Adopcja a sprawy sądowe

Ciągle jeszcze nie zamknęliśmy spraw w sądzie. Po drodze – no bo jak inaczej – nie obyło się bez fajerwerków.

Nasz sędzia był wyjątkowo ostrożny. Pochylił się nad nami z lupą. Liczba i jakość kontroli, które do nas wysyłał, jest daleko powyżej normy. Naliczyłam blisko 10 wizyt w domu z różnych instytucji, w godzinach rozmaitych, w tym o 21.30.  Większość wizyt była niezapowiedziana.

Czasem te  wizyty były miłe, ale zwykle dłużyły się w nieskończoność, osoby które do nas przychodziły, miały dużo czasu, chętnie piły kawę, herbatę, jeszcze jedną kawę, poczęstowały się zupą, dużo pytały i o wiele za dużo gadały (pokusa udzielania życiowych porad przyszłym rodzicom adopcyjnym była nie do odparcia), u nas ciepło i miło, po co się spieszyć. Ale przede wszystkim  nas obserwowały.

Znajomi, którzy przeszli podobną ścieżkę, ale z jedną krótką kontrolą, zapytali w końcu wprost, czy z nami wszystko ok, czy sąd ma powód tak nas sprawdzać. Sama się zaczęłam zastanawiać, czy nie ma u nas jakiejś patologii.

Potem rozprawy. Tak, rozprawy, Normalnie jest jedna. Ale ten sam sąd, który tak nas sprawdzał, zgubił ważny dokument i nie mógł bez niego wydać postanowienia o adopcji. Wyznaczył kolejny termin. W końcu wydał postanowienie. Świętowaliśmy krótko, bo okazało się, że postanowienie sądowe zawiera błędy formalne i jest nieważne – na jego podstawie nic nie można zrobić. Czekanie na nowe – to czas nieokreślony.

Synek mieszka u nas pół roku. Za każdym razem, kiedy nabieramy powietrza w płuca, żeby skończyć sądowe sprawy adopcyjne, coś się wywala. Najważniejsze, że jesteśmy razem, jednak poczulibyśmy dużą ulgę, gdyby udało się zamknąć formalności…

 

80 komentarzy

    1. Gaja, przepraszam, nie chciałam Cię wystraszyć! Mam dwie dobre wiadomości.
      1. tym znajomym, co idą równolegle z nami wszystko udalo się zamknąć za jednym razem, bez kontroli i bałaganu w sądzie
      2. Na pieczę (czyli zgodę na zabranie Olutka do domu) czekaliśmy 3 (TRZY) dni robocze od złożenia w sądzie dokumentów, to oznacza, że synek trafił do nas w mniej niż tydzień od dnia poznania go. Cała reszta to tylko pierdoły, ważne że jesteśmy razem.

      Nie bój się. Warto walczyć 🙂

      1. Iza, to ja przepraszam, nie miałam Ciebie na myśli 😉 Bardzo dużo jest w sieci opowieści o problemach, nieudanych adopcjach, FASach, itp. Do tego w OA od razu mówią: dzieci zdrowych nie ma wcale.
        Łudzę się, że Ci, którzy problemów nie mają, siedzą cicho…

        1. Gaja, nam tez mówili, ze nie ma zdrowych dzieci. Bo jest ryzyko, ze bedzie chore i OA od razu odsiewają tym zdaniem kandydatów, którzy mogliby nie sprostać problemom.
          Jednak sa zdrowe dzieci 🙂 bardzo duzo dzieci jest zdrowych lub ma „zwykle” choroby, ktore mogą sie wszystkim przytrafić. Czasem chodzi tez o obciążenia genetyczne, ktore mogą , ale nie musza sie ujawnić w przyszłości .
          Bardzo bałam sie FAS, ale często FAS widać juz u niemowlaków. U nas dodatkowo zbadano nerki synka po porodzie – sa zdrowe, takie rzeczy tez pomagają wykluczyć FAS.

        2. Gaju, jak napisały dziewczyny – często w OA trochę straszą pary, że nie ma zdrowych dzieci. Pewnie badają w ten sposób, na ile ludzie są gotowi, bo być może po przemyśleniu, ktoś zdecyduje się na adopcję chorego dziecka. Warto otwarcie mówić, na co jesteśmy gotowi, a na co nie. My od razu zaznaczyliśmy, że chcemy względnie zdrowe dziecko, bez obciążeń chorobami psychicznymi i alkoholem. I córeczka jest zdrowa – choruje tyle, ile zwykle inne dzieci. Jeszcze jedno. Wszystkiego nie da się przewidzieć. Zawsze może wyjść jakaś choroba w późniejszym wieku. Ale myślę, że wtedy już podchodzi się do tego trochę inaczej – To już moje dziecko, które kocham i wiadomo, że zrobię wszystko, by mu pomóc.

  1. To jakaś masakra co piszesz… do dziś żyłam w przekonaniu, że sąd sprzyja i szybko załatwia sprawy o adopcję. My mamy w sobotę ostatnie zajęcia z ado kursu i będziemy czekać na kwalifikację. Zobaczymy jak to się dalej potoczy.. Jestem dobrej myśli 🙂

  2. Iza, jak ja Wam współczuję! My trafiliśmy na cudowny sąd i sędzinę! Dokumenty złożyliśmy w dniu poznania córeczki i tego samego dnia, po południu mieliśmy już papier o pieczy. Raz odwiedził nas opiekun prawny, był chwilę, bo to osoba z którą mieliśmy szkolenie, więc dobrze nas znała. Sprawę adopcyjną mieliśmy po miesiącu.
    Trwała niecałe pół godziny. Było miło i przyjemne. Dwa miesiąca od pierwszego spotkania mieliśmy już nowy akt urodzenia córki.
    Wszystko zależy od sądu.
    A niby wszystkie działają na mocy tego samego prawa..

  3. Współczuje i wspieram. Najważniejsze ze jestescie razem i od tych dokumentów i rozpraw nie zależało od kiedy Oli jest z Wami w domu.
    Trzymam kciuki żebyście w końcu mogli już całkiem spokojnie spać.
    A jak Olutek?

  4. Ewidentnie trafił Wam się upierdliwy egzemplarz sędziego. Ale trzymajmy się wersji, że to tylko formalność, a sędziemu naprawdę bardzo zależy na dobru dziecka. Życzę, żeby sprawy jednak przyspieszyły tempa i Oluś był już formalnie Wasz-Wasz 🙂

  5. Niestety żyjemy w takim kraju, że dobrych, uczciwych ludzi sprawdza się i testuje w nieskończoność, a złodzieje i przestępcy chodzą po ulicy i nikt im się nie przygląda. Pamiętam jak po urodzeniu synku zadzwoniła do nie położna i powiedziała, że przyjdzie, ale nie wie kiedy i o której godzinie. Strasznie mnie to zdziwiło…faktem było, że po powrocie ze szpitala siedziałam z małym w domu, ale czułam się źle z myślą, że nie mogę ruszyć się z domu bo przyjdzie położna! I wpadała do nas raz o 8 rano, a innym o 15-stej dokładnie wtedy, gdy usiedliśmy do obiadu. Czy nie można nas traktować bardziej po ludzku- zamiast robić niespodziewane naloty? Ja byłam wykończona anemią, nie miałam na nic siły i chciałam w ciągu dnia kłaść się na drzemki razem synkiem- niestety nie mogłam…:(
    Iza podziwiam Was za wytrwałość…i najważniejsze, że jesteście RAZEM, wszystko zniesiecie i przetrwacie bo w Rodzinie jest moc 🙂

  6. U mnie znów pod górke, zaśniad groniasty częściowy 🙂 wczoraj odebrałam histopatologie poleciałam na krew odrazu, i czekam do jutra na kolejne badanie, w sob ginekolgog, no tego po ustaniu akcji serca na przełomie 6/7 tc sie nie spodziewałam. Jestem ewenementem medycznym jak nie wady to zasniad 🙂 Jak sie smiałam że na moim przypadku mozna prace dr napisać to teraz chyba profesorską… bo nawet lekarze i pielegniarki się dziwią ze ta histo wyszła tak jak wyszła. Można? Można…

  7. nie mam zielonego pojecia 🙂 zalezy ktory to typ, narazie tylko badamy bete czy rosnie czy spada czy na jednym poziomie, akurat ten gin co go znalazlam w ostatniej ciazy jest onkolog ginekolog wiec jakos na spokojnie… ale znow taka niewiedza co i jak i czemu i skad jest dobijajaca…
    Izuś film filmem ale jeszcze ten film strzeli wszystkie oskary 😛
    Nie no trzeba jakos sie smiac w obecnej syt bo czlowiek by zgłupiał. U nas wiedza medyczna mojego M jest masakryczna mowie : sluz cos nie taki, ten ale jak nie taki powiedz kolor konsystencje zapach to ci powiem co :P, mowie z szyjak jest cos nie tak po lyzeczkowaniu, ten odpowiada to wada taka i taka do wchłonięcia ale trzeba kontrolować, tu mu wyniki: zaśniad, bo tylko tyle z histopatologi zrozumialam, a on do mnie ale czesciowy to jest taki taki i taki, zrob to tamto i tamto, umow sie do lekarza, nie czekaj no normalnie po tylu latach to mam chodzaca encyklopedie medyczna w domu 😛

  8. Pati, już chyba wszelkie granice przekroczyłaś… Nikt by tego nie wymyślił… Ale zazdroszczę Ci, że potrafisz tak do tego podejść.
    Ja jutro 9. crio. Znaczy chyba 9, przestałam liczyć. W każdym razie przedostatnie. Bierzemy dwa. Podhodowali 3dniowy do 10A + 8aa blastka. Zostanie jeszcze 3dniowy na ostatni raz i gdzieś w okolicy swoich 41 urodzin kończę przygodę z IVF.

    1. A ja jednak bym chciała, żebyś świętowała te 41 urodziny czymś bezalkoholowym z powodu ciąży. Niech się rozgoszczą oba na długo! No jeden chociaż…
      Jak transfer? Bez przygód?
      Trzymam kciuki. Nieustannie.

      1. Dzięki.
        Transfer ze skurczami, pobolewało, teraz OK. Położna prawie się obraziła, jak na pytanie „który to transfer” powiedziałam „przedostatni”, no bo jak można tak nie wierzyć.
        No po takim już czasie można.
        Teraz dostaję accofil, fragmin, estrofem, lutinus i encorton, intralipidu już nie. I tak niezły zestaw.
        Przypominało mi się, jak po pierwszym transferze leżałam z tyłu w aucie i bałam się cokolwiek robić, a teraz…
        Pewnie w piątek pójdę na betę, po 7 dniach jak ma być, to będzie. Bo w sobotę z czystym sumieniem chcę pojechać motocyklem 😉

  9. Pati, podziwiam Twoją siłę.

    20.06.2018 miałam hsg. Wyszla obustronna niedrożność, kontrast podawany był dwa razy, bo pierwszy raz wypłynął. Wyłam z bólu. Po niedzieli umawiam się na laparoskopię. W dzień po hsg byłam na USG- endometrium ok, pęcherzyk piękny, doktorka wynalazła polipa.
    P.S. Olga, dziękuję:-*

    1. Współczuję cierpienia 🙁 dla mnie hsg było najgorszym bólem w życiu, przeżyłam po nim dwa porody i to był pikus w porównaniu z badaniem drożności.

      Strasznie smutne jest to, przez co przeczołguje niepłodnosc.

      Gaju, trzymam kciuki i wierzę, że jak Wężon pisze, kiedyś musi się udać. Pamiętasz jej koleżankę od 13.transferu?

      Pati biedulo, trzymaj się.

  10. To ja wam powiem hit hitow co dzis odwalilam.
    Zacznijmy od poczatku M mial impreze z pracy ale mowie wroce wczesniej zeby nie zdychac jak w sob mamy lekarza na 10.20-bo chcial koniecznie byc na wizycie. Rano budze moje zwloki w sensie M. sprawdzam jeszcze raz godzine czy aby napewno dobrze pamietam. Tak wszystko sie zgadza wiec jedziemy. Na miejscu kolejka jak ta lala…. Czekam cierpliwie do rejestracji. A tam co? Godzine spr ale daty juz nie godzina sie zgadzala ale sobota juz nie bo wizyta w nastepna sobote dopiero

  11. Pati, no wyjątkowa kobieta z Ciebie, nie da się ukryć… I pod względem tego co Cię spotyka i reakcji na te nieszczęścia, niewielu tak potrafi. Wierzę jednak że czeka na Ciebie dobre zakończenie. Ściskam, powodzenia.

    Gaja, ja też w okolicy 41 urodzin kończę rozdział pt in vitro i klinika, z tym że to już z kilka dni. A dziś 9 dzień po transferze a ja dalej nie mam odwagi zbadać bety( pomijając fakt, że jest niedziela:)).
    Ciężko czasem uwierzyć w powodzenie, ale spróbuj. Ja zaciskam kciuki za Twoje bąble z całych sił.

    1. Czekam na ta bete z niecierpliwością, mam nadzieje ze ta cienka krecha pojawiła sie w czasie, moje wszystkie były blade 🙂 dobry znak ze to TO 🙂 Boziu dobrze że to niedziela handlowa była 🙂 i Rossmany czynne 🙂

  12. Ja pamietam jak przyszedł dzień testowania po ostatnim crio (udanym). Krew oddałam rano i cały dzień nie sprawdzałam. Mąż wrócił z pracy i mówi do mnie: są już wyniki? A ja: Są, ale nie sprawdzam. Mąż: dlaczego? Ja (ze łzami w oczach): Bo nie chce na to patrzeć! Mąż: Dalej sprawdzaj. Ja: o kurczę jestem w ciąży (i ryk na całego). Trudny to był dzień a na koniec okazał się jednym z najszczęśliwszych w naszym życiu. Pamietam jakby to było wczoraj a jestem już w 15 tygodniu ze zdrowym synkiem. Także rozumiem dziewczyny, którym nie spieszy się żeby poznać swój wynik

  13. PS. Gaju, policzyłam kiedyś i u mnie udał się 8 transfer, ale z 5 procedur, 9 lub 10 zarodeczek (podali dwa) otrzymany podczas nich wszystkich jest naszą Córeczką. Niech Twój 9 będzie szczęśliwy 🙂
    Nie poddawajcie się Dziewczyny dopóki starczy sił, no i środków (niestety), mi nie dawali już szans, a kilka dni przed 40tką urodził się Cud.

  14. Renata – bomba!! Że też taaaaka beta dała tylko słabą kreseczkę??
    Meliska – u mnie też 5 procedura, a nawet 6, bo w pierwszej (jedynej mojej własnej) nie miałam komórek. A nr transferu naprawdę nie umiem już policzyć, zaczyna mi się to zlewać w jedną, nieustanną podróż do/z kliniki trwającą prawie 3 lata…

  15. Gaju, tak mi się wydawało, że pisałaś o 9 transferze, faktycznie to się później zlewa… Ale nie ważne który, niech będzie szczęśliwy!
    Pisałam żeby się nie poddawać, ale mega podziwiam osoby, która decydują się na adopcję, uważam, że to trudniejsze niż te wszystkie procedury, chociaż pewnie wszystko zależy od osoby, przeczytałam ostatnio „Dzieci z chmur”.
    Iza, jesteś wielka.

  16. Asti, mi lekarz w N. po histeroskopii w zeszłym roku powiedział, że prawdopodobnie mam macicę dwurożną, ale zalecił usg 3D żeby to dokładnie określić i usg 3D wykluczyło to – po prostu endometrioza jakieś zmiany poczyniła. Może warto sprawdzić.

  17. Dzięki za miłe słowa. Ja naprawdę na nic nie liczyłam. Wkurza mnie to wszystko, mam dość tych leków, zastrzyków, wypływającego lutinusa i tak dalej. Jasne, że żal, że wkurza niesprawiedliwość. Nie wiem, co jest nie tak, że ani na chwilę zarodki nie chcą zostać. Pewnie immunologia, pewnie można by jeszcze drążyć, nie wiem, szczepienia może. Ale ja już po prostu nie chcę. Tak naprawdę nie chcę już nawet tego ostatniego, no ale trzeba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *