Adopcja na Gapę

Pojawiła się na tarasie przed majówką. Położyła się na progu i nie chciała odejść. Była tak wychudzona, że kręgosłup było czuć nawet przez brzuch.

Nie wzięła nas jednak na litość, a na czułość. Na równi z głodem była spragniona bliskości. Odrobina zainteresowania uspokajała ją, mruczała z radości, gdy tylko do niej podchodziliśmy, nie trzeba było nawet głaskać. Za głaskanie odwdzięczała się ufnym wystawieniem brzuszka.

– Mamy kota – oznajmił jak gdyby nigdy nic M., największy miłośnik psów w rodzinie.

– No co ty, kto się będzie nim zajmował, zniszczy wszystkie meble, co z nim zrobisz, gdy wyjedziemy, zarazi czymś Olka, teraz jest fajnie, a co, kiedy wrócę do pracy, Oluś będzie właził do kuwety, to w ogóle nie nasz kot… – wyliczałam.

W czasie tej tyrady kot podszedł do synka i stało się. Olutek dostał strzałą Amora… Rykoszetem strzała drasnęła i nas.

Nie zdążyliśmy nawet dobiec do dzieciarni, zobaczyliśmy tylko, jak kot ociera się o niemowlaka, a mały piszczy z radości i wyciąga ręce do futrzaka.

– Oni są w podobnym wieku – poddałam się. – Oboje kogoś stracili…

To jednak CZYJŚ kot. Rozwiesiliśmy ogłoszenia, że mamy znajdę. Nie czekając na właściciela, odrobaczyliśmy ją. Odkarmiliśmy. Była bezimienna, nazywaliśmy ją po prostu Kicia. A Kicia z każdym dniem nabierała sił, energii, coraz chętniej się bawiła. To właśnie przy zabawie okazało się, że jest cudownie niezdarna. Plątały się jej się łapy, biegnąc za sznurkiem nie patrzyła na nic innego i spadała z tarasu lub waliła głową w krzesło. Wspięła się na jabłoń, ale nie potrafiła z niej zejść. Wlazła na płot, ale zeskoczyć już nie się nie odważyła. Z balkonu sąsiada ściągaliśmy ją z drabiny. Imię Gapa wymyśliła nasza przyjaciółka, zdradzając cicho, że nie wie, kogo bardziej lubi, Olka czy kociaka. Gapa mruknęła z aprobatą.

Aż pewnego poranka zadzwonił TEN TELEFON z ogłoszenia… Wszystko się wydarzyło w ciągu pół godziny. Wysłali zdjęcie. No ten sam…. Przyjechali po Gapę. Mąż był w pracy. Nie zdążył się nawet z nią pożegnać. Wiem, że to nie nasz kot i ktoś za nim tęskni – i on tęskni za kimś. Ale było nam bardzo przykro.

Odnalezieni właściciele weszli do domu. Wzięli Gapę na ręce i też posmutnieli.

– To nie nasz kot… Nasz był większy i miał łatę na nodze…

Hurrrraaaaa! Pożegnałam ich szybko i pobiegłam zdjąć ogłoszenia. Gapa zostaje. Też jest chyba wdzięczna, bo w podzięce przyniosła mi zmaltretowanego chrząszcza i rozdeptała bratki.

Wyklarowały się też jej relacje z Olutkiem. Dostała od niego kilka razy po pysku, naciągnął jej ucho i ugryzł w ogon. Trzyma się blisko niego, ale z godnym dystansem.

***

Tak to właśnie drugi raz w tym roku adoptowaliśmy malucha. A teraz nakarmiłam moje dzieci i śpią. A wielka rzeka pełna mleka śni im się tak mocno, że aż pachnie…

50 komentarzy

  1. Cóż za wspaniały wpis! Ze mnie jest prawdziwa kociara. Pragnę też zakomunikować, że pomimo wielkich stresów i strachu przekroczyłam newralgiczną granicę 12 tygodnia, usg genetyczne ukazało zdrową dzidzię.

      1. Iza byłam tak podłamana po grudniowej stracie, że do drugiego transferu podeszłam praktycznie przekonana, że nic z tego nie będzie. Ale jak widać warto mieć nadzieję, choćby była malutka (nie zapeszając oczywiście, to dopiero koniec pierwszego trymestru).

  2. Oj, Iza, ale trafiłaś z tematem… Mam od 16 lat najfajniejszą Kicię pod słońcem, idzie i mruczy sama do siebie, uwielbia mizianie… Od zawsze mam kota/koty, takiego jeszcze nigdy. I do tego jeszcze przepiękna szylkretka.
    I teraz taka chora od tygodnia, kroplówka za kroplówką, nie możemy jej wyciągnąć…
    Na płacz mi się zbiera, jak patrzę w jej zrezygnowane oczka…

    1. Gaju, Twoja Kicia musi mieć mądrość ludzi, którzy zaczęli drugie stulecie życia, 16 lat to bardzo duzo. Musi byc wspaniała.
      Jest mi przykro , ze kicia choruje. Po tym jak straciliśmy jednego zwierzaka z mężem, obiecaliśmy sobie, ze nigdy więcej nie chcemy zwierzaka, bo nie mogliśmy przeboleć jej odejścia…

  3. Ale cudnie! Uwielbiam zwierzaki 🙂 Fajnie że dogadują się z Olkiem. Ja na czas mojego „niemacierzyństwa” starałam się męża namówić na kota… on stanowczo nie chciał, bo sierść i obowiązki… I kompromis między KOT a NIC to dwie papużki 😉

  4. Piękny wpis! Czytałam z mega uśmiechem na twarzy.
    Też mamy kota znajdę 🙂 wyskoczył z krzaków. Paczał na nas 🙂 mruczał 🙂 i przywiozlam to na rowerze do domu. Normalnie ulubieniec rodziny! I mimo że dziecię już było odchowane, gdy kocieł u nas się znalazł to relacje między nimi są fantastyczne.
    Dziecko plus zwierzak równa się mega dawka cudownej więzi.
    Pozdrowienia dla Waszej 4 ♡

  5. Tez mamy kota znajdę. Mąż go przyniósł do domu jak było -30 i nie miałam serca go nie adoptować. Nawet nasz pies się ucieszył na nowego brata. Pomimo ze ze mnie typowa psiara kocham naszego kociaka z całego serca. Nie ma z nim żadnych problemów. Kuwety w ogóle nie mamy bo chodzi z psem na spacer, jak wyjeżdżamy to sąsiad się nim zajmuje albo moja mama wpada i zdrowy jest jak koń. Jestem ciekawa jak zwierzaki zareagują na dzieciaczka, ale to dopiero koniec 8 tygodnia wiec jeszcze mam dużo czasu na zastanawianie. Witamy nowego kota wśród nas!

  6. Piękna historia , uwielbiam czytać twoje wpisy. Zostałyśmy mamami w podobnym czasie droga Izo ❤️
    Tez mam synka znaczy synów bo jeden ludzki a drugi zwierzęcy ( czarny jak smoła kot) takze wiem o czym mówisz „ położyłam dzieci spać” uwielbiam ! Ucałowania dla was a najbardziej dla dzieci dla Olutka i drugiego synka ❤️

  7. Cudnie 🙂

    Jak to mawiał klasyk:
    Przypadek?
    Nie sądzę ;-)))

    Lubię takie pozytywne (nie?)przypadkowe elementy dopełniające całą Twoją historię Iza.
    Mam wtedy jakieś poczucie (albo raczej namiastkę lub nadzieję), że jednak w tym wszystkim co się dzieje dookoła jest jakiś sens…

    Offtop:
    Ja miałam dzisiaj totalnie abstrakcyjny, przedziwny sen…że mam dzieci (dwóch chłopców bliźniaków)…pamiętam, że czułam się tak prawdziwie dobrze, tak radośnie i spokojnie w tej całej sytuacji, która wydawała się być tak realna…nawet nie wiem jak to opisać taką mieszankę uczuć…obudziłam się właśnie z taką mieszanką…zmieszana nieco 😉

    Mimo, że temat dzieci jest tam gdzieś w mojej głowie na jawie, to w nigdy nie miałam jakichś nawiązań w snach (mimo, że do innych tematów dziejących się na bieżąco często bywały).
    Chyba Soñadora kiedyś pisała historię o chłopcu w swoim śnie, mam nadzieję, że to też jakieś proroctwo ;-))))

    ….albo już mi po prostu odbija 😀

    Miłej reszty niedzieli dla wszystkich 🙂

  8. Już od jakiegoś czasu miałam napisać, że Twój blog jest niebezpieczny…
    Wyciska łzy naprawdę w nieodpowiednich miejscach…! 😉
    Kiedyś pisałam – pamiętasz? Szukałam info o teście Roma.
    Wyszedł ok. Problemem okazała się torbiel endometrialna jajnika – 5 cm… od miesiąca biorę lek.
    Ale systematycznie zaglądam na bloga! Obecnie jeżdżę busem do pracy i w wolnej chwili czytam. Muszę idiotyczne wyglądać raz śmiejąc się od ucha do ucha, a za chwilę ukrywając łezkę – gapiąc się w telefon…
    Ale ten, co obok mnie siedzi nawet nie przypuszcza, że czytam piękną, emocjonującą historię życia.
    Buziaki dla Was! 🙂

    1. Zouza mi ostatnio się śniło, że byłam na końcówce ciąży i leżałam na łóżku na plecach. Chciałam się obrócić na bok, ale z troski o cenny brzuch chciałam go objąć rękami i przytrzymać, żeby łagodniej zniósł zmianę pozycji i jak poczułam dłońmi, że brzuch jest płaski to się obudziłam 😉

    2. Aniaja, pamiętam, że pytałaś o test Roma i chyba właśnie nie dalaś znać, jak wyszło. U mnie tez przez endometriozę było wskazanie na robienie tego testu. Biorę leki od kiedy skończyłam się starać o ciążę i mam święte życie, zero problemów.
      Rozumiem, że lek ma Ci pomóc uniknąć wycięcia torbieli?

      1. Nie dałam znać, bo jakoś to się wlokło, ciągle nowe problemy, ciągle „coś „.
        Już wydawało mi się, że wyszłam na prostą, wszystko jakoś się układało, a tu niestety wczoraj robione USG brzucha – torbiel endometrialna jak była 5 cm, tak jest. Ale na drugim dotąd „czystym” jajniku torbiel policykliczna 3,5 cm… I znów zonk. Ginekolog na telefon mówi , że tak może być… Mamy się zobaczyć za tydzień.
        Jaki lek bierzesz? Ja miesiąc Visanne, ale czuję dość często moją torbiekę…

  9. Pati zyje 🙂 w skrócie stał się naturalny cud, niespodziewany nieoczekiwany średnio już chciany(naprawde po ostatniej przygodzie tak zniecheciłam się do dzieci-mechanizm obronny w stylu po co mi to, dobrze jest jak jest- że chyba nie nadaje sie do pisania na blogu i wypowiadania się), wyszłam z założenia że jak ma być to będzie jak nie to nie. Plamienia od samego początku, serce było w pt w pon się zmyło, Cud się skończył. Widocznie tak miało być. Czekam sobie aż samo się oczyści jak nie to łyżeczkowanie. Jak Cud był to się plamiło jak Cudu nie ma już sie nic nie dzieje. Wiec czekamy jeszcze do pon. Szczerze wiem ze lepiej aby samo się oczyściło ale takie zawieszenie jest irytujące…i lepiej by bylo zakonczyć temat.

    1. Ohhh Pati 🙁
      Bardzo mi przykro. Szkoda, że tak się stało. Z drugiej strony dobrze, że przyjęłas taka „Strategie”… I tak boli…
      Ściskam mocno i przesyłam same pozytywne myśli :-*

    2. Kochana Pati, Pateczko, jest mi po prostu bardzo przykro. Twój mechanizm obronny na pewno działa dobrze, szkoda tylko, że musiałaś go uruchomić…
      Wiem, że dobrze się mówi, ale pewnego dnia, w najmniej oczekiwanym momencie, puzzle zaczynają się układać…

  10. Moj kot to kot morderca, wyobraźcie sobie, noc, włączony jedynie tv, ciemno na blacie, czarny zlew, schylam się by wyrzucić smieci i nagle wyskakuje mi nad głową ze zlewu czarny kot 🙂 Ogólnieuchodzi za chodzący fałszywy test ciążowy- podobno koty najszybciej wyczuwają zmiany. Przy pierwszej leżał dzielnie na brzuchu, niestety poleciała, przy drugiej wygrzewał się i układał nic to nie pomogło, a teraz nawet nie podchodził widocznie coś przeczuwał.
    My nawet śniadania nie możemy zjeść pierwsi bo stoi przy misce i drze pape. Je troche swojego a pozniej podjada poł dnia psie… Wet się dziwiła jak mógł złamać kieł – zjadł wątróbke i mu weszła między zęby to sobie wyjął i obecnie jest bezzebny z jednej strony. Za to jak mu zmieszałam tabletke na odrobaczenie z papu to sie zbuntował i półtora dnia nic nie jadł.
    Istny cyrk, nie wspomne już o biednym psie wracającym ze spaceru i nagle kot biegnie leci i skacze przez niego… 🙂
    Izuś napewno będziesz miała teraz jeszcze bardziej kolorowo 🙂

    1. Aromek ma w skłądzie Letrazol, wiec to to samo co Symletrol, Lametta, czy Femara. Na mnie clo nie działało, osłabiało endo, Lametta było oki ale miałam ja w połączeniu z Menopurem- jak nie mogłam dostać poj. ampułek Menoputu to Mensinorom mialam kupic. Od 3-5 dc Lametta a w 4dc 75jm menopur i 6dc 75jm menopur. Wowczas i endo było ładne i max 3 jaja wiec optymalna ilosc.

      1. Pati dzięki za odp. Ja w poprzednich staraniach jechałam na clo i gonal f. Udało się po wielu proba wychodowac 2 pęcherzyki i podejść do iui. I z tego jednego mamy dzidzie. Teraz startujemy od nowa. Niestety brak u mnie owulacji…coś się popierdzielilo…

  11. Laski, byłam wczoraj na wydarzeniu Mamy w góry. To jest takie zorganizowane wyjście w góry rodzin z dziećmi…. Może by tak Niepłodni w góry? (Dość niefortunna nazwa)….Jeden weekend. Jeden nocleg, ognicho, Beskid Żywiecki. ????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *