Okrągły pokój

Wyjeżdżamy na święta do rodziny. To nasza pierwsza taka długa podróż i na tak długo. To tez pierwsze masowe zapoznanie Olutka z rodziną.

Dosłownie przed chwilą, z poprzednich świąt, wyjechaliśmy jako bezdzietne małżeństwo, a teraz pojawimy się jako mama i tata. I Syn. Wzrusza mnie to. Wzrusza mnie, jak panie w sklepie zagadują do Olusia, cmokają i robią małpie miny, a on uśmiecha się tylko do mnie, ledwo je odrzuciwszy spojrzeniem. Mój chłopak…

Mam takie uczucia nowe… Nikt nas nigdy nie osądzał w rodzinie, zawsze nas wspierali, ale przy rodzinnych spotkaniach najważniejsze były dzieci. Rozumieliśmy to i siedzieliśmy w kąciku, od wielu długich lat… Teraz… Teraz potrzebny jest okrągły pokój bez kątów. Nie byliśmy najmłodsi, ale byliśmy ostatni. Jakkolwiek brzydko to zabrzmi. To jest właśnie piętno niepłodności.

Życzę Wam świąt z pogłaskami słońca na twarzy, z wyciszeniem, odpoczynkiem, uśmiechem, ramionami bliskich. Z nabraniem sił po zimie.

Życzę Wam świat w okrągłym pokoju.

46 komentarzy

  1. Iza życzę Wam spokoju, miłości i wspaniałych chwil w gronie najbliższych. Myśle ze Oluś owinie sobie wokół palca cała rodzinkę 🙂
    Dla Was wszystkich dziewczyny miłości, spokoju i radości 🙂

      1. Wiesz co, ja w ogóle nie mam zamiaru. Myślę, że to jest jednak zbyt ryzykowne. Na FB też, ewentualnie jakieś zdjęcie, gdzie nie widać całej twarzy. Zresztą, właśnie takie dałam na grupie, na tle morza, w wózku. Bo ja nie wiem, jak wyglądają jego biologiczni rodzice, może jest do któregoś z nich bardzo podobny, może któreś wpadnie na genialny pomysł, żeby go poszukać…po co mi to.

        1. Być może nigdy sie nie odważę pokazać go na blogu, nie wiem. Na razie na pewno nie. Pokazałam go na FB w zamkniętej grupie, ale na moim profilu nie ma nawet żadnej wzmianki o tym, że zostałam matką.

          1. Niby tak, tylko że tak naprawdę do tej grupy każdy może się dostać:)jeśli warunkiem jest wysłanie zdjęcia z dzieckiem do administratora. Bo można mieć zdjęcie z dzieckiem sąsiadki np. Na kursie też nam mówili, żeby nie dawać zdjęć na fb. Ale ja to w ogóle strachliwa jestem i dmucham na zimne;)

  2. To czy zobaczymy Olusia,tu na blogu..w całej okazałości nie ma znaczenia…Dla mnie, i mogę zaryzykować stwierdzenie, że dla wielu Twoich (Waszych) czytelników najważniejsze jest to, że Jesteście szczęśliwi. Tak po prostu.
    Wesołych Świąt 🙂

  3. Cieszcie się tymi pierwszymi świętami ogromnie, cieszcie się każda chwila. To cudowne chwilę, ale to wiesz! My już drugie święta razem, dziś rozsmieszyla cały Kościół wołając do księdza Pana, pasa, a ja tak dumna jak paw stałam. Dopiero w domu pozwoliłam sobie na łzy wzruszenia, bo tak bardzo dziękuję za to że ją mam!!! Wszystkiego dobrego dla Was i dla każdej czytelniczki bloga!!!!

  4. Pięknie to opisałaś! Nas też nikt nie osądza, nawet nie pyta (chyba się boją), ale te święta i pewnie nie tylko te, znów spędzimy siedząc w kąciku. Ach te kąciki. My też nie jesteśmy najmłodsi, właściwie to jesteśmy najstarsi ;(
    Pocieszasz, że z jednych świąt można wyjechać bezdzietnym, a na drugie przyjechać już na macierzyńskim. Aż mi łzy stanęły w oczach. Nadziei na takie właśnie rozwiązanie wszystkim życzę i spokoju na te Święta!
    Lidia

  5. Dla całego krótkoblogowego grona najlepsze życzenia na święta 🙂 :*

    Iza, kanciaste stoły i pokoje zdarzają się też w „dzietnych” rodzinach.
    W mojej rodzinie i rodzinie męża lada moment drugie i trzecie dziecko.
    Myślałam, że nie przeżyje świąt BN.
    Dałam radę.
    Rodzina chyba się domyśla że to że młody nie ma rodzeństwa to chyba nie do końca naszą decyzja. Już nie życzą… Już nie ponagalają…
    Teraz kolejne spotkania. A za moment w jednej z rodzin Kruszynka będzie na świecie.
    Ładuję akumulatory i znów mam nadzieję dac radę.

    Cieszę się Waszym szczęściem! Ściskam mocno i ciepło :*

    1. Asti, przybijam piątkę. Do upychania po kątach niegdyś okrąglejszego pokoju przyczynia się też czasem osobiste dziecko. Nie wiem doprawdy, z czym trudniej mi się mierzyć – z „No a wy? Kiedy drugie?” ze strony dorosłych czy może raczej pełnym autentycznego niezrozumienia, rozżalonym „A dlaczego JA nie mam braciszka?” z ust własnej jedynaczki.
      Albo i wiem, bo przy tym drugim gula w gardle szybciej rośnie.

      Izo, trzymam kciuki za udane familijne debiuty Olinka. A i Wasze też:) Bo przecież wstępujecie niniejszym na rodzicielskie czerwone dywany;)

  6. Witam po świętach. Izo, mam nadzieję, że było bardzo okrągło i uśmiechy mieliście dookoła głowy.

    Za Ariadną ponad trzy tygodnie życia. Wszystko idzie dobrze, choć jak dla mnie zbyt wolno. 😉
    Porcje jedzenia coraz większe, leki zmniejszane. Dziewczyna rośnie, już dwa kilo waży.

    Dzisiaj wielki krok za Ariadną. Pierwsze jedzenie. Poszło jej świetnie. Fizjoterapeutka nie mogła się nachwalić. Nie zakrztusiła się ani razu, oddychała równo i spokojnie. Wciągnęła pół porcji – prawie 20ml. 🙂
    Kamień z serca, bo po operacji przełyku mogło być różnie.
    Na razie raz,dwa dziennie będzie jadła z butelki. Z mamusi też spróbuje niedługo. 🙂

  7. Haha, melduję Laski, jak to mawia nasza koleżanka Ania, że „orzeł wylądował” wczoraj miałam crio. Proszę towarzystwo o kciuki! Ps. Jeszcze wam zdradzę trick: problem swedzenia i obsesji grzyba przy estrofemie załatwiłam okładem z wody z octem jabłkowym. Pomogło z miejsca.

      1. O Sonadora idziesz po rodzeństwo. Niech się uda tym razem.
        Estrofem zazwyczaj doustnie. Przy problemach z endometrium można dowcipnie, ja czasem brałam na oba sposoby razem. Nic to nie zmieniało. 🙂
        Jak lekarz nie powiedział jak, to bierz zgodnie z przeznaczeniem doustnie.

  8. Dzięki! Mieliśmy blastocystę. Doktor przykazał robić za 11dni. Zrobię za tydzień. Jeśli coś się uda, powinno być widać.
    Myślę Wężon, że są jakieś ukryte Czytaczki, pewnie siedzą w krzakach.

  9. nie wiem czy jeszcze mnie ktoś pamięta, w listopadzie pierwsze nieudane in vitro – 5 zarodków zaczęło się „rozpadać „w 5 dobie i nie doszło do transferu (zostało nam 5 zamrożonych oocytów), w styczniu cykl sztuczny ale endo nie rosło w sposób zadowalający i w marcu spróbowaliśmy na cyklu naturalnym
    niestety z 5 oocytów mieliśmy jeden zarodek źle rokujacy, z fragmentacja
    decyzja o transferze naszej gwiazdeczki w 3 dobie i czekam.. do soboty na bete.. choc szanse są marne ale każdemu szanse dać należy, a może może będzie prezent na gwiazdkę?
    trzymajcie kciuki:)
    pozdrawiam was wszystkie i czytam i przeżywam z Wami!

  10. Ja siedzę w krzokach, bo czekam na HSG (trzecie podejście). Wężon, idziecie do przodu, po nitce do kłębka, wszak to Ariadna:) Olga, Szelest przeciwstawne zaciśnięte:)
    Fajnie, że już wiosna:)

  11. „Ukryte czytaczki” mnie rozbawiły i przekonały do wyjścia z ukrycia. Czytam was i po cichu wspieram od dłuższego czasu. Nigdy nie pisałam bo ciężko zacząć, no i nie wiadomo od czego… Jutro beta po crio 6 dniowej blastki (określonej jako idealna i książkowa). Ale to moje trzecie podejście i wszystkie były bardzo dobre i nigdy nic z tego nie wyszło, więc to sukcesu nie gwarantuje. Tak mi się jednak wydaje, ze to dzięki takiemu miejscu jak to i takiej dziewczynie jak Iza i cała tu obecna grupa wsparcia, jest nadzieja i siła żeby działać dalej. Także dziewczyny kciuki za nas wszystkie – a Iza i Weżon gratulacje bo nie jedna łza się uroniła was czytając.

  12. Iza naprawdę miło czytać o Twoich nowych uczuciach i serce rośnie, że (z Twojego opisu) rodzina potrafi zachować się z dużą klasą, to bardzo ważne 🙂
    Wydaje mi się, że niepłodność/bezpłodność, to jeden z tych „śmierdzących” życiowych tematów, do których nikt z zewnątrz nie wie jak podejść ani jak się z nimi obchodzić.
    Dlatego lubię czytać jak to u Was wszystkich wygląda, w jaki sposób traktowana jest ta kwestia.

    Tak jak kiedyś pisałam, ja na ten temat z rodziną nigdy nie rozmawiałam
    (nie żebym była jakaś nieśmiała, po prostu jakoś dużo łatwiej i naturalniej poruszać ten temat z określonymi znajomymi, którzy już są zaznajomieni),
    bo ze swoimi chwilami zwątpienia jakoś lepiej czy gorzej potrafię się ogarnąć, ale patrzenie na to, że ktoś (w domyśle Mama) miałby cierpieć albo lamentować z tego powodu, jest dla mnie nie do przejścia…dlatego tak ważne jest dla mnie to miejsce, bo mogę poczytać tu takie rzeczy, o których tak swobodnie nie rozmawia się przy kawie z kimkolwiek (w mojej opinii) 🙂

    Dobra, kończę filozoficzne przemyślenia i przejdę do innego tematu.

    W jednym z poprzednich postów pytałam o poradnię niepłodności na Starynkiewicza, sądząc, że są tu tuziny weteranek owej.
    Dzisiaj nie mam jakichś wybitnych i dogłębnych informacji (bo to początek tam), ale może komuś się przyda albo kogoś interesuje jak wygląda tamtejsza droga.

    Skierowanie od nfztowego gina –> zapis (2 piętro), skierowanie zostaje u pielęgniarek –> na wizytę czekałam miesiąc –> rejestracja przed wizytą (1 piętro).

    Wizyta:
    Tamten kawałek szpitala jest wyremontowany, więc warunki są całkiem spoko, w gabinecie gin. jest osobna łazienka/rozbieralnia (co jest dla mnie normą w prywatnych gabinetach, a na nfz nie zawsze) i to chyba w sumie koniec plusów dzisiejszej wizyty 😉
    Najpierw pani pielęgniarka przeprowadza wywiad.
    Robi to w tonie i tempie musztrującym, szybkie pytania, szybkie odpowiedzi (ile jest pani z partnerem? ile się pani stara? pif, paf, pif, paf…nie miałam szansy wejść w słowo, że z tym partnerem owszem tyle i tyle, ale był jeszcze poprzedni, więc…).
    Dobrze, że mam podzielone i poukładane te wszystkie badania, bo przy musztrze byłam w stanie szybko żonglować wszystkimi kartkami.
    Pani spisuje wyniki na ichnią kartę.
    Potem mam iść do gabinetu nr ileś.
    Idę.
    Nie wiem do kogo idę, bo widocznie to zupełnie nieistotna informacja 😉
    Wchodzę.
    Trzy panie, nadal nie wiem z kim rozmawiam, bo się nie przedstawiają (miałam inne doświadczenia na pierwszych wizytach u prywatnych ginów, podanie ręki i wzajemne przedstawienie się).
    Tempo podobnie szybkie jak u pani pielęgniarki (w moim idealistycznym wyobrażeniu pierwsza wizyta to drążenie i składanie wszystkich elementów, które do tej pory zostały zbadane, no ale…) w locie odpowiadam na pytania i znów żongluję odpowiednimi kartkami.
    I na fotel.
    Panie sobie rozmawiały między sobą, więc czułam się raczej jak obserwator wizyty niż jej uczestniczka…
    No może drugim plusem wizyty było to, że czułam się w miarę pożądnie zbadana, ponaciskana, wysondowana, nie było to pospieszne jak inne rzeczy (ale to tylko odczucie, więc…)
    Powrót do biurka.
    „Noooo trzeba znacznie poszerzyć diagnostykę”
    „Partner, proszę go zapisać do poradni andrologicznej, a skierowanie?
    Tu ma pani skierowanie, wróci pani do mnie po jego badaniach”
    [nie wiem nawet jakie badania (bo badania nasienia im pokazałam), żeby Mu przekazać).
    Nie było pytania czy mam jakieś pytania.
    Iiii tyle się dowiedziałam…czyli nic nowego…
    Nie należę do osób obawiających się pytać, dziś nie miałam listy pytań (mój błąd), ale też nie miałam momentu, w którym mogłabym je spokojnie zadać.

    Nie wiem, może osoba, która byłaby na początku drogi mocniej by to przeżyła…ja już mam lekką znieczulicę po tym krążeniu po ginach…ale na pewno czuję się niedoinformowana, nie wiem na czym stoję, nie wiem jaki jest plan…

    Wizyta partnera na 29 maja, więc w takim tempie, może do 50-tki uda się mieć jakieś dziecko 😉

    Olga trzymam kciuki :-)))
    I za wszystkie inne Kobitki 🙂
    Gaja oby badania wyszły lepiej niż zakładasz 🙂
    Pati na jakim Ty etapie, bo już się zgubiłam?
    Wężon cieszę się, że cała ta mrożąca krew w żyłach historia zaczyna mieć spokojniejszą, bardziej optymistyczną barwę 🙂

    Szelest głask, przykro mi :-(…życzę pokładów siły do powstania i dalszej walki!

    Sorry, za przydługi, mało wnoszący post 😉

  13. Pingback: Cialis from canada

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *