Sweetheart

Chcę Wam dodać odrobinę otuchy i opisać swoją historię, bo postawiono już na mnie kreskę.

Przyczyna niepłodności: niskie AMH, bardzo słabe nasienie. 4 lata leczenia w Novum i tam 4 stymulacje, z których nigdy nie uzyskaliśmy nawet jednego przyzwoitego zarodka, choćby w 3 dobie, blastocysty nigdy nie mieliśmy, nigdy też nie było nic do mrożenia.

Następnie 2 razy skorzystaliśmy z komórki dawczyni, zarodki bardzo ładne (5 doba – 3 ładne zarodki podawane raz po dwa i jeden osobno) wczesna ciąża biochemiczna z jednego transferu.

Zdecydowaliśmy, choć nie było to łatwe o adopcji zarodka. Procedurę przeszliśmy dwukrotnie: 2 transfery, podawane po 2 zarodki od różnych par. Nic poza kolejną wczesną ciążą biochemiczną..W końcu postanowiliśmy, że N. już dziękujemy.

Zmieniliśmy klinikę na Kriobank. Po raz pierwszy spotkałam się z podejściem do leczenia, jakiego oczekiwałam od lat. Zanim podjęliśmy jakiekolwiek kroki dostałam na starcie leki na moje komórki (nie DHEA bo to proponowano mi już w N. i to nie przyniosło rezultatu). Prof zbadał również mój metabolizm PRG, co było dla mnie nowością. Okazało się, że nieprawidłowo metabolizuję Prolutex i zamieniono go na Agolutin. Obdzwoniłam wszystkie kliniki i nikt tego nigdzie nie robi, co budziło we mnie wątpliwości, co do zasadności tego badania. Dodatkowo w badaniu MR wyszła mi wysoka kurczliwość macicy, czego nigdy nie było widać podczas transferu, choć nie ukrywam – zawsze czułam do 2 dni po transferze bóle okresowe (już teraz wiem, że to było coś złego). Ostatecznie po raz pierwszy prof zaproponował mi długi protokół (nie zalecany przy niskim AMH; zawsze miałam krótki) . Uzyskaliśmy 2 wczesne blastocysty. Jedna podana, druga zamrożona.

Przed, w trakcie i po transferze miałam podany Atosiban – eliminujący skurcze. Dla nas do dziś to cud, po tym co przeszliśmy. Jeszcze długa droga przed nami i ogromny strach o każdy dzień, bo to dopiero 3 miesiąc*, ale widać gdzieś daleko promyki słońca. Do Białegostoku mieliśmy bardzo daleko, ale było warto. Lekarz skupiający się na szukaniu przyczyny, a nie brzydko mówiąc ładowaniu we mnie kolejnych zarodków. Zarówno w N. jak i w K. odradzano mi zdecydowanie immunologię, a dla mnie na ten monet wydawało się to jedyną logiczną przyczyną naszych problemów. Myślę, że gdybym została w N. podjęłabym się szczepień, mimo sprzeciwu lekarza. Okazało się, że trzeba szukać gdzie indziej.

Ja nigdy nie wierzyłam w takie historie, jak moja, a dziś to ja Wam ją opowiadam.. Nie chcę promować konkretnej kliniki, dlatego absolutnie nie namawiam do zmiany kliniki i życzę Wam walki z lekarzem, któremu zależy tak samo bardzo, jak Wam. Walczcie ile sił.

*historia spisana w kwietniu 2017 

2 komentarze

  1. Niesamowita historia. Kluczem była nadmierna kurczliwość. A rzeczywiście większość poszłaby w immunologię i zwalczanie zarodków, skoro nawet cudze zarodki nie pomogły.

    Urodziłaś już szczęśliwie, więc tym bardziej gratuluję.

    Powiedz, czy w Novum zajmował się Tobą Lewandowski, czy nie trafiłaś do niego?

  2. Tak naprawdę kluczem była zmiana lekarza i jego podejścia do mnie. Trafiłam do niego z długą historią leczenia i potraktował mnie bardzo indywidualnie. Na wizycie potrafiliśmy siedzieć półtorej godz. Do sukcesu przyczyniła się przede wszystkim zmiana protokołu stymulacji. Dodatkowo podanie wszystkich możliwych leków zwiększających szanse na uzyskanie prawidłowych komórek jajowych oraz leków po transferze m.in na kurczliwość oraz na co zwracałam uwagę już w Novum, ale zamiast wlewu zalecono mi tylko nospę i buscopan..
    Jak dla mnie byłam wyjątkiem od reguły i spróbowanie długiego protokołu (nie zalecanego przy niskim AMH) przy nikłych szansach na sukces było jednak strzałem w dziesiątkę.
    W Novum po 2 nieudanych stymulacjach prowadził mnie już do końca, włącznie z dawstwem dr L. Też próbował, kombinował, zmieniał leki, ale po ostatnim nieudanym transferze z dawstwa sam załamał ręce.
    6 lat leczenia, morze wylanych łez, chwile zwątpienia, a dziś tulę w ramionach moje największe szczęście. Warto było przejść przez to wszystko, żeby dziś patrzeć na mój największy skarb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *