Czas z synem

Synek śpi, dziś jestem z nim sama w domu. Siedzę przed komputerem od godziny i stukam już trzeci tekst, który kasuję. Najpierw chciałam napisać coś o bliskości. Potem o mitach na temat adopcji. Następnie usiłowałam zrobić z tego dowcipną historię, nie wyszło, delete.

Jestem z nim prawie rok. Od prawie roku syn uczy mnie macierzyństwa. To zupełnie inne macierzyństwo od tego, jakie sobie zaprogramowałam wcześniej. Dawniej wyobrażałam sobie, że będę konsekwentnie zasadnicza i swoją niezłomną postawą wychowam dobrego, szczęśliwego człowieka.

Eeeee, wszystko jest na opak. Zasypiający syn wdrapuje mi na głowę, a ja cieszę się spłaszczona pod nim, że tak się tuli. Dziś pocałował mnie z całych sił w usta – ugryzł tak mocno, że polała się krew. Słyszałyście rady „Nie biegaj za dzieckiem z jedzeniem po pokoju”? Nooo…, pisały je takie mądrale, jak ja, zanim zostałam matką niejadka. Nie nosić dziecka, bo się przyzwyczai. Za późno, nie potrafimy się od siebie oderwać, już bardzo się przyzwyczaiłam. Nie ucz go spania ze sobą w jednym łóżku. Ale dlaczego nie, skoro wszyscy tak bardzo potrzebujemy siebie i lubimy się przytulać przez sen.

Wstaję wcześnie, rano rzadko udaje mi się dospać do 5.30. Potem 40 minut robię jedną kanapkę i kolejne 40 ją jem. Bo młody właśnie zaczyna chodzić i ciągnie mamę za spodnie, chodź się pobaw. I mam z nim ten swój czas, ten jedyny czas w życiu, gdy mogę być dla niego praktycznie całą dobę. W całości się temu oddałam. Chociaż gdy potem, wieczorem, bardzo chcę napisać coś mądrego na blogu, mam rozjechany umysł i myli mi się prawa z lewą, wiem, że te chwile zdarzają się raz.

137 komentarzy

  1. Izo, dla mnie ten czas spędzony z synem na rocznym macierzyńskim też był wyjątkowy. Niestety wróciłam do pracy, już ponad rok temu. Trudne to było dla mnie. Jak bym miała wybor, to została bym w domu jeszcze. Przynajmniej do momentu, aż młody poszedł by do przedszkola. Ale mam to szczęście i instytucje babci. Cieszcie się każdą chwilą. Dzieci szybko rosną. Buziaki dla Olusia.

  2. no co ty Kochana za 3 lata jak przezyjesz kryzys 2-3 latka to będziesz miło wspominała te chwile. A jak pojdzie do szkoły jak urośnie i stanie sie fajnym facetem i przedstawi ci milość swojego życia i sie wyprowadzi? Doceniaj Kochana każdą chwile bo czas szybko leci i niebawem będziesz miala mężczyznę w domu a nie chwiejącego się na nogach bobaska 🙂 Buziole dla Waszej Trójeczki :*

      1. a moj kom żebyś doceniala 100 razy bardziej 🙂 ja w 100 % wyluzowana po odpuszczeniu tematu 🙂 człowiek zaczął wychodzić do ludzi spotykać się ze znajomymi odzyskał wkońcu swoje życie 🙂 i docenia to co ma a nie użala sie nad tym czego nie ma 🙂 jakby wkońcu założył rożowe okulary 😀 3 ciaze i dziekuje bardzo, wiem że niejedna wiecej ich przeszła, tych straconych ale ja już nie chce i tyle w temacie 🙂 chyba ze zrobi się mróz, ślizgawica i wyrąbe gdzieś łbem o ziemie i mi sie klepki poprzestawiają ale patrząc na pogode za oknem do tego jeszcze daleko 🙂 Buziole :*

  3. Oj tak, cudowne, chwile. Pamiętam każdą i tylko żałuję że tak szybko to leci. Ty już od roku z Olusiem, my właśnie weszłyśmy w bunt 3-latka, o matko i córko jak ten czas zasuwa.
    Jak przygotowania do Świąt u Was dziewczyny?

  4. No właśnie Iza. Ja też cały czas zastanawiam się, jak się mają te teorie podręcznikowe do życia realnego. A ciągle czytam i czytam 😉 Na szczęście zaraz chyba zabraknie mi nowych książek.
    A my ciągle czekamy na kwalifikacje na kurs. No chyba, że po raz n-ty nas wezwą na rozmowę. Czasem myślę, że to sposób na „zmęczenie materiału”. Aż ostatnio nie umiałam się ugryźć w język i zapytałam, czy tylko nas tak męczą. Podobno wszystkich. Taki OA. Nie wiem, czy wierzyć. Właśnie mija pół roku od złożenia papierów. Optymizm mieści się w niższych stanach dolnych.

    1. Gaja, no powiem, że jesteście wyjątkowo wytrzymali. Z drugiej strony – trudno się postawić 🙁 Trochę człowiek nie ma wyjścia, OA trudniej zmienić niż lekarza, który nam się nie podoba. Może zapisz się na FB na jakąś grupę adopcyjną i podpytaj o procedury i doświadczenia w Twoim mieście? Będziesz przynajmniej miała punkt odniesienia.

    2. Gaja my 7 miesięcy czekaliśmy na jakikolwiek odzew z OA a juz jutro mają zadzwonić czy zakwalifikują nas do kursu. chociaż jestem bardzo dobrej myśli ;-). jak sie nie działo to sie nie działo a ja ruszyło to w miesiąc załatwiliśmy to. Tylko nadal nie wiem kiedy byłby kurs….

  5. Oj jak ja rozumiem mamy niejadków…trafil mi się drugi z rzędu. Ale nie takie pitu pitu nie chce jeść brokulów, tylko je jedynie na przeżycie. Od urodzenia. Wszyscy specjalisci polegli na moich dzieciach. Najmadrzejsze ksiażki juz dawno odstawilam. Nauczylam się,że dziecko nie umrze z glodu przy pelnym stole. I próbuje przetrwać. A swoją drogą to ciekawe , że Olus trafił z nadwagą do Was.
    A jakie plany po macierzyńskim Izunia?

    1. Noooo, nadwagę miał po przekarmieniu mlekiem modyfikowanym. W wieku 3 miesięcy wypijał porcje na 6 miesięcy. I tak mu zostało – uwielbia tylko mleko i mleko… 🙂

      Po macierzyńskim trochę zostaje z młodym – nie dostaliśmy się do żłobka. Nie wiem, ile to potrwa, ale mamy szansę na żłobek na początku roku, jak wszystko pójdzie ok, wrócę na pół etatu.

        1. Po pierwszym in vitro, tak było 🙂 Dziś przeprosiłam Olusia, że tak o nim napisałam, bo ładnie zjadł obiad i obiecałam, że odszczekam wszystko, co napaplałam o nim. Ale generalnie to my za nim biegamy z jedzeniem po domu, nie on za nami – nie mieściło mi się to w głowie wcześniej, gdy patrzyłam na takie matki.

          1. Nie chcę siać paniki, ale warto przejść się przy okazji do laryngologa, bo może się okazać że ma powiększone migdałki. U nas nie było żadnych innych objawów, ani angin, ani w uszach żaden pediatra (poza laryngologiem) nie dostrzegł nic niepokojącego. Tak więc bez pośpiechu i bez paniki w wolnej chwili zajrzalabym do specjalisty. Jak migdałki są bardzo powiększone ( może się zdarzyć na tle alergicznym) to dziecko ma trudności z połykaniem i przestaje jeść tak chętnie jak wcześniej.

  6. Już po. Teraz przed nami 14 dni oczekiwania. Nie da się ukryć, że czas trudny, ale zupełnie inaczej się czeka, kiedy mały uwris zapełnia każdą wolną chwilę. Nie ma za bardzo czasu na rozczulanie się nad sobą. Choć pewnie nie zabraknie przy Wigilijnym stole myśli o tym, czy się udało. Pozdrawiam Was wszystkie dziewczyny. I już teraz życzę Wam Spokojnych Świąt.

  7. Izabela książki rzuć w kont. Napisał je ktoś kto miał łatwe dziecko. Przy synu mogłam dawać złote rady nie spał ze mną jadł wszystko , uderzał łapka żebym szybciej łyżeczka machala. Drugie dziecko i juz inny charakter. Śpię z dwójką w łóżku bo jak tulic jedno?? Mąż wyprowadzony do pokoju syna heh.

  8. Jakby któraś z Was była zainteresowana, to na stronie kliniki N. (W-wa) pojawiła się informacja o naborze do badania klinicznego (nowy lek do IVF), będą refundować część kosztów procedury IVF.

    1. O Jacie 🙂 cześć Izunia, cześć wszystkim! ❤️ Dziękuje za miłe przyjęcie, narazie łatwiej njeat mi czytać o Was z czasem może się dołączę Póki co możecie poznać moja historie. Ściskam mocno każdą z Was!

  9. Zmarł profesor Romuald Dębski. Jest mi niewypowiedziane przykro, a przecież byłam tylko króciutką chwilą, mgnieniem oka w jego życiu. Dla mnie zrobił jednak coś bardzo ważnego, pomógł mi, gdy inni nie chcieli, bo się bali. On się nie bał. Zawsze będę o nim pamiętać.

    1. Wysłuchałam wiele rozmów, przeczytałam wiele wywiadów, w tym wywiad-rzekę Małgorzaty Rigamonti z profesorem i jego żoną. Z tego wszystkiego wyłaniał się obraz niezwykłego człowieka i lekarza. Wbrew temu, co zazwyczaj się mawia, właśnie odszedł jeden z tych, których zastąpić się nie da.
      Iza, pielęgnuj swoje cenne wspomnienie o nim.

  10. Dziewczyny,
    Dobrych, spokojnych Świąt. Mam taką mało rozgarnietą myśl, że Boże Narodzenie to takie w sumie święto macierzyństwa… „Znalazła się brzeminną na za sprawą Ducha świętego…” i te problemy, co dalej, przecież nie mam męża, skąd to dziecko…
    https://youtu.be/LFhTMa8dav4
    Dla Czekających jeszcze, jestem z wami myślami i sercem.
    Dla tych, co już doczekały. Też jestem.
    Niech każdy dzień, mimo że czasem wydaje się, że nie wiadomo, co dalej, ma dla was sens. I Zdrowia!

      1. Zmiana chyba tylko w mojej głowie.. warunki do zajścia w ciążę idealne.. szkoda tylko, że ja tak myślę…. A moja macica ma inne zdanie.. no coz…Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pewne rzeczy nie są od nas zależne, choćby nie wiem jak by się człowiek nie starał. Zwariowac można. Uff

          1. Lekarz po wczorajszej wizycie rozpisal kolejne podejście do inseminacji na naszą prośbę. Pytał czy myśleliśmy o in vitro.. Myslimy, ale chcemy jeszcze raz spróbować. Pierwsza ciąża też była z drugiego podejścia.. może i teraz też.. emocje opadły, trzeba spojrzeć innym okiem. Cieszyć się chwilę obecną i tym że mamy już maluszka, który nomen omen dał dzisiaj taki popis buntu 2 latka, że klekajcie narody 🙂

  11. Dziewczyny, tutaj znajdował się komentarz, którego autorka poprosiła o usunięcie. Robię to tylko w wyjątkowych sytuacjach i zawsze za Waszą wiedzą. Poniższa dyskusja dotyczy usuniętego komentarza.

    1. A nie chcesz go oddać do adopcji prenatalnej? Szkoda byłoby tak skazać go na niebyt w cyklu bez szans. W kwestii komornika, to pewnie mają takie procedury, jak inne firmy, czyli odsetki, potem ew. inne procedury.

    2. Zadałas trudne pytanie, pewnie masz trudna sytuację. Ivf to nie tylko nadzieja, ale też ryzyko na wielu frontach. Musimy dokonywać trudnych wyborów i myśleć do przodu a i tak nie wszystko da się przewidziec. Ja się trzymałam nadziei do ostatniego zarodka, bo bardzo chciałam rodzeństwa dla Heli. Gdyby się nie udało, rozwazalabym kolejna stymulacje, ale zamrożenie jajek, żeby nie zapładniac więcej.. Trochę nie rozumiem w czym masz konkretną trudność? Nie twierdzę, że zarodek to dziecko i podanie go w cyklu bez szans, to zabójstwo, ale jeśli uznajesz, że nie chcesz więcej dzieci (znam sytuację, że dziewczyny mogą, a nie chcą, a znam też, że chcą, a nie mogą, życie takie jest), to może warto rozważyć ta adopcje prenatalną, to nie jest podarowanie dziecka, tylko szansy… Mnóstwo dziewczyn czeka na takie zarodki, bo to dla nich jedyna możliwość i ta idea adopcji bardzo mi się podoba… Siąść, pomyśleć, poczytać, pogadać, rozważyć to w szerokim kontekście… Być może już to zrobiłaś, jeśli chcesz, mozesz, podziel się refleksją.
      Temat jest mega trudny, ale musimy podejmować dojrzałe decyzje, bo wszyscy pisowcy i kk czekają na takie historie, gdzie zarodkom nie daje się szansy, bo podanie w cyklu bez nadziei, bez szansy a zagnieżdżenis takie jest. Wybacz chaos myśli, to jest trudne.

      1. Ja z kolei mam znajomych, którzy mają dziecko z IVF (a następne z naturalnej ciąży), a kolejne zarodki mrożą już od 10 lat i będą mrozić w nieskończoność, bo nie chcą więcej dzieci, a nie mogą się pogodzić z tym, że gdzieś chodziłoby ich dziecko. Tylko moi znajomi są mocno bogaci i dla nich mrożenie embrionu do końca świata nie stanowi żadnego problemu, moralnie też tego nie rozbierają. Po prostu mrożą.

    3. Strasznie chciałabym nie oceniać, ale… Ale należę do osób, którym nie było dane doczekać się ani jednego własnego zarodka, pomimo wszystkich możliwych sposobów.
      Czeka na mnie jeszcze jeden, istniejący tylko dlatego, że jakaś kobieta podzieliła się z nami częścią siebie. Mam czasem wyrzuty sumienia, że tych poprzednich wiele się u mnie „zmarnowało”… Nie ma to nic wspólnego z religią, daleko mi do tego.
      Zresztą, mnóstwo tu było walczących o każdy jeden, najsłabszy nawet zarodek.

      1. Gaju ja też nie mam dzieci, zarodki miałam dwa i tyle. Ale zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I tak bardzo jak się pragnie ciąży, można jej równie mocno nie chcieć. To jest bardzo indywidualna i osobista kwestia. Dziewczyna chciała porady, a nie oceny i szczerze mówiąc jestem zdziwiona wypowiedziami, bo chyba każdej z nas konserwatywny światopogląd ma sporo do zarzucenia i większa tolerancja wydaje się w takim środowisku naturalna. Albo ja już jestem wyprana z emocji skoro mnie ta wypowiedź nie zdziwiła czy wprowadziła w zakłopotanie. Takich sytuacji w związku z in vitro jest pewnie cała masa. To nie tylko czekanie na bete itp.

        1. Masz rację, niepotrzebna ocena. Tylko ten blog (tak jak pisała Ob) skupia (skupiał? bo teraz temat zaciążania zszedł na dalsze tło) walczące o dziecko, o zarodki. A tu takie pytanie… Tak się usprawiedliwiam tylko.

          1. Pytanie inne od wszystkich, ale chyba jednak ważne, bo również dotyczy drogi do macierzyństwa jaką jest in vitro. Z innej, pewnie równie trudnej strony. Ale jak widać takie problemy też istnieją i są istotne. Ciężko się odciąć od swoich emocji jeśli tyle lat determinują nasz świat i to też zrozumiałe. Szczęśliwego nowego nowego roku dla Wszystkich 🙂

    4. A ja stanę po Twojej stronie, bo mimo niefortunnego sformułowania o „korzystaniu z zarodka” (ale nie tak znowu dziwnego, w końcu umowy mówią o „niewykorzystanych zarodkach), poruszyłaś ważny temat. I mimo, że zarodek jest dla mnie mikrokosmosem, Twój dylemat mógł stać się moim i na pewno dotyczy to nie tylko nas obu.

      Gdzie miałaś o tym porozmawiać, jak właśnie nie tutaj, w zaufanym gronie, gdzie nigdy nie bałyśmy się trudnych tematów i gdzie zawsze jest dużo empatii.

      Decydując się na in vitro, same wielokrotnie byłyśmy oceniane, (ostracyzm części społeczeństwa), wiemy, jak to jest być krytykowanym – mi to dało naukę, żeby nigdy nie oceniać wyborów innych osób, nawet, jeśli mam inne zdanie od nich.

      Dalej. Popierałyście Czarny Protest w obronie prawa do aborcji? Nawet, jeśli same tej aborcji nigdy byśmy nie zrobiły, chodziło po prostu o nasze prawo do wolności, do decydowania o sobie. I aborcja i in vitro, moralnie jest trudne, a jednak nas dotyczy.

      Nie pamiętam szczegółów z mojej umowy z kliniką i co stanowiła umowa w przypadku niewykorzystania zamrożonego zarodka. Nie jestem już na tyle na bieżąco, żeby się w tej kwestii wypowiadać. Ale może jest możliwość oddania zarodka do celów naukowych – ja tak zrobiłam z komórkami jajowymi.

      Sercem i rozumem jestem jak największą zwolenniczką oddania zarodka do adopcji, bo w gruncie rzeczy czym innym jest moja własna adopcja synka? Biologiczna mama Olusia żyje ze świadomością, że gdzieś na świecie jest jej synek, wie też, że został adoptowany przez kogoś, kto bardzo pragnął dziecka. Mam nadzieję, że to daje jej spokój, większy spokój niż gdyby zdecydowała się przerwać ciążę. Ale to jest mój wybór. Nigdy nikogo bym nie namawiała na adopcję (oddanie do adopcji), jesli nie jest na to gotowy.

  12. czytam i nie wierze… i własnie przez takie podejscie chcą politycy zabronic ivf…serio jak mozna tak zrobic z zarodkiem? nie lepiej go oddac do adopcji??? niz tak wlasnie spisac „na straty”…nie mnie oceniac i pewnie zaraz mnie tu nie ktore zbesztają ale dla mnie to jest najgorsze z najgorszych rozwiązań… masakra.

  13. Temat który poruszyłaś jest trudny ale nie wszystkie dziewczyny zareagowały negatywnie tylko tez okazały wsparcie. Niepłodność to emocje. Ktoś kto podchodzi do n-tego transferu gdzie inne były nieudane albo walczy x lat o dziecko bardzo często jest przesiąknięty bólem, poczuciem skrzywdzenia, niesprawiedliwości i ogromnym cierpieniem. A te emocje powodują złość, brak empatii i nawet agresje. Nie jestem za tym aby skasować Twój post dlatego że porusza ważny temat który według mnie dotyczy wielu par. Ja miałam to szczęście że moja klinika i mój lekarz dbali nie tylko o statystyki ale też o pacjentów. Nie było mowy o generowaniu jak największej ilości komórek jajowych i zapładnianie wszystkich bo lekarz przestrzegał i to wiele razy przed nadliczbowymi zarodkami. Nie było też mowy o transferowaniu więcej niż jednego zarodka bo dwa zarodki to ryzyko ciąży mnogiej a ciąża mnoga to mega obciążenie dla kobiety i bardzo często komplikacje.

  14. Z tego co mówiła moja lekarka to masz prawo przenieść zarodek do innej kliniki. Tylko nie dostaniesz go do ręki tylko klinika zrobi to przeniesienie. Prawo cały czas się zmienia. Jeszcze kilka lat temu można było niszczyć zarodki teraz nie ale jak kogoś stać to odwleka decyzje bo zamrożone zarodki można trzymać 20 lat. Co do adopcji prenatralnej to ja Cię całkowicie rozumiem. Też nie umiałabym oddać zupełnie obcym ludziom nic o nich nie wiedząc. Oddałabym gdybym miała pewność że dziecko będzie miało prawo poznać moją tożsamość jak przy adopcji normalnej a ja miałabym prawo poznać ludzi którzy dostaliby mój zarodek.

    1. Myślałam o tym co napisałaś Atagad i nie wyobrażam sobie tej sytuacji, ona wyłącznie nazwę ma podobna do adopcji „normalnej”. Zobacz, para starala się bardzo mocno o dziecko, powstały 4 zarodki. 3 transfery, 3 dzieci. Z różnych powodów: bo był najsłabszy, nie rokował lub czysto przypadkowo został czwarty, ostatni. Rodzice nie są w stanie wychować czworo dzieci, oddają wiec ostatni zarodek do adopcji. Teraz, rodzice nr 2, którzy przyjmują zarodek nie chcą nikomu mówić w jaki sposób doszło do ciąży, aczkolwiek sa dozgonnie wdzięczni Anonimowej Dawczyni. To jest ich dziecko, w macicy tej kobiety ono urosło. Kim są biologiczni rodzice którzy dali geny, kim jest kobieta która nawet nie urodziła, nawet nie widziała? Jesli powstanie prawo, o którym mowisz to adopcja zarodka przestanie istnieć. Może i dobrze? Może lepiej aby te pary poszły do OA i ocaliły dziecko, które na to czeka?
      Po pierwszym in vitro, Ty możesz wrzucic mało empatyczne ale ważne pytanie, a dziewczyny tu mogą Ci mało empatycznie ale reprezentując różne ideologie odpowiedzieć, to jest taki blog. Rozmawiałaś z kimś z infolinii, kto dzwonił i pytał o wpłatę za mrożenie, a może najlepiej będzie porozmawiać z lekarzem żeby dowiedzieć się jakie są możliwości i jak wyglada prawo? A jesli nie chcesz przyjąć zarodka i nie chcesz go oddać, to płac za mrożenie. Nigdy nie wiesz jak się ułoży życie.

      1. En tak naprawdę trudno nie myśleć o zarodkach jak nie o swoich dzieciach.
        Przy normalnej adopcji są rozmowy z psychologiem , sprawdzanie itd przy prenatralnej ludzie z ulicy dostają Twój zarodek. Nawet pewnie nikt nie sprawdza czy oboje są gotowi na wychowanie dziecka które nie będzie miało ich genów.
        Dla mnie rozważania po pierwszym in vitro jest na podobnym poziomie jak czy urodzić chore śmiertelne dziecko które resztę życia spędzi w hospicjum w ogromnym cierpieniu czy przerwać ciąże.
        Z góry przepraszam jeśli kogoś uradziłam, po prostu takie mam odczucia.

  15. Jeśli ktoś podszedł do X transferów i nie ma dziecka, to trudno mu zrozumieć takie pytanie. Ale czy to się komuś podoba, czy nie, jest to jeden z aspektów in vitro. Taki „co potem”. Są wśród nas dziewczyny, które mają po 5 zamrożonych zarodków, to są dylematy, które istnieją. Ja jestem przykładem sukcesu ivf. Mam troje dzieci. Jestem szczęśliwą wielodzietną mamą. Nie mam zarodków, na szczęście dla mnie, bo nie chcę kolejnego dziecka. Nie byłam w pracy od 5 lat, od 4.5 nie przespałam nocy, przeszłam traumę zw z chorobą córki i potrzebowałam pomocy psychoterapeuty, żeby wrócić do siebie. Nie wychodzę z mężem, została mi jedna przyjaciółka, z którą i tak nie widziałam się od roku. Mam prawo nie chcieć, tak jak inni mają prawo chcieć. Założyłam implant antykoncepcyjny i śpię spokojnie. Tak jak pisałam, nie mam zarodków, ale gdybym miała, nie wiem, czy miałabym dość odwagi, aby oddać je do adopcji. To 100% naszego materiału genetycznego. Łatwo jest radzić „oddaj”, jeśli to nie nas dotyczy… nawet jeśli po pierwszym… jest z Wawy, czyli największego miasta w PL. Ja pewnie szukałabym podobieństwa do moich dzieci w każdym napotkanym na przedstawieniu w szkole dziecku itd.

  16. Czy Iza może nas wymienić mailami? Potrzebuje z Tobą pogadać czuję każda komórką ciała Twój dylemat. Ja mam ich zamrożonych kilka i na ten moment wiem, że raczej nigdy nie wrócę po kolejny. To super trudne i nikt kto nie jest w takiej sytuacji nie powinien oceniać. Sama kiedyś myślałam inaczej…

  17. Sądzę, że jest tu dużo osób, które mają podobne myśli jak Ty, zwłaszcza tych osób, którym się udało. Wiesz, rozumiem Ciebie, że nie chcesz oddać zarodka do adopcji. Tez się zastanawiałam co bym zrobiła gdyby. Pomyslu nie mialam ale jedno co wiedzialam, to ze tez bym nie potrafiła oddać zarodka. Nie dałabym rady z myślą, że gdzies tam może chodzić moje dziecko, którego nawet nie widziałam. A może nie byłoby dziecka z tego zarodka? Chyba do końca życia biłabym się z myślami. U mnie było dużo zarodków, był ewidentny problem po stronie mojego organizmu. Z 17 zaplodnionych do 6 doby przetrwało 6. Z 2 była jedna pojedyncza ciąża. Zostały 4. Statystycznie zakładałam, że czwórki dzieci z nich nie będzie. Z 4 kolejnych jest druga ciaza. Zdaje sobie sprawę, że jestem w tej komfortowej sytuacji, ze z jednej strony się nam udało z dzieckiem, a z drugiej strony juz nie czekają na nas mrozaczki. Wiem też, że jest mnóstwo dziewczyn w innej sytuacji, w której my nie potrafimy się postawić dopóki same w niej nie jesteśmy. Mam nadzieje, ze podejmiesz taka decyzję, która pozwoli Tobie osiągnąć spokój sumienia. Najwazniejsze teraz żebyś Ty i Twój mąż udzwigneli ciężar podjętej decyzji.

    1. Kaja a możesz powiedzieć jak wyglądały transfery tych kolejnych 4 zarodków? Czy były 4 czy dwa po 2 zarodki? Czy jeśli były pojedyncze to na początku był transfer najlepszego? Będę wdzięczna za odpowiedź. Ja mam 3 zarodki i chciałabym w przyszłości starać się o drugie dziecko ale bez presji że musi się udać bardziej z myślą aby nie zostawiać zamrożonych zarodków. W mojej klinice przy transferze jakie miałam do tej pory wybierane były najlepsze na transfer. Zastanawiam się czy dobrym rozwiązaniem byłoby poprosić o transfer na początku najsłabszego bo statystycznie ma on mniejsze szanse. I kończąc na tym który jest najsilniejszy.

      1. Atagand12, u nas były podane 4 ostatnie zarodki w 2 transferach. W pierwszym były podane 2 najlepsze zarodki, w ostatnich 2 teoretycznie najsłabsze.
        Gdy wracaliśmy po zarodki, to nie było tak, że na sile chciałam drugiego dziecka. Tłumaczyłam sobie na spokojnie, że jeden synek juz jest i jest naszym największym szczęściem i nie ma ciśnienia, jak się uda, to super, jak nie to trudno. I wiecie co się okazało? Ze porażka po pierwszym transferze smakowała tak samo jak wszystkie poprzednie porażki, wrócił w 100% smak wcześniej przerabianej niepłodności. To „wyluzowane” nastawienie, to była tylko maska, która chyba miała pomoc mi w kolejnej porażce. Zresztą. … ten pierwszy transfer był na cyklu sztucznym (preferencje lekarza). Fatalnie się czułam odkąd tylko zaczęłam brać estrofem. W całym cyklu z transferem czułam się źle fizycznie. Miałam takie wrażenie jakby mój organizm musiał się przyzwyczaić do tych sztucznych hormonów. W kolejnym miesiącu czułam się już normalnie, od razu był drugi transfer i wtedy się udało jednemu zarodeczkowi 🙂 poprzednim razem też się udało jak dłużej brałam różne leki, może to przypadek, może nie….

  18. To i ja dołączę do grona dziewczyn,które rozumieją Twoje rozterki i też nie oddalyby zarodka do adopcji, chociaż wiem co znaczy walka o dziecko jak każda z dziewczyn.Ja jak kiedyś pisalam -pochowalam dwie córki zanim skończyły rok,teraz dopiero za czwartym transferem (po3 stymulacjach)mimo braku problemów z płodnościa, doczekałam się cudownego synka po diagnostyce PGD i mam dużo zarodków,bo ponad 10nosicieli i 3 bez żadnej mutacji .Jeszcze jedna ciążę planuje,ale jeśli zostana jakieś zarodki,których podać juz nie bede chciala,to będę przed tym samym problemem co Ty.W klinice proponowali na samym poczatku poza PGD adopcje zarodka,ale nie chcieliśmy nigdy z tego skorzystać(woleliśmy starac się o normalna adopcje w OA).Uwazam,że dopoki dawstwo nie jest jawne,to zawsze jest ryzyko,że moje dziecko zwiąże sie ze swoim rodzeństwem i przeżyje tragedie,jeśli będą mieli chore potomstwo .Nigdy, choćby był cien szansy na to,nie narazilabym dziecka na takie przeżycie,dlatego jestem przeciwna adopcji zarodków przy obecnym prawie.Temat trudny i uwazam,że ustawodawcy zamiast zajmować się tym czy zlikwidować in vitro ze wzgledu na ideologię ,powinni przy pomocy ekspertów zajmujących się tym leczeniem stworzyć dobre regulacje prawne,tak jak to ma miejsce w innych rozwiniętych krajach.

    1. Witaj Mgła, dobrze słyszeć, że u Ciebie się poszczescilo 🙂 Gratuluję synka!
      Prowadzisz nadal blog? Jakiś czas temu zastanawiałam się co u Ciebie ale nie mogłam znaleźć linka 🙁 możeszczęśliwego dać namiary na swojego bloga?
      Pozdrawiam Cię mocno 🙂

  19. My z mezem postanowilismy,że jeśli bedziemy w takie sytuacji to najpewniej bedziemy opłacać mrozenie maksymalnie dlugo z nadzieją,że kiedyś prawo się zmieni.Poza tym różnica wieku będzie rosla i prawdopodobieństwo spotkania się rodzenstwa będzie malec jeszcze bardziej.

  20. A może orientujecie się jak wygląda sytuacja kiedy po 20 latach mrożenia zarodka para zgłasza się na transfer ale kobieta jest już po menopauzie. Ja planuję na dzień dzisiejszy mrozić w nieskończoność czyli 20 lat. Po 20 lat jeśli nie zgodzę się na adopcje i wyrażę chęć transferu to co na taka sytuację przewiduje prawo? Za 20 lat już na 100% będę po menopauzie.

  21. Odnośnie dyskusji powyżej – autorka wpisu , który ją wywołał poprosiła o usunięcie swoich wypowiedzi. Zgodnie z jej życzeniem zrobiłam to, usunęłam także jej nick z Waszych odpowiedzi.
    Dyskusja przez to nieco się rozmyła, ale ogólny sens pozostał. Nie zamierzam usuwać całej rozmowy, bo uważam, że to ważny temat i warto o tym rozmawiać – to dylemat wielu par.
    Jeśli ktoś jeszcze życzy sobie w powyższej sprawie usunięcia swojego wpisu, proszę o informację na maila.
    Pozdrawiam Was noworocznie i życzę jak najmniej sytuacji, które wydają się bez wyjścia.

  22. Sporo myślałam o tej dyskusji. Na pewno (nie mając nigdy swojego zarodka) nie umiem się wczuć na 100% w emocje tych, które mają ich „nadmiar”. Coś jak „syty nigdy nie zrozumie głodnego”… Mi wydaje się, że oddanie do adopcji jest najlepszym wyjściem, tymczasem sporo tu głosów, że nie umiecie sobie tego wyobrazić. Być może ja też bym nie mogła będąc na waszym miejscu…
    Widzę jedno – rozterki moralne/etyczne przy IVF są ogromne. Ja też je miałam (i mam) korzystając z dawczyni. Chęć posiadania dziecka chyba przesłania nam te problemy, które wychodzą potem. A może nikt ich nam nie pokazuje?
    We wszystkich klinikach, z którymi miałam do czynienia nawet nie ma rozmowy z psychologiem przy adopcji zarodka, tylko: koszt taki i taki. Ogromny zresztą.
    Coś tu jest nie tak. Ale nie mam pojęcia, jak można by to rozwiązać.

    Podobnie Iza życzę wszystkim – oby takie dylematy trzymały się jak najdalej od nas.

    1. Dziewczyny… Punkt widzenia zależy o od punktu siedzenia. Przerazila mnie wypowiedz Sza… Taka jednoznaczna, kategoryczna ale rozumiem, że ciężko wczuć się w syutualcje kobiety bez kasy… Bo to właśnie pieniądze są tutaj kluczowe.
      A tak z innej planety…
      Wiecie, że w Niemczech nie można oddać zarodków do adopcji.?! Jeśli nie chce się płacić co roku 600€ za mrozenie a na więcej dzieci w chwili obecnej nie możesz sobie pozwolić albo poprostu nie chcesz to jest tylko jedno wyjście.

  23. Cześć w nowym roku!
    Myślę, że zrobiło się gorąco, bo chodzi o konkretny zarodek. To są pytania, które zadaje sobie pewnie większość z nas przed procedurą, tyle tylko, że to wciąż jest gdybanie, bo w głębi serca każda ma nadzieję, że skończy się jak u Kas – pełnym sukcesem i pełną chatą. Dwa miesiące przed stymulacją spędziłam na wymyślaniu wzoru na idealną liczbę zapłodnionych komórek i nie wymyśliłam nic. Teoretycznie jestem w komfortowej sytuacji: mam jedno dziecko, dwa zarodki i cały wachlarz możliwości, bo w Hiszpanii dopuszczalna jest adopcja, mrożenie po wsze czasy, oddanie do badań i niszczenie embrionów. Teoretycznie, bo póki są mrozaki, są emocje i pytania bez odpowiedzi.
    Nie da się uniknąć dylematów, życzę nam więc, by każda czuła się komfortowo ze swoją decyzją.

    Gaju, rozważasz już jakiś termin transferu?

    1. Rozważam, ale jakoś nie mogę się zebrać 😉 powiem szczerze, łatwiej i milej się żyje bez tej invitrowej pogoni za marzeniami… Może uda się w lutym, w marcu planuję jakiś urlop i dobrze byłoby się wyrobić.
      Zrobię wszystko jak należy, ale i tak już znam wynik, więc muszę po prostu przez to przejść.

  24. Ja mam 4 zarodki i dla mnie nie pojęte jest to ze mozna je sobie podac i odrazu spisac na straty. Mialam jeden transfer i mam jedno dziecko,wiec dla mnie zarodek to jest baaaardzo duzy potencjal na dziecko.mrozenie zarodkow w N. kosZtuje 400 zl rocznie! to nie jest duza kasa! bez przesady!
    nie rozumiem tego. Bo z jednej strony chce miec ten zarodek z drugiej str nie chce oddac do adopcji… dla mnie dziwne! chyba nie ma nic przerazajacego w tym.ze mam inne zdanie! zwlaszcza ze tak jak wspomnialam mam jeszcze 4 zarodki! wiec jade na tym samym wozku. u mnie plan jest taki ze bede placic prZez najblizsze 20 lat czyli tyle ile mozna je trzymac. a pozniej…pozniej wiem ze trafią do wspalniaclych ludzi ktorzy pragną dziecka… i tyle.

    1. Sza, nie jesteś na tym samym wózku. Masz jedno dziecko, ona ma troje, nie masz pojęcia, z czym się zmaga na codzień. To raz. Dwa, że pisząc, że „mam prawo mieć swoje zdanie” no cóż…wyobraź sobie, że taka argumentacja zostaje użyta np przez przeciwników aborcji, którzy swoje zdanie narzucają zwolennikom. Masz swoje zdanie… i co? Ona (specjalnie nie podaję nicka, skoro post został usunięty) nie pytała o twoje zdanie i Twoją ocenę moralną. Masz prawo mieć własne zdanie. Ale my, kobiety po przeżyciu in vitro powinnysmy chyba jak mało kto uważać z ocenianiem innych, bo same wiemy, jak bolą niesprawiedliwe oceny.

    2. Sza nie chcę Cię atakować i psuć Twojej wizji ale faktycznie zgadzam się z Kas że nie jesteś w tej samej sytuacji. Co do adopcji ja ją rozumiem. Jak pisałam wcześnie nikt nie sprawdza do kogo trafi zarodek i może być tak że wcale oboje nie będą tacy szczęśliwi że dziecko nie będzie miało ich genów. Ludzie z miłości zrobią wiele a wiem to bo udało mi się namówić mojego męża na wizytę w ośrodku adopcyjnym. wiedziałam że mąż pójdzie za moją wizję jeśli będę wystarczająco długo drążyć temat. Na szczęście przy adopcji dziecka jest rozmowa z psychologiem. Pani bezproblemowo wyciągnęła to że mój maż nie jest gotowy na adopcje dziecka. To dało mi duuużo do myślenia i to spowodowało decyzje o invitro którego nie chciałam bo nie wierzyłam w skuteczność. Zal mi było tego dziecka które trafiło by do nas bo wiedziałam że mogę męża namówić/przekonać do adopcji ale nie zmuszę go do pokochania tego dziecka. kolejny argument przeciwko adopcji prenatralnej w moim przypadku jest taki że mój zarodek jeśli sie narodzi i rodzice powiedzą mu o tym prawdopodobnie będzie zmagał sie z tematem bycia nadliczbowym zarodkiem czyli inne zarodki były chciane przez moim genetycznych rodziców a ja nie. Niestety nie będę miała możliwości spotkania się ze swoimi zarodkowym dzieckiem ani nawet napisania do niego listu tak jak w przypadku matki syna Izy. Do in vitro podchodziłam w myślą że urodzę wszystkie zarodki po prostu będę rodzić dzieci co roku aż urodzę wszystkie. Oczywiście była to naiwna wizja. Już w ciąży tak posypała mi się psychika że kolejna ciąża totalnie mnie przerażała a wiedziałam że czekają na mnie zarodki. Praktycznie codziennie myślałam o tym będąc w ciąży co ja zrobię z zarodkami. Po porodzie niestety lepiej nie było bo dopadła mnie taka depresja poporodowa że mogę powiedzieć że straciłam rok z życia mojego dziecka. Teraz już się pozbierałam i moje dziecko ma matkę a nie zoombii. Nadal myślę o zarodkach i żadne rozwiazanie niestety nie daję mi spokoju . Jeśli zaryzykuje kolejna ciążę to mogę znowu posypać się psychicznie i wtedy ucierpi bardzo na tym moje dziecko które juz jest na świecie bo straci matkę na jakiś czas. Dlatego potrafię w czuć sie w sytuacje autorki tematu i wiem jaki to dylemat, obciążenie psychicznie i to że tak naprawdę żadne rozwiązanie dobre nie jest.

  25. Sza a dlaczego nie chcesz ich już teraz oddać do adopcji?
    Pytam z czystej ciekawości.
    Dla mnie to jeden z powodów dla których w pewnym momencie iv vitro powiedziałam stop. Nie mamy mrozaczków. Ale często o tym myślałam i nie wiem co bym zrobiła…
    a tymczasem dziś zadzwonili z OA, ze zakwalifikowali nas do kursu.
    Jest szansa, że zacznie się on na początku marca a jeżeli nie to jesienią 🙂
    ps. czy ktoś wie co u Wężon?

    1. dlatego ze chcemy jeszcze conajmniej jedno dziecko. to po pierwsze. po drugie jesli sie uda i zostana zarodki to chce jak najdluzej placic,bo im nic sie nie stanie a ja bede miala czyste sumienie ze moja corka nie zakocha sie w swoim genetycznym bracie…

  26. mam prawo miec swoje zdanie majac jedno dziecko i majac piecioro dzieci. to ze sie nie zgadzam ze zdaniem autorki dyskusji juz jestem zla i nie dobra? bo plisss…. kazda z nas przezyla co swoje i kazda ma swoje zdanie. i tyle.

    1. W ogóle nie rozumiesz, co próbujemy Ci wyjaśnić. Czy ty chcesz być nazywana matką frankensteina, morderczynią zarodków itd? Bo tak o nas i naszych dzieciach mówią przeciwnicy in vitro. Chcesz być oceniana? Nie chcesz? To nie oceniaj innych. Szczególnie, jeśli nie masz pojęcia, przez co przechodzą. Szczególnie w takim miejscu, jak to.

  27. Kaś tak jak ty nie zrozumiesz mnie majacą 4 zamrozone zarodki tak ja nie zrozumiem Ciebie mającą trojke dzieci.
    Wyrazilam swoje zdanie i zakonczylam temat,nie musisz mi nic tlumaczyc. to ze nie ojojam nad losem autorki tematu to jestem be? moim zdaniem zanim podejdziemy do in vitro musimy sie zastanowic co w razie co zrobimy z zatodkami. i nie myslev tylko o sobie ale i o „nich”… i tyle w temacie.

    1. Sza, autorka pytała, czy jakby twoja córka przyszła mając 14 lat i powiedziała, że gumka chłopakowi pękła i może być w ciąży. Byłoby duuuuzzzzeeee prawdopodobieństwo, bo miała dni płodne i jest zarodek. To co robisz?
      Z ciekawości pytam.

  28. ale gowno burza sie zrobiła, zgadzam sie z Sza ze jesli sie podchodzi do ivf trzeba tez pomysleć co później jak zostana zarodki… albo sie je mrozi i buli albo trzeba było powiedzieć Panie zaplodnij mi tylko 2 komórki… ryzyk fizyk zaplodnia sie lub nie. A co maja powiedziec osoby co w stymulacji maja raptem 3 komorki z czego szansa do 5 doby to polowa a szansa powodzenia ivf jeszcze mniejsza?
    Lili a co ma do tego 14 latka w ciazy? przecież to nie średniowiecze, takie rzeczy były, są i będą spotykane? Przecież każdy ma tyle dzieci ile chce? No chyba ze jest nieodpowiedzialny i bzyka sie na prawo i lewo (w sensie z mężem) i pozniej ojojoj… boziu bedzie 5 dziecko… to trza sie puknać w łep i się zabezpieczać. Podchodząc do ivf nigdy nie wiesz jak będzie czy będzie 15 komórek czy będa 2, ale trzeba przyjąć na klate to że jest się też odpowiedzialnym za zarodki i że samemu się na to pisało podchodząć do ivf. Decyzja każdy podejmie sam, czy odda do adopcji czy bedzie płaciła a po 20 latach i tak pojda do adopcji czy zrobi sobie z nimi żywnie co podoba mu się. Wywoływanie takiej gowno burzy jest żałosne. Ludzie jesteśmy dorośli i odpowiadamy sami za siebie. Każdy żyje swoim życiem i każdy podejmuje własne decyzje.
    Iza żałuje ze usunełaś wpis, bo jeśli ktoś mówi A to niech powie B a nie robi zamet a pozniej każe usuwać wpis. Jak sie wypowiadasz autorko tematu w internecie miej swiadomosci ze nie każdy blog będzie dobra ciocia Jadzia i na twoja prośbę bedzie coś usuwał.

    1. No wiesz co? Pati, nie poznaje Cię. Albo po prostu Cię nie znałam.
      Dziewczyna przyszła się poradzić, a nie przyjmować wiadro pomyj. Dzień za dniem jak się okazuje.

      Każdy może mieć swoje zdanie. Ale nie powinno się go narzucac, byc chamskim czy cos innego w ten deseń…
      Ale chyba zapominamy tez, że powinnyśmy/mogłybysmy mieć w sobie deko empatii. Tym bardziej, że nasza/wasza/moja droga jest kręta. Droga do macierzyństwa.

      Jakby koleżanka chciała rozpętać gownoburzę to poszłaby na blogi czy fora przeciwników aborcji.
      A Ona przyszła w gościnne progi krótkiego bloga. A tu zonk.

      1. To samo pomyślałam. Jednak internet jest zludny, myślisz, że możesz komuś ufać, że przez wspólnotę przeżyć trochę go znasz, a potem czytasz takie coś i … mnie zemdliło Pati. „Bzyka się na prawo i lewo”??? Kobieto…

  29. Dziewczyny, proszę, uszanujcie prośbę autorki tematu i nie używajcie jej nicka, bo stałam się moderatorem, zamiast sobie spokojnie chorować z dzieckiem na zapalenie spojówek. Dzięki.

  30. Myślę, że rozmowy na ten temat są potrzebne…Może nie w takiej formie..nie przy tylu emocjach..Na spokojnie, z wyczuciem…Z poszanowaniem każdej indywidualnej decyzji… Np. ja nigdy nie zastanawiałam się co zrobię/ czego nie zrobię/ co powinnam zrobić/ a czego nie powinnam nawet pomyśleć o ewentualnych zarodkach…uzmyslowilyscie mi, że to jest bardzo poważny temat..i teraz stojąc u progu in vitro.. nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć…A pewnie już powinnam wiedzieć… Przede mną próba nr 2 inseminacji i na tym się skupiam..ale cały czas z tylu głowy krąży mi hasło ” in vitro”. Dziewczyny wyciszmy emocje, zróbmy parę głębokich wdechów..

  31. Nie odzywałam się już później tylko obserwowałam jak polaryzowały się opinie i coraz bardziej radykalizowały obie strony, szczególnie ta nawołująca do poszanowania własnego zdania, ale jednak trochę bardziej zdania autorki komentarza, który spowodował dyskusje. Widac, ze przynajmniej oficjalnie, lepiej oceniane są rozważania czy przyjąć zarodek i wziąć tabletki wczesnoporonne niż skrytykowanie takiej postawy. Już nie będę nic komentować, moja opinia wyraża się w komentarzu gdzies wyżej, ale chciałam to napisać. Chyba tez rezygnuje w ogóle z komentowania.

  32. Tu właśnie chodzi o nieocenianie… Każdy ma swoje sumienie. Autorka ma taki dylemat czy się to komuś podoba czy nie. I tak samo jak jest ona atakowana, tak samo atakowane jesteśmy my, przez przeciwników in vitro. Więc jeśli domagamy sie tolerancji dla samych siebie to najpierw zacznijmy od nas samych. Oczywiście, że bardziej etycznym czy morlanym byłoby oddanie zarodka do adopcji, ale świat nie jest idealny. I tak naprawdę my wszystkie podchodzące do in vitro po części godzimy sie na takie sytuacje, bo zarodki nadliczbowe powstają i powstawać będą.

    1. Co jest bardziej etyczne, moralne… Oddanie zarodka do adopcji, czy wziecie pigułki… Nie wiem… O to właśnie tutaj chodzi, która droga jest lepsza…
      Chodzi tu też o dziecko, które może się z tego zarodka urodzić. Które może pytać, dlaczego mnie oddalas mamo?… Jak się czuje taki człowiek… Jak później podchodzi do rodziny, w której się znalazł, czy to dobre rozwiązanie dla niego?
      Więc co jest lepsze… Co jest moralniejsze?
      Nie zawsze takie dziecko trafi na fantastycznych ludzi…
      Ważne pytania…
      Ale najważniejsza jest tolerancja… Nie oceniamy… Nie wiemy tak naprawdę, co jest dobre… Niestety…

      1. Może masz rację Lili. Nigdy nie wiadomo co się stanie z zarodkiem kiedy go oddamy do adopcji (przeczytałam też kometarz A pod spodem). Wydaje się więc, że i tak jest dużo więcej zarodków niż zapotrzebowania na adopcje prenatalne. Więc można by pójść o krok dalej, wstecz? Czy w takiej sytuacji tworzenie takich ” bezpańskich” zarodków jest etyczne?

        1. W takim razie in vitro jest nieetyczne….
          W takim razie przeciwnicy in vitro mają rację…
          I to nie jest coś o co my walczymy, że ma być traktowane jako coś naturalnego…
          Przecież to tylko forma zapłodnienia… Biorąc taki pogląd za słuszny Wtedy już nie jest…
          I z drugiej strony… Kobieta w pełni płodna, co miesiąc może zajść w ciążę… Ale stosuje antykoncepcję…
          Więc jest etyczna? Może dać życie, ale nie daje, ba nawet doprowadza czasami do powstania zarodków, które nie mogą się zagnieździć.
          Czy ona jest etyczna? Czy ona ma do tego prawo?
          Czy my mamy prawo do stosowania in vitro? Nie uniknie się nadprogramowych zarodków … Nie uniknie się też pytań…

        2. Mondom, praktyka wygląda tak, że prawie nikt nie chce oddać zarodków do adopcji. W klinikach są „listy kolejkowe”, czekanie niekiedy po 1,5-2,0 lata.
          Wydaję mi się, że ludzie, którzy się na to decydują, raczej wiedzą, czego chcą. Zabrnęli wystarczająco daleko, aby być tam przypadkowo.
          Mam takie (możliwe, że niebyt dobre) porównanie z tradycyjną adopcją. Domy dziecka puchną od dzieci (kilkadziesiąt tysięcy), dzieci do adopcji nie ma. Matka, która nie odwiedza dziecka przez x lat, kiedy dowiaduje się, że idzie ono do adopcji, rusza do sądu po przywrócenie praw.

  33. Przeczytałam jeszcze raz całą dyskusję od początku do końca i nie zmieniam zdania. Nie odnoszę się do tego czy zarodek to już dziecko, czy mrozić czy nie mrozić, czy oddać do adopcji itp. Mnie zmroził sposób w jaki to pytanie zostało postawione a zwłaszcza ten „komornik”!
    A jednak odniosę się do adopcji prenatalnej – tak jak nie każdy „nadaje się” do adopcji społecznej tak nie każdy „nadaje się” do adopcji prenatalnej. To dotyczy zarówno dawstwa jak i „biorstwa”. I dopóki nasza wiedza jest teoretyczna tak na prawdę nie wiemy nic.
    Piszecie, że podanie zarodka tylko po to, żeby go nie mrozić ale żeby nie było ciąży to zło. Może i tak ale może lepiej tak niż pozwolić na 20-letnie leżenie w bańce albo na adopcje na którą nie jesteście przygotowani lub (w przypadku zmiany przepisów) na np. eksperymenty. Kto wie jakie będzie prawo za 5, 10 czy 20 lat? Przy którymś transferze rozmroziły się 3 zarodki, 2 były super a trzeci ledwo się trzymał i w klinice zaproponowano mi podani wszystkich z powodów humanitarnych. Zawahałam się na 20 minut, odmówiłam, potem zmieniłam zdanie ale było za późno, bo sam zrezygnował. Do tej pory żyję w przeświadczeniu, że moje 3 transfery do których wykorzystano 9 zarodków były marnacją potencjału, bo może ktoś inny dałby radę. A potem wisząc na inkubatorze miałam poczucie, że z powodu własnego egoizmu i chęci posiadania dzieci zrobiłam synkowi krzywdę, bo jestem stara i chora i było wiadomo, że ciąża będzie wysokiego ryzyka. Na szczęście to już za nami i każdy uśmiech synka mówi mi, że jednak zrobiłam dobrze 🙂
    Autorko tematu, zrobisz jak ci serce i rozum będzie podpowiadało. Oraz to Ty i Twój mąż będziecie musieli podjąć tę decyzję i z nią żyć.
    I tak już zupełnie na koniec – córka mojej przyjaciółki jest właśnie po pierwszej procedurze, z pierwszego transferu ma córeczkę, ma mrozaki i się śmieją, że żeby było szybciej będą obie (moja przyjaciółka i jej córka) podchodzić do kolejnych transferów, żeby jak najszybciej uwolnić mrozaki z baniek 🙂 Oczywiście w PL to niemożliwe ale pomarzyć mogą 😉
    Dobergo Nowego Roku

  34. Tak naprawdę łączy nas aż i tylko pragnienie dziecka. Nawet nie in vitro, bo nie wszystkie wybrałyśmy tę drogę do macierzyństwa.

    Jesteśmy całkowicie różne, mamy różne gusta, lubimy różne buty i być może nieraz, nie wiedząc o tym, spotkałyśmy się gdzieś na ulicy, w kolejce, w pociągu, patrząc na siebie bez sympatii.

    Nie musimy myśleć tak samo i nie musimy mieć jednomyślnego zdania na temat zarodków. Ale nigdy nikt tutaj nikogo nie obrażał za poglądy i do tej pory było to bezpieczne miejsce na szczerość.

    Akceptuję postawę autorki tematu, chociaż nie byłam w takiej sytuacji. Ale byłam w innych, w których znalazłam u Was zrozumienie, nawet, jeśli same zrobiłybyście inaczej.

    Nie okrajam tej dyskusji, bo chcę, żeby blog nadal pozostał hyde parkiem, gdzie jest miejsce dla każdego. Nie proszę nikogo o zmianę zdania. Można nie zgadzać się z czyimiś poglądami w sposób, który nie jest obraźliwy dla nikogo.

    No, to taki moralitet mi się napisał… noworoczny…

  35. Mimo, ze dyskusja mnie bezposrednio nie dotyczy, wlacze sie do niej, aby uzmyslowic cos tym z Was, ktore macie „nadprogramowe” zarodki i nie chcecie oddac ich do adopcji (co zreszta poniekad rozumiem), ale same nie planujecie miec wiecej dzieci. Nawet bowiem jesli para jest dobrze sytuowana finansowo i deklaruje „placenie w nieskonczonosc”, kiedys niestety umrze (sorki, ale taka jest prawda). Moze za 40, moze za 50 lat (a moze za 2-3), kazdy z nas odejdzie. I jak myslicie, co wtedy stanie sie z takimi zarodkami, za przechowywanie ktorych nikt juz nie zaplaci? Wszystko bedzie zalezalo od aktualnego prawa, ale czesc zostanie zapewne oddana do przymusowej adopcji, a czesc… oddana do badan naukowych. I o tym ostatnim chcialam napisac. Tak sie sklada, ze pracuje w firmie biotechnologicznej (poza granicami Polski) pracujacej nad terapia komorkami macierzystymi. Jak wiadomo (albo i nie), komorki macierzyste mozna pozyskac z roznych zrodel, ale akurat na chorobe nad ktora pracujemy (degeneracyjna, ale nie smiertelna) najlepiej dzialaja te embriotyczne. Kiedy mnie zatrudniano, nie wiedzialam skad bierzemy komorki do badan. Dowiedzialam sie dopiero po czasie, ze embriony pozyskane od dawczyn (wlasnie po terapii in vitro, zakladam wiec, ze sa to takie nadliczbowe zarodki) sa rozbijane na pojedyncze komorki, czyli mowiac krotko „zabijane” (choc w praktyce te komorki zyja i sie mnoza), bo z nich nie bedzie juz ciazy ani dzieci. Jak pisalam wyzej, temat mnie bezposrednio nie dotyczy. Nie podchodzilam do in vitro, mam dwoje dzieci poczetych naturalnie. Za to stracilam dwie ciaze, wiec dla mnie taki zarodek to juz jest potencjalne dziecko. I kiedy dowiedzialam sie skad bierzemy komorki do badan, zrobilo mi sie autentycznie slabo…
    Przepraszam za ten dlugasny komentarz. Dyskusja przebiega glownie pod katem „oddac zarodek do adopcji czy wykorzystac, ale tak, zeby ciazy nie bylo”, ktos tam tylko od niechcenia rzucil, ze „jak cos to oddam do badan naukowych”. No to dorzucam swoje 5 groszy na temat, jak takie wykorzystanie w nauce moze wygladac, choc to akurat przyklad jeden z zapewne kilku tysiecy.

  36. To ja też dorzucę swoje grosze do dyskusji.. Padło w niej wiele haseł, „więcej empatii dziewczyny..”, „nie oceniajcie..”, ta jest zła, tej nie znałam, ta ma prawo, ta nie ma prawa.. Itp itd. Nie Nie nie! Nie tędy droga.

    Wystarczy, że zrozumiemy wszyscy jedną rzecz. Borykamy się z tematem straty, straty polegającej na niemożności naturalnego zajścia w ciążę. Każda z nas jest na innym etapie radzenia sobie z tą stratą. 9 lat temu po przeczytaniu takiego wpisu autorki dyskusji przegyzłabym jej tętnicę z wściekłości jak można być tak bezczelnym żeby na blogu o niepłodności zadać takie pytanie.. 4 lata temu po przeczytaniu tego samego pytania poszłabym do łazienki i płakała pod prysznicem (żeby mąż nie słyszał) tak długo że skóra by już zaczęła przeciekać. Dzisiaj jestem w stanie radzić. Każda dziewczyna wypowiadając się w tej dyskusji ma rację. Proponuję zakończenie gownoburzy.
    Autorko dyskusji. Jeśli jeszcze to czytasz to jedyne co uważam za słuszne aby Ci poradzić to rozmowę z psychologiem. Najlepsza osoba jaką znam to Pani Bogda P. Specjalistka od niepłodności, rodzicielstwa, przepisów invitrowego prawa, pomagająca znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji. Jeśli chcesz to podam więcej szczegółów w mailu. Pozdrawiam

  37. Powiem Wam tak… bylam w N ostatnio na wizycie archiwalnej,dr Z mowil nam o Zarodkach i… tylko upewnilam sie w przekonaniu ze moje podejscie jest wg mnie jedyne i sluszne.. czyli podchodze do transferu i kazdy jeden zarodek ktory nam zostanie,oplacimy do 20 lat… a pozniej adopcja… nie nie bedzie mi szkoda oddac do adopcji… wierze w to ze trafią mu sie wspaniali rodzice. Naprawde sumienie by mi nie pozwolilo tak poprostu podac Go w cyklu bez owulacji…
    Kazda z Nas ma prawo do wlasnego zdania,tak jak i autorka ktora chyba nie jest go do konca pewna skoro kazala usunac caly wpis a teraz nawet nie mozsmy ani cytowac jej wypowiedzi ani pisac nicku,tak jak i Pati ktora opisala to w sposov dosadny ale i z ktorym sie zgadzam.

        1. FiloMi – witaj na blogu. Zwykle jednak najpierw dziewczyny się przedstawiały, mówiły coś o sobie itp. A Ty zaczęłaś od „pokazałaś swoje prawdziwe oblicze. Chciałaś zaistnieć” „Nie Tobie oceniać czyjąś moralność”. To może sama też nie oceniaj? Nawet nie wiemy, czy masz do tego jakieś kompetencje.

          Pati zawsze miała swój styl wypowiedzi i wolno jej. Tak jak pisała Iza, blog to swego rodzaju Hyde Park.
          Nieważne, czy się zgadzam z Pati, czy nie, ale stwierdzenie „bo jak mówić to dosadnie” bardzo mi się spodobało. Nie widzę w wypowiedzi Pati nic, co obrażałoby autorkę dyskusyjnego pytania. Wyraziła po prostu dosadnie swój pogląd na odpowiedzialność za zarodki.

          Przepięknie widać naszą polaryzację – te, które jeszcze czekają na dzieci, chcą chronić każdy zarodek. Pozostałe niekoniecznie.

  38. nie wyrazilam sie jasno… lekarz poprostu o nich mowil,jakie sa,na ile komorek podzielone ktorego najpierw chcialby podac itp. i jak posluchalam tego to mi sie tak cieplo na sercu zrobilo ze z jednego z nich mam juz corke i nie wyobrazam sobie zebym mogla juz z gory skazac ktoregos tego zarodka na „nicość”…

  39. Hej dziewczyny , nie byłam w dyskusji bo dopiero przeczytałam ale powiem od siebie, ze każdy zarodek ma szanse (nic odkrywczego, wiadomo). Nam nie udało sie uzyskać ciazy z pięknych zarodkow , nawet najbardziej wspaniały nie dał ciazy . A udało sie wtedy kiedy zarodki były bardzo słabe i nawet przez mysl mi nie przeszło, ze moze byc z tego dziecko. A jest. Takze tak to jest. I to często. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zycze spełnienia marzen w Nowym Roku. Tym roku. Buziaki
    Ps. Co do zarodkow – to nam nic nie zostało (bo nie dotrwały do 5 doby i nie było co mrozić), wiec my mamy dylemat z głowy ale nie ukrywam, ze gdyby nam zostały to bym wracała gdyby ich nie było dużo i próbowała dalej a jak by było zarodkow wiecej niz jestem w stanie przyjąć to teZ bym miała dylemat i pewnie najpierw bym mroziła a potem finalnie pewnie oddała do adopcji choc to na pewno trudna decyzja

  40. Iza napisz nowy temat może zakończy dyskusje pełną napięć. Ja powiem nie wiem co zrobiłabym w takiej sytuacji. Zawsze kierowałam się pomocą innym i nie wiedziałam że oddanie do adopcji to urodzenie przez inną kobietę dziecka z twoimi genach. Czy jest coś bardziej pięknego, cennego .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *