Giganty w miejsce próżni

Niepłodność wiele zabiera. Ale natura nie znosi próżni. Zapełnia tę pustkę. Nie jestem ślepa na to, co dostaję (potrafię brać?) od życia w miejsce dziecka. Małe codzienności. Giganty równowagi.

Przyjaciele dzwonią: chodźmy jutro na narty biegowe.
Biegówki? W życiu nie miałam tego na nogach. Ale kiedy zamknęłam oczy, zobaczyłam siebie sunącą po śniegu jak Justyna Kowalczyk, Jezu, przecież jestem do tego stworzona. Tak! Nie muszę zastanawiać się, jak przeorganizować dzień. Są narty, to idę. Tyłek będzie bolał później!

1 nartyWybaczcie, nie mogę pokazać Wam więcej zdjęć. Musie też uwierzyć, że mieliśmy biegówki ze sobą. Tylko akurat wyszły na przerwę.

Puste wieczory? Nic z tych rzeczy. Nieokreślony czas temu z pewnej wcale-nie-obchodzę-urodzin-okazji dostałam kilka kilogramów prezentów od najlepszego męża. Spełnił moje małe marzenie, „100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku.” Szczygła. Za skarby nie upchnę tego do torebki, czytanie w sennym zaparowanym pociągu o 6.42 odpada. Za to mogę rozwalić się na kanapie wieczorem i co mi kto zrobi. Dzieci nie płaczą.

2

Zachwycam się Wodeckim –  przeraziłam się sama siebie, że się starzeję. Ale jak mam się starzeć w ten sposób, to są to piękne zmarszczki. Mam ciary, kiedy słyszę  Azerbejdżanina, Alima Qasimova, na płycie Voo Voo. Jeśli pojechałam do fabryki samochodem, w piątki wieczorem gnam z pracy przez Warszawę o 21, mandaty sraty, znowu przejechałam na późnym żółtym, wszyscy jadą pod prąd, muszę zdążyć na końcówkę listy przebojów Trójki. Rzucamy poduchy na podłogę, podkręcamy radio tak, że sąsiadów z góry łaskocze w kapcie, nienawidzą nas. Leżymy na podłodze, sufit się kręci, słuchamy, to nasz czas, nikt nie płacze.

Jeśli tak ma być, to będziemy żyli tak, żeby nam się podobało.

492 komentarze

  1. Są plusy dodatnie i plusy ujemne całej sytuacji 🙂

    Cieszcie się tą swobodą, bo już niedługo dzieci Wam będą płakać 🙂

    ps. jak nastroje przed startem lutowym?
    ps.II. niepłodność wtórna niestety też sporo zabiera, a daje niewiele.
    Plusów raczej nie ma. Jest niezrozumienie sytuacji, złość na siebie i otoczenie, brak czasu dla dziecka nr 1, bo przecież trzeba rozkminić sytuację pt.dlaczego ja? Ale w ogóle dlaczego? jak pomóc? jakie kroki czynić? co dalej??
    Na szczęście prędzej czy później przychodzi oprzytomnienie 🙂 i Osoby i rzeczy ważne znów stają się ważne. Przychodzi czas pogodzenia się z sytuacją i ustawienia priorytetów. Na szczęście.

    1. Asti, kochanie, tak literalnie, to ja też mam niepłodność wtórną. Od kiedy poroniłam – w każdej karcie tak mi wpisują. Niesprawiedliwe.
      Przed lutową wizytą lekkie poddenerowanie. Dziś zapisałam się na USG piersi ( od lat mam gruczolako-włókniaki), bo wiem, że zaraz spadnie na mnie sterta badań i to jedno na własną rękę przewidziałam jako nieaktualne, a niezbędne.

      1. Usg piersi i u mnie na topie. Od jakichś 5 lat rok w rok badam.
        Też coś tam się w tych moich (.)(.) dzieje.

        W lutym – powodzenia.
        Rok zapowiada się bardzo dobrze 🙂

        Ja w lutym wizyta u endo-gin.

  2. I bardzo dobrze! Dziecko nie powinno stać się jedynym celem, jedynym sensem i dążeniem w życiu. Trzeba mieć jeszcze coś innego, jakąś odskocznię od starań, leczenia czy procedur adopcyjnych. Gdybym swego czasu tego nie zrozumiała, to aktualnie chyba machałabym wszystkim z okna jakiegoś psychiatryka.

  3. Powiem Ci, że wszyscy jesteście bardzo do siebie podobni na tym zdjęciu. 🙂

    Dobrze, że potrafisz się cieszyć tymi chwilami. Są tacy, którym niepłodność i to zabrała, tacy, dla których jedyną wartością jest nieprzychodzące dziecko. Udane małżeństwo i fajne chwile razem pomagają żyć bez dziecka. Jeśli dziecko miało zapełnić takie sobie małżeństwo, to zaczynają się schody.

    A to co napisałaś, to dokładnie moje powody dla starań o drugie dziecko. Skoro już jesteśmy uwiązani w domu, trzeba o kogoś się troszczyć i układać plany pod niego, to się nie opłaca dla takiego pojedynczego. A dwoje to się kiedyś i sobą zajmą.

    Jak jest cudownie z dzieckiem, tak jak Tobie z mężem, to chciałoby się gromadę takich cudów ludzkości sprowadzić. A jak zachowuje się jak potwór, to chciałoby się drugie, żeby jakoś zrównoważyć. Co by się nie działo, ma się ochotę na następne, żeby sprawdzić, jakie tym razem wyjdzie.

    Przed wyjazdem zostawię Was z wczorajszym tekstem Laury, nawet w temacie. Skończyłam czytać, daję buziaka i przytulam ją przed snem. Nagle przyciska mnie silniej i mówi:
    Nie puszczę Cię, za nic. Nawet dla jakiejś fajnej ważnej sprawy. Nie myśl sobie, że znajdziesz powód, żeby pójść. Bo sprawy miłosne są najważniejsze. 🙂

  4. A wiesz Iza, ze ostatnio gnębią mnie myśli o tym jak to bedzie. Na pierwszym miejscu jest nieustanny strach o dziecko, na drugim strach o przyszłość-jak dam sobie radę(przecież nie mamy tu nikogo kto mógłby pomoc), czy nadaje sie na matke(moja wredna głowa mówi mi ze nie),jak zniosę brak zycia towarzyskiego, bede gruba i brzydka a na dodatek nim dziecko podrośnie stara;) troche dziwne te myśli zważywszy na fakt jak długo staraliśmy sie o to dziecko, ale sa(i co ja na nie poradzę?) to chyba swego rodzaju żal po tej wolnosci i swobodzie, której na co dzień nie dostrzegałam. Bardzo przywykłam do zycia we dwójkę, baaaardzo wygodnego. Nadchodzi czas by to przeorganizować. Śmieszne dosyć, bo gdy zaczęłam doceniać to życie bez dziecka, robić rzeczy w których raczej nie ma na nie czasu, to zaszłam w ciążę. Mam nadzieje, ze i u Was to dobra wróżba i lutowe procedury zakończą sie sukcesem:)

    1. Margaritka, wyjęłaś te myśli z mojej głowy 🙂 Z jednej strony tak bardzo chcę zostać mamą, czekam, walczę, mam nieustającą nadzieję, a z drugiej moja mądra głowa podpowiada wszystko co może pójść źle. Czy ja się na daję? czy sobie poradzę? czy nie roztyję się do rozmiarów wieloryba? ;), czy nie zatracę się w tym wyczekanym macierzyństwie odsuwając na bok pasje, przyjaciół, wspaniałą relację z mężem…? I nawet nie ma z kim o tym pogadać za bardzo. Bo staraczki jakie znam w realu mówią, że wszystko by dały, żeby się udało, że wkurza je jak matki żalą się na swoje dzieci bo nie wiedzą jaki mają skarb (a ja jeszcze tego skarbu nie mam, a już kłębią mi się w głowie strachy, no i wszystkiego bym jednak nie chciała dać, np. wspaniałej relacji z mężem, odrobiny czasu dla siebie itp.). Z kolei osoby postronne, patrzą na mnie na zasadzie: „Że co? Czym się martwisz? Figurą? Wolnym czasem? To chcesz mieć to dziecko czy nie?” 😉
      Nie żeby mi te myśli spędzały sen z powiek. Ale gdzieś tam są. Uaktywniają się czasem. Rzadziej odkąd przyjęłam hipotezę, że to normalne. Że nie da się tych stracho-pytań uniknąć;)

      1. Cieszę się, że to co napisałam zostało dobrze zrozumiane:) już po fakcie zsczęłam obawiać sie tych ataków:”to chcesz mieć dziecko, czy nie chcesz?!”;) myśle ze obawy sa normalne i robią mniej złego niz brak obaw.
        Chodziło mi o to, by docenić to co w niepłodności moze byc atutem(o ile sie na to odpowiednio spojrzy). Ja zbyt długo skupiałam sie na walce zamiast na własnym życiu. A gdy spojrzałam wreszcie z lepszej dla mnie perspektywy, która nie postrzegała braku potomstwa jako tragedii życiowej, a raczej jako swego rodzaju atut i wygodę, nagle starania o dziecko przybrały niespodziewanie korzystny obrót. Także nie dziwie sie i popieram wręcz rozkoszowaniem sie życiem we dwoje:) na pewno bedzie za czym tęsknić. Szkoda, ze ten ból niepłodności , brak gwarancji na zostania rodzicem , odbiera nam często radość zycia codziennego bez dziecka, przysłania atuty z tego wynikające.

        1. Dokładnie, też o tym myślałam. Czy np jak już się uda w tą ciążę zajść i urodzić dziecko, to czy sobie będę pozwalać na narzekanie, że nie mam siły do wstawania w nocy ( to jest moja największa fobia – brak snu ) , bo przecież tyle się staraliśmy i tyle zainwestowaliśmy, żeby dziecko przyszło na świat. Ale do diabła z tym 🙂 Życie nie jest czarno białe. Będziemy miały takie samo prawo do narzekania , jak inne mamy 🙂 Kiedyś rozmawiałam z kolegą , który też starał się z żoną o dziecko in vitro i on mówi mi tak: Ej, wyobraź sobie, my tu tyle lat walczymy, szarpiemy się , żeby mieć dziecko, a ono dorośnie i będzie ćpało , piło, łajdaczyło się 🙂 I co wtedy ? To dopiero masakra 🙂 No nic, życie, może być różnie. Każdy ma takie przemyślenia, czy dziecko z in vitro, czy od bociana, czy też z kapusty 🙂 Mamy wszyscy wspólne lęki i strachy, ludzkie 🙂

  5. Iza rzeczywiście z tych zdjęć można wyczytać, że jesteście baaaardzo zadowoleni z wyprawy 🙂
    Ja jednak cieszę się, że nie porzuciłaś tak do końca starań i mimo, że tyle przeszłaś jesteś gotowa podejść do II procedury. Chociaż pewnie dobija Cię świadomość ile znów przed Tobą wizyt, leków, zastrzyków 🙁 Mówi się, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Czy tak jest w przypadku niepłodności…? Chyba tak, bo mimo tylu porażek nadal wracamy do tych Klinik. Ja zawsze po transferze wychodziłam stamtąd mając nadzieję, ze to już ten ostatni raz. Niestety kilka razy jednak wracałam.
    Tak sobie myślę, że wokół nas jest tyle kobiet, które zachodzą, rodzą-ot tak-pewnie nie wiedząc nawet co to jest endometrium. W sumie po co im ta wiedza?
    Nie wiem czy tak jest u wszystkich staraczek, ale w moim przypadku po tych latach starań przeżywanie ciąży jest bardzo świadome. Delektuje się każdym ruchem dzidziusia, który rano budzi mnie coraz boleśniejszymi kopniakami. Codziennie rano po przebudzeniu dotykam swojego brzucha jakby upewniając się, że nadal jestem w ciąży, że to nie jest sen…

    P.S. S-Mother nadal jestem oszołomiona Twoją betą 🙂 Który to był dpt?
    Wężon udanego wyjazdu! Naładuj bateryjki i wracaj do nas! 🙂

  6. Odkąd u mojego cycka wisi mały ssak – już prawie cztero tygodniowy – bardzo tęsknię za tymi momentami, podobnymi do tych, które odpisałaś. Czasem naprawdę ciężko przejść tą zmianę, przynajmniej w moim przypadku. Także ten, no… każdy kij ma dwa końce 😉

  7. Iza, poruszyłaś ważny temat, właściwie będący meritum tego naszego trwania w stanie….niepłodności. Jak to dobrze, że potrafisz cieszyć się swoimi małymi i większymi przyjemnościami ! W końcu tkwimy wszystkie w tym samym – w wielkiej „matce” NIEPŁODNOŚCI, ale …codziennie wstaje słońce, zmieniają się pory roku, spotykamy innych ludzi, zdarzają się miłe chwile. Niepłodność wydziera nam strasznie dużo z tego naszego życia, ale to prawda , co piszesz, nie wolno jej oddać wszystkiego dobrego, co mamy.
    Myślę, że w naszej sytuacji to wielka sztuka cieszyć się tymi małymi chwilami, znajdować w sobie energię na czynności, które kiedyś były takie oczywiste, np. ulubiony sport, na który teraz możemy tak łatwo nie znaleźć w sobie siły po pracy, bo akurat tego dnia było nam smutno z powodu braku dziecka.
    Chciałabym, żeby wystarczyło mi siły i mądrości, żeby nie oddać niepłodności każdego kawałka tego mojego codziennego tortu, ale niełatwo mi to narazie przychodzi i tu chyba ponoszę porażki.. Chciałabym móc powiedzieć, że ” Ok,jak ma tak być, to będzie, zostajemy we dwoje. Poskładam pranie dla dwojga, poukładam w szufladach i postaram się znaleźć w tym szczęście.” Narazie nie umiem, narazie nie akceptuję nas tylko we dwoje. Narazie nie widzę życia bez dziecka. I sama się za tą myśl karzę, bo to trochę tak, jak bym była nudną, marną osobą, która cały swój byt uzależnia od poczęcia dziecka. A przecież lubię dużo rzeczy. Lubię podróżować, pływać, uwielbiam narty , dużo czytam i kocham filmy, które oglądamy w domu dziesiątkami. M. wybiera te najbardziej popaprane, a później rozwodzimy się nad możliwymi interpretacjami:) Uwielbiam swoje przyjaciółki i wieczory spędzone z nimi przy winie i papierosach oraz dyskusjach o społeczeństwie , jak byśmy w kuchni u jednej z nich mogły naprawić cały świat:) Ale narazie we wszystkich tych czynnościach towarzyszy mi cień dziecka, którego nie ma. Jakby ktoś nad moją głową zawiesił gęstą mgłę i ja sobie tak z nią łażę przez tą moją codzienność. Aż mi wstyd przed sobą, że tak jest, że chyba nie potrafię już smiać się tak z serca, tak do łez, stracić kontrolę. Postaram się bardziej, bo to na serio jest lipa i prosta droga na Sobieskiego. 🙂

    A w poniedziałek idę na betę. Czuję, że się nie udało. Dziś śniły mi się rude skały w Allgarve, w Portugalii, gdzie byliśmy w podróży poślubnej. Stoję na górze, patrzę na morze, podchodzę do skraju, a tam przepaść. Zero jedynkowe sytuacje to nie jest to, co lubię najbardziej 😉

  8. Biegówki! a wiesz, ze ostatnio zobaczyłam u znajomych zdjęcie z biegówkami na fb i mi się zamarzyły! ja, która ostatni raz narty miałam na nogach chyba w wieku 8 lat, takie plastikowe, czerwone, krótkie 😛 dla dzieci! i wcale, ale to wcale mi się to nie podobało 😛 ale teraz biegówki mi się zamarzyły, tylko wolałabym najpierw spróbować, bo niestety „słomiany zapał” to moje drugie imię 😛 póki co nart nie ma, a i śnieg stopniał 😉
    byle do wiosny 🙂
    Wodecki nie trafia w moje gusta, ale myślę, że moi sąsiedzi dokładnie wiedzą co lubię 😀 ich pech polega na tym, że wolę cięższe brzmienia 😀
    tak jak piszesz – dzieci nie płaczą – mogę zagłuszać swoje myśli 😉
    ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś pukał z pretensjami 😉

  9. Iza, po pierwsze- zachwyciło mnie ukrycie wizerunku psa na zdjęciu. Śmiałam się jak głupia. Po drugie- gratuluję cudownego męża i przyjaciół, z którymi niestraszne życiowe wzloty i upadki. I po trzecie- bardzo się cieszę, że tak fajnie, dobrze układa się życie Waszej rodziny, wiele razy już to było pisane na Twoim blogu, że najważniejsza tak naprawdę jest ta osoba obok nas i to, jak wielkie szczęście mamy, że ją odnaleźliśmy. Cudownie, że potraficie się tym cieszyć i z tego czerpać.

    A do do głośnego słuchania muzyki, uwielbiam to, szczególnie w samochodzie, kiedyś wracając ze szpitala z ktg tak głośno rozkręciłam „Dym” Lao, że Młody prawie mi z brzucha wyszedł, teraz on też lubi, jak coś gra, jak w samochodzie jest za cicho, to pokazuje, że chce tańczyć 😀

    Ps. Lao w palladium w marcu, zawsze chodziliśmy, zastanawiam się, czy dam radę i tym razem. Tak apropos listy trójki, widziałam, że „errata” jest w propozycjach.

  10. Iza, Wasze uśmiechnięte buzie bardzo pozytywnie mnie dziś nastroiły z rana 🙂 🙂 🙂

    Nie dalej jak wczoraj, rozmawiałam z mężem na temat naszych starań i tej pustki, o której piszesz. Trochę czasu mi to zajęło, ale teraz naprawdę doceniam, mnóstwo doświadczeń (właściwie wszystkie, nawet te z pozoru „złe”), które przez lata tę pustkę wypełniały. Szczególnie kiedy odwożę dzieci przyjaciół lub rodziny po weekendzie do ich domów 😉 Wracam do siebie, a tam cisza. Wszystkie rzeczy leżą tam gdzie je zostawiłam. Nie słyszę jak jedno przez drugie krzyczy, ja chcę sok, boli mnie głowa, kiedy pójdziemy na plac zabaw? Za to patrzę jak mój mąż trenuje w pokoju (i żaden szkrab się na niego nie rzuca, gdy akurat robi kluczową pięćdziesiątą pompkę), rozmawiam z nim do późnych godzin nocnych (bo przecież nie muszę się zrywać przed świtem), spontaniczny seks mam na wyciągnięcie ręki (szans na przyłapanie na gorącym uczynku brak 😉 ). Kiedy mam lepszy dzień, a raczej kiedy jestem w wyjątkowym nastroju, wspaniałym, radosnym, spokojnym, „idealnym” (nie oszukujmy się na razie za często się to nie zdarza 😉 ale jednak) wyobrażam sobie, że skoro teraz mamy dobre życie, to możemy dalej je dobrze, szczęśliwie przeżywać niezależnie od tego czy doczekamy się kiedyś dziecka czy nie. To jest moje światełko w tunelu, które pomaga utrzymać się na powierzchni, kiedy codzienność niepłodności próbuje mnie porwać w wir czarnych myśli.

    1. Dobrze jest doszukiwać się tych pozytywów. Fajnie, że masz to swoje światełko !Spokój i ciszę w domu akurat też doceniam:) Ale oczywiście to nie wszystko ! My jesteśmy lepszym związkiem niż kiedyś. Kiedyś mieliśmy różne zdania w wielu tematach, ja prawie niczego nie odpuszczałam i ciągle były jakieś niepotrzebne dyskusje, M. do spokojnych i potulnych też nie należy, więc ciągła walka i bitwa , głównie o jakieś bzdety. A niepłodność dała nam wspólną siłę do walki, wspólny front, uspokoiła nas i wyciszyła w pewien sposób, bardziej się kochamy, nie kłócimy prawie wogóle. Myślę,że jak para zderza się z tym wyzwaniem, to albo umacnia związek, albo go niszczy, bo jest to wszystko jednak jakimś rodzajem ekstremum. Jesteście jak na wojnie, więc albo budujecie zespół wsparcia albo to się wszystko rozpada. Tak przypuszczam.

  11. Twój nowy wpis na blogu (zresztą, jak każdy, uderza w odpowiednią strunę) i daje do myślenia. Po ostatniej stymulacji i dwóch straconych blastusiach, kiedy to tylko płakałam i byłam w czarnej dupie życiowej, opamiętałam się. Teraz nie pokładam, aż tak dużych nadziei w tej stymulacji, podchodzę do tego na zasadzie „eksperymentu”, nie chcę sobie nic wypominać, choć trzy stymulacje w niecały rok to ogrom leków, wizyt, badań. Zaczynam odczuwać skutki, boli mnie żołądek i wątroba, a nigdy się na nic nie skarżyłam. Ciągle dziwię się sobie, że w pogoni za kimś kogo nigdy nie spotkałam, nie znam, z tej tęsknoty za tą osóbka, zatraciłam siebie. Kiedyś wpadałam w trans 🙂 i malowałam, rysowałam, pożerałam książki jedna za drugą, uwielbiałam spontaniczne wypady, jazdę na rowerze był czas, że jeździłam codziennie po 14 km. Teraz jestem jak flak, choć uczę się już, staram się dbać o dziecko we mnie. Gnam do domu, by oglądać filmy z mężem, od czasu zgrzeszyć i najeść się chipsów i wypić piwo no dobro dwa. Myślę nad zmianą pracy, korporacja po 7 latach też mnie przeczołgała. Iza jesteś moim mentorem 🙂

  12. Cieszę się że wyjazd udany i że książki możesz poczytać. Mi ostatnio jakoś to nie wychodzi.Teraz właśnie mimo zmęczenia nie mogę zasnąć bo nocnym karmieniu.Ale też są tego jakieś plusy, mogę przynajmniej na spokojnie poczytać twojego bloga.
    Korzystaj z życia ile możesz.
    Trzymam kciuki za luty jak zawsze.

  13. A no…
    Wstałam dziś o 10. Po porannej prasówce w łóżku.
    Mąż zrobił śniadanie, to na co miałam ochotę.
    Teraz, jeszcze w piżamie, siedzę na kanapie, piję herbatę i zajmuję się swoim hobby.
    No, może trochę jestem nieszczęśliwa. Bo skończył mi się sezon mojego nowego ulubionego serialu. Obejrzałam dziś dwa odcinki. Wcześniej chyba 6 po kolei, do później nocy. Bo następnego dnia miałam w planach szycie. Mogłam zacząć szyć o której chciałam… albo nie szyć w ogóle… albo szyć do później nocy…

    Jakiś czas temu koleżanka poprosiła żebym pokazała jej podstawy szycia. Znalazła w piwnicy jakiegoś starocia, ale wiadomo. Zapytałam czy ma jakieś materiały. Nie ma. Zapytałam ile może przeznaczyć na materiały. No, w kontekście czy pójdzie kupi ze 2-3 metry w sklepie na sąsiedniej ulicy, czy zaszaleje w jakimś cudnym sklepie internetowym. Powiedziała że nie może nic kupić… bo koniec wakacji, a dzieci nie miały żadnych atrakcji. Że skoro jadą na te kilka dni do dziadków, to musi mieć na jakieś lody, karuzelę. Nie zmieszczą się w budżecie jej potrzeby i dzieci… nawet jeśli to kwestia 20 zł.

    Kot się tuli. Pozostałe śpią po kątach. Nikt nie płacze. Nikt nie potrzebuje na jutro farb/czystego stroju na wf/kasy na wycieczkę. Coś za coś.
    Zastanawiamy się z mężem od rana czy wyskoczyć na wystawę. Ciekawie się zapowiada.

    I tylko czasem chodzę nocą do parku. Siadam na ławce i patrzę w ciemność. I mimo że ten plac zabaw oświetlony do bólu, to ja widzę tylko mrok. Jeśli bym bardzo chciała, może bym je tam zobaczyła. Roześmiane, bawiące się, pokrzykujące. Pełne życia, a może tylko mojej wyobraźni. Może kiedyś będę chciała.

    Ale dziś sobie posiedzę na kanapie. Sama. Z kotem i z ciszą.

    1. Poruszające.
      No nie da się, nie da się ukryć czarnej dziury w środku, choćbyśmy nie wiem ile uśmiechów malowały, ile kotów nagłaskały.
      Mamy zadziwiającą zdolność odwrotnego jasnowidztwa. Tam. Gdzie. Inni. Widzą. Światło.
      Akuk, wsadzilaś mi właśnie celnie palec w sam środek oka.

      1. Ja też myślę, że nie da się tak naprawdę zapchać czarnej dziury – niektórzy próbują wsadzić tam psa, kota czy coś innego, ale im bardziej pchają tam różne rzeczy tym bardziej jest to dziwaczne. Ja znam dobrze parę która włożyła tam psa. Po wielu latach zamiast szczęścia – w środku widać zgorzknienie. Wydaje mi się, że jedyną rzeczą która potrafi wypełnić po brzegi tę czarną dziurę jest miłość męża i żony. Właśnie taka o której tu piszesz Iza i Wy również. Dzięki niej nadal potrafimy zauważyć plac zabaw, choćby w mroku – ale jest! Dzięki tej miłości da się jakoś znosić tę ciszę bez płaczu…. A potem dzięki tej miłości znosić płacz i brak ciszy….- czego Nam wszystkim tutaj z całego serca życzę!

      2. Czarna dziura to dobra rzecz.
        Można w nią wrzucić wszystkie niechciane uczucia. Jak oddzielić rozpacz to zostaje desperacja.
        Wole złość, wkurwiac, desperację zamiast rozpaczy.
        Siedzę znów w przychodni. Tym razem szpital, blisko oddział dziecięcy. Dziś spokojnie, podobno.
        Pobrania krwi. Najpierw chłopiec. Rocznik 2006. Data, echo słów ojca, odbija się od ścian. Nieprzyjemnie łaskocze, jak słowo którego nagle zabrakło. Ach tak, wiem. Tyle miałoby moje najstarsze dziecko. Przyglądam się chłopcu, ma ładne oczy i strach w nich. Jego płacz przerywa ciszę we mnie, ale nie budzi demonów.
        Tyle razy oszukiwałam siebie. Jestem spokojna, jestem znudzona. Jestem mistrzem w okłamywaniu siebie.
        Potem niemowlę. Nawet nie patrzę. Nie unikam ale też nie zerkam ciekawie. Nie interesuje mnie wzór na kocyku ani odstające uszy. Odgłos pocałunku ojca przerywa ciszę, rozchodzi się jak fale po mojej czarnej dziurze. Dobrze ze ją mam.
        Przy małej dziewczynce pękam. 2, może 3 lata. Wymarzoną, wytęskniona córeńka. Nie widuję już jej nawet w snach.
        Czarna dziura się wypełnia. Pełno w niej syfów. Złość na męża mnie rozsadza. Musiał wybrać TO laboratorium? Z poczekalnią pełną tulących, całujących rodziców.
        Jeszcze chwila. Pokłuta, obolała żyła to moje wybawienie. Kara za to że cześć mnie jeszcze wierzy.

        Iza, to ile ja Ci tego wina już wiszę?

    2. Wzruszające to, co napisałaś. Ja generalnie cieszę się „wolnością” tym, że jak mamy ochotę to wsiadamy w samochód i jedziemy gdzieś, możemy spędzić 3 dni na festiwalu, g daleko od domu i poza kotami, nikt nie tęskni. Możemy spać długo w weekendy i siedzieć do późna. Generalnie uśmiech nie schodzi z moich ust, ludzie z otoczenia nie domyśliliby się z czym walczę. Mam czasami momenty… hm sama nie wiem jak to nazwać? Ostatnio tak boleśnie poczułam to „coś” w pracy. Z okazji Dnia Babci i Dziadka dzieciaki z grupy przedszkolnej wystawiały Jasełka. Pracę z nimi bardzo lubię i będąc z nimi w relacjach na zajęciach nie włączają mi się „odnośniki” to macierzyństwa, ale tego dnia było inaczej. Bolała nie tylko moja niepłodność i niemoc patrzenia na moje dziecko w takich chwilach, ale tak mocno zabolał widok dziadków – dumnych, uśmiechniętych, ze łzami w oczach patrzących na swoje wnuki. Pomyślałam o mojej mamie, ma 67 lat i trudno mi z myślą, że mogłaby nie doczekać takich chwil żeby patrzeć na moje dziecko w przedszkolu. Bolało to, że przez moją niepłodność cierpią też inni. Może nad wyraz wzięłam to na siebie w tamtym momencie, ale wiem, że ona też to przeżywa.

  14. Szkoda ze nawet jak juz sie uda, to bycie w ciazy jest takie obciążone strachem;( generalnie od początku schizuje, ale od kilku dni jest tragedia. Po ostatniej wizycie złapałam juz jakies lęki a od paru dni prawie całkiem ustąpiły mi mdłości, zmniejszył sie ból piersi. Jedyne co mnie pociesza to częsty głód. Na najbliższa wizytę muszę pójść sama (msz wyjechał na tydzień zawodowo) i odbieram to jako zły znak. Zreszta wszedzie widzę zle znaki, analogie do poprzedniej straconej ciazy. Jeszxze mi dzis mama cos wspomniała, ze oglądała jakiś program o tym jak przekłada sie zła morfologia plemników na wady u dzieci. Wtedy przypomniało mi sie cos, co wyparlam, skupiając sie na tym ze byc moze to moje komórki sa słabe. Otóż pewien lekarz powiedział mi kiedyś ze „z takim nasieniem nie zajdę w ciąże a jak zajdę to poronie”, wiele kobiet pisze na forach o tym, ze poroniły po kilka razy prawdopodobnie z powodu uszkodzonych plemników. Obudził sie we mnie przeokrutnie strach, ze wcale nie rozwiązałam przyczyn naszej niepłodności poprawiając jakość komórek, zwiększajac ich dojrzała liczne przy punkcji. Wpadłam w jeszcze większa panikę. Wiem, ze nic to nie da, ale strach jest silniejszy niz rozsądek. Sama Myśl o niepowodzeniu przygniata mnie tak bardzo;(

    1. Margaritka jestem pewna ze do IVF wybrali najsilniejsze, najpiękniejsze plemniczki ever 🙂 To co słyszałaś ma sens przy naturalnych staraniach, bo mogą zaplodnic komórkę uszkodzone plemniki. Nic się nie martw. Ja Ci mówię że będzie dobrze. A mamę ochrzan za takie teksty bo w niczym Ci nie pomagają. Pomysł o parach które mają in vitro po biopsji jądra gdzie znajdują naprawdę kilka dobrych. I wszystko się udaje. Główka do góry! Dookola same dobre znaki proszę wypatrywac!

    2. Margaritka, bardzo Cię rozumiem tzn. to że strach potrafi sparaliżować i przygnieść nawet tak bardzo długo wyczekiwane szczęście. Ciężko jest pozbyć się tego strachu pomimo, że często jest on zupełnie nieracjonalny, wydęty wyobraźnią do granic możliwości. Troszkę skutecznym sposobem walki z tym strachem może być dla Ciebie uświadomienie sobie, że to burza hormonów i zmiany w Twoim organiźmie powodują teraz często nawały czarnych myśli i strach o przyszłość. Spróbuj wytłumaczyć sobie ten strach działaniem hormonów- będzie lepiej zobaczysz!!!
      Druga rzecz to próba uświadomienia sobie, że strach nic a nic nie pomoże w uzyskaniu „lepszej czy zdrowej przyszłości”. Banie się psuje tylko bardzo skutecznie naszą teraźniejszość, nie ma wpływu ani na przeszłość ani na przyszłość. Ja próbuję tłumaczyć to sobie i czasem naprawdę trochę pomaga. Warto próbować.

      Jednym słowem najbardziej „należy bać się samego strachu”.

      Margaritka, to co pisałaś o strachu o zdrowie dziecka i utrzymanie ciąży – to po tym co przeszłaś jest całkowicie zrozumiałe. I każdy na Twoim miejscu by się bał. Bardzo Ci współczuję tego strachu, z każdym miesiącem ciąży mam nadzieję, że będzie go mniej i mniej!!! Pamiętaj tylko, żeby nie pozwalać temu strachowi rozdymać się głupimi stwierdzeniami lekarza czy kolekcjonować strachy innych kobiet z forów dyskusyjnych – jeżeli w chwili obecnej hormony nie pozwalają Ci czytać takich rzeczy bez odpowiedniego dystansu to po prostu tego nie czytaj żeby choć trochę oszczędzić siebie, męża i dziecko bo jemu na pewno nerwy nie służą.

      Natomiast to co napisałaś o strachu czy będziesz dobrą mamą, czy dacie radę bez pomocy, czy dasz radę bez czasu wolnego dla siebie, strach o figurę itp. Moim zdaniem dasz spokojnie radę i banie się o takie rzeczy to głównie chyba głupie hormony. Taki strach trzeba wyśmiać żeby go skutecznie zwalczyć. Mogę Cię pocieszyć, że my z trójką dzieci i braku babci i dziadka (mieszkają na drugim końcu Polski) jeszcze nigdy nie mieliśmy żadnej opiekunki do dzieci, bo nie było takiej potrzeby a na życie towarzyskie zupełnie nie narzekamy – ja chyba na to, że ostatnio mamy za dużo wyjść 🙂 ostatnio wysłałam do męża smsa, czy da radę odwołać wieczorne sushi ze znajomymi, bo wolałabym z córką robić coś na technikę do szkoły, a sushi w restauracji przy tym wydaje mi się mniej ciekawą opcją. Niestety poszliśmy na sushi…
      Żeby Cię pocieszyć ja żyję bardzo wygodnie, o ile w sumie nawet nie wygodniej niż przed dziećmi. Serio. Także jeżeli nie trafi Ci się jakiś bardzo żywiołowy nieprzewidywalny dzieciak to będzie superowo i wygodnie. Ja absolutnie nie czuję, żebym coś traciła przez dzieci- jest raczej wprost przeciwnie!
      Co do figury- wydaje mi się, że problemem nie jest ciąża w żadnym razie tylko późniejszy tryb życia. Przytyć można i bez ciąży. Ja akurat w ostatniej ciąży sporo schudłam więc nie ma reguły. Taki strach o figurę to też proponowałym „odstraszyć” śmiechem, bo wystarczająco dużo masz innych rzeczy na głowie żeby tracić czas na banie się o to.

      1. Asiu, Ty jestes Aniołem:) wlasnie przed chwila wyczytałam (tak jak gdybys pusząc to juz zaprowadziła mnie myślami na tamta stronę)gdzieś ze strach, zły nastrój, a nawet nocne koszmary to norma w I trymestrze.
        To marudzenie moze byc naprawdę irytujące, sama siebie irytuje (mam nadzieje,ze to hormony). Tym bardziej doceniam Twoje zrozumienie:)
        Zawsze wyobrażałam sobie ciąże i macierzyństwo tak jak Ty to opisujesz:) W dużej mierze zależy to ode mnie, jak bede spostrzegać rzeczywistosc. Mam nadzieje (o ile bedzie mi to dane), ze w II trymestrze ustąpią te czarne myśli, apatia, silne lęki i spojrzę ze spokojem i nadzieją w przyszłość:)

        1. Margaritka, ja zaszłam w ciążę naturalnie, z super byczkiem rozpłodowym, a pierwszy trymestr, nawet więcej- az do ruchów, upłynął mi pod wieelkim strachem. A to mdłości zniknęły (właściwie nie było ich wcale), a to piersi przestały boleć, a to chudłam, a to tyłam, a to progesteron prawie zerowy, a to hipotrofia (na razie Twoje kciuki działają – dzięki!). Nocne koszmary o poronieniu. Przed każdą wizytą spodziewałam się najgorszego, znaki po drodze były tylko złe (same czerwone światła np..). Właściwie usg robiłabym co tydzień. Teraz jestem w 26 tyg i dalej mam lęki, bo koleżanka urodziła w 8 mies martwe dziecko. Chcę Ci powiedzieć, że schizy w ciąży są norma, szczególnie po takim czasie starań i doświadczeń własnych. To co czujesz jest normalne i jest niezależne od ilości niepowodzeń i czasu starań. Myślę, że wiele dziewczyn na tym blogu dokładnie rozumie, co przeżywasz. Pogłaskaj ode mnie swój brzuszek, bo mentalnie wszystkie ręcę stąd podtrzymują Twojego maluszka , żeby miał u Ciebie mięciutko. Hormony za kilka tyg zelżeją (choć nie znikną całkowicie) i sama poczujesz sie lepiej.

          1. Izabela, podnoszą mnie na duchu Twoje słowa. Mam nadzieje, ze te schizy to wlasnie hormony ciążowe mi robią. Brzuszek pogłaskany a maluszek na pewno fika koziołki z radości, ze tyle dobrych dusz mu dobrze życzy:) apropos brzuszka- troche mi urósł. To koniec 9tygodnia, czy to jest możliwe? Chociaz w sumie czasem zjadam tyle, ze co sie dziwić? 😉
            To Twoj maluszek taki silny a nie tam moje kciuki, ale oczywiście trzymam cały czas:) cieszę się, że wszystko u Was dobrze i czarne chmury juz znikły.

        2. Margaritko to i ja dodam coś od siebie. U nas 2% prawidłowych plemników. Bardzo słabo z morfologią i ruchliwością. A kończę 23 tc 🙂 U mnie było tak samo jak u Izabeli nocne koszmary przed każdą wizytą. Strach towarzyszy mi od początku. Najpierw strach przed poronieniem, teraz strach gdy za długo nie czuję ruchów, później będzie zapewne strach przed porodem i o zdrowie maluszka. Staram się jakoś sobie z tym radzić, zajmuję głowę czymś innym. Będzie dobrze kochana, a o mdłości się nie martw. U mnie też były lepsze i gorsze dni-to nie jest wyznacznik 🙂
          Który to już tc? Kiedy masz wizytę? 🙂

          1. dzieki za każde słowo, odnajduje w nich pocieszenie, którego bardzo potrzebuje.to koncowka9 tygodnia. Wizyta jutro.
            Mdłości na szczęście wróciły, cieżko powiedzieć czy mniejsze czy większe, ale dokuczają mi równo.

        3. Margaritko, ten strach już będzie Ci zawsze towarzyszył. Trzeba próbować go trochę oswoić. Na razie to obawy o ciążę, o to, by maluch był zdrowy i dobrze się rozwijał, urodził bez komplikacji. A to dopiero wierzchołek góry lodowej 🙂 Ja od ośmiu prawie lat codziennie mam jakieś „straszki”, z którymi walczę. Sen mam czuły jak mysz pod miotłą. Boję się o zdrowie i bezpieczeństwo córki, martwię się, czy wychowuję ją na dobrego i mądrego człowieka, czy będzie umiała dokonywać w życiu właściwych wyborów. Czy poświęcam jej wystarczająco dużo uwagi i czy wie, że może na mnie liczyć. Czy nie spotka ją krzywda ze strony innych ludzi…TAK TO JUŻ JEST. A mimo wszystko chce mi się w to brnąć dalej i walczę o następne dziecko 🙂

          W ciąży też trochꔜwirowałam”. Apogeum nastąpiło gdzieś w siódmym miesiącu, kiedy lęk przed porodem był tak wielki, że przeryczałam dwa tygodnie. A potem jak ręką odjął i do końca ciąży towarzyszył mi już tylko błogi spokój. Bądź dla siebie bardziej wyrozumiała. Ten strach będzie ewoluował, ale jest zupełnie, zupełnie naturalny :*

  15. Gosia,
    wiem, ze nie jestem najlepszym przykladem, ale mi mdlosci tez ustapily. Pamietasz? A teraz wrocily tak silne, ze wegetuje. Literally jestem warzywem. Mdlosci Ci wroca.

    Kiedy masz wizyte?

    1. Dziewczyny a co Wy tak z tymi mdłościami? Najlepiej byłoby gdyby ich nie było, bo są męczące przecież. Ja w dwóch ciążach ich nie miałam, a wszystko dobrze się skończyło. W jednej ciąży niestety miałam, ale na szczęście krótko -minęły i już nie wróciły 🙂 – w zamian przyszła mega depresja, ból głowy i czarnowidztwo, tak że płakałam co chwilę bez powodu. To że mdłości czy ból piersi czy ból brzucha czy cokolwiek innego przechodzi to jeszcze o niczym nie świadczy. Wyznacznikiem jest beta, usg, potem tętno płodu, rosnący brzuch i kopniaki dziecka a cała reszta może zmieniać się jak w kalejdoskopie, dobry poziom hormonów ciążowych i mocna ciąża wcale nie wymaga mdłości . No ale jeżeli te mdłości mają Wam psychicznie pomagać to oczywiście życzę ich jak najwięcej 😉 bo rozumiem, że są one jakby „dowodem” na ciążę, który Was uspokaja. W pierwszej ciąży jedynym dowodem na to, że jestem w ciąży był rosnący brzuch, żadnych innych dolegliwości nie miałam, ruchy dziecka czułam dopiero pod koniec. Każda ciąża jest inna i nie ma co sugerować się objawami u innych dziewczyn, a i wręcz bez sensu jest też sugerowanie się objawami ze swoich poprzednich ciąż, bo może to wyglądać zupełnie inaczej i często tak jest. Teraz moja przyjaciółka lekarka jest w drugiej ciąży, która przebiega zdecydowanie inaczej niż pierwsza.

  16. Bardzo pragniemy dziecka ale zdajemy sobie sprawę, że nasze życie zmieni się o 180 stopni, że już nie będzie czasu na to żeby położyć głowę na męża kolana i w spokoju obejrzeć film. Jest nam dobrze tak jest teraz w dwójkę (doceniam to tym bardziej, że Seba stoczył już walkę o swoje życie i że bardzo się bałam, że może go zabraknąć obok mnie). Tak jak piszecie są plusy i minusy.
    Tylko mam willą nadzieję, że w piątek się okażę, że nasz świat obróci się do góry nogami mimo tego, że we dwoje jesteśmy szczęśliwi 🙂

    1. Marta, będzie czas żeby położyć głowę na męża kolona i obejrzeć film!!! Może czasem trzeba będzie na chwilę przerwać żeby nakarmić dziecko i przebrać, ale jak już dojdziesz do wprawy to nawet nie zauważysz, że w czasie filmu przebrałaś i nakarmiłaś 🙂 Dawniej może jak nie było pampersów i trzeba było w garze gotować pieluchy, nie było słoiczków gerbera, kropelek na kolki czy żelu na wychodzące ząbki itp ułatwień to faktycznie było mniej czasu….ja teraz miałam nawet elektryczną kołyskę i nie musiałam usypiać jak poprzednie dzieciaki za pomocą sznurka przywiązanego do wózka 🙂

    1. Hej:) a u mnie dupa blada. Bo lewej stronie duzy pechol . Wiec w tym misiesacu nie bedzie IUI. Co do Tsh wczesniej był jakis wątek. I dzis ja pytałam dr Z czy jak ja mam 2,4 to czy to nie za duże. On powiedział ze nudna jest do 4,2 ale oni juz zbijają od 2,5… To tak dodatkowo dla dziewczyn info 🙂

        1. Powiedział ze narazie bez lekow. Mi jest tylko smutno bo wczesniej nie pomyslalam i sie nie nastawilam psychicznie na to ze bedzie to tyle trwać. W planach z lekarzem mamy 3 IUI wiec ja mądra głowa pomyslalam 3 miesiące i jak nie wyjdzie to in vitro. A tutaj zamiast 3 miechow zrobi sie srylion. Ale w sumie narazie nie lamentuje bo moze akurat w przyszłym miesiacu a to juz tylko 3 tygodnie okaże sie po dobrej stronie owulacja. I a nóż mi sie uda zajsc 🙂 no zobaczymy 😉 a tak na marginesie w klinice N cała moja i meza dokumentacja zniknęła,nie moga jej znalezc ,takze jakbym wierzyła w zle znaki to pewnie bym sie załamała 🙂 a ze nie wierze to tylko mam nadzieje ze do kolejnej wizyty odnajdą wszystko. 🙂

          1. Sza skoro teraz było z lewego, to teraz będzie z prawego 🙂 Jak zgubili to można uznać, że dobry znak, bo długo u nich nie pobędziesz, chyba, że na ciążowych usg 🙂

          2. No mam nadzieje ze bedzie z prawego,choć czytałam ze nie ma pewności ze raz z jednego raz z drugiego . Ale nie wiem ile w tym prawdy. A co do zgubionych dokumentów to śmiałam sie z dr Z ze jakas pechowa jestem 🙂
            Ewciak,nie nie leczymy sie w Poznaniu. W Warszawie w N.

      1. S-mother, ogromne gratulacje dla Was. Kto by pomyślał, że kiedyś możesz się bać, że będzie za dużo dzieci 😉 bo przy takiej becie to wygląda na małe przedszkole 😉 Zdrowej ciąży!!!!!

  17. Jeden krok do przodu! Po pęcherzyku ani śladu. Wszystko pięknie wyglada ma USG. Jutro rozmrażają zarodek, w środę transfer. Tym razem mam nadzieję, że telefon nie zadzwoni:)
    Dostałam dziwną zgodę do podpisania… Muszę się jeszcze wczytać, ale na szybko zwróciłam uwagę na to nieszczęsne uznawanie ojcostwa w USC.

    1. Uczuciowa ciesze się 🙂 Luty sie rozpoczął piękną betą Doti i myślę a później kolejne piękne bety będą 🙂
      Zastanawiam sie co to za papierek o tym ojcostwie?

  18. Dziewczyny, w ramach nieobecności Ciotki Wężon, która wyjechała na wczasy ze swoim tajemniczym wszystkopamiętającym mózgiem, uporządkujmy fakty:)
    Uczuciowa, środa transfer.
    Iza, wizyta w połowie lutego.
    Bilbao, kokosi się?
    S-mother, umawiałaś się na sercową wizytę już?
    Ciążówki, Ewelka i Ewelinaa, co u was?
    ja melduję 16tydz., w środę wizyta.

    1. Olga ja właśnie będę zaczynała 24 t.c. i od dwóch tygodnie siedzę już na L4 🙂 Staram się jakoś ogarnąć, robię porządki w szafkach wyrzucam co niepotrzebne tylko nie mam odwagi jeszcze kupować nic dla maluszka. Nie mam odwagi oglądać łóżeczek, wózków, ubranek itp. Zaczęłam myśleć ostatnio nt indywidualnej położnej. Zastanawiam się… ale chyba na to wszystko jeszcze czas 🙂 A w wolnych chwilach delektuję się kopniakami i ruchami synusia 🙂
      A co u Ciebie??? To już 16 tydzień?! Matko jak to zleciało-pierwszy trymestr zakończony:) jak się czujesz? Pewnie na tej wizycie poznasz już pleć? Chyba, że już znasz? 🙂

      1. Generalnie to czuje sie ok. W pracy jeszcze ogarniam, ale wieczorem silniki odmawiają obrotow. Mysle niesmialo o zwolnieniu. W srode wizyta. Niby juz 16 tydzien ale niepokoj w tle jest…. plci nie znamy… Bułka będzie i juz:)

    2. Olga, szacun 🙂 I potwierdzam. Dziś 3 godziny na telefonie – zdążyłam zapomnieć ile badan trzeba zrobić przed wizytą, APTT, TSH, jonogram, toksoplazmoza, posiew, usg cycków, krzepliwość, bla bla bla… naumawiałam się, nawciskałam w kalendarz, jazda zaczyna się jeszcze przed lutową wizytą startową.

  19. Dziewczyny, nie wiem nawet jak zacząć, bo sama w to nie wierzę. Poszłam dziś na betę ( 14 dzień po transferze ), a popołudniu okazało się, że jest….407 ! Cały czas mam wrażenie, że ktoś podmienił kartki , albo że to mnie nie dotyczy :):):) Nawet nie zdążyłam się jeszcze rozpłakać z tego wszystkiego! Po drodze do kliniki planowałam już jakim winkiem będziemy dziś zapijać smutki, a tu taka niespodzianka! Wiem, że to początek drogi, dużo się może wydarzyć…niestety po tych wszystkich przeżyciach człowiek zdystansowany…ale kurde..no nie wierzę. Mam nadzieję, że nie pozamieniali ampułek w laboratorium 🙂 hahahaah 🙂 Oby ten luty był dla nas wszystkich dobry 🙂 Dziękuję , to Wasze kciuki pomogły :* Jesteście Czarownicami ;);)

      1. Dzięki 🙂 Oj ..DZIĘKI 🙂 Najlepsze, że w domu jeszcze zrobiłam sikańca dla potwierdzenia 🙂 haha:) Żeby Mężowi pokazać, jak wróci..no, żeby było jakoś po ludzku w końcu 🙂 😛 Miejmy nadzieję, że będzie trwać…

        Ściskam mocno :*

  20. nie wierze, nie wierze, ten rok jest wspanialy!

    Doti PIEKNA beta! Wszystkie jestesmy przeorane cierpieniem, ale los sie w koncu odmienia. Mowie Ci! Spokojnej i nudnej, jesli chcesz to z nudnosciami, ciazy Ci zycze :)))))))

  21. Mi Wodecki będzie grał na ślubie ,, z Tobą chcę oglądać świat”… dla Nas ten rok też jest wyjątkowy po tylu cierpieniach, obawach – spodziewamy się dziecka, mam nadzieję w środę w końcu zobaczyć serduszko… warto mieć nadzieję – zawsze.

  22. Wywołana do tablicy przez Olgę i Małgorzatkę informuję, że moja najbliższa wizyta w poniedziałek 8.02., to będzie początek 10tygodnia 🙂 o ile dotrwam, co powtarzam zbyt często chyba, bo mnie Mąż już dzisiaj okrzyczał za to 🙂
    Małgorzatka, a Ty kiedy kolejne usg?
    Jeżeli chodzi o lekarza prowadzącego to ja chodzę do fabryki LxM i tam jest cudowny dr R. (jedyny lekarz który podaje rękę jak się wstaje z samolotu i z leżanki).
    Wszystkie badania robię tam bo mam abonament z pracy.
    A na usg genetyczne (jak dotrwam 🙂 ) zapisałam sie do IMiD na Kasprzaka, od razu też pappa, mają tam świetny sprzęt i super lekarzy (to akurat for free bom staruszka).

    Doti, ale super wynik, gratuluję 🙂 ciesz się ile sił, to Twój czas teraz 🙂

    1. Ja ide w ten czwartek. Mialam isc dopiero za tydzien, ale nie wytrzymam. Trudno, zdania na temat czestego USG w ciazy sa podzielone, ale wole przestac sie stresowac. Mam nadzieje, ze nie podgrzeje za bardzo zarodka.

      Ja tez mam abonament w luxmedzie. Zdradzisz mi nazwisko lekarza? Gdzie on przyjmuje? W marriocie moze? Ja w luxmedzie chodze poki co do lekarza ze szpitala na madalinskiego, ale mam mmieszane uczucia i chcialabym zmienic lekarza.

      Kiedy robisz genetyczne? Ja sie tak boje zapeszac i zapisac sie na to, glupia jestem, nie ma co…

      1. Radziszewski Ireneusz, przyjmuje na ‚Mordorze’ w Jupiterze na Domaniewskiej.
        Polecam Ci go szczerze, wszystkie zaciążone kiedyś i obecnie znane mi kobitki do niego chodzą, jest naprawdę super, tylko opóźnienia zazwyczaj koszmarne.
        Ech, ja też mam cały czas z tym zapeszaniem, ale się już zapisałam dzisiaj, chrzanić to. Idę 25.02. i od razu też pobierają krew na pappę 🙂

  23. Potrzebuję motywacyjnego kopa, że to może się udać, że nie robię tego z głupoty i naiwności, że mając endometrioze i morfologie 2% mogę mieć dziecko. Dzisiaj nie mam sił jest mi tak cholernie źle

    1. Ewa, pamiętaj, organizm to nie matematyka, ZAWSZE MOŻE SIE UDAĆ.
      Wbrew wszystkiemu, najlepszym lekarzom, wynikom badań, kiepskiej morfologii.
      Może przed kolejną stymulacją powinnaś zastosować jedną z suplementacji tutaj z bloga, kilka dziewczyn odniosło sukces w dużej mierze zapewne dzięki niej.
      I Mąż też.
      To może polepszyć nie tylko jakość komórek i wzmocnić Twój organizm ale i nasienie Męża.
      Pamiętaj Ewa, zawsze może się udać, naprawdę.
      Zobacz ile na blogu przypadków którym sie udało. Nawet ja…wiesz jakie ze mnie próchno, 40 lat w tym roku, amh takie że doktorek nie chciał nawet oznaczać twierdząc, że będzie beznadziejne, endometrium do kitu, na moje comiesieczne naturalne próby tylko sie pod nosem uśmiechał. Jestem w 9tygodniu naturalnej ciąży. Co będzie dalej – nie wiem, ale wiem, że zaszłam w tą ciąże. Zobacz na historię Małgorzatki, jest z gatunku niesamowitych.
      Wszystko się może zdarzyć.
      Trzymam kciuki, żeby tylko starczyło Ci sił.

      1. Ja sie wielokrotnie zalamywalam. Caly czas nie wychodzilo. Komorki beznadziejne, organizm jak u 55 latki (po udarze, z silna epilepsja, fatalne komorki jajowe, zestresowana do granic mozliwosci).

        W pazdzierniku po poronieniu nastapil przelom. Sama ze soba ustalilam, ze zrobie wszystko co sie da, znajde kazda publikacje w necie, ktore moze mi chociaz troche pomoc.

        Znalazlam suplementacje, znalazlam super food (MACA i mleczko pszczele), znalazlam akupunkture i joge hormonalna i odpuscilam psychicznie, tak bardzo skupilam sie na in vitro, ze w styczniu jak spoznial mi sie okres nie zareagowalam i dalej robilam zastrzyki z gonapeptylu 🙂

        Ewa jesli jestes z Wawy moge Ci podeslac sprawdzone miejsca i sklepy gdzie kupic suplementy.

        Nie poddawaj sie, za wczesnie na to. A jesli potrzebujesz kopa do walki – na mnie mozesz liczyc :0

    2. Ewa poczulas? Zrobiłam to dosyć delikatnie 😉 A teraz Ty mnie bo ja dzisiaj też za duża myślę o liczbach, statystyce i że w piątek będzie nie tak jak chcemy 🙁

    3. Aj kochana to chyba mogłybyśmy sie spotkać i tak sie nawzajem pomotywowac… Ja jestem strasznie niecierpliwa,tak mi sie marzą wymioty (wiem to dziwne;)),duzy brzuch ,nawet rozstępy zniosę 🙂 ale zeby w koncu był dzidzius… Ja dopiero zaczynam wszystko… Ale kurczę tak mnie to denerwuje ze ciagle cos staje na przeszkodzie…. Najpierw okazało sie ze mam wodniaka,teraz ze nie po tej stronie jest owu. A to sa kolejne miesiące… :/ biorę cała suplementacje i chodzimy z M na aku. A maz bierze jeszcze Profertil i wyniki mu sie poprawiły po 3 tygodniach stosowania!!! Wiec naprawdę warto …

    4. niniejszym kopię CIę motywacyjnie. mam endo IV stopnia, bez jajowodów i ze strzępkami jajników. i w ogóle wszystkie na blogu ciągniemy ze sobą na smyczy same beznadziejne historie, podobnie jak Ty. ale nigdy nie tracimy nadziei, tylko czasem jesteśmy trochę zmęczone. nie poddawaj się. jeśli Ty się poddasz, kto będzie walczył?

      1. Czuję się pozytywnie skopana 🙂 dziękuję, najgorsze są dla monie momenty kiedy odczuwam fizyczny ból za dzieckiem, to głupie, ale nie wiem jak to inaczej nazwać. Budzę się ściśnięta od środka, z paniką, że ja, że nigdy, nic mi nie idzie. Wtedy wy jesteście i zabijacie potwora 🙂

        1. Potwór, dobrze powiedziane. Nieźle nas wszystkie poturbował… Pamiętaj , że w procesie in vitro nie ma zdrowych ludzi. Gdybyśmy były zdrowe, miałybyśmy już od dawna po dwójce dzieci! Każda z nas ma mniejszy lub większy problem, ale komuś się przecież udaje zajść w tą ciąże dzięki pomocy in vitro !Trzeba się trzymać tej myśli, schować ją głęboko w kieszeni i pilnować jak oka w głowie :)Podobno statystycznie 90 % osób leczących się na niepłodność udaje się założyć rodzinę w ten , czy inny sposób. Większość z nas będzie miała dziecko. Mi ta myśl zawsze bardzo pomagała, jak miałam dołek. Nosek do góry !:)

    5. podobno często tuż przed osiągnięciem celu zdarza się taki moment rezygnacji, mam nadzieję że u Ciebie tak własnie jest, że już niedaleko do celu, trzymaj się

  24. Bilbao ty zawsze potrafisz przytulić słowem. Właśnie dzięki wam zwróciłam uwagę na rolę suplementów. Od początku stycznia biorę inofem, Wit d 3 2000 j, koenzym z selenem i Wit e, mleczko pszczele , ppycnogenol naturalny antyoksydant, mąż salfazin, koenzym, kwas foliowy. Piszę to bo może któraś z was podpowie czy coś jeszcze by się mogło przydać do tego zestawu lub że jest ok 🙂 A i jak długo to lykac do punkcji ?Jak chciałam poradzić się mojego lekarza to powiedział, że mi to niepotrzebne 🙁 i nic nie doradzil

    1. Ewuś, bo większość lekarzy to konowały, musimy być mądrzejsze od nich.
      2 wpisy wcześniej Iza opisała dokładnie suplementacje którą stosowały Ewelinaa i Małgorzatka bodajże.
      Dobrze, że to bierzesz, bardzo dobrze, nie zaszkodzi Ci a może pomóc.
      Ja od siebie dodam, że w przypadku słabej jakości komórek i nasienia, bardzo zalecany jest Koenzym O10, ale w formie Ubichinolu bo jest lepiej wchłanialna. Zazwyczaj lekarze, jeżeli zalecają, to po 2-3 tabletki dziennie, ale ja np. brałam 6 a czytałam na ciekawym forum z usa, że kobietom które mają problem z jakościa komórek zalecają nawet i 8 dziennie. Było dużo ciąż po co najmniej 3 miesięcznym stosowaniu Ubichinolu. Najlepszy jest firmy Kaneka, ale inne firmy które produkują Ubichinol (np. Swanson) robia go na licencji Kaneki, i to to samo a może być trochę tańszy (opakowanie Kaneki 60tabletek kosztuje chyba coś ok.100zł wiec tani nie jest).
      Kiedy zaczynasz stymulację?Podchodzisz komercyjnie czy w programie?

    2. Kup MACE (http://drpelc.pl/super-food/68-bio-maca-proszek-ekologiczna-250g-ekogram-zielonki.html) – 1 lyzeczke rano, pij w cieplej herbacie/soku -> daj tez to swojemu mezowi (to smakuje okropnie, ale mozna sie przyzwyczaic).

      Kup SPIRULINE (http://drpelc.pl/algi/133-bio-spirulina-ekologiczna-500g-ekogram-zielonki.html?search_query=spirulina&results=8) , to smakuje jeszcze gorzej niz MACA (:P), ale uzupelnia niedobory mikroelementow i witami. Lyzeczka dla Ciebie i meza. Nie lacz z MACA.

      Mleczko pszczele tylko dobrej jakosci.

      Dodaj jeszcze BIOMARINE 1140 2Xdziennie, dla Ciebie i meza.

      Jesli masz slabe komorki moze tez pomoc BELLE VIE firmy transfer factor (drogie, wiem, ale cholernie skuteczne). Mozna kupic na ebay’u. Jesli sie zdecydujesz – 2 tabletki, 1 rano i 1 wieczorem.

      Joga hormonalna – DIANE RODRIGUEZ, mozesz wygooglac. Proste asany, ktore masuja jajniki, tarczyce i wplywaja pozytywnie na przysadke mozgowa.

      Akupunktura – to naprawde dziala! Znasz dobre miejsce w Wawie i Gdansku.

      1. Malgorzalko ja nie umiem ładnie pisać, ale dziękuję ci z całego serca. Akupunktura mi się marzy, ale u mnie w mieście nie ma, a do Warszawy mam 120 km 🙁 . Podczas stymulacji dalej brać te suplementy ? Czy tylko do stymulacji ?

        1. ja zamiast akupunktury znalazłam terapię manualną metodą Bowena, z nastawieniem na redukcję stresu,
          polecam dużo lepiej się po tym czuję. Uruchamia mechanizmy samoleczące w organiźmie… pewnie się uśmiechniecie na takie czary mary, ale o dziwo, jakimś cudem to działa 🙂

    3. ja sobie zrobiłam taki zestaw: koenzym Q10, Magnez, witamina D3, witamina K2,
      kwasy omega EPA i DHA, Femibion, i pomogło. Do tego jeszcze osłona sterydowa – Encorton i Acard

  25. Bilbao jak ja się cieszę, że tylu z nas się udaje, wasze przykłady dają mi siłę, że można wygrać. Tylko są takie dni kiedy totalnie nie mam siły iść dalej, kiedy chcę żeby się to wszystko skończyło.

    1. Ewa, wiesz ile razy ja miałam takie dni, ile razy sie mazałam, jak zmarnowałam Mężowi wakacje bo mu codziennie wyłam w rękaw, że „ja już nigdy nie będę w ciąży”….
      Wiem, że nie jest łatwo, ale najważniejsze, że idziesz dalej, teraz suplementy, więc może kolejna stymulacja da lepszy efekt.
      Ten blog mi osobiście dał masę siły i wiary, trzymaj się nas, w kupie raźniej i łatwiej.

    2. Ja myślę, że takie dni też są potrzebne. Przedłużające się starania, czasem trwające miesiącami, czasem latami, to jest mega stres, ogromne obciążenie dla organizmu, wielki wysiłek. Może te gorsze dni (jesli nie trwają non stop kolor) są po to, żeby trochę odpocząć, odetchnąć, wyrzucić z siebie nagromadzone frustracje, popłakać komuś w rękaw, zadbać o siebie, zrobić coś miłego, relaksującego, naładować baterie. Przecież nie da się przez tyle czasu, wciąż, bezustannie być w świetnej formie.
      Ja takich myśli z biegiem lat mam coraz więcej. Zwykle je przeganiam, ale czasem pozwalam im dojść do głosu, po to wlasnie, żeby się ich pozbyć, wyrzucić z siebie.
      Dobrze, że napisałaś. Patrz ile cudów od razu Ci odpowiedziało 🙂 Może się udać! UDAJE SIĘ! :*

      1. Uczuciowa, właśnie dzięki tej zbiorowej mobilizacji mojej osoby 🙂 dzisiaj jest dużo lepiej, no ja wiem, że nie da się być na fali non stop, po prawie teraz już niedługo 8 latach starań, no nie da się i kropka. Jest mi po prostu kurna żal, że nigdy nie udało się naturalnie, przez to trudniej mi uwierzyć, że mogę w tę ciąże zajść.

        1. Rozumiem. Ten żal jest jak najbardziej uzasadniony. Często czuję podobny. Zmagam się. To trochę jak żałoba po czymś co się nigdy nie stało, nie istniało, ciężko ją przejść… A no i z wiarą też u mnie trochę na bakier ostatnio. Ale co zrobić… zarzucam ten wór leków na plecy i w drogę… kolejny raz 😉

          1. Lęków miało być 😉 Samopoczucie w normie 🙂 Czekam na jutro. Potem będę czekać na betę. Potem na pierwsze, drugie, trzecie USG (OBY!!!). A tymczasem staram się nie myśleć, tylko działać. Bo u mnie te myśli szybko wyrywają się spod kontroli i hulaj dusza piekła nie ma. A ja nie śpię, nie jem, albo jem za dużo, ryczę, krzyczę (cały wachlarz reakcji – do wyboru, do koloru). Tak więc aktualnie ćwiczę oddychanie. Wdech, wydech… wdech, wydech… i działam w takich zakresach, w których mogę, żeby zająć myśli 🙂

          2. „Jestem kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora ” 😉 Jak sobie tak powiesz, to się sama z siebie uśmiejesz, polecam 😉
            Jutro będzie super extra , zobaczysz ! Mi tak często mówili przed punkcją, np: No witamy, witamy , dziś tu będzie fajna impreza 🙂 Trochę panią znarkotyzujemy , to najlepsze z tego wszystkiego 🙂

            A na transferze – będzie jeszcze lepiej 🙂 Bez narkotyków, ale większe szczęscie!Dasz sobie super radę :)czekam z niecierpliwością na jakieś info !

    1. nic Ci kochanie nie usunęło, tylko jak sie daje 2 (i więcej) linków, to automatycznie blog blokuje komentarz. Pracowałam, nie mogłam na bieżąco ratować (zatwierdzić) , ale już ok, komentarz jest na stronie 🙂 Jeśli chcesz, żeby usunąć Twój adres ze stony, napisz, usunę. Kiss 🙂

  26. Doti! Gratulacje ogromne! Ja zamknęłam sztafetę styczniową, Ty otwierasz luty pięknym wynikiem. Oby to był tylko początek! 🙂

    Małgorzalko, dziś z rana powtórzyłam betę, wynik przyszedł dopiero przed 22:00 (w tych labach wykańczają ludzi psychicznie 😉 ). Wyszło 1873. Chyba jest dobrze.

    Olga82, z wizytą serduszkową poczekam jeszcze ze dwa tygodnie- teraz jeszcze za wcześnie, poza tym w tym tygodniu mój lekarz jest na nartach, a w przyszłym ja jadę w czeskie góry (miałam jeździć, a wygląda na to, że będę od podawania kanapek i polewania herbaty z termosu 😉 ). Połowa lutego to akurat byłby 7tc.

    A ksywy nie mogę zmienić, bo tak się składa, że jest mocno „odnazwiskowa”. Nie wiem, co powiedziałby na to Pan S. 😀

    Uczuciowa, teraz Twoja kolej! Niech się mrozak wygodnie ułoży u Ciebie!

  27. Dlugo mnie nie było, ale pamietałam, że s-mother 29-go betowała, więc wpadłam…a tu takie wieści 🙂 cudownie 🙂 gratulacje, widać oba maluchy dzielnie się trzymają- na co wskazuje wysoka beta, ale się cieszę:) takie wieści dają nadzieję…

    Izo fajny wypad, i fajne buźki;) nawet piechor upodobniony;)
    Podejście do trzeciej procedury zaczniemy w podobnym czasie…ja sune 9-go na wizyte i tak jak Ty nie mam pewności czy jeszcze się zalapiemy, choć dr w rozmowie telefonicznej (i jeszcze wcześniej na wizycie) mowił że spokojnie, ale jak to się mowi jak nie zobacze „na papierze” to nic pewnego, dziś kaska jest jutro jej nie ma…

  28. Doti pięknie!
    U mnie ok. Mam 21tc. Mały kopie więc strach już nie towarzyszy mi na codzień. Za tydzień polowkowe – tu niestety stresujące badanie. I też myśli czy wszystko się poprawnie wykszalcilo u mojego brzdaca, bo teraz będzie dr dokładnie sprawdzał.
    Zaczęłam znowu pracować więc mniej czasu mam na pisanie do Was, ale czytam codziennie. Chcę coś dodać, wylać tu moje odczucia i przemyślenia na tematy które poruszacie ale brak mi siły i czasu bo pracy mnóstwo! Może teraz się uda 🙂
    Margaritka u mnie myśli takie jak Ty masz przyszły trochę później, tuż po prenatalnych. Zaczęłam żałować ze podczas starań z tak wielu rzeczy zrezygnowałam, że nie polecialam jeszcze raz do Azji mimo że planowałam, ale przecież akurat cykl był! Ze nie poszłam z koleżankami na imprezę, nawalic się:) bo przecież osłabie komórki. Nawet ochotę straciłam wtedy na jakiekolwiek imprezowanie bez mojego męża. A teraz w ciąży i po to już w ogóle nie ma szans na dalekie wojaze czy wyjście z koleżanką. I nagle po kilku dniach krwotok!!! To obciążenie psychiczne – jak mogłam tak w ogóle pomyśleć??? Że to kara! Ze imprezki mi się zachcialo, że nic innego nie ma przecież znaczenia, że moje życie straci sens jak za chwilę nie usłyszę już serduszka… I że w dupie mam ta Azję i wypad z koleżankami… Świat się zatrzymał, moje życie też z tą kałuża krwi na posadzce…
    A potem dziękowałam codziennie Losowi ze pozwolił zostać mojemu maluchowi…
    Asia dziękuję Ci za Twoje słowa. Będę je wspominać jak znowu najdzie mnie wątpliwośc że na nic nie będę miała już czasu ani pieniędzy 🙂 Cudownie opisujesz swoje macierzyństwo.
    Teraz mam czasem obawy o poród, o karmienie, o baby blues. Czy sobie poradzę. Ze staje się gruba i 2 lata będę wracać do sylwetki. Margaritka dziękuję że jesteś na tyle odważna ze napisałaś na blogu o niepłodności o swoich obawach. Bo myślałam że ze mną jest coś nietak. Pol roku temu takie problemy nie istniały, był tylko jeden cel i dałabym się pociąć za dodatkowe 20 ciazowych kilogramów 🙂 Oczywiście teraz też się z tego cieszę, uwidaczniam brzuszek-kulkę obcislymi bluzkami. Śmieje się jak mąż mówi do mnie GRUBA na żarty. Ale raz na jakiś czas takie myśli których sama się wstydzilam…. Margaritka właśnie dlatego ciagne Cię za tą rękę bo czujesz i myslisz podobnie do mnie, wiem co w danej chwili przezywasz i wiem co powinnam napisać żeby było Ci lepiej.

  29. Doti, gratulacje!!! Piękna beta! 🙂
    Uczuciowa, trzymam kciuki za Twoj transfer.
    U mnie tez jutro ważny dzień, kolejne podglądanko. Mam nadzieje, ze wszystko jest ok. Bedzie mi bardzo cieżko, bo idę bez męża i w dodatku szybko nie wróci:( na szczęście przyjaciółka pójdzie ze mną. Trzymajcie mocno kciuki.

  30. wow Doti gratuluje 😉 kurczę cudownie rok sie zaczął 🙂 Uczuciowa,kochana trzymam kciukasy 🙂
    Margaritka,napewno takie usg jest stresujące ale z drugiej strony znow zobaczysz swojego dzidziusia i to jest chyba najcudowniejsze uczucie :)) Napewno przyjaciółka godnie zastąpi meza i bedzie trzymała za rączkę :)))

  31. Uczuciowa trzymaj się i życzę Ci pięknego, silnego zarodka. 😉

    Margaritka powodzenie na usg i pamiętaj, że wszystkiej jesteśmy razem z Tobą i wirtualnie trzymamy Cię na rękę 😉

  32. Panie Uczuciowa i Margaritka proszone są dziś o zrelaksowanie się. Jesteśmy z Wami i czekamy na wiadomości 🙂

    A mnie się śniło dziś, że krwawię i że już po wszystkim…zaczynam schizować?

    1. S-Mother ja miałam takie koszmary po pozytywnej becie i przed każdą wizytą ze do tej pory drze jak sobie przypomnę. Do tej pory czasem miewam takie okropne sny. Podobno w ciąży to normalne. Umowilas się już na wizytę?:)

    2. Dziewczyny, zaciskamy za Was kciuki, dajcie znac!

      S-mother, Ty przynajmniej spisz i śnisz, ja ostatnio nawet spac nie moge, wyobrazam sobie jakies okropnosci, jak juz zasne to budze sie i serce mi wali po przebudzenia chyba ze strachu, moj M. powiedzial, ze jak tak dalej bedzie to zwariuje, ja i on 😉
      Jednego dnia nie mam objawow, potem niby sa ale jakies slabe, nastepnego dnia jakis sluz w kolorze kawy, juz schiza, a wieczorem doszedl silny bol krzyza, aaaaa!!!
      No z glowa to na pewno u mnie nie halo….;-)

    3. S-mother, jesli to jakies pocieszenie od takiej schixujacej wariatki jak ja, to mnie tez sie cos takiego śniło, jakos w sumie zaraz na początku. Teraz generalnie męczą mnie jakies dziwne koszmary albo sny erotyczne!(?):) szwagierka mi mówiła ze jej sie z kolei śniła żółta ciecz która oznaczała najgorsze…także ten, psycha nam tak wariuje wszystkim chyba.

  33. Ale super wieści! 🙂 Doti – gratulacje! S-mother – niech beta ciśnie do góry! 🙂

    Izo – biegówki są super! Tylko teraz co raz trudniej o śnieg, niestety… 🙂

    Ja dziś 9dpt. W brzuchu czuje taką pustkę, że już nie mam nadziei, że ktokolwiek zechciał tam zamieszkać. Nic nie boli, nie kłuje, nie mam plamień, tak jak ostatnio. Totalna cisza. Organizm po 4 miesięcznej menopauzie kompletnie rozstrojony. Jutro idę na betę, choć to tylko formalność dla mnie. Już nawet mi smutki przeszły. Mam natomiast sny – śni mi się adopcja dzieci. Zupełnie do mnie nie podobnych, bo o ciemnej karnacji, ale pięknych, przeuroczych niemowląt. Ojej, za dużo myślę ostatnio.

    Dziewczyny, dobrego dnia!

    1. Rudolocie, nie przekreslaj jeszcze wszystkiego, Doti tez chyba niespecjalnie ciazowo sie czula i co, jaka piekna betka.
      Czasem ten zupelny brak objawowo jest dobrym znakiem, wiec poczekajmy do jutra i wtedy zobaczymy 😉

      1. Dzięki dziewczyny, ale ja realistka totalna jestem! Z moich trzech ładnych zarodków w 3 dobie, w 5 dobie została jedna morula i sami embriolodzy powiedzieli, że ciąży z niej raczej nie będzie. Aż w takie cuda chyba nie wierzę..

    2. Rudolocie, ja też jestem przykładem na to, że brak objawów nie zawsze oznacza klęskę. Ten transfer był wyjątkowo inny- bez emocji, entuzjazmu, po transferze odpuściłam sobie chuchanie i dmuchanie na siebie, bo poprzednie trzy były nieudane, a wtedy chodziłam koło siebie jak koło kryształu.
      I poprzednio były nabrzmiałe cycki, plamienia, bóle brzucha i kłucia, zmęczenie, senność i co? I dupa. A teraz wszystko zupełnie na odwrót. Brak objawów, tylko niespożyte zasoby energii (Pan S. śmieje się ze mnie, że jestem jak niemiecka pływaczka) i zobacz jaka beta.
      Także nigdy nic nie wiadomo 🙂

      Trzymam za Ciebie kciuki i życzę Ci, żeby Twoja „słaba” morulka okazała się prawdziwą siłaczką!

      1. Niemiecka pływaczko, cieszę się ogromnie, że się doczekałaś! 🙂 Teraz dopiero jesteś prawdziwym kryształem 😀

        To mój drugi transfer. Poprzednio miałam plamienia od tygodnia po transferze, tak samo słabą morulkę i przerąbany transfer, bolał jak cholera. No i jak odstawiłam luteinę okres od razu się zjawił. Teraz bez plamień, transfer przyjemny, ale ta morula znowu słabowata i znowu bez mrozaków. I ganię siebie za to, że w nią nie wierzę, no ale nie wierzę, co zrobić..

    3. Rudolot jutro wszystko się okaże i jak na razie wszystko jest możliwe. Tak ja dziewczyny piszą czasami brak objawów jest objawem 😉 Kciuk już dzisiaj zaciskam 😉

    4. Znienawidzicie mnie za przynudzanie, ale pozwolę sobie przypomnieć:
      CIĄŻA NA TAK WCZESNYM ETAPIE NIE DAJE ŻADNYCH OBJAWÓW.
      Jedynym wskaźnikiem jest beta i brak okresu.

      Ładne sny, Rudolocie 🙂

  34. Hej dziewczyny! Gratuluje nowym ciężarówkom;) oby było nas jak najwiecej.
    Ja tydzień temu miałam punkcję, jakiś ciężki przypadek bo tyle mi zajęło dochodzenie do siebie;) łącznie miałam 24 pecherzyki i groziła hiperka. Wczoraj dzwonili ze udało sie zamrozić 5 zarodków. Wiec teraz czekam na @ zeby podejść do crio. Wy długo czekałyscie?

    1. Ojej, Piegusku, to faktycznie długo wracałaś do formy…ja w sierpniu miałam pobranych 28 komórek, wcześniej 23, teraz 20 i jakoś udawało się podchodzić do transferu w tym samym cyklu. Ale każdy organizm jest inny i to dobrze, że Twój lekarz podjął taką a nie inną decyzję, jeśli miał wątpliwości. Poza tym masz aż 5 mrozaków- to świetny wynik! Moje nie rozwijały się tak dobrze i w ciągu tych trzech stymulacji udało się uzyskać tylko dwa.
      Według mnie @ powinna przyjść „normalnie”.

        1. Teoretycznie do komórek nie było zarzutów tzn. embriolodzy oceniali je jako dobre, większość była dojrzała i się ładnie zapładniała. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że ja jestem w programie MZ i w poprzednich cyklach mogłam zapłodnić tylko 6 komórek…Także ciesz się z tego, co masz. 5 mrozaków to spora inwestycja na przyszłość 🙂

          Tak jeszcze odnośnie różnic- teraz przed stymulacją brałam ten zachwalany koenzym, tuż przed transferem lekarz zalecił nospę ( po poprzednich transferach miałam silne skurcze, możliwe, że zarodek nie do końca miał szansę na zagnieżdżenie skoro moja wredna macica chciała się go pozbyć) no i tydzień po transferze dostałam dodatkową dawkę Ovitrelle.

          1. A co się dzieje z nadliczbowymi komórkami? Możesz zamrozić, oddać?
            5 mrozaków to marzenie niejednej, ciesz się Piegusku! 🙂

            Ja koenzym też mam w planach i w ogóle całą suplementację którą tu wyczytałam będę lada dzień wprowadzać w życie, niezależnie od tego, czy będę jeszcze robić in vitro, czy nie .

          2. Uczuciowa, Ovitrelle to nic innego jak hcg. Chodzi o to, żeby dodatkowo pobudzić organizm do produkcji progesteronu i wytwarzania ciałka żółtego, którym odżywia się zarodek.
            A mój lekarz mówił mi jeszcze (co było dla mnie niesamowitą ciekawostką), że hcg ma też za zadanie obniżyć odporność organizmu matki, żeby komórki odpornościowe nie niszczyły zarodka (bo to przecież taki mały pasożyt 🙂 ). Czyli jeśli bierzemy encorton, to wspomagamy działanie bety.
            Nie wiem dlaczego tylko o podaniu Ovitrelle zdecydował dopiero po uprzednim badaniu usg. Nie zapytałam z tego wszystkiego.

            Ale Ty tutaj mów jak Twój transfer!!! 🙂

          3. Nie. Nie to miałam na myśli. Raczej to, że mają podobne działanie jeśli chodzi o „upośledzanie” odporności na zarodek.

  35. Jestem już po 😀 Pisałam o tym Ovitrellu już z zabiegowego, żeby w razie czego dopytać.

    Było inaczej niż ostatnim razem, pełen luz. Rano zamiast się zamartwiać mieszkanie wypucowałam, okna umyłam, zjadłam dobry obiad, obejrzałam film. Pęcherz wypełniłam optymalnie, ale nie wzięłam pod uwagę opoźnienia – znacznego. Także ten tego… ciężko było, lekarka kazała krzyczeć, jak nie będę wytrzymywała to się odsunie 😉 Jak mnie już wypuścili to dosłownie pofrunęłam do łazienki;) No i tyle. Było wesoło, mniej magicznie niż ostatnio, za to bardziej normalnie, zwyczajnie.

    Nie dostaliśmy zdjęcia tym razem. Może to i lepiej, nie będę się nakręcać codziennym oglądaniem. Teraz 14 dłuuuuuuugich dni. A tymczasem zmykam:) DZIĘKI OGROMNE za wszystkie Wasze kciuki:)))

    P.S. Poskarżyłam się mężowi, że nie wiem jak długo wytrzymam na tym fotelu bez sikania. Na co on, że doskonale mnie rozumie bo jest głodny i też nie może wytrzymać. Hahahaha! Gdyby mnie ryzyko, że popuszczę wyśmiałabym go – uroczy ten mój mężczyzna;)

    1. hahaha:) no i doooobrze 🙂 Rozumiem, że byłaś nenufarem na jeziorze dzisiaj 😉 Ja miałam to samo z tym sikaniem, opiłam się jak dzika, bo wcześniej miałam za mało wypełniony pęcherz, to tym razem chciałam zrobić jak najlepiej. Sikać mi się chciało tak, że też się bałam, że się zleje na tego lekarza:) Nie mogłam tam później wyleżeć na tym fotelu. Jak przyszła pielęgniarka, to myślałam, że ją uściskam:) Także wiem, co przezywałaś. Ja chyba nie wiem, co to znaczy „lekko wypełniony pęcherz” ! No to teraz tylko „kilka” długich dni …;) Rób same miłe rzeczy i uważaj na ludzi – wszędzie kaszlą i kichają. Ciągle jakieś zarazy dookoła…

    2. Oj ci nasi mężczyźni 😉 Najbardziej mi się podoba tekst „Mężczyźni nie chorują oni walczą o życie” i ta reklama jak facet jest chory i wszystko trzeba mu podać. 🙂

      Masz rację te 14 dni to najdłuższe 2 tygodnie w naszym życiu 😉

      Czekamy razem z Tobą 😉

  36. Uczuciowa, a co z tym papierem do usc?

    U nas dramat, synek złapał wirusa i zaraził nas oboje. Mąż dziś wrócił z pracy z temp 39.3. Jestem ledwo żywa i boję się o maluchy…

    1. Kas, czyżby grypa? W którym jesteś teraz tygodniu? Masz temperaturę? Bo jak tak to wiadomo, powyżej 38 powinno się zbijać, bo gorączka groźniejsza niż sam wirus.

      1. Mam na szczęście tylko stan podgorączkowy, 37.5, u mnie głównie zatoki zaatakowało, głowa pęka, katar się leje. Wg lekarza to na pewno nie grypa, mąż dziś był. Wirusówka typowa dla tego okresu roku. Jestem teraz 10t6d. Synek w miarę wychodzi już z tego, tylko kaszel mu został, więc inhalacje mu często robimy. Za to męża totalnie rozłożyło, więc mamy sztafetę 🙁

        1. Uff, to w tym wszystkim dobrze, że to nie grypa bo ta potrafi być groźna dla płodu. Jeżeli to tylko przeziębienie to nie ma się co bać. 37,5st to jeszcze bez przeciwgorączkowych się obędzie.

          Niemniej jednak trzeba uważać, ja się nawet zastanawiałam, czy zwolnienia z pracy sobie nie wziąć coby za bardzo wśród ludzi nie przebywać, no ale ile na tym zwolnieniu będę siedzieć, przecież nie do wiosny.
          Wyrobiłam sobie za to manię mycia rąk sto razy dziennie, trzymam sie z dala kichających i prychających, no i jeżdżę autem do pracy wiec uroki zatłoczonej komunikacji miejskiej też odpadają. I na razie jakoś się (tfu tfu) trzymam, nawet bez kataru 🙂

        2. Kas jesli masz chore zatoki to bardzo skutevzne(a i smaczne;)) są napary z suszonych malin… Napar ten rozrzedza wydzielinę… Wygrzewaj sie :*
          Uczuciowa fajnie ze juz po transferze 🙂 tylko 14 dni i nastąpi najszczęśliwszy dzien w Twoim życiu ;)))

        3. Kas, na zatoki zajebista rzecz to płukanie zatok takim ustrojstwem, co to Fixsin się nazywa. Jest sbie plastikowa, miękka butelka i saszetki z solą i instrukcją jak wykonać fizjologiczny roztwór. Niezbyt to przyjemne niestety, bo człowiek się czuje tak, jakby wskoczył do basenu i zapomniał zatkać nos, ale naprawdę skuteczne. Po dwóch płukaniach łeb przestaje pękać. Nie wolno tylko przez 2h wychodzić na dwór, jeśli pizga.
          Kuruj się matko!

          1. Tak, tak, Znam to i od lat stosuję pod nazwą sinus rinse, kupowaliśmy w dawnych czasach w Kajetanach, teraz pojawiły się nasze apteczne tańsze odpowiedniki. Rzeczywiście, odkąd tego używam, szybko i bez antybiotykow radzę sobie z zatokami. Od wczoraj stosuję plukanie, na razie jestem nadal zatkana, ale wierzę, że zadziała. Jeszcze mnie nie zawiodło. Jeszcze synkowi podkradam inhalator i „jadę” z solą fizjologiczną. Ja się na szczęście szczepiłam na grypę, więc liczę, że i takie wiruchy lżej przejdę.

          2. Kas ja byłam chora w 9 tc. Nic nie lykalam. Lezalam i się leczylam domowymi sposobami. Jedynymi lekami które brałam to były Isla na gardło. Można brać w ciąży. Jeśli Cię boli to polecam 🙂
            Masakra jakaś teraz z tymi grypami…

  37. Uczuciowa, to teraz oglądaj komedie i filmy relaxowe, wysypiaj się, dogadzaj 🙂 czekamy razem z tobą…
    Doti, gratulacje!
    My dzisiaj dowiedzieliśmy się, że Bułeczka jest faktycznie Bułeczką:) Dziewczyna jak 2×2=4:)

    1. Olga to witamy nowa dame !!! 🙂 dobrze, że u Was wszystko ok 🙂
      ja dopiero mam wizyte 9 lutego. Ehh już się nie mogę doczekać. Chodzę teraz co 3 tyg. i ciągnie się ten czas jak guma z majtek 🙁

      1. Dzięki Dziewczyny,
        dalej trudno mi w to uwierzyć… jestem jak dziecko z otwartą ze zdziwienia buzią. Never lose hope…..
        Margaritka, Bilbao, Kas, zobaczycie za chwilę będzie koniec 1 trymestru…
        Iza, You Know Bejbe….

    2. Bułeczkaaaaa!!! Cudownie!!! Zawsze chciałam córę! Zanim zaczęło mi być wszystko jedno 😉 Możecie zacząć wymyślać imię, chyba że już macie:)
      Wysypiam się, dogadzam, jestem oazą spokoju – poza krótkimi chwilami kiedy schizuję 😉

      1. Ach, tez sie bardzo ciesze:) wczoraj co nieco zaczęło do nnie docierać, ze ten dzidziuś naprawdę jest w moich brzuchu i rośnie:) wczoraj był 9tydz.0dzien

  38. Droga autorko, drogie dziewczyny!
    Bloga poczytuję od kilku dni, ale bardzo wiele się dowiedziałam. Jutro idę do lekarza, żeby umówić się na in vitro! Trzymajcie kciuki, bo umieram że strachu 🙁 staramy się o maleństwo 2 długie lata, oby ten rok był wyjątkowy! Zarówno u mnie jak i u mojego męża wszystko w porządku, a dzidzi jak nie było, tak nie ma 🙁 jesteśmy po dwóch nieudanych inseminacjach, jedyna nadzieja w ivf…

  39. Droga autorko, drogie dziewczyny!!!!
    Bloga poczytuję od kilku dni, ale bardzo wiele się dowiedziałam. Jutro idę do lekarza, żeby umówić się na in vitro! Trzymajcie kciuki, bo umieram że strachu 🙁 staramy się o maleństwo 2 długie lata, oby ten rok był wyjątkowy! Zarówno u mnie jak i u mojego męża wszystko w porządku, a dzidzi jak nie było, tak nie ma 🙁 jesteśmy po dwóch nieudanych inseminacjach, jedyna nadzieja w ivf…

    1. Kochana boroffko, wiem, że się boisz. Ale strach ma wielkie oczy. Przejdziesz przez in vitro, nie ma co się bać. Jestem z Ciebie dumna, że nie decydowałaś się na IUI w nieskończoność, dwie wystarczą. Głowa do góry, cycki do przodu i zdobywasz świat 🙂

    2. Boroffka zobacz in vitro się udaje, tutaj wiele przykładów na blogu. Wszystko będzie dobrze, napisz jak po wizycie. Czy zalapaliscie się jeszcze na rzadowke czy podchodzicie komercyjnie?

  40. Pierwsza IUI – corka. Kolejne 5 – nieudane. Na rzadowe ivf juz sie nie zalapalismy, na dofinansowanie do lekow-tak, ale nie stac nas na komercyjne ivf.
    Lykam suplementy. Maz sie buntuje i Profertilu nie chce brac. W kwietniu (po 3 m.suplementowania) chcialam podejsc do ostatniej IUI, ale „entuzjazm” meza skutecznie mnie oddala od tego zamiaru 🙁

    Moja kuzynka z 1 corka zaszla po 3 IUI. Potem 3 nieudane w I. i 4ta w N. Synek ma sie urodzic w lutym.

    1. Magda przede wszystkim gratuluję córeczki z IUI. Ja nigdy nie wierzyłam w powodzenie inseminacji. Może to dlatego ze sama przeszłam ich aż 5 i nie zaskoczyło ani razu. Moze tez dlatego ze pecherzyki nie pekaly tylko się otorbielaly. Jesli chodzi o ivf warto popytac w roznych klinikach bo moze niektore maja jeszcze wolne srodki? Ten Pis tak dal popalic…

  41. Przeczytałam cały blog. Jesteś jak skała, nie do zdarcia! Jesteś prawdziwą bohaterką. Trzymam za Ciebie kciuki w lutym. Oby uśmiechnęło się do Ciebie szczęście, o które tak długo i z uporem walczysz. Oby uśmiechnęło się w końcu dla każdej z nas. Może kiedyś opowiem swoją historię 🙂

  42. Ku pokrzepieniu serc wszystkich, którym braknie wiary w starania i walkę zgłaszam, że moja beta w 17 dpt wynosi okrąglutkie 1778 🙂 Cokolwiek się nie zdarzy potem , to na teraz nie chce być inaczej. Myślę, że przy naszej historii ( oboje z problemami) może to być powodem do zadowolenia i nadziei dla wszystkich zrezygnowanych w ten chłodny lutowy dzień…
    Ściskam więc mocno wszystkich, którzy tego dziś potrzebują 🙂

    1. Doti, pięknie! Do przodu!

      Ja właśnie przed sekundą odebrałam swój wynik (chciałam się upewnić, czy rzeczywiście nie brać nart) – 20 dpt i jest 5672 😀

      Tłusty ten czwartek! Czekamy na tłuste wiadomości od Rudolotki i jej walecznej morulki.

      1. Dobrze, że ktoś w tą moją morulkę wierzy, bo jej mamusia nie bardzo. Bętę miałam robić, ale jak to niżej napisałam – zcykałam się i nie poszłam. Jutro z rana w 11 dpt melduję się na badaniu, bo leki mi się kończą i coś już trzeba zrobić ;/

  43. Doti, S-mother- betki macie piękne!!!:) niech rosną Maleństwa silne i zdrowe! Takie wieści to ja lubię.
    Rudolt, cały czas trzymam mocno kciuki za Twoja waleczną Morulkę:)

  44. S-mother, tak z ciekawości spytam. Gdzie Wy na te narty jedziecie? My tez mieliśmy jechać, ale pogoda w Pl taka, ze pożal sie panie Boże. W przyszłym tygodniu deszcz nawet w górach:/ jako ze ja jeździć nie bede, to chciałabym chociaz nacieszyć sie widokami, śniegiem, powietrzem. No, ale te dodatnie temperatury i deszcze mnie jakos nie zachęcaja:/ ostatecznie chyba zrezygnujemy, no bez sensu jechać i siedzieć w hotelu.

    1. Margaritko, my jedziemy do Czech, w Jeseniki. W zeszłym roku byliśmy też tam i śniegu było mnóstwo, choć jeszcze po przekroczeniu granicy nie było widać perspektyw na jazdę 🙂 Teraz jest ok. 40 cm w tych ośrodkach, które odwiedzaliśmy, a prognozy twierdzą, że jutro ma jeszcze trochę dosypać. Mam nadzieję, że tak będzie 🙂

  45. Iza- uwielbiam Twojego bloga. Za to jak piszesz i za wszystkie dziewczyny, które dopisują swoją historię. Za, to że można się tu popłakać, wyśmiać i wygadać. Za to, że można się dowiedzieć o najdziwniejszych badaniach, lekach i o tym gdzie jechać na narty:-) Dziewczyny dziękuję, że jesteście:-)

  46. Eewa, właśnie sama z radością odkryłam, że blog prześlizguje się przez turystykę 🙂 Kiedyś, zobaczysz, będę mogła pisać tylko o tym 🙂 Dzięki, Eewa, że się odezwałaś 🙂

      1. Zcykałam się i nie poszłam dzisiaj 🙂

        Idę jutro, bo leki mi się skończyły, więc coś muszę wiedzieć – w tą, albo w tamtą.. Wyniki będę miała przed 18;00. Czuję, że moja beta jest na minusie 🙂

  47. Kopiuję z profilu Naszego Bociana:
    Mamy dobre wieści dla par oczekujących na refundowane in vitro –

    InviMed Warszawa przyjmie dodatkowych 50 par w ramach rządowego programu refundacji in vitro. Jest to propozycja dla pacjentów, którzy są już zakwalifikowani do programu w innych klinikach, ale ze względu na długie kolejki oczekujących obawiają się, że nie zdążą skorzystać z refundacji.

    Miejsca w InviMed Warszawa przewidziane są dla osób, gotowych na to, aby od razu podejść do procedury in vitro. Muszą to być jednak pacjenci, którzy zostali już zakwalifikowani do programu w innym ośrodku, a przejście do kliniki InviMed jest dla nich zmianą realizatora programu.
    Zainteresowani proszeni są o kontakt pod numerem telefonu: 500 900 888. O przyjęciu decyduje kolejność zgłoszeń.

        1. Wynik bety o 17:00. Tymczasem jestem na liście w warszawskim I. Trzymają mi miejsce. Swoją drogą – któraś z Was się tam leczy? Jakie macie opinie? W necie, jak to w necie, sporo pozytywnych ale i bardzo dużo negatywnych. Już sobie ułożyłam w głowie, że wiosną uciekamy do Warszawy do N. A tu jeszcze jedna szansa..

          1. Ja jestem z invimedu Warszawa. Wężon i s-mother też. Ja komercyjnie, dziewczyny w programie. Miałam dwa transfery z jednej procedury, z pierwszego mam synka 17 miesięcy, z drugiego teraz jestem w ciąży bliźniaczej 😉 więc nie narzekam na nich 😉 jak jest szansa na skorzystanie z programu, to trzeba brać!

          2. Ufff. W końcu jakaś dobra opinia. I w dodatku z dobrymi wiadomościami 🙂 Dziewczyny, to do kogo się zapisać? Wszędzie w necie piszą że i dr D i dr R. to mruki, no ale gadać dużo to oni nie muszą, ja jestem trudną pacjentką, zatem ważne, aby skuteczni byli..

          3. Ja jestem pacjentką dr D i go lubię. Chociaż rzeczywiście, nie jest on bardzo rozmowny w takim pierwszym kontakcie, my się znamy już ponad dwa lata i w sumie naprawdę nigdy mnie nie zawiódł, jak coś się działo. Prowadziłam u niego ciążę z synkiem i teraz też do niego jeżdżę.

          4. Tak, jestem w Invimedzie. Trzeba się nastawić na długie kolejki niestety. Jeszcze parę miesięcy temu było spokojnie, teraz, kiedy program ma się ku końcowi, czas oczekiwania na wizytę wydłuża się czasem do dwóch godzin (lekarze jednocześnie przyjmują pacjentki i kursują do sal zabiegowych).
            Lekarze wiadomo- różni. Ja swojego uwielbiam, ale są też tacy, których oceniam fatalnie. Myślę, że Kas ma rację- w tej sytuacji nie ma co wybrzydzać i brać co dajo:-)
            Jestem tutaj po trzech IUI i czterech transferach z trzech procedur MZ. I niech już tak zostanie 😉

  48. Przepraszam, że tak samolubnie, szybko z pracy piszę 😉 odebrałam betę z wczoraj 16 dzień po inseminacji 341,18. Mogę się troszkę ucieszyć już?? kiedy do lekarza na usg?

      1. Powtórzyłam po 3 dniach (poprzednią robiłam w czwartek, ta w poniedziałek) i wynik to coś trochę ponad 1900. Więc rośnie. Ale trochę mnie martwi, że w porównaniu z waszymi wielkimi liczbami, moje jakieś skromne.

    1. Pierwsza inseminacja.
      Najpierw zmienione leki, dobra reakcja- pękaty pęcherzyk, w 14 dniu ovitrelle na pęknięcie, w 15 dniu endometrium mięciutkie 12mm, nasionka niemęża ze świetnymi parametrami po zmianie trybu życia od maja i braniu zwykłych witamin. Ja od miesiąca zaczęłam brać witaminę D 2000J. Wcześniej brałam jeszcze B12, magnez B6, kwas foliowy.
      I się udało. Zrobiłam wcześniej 3 testy sikańce. Pierwszy w dzień przed spodziewaną miesiączką, po południu- wyszłam z łazienki wierząc, że będzie jak zawsze. I zaskoczył mnie widok bladziutkiej drugiej kreski i moja reakcja… płacz niekontrolowany i niedowierzanie. Na drugi dzień też słaba kreska, w środę trochę mocniejsza, ale inny test.
      Ta beta chyba nie jest jakaś szalona, nie jest za niska?
      Idę dziś do lekarza na usg. Myślicie, że będzie widać, czy w odpowiedniej części ciała mam ten pęcherzyk? Boję się, żeby nie był w jajowodzie, bo mam poskręcany lekko.
      Nigdy nie byłam w ciąży, nie wiem jak mam się czuć. Na razie czuję się normalnie 😉

      1. „Nigdy nie byłam w ciąży, nie wiem jak mam się czuć. ” Jesteś boska 🙂 Tak jak się czuły nasze mamy, babcie i prababcie 🙂

        Martuś, pęcherzyka tak wcześnie chyba nie widać?

        Sciskam WAS 🙂

        1. Na USG widoczna była mała plamka. I niestety na jajniku wielka cysta- którą mam się nie przejmować. Nie mógł (lekarz) stwierdzić, czy to nie jest ciąża pozamaciczna- że na to za wcześnie. Że śluzówka macicy przekształcona w doczesna. Ale że mam zrobić bete jeszcze i przyjść za dwa tygodnie- wypada w przyszły piątek. Niemąż mój zrozumiał wszystko optymistycznie, że za dwa tyg. potwierdzimy, że wszystko ok. A ja zaczęłam się martwić, że to jednak pozamaciczna- bo jak to nie może potwierdzić 😉 Ale to dopiero był początek 5 tyg. od dnia miesiączki.

          Piersi mi urosły lekko, bolą cały czas. Miewam zgagę, jak moja mama miała w dwóch ciążach. Nie mam apetytu na nic- nawet na słodycze 😉

        1. @MartaP – g r a t u l u j ę 🙂

          U mnie pozytywny wynik wyszedł w 26 dc ( 18 dni po IUI).
          Aż odnalazłam swoje badanie bety z cyklu z IUI. W 30 dc HCG miałam 1044 mIU/ml 🙂

    1. Przykro mi, miałam nadzieję, że jednak morulka dała radę.

      Ale w tym złym dobrze o tyle, że masz promyk nadziei i plan na przyszłość. Oby invimed był dla Ciebie tak szczęśliwy jak dla mnie i mojej rodzinki.

  49. Rudolt, przykro mi:( dobrze kochana myślisz, nastaw sie dobrze, faszeruj witaminami i niebawem moze powtórzysz podwójny sukces Kas;) tego Ci życzę z całego serca!!!!!!glowa do góry, jesteśmy tu z Tobą!

  50. U nas beta w 10 dpt 0,45 🙁
    Dla nas to już jest koniec to był ostatni nasz Blastus 🙁
    Brak sił na kolejne procedurę 🙁
    Dzisiaj jak na razie bez wielkich łez bo przecież mamy siebie.

    1. Oooo, Marta, tak mi smutno razem z Tobą 🙁
      Liczyłam, że te wlewy Ci jednak pomogą.
      Teraz trzeba tą gównianą bete jakoś przetrawić, i może potem te siły do dalszego działania jeszcze wrócą.
      Przytulam Cię mocno, przykro mi strasznie.

    2. Marta, bardzo mi przykro:((((
      Przytulam Cie mocno.
      Pamiętaj, ze życie jednak potrafi zaskoczyć a los odwrocić sie(czasem w najmniej spodziewanym momencie, czasem gdy wypala sie nadzieja, gdy choć chcemy to juz nie potrafimy wierzyć). Daj sobie czas, także na ten smutek. Ja teraz bede wierzyć za Ciebie, a gdy nabierzesz sil, oddam Ci Twoja wiarę i nadzieje:) zreszta na pewno wszystkie tu wierzymy, ze Wam sie uda:)

    3. Przykro mi Marta, strasznie mi przykro 🙁
      Dziś też nie jest dzień na podejmowanie żadnych ostatecznych decyzji. Dziś jesteś zmęczona i dziś wszystko jest źle. Źle mi z Tobą 🙁

  51. Rudolocie, przykro mi, że nie udało się tym razem, ale wyczuwam w Tobie wielką siłę i wolę dalszej walki. To bardzo ważne!! Cieszę, że się nie poddajesz. Masz plan, zaklepane miejsce w I., wiesz co robić dalej, to najważniejsze.
    Jesteś dzielna i silna baba 🙂

  52. Dzięki dziewczyny 🙂 Tę siłę czerpię z Was i Waszych sukcesów. Widzę, że to wszystko nie przychodzi łatwo, czytam ile się starałyscie, ile macie za soba transferow, łez.. Nie jest mi dziś smutno, jakoś tak- spodziewałam się,że morelusia jednak nie da rady. Ale może po suplementacji i dobrych myślach, w końcu będzie taki zarodek,że skali w klasie braknie i embriologom oczy z orbit wyjdą! 🙂

    Izo, Twój wpis,pod którym komentujemy jest szalenie ważny. Bo my,cholera, w całej tej walce, zapominamy żyć. I o tym ostatnio myślę. Tyle rzeczy sobie odmawiamy, a życie jest tu i teraz.

    Marto, nie poddawaj się. Odpocznij. A potem zastanowisz się co dalej. Odpoczynek jest ważny. Mnie samej teraz na myśl o in vitro słabo sie robi.. musimy sobie dychnąć 🙂

  53. Ja bym sobie chciała dychnąć :-),nie jestem jeszcze gotowa psychicznie na następną ciążę,zakładając że się w ogóle uda, ale w głowie ciągle uporczywa myśl, 38 lat skończone, czas mnie goni i to chyba najgorsze.
    Niepłodność zabrała mi bardzo wiele a teraz zajmuje myśli, rozmowy, plany… Iza zmotywowałaś mnie troszkę. Przypomniało mi się że lubię łyżwy (to takie wspomnienie z dzieciństwa),zumbę (dorosła fascynacja), że pochlaniam skandynawskie kryminały. Odłożyłam na bok wszystko,przedtem- bo starania, bo ciąża teraz-bo nie mam na nic ochoty. Ale postanowiłam że to się zmieni. Jeszcze za wcześnie na wesołe rytmy latino i fizycznie nie powinnam szaleć ale może już niedługo ;-).
    S-mother, Doti gratulacje! Jeszcze nie miałam okazji! I Marta P dołączyła. Super.Uwielbiam takie wiadomości :-).
    Rudolot przykro mi. Takich wiadomości nie lubię 🙁 ale dobrze że masz plan i energię do działania. To ważne.

        1. No wlasnie cos o tym slyszalam, ze jak jest inna metoda to nalezy ten wynik duzy podZielic przez 2….;) dowiem sie od lekrza w poniedz. Mam nadIeje, ze to nie pcos…chociaz co za roZnica….rozumiem ze przy in vitro to wszytsko jedno?

    1. Wizyte mam w poniedz i wtedy tez mamy wyniki nasienia meza…powiem Wam, ze ja juz nie wierze w naturalny cud i od razu prosze o in vitro. Nie rozumiem tez, co ludzie w tym widza zlego…chodzi mi o wiare. Ja tez jatem osoba wierzaca i niesadE, ze robie cos zlego…moje sumienie jest czyste…poki co

  54. Izo, kiedy dokladnie startujesz z kolejna stymulacja! Idziesz krotkim czy dlugim protokolem? Jak Ty znosisz stymulacje? Masz jakies skutki ubocZne szczegolnie dotkliwe?

    1. Soniu, idę w połowie lutego na wizytę startową, wtedy się wszystko okaże. Lekarz dobierze protokół, nie wiem jaki. Pierwszą stymulację zniosłam źle, zerknij w wolniej chwili w archiwum bloga – listopad 2013 r. Miałam hiperkę i szpital. Ale co tam 🙂

  55. Soniu, każdy musi w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem podjąć decyzje o in vitro. W oczach kościoła bedziemy naznaczone, ale czy bardziej niz księża pedofile? I czy na zawsze? Moze kiedyś kościół uzna in vitro tak jak uznał przeszczepy serca? Mnie boli to, ze kościół i środowiska prawicowe posługują sie argumentem o zabijaniu zarodków robiąc z osób robiących in vitro demony, a jest to nieprawda. W Polsce chyba żadna klinika nie praktykowała nigdy niszczenia zarodków , poza tym teraz te kwestie reguluje ustawa. Warto omówić z lekarzem procedurę in vitro. Sa pary u których warto zapłodnić wiecej komórek, sa takie u których tylko niedrożne jajowody blokują zajście w ciąże a komórki i plemniki sa ok i wystarczy ta jedna komórka i plemnik. Warto by lekarz wytłumaczył i dokładnie omówił sytuacje pacjenta, oraz by zaproponował leczenie zgodne z oczekiwaniami pary s jednocześnie które w mniemaniu lekarza przyniesie skutek.
    Mi w pierwszej procedurze udało sie uzyskać 4zarodki ale niestety żaden sie nie zaimplantowal. Z drugiej mamy 6zarodkow i juz pierwszy transfer przyniósł upragniona ciąże. Teraz przede wszystkim myśle o dziecku które rośnie we mnie, ale prześladuje mnie także myśl o czekających mrozakach. I to jest obciążenie in vitro. Trzeba sobie zadać pytanie czy jesteśmy na to gotowi. Ja byłam:) i chciałabym jakK najszybciej wrócić po reszte naszych bąbelków:)

    1. Kochana, teraz to Ty sie skup na malenstwu w brzuchu. Moze ze mna jest cos nie tak , ale ja mysle, ze zarodek jako czlowiek to zaczyna sie jednak dopiero po implantacji w jamie macicy;) Poza tym absolutnie nie jestem za niszczeniem zarodkow. Nikt by sobie na to nie pozwolil…chyba tego niektorzy nie rozumieja. Zarodki sa zbyt cenne. I dla nas, rodzicow. I dla kliniki. To troche walka politykow jednak. JA mysle, ze gdybym byla w Twojej sytuacji to na pewno wrocilabym po „mrozaczki” i tyle. Powodzenia i nie stresuj sie:) macierzystwo jest piekne. Mowie to jako mama 7 latka.

    2. To prawda. Ja nawet w mojej historii u Izy napisalam, ze moje mrozaki są moją obsesją i myślę o nich codziennie. To jest taki aspekt in vitro, który dla wielu wydaje się nie do pojęcia, no bo jak to, martwić się tym, że te zarodki są, kiedy tyle wysiłku wlozylo się w ich uzyskanie. U mnie oba transfery zakończyły się ciążami, na szczęście odebrałam wszystkie zarodki z kliniki i ten moment ostatniego transferu to była dla mnie ogromna ulga, że się udało. Że je wzięłam, nie porzucilam, nie oddałam itp. Każdego dnia między pierwszym a drugim transferem (dzieliło je dwa lata) myślałam o tym, że może stać się coś, co uniemożliwi mi zabranie zarodków i to było dla mnie bardzo trudne psychicznie. W mojej historii ivf był to najtrudniejszy element do przepracowania.

      1. Kas, ja właśnie tylko z tego względu nie brałam pod uwagę propozycji mojego lekarza o zrobieniu in vitro, bo przy 3 dziecku mieliśmy problem bo obu stronach, ale mieliśmy już 2 dzieci więc sytuacja diametralnie inna niż u Ciebie. Bałam się, że ze względu na mój wiek lub jakieś inne okoliczności (np.wypadek) czy też dużą ich liczbę nie będę mogła zabrać wszystkich zarodków, a to byłoby dla mnie zbyt trudne psychicznie. Rozumiem więc Twoją ogromną odwagę przed i tylko mogę próbować wyobrazić sobie Twój strach o te dwa bobasy w brzuchu teraz przez te dwa lata jak codziennie przejeżdżałaś koło kliniki i martwiłaś się czy uda Ci się je zabrać. Szkoda, że ta procedura nie pozwala na łatwiejsze pobieranie tylko jednej komórki za każdym razem. Cieszę się razem z Tobą, że nie musisz się już o to martwić. Życzę Ci dalszej zdrowej ciąży i szczęśliwego rozwiązania!!!

        1. Asiu, mozliwe jest podejscie do in vitro na cyklu naturalnym tj lekko srymulowanym (np tylko tak jak do iui) i wtedy uzyskac mozna mniej konorek np 2,3 i zaplodnic tylko 2 max 3. Wowczas nie masz „nadprogramowych” zarodkow i dylematu ci zrobic z wieloma zarodkami. Wtedy jest inny problem: co jak se nie uda? Ja na pewno dokladnie odptam dzis lekarza bo jestem w nieco podobnej syt do Twojej. Mam juz dziecko. Jestem po 35 roku zycia i pewnie nie zdolalabym wrocic po zarodki, jesli byloby ich wiele. 1 ciaza i max 1 zarodek „w lodowce” to jest dla mnie do zaakceptowania. A prawda jest taka, ze trzeba sie modlic zeby sie w ogole udalo. Jedym zostaja nadliczbowe zarodki a inni musze stymulowac sie wiele razy. I gdzie tu logika?;)

          1. No to jest loteria. Mój lekarz był praktycznie pewien ze w naszym przypadku in vitro da ciąże. Ominiemy problem słabszych plemników wybierając te silne i zapładniając komórki i bedzie ok. Niestety, pierwsza procedura przelana została moimi łzami po kolejnych transferach i braku ciazy. Zarodki były ładne, ale cos nie zagrało. Także wcale większa liczba zarodków , wydawało by sie „nadprogramowych” nie jest gwarantem sukcesu. W drugiej procedurze lekarz żałował wręcz ze w programie możemy zapładniac tylko 6komorek bo uważał ze w naszym przypadku przydałoby sie wiecej. To nie działa niestety tak ze sobie postanowimy mieć 2 dzieci i tyle bedziemy miec. Nie uważam zeby to było takie „niesprawiedliwe”, po prostu nie na wszystko możemy mieć wpływ. I moze i na szczęście. In vitro pozwala ominąć trudności z poczęciem wynikające z rożnych schorzeń, ale wbrew temu co ludzie sobie myślą nie jest koncertem życzeń co do ilości dzieci, płci, koloru włosów czy oczu, a nawet nawet genów.

    1. Czekamy na relację 🙂 My odłożyliśmy wizytę w czasie – zaczekamy do końca III procedury. Mój mąż nie jest jeszcze gotowy, mówi, że to tak, jakbyśmy nie wierzyli, że 3 raz może się udać. Ja wierzę, ale zawsze muszę mieć plan B..
      Powodzenia Marto! 🙂

  56. Dziewczyny, potrzebuję waszego feedbacku. Pamiętacie, jak pisałam Wam o mojej laparoskopii w grudniu? Stawiłam się do szpitala w 29 dniu cyklu, lekarz na izbie przyjęć dziwił się, że w takim terminie (miałam pół roku wcześniej wyznaczoną wizytę stawienia się na zabieg i nie wiedziałam wtedy, w który dzień cyklu to wypadnie, a na pryw wizycie u prof przed samym zabiegiem, nie pytał mnie o to), potem lekarze na komisji kwalifikującej mnie na zabieg (dzień przed zabiegiem, popołudniu) również dziwili się, że w tym momencie. Zaczęły mi się lekkie plamienia, myślałam, że to początek miesiączki, bo cykle około 31-32 dni. Zlecono mi beta-hcg przed zabiegiem. Rano po przyjęciu na oddział pobierali mi krew na inne badania. Nikt nie poinformował mnie o wyniku, wieczorem dostałam relanium, z samego rana głupi jaś, potem narkoza – tak jak przed zabiegiem. Dzień po zostałam wypisana. Na karcie wypisu widnieje informacja – beta hcg total – 8, a pod spodem normy między 5 a 50 pierwszy tydzień ciąży.
    Po wyjściu ze szpitala powtórzyłam betę i wynik – 2. Telefonowałam do prof ale trzy razy usłyszałam „spoko, ten wynik nie ma znaczenia”. W ostatnią środę byłam na usg prywatnie, żeby zobaczyć, czy po laparo rośnie jakiś pęcherzyk. Lekarz, który mnie badał jest z tego samego oddziału, co profesor, do którego chodziłam, wiedział gdzie robiłam laparo. Opowiedziałam mu tę historię. W gabinecie zapadła martwa cisza, spojrzał na pielęgniarkę, ona na niego… i ta jego mina. Nie pozostawiała złudzeń. Do tej pory przełknęłam to, co się stało. Wbiłam sobie do głowy, że to błąd laboratorium, że to nie była ciąża. Ale po jego minie coś we mnie pękło. Zaczęły się myśli, a co jeśli byłam w ciąży, jeśli walka się udała, stał się cud, a nikt nawet nie spojrzał na wynik? Na wypisie jest data beta hcg 22, czyli dzień operacji. Moim zdaniem nie powinni mi 21go wieczorem dawać relanium, jak nie wiedzieli, że na pewno nie jestem w ciąży. Stąd myślę, że nikt na to nie spojrzał. Noszę się z zamiarem udania się do prawnika zajmującego się błędami medycznymi. Myślicie, że to ma sens? Czy może ja świruję? Przepraszam, za długość wpisu, ale sama już nie wiem co myśleć.

    1. Nosz kurwa… Ania… idź do prawnika. Bez wahania.
      Aż mnie zmroziło, jak przeczytałam to co napisałaś.

      Musisz sobie znaleźć dobrego prawnika, który zna się na kwestiach medycznych, żeby ocenił po całej historii szkodę.

      Masz dwie drogi, albo proces przed sądem, albo komisja lekarska, dokładniej opisane jest to tu
      https://dobrebadanie.pl/czytelnia/article/7162-pozasadowa-mozliwosc-dochodzenia-roszczen-wojewodzkie-komisje-ds-orzekania-o-zdarzeniach-me.html

      Nie odpuszczaj, bo inaczej lekarz zrobi znowu tak samo – Tobie, mi albo którejkolwiek z nas.

      1. Dzięki Iza, też mi się wydaje, że nawet jeśli to nie była ciąża, albo ich zdaniem nie rokowała, to ktoś powinien mi powiedzieć, że taki jest wynik, albo najlepiej odsunąć zabieg w czasie, bo nie zależało od niego moje życie i powtórzyć badanie krwi, a na pewno nie powinni mi dawać relanium, zanim dostali wyniki bety. Masakra jakaś.

        1. Ania, zostało naruszone Twoje prawo do informacji o Twoim stanie zdrowia. To już samo z siebie kwalifikuje się już do sądu. Na pewno dojdzie także narażenie potencjalnej ciąży. Nie zostawiaj tego tak.

          1. Na pewno tego nie zostawię. Niedługo zaczynam ferie,będę miała więcej wolnego czasu,wybiorę się do szpitala i spróbuję dostać jakaś dokumentację,bo narazie man tylko wypis i pójdę z tym do prawnika. Chciałam się tylko upewnić, ze nie ześwirowalam i ze to,co się stało, to kurestwo z ich strony. Nawet jeśli to był pieprzony błąd laboratorium,to uważam, że widząc ten wynik powinni odwołać zabieg i powtórzyć badanie, gdyby ktokolwiek na niego spojrzał. .. a tam jest fabryka.

          2. Dobrze robisz. Ja zostawiłam kwestie laparo na jajnikach gdy praktycznie nie było juz guza do wycuecia, bo ku zdziwieniu lekarza z 7cm zostały 2cm. Chwale sobie szybkie działanie, ale usg czy choćby zwykle ginekologiczne badanie przed operacja mogliby Robić. Ja sobie przetłumaczyłam to tak- lepiej ze to nie było nic groznego i nie było juz za bardzo co usuwać (bo ja tyle sie nasłuchałam ze juz nawet na tamten świat sie szykowałam) i ze zaczęło sie wchłaniać, niz gdyby czarne scenariusze sie sprawdziły. Mnie tez nikt nic nie tłumaczył, cud? Błąd lekarski? 2cm guzów sie nie operuje. No, ale to był guz, nie ciaza. Chodzi mi o to ze moze faktycznie trzeba zgłaszać te przypadki błędów lekarskich.

      1. Beta hcg wynosiła 8 Ewa, dzień przed zabiegiem 21 grudnia pobrali mi krew, wynik bety przyszedł do szpitała 22 grudnia i wynosił 8. Pod spodem były normy, że to 1 tydzień ciąży.

        1. Ania, ja za wiele nie pomogę, na pewno warto się skonsultować z prawnikiem. Ale chciałam o samym relanium, ten lek dużo dziewczyn w ciąży bierze, lekarze go dają np po transferze, bo podobno utrudnia zajście w ciążę pozamaciczną, pamiętam, że jedna z nas (mama to be?) brała go przez większą część ciąży. Więc jeśli bylaś w ciąży, to nie wina relanium, a laparoskopii pewnie.

  57. Cześć dziewczyny,
    Macie jakieś doświadczenia z hashimoto? Ja już trzy poronienia…I tracę nadzieję i siebie ..czy in vitro jest możliwe przy tej chorobie wogóle. .? 7 lat trwają już moje zmagania i tracę siły..

    1. Jadziu,
      a maszmoewnosc, ze to hashimoto jest przyczyna niepowodzen?
      W jakich tygodniach tracilas ciaze?Jakie badania robilas po?
      Ja mam hashimoto, co prawda tsh ksiazkowe, ale na usg tarczyca dziurawa jak ser szwajcarski, i wysokie przeciwciala, anty tpo przekroczone kilkunastokrotnie, anty tg trzykrotnie.

      1. Bilbao, pewności chyba nie mam. Lekarz tak zasugerował . Przeciwciala wysokie, tsh mimo euthyrox 100 nie spada poniżej 2,00 – chociaż i tak dobrze ze spadło do 2. Ciaze traciłam w 10/ 11 tygodniach. Zarodki nie rozwijały się prawidłowo lub przestawały się rozwijać i umieraly.
        Hashimoto sieje spustoszenie w moim organizmie, już nie mówiąc o psychice , która i tak jest w strasznym stanie. Po ostatnim poronieniu nie zachodze w ciaze juz 1, 5 roku. Wybrałam juz klinike , tylko nie wiem czy przy hashimoto ma to sens.
        Czy pilnujesz diety bezglutenowej przy hashi?

        1. Jadziu, ja biore Euthyrox 25 i tsh mam 1,5, teraz w ciazy aktualnie 10 tydzien prawie mam dawke 50.
          Ja ogolnie nie mam zadnych objawow Hasi, czuje sie swietnie, skora ok.
          Poprzednia ciaza u mnie dotrwala do 15 tygodnia ale stracialam ja z powodu wady genetycznej dziecka, nie Hasimoto.
          Niespecjalnie mam diete przyznam szczerze, mi kolejny juz endo powiedzial, ze wysokie przeciwciala moga ale nie musza przyczyniac sie strat ciaz. I ze ich obecnosc bardziej wskazuje na mozliwosc istnienia innych mechanizmow odpornosciowych mogacych zagrazac ciazy, np. przeciwciala antyfosfolipidowe.
          Trzy poronienia to przysluguja Ci juz badania genetyczne, na kariotypy itd. Robilas je moze? Badania plodow po poronieniu pewnie nie byly robione?
          Jest mnostwo dziewczyn ktore z hashi rodza dzieci.
          Z tego co slyszalam, to przeciwciala dochodzace do tysiecy sa uznawane jako mogace byc grozne i mozna probowac je obnizyc biorac sterydy.
          Jezeli masz tsh ponizej 2 to to jest calkiem dobre tsh, tego nie mozna sie przyczepic.

          1. Bardzo dziękuję za Twoja odpowiedz, na przeciwciala antyfosfolipidowe dostałam acard i zastrzyki Fraxiparine.
            Ostatni miesiąc to clostilbegyt. Ciazy brak. Lekarz który prowadził mnie parę lat zalecił klinike i tyle. Powiedział żeby nie przychodzić juz do niego.
            Masz niska dawkę euthyroxu…mi cały czas endo zwiększa.

          2. Jadzia, wiem, że to wszystko trudno wziąć na klatę, ale akurat lekarz dobry – bo miał odwagę powiedzieć, że on już wiecej nie może nic zrobić. A nie – zaspokajać własne ambicje i latami szukać drogi, gdy możliwości jego gabinetu się wyczerpały. Dobrze, ze nie traci Twojego czasu…

          3. Wiem, wiem, teraz już kilka dni po zaczynam go rozumieć, ale jak w gabinecie powiedział , że jak zrobie test po clo i nie będzie dwóch kresek, to żebym juz nie przychodziła , zatkało mnie, załamał ? Nie wiem, czułam rozczarowanie i złość …teraz muszę od nowa nowemu lekarzowi w nowej klinice przedstawić swoją historię. ..

        2. Jadzia ja mam hashimoto, nie byłam jeszcze w ciąży, ale po przejściu na dietę (protokół autoimmunologiczny), odstawieniu fluoru i po tym, jak przestałam chodzić na basen (chlor) przeciwciała anty-tg spadły mi z 450 na 26, anty-tpo też sporo niżej. Dodatkowo suplementacja na podstawie wyników badań. Zbadałam również mutację mthfr – to też ma wpływ na poronienia oraz przeciwciała kardiolipinowe i fosolipidowe (żeby sprawdzić zespół poronień nawykowych) także rozszerz może diagnostykę, bo może coś współtowarzyszy Hashimoto.

          1. Dużo info.znajdziesz na ten temat na tlustezycie.pl. Na fb tez jest grupa „protokół autoimmunologiczny” i dużo pomocnych wiadomości.

          2. Jadzia ja mam Hashimoto. Udał mi się 4 transfer. Ale zrobiłam testy pokarmowe i wyeliminowalam produkty które mnie uczulaja. To niekoniecznie gluten!

    2. Jadziu, ja mam niedoczynnosc i hashimoto. Zdiagnozowane niedawno – koniec grudnia, początek stycznia.
      Caly 2015 rok – masakryczne samopoczucie, senność, apatia, rozdraznienie, wypadanie włosów, sucha skora, tycie.
      Wiazalam to ze stymulacjami, ale te objawy -jak dobrze sięgnę pamięcią – mialam juz w 2014.
      Taka kumulacja nastąpiła w 2015.
      Tsh z grudnia prawie 7.
      Dodatkowo mam prolaktyne w gornej granicy.
      Przyjmuje letrox75.

      Delikatnie ograniczylam gluten i laktoze.
      Zrezygnowalam ze słodyczy (sic!!), piję zielone herbatki, pokrzywke, zajadam sie kiszoną kapustą 🙂
      Zaczęłam znow cwiczyc 🙂
      I niestety bez badan, ale to i owo suplementuje.
      Jest poprawa w wygladzie i w samopoczuciu.
      Ciezko stwierdzic co tak na prawdę mi pomoglo…

      Teraz sie okazalo, ze kolezanka z tsh ok.4 ale wyzszymi anty tpo od moich jest w ciazy.

      Wiec niekoniecznie hashi winne braku ciazy.

      U mnie chyba raczej prolaktyna.
      Ja przy tsh 4 nie zachodzilam. A takie mialam w 03.2015.

      Starania trwają juz 5 rok.

      1. Dzięki asti,
        Ja już obnizylam tsh do 2 juz jakiś czas temu. Bromergon 1/2 tabletki , selen, magnez, Wit D, acard, euthyrox 100. .i dale nic…ostatnio clostilbegyt i nadal nic. Może faktycznie to nie hashimoto. Mam nadzieje , ze w klinice coś znajdą. Bo chyba lepiej wiedzieć czemu…a tak cały czas się zastanawiam i zadreczam.

        1. Jadziu, a badania kariotypów Twoich i M. po tych poronieniach robiliście?
          Skoro u Ciebie aż 3 straty miałaś kiedyś robione badania samej macicy i sprawdzenie, czy tam sie nic niedobrego nie czai?HSG, histeroskopia, sis?
          Przy staraniach naturalnych to ważne aby mieć pewność, że jajowody masz drożne, że macica jest czysta i bez zrostów (bo pewnie po poronieniach byłaś łyżeczkowana).
          Ja po pierwszym poronieniu byłam tą ‚szczęśliwą’ u której wystąpił zespól Ashermanna – zbyt mocne wyłyżeczkowanie macicy sprawiło, że macica i szyjka mi zarosły. I 2 lata próbowałam w tym stanie zajść w ciążę, słysząc, że zrosty to tak rzadkie powikłanie, że nie ma co sobie głowy zawracać. Dopiero 3 histeroskopie operacyjne usunęły moje zrosty.

  58. My dzisiaj mieliśmy mieć 3 podejście do IUI, niestety parametry mojego M. były tak słabe, że się nie udało… Po półtora roku leczenia wyniki męża nadal są słabe. Szukamy jakiegoś super androloga – możecie kogoś polecić? Żeby nie robić reklamy podaje meila: storozak@op.pl

    1. Hej a jakie parametry ma Twoj mąż? Pytam bo my w tym miesiacu tez mamy zamiar podchodzic do IUI i wlasnie głowna przyczyna niepowodzen ciazy naturalnej są słabe parametry nasienia…

      1. Boze zakrecona jestem jak sanki w zime bo wlasnie skonczylam trening z chodakowska 🙂 i zamiast napisac :
        Hej Eewa:) Podpisałam sie Eewa 🙂
        Wybaczcie ten bład 🙂

        1. A już myślałam, że ja coś pokręciłam. Mój M. miał dzisiaj bardzo mało pływaków. Jest po ostrym wirusowym zakażeniu górnych dróg oddechowych i lekarz powiedział, że to zdecydowanie od tego. Ogólnie wyniki ma na poziomie 12 mln pływaków i słabej morfologii. Co nie zmienia faktu, że po 1,5 roku leczenia mogłoby być lepiej… Dlatego szukamy jakiegoś mega specjalisty – może dowiemy się coś więcej:)

          1. Wynik z listopada to 12 mln/ml nasienia, progresywnych 25%, morfologia 3%. Dzisiejszych danych dokładnie nie znam bo nam lekarz nie podał.

  59. Pod koniec lutego mam wizytę w I. u dr D. Mam nadzieję, że dobrze wybrałam lekarza, choć wybierałam właściwie w ciemno. Dziś zamówiłam całe pudło suplementów, więc z nową nadzieją zmieniam Białystok na Warszawę i zobaczymy co dalej..

  60. Drogie Ekspertki pisze w tym temacie drugi raz, bo moje wyniki przyprawiają mnie o zawał, zejście i inne dolegliwości nie do końca pożądane.
    W grudniu, styczniu i lutym miałam rzobić sobie badania FSH i LH. W lutym dodatkowo AMH (które u mnie leżakuje wynik w wakacji 0,55, mam albo miałam cichą nadzieję że po suplementach które biorę moje Amh sie podniesie ale patrząc na dzisiejsze wyniki FSH i LH śmiem watpić 🙁
    badania zrobione w 2dc
    Grudzień
    FSH 12, 15 IU/l
    LH 7,61 IU/l
    Styczeń 2 dc
    FSH 7,56 IU/l
    LH 4,57 IU/l.
    Luty (tutaj akurat 3dc albo nawet 4dc, głupio brzmi ale nie wiem czy plamienie przed okresem to już miesiączka czy nie)
    FSH 15,6
    LH 7,16
    dodatkowo
    progesteron z 21 dc 6,1
    Estradiol 93,6
    Teraz znowu mam ponowić badanie progesteronu w 21dc, nic się nie dzieje a czas ucieka 🙁 od lekarza słyszę: ponówmy to badanie, a później tamto …
    Czy któraś z Was miała podobnie?

    1. Hej,
      ja mam takie samo FSH jak Ty (AMH mam teraz 0,9). Czy badalas w 2 dc tez estradiol?

      Nie wiem ile masz lat, ja mam 32, jak zobaczylam FSH 14 to sie zalamalam bo takie maja kobiety po 40tce. Ale poczytalam w necie -> to co mi pomoglo zajsc w naturalna ciaze to:
      1) akupunktura (mialam 22 sesje, chodzilam 3x w tygodniu),
      2) suplementacja -> na zbicie FSH bardzo dobre sa tabletki amerykanskiej firmy TRANSFER FACTOR „BELLE VIE” (mozna je kupic na amazonie/ebay’u) nie sa tanie niestety bo zaplacilam ok 240 PLN z przesylka, ale oplacilo sie po FSH po 1.5 miesiaca spadlo do 4 (wiem, ze ono sie waha, ale z 14 na 4 to b.dobry wynik)
      3) pomaga tez na FSH, a raczej na jakosc komorek jajowych, ktore przy wysokim FSH moga, ale nie musza byc slabej jakosci -> badania naukowe daja sprzeczne info nt, MLECZKO PSZCZELE (ale tylko dobrej jakosci, z dobrej pasieki), trzeba brac po 2 tabletki rano i wieczorem (przed jedzeniem)
      4) pomaga tez MACA (roslina z PERU, znana od tysiecy lat), jest polecana przy problemach hormonalnych, jesli bys chciala kupic trzeba znalezc taka MACE, ktora ma w sobie tylko korzen, bez lisci i zadnych dodatkow (ja swoja kupilam w sklepie dr pelca)
      5) koenzym Q10 (dziewczyny polecaja firmy kaneka, ja wole solgara – do wyboru), rozne dawkowanie kazda z nas miala -> mi lekarz zalecil 2 tabletki dziennie, ale niektore z nas maja duzo wieksze dawki;
      6) DHEA – tu sie nie wypowiem bo nie bralam, Bilbao chyba brala DHEA to by Ci podpowiedziala co i jak.

      Musisz tez sie dobrze odzywiac, przestac palic papierosy, przez 3 miesiace (to jest troche radykalne…) nie pic alkoholu i kawy, dotleniac sie i ruszac sie.

      To tyle co znalazlam na ten temat, moze Ci pomoze.

      Ja moge Cie tylko zapewnic, ze wszystko bedzie dobrze, w grudniu Bilbao (ktora ma b.niskie AMH) i ja, zaszlysmy w naturalna ciaze. nie wiem co bedzie dalej, ale to pokazuje, ze z suplementacja da sie zajsc w ciaze. Nie poddawaj sie i nie martw 🙂 A jakbys potrzebowala pomocy – pytaj, pisz :)))

      Powodzenia!

      1. Malgorzalka1984 bardzo dziękuje za informacje 🙂
        ja również mam 32 lata 😀
        estradiol w 2dc
        41,80
        Jego poziom w 2 dniu cyklu jest ważny? Przepraszam że pytam ale nic na ten temat nie wiem. O FSH ,LH i AMH wiem ale o tym kompletnie nic 🙁
        ja biorę wit D, Kwasy omega 3 Solgar, Koenzym Q10 Kaneka 100mg, Prenatal One (kupiłam je na iherb.com)
        Pozostałe które napisałaś zaraz będę zamawiać.
        Nie wiem czy ma znaczenie to że biorę eutyrox 50 5/7dni
        i eutyrox 75 2/7.

        1. Tez nie wiedzialam o estradiolu. Lekarz w klinice mi powiedzial, ze jesli estradiol 2 dc bedzie powyzej 30 to jest szansa na dobra owulacje przy wysokim fsh. Niestety ja zazwyczaj mialam 3-10 max i cykl beznadziejny.

          Euthyrox tez biore 🙂 Musisz wziac najpierw euthyrox, a po 30 min mleczko pszczele (przed jedzeniem).

          Super masz polaczenie suplementow, to tylko mozna dodac te naturalne ode mnie i moze to DHEA, ale na tym sie nie znam niestety wiec nie pomoge :/

          Jestes w stanie chodzic na akupunkture?

          1. Jestem w stanie zrobić wszystko 🙂
            właśnie zamawiam korzeń maca na stronie którą poleciłaś, a jutro podzwonię po pasiekach w okolicach Katowic może się uda kupić mleczko pszczele 🙂
            Bardzo Ci dziękuje za informacje

          2. mimami, jak napisała Małgorzatka, ja brałam jeszcze DHEA które poprawiać ma jakość komórek jajowych i zmniejszać za wysokie FSH.
            Zazwyczaj lekarze zalecają 3×25 (czyli 3x dziennie po 1 tabletce).
            Jest w aptekach do kupienia dobre firmy Eljot.

            Ja akurat z tych u których AMH baaardzo niskie (doktorek stwierdził, żę przed podejściem do IVF nie będziemy nawet oznaczać), za to FSH akurat niezle jak na moje lata bo jestem 40-stka w tym roku a FSH w okolicach 8-9.
            Euthyrox ja też biorę ale akurat w małej dawce 25, teraz w ciązy jak sie dowiedziałam że zaszłam to zwiększyłam dawkę o 50% a na wizycie lekarz zalecił brać dawkę 50, co czynię skrupulatnie everyday 🙂

          3. Bardzo Wam dziękuje za „receptę” na poprawę jajek i całej reszty:-) Kupuje i wciągam. Niech działają 🙂
            jutro odbieram wynik amh i mam jednak cichą nadzieje że jakimś cudem jest lepiej.. albo przynajmniej nie jest gorzej

  61. Marta D., Rudolot – jest mi okropnie przykro, ze Wam sie nie powiodlo. Nie wiem nawet co napisac. Chyba moge tylko to, ze jestem pod ogromnym wrazeniem Waszego hartu ducha i tego, ze sie nie poddajecie. Bede trzymac kciuki za adopcje i za nowa procedure w Wawie. Rudolocie kochany – kupilas mleczko pszczele, mace i spiruline?

    Wezon – czy Ty juz wrocilas? Jak endometrium? Jakbys chciala plastry – jestem juz na miejscu gotowa do przekazania Ci moich 🙂

    Bilbao – mialas miec dzis usg. Nie odzywasz sie, czy wszystko dobrze? Daj znac please.

    1. No pewnie, że kupiłam 🙂 Czekam na przesyłkę 🙂 Dokładnie przestudiowałam maila i zrobiłam zakupy. Zamówiłam też Inofolic i to dhea i będę się szprycować – siebie i męża:)

      Kas – dla mnie to 3, ostatnia szansa w programie rządowym, u mnie w klinice nie było już miejsc, więc nie mogłabym podejść. Wiem jedno, w I. albo się uda, albo się nie uda 🙂 Potem opcja z komórką dawczyni i adopcją zarodka. No coś mi się cholera musi w końcu udać! 🙂

        1. Żeby nie było, że jestem takim chodzącą wiarą, ze się uda – mam też chwile słabości i wyje wtedy tak, jak mój husky, kiedy zostaje sam w domu 🙂

          Widzę natomiast jedną rzecz – z każdym transferem robi mi się grubsza skóra – to był drugi, owszem było rozczarowanie i smutek, ale nie udało się – trudno. Trzeba żyć i jeśli ma się siłę, próbować dalej. Zawsze powtarzam, ze in vitro z sukcesem jest dla wytrwałych, No, ewentualnie dla tych urodzonych w czepku 😉

          1. Moj drogi Husky, a gryziesz jak ten husky, co mi o mało ręki nie odgryzł dwa lata temu i wylądowałam na pogotowiu, a do dziś mam wzdłuż palca serdecznego sznytę jak kukła? Brr…

    2. Melduję się 🙂
      dzisiaj na usg (początek 10 tygodnia) zobaczyłam mojego ‚skrzata’. Na razie jest wszystko OK. Dobrze wyglądający obywatel jak stwierdził doktorek 🙂
      Następne usg 25 luty, i tym razem to będzie genetyczne, już w IMiD.
      Kolejny mały kroczek do przodu, jestem taka szczęśliwa (ale nadal tylko z M. i Wami bo nikt inny nie wtajemniczony).
      Małgorzatka, a Ty jak ?

      1. O ile mnie moja pamięć nie myli (choć szwankuje ostatnio) to wszystkopamiętająca Wężon wraca i podgląda sie coś ok. 12ego lutego. A teraz pewnie opala się i plastruje jeszcze na urlopie 🙂

          1. 10.09 🙂 Ale poki co moje mysli koncza sie na 27/02 i bad.genetycznym.

            Kazali mi tez zrobic Pappa i sie waham bardzo. To jest pokazna dawka stresu, nie wiem czy podolam.

            Mialas Pappa?

          2. Miałam. Trzeba tylko pamiętać, że to wyliczenie statystyczne.bałam się też. Zabierz sobie coś słodkiego, bo dziecię podobno łatwiej obrócić po słodkim..

  62. Wężon, daj znać, dziś miałaś podglądanie, jest ok? Czy cykl na straty?

    Rudolocie, mam ogromną nadzieję, że Wam się powiedzie, to ja Cię w tę klinikę „wpuściłam” i jeszcze do mojego lekarza idziesz, więc czuję się odpowiedzialna za powodzenie waszego podejścia.

    Ja jutro mam wizytę przełożoną z zeszłego tygodnia, to będzie 11t5d, ciekawe, czy lekarz uzna, że można robić genetyczne i od razu zaliczymy je, czy dopiero na kolejnej wizycie. Ja jestem akurat w tym temacie dość wyluzowana na szczęście, jakoś tego badania nie przeżywam. Choroby w domu przegoniliśmy, udało się bez lekarzy i antybiotyków, więc cieszymy się wiosenną pogodą i długimi spacerami.

      1. Olga, dziękuję, nawet było już lepiej, ale dziś wymioty powróciły, mam nadzieję, ze to jednodniowe pogorszenie. Może wynika ze zmęczenia, a może to jednak stres po badaniu tak na mnie zadziałał…

        Ewelinaa, tak, teraz sobie nie wyobrażam, ze miałby być jeden 😀

        Dostaliśmy płytkę z nagraniem badania i nie mogę przestać jej oglądać.

        1. Kassia – ja tez rzygam (za przeproszeniem) non stop, a jak nie rzygam to mnie mdli.

          Czy Tobie cos pomaga? Dzisiaj juz ryczalam z glowa w toalecie bo nie dalam rady…

          1. W tej chwili nic. Wcześniej pomagały mi jakieś twarde cukierki. Teraz mam tak, ze czuję, ze nadchodzi rzyg i mam jakies 30 sekund, żeby dobiec do toalety/ kosza na śmieci itp. Najgorsze w wymiotach u mnie jest to, ze te skurcze są tak silne, ze mój pęcherz nie wytrzymuje 🙁 to takie żenujące.

          2. Kurcze, dziewczyny, pewnie to dla Was dziwne, ale z jednej strony Wam zazdroszcze bo tez bym chciala poczuc sie tak ciazowo przez jeden dzien przynajmniej, zygnac sobie 😉
            u mnie nic, doslownie, ani w poprzedniej ani tej ciazy, caly czas pracuje, mdlosci mialam delikatne i rano na przelomie 6/7 tydz.
            A tak nic, zupelnie nic.

          3. Bilbao, ja sikam pod siebie przy wymiotach, nie ma czego zazdrościć, uwierz mi 😀 szczególnie jak dopada potrzeba rzygnięcia poza domem, a mam na tyłku szare spodnie… Rzygi nie są żadnym wyznacznikiem zdrowia ciąży. Wiem, co piszę, bo z synem nie wymiotowalam.

          4. kurde Kas, z tym sikaniem to nieźle. Ale to odruch bezwarunkowy, wiadomo, choć krępujące.
            Wiem wiem, nie jest wyznacznikiem na szczęście. Moja siostrzenica aktualnie w ciąży i czuje sie jak młody bóg, żadnych rzygów, mdłości, nawet zmęczenia, królowa życia normalnie, a już ma za sobą pierwszy trymestr.

  63. Bilbao pogłaszcz skrzacika, od nas, tyle osób trzyma za niego kciuki 🙂 , że badania genetyczne wyjdą super
    Kas kciuczę za dzisiejszą wizytę
    Malgorzalka1984 kochana te widoki muszą być najpiękniejsze na świecie. Zamówiłam, koenzym w formie ubichinolu, piję też spirulinę z olejem lnianym 🙂 pyyycha hehehe… Mleczko pszczele mam w formie tabletek do ssania 300 mg, biorę jedną dziennie to nie za mało ? A co myślisz o tym pycnogenolu ? w sumie to już kończy mi się opakowanie więc dokończę i nie będę dokupować.
    Uczuciowa jak się czujesz ?
    Sza co u ciebie ?
    Iza już niedługo połowa lutego aaaaa…….
    Wężon mam nadzieję, że twoje endometrium jest już pulchniutkie hehehe….

    1. Hej Kochana. A u mnie nic ciekawego,czekam na @ cycki mnie bola,wiec za ok 7 dni pewnie dostanę. A Póki co suplementujemy sie… I modlimy zeby natura nam psikusa nie zrobiła i zeby tym razem po prawej stronie owulacja była… Psychicznie cieżko… To czekanie jest najgorsze… 🙁 Wiedzę ze pijesz olej lnianym ,ja pije olej z wiesiolka na zimno tłoczony ,tez pyszotka hehehhe ;)-a Ty kochana kiedy zaczynasz? Bo ja niestety nie z tych pamietliwych…:/

      1. Sza przytulam wirtualnie 🙂 to czekanie, jest okropne, a może natura zrobi wam psikusa i insemka nie będzie potrzebna 🙂 cuda na tym blogu oby i u Ciebie. W przyszły poniedziałek zastrzyk z diphereline 3,75, a od 2 marca stymulacja, teraz antyki, zabezpieczamy się hehehe

    2. Medytuję 😉 kiedy nie wpadam w panikę i histerię 😉
      Dziś 6 dpt. Jeszcze 8 dni do testu. Objawów oczywiście brak, poza tymi, które sobie wmawiam chwilami;) Dużą część czasu jestem dobrej myśli. W pozostałych chwilach staram się nie dopuszczać swoich obaw do głosu… Jakoś wytrzymam:)

      1. Ten rollercoaster po-transferowy 🙂 Uczuciowa ty to cierpliwa jesteś, ze planujesz test 14 dni po transferze i jak my tu wytrzymamy „:) Teraz też se obiecałam, że nie pójdę na betę wcześniej niż 12 dnia, a wcześniej zrobię sikacza, bo ostatnio już wyszedł pozytywny. Kciuki cały czas odpalone za twojego siłacza. Już nie mogę się doczekać twojego wyniku 🙂

      2. Skad ja to znam…

        Ja 6 dpt pobieglam zrobic bete bo chcialam juz sie napic wina. I wyszla nawet 25 wiec sie nie napilam 🙂 Ale pamietam i wspolczuje, ten kalejdoskop mysli jest okropny.

        Kiedy robisz test? 11?

    3. Mleczko 2 x dziennie, rano po euthyroxie/letroxie (jesli bierzesz) i przed kolacja (na 30 min przed).

      Spirulina super, tylko macy potrzebujesz jeszcze bo one maja inne dzialanie.

      Jesli chodzi o pycnogenolu – nie wypowiem sie :/ nie mam wiedzy nt.

      Mozesz tez pomyslec o belle vie transfer factor bo to sprawdzilam na sobie i kolezance i dziala.

      Dawaj znac jak idzie 🙂
      Aaa i akupunktura 🙂

    1. Mimami pewnie to w czystej postaci byłoby najlepsze. Ja w zielarskim sklepie kupiłam mleczko pszczele royal jelly 300 mg, 100 mg liofilizatu co odpowiada 300 mg świeżego mleczka pszczelego producent APIPOL – FARMA.

      1. malgorzalka1984
        przepraszam że z takim opóźnieniem ale nie zauważyłam Twojego wpisu 🙂
        Katowice 🙂
        niestety już zdążyłam zakupic to naturalne 🙁
        człowiek to zawsze się da oszukać wrrrr
        zamówię to z Solgara

  64. Czesc dziewczyny, ja mam pytanie glownie do tych ktore podchodzily do kriotransferu swoich mrozakow. Jak wyglada taka procedura od a do z. Czy ktos moglby mnie oswiecic? Bede bardzo wdzieczna. Pozdrawiam Was wszystkie!!!!

    1. To tak, ja w invimedzie na cyklu naturalnym miałam dwie wizyty na monitoring cyklu, w 15 i 18 dc (mam długie cykle), w trakcie lekarz zlecił mi jeszczd badania, których wymaga ustawa. W 18 dc.miałam pobraną krew na oznaczenie poziomu … (Jezu, ciąża mi na mózg siada!!! Który to hormon ma pik przed owulacją???), na podstawie wyniku lekarz wyznaczył termin transferu na 21 d.C. (ja nie miałam zastrzyku na pęknięcie, ani wizyty już po tym badaniu). Sam transfer: wizyta u lekarza przed, kiedy powiedział, jak rozmrozily się zarodki, wypicie litra wody, op9źnienie, widzenie na żółto, trzy odsikania zanim gin przyszedł. Sam transfer bardzo bolesny, 10 min leżenia, sikanie, 10 minut leżenia po sikaniu i beta 12 dpt

    2. Casja, tak jak napisała Kas – masz monitorni cyklu, musisz mieć aktualne badania. W zależności od organizmu, albo bierzesz hormony na wzrost pęcherzyków i zastrzyk na pęknięcie albo całkowicie naturalnie. Po owulacji zaczynasz brać luteinę, żeby macica była miękka i przyjazna dla zarodka.
      Kriotransfer robi się tylko dni po owulacji ile ma Twój zarodek (+/- 1 dzień, tzw. okienko transferowe).
      Fajnie, że wracasz 🙂

  65. Dziewczyny, jestem juz po wizycie w N u dr L. I jestem oczarowana. Fajny, rzeczowy, kulturalny facet. Nie chce zanudzac szczegolami ale nasienie mojego meza bardzo sie poprawilo o nawet dr rozpatruje 1 max 2 inseminacje a potem dopiero jak sie nie uda to in vitro. Najpierw jednak musze zrobic histeroskopie ok 10 dc i tu mam stres niesamowity bo okazuje sie, ze to trzeba robic w znieczuleniu ogolnym albo takiej pol sedacji ze niby ze jestem przytomna ale nieco skolowana??!!! Boje sie ale nie zabiegu tylko tego uspienia, niebycia etc. Glupia jestem, co? Mialyscie ten zabieg?

    1. Sonia w listopadzie mialam te same obawy,bałam sie strasznie znieczulenia bo mialam laporoskopowo usuwany jajowod,i szczerze mowiac ostatnio nawet mojemu męzowi wspominalam ze to jest tak zajebiste uczucie to zniczulenie:))) masz totalny odlot a pozniej budzisz sie bez kaca 🙂 Nie stresuj sie szkoda nerwow,tak jak mowie sama sie o tym przekonalam i jest naprawde ok 🙂 a ja z tych(jak to moj M mowi) boi dupek jestem :)a u Was glownie jest problem z nasieniem?

      1. Sza, dziekuje za odp. Sprobuje wyluzowac bo od wczoraj mam mega bol glowy ze stresu bo tak sie tego boje. Kiedys mialam zapasc po antybiotykach i stad ten irracjonalny strach przed brakiem kontroli nad cialem. A co masz na mysli piszac odlot? U nas wczesniej w innej klinice zalecano icisi bo nasienie bylo fatalne a teraz w N okazuje sie, ze jest ok i ze nawet warto sprobowac iui. Tyle, ze najpierw histeroskopia zeby sprawdzic czy ze mna wszystko ok bo gdzies tam jest mala obawa o lekka endometrioze. Ja tam uwazam, z teoria sie nie potwierdzi ale sprawdzimy. Jak trzeba to trzeba;)

        1. wiesz co u mnie to bylo tak ze robilam na fundusz u doktora D. ktory wlasnie przyjmuje w N. a robil mi operacje w Instytucie wojskowym w warszawie i zjawilam sie dzien przed planowana operacja ale okazalo sie w(dniu operacji) ze byl jakis nagly przyapdek „z miasta” do operacji i mialam przesunieta na jeszcze kolejny dzien. i na wieczor dostalam juz tabletke na sen,zebym sie wyspaala,a rano nastepnego dnia czyli w dniu operacji dostalam glupiego jasia,ale ze bylam pierwsza w kolejce to na pelnej swiadomosci weszlam na sale operayjna,i pamietam wszystko. Az do momentu jak anestezjolog kazal policzyc mi do 3. I wlasnie chyba to nazywam ten odlot 🙂 Kolejna rzecz jaka pamietam to wybudzanie i radosc ze jestem o krok blizej do macierzysntwa:)
          aaa no u nas tez na poczatku proponowali icsi bo glowny problem jest u M. ale po braniu roznych suplementow jakos sie znacznie poprawila i tez bedziemy najpierw miec 3 IUI,ale u nas niesteyty pojawil sie u mnie wodniak i musilalam miec usuniety lewy jajowod a tak po za tym to wszystko w porzadku ale czekamy na owu z prawej strony 🙂

          1. A jakie suplementy bierze Twoja maz? Moj kiedys bral profertil. A teraz bierze zwykly salfazin, wit c, folik i 5-6 tys wit D i wyniki calkiem, calkiem…co dla nas wazne morfologia skoczyla z 1 na 4 procent:)))

          2. Moj mąż bierze Profertil,magnez z b6,agapurin i folik. i chodzi na akupunkture,u niego po 3 tygodniach stosowania tego wszystkiego morfologia skoczyla z 1% na 2% wiec jak na 3 tygodnie to bardzo dobry wynik…

    2. Sonia, kotek, a co powiesz na histeroskopię na żywca? Bo ja tak miałam – tylko jakie prochy na uspokojenie czy coś, przeciwbólowe miejscowe. Myśle, że uśpienia się nie bój 🙂 Uśpienie jest super 🙂

        1. Sonia, ta krótka sadacja to najlepsza rzecz, jaka mnie spotkała w ciągu dwóch lat leczenia 😉 Nawet mi się coś śniło- o czym nie omieszkałam powiedzieć panu doktorowi, który pomagał mi zejść z fotela. Potem chwilka na łóżku do całkowitego wybudzenia- ja zaczęłam się nawet nudzić już :p A po południu poszłam na obiad pożegnalny mojej dyrektorki, czułam się jak zwykle. Sonia- będzie dobrze 🙂

          A czy wy miałyście to badanie na fundusz czy płatnie? W klinice w Katowicach wg cennika to 1000-1500, ale ja od koleżanki doświadczonej się dowiedziałam, że u mnie w Częstochowie miała bezpłatnie. Potem okazało się, że dlatego że choruje przewlekle- tarczyca. Więc ja miałabym zapłacić 500 zł. Z powodu błędu pielęgniarki nie zapłaciłam nic, a anestezjolog wpisał mi w kartę, ze mam bardzo niski próg bólu- co uprawnia do zabiegu na NFZ.

        2. Soniu, mnie histeroskopia nie bolała, bo robili mi ją kilka minut po badaniu drożności jajowodów (to dawne czasy, kiedy miałam jajowody 😉 ) . Te bolało jak diabli, wiec potem wszystko było dla mnie przyjemnością.
          Miałam diagnostyczną, wszystko dobrze.

          Robiłam na NFZ, nic nie płaciłam.

        3. Ja mogę dodać, że miałam ostatnio histeroskopię bez znieczulenia i nie było to takie straszne, a miałam nawet wycinane polipy z macicy i szyjki. Trochę nieprzyjemne, ale bałam się, że będzie gorzej. Zdecydowanie gorsze wspomnienia mam z hcg ponad rok temu (oba jajowody niedrożne). Może dlatego, że lekarz wziął mnie wtedy z zaskoczenia i nie spodziewałam się, że będzie boleć. Inna sprawa, że teraz po tych dwóch latach ciągłego rozkładania nóg to już się chyba uodporniłam nieco na ból. Histeroskopię miałam teraz w ramach programu rządowego, więc gratis.

  66. Iza czytam, twoje wpisy zawsze kilka razy 🙂 I tak sobie myślę czy ta niepłodność to zawsze nieszczęście ? Nie jest ona ani początkiem, ani końcem mojego, naszego życia. Czy gdybym była matką siedmiolatka, gdyby udało się zajść w ciążę za pierwszym razem, to byłabym dobrą matką, doceniającą to co ma, czy może zrezygnowaną trzydziestką, denerwującą się na dziecko, bo znam siebie. Spotkałam się ostatnio ze znajomymi, mają dziecko chore na autyzm, jak oni są umęczeni, jak widzę ile energii ich to wszystko kosztuje, to przepraszam z góry wszystkich ,których uczucia zranię, ale cieszę się z mojej niepłodności. Bardzo chcę mieć dziecko, ale nie mam siły, żyć na ciągłym wdechu.Cieszę się, że mam możliwość podejść do trzeciego programu, ale jestem szczęśliwa, że to ostatni raz i zamknę ten temat, nie chcę być chodzącym nieszczęściem, dziecko kiedyś też odejdzie, nie będzie z nami na zawsze. Muszę doceniać to co jest, bo mogę kształtować tylko to co mogę.

    1. Ja Ciebie Ewa też czytam kilka razy. Jesteś mądrą kobietą. Zawsze cenię, kiedy kogoś stać na szczerość i nazywanie uczuć po imieniu. Dawanie imion własnym strachom. Podobnie jak Ty, spróbuję jeszcze podejść, ale cieszę się, ze to będzie ostatni raz. W ogóle wiele rzeczy czuję podobnie jak Ty.

    2. Ewa, ja też całkowicie zgadzam się z tym co piszesz i czujesz. Twoje podejście to taka recepta na szczęśliwe życie. Nie jest pewnie łatwo dojść do takiego etapu – bo po drodze musiałaś pewnie pozbyć się roszczeniowego podejścia do życia. Ale chyba warto było 😉 Myślę, że to co piszesz o chorych dzieciach, o docenianiu tego co masz, o trudności w odkryciu macierzyństwa w bardzo młodym wieku – to wszystko prawda. Ja ze swojej strony myślę jestem bardzo wdzięczna „losowi”, że pierwsze dziecko pojawiło się jak miałam 30 lat – dzięki temu to był cud, nie mówiąc już o dziecku w wieku prawie 40 lat – do tej pory nie mogę wyjść z zachwytu nad tym cudem. A znam osoby które miały dzieciaki w wieku 20 lat i w tej chwili część z nich (bo nie wszyscy oczywiście!!!) wydaje się umęczonymi rodzicami, którzy z wielkim wysiłkiem kończyli studia, szukali pierwszej pracy i ta radość z macierzyństwa jakoś im niestety umknęła.

      1. Soniu,
        Sama chciałabym wiedzieć co dalej 🙁
        mam 32 lata
        W tym miesiącu mam do zrobienia badanie immunologiczne w klinice leczenia niepłodności, mój mąż sprawdzi swój sprzęt 🙂 i z tymi wszystkimi wynikami idziemy do lekarza.
        Malgorzalka1984 i Bilbao podpowiedziały co mogę przyjmować żeby się udało. Jak wszystko dotrze to od czwartku moje menu będzie wyglądało tak:
        Ovarin x2, Vitamina D 4000 IU, Prenatal One, Omega 3, mleczko pszczele , Koenzym Q10 100mg, i Maca.
        Szukam akupunktury (chociaż nie wiem czy trzeba jakąś specjalna czy jakąkolwiek- wiedzy na ten temat nie mam żadnej).
        Nie będę udawać miałam cichą nadzieje na lepszy wynik 🙁
        Historie dziewczyn pomagają mi uwierzyć że wynik wynikiem a w ciążę zajdę i wszystko się uda…

        1. mimami, mozna zajsc w ciaze z niskim amh, mozna uwierz. Moje ponad 2 lata temu bylo 0.8, teraz lekarz stwierdzil, ze juz nawet nie bedziemy badac bo bedzie razaco niskie.
          Niskie amh swiadczy o niskiej rezerwie jajnikowej, co nie znaczy, ze juz nie owulujesz. Wygasanie czynosci jajnikow to proces ktory trwa dlugo, Twoj wynik swiadczy o tym, ze nie zostalo Ci juz bardzo duzo czasu jak na Twoje 32 lata. Ale nadal masz szanse.
          Popracuj nad jakoscia jajeczek, poprawa organizmu i jego procesow, Ubichinol i DHEA naprawde moga pomoc, na forach zagranicznych czytalam baaaaardzo obiecujacych wynikach badan i ciazach u kobiet z bardzo niskim amh po suplementacji powyzszymi.Takze glowa do gory i do dziela, dawaj dawaj ;-);-)

    1. Nie martw sie! Da sie zajsc w ciaze. Mowie Ci, uwierz na slowo.

      Tylko teraz dbaj o siebie BARDZO, lykaj wszystko i znajdz dobra akupunkture. I mozesz sprobowac tez jogi hormonalnej – Diane Rodriquez (wygoogluj).

      Glowa do gory!

    2. Mimami, bardzo mi przykro, że usłyszałaś taką diagnozę. Ja jestem tą osobą, co ma AMH 0,2 i 32 lata. Łatwo nie jest, ale wszystko jest możliwe, bo niedawno zaszłam w ciąże ( mimo tego słabego AMH i nienajlepszego nasienia męża). Lekarz mówił, że u takich osób, jak my dużą rolę gra wiek, bo to jednak co innego mieć takie AMH w wieku 30 lat, a co innego w wieku 40 lat i więcej. In vitro było na naturalnym cyklu, miesiąc wczesniej zjadlam jedno opakowanie DHEA, ale nie wiem, czy to nie było za krótko i za mało, żeby pomogło. W każdym razie nie liczyłam na sukces, bo już byłam umęczona tym wszystkim i nastawiona na adopcję komórki. Może dlatego się udało właśnie, że „nie planowałam „już tej ciąży:) Gdybyś miała jakieś pytania do mnie, to pisz…

      Ja narazie bez wielkiego entuzjazmu co do tego wszystkiego, pocieszyłam się ciążą dwa dni, a później zachorowałam na grypę 🙁 od tygodnia leżę w łóżku
      i mimo swojego ateizmu modlę się do wszystkich możliwych bóstwi energii, żebyśmy wyszli z tego bez szwanku. Nawet torbę spakowałam do szpitala….jakby coś się miało stać nagle..ech….no kurna…brak mi słów ….Trzy lata marzyłam o tej chwili , to teraz umieram ze strachu. ..Te transfery w sezonie grypowym to jest żonglerka, ale co zrobić, jak tak akurat wypada… 🙁 I taka to sprawiedliwość w przyrodzie :(Ch&$, Dupa i kamieni kupa. :(((

      1. Doti trzymam za Wasz dwupak kciuki 🙂 i z całego serca życzę Ci żeby wszystko dobrze się skończyło. Dziewczyny pisały coś o imbirze że pomaga. I pozwolę sobie wkleić przepis z innego bloga mam nadzieję że Jego autorka się nie obrazi 🙂

        „korzeń imbiru kroimy na kawałki i gotujemy na małym ogniu ok. 40 minut (ja gotowałam pół małego korzenia w 1,5 litra wody). Następnie dodajemy miód – 3 lub 4 łyżki stołowe i wciskamy pół cytryny.
        Piłam dzisiaj to cały dzień, ciepłe, nie gorące.”

        Ja zawalczę o ciąże czy to będzie ona naturalna, czy in vitro czy adopcja komórki, jest mi to obojętne. Dzięki wpisom dziewczyn na tym blogu czuje że mam na to szanse. Kupiłam już większość suplementów które polecają, na część muszę poczekać. Jak pisałam wcześniej mamy do zrobienia jeszcze 2 badania w tym miesiącu i z wynikami do lekarza. Jestem ciekawa co nam zaproponuje.

        1. Kochana, masz super podejście. Jesteś zorientowana na zadanie, a to jest ważne 🙂 Ja też miałam takie podejście, że jak tak bardzo nie szło i przybliżała się wizja adopcji prenatalnej komórki, to sobie to przepracowałam w głowie, poszłam do psychologa, rozmawialiśmy o tym dużo w domu, zaakceptowałam fakt, że koniec komórek to nie musi oznaczać koniec starań i brak rodziny. To nie jest koniec. Ten plan B bardzo pomógł, jak widzisz. Oczywiście nie wiadomo, jak to się u nas potoczy, szczególnie przez tą grypę, mam duży strach,że to mu mogło bardzo zaszkodzić, ale jak narazie jeszcze jestem w tej ciąży. ( odpukać, tfu tfu 🙂 ) Udało się ją uzyskać w sumie w ostatnim podejściu..
          Bierz to wszystko, o czym piszesz,działaj jak dotąd. Jeśli będziesz podchodzić na naturalnym, to postaraj się na tyle być cierpliwą, żeby chodzić twardo do lekarza co miesiąc, co miesiąc próbować. Każdy miesiąc, to szansa na punkcję, na komórkę, na zarodek. W naszej sytuacji, gdy czas jest ograniczony poprostu trzeba niestety wykorzystać każdy miesiąc.Moje jajniki mega nie współpracowały, lekarz już nie miał siły, nie działały na mnie leki, ale Ty nie musisz tak mieć. Nie wiadomo jak to do końca jest z tym AMH, niektórzy wogóle każą się nie sugerować tym, nie blokować głowy. Ostatnio internistka opowiadała mi o kobiecie, która zaszła naturalnie, a też lekarze mówili o wygasaniu jajników.

          Daj proszę znać co powie lekarz, jakie zastosuje leczenie. Ogromnie mocno trzymam za Ciebie kciuki, czuję , że będzie dobrze 🙂 Życzę Ci siły i wytrwałości.

          Dziękuje za rady z imbirem, już oczywiście stosowałam, jest bardzo skuteczny :)Szczególnie ulubione przez wszystkich na blogu żucie i bieganie potem po kuchni:) U mnie lekarze podjęli decyzję o podaniu mi leku, który blokuje namnażanie się tych wirusów grypy, które są niebezpieczne dla zarodka. 6 osób to konsultowało, w tym jakiś profesor, podjęłam decyzję, że go wezmę. Czułam intuicyjnie, że powinnam to zrobić. Teraz czekam i mam nadzieję,że to była właściwa decyzja. No i że znów będę miała troszkę szczęscia…Oby.

          1. Doti, zdrowia!!!
            Rekomendacja sześciu głów, w tym jednej profesorskiej to dobra rekomendacja. Bądź dobrej myśli.
            Żuj ten imbir, a co tam! Najwyżej pobiegasz po kuchni, łazience, podwórku, ulicy 😉 😀 Trochę ruchu poprawi krążenie i od razu postawi Cię na nogi 😀
            Ściskam!!!!!!

          2. Bardzo Ci dziękuję 🙂 Każdy ściśnięty kciuk daje mi więcej sił :* Ja za Ciebie też ściskam czekając na newsy . Buziaki gorące !

  67. Cześć dziewczyny, od jakiegoś czasu obserwuję i czytam. I próbuję się połapać kto jest na jakim etapie :). Blog jest dla mnie ogromnym wsparciem, dzięki Iza! My podchodzimy do drugiego IVF, stymulacja rozpocznie się lada moment. Czy jest ktoś tutaj kto robi PGD? Dla nas to niestety konieczność.

      1. Och, jak miło Cię poznać :). Liczę, że znowu zaczniecie starania. Nasze zarodki nawet nie dotrwały do badania przy pierwszym podejściu 🙁
        Trochę mnie to PGD przybiło, bo szanse są niestety w naszym przypadku niskie. Nie mówiąc już o totalnym bałaganie, który panuje w naszej klinice w Warszawie.
        Będziecie dalej próbować? Uściski!

        1. No PGD jest dość, jak ja to określam „upierdliwe”.
          A pod jakim kątem są sprawdzane? Ja mam konkretną mutację, więc sprawdzany jest tylko jeden gen.
          Mamy jeden zarodek. Mieliśmy już 2 stymulacje, w pierwszej były 3 zarodki i z tego 2 zdrowe. Jeden się nie przyjął a drugi czeka na nas. Z drugiej stymulacji było 5 zarodków, udało się je zbadać najpierw. Ale generalnie nie przetrwały. Wiem, że na pewno jeden był bez mutacji.
          Jak masz jakieś pytania to pisz!!!

    1. AgaT, dzień dobry na blogu. Tu sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, ale wszystkie jesteśmy na etapie pragnienia macierzyństwa, podobnie jak Ty. Nasza droga Basia na pewno Ci może wiele powiedzieć. Powodzenia 🙂

  68. Dziewczyny czy witamine D2000J mogę/ powinnam brać teraz w ciąży? Bo mój lekarz to w ogóle powiedział, że nic nie powinnam brać, jak go pytałam przed inseminacją. Biorę też B12 (od 15 lat jestem wegetarianką) i magnez +B6. Poradźcie mi, czy mam zostać przy tym zestawie?

    1. Marta, ja od gina dostalam zestaw kwas foliowy iduphaston, natomiast od endokrynologa oprocz euthyroxu ktory na niedoczynnosc biore od lat, jod i wlasnie wit. D3 Vigantolette, to jest lek nie suplement i biore 2000 jed.dziennie.

        1. a mój za to powiedział, że dawka zalecana w ciaży to 2000jed. dziennie, i że ponieważ miałam wit.D oznaczoną chwile przed ciąża i była w dolnej granicy normy (choć w normie), i w związku z tym, że obecnie brak słońca i okazji do złapania promieni słonecznych, to mus suplementować od początku ciąży.
          Że jest b.ważna do prawidłowego rozwoju płodu, zwłaszcza w pierwszym trymestrze.
          No i bądź człowieku mądry….

  69. Dziewczyny,
    Bardzo Was proszę o pomoc:
    W jaki sposób dałyście radę ogarnąć okropny smak korzenia maki? Wypiłam to dzisiaj ( a raczej próbowałam i poniosłam klęskę 2/3 zawartości wylałam, bo nie potrafiłam tego przełknąć).
    Jaką dawkę koenzymu Q10 przyjmować 100mg wystarczy czy zwiększyć do 200mg?
    I czy mleczko pszczele mogę zacząć suplementować w dowolnym dniu cyklu?
    Z góry dziękuje za wskazówki 🙂

    1. Mace mozesz sprobowac dodawac do herbaty owocowej (ale nie goracej) albo robic smoothie/sok wyciskany razem z nia.

      Mleczko pszczele zacznij brac niezaleznie od dnia cyklu.

      Co do koenzymu – a co masz napisane na opakowaniu? Ja mialam koenzym solgara i bralam 1 tabletke.

  70. Smak jest obrzydliwy, ale jak ma pomóc to jakoś to ogarnę 😀 jutro spróbuje z herbatą.
    Dzisiaj doszło to naturalne mleczko pszczele, więc od jutra zaczynam. Podzwoniłam po pasiekach to każą się zgłosić pod koniec maja. Więc albo to „naturalne”, albo tabletki mi pozostają.
    Na koenzymie pisze że można 1-2 tabletki, zastanawiam się tylko czy 200mg to już nie z duża dawka?

    1. Odnosnie Koenzymu w postaci Ubichinolu to te zalecane 1 -2 tabletki przy checi poprawy jakosci komorek to pikus.
      O ile pamietam jedna tabletka zawiera zazwyczaj 50 mg, ja bralam 4 do 6 dziennie, a czytalam o tym sporo, i wyczytalam, ze tak naprawde kobietom ze slabymi komorkami zalecaja lekarze nawet 600mg dziennie i wtedy sa najwieksze szanse na dobry efekt.
      Wiec mysle ze spokojnie mozesz te 200 mg lykac Mimami 😉

        1. Szkoda, że nie można tutaj wrzucać zdjęć. ..:) ja juz sobie zamówiłam takie pudełeczka z podziałkami na suple, bo do tych na poprawę jakości komórek mam jeszcze mnóstwo na tarczycę, hashi, jelita, i inne 🙂

          1. No to robię akcję!
            Ogłaszam nabór zdjęć na post pt. PUDEŁKO Z SUPLEMENTAMI/LEKAMI DO IN VITRO

            Jak dostanę pierwsze 3-4 zdjęcia (najlepiej z opisem – listą leków) zrobię wpis 🙂
            proszę o fotki na e-mail krotki.blog@op.pl
            🙂

          2. Sza, jesteś demonem prędkości, nadesłałaś zdjęcie pierwsza.

            Wpis już naszkicowany, poczekam jeszcze na armię wsparcia w postaci paru zdjęć.
            Jutro pracuję do nocy, w sobotę też sporo, więc cierpliwości, gdybym nie odpisywała – nic nie zginie 🙂

          3. Hahhaha to moze plemniki mojego meza wezmą ze mnie przykład i tez pierwsze dotrą do mety :)))
            A propo suplementów nie używam wszystkich o których dziewczyny piszą,poniewaz konsultowalam to z moja ciocia farmaceutka i wybrałyśmy najlepsze dla mnie 🙂

          4. Zdążysz na pewno, bo ja najwcześniej w sobotę będe mogła coś skrobnąć. Poza tym poza Sza, jeszcze nikt nic nie wysłał.
            A co więcej, nie widzę przeszkód, żeby dodawać zdjecia po opublikowaniu postu 🙂

  71. Bilbao, Malgorzalka, gratuluje rosnących skrzatów:)
    Kas, super ze wszystko dobrze z bliźniakami i ciesze sie, ze juz nie wyobrażasz sobie ze dziecko miałoby byc jedno;)
    Uczuciowa, jak sie czujesz? Kiedy test?
    Wezonie, gdzie jestes? Jak urlop? Co tam u endometrium słychać?
    Iza, kiedy wizyta? Skoro teraz robisz badania tzn ze na wizycie rozpisze juz lekarz protokół i zaczynasz, tak?
    Doti przykro mi z powodu grypy:( miejmy nadzieje, ze nie zaszkodziła dziecku.
    Ja po ostatniej wizycie na troche sie uspokoiłam, ale oczywiście szybko wróciły obawy i strach:/ pocieszam sie swoim okropnym samopoczuciem. Nawet nie bardzo jestem w stanie na bieżąco cos napisać, bo zaraz zbiera mi sie na wymioty. Dziwne uczucie, jakbym cały czas była na takim mega kacu, albo miała zatrucie pokarmowe. Nie wymiotuje co prawda, ale non stop jestem w fazie zbierania sie na wymioty. Rano, w ciagu dnia, wieczorem najgorzej. Nawet nie mam siły na normalne aktywności bo to juz wyzwanie. Pocieszam sie, ze to dobry objaw i ze jeszcze troche i to minie. Czekam teraz na wizytę u nowego gina a pózniej na prenatalne. Tez robię test Pappa.

    1. Margaritka, ja mam wizytę w poniedziałek. Robię badania, nie wiem, czy będzie teraz stymulacja, nie wiem nic, ale badania robię. Na pewno dowiecie się pierwsze 🙂

    2. To napewno dobry znak! I na bank minie. A jak napisała Ewelka mijają też paniczne obawy i strach, więc jest nadzieja:)))
      U mnie średnio na jeża. Czekam. Nic nie czuje, Mam ogromną nadzieję!:)))) Mówię do Groszka;) Nastrajam się pozytywnie, nie zawracając sobie głowy tym z jak wysoka będę spadać, jeśli nie wyjdzie.
      Nerwy mam na postronkach. Schudłam. Do tego najbliższa przyjaciółka „zapomniała” mi powiedzieć, że jest w ciąży. To już szósty miesiąc. Brzuch jak balon. Od paru miesięcy coś podejrzewałam. Od półtora byłam już pewna, wtedy jeszcze zaprzeczyła, choć nie mi w oczy tylko w szerszym gronie. Na Boga, to widać!!! Nie zająknęła się słowem. Popijała wino z kawą, a ja czułam się ja w jakimś surrealistycznym filmie. Liczyłam, że pójdzie po rozum do głowy, ale nie poszła. Dwa dni temu, jak ochłonęłam po pierwszym szoku, postawiłam ją pod ścianą. No i przyznała się. Komediodramat jakiś. Czuję się jak trędowata:((( Szykuję na blogu post o tym, jak informować o ciąży bliskich, którzy zmagają się z niepłodnością. Chociaż tyle z tego dobrego. Może komuś się przyda. Może pomoże…

      1. W ciąży popijała wino?! Nie mogę! Tyle mówi się o tym, by nie pić alkoholu w ciąży! A może ciągle za mało..? Ale rozumiem, że Twoja koleżanka ogólnie to dba o siebie, tak? To dlaczego, do cholery, nie dba o zdrowie i życie swojego dziecka?! Alkohol uszkadza mózg i narządy wewnętrzne. Czy ona słyszała o FAS?
        Współczuję temu dziecku.

        1. Trochę mnie zbiła z tropu tym winem. Dlatego tak długo nie cisęłam jej co i jak. Po tym winie pomyślałam nawet przez moment, że może jakieś gigantyczne wzdęcie ma, hahahaha naiwna ja 😀 To tylko jedna lampka niby… Ja bym się bała konsekwencji dla dziecka. Może ona bardziej bała się mnie, „trędowatej”?

        2. Od lampki wina jeszcze nikomu nic sie nie stalo,wiec nie ma co sie tak denerwowac. Ja tez tak jak Wy bym sie bala wypic ze wzgledu na konsekwencje,ale My jestesmy w innej sytuacji…My bedziemy chuchac i dmuchac na tą nasza ciaze a kobiety ktore nie maja problemu z zajsciem inaczej do tego podchodza…ze tak sie wyraze „bardziej normalnie” 🙂
          Uczuciowa hm… szczezrze mowiac no to z jednej strony nie dziwie sie przyjaciolce,mysle ze baaaaaardzo chciala Ci powiedziec ale poprostu nie wiedziala jak,zeby Cie nie zranic… Ludzie wiedzac ze cierpimy na nieplodnosc czasem obchodza sie z nami jak z jajkiem co jeszcze bardziej nas irytuje,ale z drugiej strony jakby trąbiła na prawo i lewo o tym ze jest w ciazy ze ma mdlosci ze sie zle czuje i ze juz w ogole ma dosc i chcialaby juz urodzic,napewno bys tez sie denerwowala ze tak ciagle gada,ze Ciebie to denerwuje,ze nawet sobie nie zdaje sprawy jakie to szczescie miec dziecko naturalnie poczete.Kurcze napewno jest jakis zloty srodek,ale niestety czesem cięzko go znalezc… Ja np rozmawiam o ciazy z mojego M siostra tylko przez smsy,jak sie widzimy zapytam co slychac ona odpowiada ze dobrze i koniec tematu. Ani ona nie porusza tematu dziecka ani ja… ale wlasnie zeby nie bylo ze jestem wredna to czasem zagadam do Niej smsowo jak sie czuje,czy wozek ma wybrany,jakie imie,co nie zmienia faktu ze przez kolejny dzien choruje z zazdrosci i niesprawiedliosci…

          1. jesli chodzi o mnie, to dla mnie najbardziej trudne byly momenty gdy dowiadywalam sie o czyjejs ciazy, bez wzgledu na stopien jej zaawansowania, stojac twarza w twarz z ta osoba.
            Strasznie trudno bylo mi wtedy opanowac emocje, bo bylo najpierw zaskoczenie za chwile zal ze to znowu nie ja, a jednoczesnie trzeba bylo usmiechnac sie, pogratulowac, i dalej trzymac jakos fason.
            Osoby te wiedzialy z czym walcze, jakie mam przejscia.Wiem, ze chcialy sie tym swoim szczesciem tak po prostu podzielic i pochwalic, ale zapomnialy chyba o tym jakie to moze byc trudne dla mnie w chwili gdy dostaje taka wiadomosc.
            Uwazam, ze o wiele lepiej byloby, gdybym dowiedziala sie o tych ciazach telefonicznie, w czasie zwyklej rozmowy,mialabym czas na przetrawienie informacji, na zal,na lzy, zeby potem juz w czasie osobistego spotkania bylo latwiej i zebym mogla naprawde szczerze pogratulowac.

          2. Sza, nie denerwowałabym się, gdyby mówiła o ciąży. Ja już w dwóch ciążach jej towarzyszyłam (wtedy już długo zmagając się z niepłodnością). Po pierwszym ukłuciu bólu, którego nie dało się uniknąć, skupiałam się na cudzie jakim jest nowy człowiek. Byłam, wspierałam, odbierałam ze szpitala, robiłam zdjęcia ciążowe, głaskałam po brzuchu… Ja lubię ciężarne, lubię dzieci, nie unikam centrów handlowych i rodzinnych okazji. To mi nie przeszkadza. Często łzę wyciśnie, ale więcej mam z takich kontaktów radości niż frustracji (trochę dziwna jestem pod tym względem;p). To czego nie lubię to traktowania mnie jak jakieś UFO, beznadziejnej komunikacji, braku zrozumienia i taktu. Nie ze strony jakiejś tam znajomej, ale najbliższej osoby…
            Ale spoko… Nie pierwszy raz i nie ostatni jestem w takiej sytuacji. Głupio postąpiła, nie wiem czy z głupoty, czy z ignorancji, ze strachu czy skupiając się na sobie po prostu. Nie podejrzewam, że zrobiła mi to na złość. Ale przykrość pozostaje. No i timing fatalny biorąc pod uwagę, że staram się być aktualnie kwiatem lotosu na tafli jeziora 😉 😉 😉

          3. hahahah ostatnio jechalam autobusem i strasznie mi sie płakac zachcialo i tez sobie powiedzialam ze jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora :))) i jak reka odjął 🙂
            a no to faktycznie „dziwnie”sie zachowala…
            To jesli chcesz poznac prawde dlaczego tak zrobila moze poprostu ją o to zapytaj…:)
            Ja mam tak jak Bilbao mowi z tym ze ja za kazdym razem jak ktos mi powie prosto w oczy ze jest w ciazy to odrazu placze,wszyscy mysla ze to łzy szczescia bo mam usmiech na twarzy a to sa moje łzy rozpaczy,strasznie mnie bolą takie sytuacje i niestety przez to potracilismy znajomych bo ja nie mialam siły zeby spotykac sie z ciezarnymi,a niestety a dla nich stety wiekszosc wlasnie w 2015 urodzila…

          4. Wiem, mam to samo. W jednym roku miałam 4 dość bliskie koleżanki w ciąży i mimo, że długo dość dobrze radziłam sobie z tym tematem, to czułam, że jeszcze komuś raz pogratuluję ciąży, to się chyba porzygam na miejscu. To jest straszne, straszne i okropne 🙁

          5. Dla mnie masakryczny był 2013, wszyscy -dosłownie-wszyscy co chcieli, co nie chcieli, co starali sie miesiąc albo latami, zaszli w ciąże albo urodzili..niektórzy nawet w wieku 46 lat.
            Jezuu, jaki to był dla mnie straszny rok. Bałam sie z domu ruszyć do znajomych lub telefonu odbierać od długo niesłyszanych, bo wydawało mi się, że zaraz się dowiem, że znowu są w ciąży.
            Ile przepłakałam wtedy i nawkur…. jednocześnie na los, to tylko ja wiem, i mój biedny M. co musiał to wszystko znosić, a którego też, ciąża u pewnych znajomych, doprowadziła do pierwszych łez.

          6. Mi „znowu w życiu nie wyszło”. Czyli przyszła@… grrrr….
            Ale luz. Luz, luz… tylko to może mnie uratować. Zjadłam dziś dużo czekolady. Na chandrę.

            Co do dowiadywania się o ciąży: koleżanka teraz zaszła. Też hashi. Rok temu poronienie. Pocieszałaśmy się na zmianę. Ona mnie, że nie mogę. Ja ją – że straciła ostatnią ciążę.
            Ostatnio spotkaliśmy się z jej mężem. I przekazał nam radosną nowinę. Cieszę się. Trzymam kciuki za szczęśliwy koniec.
            Ale chwilę trawiłam wiadomość, że im wszyło, a nam ciągle nie 🙁

            Od roku łykam folik. I nic. Nie „zaskakuję” nawet 🙁

            Za to będę mamą chrzestną. Na początku przytłoczyła mnie ta wiadomość. Nie jestem szczególnym okazem człowieka, żeby mnie brać na mamę chrzestną.
            A tu masz ci los…

          7. Ech asti, przykro mi 🙁
            dobrze, że tą czekoladę zjadłaś chociaż na pocieszajkę.

            Z tym co napisałaś o trawieniu wiadomości – trawienie dla mnie oznaczało desperacką próbę nie zawycia na cały głos, odwócenia sie na pięcie, i wyjścia byleby zostać samemu.

          8. Bilbao, odpowiadam pod moim wpisem, bo pod Twoim mnie już nie puszcza:
            nauczyłam się trawić wszechobecne ciąże po zeszłorocznym coming aucie pewnej znajomej. Dowiedziałam się twarzą w twarz, gdy już była w 3-4 mcu. Chyba wszyscy wiedzieli, tylko nie ja. Wyglądałam jakbym połknęła tramwaj. Przynajmniej tak się czułam. Po chwili pod byle pretekstem opuściłam towarzystwo, wyszłam do łazienki, wypłakałam się. Mnie chyba wśród znajomych nikt nie rozumie. Chociaż wiele osób wie.
            Wtedy, tamtą ciążę przecierpiałam i zrozumiałam, że nie mogę aż tak wszystkich brzuchów przeżywać, bo zwariuję (było blisko..). Tamten rok, ten też chociaż ledwo się zaczął – obfituje w bobasowy raj..
            Staram się, by te informacje jednym uchem mi wpadały, drugim wypadały. Staram się nie załamywać kolejnym okresem. Nic mi to nie da.
            Z tyłu głowy mi dzwoni. Jest mi przykro. Ale nie chcę się temu poddawać. Chcę żyć. Może nie na takim gigancie jak Iza 😉 ale chcę 🙂
            Nas trochę ogranicza nic-nie-chcące-dziecko. Ciężko wybrać się na biegówki. Ale do kina – owszem 🙂

          9. Sza, nie ma bezpiecznej ilości alkoholu w ciąży. Są za to dzieci z poważnymi uszkodzeniami mózgu, które nie potrafią się skupić, niczego nauczyć, mają problemy z emocjami i nie tylko.

      2. Uczuciowy Kwiecie lotosu;) rzeczywiście strasznie dziwna opcja z tą Przyjaciółką, że nie powiedziała. Skoro nazywasz ją przyjaciółką, to zakładam, że jesteście blisko… echh co za historia! Wiem, że jest takie zjawisko, że ludzie nie dźwigając jakiegoś trudnego tematu unikają go, wycofują się, bo może boją się, że nie sprostają temu wyzwaniu , albo nie wiedzą jak się zachować… Jednak wiem, że Tobie pewnie wystarczyłoby , gdyby zaprosiła Cię na kawę i łagodnie powiedziała, że jest w ciąży , ale martwi się o Ciebie, jak to przyjmiesz ze względu na Twoją sytuację. Gdyby te słowa padły, poczułabyś się zaopiekowana, popłakałabyś pewnie chwilę w domu, ale górę wziąłby styl przekazania tej informacji i nie byłoby Ci tak smutno. Ech:( Co za osoba! Myślała , że do 9 miesiąca uda jej się udawać, że zabrała dzieciom piłkę :):):)? Bardzo mi przykro, że tak Cię ktoś potraktował…może trzeba z nią o tym pogadać, żeby nie stracić przyjaźni…?

        Co do picia w ciąży, to też mam taką koleżankę, która łatwo zaszla w ciążę i w ciąży zdarzało jej się wychylić kieliszek wina. Jak zobaczyłam to po raz pierwszy ( to był jej wieczór panieński) to wypaliłam: co ty robisz???? Ale nikt mi nie odpowiedział i zapadła niezręczna cisza. Generalnie ona niefrasobliwie to tego wszystkiego podchodziła, np jezdziła na rowerze do pracy bardzo długo…. Oczywiście dziecko zdrowe. No ale i tak byłam w szoku , bo ona jest lekarzem!!!! Nawet jak bym nie cierpiała na niepłodność, to bym takich rzeczy nie robiła, ale u nas te strachy wynikają z tego, co przeszyłyśmy i przechodzimy. Jak babki zachodzą w ciąże od tak,to dla nich pewnie to stan naturalny i większość się jakoś specjalnie nad tym nie roztkliwia. A my musimy co chwile ćwiczyć oddechy i liczyć nenufary na tafli jeziora , żeby nie zwariować od nadmiaru wrażeń.

  72. Dzieczyny, teraz podobno mozna zaplodnic tylko 6 komorek, tak? Co jest bez sensu, bo w dobrych osrodkach na swiecie zapladnia sie podobno 10. No ale niewazne. Jest jak jest. Mam takie pytanie: co robia z reszta pobranych komrek jesli talowe sa? Mozna je zamrozic na wypadk nieudanych prob…wtedy mozna by juz nie przechodzic stymulacji, tylko rozmrozic komorki, zaplodnic i robic crio, tak?

  73. Soniu, możesz zapłodnić do 6 komórek.
    Jeśli masz ich więcej, możesz:
    – zamrozić
    – oddać do celów naukowych
    – oddać do adopcji (chyba).
    Ja chciałam swoje pozostałe 4 oddać innej parze (za free), ale ponieważ mam endometriozę, nie pozwolili mi. Oddałam je nauce.

    1. Iza, nauce? A co oni z tymi komorkami robia? Wiadomo? Bo ja mam nadzieje, ze jednak np nie zapladniaja..??? Dlaczego nie chcialas ich zamrozoc do pozniejszego wykorzystania? Wiesz moze czy komorki podlegaja takiej samej ochonie jak zarodki ?

      1. Soniu, miałam 8 komórek, zapłodnić mogłam 6 (byłam już w programie). Było dla mnie niemal pewne, że będę miała z tego sześcioro dzieci. Nie miałam potrzeby mieć tych dzieci ośmioro. Zdecydowaliśmy z mężem, że zamiast je mrozić, oddamy je na potrzeby badań, po prostu. Nauka potrzebuje czegoś więcej niż wzorów chemicznych i testów na myszach.

        Na pewno nie zapłodnili moich komórek i ich nie odddali komuś bez mojej wiedzy, bo sama chciałam, żeby tak zrobili i mi powiedzieli, ze nie mogą (przez endometriozę).

        Komórki (i plemniki) nie podlegają takiej ochronie, jak zarodki, ale nie chcę Ci namieszać i popisać głupot, co teraz można, a czego nie można – nie wiem.

        1. Kurczem skomplikowane to;) U mnie to co prawda rozwazania czysto teoretyczne poki co…ale tak sobie mysle, co zrobic z zarodkami, ktore zostana jesli in vitro sie uda. Niewazne…;) Troche to jednak trudne.

  74. Bilbao , Malgorzalka! Cieszę się razem z Wami!
    Margaritka mi na takie mdłości bez wymiotow pomagała parzona mięta. Ani razu nie puscilam pawka w ciąży więc może słabe mdłości miałam, ale pomagało 🙂
    Wczoraj odbyło się polowkowe. Chłopak zdrów 🙂 Ale już od 2 tygodni jestem spokojna i w końcu cieszę się ciążą , dlatego zaczynam urządzanie pokoju. Zatem dziewczyny ogłaszam ze paniczny strach w pewnym momencie mija 😛 … i zaczyna się lęk przed porodem, ale to już pikuś w porównaniu do wcześniejszych emocji.
    Izunia nie mogę doczekać się poniedzialkowych wieści.

  75. Iza trzymam kciuki za poniedziałek! Nie mogę się doczekać wieści. Zastanawiam się jak u Ciebie nastroje. Może nijak i czekasz do poniedziałku, żeby się „nastroić”;) Nie pisz nic, jak nie chcesz. Chciałam tylko napisać, że myślę o Tobie, codziennie. Ciepło i serdecznie! 🙂

    1. Nie piszę nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że nie mam żadnego nastroju na temat in vitro. Nie mam ani wielkich oczekiwań ani wielkich obaw. Zdystansowałam się do tematu nieprawdopodobnie. Dziś traktuję to po prostu jak kolejne zadanie, podobne do dziesięciu innych w ciągu dnia, aż mi wstyd przed Wami. Wiem, że przyjdzie pora na emocje. Dziś nie mam żadnych.
      Pracy szukam, w tym jest więcej przeżyć u mnie 🙂

          1. !!! Czy to jest tam (w tym miejscu, gdzie pracujesz) jakaś norma? Brzmi strasznie- piątek wieczór w pracy. Sobota pracująca? A gdzie życie? Dom? Przyjemności? Nie mówiąc o rodzinie:/ kurde to sa jakies jaka? I wszyscy tak tam pracują? Kurde ja sama w tym swoim krótkim epizodzie pracy na wolnym rynku siedziałam nie raz po godzinach, ale 19:00/19:30 to był max. Zwykle kończyłam o czasie albo dokanczalam ważne sprawy co mi zajmowało 30-60 min. I tak uważałam ze cos jest nie halo, no bo poświęcalam swój prywatny czas. Co za popieprzone czasy! Naprawdę czuje sie tym mocno poruszona i zbulwersowana.

          2. Oczywiście, nie jestem więźniem obozu pracy i jak tyram do nocy, zaczynam trochę później – ale wiesz co to znaczy, od świtu chodzę jak w zegarku, bo zaraz muszę jechać do roboty. Tyle.
            Pod koniec zeszłego roku opublikowałam wpis z wypadu do niemiec. To były moje ostatnie dwa dni wolne z rzędu.
            Nic to, samo się nic nie zrobi. Aktywnie szukam 🙂

      1. Czyli „nijak”. Jaki wstyd? Ja Ciebie podziwiam, że potrafisz zachować taką higienę myśli. Ja niby nie podporządkowałam całego życia staraniom, ale myśle o nich codziennie. Moze nie przez cały dzień, ale każdego dnia. Ćwiczę się w tym, żeby przeganiać te myśli, kierować je na inne tory, ale mimo długich lat praktyki mam wrażenie, że jest ich więcej, a nie mniej. Ja jestem cała, jedną wielką EMOCJĄ 😉 Dlatego podoba mi się Twój dystans! Bardzo.
        Co do pracy… zastanawiam się codziennie co u Ciebie odkąd pierwszy raz napisałaś, że szukasz nowej. Straszny sajgon tam mają. Mam nadzieję, że szybko dostaniesz ofertę pracy w mieści, gdzie można się wykazać zawodowo, ale które nie pochłania, jak trąba powietrzna tej części życia, która powinna pozostać prywatnym czasem dla Ciebie, rodziny, przyjaciół.

        1. Wstyd mi, bo jeśli tak mało przeżywam in vitro, to może za mało we mnie empatii, choć świetnie wiem, jak to jest. I właśnie dlatego się odcięłam.
          Może jednak powinnam być wdzięczna (sobie? losowi?), że znalazłam się w takiej sytuacji zawodowej, bo kto wie, czy gdyby było „normalnie”, nie miałabym więcej czasu na myślenie.
          Poprzednio nowej pracy szukałam dwa lata, więc uruchamiam mechanizmy przystosowacze, bo mogą się jeszcze przydać. Ale szukam.

      2. Izo, czekam na poniedzialkowe wiesci od Ciebie. Moja znajoma byla po 3 in vitro. Po dluzszej przerwie (wymuszonej stanem zdrowia) podeszla 4 raz … wlasnie bez wiekszych emocji, bez zadnych oczekiwan a nawet z przeswiadczeniem, ze i tak sie nie uda. A udalo sie;) Ma blizniaki z naszej kliniki;))) U Ciebie tez tak bedzie. Wierze w to.

  76. Dziewczyny po raz kolejny proszę o podpowiedź 🙂
    Odebraliśmy wynik z badania nasienia M, wizyta u lekarza dopiero w środę o 20.40 🙁 a ja do tego czasu to chyba zacznę na drutach robić, żeby czas jakoś zabić. Moje amh leży 🙁 A teraz jak patrzę na wyniki M, to nie mam pojęcia czy one są prawidłowe czy nie. Wiecie może na które parametry należy zwrócić uwagę?

    1. Mimami m. in. na całkowitą il. plemników w ejakulacie, morfologia, ruchliwość. U nas np. rozpoznanie to obniżona ruchliwość i morfologia (2% prawidłowych), ale warto poczekać na konsultację z lekarzem

    2. Dokladnie tak jak dziewczyny piszą,najwazniejszy jest ruch postepowy,plemniki o prawidlowej budowie,koncentracja i calkowita ilosc plemnikow,i tak jak Margaritka pisze po prawej stronie powinnas miec normy…:)

  77. Ewelka, super ze u malucha wszystko ok!:) i ciesze sie, ze ten strach mija:)
    Uczuciowa, dzielna z Ciebie kobitka:) trzymam cały czas kciuki!:) a co do przyjaciółki..moze faktycznie zupełnie nie wiedziała jak Ci o tym powiedzieć? Mam taka koleżankę, której przyjaciółka nie mogła zając w ciąże a jej sie „przytrafiło”. Opowiadała mi jak fatalnie sie z tym czuła i ze nie wiedziała jak ma jej o tym powiedzieć. Dochodziło do tego ze nie mogła spać w nocy bo tak sie martwiła ta sytuacja. Ostatecznie przyjaciółka sama sie zorientowała i ja wprost zapytała. I takim sposobem „wyszło na jaw”. Obydwie sie stresowały niepotrzebnie, atmosfera sie odrazu oczyściła jak wszystko sie wyjaśniło.
    Moze i wy powinnyście szczerze pogadać o waszych uczuciach? Myśle ze żadnej ze stron nie jest łatwo.
    Iza, poniedziałek jest juz zaraz!szybko zleciało. Czekamy na nowiny.

    1. Ludzie za rzadko stosują zasadę KISS 😉 (Keep it stupid simple). Tygodniami/miesiącami analizują co powiedzieć, jak, kiedy, jaka będzie reakcja, jak jej zapobiec? Zadręczają się jałowymi refleksjami, pogarszając z każdym dniem sytuację obu stron. A wystarczyłoby po prostu powiedzieć… jak najszybciej, jak najzwyczajniej, z minimum taktu.

  78. Mimami, tak jak pisze Ewelinaa- całkowita ilośc, ilośc w 1ml, ruch(najważniejszy jest ten postępowy), budowa(najważniejsza jest budowa główki-tam jest materiał genetyczny). Nie wiem gdzie robiliście badanie, ale obok powinny byc podane normy.

  79. Dziewczyny,
    Normy są zamieszczone, przyznam się że zgłupiałam jak na nie patrzę , nie wiem czy to stres czy własna głupota 🙁
    Boję się, po prostu boję, że u mnie jest to cholerne amh tak skrajnie niskie, a jak się okaże że u M „żołnierze” są do D… to nie wiem co dalej 🙁
    A jak patrzę na te wyniki, to chyba jednak dobrze nie jest :
    całkowita ilość 193 mln
    w 1ml 46mln
    Ruch postępowy 56%
    Morfologia:
    formy prawidłowe 6%
    formy nieprawidłowe 94%
    nieprawidłowe główki 82%
    te wyniki mnie przerażają

    1. Mimami mnie też się wydaje ze nie jest tak źle, zresztą i tak wybierają tego nalepszego 🙂 Tak na prawdę po wynikach dobierają odpowiednią metodę zapłodnienia ivf, icsi lub imsi. Także głowa do góry:) u nas wyniki są bardzo słabe a jestem w 25 tc 🙂

  80. Mimami, na moje oko tez wydaje mi sie, ze te parametry sa dobre. Tym sie nie przejmuj. U mojego emka nawet jak sie poprawiły najlepiej w historii to takie nie były nigdy, a w ciąże udało die zajść. Chociaz nie powiem, bardzo sie boje …wiadomo .

  81. Iza ja też nie przeżywam jakoś tego trzeciego podejścia, pierwsze to ciekawość, nowość taka „gwiazdka” w leczeniu, bo i zarodek wiesz, że jest i ciąża była. Drugie ogrom emocji, łzy, złość, nastawienie, że na pewno zajdę w ciąże, głupia ja 🙂 , skakanie wokół siebie jak koło jajka. Teraz mam luz, tylko żal mi siebie, bo ciężko będzie, taka egoistyczna jestem 🙂 a co :), wolno mi. Dzisiaj robiłam zakupy, patrzyłam na te rodziny z rozbieganymi dziećmi i zero emocji, ba nawet se pomyślałam, że bez dzieci też spoko. Najbardziej chciałabym zobaczyć ten miks męża i mnie, jaki by był hehehe. …

  82. Iza, chyba rozumiem twoje podejście i to zapracowanie, które chyba Ci mimo, całej uciazliwosci pomaga (? ).. ja nie zostałam na l4, bo praca mimo zmęczenia i tendencji do wysyłania ze mnie energii pozwoliła mi przetrwać okres lęku i strachu względnie szybko.. przynajmniej przez te kilka godzin dziennie musiałam się wyłączyć i skupić na robocie.
    Wężon, jak sprawy? Jak wakacje?
    Rozważałam czy do posta o pudelkach na suplementy nie dodać zdjecia mojego kubeczka, w którym trzymałam i odkażałam aplikatory do luteiny:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *