewno odczytam sygnał wielkości pyłku kurzu…

Nieustanne bicie się z myślami, udało się, nie udało, jest, nie ma.

Mąż znajduje subiektywne sygnały na tak:

Mąż: Ładnie wyglądasz na buzi
Ja: Bo się wysypiam

Mąż: Urosły ci piersi
Ja: To od progesteronu

Mąż: Masz gorący brzuch
Ja: Bo się po nim głaszczę cały czas

Mąż: Zezłościłaś się na mnie bez powodu
Ja: To nie było bez powodu

Zbijam każdy akt wiary, każdą nadzieję męża, tak bardzo się boję kolejnego rozczarowania (jednak trudno się przyzwyczaić do porażek, chyba na szczęście, bo wtedy człowiek przestaje walczyć). Pamiętam, że po drugim naszym transferze nagle pomyślałam, że się udało.
– Myślę, że jestem w ciąży – powiedziałam wtedy do męża, jego oczy urosły, śmiał się. Powiedziałam to na głos. Pamiętam.
Nie wolno tak robić, po tym spadaliśmy z wysoka.

Teraz, gdy przychodzi mi do głowy coś takiego jak wtedy, wiem, że między przeczuciem a nadzieją nie ma różnicy.

Mistrzowsko za to wpędzam się w poczucie winy. Za szybko wstałam, kichnęłam, podniosłam patelnię*, na pewno właśnie pstryknęłam w łeb zagnieżdżający się zarodek, zespułam go…

Są i piękne chwile. Odpoczywam w ogrodzie, zewsząd wyłażą wściekle kolorowe i pachnące kwiaty, mąż – zawsze czuły i troskliwy – teraz w ogóle wyprzedza w locie moje myśli i życzenia (czyli fanaberie), rozpieszcza mnie do granic i nawet godzi się oglądać ze mną filmy.

Wszystkie te moje mądre rady dla kobiet po transferze „bądź spokojna”, „bądź dobra dla swojego zarodka”, „nie doszukuj się objawów, bo ich nie ma tak wcześnie” bla bla bla… who cares?? Jestem niespokojna, jestem niedobra i mam objawy wszystkiego, a szczególnie schozofrenii!!!

_

* podniosłam patelnię – w rzeczywistości autorka bloga nie gotuje, jak mylnie można by wnioskować z wpisu. Podnosi patelnię jedynie w celu sprawdzenia, co dobrego wyczarował jej najlepszy na świecie mąż.

140 komentarzy

  1. Czesc Iza:) trzymam kciuki, aby tym razem zakończyło sie narodzinami różowego zdrowego bobaska:) podczytuję Cię caly czas, nie wiem czy mnie w ogole pamietasz. Pomoglas mi kiedy po punkcji i transferze mialam lekkie objawy prEstymulowania. Fakt faktem nic złego sie nie dzialo, ale dałaś mi swoimi słowami poczucie ze mam prawo pytac, dbac o siebie, chodzic do kliniki „bez powodu”. Jakos zawsze czuje sie malo ważna i nie chce nikomu przeszkadzać, na pewno sa pacjentki z większymi problemami. Nawet o jakies wątpliwości glupio mi pytac. A Ty jednym swoim wpisem przewróciłas moje myslenie i naprowadzilas na prawdziwy tor. Zaczelam jawnie sie obnosiic ze swoja hipochondria i przynajmniej mam pewność ze robie wszystko co mozna. Odwiedziłem endokrynologa i wreszcie ktos poza mna kontroluje moje skaczący tsh. Tylko znow zaczelam palić:/ jak sie zapewne domyslasz tamten transfer nie przyniósł ciazy. W sumie nikt mi nie wytłumaczył skad brała sie woda z dróg rodnych, sama wyczytałam ze to mogl byc wodniak.i choc to zabrzmi okrutnie to mam nadzieje ze to on i ze tym razem sie uda. Jutro kriotranfer. Ciesze sie ze bedziemy razem w oczekiwaniach:)
    P.s.- wnioskuje ze Ty sie tym razem oszczędzasz w domu. Ja z kolei, w sumie zmuszona sytuacja, bede chodzic do pracy. Mam strasznie duzo projektów do zamknięcia, kolezanka poszla na urlop a ja ledwo dostalam dzien urlopu na transfer:/ staram sie sobie tłumaczyć, ze co ma byc to bedzie, ale gdzies od środka gryzie mnie gniew ze tak musi byc, ze tyle starań i w najważniejszym momencie bede narażona na zmęczenie i stres…staram sie myslec ze to nic nie zmieni…Sciskam mocno Ciebie i maleństwo!! 🙂

    1. Margaritka bedzie dobrze, tak jak mowisz co ma byc to bedzie, czy wezmiesz zwolnienie czy wrocisz do pracy. Ja dzien po transferze poszlam prosto do roboty, a w niej tez mam nie malo stresow i sie udalo. Ja rowniez palilam fajki- 13 lat jarania, myslalam ze nie rzuce. Rzucilam na dzien przed rozpoczeciem zastrzykow, ot tak po prostu. Jakbym nie podchodzila do in vitro to pewnie bym nie rzucila w zyciu, moze i paskudny nalog ale fajnie mnie odstresowywal. Kiedys sobie moze jeszcze zapale jednego do winka ale na caly etat palenia juz nie wroce. Nie oplaca sie i finansowo i zdrowotnie.

    2. Margaritka, pewnie, że Cię pamiętam 🙂 Miło mi, że tak wspomninasz nasze pisanie, Ciebie też się z przyjemnością czyta, szczególnie jak „jawnie obnosisz sie z hipochondrią”!

      Z tym paleniem to przechlapane… Ja rzucam, wracam, przypływam, odpływam. Palę strach powiedzieć ile już lat. Ale okazuje się, że jak trzeba odstawić, odstawiam. Jak tracę motywację, pierwsze co robię, to sięgam po papierosa.
      Kiedy lekarz stwierdził obumarcie ciąży, był uprzejmy zapytać, czy dać mi jakieś leki na uspokojenie. Nie trzeba – powiedziałam, lokalizując w myślach najbliższy kiosk z papierosami.

      Tak, ja tym razem w domu. Pracowałam na to przez dwa ostatnie transfery, mam coraz mniej kuponów do odcinania przy tym cyklu in vitro. Mogłam wziąć wolne to wzięłam. Ale uważam, że jak sie zarodek ma zagnieździć to i tak się zagnieździ, w domu czy w pracy.
      Jednak rozumiem Cię, czujesz pewną złość, że „trzeba” pracować, że masz priorytety i to nie praca jest w tej chwili najważniejsza, a zarodek, jednak życie jest jakie jest, nie możemy się wypiąć na pracę, jesteś racjonalna i przewidujesz konsekwencje…
      Margaritka, zamkniesz projekt i może weźmiesz zwolnienie ciążowe… Trzymam kciuki! 🙂 Praktycznie razem będziemy czekać na wynik!

    3. Margaritka, jesteś już po transferze?

      Jeżeli nie nosisz ciężarów w pracy to nie ma znaczenia, gdzie czekać na wynik transferu. Ja normalnie pracowałam – fakt, że praca siedząca, blisko domu i spokojna. Ale koleżanka przy kilku nieudanych transferach się oszczędzała. Udało się, kiedy nie miała nadziei, pojechała na wyczerpujące szkolenie, a betę zbadała dla formalności 16 dpt.

      1. Dzieki Wezon:) jestem juz po-dzis kategorycznie mam lezec i pachnieć;) najlepiej byłoby sie oszczędzać przez przynajmniej 3dni, ale jutro juz wracam do pracy:/ praca biurowa, ale pod presja czasu, nacisków i stresu. Ogolnie bardzo ja lubie, ale wiem jaka jest wyczerpująca i boje sie ze moge zaszkodzić. Staram sie jednak nie wybiegać myślami za daleko, na refleksje przyjdzie czas po becie, wtedy bede sie zastanawiać co na przyszlosc robic. Pocieszam sie, ze szybciej mi ten czas czekania minie:)
        A z wiesci transferowych, najpierw byl mały problem z synchronizacja z gabinetem zabiegowym, druga sprawa to o ile przy pierwszym transferze poinformowano nas o klasie naszej blastusi-4AB, o tyle teraz juz nie, lekarz tylko mimochodem rzucił, ze juz nie jest ta aktualna taka „dorodna”. Ponadto serce mi zamarlo gdy połączono nas z laboratorium. Głos poinformował, ze aktualnie blastocysta jest lekko skurczona, i ze to niekoniecznie dobrze, jednak zaraz po rozmrozeniy byla mocno rozpulchniona a zjawisko kurczenia i rozkurvzania jest naturalne…następnie okazało sie, ze nam za malo wypełniony pecherz i obraz byl malo widocxny( a wypiłam pol litra przed wizyta:/, nie chcialam wiecej bo ostatnio o malo nie zsikalam sie lekarzowi na twarz a po zejściu z fotela droga do toalety byla droga przez mękę- pomijając fakt ze zamiast myslec o tym ze zarodek juz jest ze mna, zrelaksować sie, myslalam tylko o tym co to bedzie, jak zsikam sie na fotel:/). Ostatecznie lekarz bez problemow i sprawnie(tak sie przynajmniej mi wydaje), podał zarodek. Ten cykl to ogolnie jakies ciagle szaleństwo i częste zwroty akcji, takze oby te drobne zawirowania byly początkiem zdrowej ciazy:)

          1. To Ty mnie napisałaś Iza. 🙂 Napisałaś, ze jak na początku duzo problemow, to limit sie wyczerpie i potem bedzie gładko. U mnie była słaba reakcja na stymulacje, tylko 3 komórki, złe podany zastrzyk przed punkcją z ryzykiem, ze cykl zmarnowany. A za chwile kończę 9tc. 🙂

          2. Misiu, już 9? Urodzicie, zanim my się doczekamy kolejnej szansy.
            Dobrze, że Tobie poszło dobrze, ale niestety dla niektórych limit jest niewyczerpany.
            Ja już mam trochę dość.
            A koleżanka z pracy – miała 4 zarodki, z każdego transferu zachodzi w ciążę i już 3 razy poroniła. Został jej ostatni i nie może go zabrać, bo organizm się zbuntował i od 4 miesięcy nie może wywołać owulacji i dobrego endometrium. Może jak wreszcie zwalczy przeszkody, to będzie ten szczęśliwy raz?

          3. Wężon – to okropne co piszesz o koleżance. W ogole poronienie wydaje mi sie 100 razy bardziej traumatyczne niż nie możność zajścia w ciaze. Przy poronieniu człowiek juz mógł zdążyć przyzwyczaić sie do perspektywy dziecka i nagle jest mu to odebrane…. 🙁 Ja wiec staram sie bardzo kontrolować moja radość i na razie na spokojnie odliczam każdy miniony tydzien – na razie oby do 12 tygodnia, potem pewnie oby do 22 (jeżeli bedzie mi dane). Jeszcze nikomu o ciazy nie powiedzieliśmy – cały czas boje sie ze to sen, który sie skończy. Tyle juz takich historii słyszałam. 🙁

        1. Klasą zarodka wogóle się nie przejmuj! mnie lekarz tydzien przed krio powiedział, że schodzimy coraz niżej, że ten ostatni blastuś nie jest już taki ładny jak poprzednie ( 3BA z 6-dnia->dłużej się rozwijał) ale powieział też, żebym o tym nie myślała bo widział już różne rzeczy:) Transfer miałam 1 kiweitnia 2015 i już byłam na pierwszym usg bo się przykleił!! Głowa do góry! Na pewno się przyklei!

          1. Ohh!!! Dzięki Martka!!!:) Każde takie słowo dodaje mi skrzydeł! To własnie chciałam usłyszeć, żeby w ogóle się tą klasą nie przejmować, że skoro podali zarodek, tzn., że się kwalifikował:) Cudnie, że Twój został z Tobą. Teraz pewnie czekasz na usg z serduszkiem?:)
            Pozdrawiam,

          2. Czekam… i wariuję… wizytę ma DOPIERO 5 maja…Dla nas InVitrowych powinno być odgórnie zapisane,że usg co tydz żeby nie zwariować! Ale na pewno będzie dobrze, na pewno( Panie Boże proszę) będzie dobrze;)

          3. Oczywiście, że będzie dobrze! 🙂 Głowa do góry! Dbaj o siebie i o kruszynkę!:)A co do usg to masz rację, najlepiej by było mieć swój sprzęt w domu;)

    1. Najchętniej sikałabym do testu codziennie, ale resztką silnej woli się hamuję. Jak nasikam albo zrobię betę jutro i nic nie wyjdzie, boję się, że siegnę po papierosa. Tak, wiem, be… Chcę się jeszcze chwilę pocieszyć, powyobrażać sobie, że może się udało… Ale raczej przed długim weekendem majowym sprawdzę betę, bo nie wytrzymam do przypisanego mi 4 maja…
      No i wiem, że czeka ze mną trochę fajnych babek plus rzecz jasna co najmniej jeden wspaniały facet, Was też nie mogę w nałóg wpędzić

  2. Iza nic nie zrobisz, po prostu musisz przetrwac to czekanie tak jak kazda z nas. Chocbys stawala na glowie nic nie poradzisz. Czas sie dluzy niemilosiernie jesli na cos czekasz. Zrob bete za 3 dni powinna juz dac ci wynik, trzymam kciuki zeby byla wysoka i zeby wiesci byly pozytywne. W miedzyczasie mysle o Tobie, nie schizuj:-)

      1. Iza, czwarty raz to jeszcze nic. Mojej przyjaciółce udało się za 13. Wyobrażasz sobie tyle oczekiwań? W tym 3 razy była ciąża, ale skończyła się jak Twoja, serce nie ruszyło, lub biło tylko chwilę i jedna ciąża biochemiczna.
        A właśnie przed chwilą przeczytałam o babce, która urodziła po 11 poronieniach. Aż dziw, że nie zwariowała wcześniej.

  3. Dzieki Casja za dobre słowo:) mam nadzieje ze u mnie bedzie tak jak u Ciebie- z ta praca;) podczytywalam Twoje wpisy i pamietam ze najspokojniejszej pracy nie masz;) ja przed zastrzykami tez rzuciłam ale wraz z negatywnym wynikiem bety zaczelam znowu;/ oczywiscie sie ograniczam i pozwalałam sobie na 2-3dziennie, ale koniec z tym świństwem! Ot taka ironia losu,ze im wiecej stresów tym bardziej sie chce a jednocześnie czuje sie jak wyrodna matka pozwalając sobie na dymka. Juz Iza kiedys napisala ze ciezko byc pernamentnie w ciazy, a raczej miec nadzieje, ze sie jest. Pocieszam sie ze moje mrozaczki sa względnie czyste bo w cyklu ze stymulacja nic nie paliłam no i po transferze tez nie zamierzam. Jakos w ogole nie czuje ze jutro transfer…tak jakbym szła na zwykła wizyte, na usg. Nawet nie umiem miec nadziei ze sie uda, az mam wyrzuty sumienia:/

    1. oj tam oj tam ja tez nie wierzylam ze sie uda a maz i sostra w ogole nie brali do bani ze moze sie nie udac. moze to ta ich wiara zdzialala cuda bo we mnie jej nie bylo. Ja mowilam mezowi ze jak wynik testu bedzie negatywny i sie nie uda to kupujemy paczke fajek i moje ulubione wino a widzisz wina nie mialam juz w ustach od 4 miesiecy. Czasem bym sobie wypila i zapalila bo w weekendy zawsze lubilismy sobie z mezem winko obalic do jakiegos filmu ale pomysl odpada bo w brzuszku rosnie dzidzius mimo ze nadal nic nie odczuwam poza zmeczeniem sytasznym . Napije sie po wszystkim czyli pewnie jakos na Boze Narodzenie:-)

  4. I ja w oczekiwaniu.. Po clo 2 pęcherzyki. Mogłoby „się zadziać”. Ja czekam. Mąż czeka. Lekarz chyba też 😉
    Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę.. 😉

    Tak jak napisałaś Iza, im bardziej sobie wmawiamy, że się już tym razem udało, tym z większej wysokości się spada.

    Tobie i sobie życzę miłego rozczarowania po testowaniu.. Bo już czas. Bo już tyle razy..

    Powodzenia! Pozdr.!

  5. Izuniu! Korzystaj i ciesz sie z tych chwil. Wiem, ze czekanie jest męczące ale to uczucie, ze moze akurat sie teraz uda jest cudowne. Mi niestety nie udało sie tym razem, ale nie poddaje sie. W maju ide dowiadywać sie kiedy moge znowu podejść do transferu. Oby jak najszybciej, bo wspaniałe było wierzyć, ze moze wlasnie jestem w ciazy, chyba nigdy nie byłam tak blisko celu. Wierze, ze Ci sie teraz uda!

    1. Maju przykro mi, że się nie udało. Cieszę się jednak, że może razem podejdziemy w czerwcu/lipcu? Ktoś musi ze mną czekać. Iza będzie już w ciąży, Ewelka też, ktoś musi się transferować do towarzystwa. 🙂

    2. Maju, strasznie mi przykro, że to nie był jeszcze ten czas…
      Jesteś bardzo blisko i mimo wszystko fajne po transferze jest to, że zarodek jest z nami choć przez kilka chwil….

      1. Wężon ja do towarzystwa zawsze pierwsza. Po co tak samej czekac jak mozna czekac z kimś ;p Mam nadzieje, ze nasze transfery dojdą w czerwcu do skutku i zakończą sie happy endem. A Iza bedzie nam dawała wskazówki jak sie zachowywać w ciazy 🙂 pozdrawiam

  6. Dzięki dziewczyny za każde słowo. Iza, Twój blog to jedyne miejsce, gdzie wiem, że zostanę zrozumiana. Tylko kobieta, która poznała ból związany z brakiem dziecka, z leczeniem, procedurami, ciągłym życiem pod dyktando cykli i kliniki jest w stanie zroumieć bez zbędnego tłumaczenia co się dzieje w głowie takich jak ja. Stworzyłaś nam przestrzeń gdzie znajdziemy radę, doświadczenie, dobre słowo. Czasem szukając odpowiedzi na nurtujące pytanie „dlaczego ja”, warto pomyśleć ilu kobietom pomogłaś. Może to żadne „pocieszenie”, ale jesteś świetna w tym co robisz tu na blogu, a wiadomo, że nie byłoby go tutaj, gdyby nie wszystkie te przejścia. Nie wiem czy się dobrze wyraziłam, chodzi o to, że Bóg doświadcza wybranych ludzi, tylko takich, którzy będą w stanie to „dźwignąć”. Ty nie dość, że dźwigasz, to jesteś wsparciem dla tak wielu osób. Z naturalnością i polotem czynisz wraz ze swoimi czytelniczkami troszkę mniej bolesny, a czasem nawet radosny, ten nasz „staraczkowy” świat:)
    Casja, dzięki za wszystkie słowa:) Cieszę się, że nie możesz puścić dymka;) Poczytuję i przeżywam razem z Tobą każdy kolejny etap rozwoju ciąży. Bardzo się cieszę że to już 4 miesiąc:) Z jednej strony życie pędzi jak szalone, z drugiej mam wrażenie, że Ty jesteś w ciąży już od roku;) Chyba tak to już jest, że wszystko co związane z upragnionym dzieckiem, czy to starania, czy ciąża…każdy etap ciągnie się jak makaron.
    Iza, w pełni popieram, że jesteś w domu. Chętnie zrobiłabym to samo. Tak jak zauważyłaś, mam żal, że wszystko może pójść na marne, bo szef będzie miał gorszy humor lub trzeba będzie załatwić tysiąc spraw na przedwczoraj. Już teraz wiem, że jeden dzień wygeneruje mi zaległości olbrzymie, a muszę wiele spraw podomykać na środę. Także przygnębia mnie myśl wtorku, w pracy zapewne do późnych godzin wieczornych:( Z drugiej strony nikt nie zrozumiałby tygodniowego zwolnienia.U mnie się nie choruje, a nawet jeśli, to pracuje się z domu…albo się przestaje pracować…raz już byłam na zwolnieniu, do tej pory słyszę wyrzuty od współpracowników z tego powodu:/ I to niestety jest przykre. De facto każdy transfer powinien być „dopieszczony”, bo już to, że mamy transefer oznacza, że to nasza ostatnia szansa. ehh…szkoda gadać:/ Dobrze, że tym razem masz ten komfort i zazdraszczam;) Pociesz chociaż i powiedz, że chodząc do pracy mniej się myśli o tym, czy się udało, czy nie. Znam te tortury…ostatnio myślałam, że zniosę jajko-totalnie schizofreniczne stany;) Gorzej jeśli w pracy mimo wszystko sinusoida jest taka sama jak w domu:/

    1. Margaritka, gdyby to był Facebook – kliknęłabym „lubię to”.

      Nikt nie zrozumie drugiej kobiety tak bardzo jak ta, która przechodzi to samo w życiu, bądź coś podobnego.

      Moje koleżanki pukają się w czolo, że 3 lata starań i nic. Że rozpoczęłam leczenie…. Że przeżywam. Że liczę dni od @ do owu, a później od nowa od owu do @… I nadal nic.
      Tu, u Izy coś sobie srobnę.. Ale nikt nie komentuje… Że jak to możliwe, że że się nie udaje…..

      Trzymam kciuki za Ciebie! Tym razem się uda 🙂

    2. Margarika, trafiłaś po protu na wielkie stado białych kruków i sama jestes białym krukiem – tutaj zawsze będziesz zrozumiana 🙂
      Jest mi bardzo miło po tym co napisałaś. Nie zasłużyłam na takie słowa, zwłaszcza, że tutaj to jest już mądrość zbiorowa, mądrość dziesiątek, chyba nawet setek kobiet. Każda z nas ma doświadczenia, którymi się dzieli i które pomagają komuś innemu. Ty też! 🙂
      Tak, pewnie, powiem Ci, że w pracy czas będzie Ci szybko zaiwaniał i nie będziesz miała kiedy myśleć o transferze. Jak maluch jest silny i zdrowy, nie będzie mu przeszkadzało, że nie leżysz właśnie na kanapie. Ja po prostu – co tu dużo mówić – chciałam popatrzeć jak mi tulipany rosną… 🙂

      1. 🙂 I tego się trzymajmy:) Ależ musisz mieć pięknie z własnymi tulipanami! Dziś pod kliniką widziałam piękną kępkę soczyście kolorową…takie widoki nastrajają pozytywnie.

        1. uhhhh….Tak jak sądziłam, miałam dziś meeega długi, pracowity i stresujący dzień w robo, z ktoreś wyszłam pięknie o 19, a w piątek o 18:30. Tak to jest jak się chce mieć dzień wolny…i wraca się po wolnym:( Zaklinam rzeczywistość, żeby to wszystko mój okruszek wytrzymał i mocno zaczepił się w mięciutkiej kołderce – macicy:)
          Na domiar złego pokłóciłam się z mężem, który myśli ze został bohaterem domu, bo ugotował zupę…nie omieszkam dodać że od 3 tygodni jest w domu, gdyż złamał biedak nogę. Jakoś mu niestety nie przyjdzie do głowy zapytać czy czegoś mi nie trzeba lub, że powinnam odpocząć…wręcz przeciwnie – naczynia trzeba wyjąć i włożyć do zmywarki. Sugestia, że złożenie prania nie wymaga akrobacji na jednej nodze raczej do niego nie dociera, a wręcz jest pretekstem do wyrzutów, że nie odkurzyłam podłogi w weekend…odechciewa się wszystkiego…. nie omieszkam dodać, że swoj wieczór kwituje drinkiem i papierosem…jak ma mi się chcieć, skoro czuję się taka osamotniona w tym wszystkim?!

          1. Margaritka, ja z Tobą nie palę i nie zaciągam drinka, choć bardzo by mnie odstresowało i jedno i drugie…
            Weź no tego swojego pociągnij za ucho i nadepnij na zdrową nogę i w żołnierskich słowach przemów do rozsądku, no co to ma być!

          2. Margaritka, moj w ogole nie gotuje i nie zmywa na codzien, ale to moja wina bo jak sam chce pozmywac to wyganiam go z kuchni, jego obecnosc w niej mnie denerwuje bo on wszystko robi poowoli i za dokladnie. Tak wiec ja caly czas gotowalam, zmywalam itp. Ale np. ja nie odkurzam i nie wynosze smieci, robi to maz. Zakupy robimy wspolnie. Jak jest haslo ze robimy porzadki generalne to sprzata bez mrugniecia ok i to bardzo dokladnie, tak wiec mimo ze na codzien nie mam pomocy w przygotowaniu jedzenia czy zmywaniu po nim, nie narzekam. Bedzie sobie gotwal i zmywal jak do szpitala rodzic pojade:-)

      2. Ja jestem tu nowa…trafiłam na Twojego bloga kilka dni po pierwszej inseminacji,szukając różnych info w necie. Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy, nie raz i nie dwa ze łzami w oczach. Od Twojego ostatniego transferu jestem myślami z Tobą i zaglądam co jakiś czas z ciekawością i nadzieją,że wszystko u Cb dobrze. Dziś tez weszłam aby znaleźć ukojenie po odebraniu wyników hcg. Daleko mi do etapu, w którym jesteś Ty i dziewczyny piszące odpowiedzi,ale myślę że znacie mój ból.Tak naprawdę chciałabym być tu gdzie Wy bo jakoś brak mi nadziei na powodzenie kolejnej potencjalnej inseminacji. 3mam za Was kciuki i pozdrawiam.

        1. Aniu, glowa do gory. Przez etap inseminacji przechodziło wiele z nas. Warto dostrzegać szanse w każdej metodzie:) in vitro to jest żaden gwarant ciazy, a sama procedura niczym przyjemnym nie jest. Co gorsza korzystając z ostatniej deski ratunku traci sie komfort myslenia „jeszcze jest in vitro, na pewno pomoze…” Im dluzej lekarze pozwolą Wam walczyc innymi metodami tym lepiej, nigdy nie wiadomo kiedy zdarzy sie cud:)

          1. Dla mnie in vitro było ulgą i przyspieszeniem działania. Nie mam już czasu na inne metody, więc dobrze, że nie mam wyjścia. A sama procedura była zaskakująco przyjemna. Tzn. nic nieprzyjemnego w niej nie było, żadnych efektów ubocznych i rozterek, a wizyt tyle, co przy monitoringu cyklu.

          2. Dzięki Margaritka! Chyba masz rację z tym komfortem myślenia… zaczynam nowy cykl i nowe przygotowania… dziś dzwoniłam do lekarza umówić się co dalej, usłyszałam „to u pani było tak ekstremalnie trudno wystymulować cykl?” pewnie znowu będzie tak samo, 2x dziennie wizyty w klinice, ale czego się nie robi… pozdrawiam 🙂

  7. Iza też mam wyznaczoną datę na 4 maja, ale pójdę wcześniej na własne życzenie 30 kwietnia, żeby wiedzieć czy w majówkę winko pić:) Kochana ja do każdego uklucia w podbrzuszu dokładam ideologię:) i czekam na malutką chociaż plamke implantacyjna, ale nie ma nic. Tym razem wolę się tak nie nastawiać – odruch samoobrony… Uśmiałam się z tymi piersiami bo mój M tak samo mi powiedział i moja odpowiedz byla dokładnie taka jak Twoja.
    Ja pracuje, z jednej strony lepiej bo naprawdę czas leci duuuzo szybciej.
    Zatem czekamy razem…

    1. Ewelka, jestem bardzo z Tobą, bardzo bardzo. Żadnego wina! W odruch samoobrony możesz zrobić inne rzeczy, wysypiać się, wystawiać twarz do słońca.
      Oczywiście, że 4 maja to jest za sto lat, kto by tyle czekał…

  8. Asti, co gorsza wielu ludziom sie wydaje,ze przesadzamy, ze zamiast zyc normalnie skupiamy sie na niepłodności. Tylko my wiemy jak bardzo chcemy zyc normalnie i jak bardzo sie nie da, ile nam uciekło z zycia, ile poświęcamy, jak musimy „kombinować”, ile w nas smutku, nadziei, rozczarowań, bolu, radosci, troski, zwątpienia,napięcia…-totalnie sprzecznych uczuć, a mimo wszystko ciągłej wiary-w koncu wciąż walczymy:) wszystkie targane rozterkami jedziemy w tym pędzącym pociągu, oby nas dowiózł do celu:) dobrze, ze mamy tu swoj przedzial:)

  9. Kochana, u mnie dzisiaj 5 dzień po crio. Dopatruję się @ od 3 dni. Dzisiaj rano już niemal byłam pewna..
    Przesadzam, panikuję.
    Chowam się w swoją skorupkę.
    Boję się marzyć. Zauważyłam, że już nie wizualizuję niczego….
    Zawsze po paru dniach od transferu (to mój 5 raz) zakładam, że nic z tego.
    Boję się myśleć.
    Najbardziej lubię stan przed transferem czy crio… wtedy naprawdę mam nadzieję.
    Potem naturalnie ona umiera. Każdy dzień jest coraz gorszy.
    Zakuje palec – idzie okres.
    Walczę. Po cichu. Udając przez mężem, że przecież jak nie teraz to następnym razem.
    Fajki w szufladzie.
    Choć już dawni nie palę.
    Czasami mentalnie, to że są zastępują mi obecność najlepszego przyjaciela.

    Siły życzę.
    Wiem jak się czujesz. Jestem Twoim odbiciem. W 100% takim samym.
    Miłego dnia!

    1. Renia… jak Ty trafnie to napisałaś. Jakbym czytała własne mysli, których nie potrafiłam sformułować.
      U mnie 7 dzień po crio. Za dwa dni będziesz w tej dziurze, w której ja siedzę dziś, tymczasem ja robię kolejny podkop.
      Wytrzymaj ze mną.

        1. Dziewczyny moje nieznajome, a jednak tak bliskie mi…

          Dzisiaj rano straciłam po raz kolejny wiarę. Wyciągnęłam z szafki fajkę. Palę.
          To moja piąta próba in vitro. Ósma nadzieja na cud (miałam podawane podwójne, pojedyńcze potencjalne nasze Dzieci…). Doliczając 4 wcześniejsze inseminacje – to 12 raz.

          12 raz czekam na COŚ co nie przychodzi.
          Mam ochotę wyć.

          3 kliniki.
          Dziesiątki badań. Wszystkich badań świata. Oprócz tych podstawowych też genetyka, immunologia i wiele, wiele innych. Ja i mąż.

          4 histeroskopie.
          Streczing endometrium (wybaczcie, polskie nazewnictwo)

          Jeden wyrok: prawy nie do końca drożny jajowód. Cała reszta książkowa, cudna…
          endometrium książkowe, amh 3,5 (mam niemal 37 lat), pecherzyki piękne, pękające, cud malina…

          Pochwały, echania, i hasła: nie może się nie udać, jest cudnie!
          u męza to samo.

          Mam dość swojej idealności.
          Jestem zmęczona.
          Już nie marzę.
          Już nie kupuję samochodu z myślą, że ma się zmieścić wózek.

          Palę.
          Nie wiem czy żyję.

          Przepraszam.
          Już nie płaczę.

          ale ileż mogę walczyć?
          ……………………
          mogę walczyć dalej. Ale czy jest sens????

          Jest mi bardzo, bardzo źle.

          Miłego dnia. Mimo wszystko.
          Mam nadzieję, ze Tobie Kochana się uda.

          Komuś MUSI.
          :*

          1. Skoro jeszcze nie wiesz, to nie pal. Niestety nigdy nie możemy być pewne czy będzie ciąża czy @, ale skoro już tyle czekałaś i tyle poświęciłaś, poczekaj jeszcze parę dni…nie jesteś sama – choć przeszłaś naprawdę niewyobrażalnie długą i trudną drogę, jak mało która z nas, to chyba wszystkie znamy to uczucie zwątpienia, bezsilności, żalu…to uczucie kiedy nadzieje odchodzi i zostawia po sobie zgliszcza naszych poświęceń, które na nic się zdały a zrobiły tylko kolejne spustoszenia w naszych życiach…Widzisz, u mnie zaczęła się sinusoida. Na chwilę uwierzyłam,że teraz będzie dobrze. Jednak dziś zaczął mnie już boleć brzuch:( standard, w sam raz na tydzień przed @ 🙁 zwykle dostaję w 24-26 d.c., także to jeszcze bliżej. Ostatkiem sił wierzę w cud, jednak ciało nie daje mi zbyt wielkich złudzeń. Jakoś muszę wytrzymać…w tym napięciu, w tej matni. Kolejnyuch kilka dni szaleństwa, skrajności pomiędzy wiarą a całkowitym zwiątpieniem, pomiędzy nadziejami na przyszłość a wizją przygnębiającego jutra…Przytulam.

          2. Renia… kochana… Wydaje mi się, że jesteś zbyt zmęczona… Powinnać sobie zrobić przerwę. Może na godzinę, a może na 2-3 miesiące, akurat na ciepłe lato.
            Nie chcę Ci wmawiać na siłę, że poczekaj, że zaraz wszystko będzie dobrze, bo dobrze wiemy, że nie od razu wszystko jest dobrze. Ale w końcu jest.
            Palisz. Ale żyjesz. Możesz płakać. Nie musisz. Nic nie musisz…

            Przytulam Cię mocno, nie jesteś dla mnie nieznajoma…

          3. Izuś, przerwa trwa…. to moje ostatnie 5 lat. Próba…. Afryka… znów Afryka.. próba Indie, próba… Nepal, Pakistan… znów Afryka…kolejna podyplomówka… potem kolejna podyplomówka (żeby się czymś zająć) praca w korpo, próba…. zmiana męża, próba……..

            Dzisiaj wyłam. W środku siebie.
            Cichutko.
            Biorąc kolejną luteinę i stertę innych leków.

            Kawa. Fajka.
            Przypomnienie życia sprzed lat.

            Może Bóg czuwa.
            Pomagam dzieciom w Afryce. Ludziom w Tybecie. Tak bardzo bym wkońcu chciała zasłużyć.

            Niech wróci do mnie dobro dane z głębi serca. Czy zawsze będą dawcą? Raz chce być biorcą. Raz tylko chcę wziąć…. COŚ od życia.

            Przepraszam. Nie chciałam dołować.
            Nie lubię być słaba. Ludzie, którym pomagam nie potrzebują mnie słabej.

            Ale czasami pękam.
            Wybaczcie.

            Ściskam :*

          4. Reniu, nie przepraszam. Nie można być zawsze silnym, to by była choroba psychiczna.
            Jak pomagasz?
            Bierzesz dalej leki, więc jeszcze nie wiesz na 100%, że nie wyszło? Robiłaś betę, czy tylko masz złe przeczucia?

          5. Renia, nie pal kobieto! 7 dni po krio to stanowczo za wcześnie żeby poddać sie uczuciom. Często tak jest ze takie przeczucia i poczucie ze @ wisi w powietrzu, nic nie znaczy. Nie chce Cię pocieszać czy wywoływać nadzieji, ale dzień przed swoim pozytywnym testem wyłam jak bóbr, ze znowu nic, chciałam chociaż zobaczyć druga kreskę po ovitrelle, i trochę sie nad sobą poznęcać. Zrobiłam w 9 dniu. i miałam istne harakiri w głowie. Przez te wszystkie lata nauczyłam sie sama sobie zadawać ból, żeby juz nikt i nic innego mnie nie mogło dotknąć. Wyobraź sobie jak byś żałowała tego papierosa, gdyby jadnak los zechciał byc przewrotny. Nigdy sobie tego nie darujesz. Wiem co mowię. Weź głęboki oddech. Idź na spacer. Spójrz na słońce. Poczekaj.

          6. Imponujące Renia. Podziwiam i trochę, w dobrym sensie, zazdroszczę.
            Tyle świata przejechałaś, a te dwa tygodnie czekania to najdalsza podróż…
            Tyle dałaś od siebie, a tak niewiele chcesz…

  10. Iza jeśli chodzi o wpędzanie się w poczucie winy to ja za każdym razem miałam takie same myśli jak Ty:) Moi najbliżsi patrzyli wtedy na mnie jak na wariatkę:) Już się nie mogę doczekać Twojej bety, codziennie zaglądam czy przypadkiem nie zrobiłaś jej wcześniej. Maj mi się bardzo dobrze kojarzy, bo u mnie obfituje w rocznicę ślubu i urodziny. Mam nadzieję, że od teraz Tobie tez będzie się dobrze kojarzył, bo w końcu spełni się Twoje największe marzenie:)

        1. Od 2 dni jestem gotowa do wyjazdu do kliniki, siedzę z kluczykami do auta w dłoni, jak napięcie sięgnie zenitu i strzeli piorun to po prostu pojadę i zrobię betę. Wiele wskazuje na to, że ten piorun jutro strzeli, bo akurat front idzie… Najpóźniej w czwartek…

  11. I ja, ósmy dzień po inseminacji, dołączam do schizujących. Bolą mnie trochę cycki, ale zawsze mnie bolą przed okresem… Też najchętniej bym sprawdziła przed majówką, czy mogę się alkoholizować, ale to w sumie będzie trochę wcześnie. Z drugiej strony, w normalnych warunkach w czwartek zaczynałabym nowy cykl, czyli mogłabym już testować… Jeszcze to przemyślę.
    Uściski dla schizujących i całej reszty!

      1. No dobra, namówiłaś mnie. Ale będę się denerwować. Wczoraj mnie trochę pobolewał brzuch, ale równie dobrze to mogły być przyciasne portki 🙂
        U mnie dodatkowy smaczek jest taki, że jestem w okresie wypowiedzenia, więc albo się uda teraz, albo będę musiała odłożyć starania o jakiś rok – jestem z tych przyzwoitych frajerów, co nie zrobią nowemu pracodawcy numeru tak od razu. Ale póki co, i tak nie znalazłam jeszcze nowej pracy – nie umiem się jednocześnie zaangażować w starania o ciążę i z pełnym przekonaniem szukać nowej pracy – rozdarłabym się…

  12. Jak mówi hasło przewodnie mojej kliniki, „narazie w Twoich myślach, wkrótce w Twoich ramionach”, nie uwierzymy dopóki nie bedzie dane nam dotknąć. Usłyszałam to dzisiaj kolejny raz na wizycie, kiedy zobaczyłam pulsujący rytmicznie punkcik, najpiękniejsza kropka świata!!! A i tak byłam zachowawcza i chciałam rozmawiać tylko o wynikach krwi, cytologii i poziomie progesteronu, kiedy mojemu doktorkowi uśmiech nie schodził z twarzyczki ani na moment. W nocy kolejny sen obrazujący badanie a na ekranie od usg przekreślone ikonka serca niczym „gamę over”. Cóż..Potrzeba czasu żeby zrozumieć, potrzeba wielu lat.. Ale choćby miało to trwać chwile, jestem w stanie uwierzyć w szczęście. Iza czuje Twoje mysli.

  13. ~Też Iza – ja też czekam na efekt 4 IUI. Jestem 10 dni po. Z tym, że u mnie był zabieg na pękniętych. France urosły i nawet po zastrzyku Orvitelle czasie nie pękły (36 +8) 🙁
    Jedyne co teraz mogę to mierzyć temperaturę. To prawie jak czekanie na sikańca .. czy nadal jest ponad 37 st. czy już 36,8 :/

    Iza – Twoje wpisy są odzwierciedleniem myśli wszystkich czytelniczek.

    Pamiętam swój pierwszy trymestr. Bałam się mówić do mojego dziecka. Nie dotykałam brzucha. Bałam się oswoić z myślą, że może tym razem się uda …

        1. Magda, trzeba wierzyć do końca, ale – owszem – czasem jest tak, że wiesz na pewno, że się nie uda. Nie wiem, jak to pogodzić, ale jakoś cholera trzeba.
          Nie wiem na ile w nas jest takiej magii słów, że nie chcemy zapeszać i nie mówimy, że może się udać.
          Ale wiem, że jak po poprzednim transferze nadchodził okres to czułam to, wiedziałam i nic nie mogło mnie odwieść od tego przeczucia, amen, kropka. No po prostu czasem się wie, bez kokieterii…
          Jeśli wiesz to na pewno – jest mi przykro. Nie ten cykl, nie ten miesiąc…
          Tak czy owak – bądź jeszcze grzeczna póki wszystko się nie wyjaśni…

          1. Głupia byłam i nawet test zrobiłam, który podobno jest tak czuły, że 6 dni po zapłodnieniu pokaże II kreski. No u mnie 11 dni po IUI pokazał jedną wielką tłustą krechę.
            Dziś 23 dc, więc może za wcześnie na testowanie, ale mimo wszystko doła złapałam, że nowa torebka mi humoru nie poprawiła.
            Lekarz kazał mi zbadać progesteron w 22 dc i wynosi 20,02 ng/ml. Niby w normie jak na fazę lutealną, ale nie wiem czy coś to powie lekarzowi …
            Ech .. Niepotrzebnie tutaj smęcę 🙁

          2. Magda, 23 dzień cyklu to jednak trochę za wcześnie…
            Zarodek zagnieżdża sie mniej więcej w 6-11 dniu po połączeniu komórki z plemnikiem (poprawcie, jeśli się mylę). Na dobrą sprawę u Ciebie mógł się jeszcze nie zacząć zagnieżdżać nawet.
            Ale rozumiem Cię… Czas ciągnie się niemiłosiernie, a myśli są narzędziami tortur poczas oczekiwania na wynik… Rozumiem, dlaczego zrobiłaś test i że masz gonitwę myśli…

            Ja też zrobiłam już pierwszy test… Dwa dni temu…

            Zrobiłam i zrezygnowana zaszyłam się w sobie. Ale mąż mnie zawołał, pokazał mi na tym teście pewien cień…

          3. Eee… bo… tak wcześnie zrobiłam test… I jestem po 2 Pregnylach… To prawie jak przepowiadanie przyszłości z fusów…a cień taki cieniusieńki…

          4. Jak przeczytałam ten komentarz, to od razu chciałam napisać, że skoro wtedy czułaś, a teraz nie, to brzmi tak, jakby teraz okres się nie zbliżał. To brzmi bardzo dobrze.
            Jedź na betę kobieto i nie stresuj nas. 🙂

          5. Iza mojemu cieniowi pewnie zaczyna bić właśnie serduszko. Jak patrzyłam na ten test, to myślałam, że sobie wmawiam, że ten cień widzę, a jednak beta była 60. Jedź kobieto na betę i dawaj nam tu szybko znać!

          6. R, po tylu testach w żyicu dobrze wiem, że cień jest przeciwieństwem braku choćby cienia… 🙂 Zbyt dużo naoglądałam się testów z jedną kreską, żeby zbagatelizować ten cień. Tylko ja za wcześnie zrobiłam test i to może być jeszcze cień zastrzyku Pregnyl.

          7. Zrobiłaś tak jak ja… Tak czułam..to normalne.. Tak robimy wszystkie…Kocham cienie:)) każdy pojawia sie tak nieśmiało, a w końcu staje sie całym naszym światem!

          8. Dobra, już nie wiem, gdzie odpowiadać na własnym blogu 😀
            Pojadę dziś na betę, bo najwcześniej będę coś wiedzieć po południu, pewnie dość późnym popołudniem…
            Trzymajcie kciuki kto żyw…!

          9. kurde Iza jedz w te pedy i dawaj znac jak najszybciej bo sie tu posikamy wszystkie z tych emocji i niecierpliwosci. Ja za 40 minut jade na usg, tez trzymajcie kciuki , mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze.

          10. Iza, kurde, tez tak myślałam, ale umówmy sie jakoś wczesniej cienia po pregnylu nie było, były nieznośnie pojedyncze kreski, to normalne ze wątpisz, boisz sie ze spadniesz z wysoka, ale to normalna droga, musisz sie jeszcze swoje pozastanawiać, tak to juz z cieniami jest 😉 cień moze byc cieniem nawet i tydzień, byle nie zniknął, a moze byc trzycyfrowy we krwi.

  14. Iza, nie wiem czy cokolwiek jest w stanie odwrócić Twoje myśli od oczekiwania…myślę, że nie, ale to ma też ogromne plusy. Pomimo tylu trudności, powikłań, cholernej „endo”, bolesnych zabiegów i strat, wielu ciąż u innych dziewczyn, także tych które nie musiały się zbytnio wysilać i nigdy w googlu nie wpisały słowa leczenie bezpłodności – TERAZ TO TY DZISIAJ MASZ REALNĄ SZANSĘ NA DZIECIĄTKO! Zrobiłaś wszystko co można było zrobić, będzie co będzie.
    O jakże piękne jest to dla tego małego człowieczka, że rodzice go tak oczekują, mam nadzieję, że jego serduszko zacznie bić właśnie w tej ciąży. Nie każdy z nas był tak oczekiwany, przynajmniej nie od samego początku – ja nie byłam…mam w ogóle szczęście, że mama pozwoliła mi się urodzić.
    Wydaje mi się, że te Twoje trudności, przejścia i oczekiwania oprócz tego, że uczą wielkiej pokory przed planowaniem życia to dają też ogromną świadomość jak wielkim cudem i darem jest nowy człowiek – inni rodzice dochodzą czasem do tej świadomości przez całe lata a niekiedy wcale.
    Trzymam kciuki za wyprowadzanie Twojego brzucha na spacer przez kolejne miesiące!!!!

    1. Asia, bardzo lubię Twój sposób postrzegania świata i trafia do mnie to co piszesz – zawsze. Teraz też. Tak, przecież masz rację, mam realną szansę a to to małe jest najbardziej oczekiwane na świecie (tzn. w moim mikro kosmosie) i musi to czuć.
      Byłaś ze mną dziś na spacerze, bo przeczytałam Twój wpis falując na spacerze po lody malinowe 😀

  15. Iza, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, a pomiędzy nimi dobre rady, jak piasek. Ze szkolnej łaciny przypomniało mi się:
    Facile dictu, difficile factu (łatwo powiedzieć, trudno zrobić).
    Już tylko kilka dni, wytrzymasz jakoś taka połowiczna. Później będziesz podwójna.

    Moje czekanie było szybkie – bo bez wiary, takie bardziej eksperymentalne. Schowane za myśleniem, że za pierwszym razem to się przecież nie udaje, co okazało się prawdą, boleśniejszą niż jedna kreska na teście.
    Mnie brakowało tego rozpieszczania przez „męża”. Był troskliwy w wysokiej normie, ale nie usuwał każdego pyłku. I nie szalał z radości po pozytywnej becie. Po dwóch skrajnych wcześniakach radość z początku ciąży jest mniejsza. Następnym razem to w ogóle będzie w podziemiu.
    Dzisiaj odebrałam wyniki histopatologiczne badania płodów. Wszystko w porządku, żadnych przyczyn ze strony matki, dzieci (zdrowe, wszystkie narządy prawidłowe), łożysk (prawidłowej wielkości, trójnaczyniowe). Operacja się udała, pacjent zmarł.
    Nikt mi nie powie, co się stało i co było pierwsze. Ostatnia hipoteza była taka, że z powodu nieszczęśliwego ułożenia jedno dziecko przycisnęło drugiemu łożysko, co spowodowało obumieranie z powodu zaburzeń krążenia. To wywołało zakażenie rozwijające się wewnątrz worka, a kiedy błony pękły rozwinięte zakażenie rozprzestrzeniło się błyskawicznie, nie dając szansy drugiemu.

    Ogólny wniosek, że los tak chciał. Dodatkowy kop jest taki, że jednak zbadali płeć i była wymarzona parka.
    Ja już bardzo dziękuję losowi za dramatyczne zwroty akcji. Niech sobie idzie telenowele pisać lub Oskarowe dramaty. A mi pozostawi nudne pieluchy i kupki.

    1. Dżizas… ja ze szkolnej łaciny pamiętam coś dużo bardziej trywialnego: Rosa pulchra est (Róża jest piękna)…
      Wolę jednak, jak Ty sypiesz sentencjami 🙂

      Wężon, czytam właśnie książkę o niepłodności (a co tam, tak w sam raz po transferze) o której na pewno jeszcze tutaj wspomnę („Nadzieja na nowe życie. Poradnik dla marzących o dziecku”. J. Kwaśniewska, J. Kuczmierowska, A. Doboszyńska). Tam napisali coś co mi dało do myślenia: Człowiek jest jedynym ssakiem, u którego występują tak liczne poronienia. Czasem lepiej nie szukać przyczyn, bo poronienia są po prostu wpisane w naszą naturę.
      Wiem, że u Ciebie to była inna historia, to dziwne zakażenie – ale pomyślałam, że wspomnę Ci to jedno zdanie.
      Mimo wszystko nie dziwię się ani trochę, że zbadałaś płody. Mój był za mały, moja historia była za krótka, ale Ty byłaś z Twoimi tak dugo… Mam nadzieję, że da Ci to trochę spokoju.
      Pozdrawiam. Połowicznie 🙂

      1. Nie zbadałam płodów jakoś specjalnie. Takie zwykłe badanie histopatologiczne w szpitalu. Genetycznych nie robiliśmy.
        Jakimś dziwnym trafem określili płeć i dostaliśmy zaświadczenia o martwym urodzeniu. Teraz musimy iść do USC po metryki z aktem zgonu.

        Uspokoiło mnie to połowicznie. 🙂
        Dobrze, że nie było żadnych wad. Świetnie, że wszyscy zdrowi. Ale przed ślepym losem nie ma jak się bronić. Można tylko liczyć na jego łaskawość (że nas nie zauważy i nie zdąży dokopać).
        Wczoraj koleżanka z pracy powiedziała, że od 4 miesięcy nie udaje jej się podejść do crio, bo nie może uzyskać właściwego cyklu, a szkoda marnować ostatniego zarodka. I już sobie wyobrażam, że nawet nie sprawdzę, czy zarodek się rozmrozi, bo np. nie będzie owulacji, albo moje endometrium nie będzie się do niczego nadawać. A jak mieszkano będzie przyzwoite, to się jednak nie rozmrozi. Mówię Ci, niech ta machina znów ruszy, bo to co potrafi robić wyobraźnia przechodzi ludzkie pojęcie. 😉

  16. To ja się dołączę i też schizuję !!! 3 dzień po pick up’ie i wydzwaniam do kliniki non stop. Na jutro jestem na 13 na konsultacje umówiona i mam czekać. Jedyne co, to mi dzisiaj miła Pani powiedziała, że jeżeli dzieje się coś złego lub są jakieś problemy, to oni od razu dzwonią. Więc to, że jeszcze do tej pory nie dzwonili mam przyjąć za dobry znak, że wszystko musi być w porządku. I tak sobie od soboty siedzę i nie myślę o niczym innym.

  17. Po przeczytaniu wpisu Wezona przypomniał mi sie fragment wiersza Norwida „Sieroty”:
    „Teraz zaś, widząc, słysząc tyle rzeczy nowych,
    Do was biegnę, wam prawdy przynoszę kaganiec,
    Wam, biednym bladym dzieciom z nabrzmiałą powieką,
    Co samotne jesteście w tłumach pogrzebowych,
    I samotne musicie patrzyć na to wieko,
    Które tak silnie serca wasze przyskrzypnęło,
    Które przed wami wszystko na świecie zamknęło!
    O, wy jesteście kwiatki, które Los szaleniec
    Skręca, plecie, usiadłszy na najświeższym grobie,
    Skręca, przędzie i plecie na torturach wieniec,
    Aby nim dzikie skronie przyozdobić sobie”.

    Istnieje miedzy nami, a tytulowymi sierotami pewna analogia….
    Polecam caly wiersz, pomimo bolesnej prawdy, ktora obnaża, mozna znalezc takze ukojenie, nadzieje i miejsce gdzie kiedys spotkamy sie z naszymi dziecmi, gdzie one juz sa.
    To niesamowite,dopiero do mnie dotarła prosta oczywistość, tak samo cierpimy my, okradzione przez los z naszych dzieci, tak samo tęsknimy i czujemy pustkę nie mając dzieci, jak dzieci ktore straciły rodzicow/rodzica. Wiem o czym mowie, straciłam tatę jako 14letnia dziewczynka. Pustka jest ta sama, wyrwa w sercu i zal do swiata…. Tak, mysle ze ten wiersz jest
    rowniez o nas…

    1. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób… Że my też jesteśmy w pewnym sensie sierotami. Że możemy czuć się jak one.
      Margarika, wiem, że minęło już dużo czasu, ale bardzo mi przykro, że straciłaś Tatę w tak młodym wieku. Ja się na mojego czasem wściekam – ale mam ten komfort, że mogę, bo jest,bo z codziennie z nim rozmawiam i bardzo go kocham.
      Jesteś bardzo wrażliwą i dzielną kobietą. Dobrze mieć Ciebie tutaj 🙂

      1. Dzięki Iza:) To prawda, minęło wiele czasu, największy ból został ukojony.Jednak pustka i tęsknota pozostanie do końca życia. Ja też do tej pory nie patrzyłam na nas jak na sieroty, ale tak…jesteśmy podobni – „błogość w serce płynie,gdy ktoś o zmarłym rodzicu napomknie nawiasem”, tak i my czujemy wzruszenie, że jeszcze dla kogoś poza nami nasze kilkutygodniowe płody były prawdziwym cudem, prawdziwym życiem, godnym miłości, pamięci i żalu po ich stracie. Podobnie jak one patrzymy z ujmą w sercu na matki z dzieckiem…widzisz,te drobne skłonności naszej ludzkiej natury, nie do przezwyciężenia, odzywają się nawet teraz. Tak najzwyczajniej po ludzku zazdroszczę wszystkim kobietom, które mają tatę – tak jak teraz Tobie tego, że możesz z nim choćby porozmaiwać, usłyszeć go. Oczywiście njie jest to zazdrość negatywna, ot, takie małe ukłucie..Bardziej sygnał z serca, że je nadal to boli. Już na zawsze ogołocona z ojcowskiej miłości błagam los, aby nie odbierał mi prawa do obdarzenia miłością własnego dziecka…
        Patrzę z nadzieją w przyszłość – na tę moją, Twoją, nas wszystkich tutaj. W końcu jak rzadko kiedy mamy teraz prawo mieć daleko wschodzące nadzieje;)

      2. Iza, Margeritka, Jarek stracił oboje rodziców wcześnie. Jak pisałam poprzednio, mamę, gdy miał 12 lat i tatę 14. On ma wyjątkową umiejętność godzenia się z losem. Nie rozpamiętuje i nie myśli co by mogło być. Śmierć taty mocno przeżywał, czasem wspomni, że szkoda, że nie dożył wnuków, byłby fajnym dziadkiem. Uderzyło mnie jednak, że mamy mu nie brakuje. Mówił, że po wypadku nie wiedzieli jak mu powiedzieć, że ona zginęła. Przyszła psycholog i kazała rysować i interpretować głupie obrazki. On się domyślił, dlaczego to i nie zrobiło to na nim wrażenia. Zniknięcie mamy nie było tragedią, lepszy kontakt miał z ojcem. O nim opowiada, o niej właściwie mało potrafi powiedzieć. Była gdzieś obok, zajęta własnymi sprawami, chociaż nic złego mu nie robiła.
        W każdym razie, nie rozpamiętuje, że jest sierotą, tak jest i tyle. Nie zna innego życia – jedynak i sierota.
        Moi rodzice jeszcze żyją oboje, ale dosyć późno mnie mieli, ja też już swoje lata mam i ostatnio paraliżuje mnie prawie upływ czasu. Boję się, że jest już za późno, nawet jak się uda rodzice nie nacieszą się wnukiem, ja będę za stara na matkę. To był ostatni sensowny termin.

  18. Kochane wszystkie jestescie niesamowite
    … Iza wiesz jak ci kibicuje codziennie… podziwiam wam jak pptraficie walczyc. Ja sie pogodzilam ze nie bede mama… chyba… moje zycie jest obecnie na wysokich pozytywnych obrotach wiec moze dlatego kompletnie sie urwalam od nieplodnosci. Nawet tak sie juz nie czuje. Nie boli mnie jak widze kobiete w ciazy albo rozesmiane dziecko. DLaczego? wypalilam sie? ale jestem teraz naprawde szczesliwa… to co sie ze mna stalo? po 6 latach walki nie zatrzymalam sie ani na chwile… a po 1 poronieniu powiedzialam koniec… za swieze? nie sadze… czekają na mnie jeszcze 2 podejscia z programu a ja odpuszczam. Bede zalowac? nie wiem… jak bylam w ciazy przyszlo mi nawet do glowy ze dziękuję za te 5 lat nieplodnosci bo zmienily mnie i pozwolily inaczej postrzegać zycie… czy nadal dziekuje za ta lekcje? nie… ale dziekuje ze bylam 3 miesiace mama i to wystarczy mi na cale zycie…doszlo do mnie ze tem lek ktory towarzyszyl mi przez te 3 miesiace o maluszka byl paralizujacy a gdybym zostala mama towarzyszyl by mi codziennie. Nie potrafilabym tak zyc… mialam 2 miesiące temu bardzo realny sen. Jakas kobieta w niebieskiej chuscie powiedziała mi ze zajde naturalnie w ciaze tylko musze byc cierpliwa i zebym zapamietala date 15 maj… sprawdzilam w kalendarzu to imieniny Nadzieji…dziwne bo nie moglam tego wiedziec…naturalnie z calkowicie niedroznymi jajowodami… wierze ze na kazdego z nas czeka wspanialy plan w zyciu do zrealizowania tylko trzeba dac sie poniesc zyciu i nie patrzec w tył… wszystko co sie dzieje w zyciu ma nam pomoc dojść do odpowiedniego miejsca chociaz w cierpieniu i poczuciu niesprawiedliwosci ciężko taki sens odnaleźć… ale wszystko sie odezwie w odpowiednim czasie i was zaskoczy wspanialomyslnoscia☺ sciskam was wszystkie

    1. Oczekująca, wzruszające pożegnanie…
      Nam też niekiedy pojawia się w głowie pytanie, kiedy przestać, ale nie doszłam jeszcze do takiej zgody z samą sobą i światem, do jakiej doszłaś Ty.
      Nie wypaliłaś się, pogodziłaś się z Twoją sytuacją i nauczyłaś się jej nie nienawidzić. Nie ma innej drogi niż akceptacja.

      Twój piękny sen może być bardziej lub mniej dosłowny, ale aż ciarki przechodzą po plecach, czyta się to jak wróżbę.
      Bądź szczęśliwa, kochana.

  19. …na pewno cie nie opuszczam bo to najfajniejszy blog☺ nie wiem czy jestem pogodzona… moze to chwilowe i wroci z podwojna sila… nie wiem… ale w zyciu kazda minuta jest inna i czasem jedna obraca zycie do gory nogami wiec nie wyprzedzam zadnej za bardzo. Bol nieplodnosci jest jak choroba nieuleczalna zyjesz z nia bo musisz. I chyba nie da sie pogodzic z nieplosnoscia bo w koncu macierzynstwo to pierwotny instynkt wdarty mocno w nasza nature… ale da sie ja zaakceptowac na tyle zeby nie pozwalala za bardzo krasc zycie ktore jest przeciez kruche i krotkie☺

    1. Oczekująca, bardzo dobrze, że jesteś teraz szczęśliwa i niepłodność nie dominuje Twojego życia. Sen piękny i oby proroczy.
      Jeśli nie chcesz jeszcze zamykać sobie drogi, to pilnuj się z tym programem, pamiętaj, że jeśli przez 3 miesiące nie pojawisz się na dalsze starania bez wskazań medycznych, to Cię mogą skreślić z programu. Za dużo jest chętnych, żeby trzymać miejsca dla tych, co być może zmienili zdanie.
      Ja niestety nie wierzę, że wszystko jest po coś i wyjdzie na dobre. Zbyt wielu jest ludzi, których życie cały czas tylko kopie, a innych niezasłużenie rozpieszcza. Wierzącym jest pewnie łatwiej wytłumaczyć to sobie, ja nie wierzę w nagrodę na tamtym świecie. Cierpienie czasem uszlachetnia, ale częściej niestety upadla i łamie.
      Instynkt macierzyński to wielka siła, ale pewnie da się ją stłumić. Łatwo jest tym, u których się nie obudził. Mama ma znajomą, która od zawsze nie znosi dzieci. Nawet z grzecznymi trudno jej przebywać w jednym pomieszczeniu. Gardzi nimi i denerwują ją. Sama za młodu przerwała ciąże cztery, czy pięć razy, cieszy się, że kiedyś nie było z tym problemów. Zawsze bez problemu, zbyt łatwo nawet zachodziła. W tym kontekście jakoś nie przemawia do mnie argument, że bóg wie co robi i daje dzieci tam gdzie powinien.

      Nigdy nie wiadomo kiedy nam się uda i kiedy powiedzieć sobie dość.
      Pisałam już, że moja przyjaciółka zaszła w ciążę za 13 in vitro, po 5 stymulacjach. W 5 rocznicę rozpoczęcia procedur ivf. Traktowała te wizyty jak mycie zębów niemalże. Na szczęście nie odkładała życia na później. Zarezerwowali urlop na sierpień, to w sierpniu nie było wizyt. Transfer nie ucieknie. Wreszcie się udało. Mówi, że chyba próbowałaby do skutku. Póki organizm nie odmówiłby współpracy. Teraz już kombinuje, żeby urodzić naturalnie i jak najszybciej wrócić po resztę mrozaczków.
      Tak więc Izo, jakby co, to jeszcze długa droga przed Tobą. Zaczynała w Twoim wieku. Jak urodzi w terminie, we wrześniu, to akurat na swoje 38 urodziny.

    1. Tak na szybko odpowiadam: zwolnienie po transferze nie jest ciążowe, bo lekarz nie ma prawa dać ciążowego póki nie stwierdzi ciąży.
      Nie wiem na co jest to zwolnienie (nie ma odbitego kodu choroby na wersji, którą dostaje pacjent), ale… jest pieczątka kliniki. Jeśli HR się orientuje w temacie i zna kliniki, może się domyslać co to, ale po pierwsze nie ich sprawa, po drugie, nie kazdy się orientuje…

  20. Cześć dziewczyny.czytam ten blog od dluzszego czasu. Ten wpis a szczegolnie stwierdzenie ze przyzwyczajenie sie do porażek oznacza koniec walki,sprawil ze musze podzielic sie uczuciami.W skrocie:staramy sie 3lata.niedrozne jajowody,1jajnik,program rzadowy i od razu in vitro.Po 1stymulacji 6blastocyst.jedna ciaza biochemiczna i 3 kompletnie nieudane crio.zostaly nam 2 i mialy byc podane razem w maju.po ostatnim tansferze 2rozne testy ciazowe wyszly pozytywne.na bete jechalam taka szczesliwa…0,2.ok,idziemy dalej.przygotowanie do nastepnego.nagle pękłam.odstawiłam leki.odwołałam transfer.mam dosyć porażek.czuje ze ja jestem jedną wielką porażką.nie mam z kim porozmawiac i czuję straszną pustkę.Naszła mnie myśl że może nic na siłę,może to nie dla mnie,moze nie zaslużyłam..Od momentu kiedy in vitro stało sie moim hobby,nic sie nie układa a ja zaczełam nienawidzić ludzi.wszystkich szczęśliwych.najchetniej schowalabym sie w domu i całkowicie zniknęła.na dodatek z mężem nie układa mi sie najlepiej.jak rozmawiamy,o ile rozmawiamy,to ja o in vitro a on o wakacyjnych planach.tylko ze to się średnio ze sobą łączy.tak jak chyba i my.ostatnio juz w ogole nie rozmawiamy.moje hobby nie przynosi mi radości a wszechogarniajacy pech i ogromne wydatki pozbawily meza nadziei na jakikolwiek urlop. Mam 31lat a gadam jak stara zrzędliwa zołza.taka własnie sie zrobiłam.zatruta jadem.
    Przepraszam ze moj komentarz nie jest optymistyczny i pelen nadziei ale juz tak nie potrafie.
    Mimo wszystko mam nadzieje ze Ci sie uda.póki masz sile to walcz.

    1. Kurcze Wanda, przykro mi ze tak sie czujesz, nie wiem co ci napisac bo jestem marna w dodawaniu otuchy innym, jakos slownie mi to kiepsko wychodzi. Szkoda ze z mezem oddalacie sie od siebie, w takich chwilach potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Jesli go nie ma mozna sie pograzyc w glebokiej rozpaczy. Ja sama mam slaba psychike i gdyby nie maz juz dawno skoczylabym z jakiegos urwiska a tych w mojej okolicy nie brakuje:-) Jedyne co ci moge napisac to trzymaj sie tam jakos, moze odpusc troche tak jak Oczekujaca zebys odzyskala rownowage psychiczna. Nie jedna dziewczyna z gorsza diagnoza doczekala sie dzidzi. Jeszcze masz mnostwo czasu, jedyne czego ci brakuje to wiary…sciskam xxx

      1. Dzieki.troche jestem w ogole zawstydzona ze tak sie tu obnażyłam z moich durnych uczuć.jeszcze tego nie robiłam..poczekam na jakis znak..zaczne kupowac sobie jajka niespodzianki albo chińskie ciasteczka z wróżbą..to tez jakis plan…

        1. Wanda, masz prawo się wściekać i mieć żal, byle był to etap przejściowy.
          U nas w okolicy transferu wszystkie jajka do jajecznicy miały podwójne żółtka.
          Teraz za to widzę mnóstwo ludzkich bliźniaków wokół – przypomina mi to o tym, czego już nigdy nie będę mieć.

        2. Wanda, u mnie było bardzo podobnie – mąż chciał rozmawiać o wakacjach a ja żyłam tylko nadzieją na ciążę i nie obchodziły mnie wakacje. Usłyszałam od niego dokładnie to co piszesz, że zrobiłam się zrzędliwa i pełna jadu i niechęci do ludzi….to była niestety prawda 🙁 To ogromne pragnienie dziecka tak mnie wessało, że nie dawałam nic z siebie ani mężowi ani nikomu. Zauważałam każdą kobietę w ciąży, nawet jak była bardzo daleko a normalnie to nie zwróciłabym uwagi. To mnie zabijało od środka, też nienawidziłam patrzeć na szczęście innych. Sytuacja zaczęła się zmieniać jak już było bardzo źle – to co piszesz o chęci zniknięcia zaczęło mnie prześladować codziennie….koszmar. Nie wiem czy jesteś wierząca, bo to co mi pomogło to taka specjalna msza z modlitwą o uzdrowienie – była raz w miesiącu w sąsiednim mieście -nie pojechałam tam z wiarą, bo wtedy ciężko było mi wierzyć, że Bóg może istnieć i pozwalać na taki koszmar. Nie wiem jak to się stało, że tam pojechałam, ale znalazłam się tam i nie od razu, ale to mi pomogło. Z dnia na dzień jakoś łagodniałam, było we mnie mniej złości i zaczęłam zauważać jak mąż się bardzo stara. I nie chce nawet pisać, bo aż się boję, ale w następnym cyklu po tej mszy oczom nie wierząc spoglądałam na wynik bety 25,1. Nigdy wcześniej (byłam sceptycznie nastawiona do takich rzeczy) i nigdy później nie byłam na takiej mszy, ale dzieje się tam. Jeżeli nie jesteś wierząca to ta porada jest oczywiście do bani…
          Cóż tak tylko po ludzku to wytłumaczyć to mogę, że zwyczajnie zaakceptowałam swoją sytuacją, zgodziłam się na nią i co najważniejsze przestałam mieć pretensje do całego świata o to – co pozwoliło znów zacząć lubić ludzi…. A tak religijnie to rzuciłam tymi wszystkimi pretensjami i pytaniami „dlaczego ja” w Boga, żeby sobie to zabrał i żeby to mnie już nie męczyło. No i jak to zabrał to zrobiło się miejsce dla małego człowieczka.
          Sorry, jeżeli to Ci napisałam jest dla Ciebie bez sensu, bo chciałabym Ci pomóc, a nie denerwować Cię jakimiś powalonym wpisem.

          O jednej rzeczy która w Twoim poście wbrew wszystkiemu pomimo całej beznadziejności jednak napawa nadzieją to, to że jesteś młoda i masz dużo czasu na dzieci. Możesz zrobić przerwę, zakochać się znów w mężu, docenić to wszystko co masz i wtedy za miesiąc czy dwa wrócić do starań. Życzę Ci dużo, dużo, dużo łagodności 🙂

          1. Dziekuje dziewczyny.to bardzo pocieszajace.myslalam juz ze to moze tylko ja mam w sobie tyle złości:)Asia twoje slowa duzo dla mnie znaczą i na pewno nie sa bez sensu. Musze wszystko poukladac,zlepić na nowo no i na pewno musze zaczac od naszego związku z mężem.I na wszelki wypadek bede unikac tesciowej i zjadliwych uwag na temat naszej „nierozwojowej”dwuosobowej rodziny.

          2. Wanda olej tesciowa, skupcie sie na sobie, wy jestescie najwazniejsi. Jak tesciowa nie rozumie i nie potrafi wesprzec to niech sie w ogole nie odzywa. Po co ci takie stresy i jad od rodziny. Trzeba sie odciac, odseparowac na jakis czas, odkryj meza na nowo, cieszcie sie soba, pojedz na jakies wakacje i mimo ze to trudne przestan myslec tylko o dzieciach. Jak sie w pewnym stopniu pogodzisz ze swoja sytuacja twoje zdrowie mentalne a co za tym idzie fizyczne na tym zyska.

          3. Wanda, nie pozwól, aby całe Twoje życie kręciło się wokół jednego tematu.
            Jak się przesadnie skupia na jednym aspekcie, to niepowodzenia w nim dają nam złudzenie, że wszystko inne nie ma już sensu. A przecież ani wartość Twojego życia, małżeństwa, ani tym bardziej Ciebie samej nie zależy od tego, czy masz dzieci, czy nie.
            Zaplanuj z mężem te wakacje. Zwiedźcie jakieś ciekawe miejsce, poleż na plaży, zdobądź jakiś szczyt, naucz się pływać na łódce, czy desce.
            Postaraj się przypomnieć sobie za co pokochałaś męża i czemu zgodziłaś się zostać jego żoną.
            Uszy do góry!

    2. Wanda, są badania, które mówią o tym, że osoby dotknięte niepłodnością przeżywają stres porównywalny z osobami dotkniętymi chorobą nowotworową albo AIDS. To jest cholernie ciężkie i nie ma siłacza, który się czasem nie ugnie.
      Ty jesteś przerażona, tracisz poczucie swojej wartości, bo nie udaje Ci się to, co innym przychodzi tak po prostu. Pamiętaj o tym, że niepłodność to jest choroba, a nie kara, na którą można zasłużyć.

      Musisz (wybacz tryb rozkazujący) znaleźć inne hobby niż in vitro. Joga, szydełkowanie, decupage, komiksy, numizmatyka, scrapbooking, ornitologia, puzzle… – jest wiele rzeczy, które lubiłaś, nim zajęłaś się leczeniem…

      In vitro przesuń do szufladki „zadanie do wykonania”.

      Twój mąż być może już to zrobił, zaczyna myśleć o wakacjach, bo 1. boi się, ze zwariujecie 2. boi się i przerasta go problem (może, nie wiem, na pewno jest jakiś powód dla którego unika tematu). Może im mniej o tym mówi, tym bardziej się boi? Martwi sie o Ciebie – a niech mu się uda zabrać Ciebie na te wakacje. Ty w takim stanie i tak nie możesz podchodzić do zabiegu…

      Mówisz, że Wam się nie układa – może napisz do niego list? Poukładasz swoje myśli na spokojnie. Nikt lepiej niż On nie rozumie w jakiej sytuacji jesteście. Nie przejdziesz przez in vitro w pojedynkę.

      Wanda, to co dobre to to, że widzisz co się z Tobą dzieje. Widzisz, że zjada Cię od środka problem. To pierwszy krok, żeby coś z tym zrobić. Bardzo dobrze, że napisałaś.

    3. Wanda, chyba wszystkie przechodzimy przez te wszystkie fazy. Dobrze, że to piszesz, a nie gryziesz w sobie i nie daj bóg, obwiniasz pokątnie. W tym całkowitym odpuszczaniu coś jest. Kiedy my musieliśmy czekać rok, żeby moc skorzystać z dofinansowania w programie rządowym, tak bardzo się ucieszyłam, że wreszcie mam rok NORMALNEGO życia, rok bez szansy na ciążę, rok luzu, szaleństwa, sportu, imprez, spotykania się z ludźmi, planowania wakacji, wyjazdów. Seks wreszcie zaczął być przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem wyliczonym co do godziny. Koniec z wyrzutami za każdego papierosa i wypite piwko. Koniec z zamartwianiem. Koniec z zżalem, że pomimo wyrzeczeń nadal nie jestem w ciązy, bo wyrzeczenisa się skończyły. Wraz z nimi odszedł poniekąd żal do świata o kobiety w ciąży i z małymi dziećmi w wózku. I tak jak któraś z dziewczyn napisała, zrobiło to miejsce na dziecko. Niby wiedziałam, że nie mogę zajść w ciążę na turalnie, ale mniej więcej tydzień przed planowanym okresem już wiedziałam że coś nie tak. W zasadzie nie liczyłam wtedy dni cyklu, cudownie było być zaskakiwaną przez miesiączkę…i cudownie zaskoczoną przez jej brak…totalne zaskoczenie, wręcz panika-ale jak to?! Seks był w tym czasie tak rozkoszny, że ostatecznie musiałam uwierzyć testowi, w końcu dzieci się biorą z przytulania:) A tamtem czas to był jeden z kryzysów małżeńskich. Wtedy to ja postanowiłam zakasać rękawy i walczyć o miłość naszą, o nasz związek, bo starania o dziecko zaczęły go wyniszczać. to była wielka radość, prawdziwy cud. Los jednak uczynił sobie ze mnie swojego kozła, i zabrał, to co mi dał. Mam ogromny ból i żal, jednak spotkało mnie coś najpiękniejszego na świecie-życie we mnie. Tłumaczę sobie, że fasolka była za słaba, że tam gdzie poszła jest jej lepiej. Ale wiem też, że była tu dla mnie, staram się w to wierzyć. przyszła kiedy traciłam już nadzieję. Doświadczyłam bycia w ciąży. Nie chcę żebyś myślała, że ta ciąża była normą. wszyscy lekarze twierdzili, że ratuje nas tylko in vitro. Inseminacje robiliśmy dla zasady, żeby wykorzystać wszystkie możliwe szanse przed ostatecznym rozwiązaniem. Jeden lekarz nawet powiedział, że z takim nasieniem nie zajdę w ciążę, a jeśli zajdę, to na pewno poronię. Ta ciąża dała mi wiarę, że jednak jest możliwa. I że pomoc lekarzy tylko zwiększy nasze szanse. Ciężko żyć i starać się z wiedzą, że plemniki są tak uszkodzone, że nie wiemy dlaczego i czy przekłada się to na materiał genetyczny. Po poronieniu do in vitro już nie było mi tak spieszno, zaczęły się kolejne kryzysy w małżeństwie. Myślę, że to norma w takich okolicznościach. Grunt to nie poddawać się i walczyć, dopóki wystarczy sił. Aktualnie jestem na etapie, Że jeślinie powiedzie się w tym cyklu in vitro, to do kolejnej stymulacji nie podejdę. Uważam, że mąż nie docenia moich poświęceń a ja mam serdecznie dosyć hormonów i życiu na lekach. Znów nie mam życia, nie mogę mieć planów. Marzę jednak o dziecku. I kto wie, czy sama nie będę ciągnąć mężą do kliniki jeśli tym razem się nie uda, jeśli jedyną szansą będzie kolejna punkcja…teraz nie wiem, teraz uważam, że mam dość. I mam do tego prawo, Ty też:) Wykrzyć się, powiedz mężowi ci Cię boli, grzyie, trapi. Powiedz, że nie chcesz i masz dość. Czasem po takim głośnym wypoiwedzeniu żali, one nagle znikają…Grunt to nie gryźć się w sobie. Załuję, że wcześniej bałam się przyznać, że czasem mam dość. Wszystkie wiemy ile to nas kosztuje łez i emocji. Wcale mnie dziwią Twoje skrajności, żadne skrajności. Masz do tego prawo:) Ostatecznie wszystko będzie dobrze, tak jak powinno być. Nieważne czy tak, czy inaczej…uwierz sobie a rzeczywsitość, jaka by nie była, jeśli tylko będziesz szła za głosem serca, okaże się nie taka straszna.
      Sciskam Cię mocno!!!!

  21. Asiu wiem o czym piszesz… tez doswiadczylam czegos w co nikt nie uwierzy… zaufalam i czekam… i czuje taki blogi spokoj ze juz nie musze podejmowac sama decyzji dokonywac sama wyborow… co będzie to zaakceptuje ale wierze ze bedzie dobrze☺ nie wykluczam in vitro nie wykluczam ciazy naturalnej i nie wykluczam bezdzietnosci.Ale ufam…i slucham zycia i odczytuje znaki i wierze ze bede prowadzona za reke… brzmi patetycznie… wiem ale tak czuje☺

  22. Witaj, Witajcie…
    Bardzo podoba mi sie jak piszesz,doslownie jakbym czytała o sobie.Jestemy przed in vitro, boje sie,wariuje,to był nasz ostani miesiac naturalnych prób , jak zwykle jedna kreska.Nienawidze tego uczucia.Mysle ze niedlugo zwariuje,stad taa decyzja-jakby nie było wbrew naturze,wszytskim innym i regułom.Za ok 2tyg zaczynam terapie homonalna wraz z okresem,przeraza mnie to,,nie wiem czy sie cieszyc czy płakac…Jak udalo wam sie to przejsc??

    1. Strasznie mi przykro Ewelka…naprawdę.. ale mimo wszystko naczytałam się już tyle historii na temat sikańców, że mimo wszystko namawiałabym cię na zrobienie bety z krwi…w necie jest mnóstwo dziewczyn, które pisały że z krwi wyszło a miały jedna kreskę. To znalazłam na str dzieck024.pl :”O ile pomyłki testów ciążowych polegające na niewykryciu istniejących ciąży zdarzają się dość często, o tyle błędne wskazanie na ciążę jest już rzadkością. Może się jednak zdarzyć, kiedy kobieta wykonująca test przyjmuje leki zawierające gonadotropinę kosmówkową.”

  23. Dzięki Martka:) Dzisiaj 8dpt. Jutro pójdę na betę żeby móc odpowiedzialnie odstawić leki, ale nie chce się już karmić nadzieją. Jeszcze jeden, trzeci i ostatni zarodeczek na mnie czeka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *