Ból menstruacyjny – jak z nim walczyć?

Wpis sponsorowany

„Jest pani kobietą, to musi boleć”. Gotuje się we mnie, jak piszecie, że tak powiedział lekarz, kiedy poskarżyłyście się na ból podczas okresu. Sama też kiedyś to usłyszałam. Otóż nie, nie musi. Lekarz, który mówi coś takiego, nie powinien pracować z pacjentkami.

Znam ból menstruacyjny, który wyłącza z normalnego życia. Kiedy dopadał mnie w pracy, kładłam się z płaczem na zimne kafelki na klatce schodowej. Kiedy zaczynał się w autobusie, wychodziłam, żeby skulić się na ławce, póki nie zadziałają leki. Ataki bólu obdzierały mnie z godności, nie obchodziło mnie, co się dzieje wkoło i co myślą o mnie inni ludzie, istniał tylko palący żar w moim brzuchu.

Niestety wiele z nas musiało zostać ekspertkami -samoukami. Każda kobieta borykająca się z bólami miesiączkowymi wypracowała sobie jakiś własny sposób na ich łagodzenie.

Na bóle menstruacyjne mam swoje domowe sposoby, które przydawały się zwłaszcza, jeśli nie można brać leków przeciwbólowych, czyli np. podczas długiego protokołu przed in vitro.

– leżałam, leżałam, leżałam, grzecznie, cierpliwie. Jak tak leżałam zawinięta w kulkę, nie napinałam mięśni, ból łagodniał. Potwory w podbrzuszu przestawały się rozpychać. Warunek trudny do spełnienia, kiedy jest się w pracy :/

– piłam herbatę z liści malin. Niesmaczne jak prawdziwe lekarstwo. U mnie jako tako dawało radę, choć może to efekt placebo, bo sama te liście zbierałam i suszyłam, a skoro się już tak napracowałam, musiało zadziałać…

– termofor, najlepszy przyjaciel kobiety. Z tym przyjacielem trzeba tylko uważać, bo może nasilać krwawienie. Ja jednak nie rozstawałam się z nim przez całą noc.

– mądrością zasłyszaną od babć jest delikatne szczypanie podbrzusza. Nie wiem, czy to nie zabobon, ale w podbrzusze szczypałam się, od kiedy pierwszy raz zabolał mnie brzuch podczas miesiączki, czyli od dziecka. Przypuszczam, że taki „masaż” działa trochę rozkurczowo.

Prościej jest, kiedy można wspomóc się farmakologicznie. Pierwszym lekiem, po który sięga większość kobiet jest No-Spa. Eliminuje skurcze, które są bezpośrednią przyczyną bólu miesiączkowego. Skurcze macicy powoduje grupa hormonów, prostaglandyny (tutaj znajdziesz dokładne wyjaśnienie, jak działają kobiecie hormony i dlaczego odczuwamy bóle menstruacyjne ). Jeśli lek nie zadziała, przyczyny bólu mogą tkwić gdzie indziej. Warto wtedy sprawdzić, czy nie są to np. mięśniaki czy endometrioza.

Ból menstruacyjny nie uszlachetnia. Nie uczyni nas lepszymi. Nigdy nie pozwólcie sobie powiedzieć, że jesteście kobietami i musi was boleć…

101 komentarzy

  1. Iza o bólu menstruacyjnym też niestety wiem dużo. U mnie nie działało nic oprócz ketonalu. Trzy tabletki dziennie przez pierwsze dwa dni. Potem trafiłam na lekarza który poradził brać np. ibuprom ale jeszcze zanim okres się rozkręci. Problemem było jednak to że nigdy nie wiedziałam kiedy będzie ten pierwszy dzień. Cykle nieregularne, a do tego przed każdym krwawiłam lekko przez kilka nawet kilkanaście dni, więc ciężko było trafić. Do tego ból nasilał się jeszcze bardziej przy wypróżnianiu i doprowadzał do wymiotów (jak się potem okazało był guz endometrialny na jelicie grubym). Po operacji zaliczyłam jedno krwawienie menstruacyjne i ze strachu wzięłam tabletkę, ale okazało się, że niepotrzebnie bo jak przestała działać drugiej już brać nie musiałam.

    1. mondom ja endo nie mam tej małpy a plamienia mam 🙂 bol na szczescie mnie omija moze w 2 dniu okresu to potrafie powiedziec bo bawet na tabsach w 2 dzien mnie sciskalo ale bylo do zniesienia, a lekarze hmmm no fakt jak plamilam 60 dni ponad, to byl pikus, ze no moze tak byc.. 60 dni na serio?

    2. Mondom, właśnie endometrioza to level hard… Powiedz mi, wycięli Ci ogniska endometriozy z jelita i funkcjonujesz normalnie?
      Acha, mi też lekarz kiedys powiedział, zebym zaczęła brać leki przeciwbólowe na dzień przed rozpoczęciem okresu… Nigdy nie trafiłam…

      1. Ja trafiłam ze dwa razy i faktycznie dawało radę. Tyle że brałam ibuprom sprint co 4h. Co do funkcjonowania to jest o niebo lepiej. Byłam również u dietetyka i kazał wykluczyć laktozę, gluten, mięso (oprócz białego drobiu) cukier,alkohol i produkty przetworzone. Więc została sama esktra zdrowa żywność. Czasami się łamię i zjadam rzeczy zakazane, szczególnie słodycze są moją słabością, ale na codzien w miare daję radę i czuję się dobrze. Zobaczymy jak będzie dalej.

  2. 60 dni to pikuś? A wiadomo już dlaczego masz takie plamienia? Ja ze względu na endometriozę, ale jeszcze przed diagnozą jak nie miałam przez 4 miesiące okresu a potem krwawiłam jak zarzynany prosiak to też lekarz się nie przejął 😉

  3. Odkąd po wycięciu 12cm endometriomy wprowadzono mnie w stan menopauzy nie pamiętam co to ból.. A był taki, że leżałam i wyłam. Z miesiąca na miesiąc było gorzej. Guz rósł, ból paraliżował. Gdyby nie to, że zaczęłam gorączkować pewnie dalej bym się męczyła.. Napiszcie proszę czy przed in vitro będę musiała mieć przywrócony cykl czy można stymulować na wstrzymanym. Jestem przed pierwszą wizytą w klinice i jeszcze mało wiem 🙂 Najbardziej boję się tego, że ból wróci wraz z zaprzestaniem zastrzykow..

    1. Karolina ja jestem po wycinaniu endometriozy. Usunęli mi jajnik jajowód i część jelita. Teraz też mam sztuczną menopauzę. Jeszcze przez 14 miesięcy będę miała. Tak jak napisałam wyżej po operacji miałam jeden okres i nie bolał. Trzymam kciuki za Ciebie, powinno być dużo lepiej! A cykl myślę, że trzeba przywrócić. Trzymam kciuki!

      1. Mondom dziękuje. Sytuacja u mnie też nie jest ciekawa. Przy wycinaniu torbieli mi również usunęli jajnik i jajojwod a najgorsze jest to że na drugim jajniku też jest torbiel 5cm. Nie chcieli jej ruszać żeby dac nam jakąkolwiek szansę na własne potomstwo… Też miałam jeden okres po operacji i od prawie 8 miesięcy jestem na decapeptylu. Na szczęście szybko tu działają i gdyby nie to że musiałam przytyć prawie 8kg żeby zakwalifikować się do in vitro to być może już byśmy byli w trakcie procedury. Na szczęście już niedługo pierwsza wizyta i wszystkiego się dowiemy 🙂

    2. Karolina, no tak, oczywiście, przy in vitro będziesz miała przywrócony cykl… Właśnie na takie momenty przygotowałam sobie te niefarmakologiczne metody. Jeszcze teraz sobie przypomniałam, że piłam tran, ale za cholerę nie wiem, czy to coś działało.
      Powtórzę jednak za Mondom – u mnie pierwszy okres przy endometriozie po dłuższej przerwie był w miarę bezbolesny.

  4. To dobrze, że macie szanse. Czasami wystarczy ta jedna szczęśliwa komórka jajowa 😉 Więc jeden jajnik to dużo i tego się będę trzymać! Leczysz się w Polsce? Dlaczego kazali przytyć? Ja jestem na zastrzykach Diphereline.

    1. Mondom, mieszkam i leczę się w Szkocji. Kazali przytyć bo żeby zakwalifikować się do in vitro BMI musi być pomiędzy 19 a 30 a mi sporo brakowało.. Przez endometriozę, ciągły ból i nadmiar leków przeciwbólowych apetyt niestety nie dopisywal i waga leciała w dół. Zmobilizowalam się i przytylam praktycznie w dwa miesiące 🙂

  5. Jak to dobrze, że przynajmniej to mnie ominęło. W ogóle nie wiem, o czym piszecie. 🙂
    Czasem boli mnie w pierwszy dzień. Nospę brałam parę razy w życiu podczas okresu, głównie jako nastolatka.
    Przeważnie nie wiem, że mam okres. Lekkie napięcie w brzuchu to wszystko.
    Współczuję dziewczyny.

  6. Eh, mnie bolało od zawsze, od pierwszego razu. Na szczęście ibuprofen pomagał, ale bez tego nie funkcjonowałam.
    Gdzieś 5 lat temu zaczęłam się cieszyć, że okresy słabsze, mniej boli. A to była menopauza…

  7. Moje odkrycie z ostatniego cyklu- alkohol łagodzi ból menstruacyjny. Świadomie bym się nigdy nie zdecydowała na taki środek p/bólowy, ale wyszło przypadkiem.. Zalało ok godzinę po wypiciu i o dziwo ból był do prawie niezauważenia 🙂

  8. Ja po pierwszym nieudanym razie, nie mogłam się przez 1,5 roku zebrać na to, żeby jeszcze raz spróbować. Wtedy potrzebowałam naprawdę dużo czasu. Po drugim nieudanym razie w ogóle nie mieliśmy przerwy bo dobrze zniosłam to, ze się nie udało. Za każdym razem jest inaczej i każda z nas jest inna, ale jedno wiem na 100%: nie można się poddać. Także Szelka głowa do góry i zacznij się szykować do dalszej walki.

  9. Ja wiem co u kakalife a dokładnie Paradise.
    Zabiegana jest, dużo pracy, problemy z nogą (czeka ją operacja) no i problemy sercowe. Fajna dziewczyna a za cholere nie ma szczęścia w miłości…:-(
    Na bloga na razie niema czasu a i też temat in vitrowo/staraniowy ja na razie się zamknął.
    Jak nas Paradise czytasz to buziaki kochana dla Ciebie :-*

  10. Iza chciałam się jeszcze Ciebie zapytać w jaki sposób teraz się leczysz? Bierzesz jakieś tabletki? Masz zaufanego specjalistę? Mnie cały czas nurtuje kwestia jak to będzie wygładało dalej. Ja mam prawie 30 lat. Teraz menopauza ale to „chwilowe”. Potem próba in vitro, udana czy nie to już inna kwestia, ale co dalej? Do menopauzy daleko, a choroba agresywna franca…

  11. Wyglada na to ze zle reagują moje komórki na stymulację – są słabej jakości (tak coś wspominał lekarz)
    Z pobranych 11 dojrzałych mielsimy w pierwszej próbie 5 zarodków (6 wybrali do zapłodnienia a 5 zamroziliśmy). Żaden zarodek nie przeżył, Zaczęły się degradować w 5 dobie. Druga próba była z zamrożonych komórek – efekt 1 zarodek z fragmentacja i brak ciąży. Będą myśleć co dalej, co mogą nam zaproponować. Dodam ze 1
    dziecko mamy poczęte naturalnie ale tez po dłuższym czasie. U mnie dodatkowo endometrioza i pocięte jajniki.
    Tak łatwo się nie poddam chociaż często wsparcia brak – jak dobrze ze was tu mam gdziekolwiek jesteście 😉

    1. Szelka, a dlaczego czekacie aż do 5 doby? Ja zawsze myślę o Magdzie, która miała garść dobrych zarodków, jeden podany w trzeciej dobie jest piękną roczną córką, a pozostałe się zdegradowały. Skoro Twoje komórki się tak dobrze zapładniają to nie może być z nimi aż tak źle.
      Istnieje taka teoria, że po 3 dniach do gry wchodzi plemnik. Może tutaj trzeba szukać przyczyny?
      Nie poddawaj się, zdecydowanej większości się udaje!

      1. Przy drugim podejściu z zamrożonych oocytow i jednym zarodku mieliśmy transfer w
        3 dobie, miałam nadzieje ze ta gwiazdeczka która zabłysła na ekranie zechce zamieszkać, ale okres przyszedł po 2h gdy w południe odstawiłam już duphaston (po wyniku bety). Także mieliśmy podany w 3dobie ale słabiutki (jakos od razu było widać ze lekarz nie daje nam szans – ale dał nam nadzieje:)

  12. Nie mam dużego doświadczenia, ale u mnie tez chyba była kiepska reakcja na stymulację. Za pierwszym i za drugim razem pobrali tylko 7 komórek (co jak na mój wiek i dobre amh to średnio). Za pierwszym razem był tylko jeden zarodek a za drugim dwa. Najdziwniejsze jest jednak to, ze te które przetrwały zawsze były bardzo dobre. Nie wiem wiec od czego to zależy. Teraz przed tym ostatnim crio chodziłam na akupunkturę i jadłam pełno zdrowych rzeczy, może to tez pomogło. Najważniejsze to jednak uważam, żeby mieć zaufanie do lekarza. Za drugim razem zmieniliśmy klinikę i różnica jest kolosalna. Przede wszystkim to bardzo lubię mojego lekarza a to podstawa bo idę do niego z uśmiechem na ustach a nie jak na skazanie – a nie da się ukryć, ze widywaliśmy się dość często Wczorajsza beta 1 559,61, mam nadzieje, ze będzie Ok

  13. Akma, gratulacje na nowej drodze życia:)
    Martucha, nie szczepiłam bestyjki narazie, choć nie ma przeciwwskazań ze względu na potencjalną ciążę ( dostałam namiar na fajna grupę dot. szczepień na FB). Teraz ma katar (?!WTF, skąd?!), ale po katarze pójdziemy do szczepienia. Bez strachu o ciążę, bo dziś 7dpt. sikacz negatywny:( buu. Muszę sobie pojujczeć.
    W sobotę warsztaty i to jest dobra wiadomość:)

  14. Dziewczyny, mam pytanie. Czy po udanym transferze zostawałyście pod opieką kliniki leczenia niepłodności czy też prowadził Was/bądź wracałyście do „zwykłego” ginekologa? Biję się z myślami, bo mój ginekolog w klinice zajmuje się wyłącznie niepłodnością – nie prowadzi ciąż i musiałabym przepisać się do kogoś innego, a z czasów przed walką z niepłodnością chodziłam do świetnej ginekolog w zwyczajnej poradni, i teraz zastanawiam się czy do niej nie wrócić. Jestem ciekawa czy już po odstawieniu leków i powiedzmy po pierwszym trymestrze taka ciąża in-vitrowa różni się od zwykłej i czy koniecznie muszę trzymać się kliniki.

    1. Olca_a , u nas w klinice jest taka zasada, że opieka potransferowa do momentu wizyty serduszkowej, potem możesz zdecydować się czy chcesz u nich prowadzić ciążę (u nas w kln jest to wyznaczona odrębna część kliniki, tak aby ograniczyć kontakt ciężarnych z tymi, którzy się leczą).
      Moja dr prowadząca pracuje co prawda w kln i podczas stymulacji nawet kilka razy byliśmy u niej na wizycie. Wybrałam ją przede wszystkim dla tego, że jest na miejscu, gdzie mieszkam i polecił ją nasz lekarz z kliniki. I ona właśnie mi na początku stale musiała przypominać:”po 9-12 tyg to jest normalna, zdrowa ciąża, taka jak inne, ryzyko jest takie samo” , więc opieka też jest podobna. I dzięki temu ja też wyluzowałam 🙂

    2. Olca Invimed warszawski w ogóle nie prowadzi ciąż. Idziesz na wizytę serduszkową, a potem żegnaj, powodzenia.
      Lekarze pewnie gdzieś jeszcze dodatkowo pracują i możesz iść do swojego, ale po co. To że dobrze zapłodnił nie znaczy, że na ciąży też się świetnie zna.
      W każdym razie trzymanie się kliniki nie jest potrzebne, tym bardziej jeśli masz zaufanego lekarza gdzie indziej.

  15. Dziewczyny jestem dzisiaj w bardzo dobrym humorze. Tak trochę jak w tym dowcipie o kozie i ciasnocie.
    Ariadna wczoraj skończyła miesiąc, a dzisiaj to ona zrobiła nam prezent.
    Akurat jak byłam to przyszła doktor robić echo serca. I opowiadała mi co widzi.
    Jest lepiej! Serce wygląda dużo lepiej niż w pierwszym badaniu.
    Ubytek troszkę się zmniejszył, a dodatkowo wytwarza się taka naturalna łatka z tętniaka. Fale zwrotne są niewielkie.

    A, chyba w ogóle tu nie pisałam, że mała ma dodatkowo wadę serca? Ubytek przegrody międzykomorowej, spory, na razie do obserwacji. Ale stara się naprawić sama.
    Tak się cieszę.

    1. Wężon, cieszę się, że jest co raz lepiej i że masz dobry nastrój, to najważniejsze. Moja córeczka skończyła 7 tygodni, też ma ten ubytek między komorami, tylko mały… W szpitalu tego nie zauważyli, dopiero przypadkiem wyszło na usg. Skąd to się kurcze bierze. Ale trzeba mieć nadzieję, że się samo zarośnie. Jeszcze w szpitalu jesteście?

  16. Cześć dziewczyny.
    Znów trochę mnie nie było a taka miałam być silna, opanowana, bla, bla a jednak tych sił zabrakło żeby napisać wcześniej choć parę słów. To listopadowe poronienie wstrząsnęło mną bardziej niż chciałabym sama przed sobą przyznać. No to po kolei.
    Nie udało mi się poronić samoistnie, czekałam dwa tygodnie, po tym czasie poszłam do szpitala, gdzie dostałam tabletki. Zadziałały już następnego dnia. I to jak- najgorsze 5 godzin mojego życia. Najlepiej o tym zapomnieć ale nie potrafię…
    Nie udało mi się też uniknąć łyżeczkowania, po tygodniu lekarze stwierdzili że macica się nie oczyszcza i zaproponowali zabieg. Już nie protestowałam…
    Pierwszy okres po zabiegu- trwał dwa dni i był tak skąpy jak jeszcze nigdy. Wiadomo o czym pomyślałam (i cóż, miałam niestety rację) i to przyspieszyło decyzję o wizycie w klinice. Lekarz stwierdził cienkie endometrium jak na ten dzień cyklu, zaproponował poczekać jeszcze dwa miesiące i wtedy zrobić histeroskopię. Zabieg odbył się dokładnie miesiąc temu, doktor usunął zrosty i założył wkładkę antykoncepcyjną żeby nie dopuścić do ponownych zrostów (mam nadzieję że to działa). Wizyta jutro.
    Aha i zrobiłam pakiet badań w kierunku trombofilii. Nieprawidłowy czynnik V(R2) heterozygota, MTHFR 677C-T homozygota, PAI-1 4G homozygota. Może to to jest przyczyna?

    1. Renata ja miałam usuniętą ciąże przy tabletkach w 12 t ktoryms tam dniu a może to już był początek 13 t, okres okresem byłam u gin na kontroli powiedział że endo 2 mm i okresu to mam sie nie spodziewać szybko, wiec spokojnie sie pakowałam na wczasy do Malibuu i co kuzwa w pt bylam u gin w sob za tydzień dostalam okres 😉 . U mnie się obyło bez zrostów w macicy a tez było łyżeczkowanie oczyścili na szczescie wszystko ładnie, jedyny minus to taki ze jak wychodzilam ze szpitala- na wslane życzenie to okazalo sie że w stanik się nie moge dopiąć- laktacja suuuper ciązy brak a mleko jest… Na szczeście miałam dostinex i sama sobie zarządziłam kuracje.
      Co do mutacji w czynniku V to to faktycznie może mieć wpływ, tego PAI nie miałam, u mnie też wyszła mutacja w MTHFR 677C ale hetero, podobnież łaskawsza wersja niż homo… Najlepszą specjalistką w MTHFR jest Mała Ania. Bo zbadanie samej 667 bez tej drugiej nic nie daje. Choć genetyk twierdził co innego.
      Współczuje strasznie tych 5h, u mnie obyło sie jakoś bez trudu- nie musiałam rodzić. Skurcze od 10 po podaniu tabletki jak na okres potem wieczorem okolo 18 nic już krzyczałam za nastepna tabletka żeby wkoncu coś się ruszyło no i zdazyłam wrocić do swojej loży vip- 1 z wlasna toaleta 🙂 i się ruszyło z 1h mocniejsze skurcze i jak tylko zaczeło lecieć ból ustąpił. Pani podała leki przecibolowe dozylne na wszelki wypadek, pewnie bym nie biegała jak głupia po nocy do nich i tak przespałam do rana. Moj M za to tak się zamartwiał że miał nieprzespana noc a ja odwrotnie :). Szyjka się rozwarła wystarczajaco uśpili mnie i wyłyżeczkowali.

      1. Pati u mnie te okresy (3 ) od zabiegu, wszystkie takie skąpe więc ewidentnie coś było nie tak. To moje drugie łyżeczkowanie i poprzednio organizm praktycznie od razu się zregenerował.
        Zbadałam 6 mutacji, oprócz tych powyżej to jeszcze V leiden, II protrombiny i MTHFR A1298C , ale te są prawidłowe. I chociaż już tyle razy była mowa o tym tutaj, chociaż tyle przeczytałam to i tak temat dla mnie ciężki do zrozumienia. Może ekspert Mała Ania się odezwie.
        I jeszcze jedno Pati. Mnie poronienie też nie bolało… Trochę skurczy i kłucia na chwilę przed, potem już nie ale miałam bardzo bardzo obfite krwawienie i to był dla mnie największy koszmar. A przecież łyżeczkowania miało nie być, tak sobie wymyśliłam…
        Troszkę inaczej to przeszłaś( i jeszcze dodatkowo wady u dzieciaczka na etapie gdzie większość cieszy się że wszystko ok) ale tak czy tak to okropne przeżycie.

  17. Dziewczyny, ja nie jestem żadnym ekspertem, sama mam a1298c homozygotę i stąd trochę się przyjrzałam sprawie, ale naprawdę wiem niewiele. Lekarzy jest maluteńko, którzy coś rozumieją w temacie mthfr więc tym bardziej ja… Renata jak chcesz to pisz aniagrzegorczyk@gmail.com powiem Ci wszystko, co sama wiem. Ściskam.

  18. Dziewczyny, zbieram się do kolejnego wpisu, ale tak szybko wszystko się zmienia. Oluś z nieruchomego niemowlaka wystartował w kosmos i zamienił się w małą sprężynkę. No może jeszcze nie sprężynuje we wszystkie strony, ale nadrabia deficyty i jestem już spokojna, że dogoni równieśników. Rośnie, powoli się wyciąga z wyraźnego przekarmienia, gada jak najęty, równo daje popalić w nocy, w dzień anioł, którego ubóstwiają moje przyjaciółki, a my… my jesteśmy całkowicie straceni. Zakochani po uszy. Poszaleliśmy.

    1. Haha Iza jak miło się to czyta 🙂 U nas na daniach pęknie roczek od kiedy zostaliśmy straceni… Najlepsze jest to, że przy każdym etapie rozwoju malucha myślimy sobie o tak to jest najlepszy czas, a potem pojawia się następny etap i następny…
      Miłego dnia dla wszystkich! ❤

    2. Skąd ja to znamfajnie że się rozgadał, mój nadal słabo z tą mową. Dziewczyny potrzebuję kopa w dupę, wsparcia czy czego tam jeszcze. Jestem po scratchingu, za tydzień crio. Boję się. Bo nie do końca chcę do tego wracać, znów przeżywać te żale, rozczarowanie. Bo jakie są szanse, że się uda? Prawie żadne. Tylko ten scratching…nigdy nie miałam, więc na tej podwalinie już sobie wybudowałam nadzieję, która pewnie zleci na łeb na szyję.

      1. Mogę Cię kopnąc i dać swój przykład. Po pierwszej stymulacji i trzecim( ostatnim z tej stymulacji )nieudanym transferze byłam w fatalnej formie, na nic sił i żadnej energii do działania. Mieliśmy jednak plan na kolejny transfer, ale kompletnie tego nie czułam i bardzo sie bałam. Ale mężowi bardzo zależało i tak naprawdę tylko dzięki temu zdecydowałam się na ta stymulacje, nie mówiąc mu o swoich obawach. I udało się! Wyhodowal sie tylko jeden zarodekm. Właśnie zaczęliśmy 22tc ☺

      2. Sonadora, jeśli mogę takie bardziej pytanie…
        Skąd po adopcji podejście do IVF? Macie mrozaki, czy to jednak chęć biologicznego dziecka?
        Tyle mówią w OA, że albo jedno, albo drugie…
        A tymczasem tyle ludzi próbuje na dwa fronty równocześnie 😉

        1. Nie równocześnie;) Nie podeszliśmy do crio, mimo że mamy dwa zamrożone zarodki. Najpierw chcieliśmy adoptować dziecko, a potem podejść. Nasz oa od początku o tym wiedział. Mało tego, przed samym kursem podeszliśmy do ostatniej procedury in vitro, mimo że już byliśmy w procesie adopcyjnym. Nasz oa nigdy nie robił z tym problemów, i dobrze, bo wg mnie jedno drugiego nie wyklucza. A świadczy o tym jedna para z naszej grupy, która w grudniu przyjęła dziecko, a w kwietniu urodziło im się kolejne:)

  19. Jaki siłacz, prawie się na bok obróciła na początku filmu! I takie cudo, te włosy, oczy, odleciałam, aż normalnie ścisk jajników czułam, jak ziewała 😀 Boska jest ta Wasza Ariadna. Aż sobie powtórzyć musiałam, że starczy mi troje dzieci 😉

    Wężon, jak cudownie się was słucha, to szczęście w głosie aż czuć po drugiej stronie ekranu. Oby ta wasza Australia i powrót do domu była tuż za rogiem i potem już tylko spokój. Tak się cieszę razem z Wami.

  20. Wężon, śliczne maleństwo 😀
    Kiedyś czytałam Twojego bloga z czasów Laurki i wydaje mi się, że dziewczynki są do siebie podobne z okresu niemowlęctwa 🙂
    A jak w ogóle Laura jako starsza siostra?

    Kas – nigdy nic nie wiadomo 🙂 a podobno dzieci nigdy za mało 🙂 chociaż czasami nie jest łatwo żeby były… 🙂

  21. PILNE!
    Sprzątam w końcu moja szafkę z lekami a tam:

    INOFEM 24 saszetki termin ważności do końca kwietnia 2018…
    Kto potrzebuje to mogę w poniedziałek wysłać. Szkoda wyrzucić…

    Ponadto mam:
    Estrofem 22 tabletki do 11/2018
    Wit. B6 30 tabletek do 07/2018
    Wit. E naturalna 35 kapsułek do 12/2018
    Acard 50 tabletek do 12/2018
    Puregon pen – wstrzykiwacz.

    Dziewczyny jeśli któraś chętna to piszcie na maila marteska@interia.pl

    1. Obejrzałam no i jestem lekko zszokowana. Ale w sumie nie powinno to nikogo dziwić. Jesteśmy dużym polem do popisu – my niepłodne – do wydrenowania nam portfeli czy raczej kont bankowych. Jak każdy chory zresztą też jest… No chyba że ktoś się poddał i nie robi nic.
      Nie doszłam do etapu badania mutacji takich czy innych. Aby zajść w pierwszą ciążę wydaliśmy w sumie 20 tys zł. Przy staraniach o drugie poszło 15 tys i nie zamierzaliśmy wydać więcej bo jeszcze inne wydatki już wtedy nas ograniczały. Ale gdyby możliwości finansowe były większe to bez wahania wydawałabym na wszystko co mogłoby mi pomóc.
      A ktoś by na tym zarabiał robiąc mi zludną nadzieję…

      1. Martucha u nas chyba porównywalnie. Do pewnego momentu wszystkie koszty spisywałam wizyty, leki, badania, zabiegi no było tego trochę.
        Tylko że u nas drugie dziecko wciąż w fazie starań. Mamy konkretnie odłożone na ten cel, ale inne wydatki też są, a jakże…

      2. Najważniejsze to by trafić do odpowiedniego specjalisty…bo jeszcze jak człowiek płaci i jest efekt to jakoś łatwiej to znieść. Najgorzej jak wyrzucamy pieniądze w błoto a Ci pożal się Boże „specjaliści” od niepłodności ciągną z naszych portfeli ile tylko się da. My na in vitro wydaliśmy 15 tys. – na to, z którego mamy synka. Na 3 wcześniejsze podejścia w innej pseudo-klinice wydaliśmy…nie wiem dokładnie, ale podejrzewam, że dwa razy więcej. I poza depresją i pustym portfelem to nic z tamtego czasu nie wyniosłam…

    2. No właśnie i jak to jest z tymi mutacjami? To ja się chyba dałam złapać na te badania. Wiecie już naprawdę mniejsza o tą kasę, tylko w związku z tym niektórzy lekarze zalecają więcej kwasu foliowego i w razie ciąży heparyne. Czy to rzeczywiście potrzebne? Teraz to dopiero mam mętlik w głowie. A fakt że chcę zrobić wszystko, niczego nie zlekceważyć, to nasze ostatnie podejście.
      Czasem myślę czy nie chcę za wiele… Jest Lenka. Są też dwie stracone ciąże…

  22. Ewciak, ty mnie pytałaś o smoczki, całkiem zapomniałam. To było tak: gadaliśmy najpierw przez kilka tygodni, że monio jest ple, że damy monia pieskowi, a piesek da lalę (słowa, których używamy to te, którymi dziewczyny się posługują 😉 ). No i w końcu tak zrobiliśmy, wzięłam torbę, powiedziałam, żeby zrobiły moniom papa i dały buzi, bo piesek zabierze, wyniosłam z domu, wróciłam z torbą z lalkami. Jak chciały monia, to mówiliśmy, że oddały i mają lalę do tulenia. Debilne, ale przeszło.

  23. Moja historia w ogóle jest dziwna i nietypowa. Ja przez wiele lat myślałam, że męczą mnie bóle menstruacyjne lub owulacyjne. Latałam po lekarzach, robilam sobie oklady z termoforu, brałam rozkurczowe leki,nawet ćwiczyłam jogę, bo mi powiedziano że to niby pomoże. I dopiero po kilku latach, zupełnie przez przypadek zrobiłam testy alergiczne stąd http://euroimmundna.pl/nietolerancja-pokarmowa, bo planowałam przejść na pełną dietę, zadbać o siebie, zacząć leczyć tarczycę itd. No i okazało się, że mam alergię, odstawiłam te produkty i bóle menstruacyjne odpuściły. Śmieszne, bo nie zdziwilabym się gdyby to nie bóle menstruacyjne mi dokuczały, tylko własnie układ pokarmowy, bo jadłam nabiał 😀 Także z mojej strony bym dorzuciła badania alergiczne, jeśli ktoś już nie ma pomysłu na bóle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *