Najczulszy punkt świata

Najpierw był obcym człowiekiem – przestraszonym, smutnym, rozpaczliwie zależnym od nas. Rączki miał obce. Skóra nieznana. Zapach też. Był bezbronny i potrzebujący kogoś bliskiego. Ale obcy.

Myliłam się. Raz czy dwa powiedziałam o sobie ciocia.

– Chodź do cioci – wymsknęło mi się, gdy brałam go z łóżeczka jeszcze w domu dziecka.

Nie czułam się z nim związana emocjonalnie. Nie czułam tych wielkich uczuć. Odpowiedzialność, wzruszenie, troska – tak, ale niewiele więcej. Prawdę powiedziawszy, wtedy nawet niezbyt mi się podobał. Gdy tam jeździliśmy, ówcześni opiekunowie mówili „zobaczycie, za kilka dni będziecie płakać, wychodząc, nie będziecie mogli się z nim rozstać”. Jednak minęło kilka dni, a ja nie płakałam. Lubiłam go, ale mogłam się z nim rozstać.

Kiedy przyjechał do domu, zamieniłam się w maszynę do karmienia, prania, usypiania i machania zabawkami przed nosem. Wcześniej chyba wyobrażałam sobie macierzyństwo inaczej – myślałam, że dziecko będzie spało, a ja będę szyć, czytać, pisać książkę i robić decupage na doniczkach.

Byłam zmęczona. Szczęśliwa, ale też osamotniona. Mąż w pracy, a ja nagle wypadłam z rozpędzonego pociągu pełnego ludzi i znalazłam się sama w domu, skupiona jedynie na 60 cm małego człowieka. Uczyłam się go i zajmowało mi to całe dnie. Nie potrafiłam o niczym innym mówić. Wydawało mi się, że przyjaciele już się mną znudzili. Że ja – Iza – zniknęłam, bo taka jest kolej rzeczy. Byłam w stanie, który nazwałam na własny użytek depresją poadopcyjną.

Uczucie rodzi się z czasem, ale pamiętam, gdy to poczułam, choć musiało istnieć już wcześniej. Poczułam coś obsesyjnego.

Kilka tygodni po tym,  gdy synek pojawił się w domu, nocowaliśmy u rodziny. Synek jeszcze wtedy wciąż leżał praktycznie bez ruchu, spał tylko na plecach. Nie mógł zasnąć w nieznanym domu. Na zmianę próbowaliśmy go uśpić. Moja kolej. Położyłam się obok niego. Często, gdy go usypiam, szepcę do niego. Obiecuję mu, że już nigdy nie będzie sam, że zawsze będziemy z nim, nawet, jeśli na chwilę wyjdziemy z pokoju. Słuchał mnie, patrząc w sufit, słuchał, po czym nagle obrócił się do mnie. Pierwszy raz w życiu ułożył się na boku. Położył dłoń na moją twarz. Wtulił się, zasnął, poraził mnie prądem…

Dotknął miejsce, o którym nie wiedziałam, że istnieje. Gdzieś w samym środku mnie. Malec, który miał problemy nawet ze złapaniem zabawki, nagle precyzyjnie trafił w najczulszy punkt świata.

To jest mój syn, a ja jestem dla niego. Kocham go tak bardzo, że każde słowo jest za małe.

60 komentarzy

  1. Iza, pięknie napisane 🙂
    Co do uczuć, myślę, że to normalne, również przy biologicznym dziecku, ta wielka miłość nie zawsze się pojawia tak natychmiast, to wszystko dojrzewa, rośnie, w pewnym momencie razi tym prądem i dotyka najczulszego punktu…
    Chyba każda matka czuje się na początku jak taka maszynka… Ale warto nią być 🙂

  2. Uff, dobrze, że uprzedzasz co może mnie spotkać za niedługo. Tyle lat czekania na dziecko, tyle czasu poświęconego na procedurę adopcyjną, może się wydawać, że jak tylko dostaniemy malucha do domu, to szczęścia nie będzie końca. Ale może się okazać też, że szczęście przyjdzie później. Dobrze to wiedzieć, by się nie obwiniać i szukać dziury w całym.
    Dobrze, że już jesteście razem na całego 😉

    1. Ja do ostatniej chwili myslałam, że szczęście na mnie spadnie wiosennym deszczykiem, a nie lawiną mieszanych emocji. Ale niektórym tak się zdarza naprawdę 🙂

  3. Jesteście piękni…
    Ja gdy tylko urodziłam córeczkę, zachwyciłam się nią. Podobnie mój mąż. Brał ją na ręce i płakał z miłości. Gdy teraz oglądamy jej stare zdjęcia (stare! sprzed zaledwie ośmiu miesięcy), nie możemy się nadziwić, że uważaliśmy ją za przepiękną… Więc bywa i tak. Miłość czasem przychodzi od razu. Ale przez pierwsze miesiące nad miłością dominował strach i poczucie braku kompetencji. Tak bardzo płakała…

  4. Iza, niesamowicie napisane 🙂 wzruszające i prawdziwe. Cały czas jestem z Wami i Wam kibicuje!
    Aż nie do wiary, że ten czas od stycznia tak szybko zlecial. U nas wrecz galopuje odkąd wróciłam do pracy po macierzynskim. Ostatnio przyspieszył jeszcze z 3 razy. Na niekorzyść. Teraz nasz mały jest chory. Tym razem tylko gorączka. Śpi w łóżeczku, a ja leżę i patrze na niego i zastanawiam się kiedy tak urósł. Nie wiem.
    Postanowiliśmy wrócić do gry w klinice. Nie udało się. Przed nami jeszcze jedna próba. Ostatnia. Ta paskudna niepłodność jednak wlazi buciorami w życie nawet jak się wydaje, że się już o niej zapomniało. ..

    Gratuluję serdecznie dziewczynom, ktorym sie ostatnio udalo! Gratulacje Ninko! W końcu pojawiła się tu znowu dobra passa!

    Gaju, ściskam mocno, smuce się razem z Tobą. Kiedy kolejne podejście?

    Olga, zdradzisz kiedy kolejny transfer u Ciebie? Juz po screatchingu? Powiedz mi jeszcze, Wy robicie scretching, bo endometrium słabo rośnie czy z jakichś innych powodów?

  5. Ale się wzruszyłam… Pięknie i szczerze napisałaś o tych uczuciach. Też czułam się czasami bardzo osamotniona z moim hajnidkiem. I wykończona 🙂 Wszystkiego najlepszego dla Was! Rośnij zdrowo, Olutku.

  6. Magiczne uczucie, najpiękniejsze… głębokie, szczere – Jestem bo jesteś!
    cytat z Mleka i mód: ‚Tak bardzo staram się zrozumieć, jak można wlewać całą duszę, krew i energię w kogoś nie chcąc niczego w zamian. Bedę musiała zaczekać aż zostanę matka’

    Tulę Was z całych sił Izka.

  7. Dzień dobry
    Na wstępie chciałam się przywitać i serdecznie pozdrowić całą waszą rodzinkę .
    Iza twojego bloga czytam od prawie 2 lat ale prędzej nie odważyłam się nic napisać. Czytając o Tobie tyle czasu mam takie wrażenie jakbyśmy się znały. Dziękuję że stworzyłaś takie miejsce dajesz naprawdę dużo siły i nadziei dla starających się par. Twoje teksty sprawiają że łza się w oku kręci. Za jakiś czas postaram się opisać i naszą historię a na razie pozdrawiam wraz z moją 6 miesięczną kruszynką, która słodko sobie śpi.

  8. Wcześniej chyba wyobrażałam sobie macierzyństwo inaczej – myślałam, że dziecko będzie spało, a ja będę szyć, czytać, pisać książkę i robić decupage na doniczkach.

    Iza ja myślałam dokładnie tak samo 🙂 moja miłość także rodziła się z każdym dniem a właściwie tygodniem. A teraz tonę w jej oceanie i nie zamierzam sie ratować…

    My tymczasem złożyliśmy komplet dokumentów w OA. Stanowczo zatrzasnęłam drzwi klinki. Mam tylko problem z uzyskaniem zaświadczenia od lekarza rodzinnego o tym, że mój stan zdrowia jest prawidłowy bo choruję na Hashimito i niedoczynność. na szczęście w OA przemknęli oko i muszę od endokrynologa dostarczyć zaświadczenie. Swoją drogą złośliwy okazał sie ten mój rodzinny bardzo. I jeszcze za to zainkasował 60 złociszy…ehhh.
    No ale nowy rozdział rozpoczynamy powolutku.

    1. Aga, no naprawdę… Choroby tarczycy nie są ŻADNĄ przeszkodą w adopcji. Twoj lekarz jest co najmniej dziwny. Za co, przepraszam, pobral kasę???????? Moj lekarz rodzinny klaskał z radości na wieść o adopcji. Zrobił nam badania ekstra dla własnej wiedzy i dał dobrą opinię.
      Dwa razy Ciebie czytałam. Że zatrzasnelas drzwi kliniki. Szacun i do przodu 😉

      1. Iza skasował za zaświadczenie. Bo on mi je w zasadzie podpisał ale przy pytaniu czy mój stan zdrowia jest prawidłowy postawił cymbal znak zapytania z komentarzem do mnie , że jak dają głupie zaświadczenia to będą mieli głupie odpowiedzi. Gdy powiedziałam, że to mi A nie im robi problem stwierdził, że trudno…mieszkam w małej wsi i innego lekarza niestety brak ☹nk gamoń dobrze, że w OA jest cudowna pani dyrektor.

    2. Aga M – czytam już któryś raz to, co napisałaś.. Uśmiecham się sama do siebie 🙂 Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę! Mocno trzymam kciuki, by teraz było juž z górki! Uściski!

  9. Mam pytanko do doświadczonych kobiet 🙂 Czy któraś z Was miała problem z przewlekłym nieżytem nosa z powodu brania hormonów lub ciąży? Ja się szpikuję hormonami już od ładnych paru lat i ciągle mam problemy z normalnym oddechem przez nos. Ale to bardziej jakby otworki były pomniejszone niż jakiś tragiczny katar. Alergie mam wykluczone, przeziębiona nie jestem.

  10. Szczerze mówiąc ja już nie mam pojęcia co to jest. Byłam już chyba u 4 lekarzy i brałam różne leki ze skutkiem zerowym. Muszę się wybrać do laryngologa, ale teraz mam ciężko się wyrwać z pracy. Wyczytałam że powodem mogą być hormony i tak się nad tym zastanawiam.

    1. mondom masz rację. odpowiada za to wzrost estrogenów. na miałam ciągły katar ale taki właśnie z zatkaniem zatok do samego porodu gdzieś od ok połowy ciąży. Koleżanka miała to samo. Nawet na porodówkę poszłam z kroplami do nosa. (można używać tych o niskim stężeniu – dla dzieci). Przeszło mi dopiero gdy po CC dostałam antybiotyk.

  11. Aaaa i dodam jeszcze że jak byłam w listopadzie na operacji i nie było mnie 5 tygodni w domu + głodówka przez spory okres czasu i bycie tylko na kroplówkach to mi przeszło. Stąd było podejrzenie alergii. Wyniki mojej morfologii też się wtedy poprawiły, bo ja zawsze mam WBC na poziomie 4 a po szpitalu podskoczyło na krótki czas do 8.

      1. Gaju nie stwierdzoną. Byłam u hematologa bo mam mutację genu pai-1 ktory moze powodowac poronienia (jedno za mną) oglądał wyniki ale nic nie stwierdził. Mam endometrioze 4 stopnia. Niby moja odpornosc powinna byc wieksza, ale tak nie jest. Przy in vitro dostalam sterydy na obnizenie odpornosci zeby organizm nie odrzucil zarodka (bo tak ponoc czesto jest przy mojej przypadłosci) i zarodek sie przyjał tyle ze na chwilę.. potem nabawiłam się półpaśca.

        1. Moja hematolog twierdzi, że bardzo duży odsetek jej pacjentek ma problemy z płodnością. Ja widziałam kiedyś artykuł pokazujący zależność między niskimi WBC a poronieniami i wczesną menopauzą (mój przypadek…) Półpaśca też zaliczyłam i mnóstwo innych dziwnych chorób, właśnie ze względu na obniżoną odporność. A zarodki i tak się nie przyjmują…

          1. Gaju a można jakoś to leczyć? Mi wszyscy lekarze zwracają na to uwage, ale w sumiw na granicy normy więc nic nie zalecają. Muszę poczytać w jaki sposób wpływa to na niepłodność, bo Ty pierwsza zwróciłaś na to uwagę. Dziękuję!

          2. No właśnie, nie chcę straszyć, ale ja jestem nadal wściekła na różnych prof. którzy olewali temat. Nie wiem, czy by się udało wcześniej, ale kiedy w końcu ktoś kazał mi zbadać AMH, to już było na wszystko za późno.
            Niskie białe krwinki (ja mam z reguły koło 3) mogą świadczyć o nowotworach krwi, uszkodzeniu szpiku itp. Mój nie pracuje zbyt dobrze, ale nic się z tym zrobić nie da. WBC można podwyższyć lekami (accofil), ale nie można ich brać długo. Niektórzy zalecają przed transferem. U mnie nie zadziałało, tzn wbc urosło, ale ciąży nie było. U mnie łączy się to jeszcze z nieprawidłowym profilem cytokin.

  12. Piękne chwile i piękne uczucia się rodzą 🙂
    A ja piszę żeby się pożalić..
    Jestem w szpitalu i czekam na poród. Moje dzieciątko jest źle ułożone „położenie miednicowe prawe” co w 39 tc nie wróży niczego dobrego. Dziecko waży 3.5 kg i na razie jego waga jest ok do tego typu porodu ale ono caly czas przybiera na wadze i jak już się zacznie poród to będzie za duży ;( to jest mój drugi poród. Pierwszy był naturalny i przez to mogę teraz spróbować rodzić naturalnie ale nikt nawet nie próbuje wywoływać porodu no i siedzę już tak trzecią dobę
    A w domu czeka na mnie 18msczny maluszek ;((((((((
    Zaraz tu się rozryczę ;((((

    1. Kamila, dobrze Cię rozumiem… Jak ja leżałam na patologii ciąży tuż przed porodem 5 dni to codziennie wylam za moją 18 miesięczną córeczką 🙂 wiem, co czujesz, musisz to przetrwać, nie ma wyjścia!! Trzymam kciuki za poród, oby poszedł szybko i bezproblemowo:) wiem, że łatwo się mówi, ale nie pozostalo Ci nic innego jak wmawianie sobie, że wszystko jest świetnie, dzici zdrowe i że na pewno będzie to mega przyjemny poród wszech czasów!! Daj znać jak już będziesz po:) ściskam mocno!!

  13. Cieszę się, że w końcu przeczytałam tak szczerych parę zdań. Zawsze wydawało mi że kiedy spotkam moje dziecko, łzy popłyną do oczu i poczuje wielką miłość. Tak nie było. Pierwsze podejście nieudane. Czekam na drugi telefon, latwo nie jest. Rodza sie pytania w głowie, czy dziecko nam jest jeszcze dane. Rozmawiam ze znajoma z grupy i okazuje się, że też wielkich uczuć nie było na początku. Trzeba się siebie nauczyć, poznać, więzi nie nawiąże się tak odrazu. Szkoda, że tak mało matek o tym potrafi mówić.

  14. Gaja nie straszysz, sama wyczytałam o możliwych przyczynach takich wyników krwi. Mam takie od zawsze i tylko w tym okresie szpitalnym miałam wyzsze. Dobrego lekarza znaleźć to jak wygrana na loterii.. Moj hematolog opowiadał o żyrafach w afryce jak to nie stosują metody in vitro.. chirurg naczyniowy na moje niewydolne żyły w konczynach patrzył przez sekundę, potem opowiadał jak cudownie wyleczył się z raka dobrymi myslami, a genetyk nie wiedział o jakim genie mowię. O ginekologach mozna by napisać osobną książkę niestety.. przykro mi, że w porę nie trafiłaś do dobrego specjalisty 🙁

  15. Hej dziewczyny, nasza córeczka Nina jest juz od tygodnia na świecie:) 55 cm i 3200:)
    Dziekuje pieknie za wsparcie, ktore tu dostałam w chwilach zwątpienia tudzież burzy hormonów:) Iza, Tobie jeszcze raz dziekuje za to miejsce bo bardzo mi pomogło. Trafiłam tu przypadkiem ale nic nie dzieje sie przypadkowo:) Przy okazji ucałowania dla Olka:) Trzymam kciuki za wszystkie starające sie o maleństwo. Buziaki i pozdrawiamy cieplo

  16. Cześć Iza i Dziewczyny!

    Nie było mnie u Was bardzo długo 🙂 Moja Córcia (pierwsze podejście do in vitro i jedyny zarodek) ma już 15 miesięcy 🙂 ale ten czas leci!

    Spróbuję nadrobić wpisy, ale … Iza, przede wszystkim najpierw wielkie gratulacje 🙂 czytałam wszystkie Twoje wpisy w starej formie bloga o przygotowywaniach do adopcji i teraz przeniosłam się w czasie i widzę, że macie Syna! Gratuluję!

    Gratuluję również wszystkim, którym szczęście dopisało, a za pozostałe trzymam mocno kciuki!

    Mały update – ja właśnie wystartowałam do kolejnej procedury. Nie mamy zarodków, więc startuję od zera. Zobaczymy jak tym razem „pójdzie”.

  17. Iza, jaki piękny wpis. I co ważniejsze – niezwykle prawdziwy.
    Chcę Ci też powiedzieć, że bardzo rozumiem to, o czym piszesz. Mimo tego, że nie mam – jak wiesz – adoptowanych dzieci. Ale to nie znaczy, że miłość do dziecka spadła mi z nieba – też musiałam w jakimś przedziwnym sensie uczyć się uczucia. Może to jest źle powiedziane, bo przecież kochałam od początku. Ale moje narodzone dziecko było dla mnie nowym „obcym” człowiekiem. Nie mam tu na myśli, że nie darzyłam dzieci uczuciem. Mam jednak na myśli to, że to uczucie dojrzewało, narastało, wzrastało. Rośnie cały czas. Nawet chyba o tym coś napisałam, poszukam…
    I to chyba kolejny raz pokazuje tę wielką prawdę, że NIE MA różnicy, skąd jest to dziecko. Z czyjego brzucha. Po prostu.
    Całuję Was serdecznie. Niech Wam miłość rośnie pięknie i słodko.

    1. Juti, sposób, w jaki opisujesz rodzącą się miłość, przyprawia o ciary. Każde Twoje słowo jest w punkt, wzruszające i prawdziwe. Dziękuję, że przypomniałaś mi o tym pięknym wpisie.

  18. Iza, to normalne.Ja się zakochałam w Julii jak tylko zobaczyłam ją na USG, ale później też były momenty że wydawało mi się że jestem sama i nie dam rady. To ze zmęczenia i strachu. Później jak skończysz macierzyński raz jeszcze będziesz mieć to uczucie, że nic nie wiesz, nie dasz rady, jesteś sama i padasz na twarz. Ale znów Twój SYN dotknie jakiegoś miejsca i wszystko minie. Macierzyństwo jest cudowne…. ale i baaardzo trudne, tylko że o tym nikt nam nie mówi póki się same o tym nie przekonamy. A może nawet mówią tylko nam się wydaje, że w naszym przypadku będzie inaczej i nas te kłopoty nie będą dotyczyć.

    1. Oj, Wiktoria, tak, poruszyłaś ciekawy temat. Mówią, że macierzyństwo jest trudne, ale zwykle wydaje nam się, że nas to nie dotyczy. Podobnie jak to, że zawsze myślałam, patrząc, jak się zachowują inne dzieci (brudzą, płaczą, ciągną za włosy), że moje takie nie będzie. HA HA HA… 🙂

  19. Moje wyobrażenia o macierzyństwie – identyczne.
    Moje refleksje na temat tej szczególnej sytuacji matki na urlopie macierzyńskim – identyczne. Ta dziwna sytuacja, kiedy nagle jeseś samotna mimo, że nie sama, że czujesz sie odstawiona na boczny tor, mimo że pełnisz jedną z najważniejszych ról w życiu (jesli nie najważniejszą).
    Miłość rodziła się powoli, najpierw było atawistyczne poczucie odpowiedzialności, obowiązek chronienia potomstwa. Teraz, 2,5 roku później dałabym się pokroić w plasterki za moją córkę. Kocham ją jak nikogo innego kiedykolwiek na świcie.
    Czytam, jakbym czytała o sobie. Takie uczucia są po prostu uczuciami matki. Matki w ogóle, a nie tylko adopcyjnej matki. Ten proces stawania się matką trzeba przejść, świat wywraca się do góry nogami i trzeba się w tej nowej sytuacji odnaleźć, co dla nikogo nie jest łatwą sytuacją, radosną, ale trudną do przepracowania.

    1. Z tego co pamiętam, to są oznaczenia jakości zarodków, oznaczają je wg ich rozwoju, tzn 5AA jest najlepsze, im niższe oznaczenia tym wolniej/gorszej przebiegał podział komórek. Ale nie ma się tym co sugerować, ja pierwsze dwie blastki dostałam 5AA a trzecią 3BA z 6 doby i ma już 2, 5 roku, gada jak najęta:) poza tym nigdy nie wiesz jakie oznaczenia maja dzieci z „normalnych” ciąż:)

  20. Kamila urodziłaś?
    Widzę że 5 dni temu pisałaś że czekasz w szpitalu na poród i tęsknisz za swoim maleństwem, które czeka na Ciebie w domu.
    Daj znać co u Ciebie

  21. Hej, melduję po czasie. beta wykryto w 10 dniu od transferu do 15 ładnie rosła. Dziś już trochę zasiala mój niepokój. Wynik sprzed dwóch dni 166,a dziś 244, czyli brak wymaganego wzrostu 66%. Przede mną ciężki weekend. Wypróbowalam do tego transferu wszystkie środki ostrożności jakie moglam: scratching, akupunktura od roku, heparyna non stop od transferu, tevagrastim przed crio na wzmocnienie endometrium i teraz raz na tydzień na utrzymanie ciąży, enbrel, tacni i oczywiście standardowe leki po transferze. To moja piąta ciąża i żyje w ciągłym stresie od crio, walczę o każdy dzień…. Niech już będzie poniedziałek…

    1. Nikki, przekalkuluj to w jakimś hamerykańskim kalkulatorze na godziny, bo to też jest ważne. Trzymam kciuki za ciebie.
      Kaju, przepraszam, że tak późno odpisuje. My scratching robimy standardowo w mojej klinice. Teraz chyba jeszcze będę miała accofil. Czekam na @ i będę się umawiać na scratching. Poki co, mam mega zapchane zatoki i głowę jak w pralce a Helena gila i kaszel…Aty?
      Gratulacje Nowe Mamuśki:) Uściski dla bobasów!

  22. Opisałaś dokładnie to co czułam po urodzeniu Ali, słowo w słowo…
    A teraz dokładnie półtora roki od tego już wiem ze każdego dnia kocham ją jeszcze mocniej, ze to wszystko wybuchło we mnie pewnie z opóźnionym zapłonem ale oszalałam na jej punkcie i uwielbiam być jej mama i warto było czekać na nią nawet te 5 trudnych lat!
    I tak bardzo się cieszę za każdym razem jak do Coebie po cichutku tu wpadam że masz tak samo!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *