Co powiedzieć szefowi rzucając pracę

Dziś jest mój drugi najlepszy dzień w pracy, pierwszy to był dzień przyjęcia!
Bardzo mi przykro, ale odchodzę.

– …

Mam dość!
Ta firma dużo dla mnie znaczyła.

– …

Powinnam to zrobić jakieś 7 lat temu!
Przepracowałam tu prawie 10 lat.

– …

Zasuwałam na zwolnieniach, zrobiłam studia pod pracę, dawałam się dymać obiecankami!
Co roku słyszę, że jest płaska struktura i, że jak będą pieniądze, to będą podwyżki. Na moim miejscu zrobiłbyś tak samo.

– …

Nigdzie nie będzie gorzej.
Nie wiem, czy nie popełniam błędu, ale muszę zaryzykować.

– …

Zmiana mi teraz w ogóle nie pasuje, ale właśnie zatrudniliście paru idiotów, nie dam się tak traktować .
To tylko przypadek, że odchodzę w trakcie obecnych zmian w firmie.

– …

– Byłoby mi miło, gdybyś choć trochę się zmartwił….

***

Byłam grzeczna, taktowna, delikatna. Nie powiedziałam żadnej rzeczy, którą mieliłam w ustach od kilku dni 🙂

Faux pas zrobił bezpośredni przełożony (zawsze wyważony i ważący słowa), który, na moje stwierdzenie, że cieszę się, że go humor nie opuszcza, żachnął się, że gdyby miał się przejmować takimi głupotami, już dawno by nie wytrzymał… Wiem, że powiedział to w swoich wewnętrznych nerwach, ale niesmak został.

Nie wiem, ile czasu jeszcze zostanę w starej firmie. Poprosiłam o skrócenie okresu wypowiedzenia. Moich TRZECH NOWYCH SZEFÓW ma się zastanowić i dać znać wkrótce.

0 komentarzy

  1. znam ten smak , do dziś pamiętam niesmak w ustach , gdy uświadamiasz sobie jak mało znaczyłaś dla firmy i pracodawcy i jak bardzo dałaś się wydymać… w imię – właściwie nie wiadomo czego.

  2. Trochę jestem rozczarowana – miała być taka rozmowa z przytupem. 😉
    Trzymam kciuki za skrócenie okresu wypowiedzenia.

    U mnie koleżanka z pokoju, której brakuje równo roku do 40 lat w firmie, dostała w czerwcu wypowiedzenie. Oficjalnie z powodu likwidacji stanowiska, ale jak pytała o powody to usłyszała, że nie będzie miejsca w pokoju, bo ktoś inny się przesiada.

  3. Najważniejsze masz za sobą. Wygrałaś już tym, że nie wyrzygałaś szefowi w twarz wszelkich paskudztw. A on przegrał, bo nie stać było go na tak taktowne zachowanie jak Twoje. 1:0 dla Ciebie, mojodrogo!:)
    Nie ma nic gorszego niż dwu- trzy- i poliwładza w firmie. Nigdy nie wiadomo, do kogo z czym uderzać, a jednocześnie każdy z nich sprytnie umywa rączki. Wiem, co mówię, w dwóch firmach taki właśnie działał system (szef A:”mogę podpisać Ci urlop, ale merytorycznie Ci nie pomogę, idź do B”; szef B:”musimy przeforsować ten projekt niezależnie od warunków, ale to C musi go ostatecznie zaakceptować”; szef C:”za ten projekt akurat odpowiedzialny jest A”- śmieszne? NIE BARDZO…)
    Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po Twojej myśli i za chwilę już będziesz wolna:)

    Jagoda, powtarzałaś betę?

    1. s-mother powtarzałam i jestem w lekkim szoku bo wczoraj czyli 13dpt betę miałam 2535! Wystrzeliła w kosmos! W sobotę mam usg to może zobaczę jakiś konkret/konkrety:)?
      Trzymam kciuki za Ciebie! Mnie przeczucia „zawiodły”:)

        1. Wężon podane miałam dwa zarodki: 4BA i 3AB. Ucieszę się dopiero w sobotę, jeśli zobaczę pęcherzyk w macicy. Niestety ciąże pozamaciczne podobno lubią się powtarzać, czego przykładem jest siostra mojego męża, która miała dwie – jedna po drugiej. Ale mam nadzieję, że wyczerpałyśmy już limit na całą rodzinę. Trzymam kciuki za Ciebie, wiesz już w którym miesiącu będziesz mieć transfer?

          1. A jak dwa podane, to przy takiej becie jest duże prawdopodobieństwo bliźniaków. A dlaczego dwa? Przecież nie masz jeszcze 35 lat. Podają dwa w programie?
            Trzymam kciuki za sobotę.

            Ja ruszam w następnym cyklu – taki jest plan, mam nadzieję, że endometrium nie spłata znowu jakiegoś figle i po zabiegu będzie jednak przyzwoite.

          2. Wężon też byłam początkowo zdziwiona, bo podczas pierwszej wizyty, kiedy startowałam z programem lekarz powiedział, że dwa zarodki podają kobietom przed 35rż po minimum dwóch nieudanych transferach. I to też tylko jeżeli lekarz tak uzna. Natomiast kiedy zaczełam przygotowywać się do drugiego transferu po tamtej cp, lekarz stwierdził, że podajemy dwa bo poprzednio mieliśmy niepowodzenie więc już można. Na moje zdziwienie odpowiedział „Nie chce pani? Przecież każdy chce”. Mam wrażenie, że program rządowy jest interpretowany na tysiące sposobów, w zależności od lekarza i kliniki.
            Aaaa i ja jeszcze miałam hatching jednego zarodka, bo ponoć w programie się należy.

    1. A nijak, dziękuję 😉 Przez te wszystkie leki jestem znów „napuchnięta”,nie wciskam spodni na dupę, dobrze, że lato i mam kilka spódnic na gumie. Poza tym chodzę też nabuzowana, mały pstryk i wybucham.
      I niestety, nie wiedzieć czemu, nie mam dobrych przeczuć. Może to znów taki pancerzyk…?

      1. S-mother, niech będzie tak jak u Jagody. Złe przeczucia to tylko lęk przed rozczarowaniem. Jak nie wierzysz, to może mniej zaboli. już się nie mogę doczekać, aż sprawdzisz betę. Do poniedziałku jeszcze tak daleko.

  4. Jagoda, supeeeeeer!
    Cudnych 8 miesiecy 🙂

    Iza, jak nastroje w pracy? Cos wiadomo? Rozumiem, ze napisałaś rozw.umowy za okresem wypowiedzenia? Nie chciałaś porozumienia stron?

    Ja czekam na @. Do tej pory po hsg przychodził wczesniej. Dzień lub 2 wczesniej.
    Teraz dzień 31. I nic. Mdłości. Senność. Test negatywny. Nie podoba mi sie, że Pan Bóg tak ze mnie sobie żartuje.

    W rodzinie kolejne ciąże.
    Dolek mnie dopada.

    S-mother, oby bylo dobrze 🙂 rozczaruj sie bardzo miło 🙂

    Margeritko, gdzie jesteś? Co słychać?

    1. Asti, u mnie nadal debatują, co ze mną zrobić. Oczywiście poprosiłam o rozstanie za porozumieniem stron, ale nie za bardzo chcą się zgodzić na skrócenie… Jeszcze trwają rozmowy, nie wiem.

      Ciąże zawsze będą wokół nas, w rodzinie, na osiedlu, w pracy.

      Czytałam ostatnio badania, że kobiety po leczeniu niepłodności zupełnie inaczej przeżywają swoje ciąże niż takie, które zaszły bez problemów. Kobiety po leczeniu bardziej się stresują, ale jednocześnie mocniej cieszą tą ciążą, lepiej ją znoszą, nie narzekają na mdłości i złe samopoczucie. Są „dotknięte” darem ciąży, to je znieczula. Takich ciąż życzę nam tutaj.

          1. S-mother, to kroczek w tyl jednakowoż.

            Czekam aż zajdę naturalnie. Ale nie wiem, czy to nastąpi….
            Owu jest… ciąży brak.
            Niepłodność wtórna brzmi brzydko i nie ma przyczyny. Wszystko gra i nic nie gra jednocześnie.
            Wskazanie lekarza – inseminacja. Stwierdzilam, że poczekam.
            Ale miesiąc w miesiąc coraz gorzej znoszę czekanie na okres… teraz znow przyszedł, a ja wróciłam „do ludzi”.
            Ten stres – czy może w koncu się udało…

          2. Asti, wybacz, nie znam dokładnie Twojej historii.. Rozumiem Cię za to doskonale- u nas też idiopatyczna. Wtórna…
            Najpaskudniejsze z paskudztw, czasem wolałabym wiedzieć, że coś ze mną nie tak, że są przyczyny, że nie mam szans na drugie dziecko. Może wtedy łatwiej byłoby się pogodzić z niepłodnością, przestać walczyć i – jak to trafnie ujęłaś- wrócić w końcu do świata po ponad 3 latach karmienia się comiesięczną nadzieją.
            U nas 3 IUI akurat nie przyniosły efektu, ale są na blogu dziewczyny, którym się udało, więc warto próbować 🙂 Życzę Ci jak najlepiej :*

          3. S-mother, czytalam o Tobie w historiach u Izy.
            Wiem, ze jestesmy z „tej samej beczki” 😉

            Daje nam (mi i mezowi 😉 ) jeszcze 2 cykle.
            I wtedy podejde do IUI.

            Wiem tez, ze IUI sie udaja.
            Wierze tez, ze moze teraz bedzie nasz czas i uda sie normalnie.

          4. asti, jeżeli mogę coś dodać, rozumiem Cię doskonale, ja też okresowa dzisiaj 🙁
            znam dobrze te comiesięczne rozczarowania. I coraz gorzej je znoszę. Może dlatego, że czuję na plecach oddech czasu który goni mnie i ucieka coraz szybciej…
            Ja też liczę, że uda mi sie naturalnie zajść i szczęśliwie urodzić. W sumie zajść to jeszcze jakoś jak na taką staruszkę zachodzę ale potem jest lipa 🙁
            Mam przyjaciółkę która starała się o pierwsze dziecko 5 lat, wyniki super u obydwojga, przyczyna braku ciąży nieznana, i po tych wszystkich latach gdy każdego miesiąca walki zadawali sobie pytanie jak żyć dalej, pojawiła się ciąża. Po prostu …w wieku 40 lat. Może akurat w tym szczęśliwym cyklu ‚jajko’ było dobre, zdrowe, mocne, i wszystko co potrzeba zadziało się w swoim czasie. Nobody knows…Mają dwuletnią córkę.
            My też musimy czekać na ‚ten’ cykl…
            Ja najbardziej boję się tego, że się już nie doczekam.

  5. Ja kiedy rozstawałam się z eks-szefową nie byłam ani taktowna, ani delikatna, ani grzeczna 🙂 Przez ponad 5 lat ta sucz jeździła po nas jak po łysych kobyłach, więc tak naprawdę tylko czekałam na moment, kiedy będę mogła bezkarnie jej wszystko wygarnąć. A że miałam na nią kilka porządnych haków, udokumentowanych na zdjęciach i na piśmie, wcale nie musiałam gryźć się w język i mogłam dać upust swoim wcześniej tłumionym emocjom – i poczułam się wtedy, jakby spadła ze mnie jakaś tona ciężaru, który przez te wszystkie lata przygniatał mnie do ziemi 🙂

      1. dg – działalność gospodarcza 🙂
        Miałam zawieszoną na prawie 2 lata, zamknęli by mi z automatu. A potem otwierać na nowo bez sensu, bo w razie czego zasiłek macierzyński kiepski. Więc sobie odwiesiłam i teraz muszę choć na ZUS zarobić. Więc mam się czym zająć, bo remont znów się odwleka.

          1. Dzięki 🙂
            Na razie głównie to co i tak robię, w ramach zleceń. A reszta… powiedzmy że wypływam na zupełnie nowe wody. I trochę mam stracha. Co innego mieć pasję, a co innego zrobić z niej zawód………. Choć z jednej już zrobiłam, więc czemu teraz ma się nie udać?

  6. Dziewczyny Drogie, mam pytanie: czy któraś z Was słyszała, czytała lub doświadczyła sytuacji, kiedy przy in vitro po podaniu jednego zarodka -blastocysty podzielił się on i były bliźniaki, albo po podaniu dwóch były trojaczki? Wiem, że jest to możliwe, ale zastanawiam się na ile prawdopodobne.

    1. Hej Imbirowa,
      moja znajoma miala podane dwa zarodki, jeden nie przetrwal, ale drugi sie podzielil i dzis jest szczesliwa mama kilkuletnich blizniakow jednojajowych 🙂 niespodziewany obrot spraw. ponoc bardzo rzadko tak sie zdarza ….

    2. Oglądałam taki serial dokumentalny o in vitro. O parach w Polsce, które właśnie korzystały z zabiegu. I były tam też wywiady z rodzinami które wcześniej doczekały się już dzieci z in vitro – m.in. z rodzicami trojaczków. Z jednego zarodka chłopiec, a z drugiego 2 dziewczynki. A po kilku latach niespodzianka w postaci naturalnej ciąży 🙂

    3. Dziewczyny, dzięki za odpowiedzi. Niestety nie rozwiały sie moje dylematy. Z jednej strony po podaniu 2 zarodkow może ciąży w ogóle nie być- i jest to wielce prawdopodobne, a z drugiej myśl o trojaczkach przeraża mnie. Lekarze sugerują podanie dwoch. Wiem, ze moze sie okazac, ze moje dylematy sa bardzo na wyrost i bedzie odwrotny problem. Nie mam pojecia, jak moja macica zareaguje na zarodek/zarodki, bo chyba nigdy zadnego tam jeszcze nie bylo. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Ale bezczelnie optymistycznie zakladam, że uda sie przy pierwszym transferze.
      ps. Trzymam kciuki za wszystkie blogowe ciąże, rosnące bety i brzuchy!
      I oczywiscie za udane i owocne transfery, nie tylko zarodkowe, ale także te firmowe, Izo!

      1. Zastanawiałam się nad tym samym. Ale głównie chodziło mi o zdrowie dzieci, bo trojaczki raczej w terminie się nie urodzą. A czworaczki? No różnie może być 😉
        Na szczęście wyszły u nas bliźniaki dwujajowe (o które i tak się martwię, wiadomo) 🙂
        Imbirowa, kciuki!!!

        1. No mnie przeraża właśnie ta ciąża potrójna (poczwórna!), zagrożenia, komplikacje, to ryzyko, że coś pójdzie nie tak. I nie powiem, myśl o bliźniakach napawa mnie wielką radością. Ale o większej gromadce już jednak głównie strachem.
          Wiem, że to nie koncert życzeń, ale nie chciałabym przekombinować z tymi dwoma zarodkami. Staram się realnie i racjonalnie podchodzić do sprawy. Mój wiek też tu ma niestety znaczenie.
          Ty, Agnieszko, jako mama bliźniaków, też raczej nie możesz liczyć na poród w terminie, tzn w jakimś tam ustalonym terminie i owszem 😉
          Trzymam kciuki za H i A! Ja poproszę o trzymanie dopiero w drugiej połowie września. Wczoraj miałam scratching.

          1. Właśnie przeczytałam na jakim etapie jesteś (u siebie pytałam) 🙂 Tak więc będę zaciskać kciuki!
            Mój mąż powiedział mi tak: „to jest jak loteria… albo dostaniemy szczęśliwy los, albo nic z tego nie będzie” I w sumie choć nieco się bałam, to wzięliśmy dwa. Fakt, że pomyśleliśmy o tym, że poprzednio żaden z dwóch się nie przyjął (a raczej przyjął się na moment? ciąża biochemiczna? cokolwiek innego?), więc próbowaliśmy po raz kolejny z dwoma zarodkami. Zaciskam kciuki za dobrą decyzję u Was 🙂
            P.S.- z tym porodem przedwczesnym, to owszem owszem… zresztą mam ogólnie nadzieję, że wszystko będzie ok (nawet jeśli dzieciaki urodzą się wcześniej)…

          2. Wcale nie muszą urodzić się wcześniej. Moja ciocia urodziła w terminie, bo nawet nie wiedziała, że jest w ciąży bliźniaczej, dowiedziała się przy porodzie. 🙂
            Zresztą synowie Promesy też się na świat nie pchali.

        1. Imbirowa, tak teoretycznie to zarodek może się nawet podzielić na więcej. Czytałam niedawno, że gdzieś w Niemczech urodziły się czworaczki jednojajowe.
          Jednak dużo częściej zdarza się, że z dwóch zarodków jest ciąża pojedyncza lub w ogóle, bliźniaki rzadziej, a podział na więcej to już w ogóle jakiś wybryk.
          Moja przyjaciółka miała 13 transferów. Kilka razy miała podane dwa zarodki, kilka trzy, a raz nawet cztery. I ma pojedynczą ciążę z transferu dwóch.

          1. Też czytałam o tych czworaczkach jednojajowych. Pisali, że prawdopodobieństwo takiego przypadku jest 1 do 13 milionów. Czyli fenomen na całą Europę, albo i świat. Statystyki statystykami, a tu zawsze chodzi o ten konkretny organizm kobiety w połączeniu z tym konkretnym zarodkiem. Na podanie 3 lub 4 zarodków na pewno dużo łatwiej się zdecydować po wielu niepowodzeniach. Szacuje się szanse swojego „przypadku” po własnych doświadczeniach. A każdy przypadek inny. Ja doświadczeń (na szczęście jak na razie) nie mam. Dlatego ta decyzja 1 czy 2 jest taka trudna. I mimo, że jestem realistką i wiem, jakie są szanse na ciążę po in vitro i mam wiele obaw, żyje nadzieją, że nie będę musiała zbyt dużo tych doświadczeń zbierać. Każdej z nas tego życzę!

  7. Hej dziewczyny, chcialabym sie przywitac. Podczytuje Was po cichutku od kilku tygodni i nie wiecie o tym, ale dotrzymujecie mi towarzystwa 🙂
    Po kilku latach staran, kilka tygodni temu podjelismy z mezem decyzje o IV. Dla nas to bardzo prywatny temat, nie dzielimy sie z mezem ta decyzja z naszymi bliskimi. ma to swoje dobre i zle strony.
    Dzieki blogowi i komentarzom dziewczyn czuje sie w tym mniej sama oraz na pewno jestem lepiej doinformowana. Dzieki Wam za wszystko dziewczyny, to duzo dla mnie znaczy.
    @ Iza – powodzenia w nowej pracy! U mnie sie inaczej ulozylo. Od momentu podjecia staran zmienialam prace kilka razy, bo tak mi pasowalo, bo nie chcialam zyc tylko tymi staraniami. z jednej strony lepiej, bo sie nie zawiesza wszystkiego, calych planow, calego zaangazowania, na jednym temacie i to dobrze robi na glowe. z drugiej strony wiecznie przezywalam wewnetrzny konflikt lojalnosci – podejmujac nowa prace i nie przerywajac staran mialam wrazenie ze wszystkich oszukuje …. dziwne uczucie …. ogolnie jednak to mocno polecam zmiany. bedzie dobrze.

    1. Dallas, myślę, że Iza nie będzie miała mi za złe, jeśli powiem „witaj”. Jeśli zaglądasz tu od jakiegoś czasu, to pewnie już wiesz, że zawsze możesz tu liczyć na a)wsparcie i dobre słowo, b)radę popartą doświadczeniem. Zajmij wygodne miejsce na naszej kozetce 🙂

      1. S-mother, dziękuję. Zaległam wczoraj na tarasie (znowu), ale byłam spokojna, bo wiem, że tutaj zawsze Ktoś Komuś coś powie, pomoże, przywita, przytuli 🙂 to właśnie dlatego blog jest nasz.

        1. Jak ja zazdroszczę tarasu! Też bym na Twoim miejscu zalegała 🙂 U „siebie” mam co prawda coś w rodzaju oszklonej werandy, ale tak naprawdę to od dawna marzę o domu z tarasem. I dużym ogrodem, w którym na sznurze rozpiętym pomiędzy dwiema jabłonkami schną śnieżnobiałe prześcieradła 🙂
          Ja to jednak jestem wioskowa sercem 🙂

    2. Dallas, dzień dobry na blogu. Cieszę się, że jesteś. I zawsze trochę mi smutno, że nie spotykamy się na blogach parentingowych, tylko tutaj… Ale dzięki, że się odezwałaś.
      Gdybym była mniej zachowawcza, już wcześniej zmieniłabym pracę. I wykupiła wycieczkę za pół roku. I kupiła spodenki na lato zimą. Niestety stałam się niewolnikiem ciąży widma. Dalej nim jestem. Dam sobie radę i z tym. Właśnie zaczynam 🙂

      1. Ciąża-widmo… jakbym czytała o sobie 😉
        O wielu sprawach w moim życiu jak myślałam to podporzadkowywalam to ciąży, która przecież będzie za chwilę… może nie miało to związku ze zmianą pracy, ale z budową domu… bo mężowi trzeba pomóc… czy zdążę… i zdążyliśmy postawić dom. W miarę go wyszykowac…dom jest. My mieszkamy. Ciąży nie ma.
        Trzeba ryzykować, bawić się, zwiedzać, szaleć, nie planować… łatwo sie pisze, trudniej wcielić plan w życie.
        W ostatnim cyklu udalo mi sie nie mierzyc tempki 😉 w tym postawię na spontaniczny seks 😉 i postaram sie nie liczyc dni do okresu 😉
        Może to będzie jakaś metoda 🙂

        Hop hop Margeritko!!!! Łer ar Ju?

    1. S-mother, ja jestem gdzieś zaraz za Tobą w tej kolejce, wolałabym ją skrócić, a nie lecieć na koniec za Ciebie.
      Można powiedzieć, że to dopiero drugi transfer, masz mrozaki, ale i tak beznadzieja. 🙁

  8. Jagoda bardzo się cieszę 🙂 Gratuluję!!! 🙂

    Smother a z Twojej bety mi przykro 🙁 To nie jest fair, czemu każdy nie dostaje po równo i tego, czego chce :(!

    Iza Tobie gratuluję odwagi – mnie póki co mój korpo bank może pocałować 😉 ale jak myślę sobie, że mam tam kiedyś za 1,5 roku wrócić, to robi mi się słabo…

  9. Dzięki, Dziewczyny. Już się ogarnęłam i czekam na okres. Jutro idę do kliniki ustalić co dalej. Pewnie czeka nas wolny wrzesień, a w październiku kriotransfer. Trzeba iść do przodu, nie oglądać się za siebie, bo zwariujemy oboje.

    1. Tulam Cię mocno.

      Niech te nadchodzące kroki będą krokami milowymi, dziewięciomiesięcznymi.

      Ze tak napiszę – też już się otrząsnęłam po ostatnim okresie.
      Trzeba myśleć na przód. To co było… to było. Liczy się to co teraz i to co będzie.
      Przy każdym okresie staram się sobie tłumaczyć, że to nie koniec świata. Że trzeba iść przed siebie. Brać to co los nam daje na klatę.
      Ale ciężko tak.
      Nie tak miało być.

      1. Wiesz, Asti, przed transferem dotarło do mnie jednak, że nie chcę tak przez kolejne lata. Że wykorzystamy wszystkie opcje, do których mamy teraz dostęp- program rządowy, potem zamrożone komórki jajowe. Ale jeśli się nie uda- to koniec.

        Nie mogę ciągle brnąć przez bagno, przez kolejnych 5 czy 10 lat z tymi pieprzonymi klapkami na oczach… Mamy Lenę, dla której musimy NAPRAWDĘ żyć. Dla której warto żyć.

        1. S-mother, dobrze, że nie chcesz tego ciągnąć w nieskończoność, zwłaszcza, że to walka o drugie dziecko.
          Masz jednak jeszcze sporo tych szans do wykorzystania. Mrozaczki, trzecia stymulacja, być może z niej też nadprogramowe komórki (chyba, że zapłodnią wszystkie, jak u Agnieszki), zużycie tych zamrożonych. Wykorzystanie tych wszystkich opcji to 2-3 lata.
          Mam nadzieję, że nie będziesz musiała dojść do końca możliwości.

        2. To właśnie mialam tez na myśli. Że jest dla kogo żyć. My tez 2+1.
          Jesteśmy w trochę innej sytuacji niż dziewczyny, które walczą o pierwsze dziecko…
          Czasami mam wrażenie, ze czuję się jak w jakiejś matni, otumaniona… to walka z wiatrakami… uda się albo nie uda.
          Ciągle myslenie o @, o owu, o lekarzach, zabiegach, stymulacji…
          Przeszlam tylko 2 stymulacje, bo psychicznie nie dalam rady więcej.
          Boję się podejść do inseminacji też z tego powodu. Że bede fiksowac…
          Czy to ma sens, kiedy w domu jest dziecko, ktore tez potrzebuje milosci, uwagi, zdrowej mamy…

  10. u mnie tez lipa, ciąży brak i okresu też brak, tylko cycki bolą. Przerywamy starania do końca roku. Musze napisać pracę dyplomową, tez rozpoczęłam nowa pracę i potrzebuję psychicznie odpocząć. Zwalniam kolejkę na 3 miesiące.

    1. Izabela, w pełni zrozumiała decyzja. Każda z nas potrzebuje czasu, żeby złapać oddech. Życzę Ci, żeby to był fajny, owocny czas. Bez napięcia w głowie i oczekiwania :***

  11. Przeczytałam wszystko, radości i rozczarowania.
    Byłam na przedłużonym weekendzie w Borach Tucholskich. Ostatni wyjazd wolności, w dowolnym terminie – Laura zaczęła szkołę.
    Ja z niecierpliwością i nadzieją czekam na okres. To będzie oznaczało nowe podejście. Coś zaczynam czuć w brzuchu, pewnie jeszcze ze 3-4 dni.

    Izo wycieczki może planować na za pół roku. My już mamy ferie wykupione. Od czego są ubezpieczenia kosztów rezygnacji. Wystarczy zaświadczenie, że jesteś w ciąży wysokiego ryzyka i oddają. Mam nadzieję, że będziemy musieli zrezygnować z tego wyjazdu. A jeśli nie, to przynajmniej będzie jakieś pocieszenie i odpoczynek.
    Ubrania też możesz kupować – jak nie przydadzą się w tym roku, to użyjesz ich w następnym. Sąsiadka po dwóch tygodniach od porodu wyglądała, jakby nie rodziła, a brzuch miała imponujący. No chyba, że jesteś fashion victim, ale o to Cię nie podejrzewam. Moja szafa ciągle rośnie, bo starych dobrych ubrań nie wyrzucam, a dokupuję kolejne. Ubrania ciążowe po Laurze też normalnie noszę – bluzki są trochę zmarszczone z przodu, to ukrywają fałdki.

    1. Wężon, dzień dobry, tęskniłam za Tobą.
      Z tymi wycieczkami to trochę przenośnia a trochę nie. Podróż, o której marzę, na którą naprawdę chcę pojechać, to nie podróż z biura turystycznego 🙂
      Szkoda, że koniec lata, ale ja i tak jeszcze na 3 dni sobie jadę nad jezioro. Zamoczę chociaż stopy.

      1. Izuś, zimno ma już być, nóżki Ci zmarzną. Taka wielka zmiana temperatury – jak w naszym życiu, albo gorąco, albo zimno i ponuro.
        Lepsza podróż z biura, jakaś fajna, niż czekanie. Koleżanka zaszła w ciążę, kiedy z mężem i bandą znajomych zaplanowali wielką podróż koleją transsyberyjską. Wielu osobom pokrzyżowała plany na podróż marzeń. 😉

  12. Jak kilka lat temu odchodziłam po 11 latach z pewnej firmy były szef (jak położyłam przed nim wypowiedzenie) powiedział … a słowo stało się ciałem. I to były ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam przez 3 pozostałe miesiące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *