Skąd się wziąłem?

Dawno dawno temu, ale nie tak bardzo dawno, kiedy na drzewach nie było już żadnych liści ani nie kwitły żadne kwiaty, urodziłeś się u pierwszej mamy.

Wtedy w naszym ogórku wydarzył się cud. Chociaż nic już nie kwitło, w ogrodzie zakwitł jaśmin. Wiedzieliśmy, że wydarzył się cud, ale nie wiedzieliśmy komu przydarzyło się wielkie szczęście.

Pierwsza mama nie potrafiła się tobą zaopiekować. Nikt jej tego nie nauczył. Nie powiedział, jak bawić się z dziećmi. Nie umiała tego, chciała jednak, żebyś był szczęśliwy.

Poszła więc do dobrej wróżki i poprosiła:

– Dobra wróżko, pomóż mi znaleźć dla Olusia rodziców, aby miał dobre dzieciństwo.

Dobra wróżka zabrała ciebie do swojego domu. Położyła w małej czerwonej kołysce.

Czekałeś na rodziców. Minął jednak pierwszy dzień, a rodzice nie przyszli. Minął drugi dzień, a potem trzeci, ale rodziców ciągle nie było.

Patrzyłeś na świat swoimi wielkimi niebieskimi oczami i widziałeś świat na niebiesko. Nie potrafiłeś jeszcze mówić, ale wydawało się, że wszystko rozumiesz.

Tymczasem mama i tata szukali cię wszędzie. Zajrzeli do szafy, ale tam cię nie było. Zajrzeli pod dywan i do ogródka, ale tam także ciebie nie było.

– Olusiu, gdzie jesteś? – wołali.

Przeszukali wszystkie place zabaw, ale nigdzie nie mogli cię znaleźć.

Minął miesiąc, a potem dwa. Przyszła zima. Spadł śnieg. Na dworze zrobiło się biało i cicho. Tęskniłeś za rodzicami i robiłeś się coraz smutniejszy. W końcu w ogóle przestałeś się uśmiechać.

Dobra Wróżka bardzo się tym martwiła. Wezwała na pomoc mądrą Panią Sowę. Pani Sowa przyszła i cię zbadała.

Pogłaskała cię po stopach. Postukała w kolano. Posłuchała serca. Zajrzała do gardła. Pogłaskała po głowie. Spojrzała w oczy.

– Dobra wróżko – powiedziała – Oluś jest zdrowy. Nie wiem, dlaczego się nie uśmiecha. Może po prostu tęskni za rodzicami.

Tymczasem mama i tata wpadli na świetny pomysł. Mama wspięła się tacie na ramiona. Była bardzo wysoko. Wtedy oboje z całych sił zawołali „Oluuuuś, gdzie jesteś?”

I to wołanie usłyszałeś. Nie potrafiłeś jeszcze mówić, ale zapłakałeś i dobra wróżka od razu zrozumiała, o co chodzi.

Wezwała rodziców do siebie. Mama i tata na drżących nogach weszli do pokoju, w którym leżałeś w małej czerwonej kołysce. Wzięli cię na ręce i przytulili.

Wtedy uśmiechnąłeś się od ucha do ucha!

W ten sposób to nie rodzice cię znaleźli, ale ty znalazłeś rodziców.

Od tego dnia już nigdy nie będziesz sam. Zawsze będziemy z Tobą.

Urodziłeś się w moim sercu, a ja urodziłam się w twoim. Zawsze cię usłyszę. Nawet, kiedy będzie głośno. Zawsze cię znajdę. Nawet, kiedy będzie ciemno. Zawsze cię widzę. Nawet, kiedy cię nie ma blisko, zamykam oczy i widzę cię pod swoimi powiekami.

Już nigdy nie będziesz sam.

70 komentarzy

  1. Piękna bajka…

    Iza, nie wiem czy mnie pamiętasz. Ja pamiętam jak walczylaś o dziecko biologiczne, Twoje punkcje, transfery. W tym czasie walczyłam o adopcję… nie było mi dane.
    Los jednak bywa przewrotny. Dziś jesteś mamą wspaniałego synka. A ja… urodziłam śliczna córeczkę…

    Dziewczyny, część mojej historii jest tu na blogu. Dalsza, chyba jeszcze trudniejsza, narazie w moim sercu. Może kiedy uda mi się opisać moja drogę do macierzyństwa.
    Ale warto było. Nie poddawajcie się. Jak mawiał mój mąż – wystarczy jeden dobry transfer, kiedyś musi się taki przydarzyć.

    Jeszcze w kwestii bety, norm itp. Moja piękna blastocysta (a w zasadzie początkowo dwie) dała w 9 dpt wynik dwucyfrowy. Nie wiedziałam że powinna tym się martwić. Teraz właśnie nakarmiona i przewinięta fika swoimi pulchnymi nóżkami.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Iza jak zawsze cudownie się Ciebie czyta, pisz czesciej :*

    Dziewczyny pomocy, czy któraś z Was przy niecalkowitym poronieniu miała podana oksytocyne? Czy to może pomóc żeby zapobiec zabiegowi?

    1. Tak na logikę: oksytocyna powoduje skurcze macicy przed porodem, po porodzie pomaga na obkurczanie się macicy. To przy poronieniu powinna pomóc naturze, żeby obyło się bez zabiegu…

      To takie niesprawiedliwe, że znowu musisz przez to przechodzić i kolejny raz walczyć, żeby stało się samo. Przypomnij dlaczego tak bardzo nie chcesz zabiegu?

      1. Mam endometrium które przed transferem rosło na sildenafilu więc calkowity zakaz zabiegów. Tym razem sytuacja jest dość kiepska. Chce się pocieszyć że komuś ta oksytocyna pomogła bo to ostatnia szansa a ja nie mialam wczesniej. Sponiewieralo mnie bardzo ale bez efektu i dr to wymyślił. Wiem jak działa tylko niewiele znalazlam o skuteczności. Jak się czujesz R?

        1. Czuję się dobrze, chociaż niepokój w głowie dość duży, bo mam nieprawidłowe wyniki na toksoplazmozę. I wygląda to tak, jakbym zmna samym początku ciąży zaraziła się tym gówbem ponownie. We wtorek jadę do laboratorium powtórzyć wyniki i mam wtedy dzwonić do lek. chorób zakaźnych ponownie. Mam nadzieję, że okaże się to niegroźne dla maluszka.
          Badania prenatalne wyszły dobrze, poza tym, że maluch nie chciał kompletnie współpracować i nie było widać kości nosowej ani przedniej ściany brzuszka. Ale pozostałe parametry wyszły dobrze, krew też i tego się trzymam.
          Boję się też jak to teraz będzie z wizytami 🙁

          Trzymam kciuki, żeby Ci się wszystko udało tak jak chcesz, chociaż w tej sytuacji wiadomo, że chciałabyś zupełnie czegoś innego… Dużo siły dla Ciebie!

          1. R na początku ciąży też miałam podejrzenie aktywnej toksoplazmozy. Lekarka od razu włączyła leczenie antyniotykiem i wizyte w klinice chorób tropikalnych.
            Na szczescie okazało sie ze to blad w laboratorium.

    2. Ana 86 tak działa . Mi dali 3 na raz i po pół dnia poszłam pod prysznic cały balonik poleciał. Nie musieli mnie czyścić tyle że ja wtedy nie świadoma podpisałam papiery więc mnie czyścili. Miałam 3 razy poronienie i 3 razy mnie czyścili dla mojego dobra.Uff jak upiekło mi się bo mimo to nie miałam problemów z endometrim.

      Pozdrawiam ciepło.Ja doczekałam się po 2 stratach syna póżniej 2 straty i córka. Tak ku pokrzepieniu.

  3. Czytam Twój blog od zawsze. Towarzyszył mi przy długiej walce z niepłodnością i wielu nieudanych próbach in vitro. Zazdrościłam Ci decyzji o adopcji, ja nie miałam wystarczająco siły, żeby pójść tą drogą i otworzyć swoje coraz bardziej zimne i puste serce. Dwie godziny temu położyłam spać swoją „ostatnią szansę”, swój „ostatni raz”: swojego synka, który ma teraz 19 tygodni. Przeczytałam Twój wpis, a teraz siedzę przy łóżeczku, patrzę, jak synek śpi i łzy kapią mi na jego ukochanego misia. Wasz Oluś urodził się właśnie dla Was. Jak dobrze, że Go znaleźliście ❤️

      1. Kaja, rollercoaster. Oboje mamy to szczęście, że mamy pracę. I możemy pracować z domu. Ale gonimy w piętkę. Olusiowi trudno zrozumieć, dlaczego tata jest w domu, a się nie bawi, a potem ja sie nie bawię, a przecież jestem. Z drugiej strony, to niezwykły czas, moze najlepszy dla Małego – jesteśmy razem 🙂
        A jak Wy sobie radzicie?

  4. Chce Wam przedstawić mojego synka. Urodził sie 30.03 przez cc. Miał problemy z oddechem, leżał 2 dni w inkubatorze ale już wszystko dobrze. My nadal w szpitalu ale na poniedzialek jest plan powrotu do domu. W naszym przypadku sprawdziło sie hasło” wrzuc na luz”, jakakolwiek by to nie brzmiało. Miało być in vitro na jesień… a wiosną zostałam po raz drugi mama.. Ot, taki psikus. Pozdrawiam Was i nadal trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny.

  5. Dziewczyny, czy badania immunologiczne tzn przeciwciala itp należy robić do 6 tygodni po poronieniu czy nie ma to znaczenia? Mam wizytę pod koniec maja ale to bedzie za późno jeśli tak. Czy robić w ciemno z tych list co są tu na blogu czy może któraś z Was robiła coś niedawno i poradzi…
    Samosiejka gratulacje

    1. Tak samo uważam 🙂 po cichu miałam malutką nadzieję, że jednak dziewczynka, ale jak później się zastanowiłam to w sumie nigdy się nie widziałam jako mama dziewczynki, więc jest dobrze tak, jak jest 🙂 a najważniejsze jest to, że malutki jest zdrowy ♡♡♡

  6. Ciąża po 40. Czekaja na mnie 3 zarodki. Temat ciągle mnie męczy, każda decyzja nie jest dobra. Bardzo chciałabym podejść do transferu ale boję ciąży w tym wieku. Moja pierwsza ciąża i jedyna była w wieku 37. Żle ją zniosłam to co będzie po 40 no i czy sił mi starczy aby podołać rodzicielstwu. Poraźcie.

    1. Atagag pewnie lekko nie będzie, ale w głębi serca wierzę, że warto. Te 9 miesięcy kiepskiego nastroju i samopoczucia to nic do lat szczęścia i radości jakie potrafi dać dziecko. Ja mam 33 lata, jestem w ciąży bliźniaczej i jest mega ciężko, nie mam już siły, ale modlę się o każdy kolejny tydzień, bo wiem, że im dużej bobasy w brzuchu, tym lepiej, więc wiek nie zawsze ma znaczenie. Zresztą każda ciąża jest inna. Życzę dużo siły i odwagi!

  7. My też pisaliśmy w OA bajkę dla dziecka.
    Zresztą bardzo chłodno przyjętą, bo nie była o wyimaginowanym przyszłym dziecku, tylko o naszym kocie, przygarniętym rok wcześniej.
    Tak sobie wydumaliśmy, że historyjka o znalezieniu domku przez kotka pomoże dziecku, które znalazło dom.
    Trudno, ja i tak ją lubię.

    I wiecie co, już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam ją naszemu Synkowi!

  8. Synek jeszcze nie jest z nami.
    Niestety tuż po „tym” telefonie i pierwszym spotkaniu rozpętała się pandemia… i same wiecie.
    Ogromna niemoc – nikt nic nie wie, nie da się, nie wolno, proszę czekać.
    „Spotkania” online – taaa, proszę, spróbujcie zainteresować 4-latka rozmową do ekranu.
    W końcu prawie awantury w ośrodku, ostre pisma i po 2 miesiącach (chyba i tak za długo byłam grzeczna) zgoda na wizyty.
    Na szczęście coś jednak te rozmowy online dały, ośrodek stwierdził, że znamy się już na tyle dobrze, żeby złożyć papiery do sądu.
    I czekamy… mając nadzieję, że sąd weźmie pod uwagę te 3 miesiące i raczy się pospieszyć.
    Synek jest świetnym chłopcem, energicznym, ciekawym świata.
    Ale również niewyrażającym zbyt emocji, moczącym się w nocy, z przeraźliwą próchnicą i jeszcze kilkoma rzeczami „do wyprostowania”.
    Nie możemy się doczekać jego przeprowadzki, ale też mamy mnóstwo obaw, jak to będzie.
    Czy damy radę, czy nie będziemy żałować naszego uporządkowanego, milutkiego życia…
    Trzymajcie kciuki, będą nam bardzo potrzebne.

    1. Trzymam kciuki z całych sił, pokażecie mu cały świat! ♥︎♥︎♥︎♥︎ ogrom nadziei, ale też sporo strachu bije z Twoich słów, natomiast wierzę, że razem przejdziecie przez każdą burzę 🙂

  9. Gaju! Bardzo mocno Wam kibicuje! Nie bedzie latwo, nigdy nie jest tylko pieknie, ale zycze Ci poczucia, ze to ten wlasnie brakujacy puzzel I zeby ta ukladanka zawsze do siebie pasowala!

  10. Gaju, gratulacje!!!! Wspaniała wiadomość!!!

    Ja Wam życzę, żebyście jak najszybciej byli razem. I by obawy okazały się na wyrost. A jednocześnie byście w obliczu wszelkich strachów mogli liczyć na mocny, mądry i doświadczony system wsparcia. I byście nie bali się prosić o pomoc 🙂

  11. Ja dopiero dzisiaj tu dotarłam, a tu takie rzeczy się dzieją!
    Gaju, gratuluję z całego serca! Czekałam na taka wiadomość od Ciebie! Twój synek jest w wieku mojej córeczki. To fajny wiek.
    Wiem, że masz dużo obaw. To normalne.
    Synek jest w DD czy rodzinie zastępczej?
    Pytaj, pytaj o wszystko. Wiele pewnie zostało napisane w dokumentach, ale o wiele więcej można dowiedzieć się wypytując RZ.
    Wiele rzeczy da się wyprostować, czasami niektóre nie, ale da się z nimi żyć. Moja córka ma niepełnosprawność, ale taką, że odpowiednią terapią da się wiele „naprawić”. Pewne rzeczy były już widoczne w pierwszych miesiącach życia, ale my o tym nie wiedzieliśmy. Jesli będziesz chciała pogadać, to poproś Izę o mój mail.
    Jeszcze raz – wielkie gratulacje! Obyście mogli zabrać synka jak najszybciej do domu!

    1. Synek jest w rodzinie, w sumie 3 łobuzów tam jest. Wszyscy dostają na głowę, bo przedszkole ciągle zamknięte. Dlatego też chcielibyśmy go już zabrać, no ale czekamy.
      Prawdopodobnie jeszcze czeka nas wizyta kuratora, a nie wiem, czy już działają 🙁
      Na razie padamy JUŻ na twarz, odwiedziny co 2gi dzień, po 6-7 godzin z dojazdem.
      A co będzie później ?!

      PS – Ciągle nie mogę się przyzwyczaić do jego wymowy słowa „wujek”.
      Zamiast „w” mówi „h”, więc… 😉

        1. Eh… u nas działają na pół gwizdka, czyli telefonicznie.
          Nie wiem, jaki sens ma wywiad telefoniczny – czego obca osoba miałaby się dowiedzieć o nas w pół godziny? Zapytać o warunki? Przecież wszystko, łącznie z PITami, jest w dokumentach.
          Zostaliśmy „obadani” przez kilku psychologów i pedagogów w OA do podszewki.
          Nieważne.
          Pewnie gdzieś taki paragrafik o kuratorze jest, i nie można go pominąć.
          Można również zapomnieć o istnieniu faxu i wysłać pismo pocztą, chyba tylko po to, żeby wylądowało w koszyku „do kwarantanny”.
          Można powiedzieć „mam na to 14 dni”, pomimo błagań o przyśpieszenie.
          Mijają kolejne tygodnie czekania.
          Dobro dziecka w tych wszystkich instytucjach to puste hasło.

          1. Gaju, ruszyło coś?
            Nie dość, że i tak jest mnóstwo czekania, to jeszcze teraz koronawirus.. Bo przecież wszystko teraz można zrzucić na nowego wirusa.. Ech..
            Jeszcze trochę. Wytrzymajcie. Kiedys nie będzie o tym prawie pamiętać..

          2. Gaju, brak mi po prostu słów.. Nigdy nie zrozumiem tej znieczulicy. A chodzi już tylko o jeden podpis.. Niestety, w bardzo wielu przypadkach „dobro dziecka” to tylko ładnie brzmiące, puste słowa..
            Wyobrażam sobie, jak musi być Wam teraz ciężko. Może ktoś w OA mógłby delikatnie pchnąć sprawę do przodu? Może jakieś pismo do sądu o przyśpieszenie..?
            Przytulam, bo nic więcej nie mogę..

          3. EwaJa – OA robi co może, jestem wręcz pod wrażeniem, jak bardzo im zależy (choć wcześniej miałam inne zdanie).
            Dzwonią i proszą w naszym imieniu gdzie się tylko da. Codziennie.
            Pismo o prośbą o pośpiech też było – wszystko rozbija się o jakiś niewidzialny mur.
            Już niestety wiem, skąd te pełne dzieci Domy Dziecka i jednocześnie kilkuletnie czekania na adopcje.
            I teksty: „Jeden dzień was nie zbawi”, „będziecie go mieć całe życie, spokojnie”.
            I tak tydzień tu, tydzień tam – zebrało się już synkowi prawie PÓŁTORA ROKU, odkąd jest wolny prawnie.

          4. Przykro mi, Gaju, że to tak wszystko długo trwa..
            Dobrze, że chociaż, OA jest po Waszej stronie, choć, jak widać, niewiele to daje.. Po prostu, niektórzy sędziowie nie powinni pracować przy takich sprawach. Niech lepiej zajmą się sprawami dotyczącymi zaległego czynszu itp. skoro dla nich „jeden dzień w tą, czy w tą, nie ma znaczenia”.. Bo znaczenie ma i to duże. Macie już nawiązaną więź, rozstawać się Wam pewnie coraz trudniej.. Ech, no przykro mi czytać, że przeszkodą jest tylko głupi podpis i widzi mi się osoby pozbawionej empatii.. Trzymajcie się!

      1. Gaju, co będzie później? Przyzwyczaisz się do.. padania na twarz 😉 Nie napiszę Ci, że będzie lekko, bo nie będzie. Ale będzie pięknie! Inaczej niż do tej pory. Tak, śwlaśnie Wasz poukładany świat wywraca się do góry nogami i nigdy nie będzie już taki sam, jak przed tym telefonem. Przed Wami wiele wyzwań, ale też radości.
        Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego dobrego.
        Z „wujka” to się uśmiałam. Nieźle! 😉

  12. Cześć Dziewczyny. Jestem tu kompletnie nowa, ale stawiam czoła tym samym problemom.. Jestem po 3 nieudanych inseminacjach i jednej próbie in vitro.. Jestem przeczołgana po różnych lekarzach, badaniach i hormonach. Oboje z mężem jestesmy zdrowi, niby wszystko ok, ale jednak nie do końca. Po 5 latach dojrzeliśmy do decyzji o adopcji. W marcu złożyliśmy dokumenty i czekamy na telefon z OA odnośnie pierwszych spotkań.. Wiem, przed nami długa droga i na pewno nie najprostsza.. Boję się, jak cholera, ale już nie mogę się doczekać tego etapu, w którym jesteś chociażby Ty Gaja. Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie z Synkiem? Badź którejkolwiek z Was?

    1. Moniko,
      po pierwsze – gratuluję decyzji o adopcji!
      Tak, przed Tobą i mężem długa droga (pewnie dużo dłuższa niż jeszcze kilka lat temu, kiedy ja poznałam swoją córeczkę).
      Patrząc na tą drogę teraz, z zupełnie juz innej perspektywy, wiem, że warto ją przejść. A samo czekanie pamiętam jak przez mgłę – wydaje się czymś tak odległym..
      A ja nie należę do cierpliwych osób i wiele razy miałam serdecznie dość czekania na ten telefon.
      Pierwsze spotkanie.. U nas wszystko poszło expresem. Od tego telefonu do zabrania córki do domu – kilka dni.
      Córka nie miała jeszcze skończonych dwóch miesięcy. A sąd, w którym odbywała się sprawa o piecze i adopcje współpracował z OA. Z tego, co się zdążyłam zorientować, to praktycznie ewenement w skali kraju, ale się zdarza, że wszystko toczy się bardzo szybko..
      Pierwsze spotkanie.. Jechaliśmy na nie wystraszeni, ze ściśniętym gardłem, ale też nie mogliśmy się doczekać pierwszego spotkania. Pamiętam, gdzie córka spała i w co była ubrana.. I że przywitała nas uśmiechem i że na koniec płakała ze zmeczenia i wrażeń. I że nie bardzo wiedziałam, jak ją nakarmić i w ogóle to wziąć na ręce. I że się bałam, że tą kruszynkę upuszczę lub co najmniej zrobię jej krzywdę.. A tak naprawdę pierwsze spotkanie, to była pestka, a kolejnie tygodnie to prawdziwy hardcore Bo my dobiero się poznawaliśmy, a cała nasza trójka była przerażona nową sytuacją
      Ale chyba jako rodzice dajemy radę, skoro córka nawet dzisiaj podczas usypiania mocno się do mnie przytuliła i poprosiła o „bajkę o dzidziusiu” czyli historię o tym, jak się odnaleźliśmy
      Trzymam kciuki za jak najkrótsze czekanie!

  13. Gaju, a moze pomoze zlozenie skargi? Czytam bloga, gdzie rodzice adoptowali synka juz pare lat temu. Byli w podobnej sytuacji co Wy teraz i pamietam, ze tam w koncu skarga na opieszalosc sedziego pomogla. Skaldali ja do „zarządzającego sedziego” w danym sądzie. Nie wiem jak profesjolanie nazywa sie to stanowisko…. W 2 dni dostali decyzje….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *