Justi

Justi, rocznik 83.

Od 2013-2015 bezskutecznie starania o dziecko, badania, szukanie przyczyn, płacz przy każdej kolejnej miesiączce, niczym żałoba po zmarłym dziecku… w międzyczasie milion ciężarnych koleżanek, kuzynek..

10.03.2015 – badanie drożności jajowodów, najbardziej bolesne jakie miałam w życiu, nie przeleciała ani kropelka więc dlaczego miałabym zajść w ciążę… leżąc tam płaczę, z bólu i z rozpaczy, już wiem, że przede mną in vitro

29.03.2015 – pierwsza wizyta w klinice, mam zgłosić się za 2 tyg na badania, być może wezmą nas do programu klinicznego, będzie taniej

Połowa kwietnia – lekarz stwierdza wodniaki na jajowodach, wyklucza in vitro w tym stanie, mam zglosic się po usunięciu jajowodów

04.04.2015 – laparoskopia, usuwam jajowody

Początek czerwca – wizyta w klinice, w połowie miesiąca mamy zacząć długi protokół in vitro

01.01.2015 – początek stymulacji właściwej,

15.07.2017 punkcja, 6 zapłodniowych zarodków, 4 z nich dożywa do 5 doby

20.07.2015 – transfer zarodka 4AA

27.07.2015 7dpt robię test, wychodzi negatywnie, wyrzucam do kosza… przed wyjściem do pracy sprawdzam raz jeszcze, jest druga blada kreska, wieczorem jade na betę… jest 38!! Ale boje się cieszyć

Lipiec sierpień 2015 – beta rośnie, słyszymy serduszko

Sierpień 2015 – krwiak podkosmówkowy, ciąża zagrozona… próbuje nie zwariować
jesień 2015 – krwiak się wchłonął, ciąża zaczyna rozwijac się jak należy

01.01.2016 rodzi się nasza córka, całe 58 cm i 3800 cudu, najprawdziwszego na świecie cudu

……

Wygląda pięknie prawda?… ale widać dwa razy nie można mieć tyle szczęścia.

Listopad 2017 – decydujemy się na podejście do krio

Grudzień 2017 – badanie owulacji, transfer wyznaczony na 31.12, zarodek 4 AA (pozostałe dwa sa już średnie/słabe). W dniu transferu lekarz nie jest zachwycony moim progesteronem (w pierwszej ciąży miałam bajecznie wysokie stężenie)

08.01 – test w 8dpt, negatywny ale jeszcze czytam na forach  i szukam nadziei że to może nic nie znaczy

09.01 – beta hcg <1,2… przestaje się łudzić

Cdn. Ale dziś jestem w żałobie..

6 komentarzy

  1. cd historii.. jestem po kolejnym transferze, zarodek 2AA, embriolog przekonuje, że rozmroził się super ale.. progsteron do bani, czynnośc skurczowa macicy.. na wszystko jakieś srodki zaradcze ale czy to wystarczy? dowiem się za 8-10 dni… toż to jak wieczność :/

    1. 2:0 dla zarodków, które nie chcą ze mna zostać… lekarz zalecił przerwę, mam odpocząć zanim podejdę do kolejnej, ostatniej już próby. Więc czekam.. miesiąc, dwa, a może i trzy nim pojadę tam po raz trzeci.. już ostatni. Znów żałoba i pytanie dlaczego ja? Dlaczego nie wyszło? Co zrobiłam źle? A może byłam zdolna raz jeden jedyny do przyjęcia malucha w swoim ciele? Może kriotransfery nie są dla mnie? Kiełkuje we mnie myśl, o kolejnej procedurze jeśli ostatni transfer się nie uda.. ale nie wiem czy mam siły. Gdybym jeszcze miała pewność, że się uda.. a tej nikt nie da 🙁

    1. dziękuję.. równolegle znajomej z kliniki się udało, przy drugim właśnie kriotransferze. Więc płaczę i cieszę się jednocześnie, że chociaż dla innych los jest łaskawszy. Mój M zarzuca, że nie umiem docenic tego co już mamy (mamy córkę, kończy wkrótce 2 latka) i nie chce przyjąć, że i tak mieliśmy masę szczęścia – wtedy udało się w pierwszym podejściu. Ja to wiem i doceniam nasz cud każdego dnia.. ale ilekroc patrzę na nią jak szuka towrzystwa, jak wyciąga ręce do nnych dzieci, łzy napływają mi do oczu na myśl, że ma chować się sama. Nie poddałam sie jeszcze, to jeszcze nie koniec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *