„Grasz do ostatniej monety”. Chwalę się i rozdaję prezenty :)

Kiedy zdałaś sobie sprawę: „biologicznego dziecka nie będę miała”?

Nigdy. Niestety taka pełna świadomość nie pojawia się nagle, a może nawet nie pojawia się nigdy. Robisz to in vitro, transfer za transferem, bo w końcu musi się udać, innym się przecież udaje.

Teraz wiem, że to jest jak hazard, grasz do ostatniej monety, a potem na kredyt, grasz póki nie wygrasz. Nie możesz przestać, cały czas dajesz sobie szansę. Gdybyśmy pewnego dnia doznali olśnienia, że nigdy nie będziemy biologicznego dziecka, wszystko byłoby łatwiejsze, a proces adopcyjny na pewno zaczęlibyśmy dużo wcześniej.

(…)

Jak patrzysz na to z perspektywy kilku lat, to co Ci dało pisanie bloga?

Blog to jedna z najlepszych rzeczy, jaką dała mi niepłodność. Na początku miał być dla mnie wyłącznie autoterapią, ale nagle stał się miejscem spotkań świetnych ludzi, których może dużo dzieli, ale łączy wspólnota doświadczeń. Dzięki blogowi zrozumiałam, że nie jestem sama na świecie ze swoim cierpieniem i problemami. Potem dołączały kolejne kobiety, które dotąd także nie miały gdzie podzielić się swoją historią.

Kiedy tego najbardziej potrzebowałam, dostałam olbrzymie wsparcie od kobiet podobnych do mnie. Możliwe, że blog uchronił mnie przed depresją, a na pewno pomógł mi podnieść się z kolan, otrzepać z kurzu, wypiąć pierś do przodu i iść dalej. Co więcej, ta rzesza kobiet w ten sam sposób wspierała się nawzajem. Setki osób pocieszało tutaj setki innych osób, kibicowało, troszczyło się, trzymało kciuki za starania.

Już dawno przestałam cierpieć z powodu niepłodności, ale blog, mój nałóg, był jak regularne spotkania z gronem bliskich znajomych. Wiesz, co zrobiły dziewczyny z bloga? Jeszcze zanim zadzwonił ten telefon z ośrodka adopcyjnego, skrzyknęły się w sekrecie przede mną, zorganizowały wyprawkę i prezenty dla dziecka, jakich sama nigdy bym nie wymyśliła. Dostałam od nich rzeczy dla dziecka, jeszcze zanim ono się pojawiło. Popłakałam się wtedy, stałam nad kartonem z książeczkami, zabawkami, ubrankami i płakałam ze wzruszenia. Podobnie zachowały się, kiedy pojawił się w domu syn.

Dziewczyny z bloga są bardzo obecne w moim życiu każdego dnia, chociaż większości z nich nigdy nie spotkałam. Nigdy wystarczająco nie zdołałam im za to podziękować.

To tylko krótki fragment całkiem długiej rozmowy, jaką odbyła ze mną naczelna magazynu „Chcemy Być Rodzicami”, Jolanta Drzewakowska.

Więcej do przeczytania tutaj 🙂

A teraz, uwaga, ogłaszam małe rozdawnictwo. Mam dla Was od wydawnictwa dziewięć dostępów do elektronicznej prenumeraty „Chcemy Być Rodzicami”. Od numeru lutowego na rok. Kto pierwszy, ten lepszy 🙂 Pierwszych dziewięć osób, które napiszą w komentarzu, że chciałyby taką prenumeratę, dostanie ode mnie maila z kodem.

54 komentarze

  1. Bardzo fajnie napisane. Izuś ściskam Cię z całego serducha. Fajnie być pierwszą ale mój kod chce oddać dla kogoś innego 🙂 jakbyś się nie obraziła to może dla naszej Olgi? Ona zawsze była dla mnie wielkim wsparciem.

