Skąd się wziąłem?

Dawno dawno temu, ale nie tak bardzo dawno, kiedy na drzewach nie było już żadnych liści ani nie kwitły żadne kwiaty, urodziłeś się u pierwszej mamy.

Wtedy w naszym ogórku wydarzył się cud. Chociaż nic już nie kwitło, w ogrodzie zakwitł jaśmin. Wiedzieliśmy, że wydarzył się cud, ale nie wiedzieliśmy komu przydarzyło się wielkie szczęście.

Pierwsza mama nie potrafiła się tobą zaopiekować. Nikt jej tego nie nauczył. Nie powiedział, jak bawić się z dziećmi. Nie umiała tego, chciała jednak, żebyś był szczęśliwy.

Poszła więc do dobrej wróżki i poprosiła:

– Dobra wróżko, pomóż mi znaleźć dla Olusia rodziców, aby miał dobre dzieciństwo.

Dobra wróżka zabrała ciebie do swojego domu. Położyła w małej czerwonej kołysce.

Czekałeś na rodziców. Minął jednak pierwszy dzień, a rodzice nie przyszli. Minął drugi dzień, a potem trzeci, ale rodziców ciągle nie było.

Patrzyłeś na świat swoimi wielkimi niebieskimi oczami i widziałeś świat na niebiesko. Nie potrafiłeś jeszcze mówić, ale wydawało się, że wszystko rozumiesz.

Tymczasem mama i tata szukali cię wszędzie. Zajrzeli do szafy, ale tam cię nie było. Zajrzeli pod dywan i do ogródka, ale tam także ciebie nie było.

– Olusiu, gdzie jesteś? – wołali.

Przeszukali wszystkie place zabaw, ale nigdzie nie mogli cię znaleźć.

Minął miesiąc, a potem dwa. Przyszła zima. Spadł śnieg. Na dworze zrobiło się biało i cicho. Tęskniłeś za rodzicami i robiłeś się coraz smutniejszy. W końcu w ogóle przestałeś się uśmiechać.

Dobra Wróżka bardzo się tym martwiła. Wezwała na pomoc mądrą Panią Sowę. Pani Sowa przyszła i cię zbadała.

Pogłaskała cię po stopach. Postukała w kolano. Posłuchała serca. Zajrzała do gardła. Pogłaskała po głowie. Spojrzała w oczy.

– Dobra wróżko – powiedziała – Oluś jest zdrowy. Nie wiem, dlaczego się nie uśmiecha. Może po prostu tęskni za rodzicami.

Tymczasem mama i tata wpadli na świetny pomysł. Mama wspięła się tacie na ramiona. Była bardzo wysoko. Wtedy oboje z całych sił zawołali „Oluuuuś, gdzie jesteś?”

I to wołanie usłyszałeś. Nie potrafiłeś jeszcze mówić, ale zapłakałeś i dobra wróżka od razu zrozumiała, o co chodzi.

Wezwała rodziców do siebie. Mama i tata na drżących nogach weszli do pokoju, w którym leżałeś w małej czerwonej kołysce. Wzięli cię na ręce i przytulili.

Wtedy uśmiechnąłeś się od ucha do ucha!

W ten sposób to nie rodzice cię znaleźli, ale ty znalazłeś rodziców.

Od tego dnia już nigdy nie będziesz sam. Zawsze będziemy z Tobą.

Urodziłeś się w moim sercu, a ja urodziłam się w twoim. Zawsze cię usłyszę. Nawet, kiedy będzie głośno. Zawsze cię znajdę. Nawet, kiedy będzie ciemno. Zawsze cię widzę. Nawet, kiedy cię nie ma blisko, zamykam oczy i widzę cię pod swoimi powiekami.

Już nigdy nie będziesz sam.

128 komentarzy

  1. Piękna bajka…

    Iza, nie wiem czy mnie pamiętasz. Ja pamiętam jak walczylaś o dziecko biologiczne, Twoje punkcje, transfery. W tym czasie walczyłam o adopcję… nie było mi dane.
    Los jednak bywa przewrotny. Dziś jesteś mamą wspaniałego synka. A ja… urodziłam śliczna córeczkę…

    Dziewczyny, część mojej historii jest tu na blogu. Dalsza, chyba jeszcze trudniejsza, narazie w moim sercu. Może kiedy uda mi się opisać moja drogę do macierzyństwa.
    Ale warto było. Nie poddawajcie się. Jak mawiał mój mąż – wystarczy jeden dobry transfer, kiedyś musi się taki przydarzyć.

    Jeszcze w kwestii bety, norm itp. Moja piękna blastocysta (a w zasadzie początkowo dwie) dała w 9 dpt wynik dwucyfrowy. Nie wiedziałam że powinna tym się martwić. Teraz właśnie nakarmiona i przewinięta fika swoimi pulchnymi nóżkami.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Iza jak zawsze cudownie się Ciebie czyta, pisz czesciej :*

    Dziewczyny pomocy, czy któraś z Was przy niecalkowitym poronieniu miała podana oksytocyne? Czy to może pomóc żeby zapobiec zabiegowi?

    1. Tak na logikę: oksytocyna powoduje skurcze macicy przed porodem, po porodzie pomaga na obkurczanie się macicy. To przy poronieniu powinna pomóc naturze, żeby obyło się bez zabiegu…

      To takie niesprawiedliwe, że znowu musisz przez to przechodzić i kolejny raz walczyć, żeby stało się samo. Przypomnij dlaczego tak bardzo nie chcesz zabiegu?

      1. Mam endometrium które przed transferem rosło na sildenafilu więc calkowity zakaz zabiegów. Tym razem sytuacja jest dość kiepska. Chce się pocieszyć że komuś ta oksytocyna pomogła bo to ostatnia szansa a ja nie mialam wczesniej. Sponiewieralo mnie bardzo ale bez efektu i dr to wymyślił. Wiem jak działa tylko niewiele znalazlam o skuteczności. Jak się czujesz R?

        1. Czuję się dobrze, chociaż niepokój w głowie dość duży, bo mam nieprawidłowe wyniki na toksoplazmozę. I wygląda to tak, jakbym zmna samym początku ciąży zaraziła się tym gówbem ponownie. We wtorek jadę do laboratorium powtórzyć wyniki i mam wtedy dzwonić do lek. chorób zakaźnych ponownie. Mam nadzieję, że okaże się to niegroźne dla maluszka.
          Badania prenatalne wyszły dobrze, poza tym, że maluch nie chciał kompletnie współpracować i nie było widać kości nosowej ani przedniej ściany brzuszka. Ale pozostałe parametry wyszły dobrze, krew też i tego się trzymam.
          Boję się też jak to teraz będzie z wizytami 🙁

          Trzymam kciuki, żeby Ci się wszystko udało tak jak chcesz, chociaż w tej sytuacji wiadomo, że chciałabyś zupełnie czegoś innego… Dużo siły dla Ciebie!

          1. R na początku ciąży też miałam podejrzenie aktywnej toksoplazmozy. Lekarka od razu włączyła leczenie antyniotykiem i wizyte w klinice chorób tropikalnych.
            Na szczescie okazało sie ze to blad w laboratorium.

    2. Ana 86 tak działa . Mi dali 3 na raz i po pół dnia poszłam pod prysznic cały balonik poleciał. Nie musieli mnie czyścić tyle że ja wtedy nie świadoma podpisałam papiery więc mnie czyścili. Miałam 3 razy poronienie i 3 razy mnie czyścili dla mojego dobra.Uff jak upiekło mi się bo mimo to nie miałam problemów z endometrim.

      Pozdrawiam ciepło.Ja doczekałam się po 2 stratach syna póżniej 2 straty i córka. Tak ku pokrzepieniu.

  3. Czytam Twój blog od zawsze. Towarzyszył mi przy długiej walce z niepłodnością i wielu nieudanych próbach in vitro. Zazdrościłam Ci decyzji o adopcji, ja nie miałam wystarczająco siły, żeby pójść tą drogą i otworzyć swoje coraz bardziej zimne i puste serce. Dwie godziny temu położyłam spać swoją „ostatnią szansę”, swój „ostatni raz”: swojego synka, który ma teraz 19 tygodni. Przeczytałam Twój wpis, a teraz siedzę przy łóżeczku, patrzę, jak synek śpi i łzy kapią mi na jego ukochanego misia. Wasz Oluś urodził się właśnie dla Was. Jak dobrze, że Go znaleźliście ❤️

      1. Kaja, rollercoaster. Oboje mamy to szczęście, że mamy pracę. I możemy pracować z domu. Ale gonimy w piętkę. Olusiowi trudno zrozumieć, dlaczego tata jest w domu, a się nie bawi, a potem ja sie nie bawię, a przecież jestem. Z drugiej strony, to niezwykły czas, moze najlepszy dla Małego – jesteśmy razem 🙂
        A jak Wy sobie radzicie?

  4. Chce Wam przedstawić mojego synka. Urodził sie 30.03 przez cc. Miał problemy z oddechem, leżał 2 dni w inkubatorze ale już wszystko dobrze. My nadal w szpitalu ale na poniedzialek jest plan powrotu do domu. W naszym przypadku sprawdziło sie hasło” wrzuc na luz”, jakakolwiek by to nie brzmiało. Miało być in vitro na jesień… a wiosną zostałam po raz drugi mama.. Ot, taki psikus. Pozdrawiam Was i nadal trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny.

  5. Dziewczyny, czy badania immunologiczne tzn przeciwciala itp należy robić do 6 tygodni po poronieniu czy nie ma to znaczenia? Mam wizytę pod koniec maja ale to bedzie za późno jeśli tak. Czy robić w ciemno z tych list co są tu na blogu czy może któraś z Was robiła coś niedawno i poradzi…
    Samosiejka gratulacje

    1. Tak samo uważam 🙂 po cichu miałam malutką nadzieję, że jednak dziewczynka, ale jak później się zastanowiłam to w sumie nigdy się nie widziałam jako mama dziewczynki, więc jest dobrze tak, jak jest 🙂 a najważniejsze jest to, że malutki jest zdrowy ♡♡♡

  6. Ciąża po 40. Czekaja na mnie 3 zarodki. Temat ciągle mnie męczy, każda decyzja nie jest dobra. Bardzo chciałabym podejść do transferu ale boję ciąży w tym wieku. Moja pierwsza ciąża i jedyna była w wieku 37. Żle ją zniosłam to co będzie po 40 no i czy sił mi starczy aby podołać rodzicielstwu. Poraźcie.

    1. Atagag pewnie lekko nie będzie, ale w głębi serca wierzę, że warto. Te 9 miesięcy kiepskiego nastroju i samopoczucia to nic do lat szczęścia i radości jakie potrafi dać dziecko. Ja mam 33 lata, jestem w ciąży bliźniaczej i jest mega ciężko, nie mam już siły, ale modlę się o każdy kolejny tydzień, bo wiem, że im dużej bobasy w brzuchu, tym lepiej, więc wiek nie zawsze ma znaczenie. Zresztą każda ciąża jest inna. Życzę dużo siły i odwagi!

  7. My też pisaliśmy w OA bajkę dla dziecka.
    Zresztą bardzo chłodno przyjętą, bo nie była o wyimaginowanym przyszłym dziecku, tylko o naszym kocie, przygarniętym rok wcześniej.
    Tak sobie wydumaliśmy, że historyjka o znalezieniu domku przez kotka pomoże dziecku, które znalazło dom.
    Trudno, ja i tak ją lubię.

    I wiecie co, już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam ją naszemu Synkowi!

  8. Synek jeszcze nie jest z nami.
    Niestety tuż po „tym” telefonie i pierwszym spotkaniu rozpętała się pandemia… i same wiecie.
    Ogromna niemoc – nikt nic nie wie, nie da się, nie wolno, proszę czekać.
    „Spotkania” online – taaa, proszę, spróbujcie zainteresować 4-latka rozmową do ekranu.
    W końcu prawie awantury w ośrodku, ostre pisma i po 2 miesiącach (chyba i tak za długo byłam grzeczna) zgoda na wizyty.
    Na szczęście coś jednak te rozmowy online dały, ośrodek stwierdził, że znamy się już na tyle dobrze, żeby złożyć papiery do sądu.
    I czekamy… mając nadzieję, że sąd weźmie pod uwagę te 3 miesiące i raczy się pospieszyć.
    Synek jest świetnym chłopcem, energicznym, ciekawym świata.
    Ale również niewyrażającym zbyt emocji, moczącym się w nocy, z przeraźliwą próchnicą i jeszcze kilkoma rzeczami „do wyprostowania”.
    Nie możemy się doczekać jego przeprowadzki, ale też mamy mnóstwo obaw, jak to będzie.
    Czy damy radę, czy nie będziemy żałować naszego uporządkowanego, milutkiego życia…
    Trzymajcie kciuki, będą nam bardzo potrzebne.

    1. Trzymam kciuki z całych sił, pokażecie mu cały świat! ♥︎♥︎♥︎♥︎ ogrom nadziei, ale też sporo strachu bije z Twoich słów, natomiast wierzę, że razem przejdziecie przez każdą burzę 🙂

  9. Gaju, gratulacje!!!! Wspaniała wiadomość!!!

    Ja Wam życzę, żebyście jak najszybciej byli razem. I by obawy okazały się na wyrost. A jednocześnie byście w obliczu wszelkich strachów mogli liczyć na mocny, mądry i doświadczony system wsparcia. I byście nie bali się prosić o pomoc 🙂

  10. Ja dopiero dzisiaj tu dotarłam, a tu takie rzeczy się dzieją!
    Gaju, gratuluję z całego serca! Czekałam na taka wiadomość od Ciebie! Twój synek jest w wieku mojej córeczki. To fajny wiek.
    Wiem, że masz dużo obaw. To normalne.
    Synek jest w DD czy rodzinie zastępczej?
    Pytaj, pytaj o wszystko. Wiele pewnie zostało napisane w dokumentach, ale o wiele więcej można dowiedzieć się wypytując RZ.
    Wiele rzeczy da się wyprostować, czasami niektóre nie, ale da się z nimi żyć. Moja córka ma niepełnosprawność, ale taką, że odpowiednią terapią da się wiele „naprawić”. Pewne rzeczy były już widoczne w pierwszych miesiącach życia, ale my o tym nie wiedzieliśmy. Jesli będziesz chciała pogadać, to poproś Izę o mój mail.
    Jeszcze raz – wielkie gratulacje! Obyście mogli zabrać synka jak najszybciej do domu!

    1. Synek jest w rodzinie, w sumie 3 łobuzów tam jest. Wszyscy dostają na głowę, bo przedszkole ciągle zamknięte. Dlatego też chcielibyśmy go już zabrać, no ale czekamy.
      Prawdopodobnie jeszcze czeka nas wizyta kuratora, a nie wiem, czy już działają 🙁
      Na razie padamy JUŻ na twarz, odwiedziny co 2gi dzień, po 6-7 godzin z dojazdem.
      A co będzie później ?!

      PS – Ciągle nie mogę się przyzwyczaić do jego wymowy słowa „wujek”.
      Zamiast „w” mówi „h”, więc… 😉

        1. Eh… u nas działają na pół gwizdka, czyli telefonicznie.
          Nie wiem, jaki sens ma wywiad telefoniczny – czego obca osoba miałaby się dowiedzieć o nas w pół godziny? Zapytać o warunki? Przecież wszystko, łącznie z PITami, jest w dokumentach.
          Zostaliśmy „obadani” przez kilku psychologów i pedagogów w OA do podszewki.
          Nieważne.
          Pewnie gdzieś taki paragrafik o kuratorze jest, i nie można go pominąć.
          Można również zapomnieć o istnieniu faxu i wysłać pismo pocztą, chyba tylko po to, żeby wylądowało w koszyku „do kwarantanny”.
          Można powiedzieć „mam na to 14 dni”, pomimo błagań o przyśpieszenie.
          Mijają kolejne tygodnie czekania.
          Dobro dziecka w tych wszystkich instytucjach to puste hasło.

          1. Gaju, ruszyło coś?
            Nie dość, że i tak jest mnóstwo czekania, to jeszcze teraz koronawirus.. Bo przecież wszystko teraz można zrzucić na nowego wirusa.. Ech..
            Jeszcze trochę. Wytrzymajcie. Kiedys nie będzie o tym prawie pamiętać..

          2. Gaju, brak mi po prostu słów.. Nigdy nie zrozumiem tej znieczulicy. A chodzi już tylko o jeden podpis.. Niestety, w bardzo wielu przypadkach „dobro dziecka” to tylko ładnie brzmiące, puste słowa..
            Wyobrażam sobie, jak musi być Wam teraz ciężko. Może ktoś w OA mógłby delikatnie pchnąć sprawę do przodu? Może jakieś pismo do sądu o przyśpieszenie..?
            Przytulam, bo nic więcej nie mogę..

          3. EwaJa – OA robi co może, jestem wręcz pod wrażeniem, jak bardzo im zależy (choć wcześniej miałam inne zdanie).
            Dzwonią i proszą w naszym imieniu gdzie się tylko da. Codziennie.
            Pismo o prośbą o pośpiech też było – wszystko rozbija się o jakiś niewidzialny mur.
            Już niestety wiem, skąd te pełne dzieci Domy Dziecka i jednocześnie kilkuletnie czekania na adopcje.
            I teksty: „Jeden dzień was nie zbawi”, „będziecie go mieć całe życie, spokojnie”.
            I tak tydzień tu, tydzień tam – zebrało się już synkowi prawie PÓŁTORA ROKU, odkąd jest wolny prawnie.

          4. Przykro mi, Gaju, że to tak wszystko długo trwa..
            Dobrze, że chociaż, OA jest po Waszej stronie, choć, jak widać, niewiele to daje.. Po prostu, niektórzy sędziowie nie powinni pracować przy takich sprawach. Niech lepiej zajmą się sprawami dotyczącymi zaległego czynszu itp. skoro dla nich „jeden dzień w tą, czy w tą, nie ma znaczenia”.. Bo znaczenie ma i to duże. Macie już nawiązaną więź, rozstawać się Wam pewnie coraz trudniej.. Ech, no przykro mi czytać, że przeszkodą jest tylko głupi podpis i widzi mi się osoby pozbawionej empatii.. Trzymajcie się!

      1. Gaju, co będzie później? Przyzwyczaisz się do.. padania na twarz 😉 Nie napiszę Ci, że będzie lekko, bo nie będzie. Ale będzie pięknie! Inaczej niż do tej pory. Tak, śwlaśnie Wasz poukładany świat wywraca się do góry nogami i nigdy nie będzie już taki sam, jak przed tym telefonem. Przed Wami wiele wyzwań, ale też radości.
        Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego dobrego.
        Z „wujka” to się uśmiałam. Nieźle! 😉

    2. EwaJa piszesz, że „Pewne rzeczy były już widoczne w pierwszych miesiącach życia”.. Czy możesz napisać mi co dokładnie? Niespodziewanie (ten telefon miał być za około rok=3 lata oczekiwania), w czasie epidemii, zostaliśmy rodzicami adpcyjnymi i nie chcemy niczego przeoczyć co mogłoby rzutować na rozwój synka. Iza czy mogłabyś wymienić nas mailami?

  11. Cześć Dziewczyny. Jestem tu kompletnie nowa, ale stawiam czoła tym samym problemom.. Jestem po 3 nieudanych inseminacjach i jednej próbie in vitro.. Jestem przeczołgana po różnych lekarzach, badaniach i hormonach. Oboje z mężem jestesmy zdrowi, niby wszystko ok, ale jednak nie do końca. Po 5 latach dojrzeliśmy do decyzji o adopcji. W marcu złożyliśmy dokumenty i czekamy na telefon z OA odnośnie pierwszych spotkań.. Wiem, przed nami długa droga i na pewno nie najprostsza.. Boję się, jak cholera, ale już nie mogę się doczekać tego etapu, w którym jesteś chociażby Ty Gaja. Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie z Synkiem? Badź którejkolwiek z Was?

    1. Moniko,
      po pierwsze – gratuluję decyzji o adopcji!
      Tak, przed Tobą i mężem długa droga (pewnie dużo dłuższa niż jeszcze kilka lat temu, kiedy ja poznałam swoją córeczkę).
      Patrząc na tą drogę teraz, z zupełnie juz innej perspektywy, wiem, że warto ją przejść. A samo czekanie pamiętam jak przez mgłę – wydaje się czymś tak odległym..
      A ja nie należę do cierpliwych osób i wiele razy miałam serdecznie dość czekania na ten telefon.
      Pierwsze spotkanie.. U nas wszystko poszło expresem. Od tego telefonu do zabrania córki do domu – kilka dni.
      Córka nie miała jeszcze skończonych dwóch miesięcy. A sąd, w którym odbywała się sprawa o piecze i adopcje współpracował z OA. Z tego, co się zdążyłam zorientować, to praktycznie ewenement w skali kraju, ale się zdarza, że wszystko toczy się bardzo szybko..
      Pierwsze spotkanie.. Jechaliśmy na nie wystraszeni, ze ściśniętym gardłem, ale też nie mogliśmy się doczekać pierwszego spotkania. Pamiętam, gdzie córka spała i w co była ubrana.. I że przywitała nas uśmiechem i że na koniec płakała ze zmeczenia i wrażeń. I że nie bardzo wiedziałam, jak ją nakarmić i w ogóle to wziąć na ręce. I że się bałam, że tą kruszynkę upuszczę lub co najmniej zrobię jej krzywdę.. A tak naprawdę pierwsze spotkanie, to była pestka, a kolejnie tygodnie to prawdziwy hardcore Bo my dobiero się poznawaliśmy, a cała nasza trójka była przerażona nową sytuacją
      Ale chyba jako rodzice dajemy radę, skoro córka nawet dzisiaj podczas usypiania mocno się do mnie przytuliła i poprosiła o „bajkę o dzidziusiu” czyli historię o tym, jak się odnaleźliśmy
      Trzymam kciuki za jak najkrótsze czekanie!

  12. Gaju, a moze pomoze zlozenie skargi? Czytam bloga, gdzie rodzice adoptowali synka juz pare lat temu. Byli w podobnej sytuacji co Wy teraz i pamietam, ze tam w koncu skarga na opieszalosc sedziego pomogla. Skaldali ja do „zarządzającego sedziego” w danym sądzie. Nie wiem jak profesjolanie nazywa sie to stanowisko…. W 2 dni dostali decyzje….

  13. Sama nie wiem, jak to ująć w słowa.
    Synek jest pewnie zupełnie przeciętnym 4-latkiem – czasem za głośnym, czasem z fochem i ciągle gadającym.
    Nie mamy specjalnych problemów.
    Ale ja jakoś nie mogę przywyknąć.
    Głupio mi z tym. Tyle lat walki o dziecko, a kiedy w końcu jest, to mi się marzy samotność i święty spokój …
    Ciężko zmienić styl życia, kiedy ma się > 40 lat i mnóstwo samolubnych przyzwyczajeń.
    Mam nadzieję, że się przyzwyczaję, w końcu to dopiero niecałe 3 tygodnie.

    1. Gaju, Ty przynajmniej masz odwagę o tym mówić głośno, że nie możesz się przyzwyczaić do nowego życia i że tęsknisz za swoimi przyzwyczajeniami. Ja po którejś niesprzespanej nocy miałam tak dość, że płakałam razem z córką i myślałam, po co mi to było.. I karciłam się za te myśli, bo przecież tyle lat czekałam na dziecko..
      Trochę to trwało, zanim się przystosowałam i odnalazłam w nowej rzeczywistości.
      Tak naprawdę to guzik wiedziałam o macierzyństwie i wiele rzeczy mnie zaskoczyło i wręcz wkurzało.
      Nie wiem, kiedy poukładałam sobie w głowie wszystko od nowa.. Jakoś z czasem samo przyszło..
      Teraz znajdź choć chwilę dziennie dla siebie (choć to czasem bardzo trudne) i zrób to, co do tej pory robiłaś i co sprawiało Ci przyjemność. Powodzenia.

    2. Gaju, jesteś teraz rodzicem i to co piszesz to samo życie. Nie chce wyjść na domorosłego psychologa, napisze Ci tylko moje przeżycia jako rodzica. Nie mam doświadczenia jako mama adopcyjna, ale też mierzylam się z myślami typu ” po co mi to było”…Szczególnie przy 2 dziecku. Najgorszy był dla mnie sam początek. Przez 2 tygodnie przed porodem przebywałam w szpitalu. Straszna tęsknota za starszym synkiem i obawa przed przedwczesnym porodem. W szpitalu gonitwa mysli… łącznie z tymi czy będę w stanie w takim samym stopniu pokochać młodsze dziecko. Po porodzie wyrzuty sumienia i płacz w poduszkę bo mały miał problemy z oddechem i musiał pomieszkać w inkubatorze. Moja miłość do młodszego dziecka rozwijala sie z dnia na dzień. Zupełnie inaczej niz przy 1. Karciłam sie troche za to, bo też długo się o dzidziusia staraliśmy. W domu pierwszy miesiąc to był hardcore. Mały na piersi, co chwila karmienie. Dopadło mnie zapalenie piersi.. goraczka. Dzidzia z kolei problem ze skora na pupie pomimo moich starań pielegnacyjnych… Noce nie przespane a nad ranem trzeba było poswiecic tez czas 4 latkowi. Dawał sie we znaki, zazdrość starszego rodzeństwa. A ja za wszelka cene zaciskałam zęby i próbowałam ogarnać sytuację. Mąż wspierał jak mógł. Ale i przyszedł taki czas, że miałam po prostu dość. Pewnej nocy rozryczałam się i stwierdziłam, że po jaka cholere ja sie w to wpakowałam. Mielismy juz starszego synka.. 4 latka, ktory juz sam ogarnia temat ubioru…jedzenia… korzystania z toalety.. i wszystko od nowa… Ale to była chwila załamania. Kocham moje dzieci nad wszystko. Nie zamienila bym sie na nic innego. Mały ma skończone 3 miesiące, jest pogodnym dzieckiem( choc nie omijaja go problemy skorne) a starszy synek jest wspanialym braciszkiem. Całuje, przytula..śpiewa. Duzo czasu,rozmow, tlumaczenia poswiecilam, żeby tak było. Rozpisalam sie, przepraszam. Chce Ci tylko napisac ze to jest tylko jeden z etapów. Musicie się do siebie przyzwyczaic. Wasz synek jest indywidualna jednostka, małym czlowiekiem z bagażem juz doświadczeń..Daj sobie, Jemu, Wam czas.

    3. Gaju, to takie prawdziwe co napisałaś. Ja też jestem mamą. Moim początkom w tej roli – choć urodziłam synka po długiej walce – towarzyszyły bardzo podobne emocje, co Tobie. Ja zastanawiałam się, co ta mała płacząca istotka koło mnie robi i dlaczego nie mogę tak po prostu się wyspać, poczytać, odpocząć. Miałam poczucie, że ktoś (na moje własne życzenie przecież!) zabrał mi możliwość decydowania o tym, co robię. Minęły cztery lata. Kocham synka najmocniej na świecie, jestem szczęśliwa. Ale wypoczynek wciąż jest dla mnie towarem deficytowym 😉 W dodatku w listopadzie rodzę drugiego synka, jeszcze bardziej wywalczonego – jestem przeszczęśliwa, ale zdaję sobie sprawę, że znowu przyjdą myśli „po co mi to było” 😉

  14. Cześć. Odzywam się, po dość długim czasie. Pół roku temu urodziłam bliźnięta z ivf ( trzecie podejście do ivf, wcześniej ponad 3 lata starań w tym dwa poronienia). Na moje nieszczęście dzieci urodziły się w momencie wybuchu pandemii. Uwięzione w inkubatorze ( wcześniaki z małą masą urodzeniową), córka 20 dni (!!!) Nie mogłam jej widywać, nie mogłam przywozić odciągniętego mleka. Straszny to był dla nas czas. Wielkość stresu, zmęczenia i ogólnego obciążenia psychicznego nie do opisania i nie zrozumie tego nikt, kto tego nie przeżył. Baby blues w wydaniu double i hard. Teraz, mam już chyba taka reakcję obronną mojego mózgu, że to wszystko pamiętam jak za mgłą ( wyparcie to się chyba nazywa?). Do rzeczy. Teraz już rzadko zaglądam tu na bloga, z niepłodnością wygrałam – a była to długa wojna w której przegrałam wiele,wiele bitew po drodze. Jednak poruszył mnie wpis użytkownika Gaja ( i też innych). Chce swoje dorzucić. Ja, pomimo tego, że ciążę bliźniacza zniosłam rewelacyjnie, jestem po leczeniu niepłodności, długim czekaniu na dzieci – grubym hardcorze który miał miejsce po ich narodzinach, to miałam milion momentów zwątpienia. Kocham ich nad życie. Jednak widok ich w tych inkubatorach, całych w rurkach daje kobiecie do myślenia, pojawiają się wyrzuty typu co ja zrobiłam ( chciałabym zaznaczyć że od samego początku uprzedzano nas w klinice że ciąża bliźniacza, o ile się taka trafi jest obciążona wieloma rzeczami także człowiek już od samego początku ma mimo wszystko tą świadomość, że może być różnie). Przyszedł jednak moment, kiedy szczęśliwie wszyscy wróciliśmy już razem do domu. A wtedy ? Możecie sobie tylko wyobrazić :)))) pierwsze trzy miesiące karmiłam piersią – i byłam po prostu wykończona. Miałam wiele momentów zwątpienia, że nie mam sił umyć zębów, że co ze mnie za mama. Ryk i krzyk był w naszym domu 24 h na dobę. Mózg aż pulsował. Myślę że wyprowadziło by to z równowagi każdego. Ciężki to był czas. Ciągłe myśli, jaka to ja jestem wykończona i że inaczej sobie to wszystko wyobrażałam… ( Przykre, ale tak właśnie było). Dużo osób mówiło mi, że to minie. Przy jednym dziecku jest ciężko a co dopiero dwa niemowlaki naraz. Ja byłam wykończona, przyznam. Dużo płakałam, emocjonalnie totalnie sobie nie radziłam z sytuacją. Fizyczny wrak człowieka. Ciągłe wyrzuty sumienia wracające jak bumerang. Teraz, nie mogę stwierdzić, że wszystko minęło ale na pewno mogę stwierdzić, że po pół roku jest już inaczej. Ja jako matka czuję się lepiej, pewniej, jestem zorganizowana, mamy sztywny rytm dnia który pomaga mi w planowaniu moich działań ( nie wyobrażam sobie inaczej przy bliźniakach). Reżim :))) kolejna sprawa, że wiadomo że same dzieciaki też się zmieniają. Reasumując – czas czas czas. Człowiek przyzwyczaja się do nowej sytuacji i uczy w niej odnajdywać, jakakolwiek by nie była. No i znowu się rozpisałam :))) pozdrawiam wszystkie !

  15. Co wejdę na tego bloga, wychodzę z nową siłą. Kiedyś do starań, dziś by być mamą. Nie przestawajcie, Wasze słowa są bardzo potrzebne, nadal… i wszystkich Was, choć Iza ma szczególne miejsce w moim sercu. Niemniej ten blog to już od dawna wioska kobiet, mądrych, wrażliwych, uważnych, dających wsparcie, pocieszenie i siły. Dziękuję Izie za stworzenie tej przestrzeni, uciekałam w Wasze wirtualne ramiona przez długie lata walki. Przepraszam, że tylko brałam, nie potrafiąc dać czegoś od siebie… nie potrafiłam ani mówić, ani pisać otwarcie, ani o walce ani o bólu, który stał się moim udziałem. Pozwólcie, że nadal będę nasłuchiwać, może z czasem słowa będą łatwiejsze i do powiedzenia. A co do trudów macierzyństwa to chyba nie ma wielkiego znaczenia ile się czekało na to szczęście. Po pół roku niespania morduję ślubnego w myślach co drugi dzień 😉

  16. Cześć dziewczyny! Są tu jeszcze jakieś staraczki, aktualnie w procedurze IVF? Ja wróciłam do gry. Trochę się to dzieje poza mną i nie całkiem dociera… Wszyscy mówili, że strata dziecka to był „wypadek” i napewno teraz zajdę znowu w ciąże naturalnie. Cóż… niestety. Wróciliśmy do kliniki. Na jesieni powinnismy doczekać się bąbli jeśli procedura się powiedzie… Ktoś ma ochotę trzymać kciuki? 😉

      1. Uczuciowa, jak miło że się odezwałaś, myślałam co u Ciebie słychać. Oczywiscie przycupne tu z zacisnietymi na maxa kciukami, niech Wam się dobrze dzieje. A jak Wasz Synek, to już cały Kawaler co?

          1. Byłam rzadko a nawet jak byłam to czasem po cichutku wolałam posiedzieć. Co u mnie? Chyba tak troche bez szalu poprostu. Ostatni rok nie był łatwy, 3 straty, i ostatnie poronienie w 9 tyg fizycznie mocno mnie zjechało. Psychicznie wiadomo. Ale miałam ostatni transfer przed sobą ♡ Też odsuwany bo pandemia, bo torbiele, zle hormony. Wiem co czułaś, ta złość i czekanie. W końcu podeszłam w zeszłym tygodniu taka szczęśliwa że to juz, zawsze oszczedzalam endometrium walcząc bez lyzeczkowania to niech sie teraz odwdzieczy, na wszystkich możliwych lekach clexane, acard, intralipid wlewy itd. I po 6 dpt beta już mnie przekreslila, jeszcze nie zdazylam sie dobrze rozmarzyc i brzuszka poglaskac a tu wielkie zero i koniec nadziei. Do tego na cito do onkologa teraz znowu bo przy lekach wrócił w kilka dni jeszcze większy guz w piersi. Ot i mój ostatni transfer, pierwszy gdzie beta nie drgnęła, zabolalo, nie wiem co dalej. Chciałabym naturalnie powalczyć bo 2 razy mi się udało ostatnio ale jak te ciąże utrzymać. Mój M nie ma juz sily patrzec jak odchorowuje kolejne niby ciążę. Nie mam już pomysłu, fajnie że Ty ruszyłas z kopyta w swojej walce silaczko. Mój Synek podobnie jak Twój, mamusiowe Cudo ♡ Po tylu stratach teraz jak na niego patrzę to prawdziwy cud. Ale ciut chorowity, zawsze coś się nas zlapie. Szpitale zaliczamy, za 2 tygodnie kolejny raz, testy na covid chyba już 4 miałam, i ta pandemia kiedy dzieci się nie leczy tylko testuje na covid zanim je dotkną a pomoc potrzebna jest tu i teraz. Ehh widzisz, lepiej było nie pytać kochana hehe. Ale może kiedys to słońce wyjrzy zza chmur, no ile można mieć zla passe 😉 Powalczymy, zobaczymy. Może wykrzesam z siebie jeszcze trochę sił do walki i też poprawię koronę. Bo kto jak nie my? 🙂

        1. Ech… a wydawało się, że 2019 był trudny… Gotuje się we mnie na tyle losowych wyzwań i niesprawiedliwości… Tylko przekleństwa mi przychodzą do głowy, grrrr
          Trzymam kciuki za pobyt w szpitalu! Mam nadzieję, że to rutynowa sprawa (o ile cokolwiek w tej pandemii można nazwać rutynowym) i że szybko wrócicie do domu.
          R napisała, że miałaś być jej parą… Może jakoś to się poukłada i teraz jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności my stworzymy parę;) Bardzo bym sobie i Tobie tego życzyła!
          Nie wiem czy ruszyłam z kopyta;) Raczej z mozołem, bez przekonania, ale z powodu nieprzewidywalnej przyszłości i wieku, który nie działa na moją korzyść. Ciężko mi wykrzesać wiarę… Nadzieja tli się ledwie… Tylko pragnienie jest niezmiennie ogromne. Dlatego mimo wielu przeciwności próbuję. Żeby kiedyś móc z przekonaniem powiedzieć, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy. Żeby nie żałować, że przepuściłam szansę…
          Myślę o Tobie często! Przesyłam ciepłe myśli! I wirtualne wsparcie!

          1. A powiedz mi w tajemnicy Uczuciowa, jaki jest Twój wiek który Cię tak nagli? Ja mam póki co 33 lata i mam wrażenie że to już mój schyłek na starania, że już tak późno… boję się myśleć że czas tak upływa. Oj jak chciałabym zostać Twoja para 😉 choć skrycie obawiam się że osamotniona juz przez R zostanę tu jedynym wiecznym singlem hehe. Oby nie, w nas nadzieja:) Mój Synek niestety nie miewa w swoim krótkim życiu nic rutynowego. Najpierw miał operację główki, dawno i powiedzmy ze juz ‚zapomniałam’. Teraz nagle skręt jadra nie wiadomo skąd bo maluszki tego nie miewają, pandemia, nikt Ci nie pomoże. To mnie zmiotlo na maxa chyba na miesiac, zamknieci w izolatce, wylam nie plakalam, bo zbiegło się z moim poronieniem ostatnim. Ja zniose wszystko ale jak patrzysz na swoje dziecko to już nie jestem taka silna. Teraz znowu na chirurgie, tam gdzie cała trauma, ciągle tam trafiamy, i jeszcze zmiany skórne do wyciecia za jednym razem. Wolałabym wziąć to wszystko na siebie z niego, jak każda matka… Oj tak, dziękuję za Twoje wirtualne wsparcie, przydaje sie ♡ Niech nam się coś wreszcie uda 🙂

          2. Uczuciową, witaj w klubie! Ja też zawsze miałam marzenie, by młodo zostać mamą. Nawet szybko zaczęłam pracę, zaraz po 20tce wyszłam za mąż i się usamodzielniłam. I co z tego? Nic.. Los chciał inaczej.. A z drugiej strony – gdybyśmy wcześniej poszli to OA, to nie byłoby z nami teraz naszej córki..? Potoczyło się tak, a nie inaczej.. Nauczyłam się, że nie na wszystko mamy wpływ i trzeba żyć dalej.
            Tobie życzę, by los okazał się łaskawy i żebyś jak najszybciej spełniła swoje marzenie

        2. Ana, chciałabym mieć 33 A zamiast tego witam się z czwórką z przodu… W*****a mnie to strasznie, bo od zawsze „wiedziałam”, że będę młodą mamą. Dziwiłam się, dlaczego tyle ludzi zwleka z rodzicielstwem… No to mam… Dziesięć lat czekania na Groszka, siedem z lekarzami. To nie był mój wybór. Nie chciałam „pożyć” zanim zostanę mamą. Zamiast latać po świecie, skakać ze spadochronu i realizować najdziksze marzenia, walczyłam o to jedno rozkładając nogi na fotelu ginekologicznym. Lekarze, cały czas powtarzali jaka jestem młoda. Aż się zestarzałam… Nie planowałam tego. Nie chciałam. Los zdecydował inaczej. Zobaczymy co teraz… Pogodziłam się już w miarę z czekaniem na Groszka. Może zresztą dlatego taki jest fantastyczny;) Ale drugi raz tyle czekać sobie nie wyobrażam…
          Twój synek Ana to też siłacz! Po mamie siłacze! Jednak życzę Wam, żeby to już ostatni raz takiej niecodziennej siły musiał używać… Takie maluchy nie powinny zbierać tego typu doświadczeń…

  17. Dzięki dziewczyny!!!!

    Od razu mi raźniej! Korona mnie mocno spina i boję się czy nie odwołają, czy ktoś mnie na jednym z etapów nie wyślę na kwarantannę, etc. Do startowej chcieliśmy podchodzić już w listopadzie, ale wiadomo jak to z IVF. Pięć przystanków było po drodze w tym jedna startowa wizyta przełożona przez pandemię, chwilę po ogłoszeniu lock down’u. Pewnie sobie wyobrażacie Te łzy i złość…

    Groszek jest DOSKONAŁY!!! Siedem lat o niego walczyliśmy, ale jak już wywalczyliśmy to prawdziwe CUDO 😀 Jest bystry, straszna gaduła, uwielbia wszelkie sporty z rowerem na czele i uważa, że mama jest najfajniejsza na świecie 😉 Nie wiem skąd on się taki wspaniały wziął. W naśmielszych snach sobie go takiego nie wyobrażałam 🙂

    1. R Ciebie też serdecznie pozdrawiam, chyba kiedyś o mnie pytałaś, dziękuję ale taki był czas że jakoś nie składało mi się do pisania. Czasem wiesz, lepiej sobie pomilczec. Odpisałam wyżej jak u nas. Powiedz jak Ty się czujesz, pewnie zaraz rozwiązanie? Ten czas tak leci… :*

      Gaju nie wiem czy wtedy gratulowalam ale zawsze z całego serca Wam kibicuje ♡ Super że już jesteście razem, uczcie się siebie cierpliwie, też to przerabialam jak każda z nas 🙂

      1. Tak, u mnie niedługo rozwiązanie. Liczę, że cc będzie w 39+0, więc za 48 dni spotkam kolejną miłość mojego życia ♥︎♥︎♥︎

        Przykro mi, że u Ciebie tak jest, miałaś być moją parą zawsze myślami jestem gdzieś blisko Ciebie. Mam nadzieję, że ze wszystkim sobie poradzisz i w końcu wyjdzie słońce – bo ileż może być pochmurno ♥︎♥︎

      2. Ana, u nas na chorowanie bardzo nam pomogła Wit d3(sprawdź poziom we krwi, moje dzieci dostają 6000 codziennie i mają ja na poziomie ok 55-60) i codziennie łyżeczka pierzgi pszczelej (jedzą ją w granulkach bo nie lubią w wodzie).

  18. Melduję, że już jesteśmy w komplecie i moi chłopcy już po drugiej stronie brzuszka 🙂
    Są wspaniali, cali i zdrowi, na dyszkę w skali Apgar, a najbardziej zadziwia mnie to, jacy cudni potrafią być chłopcy (zawsze wydawało mi się, że pisane mi bycie tylko dziewczyńską mamą).
    Dziewczyny, z całych sił trzymam kciuki za wszystkie staraczki! Walczcie do utraty sił, bo gdy zdąży się Wam ten mały cud, to zabraknie już tylko tchu…ze szczęścia 🙂

      1. Kas mieliśmy planowane cc w 37tc i naszczęście udało nam się dotrwać 🙂 Poród wspominam fantastycznie, czułam się zaopiekowana, ale generalnie covidowy pobyt w szpitalu nie należał do najłatwiejszych z uwagi na dwóch krasnali na stanie 😉 Po 4 dobach wypuścili nas do stęsknionej starszej siostry i taty

    1. Boróweczki wielkie gratulacje! Chłopcy są cudowni!

      Ja też zawsze widziałam siebie jako dziewczyńską mamę – te kiteczki, róż, opaski na włosy, lalki. Po czym pojawił się starszy i więcej już nie myślałam o różu ♥︎

      Dużo zdrówka dla Was!

        1. Boroweczko, podwójne gratulacje ♡♡ A tak niedawno przecież zaszlas w ciążę, pamiętam tamte strachy. A Ty już dzieci tulisz, aż mi łezki kapnely wzruszeniowe. Cudownie że już jesteście po drugiej stronie, bądźcie zdrowi i szczęśliwi :*

  19. Cześć dziewczyny jestem racze z tych cichych obserwatorek, przeżywałam wasze wszystkie historie jednocześnie sama walczyłam i tak w wielkim skrócie po pierwszej próbie inv mam 18 miesięcznego synka a teraz jestem po crio i dzisiaj wynik bety 0,2 jestem załamana, za dwa dni zrobię ponownie, nie sądziłam że drugie starania będą mnie koszowaly tyle psychicznie, myślałam że jak już mam synka będzie łatwiej a tu taki emocjonalny rolerkoster że szok

    Dlatego odważyłam się napisać

    1. R cudowna wiadomość! Nie wiem czy dobrze się wkleiła wiadomość ale coś mi przeskakuje w kom. Już jesteście bezpieczni po drugiej stronie, bardzo się cieszę ♡ buziaki od cioci dla malego słodziaka :* Im bliżej października tym bardziej czuje że to miał być też nasz czas… ale może kiedys. Gratuluję z całego serca R

  20. Wpadłam tylko zameldować, że od wczoraj od 23.47 jesteśmy już w komplecie. Akcja niespodziewana w tym terminie, bo miałam umówione cięcie cesarskie na 16.09, ale wieczorem podkrwawiłam razem z czopem i pojechaliśmy sprawdzić co się dzieje. Mały miał bardzo wysokie tętno, które nie spadało, mimo leżenia, więc dr podjął decyzję o rozwiązaniu ciąży.

    Oliwier ur. w 37+3tc 3370g, 55cm do kochania ♥︎♥︎♥︎♥︎

    1. 10 miesięcy czekania na zielone światło od lekarza, żeby rozpocząć procedurę,

      kilkadziesiąt wizyt i konsultacji związanych z wcześniejszą stratą dziecka,

      kilkadziesiąt tysięcy,

      nieznana ilość zaciśniętych kciuków (dzięki dziewczyny!),

      42 dni wyciszania i stymulacji,

      74 zastrzyki,

      1 punkcja,

      2 zarodki,

      0 zdrowych,

      0 transferów…

      KURWA! Tak cholernie mi smutno i źle!

      0 wiary!

      0 nadziei?

      1. Uczuciowa powiedz mi proszę, jeśli mogę spytać. Jakie badania robiłaś po stracie maluszka? Może coś co jeszcze mogłabym sprawdzić u siebie…? Jeśli nie chcesz o tym pisać teraz i myśleć to ok :*

        1. Nie wiem czy robiliśmy coś ponad normę. Kariotypy, infekcyjne, immunologia, histopatologia, trombofilie, hormonalne, histeroskopia, podobno warto jeszcze celiakię. Nie zrobiliśmy też genetycznych dziecka, bo nie byłam w tamtym momencie w stanie zająć się papierologią i całym procesem z tym związanym (akt zgonu, imię, pogrzeb, cmentarz). Bardzo tego żałuję i nawet nie ze względu na wyniki…

          1. Wiesz Uczuciowa… Ja ostatnio poronilam w ponad 9 tyg. Ty chyba też podobnie? Poruszyłas coś co tez bardzo mnie boli i żałuję. Dziś widzę że chciałabym bardzo mieć takie miejsce gdzie pójdę i odwiedzę moje Aniołka, posiedzę po prostu, a świat wiedziałby o jego istnieniu. Pamiętam ciagle o wszystkich trzech i ostatnim gdzie juz serduszko bilo i chciałabym choć zapalić świeczkę. Przesada? Nie wiem. Bardziej potrzeba serca. Na ‚pamiatke’ kupiłam sobie tylko zawieszke aniolkowa bo chciałam czuć że mam po
            Nich cokolwiek…noszę ją codziennie. O ironio, teraz miałam termin na 15 października, wrylo mnie jak przeczytalam z usg, myslalam ze to symbol teczowego maluszka po 2 stratach ♡ ♡ akurat w dzień dziecka utraconego. To za miesiąc a ja nawet nie mam gdzie posiedziec i zapalić moich trzech świeczek… Przepraszam ale im bliżej października tym bardziej to czuje, chyba musiałam się wygadać.
            I wiesz, teraz przed nieudanym krio okazało się przypadkiem że niedawno przeszłam toksoplazmoze. Wysoki wynik wskazujący zakażenie może 3 miesiące wcześniej. Jak to zobaczylam serce mi pękło co jeszcze musi nam los dołożyc, do dziś nie wierzę że akurat wtedy…

    2. R. Wybacz, że to pod Twoim wpisem ten mój nieszczęsny. Łzy mi zachlapały klawiaturę i nawet noe zauważyłam.

      Gratulacje! Ogromne szczęście! Dużo zdrowia dla Was! Cieszcie się sobą w opór i jak najszybciej wracajcie do domu 🙂

          1. Uczuciowa kochana….Co ja mogę napisac…prawie fizycznie czuje Twój ból i te łzy. Tak strasznie mi przykro, myślałam o Tobie zaciskajac kciuki. A badałaś zarodki czy przestały poprostu się rozwijac? Otrzyj łzy, popraw koronę, przytul najmocniej Groszka i będziemy dalej walczyć razem :* masz jakiś plan B? Narazie na pewno odpocznij, zasługujesz na to, jeszcze będzie dobrze, musimy w to wierzyć, przecież wiesz ♡ sciskam

          2. Przestały się rozwijać… Nie doczekały do transferu. Czuję, jakby ktoś mi dał obuchem w łeb. Nie wiem kiedy powiedzieć stop. Nie chcę. Ale nie chcę też, dać się pożreć tym staraniom. Na razie zamrozilam uczucia. Nie chcę przechodzić tego wszystkiego jeszcze raz…
            Ściskam Cię mocno! Dziękuję za wsparcie!!! Bardzo :*

      1. Nooo, cos strasznie przeskakuje ostatnio. Gratulacje R.
        Uczuciowa, mocno przytulam. Wiem,ze slowa nie pociesza, ale wiem jaki to ból!!!. Wiary i jeszcze raz wiary, wytrwałości…. ja straciłam 5 kruszynek, a ostatni mrozaczek, zaczal wlasnie przygodę ze zlobkiem. ICIEBIE to spotka!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *