jeśli stracę jajniki, będzie mi łatwiej z myślą, że angelina jolie też ich nie ma

dziś przeczytałam na – tak, plotkarskim, przyznaję się, jestem tylko zwykłą babą – serwisie, że angelina jolie jest gotowa na usunięcje jajników (profilaktycznie, obawia się raka, bo jest obciążona genetycznie). mój mąż się obruszył, że kobieta robi to na pokaz i nie usuwa się zdrowych narządów. a ja uważam, że – jeśli to prawda – jest bohaterką. że wiele ją taka decyzja musi kosztować.

– jeśli stracę jajniki, będzie mi łatwiej z myślą, że stuprocentowa kobieta, angelina jolie też ich nie ma – powiedziałam mężowi.

wiem, że tak naprawdę on to też rozumie. po prostu trochę się boi ze mną i o mnie.

***

wczoraj spotkałam się z przyjaciółką. nie wiem zresztą czy ania też by mnie nazwała przyjaciółką. od dawna jej unikam, więc ma prawo myśleć o mnie jedynie jako o znajomej. ania ma kilkuletnie dziecko, a teraz chodzi z brzuszkiem jak piłka, zaraz urodzi następne.

wstyd mi, ale unikam jej, bo choć ania nie narzuca się ze swoim macierzyństwem, trudno mi przy niej. zacinam się jeszcze bardziej niż zwykle, wydaje mi się, że już ona to mnie na pewno nie zrozumie, nudzę ją swoimi problemami i generalnie kwestia żłobka jest naprawdę ważniejsza niż moje cielesne sprawy. więc tak, przyznaję, unikałam jej od dawna, przez całe miesiące miałam milion powodów, żeby się nie spotkać.

ale teraz przed operacją zachowuję się, jakbym miała wyjechać na rok na arktykę, robię zapasy, nawet pranie robię na wyrost, nadrabiam zaległe spotkania, zmieniam opony na letnie, kocham się z mężem na zapas, piszę maile… powiedzmy – chcę spać spokojnie podczas tej narkozy…. z myślą, że wszystko załatwiłam, nic nikomu nie jestem winna…

ania przewierciła mnie wzrokiem. wnikliwie.

– dobrze wygląszasz. jesteś zadbana – przywitała mnie.

– eee wiesz… nigdy nie byłam za bardzo kobieca… muszę to nadrobić teraz  jakoś… poza tym nałożyłam tylko szminkę…

– nie, to nie tylko szminka. świetnie wyglądasz. to dobrze. bałam się, że będzie z tobą źle… – miłe było to co powiedziała.

po jej słowach zapadka mi się otworzyła. krótko się widziałyśmy, bo wcisnęłam spotkanie z anią między pracę a inne sprawy, które pilnie załatwiam, bo – wiecie – jadę na rok na arktykę.

za krótkie te spotkanie. przerzucałyśmy się opowieściami opowiadanymi półsłówkami, żeby oszczędzić na czasie… dodam, że w nerki podgryzały mnie wyrzuty, że wcisnęłam tę anię na 40 miniut, jak krótki punkt programu.

na koniec, ania złapała za torebkę – „byłabym zapomniała”, zanurkowała do środka i wyjęła kosmetyczkę. „to dla ciebie” wręczyła mi pakunek z dziesiątkami małych  babskich skarbów – próbek kosmetyków.

– przecież nie pójdziesz do szpitala z dużym szamponem, naszykowałam to dla ciebie – powiedziała, a ja osłupiała patrzyłam to na nią to na próbkę perfum dolce gabana, brokat do ciała, serum do twarzy…

rozbroiła mnie, mój wytrawny saper znowu zdemontował minę, którą wychodowałam na ścieżce prowadzącej do jej domu…

ja zdaję sobie sprawę, że to ja się zamykam. jestem zacięta. nie wybaczam  żadnego potknięcia i cholernie trzeba przy mnie uważać, bo wszystko odbieram jako ruch przeciwko sobie. przez to też się czuję taka rozgoryczona, zignorowana przez przyjaciół. przez moje przewrażliwienie. widzę je w sobie, ale nie umiem  go z siebie wyrzucić. siedzi mi na rzęsach i świat widzę zawsze z jego gorzkim kolorem…

12 komentarzy

  1. Doskonale Cie rozumiem… ja też mam taką przyjaciółkę Anię z dwójką małych dzieci i unikam ją, choć bardzo mnie to boli :/ A jeśli chodzi o jajniki to głowa do góry – nie stracisz ich, ja w to wierze i Ty też musisz!!! Trzymam za Ciebie mocno kciuki i widzę, że idę dokładnie Twoimi śladami. Po nieudanych inseminacjach właśnie zapisałam się do programu in vitro, zobaczymy co dalej 🙂 Pozdrawiam

    1. Maja… Mam nadzieję, że nie będziesz szła tak dosłownie moimi śladami… 🙂 dzięki za wiarę, ja też wierzę, że będzie dobrze, tylko dzisiejszy artykuł był pretekstem do przemyśleń. I jednak muszę być przygotowana…
      Co do przyjaciół, sama widzę jak źle oceniam sytuację. Ale bardzo trudno wyjść ze swojej skorupki… Życzę Ci mądrych decyzji co do takich Ań jak moja i Twoja i jak najprostszej drogi do upragnionego dziecka 🙂

  2. Hej… dziwne uczucie czytac swoje odbicie… Ale podejrzewam ze nie tylko ja w Twoich postach widze siebie. teraz jest miesiac swiadomosci o endo a ze zaznaczylam wszlekie mozliwe polski i angielskie strony to co rusz pojawia sie teraz nowy artykul. Jeden byl wlasnie poswiecony izolacji chorobowej. Jak sie okazuje tak funkcjonuje nasza psychika ze izolujemy sie od ludzi by im nie sprawiac przykrosci ale i zeby samej nie byc bardziej skrzywdzonej. Ale rowniez ludzi z otoczenia czesto dowiadujac sie o problemach izoluja sie od nas ze zwyklej bezradnosci. Jedna roznice ktora zauwazylam miedzy Polakami i Anglikami kiedy pojawily sie operacje na zoladek a pozniej endo… to to ze Anglicy uparcie zostawali i Ci nowi teraz co poznalam gdy dowiedzieli sie co przechodze zawsze pytaja jak sie czuje czy moga jakos pomoc… a Polacy ktorych znalam?? heh no wlasnie czy ja ich naprawde znalam? zostala garstka na palcach jednej reki zlicze ale fakt jest jeden nigdy nie pytaja jak sie czuje i co z moim leczeniem… Tak wiec endo stalo sie moja „najblizsza” przyjaciolka bo jak psychiczna kiedy boli rozmawiam z nia zeby dala mi spokoj ;p Trzymam mocno kciuki za powodzenie operacji i koniecznie daj znac jak wrocisz do domku 🙂 pozdrawiam

    1. Ewelina, to co napisałaś o izolacji chorobowej dało mi dużo do myślenia na cały weekend i doprowadziło do konstruktywnych wniosków. Bo cały czas miotam się między tezami, że wszyscy są nienormalni albo ja jestem nienormalna. A „izolacja chorobowa” to subiektywna, niezależna jednostka, którą można obarczyć winą za wszelkie gorsze dni w kontaktach z przyjaciółmi.

      Zostało mi w głowie szczególnie to, co napisałaś, ze ludzie z naszego otoczenia izolują się od nas z powodu swojej bezradności. Dzięki Tobie być może będę mniej krytyczna i postaram się mniej wymagać, bo rzeczywiście za wiele wymagam, co także, podobnie jak u Ciebie, zdziesiątkowało mi przyjaciół jak epidemia dżumy…

      Dzięki, że to napisałaś. Być może swoimi słowami uratujesz niejedną przyjaźń… 🙂

      1. Dzieki za docenienie znam to ze swojego doswiadczenia mi wtedy nikt tego nie powiedzial i nie uratowalam praktcznie zadnej znajomosci bo mialam wieczny zal. Choc wiem ze sa tez i tacy ludzie ktorzy nie odchodza z bezradnosci ale poprostu im nie zalezy taki przypadek tez mnie spotkal kiedy po roku leczenia zadzwonilam do „przyjaciolki” ze jest dobrze nic nie rosnie torbiele dalej tej samych rozmiarow a ona do mnie ale jak dalej sa to co to za leczenie i choroba ze dobrze jest kiedy sa torbiele… rok tlumaczenia i rozmow a ona zadaje takie pytanie?? opadly mi rece i wtedy ja sie poddalam… Ludzie bywaja roznie ale wielu boi sie o swoich przyjaciolach i nie wie czy pytac czy lepiej nie ruszac tematu… Chyba poswiece tej tematyce osobny posty bo to bardzo wazny temat… narazie krotko o tym napisalam bo sama cierpie teraz z powodu tej izolacji… Pozdrawiam ps jak samopoczucie przed operacja? pozdrawiam

  3. Aaa zapomnialam o Angelinie … Tez to wczoraj przeczytalam i pomyslalam jak odwazna jest kobieta i ma pelen moj respekt. Kiedy usunela piersi moj byl oburzony ze jak ona tak moze ze przeciez nie ma rak itp. Probowalam mu wytlumaczyc ze z jej genem jest wysoce prawdopodobne ze bedzie miala raka i ze jej mama zmarla na raka wiec ona nie chce ryzykowac ze dzieci i maz beda patrzyli jak przez to przechodzi i co gorsza umiera. Ze w pelni ja podziwiam i ze zrobila to z mysla o rodzinie… ale czasem do faceta to jak grochem o sciane… on wie swoje… ;p

  4. …każda z nas ma własną historie… Ja rownież jakiś czas temu przechodziłam przez taką izolację, na własne życzenie zerwałam prawie wszystkie znajomości, odrzucałam pomoc moich najbliższych, bardzo ich wtedy raniłam. Dużo myślałam na sobą i swoim zachowaniem, no i przyznam się, że byłam wówczas okropną egoistką. Zamartwiałam się tylko nad moimi problemami…nie były one błahe, ale inni przecież także mieli mnóstwo swoich kłopotów i kto wie czy nie były one bardziej skomplikowane od moich… Po długich „sesjach” rozmyślań przyszedł mi do głowy pewien pomysł: postanowiłam, że zacznę samą siebie w pewien sposób „oszukiwać”, postaram się nie myśleć tak dużo o moim problemie, a co najważniejsze postaram się innym pokazać, że są dla mnie ważni i że w moim towarzystwie mogą się czuć naprawdę dobrze. Może to nic odkrywczego dla innych, ale dla mnie było to coś co pomogło mi przetrwać trudny czas i jednocześnie pokazać innym, że to co się ze mną dzieje jest trudne i jest ważne, że potrafię radzić sobie z tym wszystkim, i że w razie potrzeby służę pomocą innym. Wcale nie jest to łatwe ( a już napewno nie było to łatwe w tamtym czasie) ale było to jedyne wyjście dla mnie, aby zaznać troszkę spokoju, odpocząć psychicznie, pomyśleć o czymś/kimś innym. I tak zostało do dziś, nauczyłam się uśmiechać, choć powiem szczerze wiele razy wcale nie jest mi do śmiechu…życie jest teraz łatwiejsze.
    Życzę pozytywnego nastawienia i choć rzadko pisze komentarze to regularnie czytam Twoje posty i cały czas trzymam kciuki za pomyślny przebieg operacji!
    Pozdrawiam
    Ania ;-))

    1. Anusia, jesteś kolejną osobą, której życiowe doświadczenie potwierdza, że czasem warto założyć uśmiechniętą maskę – nosić ją mimo bólu, i w końcu ta maska staje się naszą prawdziwą twarzą. Dobrze, że to napisałaś. Pora na mnie na wycieczkę do sklepu, aby mierzyć maski, nim nie będzie dla kogo jej ubierać.
      Rozmawiamy o izolacji, o chorobie, ale tak naprawdę rozmawiamy o potrzebie przyjaźni, akcpetacji, czułości, którą każda, każdy ma w sobie, tylko w pewnych sytuacjach w życiu to się objawia mocniej. Niesamowite, że zaczyna się od bólu jajnika, a kończy na mądrych babskich uniwersalnych rozmowach. Kobiety są mądre… 🙂

  5. Kochana,dzis ciągle od rana zastanawiam się co z Tobą?Gorąco trzymam kciuki za powodznie operacji,mam nadziję że naprawdę wszystko będzie w porządku.A korzystając z okazji…Wszystkiego najlpszego,wytrwałości w dążeniu do celu,spełnienia najskrytszych marzeń!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *