Adaptacja w żłobku

Mój syn jest już dorosły. Nie wiem, kiedy to się stało, ale z nieporadnego niemowlaka wyrósł na chłopca, który właśnie idzie do żłobka na nóżkach i sam wciska guzik windy. Ta myśl drażniła mnie od wielu dni, a w piątek strzeliła pięścią prosto w twarz właśnie wtedy, kiedy moja przyjaciółka Aga wyszła na chwilę do toalety. Gdy wróciła, płakałam przy stole nad chipsami.

Wszyscy myślą, że się o niego martwię. To oczywiście nieprawda. Nie martwię się. Jestem przerażona. Na myśl o zostawieniu małego w żłobku serce mi wali i wiem, że gdy go przytulam, przywalam mu tym sercem przez skórę.

– Czuję się, jakbym go zdradziła – wypaliłam ostatnio do męża.

– Ja też… – powiedział mąż.

Jeszcze nic się nie stało, ale już chcę mu wynagrodzić rozstanie. Sobie też. Prawie nie puszczam go z rąk. Nawet, gdy zaśnie, nie puszczam. Stałam się nad-matką.

Zaczęliśmy w żłobku adaptację. Na razie chodzimy razem. Jest lepiej, niż myślałam – synek w tłumie nie czuje się dużo gorzej ode mnie. Rozprasza mnie głośna grupa dzieci, jego też, oboje sobie tak siedzimy i obserwujemy siebie i salę. Są momenty, gdy mały na chwilę bawi się z opiekunką, wtedy ze ściśniętym sercem daję krok w tył, żeby pozwolić mu nawiązać kontakt z nową ciocią. Oluś jednak co chwilę łypie wzrokiem za siebie, na mgnienie oka upewnia się, że jestem. Jestem. Ale za dzień, dwa, będę musiała zostawić go samego. Nieraz mi o tym opowiadałyście, o trudnym rozstaniu z dzieckiem, ale wtedy tak mnie nie bolało. Teraz boli.

Jest jeszcze coś. Nie tylko strach o to, kto się nim zaopiekuje tak, jak ja, jak chociaż pół mnie. Kończy się niezwykły etap w moim życiu. Kończą się te dni, gdy miałam dla syna cały dzień, gdy godzinami głaskałam po plecach i śpiewałam cały znany mi repertuar, od Fasolek po Lipnicką. Gdy kładłam się z nim na popołudniową drzemkę, na moim biodrze kokosił się kot i tak mrucząc jedno przez drugie tych dwoje zasypiało, a ja biegłam najeść się czekolady albo pierogów z Biedronki, żeby mieć siłę do zabawy na resztę dnia.

Tę adaptację w żłobku najbardziej będę musiała przeżyć ja…

39 komentarzy

  1. Iza, u mnie podobny etap. W piątek złożyłam papiery dziewczyn do przedszkola, dziś zanioslam podanie do pracy z informacją, że wracam od września. Jeszcze niby tyle czasu, ale mam gigantyczne poczucie końca epoki. W tej chwili stuka mi 5 lat w domu (ciąża z synem, macierzyński, ciąża z dziewczynami, macierzyński i wychowawczy). One w wakacje skończą 3 lata, to „ich” rok w rekrutacji do przedszkoli. Nie wiem, kiedy to zleciało, kiedy one dorosły do takiego etapu, że straszone przez brata rekinem odpowiadają, że przecież w naszym domu nie ma rekina. Patrzę, jak się we troje bawią, grają w gry planszowe i nie wierzę, czasem trochę płaczę, że to już, że minęło. Rozumiem każdą komórką ciała Twój stan. Życzę Wam spokojnej, radosnej adaptacji i przede wszystkim dużo dużo zdrówka na tym etapie. Buziaki dla Was.

    1. To witajcie w klubie! 🙂
      Nasza 2,5 latka od września zacznie przedszkole, właśnie dzisiaj znoszę papiery.
      Jestem przerażona. Jak to? Jak nam ją zostawić na ponad pół dnia samą?
      Panie w przedszkolu mówią, że ponoć lepiej jak przez pierwsze dni dziecko odprowadza tatuś. Ponoć mężczyźni mniej emocjonalnie podchodzodzą do rozstań.. Ponoć.. Bo mój mąż, który od ponad roku jest z córeczką prawie cały czas, mówi, że nigdzie jej nie odda.. 😉
      I też mi chodzi po głowie, że przecież nikt lepiej nie zaopiekuje się dzieckiem niż my, rodzice.
      Dodatkowo, nasza córeczka nie mówi i to jeszcze bardziej potęguje mój strach. Jak sobie poradzi wśród innych dzieci..?
      Tak, jestem przerażona.
      Żłobek, przedszkole.. To taki pierwszy krok w dorosłość naszych dzieci. I pierwszy test dla nas, rodziców 🙂

  2. Pamiętam adaptację córki. Też ją bardzo przeżywałam. Nieco mniej, bo wtedy od paru miesięcy mąż był z nią na urlopie rodzicielskim i to on ją adaptował. Mimo to byłam z nimi wtedy cały dzień myślami. Przeżywałam nawet dzień kiedy wróciłam do pracy po macierzyńskim, a córka została na cały dzień sama z tatą. Beze mnie.

    Jak już się przyzwyczaiła do żłobka, byłam z niej taka dumna. Zrobiła się bardziej samodzielna, niezależna. Lubiła dzieci i panie w żłobku. Pamiętam jak kiedyś w sobotę o 6 rano wstała, nałożyła buty i powiedziała że chce iść do żłobka :).
    Świadomość, że dziecko „dorośleje”, usamodzielnia się, uczy się życia w grupie i jeszcze jest zadowolone, była naprawdę cudowna.

  3. Trzymajcie sie! Te lzy sa jak najbardziej naturalne, naturalne bedzie tez to, ze przywykniecie do nowej rzeczywistosci… az nadejdzie nowy, jeszcze doroslejszy etap. I potem kolejny. I tak bez konca. Cos minelo, ale zaczyna sie nowe, cieszcie sie kazdza chwila spedzona razem po zlobku. Sciskam Was!

  4. U nas zaraz minie rok od adaptacji Rysia. Przeżywałam to przeokrutnie, płakałam razem z nim, a potem sama, bo on już się przyzwyczaił i polubił żłobek, a ja ciągle nie. A teraz jest naprawdę super, Ryś idzie do dzieci z uśmiechem i jest szczęśliwym chłopcem Bądź dobrej myśli i trzymaj się mamo!

  5. U nas też strach.. jak synek poradzi sobie w przedszkolu..co prawda do tego czasu jeszcze 6 miesięcy ale jest strasznie nieufnym dzieckiem. Ostatnio nawet mi się rozplakal w sklepie, bo za nami stało mało trzeźwe i głośne towarzystwo pracowników budowlanych. Myślę, że będzie go musiał mąż prowadzić na początek, bo od mojej nogi się pewnie nie odlepi..I nie wiem, kto będzie płakał za szyba drzwi…on…
    czy ja…

  6. Rozumiem Twoje emocje doskonale. Mój synek.juz drugi rok chodzi do przedszkola A ja.co rano przeżywam dramat rozstania. Najchętniej zostawilanym to w domu…Ale Wiem, że nie mogę. A On bardzo lubi przedszkole.
    Dacie radę. Fajnie że może poznać nowe miejsce w Twoim towarzystwie.

  7. Przybij pionę;) My zaczynamy adaptację za dwa tygodnie. W dniu podpisania umowy mdliło mnie cały dzień. Serce mi waliło i cała się spociłam uzupełniając dane. Do głowy by mi nie przyszło, że to będzie TAK trudne. Nie muszę wysyłać Groszka, ale widzę, że on potrzebuje nowych miejsc, bodźców, rówieśników. Ja mu tego wszystkiego nie zapewnię. A jednocześnie… nikt przecież mu nie zapewni tego co ja.
    Obejrzałam dziesięć żłobków i wybrałam ten, który wydał mi się najlepszy, ale… nadal…
    Boję się o niego przeokrutnie. To nie jest przebojowy gość, cygańskie dziecko albo przylepa. Lubi chodzić swoimi ścieżkami, jest bardzo samodzielny i ceni sobie przestrzeń. Jak to pogodzić z tłumem rozbrykanych maluchów? Jednocześnie jest towarzyski, nawet bardzo, ale na własnych warunkach. Potrzebuje czasu, żeby się zaaklimatyzować. Czy adaptacja ze mną mu wystarczy?
    Czy stres związany z rozłąką nie przygasi tej mojej iskierki?
    Wiem, wiem, nie my pierwsi… tylko… jakoś mnie to nie pociesza. Ale jest we mnie nadzieja. Że to dobra i przemyślana decyzja.
    Trzymam za Was kciuki! Mocno! I wierzę, że zobaczę tu zaraz wpis o tym, jak Oluś sam zakłada buty i pędzi z uśmiechem do żłobka, a w domu podśpiewuje mimochodem piosenki, których nauczyły Go ciocie w przedszkolu 🙂

  8. Nas czeka również przedszkole od Sierpnia. Jula będzie miała 2.5 roku. Super odnajduje się w grupie dzieci,lubi ich towarzystwo. Od paru miesięcy chodzimy do grupy zabawowej dla dzieci z zewnątrz. Niby nic ale taka godzina w tygodniu czyni cuda. (my chodzimy do 3 takich grup:-)). Mam nadzieję, że przez to będzie Julce łatwiej odnaleźć się w przedszkolu. Jestem dobrej myśli. Nie możemy się nakręcać. To jest dla dobra dziecka ale też dla nas… Jak mi pani z przedszkola przedstawiła tygodniowy plan maluchów, co robią, to, że w środy zawsze pięka ciasto, a w piątki przychodzi pani z tresowanym specjalnie psem do przedszkola.. Itd.. To trochę zrobiło mi się przykro, że nasz tygodniowy plan nie jest tak urozmaicony a w takim przedszkolu wychowawcy są w 100% poświęceni dziecią. A w domu niestety obowiązki rodzicielskie musimy dzielić pomiędzy gotowanie, pranie, prasowanie, ciągłe sprzątanie… Czasami łatwiej jest mi włączyć bajkę i mieć 3o min na przygotowanie obiadu niż wymyślać kolejną super zabawę z farbami czy makaronem..
    Kochane, głowy do góry. Musimy być silne dla naszych maluchów :-*
    PS mąż zapisywał Julke 5 dni po jej urodzeniu do przedszkola.. Takie są u nas zwyczaje… Był sam bo ja w tym czasie wyłam I nie wypuszczalam dziecka z ramion bo przecież ja jej nigdzie nie oddam!! Nawet za dwa lata :)))!!! Jakoś Olga mi przetłumaczyła :-)..

  9. Trzymam kciuki. Dacie radę. Oboje :-).
    Ja jak odprowadzałam Miśka do przedszkola przez pierwsze dwa tygodnie, to na dróżce do wejścia wył On, a potem ja, w samochodzie. Po dwóch tygodniach powiedziałam, że nigdy więcej, zaczął odprowadzać tatuś i jak u większości naszych znajomych metoda się sprawdziła, Misiek przestał płakać, robił grzecznie papa i szedł do pań. Młoda była zachwycona, że idzie, sama się rwała, a ja i tak siedziałam w samochodzie i płakałam za moją malutką dziewczynką… Ale wiem, że trzeba przejść przez ten okres. Teraz sami się pytają czy idą do przedszkola, opowiadają jak było, mają kolegów, koleżanki. A poza tym tak jak napisała Anitt, w domu zawsze masz jeszcze coś do zrobienia, wielu rzeczy nie robisz z dzieckiem bo musisz zrobić jeszcze 1000 innych rzeczy/nie masz materiałów/nie masz ochoty na taką zabawę/nie chcesz bałaganu/nie znasz takich zabaw albo najzwyczajniej w świecie Ci się nic nie chce. Tam jest czas i na naukę i na zabawę z rówieśnikami, a wieczorem i w weekend będziecie mogli cieszyć się wspólnym czasem. Poza tym, nie chcę żeby źle zabrzmiało, ale doświadczenie pokazuje, że w pierwszym roku żłobka/przedszkola i tak rodzice mają dość dużo okazji na spędzanie czasu z dzieckiem w domu w tygodniu…
    My teraz przymierzamy się, że pewnie najmłodsza pójdzie w wakacje na adaptację do przedszkola, już wiem, że będzie mi ciężko. Pewnie ciężej niż Jej, bo Ona pójdzie z siostrą, w wakacje są łączone grupy 🙂

  10. W tym tygodniu Olo zaczął zostawać już sam.
    Widziałam przez szybę, jak inne dzieci płaczą na cały głos na środku sali albo walą w drzwi, a synek skulił się samotnie w kącie i łkał cichutko. I nikt do niego nie podchodził przez godzinę, bo opiekunki uspokajały te najgłośniejsze dzieci…
    Tłumaczę mu, że ma stanąć na środku sali i krzyczeć jak tyranozaur, inaczej nikt nie usłyszy jego wołania…
    Nie nadaję się do tego…

    1. No cóż. Pozostaje zwrócić uwagę żłobiankom, że twój synek też tam jest i też potrzebuje ich uwagi.
      Te wszystkie inne dzieci też teraz zaczynają adaptację? Dlaczego tyle dzieci naraz płacze?

        1. Mojej siostry syn też od września jest w takim żłobku, ale tam od razu dzwonili po rodziców płaczących dzieci, żeby traumy nie robić. U nas jest grupa mieszana wiekowo, więc nie było problemu.
          Nie wiem jakie macie możliwości, jak wasz żłobek by się na takie coś zapatrywał, ale ja bym zaproponowała przeniesienie adaptacji o tydzień- dwa, jak już inne dzieci się oswoją. Wydaje mi się że Waszemu synkowi potrzeba jedynie uwagi, żeby się zaadaptował i dobrze poczuł w nowym miejscu. Po co dodatkowo dzieciaka stresować?
          Nigdy nie podobał mi się taki pomysł, żeby cała grupa zaczynała jednego dnia. :/

          1. Część grupy zaczyna adaptacje później. Ja nie mam wyjścia, bo będę już wtedy w pracy.
            Po nas nie muszą dzwonić, wszystkie matki na razie siedzą pod drzwiami…

  11. Okej, to ja jestem jakaś inna. I mój synek mial równo rok kiedy zaczęliśmy adaptację. Nie płakałam ale było mi ciężko. Bo bałam się jak on sobie poradzi. U nas w żłobku dzieci od razu zostawaly same, mama mogła siedzieć pod drzwiami. My trafilismy do grupy pod koniec grudnia, kiedy juz wszystkie dzieci byly oswojone ze zlobkiem i nie było płaczących dzieci. Pierwszego dnia siedziałam ponad godzinę pod drzwiami. Młody nawet łezki nie uronil. I tak przez kolejne dni. Rok za nami, syn chyba 3 razy płakał przy wejściu, ale powodem bylo m. In zostawienie w samochodzie starego czajnika (nie pytajcie ) itp. uwielbia chodzić do żłobka, nie ma czasu zrobić mi pa pa, biegusiem pędzi do sali. I wybór żłobka był przypadkowy, a raczej tam gdzie bylo miejsce bo dosyć nieoczekiwanie wróciłam pracy. Nie miałam czasu zrobić przegladu żłobków w moim mieście.

  12. Pamiętam, jak rok temu, dokładnie 7 marca wróciłam do pracy. Iga miała pół roku i jeden dzień. Była tylko na piersi, nie tolerowala żadnych butelek, nie używała smoczka. Pamiętam mój lęk i przerażenie już kilka tygodni wcześniej, zanim miało nastąpić „zostawienie” jej. Zniosła to lepiej ode mnie. Zdecydowanie. Teraz przeżywam kolejny lęk o zostawienie jej pod koniec czerwca… Będzie miała co prawda 22 miesiące, ale nadal karmię ją piersią i nigdy nie zasnęła beze mnie na noc. A będę musiała ja zostawić, bo będę musiała pójść do szpitala żeby na świat przyszedł jej brat. Natura totalnie nas zaskoczyła. Mamy zamrożone zarodki, mieliśmy plan na powrót do kliniki po rodzeństwo,a tu okazało się, że jestem w naturalnej ciąży. Pod koniec czerwca przyjdzie na świat nasz syn. Wiem, że zostałam obmówiona przez jedna „z nas”, do innej z nas, widziałam print screen, że jestem fałszywa, bo zawsze mówiłam, że chce dużo dzieci (swoją drogą od zawsze mówiłam że maks dwoje…), a kilka postów wcześniej napisałam w czasie burzliwej dyskusji, że poki co nie wracam po zarodek. Jak łatwo osądzać nie znając kontekstu. Wtedy postanowiłam też nie pisać więcej tutaj. Ale Twój post Iza obudził we mnie emocje sprzed roku (dokładnie roku, bo 06.03 Iga skończy 18 miesięcy) i tak mocno poczułam znów lęk z tamtych czasów i ten nowy. Ten nowy jest chyba jeszcze cięższy, bo towarzyszy mu właśnie poczucie zdrady Igi. To głupie, wiem, ale w pierwszym momencie jak zobaczyłam dwie kreski na teście płakałam, nie ze szczęścia (o ironio!), płakałam z przerażenia, złości i poczucia winy. Że jak ja mogłam, jak my mogliśmy być tak nieodpowiedzialni, że Iga jest jeszcze taka mała, że potrzebuje nas na wyłączność, a będzie musiała się nami dzielic, że to zdrada właśnie. Długo zajęło mi dojście do siebie. Z wieloma z Wami rozmawiałam o tym na priv, dziękuję za wsparcie. Dziś jest lepiej. Ale lęk nadal ogromny.
    Iza, czuję choć część Twojego, jeśli coś mogę to daj znać. Wiem, że dacie radę, Ty, Mąż, Oluś przede wszystkim. To trudny czas. Ale dacie radę silni miłością, a jestem pewna, że Oluś nie odbiera tego tak, Wy się obawiacie. Ściskam!

  13. To ja jestem inna 🙂 Corka miala 7 miesiecy jak poszla do niani (mieszkamy w UK), a ja wrocilam do pracy. Nie zamartwialam sie na zapas jak to bedzie, czy sie zaadoptuje czy nie i mialam przeczucie ze bedzie dobrze. Kelly zawsze zdawala relacje jak mala sie zachowywala, ile spala, co robila, a nawet czy i jaka kupe zrobila. Teraz ma 2 i pol roku, uwielbia do niej chodzic i bawic sie z innymi dziecmi 🙂 Czesciej inne dzieci mowia mi papa niz moja wlasne corka 😉

  14. Oj tak, straszny moment i wspaniały. Julka we wrześniu poszła do przedszkola, nic nie mówiąc konkretnego, jako 2,5 latek. Od pierwszego dnia zapałała miłością wielką i odwzajemnioną do jednej z cioć i wszystko robiły razem. Płakała prze pierwszy tydzień gdy przypomniała sobie że nie ma mnie z nią. Posiłki łagodziły wszystkie smutki. Codziennie czekała mojego przyjazdu i codziennie mówiła że jutro idzie do Moni. Po miesiącu mogła zostawać już na cały dzień. Teraz wychodzenie z przedszkola zajmuje nam 30 minut bo Jeszce tyle trzeba zrobić, pożegnać się z dziećmi, ciociami a nawet paniami kucharkami. W niedzielę mówi już o przedszkolu, a jak jest chora dłuższy czas to popłakuje za ciocią Moni. Ale nadal jestem Naj., nadal codziennie zasypuje mnie „swoimi pracami dla mnie” i biegnie przez całą salę radośnie wołając mama. Ten jej zachwyt i radość z tego że idzie do przedszkola i że wraca do domu jest wspaniały. Kocham moje dziecko i kocham przedszkole. A przerażona serce, cóż taki los matki. Trzymajcie się Izo i Mężu, będzie dobrze i z każdym dniem coraz lepiej.

  15. Czytam Twój post Iza, i ręce mi się pocą. Wika za chwilkę skończy 8 m-cy, z pracy już dzwonili, kiedy wracam….więc Wika do żłobka. I boję się tych chwil, bo to mamy przylepa jest, i póki co, jak znikam z jej pola widzenia jest ryk…..i doczekać się nie mogę. I trochę czuję się wyrodną matką, a przecież kocham ją nad życie, bo chcę wrócić „do ludzi”…a z drugiej strony wiem, że wśród dzieci takie maluchy szybciej się rozwijają, milej czas spędzają. Mamy przetestowany żłobek, bratanica tam chodziła, została w grupie przedszkolnej, tak jest fajnie, choć mogłaby pójść do publicznego przedszkola. Czuję się trochę jak dziewica przed pierwszym razem-i chciałabym i boję się 😉

    1. Sweetie, tak czytam to co napisałaś i co sama napisałam i myślę, że niepotrzebnie zastraszania tym żłobkiem. Lekko nie jest, ale z drugiej strony wiele dzieci u nas w grupie zniosło adaptacje dobrze. Mój mały też już się czasem daje tam uspokoić ciociom i na kilka sekund zlazi z kolan, żeby czymś się pobawić.
      Nie jesteś wyrodna. Ja też mam potrzebę powrotu do ludzi.

  16. Dawno mnie tu nie było.. a tu tyle nowości.

    Mała Aniu zacznę od gratulacji!

    Iza- moj Kudłacz poszedł do żłobka mając 8 miesięcy. Bez adaptacji bo jak na nią poszliśmy to mnie po godzinie zemdliło od hałasu i tych wszystkich dzieci. Żłobek wybrałam najbliżej domu,nie szukałam, nie rozkmnialam za wiele.

    Pierwsze trzy dni w żłobku to ja odchorowalam. Szlam jak z pogrzebu i w myślach robiłam sobie wyrzuty matczyne straszne.
    Po roku moj syn jest największym fanem żłobka. Był chory do tej pory raz- na początku. Kocha wszystkie dziewczynki te Igi, Agatki, Łuny wracają w jego myślach do domu. Pyta o nie wieczorem.
    On się tam odnalazł lepiej niż sądziłam.
    Patrząc na niego jak się zachowuje wobec innych dzieci uważam, ze dobrze zrobiliśmy bo jest otwarty, ciekawy i żłobek nauczył go życia w grupie.

    Wiem, ze Wam trudno bo to jest duze wyzwanie dla rodzica ale jestem pewna,ze Oluś się tam odnajdzie!

  17. Przypomniały mi się moje emocje jak odstawiłam A. pierwszy raz do żłobka. I wiecie co? Ja jestem nienormalna, ale cieszyłam się, że moje dziecko idzie w świat, że jest już taki duży, taki dorosły i będzie z innymi dziećmi. Ta radość została z nami przez cały żłobek 1.5 roku (przez mniej więcej 2 tygodnie było ciężko się rozstawać) i towarzyszy nam nadal w przedszkolu od września. A. ma 3 lata i 3 miesiące.

    A ja wracam na miejsce z w którym byłam nieco ponad 5 lat temu… Jestem w ciąży, obecnie 7 tydzień. I w piątek na wizycie usłyszałam słowa, które spowodowały, że świat się zawalił… Są 2 zarodki, jeden bliźniak obumarł, serce drugiego bije 92ud./min. – mało… Dziś mam w sobie wiarę w tego drugiego, w to że spotkamy się w październiku, ale piątek był cały we łzach… Trzymajcie za nas kciuki, proszę!

    Mała Aniu nie znamy się, ale gratuluję!!

    Iza – dacie radę! Obydwoje jesteście dzielni, to potrwa tylko chwilę :*

    1. R… Tak rzadko się tutaj odzywasz, ale świetnie Cię pamiętam. Trzymam za Ciebie, za malucha, kciuki z całych sił. Nawet nie wiem, co Ci powiedzieć, bo znam strach o wolno bijące serce. Ale Wy mi tutaj zawsze powtarzałyście, że ciąża to nie matematyka. Bądź dla siebie dobra…

      U nas w żłobku trochę lepiej. Synek płacze, ale są chwile, że daje się uspokoić, na 7 sekund schodzi ze żłobianki się pobawić, po czym pędzikiem do niej wraca wraca, a dziś, gdy przyszłam po niego – spał! Spał u opiekunki na rękach! Bardzo mi się spodobało to, że panie mają tyle serca.

  18. Iza… o matko… nie pisałam tak długo… (hmm… chyba gdzieś tam od porodu MC)… Czasem czytałam, ale jakoś tematy około-invitrowe odeszły na dalszy plan… Mignęło mi, jak wam się udało z synkiem, ale zawsze było „jutro napiszę, jutro na pewno…” i nic… A dzisiaj wchodzę… i widzę, że ponownie jesteśmy na tym samym etapie… U nas od września ma się zacząć przedszkole… MC skończył w lutym 3 latka… i według całego świata powinien pójść do przedszkola… Ja najchętniej zostawiłabym go jeszcze w domku, nie ze mną, ale z nianią (moment odstawienia 24h mam na szczęście już za sobą, ale miał wtedy 6 m-cy i dla niego było łatwiej… dla mnie do zniesienia…). A teraz czeka nas przedszkole… Ta adaptacja to faktycznie bardziej dla rodziców niż dla dzieci jest ważna… Oby się udało…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *