Jakaś dziwna ta ciąża :)

Krew się leje (jednak, niestety, nadal), a B-HCG rośnie sobie w najlepsze, jak na odżywce…

Wyniki, które miały być jutro, właśnie przyszły. Beta w ciągu 2 dni skoczyła ze 130 mlU/ml do 334  mlU/ml. Nie za dużo? Aaaaaa, czego ja w końcu chcę… 334  mlU/ml w 14 dpt to po prostu ładny wynik!

Prawda jest taka, że dziś jest pierwszy dzień po transferze, kiedy powinnam zrobić badanie, a na własne życzenie zaserwowałam sobie stres już prawie tydzień temu, obsesyjnie mierząc wzrost bety, raz mi za mało, teraz za dużo…

Ohhhh, aaaaaa, grrrrr……

Palnij się w łeb

– Obstawiam bliźniaki – uśmiecha się mąż i chce mi zrobić w takim razie dwie kanapki zamiast jednej.

Cieszę się jak wariat, boję się jak ja. Uważam, że jeśli będę przygotowana na wszystko, los mnie już tak nie zaskoczy, jak robił to kilka razy wcześniej. Z tego powodu siedzę w norze z małym lufcikiem i trzymam palec na muszce – niech no tylko podejdzie jakieś nieszczęście, a będę strzelać na oślep! A powinnam leżeć i pachnieć.

Jaka szkoda, że jest internet, który podpowiada tyle głupich rzeczy…

Teraz sobie popachnę.

0 komentarzy

      1. Dzięki za pamięć:) u mnie nie za ciekawie, ale tu nie będę pisać, bo posty są tak radosne, że w tej chwili nie ma miejsca na smuty:). Jak potwierdzi się diagnoza to opisze to w mojej historii.

  1. aha i co najważniejsze ciaza pozamaciczna ci nie grozi☺ a moja siostra tez miala okres tylko bardzo dziwnie sie czula myslala ze to cysta bo miala cykl wcześniej a okazalo sie ze to nie miesiaczka tylko jej 4.letnia coreczka hehhe

    1. No widzisz, mówiłam wcześniej: jeszcze, jeszcze 🙂
      Tak, nie ukrywam, że bałam się ciązy pozamacicznej bardzo – przy takim krwawieniu trudno było o tym nie pomyśleć…

  2. Izaa, ale galopuje Ci ta beta!!!!:) a wlasnie mialam pytac jak Ty sie czujesz, ale z taka beta jak sie mozna czuc?;) nic tylko miec mdłości i fajkowstret;) ależ sie ciesze!:) przytulalo dla babelka, kurczę, zeby on wiedzial jak my go tu wszyscy lubimy i cieszymy sie, ze jest:) Na pewno byłoby mu bardzo milo:) to wez tam Izka od tych wszystkich cioć i wujków pogłaskał maluszka!:*

    1. Margarika, czuję się mocno otumaniona, jakby pijana, jest mi też cały czas zimno (WTF???), wszystko w ogóle, ale nie fajkowstręt, niestety, muszę walczyć z sobą 🙂
      Bąbel coś czuje, że go tak tutaj lubicie i oczekujecie, bo zaczynamy w siebie wierzyć 🙂

      1. 🙂 klasycznie i pieknie jestes w ciazy i Bąbel daje Ci o tym znac:) Ja kiedy bylam w ciazy mialam wyczulony węch, ogromny apetyt, ciagle smaczek na „cos” i ciezko bylo znalezc to „cos”, ciagle to nie byl TEN smak;) tez sie czulam otumaniona, odmuzdzona i śpiąca. Jedyne co bylo inaczej niz u Ciebie, to to, ze wreszcie ciepło mi bylo:) zawsze bylam zmarzluchem a w ciazy nagle mi ukrwienia ruszyło. Fajkowstretu tez nie mialam choc jak sie mdłości zaczęły to i zapach fajek mnie mdlil, ogolnie to byl permanentny stan zemdlenia na granicy belta;) ach… Ile bym dala za te mdłości…!!:) i Tobie zycze najbardziej upierdliwych objawów jesli tylko to ma znaczyć ze dzidzia rośnie i bezczelnie sie rozpycha w brzuszku:) dajesz tyle dobrej energii, az milo! 🙂

  3. Będzie dobrze:) stajesz się właśnie najbardziej typowa wózkową mamusią, stąd to otępienie 🙂 gratuluje artykułu:) to było twoj ostatni wyczyn intelektualny: D poczytam jak znajdę w empiku. Beta tłusta 🙂

  4. Pieknie rosnie! Pozazdroscic! A krwawienie w koncu ustąpi. Moja przyjaciółka miała okres przez pierwsze trzy miesiące ciazy, a teraz ma śliczna i zdrowa córeczkę, wiec bez obaw. Wszystko jest dobrze skoro beta rosnie jak szalona. Marże aby tez kiedyś zobaczyc u siebie taki wynik. W srode ide do lekarza dowiedzieć sie kiedy moge znów podejść do transferu, mam nadzieje, ze jeszcze w tym miesiącu 🙂

  5. Iza, przylaczam sie do gratulacji i tak jak reszta mocno trzymam kciuki! Czytam Twoje ostatnie wpisy z wypiekami na policzkach. Tak bardzo ciesze sie ze wszystko jest pozytywnie. Podziwiam wiare i wytrwalosc: tego wlasnie Wam teraz trzeba. Pozdrowienia dla Ciebie i Twojego „najwspanialszego meza na swiecie”:)

    1. Nie pisze ale sprawdzam co na blogu/froncie:) Teraz czekam na drugi okres po poronieniu I zaczynamy przygotowania do crio transferu.Okres lada chwila wiec wszystko szybko sie toczy.Jeszcze tylko musze popracowac nad stoickim nastawieniem I bede gotowa do podejscia nr 2.Ja z optymistek nie jestem, a raczej boje sie rozczarowan.Dziwne to bo w zyciu zawodowym rzucam sie na wyzwania pierwsza.W sprawach invitro pozostaje bierna.Postanowilismy z mezem ze zbyt duzo nadzieji mielismy za pierwszym razem, teraz Trzeba bedzie zachowac wiekszy dystans.Zawiedzione nadzieje bola,duzo kosztuje zeby sie z nich wylizac wiec tak bedzie bezpieczniej…
      W ogole mialam shize miesiac temu gdzie kilka dni przed okresem czulam mdlosci I bol w brzuchu.Bol, myslalam, to standard przy mojej endomitrosie, ale mdlosci? Utrzymywaly sie nawet w trakcie okresu, bylam nawet bliska kupienia testy ciazowego.Wtedy sobie przypomnialam ze obiecalam sobie ze nigdy wiecej tego nie zrobie bo znow te zawiedzione nadzieje…Cale szczescie mdlosci przeszly, okres tez.Ale to niesamowite co podswiadomosc moze nam wkrecic kiedy czegos tak dlugo I mocno pragniemy:)
      Pozdrawiam I trzymam kciuki!

      1. Yarzynka, jest mi tak przykro z powodu Twojej straty… 🙁
        Przykro mi żywą pamięcią, wiem, że żadne słowa nie pomogą tak, jak pomoże upływający czas.

        Też przez lata starań miałam często „objawy ciążowe”, do momentu wycięcia jajowodów. To moje przekleństwo, ale i błogosławieństwo, skończyły się objawy, skończył seks na godziny. Skończyło się comiesięczne napięcie. Niemniej jednak nie polecam Ci tej metody :/

        Droga Yarzynko. Z jednych jedynych warsztatów psychologicznych, na których byłam, wyniosłam pożyteczną wiedzę, jak podchodzić do transferów. Dobrze jest zachować umiarkowany, powściągliwy optymizm. Nie jestem w tym zbyt dobra, raczej ciągnę w dół, ale pesymizm to także większe napięcie, a więc trudniej zarodkowi.

        Bardzo mocno, jak sama pragniesz, aby się udało. To ta większa połowa sukcesu… 🙂

  6. Iza powtarzam się,ale tak się cieszę że beta rośnie i że się źle czujesz(chodzi mi oczywiście o oznaki ciąży). Pisałam Ci żebyś lepiej nie sprawdzała tej bety tak często bo zwariujesz jak ja.Ale fajnie się mówi gorzej się robi.Wiem jak to jest jak człowiek się denerwuje.I oczywiście miałam tak samo.Czy dobrze przyrosła?Czy nie za mało a za kolejne dwa dni czy nie za dużo?……Zwariować można od tego.JEST DOBRZE I BĘDZIE DOBRZE.Odpoczywaj teraz i pachnij……
    I powinnaś mieć kategoryczny zakaz wchodzenia na internet oprócz bloga oczywiście…..
    Nie czytaj nic.Ja przestałam w pewnym momencie i lepiej na tym wyszłam.Byłam zdecydowanie mniej zestresowana.
    Pozdrawiam.

    1. Basia, im więcej czytam tym bardziej masz rację. Tylko na własnym blogu się niczym nie denerwuję, wszędzie indziej są nieszczęścia, choroby i w ogóle…

  7. Iza, to moze cos na uspokojenie, statystyki ktore przewertowałam gdy zobaczyłam swoją betę wyraźnie mówią, ze aż 96% ciąż z takim wynikiem na etapie którym jesteś donosiły ciąże. Wiec kobieto teraz jest czas na uspokojenie nerwów. Dla porównania u mnie z 218 w ciagu 48h zrobiło sie 657 jak dobrze pamietam. Ciąża pojedyncza prawidłowo ulokowana, z bijącym serduchem idealnie w 6 tc. Myśle ze krwawienie tak Cię moze wkur.., ale to juz wiesz ze nie dotyczy małego motyla. Minie i sie uspokoisz. Wiem to.

      1. Mojra, dzięki za tę wykonaną pracę, za to, że przekopałaś za mnie internet, statystyki rzeczywiście całkiem podnoszące na duchu. Ty mnie w ogóle ciągniesz do góry 🙂

    1. Mojra, czyli jestem w tych 4%. Zawsze przytrafia mi się coś nietypowego.
      Tobie przydarzyło się coś jeszcze bardziej nietypowego.
      Dla Izy została nudna statystyczna większość. 🙂

        1. Z innej beczki…myślałam ze to sie nie zdarza, ale..”znajoma” z instagrama obwieściła za pomocą pięknego zdjęcia siebie w dłoni ze zdjęciem zarodka ze jest w ciazy…ale to nie koniec…kilka miesięcy temu moja koleżanka z pracy wrzuciła na fejsa zdjęcie testu..zastanawiam sie czy to juz głupota czy jeszcze niewiedza i beztroska??

          1. Pewnie beztroska. Może trochę ekshibicjonizm.
            Zresztą wrzucenie testu nic nie zmienia. Co ma być to będzie. Jeśli stanie się coś złego niektórym łatwiej, gdy nikt nie wiedział i nie musza odbierać wyrazów współczucia, inni wolą, żeby świat wiedział, że przez chwilę mieli dziecko.
            Na mnie nikt się sam z siebie z kondolencjami nie rzucał. Całe osiedle wie, odzywają się tylko, jak sama mówię.

          2. U mnie była taka część bliskich, która stanowczo odradzała mówienie o ciąży np. w pracy, na tak wczesnym etapie – bo to nie wiadomo, co będzie… No ale jak miałam nie powiedzieć, jak czułam się do dupy, a w robocie czasem wypadnie siedzieć po 10h, co mi się nie uśmiechało. A co będzie, to będzie – na to się nic nie poradzi. Ale FB czy Instagram… chyba zbyt szeroka manifestacja jak dla mnie :/

          3. Ja wiem, że temat nie bardzo, ale z tego samego niezrozumiałego powodu znajomy wrzucił wpis na FB „moja mama umiera. Módlcie się za nią”.
            Dżizas… Czy tylko my jesteśmy normalne?

      1. Ja robiłam pierwsze usg 12 dni po badaniu bety, czyli 24 dni po transferze 2 dniowych zarodków. Było widać dwa prawidłowo umiejscowione zarodki, ale jeszcze bez serc.

        Ja 13 maja idę sprawdzić, czy mogę ruszać z kolejną próbą. Będę trzymać kciuki za Ciebie, trzymaj za mnie.

      2. Nie wieczność, a odpowiedni czas. Zawsze na usg bym pędziła następnego dnia po becie, ale teraz już wiem, że lepiej poczekać, aż Maluszek ładnie się pokaże czym rozwieje wszelkie wątpliwości. Bo jak się idzie za wcześnie to potem gonitwa myśli „nic nie widać, bo JESZCZE nie widać? czy JUŻ nic nie będzie widać?”
        Na pewno Tobie pięknie zapuka serduszkiem 🙂

  8. czesc wezon☺ ja tez w tych 4 niestety… ale inna beta jest w cyklu stymulawanym a inna na naturalnym przy crio bo jednak sztuczne hormony podkrecaja bete…wezon a czy u ciebie wszystko wrocilo jiz do normy po poronieniu? ja nie czuje owulacji ani pms a okres mam calkowicie bezbolesny… wszystko inaczej niz przed… wtedy mialam wszystko jak w zegarku… a jak sie czujesz?

    1. Czuję się normalnie. Przynajmniej fizycznie. Wczoraj odebraliśmy akty urodzenia z adnotacją o zgonie.
      Ja miałam zawsze mało objawów przed okresem, nic się nie zmieniło. Raczej nie czułam owulacji. Czasem jajniki mnie kłuły, ale w takich nieregularnych terminach.
      Jednak jest trochę dziwnie. Po 5 tygodniach od poronienia poszłam na usg, lekarz powiedział, że jeszcze nic się nie dzieje. Szyjka zagojona, wszystko ok, ale jeszcze początek cyklu i nic nie rusza. Endometrium 3mm i żadnego pęcherzyka.
      Po tygodniu dostałam plamienia. Dla normalnej dziewczyny, to nie byłby okres, ale ja mam bardzo skąpe miesiączki, taki plamienia i nigdy nie plamię w innych fazach cyklu. Jednak niemożliwe, żeby to był cykl z owulacją, w tydzień nie da rady. W zeszłym tygodniu byłam na usg u lekarki abonamentowej i coś się dzieje. Endometrium ponad 6 mm, pęcherzyk 13 mm. Jeszcze nie pękania, ale przy moich ponad 30-dniowych cyklach taki pęcherzyk w 14 dniu cyklu jest całkiem OK. Czyli zgadzałby się początek cyklu z terminem tej pseudomiesiączki. Doktor powiedziała, że wszystko ładnie wygląda i mogę zacząć współżyć. Bardzo się cieszę, tyle że ciąży z tego nie będzie. 😉
      Za tydzień idę się pokazać w Invimedzie. Zobaczymy, czy pęcherzyk pękł i czy endometrium rośnie. Mam nadzieję, że pozwolą mi spróbować w następnym cyklu.
      Ja już muszę coś robić. Czekanie mnie wykończy. Czuję się jak mumia. Sąsiadki kłują w oczy brzuchami. Jedna już rozpakowana, jeszcze trzy. Jedna ma termin prawie równo z moim niedoszłym.

      1. To może w wolnej chwili jednak skrobnij coś o swojej podróży do Portugalii, co to ciążę mi przyniosła?

        Czekanie to koszmar niepłodności. Plaga ciężarnych na ulicy – kolejny koszmar. Jak opisujesz w jaki sposób Twój organizm mobilizuje się do powrotu do cykli, przypomina mi się, kiedy dorastałam. Pierwszy, może też drugi okres wyglądały podobnie jak Twoje plamienia. A potem już zawsze tygodniowy krwotok…

        1. Ja mam ciężarne po obu stronach ściany. Nasze domy to 4 segmenty po 4 lokale. Dwie ciężarne są w moim. 🙂
          W tym jedna za ścianami przez które słychać. Rodziłybyśmy w tym samym miesiącu i dzieci nawzajem by nam przeszkadzały. A tak, będzie nas budzić jej synek i zamiast sprawdzać czy to nie moje, będę się wciskać głębiej w poduszkę.

          U mnie z cyklami było odwrotnie. Okresy przez pierwszy rok były dość obfite, choć jak słucham jak obfite mogą być, to nie było jeszcze źle i czasem bolesne. Parę razy musiałam w 1-2 dniu wziąć apap i się zdrzemnąć. Później były coraz delikatniejsze. Przeważnie: 1 dzień lekkie krwawienie, 2-3 mocniejsze, 4-5 plamienia. Raz w roku bolały. A tak to jakieś ciągnięcia w brzuchu przed i pierwszego dnia, i to nie zawsze.
          Po usunięciu przegrody zmieniły się w dwudniowe plamienia. I nic nie czuję.
          Bałam się, że znowu zrobią się zrosty, ale na razie wygląda, że nie jest źle. Oby lekarz w Invimedzie miał dobre zdanie o moim endometrium.

  9. Izuś Kruszek powiedział:
    Hello, I’ve just called, to say, I love you…

    Nie miej do siebie pretensji, że za szybko zaczęłaś badać betę. Przecież przy krwawieniu i tak nikt by nie wytrzymał do 14 dnia. Zbadałabyś, albo uznała, że znów się nie udało i jeszcze Wam zaszkodziła.

    Ty się zrelaksuj, a my posiedzimy w okopach wypatrując podstępnych nieszczęść z palcami na muszce.

    Internet w sprawach ciążowych na razie odstaw. Nic więcej i tak nie zrobisz, dzieje się samo, co ma się dziać, a tylko się zdenerwujesz.
    Wczoraj rozmawiałam z sąsiadką lekarką. Ma trójkę dzieci, nie miała żadnych problemów z zajściem i donoszeniem, a mimo to, przez całe ciąże pamiętała z ginekologii tylko wszelkie możliwe powikłania na każdym etapie. Najchętniej do porodu by nikomu nie mówiła o ciąży. Denerwowały ją gratulacje, bo to jeszcze nic nie wiadomo, to dopiero ciąża, nie dziecko. No i nie przywiązywała się do brzucha.
    Nadmiar wiedzy skutkuje czasem skrzywieniem odbioru. Współczuję położnym z patologii ciąży. Po tych wszystkich obejrzanych przypadkach ciąża to musi być horror.
    Nie popełnij tego błędu. I tak za dużo wiemy.
    Wiesz, że żadna z moich sąsiadek nie badała bety? Zrobiły test, potem poszły do lekarza potwierdzić, że jest ciąża i nawet nie do końca wiedzą, co to ta beta i jaka powinna być. A na osiedlu jest kilkanaścioro dzieci. 🙂 Śmiesznie to wygląda – pytam jaką miałaś betę na początku, a one ze zdziwieniem, że nigdy nie sprawdzały.

    Teraz pachnij, a ja potem sprawdzę, czy wystarczająco ładnie pachniesz . 😉

    1. ja też dopiero tutaj dowiedziałam sie o „becie” teraz juz wiem o co kaman, ale jeszcze nie miałam nigdy robionej, za to tony testów leżą w koszu. Przestałam je wreszcie kupować.

      1. Izabelo, przy tej nieszczęśliwej ciąży zrobiłam betę po pozytywnym teście. Nigdy nie robiłam jako pierwszego sprawdzenia.
        I za nic nie mogę sobie przypomnieć, czy zrobiłam ją w pierwszej ciąży. Mam problemy z pobieraniem krwi i nigdy nie kłuję się jak nie muszę, tylko przy okazji.

    2. Slyszę to, słyszę jak śpiewasz! Wężon, ja Ci wymyślę możliwość dźwiękowego zostawiania komentarzy, na blogu będzie dźwięcznie.
      Bosko, że tak mnie rozumiesz. To niesamowite, jak obce sobie kobiety wspierają się i rozumieją w sprawach, o których wcześniej sądziłam, że jest się samemu na świecie.
      Poczytałam trochę kilka innych stron, ale już nie chcę. Tutaj się czuję bezpiecznie, tu nikt nie panikuje (poza mną), tu zawsze mogę kogoś „znajomego” spotkać.
      Dziękuję, to też Twoja wielka zasługa.

      Zapraszam do powąchania. Leżenie jest nudne… 🙂

    3. Wężon – pozwolę wtrącić i swoje 3 grosze tak a propos wiedzy…

      Z moich znajomych/koleżanek 2 lub 3 miały problem z zajściem w ciążę. Jedna cukrzyczka – leczyła się, zaszła, urodziła. Druga powyżej 36rż. Na początku naturalne starania, później cykle stymulowane, jest ciąża. Trzecia już teraz też powyżej 36rż. Badana, stymulowana, teraz chyba będzie podchodziła do in vitro.

      Reszta moich koleżanek „dzieciatych” zachodziła bez problemu. Wiedza na temat własnego organizmu w sferze ginekologii współczesnych dziewczyn/kobiet jest żadna. Nie widzą co to jajniki, jajowody, dni płodne, owulacja, śluz… Nie mówię, że wszystkie… Ale jak zaczęłam głośno mówić, że ja chcę zajść i nie mogę. Zaczęłam opowiadać, który dzień cyklu i co się może wydarzyć to moje koleżanki miały oczy jak 5zł.
      Moja bliska koleżanka ma 3 dzieciaczków. Miło mi się z nią rozmawia, ale ona zawsze z bananem na twarzy szczerze mi odpowiada, że nie wie o czym mówię. Bo ona nie miała żadnych problemów, żeby zajść. Cała trójka to tzw. wpadki. Szczególnie ten trzeci 😉
      Jak to mój mąż powiada – ile jest ciąż, bo „nie zdążył wyjąć”… Albo bo dziewczynie się wydawało, że dni płodne to zaraz po okresie.

      Ja pewnie też wiem za dużo. Ten cykl na pół optymistyczno-pesymistyczny…
      Jak to Iza pisała – nazywanie rzeczy ten, tego… To mam 😉
      Ale mam też zmiany na twarzy, które zwykle świadczą o zbliżającym się okresie 🙁
      Są też piersi większe 1,5 rozmiaru… Ale może to od hormonów??

      Chciałam dziś zrobić betę. I uspokoić skołatane nerwy. Ale pobranie dziś, wynik za tydzień w czw. Więc w piątek zrobię test…

      Się rozpisałam. Pozdrawiam wszystkie szczęśliwe. Te co są i te co będą! 🙂

      1. Asti, gdzie to tacy sadyści, żeby na betę kazać czekać tydzień? Normalnie wyniki są najpóźniej wieczorem, często koło południa po rannym pobraniu. Mam nadzieję, że test pokaże dwie kreski.

        Co do wpadek: mój niemąż pierwsze dziecko ma klasycznie wpadkowe. I to nawet nie z zupełnej głupoty, liczyli dni i uważali, ale coś się w cyklu pokopało. I dlatego miał żonę.
        Takie dziecko „pomimo” jest dowcipem losu, zważywszy, że ma bardzo słabe wyniki nasienia. Ojciec dwójki naturalnych dzieci, z czego jednego niespodziewanego, z wynikami kwalifikującymi tylko do in vitro.
        Jedna z sąsiadek zaszła w ciążę na pigułkach antykoncepcyjnych, nawet dwa razy, tyle, że raz poroniła.

        1. 45 km od Stolycy… Niby nie zadupie… Niby nie koniec świata… Nie wiem, czemu tak się to odbywa. Mają laboratorium na miejscu. Więc nie wiem, o co cho…

          Świadomość swojego ciała generalnie przychodzi chyba wtedy, gdy chcemy, a się nie udaje.

          Ja już jestem mamą. Mam prawie 9letniego syna 🙂 3 cykle na niego pracowaliśmy. I napiszę szczerze, że to było strzelanie na oślep.. Mając ponad 20 lat wiedziałam co trzeba zrobić, żeby zajść w ciążę.. Ale nie zastanawiałam się nad tym „kiedy”..
          Przed ciążą i po stosowałam tabletki. I nie rozkminiałam co i jak…

          A teraz… życie…

          A jak u Ciebie Iza? Krwawienie ustało? Nie przekopałam się przez komentarze do samego końca.. Może już pisałaś..

          1. Asti, to dobrze, że masz syna. Na pewno łatwiej tak, niż startować od zera.
            Nie dziwię się, że nie możesz się przekopać przez komentarze. Krwawienie zamienia się w plamienie, może będzie dobrze. Czekam na wyniki kolejnej bety.

      2. Asti, ignorancja w pewnych sprawach… Przerażające…
        Z drugiej strony zastanawiam się czy umiałabym jeszcze założyć mężczyźnie prezerwatywę 🙂 (przed staraniami brałam po prostu tabletki latami), pewnie niejedna nastolatka, która nie wie co to owulacja, mnie wyśmieje…
        Podbijam pytanie Wężon, co to za miejsce, że czekasz tydzień na betę? Próbki na Wyspy Galapagos wysyłasz czy co? Przecież tę krew to chyba trzeba szybko zbadać…

        1. Iza, ja nie umiem i nigdy nie umiałam zakładać. I nigdy nie stosowałam. Wszelki przygodny seks odpada, bo ja nienawidzę prezerwatyw. Czuję zapach gumy i słyszę jak skrzypią. Te parę razy w życiu jak się zdarzyło, to była słaba przyjemność.
          Nauki o naturalnych metodach też mnie ominęły. Bo kiedy Pani od nauki o rodzinie na spotkaniach przedmałżeńskich chciała zacząć nas uświadamiać, to spytała, jakie metody regulacji płodności planujemy stosować, spontanicznie odpowiedzieliśmy chórem, że żadne. I Pani nas nie demoralizowała.
          Parę lat brałam pigułki, ale teraz po tych paru latach słowa okazały się prorocze.

          1. Hmm. Wiesz, miałam cichą nadzieję, że tego wpisu, że nie umiem założyć prezerwatyw, nikt nie znajdzie.
            Moje nauki przedmałżeńskie były fatalne – na części o planowaniu rodziny stara baba jaga narysowała trójkąt, stuknęła palcem w róg trójkąta (okolice jajnika), powiedziała, że tam zachodzi cud boży.
            Mój ślub był ostatnim razem, kiedy byłam w kościele z własnej woli.

          2. Ja wszystko znajdę. 🙂

            Ja też chodzę do kościoła tylko na śluby i pogrzeby i staram się spóźnić zawsze.
            Nauki przedmałżeńskie nie były takie złe, sensowny ksiądz się trafił, a babka od rodziny była całkiem fajna. Matka 8 dzieci, ale nie fanatyczna, tylko tak raczej ciepło religijna. Na wspólnych zajęciach gadaliśmy o życiu, a na rozmowy koncepcyjne zapraszała samodzielnie.
            Ja w ogóle brałam ślub towarzyszący, czyli jednostronny, mąż był niewierzący. Tu więc też nietypowo i wiem, jak taka procedura przebiega. Dość śmiesznie, bo trzeba było przedstawić świadków, że nie jest żonaty. Kolegów ściągał, bo wiesz, zaświadczeniu z USC nie można wierzyć.

  10. Jeszcze jedno – czy u Ciebie w ogóle było niebezpieczeństwo ciąży pozamacicznej? Gdzie niby miałby ten zarodek wejść? Myślałam, że to przynajmniej jedyny pozytyw braku jajowodów, że jedno zagrożenie mniej.
    U mnie zarośnięte są oba ujścia jajowodów do macicy, mam nadzieję, że nic nie będzie się mogło z niej wydostać.

    1. Do marca byłam pewna, że to niemożliwe, ale w marcu lekarz powiedział tę brzydką frazę:
      KIKUTY JAJOWODÓW

      Niezłe, nie? Powiedział mi, że nie wiadomo, jak to jest zszyte, tam taż może być ciąża pozamaciczna.

      1. moj ciążowy mózg tego nie ogarnia, wydaje mi sie to niemożliwe, bo przecież, po pierwsze sila grawitacji, a po drugie w jajowodach sa jakieś tam rzestki ktore „popychają” zarodek w dół do macicy, i jedyna opcja to przy zrostach moze sie zablokować i nie przelecieć w dół, i zacząć rozwijać nie tam gdzie trzeba. Iza akurat ten czarny scenariusz myśle ze możesz wykreślić ze swojej listy „jestem gotowa na wszystko”.

        1. Kikut brzmi brzydko. To byłaby wyjątkowa złośliwość losu, ale przy takiej becie nie masz się co bać.
          Mojra, Twój wywód brzmi sensownie, ale różne rzeczy się zdarzają.
          Ze mną na punkcji była dziewczyna, która miała drożne jajowody, sprawdzone, niepłodność idiopatyczna. Ciąża z pierwszego transferu załatwiła jej jeden jajowód, z kolejnego drugi. Lekarz powiedział, że przez 20 lat praktyki nie widział takiego przypadku, żeby dwa razy pod rząd zajść w pozamaciczną. Teraz już nie ma innej nadziei niż in vitro. Miejmy nadzieję, że kikutów jej nie zostawili.
          Szanse miała jak wygraną w totka i trafiła.

          1. Ostatnio dowiedziałam się, że można zapaść na raka jajnika nie mając jajników. Nie dziwi mnie już zatem fakt, że można także zajść w ciążę pozamaciczną nie dysponując jajowodami, a jedynie wspomnieniem po nich i kikutami…

  11. Nadaje na ciebie zakaz czytania internetu!!! Nie wolno ci teraz a w internecie zawsze znajdziesz cos co cie zdenerwuje, zasmuci. Mamy zdolnosci wyszukiwania zlych informacji! Odpoczywajcie 🙂 Buziaki

  12. Internet to zło! W sensie samodiagnostyki oczywiście… czego to ja sobie w ciąży nie zdiagnozowałam… Zakrzepica, cholestaza, sączenie wód… Tyle pamiętam, pewnie było tego 10x tyle. Przez pewien czas lekarz zaczynał wizytę słowami „co tam nowego pani wyczytała w internecie?”. Teraz wspominam to z mrugnięciem okiem, ale wtedy… W komcu dostałam bana od męża, totalny zakaz czytania czegokolwiek i było mi z tym dużo lepiej. Nawet w książce „w oczekiwaniu na dziecko” pomijałam rozdział pt 1″gdy dzieje się coś złego”. Nasz spokój jest najważniejszy. A tak jak Wężon pisze, najczęściej z nadmiaru wiedzy wynikają nasze stresy. Moje koleżanki też nie wiedzą, co to beta, matki dwójki, trójki dzieci. Jak miałam te problemy z przyrostem bety, to w ogóle nie rozumiały, co się u mnie dzieje. Iza, ja wiem, że to łatwo napisać, ale nie przeszukuj neta w celu sprawdzania, co się dzieje. Masz leki, kontakt z lekarzem, nas 😉 wiem po sobie, mi pomógł ten ban mężowski.

  13. Przyrost bety jak najbardziej prawidłowy:) Minimalny to 66% pożądany to 100%, ale na samym początku beta zapieprza i przyrosty po 250 i 300% są jak najbardziej normalne. Ja miałam w 12 dniu po IUI betę 44, w 14 betę 180 a w 18 już 1600 😀 Beta wyhamowuje zwykle w okolicach 6 tys i przyrasta wolniej, dlatego od momentu bety 1000 i wyżej, jak już widać pęcherzyk a potem zarodek na USG raczej się tego badania nie robi, tylko kontroluje poprzez USG.

    Są też przypadki, że beta przyrasta wolniej, ledwo osiąga to 60% a ciąża też rozwija się dobrze:) Nasze organizmy są niezbadane 🙂

    Niezmiennie trzymam ogromnie mocno kciuki ! Za to żebyś niedługo zobaczyła zarodek z bijącym sercem i żeby to krwawienie ustało i Cię nie niepokoiło :*

    1. Lily, dzięki. przeczytałam na glos Kruszkowi, wydaje się być zadowolony z wciągnięcia go w dobre normy 🙂
      Krwawienie mnie wkur…, więc tak, proszę trzymaj kciuki, żeby już się uspokoiło.

  14. Otumaniona, zimno Ci, senna, itp czyli standard ciążowy 🙂 choć i inne „objawy” mogą jeszcze dojść np. bóle głowy ale najgorsze wg. mnie jest to „zamulenie mózgu” czy jak piszą dziewczyny budyń zamiast mózgu. W sumie to zazdroszczę i też nie zazdroszczę. Ciekawa jestem jak długo wytrzymasz ciesząc się z podłego samopoczucia. Ja wytrzymałam w takiej radości chyba 1,5 miesiąca a potem miałam już dosyć, hormony robiły ze mną co chciały. Ale potem zostaną w pamięci tylko ta radość i szczęście które Ci teraz towarzyszą.

    P.s. Chyba zaczniemy robić tu wkrótce „zakłady” na dziewczynkę lub chłopca :-). Z moich obliczeń wychodzi, że masz równo 50% procent szans na dziewczynkę 🙂

      1. Siedziałam całą noc i liczyłam. Posłużyłam się specjalnym bardzo skommplikowanym algorytmem, pomógł mi też brat który robi właśnie doktorat z matematyki i tak oto uzyskaliśmy ten wynik 🙂

          1. Wężon, lepiej Ty też szybko dołączaj do tych ociężałych umysłowo 🙂 w każdym razie bardzo trzymam kciuki żeby u Ciebie poszło to szybciuteńko! Ja jeżeli mój mąż dozna cudownej regeneracji serca, zmienimy mieszkanie z 2pokojowego na większe i nie będę wtedy jeszcze za stara bo w tym miesiącu stuknie mi 41 :-), to też bym chciała, choć rozważam to tylko i wyłącznie w kategorii cudu 🙂 a i tak mam poczucie, że z tym co mamy to jesteśmy najszczęśliwszą rodziną na świecie!

            P.s. Mam do Ciebie i do wszystkich pytanie z innej beczki – poznałam niedawno naprawdę super dziewczynę która od dobrze ponad 15 lat próbuje z mężem zawalczyć o pierwsze dzieciątko. Mieli wszystkie możliwe badania, wszystko i u niej i u niego jest w najlepszym porządku. Po kilku latach naturalnych starań podeszli do in vitro 6 razy i się nie udało. Od trzech lat się poddali. Ona ma teraz około 41 lat – czy są jakieś szanse na program rządowy? Na te 6 in vitro i różne badania wydali fortunę…Poznałam ich niedawno i są super fajnym małżeństwem i tak bardzo ucieszyliby się z dziecka. Drugie moje pytanie to czy w ogóle jeżeli ona mi powiedziała, że odpuścili to mogę w ogóle poruszać ten temat czy dać spokój, bo narobię tylko zamieszania i rozdrapię jeszcze bardziej i tak już nieznośne rany? Muszę o to Was zapytać bo bardzo tych dwoje ludzi polubiłam…Przecież ona miałaby jeszcze szanse na pierwsze dziecko, a jak widzę jak super bawi się z moimi dzieciakami to aż mi się coś robi, że nie ma swoich. Nie potrafię, nie umiem sobie wyobrazić tylu lat starań i zawodów…i dlatego proszę Was o radę…trochę rozsądek mi podpowiada, że najlepiej nie poruszać tego tematu, ale ja sama chciałabym próbować póki jest nawet najmniejsza szansa a z drugiej strony nie mam tej perspektywy kilkunastu lat niepowodzeń i nie wiem jak to jest.

          2. Asiu, dobrze, że pytasz, zanim zaczęłaś dawać im nadzieję.
            Jeśli nie było poronień, to miałaby szansę na program. Trzeba mieć czystą kartę.
            Jest tylko jeden szkopuł, musisz wiedzieć, ile dokładnie ma lat. Niestety program ma ograniczenie wiekowe dla kobiet. W momencie uzyskania kwalifikacji kobieta musi mieć nieskończone 40 lat – może być nawet dzień przed 40 urodzinami. Jeśli ta znajoma ma rzeczywiście 41, to niestety jest za późno na program rządowy.
            Moja przyjaciółka zaszła za 13 ivf. Tyle, że ich było na to stać bez problemu. Te wydatki nie zmieniły ich planów i trybu życia.

          3. Ma 41 lat (skończone lub nie), ale 40 urodziny na pewno za nią. Czyli co? To już koniec marzeń i lepiej żebym nawet o tym nie wspominała?

          4. No to Asia nie wspominaj nawet… Nie ma co rozdrapywać ran… Koniec marzeń o dzieciach z in vitro, można inne marzenia realizować…

          5. Wiem, że można i oni to też wiedzą ale jakbyś widziała ich oczy wodzące za małym Michasiem….sama najlepiej wiesz, że są marzenia i jest właśnie To marzenie (które Tobie się właśnie spełnia, tylko przypominam Ci jakbyś zapomniała na ułamek sekundy 🙂 !!!) za które niejedna kobieta oddałby wszystkie inne…
            No to chyba nie będę podejmować tematu, choć gdyby ta dziewczyna była wierząca, to na 100% zaproponowałabym jej tę mszę z uzdrowieniem, bo ja wierzę, że to mogłoby pomóc – wiem, że to dla Ciebie abstrakcja taka sama jak poproszenie ufoludków o pomoc, ale ja nie mogę nic poradzić na to, że wierzę i że mam przekonanie, że mały Michaś jest też darem (niezrozumiałej czasem dla mnie) miłości Boga. A w sytuacji że oni nie wierzą to taki plan to kicha jakich mało…
            Choć w sumie możnaby się za nich pomodlić (oczywiście bez proszenia na fb:-). Ja wierzę, że i Bóg jest potrzebny i aspiryna ale u nich nic nigdy nie wykryto, drożne jajowody na miejscu, owulacja super, plemniki super, komórki łączą się bez problemu, nie ma wrogości śluzu, hormony na odpowiednim poziomie…to może trzeba tylko poprosić o ten cud im oczywiście nic nie mówiąc, żeby nie zostać potraktowanym jak oszołom?

          6. Niestety, na refundację nie ma szans.
            A skoro zdecydowali, że nie chcą więcej rozczarowań i nie chcą płacić…
            Może się udać i za 13 razem, ale może nie udać się wcale.

          7. Wężon, nie chcą płacic bo stracili nadzieję, że może się udać. Gdyby mieli jeszcze nadzieję, to na pewno zbieraliby znów kasę na kolejne próby. Taka pętla. Za to co wydali to mogliby kupić sobie wypasione mieszkanie.

          8. Asia, Ty sie zastanawiasz w wczesniejszym poscie czy Twojej kolezance powiedziec o dofinansowaniu do zabiegu czy tez chcesz polecic jej msze w sprawie uzdrowienia? Jesli to msza czy inna modlitwa to mozna ofiarowac za kogos I wcale nie musi to byc osoba wierzaca, wystarczy ze ofiarodawca wierzy…
            Nie odbierz tego jako ataku, ale piszesz ze wiesz ze Twoj synek to Dar od Boga.Dobrze widziec takie szczescie I slyszec to od kogos kto w to wierzy.Ale co bys mowila gdyby pomimo wiary I modlitwy ten dar nie bylby Ci dany?
            Jestem wierzaca I praktykujaca ale modlitwy za to zaprzestalam po 3 latach probowania.Jesli dziecko to dar to ktos kto pomimo modlitw nie otrzymuje tego daru moze tylko czuc sie jeszcze gorzej,no bo jak to, ja przeciez sie modle….
            Nie chce otwierac puszki Pandory tym wpisem ani Cie atakowac.Tylko zwrocic uwage na to ze szafowanie przykladami milosierdzia/ laski od Boga jest bardzo subiektywne I Trzeba wielkiej wrazliwosci I empatii kiedy sie o tym wspomina.Czesto moze narobic wiecej niepotrzebnych emocji niz przywolac cos Roberto.

          9. Asia, odpisuję tutaj, bo tam ciasno. To, że sama się nie modlę, nie oznacza, że nie rozumiem, że wiara może pomóc.

            Wierzę, że pomaga to, w co wierzymy 🙂

            być może jest jakaś energia, którą wyzwala myślenie np. o Bogu (albo o pierogach) i ta energia porusza atomami, przyspiesza krążenie krwi, porusza rzęskami w jajowodzie czy co tam jest…
            Może Twoja modlitwa poruszy tę jedną najważniejszą komórką tej dziewczyny… 🙂

          10. Nigdy nie byłam dobra z filozofii…czy to co napisałaś to jest jakiś nurt filozoficzny czy to tylko Twoje własne? Ciekawa teoria, bardzo bardzo pozytywna aczkolwiek wiara w bezosobową energię byłaby dla mnie zbyt trudna do pojęcia choć i wiara w Boga taka jest, ale ja sobie wierzę, że ta wiara to też dar, bo sama chyba bym nie dała rady wierzyć w coś na co nie ma konkretnych niepodważalnych dowodów i najbliższy mi człowiek na świecie też w to nie wierzy.

          11. Asia, leżę, mam dużo czasu, to myślę, ale to na pewno lepiej już wymyślił ktoś wcześniej.
            Wiara w energię nie jest wcale taka trudna, bo dla mnie to wiara w naturę, a nawet może prawa fizyki, które dopiero ktoś kiedyś odkryje.
            …Tratam tratam muszę zwolnić filozofowanie, bo zużywam progesteron.

          12. Yarzynka,
            odpisuję tutaj bo tam się już nie mieści…
            Mój Tata umarł bardzo młodo, modliłam się gorąco żeby wyzdrowiał i nic z tego nie wyszło…umarł i zostawił 3 dzieci a mojego brata jeszcze w szkole. Mama mojego męża umarła nagle kilka dni przed Bożym Narodzeniem robiąc sobie makijaż przed lustrem – mój mąż miał wtedy 14 lat. Chodziła do kościoła i modliła się o zdrowie dla całej rodziny….zostawiła 2 synów, męża, swoją matkę, ojca i babcię.
            Mój mąż umierał 3 razy, za każdym razem przed każdą operacją modliłam się żeby się udała. Dlaczego nie udała się ta pierwsza operacja skoro się modliłam? Tego nie wiem, mam nadzieję, że dowiem się po śmierci. Przestałam pytać Boga dlaczego tak się dzieje, bo zwariowałabym już chociażby dlatego, że nie umiałabym wytłumaczyć tego, że Ty przecież modliłaś się o dobrą rzecz, a jej nie dostałaś wtedy. Nie pytam też dlaczego niemal na moich oczach umarła matka zostawiając miesięczne niemowlę – bo normalnie zapytałabym po co Bóg dał jej ten Dar skoro zabrał ją a Dar skrzywdził na całe życie pozbawiając kochającej matki.
            Jeśli szafuję przykładami łaski Boga to tylko absolutnie subiektywnie i tu masz całkowitą rację, ale nie widzę nic złego w tym, że piszę od siebie. Jeżeli robię tym zamieszanie i nie mam wystarczającej empatii bo wywołuje to niepotrzebne emocje a nie wnosi nic dobrego to OGROMNE SORRY, bo nie zdawałam sobie z tego sprawy, że to może mieć taki wydźwięk. Nie miałam absolutnie takiego zamiaru. Myślałam, że dla niewierzących to po prostu nic nie znacząca i niegroźna gadanina z której mogą się ewentualnie pośmiać – tak jak np. mój mąż. A z kolei myślałam że dla wierzących to co piszę to może im jakoś pomóc.
            Sorry jeszcze raz jeżeli to dla Ciebie nie wniosło nic dobrego a Cię tylko uraziło.

          13. P.S. Yarzynka, a co do tej znajomej to zastanawiam się nad wszystkimi możliwymi sposobami i dlatego zapytałam tutaj. Dzięki waszym wiadomościom powiedzienie jej o dofinansowaniu odpadło bo ma 41 lat i się nie kwalifikuje. Wtedy przyszło mi na myśl coś subiektywnego co mi się wydaje, że mi pomogło ale u niej to odpada ze względu na inny światopogląd. A napisałam o tym tylko dlatego, że pomyślałam, że komuś może to pomoże bez świadomości, że może zaszkodzić. Mój mąż ma rację, że czasem to mam takie klapki na oczach i nie mam szerszego spojrzenia na świat….

          14. Asiu, pomimo ze nie jestem zbyt religijna, nie modlę sie, nie chodze do kościoła, to ja wierze. Wierze ze jestBog, ten sam dla wszystkich ludzi na swiecie, siła sprawcza wszelkiego istnienia. Każde cierpienie ktore na mnie spada tłumacze sobie wola boska i specyfika ludzkiego łez padolu, kazdy ma swoj krzyż ktory musi dźwigać. Dla mnie to co napisalas bylo cenne. Wczoraj dowiedziałam sie, ze kolejny transfer nie przyniósł ciazy. Gdyby nie wiara i nadzieja ze jeszcze sie uda, nie wstalabym z lozka. Ta wiara to łaska i błogosławieństwo. Tak trudno wierzyc gdy dostaje sie piaskiem po oczach, ale bez niej równie dobrze moglabym umrzeć juz teraz.

          15. Margaritko, dzięki za Twoje słowa. Tak, czytałam że tym razem Ci się nie udało, ale nie wiedziałam co Ci napisać bo byłaś taka pełna nadziei, że tym razem coś z tego będzie. Bardzo bardzo rozumiem to co napisałaś, bo mnie dokładnie to samo daje sens życia i tak samo jak Ty gdyby tego nie było to nie widziałabym sensu dalszego życia. Dlatego też bardzo podziwiam mojego męża który jest niesamowicie optmistycznym i kochającym człowiekiem pomimo, że absolutnie nie wierzy w Boga.
            Życzę Ci żeby ten krzyż o którym piszesz nigdy nie był cięższy niż jesteś w stanie unieść. Nie wiem dlaczego spotykają Cię/nas takie rzeczy ale wiem, że można z tego podnosić się na dwa sposoby: wstawać i iść dalej z jeszcze lepszym charakterem lub stawać się coraz bardziej zgorzkniałym człowiekiem narzekającym na swoje niepowodzenia. Nie mam żadnych wątpliwości, że Ty się nie poddałaś- chociażby przez to, że napisałaś takiego pięknego posta, że pomimo wszystko jesteś tu z Izą i życzysz Jej dobrze i potrafisz cieszyć się Jej szczęściem. To wcale nie jest łatwe. Bo najłatwiesza droga to byłoby zamknąć się w swoim cierpieniu i poddać rozpaczy. Jedyne wytłumaczenie jakie znajduję na to że tym razem się nie udało, to że pomoże Ci to jeszcze w staniu się lepszym i odważniejszym człowiekiem. Dzisiaj cieszę się razem z Izą a płaczę razem z Tobą ale mam ogromną nadzieję, że wkrótce będziemy tutaj świętować Twoją pozytywną betę. Oczywiście nie wiem kiedy to będzie ale przecież gdybyśmy wiedziały to na pewno nie byłoby takiej radości….pozdrawiam Cię bardzo.

          16. Dzieki Asiu,jest w tym co piszesz racja i prawda. Niestety dopadła mnie zgorzknialisc juz jakis czas temu, kiedy skupialam sie na niepowodzeniach. Nie dosc ze zaczelam nienawidzić świat to jeszcze siebie. Musialam spaść na dno, zeby moc sie odbić. Nabrałam pokory,zaczynam doceniać to co mam. A Izie jak nie życzyć szczescia? Jak nie cieszyc sie z jej cudu?daje tyle dobra i jest nadzieja dla nas wszystkich. Po tym co przeszła az wstyd miec zal o swoj los. Z radością oczekuje az jej cud przyjdzie na świat:)taka fajna mama bedzie miec cudowne dziecko, potrzeba nam takich ludzi:)

    1. Asia, mimo, iż krew mi odpłynęła z mózgu i nie myślę tak bystro (matko, matko, matko, o czy tu napisać następny felieton?), to jednak zorientowałam się, że posiadasz jakiś magiczny skrypt analizujący dane dostępne i niedostępne. Zawsze podejrzewałam, że podstawiło cię tu FBI albo NASA 🙂

      1. Margaritka, odpisuję tutaj bo pod Twoją odpowiedzią już się nie da.
        Wszystko co piszesz jest mi bliskie i podpisuje się pod Twoimi słowami rękami i nogami. Niesamowite jest to, że dwie różne osoby, przeżywające różne problemy w różnych okolicznościach dochodzą do identycznych wniosków. To co napisałaś o byciu na dnie zgorzkniałości i rozpaczy i nienawiści do siebie i świata – myślę, że też tam byłam i nie wiem czy już się stamtąd wydostałam całkowicie, bo to błoto z dna trudno się odlepia. To co napisałaś o pokorze to jest najważniejsze odkrycie żeby wydostać się z dna. Pokora to chyba jedyna drabina po której można się stamtąd wydostać, wszystkie inne drabiny są albo za krótkie albo za kruche. Uświadomiłaś mi, że docenianie tego co się ma i pokora która objawia się przede wszystkim w braku pretensji i złości do losu, to jest właśnie życie „tu i teraz” – czyli to, o co tak naprawdę chodzi w dobrym przeżyciu życia. A jakby dodać do tego jeszcze miłości no to wtedy paradoksalnie nie ma miejsca na ziemi gdzie człowiek nie mógłby żyć pięknie. Margaritka życzę Ci takiego właśnie pięknego życia i żebyś mogła pokazać to piękno jak najszybciej swoim dzieciom. Trzymaj się dzielnie.

  15. Kolejne dobre wiadomości 🙂 Tak sobie myślę, że ten Internet to wcale nie taki straszny, bo pewnie wszystkie szukając jakiś odpowiedzi trafiłyśmy do Ciebie 🙂 Odpoczywaj, nie szukaj, jedz podwójne kanapki 🙂

  16. Izo kochana, u mnie beta była w tym dniu prawie taka jak i Twoja-dokładnie 317 a teraz ta „beta” waży już pół kilo i kopie mnie po zadku 🙂 lekarz, który robił mi in vitro po spojrzeniu na wyniki od razu pytał, gdzie chce rodzić 🙂 (w sensie, że taki piękny i konkretny przyrost, to musi być dobrze). Także relaxxxuj się teraz ile wlezie, bo za 8 miesięcy… Wiadomo!!! 🙂

      1. Nie dziwię Ci się. Dziecko masz jednak bardzo spokojne, bo sama widzisz że nic sobie z tej krwi nie robi 🙂 wyświechtane, ale ze szczerego serca- ( jest i) będzie dobrze 🙂

  17. Aaaaa!!!!! Dziewczyny, ratujcie. Nie wiem co robic. Dzis jest 8dpt. Planowo mialam testować w czwartek. Dzis w pracy dowiedziałam sie ze mam jechac do innego odległego miasta(3hdrogi) wlasnie w czwRtek. Byłabym na nogach od 5 do 24 zapewne, oczywuscie na miejscu praca. Jest opcja noclegu tam i pracy „w terenie” jeszcze w piatek, ale drogs powrotna tez wieczorem. Nawet jesli zrobie bete jutro rano, wynik bede miec wieczorem, czyli za pozno zeby odwołać podroz(Bilety bede zamawiać jutro w pracy). Przeszło mi przez mysl zrobic sikanca, ale to chyba za wczesnie, w dodatku wieczorem…moge kupic dzis i moze jakos wytrzymam do rana…a jak nie wyjdzie?:( bede sie zastanawiać czy to dlatego ze za wczesnie…. Jak wyjdzie to nie wiem jak sie wymiksuje z tego wyjazdu a pewność ciazy zeby o tym powiedziec szefowej zadna. Tak rozkminiam ten wyjazd bo to chyba nie byłoby zbyt rozsądne, taka długa podróż i na pełnej obrotach jakies 16h…, albo 2 dni poza domem…moge przelozyc testowanie na piatek lub sobote, juz po wyjezdzie, ale zwariuje do tego czasu. Juz bylam bliska zeby pojsc do apteki po test ale maz zamówił pizzę i tak sie objadlam, ze ruszyć sie nie moge:/ co robic? Ratunku!!!!

    1. Kup 2 testy, jeden na dziś, ale może nie zadziałać, i drugi na jutro rano. Jak wyjdzie ciąża, lekarz da Ci na ciężką pracę zwolnienie, więc się wymiksujesz.

      Jezu, aaaaaaaa, shit, panika, Margaritka, który dokładnie masz dziś dzień po transferze i który po owulacji?

    2. Cokolwiek wyjdzie z testów, rozważ jeszcze opcję powiedzenia szefowi prawdy (że czekasz na wynik) albo półprawdy, że jesteś po ginekologicznym zabiegu i w zasadzie w ogóle powinnaś być na zwolnieniu, ale nie chciałaś, jednak dalekiego wyjazdu nie dasz rady zrobić…

  18. Chyba tak zrobie z tymi 2 testami. Dzieki Iza! Tracę zdolność logicznego myslenia przez to wszystko( o ile w ogole kiefykwiek ja mialam). Boje sie zrobic test, boje sie rozczarowania. Dzis jestem w 8dpt, 13 dni po owu. Dopuszczalam mozliwosc testu w piatek zeby moc przez weekend ochłonąć z kazdego wyniku. A ten wyjazd wszystko krzyżuje:/

    1. Tak jak napisała niżej Mojra. Test może już wyjść. Strach jest nie przed wyjazdem w ciąży, tylko przed tym, że test nie wyjdzie… Wtedy taki wyjazd może lepiej Ci zrobi…

  19. A myslisz ze nawet gdyby ciaza byla to taka podróż jest przeciwwskazana? Moze poczekam do piatku i pojade normalnie w ta delegacje. Szefowej nie powiem o co chodzi bo jej nie ufam:( a szkoda:(

    1. Margarika, moim zdaniem wyjazd i tak Ci nie zaszkodzi, chyba, że tam dźwigasz coś. Ja po pierwszym transferzd, jak zagnieżdżał się zarodek, wyjechałam nad jezioro i pobiłam życiowy rekord- przepłynęłam je wszerz. I wracałam samochodem (jako kierowca) 3 h.
      Nie, wyjazd Ci nie zaszkodzi, jeśli jest to nieobciążająca fizycznie praca…

  20. Wiem, wiem, jestem złym duszkiem, ale nie bede Cię oszukiwać, ja bym testowała dzis wieczorem juz. Tak sie mówi ze niby wcześnie, ale kogo nie spytam to jak była ciąża to wychodziło wcześnie,…blado ale cos było widać. Myśle ze bardziej musiałabyś przerobić w głowie, jak sobie poradzisz gdyby wyszlo negatywnie, jakie wtedy będziesz chciała podjąć działania, czy pojedziesz, czy chciałabyś zostać w łożku i schować sie przed światem,czy będziesz liczyć ze sie to zmieni, a moze jeszcze inaczej to widzisz. z drugiej strony niekoniecznie wyjazd i praca musza byc złem absolutnym w przypadku pozytywnego wyniku sprawdzonego dopiero po wyjezdzie.Kochana wybacz mój konkretyzm, chciałam byc obiektywna i moze bez emocji pomoc podjąć Ci decyzje.

  21. Iza! Ja wiedziałam 🙂 Życie to nie bajka… a jednak! To CUD!
    Mocno, mocno trzymam kciuki za to cudowne kiełkowanie w twoim brzuszku i …nuudy.
    Nudności wręcz 😉

    Ściskam :)*

  22. Mojra, takiego konkretyzmu mi trzeba bylo!:) rozważałam testowanie wcześniejsze zeby ewentualnie nie jechac, zeby chronić ciaze jesli by byla, a dochodzę do wniosku ze najlepiej bedzie zrobic dzis i jutro test i miec z glowy. Jak ciazy nie bedzie to chociaz wyjadę i bede korpo realizującym sie korpo szczurem. A jak bedzie to sie zobaczy. Podsumowując- myślicie ze juz moge? Juz wyjdzie sikacz wieczorno-nocny?iza kiedy ty robilas sikanego? Bo ja nigdy tak wczesnie. Stoje pod apteka i dumam. Do domu szybko nie wroce, bede sie jeszcze snuć jak cień…

    1. Margaritka, pierwszy test zrobiłam 6 dpt, 4 dni przed spodziewaną miesiączką. Była kreska, choć tak blada, że potrzeba było lupy.
      Ściskam. Normalnie też jestem szczurem…

  23. Ja niby nie z transferu, ale to chyba jak sie doda i odejmie co tam trzeba to wychodzi ze jeszcze wczesniej wyszło czyli 9 dnia po owu. Jak każda z nas znam smak wieloletnich „białych” testów, ktore w 9,11,12 i 15 dniu po wyglądały zawsze tak samo. moja obrona było zawsze wyobrażanie sobie najgorszego scenariusza i odtwarzanie tych emocji żeby te prawdziwe mnie nie przytłoczyły. Na zasadzie wolałam sama sobie przywalić niz dostać od „kogoś” tudzież, temu „komuś” mogłam sie juz tylko zaśmiać w twarz i powiedzieć: ” no bij, chciałeś to lej! „

    1. 😀 o matko… Mam nadzieję, że nie zaszkodziłam wizerunkowi kobiet… 🙂
      No to ja za to czytam mężowi na głos Twoje komentarze.
      Dobra, Mała, my tu gadu, gadu, a Ty mocz zbieraj stężony!

      1. Dzieki dziewczyny za wsparcie,nawet wirtualne duzo dla mnie znaczy. Moze jestem niemądra ale ja nikomu nie mowie o próbach, wiemy tylko ja i maz. Jednak stratę jest tak ciezko przeżywać w samotnosci:( dlatego sama świadomość ze zostane tutaj zrozumiana wiele dla mnie znaczy. Wezon powtorzylam test rano i poszlam na krew,wlasnie przyszly wyniki nie pozostawiające zludzen.dzis 14 dzien pi owu,dzien spodziewanej miesiaczki-moje ciało kipi.dla przyzwoitości wzielam leki wieczorem,rano i w poludnie. Mam nadzieje ze progrsteron szybko puści i zaczne nowy cykl, z nowa nadzieja.

  24. Kochana, beta wypasiona:) Lada chwila będzie serducho:) Pamiętam doskonale jak czekałam na tą chwilę a za tydzień synuś będzie z nami:) Cała procedura in vitro i ciąża to wieczne czekanie na coś. Na początku czy i ile będzie zarodków. Potem transfer. Później na betę. Czy dobrze przyrasta. Potem pierwsze usg i serduszko. Ale na laurach nie spoczywamy i niecierpliwie czekamy na magiczny 12 tydzień i badania prenatalne. Następnie połówkowe i trzeciego trymestru. Po głowie zaczyna chodzić- Byle do 38 tygodnia:) I zostaje już oczekiwanie na narodziny. Ale wszystko to warto przeczekać bo na końcu wspaniała nagroda:) Wszystko to przed Tobą i wierzę, że tym razem już Cię to nie ominie;) Zapomnij o papierosku na dłuuuugi czas;)

  25. Kurde znów nie spałam prawie całą noc. Ale jest, kolejny sukces, wręcz rewelacja!!! Udało mi się uzyskać kolejny trafny wynik! Iza, dzisiaj wyszło mi że masz równo 50% szans, że człowieczek brzuchu ma jednak siurka.
    No to wygląda na to, że już wszystko dokładnie wiadomo 🙂

      1. Wężon, jak będziesz w potrzebie to dla Ciebie też mogę wykonać takie dokładne oblicznia. Nabieram już powoli wprawy i doświadcznia. Chyba mogę się nawet pochwalić, że nikt na tym blogu nie podał Izie tak trafnie płci dzieciaka.

        1. Asia, kurczowo trzymam się tych i tamtych 50 procent. Razem wychodzi mi że na 110 procent coś z tego będzie 🙂
          To się uchichrałam 🙂 Prognozujesz normalnie jak pogoda na tvn! 🙂

          1. Faktycznie ten odpływ krwi z mózgu u Ciebie jest dosyć zauważalny. 50%+50%=100%, więc razem wychodzi, że na 100% coś z tego będzie, a nie 110%. Leż, pij, jedz, odpoczywaj, oglądaj tv, czytaj ale lepiej nic nie licz w swoim stanie.

          2. Liczę, liczę… Liczę na Ciebie 🙂
            A mnie to 110 proc. pasuje jakoś, trzeba chcieć więcej, to się więcej dostaje…

          3. Iza, no nie wiem ja bym wolała dostać tylko 100% dziecka a nie więcej…, chyba że to 10% to rozumiesz, że urodzi się już z grzechotką w rączce i walizeczką z ubrankami.

          1. Wężon, nie znam się zupełnie na niedrożności jajowodów, ale u Ciebie to jakaś wtórna sprawa? bo Laura została przecież poczęta zupełnie naturalnie? Czyli ta niedrożność jest jakimś następstwem tych zrostów w macicy co miałaś? I nie da się z tym nic zrobić?

          2. Tak Asiu, to przez zrosty. One nie są niedrożne, zwykłą niedrożność można spróbować zwalczyć, gdzieś w Lublinie przepychają jajowody. Ja mam zarośnięte ujścia do macicy – czyli w macicy nie ma dziurek na wpadanie jajeczek, wszystko zarosło bliznami. Nic nie zrobią, bo nie wiadomo do końca, gdzie te dziurki robić i czy nie zarosną znowu. W tym wieku i przy słabym nasieniu nie ma co się bawić.

          3. No tak rozumiem, gdybyś miała 20 lat to można byłoby spróbować zrobić te „dziurki” a teraz nie ma czasu na zabawy. A niesienie to nie jest takie słabe skoro Laura pojawiła się tak szybciutko 🙂

          4. Bo Laura to był cud, miłość zwyciężyła. 😉
            Odebraliśmy wyniki nasienia wskazujące, że z naturalnym poczęciem będzie duży problem, Jarek zapisał się do androloga na następny miesiąc, ja się poumawiałam na monitoring cyklu w następnym miesiącu. Poszłam na wizytę, na której ginekolog mnie nastraszyła, że będzie duży problem, bo takie wyniki partnera, mam niski progesteron i niepewne owulacje. Na szczęście dzień wcześniej zrobiłam pozytywny test i te informacje mnie nie załamały. 😉 Zaszłam w ciążę po pół roku starań.
            Teraz do ivf też nam robili nie ICSI, czyli IMSI – co oznacza, że było naprawdę słabe, a wszystkie komórki się zapłodniły.

    1. Wężon, aniele mój stróżu, dobrze, że pytasz, bo chciałam powiedzieć to zdanie:
      Ponieważ jestem w ciąży, kupiłam podpaski…

      Cóż, jeszcze krwawie, może trochę mniej, zmienia się ta krew z żywej na ciemną, więc sądzę, że ma to jednak jakiś związek z heparyną, która jeszcze przez następny tydzień będzie w organizmie.

      Za to leżę anielsko. Kanapa otoczona książkami, napojami, prasą. Mąż właśnie gotuje brokuły (mam to szczęście, że czasem mąż może pracować z domu ). Nastroje, mimo wszystko, optymistyczne.
      No i zaglądam co chwilę na bloga, bo już żadnych innych internetów nie będę czytać.

      1. 🙂 „Za to leżę anielsko. Kanapa otoczona książkami, napojami, prasą ” uśmiałam sie przy tym zdaniu 🙂 bo jakbym siebie wiedziala -dodałabym jedynie,że jeszcze koszyk z lekami przy mnie leży 🙂
        Trzymaj się cieplutko… Mam starsznie pozytywne odczucia względem Ciebie i myślę, ba jestesm pewna ! ze niebawem będe tu jedynie czytac jak wypadły poszczególne USG….
        Bardzo lubię zaglądac na Twojego bloga…jakoś tak raxniej 🙂

          1. Wezon ja testuje w piątek :). Jutra z rana zrobię sobie sikanca. Jutro Wam napisze jak poszedl…U mnie cały czas plamienie niestety – a dokładniej było na 2 dni, potem minęło zupełnie a potem znowu wróciło 🙁 tak więc nie wiem…brzuch boli identycznie jak na miesiiaczke… ale nadzieja jeszcze się tli 🙂 ktoś mi powiedział że trzeba sobie wizualizowac swoje marzenie… wiec leżę i sobie wyobrażam jak z wielkim brzuchem na hamaku leżę 🙂 a co! 🙂

          2. Dzema, ja też Cię widzę, a właściwie to tylko Twój wielki brzuch… Mnie też bolał brzuch po transferze oraz dość mocno aż do wczoraj.
            Jestem nie ierpliwa Twojego sikańca. Śpij dobrze.

          3. witajcie Dziewczyny, tak po cichutku spieszę Wam donieść,że dzis rano wyszła mi druga słaba kreska 🙂 zrobiłam Bhcg i wynik mam 183,62…. Narazie nieśmiało i w tajemnicy Wam to mówie 🙂
            Lekarz mówi, Pani Kasiu spokojnie …musimy sprawdzić przysrost najpierw ….
            ale emocje… tak bardzo pragnełabym by wszystko bylo dobrze….

          4. Aaaaaaaaaaaaaaaaaa, ja też tak po cichutku szepcę, aaaaaaaaa….
            Dzema, Kasia, kochanie, jesteś o sto lat bliżej do ciąży niż jeszcze kilkanaście dni temu.
            No jasne, że przyrost ważny, jasne, pewnie, ale – beta jest śliczna, piekna, musi rosnąć.

            Wiedziałam!
            Ja nikomu nie powiem o Tobie, obiecuję 🙂

          5. Iza pytanie takie mam: czy Ciebie w dalszym ciagu boli podbrzusze… Powiem ci ze mnie boli dość mocno mimo 3-4 nosp dziennie. I martwię sie czy to normalne? Czy to sie macica przygotowuje? To taki ból wydaje mi sie jak na miesiączkę….

          6. To ja też po cichutko gratuluję. Taka beta musi przyrastać.
            Który to był Twój transfer? Opisz może swoją historię w zakładce „wasze historie”.

          7. Hej, dziękuję dziewczyny 🙂 ale wiecie tajemnica 🙂 w sobotę napisze kolejne wieści. To był mój trzeci transfer. Zasiade wieczorkiem i opiszę Wam moja historię. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam dwie kreski i bete… dotychczas nie dawała złudzeń. ale ta sprawiła ze wierze 🙂

  26. Iza – jak samopoczucie i krwawienie? Powtarzasz jeszcze bete?

    Nie uwierzysz, ale ja dzis 10tc kończę. Niewiarygodne – byle do badań prenatalnych 27 maja. 🙂

    1. Misia, Misia, gonię Cię! Łatwo wyśledzić trasę, którą Cię gonię, bo za mną nadal niestet ciągną się ślady krwi.
      Betę zrobię w przyszłym tygodniu, teraz nie chcę się stresować, jestem po prostu dla siebie troskliwa.
      10 tc 🙂 pięknie. Wszystko ok?

  27. Hej Dziewczyny, co to za wysyp wiosenny nieprzyzwoity, hę? 🙂 Zniknęłam na dłuższą chwilę a tu pyk, pyk, same ciąże!

    Iza, beta po bandzie! To beta, która zasługuje na kanapę i książkę. A zaraz zrobi się W KOŃCU ciepło i słonecznie i będziesz mogła się „bujać”po parkach:)

    Od maja jestem niestety bez pracy (potrzebowałam trochę czasu, żeby się jakoś zorganizować niniejszym), a dziś mój telefon wykąpał się w kiblu (nie pytajcie, nie mam pojęcia jak to możliwe, leżał grzecznie na półce), ale to wszystko nieważne, bo 02.05 rozpoczęłam stymulację.

    Dzisiejszy monitoring wykazał (znów) dużą liczbę komórek. Chyba w poprzednim życiu byłam kurą nioską. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, dokładnie za tydzień czeka mnie punkcja.
    Ściskam mocno!

    1. Chyba Cię myślami ściągnęłam. Pytałam w Twojej historii, czy ruszyłaś.
      Głupio z pracą, fajnie, że komórki rosną. Tylko nie przesadź z ilością.

      I chyba znowu będziemy w klinice tego samego dnia, telepatia chyba. Mam wizytę 13 maja.

      1. Wężon, jak już powszechnie wiadomo, nie mam wpływu na liczbę komórek- rosną i już 🙂

        Aha, a co do tajemniczego izraelskiego protokołu to na razie biorę 150jm Puregonu, dziś (7dc) włączam jeszcze Orgalutran 0,25. W międzyczasie miałam już zmodyfikowane dawkowanie (Orgalutran miał wejść wcześniej, ale lekarz ocenił, że pęcherzyki są za małe). Jutro kolejna wizyta kontrolna.

        Czyli co? W środę, jak kiedyś pisała Iza, na wszelki wypadek uśmiechamy się do wszystkich kobiet na korytarzu kliniki? 😉

        Iza, jak u Ciebie?

        1. Uśmiechamy się. 🙂
          Uśmiechać możemy się za każdym razem, w końcu wszystkie jesteśmy towarzyszkami w niedoli i nadziei.

          Protokół ten sam. Tyle że u mnie na pierwszej wizycie zwiększono dawkę Puregonu do 200 j.m., a Orgalutran wszedł chyba od 4 dnia, zaraz po tej pierwszej wizycie. Cała stymulacja trwała 9 dni.

  28. S-mother, no w końcu, już się martwiłam, że Cię kosmici porwali… Tęskniłam 🙂
    Telefon się wykąpał, ok, a umiał pływać? 😀
    Praca, wieczny powód do stresu, jak jest i jak jej nie ma…
    Ale teraz masz coś ważniejszego na głowie. Z całych sił trzymam kciuki za punkcję i dorodne stadko zarodków!
    PS. Pisałam, ale zniknęłaś. Kalendarz wysłany do Ciebie wrócił do mnie pocztą, zły adres… Jest już maj, podarowałam komuś innemu, mam nadzieję, że nie masz mi za złe…

    1. Wiesz co, nie dotarł do mnie Twój mail…ale to nieistotne, bardzo dobrze, że kalendarz będzie cieszył inne oko 🙂 Nie mam pojęcia, gdzie utknęła przesyłka- nawet awizo nie wpadło do skrzynki. Tak czy siak- dziękuję :*

    1. Ewelina, lubię jak tak wpadasz 🙂 my polegujemy. Bawimy się w głuchy telefon. Mąż mówi do mnie, ja do brzucha, a dalej to nie wiem… 🙂
      A jak Ty się miewasz? Czuję gorące uściski. Masz dobrą energię.

      1. roznawiajcie sobie z brzuszkiem i powiedz fasolce ze ciocie mocno kibicuja 😉 a masz jakas wizyte u lekarza? Czy dopiero usg? Ja duzo pracuje staram sie meczyc. Okres przez tabletki sie ciagnie i czuje sie otepiala potrzebuje resetu i planuje ze znajomymi z pracy za tydzien wypad najgorsze ze chwilowo ma sie tez pojawic osoba ktora jest odpowiedzialna za sajgon w mojej glowie…po piatkowych nagodzinach w towarzystwie tej osoby moge potrzebowac sie napic szybciej. Buziaki

        1. Jezu, skomplikowane, wolniej Ewelinka z tymi rebusa, ja powoli myślę 🙂
          Mam usg dopiero z tydzień. Dłuży się. Zresetuj się trochę za mnie 🙂

          1. hehe kochana teraz widzisz z jakimi rebusami musze sie zmierzyc ;/ jest w pracy osoba ktora nie chcacy a jednak miesza mi w glowie a ze jestem w trakcie terapii no to jestem bardziej poddatna na zranienie i zamieszanie ;/ W piatek pracujemy razem glupia jestem ze biore nagodziny ale potrzebuje kasy, pozniej jest na urlopie ale ma sie pojawic na imprezie firmowej, bede musiala wykasowac nr z telefonu zeby mi nie przyszlo do glowy pisanie bo nic z tego dobrego nie wyjdzie ;p Ze tez czlowiek sie musi bronic przed samym soba hhahaha no nic weekend 15- 17 sie resetuje na maksa za nas dwie a nawet i wiecej tu obecnych ktore nie moga ;p Przyjezdzaja znajomi z pl i manchesteru bedzie pelna chata plus 16tego ta impreza firmowa ;p plany sa ale jak znam siebi to wypije piwo i bede miala dosc hahaha moze to lepiej kaca nie bedzie i nie przyjdzie mi do glowy ze do piwa pasuje fajka ;p
            Niech ten tydzien leci szybko zebys miala juz usg 😀 buziaki

    1. Dzień dobry, mówiłam Ci już że jesteś dobrym duchem tutaj?
      Na froncie mąż się przeziębił (jest z tych co to już od marca usiłują chodzić w sandałach), oddelegował się wobec tego do pokoju obok.
      Krwawienie powoli zamienia się w plamienie.
      Tyłek mi się splaszczył od leżenia.
      Nie wytrzymałam i pojechałam dziś zrobić betę. Wyniki powinny być wieczorem – w najgorszym razie jutro rano.
      Dzięki, że pytasz 🙂 lowju za tę troskę 🙂

      1. Dziękuję za komplement.
        Zmiana w plamienie to pozytywna zmiana. Twój marynarz (albo wampirek 😉 ) po badaniu znowu Ci wyśle uspakajający sygnał. Za parę tygodni będziesz czuła, jak do Ciebie morsem stuka.
        Nie chcę być niegrzeczna, ale chyba mało co miało Ci się spłaszczać, wnioskując po wadze i zdjęciu z nową spódnicą. U mnie to by było co innego, mam raczej brazylijską pupę. 🙂
        Jak Ci przeszkadza, to połóż się na boczku.
        Mąż niech się szybko kuruje.
        Kup sobie lampkę z projektorem, przyda się potem dla dziecka, i puszczaj sobie wzorki na ściany i sufit. Będzie mniej nudno. Można odpłynąć i czas szybciej mija.

        Jak po wyniku wstawisz kolejnego posta z wypasioną betą, to wreszcie napiszę, co miałam napisać.

        1. Wężon, Ty jesteś sexi, a ja jak chłopak wyglądam, a teraz już w ogóle… 🙂
          Yyyyy, to będę kombinować z tą betą, żebyś w końcu napisała co miałaś napisać!!!

          1. Niedługo jak prawdziwy mężczyzna dostaniesz piwnego brzuszka. 😉
            Jak patrzę na panów z takim twardymi płkami przed, to się zastanawiam, jak dają radę tak latami żyć, a kobiety w ciąży narzekają, że paznokci u nóg obciąć nie można, buty ciężko zawiązać…

          2. u mnie wyszło ostatnio, że mąż ma małą wadę kręgosłupa i lekarz mu powiedział, że jak wyhoduje brzuch piwny to go będą plecy bolały – złośliwie spodobał mi się ten komentarz lekarza 🙂

  29. Wetn sie tak niegrzecznie w romowe znajomych. Od dawna podczytuje Twojego bloga i niezmiernie sie ciesze z Twojej bety!
    Co do plamienia. Wiem z czym to sie je. Plamiłam równo i dokładnie od 10 dpt to 9 tc. Strach w majtach przy kazdej wizycie w toalecie. Nie jest łatwo to przetrwac ale da rade:)
    Ja brałam cyklo 3 forte 3x dziennie i do tego no spe. Pomogło. Obecnie jestem w 21tc z bliźniaczkami 🙂
    Nie przejmuj sie tez za bardzo jak beta w pewnym momencie zwolni. Ja juz na samym poczatku miałam nizszy przyrost niz statystyka pozwala a mimo to wsio jest ok:)
    NIe stresuj sie tez jak objawy ciazy beda znikac i pojawiac sie – tak tez moze byc !
    Trzymma kciuki !

    1. Majowazonka, dzień dobry 🙂 tu sami znajomi, Ty też, a z takimi dobrymi wiadomościami to już w ogóle!
      Powiedz mi proszę, skąd u Ciebie było to plamienie. Krwiaki? Niewyjaśnione? Leżałaś?
      To bliźniaki też będą marynarzami 🙂 Gratuluję parki 🙂 napisz coś, jak się czujesz, czy znasz płeć, jak przebiega ciąża.
      Dzięki za słowa pocieszenia, sama dobrze pamiętasz, że nerwicy można dostać…

      1. dziękuje za ciepłe przyjęcie ;*
        a więc
        1) plamienie. Moze leki, moze za intensywna praca a moze taka moja uroda:) Krwiak niby była ale szybko znikł a plamienie nie :)Dopiero wtedy dowiedziałam sie ze moja ciocia we wszytskich 3 ciązach krwawiła a teraz moje kuzynostwo ma po 20 cos lat 🙂 Najgorsza była wizyta serduszkowa podczas ktorej krawawiłam jak zarzynany prosiak.
        2) Ciąża – kolejka górska . Jak były objawy ciąży to meczyłam sie strasznie – wymioty do 13 tc ale nie daj Boze zniknęny na 2 dni to panika ze maluszki juz odeszły. teraz jest juz spoko ale strachu nie moge sie pozbyc. Teraz na tapecie jest skracajaca sie szyjka macicy ( nie nie skraca mi sie ale wiesz , mozg pracuje :)) i przedwczesny poród ( raczej mnie ominie bo mam idealne warunki na blizniaki, jestem bardzo wysoka i mam na malenstwa sporo miejsca)

        Płeć znana – 2 księzniczki – tylkodziewczynki mogly tyle stresu na poczatku matce zgotowac 🙂

        Nerwica niestety nie mija , nie po tym co wiekszosc z nas przeszła lub wyczytała w internecie. Ale pomaga odhaczanie kolejnych kamieni milowych ( serduszko, prenatalne , polowkowe, ruchy). NIe bede pisała ze postaraj sie wyluzowac , bo mnie do tej pory sie to nie udało. Napisze tylko ze wysyłam Ci całą maoc pozytywnej energii. I to ze jesli ty zaczniesz watpić w swoje malenstwo ( ja swoim juz kilka razy bezsensownie mowilam pa-pa a one sie trzymaja ) to wiedz ze ja ( i chyba nie tylko ja ) wierze w Twojego malucha ze zdwojona siła:) !Trzymajcie sie dzielnie !

        1. Mojowazonka, jesteś taka rozbrajająco kobieca 🙂 wymioty – zle. Brak wymiotów – zle. Szyjka się skraca… To pewnie skutek odpłynięcia krwi z mózgu do macicy 🙂
          Ale wszystko rozumiem, ja tez mam wszystkie objawy wszystkiego 🙂

          Kolejny raz pociesza mnie to co napisałaś. Tak bym chciała, zeby okazało się, że i u mnie tak po prostu jest… A nie jakieś zagrażające…

          2 dziewczynki, gratulacje:) miałaś podane 2 zarodki, czy jeden się tak na dwoje kobieco podzielił? Sorry, że tak ciągnę za język… Jestem Ciebie ciekawa 🙂

          Nie zwątpię w swoje maleństwo. Ale gdybyś zobaczyła, że wątpię, kopnij mnie w tyłek. Lekko , jak na trzy babeczki przystało 🙂

          1. Jako iz jestem 3ma kobietami w jednym musze byc rozbrajajaco kobieca 😀 Szkoda ze cała krew mi do macicy nie odplynęła wtedy moze w ogole nie myslałabym to tych wszytskich strasznych rzeczach . Tobie rzycze umiarkowanych objawów . Takich ze wiesz ze jestes w ciazy ale dadza Ci zyc 🙂
            Kopanie w tylek załatwione:)
            Tak miałam podane 2 zarodki. To był mój drugi criotransfer ( pierwszy na NIE) wiec nikt nie oponował:)

            A teraz niecierpliwie czekam na znaki od Ciebie jak tam po pierwszym USG

    1. Olga, co ja mam Ci błyskotliwego powiedzieć z tego poziomu ? 🙂
      Nawet nie za bardzo idzie mi nadrabianie lektur, choć sterta książek czeka.
      Głównie to czytam to piszecie na blogu.
      Nie wytrzymałam i pojechałam zrobić betę dziś. Mam nadzieję, że wyniki będą wieczorem.

      1. Leżąc i odpoczywając Newton dostał w głowę jabłkiem, więc jakaś nadzieja na błyskotliwe myśli jest też u Ciebie. 🙂

        Tak mi teraz przyszło do głowy pytanie:
        Jak bierzesz progesteron? Lutinusa przy krwawieniach chyba nie stosujesz? Łykasz zwykłą luteinę?

          1. Nie chodzi mi o odstawianie ze względów medycznych, tylko czy po pierwsze, dobrze działa, skoro zaraz wypływa, jeszcze szybciej niż normalnie i czy nie zmienia obrazu krwawienia.
            Jak się tyle mazi rozpuści to z paru kropelek robi się krwawienie.

          2. Nie wiem Wężon. Progestron sprawdzałam, jak już zaczęłam krwawić, był ładnie duży. Teraz jak tyle leżę to chyba coś i tak się wchłonie. Mam pustkę w głowie w tym temacie 🙁

          3. No to ja dozuce swoje 3 grosze. MI przy pamieniach kazali lutinusa na luteine zmienic bo przy pamieniach lutek gorzej sie wchlania wiec aplikowanie go to strata kasy 🙂 Moze skonsultuj sie ze swoim lekarzem ?

  30. Wężon, Iza – u malucha wszystko ok, tętno ostatnio na poziomie 169, ruszał łapkami na usg i nie plami (mimo ze na każdej wizycie lekarka nastawia mnie, ze najprawdopodobniej będę plamic ze względu na fraxiparine i acard, który przyjmuje).

    Ja troche gorzej, bo osiągnęłam poziom niewyobrażalnego zmęczenia i mogłabym spać min 12h na dobę. Pracuje nadal intensywnie, bo staram sie o awans w lipcu, ale to czyni moja codzienność dwu-czynnosciową – praca i spanie. Acha, i jeszcze jedzenie! W momencie gdy mój żołądek nie jest całkowicie pełny zaczyna mi byc mdło i chce mi sie wymontować – jem wiec co 2h, bo inaczej wiszę nad toaleta. A to jedzenie i spanie to przepis na mnie grubą w ciazy!! Buuu-huuu. 🙁 Do końca pierwszego trymestru mam zakaz sportu. Mam nadzieje ze wkrótce to minie. Tak mi wcześniej brakowało objawow, to teraz mam… ALE nie narzekam!!! To spełnienie moich marzeń. 🙂 Nie mogę sie doczekać aż wszystkim obwieszcze te wieści – czekamy do 13 tygodnia. Na razie wiecie tylko Wy. 🙂

    S-mother – co stało sie w pracy? Szukasz nowej czy skupiasz na staraniach? Sciskam Cie!

    1. Misiu, a jak się dowiedzą, to nie będą się bali dać awansu? Bo to jednak pracownicy długo nie będzie, a wyższą pensję trzeba płacić i stanowisko zajęte, a nie ma kto pracować.
      Super, że wszystko OK.

      Teraz czekamy na wieści od R. .

      1. Bo właśnie nie wiem i cały czas bije sie z myślami… Nieoficjalnie na spotkaniu zespołowym szef juz zapowiedział ze awans dostanę, wiec chyba dyskryminujące byłoby sie teraz z tego wycofać, a z drugiej strony to jest drapieżny świat korpo, wiec wszystkie chwyty dozwolone…. Mam opcje czekania do lipca aż po ogłoszeniu oficjalnym awansów, ale do tego czasu mogą wyjść wyjazdy służbowe, a ja mam zakaz lotów samolotem… Plus do lipca pewnie bedzie widać brzuch. Co robić???

        1. Poczekaj . Kasa na dzieciaczka sie przyda.Myśl o tym co dla maluszka najlepsze. Pozatym nie martw sie na zapas. Moze nie bedzie wyjazdow . Ja bym powiedziała w ostatniej chwili . Jesli juz nie bedzie innego wyjscia
          Niekoniecznie do lipca bedzie widac brzusia . Ja z blizniakami na połmetku a jak załoze tunikie to wszyscy sie dziwia gdzie ja te dzieci trzymam.

        2. Misia, Majowazonka słusznie prawi. Myśl o sobie i ciąży, a nie o tym czy wcześniej coś ogłaszać szefowi. W razie wyjazdu samolotem możesz zawsze zapaść na jakąś tygodniową chorobę.
          No ale tego awansu to gratuluję 🙂 ja bez szans, też dlatego, że szef wie, dlaczego teraz nie ma mnie w pracy…

        3. Misiu, czekaj ile się da, żeby wycofanie się z obietnicy było prawie niemożliwe. A na wyjazd możesz się przeziębić. 🙂
          U mnie awans też niemożliwy, bo pracuję w horyzontalnej firmie, tzw. ścieżki awansu brak.

        4. Misia, a z tego co Ty wiesz to jak to jest z lataniem samolotem po transferze (w ciazy)? Tyle jest sprzecznych informacji ze ciezko sie w tym polapac. Nam np w czasie transferu pielegniarka powiedziala, w formie zartu na rozluznienie atmosfery jednak jako fakt, ze jezeli chce to moge skoczyc na bungee nastepnego dnia bo to nie ma wplywu na zagniezdzanie sie zarodka

          1. Yarzynka – nie wiem… Moja lekarka jednak na razie zabroniła mi lotów do odwołania, a na pewno na I trymestr. Różnice ciśnień i bramki przeswietlajace mogą byc niekorzystne z perspektywy organogenezy. Plus mogą nasilać plamienie. Po samym transferze – nie wiem, ale miałam zakaz sportu, dźwigania i przemeczania sie. Chyba nie ryzykowalabym samolotu.

            Ja wciąż na szpilkach, bo jestem na międzynarodowym projekcie i podróże sa konieczne. W przyszłym tygodniu powinnam lecieć na spotkania, ale udało mi sie wymigac. Boje sie ze kolejna taka sytuacja moze nie przejść.

          2. Misiu, nie stresuj się. Nie da się jakichś videokonferencji odbyć?
            Dziewczyny po transferze latają do Anglii i wszystko jest ok. Ale jak plamisz, to inna sprawa. Lepiej nie lecieć, niż w razie czego wyrzucać sobie zaniedbanie.

          3. A może powiedzieć i dawać z siebie 100% tego co bezpiecznie można? Ale wtedy nie trzeba kręcić czy kłamać, sprawa jasno postawiona. A jeśli szef będzie się wycofywał z obiecanego awansu to fruuu na zwolnienie i niech Cię cmokną wiadomo gdzie, nie będziesz się zarzynać.

  31. A w ogole to do dupy jest taka dyskryminacja kobiet, o której piszesz Iza. Ja cały rok cieżko pracowałam na ten awans łącząc to z trudną fizycznie i psychicznie sytuacja prywatna (czytaj: 6 IUI i 1 IVF) w taki sposob, ze praca nigdy na tym nie ucierpiała i nikt sie nie zorientował. Wzięłam tylko 3 dni zwolnienia na punkcje i transfer, a i tak w klinice odbierałam telefony i robiłam ustalenia projektowe!! Teraz w 10tc haruje po godzinach i zdarzył mi sie nawet ostatnio w pełni przepracowany weekend. Zasługuje na ten awans i byłabym bardzo rozgoryczona gdyby mi go odebrali ze względu na ciaze. To jawna dyskryminacja.
    Iza – awansu brak u Ciebie, ale za to masz komfort szefa, który rozumie Twoja sytuacje. Chociaz to i tak dyskryminacja uważam. 🙁 I strasznie mnie to smuci, ze nam kobietom jest trudniej i to my musimy godzić te wszystkie wyzwania.

    1. I tak i nie, Misia. Rok temu z powodu zapalenia otrzewnej, operacji i ciąży zagrożonej nie było mnie łącznie 5 miesięcy…
      Wcześniej się poświęcałam, studia podyplomowe pod pracę zrobiłam, robiłam wyniki. Po tym wszystkim, kiedy nie przyniosło to wymiernych zmian na moim stanowisku, zeszło ze mnie powietrze. W ostatnim roku nie potrafiłam, jak Ty, dawać z siebie wszystkiego, nie miałam dość energii, by poświęcać się pracy i leczeniu. W sumie jestem trochę rozgoryczona, rozczarowana moją pracą czy też pracodawcą. Niemniej jednak nie jestem aż tak zgorzkniała, cenię sobie, że mogłam powiedzieć prawdę i teraz skupić się na życiu prywatnym. Żaden wybór nie jest zły.
      Pracowałaś na ten awans – to go bierz, to rozsądne. Należy Ci się.
      A potem skoncentruj się na sobie. To też rozsądne.
      Kobiety w ciąży latają samolotami. Nie chcę być złym duchem, ale jakoś nie słyszałam, żeby coś się od latania stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *