Ciąża adopcyjna a niepłodność

Ciąża adopcyjna. Mówią, że zaczyna się wtedy, kiedy odbierasz zaświadczenie o ukończeniu szkolenia. Podobno to najtrudniejszy czas z całego procesu adopcyjnego – bo nagle wszystko staje w miejscu. Tracisz codzienny kontakt z osobami z OA. Do tej pory czułaś, że działasz, że walczy o to dziecko i o Was, nie tracisz ani chwili. I nagle zostajesz w bezruchu, bez wpływu na nic.

U nas jest jednak inaczej. Wcześniej byłam chora, byłam niepłodna. Kalendarz wypełniały kolejne przypomnienia o rozmaitych wizytach. Niepłodność wypełniała moją głowę w całości, do granic obsesji, określała mnie. Czas szkolenia w OA to potężna nauka. Okazał się też wychodzeniem z żałoby niepłodności – nie wiedziałam tego, dzwoniąc pierwszy raz do ośrodka.

Proces adopcyjny to nie był mój plan na zmycie z siebie choroby niepłodności, ale niespodziewanie taki był jego skutek uboczny.

I teraz w ciąży adopcyjnej po raz pierwszy w życiu nie jestem niepłodna. Nie określam siebie w ogóle przez płodność – niepłodność. Jestem po prostu normalna, oglądam seriale, robię zakupy, zbieram nasiona aksamitek, wkurzam się na szefa, czytam blogi o szyciu, nie chce mi się rano wstawać. Nie ma w tym ani wzniosłości ani rozpaczy. Nie ma pospieszania, ani zaklinania, ani nerwowości. Jest wielka płachta normalności, po horyzont.

Lubię tę normalność, tę nudność.

481 komentarzy

  1. Jak cudownie „strzepnąć” z siebie tą niepłodność niczym kurz i iść dalej. Masz rację, to cudowne uczucie, ja chyba też dzięki ciąży adopcyjnej wracam do normalności, nudy, po prostu do życia. A nie było mnie 7 lat. Cieszę się, że i Ty czujesz ulgę 😉 Pozdrawiam Lidia.

    1. Wiewiórkowo, 7 chudych lat, to dużo czasu! Cieszę się, że wracasz do normalnego życia, gdzieś tam się spotkamy 🙂
      I dobrze napisałaś, tę niepłodność się strzepuje jak kurz, wcale nie opada z hukiem i trzaskiem, raczej cicho, niewidocznie.

    1. Kaja, dziękuję, to prawda, że mam wielką akceptację ze strony męża. Ale i on ma podobną z mojej strony 🙂 Przecież niepłodność to choroba pary. Mąż każdej z nas jest tak samo nią dotknięty, jak my, a my, jak nasi mężowie. Nie macie tak?

      1. Iza my mamy już tak. To nie tylko moja – jego wina. Każde z nas ma coś na „sumieniu”. Jendo wspiera drugiego bo inaczej to by szło zwariować. Jak jedno się obwinai drugie je ustawia do pionu. Bo nic nie jest niczyją winą. Choć na początku myślałam że będzie łatwiej jak to będzie konkretnie czyjaś wina.

        1. Na swoim przykładzie wiem ze nie każdy mężczyzna/mąż rozumie ze to problem pary. Nie każdy mężczyzna/mąż nie obwinia swojej kobiety o brak dziecka. Ale cóż żyć trzeba dalej…

          1. Kaja, jest mi bardzo przykro, ze mówisz to na swoim przykładzie… Cholernie dużo daje przerobienie tematu, wzajemne wsparcie. Nie wyobrażam sobie, zeby walczyć z niepłodnoscią i jeszcze walczyć z mężem… 🙁

        2. Pati, bo jak to jest wspólna „wina”, to jest zupełnie inaczej. Najłatwiej. Bo wtedy obie strony wiedzą, że ten problem jest wspólny.

          Niestety, tak jak Kaja pisze – część facetów jednak jakoś podświadomie obwinia kobiety, jeśli u nich wszystko jest OK. A jeszcze teściowe czy inne otoczenie potrafią podjudzać. Z kolei facet, który ma problem z nasieniem wpada w depresję, czuje się niemęski i każe się zostawiać.
          Ja to na szczęście znam tylko z opowieści.

          1. Włączając się do dyskusji (mam syna a obecnie jestem w 7 miesiącu z córeczką) chyba nie do końca przerobiłam temat niepłodności i naszych starań, tego jak to było w trakcie gdy żyliśmy nadzieja że w końcu kiedyś sie uda. Tyle lat starań, na świecie w końcu pojawiają się dzieci. Czasem nawet zapominam że to dzięki in vitro. Ale całkiem zapomnieć się nie da. Mój mąż podchodzi do tego z taką normalnością, trzeba było to podeszliśmy do in vitro… a ja przez te wszystkie procedury, transfery, poronienia i porażki przestałam czuć się wartościowa. Chyba za dużo myślimy i analizujemy. Iza cieszę się ogromnie bo czuć w Twoich słowach taki ogromny spokój. Będziecie najlepszymi rodzicami dla waszego dziecka!

    2. Witaj druga Kaju, proponuje jakiś dopisek przy nicku w celu odróżnienia kolejnej osoby, bo ten nick jest juz tu w użyciu.
      Życzę Tobie by udało się Wam razem odnaleźć radość i ciepło, bo sama wiem jak ich brak wykańcza człowieka. Pozdrawiam 🙂

  2. Izuś kochana w pewnym sensie wiem co masz na myśli bowiem mi przerwa 3 miesieczna dała duuużo radości z życia bez właśnie tych wizyt u lekarzy, badań leków, wizyt, badan i tak wkółko. Sexu na godzine. Zastrzyków, napiećia ciśnienia czy cos sie uda. Pozniej zaczął się kocioł i powiem że jestem bardziej nim wypompowana niż tymi wczesniejszymi podejsciami przed ciążą. Teraz decyzja wspolna przerwa przerwa i jeszcze raz przerwa. Czemu bo jesteśmy świadomi już jak to jest żyć – krótko bo krótko- bez tego całego burdlu wokoło.
    Ja tam czekam ciągle na szczęśliwe rozwiązanie u ciebie i to jak najszybsze 🙂 U jednych kończy sie SN u innych CC a u Ciebie kochana Tel. i oby zadzwonił jak najszybciej

  3. U nas w ciąży adopcyjnej oglądaliśmy pierdyliardy filmów i czytaliśmy jeszcze więcej książek na temat przysposobienia – żeby się „przygotować” na moment spotkania z naszym dzieckiem. Ale potem okazało się, że emocjonalnie przygotować się i tak nie jesteśmy w stanie – bo TEN telefon zawsze dzwoni w najmniej oczekiwanym momencie, a człowieka zalewa taka fala skrajnie różnych uczuć, że nie da się tego opisać 🙂

    A ta „nuda” jest dobra – po wcześniejszej zaciekłej walce i przed rodzicielską rewolucją, która dopiero nastąpi 😉 Więc nudźcie się , odpoczywajcie i odreagowujcie – byle niezbyt długo. Niech dzwonią jak najszybciej – tego Wam życzę 🙂

    1. A ja właśnie Karolina tak średnio się przygotowuję. Czasami przeczytam sobie jakąś książkę o adopcji, ale to wszystko. Może źle robię?

      No w każdym razie pocieszam sie, ze ile bym nie przeczytała, zawsze będzie „zły moment” 🙂

  4. Iza, ileż Ty musiałaś przejść.. Dzielisz się tym z nami, ale wiem, że dużą część zostawiasz też dla siebie. Znam Cię jedynie z sieci, ale mam pewność, że jesteś niesamowicie mądrą kobietą.
    Jest to na pewno po części zasługą niepłodności, ale ani to pocieszenie, ani komplement 😉 Wiadomo, że każda wolałaby nie mieć inteligencji emocjonalnej wypracowanej tą drogą.
    Dobrze czytać takie wpisy, bije z nich spokój..

    1. Misscarp, jest dokładnie tak jak piszesz, tutaj każda z nas ma tę niechcianą mądrość. Ile byśmy dały, by być o tuzin doświadczeń „głupsze”, prawda?
      Ja w realu aż tak dobrze nie wypadam 😛

  5. To jestem po wizycie.
    Jak to lekarz powiedział, nie ma się do czego przyczepić.
    Zarodek odpowiedniej wielkości, piękny pęcherzyk żółtkowy, serduszko bije 160.
    To już 1,77 cm człowieka. 🙂

    Na razie jest dobrze, czekamy do następnej wizyty.

    Gdzie w Warszawie i okolicy najtaniej zrobić NIFTY/HARMONY? Chyba nie będę robić Pappa, tylko od razu Nifty.

    1. Wężon, polecam zwrócenie się bezpośrednio do Genomed – oni sami te testy przeprowadzają (bo większość jeśli nie wszystkie placówki warszawskie i tak wysyłają do nich…). W cenie jest konsultacja przed badaniem z genetykiem, który szczegółowo wszystko objaśnia i pomaga zdecydować sie na odpowiedni panel – bo są bodaj trzy (ta rozmowa w moim przypadku trwała godzinę).

    2. Jeszcze jedno – mnie doradzono (radził prof. W. – ultrasonografista w klinice N.) by zrobic test Pappa niezaleznie od Nifty. Nieprawidłowy wynik w zakresie białka może zwiastować późniejsze kłopoty z łozyskiem, którym można w pewnym stopniu zapobiegać…

    3. Węzon, hurra! Dobra zmiana w postaci Kaczynskiego zaowocowala! Patrycja ma racje Pappa warto zrobic bo bialko pokazuje czy beda problemy z lozyskiem i hipotrofią. Tak mowil moj madry gin i to sie sprawdzilo u kolezanek. Trzymam kciuki za rozwoj sytuacji i malego czlowieka.

    4. Wężon …dosłownie brak mi słów…wspaniale. Wszystko wiesz, chyba nie przesadzę jak napisze, ze kazda z nas czekała na taką właśnie wiadomość od Ciebie…:) Jestem z Tobą myślami, z każdą z Was Dziewczyny.

      1. Azylkowo, przywołałam Cię dzisiaj, a teraz poszłam w górę komentarzy i Cię znalazłam.

        Dziękuję za dobre myśli. Chyba działają, bo jakoś wyjątkowo spokojna jestem w tej ciąży. 🙂

        Co u Ciebie? Wróciłaś do starań?

  6. Wężon, super :))) Podjęłam taką samą decyzję jak Ty, nie robiłam Pappa, bo to w dużej mierze prawdopodobieństwo, które psuje wiek. Zrobiłam usg genetyczne w 13 tc i test Harmony. Moim zdaniem warto.

  7. Iza, cieszę się, że odnalazłaś taki spokój. Tak jak pisze Pati, nawet krótka przerwa od kołowrotka in vitro dużo daje, ja przerwałam na około pół roku i bardzo odżyłam.
    Podziwiam Was za podjętą decyzję i odwagę, powodzenia 🙂

  8. Bardzo dobrze to słyszeć 🙂
    Niech spokój i ta nuda, która jest spokojem i normalnością, trwają.

    PS Zaglądam. Za każdym razem. Czytam. Myślę o Tobie. Pamiętam.
    Tylko nie piszę.
    Ale wiesz, że jestem?

  9. Wężon, a kiedy robisz badanie Nifty / Harmony? Niby można od 10 tc, ale podobno lepiej w 12-13 tc, więcej krwinek krąży i poznasz płeć 🙂 Ostatnio spotkałam się na Bocianie z informacją, że jest jeszcze jeden test tego typu – Test Serenity.

      1. Lekarz na forum Bociana polecał zamiennie z Nifty, także pewnie kolejna firma, trzeba by było poczytać.
        Najlepiej zrobić zaraz po usg genetycznym, bo któryś parametr z pomiarów wpisują do zlecenia.

  10. A już się witałam z gąską…

    Jutro punkcja dawczyni, ale transferu mimo przygotowań raczej nie będzie.
    Odebrałam dziś kolejne wyniki immuno z myślą, że znów nic.
    A tu niespodzianka. Profil cytokin kompletnie nieprawidłowy, wartości przekroczone niekiedy o 300-400 %. Czyżby w końcu coś znalezione, coś co odpowiada za brak zagnieżdżenia? (Lekarz twierdzi, że coś MUSI być , jeśli 5 razy zarodek się nie przyjął albo na chwilę)
    To już tak kosmicznie skomplikowane rzeczy, że muszę czekać na wizytę u immunologa 2 tyg. żeby coś się dowiedzieć.
    I bardzo mi niewyraźnie po przeczytaniu, że takie wartości mogą zwiastować poważne schorzenia, w tym nowotwory…

    1. Gaja, ojej nie wiem. Cytokin nie robiłam, ani nie wnikałam w immunologię do tego stopnia.
      Wiem o nk i allo mrl. I że cytokiny istnieją.
      Przykro mi, że takie niepokojące wyniki masz.
      Ale za wysokie Ci te cytokiny wyszły, za niskie, czy różnie? Jak to konkretnie wygląda?
      Mogę spróbować popytać. Znam takie, co leczyły się u Paśnika i bałagan w cytokinach też miały.
      Ściskam.

      1. Dzięki, ale spróbuję nie siać paniki na razie, 2 tyg. chyba mnie nie zbawi. Coś tam jest za wysoko, coś za nisko, generalnie wszystko nie tak. Jutro jesteśmy w klinice, ale pewnie doktorka i tak każe zaczekać na wizytę immuno. Ciekawe, czy jest jakiś sposób w ogóle na wyregulowanie tego…

        1. Sposoby o których ja czytałam, to wlewy z intralipidu (to już masz) i szczepienia z limfocytów partnera, ewentualnie dawców. Do szczepień różni lekarze różnie podchodzą. Część uważa, że to szarlataństwo.
          I niektórym pomagają, a innym nie.

          Z tego co sobie na szybko przypomniałam to np. Paśnik ma własne normy i każe mieć niektóre interleukiny powyżej, a inne poniżej oficjalnych norm. Np. 10 ma być jak najwyżej, powyżej normy, a 4 zbita do zera.

          A sprawdzałaś boreliozę? Bo ona potrafi narobić szaleństw w cytokinach. Różne inne zakażenia też. To nie musi być nic strasznego.

          Do jakiego immunologa idziesz? Jakiś guru, czy zwykły?

          1. Trzymam się tego, który przyjmuje w klinice, bo pracuje z niepłodnością. Szczepienia w moim przypadku nie, bo te czynniki, które one poprawiają (jakieś hamowania) mam OK. Borelioza sprawdzana i milion różnych rzeczy też. Jestem sprawdzana hematologicznie od 15 lat, bo mój szpik nie zachowuje się tak jak powinien i nie wiadomo dlaczego.
            Zarodki mrozimy (jeszcze nie wiem, ile, w sumie czy w ogóle coś będzie) i czekamy.

          2. Tak, szczepienia na jakieś allo mrl.
            To może ta rozjechana immunologia ma związek ze szpikiem. Coś Twój organizm ogólnie dziwnie robi.
            Trzymam kciuki, żeby się wyjaśniło i dało szybko wyprostować. I za zarodki też.

            A co w sytuacji, gdy nie będzie zarodków? Ryzyko jest Wasze, ponosicie pełen koszt, czy klinika coś gwarantuje i ponosi jakiś koszt, jak nie ma czego transferować?

  11. Iza… alez spokój bije z Twojego wpisu. Niesamowite. Czytajac post byłam z Tobą na sofie i oglądałam seriale, przeglądałam internet o szyciu, a tym ze nie chce Ci sie wstawać to juz w ogole mnie rozwalilas 🙂 Jestes wspaniała. Znowu odnalazlas siebie. Nie wiedziałam ze tak można. Nie wiedziałam, ze po takiej walce kiedys przychodzi ten moment. Otwierasz nowe rozdziały, pokazujesz jak można przez to wszystko przebrnąć i ze faktycznie gdzieś na poczatku nowej drogi jest wewnętrzne pogodzenie sie z niepłodnością. Twój Krotki Blog to skarb.

  12. Wezon aż sie wzruszyłam. Izy wpisy czytam, niestety komentarzy juz nie nadążam. Ostatnio czytałam ze ostatni zarodek z poprzedniej stymulacji sie nie przyjął. Napisz w skrócie co było dalej? Czy to pierwszy transfer z nowej stymulacji? Tak sie cieszę, życzę Ci długiej i nudnej ciazy 😉

    1. Dokładnie, tak jak Pati mówi.

      Z pierwszej stymulacji były dwa transfery – bliźniaki i drugie poronienie.
      Druga stymulacja w sierpniu zeszłego roku – transfer świeżego i 3 dwudniowe zamrożone. Potem długa przerwa – usuwanie polipa i podanie komórek macierzystych.
      Transfer w maju – beta ani drgnęła, transfer w czerwcu z Clexane i Encortonem – nic. Odmrożono oba, bo były razem. Ostatni został na obserwacji do blastki i został ponownie zamrożony. Potem miesiąc przerwy i w sierpniu transfer tego ostatniego uparciucha. 😉

  13. 6 ładnych zarodków, 3 do zamrażarki, 3 do dalszej hodowli. Nie wygląda to źle 😉 Teraz zobaczę, co powie immunolog, a raczej czy zdoła coś wymyślić na mój rozjechany profil cytokin… Wizyta w przyszłym tygodniu.

  14. Iza a tak wracajac do adopcji:
    -czy mozna starac sie o in vitro i jednoczesnie o adopcje czy jedno wyklucza drugie?
    – ktory osrodek polecacie?
    Coraz powazniej myslimy z mezem o adopcji, jednak chcielibysmy tez transferowac nasze zarodki…Bede wdzieczna za odpowiedz…

    1. Mgla ja nie z Wawy. Ale podczas mojego transferu byla bardzo spatyczna babeczka i jak tak lezalysmy to okazalo sie ze ma juz duzego syna z adopcji terwz z mezem.sprobowali ivf. Wczesniej byli w osrodku i im powiedzieli ze gdyby to mialo byc ich 3 dziecko.to po prostu juz nie noworodek a 2-3 letnie.
      Ale.to chyba kwestia osrodka.

    2. Mgła, wybacz, że czekasz tydzień na odpowiedź, nie odpisałam od razu i proszę…
      – co do starań o adopcję i ivf, zależy od ośrodka, jak napisała Pati. Generalnie jednak duża część środowiska adopcyjnego (psychologów) uważa, że trzeba skończyć IFV.
      – chętnie napiszę więcej na prv, który ośrodek ja miałam w Wawie 🙂

  15. Dziewczyny, czy możecie mi wytłumaczyć jakie sa plusy z podchodzenia do ivf na cyklu naturalnym? Tylko na clo? Ile Ty miałaś po clo pęcherzyków Melisko? Bo ja to rozumiem tak, ze taka stymulacja jest łagodniejsza dla pacjentki ? Ale czy jest tez tak, ze komórki moga byc lepszej jakości z tego powodu, ze poniekąd jest to cykl naturalny czy to nie ma znaczenia? Moze ktoś mi troche to przybliżyć? No bo z drugiej str i tak jest punkcją , za wszystko sie płaci to zastanawiam sie czy warto dla tych raptem 2 komórek taka procedura isc? Bo rozumiem, ze na wiecej komórek po samym clo to nie ma co liczyć, czy dobrze mysle?

    1. Soniu, mogę Ci powiedzieć na moim przykładzie, pisałam gdzieś o tym, ale może Ci umknęło. Przy stymulacjsch na dużych dawkach (Gonal, Menopur) nigdy u mnie szału nie było, zarówno ze względu na jakość, jak i ilość. Z czterech stymulacji dwa razy nie było co mrozić, raz 1 zarodek do mrożenia, ostatnim razem 2.
      A na cyklu naturalnym miałam 3 komórki, wszystkie 3 się zapłodniły i z wszystkich były ładne zarodki. Dwa mi podali – początkowo obydwa się przyjęły, kilka tygodni była ciąża bliźniacza, teraz jest pojedyncza, a jeden ładny zamrozili.
      Finansowo, hmmm, na moim przykładzie widać, że stymulacja nie daje gwarancji ilości, a wyczerpuje jajniki i leki też kosztują bardzo dużo. Jeśli będzie choć jeden zarodek, to poniesiesz koszty w sumie (punkcja, ICSI, transfer) ok. 7500 zł, no i nie wiem jak wizyty (ja chodziłam u siebie), jeśli – odpukać, nic by nie było, to płacisz tylko za punkcję – 1950 zł.
      Każdy przypadek wiadomo, że jest inny, przedyskutuj wszystkie opcje z dr KK, u mnie jak się okazało wpisała to jako jedną z trzech możliwych opcji o czym nie zostałam poinformowana, dr L wybrał protokół krótki, ale z uwagi, że miałam wątpliwości co do stymulacji, dopytałam w ostatniej chwili i przyklasnął cyklowi naturalnemu, chociaż podobno stwierdził, że najwyżej będzie to próba przed kolejną stymulacją. A jak się udało powiedział mi żebym podzieliła się moją historią na Bocianie, bo daje nadzieję, na razie dzielę się z Wami, tutaj u Izy 🙂
      Kiedy Soniu masz konsultację u dr KK?

  16. Melisko, dziekuje Ci za dokładna odp. Ja miałam juz konsultacje i teraz mysle. Najpierw myslalam zeby sie mocno stymulować wlasnie w celu uzyskania większych ilości komórek (do tej poty stymulację miałam lagodna; bo mam wysokie amh i łatwo reagowałam na stymulację na małych dawkach bo z pierwszej stymulacji miałam o ile teraz dobrze pamietam 5 komórek a z drugiej 6. Teraz , moja pierwsza myśl była taka, zeby spróbować mocniej sie stymulować np zeby uzyskać troche wiecej komórek np 10-12 i wtedy miałabym moze szanse ze wiecej zarodków dotrwa do blastocysty. No ale z drugiej strony tez wlasnie padła propozycja zeby moze spróbować z cyklem naturalnym (a opcje z mocniejsza stymulacja zostawić w zapasie) i zobaczyć jak pójdzie. Jak jeszcze okazało sie, ze moje amh to 8,25 to w sumie uznaliśmy czemu nie spróbować. No i mam recepte na clo (nawet wykupiłam) i czekam na okres. Tylko, ze głośno sie zastanawiam czy to dobra droga dla mnie biorąc pod uwagę, ze mamy znacząco osłabione parametry nasienie, kiepsko wynik dna fragmentacji plemników. Stad moja pierwsza myśl, ze wiecej komórek = wiecej szans. Ja dostałam 1 i 1/2 clo przez 5 dni a Ty ile brałaś? Z drugiej strony patrząc to zwykłej stymulacji juz próbowałam i nie ufało sie. Moze wiec warto spróbować z clo , bo moze komórek bedzie mniej ale lepszej jakości, mocniejsze i wtedy to zagra. Kusi mnie to rozwiazanie bo jak pomyśle o zastrzykach w brZuch to mi sie naprawde odechciewa. Dr KK bardzo dobrze oceniam; widać, ze mysli o pacjencie i o tym, zeby zaproponować jakas metoda działania zeby sie udało. Cos próbuje zaproponować; zmienić a przy okazji fajnie, ze tak po ludzku jest miła, empatyczne i ze słucha. W sumie to sama nie wiem czy w to ide ale pewnie tak skoro juz lek wykupiłam to bedzie mnie kusiło zeby go wziąć. Poki co badania wszystkie ok. Wiec w sumie zielone światło jest. Juz naprawde miałam nie wracać do tematu. Pol roku odpoczywałem, pojezdzilismy z dzieckiem po świecie, zajęłam sie soba i swoimi pasjami i naprawde jestem zadowlonym człowiekiem ale jednak z tylu głowy wciąż jest ta myśl, zeby jeszcze spróbować; jeszcze nie odpuszczać. I sama nie wiem czy to moja głupota, ze sie uparlam; intuicja czy po prostu instynkt macierzyński, który nie chce sie wyciszyć bo zegar biologiczny cyka wiec oczywiste jest, ze jak próbować to teraz a nie w jakies nieokreślonej przyszłości 🙂
    Melisko, a jak sie cZulas po tym clo?

    1. Soniu, najpierw odpowiem na ostatnie pytanie, Clo brałam w dawce 2/3 tabletki przez 5 dni (trochę dziwnie było podzielić tabletkę).
      Znosiłam dobrze, ale ja jestem cyborg lekowy, nawet na dużych dawkach Gonal czy Menopur (300 jednostek) nie miałam skutków ubocznych.
      Moim zdaniem warto próbować, póki jest szansa, może po trochę i instynkt i intuicja 🙂
      Pamiętasz na pewno, ja byłam w strasznej rozsypce, po tylu porażkach i ostatecznie poronieniu, jeszcze lekarze odebrali mi nadzieję… Ale faktycznie czas leczy rany, trzeba oderwać się od tej machiny, mimo presji czasu, wieku itp., mi to pomogło, no i trochę wsłuchać się w siebie i pytać, drążyć…
      Co do stymulacji, mam mieszane uczucia, wiem, że są dziewczyny, które uzyskują wiele zarodków, ale myślę, że młodsze i nawet na małych dawkach. Osobiście miałam odrobinę żal, nie wiem czy do lekarzy czy do procedur, że zaczynają zawsze z grubej rury, nie proponują na początek tego cyklu naturalnego, w ogóle o nim nie wspominają. Gdy zaczynałam przygodę z IVF 2 lata temu, AMH było ok. 2,5, a po tylu stymulacjach zostało 0,59, FSH poszybowało znacznie w górę… Może ten spadek AMH popchnął mnie do cyklu naturalnego, podświadomie bałam się wyczerpania jajników do 0, a to by było na pewno po kolejnej stymulacji i wtedy byłby już zupełny koniec.
      Mocno coś wewnętrznie mnie odsuwało od stymulacji, mimo, że były rozpisane zalecenia dr L., zrezygnowałam z zakupu leków. Jakoś ten ostatni raz miałam ustalany tak na odległość, trochę przez panie pielęgniarki z dr L, dr L na moją prośbę konsultował z dr KK, dwa razy rozmawiałam też z dr L telefonicznie, ale u mnie to przez dużą odległość był taki kontakt. Jeszcze dr L był przed długim urlopem, ciężko uchwytny.
      Fajnie, że udała Ci się konsultacja z dr KK, mam wrażenie, że to bardzo rozsądna kobieta, osobiście nie miałam styczności, ale w kartotece mam jej wpisy / zalecenia, nie przekreśliła mnie tak szybko 🙂
      Rok temu jak podchodziłyśmy w tym samym czasie, to miałam podobnie jak Ty, Ty chyba 5 zarodków, ja 4, u mnie najpierw podane 2 i poronienie, 2 zamrożone – żaden się nie przyjął.
      Aaa, przypomniały mi się moje podejścia do IUI na Gonalu, na małe dawki (37,5 – 50) była duża reakcja, pamiętam jak lekarz mówił, że łatwo bym się stymulowała do IVF, bo wystarczy, że „powącham” Gonal i rośnie dużo pęcherzyków, estradiol bardzo wysoki, endometrim super. Dlatego byłam zdziwiona, że przy pierwszym podejściu do IVF od razu ogromna dawka (wiek?), a reakcja jajników taka sama jak przy „powąchaniu” (pierwsze trzy procedury IVF były w BS u prof. W, później dr L krytykował te dawki).
      Ale było minęło. Wracając do tematu, osobiście spróbowałabym cykl naturalny, wiadomo, że pieniądze, ale zdrowie i efekt najważniejsze 🙂 Na stymulacje zawsze zostaje czas, a będziesz mieć porównanie. Trzymam kciuki i wierzę, że się uda!

    2. Witaj Soniu, milo słyszeć, że udało Ci się wyjść na prostą i ze znalazłaś siły na dalsze walki.
      Wtracę trochę swoje 3 grosze odnośnie jakości komórek. Możesz spróbować brać Wit D 4-6 tys jednostek (a najlepiej ja zbadaj) i wyeliminuj maksymalnie cukier. Nie wiem czy to działa ale w cyklu, w którym tak zrobiłam stymulacja u mnie była o wiele skuteczniejsza, udało się uzyskać blastocysty, wcześniej 2 trzy dniowe zarodki, które się nie przyjęły. Zaszkodzić nie zaszkodzi, a pomoc może, wiec myślę, że warto spróbować. Przesyłam same ciepłe myśli w Twoja stronę 🙂

      1. Melisko, w zasadzie to wyszlo w trakcie rozmowy ale ona wpadla na ten pomysl a ja w sumie mialam to gdzies w glowie i tak na tym stanelo, ze wrto byloby sprobowac. Mnie to kusi bo we mnie to tak „nie uderza” jak standardowa stymulacja. W sumie to takie bardzo oszcZedzajace pacjentke ale ja bym wolala miec efekt w postaci ciazy no ale w rym leczeniu nikt niczego nie moze zagwarantowac i ja to wiem i rozumiem:)

    1. Soniu, ja kiedyś Clo brałam przez 9 miesięcy. Jako podkręcenie owulacji przy staraniach naturalnych. Niby tyle nie wolno. Nic nie czułam.
      Ale ja tak jak Meliska. Po mało czym się źle czuję.

      1. Dzieki Wezon za info:) ps. mdlosci minely? Czy jak pilnujesz por jedzenia to ich nie masz?
        A Ty Melisko jak w tym temaci?
        Ja z synkiem to mialam wymioty niestety bardzo dlugi bo do ok 15 tyg ciazy chcoc uaktywnily sie dopiero w 8 tc ale pamietam to do dzis;))

        1. Soniu, ja nie miałam żadnych objawów, żadnych mdłości itp., nawet się tym troszkę martwiłam. Jedynie lekki ból i powiększenie piersi, a teraz pieczenie w żołądku się pojawiło.

  17. Dziewczyny mam prośbę o poradę odnośnie wzmocnienia endometrium. Próbowałam już czerwonego wina, migdałów, koenzym Q10, ostatnio zaprzyjaźnilam sie z ananasem, akupuntury,w II fazie biorę estrofem. Nieststy zadna z tych metod na mnie nie dziala, jestem oporna na wszystko. Max grubosc endometrium to 6 mm. Za Waszą radą przed kolejnym transferem zdecydowałam się na skreczing.Bede wdzięczna za wszelkie rady.

  18. Ja progynove bralam od 2 dc 4×1 do tego w 10 dc byly dolaczone globulki z viagra. Wczesniej byl tez skreczing oczywiscie. Szalu nie bylo endo 7.5 w najgrubszym miejscu. Transfer sie odbyl ale efektu w postaci ciazy brak.
    Ja wrocilam do metforminy z racji IO. Ladne endo mialam jak byla stymulacja malymi dawkami menopuru i lametta od 3dc przez 5 dni. Wowczas bylo 8-9. Na samym menopurze bylo przesuniecie 2 dniowe i dopiero w 14 dc bylo takie endo. Ja przy kazdej probie ivf mam endo do dupy. A dawki lekow wielkie.
    Bez zadnych lekow wspomagaczy itp mam endo w 18 dc jakies 4-5 i jaja tez male.
    Teraz suplementuje sie:
    Krople hormeel snt 3x 10 kropli
    Maca 2×1 tabl
    Acard 2×1 tabl
    Dha 2 x 1 tabl
    Magnezium comfort 2 x 1 tabl
    D3 1×1 i k2 mk7 1×1
    Miovarian 1×1 saszetka (tu myo inozytol kwas foliowy metylowy i wit b12) w S. Kazali 2 saszetki ale mialam mocne perturbacje brzuszne po 2
    Costangus 1×1( w N. Kazali 2×1 ale juz tyle tego biore ze zdecydowalam sie postwpowac zgodnie z ulotka)
    Za 2 miesiace podglad i zobaczymy. A za 20 dni zobaczymy czy cykle wrocily po metforminie.

    1. Dzieki Pati.Ja pije inofolik tez raz dziennie mimo zaleceń 2*dzn. Wiagry tez kiedyś próbowałam (mija właśnie 5 rok mej usiłuje walki) niestety bez rezultatow (4 wczesne poronienia). Acard również biorę – mam mutacje hetwrozygotyczna. Wczorajszy monitoring bez rewelacji 18dc a endometrium 3 mm. W przyszłym tygodniu skreczing.

      1. Witaj w gronie. Jedno wczwsne poronienie drugie wady plodu. A z tym endometrium to idzie sie pochlastac. Ja tez mam heterozygote w c667.
        Miovarian jest chyba tanszy niz infolic za za 60 saszetek placilam 90 zl.
        A badalas czy nie masz insulinoopornosci? Bo to tez powoduje wczesne poronienia.
        Skreczing tak pozno? W S. Robia miedzy 18 a 20 dc poprzedzajacym transfer badz tez punkcje.

        1. wiesz, ja za inofolik płace ok 1,5 za saszetke, wiec tez ok 90 zł za 60 saszetek. Ja równiez w gronie heterozygoty zarówno c667 jak i c12988a. Tak glukoze z obciązeniem równiez robiłam, wyszło ok. Mój gin powiedział, ze skreczing ok 25 dc i tak tez jestem umówiona. Moze to kwestia mojego pco i późnej owulacji (ok 20dc), szczerze nie wiem i zdaje sie na niego. Byłam również na 2 wizytach u pani profesor J., której nazwisko sie tu pojawiło niedawno (w niezbyt przychylnej opinii) i nawet ona nie była w stanie wydac opinii na temat zarówno endometrium jak i wczesnoporonności. Od dłuższego czasu jestem już podglądaczką z ukrycia 🙂 i w koncu sie objawiłam 🙂

        1. Ja robiłam wszelkie badania, z tych co pamiętam amh, mthfr, glukoza, homocysteina, p.ciala przeczy b2gp1, wszelki hormony, antykoagulant toczniowy. U mnie 4 razy się zagniezdzilo (1 z nich to pozamaciczna), ale maks wytrzymalo do 8 tc. U immunologa nie byłam i nikt mnie nie kierował, wszystkie badania które robiłam ( o koszcie nie wspomnę. ..>2 ty) to z zaleceń ginka. A immunolog coś ci pomógł w tym zakresie?

        2. Czy pomoże to się okaże 😉
          A komórki NK? To podobno podstawa…
          Z tego co wymieniłaś, to niewiele jest immunologią. Generalnie chodzi o to, że nasza odporność może odrzucać zarodek. U mnie dopiero test CBA coś pokazał, a to było chyba 5 czy 6 badanie z kolei. Musiałabym odkopać listę, ale to chyba dość indywidualnie jest ustalane.
          Ja mam za sobą Poznań i Białystok, tam się nawet nie zająknęli na ten temat. A teraz immunolog twierdzi, że MUSI być przyczyna, że nie udało się 5 transferów (2 x biochem.) oraz jedno zatrzymanie rozwoju w 8tc.
          Ale być może za dużą wiarę tu pokładam , innych przyczyn u mnie znaleźć się już nie da…

          1. To wpisuje na listę wizytę u immunologa. Jakis imunilog do polecenia w W-wie? U mnie rowniez nie są w stanie podać przyczyn, ja zwalalam to na mój zespół antyfosfolipidowy. Ja ze swojej sony mogę jeszcze doradzić acc i antybiotyk domów na wzrost endometrium. To jedyne co minimalnie na mnie czasem działa.

          2. Pół Polski poleca dr Paśnika z Łodzi – daleko nie masz 😉 ważne, żeby to był ktoś od niepłodności, a takich to chyba kilku w kraju. Są jeszcze w Krakowie: Sacha oraz Sydor, jest jeszcze prof Malinowski w Łodzi, ale słynie tego, że na dzień dobry każe od nowa robić wszystkie badania, nieważne, że w tym samym laboratorium i trzeba mieć przygotowane ok. 9 000… – info tylko z dyskusji internetowych 😉 Pewnie w Wa-wie ktoś też jest.

          3. W Warszawie jest dr. Jeżak. Też dosyć dobre opinie ma. Ale słyszałam, że ona nie uznaje wlewów z limfocytów partnera, a Paśnik tak. A wśród pacjentek są i zwolenniczki i przeciwniczki tychże.

  19. Jeny jaki tu spokój 🙂 trochę mnie nie było, a Ty Izo piszesz z takim blogim spokojem. Takie zmiany i super wieści. Aby jak najszybciej telefon dzwonił:-)
    Weżon, Melisko super!!! Gratuluję Wam bardzo:-) Melisko i Weżon które to już to tc? Mi czas strasznie ucieka, bliźniaki skończyli dzisiaj 9mcy, jak na wczesniaki super się rozwijają i nie widać po nich tego co przeszli. Raczkuja, mówią mama baba tata, jedno uczy się od 2. Śmieją się razem, bawią i biją o zabawki. W przyszłym roku planujemy 3, ale jak sobie pomyślę, że znowu wszystko od początku, to ciężko. Buziaczki dla Was dziewczyny

    1. Ewciak !!! Też nie za często tu zaglądam, ale dziś się na chwile udało i od razu wpadłam na Twój wpis !!! Nie wiem, czy mnie pamiętasz ale ,,szłyśmy” podobnie – moje Chłopaki skończyli już 7 miesięcy !! Jak bardzo jestem czasem umęczona tak bardzo nadal nie wierzę, że to się dzieje – nadal nie dociera do mnie, że to JA jestem ich mamą !!! Aaaaa!!!!
      PS. i tez marzę o trzecim bobasku, marzę o córeczce ale jak sobie przypomnę tą traumatyczna drogę dla mojej psychiki to trzęsę się jak osika 🙁

      Moc zdrówka dla Was !!
      Gratulacje dla Ciebie Wężon!! 🙂

  20. Kochane Dziewczyny, wpadam na chwile. Chciałam tylko zameldować że dziś o 14.05 przyszedł na świat nasz synek Marcel 56 cm i 3400 szczęścia.
    Walczcie bo warto!! Wężon uzupełnij zeszyt. Nieustająco trzymam za Ciebie i pozostałe staraczki kciuki. Powodzenia

    1. Gaju, ciesze się, ze odnosnie komórek dawczyni masz dobre wiadomości, a nawet super wiadomości. Może z tym immunologiem nie będzie wcale tak źle? Najgorzej chyba jest jak się nie udaje i nie wiadomo dlaczego, bo wtedy nie idzie nic z tym zrobić i jest takie błądzenie po omacku. Daj proszę znać po wizycie co powie immunolog.

        1. Mała Aniu już kupiłam next2me i bardzo mi się podoba 🙂 ma nam służyć jako drugie łóżeczko na dole bo mieszkamy w domu z dwoma poziomami i nie wyobrażam sobie latać non stop po schodach 😉

  21. Cześć dziewczyny, jam nowa. Staraczka od 2010 r, dziś w dniu 10 po transferze, po pierwszym w życiu zabiegu IMSI. Wpisałam dziś rano w wyszukiwarkę hasło: „jak przetrwać czas po transferze” i w ten oto sposób tu jestem. Przeczytałam jak książkę wszystkie wpisy Izy od maja 2015 r. Jestem pełna podziwu i wzruszenia. Piękny blog, piękne małżeństwo, jakże podobne do mojego.. pozdrawiam

      1. Dzisiaj zrobiłam bete z krwi. Miałam cierpliwie doczekać jutra, ale wczoraj miałam małe plamki starej krwi w gaciach (w 12 dpt 2 komórkowego zarodka). Wynik 0,499. Spłakałam sie, próbowałam dodzwonić się do swojej kliniki- na godz ok 15 mam rozmowe. Chciałam się od nich dowiedzieć jak odstawiać leki… tyle, że w międzyczasie odezwała się do mnie dobra koleżanka i twierdzi, żeby czekać do jutra i powtórzyć bete. Mam metlik w glowie i wrażenie, że to jednak przedłużająca się agonia..

        1. Ilo bardzo mi przykro, ale koleżanka dała Ci złudną nadzieję. Invimed zleca badanie bety w 12 dpt 2 dniowego zarodka. Gdybyś miała betę 20-30 to byś mogła czekać na wzrost i liczyć, że to może nie biochemiczna. Niestety 0,499 wyklucza ciążę.
          Oczywiście dwa dni więcej brania leków nic nie zmienią – jeśli tak czujesz się lepiej.
          Odstawianie leków to żadna filozofia. Nie zmniejszasz powoli, tylko po prostu przestajesz brać.
          Trzymam kciuki, żeby jednak u Ciebie wydarzył się cud. Bo wyższa beta jutro to byłby cud.

  22. Izka, mam wrażenie, że macie teraz fajny czas. W końcu spokój od niepłodności. Nie stoi już złośliwie nad Wami, udało się Wam ja przegonić. Jesteście wielcy i to wyłącznie Wasza zasługa!!!

    Wężon, super info, ze wszystko ok i maleństwo rośnie jak należy 🙂 Jak się teraz czujesz? Zdecydowałas się od razu na L4?

    Magda nr 2, tu odpisze.
    My też sobie coraz lepiej radzimy, teraz walczymy z nocnym budzeniem. Młodzieniec nauczył się pełzac, trochę pokracznie mu to jeszcze wychodzi ale każda nowa rzecz, nowa umiejetnosc mnie wzrusza. Ciesze się tym małym chlopczykiem każdego dnia, niestety gdzieś z tyłu głowy są myśli, że jeszcze trochę i tez będę musiała wracać do pracy. Nas niestety czeka żłobek 🙁

  23. Dziewczyny, u mnie obecnie syt wyglada tak: po wtorkowej wizycie w klinice (w 30 dc) wykupilam clo i czekam na @, ktora juz powinna byc. I jako ze sie spoznia to zaczynam miec watpliwosci czy brac to clo czy jednak (przy zalozeniu, ze @ nadal bedzie sie spozniac i zdaze ze zmiana decyzji) jednak odpuscic pomysl stymulacji na cyklu naturalnym i podejsc do regularnej stymulacji. Moje obawy wynikaja z faktu, ze nasienie meza jest bardzo slabe, morfologia, dna fragmentacji, wszystko slabo. I dlatego boje sie, ze wladuje sie w koszty etc plus wiadomo punkcja etc dla 2 komorek i potem sie okaze, ze nawet nie berzie co transferowac a to by, mnie naprawde podlamalo psychicznie. Nie wiem, co robic. Wiem, ze dedyzja jest moja ale jak wy to widzicie z zewnatrz?

    1. Soniu jeśli rzeczywiście będą tylko dwie komórki to możesz nie decydować się na punkcję i zrobić jeszcze jedna stymulację na większych dawkach clo i sprawdzic czy dasz radę wystymulowac większa ilość.

    2. Ania ma rację, zawsze możesz nie podejść do punkcji.
      Czy robiliście ostatnie IVF z MSOME? Nie wszystkie kliniki mają, a pozwala to wybrać te idealnie plemniki spośród milionów 😉 Koszt nie jest duży, u nas 290 zł, i może to nam pomogło uzyskać 6 zarodków ładnych z 6 komórek. Moja dr strasznie to poleca. Ale wiadomo – każdy chwali swoje 😉

      1. Ja mam imcisi + macs.
        W sumie racja, moge wziac clo i zobaczyc jak w ogole zareaguje na ten lek. Moja dawka to 1 i 1/2 tab. moze wiec warto sprawdzic co z tego wyniknie a na koncu bede decydowac czy podchodzic do punkcji czy nie. Dzieki Aniu, Gaju za odp. Im dluzej sie zastanawiam tym wiecej mam dywagacji a tak jak @ przyjdzie to wezme lek i tyle:)

        1. Jasne, zawsze możesz zrezygnować z punkcji.
          Ale uważam, że dwie prawidłowe komórki na cyklu naturalnym z Clo to bardzo dobrze. Trzy rzadko się zdarzają.
          Ja brałam Clo przy staraniach naturalnych przez jakiś czas, w sumie chyba 9 miesięcy, po całej tabletce i nigdy nie miałam nawet dwóch komórek, zawsze jedna. A to było 5 lat temu.
          W końcu to lek do podkręcania naturalnej owulacji, duża ilość komórek nie jest wskazana. Słyszałam, że jak np. do inseminacji stymulują i są 3 komórki, to niektórzy lekarze odwołują inseminację, żeby nie było ryzyka trojaczków.
          Tak więc przy dwóch robiłabym punkcję. Przy cyklu naturalnym często jest tylko 1.

          1. Soniu, próbuj, a tak jak Dziewczyny mówią zawsze możesz zrezygnować z punkcji.
            Wężon, u mnie na 2/3 tab. Clo były 3 komórki i wszystkie 3 się ładnie zapłodniły. Także różnie jest.
            Inseminacja to inaczej, tam za dużo komórek faktycznie jest pewnym „ryzykiem”, ale do IVF im więcej tym lepiej 🙂

          2. Melisko, wiem, że do IVF im więcej tym lepiej, tylko uprzedzam Sonię, że nie musi być świetnie i dwie komórki to już całkiem ładnie.
            Doti miała jedną, koleżanka w ostatnim cyklu też jedną.
            No ale Sonia ma ładne AMH to może będzie więcej.

          3. Dzieki Wezon, te Wasze odp mnie dobrze nastrajają . Mam nadzieje, ze dobrze zareaguje na clo i cos z tego bedzie 🙂 moze rzeczywiscie te np 2 komórki bedą jakościowo lepsze i moze wtedy to jakos zadziała

  24. Wężon! Wpadłam na chwilę Ci pogratulować! Super.
    Czy dobrze widziałam, że Twój szczęśliwy zarodek był dwa razy zamrażany? Bo nasze też były dwa razy zamrażane i się zastanawialiśmy czy to im jakoś nie zaszkodziło.

    1. Dzięki Mariah.
      Tak dokładnie, był dwa razy mrożony. Jak widać, nie zaszkodziło. 🙂 Rozmrożony jako dwudniowy, bo były dwa razem mrożone, i zamrożony ponownie jako blastka.
      A Twoje czemu musiały być dwa razy mrożone?

      No i na jakim etapie jesteście? Wiadomo już które są zdrowe i kiedy transfer?

    2. Kochana u nas wyglądało to tak, że miałam dwie punkcje by zebrać zarodków do badania. I za każdym razem po zapłodnieniu były zamrożone jako jednodniowe. Następnie zostały wszystkie odmrożone, żeby pobrać komórkę do badania, rozwijały się do blastki i jako blastka zamrożone. Więc przed każdym transferem przeżywały swoje drugie rozmrożenie.
      My aktualnie robimy sobie dłuższa przerwę bez konkretnych dat. Muszę ogarnąć swoją psychikę bo po tych 6 niepowodzeniach i przy innych codziennych problemach doszłam do dość trudnego momentu.
      Czekaja na nas 4 zdrowe mrożaki, mam nadzieje po nie wrócić w idealnym dla mnie i dla nich czasie.

      1. Nie dziwię się, że musisz odpocząć.
        To już było 6 niepowodzeń? Zatrzymałam się chyba na 4 nieudanych transferach.
        Mam nadzieję, że w tej czekającej 4 jest wreszcie to Wasze dziecko. Bo tyle zdrowych zarodków i nic to aż niemożliwe.

  25. Nikki napisze tu. W łodzi dr Paśniak przyjmuje w http://apc-analizy.pl/ i i Malibuu i Paradise i chyba jeszcze ktoś były u niego własnie tam. Jak będziesz to zapraszam na kawe mieszkam niedaleko 🙂 Dr. Jeżak jak i pani dr Jeżak wiem że prowadzą ciąże na metforminie nawet byłam umówiona ale odwołałam bo w Łodzi trafiłam na super pania diabetolog. Co do szczepien jak i tak samo co do wlewow sa zdania podzielone fajnie było to opisane na jakimś wątku na bocianie z artykulami popierającymi i nazwiskami lekarzy i nazwiskami tych co nie popieraja. Jak odnajde to wkleje. Co do wlewow to napewno miała je Malibuu w pierwszych miesiacach ciąży. Co do podejścia kliniki S. przed transerem siedzialam z babeczką ktorej zaproponowali wlewy z intralipidu chyba przy 5 probie. Więc o to trzeba się samemu ubiegać raczej i podpowiadać lekarzą. Na wszelki wypadek we mnie ładowli encorton. Co do tego co pisałaś to ACC to poprawia jakośc sluzu nie spotkałam się z opinią że wpływa na endo. a co do antybiotyku dumox to musze poczytać ale jak się nie myle to chyba Iza go miała w ostatnim podejściu albo jakiś inny ale mial na celu być na wszelki wyp a nie na poprawe endo. Chyba że jestem w błędzie to wyprowadźcie mnie z błędu 🙂

    1. A jakie dr Paśnik wymaga na początek badania? Aktywność komórek NK i odsetek komórek NK w teście IMK na początek wystarczy?
      Zastanawiam się czy nie iść do niego żeby rzucił okiem na naszą sytuację.

  26. Byłam na wizytach u prof jerzak I nic nie wspomniała o imunologii. Chyba za mowa o innym lekarzu, poszukam na pewno. Do Łodzi nie daleko wiec na pewno się wybiorę. Mi te dwa „suplementy” na prawdę pomagają, bez nich moje edo sięga max 4 mm, ale wiadomo na każdego działa coś innego.

  27. Witam Cię Iza. Dotarłam do Ciebie pokrętną drogą, szukając informacji na temat Clostilbegytu i Glucophage. Przeczytałam wszystkie wpisy, na razie nie udało mi się przejść przez wszystkie komentarze. W pierwszy dzień leżałam plackiem, czytałam i wyłam (trudno to nazwać płaczem). Nie mogłam się otrząsnąć z tej niesprawiedliwości i bólu, jaki przeszliście. Nie znam Cię, ale uważam, że jesteś Dobrym Człowiekiem, z tego jak piszesz i jak komentujesz bije niewyobrażalna dobroć, mądrość i – paradoksalnie- spokój (słuchałam również audycji z Waszym udziałem). Przeczytałam wszystkie Wasze historie i przymierzam się do napisania swojej (mam jakiś zarys na brudno), choć z pewną obawą- bo jestem na początku drogi i jeszcze nie wiem czy „mam prawo”. Nie ukrywam, że chęć zrzucenia z siebie ciężaru słów jest silniejsza. Po prostu..
    Pozdrawiam, Natalia

          1. Dziękuję! Wstrzymałam oddech, widząc swoją historię. To dziwne uczucie przeczytać ją w innym miejscu niż swój laptop. Ale czuję ulgę, że „poszła w świat”.

    1. Nataly, mam trochę spóźniony zapłon, ale witam Cię ciepło i dziękuję, ze napisałaś. Na miano Dobrego Człowieka na pewno sobie nie zasłużyłam – chętnie wybrałabym łatwiejszą drogę życiu, jak my wszystkie pewnie. Ale jest mi wyjątkowo miło, kiedy czytam to, co piszesz. Takie komplementy zawsze trochę wpadają do serca 🙂 Lecę do Twojej historii!

  28. Wezon, czy Ty podchodziłas do transferu na encortonie ? bo Ty Melisko pewnie tak bo w N dają. Wezon, Ty miałaś podana blastke a Ty Melisko 3 dniowy zarodek? Cykl sztuczny czy od razu po punkcji?

    1. Soniu, brałam encorton już z 2 tygodnie wcześniej, podane były dwa 2-dniowe zarodki, w N. standardem są 3-dniowe, ale 2-dniowe też podają, ja o to zapytałam, bo nie mogłam być dłużej w W-wie i ocenili, że ok (rok temu sami mi podali 2-dniowe, ale wtedy jakoś weekend wchodził). Podane w cyklu naturalnym, punkcja w sobotę, a transfer w poniedziałek. Z tego co jeszcze mogę Ci doradzić i w N. to popierają, w dniu transferu poszłam dwa razy na akupunkturę do dr Stadnika – przed transferem i po 🙂

          1. Melisko, no wlasnie chyba dla odmiany tak;) bo rozumiem, ze ona finalnie bedzie w lab embriologicznyk wiec nie bedzie mi mogła rownocześnie robić transferu:) Pytanie czy ona w ogole robi takie rzeczy czy sie tym nie zajmuje. Ja mam takie odczucie, ze oni pracują w duecie ale tak na co dzień to szczerze mówiąc łatwiej mi sie rozmawia z dr KK jesli wiesz co moge mieć na mysli:)

          2. No właśnie Soniu, zastanawiam się czy ona zajmuje się prowadzeniem stymulacji, robieniem usg itd. Wiem co masz na myśli 😉
            Może i w duecie, pytanie czy w każdym przypadku – u mnie na moją prośbę konsultował się z nią. Trzeba jednak samemu trzymać rękę na pulsie, pytać, prosić itd.

  29. Dzieki Wezon, bo ja oczywiscie tez mam brać encorton od 1 dc i czekam juz na ten okres jak na zbawienie i czuje, ze ma zaraz byc i to sie jak na złość przeciąga a ja juz bym chciała działać bo bez tego nic sie nie wydarzy:)
    Wezon, a brałaś acard lub fraxiparine lub cos w tym stylu?

    1. Tak cały czas biorę. Acard i Clexane 0,4 (zamiennie z Neoparin). Początkowo tak na wszelki wypadek i na lepsze ukrwienie, ale wyszły mi 2 mutacje i powiedzieli, że lepiej brać. Chociaż nigdy ani w ciąży ani normalnie nie miałam kłopotów z krzepliwością i wszystkie „zwykłe” wyniki są OK.

  30. Przeczytałam Cię… (nie wszystkie komentarze gdyż „niestety” jesteś zbyt popularna)
    Pokochałam!
    Podziwiam… Wspieram…
    Dla mnie to było kilka dni pełnych emocji (odkryłam Cię kilka dni temu) dla Ciebie 5 lat.. wyobrażałam sobie gdzie ja wtedy byłam, w którym momencie swojego życia czytając twoje posty,
    Endometrioza dwie stracone ciąże dwie laparoskopie i w końcu naturalnie poczęte upragnione szczęście („uciekłam” wtedy przed in vitro, niedługo starając się o drugie szczęście będę musiała się z nim zmierzyć – przeraża mnie ogrom informacji które tu uzyskałam – jak to ogranąć) ale nie o mnie…
    Iza tacy ludzie jak Ty są na tym świecie niezbędni ! Tacy, który potrafią coś zmienić! Jak dobrze, że są!
    Trzymam kciuki i całym sercem jestem z Tobą! Teraz już na bieżąco 🙂

    1. Szelest, słyszę Cię, szeleszczą mi w głowie Twoje słowa. Mam nadzieję, że odnajdywałaś siebie przez te 5 lat w miejscach wartych zapamiętania, które nie poszły na marne.
      Nie byłoby mnie takiej tutaj ni tego bloga, gdyby nie wszystkie wojowniczki , które tu zamieszkały 🙂

  31. Sonia co do clo, ja mialam po nim jazdy tekie że mala bania, mucha przeleciała a ja miałam nerwy na cały świat i ogolnie takie wahania nastroju ze to masakra. Co do jaj raz były z 4 jajka ale endo siadło, pozniej był brak jaj w odpowiedniej wielkosci, a pozniej zluteinizowany pecherzyk. Jak moj M usłyszała w N. że no to clo i puregon to odrazu powiedział ze absolutnie nie i czy nie da sie czegoś innego zamiast clo, na co pani dr ” A co aż tak żle było?” na co moj M. „taaak”, pouśmiechali się do siebie i miałam Lamette. Na niej od 2-4 pecherzyków w pozniejszych stymulacjach miałam. Na samym menopurze miałam jedno jajo i endo ładne i mimo jak sie okazało złych parametrow nasienia była ciąża. Więc sie potwierdza to co wszystkie wiemy że wystarczy jedno jajo i jeden plemnik i będzie dobrze. Ilośc jaj wcale nie świadczy o ich jakości przypomnij sobie ile ja mialam jaj w N. i okazało sie ze z 16-18 pobrali 3 🙂 Najważniejsze byś miała piekne mocne jaja, ilośc się nie liczy najważniejszy efekt końcowy.

    1. Soniu juz na pewno po wizycie, jakie wieści? trzymam kciuki caly czas!
      Pytałaś jak macierzyństwo… początki byly mega trudne. Wydawalo mi sie, ze mnie z moja osobowością baby blues nie dotknie, dodatkowo przecież takie osoby jak my – starajace sie dlugo, chcace bardzo, robiace wszystko co mogą zeby sie udało- takie osoby jak my nie mają prawa miec baby blues – to jeszcze potegowalo moje zle samopoczucie, bo zamiast sie cieszyc na całego ja siedze i placze bez powodu? no coz… tak bylo. trwalo to troche, teraz jest ok. Mialam mało pokarmu na poczatku, to tez mnie stresowalo, aktualnie karmie tylko piersią w ciagu dnia raz lub dwa ściągam laktatorem zeby rozbujac jeszcze laktacje, wieczorem podaję Idze przed snen ściągnięte mleko. Dzis skończyła 5 tyg. Czas szybko leci… juz sie coraz bardziej rozumiemy i jest latwiej. Jest mega spokojnym dzieckiem, nie ma kolek, w zasadzie nie płacze. Tskze jest coraz lepiej 🙂

  32. Aniu, ciesze sie, ze u Ciebie dobrze i ze te początki sa juz za Toba. Na pewno jest tez tak, ze i zmęczenie robi swoje; trzeba sie przestawiać na troche inny rytm. Ja z dzieciństwa synka pamietam, ze przez pierwsze pol roku cierpiałam na niedosyt snu a pózniej, kiedyś juz przysypiał całe noce (ale za to wstawał ok 6:00) rano to juz było zdecydowanie lepiej. Mi to wszystko odpowiada ale pod warunkiem, ze sie wyspie:))
    A u mnie po wizycie to takie newsy, ze startuje jutro ze stymulacja – gonal, dawka 150 j. Mamy nadzieje wystymulowac tak 10-12 komórek i oby sie udało.

    1. Do.niewyspania juz troche sie.przyzwyczailam ale nie moge sie.doczekac kiedy u nas nastaną te cale przespane noce 🙂
      Super, ze juz start tak blisko! Mocno trzymam kciuki i ja i Iga! A stymulacje prowadzi w koncu sam dr L, czy z żoną, czy tylko żona? 🙂

  33. dziekuje za Wasze kciuki:) stymulacje prowadzi dr KK:)) jakas odmiana mi sie przyda wiec milo z jej str, ze sie zgodzila.
    na mysl o jutrzejszym zastrzyku nie czuje eksytacji jak poprzednio; w sumie to nic nie czuje ale nastawiam sie zadaniowo – zeby to przetrwac i zeby ten pierwszy etap poszedl dobrze. postanowialam myslec etapami. tak latwiej:))

  34. Wezon, poniosło mnie;)
    złe napisałam bo wlasnie zerknęłam i tak:
    Oczywiscie to TSH jest 1,39:)
    FHS to 6,2 a AMH to 4,9 wyniki z wczoraj bo poproszono mnie zeby powtórzyła ze względu na podstawę do refundacji leków.
    Jak robiłam 2 lata temu AMH na mieście to było tez jakies 4,9 a w Novum na początku leczenia 8,2 tak mniej wiecej (jak to możliwe?)
    Co myślisz Wezon o tych wynikach?
    Niby takie AMH moze świadczyć o pcos ale u mnie cykle regularne (choc długie bo zazwyczaj 33-35 dni); pęcherzyk dominujący zawsze jest (zawsze kiedy sprawdzam;) a kulka dni temu dr KK powiedziała, ze te jajniki wcale nie wyglądają na takie amh bo w obrazie usg wszystko ok i ilośc tych pęcherzyków antralnych absolutnie w normie.

    1. Soniu mi powiedzieli ze AMH to moge zrobić nie musze bo pewnie będzie wysokie około 10 bo mam PCOS, a okazalo sie 3,9. Teraz aż strach je badać 🙂 Może te wcześniejsze wyniki miały inne jednostki bo rozstrzał faktycznie spory.
      Ja też startowałam z dawką Gonalu 150 jm 🙂 i było 12 jaj 🙂 pobrali 8 wiec jak na mnie efekt super 🙂 W N. ci i tak zamrożą część pewnie w 3 dobie 🙂 trzymam kciuki za twoj wielki come back 🙂

    2. Wyniki wskazują, że wszystko jest super. FSH 6,2 to też bardzo dobrze. Ważne też, żeby było dość blisko LH – duży rozstrzał wskazuje na PCO. U mnie było 6,5 FSH. I AMH 3,3 wtedy.

      AMH 4,9 to chyba jeszcze nie takie PCOS. Zresztą wyniki Twoich stymulacji na to nie wskazują. Słyszałam o dziewczynie z AMH kilkanaście, której pobrano ponad 40 komórek. (!)
      Najważniejsze, jaki obraz w USG i jak będzie reagować.
      Mnie też kiedyś straszyli PCO, bo cykle długie i niby sporo pęcherzyków na jajnikach. A potem wszystko było OK.

      Co do tego AMH to nie wiem. Rozumiem, że te 8,2 miałaś później niż 4,9? Coś się tam z jednostkami zmieniało, ale to chyba miało wychodzić niższe w nowych jednostkach. Niby to AMH takie pewne, a wychodzi różnie.
      Nie przejmuj się nim.
      Powodzenia. 🙂

  35. Dzieki Pati;) Liczyłam, ze moze uda sie jakos naturalnie w ciagu tej 10 miesięcznej przerwy ale nie udało sie a za pol roku bede miała juz 40 lat wiec czuje, ze to juz naprawde ostatni dzwonek . AMH mam wysokie ale wiadomo, ze z wiekiem jakość tych komórek spada i tego sie boje ile one sa w ogole warte. Bo u nas wiadomo, problem z nasieniem (zreszta zobaczymy jak dzis badania wyjada – oby byli lepsze); a jeszcze te moje wiekowe juz komórki do tego 😉 Pati, a jak u Ciebie po ostatnim nieudanym transferze cZy masz jeszcze jakie zarodki? Zaktualizuj mi bazę danych w głowie 😉 Jakie następne kroki u Ciebie?
    Naprawde juz miałam nie wracać, nawet nie chciałam pocZatkowo o tym mysle ale w miarę upływu czasu znowu nabrałam sił ((bo myśl o drugim dziecku nie opuszcza mnie od dobrych 6 lat;) Az mi samej trudno uwierzyć, ze tyleeee lat sie nie zabezpieczamy i nic.
    A potem wyczytałam tu ze i naszej Wezon sie udało i pomyslałam, ze skoro Wezon tak pieknie, wytrwale walczyła (z tego co pamietam jestesmy w podobnym wieku) to i ja nie poddam sie tak szybko!
    Dodatkowo udało sie tez Małej Ani – co mnie rownież podniosło na duchu bo jako para walczymy z podobnym problemem z nasieniem . No i Meliska, która te wróciła do dr L – Choc nie miała sił- ale je znalazla i taki piekny wynik. Oraz wszystkie inne dziewczyny, którym sie udało i ktore podzieliły sie tu swoją historia, za co dziekuje bo wszystkie wiemy, jak bardzo tu potrzeba szczęśliwych zakończeń. Miejsce jest szczególne i ciesze sie ogromnie, ze moge tu bywać.
    Iza, dziekuje!:)

    1. Sonia u mnie na 12 jaj pobrali 8 zaplodnilo sie 6 niby macs miało być nie wiem czy było. do 3 doby dotrwało 5, 6 na pograniczu do 5 doby dotrwaly 2, 3 na pograniczu. Podali po misiacu przerwy bo endo mi spadło drastycznie 4aa sie nie przyjął, endo było gorsze niż na stymulacji normalnej pod naturalsa w N. Mam 3aa zamrozone zaplacilam 1200 i nie zwracają za wczesniejzy czas rozmrażania, wiec niech sobie poleguje na zimowisku. Wyniki M., wyszły gorzej niż rok temu, a rok temu zaszliśmy prawie naturalnie. Narazie czekamy, nie jestem w stanie znow podchodzić do punkcji na żywca jak coś. Niestety gdybym wiedziala że w S. sie to tak odbywa pomyślała bym 5 razy zanim sie tam połozyłam.

    1. No mialam jakies znieczulenie dozylne i miejscowe nie to co w N. ze masz odlot na to 10 min, lekarz do mnie jeszcze niech sie pani nie rusza jak mnie kuł. Nie wiem moze mało podatna jestem na ich znieczulenie… po 3 aa moze za pol roku 🙂

    2. Soniu, o punkcjach bez narkozy słyszałam w różnych krajach. Chyba w Danii i Holandii tak robią.
      Nie wiedziałam, że w Polsce też tak ktoś robi.
      Jest znieczulenie miejscowe, ale wszystkie, które to przeszły mówią, że miały łzy w oczach. A do tego stres, żeby nie drgnąć. Lekarz z Invimedu mówił, że sobie tego w ogóle nie wyobraża, bo dla niego to też stres. On Ci z wielką igłą siedzi w jajnikach, a ty podskoczysz z bólu.

      1. Wężon on mi tez ciach jeden jajnik, ciach drugi i do mie niech sie pani nie rusza, myślalam ze sie ze…. . Fakt czulam się lepiej po punkcji juz pozniej niz w N ale może dlatego ze nie było hiperki po transferze bo nie było transferu a hiperka i tak sie zaczynała. Tu podobno 2 robi tak 2 robi na znieczuleniu, widocznie trafilam nie na tego 🙂 Mi pobrali 8 a laska co jak ja leżałam po a ona była przed transferem mówiła że miała 26-28 jaj na usg i pobrali z 20 i ledwo nie padła tam i wyła z bólu i ja pielegniarka po głowie głaskała że jeszcze chwilka i koniec. Nie wiem jakie są wskazania medyczne do robienia punkcji w znieczuleniu miejscowym i dozylnym które gów.. daje. Zastanowie się mocno nad tym czy jak coś kolejna proba jest warta dofinansowania a braku znieczulenia.

        1. Dobrze Węrzon pamiętasz, ja miałam w Danii bez narkozy, na samej morfinie, dwa razy dokładali mi kolejne dawki bo znieczulenie nie działało. Myślałam, że umrę z bólu, czułam każde wkłucie igły. nikomu nie polecam!
          Jeśli dojdzie do kolejnej stymulacji, będę prosiła o narkozę, bo wiem, że jest taka opcja w wyjątkowych sytuacjach.

        2. O rety Pati! Nawet mi nie przeszło przez głowę, że ktoś może punkcje robić bez narkozy!
          U mnie punkcja trwała 40 min, pobranych miałam 18 jajeczek. Nie wyobrażam sobie wtedy być świadoma tego co się dzieje wokół…
          Za to ja trafiłam na lekarza, który robi transfery bez podglądu na usg gdzie zarodek ląduje! Też nie polecam!

    1. Dzięki, że pamiętacie 😉
      Stres był duży i do tego w tę i z powrotem 700 km w jeden wieczór …
      Za bardzo nie wiem, co napisać.
      Uspokoił mnie, że tak wysokie wskaźniki martwicy nowotworu (5000 a dopuszczalne to 1300) nie wskazują jednak nowotworu. Kto wymyślił tę nazwę???
      Mam rozpisane leczenie sterydami i cytostatykami, coś jak u ludzi po przeszczepach, tylko inne dawki. Za miesiąc zobaczymy jak zareagowałam, a samo leczenie to 3 mies.
      Ciężko powiedzieć, czy to coś da. Stwierdził też, że jakieś szanse na utrzymanie ciązy na tym co mam też są i czemu nie dostałam encortonu.
      powiedzmy więc, że jakieś nadzieje rozbudził, co z tego wyjdzie – zobaczymy.
      Te 3 miechy to mi akurat pasuje, bo do końca stycznia mam niesamowity zapierdziel w obu pracach i chcę tylko dotrwać do końca 😉

      1. Gaju, niesamowity stres miałaś. Dobrze, ze jestes juz po wizycie. Tyle przeszłas, tyle transferów i jeszcze nikt Tobie ani razu sterydu nie podał, a szukali powodów braku ciąży wzdłuż i w szerz? Wiesz co, mi lekarz przepisał medrol, a nie encorton – a w sumie dlaczego, to nie wiem Trochę się bałam, że sterydy, to Bóg wie co. A jak się później okazało, to super się czułam je przyjmując. Pierwszy raz od wielu lat zapomniałam o wszystkich alergiach, katarze 🙂 Iza kiedyś też pisała, że po sterydach (chyba brała encorton o ile dobrze pamiętam) się dobrze czula.
        Gaju, przyjmuj zatem leki na spokojnie, czekamy za poprawa Twoich wyników i szybki transfer 🙂

        1. Ano, stres był…
          Sterydów się nie boję, miałam okazję testować przy bardzo ciężkim zakażeniu, ale cytostatyków to i owszem.
          Lekarz uspokajał, że to niskie dawki, ale jednak te leki ogromnie wpływają na organizm i obniżają odporność. Za 4 tyg. kontrolne badania krwi i mam codziennie mierzyć ciśnienie.
          Mam ex-teścia po przeszczepie i na niego te leki strasznie wpływają, non stop jest na coś chory…

        2. Kaju, ja też się czułam, miałam dawkę 5 mg tylko.
          Ale dziewczyny, które biorą np. 15 mg narzekają na tycie, zatrzymywanie wody, charakterystyczną sterydową nalaną twarz.
          Także różnie to może być, jak po wszystkich lekach.
          Ja miesiącami brałam estrofem i OK, a niektóre też bardzo źle się po nim czują.

  36. Czy któraś z Was biegała podczas stymulacji czy nie wolno? Albo czy mozna normalnie chodzić na zajęcia fitness ? Pod koniec stymulacji to pewnie nie zeby jaja nie popękały ale tak prZez pierwszym tydzien?

    1. Sonia to też zalezy od psychiki twojej, jeśli bedziesz się lepiej czula z tym że siedzialaś na 4 literach i wszystko poszło zgodnie z planem to oki. Ale są przypadki że się siedzi na tyłku a i tak kicha a są ze sie biega skacze tańczy i jest oki. Tego nigdy nie przewidzisz niestety. Ja po tym transferze to moj M takiej schizy dostał że praktycznie nic nie mogłam zrobic przez 2 dnia nic z tego nie wyszło. W ciąży robiłam wszystko i nie plamilam bez jednego epizodu ale to chyba od za czestych usg. Także zalezy jak ty się czujesz na siłach ale tych psychicznych, może akurat tobie pomoze odreagowniae i ruch oczyści mysli itp, a jak bys miala sobie pozniej coś zarzucać to odpuśc.

    2. Sonia, pytałam o ruch i aktywność fizyczna podczas stymulacji. Pozwolił. Mówił, że w granicach rozsądku można ćwiczyć jeśli się wcześniej ćwiczylo. Ja w czasie punkcji z kolei ćwiczyłam z Chodakowska. Pomagało mi to jakoś się wyciszyć i odreagować. Po punkcji, to już nie miałam sił na nic 🙁
      W ciąży ten sam lekarz również pozwalał na aktywność fizyczna – taka jak przed ciążą, wiec dalej walkowalam Chodakowska z Ania Dziedzic (tym razem dla ciezarnych) po zakończeniu 1 trymestru praktycznie do porodu.

  37. Gaju mogłabyś proszę podać pełna nazwę badania na komórki nk? Chce zrobić sobie badane przed wizytą u dr Pasieka, ale jak próbowałam załatwić skierowanie na gin powidział iż potrzebuje dokładnej nazwy, gdyż ponoć zależne to jest od części ciała. … Nie mam pojęcia o co mu chodziło. Ta sama prośbą odnośnie testu cba. Dzieki

  38. Dziewczyny poradzcie proszę bo zwariuje! Jestem 2 dzień po transferze blastki i zaczęłam dziś plamic i czuć klucie w dole brzucha. Plamienia się trochę nasilily od rana. Czy to może być plamienie implantacyjne? Czy za szybko? Może to zblizajacy sie okres?

    1. Martyna, a to był transfer w cyklu zaraz po punkcji czy transfer mrozaka?

      Kiedyś znalazłam takie info w necie: nie wiem na ile wiarygodne:

      Ściąga co się dzieje z zarodkami po transferze:

      2-3 dniowe:

      1dpt ( 1 dzien po transferze) .. Embrion sie dzieli 
      2dpt .. Embrion staje sie blastocysta 
      3dpt .. Blastocysta wychodzi z otoczki 
      4dpt.. Blastocysta zaczyna wczepiac sie w sciany endometrium 
      5dpt.. Proces implantacji sie rozpoczyna, blastocysta zaczyna „zakopywac” sie w endometrium 
      6dpt. Proces implantacji jest kontynuawny gdy and zarodek wnika glebiej w endometrium 
      7dpt.. Zarodekjest juz zaimplantowana 
      8dpt…Zaczyna byc produkowane HCG 
      11dpt…HCG jest na tyle duzo, ze mozna spokojnie

      Jezeli tansferowany 5 dniowa blastocyste :

      1dpt ( 1 dzien po transferze) .. Blastocyst wychodzi z otoczki 
      2dpt.. Blastocysta zaczyna wczepiac sie w sciany endometrium 
      3dpt.. Proces implantacji sie rozpoczyna, blastocysta zaczyna „zakopywac” sie w endometrium 
      4dpt. Proces implantacji jest kontynuawny gdy and zarodek wnika glebiej w endometrium 
      5dpt. Zarodek jest juz zaimplantowany 
      6dpt…Zaczyna byc produkowane HCG 
      9dpt…HCG jest na tyle duzo, ze mozna spokojnie zrobic sikacza

      Wynikałoby z tego, że Twoja blastka mogła się zacząć wczepiac w endometrium, mogła przy tym natrafić na naczynka krwionośne i stad to plamienie. Okres to byłoby za szybko, nie martw się, spróbuj zająć głowę czymś innym. Polecam dobra książkę.

      1. Dzięki Kaja. To był mrozak, ostatni z 3 jakie miałam. Też czytam w necie o implantacji i niby wszystko pasuje, tylko ten ból jest niepokojący, nie przechodzi. Mam endometrioze, może dlatego. Próbuję niemyslec, ale wiadomo ciężko. Książka pomogla i chyba dlatego ja dziś skończyłam 🙂

        1. Martyna tak jak Kaja wkleila. Jesli zarodek szybko sie rozwijal toz to moze byc implantacja wczesna. Trzymam kciuki za pozytywna bete niebawem. Daj nam koniecznie znac.
          W S. Zalecaja przy plamieniu nospa 3×1 wiecej polegiwania i skontaktuj.sie z lekarzem czy nie zwiekszyc progesteronu. Jakas dodatkowa luteina czy cos.

          1. Niestety okres przyszedł. Prawdopodobnie nie miałam owulacji (nikt tu nie potwierdził czy pęcherzyk faktycznie pękł) i ostatni zarodek został zmarnowany.

          2. Martyna, przykro mi. 🙁 W jakim kraju robisz IVF? Jak to nie miałaś potwierdzonej owulacji?
            Ja jak próbowałam podchodzić na naturalnym, to jak w piątek na wizycie pęcherzyk był,a w poniedziałek już go nie było, to transfer była odraczany, bo lekarz nie wiedział kiedy dokładnie była owulacja i jak liczyć czas do transferu. A to przecież dzień różnicy był – czy w sobotę, czy w niedzielę.

            Co dalej? Podchodzisz do kolejnej procedury? To była Twoja pierwsza?

          3. Wężon, robię w Dani w państwowej klinice. To była pierwsza stymulacja. Nie potwierdzili mi owulacji, bo tak tu się to odbywa, mają gdzieś wszystko i lecą wg jakiś dziwnych schematów. Mają 10 minut na pacjenta i to jest dla nich prorytetem, żeby wyrobić się na czas. Klinika ma zarabiać na jak największej liczbie pacjentów, pewnie stąd jak najmniej wizyt- takie jest moje zdanie. Uciekam stamtąd, szukam teraz prywatnej kliniki, mają zedecydowanie lepsze opinie. Mogłam w sumie walczyć o dodatkową wizytę, żeby się upewnili, ale zaufałam im, zresztą nie chcę się teraz dobijać takimi myślami, to ich błąd bez wątpienia.
            Olga, jestem w kontakcie z lekarzem z Polski, działam na dwa fronty, on pomagał przygotować mi się do tego transeru, przepisał sterydy i leki przeciwzakrzepowe. Mam endometriozę, a tu nikt się tym nie przejmował, więc stąd polski lekarz. Wg niego na 90% nie było owulacji, okres 2 dni po transferze o tym świadczy. A nie mam wątpliwości, że to okres. Kontaktowałam się z kliniką, każą mimo wszystko robić betę w piątek.

      2. Tak średnio wiarygodna ta rozpiska, bo teraz przy blastce w 5 dpt miałam betę 10, a słyszałam o wyższych. To znaczy, że nie może zaczynać się produkować w 6 dpt, tylko np. w 4 dpt.

        To plamienie implantacyjne może być tak wcześnie.

  39. Dziewczyny,
    W sobotę miałam możliwość prowadzić warsztaty w Krakowie -Niepłodność. Granice. Co prawda nie udało się „wyrobić planu”, ale grupa cudownych, otwartych ludzi, którzy zmagają się z niepłodnością pracowała, że aż powietrze było gęste.
    Po drugie: w tym tygodniu domykamy Projekt Iza. Gdyby jeszcze ktoś chciał dołączyć, to ostatni moment. Iza, wkrótce się dowiesz:)
    Po trzecie: Czy przed scratchingiem muszę mieć wynik czystości pochwy, czy przed crio wystarczy? Jadę jeszcze na probiotyku i nie zdążyłam zrobic…
    Poczwarte: Co brać przed crio na endometrium? W czwartek mam scratching i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to w listopadzie crio…
    Po piąte: Na warsztatach miałam okazję uczestniczyć w warsztacie/wykładzie Magdy Modlibowskiej. Niesamowita wiedzą, doświadczenie i energia. Mówi o adopcji wszystko. Warto.
    Uff.
    Udanego poniedziałku!

    1. To czy musisz mieć wynik czystości pochwy zależy od tego gdzie robisz. Rozmawiałyśmy o tym pod „sądową” notką. Od Izy przed tym zabiegiem nie wymagali.
      Ode mnie w 4 szpitalach, w których byłam na różnych rzeczach też nigdy niczego nie wymagali. Tzn. żadnych badań „pochwowych”. Ani cytologii, ani wymazu, ani nic.
      Scratchingu nie miałam jako osobny zabieg, tylko jako takie dziabnięcie przy okazji wizyty.
      Jedyne co wymagali w klinice to stopień czystości pochwy ważny pół roku. A słyszałam, że np. Novum przed każdym crio, nawet co miesiąc chcą świeżutki wymaz.
      Nie pytaj więc nas, tylko tam gdzie będziesz robiła. Naprawdę procedury są bardzo różne.

      Jeśli masz normalne endometrium to daj mu spokój. 🙂 Żadne wspomagacze nie są potrzebne. Będziesz podchodziła na cyklu naturalnym, czy sztucznym? Jeśli na sztucznym to leki załatwią sprawę.

      Dla lepszego samopoczucia (że tak się przygotowujesz), to możesz parę orzechów brazylijskich wziąć i mleko sojowe pić i ewentualnie acard (wiele dziewczyn dostało od początku cyklu, bo poprawia ukrwienie macicy, ale ostatnio słyszałam, że jednej lekarz zabronił przed transferem, bo transfery są trudniejsze i może się zdarzyć krwawienie).
      Ale z mojego doświadczenia: przy prawdziwych problemach z endo te wszystkie sposoby nic nie dają, a jak endo jest ok, to co za różnica, czy będzie 10 mm, czy 12 mm.
      To tylko dla uspokojenia głowy.

      1. Dzięki Wężon, jak zawsze encyklopedia:))) Dzieki:) Criotransfer na sztucznym. Lekarz stwierdził, że nie będziemy wyważać drzwi, które już, raz się otwarły;) I tak nie zdążę zrobić czystości przezed scratch, no trzeba ze 3dni czekać na wynik. Swoją drogą dostałam teraz zajebisty antybiotyk macmiror. Narazie spokój i mam nadzieję, że w czystości będzie ok. Zdaje się, że scratching przed crio w mojej klinice jest normą.

  40. Olga, rzeczywiscie ten czas szybko leci:) Juz zaraz wracasz po rodzenstwo dla coreczki to super wiadomosc. Trzymam kciuki. Jesli zas chodzi o antybiotyk, o ktorym piszesz – to wiem,mze podobno jest bardzo dobry (duze spektrum dzialania) ale tez przy okazji bardzo duzo zoltego mi wyolywalo przy jego stosowaniu:) Przynam, ze on mnie troszke podraznial i finalnie nie dokonczylam jego brania i musialam swego czasu dokonczyc leczenie na zwyklym pimafucinie (czopki) i bardzo sobie chwale:).
    Ale slyszlam dobre opinie, kazdy reaguje pewnie troche inaczej.

    Martyna, czy zrobilas bete?

    Jesli zas chodzi o mnie to dzis 6 dc, 5 ds i endo 10 mm (jakos duze jak na ten dzien czy to dobrze?) a stymulacja niby ok ale ponizj moich oczekiwan poki co . Mam na mysli to, ze chcialam podejsc tym razem do stymulacji w taki sposob, aby uzyskac ok 10-12 komorek ale niestety moje jajniki (mimo takiego ladnego amh) nie wyprodukowaly az takiej ilosci – poki co i mysle, ze zostanie tak jak jest. Poki co mam 4 komorki, ktore naprawde dobrze rokuja i jakies max 1-2 ktore moga dobic. Tak to dzis wygladalo. Reszta zbyt mala, zeby mozna bylo na nie liczyc. Przynajmniej tak to dzis wygladalo i tak to mi w skrocie przestawil lekarz, u ktorego bylam w zastepstwie na podgladzie.
    Zobaczymy co bedzie za 2 dni, mkze jeszcze cos sie ruszy. nie jest zle ale liczylam na wiecej mowiac calkiem szczerze. Mysle, ze w anszej sytuacji kazda dodatkowa komorka jest dodatkowa szansa. Zreszta, jak u wszytskich. Ciesze sie, ze jednak zdecydowlam sie na stymulacje z zastrzykami bo cos mi sie wydaje, ze na clo w ogole efekt moglby byc maly.

    1. Soniu, może coś jeszcze dorośnie, trzymam kciuki 🙂 Ale i tak najważniejsza jakość! Niekoniecznie na Clo byłoby gorzej, u mnie przy stymulacji na dawkach 300 jednostek były 4 komórki (z tego 4 zarodki) a na Clo 3 🙂 (z tego 3 zarodki). Ale każdy organizm jest inny i każdy cykl inny…

  41. Piszac zwykly pimafucin mam na mysli, ze to lek, ktory ma w sobie w skaldzie 1 antybiotyk a ten macmiror chyba jest bardziej zlozny w skladzie?
    W kazdym razie mi ten pimafucin bardzo odpowiadal ale wiadomo, ze kazdemu cominnego jest potrzebne, zaleznie od dolegliwosci.

  42. Wendy, tak. Dopiero co urodziłam i drżałam przed operacją, a teraz Dzida już drepcze i psy męczy, zoperowana:) To był na maxa trudny rok, ale piękny. Najważniejszy.
    Dla ciebie czas też nie stoi:) Co u Was?
    Soniu, jeszcze mają czas dojrzeć jajca. Punkcja w 10-12 ds? Lepsza niewysrubowana ilość i dobra jakość. Ile będziecie zapładniać? Masz powyżej 35rz?

    1. Olga, synka urodzilam na 30ste urodziny a teraz jestem juz 39,5 wiec taka z tego tylko zaleta, ze mozemy zaplodnic wszystkie i tak wlasnie robimy. Przy paramterach nasienia meza nie mamy wyjscia – kazda dodatkowa szansa to wiele. ostatnio z 6 czy 7 zaplodniońych komorek do blatocysty dtrwala tylko jedna i nic wiecej. Nie bylo co mrozic. Stad ta moja kolejna, trzecia juz stymulacja.
      W srode pewnie dowiem sie kiedy pukcja – wstepnie prawdopodobnie w sobote czyli jak dobrze pondzie w pitaek bedzie ostani dzien stymulacji czyli 9 ds. Ostanio tez 9-10 dni to trwało.

        1. Melisko, to Wendy ukuła teorię poniedziałkowych szczęśliwych transferów.
          Ja miałam poprzedni w poniedziałek i nie zadziałało.

          A Sonia chyba chce czekać do blastki, więc poniedziałek ją ominie.

          1. No tak.
            Soniu, a nie chciałbyś spróbować wcześniejszego transferu? Rozmawiałaś o tym z dr KK?
            U mnie np. blastki się nie przyjmowały (3 razy świeże i 3 razy krio), a 2-dniowe świeże przyjęły się 2 razy (raz poronienie) .

    2. Olga, szczerze to ja jestem na huśtawce emocji. Raz jest super a raz do dupy. Może dlatego,że mąż ciagle w delegacjach i sama ogarniam Kudłacza. Nie chce mały dziad przesypiać nocy i to jest mój osobisty dramat. Bo choćby człowiek kochał nad życie dziecko, to jak jest zasadniczo cały dzień na nogach a w nocy wstaje 2-3 razy karmić to ta miłość jest taka trochę trudna:-)
      Gdybym jednak miała cofnąć czas to wybieram te nieprzespane noce niż brak tego Kudła u boku. I tego się trzymajmy!

  43. Gaju, ja też kiedyś tam miałam 6 zarodków a dziś jestem po drugiej stronie. Niech Ci służy za dobrą wróżbę! Nie puszczam kciuków, splatam też córkowe.

    Od dwóch tygodni mamy przy sobie naszego Krasnala, do osiągów Marcela (MM gratulacje!) brakuje nam torebki cukru, nie udało nam się dokończyć 36tc, pracujemy nad masą.

    Jest cudnie. Nasza dziewczynka ma wielkie rozumne oczy, w których utonął cały granat oceanu.

    Po ciąży z galopującą cholestazą, życie z noworodkiem to wczasy pod palmą. Upajam się:)

    Niczego nie zapomniałam, ani tej długiej drogi, ani ciążowych lęków. Wszystko jest żywe, ale ten balast waży mniej. Powodzenia Dziewczyny!

    1. Niebieska gratulacje! Niech zawsze będzie tak błogo.

      Nie upominałam się o Ciebie, bo wiedziałam, że jeszcze masz trochę czasu do porodu.
      Nie przyznawałaś się do cholestazy.
      Poród z jej powodu, czy jeszcze coś dodatkowego doszło?

      Słodkiego, miłego życia. 🙂

      1. Nie chciałam się skarżyć, wydawało mi się, że powinnam znosić niedogodności tej wyczekanej ciąży z uśmiechem a do śmiechu mi nie było, wręcz przeciwnie było bardzo nerwowo. Dużo strachu u małą, na końcówce badania właściwie codziennie, na zmianę ktg, usg i doppler i nieprzespane noce czochrające.
        Miałam zaplanowaną cesarkę na 37tc, tak, z powodu cholestazy, ale zaczęłam rodzić i musieli nam przyspieszyć wydobyciny;)

  44. Niebieska!! ostatnio myślałam sobie siedzi cicho to albo rodzi albo urodziła i się otrząsa z gwiezdnego pyłu.. A Ty już masz Granatowooką w ramionach!
    Niech rośnie jak na drożdżach niech śpi jak suseł i niech uśmiech jej towarzyszy całe życie!

  45. Jak już Niebieska się pokazała, to proszę o uaktualnienie sytuacji u reszty.:)

    Aksug, po pierwszym in vitro, Patrycja urodziłyście już?
    Psuja, Ewelinaa jak leci ciąża? Wszystko w porządku? Samopoczucie OK?

    Anomalia, Tuptuś, dziewczyna rabina, Azylkowo zaglądacie tu jeszcze? Podejmujecie jakieś działania?

    Wendy, a Ty kiedy wracasz po mrozaczki i czy w ogóle?

    Asti a u Ciebie coś się dzieje?

    A Ty Nieśmiała nie zameldowałaś się po porodzie.

    1. Wężon, jak już kiedyś się wyśpię, wypiję spokojnie kawę, przeczytam gazetę, zobaczę mojego męża przez tydzień w domu a Kudłaty zajmie się sobą – to mogę wracać po mrozaki. Bo jak teraz pomyślę,że miałabym nie spać ciągiem 2 lata to sobie myślę,że może niech one jeszcze poleżą trochę..

      1. Wendy my zaczęliśmy ponowne starania jak córka skończyła 3 latka. Dopiero wtedy wydawało mi się że już jest w miarę. A cale noce zaczęła przesypiac jak skonczyla 6 miesięcy… ale juz wtedy nie była na cycu. natomiast teraz młody budzi sie w nocy ale że śpi z nami to nawet nie pamiętam ile razy w nocy jadł 🙂 i czuję sie wyspana bo synek dobrze śpi gdy ktoś jest koło niego więc wykorzystuję to na maxa i robimy sobie wspólne drzemki 🙂 tylko na spacerach nie ma sprawiedliwości bo on śpi a ja go wożę i wożę i wożę…

    2. Wężonie 😉 miło mi ze o mnie pamiętasz..;) teraz jestem w 2-gim cyklu przerwy, czyli od najbliższego działam na nowo…nie umiem napisać co we mnie, w głowie, w sercu teraz się dzieje..na pewno te 2 miesiące duzo mi dają, taki luz na chwile chociaz, bo – jak wiesz- ja działam generalnie bardzo intensywnie, cykl za cyklem..i ta przerwa była potrzebna, tym bardziej ze zawodowo mam (jak zawsze) urwanie głowy a dodatkowo budujemy dom i jest masa decyzji do podjęcia.. Doświadczam z jednej strony smutek bo dom projektowaliśmy pod minimum 2-kę dzieci a z drugiej strony radość jak to rośnie w oczach i mam jakieś dodatkowe przyjemne zajęcie z wybieraniem wszystkiego… Tak czy inaczej chyba kiełkuje we mnie jakieś pogodzenie sie z tym problemem i nawet w tym upatruje nadzieje…bo moze jak „odpuszczę” psychicznie to wreszcie sie uda…?? Bo generalnie jestem strasznym zadaniowcem i to tez w tych kategoriach traktowałam…a ze dodatkowo nie lubie „przegrywać” i lubie „rządzic” sytuacja to mnie to mocno eksploatowało, ze przecież jadę na maxa a efektów brak..:(…Będę zatem starać sie dalej, myśle ze najbliższe 4-5 cykli z dużym przytupem, zobaczymy co z tego bedzie…:) jedno jest pewne – żadnego transferu bez badan genetycznych! Koszt okrutny ale dla mojej psychiki wart tego na pewno…
      Wężonie – a jak Ty sie czujesz…? Jak ogólne samopoczucie…? Napisze to jeszcze raz – bardzo czekałam na taka wiadomość ..:) ciesze sie razem z Tobą Ty nasz Niezniszczalniku in-vitrowy! 🙂 śle Tobie/Wam! Moc uścisków i dobrych myśli …:) :*

  46. Melisko, mysle zeby zrobic następująco: najpierw podać 3 dniowy zarodek a resztę spróbować hodować do blastocysty. Mysle, zeby zrobic transfer na świeże ale zaczynam sie obawiać czy moje endo nie bedzie przerośnięte. Wczoraj tzn w 6 ds miało 10mm słyszałam, ze max do transferu to 16-18mm ale jednak ja postanowiłam, ze na endo powyżej 15mm nic nie podaje. Uważam, ze to tez moze byc tak, ze z jednej str decyduje jakość zarodka a z drugiej wlasnie to odpowiednie do dnia rozwoju endometrium i sztuka, zeby to wszystko zgrać. Najchętniej wszystko bym podała w 5 dobie ale boje sie, ze moga nie dotrwać wiec choc jedyny chce dać szanse i podać w 3 dobie a resztę (oby było) to hodować do 5 doby i mieć jakby co na criotransfer. Porozmawiam o tym jutro z dr KK

    1. Soniu, a czemu uważasz, że do hodowla do blastocysty jest lepsza? Zarodkom może być lepiej w brzuszku 🙂 Mnie się wydaje, że jak mają się rozwinąć do blastocysty to i w brzuchu i w labie się rozwiną, a te co w labie mogą się nie rozwinąć to może akurat u mamusi by się rozwinęły…

  47. Kochana Wezon ! Melduje wykonanie zadania ! Blizniaki wydobyte zdrowe 10/10 pkt. Przypominam tym z niskim amh.. Ja kochane mialam 0,65 ! Nie wierzcie lekarzom, ze to tragedia. Mozna spokojnie jeszcze zajsc i to czasami z zaskakujacym wynikiem

  48. Wendy piąteczka, mój syn też nie lubi tracić czasu na spanie.
    Jak już mi się uda przespać ciągiem 4h czuję się jak król życia!
    Niebieska cudowne wieści! Wężon kciuki za genetyczne, Sonia, Olga82 powodzenia!

  49. Dziewczyny dużo dobrych wieści 🙂
    Wężon kiedy masz wizytę? Na kiedy masz termin?
    Czas tak szybciutko leci… my już za kilka dni będziemy obchodzić roczek 🙂 a Ty Wężon w najbliższym czasie będziesz miała urodziny 🙂

    1. W poniedziałek byłam na takiej zwykłej wizycie. Wszystko OK, USG prawidłowe. W poniedziałek mam USG „genetyczne” z testem PAPPA.

      Do terminu się nie przywiązuję, nie sądzę, żebym tyle była w ciąży. Ale wychodzi tak koło 8 maja.

      Wszystkiego najlepszego dla córeczki.

      Moje urodziny za niecałe dwa tygodnie.

    1. Melisko, zakładam, że będzie wcześniak. Oby jak najmniej wczesny. 🙂

      Cesarka też raczej będzie. Pierwsza była cesarka, ale to już dawno, to niby się zarosło porządnie i można naturalnie próbować. Ale ja mam śruby i płytkę na dolnych kręgach odcinka lędźwiowego, tuż nad kością ogonową. To sprawia, że mój kręgosłup w tej części nie ma się jak wyginać. Jak sobie obejrzysz, co się z ciałem dzieje podczas porodu, to dolna część kręgosłupa wygina się do tyłu, żeby zrobić dziecku więcej miejsca. U mnie to niemożliwe. Ten kręgosłup był od początku wskazaniem do cesarki z Laurą, nawet jak jeszcze wszystko było w porządku. I do tego muszę mieć narkozę raczej, bo anestezjolog też się wbija w odcinek lędźwiowy, a przez metalową płytkę będzie mu trudno. 😉

      1. Wężon, tak zapytałam, ja też nastawiam się na cesarkę (przebyte odmy, zrosty i klipsy w płucu). Musisz bardzo uważać ze swoim kręgosłupem. A co do wcześniaka, to kto to wie co będzie 🙂 Może Cię zaskoczy dzidzia i będzie siedzieć do końca.

  50. jestem… podczytuję w ukryciu.
    Wężon, dziękuję za pamięć, serdecznie Ci gratuluję i trzymam nieustannie kciuki, termin wypada Tobie na moje 33 urodziny 😉

    Nie wiem co mam napisać, nie za bardzo się pozbierałam po ostatnim in vitro, nie mamy kasy na następne, nie wiem też czy ma ono sens… chociaż dr L mówił żeby jeszcze próbować… nie wiemy dlaczego żaden nie chce się zagnieździć… ostatnie podejście kosztowało 20 tys… zarabiając po 2 to nie wiem kiedy udałoby nam się uzbierać na następne…
    Skrzydła podcięła mi też wizyta w OA, odpowiadając na wszystkie pytania Pani, łzy same mi poleciały, jak wspominałam te wszystkie wydarzenia z naszego leczenia… na koniec powiedziała nam, ze uważa że jest dla nas za wcześnie, że nie przetrawiłam żałoby, że nie pogodziłam się ze stratą ciąży i wszystkimi porażkami… nie może nam dać zielonego światła, żeby dostać się na kurs…
    tylko, czy mi kiedyś to przejdzie? czy będę umiała o ty rozmawiać bez wzruszeń? nie wiem… zazdroszczę (brzydkie słowo, brzydka cecha), ale tak, zazdroszczę Tobie Iza tego stanu ducha… skąd mam go wziąć? 🙁

    pozdrawiam całe Szanowne Grono.

    1. Tuptuś, bardzo mi przykro i doskonale wiem co czujesz 🙁 Moim zdaniem warto próbować, tylko ta kasa, że to aż tyle kosztuje i nikt nie daje gwarancji… W N. ma być dofinansowanie od miasta, chyba 5 tys. zł, ale to dla mieszkańców W-wy.
      Myśmy nasz ostatni raz podeszli na cyklu naturalnym, to kosztowało nas 6500 zł, usg u siebie na miejscu, no i badania trzeba mieć, ale może jakiś ginekolog na NFZ by zlecił, tylko czy u Was cykl naturalny wchodzi w grę?

      1. żaden jeszcze lekarz nie proponował nam cyklu naturalnego, chociaż właśnie ciąża była w cyklu z clo (były 3 pęcherzyki) po zabiegu HSG, jeszcze jak nawet nie myślałam o in vitro… w N. stwierdzili też, że inwersja którą mam, obniża nam szanse o 10%, ale macica niby piękna, niby się zapładniają, rozwijają do blastki, ale nigdy nie miały wyższej klasy niż 3BB-4BB
        dr L powiedział też nie nie warto, żebym robiła jakiekolwiek badania immunologiczne, że szkoda na to pieniędzy… a jak myślę o tym że in vitro daje w porywach 30%, nam inwersja zabiera 10%, to jest pewnie jeszcze ze mną coś nie tak skoro nigdy żaden z 8 zarodków się nie zagnieździł (podawanych w różnym stadium rozwoju, w 6 transferach)
        na dofinansowanie nie mamy co liczyć, nie mieszkamy w żadnym z miast, które chce pomagać, a lekarza na NFZ miałam do tego pory właśnie takiego co mi wypisywał wszystko już po 3-4 razy bo kończyła się ważność, a teraz jest mi nawet głupio do niego iść…

        1. Tuptuś, u mnie też było kiepsko, 4 stymulacje na dużych dawkach, 7 transferów, poronienie, dół psychiczny, przerwa i teraz cykl naturalny – w sumie nikt mi go nie proponował, sama zapytałam i przytkanęli, aczkolwiek po czasie dowiedziałam się, że dr KK w N., z którą konsultowała się dr L. wpisała do karty cykl naturalny jako jedną z opcji. Skoro tak dobrze zareagowałaś na Clo to może to by mogła być jeszcze opcja? 6500 zł łatwiej uzbierać niż 20000…

          1. u mnie też 4 stymulacje już były, a clo brałam przed in vitro, więc teraz to kto wie, czy w ogóle bym zareagowała… przed ostatnim podejściem AMH miałam 1,57 brałam dawki od 150-225-300 więc też spore… i tak masz racje 6500 to nie 20000, nawet nie wiedziałam że można to w takie cenie zrobić.

          2. Tuptuś, ja też miałam 4 stymulacje na dużych dawkach – po 300 jednostek, przed nimi AMH 2,45, a po tych wszystkich stymulacjach 0,59. Mam 39 lat. Praktycznie nie dawali nam już szans, cały czas mówili o komórce dawczyni.
            Ale spróbowaliśmy jeszcze cykl naturalny, zawsze możesz zapytać co o tym sądzą. W N. wyszło 6500, ale to cena bez badań i wizyt, u nich mieliśmy tylko startową, usg u siebie, później przyjechaliśmy tylko na punkcję i transfer.
            Spróbuj się nie poddawać, jak dr L. mówi żeby próbować to jest szansa, może pogadaj z nim telefonicznie, poproś pielęgniarki żeby skonsultowali Twój przypadek z dr KK, ona zrobi wpisy w karcie.

    2. Tuptuś przykro mi bardzo jak Cie czytam i czuje w środku bunt, nie uważam żeby mówienie o tym wszystkim, co przeszliście bez łez bylo dowodem odbytej żaloby i pogodzenia sie i odwrotnie, nie ueazam, żeby brak lez zawsze oznaczał przepracowanie tematu… to nieludzkie kryteria, kazdy radzi sobie inaczej… moze warto spróbować w innym osrodku?

      1. Pani powiedziała, że musi przede wszystkim myśleć tych dzieciach, a skoro wszystko tak silnie jeszcze przeżywam, to oznacza, że nie jestem pogodzona z przeszłością, że ciągle tkwię w żałobie i że może nie mam siły na tą drogę… zabolało.

        jakby mi ktoś zamknął ostatnie drzwi.

        1. Przepraszam, że to napiszę ale sposób w jaki o tym piszesz może wskazywać (ja to tak odbieram), że nie jesteś jeszcze teraz gotowa na pójście drogą adopcji, choć nie musi to być prawda (nie znamy się i jest to tylko kontekst wypowiedzi). Myślę, że drzwi nie zostały Wam całkowicie zamknięte tylko raczej przymknięte na chwilkę. Wiem coś o tym, bo sama jestem mamą cudownej Ptaszyny, która pojawiła się w naszym życiu właśnie dzięki adopcji:)

          1. Witaj Elsa, nie zauważyłam wcześniej Twojego komentarza, nie przepraszaj, masz prawo co własnego zdania i bardzo to cenię, że piszesz otwarcie, fakt nie znamy się, ale pisałam też że nie wiem czy piszę to tak jakbym chciała z ładem i składem, tak jakbym chciała żeby to zabrzmiało, mam milion słów niewypowiedzianych i może dlatego to tak zabrzmiało, a i owszem gdyby droga adopcji wyglądała tak, że idziesz, przechodzisz przez kurs, dostajesz decyzję tak czy nie, jeśli tak to za tydzień masz telefon proszę przyjechać po „kinder niespodziankę” to by było cudownie, ale to tak nie jest i być może dlatego, przez pryzmat ostatnich 5 lat leczenia, wiem że tu też będzie trzeba czekać kilka kolejnych, dlatego chcielibyśmy wiedzieć czy taka szansa będzie nam dana, jak wygląda kurs, co tam usłyszymy, co tam zobaczymy, przecież to chyba to ma pomóc sprawić, że człowiek poukłada sobie wszystko i w głowie i w sercu (przynajmniej tak ta Pani nam powiedziała, ze niektórzy po pierwszy spotkaniu nie wracają, niektórzy nie kończą już kursu, albo wracają po roku, czy dwóch bo dojrzeli, przemyśleli…) może źle myślę nie wiem, nie znam nikogo kto adoptował dziecko, ja po prostu wiem, że nasze serca są otwarte na tą drogę.
            Pozdrawiam serdecznie Twoją Ptaszynę, ale macie szczęście że na siebie trafiłyście 🙂

  51. Tuptusiu, mi tez sie smutno czyta to, co napisałaś. Mam nadzieje, ze z czasem uda Wam sie podejść do ivf jeszcze. Czy wiadomo co jest przyczyna niepowodzeń? Jesli zaś chodzi o to, co powiedziała/zdiagnozowała Pani z OA to jakos, podobnie jak Mała Ania, mam mieszane uczucia. No bo co jest wyznacznikiem tego, ze przeszło sie juz ten etap żałoby za niemożnością posiadania własnego dziecka? Czy lepiej zeby poleciały podczas rozmowy prawdziwe łzy czy lepiej je tłumić i uśmiechać sie udając całkowity dystans do tematu? Czy zawsze łzy sa oznaka, ze nie jestesmy gotowi a uśmiech zawsze oznaka, ze gotowi jestesmy? Jesli tak – to przecież mozna udawać, grać na potrzebę chwili, na potrzebę takiej rozmowy, kalkulować – ale przecież dobrze wiemy, ze przecież nie o to chodzi. Nie warto tak robić. Mądry psycholog umie właściwie ocenić sytuacje. Czasem jest tak, ze nie jest sie gotowym ale ta gotowość moze przyjść podczas tego procesu, kursu adopcyjnego. Nie po to on jest ? Żebyśmy dojrzeli? Dorośli do nowej roli? Albo nie dorośli i mogli sie wycofać? Każdy kto zaczyna kurs musi byc gotowy, nie mozna odzywać juz żalu za tym, co nie jest i moze nigdy nie bedzie naszym udziałem? Czy uczucie żalu wyklucza jednoczenie nasza gotowość na to, zeby otworzyć serca na kogoś nowego w naszym życiu? Dziwne to jakies.
    jesli Ty sama nie czujesz, ze to jest ten moment – to za rada Pani z OA, odpuść, poczekaj. Jesli myślisz, ze to miałoby byc zamiast; jakby to miało byc na pocieszenie; jął zwyczajnie nie czujesz – poczekaj. Ale jesli Ty sama i wy jako para uważacie, ze to jest droga dla Was. Ze macie otwarte serca i głowę zeby stworzyć dziecku dom – to bym walczyła o swoje marzenia. Do tego oczywiscie potrzebna jest dojrzałość, mądrości, i wiele innych rzeczy (choćby wiedza i świadomość, która na pewno daje taki kurs ale łzy albo ci j brak to jeszcze nie wszystko. Łzy potrafią popłynąć podczas takiej rozmowy choćby dlatego, ze to jest emocjonalna sprawa, to takie oczyszczenie. I wcale nie musi znaczyć o niegotowosci. Ile jest takich idealnych momentów w naszym życiu i czy czekanie na ten jedyny, właściwy moment to dobra droga. Życie sie toczy a my w nim i tylko żyjąc, doświadczając, idąc, upadając i podnosząc sie jestesmy w stanie budować nasze samoświadomość. Stojąc w miejscu niczego sie o sobie nie dowiemy. ty sama wiesz, jaka jest prawda o Tobie – niech nikt za Ciebie nie podejmuje decyzji bo nikt nie wie tak naprawde lepiej od Ciebie co czujesz. Przepraszam, ze tal długo i tak patetycznie. Ale chciałam Ci bardzo powiedzieć jedno – nikt nie ma monopolu na prawdę. Ta Pani tez nie. Szukaj odp w sobie. A jakby co – OA jest wiele. Wierze tez, ze pracownicy OA działają w dobrej wierze . Nie oznacza to, ze sa nieomylni. Zreszta ta Pani obserwowała Cie ile razy? moze i Ty miałaś słabszy dzień? Taki. Gatunku płaczliwych? To jeszcze o niczym nie przesadza. Słuchaj intuicji. Ale własnej. Mysle o Tobie ciepło. Trzymaj sie.

  52. nie znamy przyczyny niepowodzeń… napisałam trochę wyżej w skrócie jak to było u nas i tak, gdyby in vitro kosztowało 2 tys pewnie podchodziłabym tak długo aż by mi ktoś powiedział że nie mamy już szans, a dobija mnie ta niemoc finansowa i brak odpowiedzi (!) to, że owszem gwarancji nie ma, ale lekarze mówią że jesteśmy zbyt młodzi, żeby się poddawać, że szansę mamy…
    co do OA, mieliśmy już iść przed ostatnim in vitro, dowiedzieć się wszystkiego, tylko ja ciągle miałam (właściwie to mam dalej) poczucie że nie wszystko zrobiliśmy, owszem czuje się słaba, jakby mi ktoś wszystkie siły zabrał, myślę o rzeczach o których może nawet nie powinnam (typu jak dziecko będzie potrzebowało krwi, to ja może nie będę mogła mu jej dać, ani nawet mój Mąż bo oboje mamy taką samą! itp. itd, proszę nie karćcie mnie tyko za takie myślenie), po prostu i wcześniej i w czasie całego leczenia czułam się gorsza od wszystkich, teraz jak Pani mi powiedziała, że jestem może za słaba na to wszystko, to myślę sobie, no fakt zawsze czułam się gorsza, to może dlatego że jestem słaba? jak mówi, że nie przetrawiłam tego smutku, to ja się zastanawiam czy ja go kiedykolwiek przetrawię? czy to w ogóle jest możliwe?
    nasza serca zawsze były otwarte na tę drogę, nie sądziłam jednak że na samym początku podetną mi skrzydła.
    żeby być przed Wami w 100% szczerą, muszę powiedzieć, że nie cierpię bezczynności, zawsze coś muszę robić, działać, mam wrażenie że całe życie jestem w kolejce i czekam, a ta kolejka wcale się nie skraca, albo jak już jestem przy okienku okazuje się, że nie w tej kolejce stałam i staje w następnej, dlatego tez już byliśmy w OA bo martwi mnie upływający czas, martwi mnie, że to jest kolejna długa kolejka, że mój Mąż zaraz będzie miał 37 lat i na pewno chciałby zostać tatą przed 40stką, wiem że to może głupie, ale tak, o tym właśnie też myślę, a tu nawet zająć miejsca w kolejce nie możemy…
    mam tyle myśli w głowie, że nawet nie wiem czy to w miarę sensownie napisałam…
    dziękuję Dziewczyny za zainteresowanie, nie miałam psuć tu atmosfery, wybaczcie.

    1. Tuptuś napisze tutaj w sprawie clo, skoro ładnie poszło na clo, i teraz nie wiesz jak będzie, to clo nie kosztuje majątku, idz do lekarza umów sie na monitoring i zobacz co tam wyjdzie po clo teraz, po tych wszystkich ivf. Ja niestety na clo nie reaguje dobrze moje endo sięga dna, prawie dokopuje sie do chin 🙂
      A pani z OA… hmmm… ja tam od swojej psycholog dowiedziałam się że jestem mistrzynią zamiatania wszystkiego pod dywan i zamykania w szufladkach 🙂 ale że warto to przepracować i mimo iz nigdy się nie pozbędzie bólu i żalu to będzie łatwiej z tym żyć niż cały czas duzsić to w sobie i czekać aż kiedyś wybuchnie ze zdwojoną siłą.

      1. Pati, jesteś w takim razie silną kobietą i to bardzo dobrze, łatwiej jest przejść przez życie z takim podejściem i na pewno masz racje w tym co piszesz, że lepiej tego nie dusić, wcześniej tak nie było, po prostu suma porażek w ciągu tych ponad 5 lat, obiła na mnie straszne piętno :/

    2. Tuptusiu nie masz za co przepraszać i nie mamy Ci czego wybaczać.
      Po to tu jesteśmy – żeby dzielić się i radościami i smutkami. Ja tu też przecież o różnych nieprzyjemnych rzeczach pisałam przez te lata.

      Co do Pani z OA, czasem wspominając smutne rzeczy sprzed lat, o których już się na co dzień nie pamięta. Jak ja na pewnym spotkaniu niepłodnościowym opowiadałam, jak to był z bliźniakami, to mi poleciało parę łez, a większość sali szlochała. Czy to znaczy, że nie przeżyli mojej żałoby?
      Czy jakbyś opowiadała np. co czułaś, jak Ci matka na raka umierała 20 lat temu, to łzy by znaczyły, że tego nie przebolałaś? Oczywiście jest możliwość, że pani oceniła całość rozmowy, a podała Ci przyczynę tak skrótowo.

      Co do immunologii – niestety w takich idiopatycznych przypadkach często się okazuje, że coś w immunologii jest winne. Dostawałaś sterydy po transferach? Też nie jestem entuzjastką głębokiego grzebania w immunologii. Wlewy są kontrowersyjne. Ale takie proste badanie jak komórki NK możesz zrobić. Może są za wysokie i nie dają się zagnieździć zarodkowi? Może wystarczy odpowiednia dawka sterydu?
      No i mutacje krzepliwości (np. pakiet ze strony testdna.pl) jeśli jeszcze nie robiłaś.
      Nie jest to bardzo drogie, a może przynieść wiele informacji.

      Tak przy okazji powiem, że siedząca teraz w brzuchu blastka była 2/3 BB. 🙂

      1. dziękuję Wężon.
        przez OA się zastanawiam, lepiej być zimną suką, nie okazywać uczuć, wtedy chyba wygląda na to że ma się nerwy ze stali… ale nic na to nie poradzę że mnie to rusza i pewnie ruszać będzie i to nie chodzi tylko o moją krzywdę, boli mnie każdego krzywda, jestem po protu wrażliwa na czyjeś nieszczęście, ale to chyba nie oznacza, że byłabym złą matką…

        brałam acard, encorton i zastrzyki clexane
        co do immunologii, nie robiłam nigdy tych badań, jestem z małego miasta i więcej o in vitro dowiedziałam się z internetu niż od lekarza u nas… te mutację MTHFR rozszerzoną robi się tylko na podstawie wymazu z policzka? jeny jaki człowiek jest głupi :(czemu mi nikt o tym nie powiedział, nie kazał zrobić? :/

        rozbudzacie we mnie TO uczucie, wiecie na pewno jakie…

        1. Tuptusiu tak, wystarczy wymaz i po tygodniu jest wynik.
          Ale jak miałaś clexane i acard to to jest wszystko co można zrobić z tymi mutacjami. To daje wiedzę, czy masz to brać i ewentualnie, gdyby wszystko Ci źle wyszło, to czy zwiększyć dawkę clexane. Jeszcze homocysteinę sprawdzić, czy powinnaś metylowane witaminy brać.

          A na NK to właśnie encorton.

          Czyli zrobiłaś wszystko co się dało. Niektórzy dają jeszcze wlewy z intralipidu.

          1. czyli zrobiłam wszystko bez badania mutacji i immunologii 🙁
            co prawda clexane i atosiban miałam tylko przy ostatnim transferze.
            ale jak widać ani acard ani encorton też nie pomogły…

          2. Tuptusiu ja przedostatni transfer też już miałam z encortonem i clexane i się nie udało. To było rozczarowujące. Ale już następny się udał.
            Może warto jednak zrobić te mutacje, nawet na przyszłość, będziesz wiedzieć, czy masz duże ryzyko zawału. A jak Ci wyjdą jakieś poważne np. V-Leiden, czy w genie protrombiny to może być potrzebna większa dawka heparyny – nie taka profilaktyczna, tylko lecznicza.
            Znam historię, że dziewczyna po badaniach i 3 poronieniach dostała Clexane 0,4. Następną ciążę, już z nim, też poroniła. Przy kolejnym transferze dostała Clexane 0,8 i dopiero się udało.

  53. Wężon, zgłaszam się! Urodziłam naszą córeczkę 8 dni temu przez planowe CC, w 37 tygodniu 5 dniu. Tak wcześnie, ponieważ – prócz cukrzycy ciążowej (z perspektywy czasu – nic strasznego) – miałam także cholestazę (znacznie groźniejsze, Niebieska wie…). W związku z tym spędziłam ostatni miesiąc ciąży na patologii ciąży, z częstym USG i badaniem poziomu kwasów żółciowych oraz z KTG 6 razy na dobę, polecono mi też czuwać, czy mała nie staje się mniej ruchliwa. Wszystko to oczywiście wesołe nie było, ogromny stały lęk o dziecko… Ciążę cholestazianek warto kończyć w okolicach 37 tygodnia, takie są zalecenia, bo ryzyko dla dziecka rośnie z czasem, a wszak to już ciąża donoszona. Mała przyszła na świat trochę mniejsza od szacunków z USG, ważyła 3305 g, a poza tym spadła nam za bardzo z wagi w szpitalu, teraz wciąż trochę walczymy z karmieniem, ale na pewno będzie dobrze.
    Przede wszystkim – spotkało nas tak ogromne szczęście, że aż zapiera dech w piersiach. Wciąż część mnie w to nie wierzy, nie wierzy, że w koszyczku leży moja, nasza córeczka. Zdumiewa mnie to. Czasem sobie oboje z mężem popłakujemy na ten temat :-).
    Aha, dodam, że mam bardzo pozytywne doświadczenie z CC. Operacja planowa, w miłej atmosferze i wśród w całości damskiego personelu medycznego. Na środkach przeciwbólowych byłam tylko 2 dni, wczoraj zdjęto mi już szew. Rana trochę pobolewa, ale tylko trochę, właściwie mogę wszystko robić (choć nie dźwigam niczego poza córeczką), nie oszczędzam się specjalnie.
    I jeszcze jedno: może moja historia da innym trochę nadziei. Dla przypomnienia: mam 42 lata, chyba w Waszym gronie jestem seniorką :-). To była moja trzecia stymulacja, z której – po badaniu ciałek kierunkowych – z czterech ostała mi się zaledwie jedna prawidłowa komórka. I to była nasza złota komórka!

  54. Melisko, u mnie punkcją w sobotę rano. Zapowiada sie, ze bedzie od 6, 7 komórek. Reszta jest zbyt mała, raczej nic ponadto nie dobije juz. Ale gdyby było 7 to byłoby i tak swietnie. Na wiecej sie nie nastawiam. Oczywiscie robimy imcisi i macs zeby mieć puczucie, ze robimy ile sie da:) A wiadomo, ze na koniec dnia musi sie los do nas zwyczajnie uśmiechnąć.

        1. Potwierdzam Meliskę – w poniedziałek będą dwudniowe, liczy się od dnia po punkcji. Tak jak potem odliczasz dni po transferze. Dzien punkcji i transfery to dzień zero.
          Bierzesz dwa?

          Również trzymam kciuki i przesyłam ciążowe fluidy.
          Ja w poniedziałek mam to najbardziej stresujące USG prenatalne.

          1. Wezon, ale za to w poniedz, juz po badaniu, bedziesz mogla odetchnac pelna piersia:) Odzywaj sie po usg szybko, czekam na wiesci.
            Macie racje – to bede dwudniowe wiec sama nie wiem, moze podamy 3-dniowe we wtorek. Jutro pogadam ale z drugiej strony mam ochote zrobic cos inaczej wic moze warto zrobic cos inaczej. Zawsze mialam podawane 3 dniowe (3 transfery) i 1 transfer blastocysty 5AA. Nic nie dalo mi ciazy wiec moze teraz podac 2dniowe. Czy czesto podaje sie 2dniowe czy raczej wlasnie 3 dniowe lub dopiero blastocysty? W sumie to od czwgo zalezy decyzja tak naprade? Od checi pacjenta, sugestii lekarza czy nie ma to wiekszego znaczenia?

          2. Soniu, przed N. zawsze miałam podawane blastocysty w BS, nigdy nie były za dobre i zawsze do tego etapu dotrwał 1, raz 2. Dopiero w N. nastąpiła zmiana, rok temu podane miałam 2 szt. 2-dniowe i sukces, tylko niestety poronienie, teraz w czerwcu też miałam 2 szt. 2-dniowych, także ja polecam 2-dniowe 🙂 Zapytaj embriologa czy mogą być 2-dniowe, u mnie ocenił, że można podać w 2 dobie.

          3. Wiem, że do blastocysty hoduje Sue gdy jest dużo zarodków żeby wieżyczki co wybrać. W BS standardem były blastocysty, aczkolwiek gdy był tylko 1 zarodek podawali w 2 dobie. W N.podają i mrożą głównie 2-3 dniowe. Jak to na początku powiedział mi dr L., zarodkom jest lepiej w macicy. U mnie się to sprawdziło, więc ja bym brała 2 lub 3 dniowe i takie też mroziła.

  55. Wężon dzięki za pamięć. U mnie polowa ciąży zleciała. Jak na razie jest wszystko ok. Niebieska, Patrycja ja również miałam cholestazę. Coś okropnego. Choć staram się nie myśleć boję się, że w tej ciąży również mnie dopadnie. Ktoś kiedyś tu napisał, że ryzyko cholestazy zwiększa się po in vitro z racji ogromu przyjmowanych leków. W sumie to może coś w tym być wątroba już obciążona przez leki nagle dostaje również zastrzyk hormonów spowodowanych ciążą. Cóż. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło 🙂

  56. Dziewczyny, mam pytanie z innej beczki – czy w ciąży miałyście usg piersi?
    Jakoś tak wyszło, że nie miałam przed dłuższy czas, lekarz prowadzący nic nie wspomina o piersiach, w wytycznych PTG wyczytałam, że bada się piersi w ciąży, ale nie wiem czy to chodzi o usg.

        1. Można spokojnie robić USG piersi podczas karmienia. Badanie podobno jest trudniejsze (tak mówi Google), ale mój lekarz spytał mnie tylko jak długo karmię. Jeśli krótko to radził obłożyć sie ręcznikami papierowymi, żeby mleko się nie lało 🙂 Ja robiłam badanie 8msc po porodzie więc nie było już żadnych fontann 🙂

    1. Melisko ja przy poprzednim karmieniu miałam problemy z piersiami, ktore skończyły sie nacieciem ropnia piersi w pełnej narkozie. Teraz juz w ciąży zrobilam usg gdy tylko zaniepokoily mnie guzki. Mam skłonność do torbieli i w jednej piersi mieli robic punkcje takiej największej torbieli ale jakos sie rozeszła i zmniejszyła. Teraz z karmieniem synka jest o niebo lepiej. Moze większe moje doświadczenie pomaga a może tez to że młody naprawdę silnie ssie i dzięki temu nie robią sie zastoje. Nawet położne nie wróżyly nic dobrego z tymi moimi zrostami po cięciu i że kanaliki mleczne ponacinane.
      Także usg mialam w ciąży i mieć będę niedlugo bo mam kontrolę u chirurga planowaną 3-4 miesiące po porodzie.

  57. Soniu, przed N. zawsze miałam podawane blastocysty w BS, nigdy nie były za dobre i zawsze do tego etapu dotrwał 1, raz 2. Dopiero w N. nastąpiła zmiana, rok temu podane miałam 2 szt. 2-dniowe i sukces, tylko niestety poronienie, teraz w czerwcu też miałam 2 szt. 2-dniowych, także ja polecam 2-dniowe 🙂 Zapytaj embriologa czy mogą być 2-dniowe, u mnie ocenił, że można podać w 2 dobie.

  58. Dziewczyny, przede wszystkim gratulacje dla wszystkich nowych mam 🙂 . Tym razem nie wymieniam, bo na bank bym o kimś zapomniała. Wszystkiego dobrego dla Was i Waszych maluszków!

    Wężon, tak bardzo się cieszę, że dołączyłaś do ciążowego grona, powiem banalnie: życzę Ci spokojnych i nudnych najbliższych miesięcy, zbieraj siły 😉

    Rzadko piszę, więc parę słów przypomnienia. Zostałam mamą 7 miesięcy temu, in vitro z powodu niedrożnych jajowodów, wcześniej uparty mięśniak, poronienie, no i w czerwcu skończyłam 40 lat.
    Na początku września dostałam pierwszy okres po porodzie i… ostatni. Naczytałam się o zaburzeniach hormonalnych, więc byłam pewna, że to właśnie to. Potem doszło zmęczenie, niewielkie bóle brzucha, dziwne uczucie w żołądku, okresu dalej brak. Wiedziałam że to nie ciąża, przecież mam niedrożne jajowody!
    Test zrobiłam w czwartek, nawet dwa, tak dla pewności 😉 , wczoraj lekarz potwierdził 6 tygodni ciąży.
    Kiedy czytałam Wasze historie o naturalnych ciążach po in vitro, ciążach na które lekarze nie dawali szans, nigdy przenigdy nie sądziłam że i ja kiedyś oznajmię taką wiadomość.
    Na razie jestem ciężko przerażona, zajście w ciążę po 6 miesiącach od cesarskiego cięcia to nie najlepszy pomysł ale staram się być dobrej myśli.

    Takie cuda tylko na krotki.blog.pl :-). Iza, powodzenia we wszystkich sprawach!

    1. Witaj Renata! Ale historia! Superpozytywna i dowodzi, że wszystko jest mozliwe:)
      Uważaj teraz szczegolnie na siebie i na Waszego malutkiego czlowieczka, życze jak najwięcej sił i zdrowka na najbliższe miesiące.

    2. Gratulacje!!! Renato, cuda się zdarzają wtedy, gdy się ich najmniej spodziewany 🙂 A karmisz małą piersią? Czy lekarz zaleca odstawienie? A jak Twoje maleństwo? Już pół roczku skończone!

  59. No właśnie lekarz mi nic nie wspomniał o encortonie. Po punkcie brałam 1.5 tabletki. Teraz jednak wracam po mrozaczka i podczytujac was nasnelo mi się pytanie czy nie powinnam brać encortonu. Mam zalecony tylko estrofem.

    1. Nikki, u mnie z kolei było tak, że brałam sterydy (medrol) w cyklu przed punkcja. po punkcji tez chociaż transfer został odroczny ze względu na hiperstymulacje. Kolejny cykl dalej brałam medrol i dopiero w kolejnym odbył się transfer – czyli tak na prawdę brałam sterydy dość długo.
      Czy masz możliwość skonsultowania tematu z lekarzem choćby telefonicznie? Myślę, że byłoby warto 😉

  60. Mam ten pkus, ze kontakt z gin zawsze mam w potrzebie. Tylko ostatnio mam wrazenie, ze Wy macie więcej pomysłów niż on po 5 lat meczarni ze mną. Tak było z screczingiem, teraz czekamy na efekt. O encorton na pewno podpytam…

  61. Jestem po, i tak to wyglada, ze pobrali 8 komórek ale tylko 5 było dojrzałych i je zapłodnili. Info z dzis, ze mamy 5 zarodków. Transfer w 3 dobie czyli we wtorek. Jutro dowiemy sie wiecej. Chciałbym podać 2 zarodki. Ogolnie staram sie byc dobrej mysli ale troche jestem niespokojna o to czy te 5 zarodków wystarczy, zeby dać 1 ciąże. Co innego miałam w głowie i mam obawy czy cokolwiek dotrwa do mrożenia w 5 dobie bo obawiam sie, ze statycznie jest to mało możliwe. 2 zarodki podamy w 3 dobie. Zostaną 3 i pytanie czy nie warto jednego zamrozić w 3 dobie i te 2 hodować do 5 doby i zobaczyć czy jakis osiągnie stadium blastocysty. Nie wiem sama co robić. Czy w ogole warto robić transfer na świeżo ?

    1. Soniu, w naszym przypadku podchodząc do ivf w dwóch różnych klinikach ani razu my nie decydowalismy do jakiego stadium hodować zarodki i w której dobie je podać. Była to decyzja embriologa, który zajmował się całym procesem. Embriolog ma podgląd na zarodki i pogląd na całokształt hodowli, może warto zdać się na niego, bo kierując się swoją wiedzą i doświadczeniem powinien zdecydowac co robic w zależności od rozwoju sytuacji.

      1. Kaju tak pewnie zrobie ale ostatnio wlasnie hodowaliśmy do 5 doby i był tylko 1 – podany na świeżo i nic do mrożenia. Moze teraz bedzie inaczej, oby:) Ale masz racje niech embriolog decyduje ostatecznie co robić.w sumie to jutro czy we wt wszystko bedzie jasne bo bedzie juz jakas ocena jak syt wyglada w temacie jakości tych zarodkow.

    2. Soniu, ja miałam podawane po punkcji dwudniowe, bo tak chciałam. Tzn. pewnie gdyby embriolog miał jakieś wątpliwości, to by nie podał, ale można lekarzowi przekazać swoje preferencje.
      Przy pierwszej punkcji miałam pobrane 7 komórek, wszystkie dojrzałe, wszystkie się zapłodniły. W dniu transferu (2 dpt) było 6 zarodków. Dwa podane, ciąża bliźniacza. Z pozostałych 4 do blastki dotrwał jeden (w programie rządowym chyba był wymóg trzymania do blastki). Z niego też była ciąża, ale źle rozwijająca się.

      W drugiej stymulacji 9 komórek, wszystkie dojrzałe, wszystkie się zapłodniły. W dniu transferu było 8 zarodków. Jeden podali, 3 zamrozili w 2 dobie, 4 zostały do obserwacji. Żaden nie wytrzymał do blastki. Bardzo się zmartwiłam, że takie słabe. Niektórzy embriolodzy mówią, że w 2-3 dobie mrożą ładne zarodki, nie budzące zastrzeżeń, a obserwują te słabsze, no chyba, że jest ich naprawdę bardzo dużo. Inni, że dobre zarodki powinny dotrwać do blastki i tak powinno się je mrozić, a zamrażanie wcześniej to ratowanie szans – zarodki nie są najlepsze i pewnie by padły w laboratorium, ale może w macicy dadzą radę.
      Sama nie wiedziałam co myśleć. Cieszyłam się, że są 3 zarodki w zapasie, ale martwiłam, że nie ma żadnej blastki i pewnie te co są też nie dadzą rady.
      No i trzy nieudane transfery.
      Raczej przewidywałam, że ten rozmrożony razem z przedostatnim padnie i nie będzie następnego transferu. Dzwoniłam nastawiona na to, że nie dał rady, bo przecież wszystkie inne po punkcji nie dały rady. A jednak udało mu się stać blastocystą – taką średnią mocno, ale dotrwał do mrożenia.
      Czyli jednak embriolodzy nie zamrażają w 2 dobie beznadziejnych zarodków.
      Jest ciąża z tego ostatniego biedaka. A to przecież był teoretycznie najsłabszy zarodek, bo podają od najładniejszego.

      Nie rozwikłasz tych zagadek Soniu. Rób tak jak myślisz – weź świeże trzydniowe, a z resztą zdaj się na embriologów.

  62. Soniu, wynik nie jest taki zły musi być choć jeden dobry 🙂 Jeśli endometrium jest OK, to może świeży transfer? A jeśli chodzi o mrożenie, ja bym nie czekała do blastocysty, no chyba, że embriolog tak uzna.

  63. Melisko, endo w ostatnim dniu stymulacji miało 11mm wiec liczę na to, ze we wy nadal bedzie piekne. Dr KK tez jest zdania, ze transfer wczesnie – ustaliliśmy w 3 dobie a reszta zobaczymy ale wstępne ustalenia, ze hodujemy do 5 doby i jak sie uda to mrożony. Dr KK ufam całkowicie. Tylko ja zacZelam pękać jak usłyszałam, ze mamy 5 zarodkow i stad moje luźne dywagacje i obawy czy cos dotrą w ogole do 5 doby. Ale wiem, ze bez sensu dywaguje. Bardzo dobrze mi robi „na głowę” kontakt z dr KK i to zdecydowanie moj lekarz.

  64. Tak w kwestii szczerości to miałam wybór albo transfer w 3 dobie albo próbujemy i w 5 ale powiedziałam dr , ze wolałbym to podzielić i najpierw transfer w 3 dobie a resztę spróbować dochodowac do blastocysty. Dr KK powiedziała, ze lubi wczesne transfery i tak na tym stanęło, ze tak robimy i w sumie to tez czuje sie z tym rozwiązaniem komfortowo bo bałabym sie teraz czekać do 5 doby. Dobra, za dużo mysle. Co ma byc to bedzie. Każdy zarodek to szansa i tak powinnam o tym myślec. Luzuje wiec a wy trzymajcie za mnie kciuki. Musi sie udać. Trzeba myślec pozytywnie. Przynamniej humor wtedy jest dobry:) dobrej nocy dla wszystkich

  65. Nie wiem czy ktoś mnie tu pamięta jeszcze. Nie pisałam od zeszłego roku ale jestem w miarę na bieżąco z waszymi historiami, do zeszłego miesiąca śledziłam wpisy. Postanowiłam dać znać co u mnie.

    Gratulacje dla szczęśliwych mam, całujcie i rozpieszczajcie swoje maluchy: Po pierwszym in vitro, MM, Niebieskiej, Małej Ani, Malibu,Patrycji..jeśli kogoś pominęłam przepraszam.

    Ja też w tym roku byłam w ciąży, stymulację miałam w listopadzie, mniej więcej w tym samym czasie co Mała Ania. Ja jednak do transferu z blastki podeszłam w styczniu, nie w grudniu. Udał się. Termin porodu wyznaczono na początek października. Ciąża przebiegała z mnóstwem dolegliwości ale za to była idealna, bez żadnych chorób czy powikłań.

    Urodziłam mojego synka siłami natury miesiąc temu, w 38tygodniu ciąży. Niestety dzień wcześniej stanęło mu serduszko. Jeszcze poprzedniego dnia miałam rutynową wizytę na której wszystko wydawało się być w porządku…

    Minął już, dopiero miesiąc..tęsknię za synkiem. Próbuję dojść do siebie ale jak to zrobić po czymś takim..naprawdę nie wiem. Zostały mi po nim wspomnienia z ciąży, z krótkiego pożegnania, zdjęcie i odcisk stópki. Niewiele, a musi starczyć za całe życie.

    1. Ruta… siedzę w stuporze odkad przeczytalam Twoj wpis. Zadne slowa nie sa na miejscu tutaj. Cale.cialo mnie boli jak myślę o Twoim bolu, a to nawet nie jest na pewno jedna milionowa tego co czujesz. Tak strasznie mi przykro. Niewyobrażalna tragedia. Jest jeszcze bardzo wcześnie. Czy Ty masz wsparcie wsrod najblizszych? Korzystasz z jakiejs pomocy psycholog? Jskos Ci moge pomóc? Chcialabym Cię usciskac. Czy wiadomo co spowodowalo zatrzymanie serduszka? jakbym mogla zrobic dla Cb cokolwiek daj znac.

    2. Ruta, pamiętam Cię. Nie pisałaś w ogóle o 3 stymulacji. Zatrzymałam się na Twoich przejściach z ciążą pozamaciczną na początku 2016.
      Strasznie los Cię doświadcza. 🙁
      Okropne przeżycie. Współczuję i ściskam.

      Wiadomo, co się stało?

    3. Ruta najgłębsze wyrazy współczucia. Pamiętam cie kochana gdzieś przy moich 7 transferach nawet razem betowalysmy. Jeśli jakkolwiek mogłabym pomoc daj znać, może chesz przyleciec do mnie do Egiptu?

    4. Ruta, Kochana! Łzy mi poleciały czytając Twoja historie, a serce prawie pękło. Wiem, że Tobie musi być o wiele gorzej, pewnie nie jestem sobie w stanie sobie nawet wyobrazić jak bardzo. Mocno ściskam i przytyłam z całych sił. Czy można Tobie jakoś pomoc?

    5. Ruta…
      nad Twoim synkiem płacze każda z nas. Nie wiem, jak można się podnieść po czymś takim…. Ale wiem, że ludzie się podnoszą… Połamani, powoli…
      Okrutnie niesprawiedliwe jest to, co Was spotkało. W takich chwilach trudno mi uwierzyć, że dobro wraca… po walce, jaką stoczyłaś.
      Nie wiem, co powiedzieć, bo nie ma nic, co sama chciałabym usłyszeć na Twoim miejscu….
      Po prostu ściskam Cię, przytulam.

  66. Ruta, nawet nie wiem co napisać, tak strasznie jest mi przykro. To starsze co Was spotkało i tu żadne słowa nic nie pomogą, trudno nawet napisać Ci cos sensownego w obliczu tak wielkiej straty. Bardzo, bardzo mi przykro Ruta.

  67. Ruta, tak bardzo mi przykro. I żadne słowa nie są i nie będą w stanie ukoić Twoich myśli, Twojego serducha. Przytulam Cię mocno. Z całych sił. Nie wiem, co więcej mogłabym napisać. Chyba nikt nie wie.
    Jedyne co z sensem mogę napisać to zajrzyj do Malwy. Na nieulotne.com
    Być może tam znajdziesz odrobinę czegoś co pomoże…

    Wężon, dziękuję za pamięć.
    Już piszę co u mnie.
    W październiku zrobiłam posiewy, żeby w listopadzie podejść do iui.
    Wcześniej, we wrześniu, zrobiłam 14 dniowy post Dr Dąbrowskiej. Żeby oczyścić organizm. Może żeby ruszyć coś od środka. Bo już mi brakuje pomysłów na „złoty środek” aby zajść… Została mi wizyta u Matki Boskiej Częstochowskiej. Z resztą pisałam kiedyś o tym Izie 🙂 Odwiedziny jeszcze nie doszły do skutku, bo parę km jest…
    Na poście przeżyłam okres (przyszedł 3 dni wcześniej). Był… lajtowy w porównaniu do tych normalnych, które przychodziły przed postem…

    Na 20.10 zapisałam się do n. na pierwszą wizytę na monitoring cyklu (wtedy mniej więcej miał być mój @) i ustalenie czy cykl robimy ze stymulacją…
    Wizytę musiałam odwołać, bo… nie dostałam jeszcze @. Dziś już będzie 6 dzień opóźnienia.
    Testowałam 3,4 i 6 dnia. Jutro jadę na betę. Bo przestaje to być śmieszne. Także bardzo proszę o mocne trzymanie kciuków 🙂

    Renata, mam dwie koleżanki, które po ok. 6 miesiącach po pierwszych ciążach zakończonych cc znów były w ciąży.
    Drugie ciąże zdrowe, szczęśliwie donoszone. Obie koleżanki chciały ponownie cc.
    Jednej się udało. Druga urodziła siłami natury 🙂 bo na oddział wpadła z porządnym rozwarciem i nie chcieli jej już kłaść na stół.
    Także życzę Tobie powodzenia i rozwiązania takiego jakbyś chciałam.

    Pozdrawiam :*

    1. Asti a jaki wynik tych testów? Napisałaś, że zrobiłaś 3 testy, ale nie napisałaś, co pokazały. 🙂 Skoro mamy trzymać kciuki za betę, to pokazują to co byś chciała?

      W końcu nie masz poważnych powodów, żeby nie zachodzić w ciążę, więc to jak najbardziej możliwe.

      Trzymam kciuki.

      1. Eh, no właśnie tak malo konkretnie napisałam co i jak… Ale… te wstrętne testy pokazują 1 (slownie: jedną) kreskę.
        Gdyby były 2, nie potrzebowałabym robić bety.
        A tak wiszę w jakiejś próżni. Nie muszę Wam pisać ile razy na minutę moje myśli krążą wokół ewentualnej ciąży?
        Wiecie, jakim mistrzem jestem w analizowaniu papieru toaletowego?
        Na pewno się wszystkiego domyślacie.
        Nie mam dziś czasu na wyjazdy na betę.
        U mnie na miejscu robiona byłaby: a. jutro; b. za tydzień (sic!).

        XXI wiek… A tyle zachodu…

  68. Mała Aniu, mam ogromne wsparcie w mężu. To dla niego się staram, bez niego…wolę nie pisać co by było bez niego.

    Asti, czytałam historię Malwy jak pojawiła się tutaj na blogu. Bardzo zapadła mi w pamięć. Nie rozumiałam jak coś takiego może się przydarzyć komukolwiek. W najczarniejszych snach nie spodziewałam się, że będę musiała zmierzyć się z tym samym. Napiszę do niej.

    Wężon, dobrze pamiętasz. Po pozamacicznej wyjechałam za granicę na kilka miesięcy żeby zarobić na kolejną procedurę. Po powrocie w listopadzie w Białymstoku udało się uzyskać blastkę. Do transferu podeszłam w styczniu, organizm miałam wycieńczony pracą fizyczną i potrzebowałam się zregenerować.

    Odpowiadając na pytania o przyczynę. Synek był zdrowy, donoszony od trzech dni. Gdyby w porę zrobiono cesarkę, miałabym go teraz w domu, nie na cmentarzu.
    Jako przyczynę śmierci podano niedotlenienie. Jednak nie znaleziono żadnych jednoznacznych przyczyn typu patologie łożyska czy pępowiny. W takich sytuacjach często szuka się przyczyny w zaciśnięciu pępowiny. Faktycznie mały miał pępowinę owiniętą wokół nóżki po porodzie ale nie była ona zaciśnięta więc to jedynie spekulacje.
    Kontaktowałam się z kilkoma lekarzami pytając co sądzą na podstawie podanych przeze mnie informacji i najbardziej trafia mi do przekonania sugestia prof. z BS. Niestety pokrywa się ona z tym co mnie niepokoiło w trzecim trymestrze, mianowicie synek, który zapowiadał się na duże dziecko, w pewnym momencie zwolnił swój wzrost. Jego waga była odpowiednia dla wieku ciążowego, jedynie, według obliczeń usg tempo wzrostu znacznie zmalało, w zasadzie stanęło. Ostatnie usg wykonane w poniedziałek w przeddzień śmierci wykazało identyczną wagę jak usg sprzed 2 tyg oraz jedynie 200g więcej niż sprzed kolejnych 2tyg czyli przyrost 200g w ciągu miesiąca. Moja lekarz prowadząca zupełnie inaczej niż ja, uznała że dziecko rośnie, tylko na tym etapie margines błędu usg jest tak duży, że tego wzrostu nie oddaje. Tym samym, w poniedziałek po południu uspokoiła mnie, mówiąc że wszystko jest w porządku. Ze względu na mój niepokój, z informacją że wskazań nie ma, dostałam skierowanie na ktg, na które wybierałam się w środę rano. We wtorek rano poczułam ostatnie ruchy synka. Tego samego dnia na IP usłyszałam, że jego serduszko nie bije.
    Oczywiście, nie wiadomo czy to na pewno było przyczyną, ja sądzę, że tak. Niezależnie od przyczyny, gdybym tego dnia dostała informację żeby udać się do szpitala, żeby skontrolować wzrost, zrobić ktg czy zostać na obserwacji, może mały by żył. Tego się już nie dowiem, moje obawy zostały rozwiane przez ginekolog i pojechałam do domu.

    1. Ruta, kochana. Pamiętam Cię i Twoj wyjazd za granicę zarobic na i ivf. Tak mi przykro…spotkała Was ogromna tragedia.łzy same płyną. Wierzę że się podniesiecie i będzie jeszcze dobrze.

    2. Ruta przeczytałam rano twoj wpis chyba jako pierwsza i nie byłam w stanie odpisać nic sensownego, pokrzepiającego, już sama nie wiem co bym mogła napisać. Nie wiem po prostu przypomniałam sobie o swojej sytuacji, o Wężonie i całej reszcie dziewczyn co straciły ciąże, ale nic nie jest niestety w stanie określic tego co musiałaś czuć, nawet nie wyobrażam sobie co musicie przezywać. Strasznie mocno cie ściskam :*
      Z własnego „małego doświadczenia” napisze tylko w kontekście tego co Mała Ania pisała i olga82. Wiem po sobie, trzymamy się do pewnego momentu, najpierw wspieramy męża by był silny, My jesteśmy silne ale w pewnym momencie coś pęka… Ja wylądowałam na psychotropach, może jestem słaba, ale balam się wyjść z domu, czułam że za rokiem coś złego czyha i liczy tylko na moje potknięcie, zamknełam się w domu, nie wychodzilam. Dopiero za namową dziewczyn udałam się do psychiatry i na psychoterapie. Pisze to z wlasnego „mniejszego doświadczenia” że to pomaga. Wsparcie męża jest ważne i chwała mu za to że jest silny i daje ci tak ogromne wsparcie. Podziwiam cie że napisałaś tutaj o tym co cie spotkało.
      Jesteś twarda, trzymaj się kiedyś i nam zaświeci słońce 🙂 nie wiem czy to na miejscu żeby ci to pisać ale przykład mojej babci o ktorym już pisalam i dowiedzialam się jak było dokładnie. Jedna ciąża podobna do twojej,6 poronień w 3 mieciacu i co ukochany syn moj tata. Bądź twarda wiem że może nie czas teraz o tym pisac ale może kiedyś sobie przypomnisz tą historię.

    3. Ruta pękam z każdym czytanym Twoim słowem. Czuję ból każdego „gdyby…” też się tym zadręczałam po tym, jak pełna zaufania poszłam na laparo i myśląc, że jestem w dobrych rękach odsunęłam swoje przeczucia i intuicję na bok, a silnie podpowiadała, że może jestem w ciąży. Kochana… tak strasznie mi przykro. Dobrze, że trzymacie się z mężem razem i że On tak bardzo Cię wspiera. Jeszcze wyjdzie słońce dla Was, zawsze będzie miało małą chmurkę obok, ale jeszcze będzie świecić. Teraz potrzebujesz czasu.
      Piszesz, że Staś nie rósł od jakiegoś czasu, myślisz, czy prof myślał, ze to przez tę pepowinę? czy jakiś inny powód?
      Cesarki teraz robią zazwyczaj po zakończonym 39 tyg, musiałoby być wyraźne wskazanie do wcześniejszej. Tak strasznie mi przykro 🙁 Pamiętam, jak pisałaś o planowanym wyjeździe za granicę.
      Gdybys potrzebowala pogadac na priv pisz aniagrzegorczyk@gmail.com
      Jestem na fb tez, mamy z dziewczynami we 4 taka swoja mini grupe wsparcia 😉 jestesmy w kontakcie jak ktoras ma ochote sie pożalić, rzucic „kur..ą” lub czyms podzielic, a czasami popisac o dupie maryni. W razie czego jesteśmy, ja jestem.

      1. o matko Mała Aniu hahah nie tylko kurw.. rzucamy 🙂 4 sie nas zebrały jak by ktoś poczytał to by mu ręce opadły 🙂 i zamkneli by nas do psychiatryka odrazu. Ruta zapraszam 🙂 nawet by nabrać głupkowatego samopoczucia… i pisać o pogodzie, by odreagować…

    4. Ruta, te „gdybym pojechała wtedy do szpitala” palą żywym ogniem jeszcze długo.

      Ale są sytuacje, których nie da się przewidzieć i którym nie można zapobiec.

      Koleżanka lekarz opowiadała, że podczas praktyk na ginekologii słyszała akurat świeżą historię. Pielęgniarka z tego oddziału przyszła rodzić bliźniaki. Skończony 37 tc, ciąża idealna, wszystko wspaniale. Koleżanki pielęgniarki wokół niej skakały. Ostatnie USG miała 0 22 – idealne. Następnego dnia miała iść na cesarkę pierwsza. Z samego rano, koło 7 podłączyły ją do ktg. Tętn dzieci nie było. Przez noc umarli oboje i nie wiadomo dlaczego. Czasem i dopilnowanie nie pomaga. 🙁

      Macie jeszcze jakieś zarodki, czy to była jedyna blastka?

  69. U mnie wszystko w porządku. Tylko po tej wiadomości od Ruty jakoś tak mi głupio o tym pisać.

    Dzidziuś wszystko ma na miejscu. Rączki, nóżki są, pęcherz, żołądek i jelita też. Serce prawidłowej budowy, kręgosłup też.
    Strasznie trudno było złapać przezierność i kość nosową. Przezierność w końcu się udało złapać, kość nosową widziała, ale nie zdążyła zatrzymać w kadrze.
    Dziecko się wypięło plecami i nie dało się przekręcić.

    Za to test PAPPA- a wyszedł mi wręcz rewelacyjnie. Z samego wywiadu i USG prawdopodobieństwo Downa było 1:506, po dopisaniu wyników białka i bety zmieniło się na 1:2026. Ryzyko pozostałych wad również się znacząco zmniejszyło.
    Wynik prawidłowy, niskie ryzyko wystąpienia wad.

    Jedyne co ma wysokie prawdopodobieństwo, to poród przed 34 tc. Ale z takim wywiadem to nic dziwnego.

    Pani doktor płci nie określiła, ale delikatnie skłania się ku dziewczynce.

  70. Mała Aniu, mam macicę jednorożną, która może słabiej zaopatrywać dziecko w krew. Takie macice mogą być przyczyną jak to się zgrabnie określa „niepowodzeń położniczych”.

    Wężon, często faktycznie ciężko znaleźć przyczynę i po prostu zdarzają się wypadki. Może tak było i tym razem a może nie. Na początku w ogóle nie zauważyłam możliwego niedociągnięcia w prowadzeniu ciąży u mnie. To zdanie prof. który stwierdził, co może być ewentualną przyczyną i po ustaleniu skąd jestem wymienił mi dwa nazwiska lekarzy, którzy mają prowadzić moją następną ciążę sprawiło, że mam wątpliwości czy nie można było zrobić więcej. Przypuszczam, że w mojej sytuacji 9 na 10 lekarzy zrobiło by tak samo jak moja pani doktor. A jednak żal jest, bo 4 transfer, po drodze biochemiczna i pozamaciczna i ta wada nieszczęsna a więc obciążeń sporo. Młoda w kategoriach położniczych też już nie jestem i zawsze jest ryzyko, że więcej dzieci mieć nie zdołam. Plus moje wyraźne komunikaty, że boję się czy wszystko jest w porządku bo wzrostu brak na usg. Plus informacja z mojej strony, że synek trochę mniej się rusza. Wyraźnego błędu w sztuce nikt się nie doszuka, wiem, że go raczej nie ma ale miałam do mojej doktor olbrzymie zaufanie, często powtarzała ,że jestem pacjentką wysokiego ryzyka a jednak zamiast zrobić pewne rzeczy na wyrost, postąpiła odwrotnie. Tak czy inaczej, nie zamierzam nic z tym robić, wiem po rozmowach z nią, że bardzo to przeżyła. Nic już zmieni tego, że Staśka nie ma.

    Chciałam podziękować wam zbiorczo za słowa wsparcia i otuchy. Dużo dla mnie znaczą.

  71. Zarodków nie mamy, zawsze był z tym problem. Zresztą nie wiem kiedy (czy) będę gotowa na dalsze próby. Na razie chcę, ale wiem też, że to z tęsknoty na synkiem. A to już nie będzie on.

      1. Pati, ja nie zamierzam się spieszyć. Potrzebuję czasu żeby się odbudować po tym wszystkim. To o zarodkach to w ramach odpowiedzi na pytanie Wężona.
        Co do psychoterapii o której pisałaś, była u mnie pani psycholożka w szpitalu. Bardzo bardzo w porządku ale czegoś mi brakowało, chyba świadomości że tak NAPRAWDĘ rozumie. Szukałam grupy wsparcia rodziców po stracie ale w moim mieście nie ma. Dostałam za to kilka dni temu kontakt do pani psycholog która też ma za sobą stratę i chyba się zdecyduję.
        No i napisałam tutaj, w ramach terapii, wykrzyczenia bólu. Też obawiam się” tąpnięcia” w pewnym momencie. Czasem czuję się jakbym oglądała film albo serial z popapranym scenariuszem o kimś, nie o mnie zupełnie. Nie zawsze do mnie dociera to co się stało a kiedy dociera, jest naprawdę źle. Chyba więc taki mechanizm obronny.
        Pati, i jeszcze jedno..nie umniejszaj swojej straty. Na pewno przeżyłaś to bardzo, ja nie podejmę się oceny co jest „mniejszym doświadczeniem” i kogo i na jakim etapie śmierć dziecka boli mniej czy bardziej.

        1. Ruta, kochanie, pamiętam Cię bardzo dobrze. Weszłam tu dzisiaj, żeby napisać kilka słów do dziewczyn, pogratulować świeżo upieczonym mamom, dać znać, że trzymam kciuki i podziwiam za wolę walki. Nie spodziewałam się, że przeczytam coś takiego. Jest mi tak potwornie przykro, że aż serce boli. Spłakałam się, bo tak dobrze wiem, co czujesz, przez co przechodzisz. Nie mam słów pocieszenia. To, co Was spotkało, jest okrutne. Życie potrafi być okrutne i dać w kość, ale potrafi też zaskoczyć. Nasza historia pokazuje, że wszystko może się jeszcze odwrócić, choć wiem, że teraz nie myślisz w tych kategoriach, tylko czujesz przeogromną pustkę i tęsknotę za Stasiem. Bardzo, bardzo mi smutno. Od wakacji koresponduję z taką mamą jak my, która w czerwcu straciła donoszonego synka. U nich powodem też był podobnie jak u nas błoniasty przyczep pępowinowy… Każda taka historia bardzo mnie dotyka. Napisz do mnie, jeśli tylko chcesz. Ja odpisuję nieraz z lekkim opóźnieniem, ale na pewno odpiszę. Przytulam Cię najmocniej.

  72. Ruta,
    Przydarzylo wam się coś, czego każda z nas się w ciąży gdzieś obawia, ale odsuwa tą myśl jak najdalej… Bardzo mi przykro, że was to spotkało.
    Zrobiłaś wszystko najlepiej, jak trzeba. Nie dało się inaczej…. Nie zadręczają się tym gdybaniem proszę, chociaż wiem, że ono jeszcze będzie głośne.. Ruta, Mamo Stasia, dałaś mu to, co najlepsze – Siebie.

    Daj sobie czas. Pozwól na wszystkie uczucia, patrz w lustro, mów do siebie, korzystaj (korzystajcie!) ze wsparcia bliskich i ze wsparcia profesjonalistów. Może warto poszukać jakiejś grupy wsparcia (w realu, na Facebooku?).
    Historia Malwy jest podobna, trudna, jak cholera, a ona tuli już prawie prawie rocznego Wojtusia.
    Będę trzymać kciuki za Was.

  73. Ruta ja pochowalam dwie coreczki – pierwsza miala prawie rok, druga 9 miesiecy.Teraz przezywasz najgorszy czas.Boli i dlugo bedzie bolec, ale z czasem nauczysz sie z tym zyc.Pozwol sobie na placz,zlosc i przezycie zaloby.Po smierci pierwszej corki zaczelam prowadzic bloga, jako swego rodzaju psychoterapie.Jak bedziesz chciala, mozesz poczytac jak ja sobie z tym radze http://alusia-mojamilosc.blogspot.com/?m=1
    Zycze Ci duzo sil i pamietaj ze tak jak czujesz sie teraz, nie bedziesz sie czula zawsze…

    1. Mgła, dziękuję że się odezwałaś. Kojarzę Cię stąd ale nie wiedziałam, że nosisz w sobie taką historię. Przeczytałam Twoje wpisy o Alusi i Nince. Myślałam że wypłakałam już wszystkie łzy…nie wiem skąd czerpiesz siłę dziewczyno.

  74. Ruta… piszę i kasuję ciągle to co chcę napisać. A nie wiem nawet co. Słowa cisną się, ale w tym samym momencie zastępują je łzy. Jesteś dzielną kobietą i tak jak Olga napisała-Mamą Stasia. Strasznie mi przykro.. Bardzo dobrze, że napisałaś tutaj. Życzę Ci siły. Trzymam za Ciebie kciuki.

  75. Ruta, przyjdzie czas i będziesz wiedziała, że to ten czas, żeby podjąć np. małe kroczki ku temu, by spróbować jeszcze raz.
    Moja koleżanka straciła ciążę w 6 mcu.
    Po pół roku spróbowali znowu zajść. I udało się. Ciąża przebiegła pomyślnie, zdrowo. I zakończyła szczęśliwym cc.
    Z tym, że u nich zachodzenie w sposób naturalny.

    Życzę Wam tego, aby życie pozytywnie Was zaskoczyło.

    A u mnie wcz dzień przyniósł wiele emocji.
    W domu, po pracy, po 8 godzinach zerknęłam na test, który robiłam rano, a tam.. 2 kreski.
    Takiego widoku nie miałam od 12 lat. Zawsze była 1 krecha. Czy po godzinie, czy po 2, czy po 5… A tu są 2.
    Dziś rano znów sikaniec – 1 kreska. Okresu niet. Trochę mdłości. Trochę bóli na dole kręgosłupa. Dziwny posmak w ustach. Fajne piersi…. 🙂 Może to podświadomość mi coś podpowiada.. 😉 Ciąża widmo 😉 Okres spóźnia się 7 dzień.

    Popędziłam na betę. Wynik… Wężon usiądź jeśli stoisz… 😉 o 16-18 godzinie. Więc czekam. Jeszcze conajmniej 6 godzin.
    Jeszcze jakby ze 3 facetów uczestniczyło w tej historii to normalnie można by było powiedzieć że to jakaś telenowela brazylijska 😉

    Ale ja jakoś jestem spokojna jak nigdy. Czekam. Po prostu czekam.

    1. Haha, Marytucha 🙂 Chciałabym taki wynik 😉

      Z synem (bo mam dziecię, już całkiem spore) tylko sikańce były. Ja wtedy jeszcze o becie nie słyszałam.. I też pół reklamówki testów zużyłam, żeby potwierdzić tamtą ciążę.
      Teraz już 4 testy. I wyszedł jeden. W dodatku wątpliwy….

      3 godziny… Jednak zaczynam przeżywać.

      Po iui na wyniku bety nie było co oglądać.

  76. Dziewczyny, czy jest wśród Was osoba z podobną historią do mojej? Od 8 lat staram się zajść w ciążę. Nigdy nie miałam nawet wątpliwego testu ciążowego, w ogóle to miałam zaledwie tylko kilka okazji aby go zrobić, bo miesiączka zawsze przychodzi na czas. Mam niedoczynność tarczycy bez hashimoto, tsh na lekach zawsze poniżej 2. Biorę Bromergon na podwyższoną prolaktynę ( kiedyś któryś lekarz mi to przepisał na podwyższona prolaktynę po obciążeniu mtoclopramidem, czego teraz się już podobno nie robi… i w związku z tym jak odstawiam ten lek to już ta zwykła prolaktyna się zawyża i muszę to g brać cały czas…). Wyniki nasienia męża bez rewelacji ale też bez tragedii- co pobranie to inny wynik. Mieliśmy 3 inseminacje w odległych odstępach czasu, bo ciągle każdy z lekarzy zmienianych co roku twierdził, że nie ma przeciwwskazań aby zajść naturalnie.. Miałam laparoskopię (usuwano torbiel jajnika i przy okazji oceniano cały wyglad macicy pod kątem endometriozy)-ok. Adoptowaliśmy psa, aby wyciągał mnie z domu, bo po ok 4 latach ciągłego zera efektów starań zaczęła dopadać mnie depresja. Dopadła mnie trochę później… 
    Zdążyłam zerwać kontakt z wszystkimi dzieciatymi koleżankami, zmienić pracę i zrobić kilka podyplomówek aby zająć głowę czymś innym niż comiesięczne przeżywanie żałoby po niepoczętym dziecku.. W zeszłym roku, po rozmowach, moim zdaniem, z najlepszą psycholog od spraw niepłodności, udaliśmy się do Łodzi do Gynemedu. Super, jest punkt zaczepienia, mam p/ciała p/plemnikowe. Doszczepiam się limfocytami męża już rok, biorę Encorton, Acard ( bo wyszły mi też p/ciała p/glikoproteinie). W tym roku zdecydowaliśmy się podejść do in-vitro w Warszawie ( nikt nam wcześniej nie proponował bo przecież „nie ma przeciwwskazań do naturalnego poczęcia”)- pisałam o tym jakieś 3 tyg temu w potransferowym czasie. Co do samej procedury to pobrano mi 10 oocytów, 5 komórek było dojrzalych, zapłodniły się tylko 3, na następną dobę podzieliły się tylko 2. Do domu pojechaliśmy z jednym 2dniowym zarodeczkiem, drugi zamrożony. Nie udało się.
    Wczoraj miałam histeroskopie. Usunięto mi 3 polipy i pobrano materiał do badania histochemicznego aby poszukać ewentualnych komórek utrudniających zagnieżdżanie się zarodka. Dodam, że przez pół roku zrobiliśmy z mężem 15 tyś km autem kursując na trasie dom-Łódź-Warszawa-dom.
    Podsumowując przydługi wywód: czy jest wśród Was kobieta, która po wielu latach nie bycia w żadnej ciąży nagle w nią zaszła? Potrzebuję takiego happyendu.

    1. Łącznie 5 lub nawet 6 lat starań. Kilka Iui ostetecznie in vitro bo niedrozne jajowody. Happy end leży obok ma 2 miesiace. Udało się po 4 pełnych stymulacja in vitro w tym 7 transferów (12 zarodkow). Moja teoria? In vitro w większości kończy się happy endem, niestety nie wszystkim starcza czasu, siły lub pieniędzy 🙁

      1. Malibuuu, dziękuję za Twój happy end 🙂 no właśnie ta kwestia pieniędzy mnie stresuje, bo będzie nas stać (po wzięciu drugiej pożyczki ) jeszcze na jedno pełne podejście… a w swiom wpisie zapomniałam dodać, że jeszcze próbowaliśmy naprotechnologii przez rok czasu.. i to mnie wpędziło w depresje. Codzienna obserwacja papieru toaletowego, analiza czy znajduje się na nim śluz na 6,8 czy 10 przy każdym! oddaniu moczu to stopniowe wprowadzanie się w dramat..

      1. Wężon, nie mam pojęcia co to może być.
        Może jednak po poście Dąbrowskiej tą obsuwa? Może coś się rozregulowalo…

        26 lub 27 dc miałam brązowy śluz. Bol jak na owulacje. Ale to było jednorazowo w ciągu któregoś z tych dni.
        Czytałam o takich cudach jak ciąże z 26 dnia cyklu. Blogi np.Bakusiowo albo u Disy. Czekam do nastepnego tygodnia.

        Już jestem mniej szczęśliwa. A nawet nieszczęśliwa. Ale nadal spokojna.
        I czekam.

          1. Asti, szczerze to ja kiedyś sto lat temu tak miałam po inseminacji i nie tylko ja ją widziałam a potem beta i walnięcie głową o ścianę. Lekarz mi powiedział tak : potraktujmy to jako dobry znak na przyszłość, choć pewnie był to błąd testu. Jeszcze pani te 2 kreski zobaczy na pewno. I tego ci z całego serca życzę!
            ps.Moje dwie kreski aktualnie śpią w łożeczku obok:-)

  77. Hej Kaju, czesc dziewczyny – tak jestem po transferze, podali 2 zarodki. Pozostałe 3 zostały do obserwacji i jesli dotrawaja do blasotocysty to zamrożą (ale jakos watpię). Te z kolei, ktore podali to tez nie sa jakies czempiony bo jeden z nich to zarodek 10 komórkowy (z tego co zrozumiałam dla 3 doby powinny mieć 6-10 blastomerów; pewnie optymalnie to 8) a kolejny jest juz zarodkiem wczesnie kompaktujacym wiec
    Zrozumiałam, ze niby tez ok ale problem w tym, ze jest troche za szybki. Oczywiscie zrobili wszystko co mogli, imcisi i macs no ale mierzymy sie z tym z czym sie mierzymy i jak widać ma to przełożenie na jakość z zarodkow i nie ma sie co oszukiwać, ze jest inaczej. Pytanie czy one w ogole maja jakis potencjał rozwojowy wykraczający poza te 3 dobę.
    Mała Aniu, Melisko jaki zarodek/zarodki Wam podali? Pamietam , ze Meliska 2 w 2 dobie a Mała Ania 1 w 3 dobie jesli dobrze pamietam ale chodzi mi to ilu-komórkowe były? Czy osiągnęły max na te dobę rozwoju?
    I jeszcze pamietam, ze u

    1. Soniu, chyba nie jest źle 🙂 super, że do 3 doby przetrwało 5 zarodaków z 5;) U mnie za pierwszym razem do trzeciej doby przeżyły tylko 2 z 8! W końcu musi się Wam udac! Ťego z całego serca życzę. Teraz zapewnij zarodeczkom blogi spokoj

    2. Sonia. ,
      Razem z Antkiem trzmamy kciuki 🙂 my mieliśmy jedną stymulację i tylko 2 zarodki.
      Pierwszy transfer w maju zeszłego roku zakończył się poronieniem. Wtedy podano Mi według Dr. Lepszy zarodek lepiej rokujący. W grudniu był kolejny i właśnie ten który rozwijał się wolniej właśnie wisi na mej piersi 🙂 . Oprócz tej całej nauki trzeba też mieć trochę szczęścia i tego właśnie Wam życzę.

    3. Klasa zarodka nie jest ważna. We mnie teraz jest ten teoretycznie najgorszy.

      W Invimedzie nie opowiadają o zarodkach i coraz bardziej jestem przekonana, że to bardzo dobrze. Nadaje się do transferu i tyle informacji.
      Czasem udało się wycisnąć informację typu ładny, bardzo ładny. Zresztą o 2-dniowych to trudno jeszcze coś powiedzieć.

      Na rozmowie przed tym transferem zapytałam lekarza, jak sobie radzi, jakiej klasy jest ta blastka, którą podajemy. A on odpowiedział – rozmroziła się, ruszyła, transferu nie odwołaliśmy, to dobrze sobie radzi. Dopiero już parę dni po becie przeglądając dokumentację (poprosiłam o ksero wszystkiego co mieli – w razie przenoszenia do innej kliniki mogło się przydać; było 220 stron) zobaczyłam, że blastka była 2/3BB, czyli mocno średnia. I zobacz, czy to ważne?

      1. Wężon masz rację, to mało istotne. U nas okazało się że z tego idealnego jest syn a z tego najsłabszego który rozwijał się w swoim tempie i ledwo w 6 dobie doszedł do blastocysty, a później jeszcze opóźnione zagnieżdżenie córeczka 😉

    4. Soniu ja mialam crio zarodka zamrozonego w 3 dobie, odmrozony i podany jako kompaktujacy w 4 dobie ale zabij mnie nie pamietam jaka byla klasa. Zapamietalam tylko ze to nie byl najlepszy jaki zamrozili. Trzymam mocno kciuki,Iga swoje male tez 🙂

    1. Sonia, nie myśl teraz o oznaczeniach zarodków. Ja miałam łącznie 11 zarodkow. 11 blastocyst od najlepszych do najsłabszych pod względem morfologii. Udały się dwa ostatni transfery z najlepszym i najsłabszym naszym zarodkiem. Ważne by wszystko zgrało się w jednym czasie. Trzymam kciuki!

  78. Soniu, staraj się tak nie analizować. Trzymam mocno kciuki! Dr L. robił transfer? Dobrze pamiętasz, miałam w 2 dobie 2 zarodki, jeden 4-komórkowy, a drugi 5-komórkowy. Na początku obydwa się przyjęły, prawdopodobnie jeden nie rozwinął się, bo zagnieździł się w cieśni, ale może też z nim coś było nie tak, nie wiem… Musisz wierzyć, że się uda i spróbować jakoś spokojnie przeczekać z 10 dni 🙂 Chodzisz do pracy?

  79. Dzieki dzieczyny, jesteście kochane. Wasze wpisy podniosły mnie na duchu bi wczoraj troche mina mi zrzekła (wiec uważam Wezon, ze dobrze robią w Twojej klinice, ze nie mowia za dużo. Inna sprawa, ze zapytałam i chciałam wiedzieć. Ale tu i tak rutynowo jest połączenie z laboratoriu w gabinecie transferowym, na ekranie wyświetlają sie zarodki i dr mi o nich troche opowiedziała plus moje pytania dodatkowe plus opis na wypisie co podali, w ktorej dobie i jakie tzn np ze dziesieciokomorkowy i mam pełna jasności syt). Wiem tez oczywiscie, ze każdy zarodek ma szanse ale tak jakos osłabiam kiedy dotarło do mnie, ze najlepsze to one nie sa. Swoją droga najlepszy u mnie ostatnio tez nie dał rady – blastocysta 5aa i nic a Ty tu piszesz Wezon, ze Twoja słabsza i sie udało wiec nie ma reguły. A Tobie Wezon na wypisie podali jakakolwiek info na temat zarodka czy zupełnie nic?
    Ogolnie szło mi dobrze do wczoraj ; od wczoraj w sumie opadłam troche z sił i najchętniej bym spała.
    Dziewczyny dziekuje Wam za dobre słowo.
    Kaju, my do 3 doby zawsze mieliśmy wszystkie ale problemu z dotrwaniem do blastocysty. A u Ciebie mówili dlaczego tak z zarodkami sie dzieje?
    Melisko, obecnie nie pracuje wiec w chwili obecnej skupiam sie na sobie i synku i mam za dużo wolnego czasu na rozmyślania.
    Dr L nie robił transferu, bo chciałam cos zmienić, wiec całość prowadziła dr KK a o transfer poprosiłam dr Zamore 🙂

    1. Wypisu z tego transferu jeszcze nie odebrałam, bo oni jakoś długo to szykują. Dopiero po wizycie serduszkowej zadzwonili, że jest do odbioru. Pojadę, jak mi się zachce.
      Poprzednio było dwudniowe. Coś tam mają napisane – rzymskie I lub II i coś obok, ale w ogóle się nie interesowałam, czy to dobrze, czy źle. Zwłaszcza, że zawsze te wypisy już po, czy przy becie, to co za różnica. Tylko przy pierwszym po stymulacji mówił, że bardzo ładny, najlepszej klasy, ale u dwudniowego to jeszcze daleka droga i zawsze może się potknąć.
      W Invimedzie nie ma żadnego kontaktu z embriologami. Przed transferem jest wizyta u lekarza i szybko pokazuje na ekranie zarodek, albo i nie, nic o nim nie mówi, tylko macha ręką, że tego podajemy. Idziesz na salę transferową, widzisz kawałek embriologa za szybką, pyta Cię o nazwisko, mówi jeden zarodek, po sprawdzeniu rurki na koniec, że czysto, poszedł zarodek i tyle.

  80. Dzieki Wezon za info . Ogolnie jestem jakas w rozsypce ze az mi wstyd. Zawsze ten czas po transferach miałam bardziej optymistyczny a teraz przeszłam jak burza przez stymulację, punkcję mam za soba i powinn byc ok ale mi nastrój siadł i czuje sie zrezygnowana wiec jak nie wyjdzie to bede sie dodatkowo obwiniać, ze i swoim nastawieniem dodatkowo sie do tego przyczyniłam. Muszę sie jakos ogarnąć, zdyscyplinować bo tal dłużej byc nie moze, ze taka jakas rozjechana jestem bo to az nie na miejscu w tej syt potransferowej. Moze to hormony tak na mnie działają.
    Wezon, a kto Cie prowadzi w I – czy dr D?

  81. Ruta,
    Mysle o Tobie caly czas od kiedy przeczytalam Twoj post. Nie wiem co moge napisac, zeby nie zabrzmialo to , nawet nie wiem jakich slow uzyc. Jest mi tak przykro, to takie niesprawiedliwe, okrutne, straszne…

    Ale chcialam tu napisac, ze moja kuzynka stracila swoja corke w 39tc, w podobnych okolicznosciach. Teraz jest szczesliwa mama dwojki wspanialych dzieci… bardzo trzymam kciuki zeby w Twoim przypadku los rowniez przyniosl szczesliwe zakonczenie

    Przytulam mocno wirtualnie…

      1. Iza, Martucha, Ewelina, Liloą, Wendy, Kaja, Mimami, Po pierwszym invitro, Ana86, Malibu, Wężon, Olga, Mała Aniu, Pati, Anitt, Sonia, Asti, Malwa, Tuptuś, Małgorzata, Mgła, Piegusek. Jeszcze raz dziękuję wam za wszystkie ciepłe słowa i propozycje pomocy. To niezwykłe wiedzieć, że mogę na was liczyć, chociaż znamy się tylko wirtualnie.

        1. ruta kochanie wirtualnie to znamy sie tu. Niektore z nas się gdzieś spotkały, ja nawet u Malibuu byłam w Egipcie. Malibuu u Małej Ani tez była, kochana możesz liczyć na nas wszystkie. A to dużo daje, odpoczynek relaks oderwanie sie chociaż na chwile od wszystkiego…

          1. Ja to nawet byłam u Malibuu w szpitalu, ale odbiłam się od drzwi sali porodowej, bo szybciej zaczęła rodzić. 🙂

            A ja nie jestem za takim rozweselaniem na siłę. Okres żałoby po coś jest. W trudnych chwilach bardzo mnie denerwuje takie wyciąganie za uszy. Czas na płacz i rozpacz jest potrzebny, to nie jest nic złego. Dla mnie żałoba trwa dokładnie rok, tak ja ta tradycyjna. Potem ból znacząco się zmniejsza.

          2. Ja nie mialam na mysli rozweselania na siłę ani ciągnięcia za uszy, proponując rucie kontakt. W żałobie też można towarzyszyć lub potrzebować towarzystwa, chocby po to by ktoś wysłuchał albo podal chusteczkę. Płakać tez mozna razrm. Nic na siłę, ale gdyby ruta chciala, to wie gdzie znależć kogoś z nas.

          3. Jak najbardziej się z Anią zgadzam. A żałobę każdy ma prawo przeżywać po swojemu i jak długo jest mu ten czas potrzebny. Co dla mnie jest ważne, to to, że wiem, że mam na kogo liczyć. To miałyśmy na myśli.
            Razem przeżyłyśmy tragedię Pati, …. wspierając ją. .. Jesteśmy dla siebie wsparciem i to już więcej niż tylko internetowe klikanie w klawiaturę. 🙂

          4. Liloa na dobrą sprawe to dobrze że mnie wowczas z tego szpitala do wariatkowa ie zamkneli, bo jak głupia na komórce 24h na dobe z Wami byłam i Wy ze mną 🙂

  82. Wezonie drogi, tak sie ciesze, ze u was wszystko dobrze, ze jestes juz po genetycznym, ze nic zlego sie nie dzieje. Cudowna informacja!

    Dlugo mnie tu nie bylo, podczytuje czasem i z wytesknieniem czekam na TEN post Izy, trzymam mocno kciuki za kazda z Was!

    U mnie wszystko dobrze. Moja mala coreczka nadgonila rowiesnikow i wskoczyla do 40 (!) centyla, jestem zmeczona, ale szczesliwa. Powoli przymierzam sie do powrotu do suplementacji i pewnie niedlugo podejmiemy walke o kolejnego bobasa.

    Calusy ode mnie i malej misi dla wszystkich walecznych, cudownych kobiet ❤️❤️❤️

    1. Polecam Klinikę Macierzyństwo na Białoprądnickiej. Znam dwóch lekarzy – Wyroba i Mirecki. Ten drugi prowadził nas, a pierwszy robił punkcję. Lekarze ok, chociarz jak to każda prywatna klinika – liczy się też kasa. Nam się udało in vitro za pierwszym podejściem 🙂

    2. Nataly, czasem lepiej od razu pojechać dalej. Wiem, że to bardzo ciężkie logistycznie itd, sama przechodziłam 5 procedur – 3 razy odległość 500 km i 2 razy 400 km, faktycznie było bardzo ciężko, ale nie kieruj się odległością, zwłaszcza jeśli u Was byłoby coś poważniejszego.

      1. Nataly ja też jestem z Macierzyństwa od dr Mirockiego. Czy polecać? Ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie… w gruncie rzeczy udało nam się dwa razy. Ale nie chciałabym wracać do nich. Brak empatii i ilość sprzecznych informacji bardzo mnie zniechęciły.

  83. Hej, dzwoniłam dzis do N bo mija 5 doba i niestety żaden zarodek nie osiagnął etapu blastocysty. Jeden kompletnie nie dał rady juz w zasadzie po 3 dobie (jakies złe podziały czy cos w tym stylu); kolejne dwa tez nie dają rady. Przedłużają hodowle do 7 doby bo takie sa procedury i chyba po prostu musza tak zrobic ale oczywiste dla mnie jest, ze nic z nich nie bedzie i to mozna była wywnioskować z rozmowy z nimi. Te, ktore podali w 3 dobie tez jak pisałam były słabe wiec nie ma co liczyć na wiele. Gdybym je zostawiała w laboratorium tez by zapewne nic nie dotrwało do 5 doby i w ogole nie doszłoby wówczas do żadnego transferu. Takze z tych 3 stymulacji ta wyszła najsłabiej jesli chodzi o jakość zarodkow a nawet bardzo słabo bo kazdy z nich był słaby tal naprawde, z każdym było cos nie do końca tak jak powinno nawet na te 3 dobę.
    Jesli zdecyduje sie na kolejna stymulację to juz wówczas na pewno zmienię klinikę ,bo tu miałam juz 3 stymuluje wiec nie sadze zeby mogli dla nas zrobic cos wiecej ponad to co zrobili dotychczas a efektu brak. Moze zmiana ręki, miejsca, podejścia cos by dała . Jednak pamietam, ze problem moze byc tak duży ze jedyne opcje to rezygnacja albo adopcja zarodka ale ivf z nasieniem dawcy ale szczerze to nie wyobrażam sobie takiej opcji. Zreszta ktoś tu juz pisał , ze podjął taka decyzje a potem okazało sie, ze nie mógł tej decyzji udZwignac. Ja tez nie wiem czy dałabym rade – wolałabym ivf na komórce dawczyni niz odwrotnie ale to nie nasz przypadek. Trudne to sa wszystko decyzje i pewnie inaczej sie je podejmuje kiedy nie ma sie dzieci a jak sie ma to troche tez pewnie determinacja w podejmowaniu takich mniej spotykanych decyzji jest inna. Wew czujemy, ze niby nie byłby to dla nas problem no ale jednak najbardziej zależy mi na dzieci z mężem a nie na moim dziecku z dawca bo nie wiem czy to droga dla nas. Bałabym sie, ze ta decyzja moze stanąć miedzy nami, ze nie udźwigniemy tego jako para. Trzeba mieć pewnie inna dojrzałośc do takich decyzji a ja nie mam ale ile mozna sie stymulować?

    1. Soniu, na razie jeszcze poczekaj, masz w brzuchu dwa zarodeczki, wierz w nie. Ja uważam, że zarodkom jest lepiej w brzuszku 🙂 Im szybciej się poda tym lepiej. U mnie też z blastocystami było kiepsko.
      Zmiana kliniki po kilku nieudanych próbach jest wskazana, ja przeszłam z BS z A. do N. w W-wie, ale wiem też, że są odwrotne przypadki i z sukcesem, nie ma reguły. W Polsce jest kilka wiodących klinik.
      Ale na razie jeszcze o tym nie myśl. Masz w sobie dwie szanse 🙂

      1. Sonia, zgadzam się z Tobą że decyzja o nasieniu czy adopcji komórki musi być mocno przemyślana a i tak później może to się ciągnąć za nami i doskwierać. Nikt nie powinien Ci doradzać w tej kwestii, zrobicie tak jak czujecie. Poczekaj na wynik bety. Szanse są. Już niejednokrotnie były takie przypadki że inne zarodki obumarły a te z transferu dały radę.
        Jeśli ma Ci to pomóc przetrwać czekanie to myśl nad tym co dalej. Mieć jakieś wyjście awaryjne i plan zawsze dobrze mieć.

  84. Bo tu pisał jakas dziewczyna (przepraszam ale nie pamietam kto), ze jest wlasnie w ciąży z nasieniem dawcy i przestrzegała tu zeby takie decyzje mocno przemyśleć bo nie jest to łatwe i dla niej w ciąży okazl sie to temat, z którym musi sobie poradzić – dobrze pamietam czy cos złe zrozumiałam?

    1. Soniu dobrze pamiętasz, też coś takiego pamiętam. Że teraz pół ciąży płacze, że to nie ich wspólne dziecko.
      Ale to nie była żadna z nas stałych bywalczyń i na pewno było to dawno. To był pojedynczy wpis.
      Nie wiem, czy nie było to przy tym zamieszaniu z pisaniem listu do MZ. Wtedy pojawiło się dużo „obcych” osób.

  85. Melisko, Aniu – macie racje – musze czekac na wynik bety i wiem, ze kazdy zarodek ma szanse. Juz sie pionuje. Tylko wiecie jak jest kiedy dzwonisz do lab ivf 2 dni potransferze i slyszysz, ze tamte 3 zarodki nie daly rady. Smutno mi sie zrobilo to raz. A dwa to taka obciazajaca swiadomosc, ze te zarodki w brzuchu to jedyna szansa a w razie niepowodzenia to czeka nas albo np rzygnacja albo np kolejna stymulacja.
    Faktem jest, ze z tej stymulacji jakosciowo to wyszly nam najslabsze zarodki ale teraz pocieszam sie, ze te 3, ktore nie przterwaly byly slabsze a te 2 , ktore mi podano byly mozna powieziec lepsze a wlasciwie 1 calkiem dobry – patrzac na nie to moze nie czempiony ale jesli chodzi o te 2 podobane calkiem ok – moze to wystarczy do tego zeby daly rade. Modle sie do sw Rity – jest od spraw trudnych i beznadziejnych.
    I wiecie jak jest – ja to jestem taka, ze staram sie mysle racjonalnie, nie nastawiac sie na sukces (zeby potem rozczarowanie mniej bolalo ) i zawsze gdzies z tylu glowy miec plan B. I tak na spontanie pomyslalm sobie, ze gdyby i tym razem sie nie powiodlo (oby bylo inaczej:) to moze powinnam zmienic klinike ale nie dlatego, ze jestem niezadowolna czy ze cos mi nie pasuje tylko na zasadzie, zeby moze cos zmienic. Napisalam nawet wyzej , ze na pewno bym zmienila ale to tak w przyplywie emocji. Bo tak naprawde to co by mi to dalo? Przeciez jak ma sie udac to sie uda wszedzie. Czy zle mysle? No chyba, ze gdzie indziej ktos by cos innego doradzil. Ogolnie mi tu odpowiada bardzo dr KK, atmosfera i wiem, ze robia co moga i oby wyszlo. Wiem, ze czasem inni zmieniaja albo lekarza albo klinike i to pomaga ale pewńie to tez na zasadzie, ze ten kolejny raz okazuje sie szczesliwy po prostu. Ja to jestem taka, ze sie przywiazuje do miejsc i ludzi i finalnie ciezko by mi bylo choc moze wlanie powinno sie cos zmieniac. Kto to wiem.
    Wiem, ze jest zawsze opcja np. ivf z nasieniem dawcy i komorka dawczyni ale jak pislam to tylko opcje teoretyczne jak dla mnie. Ciezko by mi bylo sie zdecydowac Bo to powazne, trudne dcyzje a i tak nie wiadomo czy by to cos dalo. A poza tym tak naprawde to ja tego nie chce. Bardzo natomaist chce zeby sie udalo nam miec nasze wspolne dziecko w znaczeniu biologicznych. Nie dorsoalm do innych opcji i nie dorosne bo to dla mńie trudne. zreszta skoro u nas syt jest taka, ze mamy jednak jakas ta, szanse jako para to trzeba walczyc ile jest sily i checi. Ja najchetniej to bym walczyla i walczyla o nasze wspolne dziecko ale wiem, ze tez przeciez nie moge sie stymulowac w nieskonczoncsc i kiedys trzeba powiedziec stop.
    Myle, ze za duzo gdybam za co Was przepraszam ale ten dzien dzisiejsy nie jest dla mnie latwy kiedy wiem, ze starcilismy nasze 3 zarodki.
    Poki co – koniec marudzenia i obiecuje, ze do testu mysle wylacznie Pozytwnie nic wicej nie napisze w tonie malkontenckim.
    Dosc o mnie.
    Pati, pisz co Ciebie? Jakie najblisze kroki i kiedy?
    Wezon , bardzo sie ciesze, ze jestes juz po tym usg gemetycznym i ze wszystko jest dobrze. Teraz to juz Ci pozostaje sie tylko cieszyc zdrowa ciaza 🙂 A jak Laura reguje na wiesc, ze bedzie miala rodzenstwo? I tego co zroumialam, to chyba siostre?
    Melisko, a Ty jak sie czujesz ?

    1. Soniu, tak trzymaj. I pomyśl, że to „dopiero” 2 stymulacja, ja np. miałam aż 5 procedur. Niby po 4 szanse lecą na łeb na szyję, więc wiesz jak się czułam i do tego AMH mi bardzo spadło. Podobno warto zmienić klinikę, ale czy na pewno. Ja niby byłam w dobrym ośrodku w BS, po przeniesieniu do N. jednak widzę różnicę, no i ich laboratorium embriologiczne wydaje się lepsze, 3 podejścia w BS i były tam słabe zarodki i mało, a w N. obydwa razy wszystkie komórki się zapładniały i jakoś lepszej jakości, mimo, że u mnie powinno być raczej gorzej, bo jajniki „wyczerpane” po 3 razach na dużych dawkach w BS. Ale jak jest na prawdę kto to wie… Moim zdaniem trzymaj się N., dr KK na prawdę robi dobrą robotę. A na razie to myśl o dwóch zarodeczkach w brzuszku, na pewno były najlepsze 🙂
      Ja się dobrze czuję, aktualnie 22 tc.

    2. Soniu, wierz w te zarodki. Często tak bywało, że ten jedyny zarodek w brzuchu dawał radę.
      A i te słabe w laboratorium mogą Cię jeszcze zaskoczyć. Ostatnio na forum dr L z Novum powiedział w 5 dobie, że zarodki są 2 dni opóźnione i nic z tego nie będzie, ale jeszcze żyją, to hodują dalej (to trzymania do 7 doby ma związek z tym, że w Polsce nie można „mordować” zarodków, wbrew temu co mówią przeciwnicy IVF i muszę je obserwować, aż same się nie zatrzymają w rozwoju). I następnego dnia, czy 6 doba wieczorem, zadzwonił, że rano jeden się obudził, ruszył z kopyta i są duże szanse, że jednak będzie blastka, że da znać rano. I 7 dnia rano zadzwonił, że się udało i żeby przyjeżdżali na transfer. 🙂

      Ja bym zmieniała klinikę. Właśnie na zasadzie zmiany ręki. Zresztą sama też już się rozglądałam, żeby od razu po negatywnej becie się zgłosić. Byłam nawet na konsultacji w Invikcie, i dostałam receptę na anty do rozpoczęcia długiego protokołu, gdyby beta spadła (byłam jakoś w 10 dpt).
      Novum jest dobre, ale inne też są dobre. Mówią, że Salve w Łodzi ma najlepszą embriolog w Polsce. Może do takiego super embriologa powinniście uderzyć?

      Laura się nie cieszy. Już nie chce rodzeństwa. Dobrze jej samej. Boi się, że jest już duża samodzielna i przestaniemy o nią dbać. Ale jeszcze za dużo nie mówimy o dziecku.
      Z bliźniakami tydzień po genetycznym odeszły mi wody. Tak więc nie jestem spokojna, teraz budzi się niepokój. Bo już jest dość daleko, ale niewystarczająco, a w każdej chwili może się skończyć.

      1. Wężon, jak ja moje dziecko zapytałam o rodzeństwo to też usłyszałam, że absolutnie nie. Z resztą u nas zawsze tak było. Ale ostatnio temat wrócił, bo wiedzieliśmy, że będziemy próbować iui. No i co?
        No nie. Nie i jeszcze raz nie. Tłumacze, że warto. Pytam dlaczego nie? I co słyszę? Bo będzie mi zabawki zabierać. Mówię, że chyba pada od plejstejszyna 😉 A za chwilkę to może dziewczyny 😉 Ale nie wiem czy nastolatki chciałyby z berbeciem się bawić 😉

      2. Wezon, dzieku za ten wpis – daje mi nadzieje:)
        Wierze Wezon, ze u Ciebie wszystko bedzie dobrze ale rozumiem Cie, ze po tym co czujesz tez niepokoj. Jestes bardzo dzielna. I wytrwala i bardzo ciesze sie z Twojej ciazy i z calego serca zycze Ci, zeby minela spokojnie i wierze, ze tak bedzie.

        1. Po tym co przeszlas mialo byc.
          Ale zobacz Wezon teraz jest super, masz zdrowa ciaze, duzy krok juz za Wami bo tez pamietam, ze czeka sie na to u usg w 12 tyg i to jeden z pierwszych takich momentow kiedy czlowiek oddycha z ulga. I tego sie trzymamy. Jest i bedzie dobrze.

  86. Aga M przepraszam, ale nie pamiętam Twojej historii.
    Napisz czy i kiedy przyszedł Twój @? Długo musiałaś czekać?

    I czy post miał pozytywne skutki na Twój organizm? 🙂

    Sonia, kciuki mocno zaciśnięte 🙂

    1. asti a to powiedz co mam ja powiedzieć? plamienia brak plamien plamienia brak, wiecej mniej brak, no jak by w morde strzelić implantacja co tydzien 🙂 mam już dość chyba od pon zaczne łykać dupka na wywolanie i niech poleci konkretnie bo mozna ześwirować. Na 14 mam gin na NFZ bo chcialam sobie cytologie zrobić a jak bede plamić to dupa… jak nie dupek to o antki poprosze i znow miesiac ucieknie…

    2. asti post robiła 1,5 roku po porodzie i na @ czekałam ok 2,5 tygodnia dłużej niż zawsze. Ja [widzę sama jego pozytywy, przede wszystkim wróciły do normy przeciwciała tarczycowe, ustąpiły stany lekowe i depresyjne w całości a jestem juz ponad rok po puście, mam zdecydowanie mniej bolesne miesiączki, przestały wypadać mi włosy, no i jest mnie 15 kg mniej i nic nie wróciło.

  87. Soniu, ja ci juz kiedys tu pisalam po transferze:za duzo rozkminy, za malo skupienia na tu i teraz. Jestes juz jakby nie patrzeć troche w ciaży i masz 2 zarodki. Skup się na nich a nie na tym co dookoła. Naprawdę. Nam psycholog kiedyś powiedziala ze ivf wymaga nie tylko kasy ale i dobrej pogodnej głowy. I tego się trzynaj! A nuż przyjmą sie oba☺

  88. Soniu, tez najchętniej pozamykalabym wszystko w tabelach, rozpisalabym prawdopodobieństwo ivf jakimiś drzewkami probabilistycznymi jak w LO itd. ale tak się tu nie da. Nie rozkminiaj i nie analizuj jakości zarodków po oznaczeniach laboratoryjnych, bo sama wiesz, że to nic nie wniesie oprócz nerwów. Kiedyś też szukałam i czytałam na ten temat i zapadło mi w pamięci takie zdanie „nie wiemy z jakich zarodków my jestesmy”, czy z tych super? Czy z tych kiepskich? Nie wiemy i sie nie dowiemy ale jesteśmy 🙂
    Wyżej pytałaś czy lekarz mi mówił dlaczego nasze zarodki przestały się rozwijać po 3 dobie. Nie mówił.
    Soniu, a wiesz, że Magda nr 2 ma córeczkę tez z jedynego zarodka? I akurat jeden jedyny byl szczęśliwy 😉 i pozdrawiam przy okazji Magdę i Agatke 🙂
    Odnośnie zmiany kliniki, to ja akurat zmieniłam. I nie żałuję. Drugiego lekarza wybierałam o wiele bardziej świadomie. Sądzę tez, ze w drugiej klinice trafiliśmy na o wiele bardziej doświadczona Panią embriolog. Sam proces stymulacji był bardziej pod kontrolą, punkcja i transfer w lepszych warunkach, pod kontrolą usg (w pierwszej klinice transfer bez usg co mnie przeraziło!!!!!!). Odnośnie sprzętu w lab się nie wypowiem, bo nie wiem ale czasem chyba warto pójść za zmianami jeśli nie ma efektów i coś podświadomie podpowiada, że już czas na to! Ale to tak tylko teoretycznie, bo praktycznie trzymam mocno kciuki za dwóch siłaczy, których masz w brzuszku. Pogłaskaj ich też ode mnie:) niech im będzie tak dobrze żeby zostały dużo dłużej 🙂
    Wężon, wierzę, że będzie teraz wszystko dobrze u Ciebie, u Was. Zła passa musiała w końcu minąć 🙂 Ściskam mocno!

  89. Dziewczyny… Sama w to jeszcze nie wierzę, ale dziś odebrałam wynik bety i… jestem w ciąży!
    Nie mogę w to uwierzyć, prawie 4 lata na to czekałam, a kiedy to się wydarzyło to nie dociera to do mnie 🙂
    Okres mi się spóźniał już 3 dni, ale dziad jeden czasami płatał mi takie figle, więc nie przywiązywałam się, zwłaszcza, że miałam delikatne bóle, które przekonywały mnie, że zaraz się pojawi. Nie pojawił się, więc dziś zrobiłam test, zupełnie bez przekonania, zdając sobie sprawę że kolejny raz wyjdzie negatywny. Pojawiła się druga kreska, ale nie dowierzałam. pojechałam do znajomej w laboratorium i zrobiła mi badanie z krwi i niedawno dzwoniła, że się udało.
    W tym miesiącu miałam totalnie zmienione leki (kolejny już raz) i lekarka powiedziała, że to jest hit i że ma pełno ciąż po tym. Nie wierzyłam jej, bo ona co wizytę mówiła, że teraz już musi się udać. Ale udało się! Boję się strasznie…

  90. Co do niepłodności wiadomo, że zwykle to nie zależy od nas ale czasami jest wynikiem powikłań po innych chorobach związanych z układem moczowo-płciowym, więcej informacji na ten temat można znaleźć w internecie. Jeśli macie więc jakiekolwiek podejrzenia to marsz do lekarza. Wiele to nie kosztuje a może na prawdę dużo zmienić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *