Pierwszy raz w życiu spotkałam osobę z bloga. I od razu anioł

Maila od Margaritki odczytałam wczoraj dopiero ok. 23.30. Po pracy, nieznośnie późno, ale podała telefon. Dobrą chwilę wahałam się czy pisać o tej porze. Margaritka coś dla mnie miała i pilna wiadomość czekała już wiele godzin. Nie wiedziałam, co gorsze, obudzić czy pozostawić wiadomość bez odpowiedzi. Napisałam. Trochę obudziłam. Przepraszam i dodam, że ja bym nie była zadowolona z sms-a od kogoś spoza bliskiej rodziny tuż przed północą…

Następnego dnia pojechałam do kliniki na USG pęcherzyków.
Lekarz nie był zachwycony, ale ja, owszem, przeliczając siły na zamiary, jestem usatysfakcjonowana.

Trzy dominujące pęcherzyki mają w 5 dc po 10 mm. Dwa mają po 9. Jest też kilka malców, od 4 do 6 mm. Lekarz powiedział, że chciałby więcej, ale mnie się i tak podoba. Poprzednim razem pęcherzyków było mniej.  Właściwie wystarczy jeden dobry… Jak każdej z nas. Nie będę na nie kręcić nosem.
Lekarz zwiększył dawkę leku. Gonal F podniósł do 100 jednostek, Menopur pozostawił na poziomie 75.

Prosto z kliniki pognałam do Margaritki. Dziwne uczucie. Pisałyśmy sobie, co mamy w majtkach, za przeproszeniem, a teraz się zobaczymy jakby nigdy nic. Wiemy o sobie więcej, niż niejedna bliska znajoma.

Kiedy tylko Margaritka pojawiła się po drugiej stronie ulicy, od razu wiedziałam że to ona (w identyfikacji pomógł zapowiedziany pies, ale i tak wiedziałam). Zamachałyśmy do siebie.

Margaritka przyniosła mi całą torbę suplementów dla staraczek. Jak wyjaśniła – lepiej brać je kilka dni niż wcale (ja w swojej niefrasobliwości nie zadbałam o to sama w odpowiednim czasie).
Nic mnie tak nie przekonuje do skuteczności supli, jak widok piękniej kobiety w 6 miesiącu ciąży 🙂

Krótkie było to spotkanie, bo spieszyłam się do domu (taaaaak, ja dziś miałam przyszłą niedzielę!!!), aby dostrzyknąć Gonal F, ale nie mogłam się napatrzeć. Za blogowymi nickami stoi tyle różnych ludzi. Wiem o tym, ale i tak było mi strasznie miło kogoś zobaczyć.

Ledwo dojechałam do domu, jeszcze w butach rozpracowałam podarowane tabletki. Posługując się obszerną instrukcją od Margaritki, oczywiście.

blogowanieCzytam Wasze wpisy i piszę z Margaritką. Mąż robi mi zdjęcia, bo i tak nie da się ze mną pogadać… 🙂 

Margaritka, jesteś aniołem. Dziękuję.

ogrodDomowa hodowla i dzisiejsze zakupy. Wkrótce pójdą do ziemi. Niech no mi się tylko zachce… 

UDATE

W czasie kiedy to pisałam, Margaritka wsadzała własne kwiaty na balkonie, w którym się właśnie zakochałam!!! Przytulnie 🙂

Margaritka

834 komentarze

  1. Izo,
    Margaritka , to Anioł a Ty? Myślę , że każda z nas ma coś z Anioła, tylko czasami tak jak ja aureole chowamy do kieszeni a jej miejsce zajmują cudnie , świecące rogi 🙂

    Wasze spotkanie to jak pierwsza randka … szkoda tylko , że taka krótka. 🙂
    pozdrawiam serdecznie

  2. My się już z Margarytką dwa razy spotkałyśmy. Raz u mnie, a raz u niej. Oddawała mi luteinę podjęzykową i przegadałyśmy pół dnia.
    Marzy mi się cały czas duże spotkanie.

  3. Och, Iza…To spotkanie było czymś wyjątkowym:) Zawstydzasz mnie swoimi słowami i są chyba trochę na wyrost;) Musisz wiedzieć, że Aniołów wokół masz wielu:) Sama bym się nie odważyła wyjść z tą propozycją, są tu Dobre Dusze, które myślą o Tobie bardzo ciepło i to ich zasługa, że pomysł z suplementami się zrealizował. Właściwie to jedna konkretna Duszyczka się do tego przyczyniła, ta sama, która mnie ciągnęła za rękę gdy los podcinal skrzydła. Ty już wiesz, kto to, mówiłam Ci:) Ewelka <3 Żałuję tylko, że tak późno na to wpadłyśmy.
    Wiesz, co jest niesamowite? Napisałam do Ewelki, zaraz po naszym spotkaniu (przy okazji dopytywania o wiesiołka), że patrzyłam dziś na Ciebie jak na mojego Anioła ( który się objawił). I jeszcze to, że po południu sadząc kwiaty na balkonie myślałam o Tobie:) Zdjęcie wysłałam mailem. Zrobione przed chwilą, w świetle żarówki, więc nie prezentują się te roślinki tak zacnie jak w ciągu dnia, ale dopiero co zobaczyłam Twój wpis. Będzie mi miło, jeśli je wrzucisz na Bloga:) A ja obiecuję zrobić zdjęcie, gdy dokończę i wszystko będzie wyglądać już tak jak powinno:)

      1. Dziękuję:) Zdjęcie na pamiątkę naszej akcji, a ta zbieżność z sadzeniem kwiatów (zupełnie nie umawiana przecież), jako symbol piękna, jakie roztaczasz i które kwitnie:) Tu przypomina mi się bajka „O ciepłym i puchatym”, którą już kiedyś Ci podesłałam…:)

  4. A tym smsem zupełnie się nie przejmuj, bo mi głupio, że czujesz się niezręcznie z tą późną porą. Ty dla mnie jesteś jak ktoś z rodziny:) Po wysłaniu maili sprawdzałam co chwilę czy już odpisałaś, bardzo mi zależało na tym, żeby nie zmarnować już ani minuty z czasu stymulacji. Cieszę się, że napisałaś:) Zasypiając słyszałam cichutki dźwięk smsa, ale Morfeusz już słodko mnie obejmował, nie dało się wyrwać z jego uścisku;)

  5. Spotkanie na szczycie:) Najważniejsze, ze oprócz supli poszły ciążowe wirusy:)
    Margaritka, Dobry Człowieku:)
    Fajnie macie w tej stolicy, bo w zasadzie możecie się spotkać w każdej chwili.

  6. Cześć dziewczyny, wczoraj wyszłam ze szpitala, a dzisiaj znowu strachy…moje pytanie kieruje do tych z Was, które mają już to szczęście i są mamami. Wiem, że bóle podbrzusza w ciąży to ponoć coś normalnego, ale mój ból jajnika w dniu dzisiejszym dość mocno mnie niepokoi. W zasadzie brzuch boli mnie codziennie, zwłaszcza wieczorem, ale nie wiem co myśleć…czy przyjmowanie no-spy w ciąży nie zaszkodzi dziecku? I czy pomoże na takie bóle?

    Przepraszam, że zawracam Wam głowę, ale strachy są tak samo silne, albo i silniejsze w ciąży, jak w trakcie walki o nią 🙁

          1. Potwierdzam. Ja kiedyś pojechałam z bólem brzucha,choć bałam się że mnie wyrzucą. Nospę można po 2 na raz, co kilka godzin. Może jeszcze doraźnie magnez, np magne b6? To też przeciwskurczowo zadziała.

          2. Nospę mozesz brać spokojnie nawet 3 dziennie. Magnez też Aspargin forte bralam duzo bo aż 6 dziennie. Musisz lezeć, jeśli bardzo boli warto sprawdzić na ostrym. Nie wiem w którym tc jesteś, a to dość istotne info… mozesz mieć rozciągającą się macice, mozesz mieć też kucie w czasie tak jak by spodziewanej miesiączki. Nie chodzisz za dużo?

    1. Borufka, poleguj, łykaj nospę, może magnez. Możesz mieć kłucia, rozciaganie, nawet jakieś zrosty mogą boleć w jamie brzusznej.. jeśli nie idzie za tym krwawienie i ból nie jest ostry, to chyba nic groźnego… jak się martwisz , to leć na sor.

    2. Mozesz wziac max 2 nospy max / zamiennie na 2 nospy zwykle 3 x dziennie. I magne B6 max 3 razy dziennie pon2 tabletki.

      Mnie brzuch boli caly czas. Po nospie i magne przechodzi.jakby mocniej bolalo i masz blisko IP – mozna podjechac. Ale moze wystarczy tel do lekarza?

      I lez na boku, nie na plecach (na plecach twardnieje brzuch b.szybko).

      Aaa i pomaga tez melisa – mozna wypic 3 dziennie.

        1. Nienajlepiej. Jestem na relanium teraz :/ skurcze ciagle, brzuch twardy jak kamien, ale walcze. Jeszcze tylko jutro i mam granice przezywalnosci plodu (jeeej!).

          Wezon mi kaze wytrzymac jeszcze miesiac no to walcze 😉

          Jak u Ciebie?

          1. Niedobre skurcze:( A jak szyjka? Co mówi Twój lekarz?
            U mnie na szczęście póki co ok. Ostatnio jak lekarz mierzył dzidziusia to robił jakieś dziwne miny, ale jeszcze nie umiem rozszyfrować co to oznacza u niego. Zapytać nie miałam śmiałości (bo może ma tylko takie tiki, albo wyraz twarzy w trakcie badania?;)) Powiedział mi, że jest ok, więc ja się trzymam tych słów i nie puszczam. Oczywiście ten cholerny strach nie mija. Ciągle przychodzą mi do głowy jakieś czarne scenariusze. Oby do szczęśliwego rozwiązania:) Damy radę:) Trzymaj się dzielnie Gosiaku.

    3. Boroffka, to mamy wizytę tego samego dnia, z tym, ze ja w godzinach „nocnych” już 😉

      Co do nospy, to w Pl tak się przyjęło, ze ciężarne ją łykają jak dropsy, a lekarze często zapisują jej branie na stałe, profilaktycznie (moja siostra w obu ciążach brała 6 tabletek dziennie). A w UK ta substancja jest na liście zakazanych dla kobiet w ciąży. Koleżanka z pracy (logopedka) opowiadała mi ostatnio, ze omawiali na studiach badania pokazujące wpływ brania nospy w ciąży na występowanie wad wymowy u dzieci. I wyniki nie były najlepsze. Oczywiście, jak cos boli, trzeba brać, lepiej mieć dziecko z wadą wymowy niż mega wcześniaka urodzonego, bo się nie powstrzymało skurczy. Ale wydaje mi się, ze lepiej właśnie wprowadzić profilaktykę i brać cały czas magnez (ja biorę 2×2 magne b6). A jak już boli, to ratować się nospą. Tylko ostrożnie. Zacząć od jednej 40, czyli np od połówki nospy max. Jak mi się stawia brzuch jakoś mocno, to też czasami biorę, ale jednak dużo rzadziej niż niż pierwszej ciąży (wtedy różne bóle miałam dużo czesciej).

      Ja w poprzedniej ciąży (bezpośrednio po stymulacji) miałam bóle jajników do końca 3 miesiąca, na te bóle nospa mi nie pomagała, bo ona działa rozkurczowo tylko.

      Mój gin (który jest też Boroffka twoim 😉 ) powtarzał mi, ze generalnie ciąża ma prawo boleć. Póki ból nie jest nie do wytxymania, nie krwawi się, nie ma skurczy, to spokojnie, odpoczynek, nospa, ewentualnie luteina, prysznic. Jakby nie przechodzilo, to dzwonić do niego i on powie, czy na ip.

      1. Dziękuję dziewczyny :* uspokoiłyście mnie i to bardzo! Dzisiaj rano ból już minął, także chyba takie uroki w ciąży 😉
        A czy jeśli biorę femibion, dodatkowe dawki magnezu nie będą przesadą? Nie chciałambym się przewitaminizować.

        Kas też sporo czytałam o no-spie i dokładnie o takich efektach ubocznych, o których napisałaś. Więc jestem dość sceptycznie nastawiona, jestem w 8 tygodniu i do tej pory wzięłam ją raz. Ale chyba faktycznie lepiej łyknąć tabletkę, raz na jakiś czas, żeby pozbyć się stresu. Wprawdzie nasz dr nie wspominał, że mogę ją brać przy bólach, mówił mi to samo co Tobie, musi boleć. Mnie martwi tylko intensywność tych bóli, wczoraj jajnik dał mi popalić.

        1. Jak byłam w szpitalu z Laurą, przez te parę dni po odejściu wód, to coś poczułam brzuch (a całą ciężę miała bezobjawową, na początku trochę się macica rozciągała, ale potem to nie znam niczego z tego o czym mówicie, a wody odeszły mi bez jednego skurczu i bólu). I jak poczułam, to zapytałam lekarza przy okazji USG, czy mogę nospę. A on powiedział, że skurczy w KTG nie ma, on też nic niepokojącego nie widzi i on radzi nie brać nospy, jeśli nie ma konieczności. Na pewno nie profilaktycznie i na małe dolegliwości. Bo nospa działa rozkurczowo, czyli rozluźnia też mięśnie i może zmiękczyć, rozluźnić szyjkę macicy i można sobie większych kłopotów narobić. Zdrowa szyjka pewnie nie puści, wiele kobiet biorących nospę nie miało problemów, ale przy naszych przejściach głupio by było zrobić sobie np. rozwarcie z powodu nadmiaru nospy.

          1. To mnie teraz przerazyscie z nospa…

            Cala ciaze nie wzielam ani jednej, az do tej cholernej gownianej szyjki…;/

            I co teraz? Kasia czy nasz gdzies moze publikacje o ktorych piszesz?

    4. Ja od połowy ciąży miałam coś jakby skurcze, napinający się brzuch. I dostałam nospę forte. Nie pomagała mi jakoś szczególnie, bardziej na nerwy niż skurcze, ale brałam.
      A no i magnez.

  7. Ojej, to takie wzruszające, że z takiego okropieństwa jakim jest niepłodność powstaje coś tak cennego, jak nowe znajomości, a może nawet przyjaźnie !Bezcenna sprawa 🙂

  8. Jejku wzruszylam się! Iza dokładnie tak o Tobie napisała mi dzisiaj Margaritka! Ze patrzyła na Ciebie jak na Anioła, któremu tak wiele zawdzięcza, (wszystkie tu zawdzięczamy!) Taki spisek miałyśmy z Margaritka jak się spotkalysmy gdy uzyczalam jej detektora tętna – przegadalysmy wtedy połowę dnia! Minęło jak 2 godziny! Zaskoczyło mnie tylko tempo Twojej stymulacji, bo miałam oddać też swoje suplementy, na szczęście Margaritka trzymala rękę na pulsie i udało się! Dużo czasu do transferu nie ma więc te Margaritki powinny wystarczyć. A jak nie to dostarczymy drugą partię:) Kochana regularnie przyjmuj, te tabsy działają cuda!

  9. Ewelinaaa właśnie przeczytałam Twój wpis z poprzedniej strony. Czy Ty się nie chwalilas czy ja przegapilam Twój wpis ze już urodzilas???? Kiedy? Moje gratulacje! Gdzie rodzilas? Jakie wrażenia?
    Kamila jeśli chodzi o kawę to przestałam pić miesiąc przed stymulacja jak Margaritka, zrezygnowałam też z cukrów prostych, żadnych słodyczy i ciasteczek. Kawa i cukier źle wpływa na komórki jajowej. W ciąży już piję, słaba z mlekiem, nie codziennie ale często sobie pozwalam teraz jak wiem że mały rośnie jak na drożdżach. W pierwszym trymestrze piłam tylko w wyjątkowych sytuacjach – może ze 3 razy jak ciśnienie mi bardzo spadło bo miałam nawet 85/70.
    Przed punkcja i transferem żadnych pachnidel, nawet bez antiperspirantu przeżyłam, totalnie saute bez makijażu czy tuszu do rzęs. Podczas tej drugiej stymulacji zrobiłam dosłownie wszystko żeby zwiększyć swoje szanse nawet jeśli to miałoby jakiś znikomy wpływ na powodzenie to wiele mnie nie kosztowało nie robienie makijażu.

  10. Właśnie zauważyłam petownię na stoliku. To nie moja;) Mój niedobry mąż znów sobie popala, choć przez kilka miesięcy trzymał się dzielnie:) Dobrze, ze choć popielniczka stylowa:) Wystrugana z jakiegoś korzenia. Pnie wyglądają jak głowy słoni i zostały zaaranżowane jako nóżki. Chłopak mojej siostry wypatrzył ją na pchlim targu, kiedy pojechaliśmy szukać czegoś zupełnie innego (nawet już nie pamiętam czego). Zapłaciliśmy za nią całe 5 zeta, on w swojej dobroci mi ją wyczyścił i odświeżył jakimiś olejami:) Jak już będzie porządek na balkonie, wysypię wszystkie pety i pochwalę się z bliska popielniczką:) Jest jakaś wyjątkowa:)

    1. Ile Ty masz kwiatow na balkonie! Slicznie 😉 mozesz sobie siedziec z brzuchem w pieknych okolicznosciach przyrody. Na lato – idealnie.

      Czy kwiaty Ci nie usychaja szybko?

      Mi wsz padly, tylko bambusy sie trzymaja ;(

      1. Dopiero co większość z nich zasadziłam:) Niektóre jeszcze czekają;) Każdego roku jednak coś mi usycha, albo niechętnie rośnie. Biorę na to poprawkę. Zawsze doradzam się siostry co kupować i gdzie się dobrze czuje dana roślinka. Ona ma fioła na punkcie roślin i zaszczepiła też we mnie tę miłość:) Na balkonie są miejsca bardziej i mniej słoneczne, więc rozstawiam te rośliny zgodnie z jej zaleceniami. Zwykle wybieram mało wymagające rośliny.Co do ilości to w tym roku zaszalałam, tyle ich jeszcze nie było;) No, ale jest szczególny powód i tak jak piszesz, będzie milej posiedzieć w takim mini ogrodzie, mimo że żyję w betonowej dżungli;) Poza tym uwielbiam sadzić kwiaty i mnie to uzależniło. Coś czuję, że to jeszcze nie koniec;)

        1. Margaritka, zapraszam do siebie na sadzenie. Możesz przyjechać na cały dzień, posiedzisz w ogródku, z widokiem na pole i coś mi przy okazji posadzisz. Bo mnie coś w tym roku przerasta, w zeszłym też kiepsko było. Jakoś nie mogę patrzeć na rosnące życie, jak we mnie nie chce rosnąć. Parę donic do obsadzenia czeka. 🙂

          1. Kurde, Wężon, miałam to samo po laparo w zeszłym roku.. miałam wstręt, bo wszystko kiełkowało. Wiosna była straszna.. po jakimś czasie, wieszałam pranie, obok rosła jabłonka sierota (mała, 8 letnia, trochę skarłowaciała, nie kwitła nigdy! ale szkoda nam było ją wyciąć..), patrzę, a ta bestia kwitnie. Ja, wilgotny wieczór majowy, zapach jabłoni i to, że zawitła .. przeprosiłam się z kopaczką, krzakami, roślinami. To była moja terapia.

  11. Bo fajnie by sie bylo spotkac 😉 juz o tym z Wezonem i Bilbao mowilysmy.

    Jakby co – ja bardzo chetnie 😉 poki co mam bana na cokolwiek , ale (o ile wytrwam) od konca lipca moge gdzies wyjsc 😉

  12. Maj… miesiąc Mamy… Dziś miałam nią zostać… na dziś miałam mieć termin porodu… ale poroniłam…
    U mnie ”game over” bo pan dr kazał się przeleczyć, crio odroczone,mam wrócić jak stopień czystości będzie w porządku.
    Nie wiem, czy wyrobię się do końca czerwca… a moje ”Bliźniaki” ciągle marzną…

        1. Zupełnie się nie znam, ale poszperaj w sieci jakie bakterie są korzystne i tych szukaj na składzie. Ja się trzymam starego lectovaginalu. I jeszcze jedno: nie szoruj podwozia dużo, codziennie woda, co dwa trzy dni płyn do hig int.

          1. Olga!! Ty asie!!!! poplakalam się że śmiechu!!! ,,nie szoruj podwozia ” 😀 😀 😀 czad!!!!to moje hasło tygodnia!!!! 😛

  13. Eska, smutno mi z tego powodu! Jak się przeleczysz, to będzie lepiej dla bliźniaków! W czerwcu też jest pięknie i to też dobry miesiąc, żeby się udało!

  14. Dziewczyny – ogrodniczki, a macie doświadczenia z lawendą na balkonie? Bo ponoć nie jest specjalnie wymagająca, a ja wymyśliłam sobie balkon we fiolecie 🙂 jakie kwiaty jeszcze polecacie? Jutro jadę na zakupy

    1. Boroffka, jaki balkon? Lawenda lubi słońce i nie za dużo wody i słabą ziemię.
      Możesz kupić jednoroczną, tzn. francuską, która u nas nigdy nie zimuje, bo zwykła pewnie i tak nie przezimuje, a ta delikatna jest ładniejsza.
      Zmieszać ziemię z piaskiem, kamyczki lub keramzyt na dno, żeby było przepuszczalnie, dużo słońca, mało opieki i będzie pięknie.
      A te inne kwiaty chcesz wymagające doglądania, czy raczej do zapomnienia? I wszystko w fiolecie?

      1. Wężon balkon na południu, więc jest bardzo słoneczny 🙂 niekoniecznie cały we fiolecie, ale szukam kwiatów, które nie wymagają codziennego podlewania i lubią dużo słońca. Nie chcę być uwiązana w piękny, słoneczny weekend w domu tylko z powodu konieczności pielęgnacji kwiatów na balkonie 😛

    2. Lawenda super pomysł, podobno niewymagająca. Ja mam w tym roku pierwszy raz u siebie, zobaczymy jak bedzie. Do tego sprawdzone i niezawodne pelargonie, do nich wilczomlecz. W rogu, w lekkim cieniu dopłacenie sandewille i betule pendule. Betule obsadzilam lobelia ale cos słabo wyglada, nie wiem czy podoła ta lobelia. W skrzynkach trawa ozdobna, wilczomlecz i uczep. Jeszxze cos jednego z niebiesko/fioletowymi kwiatami mi siostra przywiozła, ale nie wiem co to jest,

      1. I jeszxze w koszyczku mam kompozycje zupełnie nie pamietam czego;) poszłam do mini ogrodniczego sklepu, zapytałam co wytrzyma na balkonie wschodnio-południowym. Pani pokazała co, ja wybrałam swoją kompozycje, ale co to jest nie pamietam;)

  15. Dziewczyny, jak sie odstawia te leki po nieudanym transferze? Wszystko radykalnie czy jakos stopniowo? I czy encorton tez mozna ot tak z dnia na dzien po prostu przestac brac?
    boroffka, lawenda musi miec slonce. U mnie w ogrodZie, jak rosla w polcieniu to byla marna. Teraz ogrondnik sadzi nam duuuzooo lawendy w bardzo slonecznym miejscu i mowi, ze slonce i woda zdzialaja cuda. Czekam;))

    1. Soniu ja odstawiałam wszystko na raz, łącznie z encortonem, nigdy nikt mi nie powiedział, że trzeba go stopniowo, nawet po inseminacjach, nie wiem, czy nie pamiętali żeby o tym informować, czy po prostu to nie ma znaczenia. Może ktoś ma większe/inne doświadczenie?

      1. Potwierdzam takie odstawianie, w N.daja nawet takie zalecenia po transferze i tam Encorton tez jest tak rozpisany. Choć muszę przyznać ze zdarzyło mi sie odstawić go tak nagle, bez schodzenia z dawek i nic mi sie nie stało. Jest to jednak steryd i radziłabym ostrożnie. Ja moze miałam szczęście.

  16. Dziekuje Wezoniku za pamiec, to bardzo mile ze ktoś gdzies tutaj o nas pamięta :* Dziewczyny, u mnie w sumie jakos się znowu komplikuje wszystko i dlatego trochę nie pisze. Czuje się jakbym znowu ta sama historie zaczynala…. Miala być szybka stymulacja, konczona punkcja w piątek. Okazuje się ze te moje 13 pecherzykow wcale nie chce tak szybko rosnąć mimo ziwekszenia dawki Menopuru. Jezdzilam na wizyty teraz codziennie choć zajmuje mi to jakies 10 godzin żeby ogarnąć jeden wyjazd. A tu okazuje się ze punkcja dopiero w poniedziałek i nadal jade z tym Menopurem tylko dawka troszkę lzejsza znowu. I tak się martwię trochę czemu te moje pęcherzyki takie leniwe…Wczoraj miały kilka sztuk po 18 mm ale tez kilka po 16 i kilka po 14. W sumie to lekarz zadowolony i mowi ze wszystko jest ok tylko potzrebuje czasu a to podobno nic niezwykłego. Może po styczniowej stymulacji już orgaznim nie reaguje na dawki tak mocno? Nie wiem ehh. Znowu dostałam zapobiegawczo Dostinex choć podobno ryzyko hiperki duże nie jest. To po co go dostałam? Może dziś mam jakiś dzien słabszy bo wczoraj wrocilam z kliniki 0 polnocy kolejny dzien z rzedu i jestem zmeczona i glownie to zla na siebie bo mi jeszcze ten glupi organizm robi pod gorke i wspolpracowac nie chce. Mam focha sama na siebie hehe. Może Menopur tez już mi trochę na nastroj siada. Strasznie się boje o jakość tych moich komorek ale na pociechę endometrium ma ponad 14 mm. Lekarz z tego zadowolony tylko żeby było co podac na ta ‚poduszeczke’… Bardzo proszę o kciuki anioły Wy moje bo zawsze w chwilach zwątpienia jesteście nieocenione :*
    Za Was wszystkie tez nieustannie mocno kciuki sciskam!

    1. Ana, może dał Dostinex, bo już raz miałaś hiperkę?
      Trzymam kciuki do poniedziałku, żeby pęcherzyki pięknie urosły i żeby było co podać na tę poduszeczkę.
      U mnie lekarz się cieszył, jak osiągnęliśmy 6 mm. 🙂 A i tak złapało.

    2. Aniu. Ale przeciez te Twoje pecherzyki juz sa calkiem ladne. Piszesz przeciez, ze juz teraz masz kilka po 18, po 16, po 14 wiec prznajmniej z 6 dojrzalych pewnie z tego bedzie. A po co Ci wicej? Ostatnio mialas kleske urodzaju i jak to si skonczylo. Spokojnie ja bede ciagle powtarzac, ze nie chodzi o ilosc tylko o jakos i Ty jeste, tego pzykladem jesli chodzi o ostani raz. Na pewno wszystko bedzie dobrze i ja bym sie cieszyla na Twoim miejscu, ze lekarz pomyslal o dostinexie? Mocno trzymam za Ciebie kciuki i tym razem musi Ci sie udac. Sle same pozywtyne mysle w Twoja strone:)

      1. Aniu, a te po 18 mm to juz sa przeciez gotowe. Przynajmniej u mnie tak bylo. Mialam taka karte. Na niej co izyta wszystko notowali. Jsli pecherzyk osiagal 18 mm to wskakiwal nad zielona linie i bylo uNane, ze jest gotowy. 10 godz przed wstrzyknieciem ovitrelle mialam na usg tylko 2 pecherzyki 18mm, 2 po 16 i jeden ok 14 mm i liczylam w sumie, ze pobiora mi max 4 komorki a pobrali 6 i wszystkie byly dojrzale. Aniu, spokojnie, trzymam za Ciebie kciuki. Niech sie dzieje;)

        1. Sonia, no wlasnie ja tez liczylam ze wczoraj pregnyl pojdzie w ruch i tak mialo byc bo nawet mialam go w torebce. A dr mowi -spokojnie, jeszcze male, niech sobie podrosna. W sumie to 3 lekarzy tak samo to ocenilo wiec pozostaje mi im zaufac bo przeciez wiedza co robia.

          1. Aniu, wiem, ze to trudne (zwlaszcza po Twoich ostatnich przezycia) ale trzeba zaufac lekarzom. Na kims musimy sie oprzec. Dla nich wszystkich to przeciez nie pierwszy raz;) nie denerwuj sie i badz dobrej mysli. Musi byc dobrze.

          2. Aniu, miałam podobną sytuację podczas 3-ciej ostatniej stymulacji. Dr punkcję mi przełożył bo też rosły nierówno i chciał by kilka tych mniejszych jeszcze podrosło, chciał zwiększyć szanse by było dużo, bo zapładniali bez limitu, dominujących pęcholków miałam już po 20mm, bałam się, że popękają, ale zaufałam, lekarze wiedzą co robią…pobrano 15 pęcholi 10 nadawał się do zapłodnienia, a w końcowym efekcie uzyskaliśmy 5 blasocyst. Będzie dobrze, najbardziej to Ci chyba dokuczają te dojazdy, do tego hormony też pewnie robią swoje, cierpliwości 😉

    3. Aniu ja mocno trzymam za Ciebie kciuki.
      Na tym etapie wszystko wydaje się problemem. Za dużo, za mało, za cienkie endo, za grube itd…w nieskończoność ….
      Nie mamy już na to wpływu. Rozluźnij się troszkę, proszę ci bądź dobrej myśli. Ja jestem 🙂
      A mojej @ dalej brak. Wiec idę w stronę tego żeby stan ten trwał jeszcze conajmniej 1.5 tyg 🙂 wtedy kolejne tsh i jak będzie dobrze to może przychodzić 🙂

  17. Taaaak, coś wiem o Aniołach z bloga. Na początku roku spotkałam się z Dallas na przekazanie lutinusa, który jej zalegał. Okazało się, że mamy ze sobą więcej wspólnego, niż nam się dotychczas wydawało. I mimo tego, że wiedziałyśmy, co w naszych gaciach słychać, spotkanie było przemiłe i bardzo swobodnie nam się rozmawiało- jakbyśmy się znały całe lata 🙂
    A jej lutinus zadziałał 😉

  18. Drogie Dziewczyny! Piszę pierwszy raz, choć czytam bloga regularnie od baardzo wielu miesięcy. Jesteście dla mnie nieocenionym źródłem wiedzy, wsparciem, gdy przechodziłam moje małe tragedie. Znam Wasze nicki, historie, płaczę razem z Wami, cieszę się jak wariatka, jak Wam się udaje. Jestem jedną z Was. No i teraz wychodzę z cienia trochę nieśmiało, trochę jak nowa w klasie 🙂 Opiszę moją historię, nie jest krótka, może komuś uda się doczytać do końca, bo chyba warto ;)) Mam 36 lat, stara krowa, z Warszawy, z przekochanym mężem od 10 lat razem, starania od trzech. Początki jak u większości – luz, przecież zaraz się uda. Po roku pierwsza, trochę wymuszona przez matkę-lekarkę, wizyta u gina. U mnie git, mąż trochę słabsze nasienie, ale „spokojnie, przy takich wynikach się zachodzi bez problemu”. A ciąży brak. Po kolejnym roku – wizyta w N. Monitoringi, suplementy, bardziej szczegółowe badania. Gin, androlog, genetyk. Wszystko z nami ok, „zaraz zajdziecie”. Działania na własną rękę powoli coraz bardziej szalone: akupunktura, bioenergoterapeuta, a nawet okadzanie domu białą szałwią, bo na pewno ktoś rzucił urok. Wariatka 😉 Pół roku później decyzja o inseminacji. Skoro nie wychodzi, pomożemy naturze. Teraz będzie z górki. Cztery inseminacje później – dupa. W międzyczasie rumień wielopostaciowy po zastrzyku z pregnylu – byłam cała w bąblach, rankach i innym dziadostwie, jak trędowata, swędzenie, ból jak po oparzeniu. Pojawiło się w dzień, schodziło ponad 2 miesiące. Nikt nie wie, czemu, w życiu nie widzieli takiej reakcji po pregnylu. „Pani to jednak jakaś dziwna jest”. Jak wysypka zlazła, decyzja o in vitro. Po co tyle zachodu ze staraniami, monitoringami, jak można raz, pyk pyk, i ciąża. Program rządowy (chociaż tyle), prowadzi L. Traumatyczne wizyty (wiecie, jaki on jest) i już przy pierwszej wizycie niespodziewane info: „nikt Pani nie powiedział, że ma Pani 2 cm. polip endometrialny?”. Szok, ale ulga równolegle: usunie się i zajdę, wreszcie! Bo to ponoć naturalna antykoncepcja… No, super. Decyzja, histeroskopia, w środku czysto. Uff, gotowa. Zaczynamy stymulację. Reagowałam opornie, L niezadowolony, w trakcie zwiększał dawki leków. W końcu punkcja, 5 dojrzałych, 3 się zapładniają. Jezu, będę miała troje dzieci?? Dużo, mąż lekko przestraszony 😀 Ovitrelle zamiast pregnylu, punkcja, pierwszy transfer. W trakcie L narzeka na „biedną szyjkę” (WTF??) i biedny lewy jajnik (WTFx2??). Z transferu wychodzę z mieszanymi uczuciami. Nic nie zaskakuje. Miesiąc odpoczynku, kolejny transfer. L znów zrzędzi, ale ja już go znam i mniej się przejmuję. W gorącej wodzie kąpana, test robię 13 dpt. Dwie krechy!!! Szok, niedowierzanie, udało się?? Jednak!! 1 beta 300 coś, druga odpowiednio podwojona, jest super. Czuję się świetnie, zero ciążowych mdłości, po prostu ciąża idealna. Pierwsze USG: pęcherzyk jest, zarodka jeszcze nie widać. „Pokaże się, spokojnie”. Drugie USG: zarodka nie ma. 3 USG: to samo. Puste jajo płodowe. Nie ma ciąży. Szok, niedowierzanie. Czemu ja??? Czemu my??? Czekamy na poronienie, ale nic się nie dzieje. W końcu dostaję tabletki, te słynne, na reumatyzm, ale „zabawne”, jak mówi mój mąż (=dowcipne 😉 ). Reakcja znów jak po pregnylu – niestandardowa. Ból, jakby mi ktoś żywcem wyrywał wnętrzności, krwotok gigant, chlustające wymioty, zwidy etc. Dosłownie chodziłam po ścianach z bólu. Przeszło po kilku godzinach. Na USG: pęcherzyk nawet nie ruszył. Taki czarny humor mojego organizmu. Więc łyżeczkowanie. Robił Z, mistrz. Zero powikłań. Miesiąc przerwy i wracamy do boju. Trzeci zarodek, ostatni. Musi się udać. Jakoś więcej luzu, mniej spinania tyłka, normalne żarcie, bez suplementów. 13 dpt plamienie. Łzy, rozpacz. Nie chcę nowej stymulacji, nie zniosę tego!! Mąż dziwnie przekonany, że plamienie nie znaczy nic złego, leci do apteki po test, przynosi dwa. Nakazuje zrobić. Robię. Dwie krechy jak w mordę strzelił. Byłam tak oszołomiona, że nie zrozumiałam, co to znaczy 😉 Jedziemy jak na sygnale do N. Beta 1500. Jezusie, ciąża!! To skąd plamienia?? Dali więcej progesteronu, każą odpoczywać i powtórzyć betę. Podwaja się pięknie, plamienia ustępują po 6 dniach, przyczyna nie wykryta. Zarodek widać już na pierwszym USG. Boże, co za ulga, czyli to nie puste jajo. Na drugim – wyraźne serce. „Jest pani w ciąży”. Wizyta u poleconego gin poza N., założona karta ciąży, pierwsze pogadanki co mi tam wolno, a czego nie. Ogólnie – lataliśmy pod sufitem. Robię standardowo zleconą morfologię, mocz etc. Wszystkie wyniki super, poza jednym wynikiem w moczu, sugerującym jakiś ostry stan zapalny. Telefon do N, każą przyjechać. Monitoring i… szok. Nie ma serca. Zarodek obumarł. Nie da się opisać, co wtedy czułam. Płakaliśmy z mężem jak dzieci. To było za dużo. Oczywiście zero akcji poronnej, tabletek już nie wzięłam, od razu łyżeczkowanie z przestrogą – drugie w krótkim czasie, może być problematyczne dla szyjki etc. No ale co zrobić, jak ja „taka dziwna jestem”??? Po zabiegu odpoczynek. Zrostów nie ma, chociaż tyle. Pierwsze myśli o adopcji. Przerażenie tymi myślami, ale może to moje przeznaczenie. Nowy rok, nowe siły, nowe nadzieje. W styczniu decyzja jak u Izy, trochę rzutem na taśmę – skoro nasza dobra zmiana zabiera program rządowy, trzeba spróbować jeszcze raz. Zabawa od nowa. Stymulacja, 6 dojrzałych, 5 się zapładnia. Więcej niż wtedy, może to dobry znak? Pierwszy transfer. Chciałam dwa zarodki, ale lekarz przekonał do jednego („skoro na świeżym poprzednio pani nie zaszła, to po co marnować”). Po 14 dniach jedna kreska. Ale bez łez i smutku, przecież jeszcze 4 czekają. Moja twarda decyzja: teraz podajemy dwa. Trzeba coś zmienić. Lekarz niechętnie, ale zgadza się. Rozmrażają dwa „piękne”. Przeżywa jeden. Mały szok, ale cóż. „Ja to przecież dziwna jestem”. Podają, endo piękne, L mówi: „jakieś takie ciążowe”. Dobre słowo z jego ust? Cuda, panie 🙂 13 dpt plamienie. Kuźwa. Znów. Mąż mówi: test. Ja nie chcę. On nalega. Robię. Dwie kreski. Jezu, jest, zaskoczyło!!! Beta następnego dnia 1700. Po dwóch dniach ponad dwa razy tyle. Bardzo wysoki progesteron, uczucie ciążowe. Nie cieszę się jak poprzednio, bo za dużo już wiem. Więc ostrożnie. Gigantyczny lęk przed pierwszym USG. Tego samego dnia rano kolejna beta i progesteron: oba wyniki bardzo wysokie. Robimy USG. „Ja tu widzę dwa zarodki!”. Dwa zarodki. Dwa, kurde. Nie podzielony jeden. Dwa. Ułożone w różnych miejscach w macicy, ewidentnie z dwóch jajek. Miałam wrażenie, że wyszłam z ciała, mąż miał łzy w oczach. Po trzech latach, tylu stratach, zrobiliśmy na raz dziecko sami i drugie przez in vitro. Dziś jestem po trzecim USG, kończę 10 tydzień. Uczucia mega ciążowe, nudności, czasem wymioty, zmęczenie etc. Dzieci mają serca, są w osobnych woreczkach, jeden skakał podczas podglądu 🙂 Wciąż nie umiemy się tym cieszyć tak do końca, boimy się puścić parę z buzi, bo wiadomo… Opisałam Wam to wszystko, żebyście uwierzyły w los. Żebym i ja do końca uwierzyła 🙂 Że będzie dobrze, że może być dobrze, że naprawdę nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak (dobrze) to się wszystko jednak może skończyć. Przepraszam za tak długi wpis, ale chciałam dać Izie, Wam wszystkim, jakiś pozytywny punkt odniesienia. Życie jest chyba fajniejsze, niż nam się wydaje 🙂

    1. Wow Gatek, co za historia! Po tylu nieszczęściach podwójna radość! Pięknie! Cudnie, uwielbiam takie happy endy 🙂

      Trzymam kciuki za Twoje kruszyny.

      Możemy razem dzielić nasze ciążowe strachy na lachy, bo my jesteśmy w 8 tygodniu, ciąża pojedyncza 🙂

      1. Wzajemnie, Boroffko, niech rośnie zdrowo!! 🙂

        Aha, dziewczyny i chłopaki :), mała korekta. Wysłałam mężowi link do naszej historii i wytknął, że wprowadzam Was w błąd. Cztery lata starań, nie trzy. Kolejny raz się mylę, te cztery chyba nie przechodzą mi przez gardło, taki, kurde, szmat czasu. Ale minęło jakoś… szybko.

    2. Gatek tak jak ja mam gruba skórę i rzadko się wzrusza tak twoja historia mega mnie poruszyła!!! Na taki happy end każda z nas zasługuje. Ciesze się Twoim szczęściem. Mam nadzieje że będziesz do nas zaglądać i zdawać relacje z błogiego ciążowego stanu 🙂

      1. Anitt, wyszłam z tego mojego cienia i już tam nie wracam. Lepiej mi po (Waszej) jasnej stronie 😉 W tej historii jest więcej wzlotów i upadków, nie wszystkie opisałam, bo wyszedłby z tego doktorat 🙂 Ps. USG, na którym jedno małe skakało, zrobiliśmy w dniu, w którym miałam rodzić to moje poprzednie. Tak przez przypadek wyszło. Dotarło do nas już w domu, aż mi ciarki przeszły.

    3. Gatek…, wiedziałaś kiedy napisać! Cuda się zdarzają, naprawdę i to takie cuda. Nie mam wyjścia, muszę w to uwierzyć. Gratuluję! Na pewno, po takich przejściach jest Tobie nie łatwo..strach jest, ale jestem dobrej myśli..

    4. Gatek, Ty to jesteś dziwna. 🙂
      Dwoje dzieci na raz, różnymi metodami, to dopiero coś. 🙂
      Na szczęście nie rozmroził się ten drugi, bo trojaczki to już mógłby być nadmiar szczęścia, zwłaszcza przy zmaltretowanej szyjce. A wtedy pewnie przykro Ci było, że jednak nie dwa.

    5. Gatek, nie da się ukryć że rzeczywiście jesteś dziwna 😉 A w zasadzie razem z mężem jesteście, bo do tanga trzeba dwojga 😀
      Idealnie się wstrzeliłaś z tą historią dziś. Potrzebowałam trochę więcej wiary w cuda! Rośnij duża! Rośnij zdrowa! Ciesz się każdym dniem! I wracaj opowiadać o postępach ciąży, a potem o pierwszym spotkaniu z Twoimi Cudakami:))) Duuuuużo zdrowia Wam życzę!!!!

      1. Uczuciowa (ja też jestem uczuciowa, czasem aż za bardzo)! Powiem Ci, że cały czas miałam taką durną myśl w tyle głowy, że w końcu musi się udać, choć jak znów i znów nie wychodziło, to sama siebie czasem przeklinałam za ten głupi infantylizm. I że po co robić sobie nadzieję. Ale, Boże, sama nie wiem, może ten dziecinny optymizm w końcu pomógł? Może trzeba się zmusić i po prostu tak naiwnie w siebie wierzyć?? Bo przecież nic nie zmieniliśmy, ani w diecie, ani w suplach, w stylu życia, nie wiem, w ilości, no wiesz, łóżkowych ekscesów – i ciąża.

    6. Gatek, o Tobie powinni film nakręcić, albo chociaż główną rolę powinnaś dostać w tym programie o in vitro „Czekając na dziecko”. Toż to hit nad hity! 🙂 trzymam za Was kciuki 🙂 No coś wspaniałego! Czyli in vitro leczy 🙂

      1. Marysiu, Doti, Mała Aniu – strasznie się cieszę, że mogłam przy okazji pomóc. Po ostatniej stracie, i to dosłownie kilka dni po, usłyszałam od znajomej historię pary, która starała się 13(!!!) lat i w końcu zaszli, przez in vitro, a kolejne dziecko zrobili sami, już go nawet nie planując. Potem dorobili się trzeciego, też bez pomocy lekarzy. I pamiętam, że to mi wtedy dobrze zrobiło, jakby taki głos skądś, że nie ma się co za szybko poddawać. Trzymam za Was kciuki, będzie dobrze!

        1. Gatku, mozna by rzec, do trzech razy (do trzech ciaz) sztuka 🙂
          Widzisz, ja teraz tez w trzeciej ciazy, pierwsza byla pustym jajem, druga wada genetyczna. Teraz, trzecia i juz – albo dopiero-24tydzien.
          Cuda sie dzieja w zyciu, i nigdy nie mozna tracic nadziei.
          Wspaniala historia, oby 30pozostalych tygodni przebieglo Ci szybko i bezstresowo.

          1. U mnie po drugiej stracie oczywiście pobrali, jak to się uroczo nazywa, wyskrobiny, i wysłali do badania gen, ale, uwaga, „ja to dziwna jestem”, nie udało się przebadać, bo nie było żywych komórek (??), czy jakoś tak. Tłumaczenie było na tyle medyczne i pokrętne, że wyrzuciłam z systemu 😉 Aha, część kasy za to badanie oddali, łaskawcy :-/

          2. A tak jeszcze a propos czestego rozszerzania szyjki, to prawda, moze to miec skutki uboczne, ale zalezy jak bardzo byla rozszerzana i jak obchodzil sie z nia lekarz oraz oczywiscie od samej szyjki jako takiej
            Ja przeszlam rozszerzanie do lyzeczkowania, potem 3 histeroskopie operacyjne z rozszerzaniem szyjki miesiac po miesiacu, po 5 m-cach kolejne rozszerzanie, i tez sie o szyjke boje w tej ciazy, ale jak dotad lekarz mowi, ze szyjka trzyma, dluga i twarda. A na ostatniej przed ciaza histeroskopii diagnostycznej lekarz pow.ze szyjka piekna i byl zdziwiony, ze tyle przeszla, nie nosi sladow wczesniejszych ingerencji.
            Wiec nie ma reguly.

          3. Bilbao, faktycznie, historię masz imponującą. Cudownie, że z szyjką OK!!! Tego się trzymam, że jak zabieg robi specjalista, a Z ma renomę nie tylko w N, to powinno być dobrze. Pewnie, że w tyle głowy jest lęk, ale, kurde, trzeba to brać na klatę i nie schizować.

      1. Haanka, Ewciak, Olga, aż się zarumieniłam 🙂 Żeby nie było za ckliwie, dzieciaki już dają w kość, cały czas mam rzygawkowy nastrój, mdli mnie, pierwszy raz w życiu mam zgagę (już 3 tydzień, hehe), męczę się przy byle czynnościach. I ciągle spaaać, jak kot.

    7. Rany Gatek, ile Ty razy przeszłaś przez te pozytywne testy… Ile nadziei podciętej… Ale to co się stało – aż ciary przechodzą. Cud. Getek, cud potrzebny jak woda tutaj 🙂 Witam Cię serdecznie i fajnie mieć w klasie kogoś takiego 🙂

  19. Spieszę poinformować, że beta nie pozostawia złudzeń. Kończą mi się pomysły co jeszcze można poprawić. Ale nie siły! One się zawsze znajdują, więc będziemy walczyć dalej:)
    Idę sadzić kwiaty, mąż się skarżył ostatnio, że nasz ogród nie jest tak dorodny jak w zeszłym roku. Czas to nadrobić 🙂
    Dziękuję za wszystkie kciuki!!! Przykro mi, że trochę „zepsułam” Wam ten maj 🙁 Mam nadzieję, że któryś miesiąc, kiedyś w końcu pokoloruję!

      1. Obstawiam lipiec albo sierpień;p bo teraz potrzebujemy oboje z mężem wakacji. Zaplanowaliśmy je przed stymulacją jeszcze, z nadzieją, że będziemy odwoływać… Jak ja się cieszę, że tak zrobiliśmy! Będzie czas, żeby odetchnąć i zregenerować siły 🙂

    1. Uczuciowa szkoda ze nic z tego 🙁
      Obawiałam się tego po Twojej pierwszej becie.
      Plus jest taki ze coś się zadziało. Zarodek próbował zostać to dobrze rokuje.
      Piłka w grze!! Walcz

        1. Uczuciowa, nie poddawaj sie, z tego co piszesz jestes silna, dzielna i piekna 😉 czytalam ostatnio Twojego bloga.
          To niech teraz kwiaty dadza Ci troche ukojenia, a potem stawaj do walki znowu.
          Mam taki plakat w domu BE A FIGHTER NOT A QUITTER.
          Jak mi po glowie kolatalo sie w czasie staran, ze mam juz dosc, ze stara jestem, ze w takim wieku, z takimi wynikami… to sobie na niego patrzylam i bralam sie w garsc.
          Bo trzeba byc twardym a nie mietkim 🙂
          sciskam

          1. To ostatnie to jest moje życiowe motto 🙂 Czasem taka bywam twarda, że otoczenie wymięka;p no ale co zrobić, jak inaczej przeć do przodu w naszej sytuacji? Dzięki Bilbao!!! Naprawdę każde życzliwe słowo wsparcia jest dla mnie na wagę złota!

    2. Z całego serca życzę, żeby i Ciebie spotkała taka dobra dziwność, jak mnie ostatnio 🙂 Trzymam kciuki, coś się zadziało, to dobry znak. Organizm już się szykuje na ciążę!

  20. Gatek, cóż za piękna historia! Choć nie jedyna tutaj z takim miłym zakończeniem!

    Tak bardzo chciałabym i ja móc coś takiego kiedyś naskrobać …
    Ja w poniedziałek pierwsze podglądanie endo przed transferem. Niestety mój prof na urlopie (Boże Ciało…), ale w sumie idę standardem, to „tylko” transfer crio… Więc chyba tytułu prof do tego nie trzeba 😉

      1. Wezonku o to samo pytałam embriologa.
        Wczoraj przyszedł do nas do pokoju i opowiadał o tym. Mówił że kobiety które podchodzą komercyjnie mają prawo mrozic w 3 dobie, pytalysmy jaka jest różnica powiedział że żadna, tylko do blastka mało dozywa. Dlatego chcą aby w programie mrozic w 5, bo wtedy państwo za to płaci mniej, selekcja bo więcej zginie i o to im chodzi.
        Gdy się wcześniej zamrozić i później np crio to w warunkach macicy mają więcej szans na przeżycie.
        Tyle nam powiedział, nie wiem ile w tym prawdy, aż weszłam na bociana i czytałam, że czy w 3 czy 5, niby szansę i statystyki są takie same. Nie wiem, co o tym myśleć.

  21. Wężonku oraz pozostałe Wojowniczki,

    właśnie usiadłam do kompa aby zdać Wam relacje a tu Wężon ( twardy dysk tego bloga jak już zdążyłam już wielokrotnie zauważyć) dopytuje co u mnie … to bardzo miłe 🙂

    Byłam dzisiaj na kolejnej wizycie , mam jak to stwierdził Dr. S przepiękne endometrium ( chyba się zakochał , aż mu się uśmiech pojawił na twarzy – a to raczej nowość hehe ) oraz 9 Kinder Niespodzianek , które jak to również stwierdził pięknie rosną …
    Pick up 24.05 ( wtorek 8.00) , transfer 28.05 ( sobota) . oj będzie się działo !

    Czy możecie mi pomóc z przygotowaniem do pick up oraz transferu, czytałam kilka wpisów , jednak może któraś z Was ma te wszystkie informacje zebrane w jednym miejscu. Będę wdzięczna . buziaki

    1. LILOĄ, dopytaj się o te terminy, bo z tego co wiem od lekarzy (nawet dziś embriolog z N. mi to tłumaczył), to w 4 dobie nie podaje się zarodków, w ogóle w 4 dobie nie powinno się do nich zaglądać, transfery robi się w 2, 3 lub 5 dobie.

      1. Chyba oszaleję , już nic nie kumam … czytam o tej 4 dobie i nawet na głównej stronie Invicty piszą o 2, 3 lub 5 dobie , jako optymalnym czasie na transfer. …. ale się wkurzyłam … co teraz ? Czy wiecie coś więcej na temat transferu w 4 dobie od punkcji?

        HEEEELP !!!

        1. Tak jak pisałam, podchodziłam w BS 3 razy i teraz w N., a to dobre ośrodki i rozmawiałam kilkukrotnie siłą rzeczy z embriologami i zawsze mówili, że w 4 dobie się nie podaje, któryś mi tłumaczył, że w 4 dobie nie powinno się nawet zaglądać do zarodków, ocenia się je 3 dobie, a później dopiero w 5. Masz jeszcze czas, więc dopytaj. Dla mnie dziwne, że na kilka dni przed już wiedzą kiedy punkcja, przecież to z dnia na dzień dopiero się określa, w zależności jak rosną pęcherzyki, nigdy nie miałam z góry określonego dnia punkcji – 1-2 dni przed dopiero wiadomo. Może zadzwoń jutro lub w poniedziałek i dopytaj się, jeśli są pewni, że punkcja we wtorek, to transfer powinnaś mieć w czwartek lub piątek, a jeśli musi być piąta doba to w niedzielę. Jeżeli ta 4 doba wynika z tego, że w niedzielę nie pracują, to poproś o transfer w piątek (3 doba). Spokojnie, masz jeszcze czas żeby pogadać i ustalić wszystko. Powodzenia 🙂

        2. LILOA, troche jest to tak ze niedziela jest wolna i dlatego chca wtedy robic dzien wczesniej. Tzn teraz ja tak to rozumiem. Dla mnie to tez kompletnue absurdalne bo moj cykl nie pyta mnie czy dzis niedziela czy boze cialo. Ale tez chcieli mnie tak upychac z czym walczylam na co w koncu sam organizm chyba stwierdzil ze poczeka cobym tez tak glupio nie trafila. Nie wiem kochanie co Ci radzic bo oni chyba poprostu tak maja(nigdy tego nie pojme) i trzeba sie z tym pogodzic.

          1. A czy masz dzien i godzine zastrzyku na zakonczenie wyznaczona juz? bo to jeszcze kilka dni, moze sie cos zmienic tak jak u mnie. wizyta jeszcze bedzie?a mialam miec niby date teoretycznego transferu na boze cialo i tez mi sie przesunelo.

        3. Liloą, dopytaj dr może się pomylil, ja pamiętam mialam wizyte u dr, byla akurat 4 doba i spytałam jak tam zarodki i mi powiedział że w 4 dobie w ogóle się do nich nie zaglada. Wyjaśnij to bo szkoda by bylo.

  22. Iza, Margaritka, piękne te Wasze rośliny!
    Zmotywowałyście mnie i ja też dziś przytachałam do domu kilkanaście sadzonek. Zanim wrócę po kolejnego Groszka, niech mi chociaż one rosną na pociechę:)

    Malibuu jesteś tam? Jeś potrzebujesz spokoju… to nic nie pisz, ale wiedz, że myślimy o Tobie:*

    Sonia trzymam kciuki za Ciebie! Może udowodnisz, że sikańce są nic nie warte:)

    Iza, kiedy następne podglądanie? Jak się czujesz?

    1. Uczuciowa, jestem pełna podziwu dla Twojego spokoju i pogodzenia sie z wynikiem bety. To dobrze zrobi Ci na przyszłość. W końcu sie uda, zobaczysz. A tymczasem Znajdz ukojenie w roślinkach:) ja tez idę dokończyć moje sadzenie:)

      1. Sama się sobie trochę dziwię… 😉 Może ta drgająca beta, albo wiosna, albo Gatek ze swoją filmową historią;p tak na mnie zadziałały, że wiara zamiast spadać tylko wzrosła.
        Skończyła mi się ziemia, lecę uzupełnić zapasy 🙂 Miłego wieczora na balkonie:)))

    2. Dobra, przyznam sie. Zrobilam bete. Czekam na ynik. Co prawda w N powixieli mi, ze absolutnie za wczesnie i ma robic w poniedz ale ja tam wiem swoje;) jesli w 10 dpt 3 dniowego zarodka cos drgnie typu chocby 20 to jest szansa a jak nie to chrzańic to odstawiam leki. Nie bede reanimowac trupa – mowia brzydko ale jednak wprost.

  23. Dziewczyny, do mnie też dzwonili i jestem w szoku – z 6 pobranych komórek 5 było dojrzałych (od razu wczoraj mówili, że jedna jest mniejsza) i wszystkie 5 się zapłodniło 🙂 Jutro transfer. Najpierw powiedzieli mi w laboratorium, że podadzą w 5 dobie, ale na pierwszej wizycie dr L. wyraźnie zaznaczył, że w związku z moją wcześniejszą historią chce podać wcześniej, więc prosiłam o sprawdzenie / wyjaśnienie i oddzwonili, że dr faktycznie chce podać szybciej – w 2 dobie. Co będzie to będzie, nie mam wpływu, ale jestem w szoku, że taki % się zapłodnił, w BS nigdy tak to nie wyglądało. A co na to wpłynęło nie wiadomo, bo też teraz był inny protokół i akupunktura… Trzymajcie mocno kciuki!
    Ewciak, idziemy widzę tak samo i z ilością i z terminami 🙂
    U mnie raczej będą mrozić jak dotrwają w 5 dobie, ale nie wiem czy dlatego, że tak praktykują czy dlatego, że to program MZ (wymagania).

      1. Jutro 12.20 🙂 Jak to wygląda w N.? Też dają te koszule jednorazowe czy coś trzeba mieć swojego? Ile czasu po podaniu zostaje się w przychodni? Coś jeszcze powinnam wiedzieć? Warto od razu po pojechać na akupunkturę? 🙂

        1. Melisko, nie, przy transferze nie musisz się w nic jednorazowego przebierać, jesteś ubrana normalnie w swoje ciuchy, pewnie wygodniej mieć jakąś kieckę/tunikę, żeby tylko to to podwinąć. Skarpetki można zostawić, jeśli będziesz miała, tylko dadzą Ci na to te jednorazowe folijki jak do muzeum 😉 Po podaniu leżysz jakieś 10-15 min na fotelu, mąż zostaje z Tobą, czasem puszczą muzykę. Potem nie ma wymogów, ale zalecają, żeby trochę pobyczyć się na kanapach w jednym z ogólnodostępnych pokoi (taka poczekalnia przed jednym z gabinetów), my zazwyczaj zostawialiśmy ok. 30 min. I do domu, po dobry wynik 🙂

          1. Kurcze, żadnej kiecki ani tuniki nie posiadam przy sobie, spakowałam się na kilka dni na czas stymulacji, myślałam, że wrócimy jeszcze do domu przed punkcją i transferem, a jesteśmy w W-wie już ponad tydzień. Może wezmę getry i wyszperam jakąś dłuższą koszulkę 😉 Można prosto po podaniu pojechać na akupunkturę do centrum?

          2. Nie miałam aku w okolicach transferów, nigdy nie robiłam researchu w tej sprawie :-/ No ale ma poprawić ukrwienie macicy, co chyba powinno pomóc w implantacji, więc w sumie, czemu nie… Nie wiem, może ktoś już się tu nad tym głębiej zastanawiał? Ps. Ja zawsze w tunice/sukience, ale może oni tam mają na wszelki wypadek też te jednorazowe :-/ Nikt mi nigdy nie proponował, ale może widzieli, że nie ma potrzeby. Jakby co, w N są dość otwarci do pacjenta, może mogliby się po taką dla Ciebie kopnąć do zabiegowego?

          3. Chyba nie będę robić scen 😉 I tak pewnie wszystko podciągają do samej góry, tak jak na usg czy sukienka czy koszulka, prawda? Koszulka lekko za tyłek powinny wystarczyć 😉

          4. No fakt, na fotelu i tak podciągają aż pod cycki. Ja po prostu potem opuszczałam kieckę i że tak powiem, nie wiało mi po podwoziu 😉 Dłuższa koszulka pewnie w zupełności Ci starczy 🙂

          5. Meliska, ja jutro jestem w N. od ok 8.30 do ok. 10-11 ( jak tylko skończę, biegnę pędzikiem do pracy). Moze cos zabrać dla Ciebie? Rozmiar 36-38 posiadam.

          6. Iza, kochana jesteś 🙂 Ja jestem drobna – rozmiar 34 i będę w N. dopiero o 12. Może iść w tej koszulce i się nie przejmować, może nie będzie bardzo niekomfortowo? Mogłabym iść coś kupić, ale czy jest sens z rana dziś latać po sklepach…

  24. Laski jak to jest biorę acard75, teraz mam brać clexane zastrzyk, czyli to i to na rozrzedzenie krwi, czy mogę brać oba? Bo na ten temat nic nie mówili? Czy odstawić acard?

      1. Ja w Kairze tez bralam i to i to. W Polsce rozmowa wygladala tak:
        Ja – Czy przy tym transferze zastosujemy Clexan?
        D – Po co?
        Ja – Nie wiem.
        D – Ja tez nie.

        A wspomnie ze nie mam ukrwionej macicy i tym samym jakijs fli zwrotnej. Teria doktora jest taka ze podczas implantacji nadmiar tlenu zarodek mze zabic!!! Wiec mu mowie ok ale po implantacji musi sie czym zywic… No tak… Rozmowa skonczona. Mam nadzieje ze dr z Krakowa bedzie umial zaczarowac moja banie i obdarze go zaufaniem, bo poki co widze, ze lekarze z tym calym invitro to rzeźbia w gownie.

  25. 10 dpt bhcg 8.70, nawet sie nie podwoila. Z mezem lepej, przyleci w nastepny czwartek jedziemy w gory. Lekow nie odstawiam do poniedzialku, choc nie mam na to sily bo brzuch boli i nie pozostawia zludzen ze tylko progesteron trzyma mnie bez krwawien. Umowilam sie na srode do immunologa. Wtorkowa wizyte w Krakowie chyba odwolam, bez sensu, po immunologu musze odswiezyc amh fsh i lh.
    Uczuciowa przykro mi.
    Ja jestem zalamana. Musze chyba sie wyplakac i otrzasnac. Wiedzialam ze nie mam zbyt wiele szansy ale i tak boli. Musze poszukac przyczyny. Az boje sie zrobic amh. Dwa lata temu bylo 2,22 a rok temu 1,35… Strach sie bac co mnie czeka.

  26. Kochane, mona beta spektakularna….zartuje…kicha nawet nie drgnela niestety. Ale juz sie otrzepalam i dzialam. A w zasadzie czekam na okres i pewnie podejde od razu jeszcze raz bo dr sie zgodzil ale na wakacje wolne. Zreszta musze jeszcze na spokojńie pomyslec.
    Malibu, bardzo, bardzo mi przykro. Co dalej?
    Melisko kochana, Tobie musi sie udac. Licze na Ciebie – przelam zla passe. Jutro Twoj wielki dzien i jestem z Toba myslami.
    Ja bylam w spodnicy i bluzce…wszystko poszlo w gore….wiec bez znaczenia;))
    Ps. Bylam juz nawet na rowerze….chociaz tyle radosci z nieudanego transferu. Pierwsze koty za ploty. Uczuciowa, Malibu jedziemy na tym samym wozku dzis….nie ma co patrzec za siebie. Uda sie nastepnym razem. Tak sobie mowie.

  27. Sonia zabilas mnie twoim tekstem ‚reanimacja trupa’ – w moim przypadku tak bedzie do poniedzialku. Przykro mi, ze sie nie udalo ale milo slyszec ze plan gotowy.

  28. Gatek przeczytałam Twój wpis już w ciągu dnia i cały czas myślę o Twojej kretej drodze. Ta historia rozłożyła mnie na łopatki. Widać też poruszenie na blogu niemałe. Gratuluję Ci z całego serducha i z całego serducha życzę spokojnej ciąży, żeby ta Twoja dziwnosc już się skończyła, wystarczy (!). Na tym etapie niech powoli zamienia się w macierzyństwo.
    Uczuciowa przytulam 🙁

  29. Dziewczyny, trzymam kciuki za dzisiejsze transfery, jest piękny dzień, wyniki też będą piękne 🙂 Melisko, namotałam Ci z tą tuniką, przepraszam – ja po prostu zmarzlak jestem i muszę mieć coś szybko na tyłek tuż po, a ich zielone coś mi nie wystarcza. Bierz, co tam masz pod ręką, tunika, nie tunika, przecież najważniejsze, że mąż będzie obok :))) No i strasznie się cieszę, że mój wpis dotarł do tylu serc. Chciałabym być posłańcem dobrej nowiny dla Was wszystkich. I dla siebie też, bo jak mówi mój mąż, cieszyć to się będziemy, jak urodzimy 🙂 Ech, pragmatyczni faceci 😉

  30. Sonia, Malibuuu, moje drogie towarzyszki niedoli;p, ściskam Was mocno bardzo!

    Teraz czas na reanimację, relaksację, kompensację, reaktywację, a na koniec sensację w postaci wysokiej bety 🙂 Jeszcze nie powiedziałeśmy ostatniego słowa:) Trzymajcie się. Malubuuu, tak całkiem jeszcze tych kciuków nie puszczam! Do poniedziałku ściskam je, obgryzajàc paznokcie. Nadzieja jeszcze się tli:*

    Meliska, powodzenia dziś!!! Napewno znalazłaś w walizce jakiś wystrzałowy ciuch 😉
    Iza daj znać jak po wizycie! Ściskam!

  31. Dziewczyny, jeszcze Was pomęczę 😉 A po transferze jakie są zalecenia? Dziś poleżeć, a później w miarę normalnie? Jutro mogę wracać do domu – 6 godzin autem, a w poniedziałek wrócić do pracy (praca biurowa)? Można chodzić na zakupy, spacerować, gotować itp. itd.?

    1. Meliska a nie masz stresów w pracy? Ja po tym udanym transferze sporo spacerowalam i relaksowalam się, wszystko bez pośpiechu. Musisz zwolnić trochę i zachowywać się tak jak kobieta ciąży, nie zapominaj ze kropek będzie z Tobą.

  32. Dziewczyny jestem po, podali nam 2 zarodki 🙂
    3 zamrozili, no i ten 6 zaczął coś tam pomału drygac, co do niego dadzą nam znać 25:-)
    1 czerwca beta, dzień dziecka hihi 🙂
    Jutro jedziemy do domku, wkoncu 🙂
    Melisko my mamy też 500km, pytałam się czy mogę jechać, tak tylko robić częste przerwy 🙂

  33. Witajcie Kochane,
    Szczerze powiedziawszy to nawet nie wiem jak zacząć 🙂 Do nieśmiałego wyłonienia się z cienia skłoniła mnie refleksja – która obudziła mnie już o 4 nad ranem… a mianowicie kończę dziś 30 lat. Ale może od początku:
    U nas wszystko zawsze działo się szybko, no może nie w jakimś ekspresowym tempie… poznaliśmy się z mężem pod koniec 2011, 2012 zaręczyny, 2013 ślub. I decyzja: chcemy być rodzicami! Pierwsze pół roku starania naturalne: bez efektu. Ale nie spinaliśmy się. Postanowiłam udać się do ginekologa – takiego w mojej miejscowości ( a mieszkałam w mniejszym mieście) , nie żadnego profesora od niepłodności, bo po co?? Przecież na pewno jestem zdrowa. Miesiączki regularne jak w zegarku. I w zasadzie z takim przekonaniem poszłam do gabinetu. Pierwsze 3 miesiące upłynęły pod znakiem: monitoring cyklu. Niby wszystko wskazywało, że jest ok. – trzeba się starać. Staraliśmy się bardzo 😉 efektów brak. Ile ja testów ciążowych zrobiłam ukradkiem przed mężem.. to tylko Bóg jeden wie ( albo jakaś Siła Wyższa). Po kolejnej wizycie okazało się ze jeden z moich jajników nie współpracuje ze mną w ogóle. Lekka załamka bo szanse spadają o 50 %. Lekarz włączył tabletki – clo. I nic z tego. Usłyszałam wtedy stwierdzenie: że „jestem opornym przypadkiem” No cóż… Dalsze leczenie jakimiś magicznymi plastrami z hormonami doprowadziły tylko do zawirowań w moim organizmie. Decyzja: trzeba przebadać męża. I tu pojawiamy się po raz pierwszy w Klinice Niepłodności w Rzgowie. Wyniki armii -super. Uff chociaż jeden pozytyw. Znów powrót do miejscowego gina. Ten rozkłada ręce i kieruje już do Kliniki, aby tam sprawdzili drożność jajowodów. Jajowody drożne, lekarz wykonujący zabieg stwierdza: wszystko w porządku, zapraszam jak będzie Pani w ciąży!! Zwaliło mnie to z nóg..
    W 2014 roku trafiamy pod skrzydła Pani dr RB. w G. Rzgów. I wszystko zaczyna się od nowa. Monitoringi, rozkładanie nóg, miliony badań, jeszcze więcej wypełniania papierków a w głowie już siedzi chochlik: nie uda się Wam!! Nie będziesz matką. Pytanie dr. A co myślą Państwo o inseminacji?? A co ja biedny żuczek mogłam wtedy jeszcze wiedzieć?!Zgadzamy się. I wtedy też właśnie przeszukując Internet wzdłuż i wszerz trafiłam Izo na Twojego bloga. Przeczytałam go jednym tchem. Niestety pierwsza próba inseminacji nie udana. Płacz po nocach, złość i ogólna depresja. I z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić ,że gdyby nie mój kochany mąż i Twój blog Izunio ( gdzie jak lwice walczycie o swoje szczęście, nie podeszła bym chyba do drugiej próby inseminacji). Byłam można powiedzieć na skraju załamania nerwowego! Jedną nogą siedziałam u psychologa. To był październik 2015. Przymusowy miesiąc przerwy – listopad, czas zmian ustawy itp.. ale i tak nam pasowało, ponieważ akurat był to miesiąc nieposłusznego jajowodu. Grudzień – druga próba inseminacji. Dokładnie 5. Dzień przed Mikołajkami. Zupełnie inne nastawienie. Dobrze wiedziałam już jak to wszystko wygląda. W głowie już poukładany plan na styczeń: dieta i wykupienie karnetu na siłownie i basen. Skoro nie mogę być w ciąży, to chociaż wezmę się za siebie.
    13 dni po inseminacji nawet szybko zleciało… i 18 grudnia, tuż przed świętami odebrałam pozytywny wynik bety. Radość była, ale byliśmy bardzo ostrożni. Bo przecież mogła być biochemiczna, pozamaciczna itp.. itd. Generalnie tak jak piszecie na blogu: niepłodność odbiera radość z ciąży, a im większa wiedza z tego zakresu, tym większy strach. Potem najwspanialsze uczucie na świecie- odgłos bijącego serduszka. USG genetyczne i połówkowe za mną. Przeżywałam i przeżywam ciąże czytając Wasze historie. Płakałam razem z Wami, cieszyłam się jak głupi do sera patrząc się w laptopa, kiedy dowiadywałam się o kolejnych Waszych małych szczeciach.
    Przepraszam Was, że się tak rozpisałam 🙂 ale tak jak we wstępie- dziś kończe 30 lat a pod moim sercem fika koziołki mój najwspanialszy synek. Jestem w 26 tygodniu ciąży. I to jest mój wymarzony prezent – lepszego nie chce!!! I wierze dziewczyny, że przyjdzie też czas na Was. Izo – a Tobie dziękuje w szczególności za to miejsce, za mój raj na ziemi. Jesteś tak empatyczna i wspaniała osoba – i choć Cię nie znam osobiście, to jesteś dla mnie wyjątkową personą 😉 „Przyszywana siostrą” – której nigdy nie miałam, a która podnosiła mnie z kolan, gdy byłam na samym dnie.

    1. Cześć Siostrzyczko Samosiejko 🙂 W końcu mogę się z Tobą czule przywitać. Czytam Cię i uśmiech nie schodzi mi z paszczy, choć wiem, że wiele łez wylałaś.
      Dziękuję za historię i zaufanie – i za to, ze wracasz tutaj i pomagasz nam wszystkim taką opowieścią 🙂
      Na Twoje dobre słowa sobie nie zasłużyłam, ale aż się zarumieniłam z radości po komplementach 🙂
      Ściskam!! 🙂

  34. Ja juz kiedyś pisałam z Wężon u mnie, że fajnie byłoby się zgadać i spotkać w większym gronie 🙂 Wężon radziła napisać tutaj i zaproponować ale Wstydziłam się :)jak byście miałby w planie jakieś większe spotkanie to ja jestem chętna :))) przyjadę do Warszawy specjalnie te moje 100 km żeby się z Wami spotkać :*

    A ps. Ja na żywym spotkałam się z Rudolot w invimed przy okazji transferu 🙂 takie spotkania są super 🙂

  35. Dziewczyny, odpisuję na bardzo szybko (znowu mam maraton w pracy, w życiu osobistym nie ma mnie w ogóle).
    Dziś na monitoringu super wieści – pęcherzyki sobie rosną, jest tak z 5 większych i z 8 mniejszych. Bomba, nie! 🙂
    Już nie powiem, kto mnie nakarmił suplementami – dzięki Margaritka, bo coś czuję, że mi te koenzymy i mleczka pomagają 😀
    Samosiejka, Gatek – ja sie z Wami przywitam w osobnym wpisie, ładniej, chcę tylko teraz podziekować, że napisałyście.

    Malibuu, Uczuciowa… nie wiem, co powiedzieć…

    Wrócę do Was. Może jutro mi się uda pod wieczór wpaść na bloga chwilę. Każdej mam tyle do powiedzenia…

    Miłego weekendu

    1. Iza, ale jajców, powiem Ci, że ja przed ostatnią stymulką zajadałam przez 2,5-mca właśnie koenzym i mleczko i inne cuda (oczywiście tu o nich wyczytałam) i jestem pewna, że w dużej mierze dzięki nim udało mi się uzyskać moje ładne zarodeczki, i liczę że któryś ze mną zostanie. To jest Twój czas, uda się 😉

  36. Jestem po – podali mi 2 zarodki czterkomórkowe AB 🙂 3 szt. hodują do 5 doby. Za dużo się opiłam i pęcherz mi pękał, ledwo odleżałam te 10 minut na fotelu z bólem od pęcherza, po tych 10 minutach od razu poszłam sikać. Mam nadzieję, że te pęcherzowe sprawy nie wpłynęły na zarodeczki…

    1. Melisko, spokojnie, sikanie nie ma najmniejszego wpływu, zarodki już w najbezpieczniejszym miejscu na świecie, tak łatwo Ci nie uciekną :))) Też się tego sikania bałam, jak widać, bez powodu. Trzymam kciuki, będzie dobrze!!!

      1. Gatek, oczywiście przejęłam się tym sikaniem, bo aż taki ból mnie złapał na fotelu od tego pęcherza pod koniec tych 10 minut leżenia i od razu poszłam siku. Nic to, prawda??? Muszę wyrzucić głupie strachy z głowy, taka zamartwiaczka ze mnie… Koszulka wystarczyła, okryli mnie zieloną szmatką.
        PS. Gatek, Twoja historia jest niesamowita 🙂 Mi też zawsze mówią, że ja to dziwna jestem, wszystko inaczej. Zawsze jestem w 1% czegoś tam, pisałam kiedyś o mojej historii z operacją płuca – przecięli mi przypadkowo przewód piersiowy co zdarza się mega rzadko i najlepsze, że on przebiega z lewej strony, a mi operowali prawą, lekarze przecierali oczy, długa historia, załamanie, ale skończyła się dobrze. Aczkolwiek zabrała mi 1,5 roku z życia i weszłam w trochę kiepski wiek do in vitro. Ale co tam, zarodki są i liczę, że to 4 podejście, a 5 transfer (szczęśliwa piątka) postawią mnie w tych %, którym się udaje! Tego życzę nam wszystkim!

  37. Malibu, mam nadzieje, ze jakos nie urazil Cie moj tekst;)To bylo o mnie. Tak to odczuwam, ze po co na sile postrzymywac stan, ktory nie da sie utrzymac bo u mnie akurat nic bie ruszylo beta 0,1 nie pozostawia zludzen. jest mi oczywiacie przykro, ze sie nie udalo ale ja mam tak, ze wole szybko stanac na nogi, otrzepac piach z kolan i znowu stanac na lini z nspisem start. poza tym wierze, ze nam sie uda. przyznam sie, ze nawet przez momemt chyba tak na serio nie myslalam, ze uda mi sie za puerwszym razem. ale wierze, ze sie uda next time;)
    Izus, trzymam kciuki. Tobie to juz po prostu MUSI sie udac. jak Twoje samopoczucie/nastawienie?
    Melisko, daj prosze znac jak Ci poszlo. kto robil transfer i ile zarodkow. mysle o Tobie cieplo. tez dzis bylam w N ok 12:00;))

    1. Sonia, nie mnie wrecz to oczarowalo a nie urazilo. Gdyby to zalezalo odemnie zrobilabym to co ty, natomiast moj maz wciaz ma nadzieje.

      Iza brawo oby te mniejsze dorosly.

      Meliska brawo oficjalnie jestes w ciazy i oby tak przez 8 i pol miesiaca.

      Dzieki dziewczyny za wsparcie, duzo to dla mnie znaczy tym bardziej ze na meza nie moge liczyc on juz sie dawno poddal i wlaczyl tryb rozwalam ten zwiazek inna kobieta urodzi mi dziecko. Ja walcze za nas oboje i o dziecko dzieki wielkie wasze wsparcie jest mega.

    2. Kochana Soniu, dzięki za pamięć. Moje samopoczucie psychiczne i nastawienie – są dobre. Ja to jakiś mutant jestem. Zwykle mam dobre samopoczucie. Tylko nieco zmęczona jestem pracą.

  38. Soniu, pewnie gdzieś się minęłyśmy, jestem tu od 12 🙂 Byłaś na wizycie ustalić co dalej?
    Transfer robił dr L. 🙂 Poszło gładko, 2 zarodeczki są z nami. Za chwilkę jadę na aku.

    1. Melisko jak przeczytałam, że też podali Ci 2 zarodki to aż się zaśmiałam 🙂 idziemy tak samo 🙂 czyli bliźniaki będą rządzić 🙂
      Kiedy masz robić betę, ja 1 czerwca 🙂

      1. Ewciak, chyba napisali, że po 2 tyg. Ocenię jak będzie z samopoczuciem i w ogóle, bo jak nie wychodziło to mimo progesteronu okres przychodził. Liczę, że tym razem będzie inaczej, niech się uczepią i nie puszczają najlepiej obydwa 🙂 W przyszłym tyg. będą dzwonić czy coś dotrwało do blastocysty i czy będą mrozić.

  39. Meliska, Ewciak trzymam mocno kciuki 🙂
    Niech maleństwa zostaną z wami juz na 9 m.cy.
    Tak myślałam że moje rozczulenie po historii Gatki jest coś podejrzane… przecież ja jestem twarda baba.
    @@@@@ przyszła aaaaaa Malpa cholera !! 34 dc. Trochę się wszystko przesunie bo stymulacja od następnego cyklu dopiero ale patrząc na te wszystkie miesiące, lata to w sumie niema to znaczenia…

  40. Dziewczyny, potrzebuje pomocy bo zglupialam
    i nie wiem juz kiedy zacac brac leki. Dr L zalecil mi od 1 dc rano i wieczorem 1 tab progynova. od 2 dc 3 raZy dziennie 1 tab. no dobra….ale ja sie w sumie nie spodziewalam, ze okres dostane juz dzis…. rano nie bylo a teraz jest 17:00 i juz sie na maxa rozkrexa. to co robic? brac juz dzis 1 tab na wieczor? a jutro ile? 2 czy 3? dzis juz nie sam rady wziac 2 tabletek. kurde no…
    poza tym chcialm dZis troche wypic z 2 lampki czerwonego wina. a biore encorton i teraz te estrogeny. nawet resteu nie mialam;( mozna sie napic symbolicznie czy moze mi sie cos stac?

  41. Malibu, u mnie rozmiat porazki byl beZwgledny a U Ciebie jest nadzieja wiec jednak postapilanym tak jak Ty. do pon ostroznie bo zawsZe jest szansa!:) odstawic zawsze zdazysz;)

  42. Sonia, ostatnio dziewczyny to rozważały… chyba pod poprzednim postem. Jak wieczorem dostalaś to chyba od jutra pierwszy dzień. Wino może odpuść, bo tyle piguł lepiej nie mieszać. Zaraz ktoś kompetentniejszy się pewnie odezwie.
    Meliska, Ewciak, mocne kciuki za następne 8,5 miesiąca:)
    Iza, fajny wynik masz!

  43. Iza – fajne te twoje jajka ha ha. Sluchaj, nie wiem na ile to dziala a na ile to placebo. W Kairze w dzien co mialam wziasc Pregnyl (na pekniecie), otrzymalam rowniez lek na hm… By komorki dojrzały te co sa mniejsze a wieksze by sobie zostaly jak sa czy moze by byly wszystkie dojrzałe. W Egipcie lekarze skapia informacji. Tak czy siak jajca byly w rozmiarze: 21.5 21 20 19,5 19 18,5 18,5 18 17,5 17 14,5 13,5 tak wiec lacznie 12 (estradiol 2932), teraz najlepsze w dniu punkcji pobrano mi dokladnie 12 z czego 11 dojrzalych. Zaplodnilo sie 9 ( niestety nie miali IMSI). Co prawda suplementowalam sie sporo ale sam zastrzyk chyba zrobił swoje.
    Lek nazywa nie LUVERIS 75iu (Lutropin alfa) – LH hormon luteizujacy produkowany jest przez firme MERCK SERONO i jest dostepny w Polsce.

    W jakim celu stosuje się lek Luveris
    Lek Luveris jest zalecany w leczeniu dorosłych kobiet, u których stwierdzono wytwarzanie bardzo małych ilości niektórych hormonów, biorących udział w naturalnym cyklu rozrodczym. Lek jest stosowany razem z drugim hormonem nazywanym hormonem folikulotropowym FSH, aby pobudzić rozwój pęcherzyków w jajniku, który jest strukturą umożliwiającą dojrzewanie komórek jajowych. Następnie podanie pojedynczej dawki ludzkiej gonadotropiny kosmówkowej (hCG) prowadzi do uwolnienia komórki jajowej z pęcherzyka (jajeczkowanie).

    Nie zaszkodzi zapytac. Powodzenia.

      1. Nie,odwolam bo w sumie nie ma sensu. Okresu nie mam bo czekam na bete w poniedzialek. Nie mam nowgo amh i podstawowych badan. Coz mi powie ze musimy probowac? Mialabym tylko do niego dwa pytania czy mam przyjmowac DHEA, czy zrobic demfragmentacje DNA plemnikow? Moze wysle do niego maila? Jade za to w srode do Lodzi do Dr Pasnika immunologa, niech on zleci cos dodatkowego. Poki nie wykryje wszystkiego co jest znane nie zrobie transferu bo ja zarodki chyba zbijam, wiem ze mm nk ale mze cos jeszcze nie gra. Poprostu szkoda kasy bo u mnie beta zawsze sobie idzie w gore i wlasciwie nie ma znaczenia czy mialam embryo glu czy naciecie otoczki, one sie implantuja tylko niechca ze mna zostac. Ale jak be jechac do Krakowa to chetnie sie spotkam na kawe, mozesz mi poopowiadac o dr Ch. Podobno jest lekarzem od przypadkow beznadziejnych.

        1. Nie wiem, czy od beznadziejnych, czy on poprostu jest Myślącym Lekarzem:) w kr. nie mieszkam (70km), planowo będę jak Helenka w brzuchu pozwoli, dopiero koło 24-25.06 a potem 30.06-03.07 (w to już trudniej mi uwierzyć:), bo mam termin na 15.07…
          Ty jesteś z kr. czy okolic?

          1. Aaaaa… przepraszam, nieścisłości się wkradly, mam do odwiedzenia Pewnego Przystojniaka Roczniaka w Krakowie 🙂 więc będę wcześniej. Może się zagramy.

          2. Potwierdzam 🙂 Co prawda u mnie obyło się bez in vitro ale po dwóch latach starań zaszlam w ciążę w drugim cyklu „nadzorowanym” przez dr Ch. 🙂 od 6 m-cy jestem szczęśliwą mamą 🙂

    1. Malibuu ,lekarze skąpią informacji, a Ty znasz rozmiary wszystkich jajek?
      Jedyne, czego ja się dowiedziałam przed punkcją, to że jakieś są. 🙂
      Sami nic nie mówili, to zapytałam, dla zagajenia rozmowy podczas USG, czy coś tam rośnie. Usłyszałam, że tak. I to było wszystko podczas całej stymulacji.

  44. Dziewczyny, chciałabym się upewnić czy to parcie na pęcherz po transferze nie zaszkodziło?
    Ledwo uleżałam te 10 minut, może nawet 9, aż mnie ból złapał od tego i wtedy juz musiałam lecieć szybko siku. Nigdy nie wiadomo jak ten pęcherz wypełnić, miałam za pełny, jeszcze mnie przygotowali – włożyli wziernik, zadzwonili po dr L. i strasznie długo nie przychodził, drugi raz dzwonili – wizyta mu się przedłużyła. Także jeszcze przed leżałam długo z tym wszystkim w środku i pewnie stąd to parcie. Chcę odgonić te myśli i liczę, że któraś z Was też miała podobnie z happy endem 🙂 Albo, ze powiecie mi, ze głupia jestem i nie ma to wpływu.

    1. Melisko, ja też sikałam dość szybko po ostatnim transferze i nic się złego nie stało!! Przynajmniej mogłam myśleć o dziecku (wtedy myślałam, że mam tylko jedno w sobie), a nie o zaraz eksplodującym pęcherzu 😉 Naprawdę, nie przejmuj się, myśl pozytywnie, bo dzieciaki w Tobie właśnie szykują się do wczepiania i zadowolona matka tylko im dobrze zrobi 🙂 Dostałaś dwa, dwa siedzą, dwa zostaną, no nie ma innej opcji!

    2. Meliska, ja obydwa razy sikałam od razu:) za tym szczęśliwym jeszcze dosikiwałam na stacji paliw i nawet nie jechalam z nogami w górze jak za pierwszym razem:)) nie martw się, oddychaj majowym powietrzem i rilax – zrobiłaś wszystko, co trzeba:)

    3. Melisko, mój szczesliwy transfer wyglądał tak, że za dużo wypiłam , za mało odsikałam i tak strasznie chciało mi się siusiu od samego początku, że myślałam tylko o tym, żeby lecieć do toalety. Nawet nie patrzyłam w monitor jak doktor Z. robił transfer i opowiadał gdzie wprowadza zarodek, bo bałam się przesunąć głowę, tak mnie wszystko bolało. Potem leżenie po transferze to był jakiś koszmar. Tylko kwiczałam mężowi, że nie dam rady i się zleje na fotel. To chyba nie ma żadnego znaczenia. Jak za mało wypiłam, to narzekali, że za mało wypełniony pęcherz. Mi się udało, także jestem dowodem na to, że to nie ma żadnego znaczenia. Przypuszczam, że te kolejne dni są decydujące i tyle. Powodzenia i nie martw się drobiazgami. Jak ma być, to będzie:) I nie zaszkodzi jazda samochodem ani to, że się zapomnisz i podbiegniesz do autobusu. :*Trzymaj się ciepło!

      1. Gatek, Olga, Doti, dziękuję Wam za te słowa, tego mi trzeba żeby nie zwariować od tego myślenia i analizowania 🙂 Stosowałyście jakąś dietę po transferze? Coś lekarka po punkcji mówiła o lekkostrawnej, ale czy trzeba tak koniecznie ściśle się trzymać? Staram się zdrowo odżywiać, ale nie chcę popadać w jakąś obsesję, np. dziś jesteśmy w podroży to ciężko wybrzydzać 🙂

        1. Z tego, co wiem, to żadnych potraw wzdymających.Mi powiedziała pielęgniarka, żeby generalnie jeść, jak byś była w ciąży, czyli bez dotykania surowego mięsa, wcinania serów śmierdziuchów, myć dokładnie owoce i bez surowych jajek. Jedna lekka kawa dziennie Ci chyba nie zaszkodzi, ale to jak już zdecydujesz:) Trzymaj się dzielnie:)

          1. Dziękuję za odpowiedź. A co z pracą po transferze (praca biurowa)? W ogóle jak lepiej – leżeć i odpoczywać czy też lepiej pracować, spacerować, chodzić na zakupy (bez dźwigania), normalnie żyć przez te 2 tyg.?

          2. Meliska zachowuj się jak kobieta w ciąży. Zero dzwigania, spacery działaja cuda bo pomagają w ukrwieniu macicy i dotlenieniu organizmu. Praca biurowa o ile bez stresu jest ok. Dogadzaj sobie i się relaksuj 🙂

          3. Ja po pierwszym transferze (był w piątek) od poniedziałku normalnie wróciłam do pracy. Jestem nauczycielką, więc nie siedziałam od rana do nocy, pracowałam do 13.30, ale wróciłam w bardzo gorący okres jasełek, więc jedna wielka latanka itd. Transfer udany. Drugi transfer- nie pracowałam wtedy (byłam na wychowawczym), od momentu powrotu do domu normalnie zajmowałam się dzieckiem (rok i 4 miesiące), nosiłam go, wychodziliśmy na spacery (co wymaga zniesienia wózka przez półpiętro), kąpiel, no wszystko normalnie robiłam. Transfer udany, nawet podwójnie, bo zarodek się podzielił, w czwartek zaczynam trzeci trymestr. Moim zdaniem, jak ma się udać, to się uda, tak jak Iza pisze.

        2. Melisko ja tez zawsze z przepełnionym do granic wytrzymałości pęcherzem. Prosto z fotela szlam do kibelka, przed upewniałem sie pytając pielęgniarki czy na pewno moge i zarodek nie wypadnie. Usłyszałam ze nie ma takiej możliwości. Także spokojnie:) co fo stylu zycia i duety po transferze to tak jak piszą dziewczyny, trzeba sie zachowywać i odżywiać jak kobiety w ciazy:) w końcu wlasnie troche jyz w niej jestes;) trzymam kciuki!!:)

    4. Meliska, postaw sytuację odwrotnie. WYobraź sobie, że został CI podany zarodek, któego nie chcesz. Zasczynasz więc się prężyć i skakać, żeby go wyrzucić z siebie. Myślisz, że by Ci się udało?
      Macica to nie śliska szklanka, a „puchata” poduszeczka, nie jest tak łatwo samej wyskakać zarodek 🙂

      1. Dokładnie, szczególnie, że w jakichś patologicznych rodzinach babki chleją i jarają szlugi i w nosie to wszystko mają, a i tak zachodzą w ciążę. Oczywiście nie namawiam do takich ekstremów, ale sądzę, że my jesteśmy uważne aż za bardzo. Jak mi się za pierwszym razem nie udało, to miałam taką myśl, że to dlatego, bo raz podbiegłam po 5 schodkach ..no wariatka. Poziom googlowania ciąży bezobjawowej;)

        1. Doti, wystarczy zwykła rodzina, nie patologiczna. Nie każda co miesiąc uważa, że jest w ciąży i unika wysiłku, czy lampki wina.
          Ja przy zachodzeniu w ciążę z Laura wymyśliłam sobie ćwiczenia na ujędrnienie brzucha. 100 brzuszków dziennie, a ona się wygodnie mościła.

      2. W obozach dla uchodźców, w Somalii kobiety zachodzą w ciąże i to aż za bardzo. W czasie wojny zachodzą i w obozach koncentracyjnych też zachodziły. Bardzo ciężko jest zaszkodzić zarodkowi, który chce zostać.
        My jesteśmy skażone nadmierną uważnością.
        Jesteśmy chore i uważamy na to, na co reszta społeczeństwa nie zwraca uwagi.
        Moja B. zaszła dopiero, jak uznała, że dosyć tego, od 5 lat zachowuje się jak w ciąży, a ciąży nie ma i po transferze pojechała na narty.
        To musi być ten właściwy zarodek, wpływ naszych zachowań jest minimalny. U mnie nawet trzy tygodnie bez leków nie spowodowały wydalenia prawidłowo przyczepionego zarodka.

  45. Iza, cieszę się, że stymulacja tak dobrze idzie. Wspaniale mieć takiego anioła (a nawet anioły), które nad nami czuwają, w dodatku w realnym życiu.

    Margaritka, jaki uroczy Twój balkon. Koniecznie pokaż efekt końcowy.

    Uczuciowa, Soniu, przykro mi bardzo, że to jednak nie ten maj, ale cieszę się, że się nie poddajecie. Z drugiej strony coś nam szwankują tutaj statystyki…

    Malibuuu, Tobie jeszcze nie piszę, że mi przykro, jest jeszcze ździebko nadziei. Ale dobrze, że masz plan, że chcesz posprawdzać, coś zmienić. Może ta immunologia to właściwy trop. Jakaś przyczyna musi być.

    Eska, przykro mi. Wiem, co czujesz.

    Marysia85, ja tam wierzę w moc energii księżyca. (Fajnie pisze o tym na blogu Agnieszka Maciąg).

    Ewciak, Meliska, trzymam za Was kciuki, niech moc pełni księżyca będzie z Wami:)

    Malgorzalka1984, oby udało się jeszcze trochę wytrzymać. Wierzę, że dacie radę i mocno trzymam za to kciuki.

    Gatek, wspaniała historia, wiedziałaś, kiedy się odezwać i tchnąć nadzieję. Zdecydowanie jesteś naszym posłańcem dobrej nowiny:) Rośnijcie zdrowo i bez komplikacji.

    Samosiejka86, Twoja historia jest mi szczególnie bliska. Miałyśmy podobną drogę. Tylko my zaskoczyliśmy po Clo, a wcześniej jedna nieudana inseminacja. Swego czasu zastanawiałam się nad panią dr RB, ale padło na kogoś innego. Trzymam kciuki, by to była spokojna, bezproblemowa ciąża.

    U mnie jeszcze kilka dni do terminu małpy. Na wszelki wypadek tworzę już plan działania na przyszły miesiąc. Z drżeniem serca myślę o zbliżającym się Dniu Matki.

    1. Dziękuję za kciuki 🙂 moja ciaza oczywiście nie obyła się bez 2 wizyt w szpitalu…także zawsze coś. ..Teraz modlę się żeby ta 3 wizyta była już na porodówce. Co do dr. RB nie da się ukryć, ze ma trochę specyficzne podejście do pacjentki, ale ja się już przyzwyczaiłam.

        1. Marysia85 witaj, dzieki. Termin mam na 26.08. Także całe lato przede mną. Juz zaczynam się powoli toczyc:) A mam nadzieję, że moja historia pozwoli ukazać troszkę światełka w tunelu innym. Trzeba wierzyć, choć wiem jak to łatwo powiedzieć…czasami po prostu brakuje już sił. Całe szczęście jest takie miejsce jak to,które daje kopa na dalsze działanie.

          1. Samosiejka, mamy termin na ten sam dzień dokładnie! Ale z racji, ze u mnie bliźniaczki, to jest to czysto teoretyczna data 😉 jak dochodzę do sierpnia, to będzie już super.

      1. Olga1982, dziękuję:) Trochę przestawiłam sobie tok myślenia. To będzie też dzień mojej mamy, która prócz męża jest dla mnie największym wsparciem, więc postaram się skupić w tym dniu bardziej na niej niż na sobie. O moim synku i tak myślę codziennie…

        Napisz, co u Ciebie i Twojej dziewczynki:)

        1. Myślę, ze synu tam pilnuje Cię i zadba, żebyś miała co robić tego lata…
          Moja Bułeczka (ksywa po transferowa:) mam nadzieję dobrze, jutro wizyta, trzymaj kciuki… powoli dopada mnie lęk ostatniego trymestru.

  46. Potwierdzam, że spotkanie na żywo są super 🙂 Paradise okazała się dokładnie taka, jaką sobie ją wyobrażałam 🙂 Prześliczna, ciepła, szalona i bardzo zaangażowana, we wszystko, co robi. A do tego bardzo inteligentna, otwarta i z dużą wiedzą 🙂

    Gatek, Twoja historia jest niesamowita, dużo zdrówka dla całej Waszej trójki. Życie jest szalone i nieprzewidywalne 🙂

    Izo, trzymam kciuki za tą kolejną szansę. Rzutem na taśmę, ale czasem właśnie takie nieplanowane, szybkie decyzję przynoszą spodziewany efekt 🙂

    Ja mam obecnie awersję do in vitro. W przeciągu 8 miesięcy przeszłam 3 procedury i tylko 3 transfery, i mam serdecznie dość. W I. czeka na mnie jeden zamrożony zarodek. Jeden jedyny, jaki udało się podczas tych procedur zamrozić. Na razie nie mam siły po niego wracać. Od miesiąca skupiam się na pracy, porządkach w domu, kupiłam sobie kanapę, urządziłam balkon na lato, przestawiam kubki na półkach, wywalam zbędne rzeczy i jestem przeszczęśliwa tymi drobnymi zmianami. Staram się łykać zwykłą codzienność, bo zwyczajnie zmęczył mnie już mój smutek. Myślałam, że mnie to nigdy nie dopadnie. Że zawsze będę gotować podejść do kolejnego in vitro, żeby spełnić marzenie. Ale dopadło, więc odpoczywam. Co nie oznacza, że się poddaję. Nigdy się nie poddam. 🙂

    Wszystkim, które przygotowują się do transferów wysyłam pozytywną energię, a tym, którym się nie udało mówię – jeszcze się nam uda. Zobaczycie!

    Dziewczyny, pogody ducha! Ściska Was!

    1. Rudolot odpoczywaj i nabieraj nowych sił. Czasami tak po prostu trzeba. Działaj zgodnie z tym co podpowiada Ci organizm. A pozytywna energia wróci do Ciebie ze zdwojoną siła!

    2. Rudolot, uważam, że właśnie w małych radościach tkwi sekret nasze równowagi psychicznej i nawet nie wiesz, jak się cieszę z kanapy, kubków i balkonu. Dużo zaraźliwego uśmiechu 🙂

    3. Rudolot, dobrze, że się wreszcie odezwałaś. Szkoda, że się nie udało.
      Zrób sobie wakacje, ciesz się wakacjami, a potem wracaj po mrozaczka. Może to akurat on będzie tym szczęśliwcem, który zostanie.

      1. Dzięki dziewczyny! Tak właśnie robię – nabieram energii do dalszego działania i odpoczywam od natrętnych in – vitrowych myśli 🙂 Ale jestem tu cały czas z Wami, podczytuje i zaciskam za nas wszystkie kciuki 🙂 :*

  47. Rudolot łapię od Ciebie energię żeby mi się też chciało chcieć… Ciężko tak patrzeć na te wypięte do słońca brzuchy szczęśliwych przyszłych mam i marzyć co by się fajnego robiło z własną pociechą w taką piękną pogodę… gdyby się ją miało…
    Ale pewnie każda z nas próbuje nie dać się czarnym chmurom …

    uściski dla Was Girls!! 🙂

    1. No pewnie, że ciężko patrzeć. Same wiemy najlepiej, że kłuje w sercu i czasem przychodzi taka chwila, że ni z gruchy, ni z pietruchy, staje gula w gardle i zaciskamy tę gulę, żeby się przy ludziach nie rozkleić. Ja mam tak zwłaszcza, jak mnie ktoś nie siedzący w temacie in vitro i mylący komórki z zarodkami zaczyna pocieszać: „Uda się Wam, zobaczycie! Wyluzujcie! Jedzcie na wakacje i będzie dziecko „.

      Esko, przeganiamy czarne chmury !!:)

    1. Hej my też, dzisiaj cały dzień brzuch mnie boli jak na @, jajniki pykaja. Nie, nie idę mam l4, pracuje w biedronce i raczej nie ma tam możliwości lekkiej pracy. Wolę pobyć sobie w domu 🙂

  48. Dziewczyny, wysiadam nerwowo, potwornie pokłóciłam się z rodzicami, zmęczona po podróży, później nie mogłam spać w nocy, wzięłam Relanium, dalej mnie trzęsły nerwy, nie byłam w stanie iść do pracy 🙁 Boję się, że teraz to już całkiem zaszkodziłam zarodeczkom i nie będą chciały zostać :((( W czasie tej procedury człowiek powinien być chyba na bezludnej wyspie, z M. oczywiście. Czwarty raz przechodzę, ale wcale nie jest lepiej, chyba nawet gorzej, bo wiadomo, że jak czwarty rz nie wyjdzie, to wtedy sznse spadają na łeb na szyję.

    1. Meliska, nie denerwuj się, to bardziej zaszkodzi maleństwom niż relanium. Zachowuj się tak jak radzą dziewczyny, jakbyś już była w ciąży, dbaj o siebie i nie sięgaj po leki bez konsultacji z lekarzem. Trzymam kciuki 🙂

      1. Baroffka, nie umiem się uspokoić, pewnie zaszkodziłam tymi nerwami 🙁 Tak bardzo chciałam żeby tym razem była pozytywna energia, a zrobił się dół i nerwy okropne… jestem spięta, ryczeć mi się chce i nie mogę sobie miejsca znaleźć.

        1. Meliska dzień przed planowanym testem ciążowym wyłam jak bóbr, że strachu, że pewnie po raz kolejnych się nie udało, wzięłam nawet jakieś ziołowe proszki na uspokojenie, test wyszedł pozytywny, beta również, więc pozytywnie nastawienie wcale nie przyczyni się do sukcesu, ale za to pozwoli oszczędzić niepotrzebnych nerwów 😉 trzymam kciuki za Ciebie i wierzę, że to właśnie TEN czas i ten transfer 🙂

          1. Ja się o głupotę pokłóciłam z rodzicami, od razu złapałam i wyrzuty i bezsenność i to nakręcenie, od rana dalej to samo, nic mi nie przemawia już do głowy, to jest druga doba po transferze i chyba właśnie wtedy trzeba spokoju, nie spinania się, a ja się spinam już prawie dobę i jest ze mną co raz gorzej 🙁 M. załamuje ręce. Mam takie coś, że jak się nakręcę to nie mogę przestać… Widzę, że te procedury mi zjadły psychę i wiem, że więcej nie dam już rady.

          2. Melisko, nie obwiniaj sie. Stres około invitrowy jest przecież gigantyczny, to kiedyś, jakos musi znaleźć sobie ujście. Plus te wszystkie hormony, którymi nas faszerują, tez robią swoje. Wyrzuciłas z siebie, przynajmniej sie nie kumuluje. Ale moze pogadaj z rodzicami, jeśli sie da, nie ma co hodować napięć w rodzinie, zwłaszcza ze w Tobie dwa małe ludki 🙂

          3. Jakoś się trochę opanowałam, to chyba faktycznie odreagowanie, rodzice też reagują nerwowo, bo się martwią, ja mega nerwowa i afera gotowa, płacz, złość, bezsenność… Już trochę się załagodziło między nami. Oby tylko zarodeczki tego nie odczuły…

  49. Cześć Dziewczyny, pozdrawiam serdecznie i nieustannie trzymam kciuki za wszystkie.
    Mam pytanko ws. urodowej, podpowiedzcie czy po transferze można farbować włosy? Miałam zapytać o to lekarza ale jak zwykle podczas wizyty człowiek ma tysiąc pytań i o którymś zapomni. Będę wdzięczna za pomoc.

    1. MM co do tego farbowania, to chyba ile ludzi, tyle opinii. Jesteś po transferze, czyli jesteś już trochę w ciąży 🙂 trochę się naczytałam o farbowaniu w ciąży i ja osobiście będę czekać do zakończenia I trymestru. To ważny czas, kształtuje się Twoje dzieciątko, więc sądzę, że warto przeczekać te 3 miesiące, a potem sięgnąć po farbę bez amoniaku.

    2. Wytrzymasz bez farby, szybko zleci. Ja po pierwszym trymestrze poszłam do fryzjerki – farbowala mi jakimś super delikatnym balsamem (kolor niewiele się zmienił, zeszło po 2 tygodniach)..teraz farbuje loreal prodigy.

  50. Meliska, wypnij się na wapniakow -teraz jesteś pępkiem świata, nie denerwuj się.. nerwami nie zaszkodzisz, ale sama sobie fundujesz stres- czy to jest warte? Jeśli jesteś na l4, to zaplanuj same lekkostrawne zajęcia i przyjemności. Ja oglądałam po pracy zerujace seriale, i parę razy wyskoczyłam na szoping i kawiarnie:)
    Zorganizuj fajny czas i przytulajcie się dużo (no sex:)..

  51. Cześć dziewczyny,
    Wiem, że temat aborcji i nowej ustawy antyaborcyjnej był poruszany wcześniej, ale przypuszczam, że nikt już tam nie zagląda do komentarzy, dlatego wklejam tutaj. Powstała inicjatywa „Ratujmy Kobiety”, która zbiera podpisy pod propozycją ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie (100 tys podpisów do 31.07). Jeśli jej treść jest zbieżna z Waszymi poglądami, to zachęcam do podpisania: http://www.ratujmykobiety.pl/ Nie sądzę, aby ktokolwiek wierzył, że zostanie ona przez obecny parlament przyjęta, ale dobrze pokazać, że nie wszyscy w Polsce są za zaostrzeniem obecnych przepisów. Pozdrawiam

  52. Dziewczyny ile mogę brać nospy po transferze, od soboty brzuch boli cały czas jakbym miała @, dziś rano wzięłam 2 bo nie wytrzymalam i dalej to samo. Chyba nie powinien boleć a tu daje popalić?

  53. Malibuu, jak Twoja beta?
    Soniu, jednak zdecydowałaś się jeszcze spróbować w czerwcu. Akurat będziesz miała wynik do końca roku szkolnego. 🙂
    Iza, Ana86 kiedy punkcja?

  54. Hej dziewczyny chciałam sie z Wami czymś podzielić… A mianowicie ustaliliśmy z M ze jesli Clo nie pomoże i owu bedzie po złej stronie to poprosimy Z o przygotowywanie nas do in vitro. Stwierdziliśmy ze i tak juz 6 miesiecy(!!!) żyjemy w takim zawieszeniu i trzeba chwytać byka za rogi! O!

    1. Sza, mam nadzieję, że to nie będzie potrzebne.
      Ale ja też nie lubię tak czekać bez sensu. To tak jak z tym moim podejściem do crio – co miesiąc odliczasz dni, czujesz optymistyczne podniecenie, że to już zaraz i na wizycie cios. Stymulacja przynajmniej poszła rach ciach.

      1. No ja wlasnie miałam z tylu głowy i cały czas mam w sumie Twoja sytuacje ze na crio czekałas rok!
        Dlatego tez taka wlasnie decyzja… Jesli głupi jajnik nie bedzie chciał współpracować to trudno…
        Tak jak piszesz co miesiąc czekanie na @ pózniej wizyta co drugi miesiąc powtarzanie badan bo sie ważność konczy dodatkowo kazda wizyta 95 zł a my dalej w czarnej dupie. Juz mamy tego serdecznie dosc stad ta decyzja…

        1. Sza. Wiem coś o braku współpracy jednego z jajników. Irytujące… ale dobrze, że macie plan i się wspieranie we wspólnych decyzjach. Kciuki za owu jednak po dobrej stronie!:)

        2. Sza, takie zawieszenie jest wykańczające. Zobaczysz, jaka będzie reakcja w tym miesiącu na Clo. Dostałaś bardzo małą dawkę. Ja brałam 2 tabletki dziennie i i tak miałam jeden pęcherzyk, czyli jak w naturalnym cyklu. Teraz będę brać trzy dziennie, żeby były dwa. Może jak w tym cyklu Twój jajnik nadal będzie oporny, to w następnym weźmiesz większą dawkę i jeśli nie zadziała, to dopiero in vitro. In vitro, jak widać po historiach dziewczyn, to jednak spore obciążenie dla organizmu i dla psychiki, nie ma co się do tego tak spieszyć. Ale doskonale Was rozumiem. Zobaczysz zresztą, co powie lekarz. Trzymam kciuki, by jednak leniwy jajnik ruszył z kopyta po Clo.

          1. Wiem zdaje sobie sprawę z tego obciążenia, ale totalnie mnie to nie przeraża… Ja musze podjąć jakas walkę bo inaczej zwariuje. Nie chce czekac kolejnych miesiecy… No ale tak jak mowisz zobaczymy co lekarz powie. A moze jajnik sie troche ruszy… Bo w ciagu tych 6 miesiecy raz mu sie udało 🙂 wiec moze tym razem tak bedzie… Ale dzieki temu ze wiem ze jesli nie wyjdzie po clo to bierzemy sie za on vitro mam duzo mniejszy stres przed wizyta… U nas inseminacja i tak jest na granicy bo moj M ma dosc słabe nasienie i tak naprawdę to miałbyś ostatni przystanek przed on vitro,wiec w sumie dosc sporo czasu miałam zeby sie nad wszystkim zastanowić i przyzwyczaic do mysli ze jednak in vitro to bedzie ta droga…

          2. Współczuję Ci tego czekania! My przed IVF zrobilismy 4 IUI. Jeśli chodzi o aspekt emocjonalny to jedno i drugie było dla mnie tak samo trudne i stresujące. Przy czym przy IUI miałam mniej nadziei, że się uda. W zasadzie robiliśmy je głównie po to, żeby mieć poczucie, że wyczerpaliśmy wszystkie opcje. Miały być trzy inseminacje. Żeby podjąć ostateczną decyzję o IVF. Rzutem na taśmę zrobiliśmy tę czwartą. Tylko u nas to wszystko w miarę sprawnie poszło. Gdyby sytuacja się przeciągała, podeszlibyśmy do in vitro wcześniej. Najgorsze jest to czekanie. Czas przecieka przez palce, nic się nie dzieje, na nic nie mamy wpływu – można zwariować.
            Dla mnie osobiście ivf nie jest jakoś szczególnie obciążające. Bardzo dobrze znoszę stymulacje. Zarówno krótki jak i długi protokół. Niezależnie czy kłułam się kilkanaście dni czy półtora miesiąca było ok. Jak mnie lekarz zapytał przed punkcją jak się czuję, to powiedziałam, że mogłabym się nawet co miesiąc stymulować 😉 To co jest obciążające dla mnie to ta pieprzona niepłodność, niezależnie czy się akurat stosuje monitoring cyklu, IUI, IVF.
            Dlatego życzę Ci, żeby się w końcu skończyła! Niech jajnik się reaktywuje i zaskoczy Was pozytywnie w końcu. A jak nie wyjdzie… to IVF nie jest takie straszne 😉
            P.S. Mi chyba nic nie jest straszne, byle się tylko udało w końcu…

          3. Kochana ja mam takie samo zdanie!!! Nic mi nie straszne,kiedys bałam sie uśpienia po laparo przestałam nawet miło wspominam,kiedys bałam sie kłucia w brzuch po clexanie odkryłam dziwna przyjemnosc w bijaniu igły w brzuch zwłaszcza tego pierwszego momentu wkłucia(wiem dziwna jestem,Lubie tez zapach siarki z zapałek,i jak mnie skurcz w łydkę łapie;))
            Wiec dlatego totalnie mnie nie przeraża wizja In vitro a wręcz wiadomo wiąże z nia wieksze szanse na powodzenie. Ja od początku chciałam ale moj M chciał wlasnie wykorzystać wszystkie szanse,ale jak ma sie to ciagnąć do
            Usranej śmierci to wolimy odrazu podejsc.
            Ale moze akurat clo zadziala 🙂 i podejmiemy jedna próbę IUI 🙂

          4. Sza, na ivf zawsze macie czas. Rozumiem twoje zniecierpliwienie i zmęczenie (w końcu wizyty, monitoringi, itd są prawie te same), ale jeśli jest szansa iui to spróbujcie. Ivf jest kopem hormonalnym i jeśli jest inna ścieżka, warto jej spróbować.

          5. Uwielbiam zapach z zapałek. Kiedyś sama sobie czasem wypalałam całe pudełko zapałek, żeby powąchać.
            Ja się nawet ucieszyłam, jak się okazało, że niedrożne są jajowody i tylko ivf zostaje, bo te monitoringi mnie męczyły, nie wiem, czy zniosłabym jeszcze miesiące inseminacji. Ale nie tak miała wyglądać moja przygoda z ivf.

          6. Hahah czyli nie tylko ja jestem „dziwna”ze Lubie zapach zapałek,ze jesli clo nie zadziała to bierzemy sie za
            Grubszy kaliber 🙂
            Ja juz mam poprostu dosyć słów lekarza „widzimy sie za
            Miesiąc” rzygam tym wszystkim ,chce zeby sie zaczęło cos dziać,czas przez palce ucieka… Trzeba dzialac:)

          7. Uczuciowa rozwalilas mnie 🙂 jeaCzE nie miałam okazji wąchać gonalu,ale jak bedzie taka potrzeba to odrazu napisze co sadze o
            Zapachu
            🙂
            Clo kupione teraz tylko czekam na @ powinnam jakos dostac 1 czerwca . I zobaczymy 🙂 niech sie dzieje wola nieba. Czy IUI czy in vitro tak miało byc i juz 🙂

    2. Sza, ja myślałam że problem jest tylko w leniwym jajniku a jak piszesz ze wyniki męża są na granicy to iui miało by małe szanse. Zobaczymy co w tym miesiącu będzie. Może akurat 🙂

      1. Nie nie ogólnie nasz problem polega na tym ze M ma obniżone parametry. Mi nic nie jest a właściwie nie było ,bo po pewnym czasie powstał wodniak którego trzeba było usunąć razem z jajowodem. Dlatego teraz ta owu jest taka jaka jest bo musi byc po str z jajowodem.
        Bardzo tez upiera sie IUI dr Z stwierdził ze sa duże szanse. Poniewaz M ma bardzo duzo dobrych plemników o ruchu postępowym.

        1. Sza ja Ci znów mówię, że Clo Ci pomoże 🙂 Ja nie mam lewego jajowodu a lewy jajnik mam dominujący. W drugim cyklu na Clo zaszłam w ciążę. Mam takie przeczucie że u Ciebie też zaskoczy 😉

          1. Brałam tylko jedną tabletkę dziennie. Ja miałam owulację ale zawsze z lewego jajnika przy którym nie ma jajowodu. Clo brałam żeby rozruszać prawy.

  55. Nadal w to nie nie wierzę ale chce sie z Wami podzielić radosna wiadomością. Zrobiłam dziś betaHCG, 12 dpt moja beta to 569.2 😀

    Przy moim ostatnim podejściu betaHCG 10 spt byla tylko 64.2 i zakonczylo sie to pustym jajem plodowym

    Tak jak Wy wszystkie wiem ze to nie koniec boju, a raczej jego początek i jeszcze wszystko się może zdarzyć ale dzis jest dzis. Dzis nie mam zamiaru o tym myśleć tak malo mamy radosnych momentów ze ten dzień uważam za najszczesliwszy i chce Wam choć trochę tego szczęścua przekazać. 🙂

      1. Dziękuję kochana, boję sie nawet planowac dalej niz do kolejnej wizyty, ale dzis jest dzis.
        U Ciebie tez będzie dobrze, głęboko w to wierzę i mocno trzymam kciuki:)
        Przesyłam moc pozytywnej energii

      1. Wizyta dopiero 4.06 na moje własne życzenie. Na razie traktuje sie po królewsku, mam wolny tydzień w pracy bo 29.05 mam egzamin i niby się uczę ale bez przesady 🙂 Sama siebie nie poznaje z kujona i bardzo ambitnego ucznia zostalo mi nie wiele. Uczę sie byle zdać, bez większych ambicji bez większych widoków na dobra ocenę.
        Nie mam zamiaru na razie powtarzać bety. Chcę wytrzymac do 3.06 i dopiero wtedy zrobić przed wizytą razem z hormonami. Ostatnio badalam krew prawie co 3-4 dni, wizyty miałam co tydzień i skończyło się pustym jajem plodowym. Jeśli ma się utrzymać to się utrzyma, lekarz na tym etapie raczej za wiele mi nie pomoże. Biorę leki na podtrzymanie, clexane i encorton i czekam na CUD. Ucieszył mnie dobry wynik ale jestem realistka, do pełni szczęścia jeszcze bardzo daleko.

  56. Ja już po ostatnim podglądaniu przed środową punkcją; prawy jajnik wygrywa z lewym 10:2. Mam ponad pięć tysięcy estradiolu i już wiem, że nie będę miała transferu w tym miesiącu, z obawy przed hiperką. Zaczynamy więc walkę o śliczne mrozaki.
    I poznałam anastezjologa! Mówi, że wszyscy mu się budzą. Uf.

      1. Przeczytałam na szybko: anastezjolog, przespać i grzech i miałam bardzo kudłate myśli 🙂 Wszystko mi jedno jak zasnę, bardzo bym się chciała obudzić tym samym człowiekiem, tylko bez jajek.

  57. Wężon, proszę podziel się swoim doświadczeniem w temacie sztucznych cykli. .
    Siedzę właśnie uziemiona w klinice 700 km od domu czekając na przyrost endo.
    Ma na razie niecałe 6 mm. Ile musi być?
    Myślałam że przy odpowiednim transfer idzie od razu a tu mówią że za 5 dni…
    Jedyny plus że mamy podobno najlepszą możliwą klasę zarodków tyle że zamrozonych razem…

    1. Gaju, minimum to 6 mm. U normalnych kobiet chcą przynajmniej 8 mm.
      Dzień z odpowiednim endo to będzie dzień owulacji, czyli tak jak punkcja. Włączają wtedy progesteron i transfer po tylu dniach, jakie są zarodki.

        1. Gaju, Malibuu, na Viagrę w tym cyklu już u Ciebie za późno. Trzeba ją brać przez 7 dni i odstawić najlepiej na 7 dni przed transferem.
          Myślę, że endo dorośnie samo, ale jakby coś nie wyszło, to możesz następnym razem spróbować z Viagrą.
          Tylko uprzedzam – niezwykłe doznania. 😉
          Wypływa jak lutinus, tylko na tłusto, bo główny składnik to masło kakaowe. Siusiasz rosołem. 🙂

          1. Gaju, profesor nie przepisał Ci viagry? Mnie dawał i chyba rzeczywiście działa. 🙂

            Zwiedzaj Białystok, ja już go pozwiedzałam i nawet dzięki in vitro mam kilka swoich ulubionych w BS miejsc 🙂

            Czy podchodzisz teraz ponownie na komórkach dawczyni? Czy to Adopcja Zarodka?

          2. Raczej nie miałam, zresztą w sumie nie wiem, nikt mi nie mówił nic odnośnie mojego endo. Ale prof. prawie zawsze viagrę daje. Brałam przy I protokole. Powiedział wtedy, że endo jest książkowe.

          3. Ale nie wiesz, jakie byłoby bez, więc nic o viagrze nie możesz powiedzieć. A jak brałaś? 4×1 po jednej globulce z 1/4 tabletki?

  58. Pick up byl dzis i nie bardzo jest o czym mowic…juz splakac sie tez zdazylam. Rekord ostatniej proby pobilam, pecherzykow 23. W czwartek bylo 13 niedojrzalych. Nie rozumiem. Plakalam juz wychodzac po zabiegu jak to uslyszalam… In vitro mnie nie lubi. Leze i mysle jak tu sie podniesc bo czuje sie jakby drugi raz z rzedu zycie mi po twarzy dawalo ;(

      1. Plan byl taki zeby bylo mniej a lepsza jakosc. I wygladalo ze bedzie 13. Tylko moj organizm jak zwykle robi co chce. Ale przyrost sztuk 10 w 3 ostatnie dni to tego juz nie kumam…No i gdzie jakosc w tylu sztukach?

        1. Ana, jeszcze nic nie wiadomo. Z tego co piszesz dopiero się okaże jak będzie, ile dojrzałych komórek, ile się zapłodni. Nie martw się na zapas. Czekamy na wieści od embriologów. To już nie długo. Jeszcze nic nie jest stracone! Zaciskam kciuki tymczasem!

    1. Ana, kochanie, wiem, że miało być inaczej, ale nadal masz 10 komórek, każda ma szansę dać zarodek. To jest bardzo, bardzo, ale to bardzo liczna rodzina potencjalnie. Dziewczyny wychodzą z punkcji z 1-2 komórkami. Przed Tobą naprawdę wiele jeszcze wiadomości, możliwe, że tych dobrych. Głowa do góry, cycki do przodu, za daleko doszlaś, żeby teraz się załamywać!

  59. Właśnie jadę do domu.
    Jeszcze resztki są. Spodziewałam się, bo ciągle krwawię, od 3 dni mocniej.
    Powiedziałam, że mi się spieszy, to spróbujemy pogonić znowu tabletkami jutro w szpitalu. Jak się doczyści przez tydzień, to mam szansę.

      1. Do szpitala tak jak poprzednio na chwilę, po prostu na dyżur lekarza. Wejść, włożyć i wyjść. I czekać w domu, aż zadziała.
        Od ponad 6 tygodni plamię i krwawię, też uważam, że wystarczy.

  60. Witajcie.Czytam Was od dawna.Bloga przeczytałam od deski do deski,jestem na bieżąco.Kibicuje Wam wszystkim 🙂 Teraz o sobie. Mam 44lata, prawie 18sto letnie dziecko z którego poczęciem nie było problemu.(żadnej innej ciąży wcześniej ani później) Ale teraz myślę o drugim,tyle że brak faceta no i wiek pewnie też sprawy nie ułatwia. Myślę o dawcy nasienia, czy tu wchodzi w grę inseminacja czy raczej in vitro (jeśli go nie skasują) ? Co o tym myślicie ? Pozdrawiam ciepło Wszystkie Dziewczyny 🙂

      1. 🙁 cóż za bezduszny i stygmatyzujący przepis (nawet w podejściu komercyjnym ?) to adoptować można w pojedynkę a in vitro nie?(adopcji nie biorę jednak pod uwagę) ale załóżmy że uda się to obejść jak nie tu to za granicą, czy wtedy zaczyna się od inseminacji ?

          1. No tak ma prawo ale czy samotna babka nie ma prawa mieć dziecka ? moje pierwsze macierzyństwo też de facto było samotne bo ex poza zrobieniem zdrowego, cudownego dziecka nie wspierał a raczej przeszkadzał,stresował i wił inne gniazdko 😉 więc mam wprawę w samotnym wychowywaniu. Na zawołanie sensowny gość się nie znajdzie a ja nawet tego nie chcę.pozdrawiama

        1. Noni, w Polsce w programie rządowym (ale nie jestem pewna czy w ustawie dla komercyjnego IVF też) trzeba mieć za sobą rok leczenia. Nie jest sprecyzowane, że trzeba mieć za sobą IUI. Niektórym IUI i tak nic nie da, więc prawo nie koże tego nakazać. Wystarczy, że masz niedrożne jajowody…

          1. Jak masz niedrożne jajowody, to nie musisz mieć roku leczenia. Nie każdą Ci czekać na cud.
            Jak pokazałam wypis z diagnozą, to nic innego nie chcieli oglądać, żadnego zaświadczenia, nawet do programu.

        2. Noni, myślę, że wtedy zależy od Twojego stanu. Jeśli wszystkie badania będą OK, będzie owulacja, to można spróbować ze 2-3 inseminacje.
          Na Ukrainie też kliniki oferują, co tylko chcesz, łącznie z wyborem płci.

    1. Noni, dzien dobry.
      Widzę dwa sposoby. Po pierwsze skontaktuj sie z wybraną kliniką. Pójdź na wizytę. Może mają rozwiązanie prawne na tzw. kobiety samotne, nie zakładałabym z góry, że nie…
      Po drugie, nie mam linka niestety, ale mąż mi opowiadał historię przeczytaną na facebookowym profilu naszego bociana, o tym, jak jakaś feministka z polski zamówiła gdzieś ze Szwecji próbki nasienia. Wybrała profil dawcy, dostała do domu… Hmm… Pakiet do domowej inseminacji… Wiem, ze gadam jak potłuczona, brzmi niedorzecznie, nie czytałam tego artykułu, ale piszę Ci, skoro słyszałam. Mogę spróbować dowiedzieć się szczegółów bliżej źródła (nie obiecuję). Mąż mówi, że to nie jest nowy wpis, może ma kilka dni, tygodni, może pół roku.
      Noni, super, że pragnienie macierzyństwa jest tak silne 🙂
      Co do pytania czy IUI czy IVF – wszytsko zależy od Twojego zdrowia, IUI tańsza, IVF skuteczniejsze…

      1. W klinice widzę właśnie ogłoszenia duńskiej kliniki w gazecie „chcemy być rodzicami”. Wysyłają zestawy do domowej inseminacji.
        Noni może jednak zacznij od oznaczenia AMH? Żeby nie tracić pieniędzy na Iui?

      2. Witaj Autorko kultowego bloga 😉 też słyszałam o tych sposobach ale nie myślałam że na serio można to robić chałupniczo 😉 zacznę chyba od rozmowy z moim ginem a będzie zaskoczony.Ta myśl o dziecku zrodziła się kilka miesięcy temu i jeszcze z nikim jej nie konsultowałam.Jesteście pierwsze :)zobaczymy co powie i na pewno będą konieczne jakieś różne badania. Będę się tu odzywać jak się sprawy mają jeśli pozwolisz 😉 dzięki za szybką odpowiedź i pozdrawiam serdecznie.

        1. Noni, znajome lesbijki skorzystały z usług zaprzyjaźnionego geja. A ponieważ obu stronom wstrętna była myśl o zapłodnieniu przez seks – tak miało być, żeby potem nie doszło do jakichś komplikacji, że może jednak się zakocha, spodoba mu się matka jego dziecka itp. – wykonali zupełnie chałupniczą inseminację. w odpowiednim dniu on przyszedł do nich na kolację. Potem w łazience zrobił co trzeba do kubeczka, jedna nabrała do strzykawki i wstrzyknęła drugiej. Za dwa tygodnie cieszyły się ciążą.
          W sumie co za różnica z czego wpuszczasz, byle świeże. 😉

          1. Tak,wiem że to można prosto niby rozwiązać oczywiście o ile udałoby się teraz naturalne zapłodnienie.Ale jest najważniejsza kwestia że facet robiąc dziecko po znajomości(w jakikolwiek sposób) może kiedyś chcieć uzyskać prawa do tego dziecka.Nawet jakby formalnie z punktu się zrzekł to później może zmienić zdanie.I korowody sądowe się zaczynają,więc trzeba się dobrze przygotować bo jednak nie jest to takie proste 😉

          2. Może też być w drugą stronę – powiesz mu, że nic od niego nie chcesz, oprócz nasienia, a potem wystąpisz o alimenty. Albo dziecko będzie pytało o tatusia i mu powiesz, a facet nie chciał mieć z nim nic wspólnego.

          3. Zresztą z tymi dziewczynami też nie wyszło dobrze. Po paru latach się rozstały, ta co urodziła, dziecko zabrała i zakazała kontaktu z drugą. Kochasz dziecko, jest Twoje, a formalnie nie masz żadnego prawa.

    2. Noni, wybacz, ale probowalas z facetem tak ”live”? Wyjdę na konserwatywną zgredę, ale pierwszy raz mogę kogoś spytać o powód takiej decyzji.. rozumiem, ze sobie poradzisz, ze masz takie doświadczenie.. adopcja dziecka, zarodka, korzystanie z dawcy komórki, czy nasienia mnie zupełnie nie dziwi w parze, ale przyznaję, ze samodzielnie już owszem.. jeśli masz chęć, odpowiedz.

          1. Zakładam, ze dojrzałe rodzicielstwo mieści się w decyzji dwojga partnerów… ze to coś więcej niż,, to teraz co robić? ach.. Moze dziecko sobie zrobię, bo jestem fajna babka…,, Mamatobe ładnie napisała, ze dziecko ma prawo mieć mamę i tatę.. pewnie-lepiej niech wychowa je rozsadna matka, niż nieodpowiedzialny ojciec, ale nie wiem, czy to nie przekroczenie pewnych granic: nie nawiązuje trwałej relacji z partnerem, ale dziecko owszem, chcę.. a dziecko w tym układzie gdzie jest w naszej hierarchii wartości.. czy nie jest wtedy instrumentalnie traktowane?..

          2. Tez tak mysle… Jak jeszcze bylam singlem & brak bylo w moim otoczeniu fajnego mezczyzny, zastanawialam sie nad tym czy bylabym w stanie, tylko dla zaspokojenia swojego instynktu, splodzic sobie z dawca dziecko. Ale perspektywa mi sie zmienila, mam tyle samotnych lasek w otoczeniu, brak facetow na horyzoncie, a one tak bardzo chcialyby byc mamami… I mi jest ich tak zal i jestem zla, ze tak zmienilo sie prawo. No nic, nasze dzieci na szczescie beda mialy i mame i tate…

            Na kiedy Ty masz termin? Chyba juz niedlugo, nie? Jak sie czujesz w taka pogode?

          3. Ja właśnie tak uważam (ba, zawsze tak uważałam, zanim nawet zaszłam w ciążę). Oczywiście, chciałam dziecka bardzo mocno, ale z tyłu głowy była taka myśl, że ono zasługuje na mamę i tatę. W życiu różnie się układa; sama tworzę rodzinę patchworkową. Ale Hania, dziecko mojego męża z poprzedniego związku, ma stały kontakt z tatą. A decydując się na inseminację (lub in vitro) z nasienia dawcy pozbawiamy dziecka czegoś (kogoś) bardzo istotnego. Ojca i (choć to brzmi dość patetycznie) części korzeni.

            Nadal jednak podkreślam, że to moje zdanie i nie chciałabym, żeby ktokolwiek czuł się skrytykowany. Pozdrawiam ciepło 🙂
            P.S. Dzielę się też radosną wieścią; po serii badań okazało się, że nie mam nowotworu o który podejrzewał mnie miły lekarz 😉

          4. Mamatobe, nie dzieliłaś się nowinami od niefrasobliwego lekarza. Podałaś nam strawne zakończenie, ale ile nerwów Cię to kosztowało?

      1. Z facetem nie próbowałam live ponownie ponieważ od dawna brak takiego odpowiedniego osobnika. Oczywiście można znaleźć jakiegoś pierwszego lepszego łosia,zacisnąć zęby i próbować robić dzieci albo z kolegą po znajomości.Ale nie o to chodzi by robić z byle kim to już lepszy termos ze spermą i akcesoriami do zapodania;) Nawet wśród znajomych nie zauważyłam dawcy dobrych genów 😉 A poza tym ja chcę mieć dziecko a faceta niekoniecznie. Poza tym nie ma czasu czekać aż znajdzie się książę z bajki.Myślę że nie ma w tym nic dziwnego chociaż dla kogoś to może być hardkor.

        1. Noni, jeśli jednak przepisy w Pl nie pozwolą Tobie samej skorzystać, polecam klinikę w Pradze, tam bez problemu możesz zaadaptować zarodek, koszt adopcji, razem z transferem to 900 euro. Jeśli będziesz potrzebować więcej informacji to pytaj. Mnie wcale nie dziwi, że chcesz być znowu mamą..

        2. Zastanawiam się czy dasz sobie radę fizycznie i psychicznie. Jak dziecko będzie w najbardziej ruchliwym wieku ty będziesz miała 50 lat i przyjmując stan dIsiejszy to będziesz z tym sama. Twoje starsze dziecko będzie kończyć studia i robić karierę i tez będzie ciężko z pomocą . To są twoje decyzję tylko w pewnym momencie nie ma odwrotu… może podświadomie czujesz nadchodzący moment pustego gniazda …może chcesz je podświadomie zapełnić?
          Pomyśl nad tym.
          To że dziecko nie będzie miało ojca to jakbyś miała 30 lat to nie był by aż taki problem ale w Twojej sytuacji komplikuje to wszystko jeszcze bardziej.
          Pozdrawiam

          1. Dziewczyny póki co jestem w świetnej formie i nie wyglądam też na swoje 44 😉 jak wiemy w życiu bywa różnie chorują i umierają nawet młodzi,ale z takim podejściem to nikt by się nie rozmnażał z obawy przed tym co może być.Odnośnie pustego gniazda to myślę że my tu wszystkie się go obawiamy niezależnie od wieku.Zawsze widzę szklankę do połowy pełną i twierdzę że dam radę 😉

          2. Uwierz mi ze w wieku 27 lat nawet nie mysli się w kontekście „opuszczonego gniazda” bo w naszej sytuacji nawet nie mamy tego „gniazda”. Nie obraz się bo nie pisze tego złośliwie ale na Twoim miejscu pogadaly bym z psychologiem na ten temat. Może taka nagła chęć posiadania kolejnego dziecka w twojej sytuacji jest czymś konkretnym spowodowana. Może pomógł by ci wyjść z tej sytuacji.
            To prawda w pl jest kobieta która urodziła bliźniaki po 60 w Indiach kobieta urodziła teraz dziecko po 70 …no i co z tego… ze są takie przypadki nie znaczy w cale ze jest to normalne i super.

          3. Ale jak to ,przecież mąż i wspólny dom to już gniazdo.Które można jeszcze bardziej zapełnić.Powiedz mi wobec tego dlaczego Ty osobiście chcesz mieć dziecko ?Sama jestem psychologiem,co prawda od kilku lat nie praktykującym w zawodzie.Myślę że chęć posiadania dziecka zawsze jest nagła bo chyba mało kto czuł ją od urodzenia czy przedszkola.Teraz przecież wiele kobiet rodzi pierwsze dziecko po 40stce i nic strasznego się nie dzieje.40+to nie starość,wspomnisz moje słowa 😉 60 trochę inna sprawa ale nie oceniałabym tej kobiety.Jeśli daje rade,kocha dzieci i zapewnia im to co potrzebne to nie widzę problemu.Pojęcie normy jest bardzo względne i ulega przesunięciu w wielu dziedzinach.

          4. Od kiedy pamietam chcialam zostac matka. Znamy sie z moim mezem od 9 lat i uwiez mi jakby on mial w tamtej chwili 28 lat a ja 18 i chcial dziecko to napewno bym na to poszla i mowila bym ze jakos to bedzie. Chce miec dziecko poniewaz jestem w sile wieku,mam meza ktory jest dla mnie wsparciem, mamy stabilna sytuacje finansowa i morze aby oddac dziecku wszystko co mam czyli swoj czas, sile, milosc itd..Tak maz i zona to fundamenty gniazda. Majac obawy co do twojego pomyslu Nie mam na mysli tylko twojego wieku ale caloksztalt sytuacji. Co do tej 60 letniej polki z blizniakami to faktycznie teraz niby jest super ale ona niema bliskiej rodziny. Jak umrze w wieku 70 lat to jej 10 letnie dzieci pojda do sierocinca…tak napiszsesz ze nikt niezna dnia ani godziny ale na studiach statystyke napewno tez mialas.
            Nie potepiam cie, ale uwazam ze pod tym naglym insynktem jest drugie dno…Z ktorego sama nie zdajesz sobie nawet sprawy.

          5. Ale ta Pani z tego co wiem nie planowała macierzyństwa. Zaszła w ciążę niechcący po leczeniu hormonalnym babskich spraw, bynajmniej nie niepłodności. Przypadkowo i niespodziewanie. Czy się mylę?

          6. Niechcący, w takim wieku, bez faceta, bo jakoś tatusia nie ma i z bliźniakami.
            Niepokalane poczęcie z dwóch różnych bóstw. 🙂

        3. Nie jest to dla mnie hardkor, ale nie rozumiem i dlatego pytam…
          Zastanawia mnie to,, chcę..,,. Dla mnie jednak to jest trochę jak z kolejnym gadżetem, zjawiskiem… chcę a jeśli mam możliwość to sięgnę po to.. Przykro mi, ze mialas takie a nie inne doświadczenie z facetami (albo lepiej Ci myśleć i tak formułować sądy? ). Naiwnie wierzę, ze po świecie chodzi jeszcze sporo fajnych facetów (nie ksieciuniów, bo i z nas żadne ksiezniczki), i stworzenie dobrego związku nie jest nieosiągalne, choć wymaga czasem wysiłku, pracy i elastyczności.. pozdrawiam. Mimo różnicy zdań:)

          1. Olgo82 zadałaś pytanie więc odpowiedziałam ale w dwóch ostatnich twoich komentarzach już da się odczuć nutkę ataku. Myślisz że moje chcenie/pragnienie Dziecka jest gorsze niż Twoje bo jesteś młodsza i masz partnera ? zaręczam że jest takie samo. żadna nie ma gwarancji że facet/mąż zostanie z nią do końca życia.Mój ex też był cudowny przez 10lat a potem odwaliło mu całkowicie.Takich przypadków jest mnóstwo.Gdybyś nagle została sama to co będziesz gorszą matką, będziesz na siłę szukała jakiegoś gościa na zastępczego tatuśka byle był?? Elastyczność jest przede wszystkim potrzebna w myśleniu i wyobraźni. Mnóstwo ludzi laików w dziedzinie niepłodności dziwi się że kobiety którym natura poskąpiła naturalnego rodzicielstwa,poddają się tylu bolesnym i szkodliwym procedurom aby to dziecko spłodzić.Inni jeszcze powiedzą że to wbrew boskim zasadom.A może mają być bezdzietni,cieszyć się sobą,zdrowiem,karierą albo adoptować psa czy kota ze schroniska.Ewentualnie adoptować dziecko a nie robić je sztucznie i bezbożnie ? A dlaczego Wy chcecie mieć dzieci? większość czuje instynkt (bo jednak też jesteśmy zwierzętami;)część boi się samotności i pustego gniazda,niektóre na pewno obawiają się że jak nie będzie dziecka to partner je opuści itd Jestem pewna że po świecie chodzi jeszcze wielu świetnych facetów ale może ten dla mnie jest gdzieś na antypodach a ja nie mam czasu czekać ani nie wyślę za nim listu gończego 😉 życzę Ci powodzenia,szczęśliwego rodzicielstwa w parze i wszystkiego najlepszego.

          2. Noni, mojej koleżance ze studiów dużo starszy facet powiedział, że się z nią nie ożeni, dopóki nie urodzi dziecka. Bo on ma 47 lat i nie ma czasu latami czekać na dziecko.
            Pierwszą ciążę poroniła na wczesnym etapie. W szpitalu zamiast wsparcia dostała od niego ostrzeżenie, że to był ostatni falstart.
            Za parę miesięcy była w szczęśliwej ciąży. I dostała małżeństwo – za duże profity finansowe.

          3. Olga, Noni, włączę się. Stronniczo.
            Nie uważam, że pragnienie dziecka to chęć posiadania kolejnego gadżetu, a zwłaszcza w sytuacji, kiedy się już jedno dziecko ma i wie się z czym to się wiąże.

            Dziewczyny z bloga, które mają już dzieci, a chcą mieć kolejne, wielokrotnie to tłumaczyły: miłość zaostrza apetyt na kolejną miłość. Obustronną.

            Argument, że dziecko ma prawo mieć ojca… Zamyka drogę wielu z nas. Mi nie, bo jestem w stabilnym związku. Ale światełko zapali się wszystkim biorczyniom komórek. Bo w sumie mąż to nie od razu ojciec. Literalnie, oczywiście. A nie literalnie – nigdy nie wiesz, kogo jutro spotkasz w autobusie. Wiesz za to na pewno, że Twoje szanse na urodzenie dziecka maleją z miesiąca na miesiąc.

            Nie odebrałam wpisu Noni jako egoistyczną chęć posiadania dziecka. Odebrałam go jako pragnienie dania życia, wychowania, opieki.

            I dalej – mało razy my same zostałyśmy ocenione za to co robimy? Mało razy czytałyśmy, że same jesteśmy rozkapryszone, bo skoro nie możemy mieć dzieci to powinnyśmy je adoptować? Słyszymy to ostatnimi miesiącami na codzień w tv. Jesteśmy silne, bo nie pozwalamy siebie oceniać. Bo robimy to, co czujemy. Noni czuje, że chce mieć dziecko, nie widzę większej różnicy w moim własnym pragnieniu (poza tym, że dodatkowo pragnę „skopiować” geny najlepszego na świecie męża).

            Gdybym była dziś sama, też chciałabym mieć dziecko.

          4. Mój już skopiowany, ale chciałabym synka, żeby jakaś kobieta w przyszłości też mogła się cieszyć podobnym facetem. 😉

          5. Olga i Anitt, nie widzę żadnej różnicy między Waszymi radami, a tym, co słyszy nieplodna kobieta probujaca in vitro od swoich plodnych koleżanek. Adoptuj, idź do psychologa, nie szukaj księcia z bajki, twoje potrzeby to fanaberie, nie rozumiem cię. Pomyslalyscie o tym?

          6. Nazywasz fanaberia staranie sie o dziecko mlodego malzenstwa? Hehe dobre.
            To sa dwie zupelnie inne sytuacje i nie mozna nas porownywac. Tak jak pisalam ja patrze na caloksztalt. Na wszystkie elementy razem wziete. A nie tylko na jeden wybrany tak jak wy o tym piszecie. Jedna osobo pisze tylko o wieku, druga o tym ze bez partnera, trzecia jeszce cos innego wyciaga z tej sytuacji…
            En zrozum ze nie napisalam o rozmowie ze specjalista aby ten zaczarowal Noni i jej wmowil ze jednak niechce dziecka. Moze to wszystko ma drugie dno i taka rozmowa by pomogla podjac wlasciwa decyzje. Niewiem.
            Decyzja nalezy do Noni i jaka by nie byla to ma prawo chciec dziecka, zajsc w ciaze i wychowywac je. Jezeli za miesiac Noni napisze ze zdecydowala sie na ivf bedziemy ja wspierac w tym .
            Noni piszac w tym miejscu napewno liczyla sie z roznymi komentarzami, nie sztuka slepo klepac po plecach i mowic dobrze robisz, kazdy ma inny punkt widzenia a najwazniejsze zeby byc szczesliwym nie krzywdzac innych.
            Co do Pani aktorki to na poczatku mowila ze to naturalny cud…ale pierwszy wywiad z lekarzem wszystko wyjasnil.. In vitro..w wieku 60 lat jeszcze nigdy kobieta nie zaszla w ciaze naturalnie, byl by to ewenement na skale swiatowa. Tak wyjasnili lekarze ta sytuacje.

          7. Anitt, przypuszczam, dlaczego próbowała wmówić, że to naturalnie. Na naturę nie masz wpływu. A in vitro wymaga wysiłku. I co? Najpierw zrobiła dzieci, a teraz płacze, że nie ma za co je wychowywać? Wyłączenie natury wyłącza współczucie i chęć pomocy. Sama chciała, niech sobie radzi.

    1. Aniu, myślałam o Tobie w ciągu dnia … myślę, że nie powinnaś się martwić na zapas. Mocno trzymam kciuki 🙂
      Ja o dziwo ok na dzień przed ,, pierwszym razem „, poza ogromnym brzucholem
      ( to efekt stymulacji) jakoś nic mi nie dolega . Powyłam do księżyca w sobotę a dziś włączyłam tryb praca . Załatwiłam wszystkie sprawy w pracy i do końca tygodnia garuję w domu a potem zobaczymy.
      Aniu fajnie by było wypoczywać razem.
      Buziaki

  61. Uprzejmie donosze, ze reanimacja trupa (uwielbiam ten tekst i staram sie go jak najlepiej przetlumaczyc na ang. Specjanie dla meza) nie przyniosla efektow. Bhcg 2,18

    Kamila gratulacje!

    Wężon, Iza – rozmiary jajek znam bo w Polsce lekarz robił badanie i nie miał jak notować więc mu asystowałam, a w Kairze wszystko notowała asystentka a ja potem przepisywałam z mojego folderu (tam akurat wszystko na papierze).

    Iza – jakies wieści od lekarza, mowil cos o tym zastrzyku (moze w kolejnej procedurze i ja w Krakowie porosze zestaw). Dlaczego bierzesz encorton? Masz cos stwierdzone z immunologia, wyczytalam ze jest stonowany na przeciwciala ANA?

    Noni – napisz maila do kliniki w Czechach, odpowiadaja w jezyku polskim, zapytaj. Czesi sa bardziej chyba otwarty na te sprawy.

    1. Malibuuu, moja droga, pojechałam do kliniki z kartką z nazwą leku od Ciebie. Byłam u nie mojego lekarza. Przyjął mnie z godzinnym opóźnieniem, zrobił wyjątkowo bolesne USG, żadnych rozmów, żadnych pytań ani podpowiedzi. Żadnych szans na zapytanie o lek.
      Pecherzyki wyszły praktycznie takie same jak 2 dni temu.
      Ale ja wiem dlaczego. Jak mi robił to USG, ktore bolało, to uciekałam ciałem z fotela. Niech sobie sam raz w życiu wsadzi szczeteczkę elektryczną w intymną dziurę, to będzie delikatniejszy kolejny raz.

      Encorton biorę, bo zbija odporność organizmu, także odporność na ciało obce, jakim jest zarodek.

      1. Miejmy nadzieję Iza, ze kiedyś sobie siądzie na elektrycznej szczoteczce… a może lubi patyk w dupie, to myśli, ze każdy lubi:)…who knows.
        Kiedy punkcja?

        1. Immunolog jutro w Łodzi. Fakt procz jednej stymulacji zarodki mialam piekne, i na 6 transferow bhcg potwierdzila implantacje. Z mezem lepiej… oby tak zostalo! Chyba jednak trochę mu zalezy.

  62. Ana86 ja Ciebie proszę bez czarnowidztwa.
    Te 10 dodatkowych jajek było ukrytych pomiędzy innymi. Wiesz jak to wszystko jest posciskane żeby się pomiescilo… Policz ile miejsca trzeba by było żeby one ładnie,grzecznie wisiały jeden kolo drugiego. A tak przy takiej ilości nie widać wszystkiego dokladnie. Ja po usg nie wiedziałam ile jest jedyne co ze jest ich dużo ale ile..
    Na punkcji okazało się ze było tylko 8 dojrzałych.
    Nie napisze Ci ze twoje jajeczka będą tym razem super i będziesz miała z nich całe przedszkole ale musisz myśleć pozytywnie. Nie miałaś ani nie masz wpływu ile było jajeczek. Zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy teraz tylko „odrobina” szczescia. Musi być dobrze.
    Co do spermy skandynawskiej to „ale jaja” hehe pierwszy raz słyszę ale musze poczytać 🙂 Lubie czytać o takich nowinkach.
    Malibuuu mam nadzieje ze znajdziesz powód niepowodzeń i szybko dasz sobie z nim rade. Jak będziesz miała czas i chęć to opisz jak z ivf jest w Egipcie. Ile się płaci i co jest dozwolone. Pewnie nie skorzystam ale dobrze wiedzieć jak jest z tym tematem ma świecie 🙂
    Wezon trzymam kciuki żebyś mogła zacząć przed wakacjami.
    A swoją drogą jak tak dziewczyny pisały ze fajnie się spotykać ze sobą i ze ogólnie jesteśmy siebie Ciekawi to ja też tak mam.
    Zawodu Izy jeszcze nie wymyśliłam ale już parę rzeczy mogę wyeliminować 🙂
    Ostatnio zastanawiałam się jak ma na imię Wezon 🙂 silna dziewczyna z charakterem, znak z odiaku Skorpion, szczera, otwarta,dla której nie istnieją tematy tabu no i albo z wybitna pamięcią albo z zamiłowaniem do robienia notatek. Wezon to pewnie Kasia albo Agnieszka hmm takie mam typy.
    Wezonku wiem ze my tutaj pod pseudonimami wiec nie musisz odpowiadać 🙂

    1. Anitt, też zastanawiałam się nad imieniem Wężon…Weronika, Anna??
      Ta sperma w termosie …. widziałam urywek jakiegoś programu…te termosy wielkie.
      Jak u ciebie sprawy się mają?

      1. U mnie na razie spokoj w interesie przez za niskie tsh 0.13 odczekamam jeden cykl, zmniejszylam dawke Euthyroxu do 125 i moze zaczne w czercu ze stymulacja, wszystko zalezy od mojej nieznosnej @ ktora przychodzi kiedy chce. Mam nadzieje ze tym razem przyjdzie wczesniej. Stymulacja bedzie krotkim protokolem z anatagonista. Gonal 250j.

          1. Wiadomo lepsze niższe tsh niż wyższe ale norma zaczyna się od 0.30 a ja mam 0.13 to jest trochę za mało. W tym wypadku nie bazuje na wiedzy lekarzy w klinice bo oni nie chcieli nawet mi zrobić przy tej stymulacji wyników…chce żeby było wszystko jak najlepiej. Na początku stycznia miałam tsh 2.2 i lekarz tez mówił ze idealne a wiadomo ze im bliżej 1 tym lepiej i ze dla kobiet starających się 2.2 to nie jest jakoś super. Co do suplementów to biorę wszystko to co dziewczyny zalecał. Razem z kwasem foliowym jest też jod..nie jest to jakaś wysoka dawka ale jest.
            Uważam że na mój wynik miała wpływ stymulacja do ivf …pamiętam jak robiłam iui to przy Clomifenie tez miałam takie skoki ..podobno leki te działają na przysadke mozgowa która również ma wpływ na tsh.
            Tak czy siak za 2 tyg idę na wynik i mam nadzieje ze będzie dobry .

      2. Olga1982, ta Weronika to by mi pasowała do Wężona 🙂 Trzymam kciuki za dzisiejszą wizytę. Daj znać po. Trzeci trymestr nie taki zły, pod sam koniec zaczyna się stres, ale mam nadzieję, że nie będzie Ci spędzał snu z powiek. Na szczęście takie historie jak nasza to ułamek. Jestem pewna, że u Was wszystko będzie dobrze 🙂

    2. Hihi, wszystkie pudło. 🙂
      W mojej historii napisałam na początku, że G. .
      Nie lubię notatek – mam tylko magiczną kartkę z datami transferów, a na bieżąco pamiętam.

  63. Dziewczyny jutro o godz. 10 mam wizytę u mojego doktorka. Kontrola po kwietniowym łyżeczkowaniu. Zobaczymy, co mi powie. Jak będzie dobrze to od 1 czerwca powrót do pracy. Bardzo się z tego cieszę. Dziwnie się czuje w związku z moimi ostatnimi przeżyciami. Jak zaczynam mówić, że straciłam dziecko to wszyscy mi współczują. Jeszcze kilka tygodni temu nienawidziłam tego uczucia – współczucia! Teraz czuje taki spokój. Wszyscy chcą mi pomagać, a ja nie jestem do tego przyzwyczajona (zawsze wszystko robiłam sama, jestem z tych twardych, silnych). Tak sobie myślę, że chciałabym przebadać swój i M. kariotyp. Genetyk mówił, że nie potrzeba, że to, co spotkał moją córeczkę to trisomia prostej i tak się czasami dzieje, ale nie darowałabym sobie, gdybym nie zrobiła tych badań. Tak myślę, że po mojego mrozaczka wrócę we wrześniu, najpóźniej w listopadzie. Czuję, że potrzebuje odpoczynku od igieł, zastrzyków, badań i tych nerwów. Iza cieszę się, że jajeczka rosną, trzymam kciuki za piękne niespodzianki. Pozdrawiam wszystkie Siłaczki.

      1. Malwa, Olga, Wężon – dziękuję:-))) Lekarz powiedział, że wszystko ok. Fizycznie jest bardzo dobrze. Stwierdził, że dobrze, że zrobimy swój kariotyp. Zastanawialiśmy się razem z lekarzem nad badaniem mojego mrozaka, ale suma jest zawrotna (w Szczecinie 12 tyś.) i nie ma gwarancji czy będą w stanie przebadać. Także szukamy, gdzie możemy zrobić kariotyp na NFZ. Mam się pokazać jak będę mieć kariotyp, czyli pewnie po wakacjach. Pozdrawiam

          1. To, ze jest kariotyp prawidlowy nie chroni przed trisomia prosta czyli kazdej z nas moze sie zdarzyc przypadek zarodka z zespokem downa, turnera, patau etc.

            Jak wyjdzie kariotyp nieprawidlowy to masz ryzyko, ze moze dojsc do translokacji tego zmutowanego genu na dziecko

          2. Malgorzalka tak jak pisałaś trisomia prosta może przytrafić się u dziecka każdemu. Tak na prawdę to chodzi czy nie ma w naszym (M. lub moim) jakiejś translokacji w jakimś zmutowanym genie. Jeśli tak będzie to jest 20% szansy, że dziecko może je odziedziczyć po nas.

          3. Olga mrozaka mogę badać tak naprawdę kiedy chcę, ale po pierwsze to zawrotna kwota jak dla mnie (12 tyś), po drugie lekarz twierdzi, że nie ma gwarancji czy się da przebadać, po trzecie lepiej by było, gdyby to były np. 2 zarodki lub więcej do badania. Jak kariotyp będzie ok to chyba nie będę badać mrozaka. Jak coś będzie (nie daj Boże) nie tak w naszych kariotypach to się zastanowię co dalej. Ja jestem z tych upartych i pewnie będę próbowała aż do skutku. Nawet pomimo takich strasznych przeciwności i tragedii, które mnie spotykają.

  64. Cześć Dziewczyny,

    Iza czytam Twojego bloga od listopada, czyli od punkcji… Nie raz szukałam na Twoim blogu pocieszenia i nadziei, że jednak musi się udać. Czytając wszystkie posty nie raz płakałam albo śmiałam się pod nosem 😉 My mieliśmy dwa nieudane transfery (w tym jeden crio). Po nieudanych płakałam jak bóbr, gdyby nie Mąż to chyba bym oszalała..
    10 maja podany 3 (ostatni zarodek), sto myśli na minutę czy się uda czy nie.. Czekanie na wyniki bety – masakra, zrozumiecie to tylko Wy. Wynik 10 dpt – 79,9 – niedowierzanie i śmiech przez łzy. Beta w 13 dpt – 719,9 – no i stało się, oszaleliśmy 🙂
    Wczoraj olbrzymia radość, najszczęśliwszy dzień w życiu 🙂 Podzieliliśmy się informacją z moją najbliższą rodzinką 🙂
    Jednak dziś rano załamka:( pojawiło się plamienie i nie wiem co będzie dalej.. stres jest przeogromny, bo wiem, że to może oznaczać wszystko, od niczego do końca wszystkiego.. Myślałam, że czekanie na wyniki bety jest stresujące, ale to dopiero początek. Czemu to nie może być prostsze?? Wizyta u lekarza dopiero w przyszłym tygodniu.

    ps. Trzymam kciuki za Was wszystkie!! Jesteście bohaterkami w swoim domu 🙂

    1. Bubu, w kwestii praktycznej: jesteś po crio- skontaktuj się z lekarzem, czy nie trzeba zwiększyć tabletek. Mi w tym szczęśliwym crio poleciał krwotok z watrobkami a zarodeczek był na miejscu. Lezalam po tym koło 2tygodni, przez kilka dni doktor kazał zwiększyć estrofem, plus luteina i duph wg zaleceń. Leżysz? Jak pracujesz, leć po l4 do rodzinnego.

    2. Bubu, dawno Cię nie było.
      Mam Cię na kartce ale bez wyniku. Cieszę się, że mogę dopisać plusa. 🙂
      Prawie wszystkie tu plamiły i w większości dobrze się kończy.
      Która to była Twoja stymulacja?

      1. Wężoniku chyba ukradłam komuś nieświadomie ksywkę 🙂 Zmieniam na Bubu2, gdyby tamta Bubu powróciła 🙂
        To była moja pierwsza stymulacja – w listopadzie i pierwszy transfer koniec listopada, drugi w lutym no i ostatni w maju.

    3. Bubu ja z plamieniem od razu byłam na IP. Usg nic wtedy nie pokazało. Po 2 dniach miałam krwotok —-> Szpital przez 2 tygodnie – był krwiak. 2 miesiące tylko leżenie. Wszystko szczęśliwie się układa bo za 3 tygodnie mam termin porodu! Jedz na IP.

    4. Bubu tak jak radzą dziewczyny, szybko kontakt z lekarzem lub wizyta na IP. Ja też krwawiłam od 35 dpt, lekarz zwiększył dawki leków, zalecił leżenie, zero dźwigania. Okazało się że był to krwiak.
      Trzymam kciuki. Powdzenia

    5. Bubu, ja tez plamilam, niedawno miałam krwotok. Jedz do lekarza a jak nie moze Cię przyjąć to na IP. Trzymaj sie, wiem co czujesz. Lekarze mi powtarzali zeby myślec pozytywnie (chociaz to strasznie trudne)

        1. Nie, na szczęście piszę o tym z początku. Mieliśmy genetyczne i wyszło ze wszystko ok. Czasem jeszcze trochę plamię i muszę lezec ale na szczęście w domu i mogę odpoczywać na balkonie wsród kwiatków;) dopiero zaczęli mi odstawiać leki i trochę się boję, mam nadzieje ze będzie ok i niedługo będę mogła pochwalić sie Wam czy to chłopiec czy dziewczynka 😉

    6. BubuTu. 🙂 pisze ostatnia, jak zwykle ostatnio, ale dziewczyny już mądrze napisały. Plamienie może nic nie oznaczać, wręcz lubi się pojawić w okresie spodziewanej miesiączki. Ale w naszym przypadku nie ma czegoś takiego jak hipochondria, lecisz do lekarza, nie czekasz. Tyle 🙂 będziesz lepiej spała. No i gratulacje 🙂 jestem dobrej myśli.

    1. Melduję się pick up przebiegł bez problemów. . 12 komórek pobranych. Odpoczywam i zbieram siły.

      Wężon mam nadzieje. , że wszystko ok po wizycie w szpitalu?
      Iza jak samopoczucie? Jak przebiega Twoja stymulacja?
      Ana86 , trzymaj się dzielnie. , kiedy transfer?

      Ściskam Was wszystkie mocno.

      1. No to ladny wynik. Ja na sobote mam niby termin (smieli sie ze mnie w klinice co za optymistka jak mowilam niby-transfer)to chyba tak jak Ty moze co? czy cos zalatwilas z tym 4 dniem? brzuch nie boli? bo ja dalej odczuwam. Dzis mialam telefon, w sumie tylko 1 sztuka sie nie zaplodnila z tego co wybrali wiec poki co silacze moje walcza. Tylko to jeszcze tyyyle czasu…

        1. Aniu , o dziwo nic mi nie dolega, tylko jakoś głód odczuwam mocniej. Hehe.
          Po lekkim spanku obudziłam się dosyć szybko i jeszcze szybciej doszłam do siebie. Transfer zaplanowany na sobotę . Z tego co się dowiedziałam to ostatnio dosyć często w mojej I robią transfery w tym czasie. Podobnie zaplanowano ET , Koleżanki z wyrka obok ….No cóż nic nie zmienię… myślę pozytywnie .

          Kochana , nie zadręczaj się. .. czas upływa tak szybko , zanim się obejrzysz już będzie sobota. A i siłacze , dadzą radę. Ja o swoich często myślę .

      2. LILOĄ, ładnie. Bardzo 🙂 Napracowałaś się 🙂 niecierpliwie czekam na dalsze wieści.
        Ja się czuję ok. Nabrzmiała, ale bez problemów. Trzymam kciuki za Ciebie, odpoczywaj 🙂

  65. Wężon super, że prowadzisz statystyki! Opowiadaj w ilu procentach zanotowałaś sukces forumowiczek poprzez in vitro? Więcej niż klasyczne, statystycznie 30%?

    1. Boroffka, statystyki są dość optymistyczne. Wychodzi na to, że prawie wszystkim wcześniej, czy później się udaje.
      Kilka zniknęło i nie wiadomo, czy dalej próbują, czy zrezygnowały. Bardzo mało postanowiło pójść inną drogą.
      Sporo cały czas jest starających się.
      Zapisuję już czwartą stronę A5 i zaplusowane zajmują 3 strony. 🙂

        1. Specjalnie dla Ciebie właśnie policzyłam.
          Mam spisane 65 dziewczyn.
          To są te, które podchodziły do IVF, albo przynajmniej inseminacji i pokazywały się tu przez jakiś czas. Nie tak, jak np. ostatnio Gatek, czy Samosiejka, że wpadły i opisały swoją historię.
          To te, które tu na blogu, przynajmniej przez jakiś czas, dzieliły się na bieżąco swoimi historiami.
          Np. Izabeli, która niedawno urodziła i Malwy nie mam na kartce, bo nie przechodziły procedur.
          Sporo nas, aż się zdziwiłam, że aż tyle.
          A zaczęłam spisywać, jak zrobiło się nas więcej. Myślę, że po pierwszym poronieniu.

          1. Hehe wpadłam na bloga juz dawno 🙂 ale nie miałam hm..odwagi napisać. Tak naprawdę to czytam Was codziennie. I trzymam kciuki za każdą z osobna.

  66. Dziewczyny, pamiętacie ile dni abstynencji zalecali Wam (Waszym Chłopakom) przed punkcją? Im mniej tym lepiej, czy podawali Wam jakiś konkretny przedział?

    1. Nam w N zawsze mówią, że najlepiej ok 4 dni abstynencji. A ostatnio lekarz oszacował, że moja punkcja będzie w piątek lub sobotę. Trudno te 4 dni wymierzyć. Ale widzę, że widełki są dość tolerancyjne 🙂

      1. Oooo.teraz zauważyłam, ze termin w widełkach już jest:)
        Wiesz co, życzę ci z całego serca ciąży i malucha..i drugie życzenie to jest ciazowe l4, żebyś odpoczela od tej fabryki.

    1. Małgorzatka, jeszcze nie wiadomo. Piątek lub sobota. Jak mi lekarz dał teki rozstrzał, oczywiście się załamałam, bo nie mogę wziąć zwolnienia z pracy, a wczesniej juz załatwiłam sobie wolna sobote.
      Ale stanęłam dziś na rzęsach, użyłam również pewnego przekupstwa. Skutkiem tego mam właśnie 9- dniowy maraton w pracy, ale za to piątek i sobote wolne 🙂 mogę iść na transfer w dowolnym momencie 🙂

      1. 9 dniowy maraton? Iza…Boze, ja tak pracowalam 7 lat temu, po 100 godzin tygodniowo… Tylko mi sie to wtedy podobalo, mialam mozg zlasowany redbullem…

        Wiem – otworzmy jakas firme wszystkie! Tyle nas jest…A Ty bys mogla byc Prezesem i pracowac zdalnie z ogrodu…taka babska firma to byloby cos…

        A tak juz nie marzac, calkiem realnie, mam nadzieje, ze jajka grzecznie urosna, dojrzeja i sie wspaniale zaplodnia i podziela w dorodna blastocyste, ktora umosci sobie 9miesieczny dom w prawidlowym miejscu. Trzymam kciuki. Maz tez!

  67. Wezon, Ty jestes niesamowita z tymi swoimi zapiskami:) fajna rzecz stworzyłas a Twoje spostrzeżenia cieszą:) zawsze uważałam, ze w końcu sie udaje a statystyki to tylko kwestia tego, ze nie zawsze za pierwszym razem. 65, wow…a ile dziewczyn nie ujawnia sie lub zbyt często nie udziela na blogu…

    1. Ja to się nawet zaczęłam bać pisać. Ostatnio sprawdzałam statystki bloga (nie robię tego zwykle, bo nie prowadzę bloga dla statystyk) i serce mi zamarło. Nas jest bardzo, ale to bardzo dużo. Smutne, jak dużo. Ale na szczęście kartki Wężon ładnie się plusują i każda marzy, żeby się tam znaleźć.

  68. Pewnie byłaś juz w szpitalu Wezon. Oby tabletka załatwiła do końca sprawę.
    Iza, u Ciebie juz sugerowali termin punkcji? Co do pomiarów to nie ma co zwracać większej uwagi na te mm. Ja czasami miałam wrażenie, ze na bieżąco te większe musiały popijać a te mniejsze dorosnąć , bo co wizyta były takie same rozmiary i zawsze kilka nowych malutkich, które niby nie miały szansy byc dojrzałe. Po punkcji naprawdę byłam w szoku. Myśle, ze to mierzenie to bardziej ogladowe i grupa dominujących musi sobie dorosnąć do odpowiedniej wielkości, wtedy wyznaczają datę punkcji. Bedzie dobrze Iza:)
    A jak Twoje samopoczucie?

    1. Margaritka, dzięki, mój prywatny aniele 🙂
      Jestem trochę nabrzmiała, trochę oczekująca, ale generalnie mocno zadaniowa, samopoczucie dobre, aczkolwiek wyparte przez koncentrację na logistyce (czuję w tym zdaniu korporacyjny bełkot…). Marzę o tym, żeby się wyspać. Marzę o dniu, w którym nie będę musiała zakładać stanika (nie lubię, a do pracy trzeba).
      Mam pozytywne nastawienie i plan, żeby ogarnąć punkcję bez żadnych kolizji 🙂

      Wcinam suple od Ciebie!!!!!!!!

  69. Marta, a jaką dawkę Clo miałaś w tym drugim cyklu, gdy zaszłaś w ciążę?

    Noni, od kiedy napisałaś o swojej sytuacji, to zastanawiam się, jakie ja mam zdanie w tej kwestii. Czy jestem za, czy przeciw? Przyznaję, że argumenty Olgi, Anitt, Kaś w jakimś stopniu do mnie przemawiają. Z drugiej strony zastanawiam się, czy moje myślenie nie jest ograniczone przez normy społeczne, stereotypowe? Tak samo jak osób, które w ogóle nie akceptują in vitro i chcą zamknąć do niego drogę w Polsce. Ta granica wieku na posiadanie dziecka bardzo sie przesunęła. Z drugiej strony, skąd ten instynkt teraz, po czterdziestce? Co na to Twoje dorosłe dziecko? Czy akceptuje to? Czy to nie jest po prostu egoistyczną próbą wypełnienia pewnej pustki? Takie wątpliwości mnie nachodzą… Z drugiej strony sama wiem, jak silna jest chęć posiadania dziecka, wręcz fizjologiczna, nie do opanowania… Cieszę się, że napisałaś, że się otworzyłaś przed nami, bo to niecodzienna sytuacja, inny wymiar in vitro. Trzymam kciuki, byś podjęła jak najlepszą decyzję.

    Mamatobe, nawet nie wiedziałam, że miałaś podejrzenie raka. Uff. Całe szczęście, że jednak na niesłusznych podejrzeniach się skończyło. Szkoda, że już nie prowadzisz bloga. Ja odkryłam go dopiero kilka tygodni temu, czasem zaglądam, czy może nie pojawiło się coś nowego. Może jednak uda Ci się odzyskać te hasła i wrócisz:)

    Wężon, historia Twojej koleżanki, której facet postawił taki warunek, jest dla mnie odrażająca.

    Sza, nie wiedziałam, że u Was to przede wszystkim problem z żołnierzykami. Rozumiem komfort psychiczny i ulgę z podjętej decyzji. Czyli teraz jakby cykl szansy 🙂

    1. Już odpowiadam, a czy staranie się o dziecko w młodszym wieku żeby zapełnić pustkę nie jest egoistyczne ? bo na pewno też obawiacie się pustki jeśli dziecka nie będzie.Nasz punkt widzenia zwykle zależy od punktu siedzenia i jest ograniczony wieloma stereotypami.Ja temu mówię zdecydowane nie. Moje dziecko oczywiście wie i rozmawiamy o tym.Po 40stce jest równie dobrze poczuć ten instynkt, jak kiedykolwiek wcześniej a badania seksuologiczne wskazują że jest to częste u kobiet gdyż jakby właśnie dźwięczał ostatni dzwonek w tej kwestii 😉 Znam sporo babek które urodziły po40 a nawet 50tce i wszystko u nich ok. Jeszcze odnośnie wątku egoizmu,jedni twierdzą że egoizmem jest nie mieć dzieci,inni że posiadanie dzieci jest egoistyczne bo chcemy właśnie zapełnić pustkę by nie być sami,żeby ktoś pracował na nasze emerytury,by się nami zajął na starość itp Jeszcze inni twierdzą że świat jest przeludniony (bo to prawda) i coraz bardziej niebezpieczny więc w trosce o swoje dzieci nie powołają ich na ten padół…;)pozdrawiam serdecznie

      1. Noni, a ja stanę po Twojej stronie. Rozumiem argumenty dziewczyn, że dziecko powinno mieć ojca, ale w życiu bywa różnie. Wszystkie jesteśmy egoistkami, skoro w pewnym sensie, wbrew naturze codziennie walczymy o dziecko i absolutnie nie widzę powodu, dla którego Ty również nie powinnaś podejmować tej walki.
        Sądzę, że macierzyństwo po 60-tce, zgodnie z podawanym tu wcześniej przykładem polskiej aktorki, jest grubą przesadą, ale w Twoim wieku, dlaczego nie 🙂
        Każda z nas marzy o dziecku, więc niezależnie od tego czy mamy mężów, partnerów, czy jesteśmy singielkami czy lesbijkami mamy prawo dążyć do realizacji tych pragnień 🙂
        Trzymam kciuki, żeby Ci się udało, nie trać czasu, bo jak historie z tego bloga pokazują, że czas nie zawsze nam sprzyja i walka o dziecko trwa latami.

      2. Noni, przepraszam, jeśli Cię uraziłam tym egoizmem. Masz rację, że ludzie w różnym wieku starają się o dziecko z egoistycznych pobudek, by ratować związek, by mieć kogoś, kogo sobie ukształtują wedle swych niespełnionych marzeń itd. Ja absolutnie nie mam nic przeciwko temu, by kobiety rodziły dzieci po 40, wręcz przeciwnie 🙂 Moja szefowa po 8 latach starań doczekała się drugiego dziecka. Jest po 40. Lada dzień urodzi. Sama nie wiem, jak bym się zachowała w Twojej sytuacji, po prostu napisałam szczerze, jakie pytania zrodziły się w mojej głowie.

      3. Noni,ja kiedyś miałam bardzo konserwatywne poglądy. Niepłodność zmieniła moje życie, już nie umiem oceniać nikogo na trzeźwo;) i cieszę się bo wiem że życie nie jest takie zerojedynkowe jak kiedyś mi się wydawało.
        Myślę, że chęć posiadania dziecka w każdej sytuacji może być postrzegana jako egoistyczny odruch, bez względu na wiek.
        Ile ludzi, tyle poglądów.
        Instynkt macierzyński to coś czego nie można zaprogramować, nie da się go wyłączyć .

        1. Dziewczyny, powiem to jako nowa, ta trochę jeszcze z boku, bo może Wy już tego nie zauważacie ;)) – strasznie ważne i mądre rzeczy dzieją się na tym blogu. Wasze wymiany zdań można by cytować dzieciakom na lekcjach wiedzy o społeczeństwie. Nie bujacie sobie, za przeproszeniem, jajek, mówicie z serca – i to jest genialne. Noni, dzięki za opisanie swojej historii, jesteś odważna i dojrzała, kibicuję Ci. Gdybym nie miała męża, być może myślałabym podobnie do Ciebie. Iza, zobacz, ile Ty dobrego w życiu robisz – stworzyć taką przestrzeń, kurczę, marzenie! Wielka sprawa. Ps. Każda z nas jest inna i to jest tu właśnie najfajniejsze. Samotne, mężatki, z partnerami, hetero, a może są też i dziewczyny homo, tylko jeszcze nie opisały swoich historii. Pokażcie mi drugie miejsce, gdzie spotyka się tyle mądrych dusz.

          1. Gatek, jest dziewczyna homo. I jej historia jest w naszych historiach. Wiktoria zdążyła z ivf przed ustawą i jako kobieta samotna podeszła do transferu. I się udało za pierwszym razem. Przed wigilia urodziła się dziewczynom córeczka Julia.

          2. O, to strasznie fajnie, że zdążyła i że wszystko oki! 🙂 Mam koleżanki lesbijki, też chcą być mamami, cholernie trudno im wyjść do ludzi z tą swoją historią. Zresztą, ja też nie kłapię szczęką o sobie, za dużo tłumaczenia, za dużo sztucznego współczucia.

  70. No tak u nas to „tylko” problem z nasieniem i teraz ten brak jajowodu.
    Ale nasienie baaaardzo sie poprawiło. Na początku jak zrobiliśmy pierwsze badanie to androlog załamał rece 1 mln w ejakulacie,masakra tylko in vitro. I tak trafiłam na bloga dziewczyny pisały co robic Zeby poprawić i tak przez ost rok branie suplementów mniej zwracanie uwagi co sie je,oczywiscie bez przesady golonkę tez mu czasem zrobie 🙂 no i ograniczenie alko a! I aku i z 1 mln zrobiło sie 37! Wiec dosc duzy progres 🙂 ale nie na tyle wystarczający zeby sie udało naturalnie 🙁
    No i teraz tak jak piszesz cykl szansy. Ale tak jak Wężon pisała chyba wolałabym zeby clo nie pomogło i zeby zacząć in vitro. Bo wiadomo jak to jest z szansa po IUI

    Jak

    1. Sza, a ja ci życzę, by Clo jednak zadziałało i byś była dzięki niemu w ciąży:) Czasem inseminacja wystarcza, tak jak np. u Samosiejki. Ale ważne, że jak coś, to jest plan i że jesteście zgodni.

    2. O zesz Ty – ale piekny wzrost! Spektakularny! Jestem pewna, ze akupunktura pomogla.

      Moja kolezanka z hashimoto dzieki aku od 2 miechow jest juz bez euthyroxu, zobaczymy jak dlugo utrzyma sie efekt, ale aku jest rewelacyjne!

      Tobie tez pomoze, jestem pewna. Duzo mialas sesji?

      1. Zobaczymy zobaczymy 🙂 dosc sporo sesji:) 3 razy po 10 sesji 🙂 czyli 30 🙂 ale dało rade i odrazu przestał miec problem z kolanami z kręgosłupem 🙂 takze naprawdę warto:)
        A co u Ciebie malgorzalka? Imie wybrane ? Jak sie czujesz ? Wozek widze ze kupiony 🙂 i super:) 🙂

        1. ja tez mialam sporo sesji, zauwazalna roznica byla po 12, diametralna po 25. Ale u Twojego meza taki wzrost jest kosmiczny 😉

          Chociaz ja swoje igly nosze w brzuchu – jestem pewna, ze ten „cud” to tez igly i suplementy 😉

          Teraz kluje meza, on na poczatku sceptycznie nastawiony, ale po kilku sesjach zmienil zdanie bo w koncu przestalo mu byc zimno i zaczal sie lepiej czuc. Akupunktura jest niedoceniana w Polsce, a szkoda. ZUS by zaoszczedzil jakby pozwolil z refundacja kluc ludzi 😉

          Imienia brak 😉 na razie tylko wozek 😉

          Ja chyba przeoczylam terminy – Ty juz lykasz Clo?

          1. Dokładnie masz racje 🙂 powinni to
            Refundować 🙂
            Nie jeszcE nie zaczęłam. @ przewiduje na początek czerwca 🙂
            To naprawdę ostrożnie 🙂 skoro imienia brak 🙂 ja juz mam imiona wybrane Hahhaha 🙂
            A chłopiec czy dziewczynka ?

          2. Bedzie baba 😉 sza, kochana, zycze Ci zebysmy za kilka tygodni wrocily do tej rozmowy i zebys sie podzielila imionami dzieciakow w brzuchu 😉

  71. Melduję nieśmiało, ze nasza Pańcia obrocila się głową do dołu i ma 2300g szacowane (więc jest duża po matce i ojcu:), wody i łożysko ok. I termin mam na 15 lipca. I brykę zamowilismy w końcu. Niewiarygodne… to się dzieje:)
    Wężon, tabsy ruszyły coś? Lekarz ma jakiś pomysł na cykl?
    Noni, nie uważam, ze moje intencje są szlachetniejsze… głośno rozważałam, to z czym chyba sama gryzłabym się w takiej sytuacji. Uważam, ze w życiu (rozwoju) dużą rolę odgrywają czynniki, czy okoliczności naszego przybycia na świat. Nie chodzi o sposoby, raczej o intencje. Nie zawsze je poznajemy, raczej się domyślamy z ogólnego kontekstu.
    Iza, kiedy punkcja i jakiś weekend dla ciebie?

        1. Moja babcia była Helena. 🙂
          Duża dziewczyna, niech grzecznie jeszcze siedzi i mamusi i rośnie, byle nie za dużo.
          Niektóre to już rodzą się takie. Sąsiadka zupełnie w terminie urodziła synka 2400. A druga miesiąc później 4200. Śmiesznie obok siebie wyglądali tacy rówieśnicy. 🙂

          1. No właśnie- niech rośnie w widełkach:) chciałabym spróbować naturalnie, ale jak będzie duża, to lepiej nie ryzykować…

    1. Bedzie rakiem 😉 ale Ci dobrze, juz niedlugo bedziesz tulic w ramionach.

      A jak znosisz upaly? Da rade wytrzymac? Znajomi „dobre rady” mnie strasza, ze spuchne/nie bede miala czym oddychac/nie wyjde z zimnej wanny w upalach…

      I jaki wozek wybraliscie? Ja nie wiem czy dobrze zrobilam, ale tez juz kupilam ;/ troche igram z losem…

      1. Ja kupiłam wózek chyba w 14 tygodniu. To było dopiero „igranie”. Ale to była okazja, co do ktorej wiedziałam, że się nie powtórzy, bo nowy wózek kosztował 2200 zamiast 3700. Poza tym, czy gdybyśmy miały stracić dzieci, to kwestia tego wózka dołożyłaby nam cierpienia? Chyba nie. I tak byłby ono niewyobrażalne. A wiem po sobie, że lepiej kupić wcześniej. Z synkiem czekałam prawie dwa miesiące, tak fabryka się nie wyrabiała. Teraz nagorszy dla nich okres.

        Co do upałów, to w ciąży z synkiem (poród 29.08.2014) przeszłam je super, a całe lato chodziłam już w mega zaawansowanej ciąży. Wychodziłam z domu tylko, kiedy musiałam (zakupy, lekarze, ktg) i to tak ustalałam, żeby albo z samego rana albo wieczorem, a tak to przeciąg, wiatrak i naprawdę było bardzo znośnie. Nie puchłam, nic mi się nie działo (mimo nadciśnienia). A takich straszących znajomych to bym kurde wystrzelała… Nie martw się na zapas, może nie będzie tak źle. A w razie czego zapraszam do mnie, zamontowaliśmy w tym roku klimę w mieszkaniu 😉

        1. dzieki Kas! dla mnie wozek to pierwszy, niesmialy zakup… Oprocz niego nie mam jeszcze nic. Ale powoli zaczne juz cos szykowac. Prowadze ciaze u 2 lekarzy – jeden z nich prognozuje mi porod w max 30 tyg, drugi optymistyczny i wyluzowany stawia na 35/36 tyg. Mam nadzieje, ze ten drugi ma racje. Wy teraz kupiliscie dla blizniat?

          I dziekuje za zaproszenie 😉

          1. Niestety siedzi tam, gdzie było. Ale to tylko jedna z naszych patologii 😉 ja z racji tego, ze w każdej chwili mogę wylądować w szpitalu i zostać tam już do końca, to mam gotowe już wszystko, nawet poprane i poukładane w szafie, żeby w