      1. Anitt, Nataly, no weźta bo się posmarkam
        Dzięki za pamięć Anitt!!
        Mam taką refleksję, nie wiem, czy się zgodzicie, ale te „niepłodnościowe” znajomości są autentyczniejsze, często głębsze, niż inne w babskim świecie…
        Trzymam kciuki za każdy z naszych nowych etapów…
        Zośka w brzuchu. Prawdziwy rok kobiet dla mnie.

        1. Bo to prawdziwe zjednoczenie w problemie, który dotyka do żywego.
          A Olga zawsze gotowa wycierać niepłodnościowe gile. Ja mam dziś zjazd nastroju. Tak sobie myślę dlaczego nikt nie ruszył dupy, żeby mi zwiększyć dawkę leku jak na pierwszym USG było widać, że pęcherzyki kiepsko rosną?

  2. Super ! Gratuluję wywiadu!

    Czy mogę tutaj urządzić małą prywatę?
    A propos Chcemy być rodzicami mam 9 numerów do sprzedania 😉 pierwsze numery!
    Od 1-7 i 11 14 może ktoś chętny?

    Mam też książki o niepłodności
    1. Agnieszka Walczak Chojecka.Gdy zakwitną poziomki.
    2. Jak tu począć. Książka dla tych, ktorzy pragną mieć dziecko
    3. Karolina Domagalska. Nie przeproszę, że urodziłam
    4. Bogda Pawelec. Opowieści terapeutyczne o niepłodności
    5. Bogda Pawelec. In vitro
    6. Bogda Pawelec. Wojciech Pabian. Niepłodność
    7.Stephen Brier. Pokonaj depresję, stres i lęk

    Książki te pomogły mi zrozumieć moje emocje, lepiej poznać samą siebie oswoić się z problemem. Nie powinny leżeć na półce. Najchętniej wszystkie razem jednej osobie w korzystnej cenie 😉
    Mam nadzieję że Iza nie będzie miała mi za złe że używam jej bloga do tego ale nie chcę sprzedawać ich oficjalnie pod swoim nazwiskiem. Nie chodzi o mnie, tylko o moje dzieci. Nie chcę żeby ktokolwiek wytykał je palcami bo są z in vitro. Mieszkam teraz w małej społeczności, może być różnie.

  3. Pisać, nie pisać… zastanawiałam się dłuższą chwilę. Miałam pisać za jakiś czas… Radosną nowinę. Ale nie napiszę. Nie ma już nowiny. Radosnej. Nagle adaptacja w żłobku nie wydaje mi się już taka traumatyczna. A może to złudne nadzieje. Może całkiem rozłoży mnie na łopatki i sprawi, że rozsypię się na milion kawałków. Dziwnie mi, że tak się tu rozklejam. Nie wiem czy jeszcze wypada…

      1. Dziękuję dziewczyny!

        Zawsze trochę lżej, gdy człowiek nie jest w tym taki całkiem sam. Na razie nic się nie dzieje. Popłakuję to tu to tam, ale głównie się trzymam. W jakimś zawieszeniu. Dziwne to jest bardzo! Ja już wiem, ciało niby też, bo zaczęło się zmieniać, a jednocześnie, zachowuje się zaskakująco normalnie. Jakby nie chciało odpuścić. Jakby jeszcze próbowało chronić to maleńkie serce, choć przecież już nie bije. Zmysły, myśli mam przytępione, chyba po to, żeby nie oszaleć.

        Kas, potrzebowałam tego bluzga;) Jest mi tak okropnie smutno, a wolałabym się złościć i kląć na czym świat stoi. Ale nie mam siły. Dobrze, że ktoś za mnie to zrobił. Dzięki:*

        P.S. Uśmiecham się codziennie. Nadal. Czekam i uśmiecham się, bo nie sposób zachować smutną minę przy Groszuli przez dłuższy czas.

  4. Witaj Iza (witam się jak z koleżanką, bo dla mnie, Twojej niemej dotąd czytelniczki, jesteś koleżanką – mimo, że do tej pory nie widziałaś o moim istnieniu 😉

    „Czytam Cię”, odkąd problem niepłodności zaczął zaglądać mi w oczy. Będzie jakieś dwa lata. Dziś jestem po pierwszym nieudanym transferze. Boli jak cholera. Najgorsze, że nie mamy się już czego złapać, a immunologia, która nam została, napawa mnie ogromnym strachem i zastanowieniem, czy aby na pewno pragnę dziecka aż tak żeby zdecydować się na rozwalanie czegoś, co działa dobrze.

    Kiedy wczoraj zobaczyłam, że jesteś w CHBR, bez chwili namysłu kliknęłam kup teraz, a dziś już połknęłam tę rozmowę z Tobą.

    Dzięki, dzięki, że jesteś!

    1. Dzień dobry Basia.
      Przykro mi z powodu transferu. Naprawdę po pierwszym nieudanym transferze musicie zabierać się za immunologię? Nie warto zrobić jeszcze jakiejś próby?
      To ja dziękuję, ze wyszłaś z cienia 🙂

  5. Dziewczyny, to ja tak trochę może na przywołanie pozytywnych myśli…. Jestem przykładem, że póki człowiek walczy to w końcu osiąga cel. Doskonale wiem, czym ta walka jest okupiona, sama bowiem walczylam 6 lat (w tym czasie utracone 5 ciaz). Ale póki miałam siłę i nie ukrywajmy starczalo grosza, to brnelam… Nie raz była zalamka, utrata nadziei, ale walczylam póki miałam siłę. Prawda jest taka, że wiary już praktycznie nie miałam, mimo to walczylam, żeby kiedyś nie mieć do siebie pretensji, że się poddalam,a może i z innych nieokreślonych pobudek…. We wrześniu jak pisałam Wam podalismy ostatniego mrozaczka i on był naszym cudem. Dziś jestem w 7 Mc przykładnej ciąży. Oczywiście po moich przejściach panikuje non stop, ale wiem dla kogo ta walka. A każdy ruch mego dzieciatka jest potwierdzeniem, że ta walka miała sens. Życzę tego i Wam i wierzę, że każda z Was osiągnie swój cel.

  6. Jestem wredną babą. To jest potwierdzone naukowo, przez mojego wszechwiedzącego męża ;(
    Zawsze kiedy przegrywałam walkę z niepłodnością tu na blogu mogłam się wyryczeć, znaleźć ukojenie. Myślałam że jak już wygram tę walkę to nic już mnie nie ruszy. A jednak….
    Walka trwała 5 lat, 5 długich samotnych lat. Walczyłam sama bo problem leżał po mojej stronie, walczyłam sama bo tak było taniej (podróże do kliniki oddalonej o 200km kosztują) walczyłam sama bo nie chciałam żeby ktokolwiek wiedział a jak sama jeździłam do kliniki to łatwiej można było to ukryć, a przez końcowe 2 lata mieszkałam sama bo mąż miał problemy z pracą i wrócił w nasze rodzinne strony. A teraz mam o tym zapomnieć? Żyć jakby nic się nie stało? Zrzucić tę pancerna skorupę którą nosiłam żeby przetrwać? Tylko jak? Tak to nie działa człowiek wiele przetrzyma wiele zniesie jeśli trzeba ALE nigdy nie będzie już taki sam.
    Podejmując walkę nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Po prostu brnęłam. Zostałam odarta ze wszystkiego, ciągłe wizyty badania, punkcje, transfery. Ingerencja w najbardziej intymne sprawy. Zgodziłam się na to wszystko, wiem, ale jak mam być teraz delikatną nieporadną kobietą, której żąda mój mąż?
    Prawdę mówią Ci którzy twierdzą że prawdziwych przyjaciół wcale nie poznaje się w biedzie, prawdziwych przyjaciół poznajemy po tym jak radzą sobie z naszym sukcesem. Mój mąż sobie nie poradził. Potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu ducha że żałuję że mam z nim dzieci. Jakkolwiek by to źle nie zabrzmiało w tym właśnie miejscu coraz częściej tak właśnie myślę, przez niego.
    Łapie się często na tym że te problemy z brakiem dziecka miały mi dać do myślenia czy to właśnie z tą osobą powinnam być.

    No to wyrzuciłam to z siebie. Jest mi ciut lżej ale jutro znów wstanie nowy dzień a mój wspaniały mąż na pewno postara się aby mi go skutecznie zepsuć.

    Czy jeszcze któraś z Was tak ma?
    Wiem że Ty Iza masz lepiej, bardzo się z tego cieszę, dzieci nie powinny żyć w takiej rodzinie jak moja, być świadkiem wiecznego szarpania się rodziców. Robię co mogę ale szlag jasny mnie non stop trafia ;(

    Jeśli walczysz sama ok, jeśli naprawdę Ci to pasuje, ja myślałam że dam radę i dałam, fizycznie, gorzej psychicznie jak się okazuje. Najlepiej przeżyć to razem bo potem druga strona nie ma pojęcia ile to tak naprawdę
    kosztuje jeśli tego nie zobaczy na własne oczy.

    1. Kamila, niepłodność ryje w małżeństwie… Oj ryje. Wiele z nas to potwierdzi. Tylko teraz pytanie, czy uda się na nowo budować rodzinę dalej z tym facetem, czy on poprostu był taki od początku, czy ten kryzys go tak zmienił… Ściskam cię. To niełatwe. Sama przeszłam i przechodzę różne fazy i kryzysy w związku. Może warto pogadać z psychoterapeutą? PS. Nie daj w sobie zniszczyć tego, co dla ciebie ważne.

    2. Kamila, od wczoraj zastanawiam się, co Ci powiedzieć. Że często z dzieckiem przychodzi kryzys małżeński? Że kiedy kończy się walka o dziecko, czasem okazuje się , że tylko to łączyło parę? Że to zdarza się też zdrowym, płodnym parom? Teraz akurat mało Cię to obchodzi, bo jesteś w samym środku swojej samotności… Walczyć o niego? A czujesz, że warto?
      Wyczerpuje Cię ten konflikt, dzieci pewnie też wyczerpuje… Jesteście w stanie jeszcze normalnie rozmawiać? Nie masz nic do stracenia chyba, rozmawiałaś z nim szczerze?
      Jest mi bardzo przykro razem z Tobą…

    1. W związku z radosną historią Wieczorynki mam pytanie do obecnych, czytających, podglądających – czy w Wwie jest jakiś normalny lekarz, który stosuje w leczeniu Encorton?

      Może któraś z Was ma jakieś doświadczenia.

      Ps. Mała Aniu, gratki <3
      Uczuciowa – przytulam :*

      Kamila, życzę siły i dobrych decyzji. Życie mamy jedno. A tak cięzko czasami z czegoś zrezygnować. I trwamy.. A czas leci 🙁 Buziak dla Ciebie :*

        1. Dziękuję dziewczyny.
          Ja przed iui byłam u pani dr Z. Ona nic nie zalecała. Nawet luteiny.
          Tak samo dr TR w invimed.
          Bo iui to jak zwykły stosunek….

          Ostatnio Starynkiewicza – nadzieja na głębszą diagnostykę…. Że może coś w kierunku immuno -nic.
          A jak zapytałam dr o encorton to mnie wyśmiał :/
          Bo nie ma dowodów, że to działa.
          Pani idzie na ivf.
          Pani by poszła, jakby miała $$.

          Jeszcze raz dzięki, będę próbować u Dr, jeśli nie wyjdą mi inne sprawy 🙂

  7. Moj mąż to przypadek beznadziejny. Znamy się ponad 15lat a odkąd są dzieci czuję że w ogóle go nie znam. Potrafi mnie tak negatywnie zaskoczyć swoim zachowaniem że to jest po prostu żenujące. On bardzo dobrze wie że dzieci są dla mnie najważniejsze i stanę na rzęsach żeby były szczęśliwe i miały pełną rodzinę. Skrzętnie to wykorzystuje.
    Niestety to typ człowieka który wszystko wie najlepiej. Rozmowa nic nie daje. Zawsze jest tak samo. Ma stworzony swój własny świat, tak go sobie „wytłumaczył” i tak musi być jak on mówi. Wszyscy są najgorsi, on jest najlepszy. On jest najbardziej zmęczony, zapracowany, chory itd. Szkoda słów.
    Codziennie daje mi odczuć jak to BOLI gdy moje marzenie się spełniło.

    1. Jeśli znasz wystarczająco dobrze angielski polecam książkę the dance of anger, Harriet Lerner. Dużo się z niej uczę o relacjach, o komunikacji i o tym gdzie szukać sedna problemu. Poza tym terapia.
      A w ostateczności… pamiętaj, że dzieci nie są szczęśliwsze w nieszczęśliwych rodzinach. Jako rodzice mamy wiele różnych rzeczy do przekazania naszym maluchom. M.in. że nie można dawać sobą pomiatać, że w rodzinie ludzie powinni się wspierać, pokazać czym jest szczęśliwy związek. Rozwód głęboko wpływa na dzieci, ale brak dobrych wzorców również. Znacie się długo, znasz jego historię, jego rodzinę. Może on też na coś cierpi, na depresję, borderline, narcyzm,aspargera… Na wiele z tych rzeczy są lekarstwa, terapie też potrafią pomóc.
      Nie jestem żadnym specjalistą, problem znam raczej z pierwszej ręki. Nie sugeruję też, że masz iść do męża i zacząć rozmowę od wysłania go do psychiatry. Chcę po prostu pokazać, że wasz problem może mieć wiele podstaw.
      Z całą mocą polecam tę książkę. Pomaga przełamać powtarzające się schematy kłótni i wyznaczać granice.
      Reszta zależy od ciebie i od niego, oczywiście.

  8. Dziewczyny kochane, help! Bralyscie może sildenafil dopochwowo na poprawę endometrium? Nie w globulkach tylko tabletki poprostu? Czy jest nadzieja że pomoże już po 3 dniach? Nigdy nie miałam kłopotu z endo a teraz coś jest nie tak. Utknęło tydzień temu i już nic nie rośnie… Czy jest w ogóle szansa że to tak ekspresowo działa czy już w sumie nie ma co się łudzić?

    1. Brałam sildenafil 4*100. Jednak brałam go od 4 do 12 dc. U mnie podzialalo, ale akurat w tym cyklu brałam też tevagrastim, więc ciężko stwierdzić co pomogło bardziej. Ja jednak sądzę, że sildenafil, gdyż tevagrastim brałam już kilkakrotnie….

  9. Zaznaczę jednak, że u mnie zadziałał przy dawce 4*100. Kiedys brałam mniejsza dawkę i zero efektów… Ale na mnie nic nie działało w kwestii endo, jestem wybitna pod tym względem

  10. Olga jak się czujecie? Jak przygotowania do szczęśliwego końca? Kiedy rodzisz?

    Uczuciowa, o żesz …. Strasznie smuto. Przytulam mocno.

    Kamila, z zawodowego punktu widzenia powiem tyle, separacja by sprawdzić czy do męża dotrze co może stracić, a Ty i dzieci odpoczniecie i też nabierzecie dystansu.

    Iza , fajny wywiad, gratulacje.

  11. Hej… Niestety pierwszy dzień wiosny w tym roku nie jest u mnie optymistyczny. Moje małe słoneczko zgasło, 3 dni po poprzedniej wizycie serduszko zatrzymało się 🙁 czekam teraz na poronienie samoistne, lekarz daje nam na to czas do 8 kwietnia, jeśli nie to skierowanie do szpitala na łyżeczkowanie.

    Dziękuję za kciuki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *