Komórka macierzysta – pramatka innych komórek

Cud życia zaczyna się od komórki. Najpierw walczymy o tę jedną. Potem niecierpliwie czekamy na wiadomość, czy się podzieliła. Są dwie, czekamy na cztery, na osiem. Przy kilkudziesięciu już nie liczymy komórek. Liczymy kolejne dni życia zarodka i  – oby – miesiące ciąży. Dla nas to już nie są komórki.

A jednak to wciąż komórki. Nadajemy im imiona, na początku to Mrozaki, Okruszki czy Bąble, potem Ole, Janki i Mateusze. Ale wrócę do komórki. Bo chcę o nich coś opowiedzieć.

Wkręciłam się w temat komórek macierzystych. To są te pierwsze komóreczki, z których powstaje później wszystko – moje szare oczy, wystający kręgosłup, krwiobieg, serce kochające męża i skóra (chciałabym napisać, że brzoskiwiowa, ale to już przekolorowanie rzeczywistości) i kości…

Najdoskonalszą wersję komórki macierzystej znamy ze swoich doświadczeń dotyczących IUI czy IVF. To komórka jajowa z całym oprogramowaniem, które mówi, jacy będziemy. Ta komórka akurat jest nie do ruszenia. Ale kiedy się rodzi dziecko, prawie tak samo doskonałe komórki znajdują się w pępowinie. Są komórkami – matkami. Mają zdolność samoodnowy i różnicowania się na inne komórki, z których zbudowane są nasze tkanki. Mogą one przekształcić się np. w krwinkę czerwoną, płytkę krwi, komórkę mięśniową czy nerwową. Magia? Magia dopiero się zacznie.

Tak, jak oswoiłyśmy sobie inseminację czy in vitro, chcę oswoić komórki macierzyste. Chcę Wam napisać, jak się je pozyskuje, czy to bezpieczne, jakie są fakty i mity na ich temat i przede wszystkim, jakie korzyści przynosi korzystanie z komórek macierzystych.

Pomogą mi w tym fachowcy z Polskiego Banku Komórek Macierzystych. Spojrzeliśmy sobie w oczy i postanowiliśmy trochę razem popracować. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy na temat tego, co jest ważne, gdzie kończy się misja, a zaczynają biznesy, stanęliśmy w takim miejscu, aby nie przekroczyć delikatnych granic.

Bardzo mi się spodobała uwaga banku podczas rozmowy na temat praw, jakimi rządzi się blog:

– Nie cenzuruję komentarzy – mówię. –  Dziewczyny piszą, o czym chcą i niczego nie kasuję. Nawet, jak ktoś napisze coś złego o was, nie rozpoznam, czy to konkurecja. Nie usunę komentarza.

– Nie boimy się konkurencji – odpowiada pani z banku komórek. – Konkurencja nie jest problemem. Naszym jedynym problemem jest niewiedza i niekorzystanie z możliwości komórek macierzystych.

*

Uczciwie odpowiadam na pytania:
Czy mi za to zapłacą? Tak.
Czy działam wbrew swoim zasadom? Nie. Przechowywanie komórek macierzystych to działanie, które popieram, bez tego nie wchodziłaby w grę żadna współpraca 🙂

420 komentarzy

  1. Chętnie się dowiem więcej, bo wiedzą jaka mam w temacie komórek macierzystych pochodzi jedynie z plakatów wiszących na poczekalniach w przychodniach… zawsze mówiłam sobie, że więcej dowiem się jak będę w ciąży. Nie jestem,ale chcę wiedzieć 🙂

  2. Iza, cieszę się, że podejmujesz tę współpracę. Jeszcze bardziej sie cieszę, ze w zgodzie z samą sobą. Temat arcyciekawy, rozkładałam go ostatnio na części pierwsze i przyznaję, że na zimno, bez Bąbla vel Okruszka w brzuchu bym się raczej nie zdecydowała, ale jak już się u Ciebie dużo dowiem i zawojują mną ciążowe hormony to kto wie…
    Tylko niech ten okres już przyjdzie, bo moje komórczaki czekają!

  3. Interesuje mnie ten temat od kiedy u gina dostalam ulotke z informacja o pobieraniu komorek macierzystych. Chetnie dowiem sie czegos wiecej, bo nie podjelam jeszcze decyzji w tym temacie.

    1. Marikka, a także Aniu, Niebieska – planuję kilka wpisów o komórkach macierzystych, po kolei tłumacząc, co to i z czym się je. Może ktoś skorzysta z tej wiedzy, może Wam się przyda, może nawet mi.
      Mam trochę czasu do transferu (wrzesień wydaje mi się, że nadejdzie za sto lat), akurat w sam raz na małą edukację.

  4. My skorzystaliśmy z PBKM. Nasz syn miał podane komórki macierzyste ze sznura pępowinowego od innego dawcy w szpitalu w Lublinie. Teraz planujemy pobranie komórek, myślę że to dobra „polisa” dla dziecka.

      1. Iza w ubiegłym roku opisywałam naszą historię 🙁
        Nasz synuś urodził się w 27tc, ablacja łożyska z krwotokiem przewozili mnie z 1 szpitala do 2 (pomimo tego że zgłosiłam się dzień wcześniej z bólami brzucha i plamieniem, nic nie zrobiono, decyzja o transporcie była podjęta zbyt późno). Nasz syn urodził się w ciężkiej zamartwicy 1 punkt Apgar. Szukaliśmy pomocy wszędzie i dzięki przyjaciółce trafiłam na PBKM. Nie mieliśmy własnej krwi pępowinowej, ale można było skorzystać z komórek innego dawcy. I tak mieliśmy 3 przeszczepy komórek macierzystych.

        1. mimami- bardzo chciała bym się z Tobą skontaktować, daj mi swój namiar na siebie proszę jeśli wyrażasz na to ochotę… nie ukrywam chodzi mi o historię Waszego synka …

    1. Prymulko, u mnie, a wlasciwie lokatora w moim brzuchu NT wynioslo 2,4. Lekarz zapewnial, ze jest ok tym bardziej, ze widac kosc nosowa. Ryzyko zespolu Downa oszacowano na 1:1200. Lekarz zalecil zrobienie Pappa. Przestraszylam sie tym wynikiem przeziernosci ale Pappa nie zrobilam, bo przeciez to nadal tylko statystyka. Nie dowiem sie czy moje dziecko jest na pewno zdrowe lub chore.
      Poza tym przeczytalam, ze u okolo 30% dzieci z Zespolem Downa byla uwidoczniona kosc nosowa na USG, a NT bylo ponizej 2. Tak samo sa tez zupelnie zdrowe dzieci, u ktorych nie bylo widac kosci nosowej, a NT bylo powyzej 3.
      Dlatego jesli musisz miec pewnosc to zrob Nifty lub Harmony. Ja nie robilam, bo bez wzgledu na wynik chce urodzic.

      1. Dziękuję Marikka, u mnie też niczego to nie zmieni tym bardziej że mój M ma siostrę z ZD ale lekarz powiedział że mama M miała po prostu pecha. A ja po tych badaniach tak sobie myślę i myślę

    2. Jeśli inne parametry są ok to nie ma powodu do niepokoju. U nas było prawie 2,5. Przeżyłam wtedy chwilę grozy. Syn urodził się zdrów jak ryba bez żadnych chorób genetycznych. Robiłaś pappa?

  5. Izo, moi znajomi w tym roku ,,wykupili taką polisę” dla swojego nowo narodzonego synka. Od razu wzięli opcję z przechowywaniem do 18 roku życia… Przed porodem dostarczono im niezbędny pakiet, trzeba poinformować położną, ona się tym z lekarzem zajmują…
    My z mężem na pewno jeśli tylko finanse pozwolą i przede wszystkim los obdarzy nas dzieciątkami również decydujemy się na to…
    To trochę magia… tez tak o tym pomyśleliśmy… 🙂

    1. Eska, ja własnie po raz pierwszy o tym usłyszałam też nie od lekarza, a od znajomego, który zabezpieczył komórki dla dzieci. Dużo magii jest tutaj w ogóle – w naszym leczeniu, w obserwowaniu naszych własnych komórek – zarodków przez mikroskop. Mnie to nie przestaje zadziwiać.

  6. Temat jest bardzo ciekawy, a jednocześnie kontrowersyjny. Komórki macierzyste są technologią przyszłości, jednak co mnie najbardziej wkurza to przekonywananie rodziców (najczęściej w szkołach rodzenia), że tylko zdeponowanie krwi w komercyjnym banku może uratować ich dziecko od chorób (najczęściej białaczki).
    No i siedzą takie matki, z brzuchami, naładowane hormonami i myślą jak odłożyć kasę na pobranie i potem przechowywanie krwi pępowinowej. Bo kto by nie chciał zabezpieczyć swojego wyczekiwanego dziecka??
    Polecam przeczytać artykuł prof . Wiesława Jędrzejczaka http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,11226070,Pepek_swiata.html

    1. Bardzo ciekawie sie zaczynal ten artykul ale niestety skonczyl mi die limit darmowych artykulow na gazeta.pl 🙁
      Fakt faktem straszne jest, ze dzieci ktorych rodzicow bylo stac na przechowywanie krwi pepowinowej naja szanse na wyleczenie z powaznej choroby 🙁

      1. Marikka to nie do końca jest jak myślisz.
        Bo to, że przechowujesz krew pępowinową dziecka nie daje Ci ŻADNEJ gwarancji, że to dziecko dostając tę krew zostanie wyleczone.
        Po pierwsze prawdopodobieństwa choroby nie da się wyliczyć.
        Po drugie, jeśli jest chore to bardzo możliwe, że tej krwi nie da się użyć. Wiadomo bowiem, że u dzieci, u których rozwinęła się białaczka, stwierdza się poważne mutacje DNA, obecne także w komórkach macierzystych krwi pępowinowej. Zdaniem większości ekspertów, w przypadku białaczki u dziecka stosowanie własnych komórek macierzystych jest wręcz przeciwwskazane. Ponadto, wiele zaburzeń prowadzących do chorób wymagających przeszczepu komórek macierzystych, to zaburzenia wrodzone i uwarunkowane genetycznie – więc są także i w krwi pępowinowej.
        Po trzecie – czy ta ilość krwi jest wystarczająca? Dla małego dziecka tak, dla większego nie. Dla dorosłego jej nie wystarczy.
        To takie najważniejsze argumenty. Żeby nie było, że jestem przeciwna komórkom macierzystym to dodam, że sama krew pępowinową oddałam do banku, ale publicznego, który działa z intencją udostępniania komórek macierzystych jako biologicznego materiału leczniczego dla osób trzecich.
        Zdecydowanie odradzam pobieranie i przechowywanie krwi pępowinowej, jeżeli dominującą intencją ma być ewentualne, późniejsze wykorzystanie materiału wyłącznie przez osobę, od której pobrano komórki macierzyste. Jeśli starsze rodzeństwo osoby, od której mają być pobrana krew pępowinowa ma chorobę mogącą wymagać leczenia z użyciem komórek macierzystych to pobranie krwi pępowinowej od zdrowego, młodszego rodzeństwa może pomóc. Ale ile jest takich przypadków?
        Komercyjne banki to jest biznes żerujący na niewiedzy i strachu przed chorobą.

        1. Dzieki za te wszystkie informacje. Zipelnie nie zdawalam sobie z tego sprawy. Wsrod moich dalszych znajomych byla sytuacja, ze ich najstrsza corka zachorowala jako kilkuletnie dziecko na bialaczke. Postarali sie o jeszcze jedno dziecko od ktorego pobrano wlasnie konorki macierzyste dla siostry. Nie wiem czy dokladnie dzieki temu ale dziewczynka przezyla i teraz jest juz zdrowa nastolatka.
          A gdzie dzialaja takie publiczne banki komorek macierzystych i jak z nich skorzystac?

          1. Czasami robią takie akcje Dni Krwi Pępowinowej. Są one ograniczone, bo za nie płaci Państwo. Taka akcja była w 2013 roku w szpitalu MSWiA w Warszawie gdzie rodziłam. Zrzekasz się wtedy praw do materiału, ale taka krew nie jest przechowywana przez długi czas tylko może być od razu wykorzystana dla potrzebujących.

        2. Popieram każde słowo. Przed narodzinami syna bardzo zgłębialiśmy temat i niestety informacje z ulotek banków to jedno, a rzeczywiste statystyki to drugie. Nie zdecydowaliśmy się. Oczywiście na szkole rodzenia też była u nas Pani z banku, która niestety trafiła na moment, kiedy byliśmy już z mężem mocno zapoznani z tematem. Nie zaprzeczyla żadnemu z wymienionych przez Ciebie argumentów i chyba niestety zepsuliśmy jej miesiąc, bo po naszych z nią polemikach żadna z par nie chciała nawet wizytówki.

    2. Czarownica, też mnie rusza mówienie, że tylko kom. macierzyste są gwarancją zdrowia – bo to jest zastraszanie i granie na emocjach, a zwłaszcza na finiszu ciąży. Dlatego zaplanowałam kilka wpisów, w których będzie edukacja na ten temat, a nie nakłanianie do czegoś. Na chłodno, gdy mamy czas przemyśleć, a nie – głaszcząc brzuch tuż przed porodem.
      Mam nadzieję, że komuś pomoże to w podjęciu decyzji.

  7. Kiedyś z ciekawości przeczytałam regulaminy dwóch banków komórek macierzystych. Wnioski nie były pozytywne. Za nic nie odpowiadają, komórek nie można przenieść do innego banku, nie przechodzą żadnych audytów, czy weryfikacji. Nie muszą mieć (nie mają) żadnych zabezpieczeń przed czasowymi wyłączeniami prądu, etc. Warto jeszcze zauważyć, że w Polsce ten rynek nie jest regulowany i każdy może sobie założyć taki bank.
    Moim zdaniem to będzie kiedyś dokładnie taka sama afera jak ta z archiwami firm – wiele firm płaciło za przechowywanie dokumentacji np. ZUS swoich pracowników (dzisiaj wiele osób nadal tego potrzebuje do wyliczenia emerytury). Dopiero po latach się okazywało, że dokumenty często były przechowywane np. w przeciekających stodołach (żegnaj emeryturo).
    Wracając do tematu – po tamtej lekturze, mimo że byłoby mnie na to stać, nigdy bym się na to nie zdecydowała. Po prostu nie wierzę w to.

    PS. Regulaminy czytałam 5 lat temu i może się coś od tamtej pory zmieniło (niestety teraz nie mam czasu wgryzać się w temat ponownie)
    PS2. Jeśli już miałabym się decydować, to na pewno jednym z czynników byłaby cena (najtańsze oferty od razu bym odrzuciła).

  8. Cześć dziewczyny! Czytam Was codziennie z niecierpliwością czekam na kolejne posty. Piszę do Was bo jesteście bardziej doświadczone a tak naprawdę to mam nadzieję że dacie mi chodź trochę nadzieji a więc spóźnia mi się okres dokładnie 4 dni i dziś w południe zrobiłam test no i pokazała się blada druga kreska(mąż też widzi )czy jeśli się udało to nie powinna być już dobrze widoczna? Chyba nie powinnam się cieszyć co?

  9. Ewelis, nawet najjasniejsza kreska swiadczy o krazacym w Twojej krwi HCG, a wiec jest tez cos/ktos kto ten hormon produkuje 🙂 Gratulacje! Tym bardziej, ze test nie byl robiony z porannego moczu, kreska ma prawo byc jasna. Teraz badanie z krwi, a za 2-3 tygodnie wizyta u gina. Powodzenia 🙂

  10. Cześć dziewczyny:-)
    podglądam sobie tak od kilku dni Wasze wpisy bo w sobotę czeka mnie punkcja. Pierwsza i oby ostatnia:-) Za co proszę trzymajcie kciuki.
    Najważniejsza sprawa:
    Jeśli jest wśród Was dziewczyna, która 25.06 oddała niepotrzebny jej już Menopur w N. – to chciałam jej podziękować, bo trafił do mnie. Wielkie dzięki!

  11. Girls, ja już PO crio.
    Wracamy ,,w czwórkę” i oby tak już zostało! Blastki podobno śliczne więc teraz to już czekanie na cud… A najlepiej dwa małe płaczące 😉 Ok 11 lipca beta…

        1. Trzymam mocno kciuki , mam nadzieje że teraz będzie fala samych pozytywnych wiadomości.
          Za chwile na tej fali dołączy Iza i Wężon….będzie wyż demograficzny jak nic !!!! 🙂

    1. Otóż to, Wężon, będziesz potrzebowała kolejnego urlopu, żeby nadrobić zaległości! 🙂 I niezmiennie podziwiam Cię za to czekanie. Jajo znoszę. Taka Eewa, punkcję miała po mnie i już w ciąży, a ja nie umiem rozpocząć nowego cyklu. Gratulacje Eewa!

        1. Wiem ze to dopiero początek , że za chwile trzeba zrobić druga Bete i będę się pewnie bać jak pieron o wynik , ale dziś mam uśmiech od ucha do ucha….
          Trochę mi wstyd , tak płakałam jak się okazało że pozostałej 3 nie udało się zamrozić , miałam moment że przestałam wierzyć w Naszego Okruszka , jak dziś otwierałam tą Bete to byłam prawie pewna że będzie 0 …
          Dziewczyny bardzooo dziękuje , a tym które zaczynają teraz powiem tylko że Cuda się zdarzają …że po chwilach zwątpienia przychodzi taki Mały Cud choć trudno w to uwierzyć 🙂

          1. Magda2 mówiłam, że nic nie planuj tylko czekaj na znak od Okruszka.
            Jak była kreska na teście, to beta nie może być 0. Jeszcze nie słyszałam, żeby test się pomylił w drugą stronę.

        2. Dziewczyny doskonale wiem co czujecie. Ja miałam ostatnią IUI w lipcu zeszłego roku. Co miesiąc wypadało coś, że nie mogliśmy podejść do kolejnej próby. Jak w lutym już, już wydawało mi się, że się uda to tuż przed inseminacją lekarz nam powiedział, że nic z tego bo jesteśmy po grypie i zaprasza w kwietniu. Płakałam jak bóbr. Powiedziałam, że to koniec i ruszyliśmy do ośrodków adopcyjnych. Tam też niestety zostaliśmy odrzuceni – za krótki staż małżeński. Odpuściliśmy. Do IVF podeszliśmy z paniki, że refundacja się kończy i mogą zmienić ustawę. Ja też nie wierzyłam, że to potrzebny jest TEN moment i TEN zarodek. Nadal nie wierze. Bo czemu nam by się miało udać a innym nie…

          1. Bo niektórym się udaje, a inni muszą dalej próbować. Niezależnie ile suplementów/leków łykali, czy leżeli czy nie, jak byli nastawieni.
            Są na świecie rzeczy na które nie mamy wpływu – i ivf do nich należy.
            Tak więc, gratuluję. W tej grze Ty wygrałaś:).

  12. Fajny temat poruszyłaś Iza 🙂
    Sama byłam ciekawa jak to właściwie działa. Czytałam dużo, ale raczej odebrałam to wszystko jako pomysł na zarobienie kasy i naiwności ludzi,,często takich którym cudem udało się zajść w ciążę. Wiadomo, że takie kobietki jak my po przejściach jeszcze bardziej martwią się o przyszłość maleństwa niż kobiety które zaszły bez problemu…
    Mam nadzieję, że kiedyś tego cudu narodzin sama doświadczę, a wtedy myślę, że zrobię wszystko żeby chronić swoje maleństwo o które tak długo walczyłam.
    Nawet jeśli może i jest w tym coś z biznesu.
    Z niecierpliwością czekam więc na kolejne wpisy.

    Dziewczyny z pozytywną betą – kochane gratuluję i trzymam kciuki żeby pięknie teraz rosła :*
    Za oczekujące na betę też trzymam kciuki i przesyłam pozytywne wibracje :*

  13. Ja chciałam pobrać komórki macierzyste, ale nie zdarzylam załatwić tego od strony formalnej przed porodem. Gdy przyjechałam do szpitala Św Zofii ze skurczami to położna na izbie przyjęć powiedziała, że mają zestawy do pobierania i nam udostepnią. Ale w końcu nie dali, a ja w trakcie akcji porodowej też już o tym nie pamietalam i bardzo teraz żałuję, że nie udało nam się pobrać.

  14. Cześć dziewczyny.
    Siedzę sobie cichutko i czekam na swoją kolej. Ale czytam cały czas i trzymam nieustannie kciuki za wszystkie Wasze punkcje,transfery i wizyty.
    Ja jestem po wizycie kontrolnej po zabiegu, wygląda na to że mięśniaka naprawdę nie ma chociaż uwierzę może za kilka miesięcy jak dalej będzie ok ;-).
    Lekarz z kliniki chciał nas widzieć na początku sierpnia ale skoro zabieg był wcześniej to i ja mam zamiar pojawić się w u niego w połowie lipca. I gdyby było wszystko w porządku to zabrać mrozaczka jak najszybciej. Chyba że na przeszkodzie staną mi Światowe Dni Młodzieży.

    W związku z tym mam pytanie do Patki która napisała komentarz tylko raz. Patka może czytasz blog dalej?
    Leczymy się w tej samej klinice, pisałaś że transfer będziesz mieć pod koniec lipca a mój lekarz mówił że w czasie śdm nie będą robić transferów z obawy że pacjenci mogą mieć problem z dojazdem.
    Może coś się zmieniło? – to informacja z kwietnia, wtedy miałam punkcję. Kiedy będziesz mieć transfer? No i u którego lekarza się leczysz?

    Iza bardzo dobry temat. Przyznam że nie interesowałam się wcześniej, słyszałam tylko o komórkach macierzystych więc tym bardziej chętnie pogłębię tą moją znikomą wiedzę 😉

      1. Dziękuję Iza. Zadzwonię do kliniki na pewno a przy okazji umawiania się na wizytę wypytam o wszystko. Chciałam wiedzieć wcześniej po prostu a Patke zapytać również o wrażenia z kliniki? Mało tu dziewczyn z Krakowa i z kliniki M. Albo nie komentują 😉

    1. Renato, czytam codziennie 🙂 też boję się SDM więc chyba przesunę termin na po, bo teraz jestem w trakcie tabletek antykoncepcyjnych, więc więcie kilku więcej też jest wyjściem 🙂 mam wizytę 08 lipca to się dowiem więcej jaki jest plan. U kogo się leczysz? Ja u dr M. Mieliśmy 3 nieudane Inseminacje, ale nie załapaliśmy się na refundację i robimy invitro odpłatnie. Odnośnie kliniki, to ciężko mi powiedzieć, bo nie byłam wcześniej w innej. Tu leczymy się 1,5 roku. Ciągną kasę pewnie jak w każdej innej 🙂

      1. Patka ja już nie chciałabym nic przesuwać…
        Leczymy się u dr W. Przez rok nie było potrzeby umawiać się do kogoś innego. I dobrze, czuję się bezpieczniej będąc pod opieką jednego lekarza od początku do końca. Ale jeśli będzie trzeba rozważę dr M.
        My też komercyjnie, po dwóch transferach ( drugi udany ale niestety tylko na 10 tygodni ), okazało się że nie możemy skorzystać z programu. Ale nic to, gdyby się miało udać :-).
        A może ja panikuję i mój rozregulowany cykl ominie ten nieszczęsny tydzień ale tego nie wiem.
        A dlaczego bierzesz tabletki anty?

        1. Tak mi zalecił dr W. na ostatniej wizycie. Mam długi protokół i stwierdził, że jeśli punkcję miałam na początku czerwca, a zarodki zamroziliśmy ze wzgledu na zrobienie badania PGS, to lepiej wyregulować organizm na tabletkach anty. Podobno po stymulacji przed punkcją organizm musi dojść do siebie, dlatego oboje rekomendują, aby odczekać jeden cykl. Nie wiem, czy ma to znaczenie, ale na „chłopski” rozum coś w tym jest. 🙂

  15. Dziewczyny, czy brak objawów ciąży to kolejny zły znak oprócz zbyt małego zarodka? Jutro jadę na kolejną wizytę do W-wy i zaczynam się bardzo bać po tym co było na ostatniej… Objawów nie miałam od początku, chociaż beta rosła cały czas (w ostatni piątek 32 tys.), progesteron wysoki 123 nmol/l. Jestem w 40 dpt. Nie mam mdłości, piersi bez zmian zupełnie, nie urosły, nie bolą. Jakieś 2 dni temu przez 2 dni czułam coś lekko dołem brzucha i takie ukłucia (tak jak w pierwszych tygodniach po transferze) i tyle.

    1. Meliska wiem, że to niełatwe ale spokojnie. Ja praktycznie nie miałam żadnych objawów oprócz wysokiej bety i mimo wysokiego progesteronu. Podobno beta i pgr powoduja objawy… u mnie prawie zerowe.
      Głowa do góry i trzymam kciuki.

    2. Meliska nie mam własnych doświadczeń, ale Moja Dobra Kolezanka, Mama dwóch pięknych Córek obie ciążę miała bez żadnych objawów poza brakiem okresu i rosnącym brzuchem. Dziewczyny super zdrowe, ciążę książkowe 🙂

    3. Melisko, u mnie na USG serduszkowym tez zarodek byl opozniony rozmiarem w stosunku do daty tranaferu o jakies 3-4 dni. Martwilam sie tym bardzo tym bardzej, ze moja beta byla o niskich wartosciach np. w 9, 12 czy 14 dniu po transferze moje wartosci byly takie jakby podano mi 2dniowy zarodek, a nie 5dniowa blastke. Dlatego przekonana bylam, ze z tej ciazy nic nie bedzie ale lekarz jakby nie rozumial moich obaw, dla niego wszystko bylo w porzadku. Nawet wydawalo mi sie, ze ma zbyt luzne podejscie. Do tego do 7 tygodnia nie mialam zadnych objawow. Potem od 7-10 lekkie mdlosci, zmeczenie, bol podbrzusza i krzyza. Od 10tc do 14 zupelnie NIC i ja oczywiscie znowu w panice. Za to teraz w 16tc mam bardzo wrazliwe piersi, plecy strzykaja i wrocilo zmeczenie.
      Na szczescie moj brzuszek nadal rosnie, a na USG prenatalnym dziecie wymiarami wyprzedzilo date z transferu o 3 dni 🙂
      Zycze i Tobie aby Twoj maluszek wzial sie w garsc i przestal stresowac mamuske 😉

      1. Marikka, to mnie pocieszyłaś, gdyby mój lekarz miał takie podejście jak Twój to bym się tak nie zamartwiała, ale mój z tych kilku dni opóźnienia zrobił tragedię i przedstawił same najgorsze opcje co może być (wady, krwotoki, od razu wybiegł do przodu – kariotypy, histeroskopia, adopcja komórek – a mam zamrożone dwie blastocysty 4AB i jakoś przed stymulacją nie zalecał takich badań, a teraz gdy powinnam być spokojna i nic nie jest przesądzone takie rzeczy mi mówi), przez to co słuchałam nic na usg nie widziałam i wyszłam załamana. Mam stracha przed jutrzejszą wizytą u niego i trochę uraz 🙁

          1. Nie mam wyjścia, obstawił mnie lekami na ten tydzień i on ma duże doświadczenie, jest dobrym fachowcem, tylko bez podejścia psychologicznego i z tendencją pesymistyczną.

          2. Dziś spotkałam w N. jego pacjentkę z wyrazem rozpaczy na twarzy bo jej ów lekarz powiedział,że jest ciut za stara na staranie się. Moim zdaniem chłopina się marnuje w zawodzie. Powinien zostać coachem:-)

  16. Do pati- amh 6,03 Właśnie nie miałam monitoringu cyklu, powiedz mi ty robiłaś to u swojego gin czy w klinice? Do tej pory skupieni byliśmy na leczeniu Męża bo to on miał kiepskie wyniki. U nie tsh wyskoczyło przy okazji badań wstępnych do invitro bo jeszcze pół roku temu innej możliwości nie było. Wysłałam wyniki badań do JK.W eksperta na bocianie, odpisał ze pierwsze postępowanie to inseminacja, odeśle chyba M do adrologa z Invimed do którego chodził wcześniej, niech sie wypowie. Ale ten monitoring cyklu chyba zrobię na własna rękę. Wiecie czy w Lux med cosik takiego robią?
    Minus jest taki ze kończy nam sie ważność badań, wiec albo robimy invitro jeszcze na ważnych badaniach, albo 2-3 inseminacje i jeśli sie nie uda to do invitro trzeba niektóre powtórzyć. No trudno.

    1. Ja mam abonament z pracy w Luxmedzie i na samym poczatku naszych staran bylam tam u ginki i mowie, ze pol roku intensywnie sie staramy i nic. Ginka stwierdzila, ze moze zlecic mi tylko badanie prolaktyny i progesteronu po owulce i nic wiecej, bo to nie klinika leczenia nieplodnosci! Sprobowalam u innych lekarzy w tej placowce. Jeden stw ze to za krotki czas na jakakolwiek diagnostyke i ze za kilma miesiecy przyjde do niego z ciaza. A drugi poszerzyl diagnostyke o prolaktyne z obciazeniem i tu wyszla hiperprolaktynemia czynnosciowa. Dostalam Dostinex ale nadal w ciaze nie zachodzilam. Lekarz (tym razem delikatniej) zasugerowal zbadanie meza i ewentualne przejscie do kliniki leczenia nieplodnosci. Nikt monitoringu cyklu nie proponowal, zreszta na USG trzeba dlugo czekac wiec nie wyobrazam sobie ze mogliby umawiac z dnia na dzien, a taka czesto w przypadku monitoringu jest koniecznisc.

      1. Marikka, ja cały czas jestem w Damianie, od paru lat połączeni są z Medicover. Wszystkie hormony zlecają bez gadania. Prolaktynę z obciążeniem od razu mi dała sama z siebie, po poprzednim poronieniu. Wszystkie badania do IVF też mi wypisała. Może kwestia lekarza.
        Przed przygodą z IVF sporo chodziłam na USG. Tak przed i po owulce i nie było problemu z wizytą.
        Ale fakt, jest coraz gorzej. Prawie wszystkie firmy kupują abonamenty, ludzie prywatni też i kolejki się wydłużają.

        1. Dokladnie. Ja wlasciwie przestalam korzystac z wizyt u nich. W razie grypy czy przeziebienia nie ma szans na wizyte na drugi dzien chyba ze przyjdziesz i bedziesz czekac pod gabinetem na laske lub nielaske lekarza. Wole przejsc sie do mojego rodzinnego. Prowadzenie ciazy w Luxmedzie tez odpadlo bo:
          1. nie ma USG w gabinecie ginekologicznym, trzeba sie umawiac osobno na wizyte, osobno na USG
          2. Prenatalne czy polowkowe USG i tak zalecaja zrobic gdzie indziej, no ponoc za slaby sprzet
          3. Na wizyte potwierdzajaca ciaze mialabym czekac prawie 4 tyg do wybranego lekarza, bo przyjmuje raz w tyg. przez 4 godziny :/
          Jedynie co na plus apropos Luxmedu to to ze od 5 lat bezproblemowo dostaje skierowanie na USG piersi i cytologie.

    2. Za monitorning płaciłam w łodzi 150 zł. Jak byłam już stymulowana clo lub puregonem płaciłam mniej a miałam więcej wizyt, akurat trafiłam na życzliwych lekarzy. Co do lux medu to nie wiem. Nas nawet z N przy wynikach meza nie odsyłali do androloga. Co do tego czy in vitro czy inseminacja nie mam pojecia, a Ty się łapiesz na ref czy sama płacisz?

      1. Płace sama, nie załapaliśmy sie na refundacje bo nie mieliśmy roku udokumentowanego leczenia. Ehhh lipa, i tak złe i tak niedobrze. W czwartek wizyta mojego M u androloga, zobaczymy co nam powie. Dzwinilam do N. żeby umówić sie na wizytę i ewentualnie zrobić ten monitoring w bieżącym cyklu- to mi zaproponowali wizytę na 29.07. To bez sensu.

        1. Ale monitoring to ja nawet kiedyś nad morzem robiłam bo cykl wypadł jakoś tak dziwnie i chciałam wiedzieć co się tam u mnie dzieje, ja to zrobiłam sama dla siebie zobaczyć co i jak. Jeśli ktoś ma normalne cykle a nie tak jak ja nie ma ich wcale to monitoring będzie bardziej pewny niż testy owu.

  17. Iza, cieszę się na Twoje notki, bo to temat dla mnie aktualny. Zbieram różne opinie i orientuję się w sytuacji. Rozmawiałam z kilkoma osobami ze środowiska lekarskiego, biologiem, moją lekarką ..narazie wypowiedzi negatywne. Jedna ginekolożka, u której byłam na wizycie mówiła, że wg. niej to dobry pomysł, by pobrać komórki, ale z całym sznurem pępowinowym i że żałuje, że sama tego nie zrobiła, gdy rodziła dziecko 3 lata temu. Mowiła , że w szpitalu obserwowała jakieś przypadki wyzdrowień dzięki tym komórkom .Czekam więc na Twoje notki, bo potrzebuję więcej wiedzy 🙂

    Wężon, 2 tygodnie temu zastanawialaś się tu na blogu z Kas , czy dostałam jakieś leki na naturalnym cyklu. Niestety nie mogłam Ci odpowiedzieć, bo byłam na urlopie a z komórki nie dodaje mi komentarzy 🙁 Odpowiem jednak mimo wszystko, może przyda Ci się kiedyś ta informacja, kto wie. Przy podejściu na naturalnym cyklu dostawałam tak jak wszyscy Ovitrelle , żeby chociaż trochę zapanowac nad momentem owulacji. Z tego, co pamiętam 2/3 ampułki 30 godzin przed punkcją. Raz nie udało mi się złapać komórki, owulacja i tak nastąpiła, ale w więszości przypadków to pomagało. Później standardowo: progesteron, encorton itd.

  18. Dziewczyny z problemami z tarczycą, jaki miałyście maksymalny poziom TSH? Pytam z ciekawości, bo mam koleżankę z wyciętą tarczycą, co jakiś czas musi odstawiać leki do badań i mówiła, że wtedy jest TSH rośnie do 300 i dwa tygodnie chodzi jak na mocnym kacu.

    1. Ja Wezon mam wycięty lewy płat tarczycy. Przez to jest mniejsza produkcja i niedoczynność. NIGDY nikt mi nie badał poziomu TSH bez leków. NIGDY bym się na to nie zgodziła! Jaki jest cel tego? Przecież jak jest wycina całą tarczyca to wiadomo ze wynik TSH będzie megaaaa. Po co to sprawdzać ?
      Ja robie tsh aby sprawdzić czy aktualna dawka Euthyroxu jest prawidlowa. Bez brania leku i zrobieniu wyniku nie wiadomo by było czy dawka jest dobra bo i tak wynik był by fatalny.
      Takie skoki tsh jak ma twoja koleżanka są fatalne w skutkach. Ja bym chyba wylysiala i przespala 2 tygodnie.

      1. Ona jest po raku tarczycy, ma jakieś śladowe guzki, bo blisko strun głosowych były i co parę lat sprawdzają, czy te i nowe guzy nie rosną. Do scyntygrafii też musi być czysta. Nie wiem, może zafałszowałoby to jakiś wynik?

        A najfajniejsze, że o dziecko zaczęli się starać pół roku przed ślubem, bo i tak się szybko nie uda, z taką tarczycą, a raczej bez. I na wesele była już w 4 miesiącu ciąży.
        Więc w to, że śladowo za wysokie TSH w czymś przeszkadza też specjalnie nie wierzę.

  19. Nad komórkami się zastanawiałam, ale ze względu na sposób przyjścia na świat Laury nic z tego nie wyszło.
    Tata korzystał parę lat temu ze swoich komórek – odwirowują z krwi.

    Paradise, nie mam nic przeciwko biznesowi, przy okazji pomagania. Ale parę razy (tak jak Czarovnica) słyszałam, że to raczej biznes, pomoc rzadko. Tej krwi jest właśnie za mało, żeby mogła pomóc. A jak da się ją rozmnożyć, to da się uzyskać komórki z innych źródeł.
    Jestem bardzo ciekawa, jak Iza ugryziesz temat.

  20. Po urlopie najwyżej cały dzień przesiedzę i będę uzupełniać dane. 🙂 Chcę mieć dużo plusów do postawienia. 😉
    Internetu nie będę miała tylko na statku, przez tydzień. Wracając już może trochę zajrzę.

  21. Często na blogu zastanawiamy się nad sensem podawania i skutecznością działania niektórych leków. Wiele razy był temat progesteronu, który wcinamy przy in vitro jak tic – taki, a później w razie ciąży strach tak nagle odstawiać ( sama byłam tego najlepszym przykładem 🙂 ) Okazuje się, że sens przyjmowania tego leku jest mocno kontrowersyjny. Dla zainteresowanych (info z fb kliniki N. ) :

    „Badacze z Uniwersytetu w Birmingham są zdania, że podawanie preparatów zawierających progesteron w I trymestrze ciąży nie przekłada się na wzrost odsetka żywych urodzeń u kobiet, które doświadczyły nawracających poronień przed upływem 22. tygodnia ciąży. W ciągu pięciu lat badaniu poddano ponad 800 ochotniczek, u których wcześniej występowały nawracające poronienia; kobietom podawano dopochwowo preparaty progesteronu lub placebo. W toku badań dowiedziono, że bez względu na wiek, narodowość i historię choroby przyjmowany progesteron nie zwiększał szans na żywe urodzenie. Spośród badanych kobiety mniej więcej 2/3 donosiły ciążę niezależnie od tego czy podawano im lek, czy placebo. Wyniki analiz opublikowano na łamach ”New England Journal of Medicine”. „

      1. Pewnie to ma sens, jak ktoś ma za mało, tak jak Ty, z tego, co pamiętam. Ja miałam zawsze dobry poziom, a futrowali mnie tym jak szaleni. Nie wiem po co to robią, pewnie , żeby wykonać wszystkie możliwe ruchy prowadzące do sukcesu. A encorton mnie prawie zabił 😉 , bo pewnie przez to, że go brałam, zachorowałam na grypę w 2 tygodniu ciąży. Przypuszczam, że mój organizm sam by udźwignął ten zarodek lepiej bez tych wszystkich wspomagaczy..pewna nie jestem, ale tak przypuszczam. No ale taką mają ścieżkę działania, komuś trzeba ufać.

    1. Co do progesteronu to ja po iui ktora robilam mi dr d z N zapisała mi progesteron(to byla sobota)ale kazała mi przyjsc we wtorek do mojego lekarza prowadzacego zeby zobaczyc czy wszystko w porzadku i czy mam brac ten progesteron. i Dr Z powiedzial ze on by nie chcial mnie faszerowac ze cialko zolte wytwrza tyle ile kobiecie wystarcza i ze teraz staraja sie odchodzic od faszerowania kobiet. i ze nawet przy crio staraja sie nie przepisywac progesteronu jesli jest wszystko ok. Wiec ja w koncu nie bralam go:)

  22. Co do czekania:
    Wczoraj się nie odzywałam cały dzień, bo trawiłam nowe wiadomości. Przerosło mnie to trochę, musiałam się wypłakać.
    Przyleciałam rano na wizytę, wiecie, jak to przed urlopem, każda chwila w pracy cenna. A w recepcji Pani pyta, na kiedy się chcę umówić. Mówię, że teraz przyszłam. A ona, że dr przyjmuje dzisiaj od 14, a na 8:40 to i owszem jestem zapisana, ale na 29 lipca. Aż mnie zatrzęsło.
    Jak już byłam, to poszłam do innego lekarza, tłoku nie ma.
    Trafiłam do D. Oczywiście powiedział, że leków mi nie zapisze, skoro mnie nie prowadzi. Poza tym remont trwa nie tylko przez cały lipiec, ale do 16 sierpnia, tak więc lipcowy cykl odpada i tak. Dlaczego to zawsze na mnie musi trafiać? Nie mogą remontować, jak akurat jestem w ciąży albo ronię?
    Już nie pchałam się do mojego dr drugi raz, bo jedyna dobra wiadomość z wczorajszego dnia, dla nas wszystkich zresztą, to ta, że oficjalnie refundacja na leki jest przedłużona. Na dwa miesiące tylko na razie, ale może akurat mi wystarczy.
    Pójdę do dr pod koniec przyszłego cyklu i zobaczymy co będzie.
    Na razie wakacyjna przerwa.
    Usiadłam w poczekalni i ryczałam. Na szczęście tusz nie popłynął.

    1. Ściskam mocno Wężon.
      Wszystkie mamy tak napięte nerwy (choć niby staramy się, nie myślimy i w ogóle jest OK), że przy najmniejszej przykrości tama puszcza.

      Ja muszę jeszcze do środy wytrzymać. Tak jak poprzednim razem nic nie czułam, to teraz jakieś kłucia (jakby ktoś szpilę wbił na sekundę), no i ogólnie czuję, że mam macicę… i weź tu nie myśl…
      Do tego mam weekend zaplanowany od kilku miesięcy – babskie spotkanie na dwóch kółkach z silnikami 😉 i mam dylemat moralny, czy jechać motocyklem.
      Teoretycznie – niczym to nie grozi. Nie trzęsie, nie wibruje, siły używać nie trzeba. Przecież normalnie nawet bym nie wiedziała, że coś „we mnie jest” i bym pojechała i pewnie co najmniej butelkę wytrawnego przyjęła 😉
      Mam w głowie słowa doktorki: ciąża jest jak pasożyt, niełatwo się jej pozbyć.

      Nie wiem. Mam dość rezygnowania z powodów czekania, przygotowywania, „może bycia w ciąży”. I tak już plan wyjazdu (bardzo męczącego) w sierpniu upadł, bo może, bo termin, bo jak tu coś zaplanować…

      Ale z 2giej strony – nie chcę sobie czegoś wyrzucać…

      1. Gaja przechodzisz dylemat każdej niepłodnej. Odkładamy to co chciałybyśmy zrobić (zmiana pracy, daleki wyjazd, itp.) bo może pojawi się ciąża i trzeba to będzie odkręcać.
        Tylko, że ciąża się nie pojawia, a my tkwimy w tym nie do końca szczęśliwym układzie.
        Jak ma być ciąża to się utrzyma. Ja do 8 miesiąca jeździłam motocyklem, oczywiście o wiele bardziej spokojnie i uważnie.
        A jak ma jej nie być to będziesz wkurzona, że znów coś Cię przez niepłodność ominęło…

        1. Dziękuję, nawet nie wiesz, jaki uśmiech wywołałaś 😉 Lekarki nawet nie próbowałam pytać, bo jak ktoś nie jeździ, to mu się wydaje, że to bóg wie jakie zagrożenie 😉
          Ja po prostu chcę dojechać, bez szaleństw 🙂

          1. Motocyklistki : – ) super :)))))
            Ja robiłam prawko rok temu, ale nie zdałam praktycznego. U mnie w mieście egzaminuje tylko jeden facet, taki młody p
            Zbok :)) strasznie mnie stresował i bałam się później znowu do niego iść na kolejny egzamin. Później in vitro i temat prawka został zepchnięty na bok. Troszkę żałuję. Może kiedyś znowu odważę się na egzamin ;)))
            A w 8 miesiącu ciąży to dopiero hardkor :))))

    2. Tu remont tam dni młodzieży, zawsze coś,doskonale Cię rozumiem. U mnie też dwa cykle będą stracone bo w sierpniu lekarz idzie na urlop.
      A co do komórek macierzystych, jak napisałam, niewiele wiem ale mam znajomych którzy zdecydowali się na pobranie krwi pępowinowej synka. Planuje wkrótce spotkanie z Nimi. Na pewno zapytam o ich punkt widzenia.

      1. Renato, nie daj się spławić. Jak Twój doktorek jest na urlopie, to działaj z innym 🙂 ja chodzę raz do M. raz do W. Oni się wzajemnie polecają, więc nie widzę w tym problemu 🙂

    3. Wężon, nie płacz kochana, zregenerujesz organizm bardziej, odpoczniesz, refundacja przedłużona, chociaż wiem, że w naszym wieku każdy stracony miesiąc to dużo, ale nie na wszystko mamy wpływ niestety 🙁 I na pewno taka przyczyna jak remont może mocno wkurzyć. Ale może nie ma tego złego…? Życzę Ci udanego urlopu! 🙂

    4. Wężonku ,
      Aż mnie trafiło jak to przeczytałam, remont , remontem a nasze życie toczy się dalej. Czy tak trudno w dzisiejszych czasach zaplanować tak prace , aby osoby , które tyle cierpią nie musiały dodatkowo się przez zamknięcie kiniki na czas remontu stresować . Jestem z Tobą.
      Zbieraj siły i urlopuj się z całych sił.

    5. Ech rycz mała rycz, szybko się otrząsnij, korzystaj z wakacji i wtedy do dzieła. Zawsze nam staje coś na drodze, zawsze jest pod górkę, swoje trzeba przebeczec, ech… ale nagroda czeka.

    6. Wężon przytulam mocno.
      Źle zorganizowali w I, że się zamykają na 1.5 miesiąca. Może myślą, że jak jest okres wakacyjny to nikt nie chce podchodzić do zabiegów. Nie biorą pod uwagę, że zniknie im kasa z rządowego programu a o komercyjne pacjentki trzeba trochę zadbać, żeby gdzieś indziej nie poszły.

    7. Wężon, zryczałam się razem z Tobą, moje hormony chyba więc jeszcze nie wróciły do normy. Teraz, kiedy tak bardzo czekam, te Twoje „w następnym cyklu” przybrały formę szczególnego męczeństwa.
      Płyń, baw się dobrze, sponiewieraj czasami, strzaskaj na mahoń, nakarm fiordy z ręki i wracaj!

    8. Wiem, że remonty sremonty, że muszą to robić, ale półtora mies to jednak chamstwo. Nachapali się jak była refundacja i teraz zamykają, bo już program nie działa? Super reklamę sobie robią, cwaniaki. Wężon, będzie dobrze. Tak trzeba myśleć, bo inne myślenie nie ma sensu. Odpoczniesz w pięknych okolicznościach przyrody, zdystansujesz się do tematu i na wrzesień będziesz jak nowa, dziecko chętniej przyjdzie. Mocno Ci kibicuję :-*

    9. Wężon, Nie wiem, jak to się los układa, że masz zawsze pod górę… Ale też mam taką myśl – wiesz, że jestem zdeterminowana, żeby zajść w ciąże, więc nie oceniam z boku, ale ze środka – jak strasznie jesteś spięta tym wszystkim. W skali tego, przez co przeszłaś, ta kiepska wizyta nie jest najgorszą rzeczą, jaka Ci się trafia. A jednak siedzisz i płaczesz i tylko tusz dobrze to znosi.
      Jesteś bardzo zmęczona tym wszystkim. Może czasem musi sie wydarzyć coś takiego, jak teraz, żeby Cię zmusić do urlopu od lekarzy?
      Wiem, co powiesz, wiem, że mailaś niesprawiedliwie długą przerwę i więcej czekania niż leczenia. Ale z napięciem, jakie jest teraz w Tobie, jeszcze może się okazać, że ten lipiec bez ciśnienia może Ci się przydać.
      Trzymaj się i wyodpoczywaj pod każdym względem.

      1. Wężonie kochany, Iza napisała dokładnie to, co i mnie siedzi w głowie. Może ten remont w klinice to nie jest żaden pech, a jakiś taki zawoalowany uśmiech losu, żebyś nie rezygnowała z urlopu, odpoczęła, całkowicie odcięła się od lekarzy, in vitro, badań, sprawdzania endometrium. A na pewno tego spokoju bardzo potrzebujesz, o czym świadczą te łzy wylane w klinice. Życzę Ci wspaniałych wakacji. Jestem pewna, że twój organizm się za nie odwdzięczy.

    10. Przytulam …. Wężon a Ja sobie tak często naiwnie myślę że nic się nie dzieje bez przyczyny , czasem jest tak że mamy mega wkurwa na coś a po czasie okazuje się że Tak właśnie miało być .
      Mam nadzieje że tak będzie u Ciebie , dajesz nam wszystkim taaaakie wsparcie , że nie ma słów którymi można podziękować …Ja wierze w modlitwę , w dzisiejszej wspomnę o Tobie 🙂

    11. Wężon, bardzo mi przykro z powodu Twoich cierpień:( Chciałabym , żebyś mogła się nimi podzielić trochę, żeby Ci było łatwiej choć przez chwilę…Zgadzam się z dziewczynami..czasem w tym całym parciu na sukces nie mamy chwili wytchnienia, a jesteśmy tak mega dzielne i twarde, że ani na chwilę nie odpuszczamy. Ja przez niemal rok co miesiąc napierałam do kliniki i co miesiąc walczyłam o tą komórkę. Zbieg różnych wydarzeń i sytuacji, podjętych decyzji zmusił mnie, żebym się zatrzymała i odpuściła. Inaczej bym w życiu nie odpuściła i nadal pewnie co miesiąc 5 razy w tygodniu chodziłabym na monitoringi pędząc potem do pracy spóźniona, wymęczona leczeniem, napięciem, bólem serca z powodu braku ciąży.
      Tak ciężko jest samej odpuścić, odpocząć, przepuścić cykl, że czasem to los musi zrobić za nas. Jak jesteśmy w akcji „leczenie” to zachowujemy się jak chomiki w kołowrotku . Ta zamknięta klinika jest deprymująca, ale nie masz wyjścia i MUSISZ odpocząć. Rozumiem Twój żal, ale czasem trzeba, bo zmęczony organizm może nie chcieć ciąży…a ta głowa to jednak ma mega znaczenie. Ja w to nie wierzyłam, byłam przekonana, że dobre endometrium, leki wystarczą, trochę szczęścia , żeby zaszły właściwe podziały , powstał zarodek i dał ciążę, a na zmęczenie swojej psychiki nie patrzyłam. Los mnie zmusił do odpuszczenia i to zadziałało.Odpocznij chwile po tej ostatniej katordze..To było takie trudne przeżycie przecież…Bardzo Cię ściskam :*

  23. Co do tematu o korzystaniu z banku komórek macierzystych. Ja osobiście uważam, że to jedno wielkie naciąganie i wyłudzanie pieniędzy. Przy pierwszym dziecku rozważaliśmy ten temat i doszliśmy do tych samych wniosków co Czarovnica!! Komórki te przydają się przede wszystkim przy białaczkach, chłoniakach, autoagresjach itp. no ale jak dziecko zachoruje to nie można użyć jego krwi pępowinowej (bo mówiąc językiem laika ta krew jest niejako skażona genetycznie białaczką) i wtedy ta krew jest w ogóle do śmietnika. Czyli taka krew jest przydatna dopóki dziecko nie zachoruje a zdrowemu też przecież niepotrzebna…..
    Można użyć krwi rodzeństwa które jest zdrowe i to chyba jedyny przypadek który znam, że to ma sens. Tak więc przy jednym dziecku to jest bez sensu jak dla mnie, bo jak pojawia się problem to trzeba skorzystać z banku komórek macierzystych i szukać innego zdrowego dawcy. A sposoby w jaki firmy nakłaniają do tego i oferowane ceny za tę „mocno naciąganą” usługę bardzo mi się nie podobają. Poza tym komórki macierzyste od zdrowego człowieka można pobrać w każdej chwili bo są produkowane przez szpik. To jest tylko moje osobiste zdanie – najlepiej pogadać o tym z lekarzem który zna się na temacie ale na jego biurku nie leżą ulotki z banku krwi 🙂

    Co do tematu komórek macierzystych to ogólnie czad! Niedawno próbowali wyhodować tchawicęz komórek macirzystych. Ogólnie może kiedyś będzie możliwe hodowanie z nich całych organów takich jak wątroba czy serce 🙂

      1. Asiu, w ogóle nie odebrałam wpisu jako negatywny, rozmawiamy, wymieniamy się opiniami i bardzo się cieszę, że temat wywołał dyskusje. Właśnie to jest przecież wartość tego miejsca, że się nie głaszczemy po głowach.
        Mam nadzieję, że uda się skonfrontować pytania i kwestie sporne z kimś, kto wyjaśni niejasności, rzeczowo zaprzeczy lub potwierdzi, jak jest.
        Ja o komórkach uczę się razem z Wami.

    1. Asiu, zgadzam się z Tobą w 100%, komórki to czad, ale sposób w jaki banki sprzedają swoje usługi już taki czadowy nie jest. Jestem za publicznymi bankami, tak jak Czarovnica i tylko takie oddanie komórek bym rozważała, jesli kiedykolwiek przyjdzie mi rozważać cokolwiek…
      Z tym rodzeństwem to jest też tak, ze zdeponowana krew pierwszego mogłaby pomóc choremu drugiemu, ale jak mysleć o drugim, skoro człowiek się pierwszego dochrapać nie może? Moja przyjaciółka zdecydowała się na zasadzie „nie chcę potem żałować; medycyna wciąż się rozwija” i to jest logiczny argument, mocny, jeśli podszyty ciążowym hormonem.

  24. Wężon co za bez sens z tym remontem! Skończył się program i ignorują komercyjne pacjentki…powinni pomyśleć o jakiejś zastępczej lokalizacji. Wiem co czujesz, w zeszłym roku, dokładnie o tej porze straciłam 2 miesiące, bo mnie dr K przestymulował i skończyło się hiperką. Byłam wściekła, że tracę kolejne miesiące (chcieliśmy podejść do 3 IUI).

    Wiem, że łatwo powiedzieć, ale staraj się o Tym nie myśleć, skup się na urlopie i relaksie. Po tym wszystkim, odpoczynek i czas spędzony z bliskimi jest najważniejszy 🙂

  25. Anitt, jak tam po wizycie u lekarza, bo chyba dzis byla co? kiedy zaczniesz stymulacje, cos wymyslil dr nowego? Mam nadzieje ze bedzie to calkiem niedlugo 🙂 Nadal mocno Ci kibicuje.

    1. Ana jak mi miło że o mnie pamiętasz 🙂
      Mam 3 cm cyste na lewym jajniku dlatego okresu brak.
      Dostałam lek Chlormadinon i w ciągu tygodnia powinnam dostać okres. Lekarka mówiła ze cysty powinna się wchłonąć i jak dostane okres to 2 dnia mam iść do kliniki i usg zrobić.
      Dziewczyny Mialyscie doświadczenie z cysta przed rozpoczęciem stymulacji??
      Ana mam nadzieje ze jak najszybciej zacznę i moje drugie podejście będzie równie owocne jak Twoje. Całuski w milimetrowe stopki twojej kruszynki :-*

      1. Kochana, caly czas o Tobie pamietam i czekam strasznie na ta druga stymulacje. Wiem ze musi byc owocna i juz! 🙂 Nie ma innej opcji poprostu Anitt.
        Mialam tez taka cyste o czym mi dr nie powiedzial nawet tylko z papierow odebranych z kliniki sie dowiedzialam. To bylo przed IUI na cyklu naturalnym. Nie dal mi tez lekow wtedy ale w nastepnym cyklu nic nie bylo. Wiec mysle ze z lekiem to spokojnie Anitt sie nie martw. I dziekuje za caluski, przekaze Okruszkowi :* Jestem teraz tak niestabilna emocjonalnie ze tak mnie wzruszyl Twoj fragment o milimetrach stopek hehe 🙂 Dziekuje i nieustannie sciskam kciuki i czekam na wiesci!

  26. Dziewczyny jakim lekiem mozna wywołać jeszcze @ ?? Bo mi też wszystko poszło nie tak miałam 10 x 2 i czekac na okres a tu dupa ;( żeby zrobić niezbędne badania. 7 dni od odstawienia a @ jak nie było tak nie ma i chyba pustynia jest bardziej wilgotna. Jak plamilam na luteinie to po jej odstawieniu nic, masakra jakas, zazwyczaj dostawałam max po 5 dniach tak nic. Wiec czas mi uiekł skierowania zdobyte na nfz niebawem straca waznosc i jeszcze urlop zaplanowany.

      1. boroffka tego to próbuje często 🙂 i na lutce skonczyło się plamieniem(nawet tego nie można określić jako plamienie) ale mialam brać ją do końca i czekać na normalny okres a tu nic ;( Gdzieś coś czytałam o jakimś zastrzyku na M ale za cholere nie moge przypomnieć sobie jego nazwy. No nic chyba trzeba czekać dalej, przynajmniej mam długie wakacje przed stymulacja. A miało być tak fajnie 🙁

  27. Dziewczyny mam do Was pytanie, zwłaszcza do tych które miały to szczęście zajść w ciążę dzieki in vitro i urodzic lub sa w zaawansowanej ciąży. Jakie leki stosowalyscie po udanej weryfikacji, jak długo bralyscie estradiol, progeteron i encorton? Moja klinika po pozytywnej weryfikacji stwierdziła że mogę już ciążę prowadzic w swoim mieście u wybranego ginekologa tglko u mnie w mieście juz trzeci gin sie na mnie wypial delikatnie rzecz ujmując, tzn USG zrobił, niby wszystko ok oprócz tych plamien ale jak mam brac/redukować leki nikt mi nic nie mówił co więcej jeden byl nawet zdziwiony ze estradiol przyjmuje. A dzis właśnie przeczytałam ze o ile progeteron w ciąży jest ok o tyle estradiol szkodzi i nie powinno sie go brać. Nie wiem co mam robić na ostatniej wizycie w klinice lekarz nic nie mówil o odstawieniu leków a przez te plamienia nie chcę jechac teraz do kliniki (mam tam jakieś 3h drogi) 11.07 mam w klinice wizyte u immunologa to i do ginekologa pójdę ale to prawie dwa tygodnie jeszcze a nie chcę zaszkodzic maleństwu. Wiem ze dawka hormonów to sprawa indywidualna ale czy któraś z Was brala estrofem w 10 tyg albo i później?
    Moje dawki to
    Estrofem 3*1
    Luteina dopochwowa 3*2
    Luteina podjezykowa 3*3

    1. Estrofem brałam w pierwszej ciąży bardzo krótko, jakoś do 4-5 tc, w drugiej wcale. Luteinę dopochwową do końca I trymestru, ale nie pamiętam dawkowania. 2×1 lub 3×1. Encortonu na oczy nie widziałam przy żadnym z dwóch transferów.

    2. Ja tez nie jezdze do kliniki ale w ramach wizyt na ktore moglabym isc zawsze do mnie dzwonia po usg u mojego lekarza. Jestem w 8 tygodniu i dr z kliniki powiedzial ze estrofem i luteine mam brac jeszcze 14 dni (juz nie cale w sumie). Estrofem mam teraz 2*1, po tym czasie przez 3 dni 1*1 i odstawic. Luteina tak samo tzn teraz 3*1, pozniej 3 dni 2*1, kolejne 3 dni 1*1 i odstawic. Ale moj dr chce luteine pociagnac dalej na co dr z kliniki powiedzial ze oczywiscie jak najbardziej i to nawet dobrze. Mam nadzieje ze troche pomoglam, pozdrawiam.

      1. Ana86 bardzo mi pomogłas przynajmniej wiem ze nie tylko ja biorę ten nieszczęsny estrofem . Z tego co piszesz wychodzi mi ze do 10tyg będziesz brać a ja właśnie kończę 10 a Kas pisze ze tylko do 4-5 tyg ciąży brala ten estrofem. Luteina az tak się nie martwie bo ona az tak nie szkodzi w nadmiarze

        1. Oznacz sobie progesteron i estrogeny we krwi i zadzwoń do kliniki. i w ogóle dzwoń i pytaj, jak to odstawiać. Oni po to są 🙂
          Ja się teraz uparłam, żeby nie przesadzali z tym progestronem i 3 dpt robiłam poziom i był ok przy mniejszych dawkach (podobno ma być min. 20 ng)

    3. Zadzeon do lekarza invitrowego, on Ci wszystko powie. Ja czesto dzwonilam do mojego prowadzacego. Jak juz sie nam udalo zajsc w ciaze( na cyklu naturalnym, bralam tylko luteine) to zadzwonil do zadzwonil do mojego nastepnego lekarza, ktory prowadzil mnie az do porodu zeby mu wszystko opowiedziec. Zadzwon. Mysle, ze bedzie lepiej dla twojej psychiki jak nie bedziesz sie zamartwiac:)

    4. Kamila, weź przypomnij- Ty mialas świeży transfer, czy crio? Jak crio, to na sztucznym, czy naturalnym? W przypadku sztucznego cyklu estrofem ciągnie się gdzieś do chyba 9-10tyg. Progesteron do 12min.

      1. Criotransfet ale u mnie w klinice nie słyszałam określeń naturalny czy sztuczny cykl. Jak po ostatnim poronieniu dostalam okres to od 2 dnia brałam estrofem i w 26dc mialam transfer.

        1. LILOA, Ty chyba tez jeszcze bierzesz estrofem co? Ile dziennie Ci ustalili, mowili cos o schodzeniu z niego? No i jak sie czujesz powiedz. Lezysz i odpoczywasz mam nadzieje? Pozdrawiam

        2. Kochana,
          Leżę i leżę. …. przez to relanium , które mi dołożyli lekka zamułka, jednak na tym etapie zupełnie mi to nie przeszkadza , wyłączyłam trochę rozmyślania i głupie myśli. Wizyta we wtorek .
          Jeśli chodzi o leki to nadal dawki jak dla konia :
          – luteina dop. 3×4
          – luteina pod.j. 3×4
          – estrofem 3×4
          Plus zastrzyki prolutex , oby do wtorku.

          1. Kamila,
            We wtorek miałam pierwsze dosyć mocne i jak do tej pory jednorazowe plamienia . Odrazu pojechaliśmy do kliniki pani Dr. nie odnalazła źródła ale zaleciła leżenie i tylko leżenie. Dodatkowo moja Kulcia jest mniejsza niż powinna być i serduszko biło wolniej. To 7t 3d według mojego Dr.
            Ana a u Ciebie jak to dokładnie wygląda bo piszesz , że 8 tydzień?

          2. No 7t4d bo punkcje mialam dzien przed Toba. To sie w skrocie okresla jako 8 tydzien lecacy teraz coby tych dni tak zawsze nie podawac. Tak uznaje moj dr. Tez nie bylam przekonana wiec przy ostatnim telefonie z kliniki zapytalam dr jak oni licza tygodnie i w ktorym wg niego jestem. No to smial sie ze wlasnie w 8 jak to moj dr tez ocenil. Tak to sie podobno liczy. Choc w necie zdania sa podzielone. Ale wierze bardziej obu doktorom 🙂

        3. Czyli na cyklu sztucznym(bez owulacji). Będziesz brała estrofem i progesteron, bo nie masz ciała żółtego po pękniętym pecherzyku, które produkowaloby te hormony. Potem 10-12tydz ich produkcję podejmuje łożysko. Nie martw się. Aha. Progedteron jest niski w cyklu sztucznym.

      1. Ja estrofen bodajże miałam odstawiany jakoś w 7tc. Oczywiście po badaniach krwi, schodziłam stopniowo. Teraz to jeszcze luteine mam, ale też schodze. Co tydzień robię sama sobie progesteron i tak mam bardzo wysoki i mój lekarz mnie goni by jak najszybciej to odstawiac, mimo krwawien plamien i bolesci jak jest wysoki mam stopniowo zmniejszać dawkę.
        A generalnie dziś skończyłam 12tc łudzilam sie głupio że może jak kończyć bede 1 trymestr to bóle i plemienia będą mniejsze. A nic bardziej mylnego. Do tego męczy mnie myśl, co jest nie tak? Endometrioza, taki mój urok, czy inne cholerstwo. Na przełomie 5 tygodni badalo mnie 4 lekarzy ( licze z tymi z IP, ale bez tej p. dr która prawdopodobnie źle tętno zbadała) dzis od rana mam duże bóle w podbrzuszu, plemię jeszcze po tym krwawieniu wtorkowym i mam straszny dół psychiczny. Trudno mi, zniose wszystkie bóle świata dla tego dziecka, ale gdybym miała pewność, że ono zostanie już z nami… znów się pożaliłam, spadam i już mi psuje nastrojów! Wywalcie mnie z kometowania, bo nagminnie wam smęce, ech…

        1. Merda,
          Wcale nie smęcisz , tylko zwyczajnie po ludzku się martwisz. Wiem co czujesz lęk i niepewność. , każde najmniejsze ukłucie czy ból o krwi w galotach nie wspomnę potegują to uczucie. Cały czas wmawiam sobie , że będzie dobrze ….. musi . Trzymam kciui .

          P.s. jakoś nie wyłapałam wcześniej Twojego wpisu na temat źle zmierzonego tętna. , czy możesz coś więcej napisać.

          1. LILOĄ, jakieś 2 tyd. Temu trafiłam na IP z lekkim krwawieniem. Pani dr stwierdziła że wszystko ok, ale tętno trochę słabe tj. 112. Byłam załamana, umówiłem się że swoim ginem na sprawdzenie (ustaliliśmy że za 4 dni po tym pomiarze mam być na wizycie, i wówczas się okaże, już czy coś jest nie tak)
            Okazało się, że tetno jest książkowe. Mój lekarz jest z tego szpitala w którym byłam na ip i dał min do zrozumienia, że mogło być źle zbadane tętno przez lekarke – że ja zna i jest młoda I musi się dużo jeszcze nauczyć – koszmar. To co przeżyłam przez te 4 dni czekając na wizytę to była tragedia.

          2. Dziękuję, mam nadzieję, że tak jest i w moim przypadku. Pani Dr. ciężko było określić czy to moje tętno czy Kulki . Ja oczywiście załamana. Czekam do wtorku na wizytę u mojego Dr. …

  28. My specjalnie nie zgłębiliśmy tego tematu, gdy byłam w ciąży. Kwestie, o których napisała Asia, przeważyły i odpuściliśmy. Byliśmy tak optymistycznie nastawieni do wszystkiego, że nie zaprzątaliśmy sobie głowy tymi sprawami. Chętnie dowiem się więcej na temat samej procedury. Mam do Ciebie zaufanie i jestem pewna, że te wpisy będą rzetelnie przygotowane.

    1. Ja mam tylko rozeznanie w piduszkach do karmienia bo miałam co najmniej ze 4 rodzaje żeby w końcu trafić na ideał 🙂 natomiast co do ciążowych to uznałam to za zbędny wydatek natomist gdyby były tańsze to kupiłabym wtedy tylko i wyłącznie z firmy motherhood tam jest w zasadzie jeden idealny kształt w wersji zwykłej i premium, niby można tego używać do karmienia też ale ja karmiłam dzieci w różnych miejscach dlatego taka byłaby za duża i ciężka do przenoszenia i podróży. Co do poduszki po porodzie sn to wystarczy zwykłe pompowane kółko dmuchane za 4 złote – to przetestowany super patent do siedzenia ;-), po cesarce nie potrzeba nic specjalnego do siedzenia.

        1. Tania bo z granulatem. Ja tam osobiście nie lubię tych kuleczek bo się ubijają i są dla mnie niefajne w dotyku – dlatego warto sprawdzić sobie w sklepie co nam odpowiada chociaż tak naprawdę to przekonamy się używając….

          1. No to sorry za pomyłkę. Jeśli to jest takie miękkie wypełnienie które nie wydaje dźwięku no to super cena 🙂 i można się przytulać. Zresztą jak masz taką do kolejnych dzieci i nie zmieniasz na inną to musi być super. Jeszcze raz sorry za pomyłkę.
            Ja pierwszą jaką miałam do karmienia to była z granulatem kuleczkowym (była tania) – po miesiącu wyrzuciłam do śmietnika.

    2. Dziewczyny, nie poradzę nic w temacie, ale nie mogę tutaj nie napisać o jednym z moich planów poduszkowych 🙂
      Marzy mi sie poduszka z wypełnieniem z kaszy gryczanej.
      Podobno bardzo zdrowa, choć trochę boję się, jak kasza zareaguje na kontakt z wilgocią, choćby potem |(nie, żebym się pociła, w końcu jestem damą, ale…).
      Tematu jeszcze nie zrealizowałam. Czekam na jakiś urodzaj plonów kaszy, to kupię taczkę ziaren za pół ceny, uszyję i dam znać 🙂

      1. Iza, podejrzewam, że z łuski gryczanej?? , a ta nie ciągnie wilgoci. Łuskę można na allegro nabyć.. na jodze mamy z niej wałki. Fajnie się poddają ile trzeba. Ciezkie, ale lżejsze od kaszy na pewno.

      2. Iza, ja taką mam od chyba roku. Tak, jak pisze Olga82, wypełnienie z łuski i żadna wilgoć jej nie straszna 🙂 Jestem z niej bardzo BARDZO zadowolona, przeszły jak ręką odjął poranne bóle i sztywnienie karku, wydaje mi się też, że szybciej na niej zasypiam. Nie wiem, czy robią takie duże, ciążowe, w stylu tej, o której była wcześniej mowa, ale może sama sobie uszyję. Ps. Są też pasy gryczane, takie zakładane w talii, na bóle lędźwiowe i kręgosłupa. Ma mój mąż, nosi czasem, i też b. sobie chwali.

    3. Borufka, ja sobie uszyłam. Mialas kiedys maszyne do szycia w rekach, to polecam sprobowac. Jesli nie, to taka z troczkami jest lepsza niż gotowy kształt C lub L.
      Nie spałam na tym i nie śpię. Za to mój mąż zachwala,, węża,, 🙂

    4. Ja mam poduche w kształcie cyfry 9. Kupiłam przez internet firmy poofi. Długo się zastanawiałam bo wydałam na nią ponad 200 zł. Ale mogę śmiało polecić. Przed ciążą miałam straszne problemy z kręgosłupem i obawiałam się ze ciaza jeszcze pogorszy mój stan. A dzięki poduszce jest nawet lepiej niż było przed.

    5. Polecam Motherhood, rewelacyjnie obciąża kręgosłup i nawet teraz zdarza mi się z nią spać. Po porodzie przydawała się do karmienia a teraz służy jako blokada dla mojego pełzającego szkraba. Ja kupiłam używaną na olx za połowę ceny sklepowej.

  29. Iza, jeśli będzie możliwość, zapytaj proszę przedstawicieli banku o statystyki użycia tej krwi u dzieci, które były dawcami. Nie u rodzeństwa, czy innych członków rodziny. Ciekawa jestem, ile było takich zabiegów i ile z nich zakończyło się sukcesem. Bo jak my zaczęliśmy szukać tych danych, to dokopaliśmy się do liczby 3, ktora nami dość wstrząsnęła. No ale oczywiście była to poczta pantoflowa, bez podania źródła i żadnych odniesień, więc nie można jej wierzyć ot tak.

    1. Kas, godzinę przed tym, kiedy napisałaś ten komentarz, napisałam w tej sprawie do banku. Dam znać, czego się dowiem.
      W ogóle zbieram Wasze pytania. W sezonie urlopowym (nawet ja sie załapię 🙂 chwilę to potrwa.

      1. na ten moment dostałam odpowiedź z banku, ze nie ma prowadzonych statystyk skuteczności, ale „w przypadku onkologii i hematologii, komórki działają w 100%. Co do chorób neurologicznych zależy od stopnia zaawansowania choroby chorego”. Postaram się to doprecyzować.

        1. Nie mają statystyki skuteczności (dziwne swoją drogą, trochę jakby nasze kliniki nie miały takich statystyk), a ciekawe, czy mają statystykę, ile w ogóle było przypadków takiego „autoużycia” tej krwi.

  30. Witaj. Śledzę blog od jakiegoś czasu ale jeszcze się nie wypowiadałam. Fajnie, że napiszesz o komórkach, mam nadzieję, że właśnie na chłodno i realnie. Z zaciekawieniem będę czekać na pierwsze teksty.

    Nie pobrałam krwi pępowinowej od mojej teraz 1,5 rocznej córeczki, choć dużo nad tym myślałam, chyba kwestie finansowe mnie zniechęciły. Jakoś mi się wydawało, że przecież nic złego się nie stanie… Kiedy moja córeczka została zdiagnozowana z ciężką chorobą genetyczną, najpierw zaczęłam gorzko żałować, że nie pobrałam jej komórek ale potem szybko się dowiedziałam, że w jej przypadku byłyby do wyrzucenia do kosza…

    Trochę mnie boli, że banki pisząc listę chorób w których pomagają komórki macierzyste wymieniają szereg chorób genetycznych, w tym chorobę mojej Małej. Tak, komórki pomagają ale nie od tego samego dziecka! Czasem robi się przeszczepy od niespokrewnionego dawcy, ale w przypadku szybkiego postępu choroby u mojej Małej, było na to za późno.

    Teraz o tym wiem, teraz nazwy chorób genetycznych są mi znane. Ale skąd ma o tym wiedzieć matka, która nawet nie ma świadomości występowania rzadkich chorób genetycznych, ich przebiegu i szans leczenia. Nie wie, nie ma pojęcia, jak nie miałam o tym pojęcia ja. No ale lista chorób w katalogach jest tak długa, że ho ho… Dla mnie to trochę manipulacja. A jak ktoś mną manipuluje od pierwszej strony katalogu.. to ja chyba dziękuję… Jestem za tym by bankować komórki macierzyste publicznie, bo kiedyś mogą pomóc innemu dziecku. Tylko, że szersza promocja bankowania publicznego chyba się komercyjnym banką nie opłaca?

    A zaglądam do Ciebie ponieważ podchodzę do in vitro z badaniem genetycznym zarodków w Hiszpanii.. Jestem już po 2 punkcjach, zebraliśmy trochę zarodków i prawdopodobnie we wrześniu je zbadamy i podejdziemy do pierwszego transferu…

    1. Mariah, a czy mozesz cos wiecej powiedziec o chorobie Waszego dzieciatka? Kiedy ja wykryto?
      Mysle, ze wiele z nas zainteresuje temat invitro w Hiszpani. Jsk wyglada procedura, czy jest refundowana, jakie jest podejscie spoleczenstwa do tematu?

      1. Ohhh mogłam napisać tak, że wprowadziłam w błąd. In vitro w Polsce w Warszawie, tylko materiał z zarodków będzie wysyłany do hiszpańskiego lab do badania genetycznego pod kątem obecności mutacji genetycznych, które wywołały chorobę u Małej. Czy interesuje Was przebieg, czas, koszty całego procesu? Mogę jutro na spokojnie opisać.

        A choroba mojej córeczki to rodzaj leukodystrofii w postaci wczesnoniemowlęcej. Pierwsze objawy się zaczęły pojawiać jak miała 3 miesiące a zdiagnozowaliśmy jak miała niecałe 5. W przypadki tak wczesnych postaci chorób sukces przeszczepu z kom macierz stoi pod wielkim znakiem zapytania ponieważ czeka się nawet do 6 miesięcy zanim komórki dawcy zdominują organizm, a w tym czasie akurat ta choroba robi już wielkie i nieodwracalne zmiany w mózgu. W ogóle jak już choroba genetyczna się objawi i zaatakuje to nie w każdym przypadku jest sens przeszczepu. To zależny od rodzaju choroby. Znam przypadek że jak rodzinie urodziło się dziecko i około roczku zdiagnozowano ciężką metaboliczną chorobę genetyczną to było za późno na przeszczep, ale kiedy urodził się jego brat i po narodzinach sprawdzono w DNA, że też jest chory zrobiono przeszczep, kontrolują go i jest duża szansa, że choroba nie wystąpi. Oby, choć nikt gwarancji nie daje. Tylko to wszystko oczywiście od niespokrewnionego dawcy, z publicznego banku komórek. Temat rzeka, ale nie chcę się rozpisywać bo nie wiem czy to odpowiednie miejsce 🙂

      2. Już Wam odpisuję dziewczyny na pytania.

        W naszej, jak i w większości dziedziczonych chorób genetycznych mówimy o mutacjach w jednym genie, czyli choroby jednogenowe. Wiem, że takie mutacje są badane w Polsce w Gdańskiej klinice. Z tego co wiem to robili już takie badania, co prawda nie konkretnie w naszej chorobie, ale teoretycznie procedura powinna być taka sama jak w każdej chorobie jednogenowej.

        Jednak my postawiliśmy na lab w Hiszpanii, z uwagi na wieloletnie doświadczenie i renomę. Badania DNA córki w poszukiwaniu mutacji u niej robiliśmy w renomowanym polskim laboratorium a jednak znaleźli tylko jedną mutację (a muszą być dwie – jedna dziedziczona od mamy i druga od taty). Dopiero w Holandii zidentyfikowali dwie mutacje i zakończyliśmy tym samym ostateczną diagnostykę genetyczną. Straciliśmy 9 miesięcy. Dlatego wole od razu uderzyć do najlepszych. Nie znam jeszcze ostatecznych kosztów w Hiszpanii ale nie powinny być znacząco wyższej niż w Polsce.

        Zgłosiliśmy się do Warszawskiej kliniki in vitro bo wiedzieliśmy, że współpracuje z jednym z najlepszych w Europie lab, właśnie w Hiszpanii. Dostarczyliśmy klinice wyniki naszej diagnostyki genetycznej (czyli jakie mutacje i w którym dokładnie miejscu są w DNA). Hiszpania poprosiła o wysłanie jeszcze krwi naszej i naszych rodziców, żeby mogli przygotować wstępną procedurę PGD. Po dwóch miesiącach otrzymaliśmy odpowiedź, że Hiszpania opracowała procedurę i jest gotowa na badanie zarodków. Przeszliśmy dwie punkcje. Z pierwszej mamy 8 zarodków, z drugiej jeszcze nie wiem, ale myślę, że będzie podobnie. W tych badaniach PDG oni sprawdzają obecność naszej choroby + wady chromosomowe. Nasza choroba to teoretycznie 25% szans że dziecko będzie chore. Przykładowo nasi znajomi mieli 8 zarodków, po selekcji PGD wyszło, że 3 są zdrowe. Jeden z tych 3 nie nadawał się do transferu. Zostały podane pozostałe 2 i jeden się zagnieździł. Dlatego zrobiliśmy dwie punkcje, no i w obawie przed nową ustawą, żeby mieć zarodków ewentualnie na przyszłość.

        Logistycznie badanie PGD odbywa się w ten sposób, że z zarodków w 3 lub 5 dniu rozwoju pobierane są po jednej komóreczce ( chyba z komórek odpowiadających za łożysko) i te komórki są wysyłane do laboratorium do Hiszp. Zarodki zostają w PL. Lab jak ma już wcześniej opracowaną procedurę to na następny dzień od otrzymania komórek jest w stanie określić które są zdrowe. I wtedy można od razu zrobić transfer, a pozostałe zdrowe są zamrażane.

        Co do kosztów… no cóż. Mnóstwo pieniędzy… Niestety nie mogliśmy liczyć na żadną refundację, bo wszystkie programy uwzględniają tylko leczenie niepłodności, więc nie spełniamy kryteriów… Na dwa cykle ze stymulacją i punkcją wydaliśmy już 18 tysięcy, a PDG nie wiem dokładnie ale pewnie będzie kosztować w granicach 16-20 tys. Kasa ogromna, ale uwierzcie, jeśli się uda i mogę raz na zawsze zapomnieć o tej parszywej chorobie to jest to warte każdych pieniędzy.

        Marikka pytałaś o odbiór społeczeństwa, co masz na myśli?

        Iza, dziękuję, że pytasz o Małą. To niestety bardzo zła choroba która szybko postępuje… Nie chcę się wdawać szczegóły bo to co musiałabym napisać jest bardzo smutne. Ale od paru miesięcy jest spokojna, to najlepsze na co możemy liczyć więc cieszymy się każdym dobrym dniem. Dlatego właśnie postawiliśmy na in vitro, nie wyobrażam sobie, że mogłabym musieć zmierzyć się z tą chorobą kolejny raz. Mam nadzieję, że się uda.

        1. Mariah,
          przede wszystkim podziwiam za ogromne poświęcenie i odwagę bo tej na pewno Wam nie brakuje. Życzę dużo spokoju dla Malutkiej jednocześnie wierząc. , że już niebawem doczeka się rodzeństwo. Wielu dobrych dni Wam życzę.

        2. Mariah, za każdym razem, kiedy chcę sobie trochę pojęczeć na zły los, spotykam takie Kobiety, jak Ty i już wiem, że jęczęć mi nie przystoi. Życzę Ci dużo siły i żebyś doświadczyła również macierzyństwa bez zmartwień większych niż katar. Mocno ściskam kciuki!
          Są takie historie, o których nie śniło się prawicowym politykom, ani moherowemu społeczeństwu…
          Przy PGD macie możliwość zapłodnienia większej ilości komórek niż te ustawowe 6, czy kwalifikujecie się ze względu na wiek?

        3. Dziękuję Wam! Walczymy, ale to będzie jedyne podejście, bo na kolejne tak kosztowne nie będzie nas stać.

          niebieska, ja nigdy nie odważę się ocenić, kto ma źle, a kto jeszcze gorzej. Nie ustawiam siebie w tej kolejce. Każdy ma swoje cierpienie. I mi też bardzo przykro, że tyle Was przechodzi tę ciężką i kręta drogę i wszystkim z osobna życzę spełnienia tak pięknego marzenia.

          Mogliśmy zapłodnić więcej komórek ze względu na „inne wskazania medyczne”, wiek jeszcze poniżej 35. Niestety te „inne wskazania medyczne” zgodnie z tym kuriozalnym projektem mogą zostać wykreślone.

          Już wiem, że z drugiej punkcji mamy 12 zarodków (z 14 komórek! wow!), łącznie 20. Oczywiście nie wszystkie się pewnie rozwiną po odmrożeniu do 3 doby, do pobrania materiału, ale cieszę się, że mamy tak spory zapas. Liczę, że 1/3 po PGD może nadawać się do podania. Czekamy do września… bo jesteśmy właśnie w tej klinice gdzie teraz remont.

          1. Ano wow! Wierzę, że w tych 20 jest Wasze zdrowe dziecko.
            Tu nie chodzi o to, kto ma gorzej. O tę kobiecą siłę chodzi, o to że się da przeć do celu z podniesioną głową i walczyć z tym losem i czasami pokazać mu jęzor.
            A co do ustawy… Ważne są takie historie jak Twoja, bo cała masa ludzi myśli, ze PGD to wybór blond warkoczyków i niebieskich oczu.
            Wszystkiego dobrego, Mariah! Wszystkiego. Dobrego.

    2. Cześć Mariah.
      Też chcę napisać chłodno i realnie, ale musicie pamiętać, że uczę się o komórkach razem z Wami… Mam nadzieję, ze wyjdzie z tego coś dobrego.

      Mariah, jak się czuje córeczka? nie wiem nawet o co zapytać… Mam nadzieję, ze funkcjonuje normalnie…
      Masz rację, ze interesy banków publicznych i prywatnych nie są identyczne.
      Mam tylko nadzieję, że nikomu nie namieszam w głowie, nie namówię do niczego wbrew woli, a po prostu opiszę nieco komórki bliżej.

      To nie da się tych zarodków zbadać w Pl? To Wasze zarodeczki będą po całej Europie jeździć do lekarza?

      1. Odpisałam na Twoje pytania wyżej.

        A co do komórek macierzystych to też nie jest tak, że ja jestem zupełnie przeciw bankowaniu prywatnemu. To przecież zawsze jakaś forma ubezpieczenia. My też się ubezpieczamy na różne wypadki choć ich wystąpienie jest mało prawdopodobne. Więc jeśli kogoś na spokojnie stać na takie ubezpieczenie, to czemu nie. Tylko najbardziej mi przeszkadza, że informacje udzielane przez banki są trochę mylące i przedstawiane w taki sposób by nakłonić do zakupu wystraszone przyszłe matki. Niby to tylko marketing jak w każdej firmie, ale temat jest poważny i moim zdaniem powinien być traktowany poważnie i rzetelnie.

  31. Jest źle 🙁 Serce nie biło. Mam odstawić leki. Prawdopodobnie wina jest taka, że jeden zarodek podzielił się na dwa (bliźniaki jednojajowe), bo dr widział dwa pęcherzyki żółtkowe. Beta HCG wzrosła tylko o 3500 (10%) w ciągu tygodnia, dziś było ponad 35000. Mam czekać na krwawienie i jak się pojawi to od razu do lekarza / szpitala na usg. Dr mówił, że może czekać mnie łyżeczkowanie i najlepiej za tydzień, bo ten pęcherzyk ciążowy jest duży i może samo nie zejść 🙁 Ale jak beta jest taka wysoka, to ona mi przecież nie spadnie w ciągu kilku dni tak żeby pojawiło się krwawienie. Boję się, do tego u nas kiepscy lekarze (to łyżeczkowanie musi być zrobione dobrze), ja jestem obciążona przez płuca… nie spodziewałam się, że tak to się skończy, po tylu przejściach jakie mieliśmy z mężem, z których in vitro jest tylko jednym z kilku, straciliśmy zdrowie i cały urlop (a teraz przydałoby się dopiero odpocząć). Boję się kolejnych dni, nie wiem czego się spodziewać… Dr L. dziś był całkiem inny, mimo, że faktycznie czarny scenariusz się spełnił, nie wziął od nas pieniędzy, a jak siedziałam na ławce później i płakałam, podszedł do nas, pogłaskał mnie, powiedział, że mu przykro i „nie płacz myszko”… oczywiście wspominał o komórce dawczyni, ale powiedziałam, że to nie wchodzi w grę, mam zamrożone 2 blastocysty 4AB, może jeszcze kiedyś damy im szansę. Na razie jestem zmęczona, rozgoryczona, przestraszona 🙁 Przepraszam, że tak chaotycznie piszę, ale głowa mi pęka.

    1. Melisko,
      Myślałam o Tobie i z niecierpliwością czekałam na informację. Tak mi przykro , serce mi pęka na tą całą niesprawiedliwość a mętlik w głowie nie pozwala mi nic sensownego napisać. Zresztą chyba nie ma teraz żadnego pocieszenie. …. przytulam Cię mocno wierząc w lepsze dla Was czasy.

    2. Melisko, potwornie mi przykro. Cały dzień o Tobie myślałam. Martwiłam się, że lekarz znowu będzie pesymistycznie nastawiony i niepotrzebnie Was nastraszy, ale w ogóle nie brałam pod uwagę takich smutnych wieści… Nie będę Cię pocieszać, bo ciężko byłoby znaleźć właściwe słowa. Bardzo Ci współczuję, to wszystko jest naprawdę okrutnie niesprawiedliwe. Trzymaj się, kochana…

    3. Melisko, strasznie mi przykro… brak słów.
      Jesteśmy z tobą myślami. Dziewczyny kiedyś coś pisały o lekarzu w W-wie który bardzo fachowo potrafi łyżeczkować, dbając o Endo pacjentki… Dziewczyny, który to?
      Mam nadzieję, ze to Cię ominie..

    4. Melisko, strasznie mi przykro. 🙁
      W tydzień to nie sądzę, żeby coś się wyjaśniło. Jak nie boisz się łyżeczkowania, to rób szybko. A jak chcesz czekać, to wcześniej czy później poleci. U mnie ponad trzy tygodnie od martwego usg nic się nie działo, a beta była 17 tysięcy.
      Ściskam i trzymam kciuki za szybki koniec koszmaru.

    5. Kochanie, nie znajduje slow zeby napisac cokolwiek…poprostu placze z Toba. Nie bralam pod uwage ze to moze sie tak skonczyc. Nie wiem gdzie jest limit niesprawiedliwosci tego swiata ale wiem ze wszystkie tu jestesmy teraz przy Tobie :* sciskam Cie slonce, poprostu bez zbednych slow…

    6. Meliska jeszcze rano życzyłam Ci powodzenia na wizycie a teraz…płaczę. Nad tą okrutną niesprawiedliwością, nad tym co musisz teraz przeżywać, wiem że jest Ci bardzo ciężko. Przytulam z całych sił.

    7. Ach trudno coś powiedzieć, łącze się z Tobą w bólu… wszystko to jest takie straszne i smutne. Brak mi słów, to jest tak niesprawiedliwe przez co przechodzimy, że nie potrafię myśleć o takich sytuacjach jakie Ciebie/nas spotykają bez wyłania morza łez.
      Trzymaj się Kochana…

    8. Melisko, dokładnie wiem, co czujesz. To jest okropne, okrutne, nie powinno się dziać. Ale chcę konkretnie, na moim przykładzie, żeby Cię wzmocnić. Ja o stracie dowiedziałam się w 10 tyg, ale oszacowali, że ciąża zatrzymała się w 8. To była moja druga strata, i to w bardzo krótkim czasie. Byłam – tak jak Ty teraz – totalnie załamana. Mam jakąś osobliwą nadwrażliwość na arthrotec, więc u mnie tylko łyżeczkowanie wchodziło w grę. Mogłam robić państwowo, ale spięliśmy się finansowo i zdecydowałam się na Novum, na dr Z. I to był najlepszy krok. Nie miałam żadnych bóli po, prawie zero krwawienia i żadnych zrostów potem. Jeśli mogę coś doradzić, zostańcie w N, poproście, żeby to Z robił zabieg. U mnie łyżeczkowanie było w październiku, potem wiele podglądań u nich, wszystko się pięknie goiło. I wiosną tego roku zaszłam w ciążę. Ten moment przerwy był mi bardzo potrzebny, zregenerowałam się – też psychicznie. Wypłacz się teraz, ale, proszę, jeśli to możliwe, patrzcie odważnie w przyszłość. Macie jeszcze zarodki, jest po kogo wracać. Trzymam za Ciebie, za Was, kciuki. Bardzo mocno.

  32. Dziewczyny piszę szybko z hotelu, z drogi. Od jutra przez tydzień będę odcięta.
    Trzymam kciuki za same dobre wieści. Oby nie było więcej złych, jak u meliski.
    Uściski.

  33. Trzeba to jakos przetrwać Melisko.
    Trzeba … bo nie ma innego wyjacia.
    Trzeba potem sie pozbierac. Poskladac na nowo. Nadzieja jest zawsze i dopoki jest nadzieja trzeba walczyc. Nie powiedzialas jeszcze ostatniego slowa. Ostatnie slowo bedzie nalezec do Ciebie.
    Trzeba w to wierzyc, ze jeszcze bedzie dobrze.
    Jestem z Toba Melisko kochana.
    Jestem obok.
    :(((

  34. Dzięki dziewczyny za wcześniejsze komentarze. Pękłam, bo już się nastawiłam, że dostaję okres od razu po urlopie i zaczynam, a teraz znowu obsuwa.
    Co do denerwujących wieści – umówiłam wizytę u ortopedy z opisem rtg. Byłam umówiona w zeszłym tygodniu, ale była taka obsuwa, że sobie poszłam. Od razu po rtg przestało boleć, to spokojnie zapisałam się na 22 lipca. I wczoraj przyszedł sms, że odwołują. Weszłam na stronę, a ten lekarz nie ma terminów. Wywalili go, czy co?
    Umówiłam się do innego, to dzisiaj napisali, że proszą o kontakt w sprawie weryfikacji terminu.
    A poważniejsza sprawa- jedziemy zepsutym samochodem. Tydzień temu wrócił po raz trzeci z warsztatu, żeby wszystko było super. Od razu po wyjeździe z Warszawy pokazał błąd silnika. Co 200 km musimy się zatrzymywać i go resetować, bo traci moc i wolno jedzie. Raz nie chciał wcale odpalić. Na szczęście Jarek ma sprytny programik do rozmów z komputerem, bo by wakacji nie było. Dzisiaj dał radę 1000 km, jutro musi 400 przejechać. Oby dojechał do statku, bo na nas nie poczeka. Potem to już mogą nas holować do domu.
    I tak się zaczęło urlopowe luzowanie.

  35. Wezon, udanych wakacji. Baw sie wspanialne a potem wracaj i niech sie dzieje!:) po wakacjach wszystko bedzie tak jak chcesZ:)
    Ja dzis wrocilam z wyjazdu. Przepakowuje sie;) ale mialam okropna syt. Zazwyczaj jezdze autostradami. Dla mnie to wazne bo nie lubie waskich, kretych drog a taka dzis podroZowalismy. No i oczywiscie zemdlilo mnie. M musial szybko sie zatrzymac. Natychmiast. I zwymiotowalam na czyims podjeZdzie. 3 razy. Na szczescie nic rano nie jadlam wiec malo tresciwie. To bylo naprawde zenujace. 😉

    1. Moim zdaniem to nie powod do zmartwien tylko piekna betka 🙂 Ja mialam w piatek 38 a w poniedzialek prawie 200. To chyba tez sporo ale dr byl zadowolony ze dobrze rosnie

  36. Dzieki Ania 🙂
    Kobiety zachodzą w ciąże , robią sikacza , potwierdza się , potem usg , jedno drugie , rodzą.
    My : sikacze , bety , drżenie przed każdym USG ….szukanie każdego niepokojącego objawu , boli , nie boli….maskara
    Chyba muszę wyluzować trochę , muszę się chyba pogodzić że mam mały wpływ na ciąg dalszy 🙂

    1. Zgadzam sie z Toba. To smutne ze jestesmy calkowicie odarte ze spontanicznej radosci. Mi trzech dr tlumaczylo ze mam sie ucieszyc, uwierzyc itp. Latwo sie mowi. Chcialabym moc poczuc kiedys normalna beztroska radosc jak kazda normalna kobieta…Ale taki juz nasz urok wiec postaraj sie mniej martwic 🙂

      1. O tak, ciąża po wielu nieudanych próbach to wbrew pozorom ciężki czas… my do tej pory (13tc prawie) nie powiedzieliśmy tesciom, nikomu z rodziny oprócz mojej mamy, która od początku przygody z lecZeniem nas wspiera. Wiedza w.pracy bo l4 od poczatku i moja przyjaciolka. Brzuszek mi już widać a chodzę w najbardziej obszernych ubraniach jakich mogę… boję się. jeszcze te bole, plamienia niestety nie pozwalają na to bym się chwalila swoim stanem.

        1. całkowicie Cie rozumiem… ja też nie mam ochoty informowania świata… nie wiem jak zniosę te 8 miesięcy ( oby to było 8 miesięcy…) my po tych wszystkich wojnach jesteśmy jak kłębek nerwów… powinniśmy się cieszyć, ale co chwila szukamy nowych powodów żeby się bać…

          1. Merda, lekarze mają jakąś teorię odnośnie tych plamień? 13 tydzień to juz sporo. Najwieksze ryzyko za wami. Strach zostanie do końca, ale też pozwól sobie na kawałki spokoju w tym szaleństwie. Zobaczysz, za chwilę połowa.. potem już z górki.
            Popierwszyminvitro, Tobie jeszcze czas będzie się slimaczył, ale też ruszy. Kiedy wizyta?

          2. Doskonale Was dziewczyny rozumiem, jestem w 15tc. W maju poinformowaliśmy cześć rodziny ( mam nie dźwigać, dużo odpoczywać) wiec potrzebuje czasami pomocy. Pozstalej cześci i znajomym nie powiedzieliśmy. I nie wiem kiedy to zrobimy. Gdzies tli sie radość, ale większy jest strach i obawa czy wszystko bedzie ok.

          3. Nic. Badalo mnie 4 lekarzy! nic nie widzą… nie widzą krwiaka, nie widzą by się coś odwarstwialo, nic. wszysyko ok. Bóle tak samo. Taka moja uroda, endometeioza i rozrywa zrosty (bóle i lekkie plamienie) – tak ja sobie to trochę tłumacze. Wiem może głupio. Ale co mam zrobić?
            We wtorek mam wizytę. Boję się czy małe serce jeszcze bije, co powie lekarz na te dolegliwości i czy… dotrzymam do wtorku wieczora bez boli i krwawien czy w międzyczasie czeka mnie IP.
            Absolutnie jestem szczęśliwa, że się udało i do końca jeszcze chyba w to nie wierzę, ale ten strach nie daje mi żyć….

          4. No to całkiem logicznie wygląda, że zrosty pękają. Nasza koleżanka z Niepłodność w Krakowie miała bóle w okolicy wyrostka chyba i okazało się, ze to blizny (zrosty) się rozciagały. Zresztą też miała przejścia całą ciążę, a Młody kawał chłopa o czasie urodzony. Najważniejsze, ze to nic z patologii ciąży i lekarze mówią, ze ok.
            Na pewno na wizycie usłyszysz pukanie:) Taki nasz los-każda wizyta to stres. Ja w zeszłym tygodniu byłam chyba po raz ostatni u swojego prowadzacego- ale i tak stres za kazdym razem jest. Nie jest to radosna i beztroska ciąża. Zamiast tego mam ogromne non stop kolor wzruszenie i czułość.. oby do rozwiązania, niech młoda bezpiecznie i zdrowa przejdzie na tą stronę. Lęku się nie pozbędziesz, ale pozwalaj sobie tez na inne uczucia. To wasze momenty:)

          5. Aha, mnie kilka razy uspokoił detektor tętna. 100zł na allegro nowy. Uzywany pewnie taniej. A już niedługo będziesz czuła ruchy to też troszkę inaczej.

  37. Dziękuję Was Wszystkim za dobre słowo. Chodzę jak otępiała i bardzo się boję co będzie w najbliższych dniach, mam tak daleko do Warszawy… Gatek, słyszałam o dr Z., ale znowu podróż, wysoka cena i w ogóle nie wiadomo czy by się podjął przez moje przejścia z płucem – w poniedziałek mają dać znać. Dr L. mówił żeby czekać na krwawienie i jakby coś zrobić łyżeczkowanie w ciągu 6-7 dni licząc od wczoraj, nie jest to za wcześnie? Przecież beta nie zdąży tak szybko spaść… Pisałam do prof. W. do BS i napisał żeby czekać do 14 dni. Czy w ogóle jest szansa, że to się samo oczyści???
    Jeśli chodzi o in vitro to już nie robię sobie nadziei i powiem szczerze, że żałuję tych prób, tych nerwów, wyrzeczeń, całego urlopu już drugi rok. Teraz mąż nie ma już praktycznie żadnego dnia, bo wszystko poszło na leczenie i na kolejne podejście i teraz na kontrole czy zabieg może być problem… A też miał poważne kłopoty ze zdrowiem (prawdopodobnie od stresu), cały rok się leczył i skutki są już na zawsze, pracę ma ciężką i stresującą, ileż można w napięciu, bez urlopu, za kierownicą tam i z powrotem setki km. To już nie jest w ogóle życie, izolacja i jakiś kołowrotek 🙁 Bez dziecka nie wyobrażam sobie życia, a jednocześnie nie wyobrażam sobie kolejnych procedur i rozczarowań… żyć się odechciewa, bo po co? 🙁

    1. Melisko kochana, współczuję Wam bardzo, ja się cieszę że mam klinike na miejscu i mąż w sumie ani dnia urlopu nie stracił, a z drugiej strony klinika na miejscu nie zawsze znaczy dobrze, bo ciązy jak nie było tak nie ma choć nie można jednoznacznie zwalić wine na lekarza, klinike czy na nas samych.
      Mam nadzieję, że samo u Ciebie ruszy i oczyści się bez łyżeczkowania, w domu z mężem…wiem jakie to uczucie, choć miałam „tyle szczęscia” nie widzieć serduszka – chyba mniej boli. Myślę, że mimo iz straciliście urlop, wiele wyrzeczeń, stresu, kasy i czasu na dojazdy, kolejna próba- powrót po mrozaka ma u Was sens, raz się udało to i kolejny maluszek się zagnieździ i będzie miał więcej szczęścia i zostanie z Wami. Ale to powoli, daj sobie czas, na smutek, żałobę, wypłacz się. Za jakiś czas z nowymi siłami wrócicie po Wasze dziecko.

  38. Witajcie..nie wiem jak zacząć…może tak, ze jestem jedną z Was, przeżywam z Wami każdą radość i każdy smutek i nieustannie Wam kibicuje i trzymam mocno kciuki. Izo, Twojego bloga znalazłam w kwietniu zeszłego roku kiedy odebrałam mój wynik AMH, który był skrajnie niski. Kilka minut w internecie dało mi odpowiedz na to co to dla mnie i mojego męża oznacza..lekarz potwierdził wprost – jest bardzo źle…to czym był kolejny czas w nadzym życiu nie musze chyba opisywać…:( dzis czytając wpis Meliski – tknęło mnie by napisać, moze troszkę sie wyżalić komuś kto mnie zrozumie…W piątek odebrałam negatywną betę, nie mam juz sił, czuje sie jakbym miala połamane stopy, kolana, ręce, o sercu nie mówiąc…jak mam z tymi otwartymi złamaniami żyć..? Jak chodzić, jeść, pracować, myśleć…ponad rok podporządkowaliśmy całe nasze życie jednemu celowi…żyjąc w stresie czy ja w ogóle wyprodukuje jeszcze choć JEDNĄ(!) komórkę przy najwyższych dawkach stymulacji…Doti (z tego co kojarzę rownież borykająca sie z niskim AMH) oraz Misia (która juz chyba nawet urodzila) obu bardzo GRATULUJE (!) pomagają mi czasami znaleźć w sobie iskierkę nadziei, ale jest juz jej coraz mniej..Osoba, która jestem dzisiaj w porównaniu do tej, którą byłam kiedyś..to są kompletnie dwa różne światy…dziś jestem cieniem samej siebie i tylko w ramionach Mojego przecudownego Męża czuje sie w tej galaktyce najlepiej…przepraszam, ze pisze w tak smutnym tonie..ale dzis nie umiem inaczej…:( poprawie sie na przyszłość…;) Melisko – trzymaj sie Kochana, Wszystkie sie trzymajcie! Śle w kierunku każdej z Was moc ciepłych i serdecznych myśli…

    1. Azylkowo, ahoj na pokładzie. Czuję twoje wyczerpanie. Nie znam się na mag, ale wiem, ze były tu dziewczyny z niskim i są w ciąży.. jedna nawet naturalnej… więc jakoś to sie dzieje, ze zdarza się ta jedna komórka w tym odpowiednim momencie. Inna rzecz, ze czasem to trwa, zanim na nią się trafi. Zawsze klnę pod nosem- jebana statystyka… mi udało się dosyć prędko drogą ivf, wcześniej prawie 7lat łażenia po lekarzach a przzaczyna banalna. Nie wiem dlaczego tak szybko nam się udało. Nie wiem za ktorym zkrętem czeka to na was. Ta droga do dziecka jest wyczerpująca. Czasem trzeba zrobić przystanek, żeby odpocząć.
      Ile masz lat? Jak długo się starajcie? Jakie to amh? Próbowałaś suplementów z bloga? Który to transfer? Czy udało wam się zamrozić jakieś zarodki?

      1. Dzieczyny jestem jedna z tych z niskim amh. W lutym amh 0.33 a w kwietniu zaszłam w naturalna ciąże. Bylismy przygotowani juz psychicznie na in vitro, albo adopcje komorki jajowej. Było mi juz wszystko jedno byle do przodu. W marcu do suplementów które brałam dołożyłam Dhea. Po wizycie u lekarza w kwietniu który kazał mi odpuścić i wrócić do życia skupiłam sie na planowaniu wakacji, nie patrzyłam na dzień cyklu, nie robiłam tych cholernych testów owulacyjny. I sie udało. Strach jest, był i bedzie ( ale to tez kwestia naszej historii). Trzymam kciuki za każda dziewczynę która odwiedza ten blog. Niesamowite wsparcie, niesamowita pomoc 🙂

        1. Hej, super że napisałaś o dhea . Ja też brałam dhea pół roku i cały czas sie pocieszam, ze to odmłodziło mi komórki… i ten okruszek który teraz we mnie rośnie to TEN ZARODEK, że będzie ok… W którym tyg ciąży jesteś?

          1. super, Gratuluję !!! Ja w 6 tyg.Jak ciąża? Jak się czujesz? Życzę wszystkiego dobrego, spokojnych koleknych trymestrów 🙂 Robiłaś jakieś badania prenatalne?

          2. Samopoczucie fatalne, jestem bardzo osłabiona, męczą mnie wzdęcia, zgaga, mdłości Wszystko zniosę żeby tylko było dobrze. W czerwcu byliśmy na badaniach prenatalnych wyszły dobrze, czekamy na wynik testu pappa (lekarz na urlopie). Wszystkiego dobrego życzę 🙂

        2. Mimami gratuluję!! 🙂 zatem pozwól, ze „dopiszę” Cie do mojej listy osób z niskim AMH którym sie udało…;) nawet nie wiesz ile dla mnie takie wieści znaczą….;) a jeśli mogę spytać – w jakiej dawce przyjmowałaś DHEA? Trzymam kciuki za Twoja spokojną i leniwą ciążę…;)

          1. W wielu opracowaniach czytałam o dawce jaką właśnie brałaś, ale mi lekarz zalecił tylko 25 mg raz dziennie…muszę to jeszcze raz omówić 🙂 dziękuje za informacje i na pewno bede na bieżąco dawać znac co dalej..:) dzięki dzisiejszemu ujawnieniu się na blogu zyskałam powrotnie iskierkę wiary…:)

      2. Witaj olga82 🙂 na początku chciałabym Ci bardzo pogratulawać ciąży!:) oddychaj nią dosłownie i w przenośni…:) a najlepiej i zarażaj!!! 😉 ja miałam właśnie nadzieje, ze TEN ostatni zarodek był TYM…:( AMH 0,10 w kwietniu 2015, suplementów z bloga pakowałam w siebie od samego początku ( poszukiwałam informacji i wskazówek też na zagranicznych stronach)…punkcji miałam już 6, transferów 3, nigdy nie było co mrozić…

    2. Azylkowo , dzień dobry.
      Jesteś zmęczona, połamana. Wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie, wyczerpiesz nam się do końca…
      A rozważałaś – z powodu niskiego AMH – żeby teraz pobrać komórki, zamrozić zarodki i… odpocząć? Odpuścić sobie ten stres na jakiś czas? Wrócić do życia, do cieszenia się małymi sprawami, odnaleźć choć cząstkę siebie z okresu sprzed leczenia? Nabrać sił przede wszytskim…
      Nie musisz się poprawiać na przyszłość , jesli jest CI źle, to zawsze możesz się wygadać. ALe dla siebie powinnaś odpocząć.

      1. Ej, dobra, wycofuję ostatnie słowa, żebyś odpoczęła chwilę (no nie kasuję postów, wiec i swojego nie usunę…). Dostałaś iskrę nadziei, nową energię, to leć na niej jak wysoko się da 🙂 Dopiero doczytałam dalsze komentarze 🙂

        1. Iza miło mi, ze odpisałaś..:) mam nadzieje, ze teraz bedę miała przyjemność aktywniej uczestniczyć w życiu bloga 😉 Swoją drogą panuje taki tutaj tłum, ze myślałam ze bede niezauważona…Masz rację, jestem czasami bliska totalnego wyczerpania…jeszcze łączenie tego wszystkiego z pracą jest tak trudne, nie mogę sie zamknąć w swojej przenośnej skorupce, tylko niestety nawet kiedy jestem w podłym nastroju musze istnieć miedzy ludźmi a co gorsze niestety tez wykrzesać z siebie mega skupienie..Z tym mrożeniem i zyskaniem czasu na oddech to dobry pomysł, tylko, ze niestety moje zarodki są na tyle słabe, ze raczej kierujemy sie z lekarzem ideą natychmiastowego transferu bo podobno u mnie ma większe szanse (osobiście lubię o tym tak myśleć…;) a ze nigdy nie ma „nadmiaru” do mrożenia to jest jak jest…,Tej iskierki na razie wystarcza mi na zaplanowanie najbliższych dni pod kątem zamówienia kolejnych leków, zrobienia posiewu…i tyle..ale właściwie obecnie to dla mnie AŻ tyle..;) Iza znam Twoja historię i innych dziewczyn tutaj (chc czasami ze względu na ilośc mieszają mi sie szczegóły…) ale jestem pełna podziwu dla każdej z Was..;) ta determinacja moze góry przenosić wiec juz na pewno musi mieć też w sobie tyle delikatności żeby utulić na 9 miesięcy maleństwo pod sercem…;)

  39. Meliska bardzo mi przykro… Mam nadzieję, że to wszystko jest po coś.. że na twojej drodze wydarzy się coś, co nada temu wszystkiemu sens…
    Azylkowo a może komórka dawczyni? Wiem ze ciężko sie podejmuje takie dycyzje, ale to jest jakiś rozwiązanie, czasami proste rozwiązania są najlepsze. Komórka jest od zdrowej kobiety, może warto rozważyć tą kwestię. Nie chce się wymadrzać, czasami nie ma radzić … na pewno brałaś to pod uwagę, nie chcę cię urazić.
    Eewka, co tam u Ciebie? Masz jakieś dolegliwosci ciążowe? Wybierasz się na badania prenatalne? Ja o tym coraz bardziej myślę, oczywiście ze strachu, który towarszyszy nam wszystkim. Zajście w upragnioną ciążę to nie koniec naszych strachów niestety…

    1. ~po pierwszym in vitro nie uraziłaś mnie…:) wiem nawet jak trudno komuś delikatnie to zasugerować..wiem o istnieniu tej możliwości, ale… Na pewno rozumiesz..wszystkie walczymy o to samo – o CUD miłości naszej i naszych wspaniałych Mężów „wyrzeźbiony” ze wspólnych genów…i tego nam wszystkim życzę…:)

      1. Mam wrażenie, że to jakiś biznes z tymi komórkami dawczyń i teoretycznie podnoszenie sobie skuteczności przez klinikę, bo po co im trudniejsza pacjentka zaniżająca statystyki. Prof. W. nigdy mi tego nie oferował i nigdy nie mówił o minimalnej szansie, też nie należy do osób lubiących obiecywać cuda, realista, a zawsze mi mówił, że muszę w końcu zajść w tę ciążę. A dr L. jeszcze dobrze nie rozpoczął stymulacji i już mówił o komórce dawczyni. W piątek powiedziałam mu w końcu, że taka opcja nie wchodzi w grę gdy znowu zaczął gdy byłam w rozsypce. Czuję się już tym gnębiona. Chcę mieć swoje dziecko, a nie dziecko męża i obcej kobiety, to jakaś masakra emocjonalna. Nie po to decydowaliśmy się na takie ciężkie leczenie, gdybyśmy chcieli wychowywać obce dziecko to zdecydowaliśmy się na adopcję. Do tej pory nikt nie zalecał nam zbadania kariotypów czy immunologii, a teraz zdziwienie, że nie mieliśmy tych badań i prognozowanie na wyrost, odzieranie z nadziei. Przestałam wierzyć w te 2 zarodki, które zostały i w sumie to boję się ich, a tylko przez lekarza – skoro on nie mówi o nich, gdy są i czekają, tylko o komórkach dawczyni, to znaczy, że je przekreślił. Jestem wściekła na siebie, że uparłam się na tego lekarza nie sprawdzając jego podejścia, tego, że na dzień dobry zabiera nadzieje, podświadomość i pozytywne myślenie w każdym leczeniu jest ważne, a tutaj zostaje to pominięte i zdeptane, tylko po to *żeby jakby coś ktoś nie miał pretensji, że lekarz obiecywał i dawał nadzieję*. Także dziewczyny jeśli któraś jest bardziej wrażliwa mimo wiedzy i doświadczenia wybierajcie w N. innego lekarza.

        1. Meliska, dwa zarodki to ogromna szansa i nie możesz wątpić w nie, bo akurat lekarz nie ma empatii. Może jest dobrym specjalistą ale ma pesymistyczną naturę… albo frustrat jest.
          To co cie teraz spotkało, to najprawdopodobniej pech.. masz blastki na zimowisku, nie możesz się poddawać. Jak się czujesz?

        2. Melisko, u mnie wręcz przeciwnie – cały czas lekarz mówi ze jestem bardzo trudnym przypadkiem, ale nie czas o rozmowie o komórce dawczyni, ze jeszcze musimy walczyć…Melisko musisz uwierzyć w Twoje zarodeczki, to są Twoje cudeńka i spróbuj znaleźć w sobie sile żeby dążyć do ich przytulenia…:) wiem ze to strasznie trudne..

        1. Gaju wiem co chcesz mi przez to powiedzieć…wierze, ze tak właśnie jest, tak samo jak z adopcja dziecka już narodzonego…ale nic nie jest w stanie zagłuszyć w nas wszystkich tutaj pragnienia własnego dziecka…

        1. Wyobraźnia działa w takich momentach prawda..?;) Margom i niech tak będzie!! Niech świat pozna małego uparciucha z Twoimi oczkami! 😉 albo jakikolwiek inny ale Wasz „mix”…:) ja również żyję tą nadzieją…:)

  40. Olga, ja tyle w życiu przeszłam, że fizycznie jakoś to zniosę, psychicznie też sobie poukładam, poza tym co lekarz spowodował – zabrał mi wiarę i nadzieję 🙁 Czytam Was i inne strony, nie słyszałam o takim podejściu, raczej mówią, że tak się zdarza i trzeba czekać na dobry zarodek i jeśli nie ma ewidentnej przyczyny medycznej to próbują z pacjentami. Wybrałam lekarza niby od trudnych przypadków, a jak teraz się zagłębiłam w opinie o nim to raczej nie chce trudnych przypadków – poznałam jedną dziewczynę co została przez niego mega wkurzona i zmieniła lekarza, kilka dziewczyn też tu pisało o tym jego podejściu i straszeniu. Mi zostawiło to rysy duże i nie będę potrafiła już wierzyć. Jeszcze chwilę temu cieszyłam się, że mam zamrożone dwie ładne blastocysty i tego lekarz na tym etapie powinien się trzymać, a nie zabierać się za straszenie nas w tak ciężkim momencie i ciągle o tych komórkach dawczyni. To chyba ostateczność i nie jest to moment na takie gadanie i mówienie nam, że mamy minimalne szanse tylko dlatego, że teraz tak się stało. Czytam, że u zdrowych kobiet może tak się stać i to o niczym nie przesądza. Boję się następnych dni. Nie chcę łyżeczkowania i szpitala. Nie myślę do przodu. Ale komórki dawczyni nie wchodzą u nas w grę i powinien uszanować wreszcie nasze poglądy, zdania nie zmienimy, mąż sobie też nie wyobraża żeby miał dziecko swoje i innej kobiety. Dla nas jest to nie do przyjęcia i lekarz nie powinien nas tym gnębić. Dobrze, że leczyłam się wcześniej u profesora, bo inaczej to całkiem bym się załamała, prof. uważa, że mamy szanse i nie wspominał ani razu o komórce dawczyni mimo, że miałam tam gorsze stymulacje na długim protokole, a tu poszło całkiem OK, na 5 komórek 4 zarodki, z tego zamrożone 2 blastocysty 4AB. Nie rozumiem tego 🙁

    1. Wiesz Meliska…tak mysle o tym co napisalas. Masz racje i uwazam ze w tej sytuacji dr powinien wrecz zasugerowac ze to ze zaszlas w ciaze to bardzo dobrze wrozy na przyszlosc z tymi 2 blastkami. Bo naprawde tzn ze jest duza szansa. Moze to nie ten dr poprostu…Ja tez jestem wrazliwa na doktorow. Pierwsza stymulacja miala byc piekna a nawet nie mialam nic do transferu. Wylam…A dr do mnie zrobi pani genetyke bo to pewnie tu w Was jest wina.Zrobilam zaplakana cala i wyszlo wszystko ok. I pozegnalam tego dr bez zadnej wizyty po tej probie bo juz uznalam ze nie bedzie nam po drodze. A w innym miejscu prof (wyzszy niz tamten)postawil diagnoze, pocieszyl i normalnie po ludzku mowi kto pania tak zle nastawil.Dajmy sobie szanse i zaufalam.Bylam tak poschizowana ze kazda decyzje prosilam zawsze tylko o kontakt do niego.Ale grunt ze on to rozumial i sam to zaproponowal zeby mi bylo lzej psychicznie. Do czego zmierzam? W leczeniu musisz trafic na ‚swojego’ dr. A jak nie to szukac dalej. Prof uzyskal u mnie 3 blastki co w porowaniu do dr poprzedniego to bez komentarza…I zawsze mowil da Pani szanse sobie i dla mnie. Nie skreslac sie! Uwazam ze masz MEGA szanse z 2 blastkami i nie daj sobie wmowic ze jest inaczej. Wyczuwam u Ciebie zal do dr (nie dziwie sie po tych glupich naciskach) taki jaki ja mialam. Zrobilam odwrot totalny i znalazlam kogos bardziej wartosciowego…Czasem tak trzeba.A u siebie mam dr ktory potrafi mnie czasem przytulic, poglaskac i ukoic skolatane nerwy.Bo rozumie moja sytuacje bardziej niz wielu innych.My wrazliwe musimy takich ludzi szukac chyba…I tego Ci zycze Kochanie. Bo ze masz jeszcze MEGA szanse to wiem i juz!

    2. Też tak uważam. Statystyka i tyle. Ta ilość blastek jest optymistyczna i tego się trzymajmy. A fakt, ze doszło do zagniezdzenia to już wogole.
      Trudno w to uwierzyć, ale lekarze mimo wiedzy i umiejętności ze swojej dziedziny czasem zupełnie nie mają podstawowych umiejętności i cech ogólnoludzkich.. cóż. Na studiach ich tego nie uczą, na egzaminach nie wymagają. Tryb kształcenia tego też nie wymaga.
      Kiedyś robiłam szkolenie z terapii Simontona (w założeniu rodzaj terapii dla osób chorujących onkologicznie, choć w praktyce nie tylko.. ) i tam jednym z punktow byla rola nadzieji w leczeniu. I to jak czesto medycy zabieraja nadzieję, nie mając pewności co do leczenia..
      Trzymam kciuki, żeby twój organizm poradził sobie szybko i żebyś mogła rozpocząć nowy cykl i w wakacje jeszcze przygarnęła Pingwinka:*

    3. Melisko, jeśli nie wierzysz w te zarodki, zawsze możecie spróbować zrobić im pgd. Ale dwie blastki na zimowisku to ogromny kapitał, to Ty i Twój mąż, nie przekreślaj ich!

    4. Melisko , dwie blastki 4ab to cudowne maluchy! Wiem, że w sytuacji w jakiej teraz się znalazłaś jest ciężko…, ciężko też myśleć o przyszłości. Ja nie mam pojęcia dlaczego lekarz tak śmiał powiedzieć… przecież jak macie dwa mrozaki jego zadaniem jest tak cię przygotować mozliwie najlepiej do przyjęcia maluchów aby sie udalo. Tyle. Trzymaj się, życzę by najbliższe tygodnie, raczej dni były dla ciebie laskawe i w miarę możliwości spokojne….

    5. Meliska, aż się gotuje we mnie, jak to czytam. Nie dość, ze mi smutno z Twojego powodu, to jeszcze to. Jak można kogoś nakłaniać do komórek dawczyni?? Przecież to jest tak osobista, delikatna sprawa, równie dobrze lekarz może Ci kazać przejść na inną wiarę, no sorrry…
      Co to za człowiek? Nie jest wart Twoich nerwów i czasu. Nie on jeden na świecie dobrze leczy.

    6. Melisko faktycznie ten dr przesadza, skoro raz powiedziałaś, że nie – to powinien uszanować. Mi się wydaje, ze ludzie patrzący na nas z boku i wiedzący ze bardzo chcemy mieć dziecko, a mamy z tym problem, to ich zdaniem jesteśmy w stanie zgodzić się na wszystko od adopcji komórki, zarodka, dziecka urodzonego już, a nawet chorego bo przecież tak bardzo chcemy mieć dziecko…
      Ja na dzień dzisiejszy chce mieć nasze dziecko, być w ciąży, rzygać, mieć zachcianki, poczuć maleństwo w brzuszku mieć okrągły brzuszek, przeżyć poród na którego myśl i wyobrażanie sobie tej chwili mam świeczki w oczach…

      Kochana, a na jakiej podstawie dr tak się upiera na komórce dawczyni? teraz udało się z zagnieżdzeniem, masz dwie blastocysty, to bardzo dobrze wroży więc nie rozumiem tego wciakania komórki, kieruje się tym że stymulacja szła opornie czy co? Zmień może lekarza na innego, na pewno znajdzie się ktoś kto nie będzie tak pesymistycznie podchodził do kolejnych prób.

    7. Bardzo mi przykro Melisko 🙁 To wszystko ogromnie trudne, ale sądzę, że najważniejsze jest meritum – masz dwa zarodki jeszcze , czyli dwie wielkie nadzieje. Może warto zmienić lekarza, na pewno ten dotychczasowy mądry i wielki specjalista, ale może nie współgracie za dobrze. Po co się narażać na takie stresy, już masz i tak góry stresów i niepokojów ! Pomyśl, jak będziesz gotowa…Może warto wybrać realistę, ale z dawką optymizmu 🙂 Teraz to właśnie optymizm będzie Ci potrzebny. Trzymaj się ciepło !

    8. Melisko, po pierwsze bardzo mi przykro, że spełnił się ten czarny scenariusz, bardzo. Po drugie jestem wkurzona na Twojego lekarza. Najpierw sieje niepokój, potem wali komórką dawczyni między oczy a na koniec jeszcze ta myszka. Ja wiem, że dla nich to chleb powszedni, ale dla każdej z nas nasza osobista tragedia. Większa, mniejsza, lepiej lub gorzej znoszona.
      Nie wiem, czy do niego wrócisz, nie wiem czy jest sens, bo dla mnie zaufanie do lekarza to kwestia kluczowa, ale jeśli tak, przygotuj się. Dziewczyny na tym Blogu (Iza, to trzeba wielką literą, inaczej się nie da) mają dużą wiedzę i na pewno chętnie Ci pomogą. Niech lekarz poda argumenty w spokojnej rzeczowej rozmowie. Niech szuka rozwiązań możliwych dla Was, którzy nie wyobrażają sobie dawstwa. Tym bardziej, że macie komórki, macie zarodki. Zagotowałam się.
      Ściskam Cię mocno, mocno!

  41. Przymierzałam się już z milion razy, żeby do Was napisać, ale za każdym razem, przygnieciona kolejną porażką, tu dzieją się cuda, nie chciałam psuć klimatu, więc czytałam i czytam codziennie. Od kilku dni znów się zbieram, a tu ta przygnębiająca wiadomość Meliski ;( już nie wiem, kiedy jest „odpowiedni” klimat… może moja historia sprawi, że któraś z Was stwierdzi, rany ta to ma przesrane, więc nie jest u mnie tak źle 😉

    Staramy się z M. ponad 4 lata. Pierwszy rok, wiadome bez nerwów, ale „podwozie” sprawdzone tak na wszelki wypadek. Po roku, jakiś tam, nazwijmy to lepszy lekarz, oczywiście słyszę jestem młoda, nie ma się czym martwić, podstawowe badania niby ok. Po ok 6 miesiącach monitoringu cyklu, zmieniam lekarza, na niby specjalistę w naszym regionie dla par starających się. Pierwsze sensowne, bardziej szczegółowe badania. Okazuje się, że TSH za wysokie, prolaktyna za wysoka, za mało płodnego śluzu, niewydolna druga faza cyklu, endokrynolog nie stwierdza chorej tarczycy, zaleca bromergon, więc pierwsze leki: bromergon, zioła, wiesiołek, progesteron,, estrofen, dostałam piękne tabelki do wypełniania i zapisywania codziennej temperatury, obserwacji śluzu itp. Po ok. pół roku z obserwacji wynika że wszystko jest git, ponowne badania książkowe. Tylko zniecierpliwienie, rozczarowanie i żal rośnie. Ciągle biorę ten sam zestaw leków. Lekarz zleca HSG.
    Teraz widzę, że nie tylko mi się takie rzeczy zdarzają, że na wszystko muszę czekać, że nic nigdy mi łatwo nie przyszło, o wszystko musiałam się solidnie napocić, zawsze wiatr w oczy…

    Idę już z torbą do szpitala na HSG, Pani przyjmuje mnie na oddział i hmm zepsuło się RTG, no więc wychodzę ze szpitala, lekarz mówi, że zanim naprawią to potrwa kilka dni, wracam znów z torbą miesiąc później i hmm na badaniu usg zanim mnie przyjęli na oddział, lekarz mówi, że właśnie była owulacja, więc w tym cyklu odpada… wrr… Idę za kolejny miesiąc. Tym razem niby wszystko działa, do owulacji jeszcze chwila, no to na stół. Badanie kurew*** bolesne. 1-zdj.- kontrast nie przepływa, 2- zdj. – przepływa przez jeden jajowód, 3-zdj.- przepływa przez drugi. Opis – kontrast przepływa z ogromnym oporem, jajowody były niedrożne i zostały udrożnione wskutek przepływającego kontrastu. Wychodzę obolała, ale szczęśliwa. Przychodzę do lekarza za miesiąc, „oj nie będzie owulacji w tym miesiącu” ( ja pierd*** no przecież 12 miesięcy jest, teraz jak jajowody niby drożne to nie ma!), dostaję CLO, następny cykl, z racji tego że mam, krótkie i wczesną owulację, w 27 dc robię betę i POZYTYWNA! Nie wierzę, mi się udało?! serce mi wali, M. mało zawału nie dostał. Ale szybko studzimy entuzjazm, spokojnie cisza, nikomu nic nie mówimy, powtarzam betę kilka dni później, a tam… spadek… serce wali… lekarz twierdzi że czasem tak jest że na chwilę spada (ta jasne!) że za dwa dni mam powtórzyć, ale przecież ja już wiem… więc kolejna tylko potwierdziła koniec był bliski…

    W czasie naszych starań systematycznie znajomi informowali nas o kolejnej ciąży (w ciągu roku udało się 13 parom znajomym i w rodzinie!) jakoś, nie umiałam się już nawet z nich cieszyć, ba potrafiły mnie nawet doprowadzić płaczu widząc kolejne zdjęcie z USG od kogoś…, doszło nawet do tego, że ledwo umiałam wydusić z siebie kolejne „gratulacje”, a czasem nawet tego nie umiałam wydusić… (wiem, jestem okropna!), większość znajomych wiedziała że się staramy od dawna, bo po niektórych docinkach nie wytrzymałam i powiedziałam, że nie jest to widocznie takie proste….

    Rany jak ja się zmieniłam, zawsze mnie było pełno wszędzie, co chwila u nas domówki, wspólne wyjazdy ze znajomymi, zawsze każdy mógł na nas liczyć i rodzina i znajomi… a jakoś przestało mi zależeć na czymkolwiek. Nie chce mi się z nikim spotykać… często nie odbieram tel od znajomych, wymiguje się ze spotkań, oszukuje i zmyślam byle żeby się nie spotkać z nikim…
    Odizolowaliśmy się strasznie, głównie przeze mnie, bo mój M. lepiej sobie z tym wszystkim radzi….

    Tak przeszliśmy przez kolejne trudności polip szyjki macicy, długie czekanie na jego usunięcie pomimo krwawień (lekarz tak właśnie się mną przejmował więc wreszcie go zmieniłam), laparoskopia – po też dość długim oczekiwaniu, gdzie wynik był jednoznaczny – oba jajowody niedrożne. Podejrzenie też, że ta „chwilowa” ciąża rozwijała się z jajowodzie bo jajowody ogólnie w fatalnym stanie… i tak doszliśmy do programu in vitro. Pierwsza stymulacja lipiec 2015 we Wrocławiu w I-kcie (mamy do niego 140 km) moje AMH nie powalało (1,44), mieliśmy 9 dojrzałych komórek (oddaliśmy 3, zawsze odczuwałam chęć tego ze chcę się z kimś podzielić, z kimś kto może nie może mieć wcale), z 6 komórek uzyskaliśmy 6 zarodków, niestety do 5 doby dotrwał 1, nie został z nami… następnie okazuje się ze szanowna I-kta nie ma już pieniędzy i mamy czekać (był wrzesień!) i tak tych pieniędzy nie znalazło się do stycznia (!) mniej więcej w tym czasie zaczęłam Was czytać, szukać wsparcia, pomocy i jakiegoś wyjścia z tego czekania czy pieniądze będą czy nie… i to tu wyczytałam informację że w Warszawie w I-med są wolne miejsca (dziękuję 🙂 . Zadzwoniłam i dostaliśmy się. Więc druga stymulacja odbyła się właśnie tam u dr D. mieliśmy 6 komórek z czego było 6 zarodków. Do piątej doby dotrwały 2. Niestety oba transfery bez żadnego pozytywnego wyniku. Trzecia stymulacja i mamy 12 komórek z czego było 9 zarodków! sami jesteśmy w szoku (stosowałam Wasze suplementy), tym razem dr D. proponuje podanie 2 zarodków w 3 dobie. Niestety nie chciały z nami zostać i niestety został nam tylko jedne blastuś na zimowisku… i to właściwie spowodowało, że nie wiemy co robić, chyba dotarliśmy do ściany. 4 transfery i ani jednej implantacji, nie umiem sobie z tym poradzić, marzyłam, żeby mieć piątkę dzieci, serio, i o ironio, nie mogę mieć jednego! 🙁 nie wiem co jest nie tak, dr też mówi że nie wiem czemu się nie udaje. Boję się. Najbardziej tego, że może się nigdy nie udać…serce mnie boli, codziennie…

    Nie wiedziałyście o tym, a pomagałyście mi, podnosiłyście mnie na duchu, czerpałam od Was energię, o tym co przechodzimy wie najbliższa rodzina i 2 moje przyjaciółki, ale im tak tego nie opowiadam jak Wam, głównie dlatego, że przez łzy nie mogę za wiele z siebie wydusić. Zresztą, ciężko rozmawiać i szukać pocieszenia u osób które mają dzieci bezproblemowo. Ostatnie 4 lata podporządkowane są jedynie staraniom, każdy urlop, wszystko kręci się wokół jednego. Czuje się fatalnie, gorsza od innych, zniszczona, rozżalona i oddalona od wszystkiego. Nic mnie już nie cieszy.

    Rany, pewnie zmęczyłam nie jedną z Was. Nie wiedziałam, że aż taki długi wpis mi wyjdzie. Przepraszam.
    Przepraszam też, że zaczęłam od siebie, zamiast od Ciebie Droga Izo. Podziwiam Cię. Jesteś taka silna. Jak Ty to robisz? czytając Twoje wpisy nie raz się spłakałam, przeżywam wszystko razem z Tobą, cierpię razem z Tobą i cieszę się razem z Tobą. Podziwiam Twoje szycie! ja aż taka dobra nie jestem, najlepiej wychodzą mi firanki 🙂 ale teraz nawet to mi nie wychodzi… Chciałabym Cie poznać, myślę, ze jesteś wspaniałym człowiekiem. Cudownie piszesz.
    Gratuluję wszystkim, tym którym się udało. Trzymam kciuki za wszystkie pozostałe.

    1. Witaj Tuptus! Długa historia, to fakt. Niestety im dłuższe historie, tym bardziej bolą…. 🙁 I tym bardziej chwytają za serce. Jeszcze masz 1 szanse na horyzoncie, trzeba ją wykorzystać jak najlepiej. Czy lekarz robił Tobie jakiekolwiek badania związane z immunologia chociażby badanie na obecność przeciwciał przeciwko oslonce przejrzystej komórki jajowej? Czasem warto zrobić jakieś dodatkowe badania, bo ich koszt jest stosunkowo mały w stosunku do tego, co trzeba by wydać na kolejną procedurę.
      Wiesz… Iza jak zwykle ma rację, nie udaje się tym, co się poddają, a jak będziesz walczyć, to prędzej czy później musi sie udać.
      Kiedyś Wężon podsumowała statystyki dziewczyn z bloga pisząc, że przeważnie wszystkim się udaje po jakimś czasie. I tej wersji sieć trzymajmy nawet jak nam braknie sił.

      1. Dziękuję Kaju za słowa pocieszenia. Tak czytałam o tych statystykach Wężona, bardzo mnie one cieszą, jednak mój chochlik w głowie, ciągle szepce „wszystkim może i tak, ale Tobie?! zwariowałaś!” ;(
        a mój dr niestety nie zlecił mi żadnych dodatkowych badań. Na ostatniej wizycie zapytałam wprost, że może mam zrobić jakieś badania związane z immunologią, bo dwa razy po transferze zapisywał mi encorton i acard. Twierdzi, że nie potrzeba żadnych badań. Mało tego martwi mnie moja prolaktyna. Nie wiem, czy ona ma wpływ na zagnieżdżenie się, lekarze z kliniki twierdzą że tylko na owulację a ona przecież jest, więc mam się nią nie przejmować. Sama dla siebie ostatnio zbadałam jej poziom i było ponad 52,5 ng/ml.
        Czy znasz może koszt takiego badania o którym piszesz? czy można je wykonać bez skierowania? z racji tego że mieszkam w małym mieście, immunologa też tu nie ma, musiałabym dobrze poszukać w jakimś większym mieście. Głupio mi jakoś wprost powiedzieć lekarzowi jakie badanie chciałabym żeby mi zlecił bo ja serio go już dwa razy naciskałam i im bardziej go naciskam tym bardziej on jest na nie, tak mi się przynajmniej wydaje. Tak samo jak mu powiedziałam jakie suplementy biorę, a on się zapytał kto mi takie rzeczy doradził…. zwaliłam na mojego stacjonarnego ginekologa ;P nie chciałam żeby mi palnął wykład o czytaniu internetu, jak to miało miejsce w mojej poprzedniej klinice.

        1. Hej Tuptuś! Z jakich okolic jesteś?
          Szczerze mówiąc nie podoba mi się Twój lekarz 🙁 Mój poprzedni lekarz niepłodnościowy podobnie podchodził do tematu. Praktycznie zero badań – same wizyty, monitoringi cykli = kasa, kasa i kasa…. Koszty masakryczne, a efekt żaden. Po 1 IUI i 1 IVF i 1 krio zmieniłam klinikę i lekarza. Ten kolejny na samym początku zdziwił się, że nie mam zrobionych podstawowych badań. Zaczął szukać przyczyny dlaczego się nam nie udaje, dlaczego nie udało się IVF ani krio. Kazał mi w pierwszej kolejności zrobić badania:
          – p-ciała p/plemnikowe (wyszło, że takie mam w umiarkowanym stopniu, mogły mieć wpływ przy próbach naturalnych, przy IVF ponoć nie specjalnie, bo plemniki nie mają kontaktu ze śluzem)
          – p-ciała p/komórkom tekalnym jajnika (tego mi nie stwierdzono, więc się specjalnie tym nie interesowałam – możesz doczytać)
          – p-ciała p/osłonce przejrzystej jajnika (to mi niestety wyszło pozytywne i lekarz uznał, że przez to nasze próby kończyły się fiaskiem)
          Ww. badania miałam robione z krwi. Na wynikach jest logo laboratorium synevo, więc jeśli masz gdzieś w pobliżu ich punkt, to powinni pobrać krew i wykonać badanie. Z tego co widzę na wynikach, to badania te są wykonywane w Synveo w Krakowie, ul. Balicka 35. Prawdopodobnie moje laboratiorium pobrało tylko krew i wysłało ją daleko daleko na badanie. Za wynikami czekałam dosyć długo, chyba ok 2 miesięcy. Być może robią te badania w innych punktach np. alab, musisz sprawdzić – tam z kolei jest wykaz badań wraz z cennikiem na stronie internetowej. Niestety nie pamiętam ile za te badania płaciłam, coś mi się kojarzy że po ok 100 zł za każde. Można je zrobić prywatnie bez żadnego skierowania. Niby to jest kilka stówek ale z drugiej strony dzięki temu doktor wiedział na co ma później zwrócić uwagę i jakie leki mi podać 😉
          i powiem Ci, że na prawdę się cieszę, że w końcu ktoś zaczął szukać prawdziwej przyczyny 🙂
          Wiesz… kiedyś myślałam, że nie może być ciągle pod górkę… Najpierw cieżko zachorował mój tata, później umarła mama i myślałam, że kiedyś musi być lżej, a jeszcze się okazało, że mimo starań maluszka ciągle brak.. Teraz jest początek czegoś nowego, w końcu zobaczyłam 2 kreski na teście i wierzę, że i Ty je zobaczysz. Nie można tracić czasu na lekarzy, że którymi ciężko się jest dogadać albo sama widzisz, że pracują na odpieprz… Szkoda kolejnych cykli! Szkoda czasu!

      2. Meliska, rano przeczytałam co napisałaś i pół dnia się zastanawiałam jak Mimami co w Waszej historii skłoniło lekarza do proponowania takiej opcji. Gdyby zastosować się do jego słów to chyba połowa z nas musiałaby korzystać z komórek dawczyni, bo nie zawsze ten pierwszy transfer jest udany, bo czasem zarodek obumiera. Mam za sobą 2 transfery, straconą ciążę w 10 tygodniu ale też 2 mrozaki. Aha i jeszcze 39 lat 😉 na komórkę dawczyni nie jestem gotowa i mozliwe że nigdy nie będę.
        Meliska nie załamuj się i uwierz w te 2 zarodki. Czekają na Ciebie…

  42. Tuptusiu kochany… Długa ta Twoja historia, kręta i upstrzona pechem… Ale mimo wszystko, mimo, że tyle Cię spotkało, wydaje mi się (gdzieś to wystaje pomiędzy wierszami), że Ty masz bardzo silny charakter i nie powiedziałaś ostatniego słowa jeszcze.

    Bolesna prawda jest taka, że nie wszystkim się udaje. Ale pocieszające jest to, że dotyczy to głównie osób, które się poddały.
    Nie możemy być wiecznie podporządkowane badaniom, choć nikt za nas nie pójdzie do lekarza.
    Nie wiem, na ile Ci starczy sił. Moze kiedyś uda nam się poznać i wymienić tymi swoimi dobrymi energiami ?
    Mogę dodać Twoja historię do Waszych Historii na blogu? Zebyś nam tu nie zginęła?

  43. Iza, nawet nie wiesz jak mnie cieszy Twoja odpowiedź. Oczywiście że możesz ją dodać. Jejuś, serce mi zabiło szybciej. Jeszcze nigdy, nigdzie się nie udzielałam, a przeczytałam chyba z pół internetu. Dziękuję że odpisałaś :*

  44. Tuptuś , no co Ty, to ja dziękuję, że napisałaś. Kolejna fajna babka na pokładzie siłaczek 🙂
    Dodam CIę pewnie jutro, dziś po całym dniu pracy nie chce już grzebać we wpisach 🙂

  45. zastanawiam się gdzie jest granica, kiedy się wie, że trzeba przestać…nie umiem sobie tego powiedzieć i się z tym pogodzić… przed ostatnim transferem miałam scratching endometrium… teraz dr D. proponuje histeroskopię. Oczywiście teraz trzeba już za to płacić, a nie będę ściemniać, finansowo to nie stoimy za dobrze i to chyba dobija mnie jeszcze bardziej, te kombinacje, zadłużanie się i to się tylko pogłębia, a co będzie, tego nie wiem nikt. Boje się też o nas. Nie jestem już tą samą osobą co kiedyś, a przecież nie taką mnie pokochał. Ale jest. On jeden Jedyny. Jest i tylko dla Niego chce mi się wstać z łóżka.

  46. łączy nas jeszcze jedno, też jestem pracoholiczką 😉 chodź teraz mam już inną pracę, ale naleciałości mam te same i choć nic z tego nie mam w domu nie potrafię nie odpalić służbowego kompa. no debil 😉

    1. Tuptusiu Twoja historia tutaj http://krotki.blog.pl/wasze-historie/tuptus/
      Oj, nie, nie jestem pracoholiczką, intensywnie szukam pracy, która pozwoli mi wieść normalne życie prywatne. Mam po prostu taką robotę, jaką mam (niestety też w weekendy i święta) i potężny kredyt hipoteczny do spłaty, to wszystko w temacie.
      W dzień wolny od pracy nie tylko nie odpalam poczty służbowej, ale często nie włączam nawet kompa…

  47. Wróciłam po weekendzie, a tu tak smutno… Melisko, tak mi przykro… Byłaś już tak daleko…
    Ja odcięłam się na babskim wyjeździe, a teraz powrót do stresu.
    Jeszcze 2 dni do testu.
    Mój nastrój przechodzi wszystkie etapy od „musi być dobrze” do „na pewno się nie uda”. Nie myśleć się nie da, bo brzuch ciągle „ciągnie” i pobolewa… Nie wiem, czy to na plus , czy na minus, ostatnio tego nie było (biochemiczna), ale wiem, że czasem tak bywa.
    Testuję w dniu spodziewanej @, więc może ona będzie pierwsza…

      1. Obyś miała rację, bo coraz bardziej zaczyna to przypominać bóle przed @… zaczęło boleć w 5 dpt a to trochę późno na implantację blastki…
        Kupiłam właśnie testy i babka w kasie zaproponowała mi kartę rabatową dla kobiet w ciąży ☺
        oby to była dobra wróżba ☺

        1. Oj Gaja coś czuję, że mam rację i będę Twoja dobrą wróżką. Mnie też bolało dokładnie jak na okres, ale czułam, że na @ za wcześnie. Rób sikańca jeśli już czas 🙂 mi wyszły 2 grube krechy dzień przed miesiączką, wcześniej nie odważyłam się zrobić, bo po tylu rozczarowaniach nie robiłam sobie wielkich nadziei.

  48. Azylkowo, Twój wpis sprawił, że poczułam na nowo wszystkie zakopane gdzieś głęboko emocje związane z walką o dziecko. Bardzo Cię rozumiem, wiem jakie paskudne uczucia w Tobie drzemią, jak trudno rano znaleźć na nowo nadzieję. I to cholerne AMH jak wyrok…Nie dość , że musisz brać udział w procedurach, to jeszcze walczysz z czasem i zbliżającym się widmem menopauzy..Pamiętam, że my baliśmy się wyjechać na wakacje na 10 dni, bo przepadnie nam jeden cykl, czyli potencjalna jedna szansa, a jak się nigdy nie uda, to wtedy będziemy żalować tych wakacji do konca zycia..no koszmar. Bardzo Cię ściskam :* Co do dawczyni to nie będę doradzać. Wiesz sama, że medycyna daje Ci taką możliwość. Trzeba gotowości , by podjąć taką decyzję. Ja osobiście nie przykładam dużej wagi do więzów krwi, a i tak musiałam mieć czas na pożegnanie własnej płodności i zaakceptowanie faktu, że ze mnie nie będzie już nikogo więcej …z moimi oczami, włosami, czy poczuciem humoru, że na mnie koniec. To bardzo trudne, to jest adopcja cudzych genów, cudzego dziecka w 50 %, nie ma co się oszukiwać. Trzeba to dobrze przemyśleć, oswoic, zajrzeć w siebie, czy dasz radę. Myślę, że ostatecznie to i tak cud i kocha się taką osobę tak samo, ale trzeba być pewnym. Ale na teraz.. życzę Ci siły do prób, może jeszcze nie wszystko stracone ! Życzę Ci takiego dnia szczęścia, jaki miałam ja -żeby wszystko tak się złożyło, że ta właściwa komórka się pojawi, że wszystko dobrze się ułoży. Póki są komórki, póty są szanse. Trzymaj się dzielnie, ściskam Cię jak najmocniej..

    1. Doti, przykro mi, ze przywołałam te niemile odczucia…AMH to dosłownie wyrok…w głowie huczy mi wciąż :”Twój czas sie kończy”, walka o każdy cykl…Wiesz, to dziwne, móc do Ciebie teraz po prostu napisać… nie znamy się, dotychczas nawet nie miałam odwagi sie ujawnić a nawet sobie nie zdajesz sprawy jak Twoja historia na mnie wpłynęła, ona mnie po prostu uniosła i to tak wysoko, ze po kolejnej stymulacji maksymalnymi dawkami, wyprodukowaniu jednej komórki, która nie zareagowała na zapłodnienie…byłam w stanie znaleźć w sobie sile by juz w następnym cyklu walczyć dalej…Jak czytałam Twój wpis o tym, ze sie Tobie udało przysłowiowym „rzutem na taśmę” przed podpisaniem dokumentów, ze…po prostu sie Tobie udało!!!to było tak niewiarygodnie mocne przeżycie dla mnie…strasznie sie cieszę Twoim szczęściem, chce je chłonąć i wierzyć, ze mi tez sie uda…:) trzymam bardzo mocno za Was kciuki i myślę ciepło o tym, żebyś juz niedługo miała Kruszynkę w ramionach..;) dbajcie o siebie:) i oby już niedługo te wspomnienia, o których pisałaś były juz daleko za Toba a macierzyństwo wynagrodziło Ci te trudne przeżycia…;) ściskam mocno! :*

      1. Kochana, nie przejmuj się mną, ta cała niepłodność zostanie z nami na zawsze, wspomnienie leczenia, cały ten czas i niepokoje..to już jest częścią nas. Poprostu tak się nam niesprawiedliwie złożyło, nic nie poradzimy. Oswajam te strachy, ale i tak to we mnie zostanie na zawsze, np. jako odpowiedzialność za to, że córka też będzie miała niską rezerwę…Życie i tyle. Musimy to unieść.

        Jak to wspaniale słyszeć, że moja historia Ci pomogła chociaż troszkę, żeby przetrwać, żeby dalej walczyć! To najlepsze, co mogłam dziś usłyszeć :):) bardzo bym chciała, żeby taka była korzyść z tego, co przeszliśmy, że komuś to da nadzieję.
        Azylkowo…wiem, że 0, 10 to niedużo, ale są tacy, którzy nie do końca wierzą w te liczby, a ginekolodzy dają mi np. nadzieję na kolejne dziecko, bo może ciąża zmobilizuje organizm, może te jajniki trochę się ogarną. Podobno są takie historie i to się zdarza. Jak masz jeszcze siłę , to może trochę powalcz, kto wie, może też zdarzy się taki super płodny cykl, kto wie , co w naszych organizmach jeszcze drzemie!
        Adopcja prenatalna to też nadzieja na rodzicielstwo, bo taką opcję zawsze masz jeszcze przed sobą i możesz podejść do niej nawet przy menopauzie, gdyby się zjawiła zbyt szybko. Mi ta myśl pomagała, że jest jeszcze szansa na urodzenie dziecka, bycie w ciąży…

        Dziękuję za ciepłe słowa ! Dbamy o siebie, cieszymy się każdym dniem. Wyobraź sobie, że zaczęłyśmy juz 7 miesiąc tej „nieplanowanej” ciąży ! Bardzo Cię serdecznie pozdrawiamy i ściskamy :* Gdybyś potrzebowała rozmowy, czy wsparcia, daj znać.

  49. Dziewczyny, na pewno już do niego nie pójdę, on mi takie rysy zostawił na psychice, że ciężko to opisać, na każdej wizycie gnębił mnie komórką dawczyni bez podstaw medycznych, w czasię stymulacji i po transferze brałam to jeszcze przez palce jak 5 się zaplodniło, później beta rosła, ale teraz gdy mam poronić i na tych 2 wizytach „ciążowych” dalej mi o tym mówił to już nie umiem zapomnieć. Mam wkurw maksymalny, żal, złość i lęk, tylko przez brak wyczucia lekarza, po co w N. psycholog, warsztaty i ta cała otoczka, jak szef kliniki dobija psychikę bardziej niż całe in vitro. Nie umiem sobie poradzić teraz i wyrzucić z głowy jego straszenia, to będzie wracać. Powiedział, że mamy jeszcze minimalną szansę i stwierdził to tylko na podstawie tego, że to było czwarte podejście i teraz ten zarodek obumarł. Boję się poronienia i mam lęk przez to potraktowanie 🙁 Dziewczyny tu są po tylu przejściach i lekarze dają Wam nadzieję, a ten lekarz niby od trudnych przypadków… Jestem załamana, żyć mi się nie chce 🙁 Przeniosłam się od profesora, bo dobra klinika itd., bliska osoba mnie namówiła, a zostałam odarta z nadziei. W BS po kilku nieudanych próbach nie miałam doła takiego, bo prof. wierzył, że mi się uda, zawsze serdeczny aczkolwiek realista, a tutaj dobrze nie zaczęłam stymulacji i słyszałam same czarne scenariusze, nawet podczas podawania zarodków co będzie jak nie wyjdzie!

  50. Melisko,
    Bardzo mi przykro że tak się stało 🙁
    Nie rozumiem lekarza który naciska swoją pacjentkę.
    Czytam Twoje wpisy i doszukuje się powodu dla którego On tak bardzo obstawiał adopcję komórki i nie rozumiem dlaczego tak postępuje (jeśli czegoś nie doczytałam to przepraszam). Musisz odpocząć, przejść przez ten trudny czas i jak znajdziesz sile to walczyć dalej, znaleźć lekarza który zrozumie, zaakceptuje Wasze decyzje i zrobi wszystko co może żeby Wam się udało, bo wierzę w to że się uda. Sama zostałam przekreślona przez dobrego lekarza że z moim amh to to tylko adopcja komórki. I w sumie powinnam do Niej wrócić i powiedzieć Jej żeby nigdy w ten sposób nie traktowała pacjentek, bo wynik wynikiem, a medycyna nie takie cuda widziała.

    1. Mimami, z powodu nieudanych in vitro i tego jednego obumarcia, bo nawet kariotypów nie kazali nam nigdy wcześniej badać, amh – 2,45, mąż ma super parametry, a ja mam endometriozę, nigdy nie miałam laparoskopii. W klinice dziś mi powiedzieli, że ten dr tak ma i żebym absolutnie nie myślała o komórce dawczyni. Szkoda, że wcześniej nikt mnie nie uprzedził, zaoszczędziłabym nerwów i traumy 🙁

      1. Melisko,
        Moim zdaniem ten lekarz zawalił. Przed in vitro trzeba sprawdzać czy wszystko funkcjonuje tak jak powinno (przecież to zwiększa szanse na ciąże), tym bardziej że masz endometriozę 🙁
        My zrobiliśmy sami kariotypy poszłam do lekarza rodzinnego i wystawił skierowania dla mnie i męża.
        Ja poroniłam w listopadzie i sama się zabrałam za badania. To chyba była metoda na przetrwanie. Kariotypy zrobiliśmy w grudniu, pod koniec stycznia histeroskopia, w lutym męża przebadaliśmy (okaz zdrowia 🙂 ). Ja co cykl robiłam fsh, lh. W lutym powtórzyłam amh. Miałam czasami takie wrażenie jakbym sama była swoim lekarzem. Opamiętałam się w marcu i już olałam badania. Zmieniłam lekarza na jakiegoś takiego normalnego 🙂 porządnie mnie opierniczył (użyłam na prawdę delikatnego słowa 🙂 ) wyprostował mnie, ta wizyta była lepsza od wizyt u psychoterapeuty do którego zaczęłam chodzić od grudnia. Ta wizyta dużo mi dała, odpuściłam. A chwilę później zaszłam w naturalna ciąże ( a na 28 kwietnia miałam umówioną wizytę w sprawie rozpoczęcia procedury in vitro). W ciągu 15 miesięcy byłam u 4 rożnych ginekologów, był nawet moment że chodziłam równocześnie do 3 (to tez wynik naszych przejść). Podsumowując bo się rozpisałam, nigdy nie wolno tracić nadziei. Teraz jest ten moment w którym doświadczasz najgorszego, ale przyjdzie czas że wyjdzie dla Was słońce. Wierzę w to ogromnie. Życzę Ci żebyś znalazła dobrego lekarza, jeśli dobrze pamiętam jesteś z Rzeszowa może w Krakowie, może Katowice (to u mnie 🙂 ) znajdzie się osoba która pomoże Wam zostać rodzicami :-*

  51. Melisko dla mnie Twoja sytuacja jest straszna…jak profesor moze oceniac wasze szanse i namawiac na komorke dawczyni bez badan genetycznych, kariotypow itd…
    Mialas chyba taka sama sytuacje jak Wezon. Czesto jest tak ze zarodki przestqja sie rozwijac, cos sie dzieje. Ja rozumiem jakby to byl np 3 raz z rzedu …to moze o czyms swiadczyc. Nie poddawaj sie dziewczyno, twoje blastusie czekaja na Ciebi. Teraz musisz przejsc przez poronienie, przejlknac gorycz. Daj sobie czas. Moze od nowego roku? Daj wam te pol roku. Jeszcze wrocisz z tarcza !!

    1. wygooglowane:

      To możliwe dzięki zastosowaniu stworzonej na Politechnice Federalnej w Lozannie (Szwajcaria) specjalnej, silikonowej kapsułki, którą wypełnia się plemnikami i komórkami jajowymi pobranymi wcześniej od pary chcącej mieć dziecko. Kapsułkę umieszcza się na 24 godziny w macicy, w tym czasie dochodzi w niej do połączenia się komórek i wczesnego rozwoju zarodka. Po 24 godzinach mający 1 cm długości i 1 mm szerokości pojemniczek jest wyjmowany. Następnie wybiera się z niego zdrowe zarodki i po 2-4 dniach umieszcza je z powrotem w ciele kobiety.

      „To prawdziwy przełom w leczeniu niepłodności w Polsce. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której możemy przeprowadzić zapłodnienie wewnątrz ciała kobiety, bez używania szalki i nakłuwania komórek jajowych” – powiedział dr Dariusz Mercik z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach, która będzie stosować tę metodę.

      Gdzie tu przełom? Tak samo punkcja, tyle, że zamiast na płytkę szklaną włożą do silikonowego pojemniczka.
      Na innej stronie piszą, że endometrium będzie się lepiej rozwijać , bo to „naturalne zapłodnienie”. I endometrium to wyczuje przez ten silikon?

      1. gaja no własnie też mi się zdaje ze to takie leczenie kisielem jak naprotechnologia. Myślałam że może ktoś wie coś więcej bo to co podesłałaś to już czytałam. Moje endo należy do tych opornych więc nie sądzę żeby po silikonie jakieś cuda były.

        1. Ubiegłaś mnie Pati 😉 . Miałam dziś zamieścić link do artykułu o tej metodzie i zapytać tutaj co o tym sądzicie. Na początku wow,ale cuda! Potem jednak zaczęłam się zastanawiać czym to się tak naprawdę różni od zwykłego in vitro – oprócz tej kapsułki oczywiście. Tym bardziej że skuteczność podobna.

        2. Chyba jednak bardziej wierzę w klasyczną pipetę i szalkę (czy jak to sie tam nazywa).. niby dlaczego to lepiej? Może to katolicka wersja ivf? Że niby w organiźmie kobiety.. może plemniorki i jajka będą miały takie okienka jak w batyskafie i to będzie more romantic:)))
          Spróbuję nieudolnie zastąpić Wężon:
          Proszę meldować czy któraś transferuje, punkcjuje, betuje bądź ma wizytę?

          1. Haha fakt chyba sporo. Bo dr Z jak zajrzał tam to sie odrazu pytał „a pani na clo? Ile Pani tego brała?”
            No jedna dziennie 2-6 dc
            „Yhym”
            😉
            Ale juz nic nie pytałam czy to dobrze czy zle 🙂

          2. Olga, gdybyś chciała przywężonić po całości, to powinnaś Gaję namawiać na sikacza 😉
            Gaju, to już jutro! Całą sobą trzymam kciuki!

          3. Obawiam się, że nawet testu jutro nie wyciągnę
            Mam już skurcze jak w czasie @. A biorę maksymalne dawki nospy.
            Nie mozliwe , żeby zarodek się w czymś takim utrzymał.
            Aż takie cuda się nie zdarzają…

          4. Ja już fisiuje… 5 dpt crio 2 blastek… oprócz bolących piersi, kilku pewnie urojonych kłuć i napięć w dole brzucha, nic poza tym… chcę rzygać, mdleć, zwijać się z bólu, cokolwiek! Bo ta niepewność wykańcza…
            Nie wiem, czy lepiej jak są jakieś objawy, czy jak nie ma to tez może się udać?! Heeelp !!!!

          5. Eska, tu nie ma żadnej prawidłowości. Ja nie miałam żadnych objawów, ze się udało. Potem jednego pawia puscilam po kilku tygodniach. A niektóre dziewczyny mają cały katalog objawów. Kiedy pójdziesz na bete? Wężon pisała, ze chyba 8-9 dpt blastek można zrobić sikacza, czy jakoś tak…

      2. Ponieważ muszę leżeć , informacje na temat tej metody słyszałam już dzisiaj kilkakrotnie i podobnie jak Wam nasuneło mi się pytanie co w tym naturalnego skoro do zapłodnienia dochodzi w plastikowej kapsule . Dodatkowo więcej ,,grzebania” jak dla mnie . Może się mylę , bo zbyt mało jak narazie na ten temat wiem i z czasem zmienię zdanie …
        Czas pokaże.

          1. Magda, dziękuję 🙂
            Jutro o 7 rano mam wizytę, leżę od zeszłego tygodnia i gdyby nie mój M i Teściowa ( tak , tak ) nie wiem jak bym wytrzymała ten czas. Kolejne krwawienie się nie pojawiło , cały czas myślę o Kulce i mikro serduszku i myślami napędzam je do mocnego bicia. .. tak się boję.

    2. Pati, dziewczyny, tak, słyszałam, chciałam nawet napisać posta, ale mi para opadła po namyśle.
      Opis samego zabiegu dała już gaja.

      Różnica od zwykłego in vitro jest taka, że zarodek rozwija się w optymalnej temperaturze w ciele kobiety.
      I w optymalnych ciemności, bo jak mówił jeden z embriologów w tv – nie ma potrzeby „stresować” zarodków światłem, powietrzem i innymi bodźcami.
      To mnie przekonuje.

      Natomiast ilość ruchów, które potem trzeba zrobić z zarodkiem – już nie. Włożyć kapsułę, wyjąć po dobie, prześwietlić, włożyć z powrotem zarodek…

      Nie mówię, że to nie ma sensu, ale powodu do wielkiej ekscytacji jednakowoż nie widzę…

      Metoda ta – też cytując embriologa z tv – nie jest lepsza nić in vitro, może je jedynie wzbogacić.

  52. Chyba jednak bardziej wierzę w klasyczną pipetę i szalkę (czy jak to sie tam nazywa).. niby dlaczego to lepiej? Może to katolicka wersja ivf? Że niby w organiźmie kobiety.. może plemniorki i jajka będą miały takie okienka jak w batyskafie i to będzie more romantic:)))
    Spróbuję nieudolnie zastąpić Wężon:
    Proszę meldować czy któraś transferuje, punkcjuje, betuje bądź ma wizytę?

      1. Liloą, ale się uśmiałam na myśl o komisyjnym ciągnięciu za sznureczek. Tak, Olga, zgadłaś! Jest sznureczek!
        Tak sobie myślę, że moralnie to niczego nie zmienia – jest grzeszna masturbacja i mrożenie, świętego aktu małżeńskiego brak, tu musi chodzić o coś więcej. Poczytałam wywiady z zagranicznymi lekarzami i głównie podkreślają, że to ważne dla psychiki kobiety, ale też że środowisko zapłodnienia lepsze i że zmniejsza ryzyko wad genetycznych (?!). Dla nas to nie alternatywa, raz że ICSI się chyba w kapsułce nie zrobi, dwa że moja szyjka i tak by nie wpuściła tego ustrojstwa.

  53. życie jest małą ściemniarą…plącze nam nogi, i mówi idź….
    Meliska szalenie mi przykro – utracić kogoś, na kogo się tak bardzo czekało….pozwól sobie na żal
    jestem dziś taka zła, że kopałabym, gryzła i wrzeszczała….wrzeszczałam pół drogi z laboru do domu….dobrze że Mąż tolerancyjny
    10 dpt – beta 29
    zaraz po wyjściu z pobrania brzuch zaczął mnie ciągnąć okresowo
    no ale dziś jestem trochę w ciąży – wolałabym dostać od ręki betę 0 niż taki strzępek nadziei na dwa dni

    1. Sweetie to piekna betka, czemu nie wierzysz ze bedzie ok? dzis daj sobie szanse i poki co uwierz 🙂 a ten bol na poczatku jest normalny, chyba kazda z nas go tu miala…
      LILOA, jutro wizyta prawda? sciskam za Ciebie wszystkie mozliwe kciuki! Kochana musi byc wszystko dobrze, mocno w to wierze :* czekam na wiesci

      1. Dziękuję Aniu. ,
        Przed jutrzejszą wizytą aż mnie zatyka . Z jednej strony ok, z drugiej jak o tym wszystkim pomyślę , co się dzieje od tygodnia to mam wrażenie , że to jakiś zły sen i że za chwilę się obudzę. To musi być zły sen !

  54. Dziewczyny ja wiem że znów nudzę o tych Światowych Dniach Młodzieży ale dziś dzwoniłam do kliniki żeby umówić się na wizytę i dowiedziałam się że klinika będzie w tych dniach zamknięta. Ja naiwna miałam nadzieję że będą funkcjonować normalnie, że może uda się coś zdziałać.
    Z jednej strony rozumiem decyzję kliniki ale jednak wkurza mnie to wszystko. Trudności w poruszaniu się samochodem, przepustki, jakieś strefy, zamkniete instytucje. To bedzie „tydzień świra”…
    Powiedzcie mi, w którym dniu cyklu miałyście kriotransfer (cykl sztuczny). Nie wiem jaka teraz byłaby decyzja lekarza, raz miałam krio, właśnie na sztucznym i był to 17 dc. Chciałabym wiedzieć w którym dc najpóźniej możliwe jest podejście do transferu.

      1. Olga moja ostatnia wizyta w klinice była w kwietniu w dzień punkcji, więc właściwie nie wiem jaki lekarz ma względem mnie plan. Ale skratching robi się w cyklu poprzedzającym krio? To i tak chyba musiałabym zrezygnować z lipca. I nie wiem czy w moim przypadku to wskazane, w maju miałam usuwanego tego nieszczęsnego mięśniaka, macica przeżyła swoje ;-). Wszystkiego dowiem się za tydzień.

        1. A. No to ”dziabnięcie” masz już w pewnym sensie z głowy. Taki zabieg chyba może zadziałać jak scratching? Spytaj lekarza. W scratchingu niby chodzi o poprawę receptywnosci endo przez uraz kontrolowany..

      1. Gaja, Martucha dałyście mi odrobinę nadziei, może nie wszystko jeszcze stracone i mogłabym mieć transfer kilka dni później. Pozostaje mi czekać w niepewności jeszcze tydzień, mam wizytę w przyszły wtorek.

        1. Ja właśnie byłam u swojego i też mam plan na przeczekanie, aby transfer był po ŚDM. Da się tak to ustawić 🙂 pytałam, czy nie wyjdzie na to, że po ŚDM nie będzie za późno – powiedział, że tak mi przepisuje dawkowanie estrogenów aby trafić z transferem na po evencie. Nie ma co się martwić tylko umawiaj się z lekarzem i ustal co i jak 🙂

  55. Cześć Dziewczyny,
    widzę, że piszecie o bólu podbrzusza…ych…właśnie zaczęłam się zastanawiać, dlaczego go nie odczuwam. Betę mogę zrobić już w środę, ale nie wyobrażam sobie iść ze spuchniętymi oczyma do pracy w czwartek. Zostawiam więc betę na piątek. Wiecie co…nie wiem co się stało, ale w sobotę jeszcze czułam, że Kruszyn jest we mnie. Głaskałam go, mówiłam do niego…i nagle obudziłam się w niedzielę TAKA PUSTA…jakbym nic (nawet macicy) w środku nie miała. Od tamtej pory przestałam mówić do brzucha i już go nie głaskam, bo przeczucie, że jest już pusty cały czas siedzi w mojej głowie. Pomalowałam sobie paznokcie, poszłam do pracy, przyniosłam do domu zakupy…w zeszłym tygodniu bym sobie na to nie pozwoliła. Biję się z sobą, bo chciałabym zobaczyć pozytywny wynik w piątek. Trzymajcie kciuki.

    1. Laras, twoja psychika sobie radzi w ten sposób z niepewnością.. produkuje scenariusz, ze się nie udało, żeby ewentualną porażkę jakoś przetrawić. Piłka w grze jest póki nie masz wyniku bety. Idź w środę. Będę trzymać kciuki. Objawów nie miałam żadnych.

    2. Lara, spokojnie.
      Ja się martwię, że pobolewa, a Ty , że nie 😉 Ale to raczej bardziej normalne, że NIE boli, prawda?
      Będzie dobrze! Myślałam, że Ty już dawno po teście, bo transfer miałaś chyba długo przede mną? Ja 26/06 blastki i moruli.
      Ja mam zamiar „siknąć” jutro rano, bo na czekanie kilka h na wynik chyba nie mam nerwów (ostatnio trzęsłam się chyba 4 godz i co 5 min zaglądałam do netu, czy już jest wynik…).
      Jak coś na sikańcu wyjdzie, to pójdę do labu.
      A jak nie… no cóż, pewnie będę żyć dalej…

      1. Gaja, ja robiłam sikańca po otrzymaniu pozytywnej bety z laboratorium i wyszedł negatywny. Fakt, robiony był po południu, ale beta wtedy była ponad 100. Przestałam wierzyć w testy…

      2. Gaju, transfer miałam 27.06 dwudniowego okruszka. Mam jeszcze dwa na zimowisku. Podano mi tylko jednego, bo dr stwierdził, że jestem na tyle młoda, że na pierwszy raz pójdzie jeden maluch a najwyżej jak się nie uda to rozważą podanie dwóch. Czekam z niecierpliwością na wyniki. Daj znać proszę jak wyjdzie test. Trzymam za Ciebie kciuki!!!

  56. Dziewczyny, jestem 5dpt i od wczoraj strasznie szczypie/swędzi mnie ,,tam” w środku. Z leków po crio przyjmuje 3×2 luteiny dowcipnie więc myślę, że to od tego :/ czy mogę coś kupić na własną rękę w aptece jakieś globulki bez recepty typu Iladian i wiąć jednorazowo ? (na opakowaniu jest żeby profilaktycznie 1/2 razy w tygodniu brać)
    Nie mam jak skontaktować się z lekarzem… Help!!

    1. Eska to może być niekoniecznie infekcja ale sama luteina może Cie drazni. Ja myslalam ze szalu dostane. Dr dal mi Trivagin zel żeby przy każdej aplikacji go uzyc to będzie lepiej. I powiem Ci ze teraz bez tego to ani rusz. Ma kwas hialuronowy wiec nawilży trochę i kwas mlekowy to tez pomocniczo na leczenie infekcji. I to dr z kliniki powiedział ze spokojnie można brac. Iladian nie radze bo skład ma dość slaby a o ciężarnych nie sadze żeby cos tam napisali. A jak wiesz wolno Ci teraz tylko to co ciężarnym wiec szalu nie ma 🙂

      1. Pytałam lekarza o jakieś lek ale on stwierdził ze po takiej dawce luteiny to nic dziwnego. Jestem na L4 i większość czasu leżę staram się jak najdłużej chodzić w luźnej piżamie albo bez bielizny po prostu i bardzo mi to pomogło, jeśli możesz sobie na to pozwolić to polecam 🙂

  57. Dziewczyny, czy któraś też tak miała, że brzuch bolał od punkcji? Dzisiaj 21dt a ja się czuje jakbym miała okres dostać i kręgosłup też mnie tak boli. Do kiedy to tak może być? W czwartek idę do lekarza, ale może któraś też tak miała? Brać coś na to?

    1. Eewka miałam tak samo. A jednego dnia bolał mnie tak brzuch, że koniec końców wzięłam no spe, chociaż słyszałam, że ona wcale taka bezpieczna d o końca nie jest. Niewiele mi ona pomogła… Czułam się jak w okresie, a mnie w pierwszych dniach zawsze bolał brzuch. to jest całkowicei normalny dla mnie objaw… ciąży 🙂
      napisałam do Ciebie rano maila 🙂 Pozdrawiam

    2. Eewa mnie bardzo po punkcie i transferze bolało podbrzusze, kręgosłup a w podejściu udanym (miałam 2 punkcje, 2 transfery) jeszcze pachwiny ze chwilami nie mogłam chodzić… punkcja to duża ingerencja więc myślę że to normalne,że boli…
      Teraz jestem 6dpt pierwszego w życiu crio i jest zupełnie inaczej, nic nie boli oprócz piersi… osobiście psychicznie wolę jak coś tam boli bo to znaczy że coś się chyba dzieje, a teraz oszukuje się na siłę jakiegoś najmniejszego klucza chociaż… eh..,

  58. To już koniec mojej Kuleczce przestało bić serduszko. ..
    Kochałam ją od samego początku , tak jak kocham mojego M , stworzyliśmy Ją razem , pragneliśmy jak niczego innego. Miała mieć moje loki , uśmiech i wieczne Adhd po M jego oczy i wrodzony optymizm …. już jej nie ma, właściwie jest tylko duszy już nie ma …….

    1. Nie wierze, no kurwa nie wierze! Siedze, placze i nie wiem co Ci Kochanie napisac…Szlysmy razem od początku…a teraz nie znajduje zadnych slow żeby napisac cokolowiek sensownego 🙁 Przepraszam ze tylko tyle ale słowa nie oddaja takich sytuacji. Jestem przy Tobie myślami caly czas :* Tu jest ostatnio tyle smutku…

    2. LILOĄ nie tak to miało być
      bardzo współczuję, taka strata zawsze boli, zawsze zostaje cień na duży i rana w sercu
      daj sobie czas, a potem wstań, weź się z życiem za bary i walcz o swoje uśmiechnięte szczęście z loczkami

    3. LILOĄ Boże nawet nie wiem co napisać, to cholernie niesprawiedliwe, nie ogarniam tego ;( nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie tego co przezywacie,
      dlaczego musimy tyle cierpieć, tyle znosić…..
      Przytulam mocno

    4. Nie było mnie kilka dnia …
      Nie wiem co w takich chwilach powiedzieć…
      Ty mnie tak ładnie pocieszałaś po stracie moich 3 Zarodków które nie doszły do mrożenie …
      Przepraszam
      Przykro mi i ściskam z całego serca !!!!

  59. Liloą, myślałam, że u Ciebie będzie jednak inaczej, że limit aktualnych nieszczęść przypadł mnie, przykro mi bardzo 🙁 Co Ci lekarz zalecił? Też masz czekać? Jestem z Tobą.

  60. Nie wierze!!! To się nie dzieje!!!! … k…mac!!! to jakiś kurwa koszmar!!!!!! szlag mnie trafia!!! ile jeszcze?!?!!?! to są tylko ciążę, i aż ciąże!!! niech mi ktoś w takim razie mądrzejszy powie, jak przetrwała ludzkość?!?! Skąd to przeludnienie na ziemi?!?
    kiedy wreszcie wykorzystamy limit tego cholernego pecha???????

  61. Liloą, ;( wiem, jestem tu nowa i może nie powinnam się udzielać, ale tak cholernie mi przykro. Nie ma sprawiedliwości, no kur** nie ma ;(
    Tak mnie cieszyły Twoje/ Wasze wiadomości że się udaje, a teraz jeszcze bardziej się dołuje 🙁 ale myślę, że jak się teraz udało to na pewno się uda drugi raz. Już ta Duszyczka o to zadba. Wierzę w to. Trzymaj się jakoś :*

  62. LILOĄ Sciskam mocno… Współczuję strasznie… Widzę że dziś jakiś mega pechowy dzień. A ja odebrałam wyniki krzyzwej cukru i oczom nie wierze. Załamka totalna. Tego to już napewno się nie spodziewałam.

    1. Gaja…zrób betę jutro. Mi lekarz powiedział, że test z moczu nie wyjdzie po 10 dniach i że można go zrobić najwcześniejszej w dniu spodziewanej @. Tylko beta da Ci teraz odpowiedź. A testy….moja kuzynka miała kiedyś pozytywny wynik i z radości nas obdzwoniła…a u lekarza się dowiedziała, że nie było żadnej ciąży a testy czasem przekłamują…raz w jedną, raz w drugą.

    2. Nie będę leciała na betę.
      Jak miałam bHCG 27 to widać było lekkę drugą kreskę.
      Jestem w dniu spodziewanej @ MUSIAŁOBY wyjść.
      Poza tym najdalej rano będzie @ tak boli.

      1. Sciskam Gaja…Chętnie bym się z tobą zamieniła chociaż by faktem że u mnie okres nie przyszedł a ja potrzebuje tej @ ale wiem że to nie jest pocieszenie żadne. Przytulam gorąco

  63. Dziweczyny mam takie pytanie czy ktoraś z was brała Metformax Metformine czy coś w tym stylu? Czy miałyście te wszystkie skutki uboczne typu tycie, wymioty biegunka itp? Bo chyba pieknie się urządziłam przed urlopem.

    1. Pati, ja brałam przez jakiś czas metformax w trakcie starań – na insulinoodpornosc. Tak mi lekarz wymyślił… objawów nie miałam żadnych. Ale i w niczym mi lek nie pomógł.

    2. ja brałam siofor w konskich dawkach własnie na insulinooporność (substancja czynna ta sama) skutki uboczne straszne, biegunki, zawroty głowy, mdłosci. Ale pomogło to w wyregulowaniu cyklu, schudnięciu i zajściu w ciążę. Niestety wyjałowiło mi to organizm.

      1. Jeszcze nie wdrożyłam się w różnice leków, ale może właśnie jakieś skladniki dodatkowe w leku wpływały na to jak sie czułaś. Najważniejsze że się udało 🙂

    3. Pati, bralam metformax 2×500. Żadnych skutków ubocznych. Półtora roku temu miałam krzywą nieciekawą. Przeszłam na dietę – mniej węgli, zero słodyczy i przetworzonych produktów, mierzylam cukier i patrzyłam po czym jest niski. Jadłam mniej, ale co 3h. Dużo byłam w ruchu – spacery, pracę w ogródku, nie fitnesy. Schudlam dużo, było z czego. Metformax brałam w czasie symulacji, po transferze i w ciąży. Odstawilam przed krzywa cukrowe ciążową…już widziałam u siebie cukrzycę ciazowa a tu wyniki super.
      Podobno lepszy jest preparat glucophage. Zapytaj rodzinnego lekarza. Nie ma się czego bać.podobno metformina poprawia jaja i hormony.

      1. no własnie ja mam krzywą masakryczną glukoza na poczatku poniżej normy później po 2 h powyżej 200, insulina na poczatku norma później po 2h 122. A cykli jak ja już pisałam nie mam od 1,5 roku bez luteiny a teraz nawet z luteiną okresu nie widać. Może to coś pomoże dziś ide do diabetologa i zobaczymy. Jestem chuda, nie mam parcia na słodycze wogóle, nie sądziłam że to mi wyjdzie insulinoodporność. Ale jak ma to wyrególować cykl no cóż zrobie wszystko. Wyrególować to dużo powiedziane 🙂 wogóle go odzyskać.

      2. olga1982 własnie jestem po wizycie u diabetologa i dr powiedziała że absolutnie metformaxu nie stosować w ciąży i musiałam podpisać że nie jestem w ciąży to więc w końcu jak to jest?

  64. Ja też statystyki nie poprawię. 11 dpt dwóch trzydniowych zarodków a beta <0.1.
    W przyszłym tyg. umówię się jeszcze do lekarza, ale dalszą walkę zacznę po wakacjach.
    Mam dosyć i chcę odpocząć od tych wszystkich badań, wizyt, leków, punkcji.

    1. Czarownica wsółczuje i wcale się nie dziwie że chcesz teraz odpocząć. Mnie niestety czekaja wizyty badania i lekarze jeśli chce zacząc po wakacjach, ale cóż przeżyje.

        1. Czarovnica, smutny dzień. Przykro mi bardzo. Ktoś musi wreszcie odczarować tą czarna serie niepowodzeń! Miałam nadzieje ze z racji swojego Nicku będziesz to właśnie Ty.

  65. po 48 h przyrost bety 50% – już bym naprawdę wolała żeby się to jakoś określiło, pomyłabym sobie okna na rozładowanie żalu, a tak coś mi szepcze – a może….
    w pt powtórka, w pn lekarz ;/
    czarovnica, gaja – przykro 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *