In vitro – coming out

Nigdy nie byłam duszą towarzystwa. W pracy byłam (i jestem) skryta, nigdy nie przynoszę prywatnych spraw do biura. A nawet jak czasem trochę się otwieram, to z dystansem i w bezpiecznych dla mnie granicach. Szczytem wylewności dla mnie jest powiedzieć, gdzie byłam na urlopie.

Mimo to byłam w poprzedniej pracy w miarę lubiana, w wąskim, ale sympatycznym gronie.

Wczoraj pojechałam na ex-pracowe spotkanie. Kilka osób przywitało mnie tak jak i ja pracowałam – z dystansem. Gadamy sobie trochę, pierwsze piwo, wymieniamy plotki o nieobecnych , drugie piwo, opowiadam co teraz robię w nowej pracy (nie narzekam, choć mnie język świerzbi, ale no jak mam się przyznać do porażki). Tematy służbowe się wyczerpały.
Zaczyna się polityka. Wielki bojkot PiS, trzecie piwo, ale kto wyjdzie na ulicę, ludzie się nie zorganizują.
– Jakbym rzuciła hasło „jutro o 18” mielibyście na ulicach dwa tysiące ludzi – mówię.
– ???
– Od 2 lat robię in vitro. Prowadzę bloga na ten temat. Mam tysiące dziewczyn ze sobą.

Cisza. Cichutko się zrobiło, że hej.

Pracowałam tam siedem lat. Nikt nic nie wiedział. Nikt się niczego nie domyślał. Nigdy mi się nie wymsknęło. Nagle wiele sytuacji stało się zrozumiałych, moje bezpodstawne zarzuty wobec kilku spraw, dziwne zachowania w pracy nabrały podstaw.

Nie padły żadne głupie pytania, żadne komentarze. Nastąpiła zbiorowa dyskrecja. Bez drążenia. Wróciliśmy do polityki.

Żegnając się wieczorem poczułam kilka szczerych uścisków. Cieplejszych niż na powitanie.

Dziś rano ktoś mi powiedział jak to zostało odebrane. W nocy jedna z osób ze spotkania napisała do drugiej „Jestem pod ogromnym wrażeniem Izy. Nie miałam o wszystkim pojęcia”.

Uśmiech. Zamykam rok bez sukcesów, ale z pozytywnym coming outem na reprezentatywnej próbie.

Tą opowieścią składam Wam najlepsze życzenia na Nowy Rok. Nie zawsze wychodzi nam spełnianie marzeń. Ale walczymy i, wbrew temu co nam się wydaje, nawet jeśli nie mamy dzieci, możemy mieć szacunek. Robimy coś dobrego.

566 komentarzy

  1. Iza, jak dobrze, że wróciłaś. Brakowało nam tutaj Ciebie. A w dodatku tyle się dzieje.
    Wzruszyłam się czytając Twój wpis, i tą koncówkę o tym, że nawet nie mając dzieci jesteśmy dużo warte …myślę, że czasem robimy duuużo więcej niż ci dzieciaci.
    To ile Ty zrobiłaś tym blogiem, to, że możemy na nim szukać wsparcia, pocieszenia, poklepania po plecach, po prostu wirtualnie pobyć razem, w gronie osób które rozumie się bez słów.
    Dziękuje Ci za to miejsce.
    I życzę Ci dobrego Nowego Roku Kochana Nasza Izo 🙂

  2. Izo, nawet do bloga się przyznałaś – to dopiero było odważne. Nikt o nazwę nie pytał?
    U mnie wszyscy sąsiedzi z którymi bliżej się kontaktujemy, kilka osób w pracy i znajomi wiedzieli, że to było in vitro i że teraz próbujemy dalej. Wszyscy przyjmują to naturalnie.
    Nie jest tak źle z tym społeczeństwem.

    2015 zaczął się wielką nadzieją, radością i strachem, jak poradzę sobie z dwójką dzieci. Kończy się smutkiem po śmierci dwójki, bez radości po kolejnej próbie i nawet z ledwo tlącą się nadzieją na kolejną szansę. W 2015 było fatalnie, ale niestety może być jeszcze dużo gorzej. W końcu jest jeszcze tyle innych dziedzin, w których może się pogorszyć.
    Mieliśmy iść na imprezę organizowaną przez znajomych z salsy, ale kompletnie nie mam ochoty tańczyć, to ponad moje siły dzisiaj.
    Mam wrażenie, że tylko ja tu stoję w miejscu. Od marca wszystkie tu zdążyłyście przynamniej raz spróbować. Ja jestem w jakiejś sieci.

    Życzę Wam, żebyście 2016 kończyły z dziećmi na rękach. Wy mi życzcie, żebym niedługo usłyszała przynajmniej: w tym cyklu. Każde „w następnym cyklu” odbiera mi siły.

    1. Ja w pewnym sensie Twoje życzenie realizowałam już dziś;) Bratowa pojechała gdzieś i zostawiła mi swoją Kluskę do zabawy, nakarmienia, utulenia, uśpienia… Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu swoje będę tak pielęgnować…

      A Tobie…. W TYM cyklu!!! W TYM cyklu!!! W TYM cyklu, niech się coś ruszy w końcu!!! Życzę Ci wedle Twojego życzenia i w zgodzie z całą serdecznością jaką dla Ciebie żywię!!! Może pójdziemy łeb w łeb i będziemy na zakładkę opiekować się swoimi pociechami:)

      Nas znajomi zasypali zaproszeniami, ale pierwszy raz odmówiliśmy wszystkim i postanowiliśmy spędzić go we dwójkę. Mamy wino, chipsy (moje bardzo niezdrowe, bardzo silne, przeszłe uzależnienie, do którego dziś na okoliczność wieczoru filmowego wracam – jednorazowo oczywiście;p), świece zapachowe, ciepłe piżamy i polarowy koc. Fajerwerki już widzieliśmy (jakieś dzieci odpalały na podwórku koło 18tej), więc nie musimy czekać do północy;)

      Zazdroszczę Ci Wężon tej otwartości!!! Myślę, że ona potrafi wiele spraw uprościć, no ale u nas (w moim otoczeniu) to nadal temat tabu. Ja bym jeszcze się złamała i przestała robić z tego jakąś dziwną tajemnicę, którą i tak masę osób zapewne podejrzewa, ale mąż jest niewzruszony. Szanuję to. Ale czasem myślę sobie o ile mniej mielibyśmy do dźwigania, gdyby nie te sekrety…

    2. Nie tylko Ty stoisz w miejscu…
      Ja też zaczęłam rok z radością. Z mocnymi postanowieniami i nowymi możliwościami, tak mi się zdawało. Zawiodłam się strasznie. Na OA, na klinice. Też nie spróbowałam ani razu. Też jestem w tym samym miejscu, co rok temu. Tylko bardziej zmęczona, zrozpaczona i sfustrowana.

        1. Nie podeszłam, bo niby jak :/
          Pół roku chodzenia do pewnej kliniki i żadnych konkretów. Poszłam do innej, miałam się tylko skonsultować ale zostałam. Wizyta startowa miała być w przyszłym tygodniu, ale nie wyrobię się z badaniami 🙁

          A temat adopcji zdechł. Nikt nam nie powiedział wprost że mamy spadać, wszyscy są bardzo mili… Ale usłyszałam, że zawsze będą lepsi od nas… z mniej popapranym dzieciństwem, lepszymi dochodami, większym domem… a oni szukają najlepszych rodzina dla swoich dzieci. Więc odpuściłam. Ale zostaje smutek i poczucie porażki.

          Zlikwidowałam bloga, podarłam skierowania. Miałam nie wracać do tematu, żyć spokojnie, podróżować. Ale wracam, taka popieprzona masochistka ze mnie.

          1. Akuk, z tym domem to chyba przesadzasz. Nie chcesz chyba od razu całej drużyny piłkarskiej adoptować. Z tego co pamiętam, pisałaś, że Twój dom ma 8 pokoi. Zajrzyj na blogi o adopcji – ludzie bez problemu dostają dzieci do mieszkanek 40-metrowych. Nie w powierzchni sprawa. Może Ci się tylko wydaje, że Was spławiają?
            A jak Twoja kondycja psychiczna? Poradziłaś sobie z załamaniem?

            Nie wyrobisz się w klinice na przyszły tydzień, to pójdziesz za dwa, albo za miesiąc.
            Jeszcze żadne drzwi nie są zamknięte – musisz tylko to zobaczyć.

          2. Nie przesadzam, niestety…

            Narazie mamy 5 pokoi. Będzie 7 niedługo.
            Ale jako powierzchnię mieszkalną potraktowano tylko 2 (sypialnia + salon) i usłyszałam że „nie ma tu miejsca dla dziecka”. I jeszcze że jako rodzina biologiczna mieliśmy dobre warunki, ale… do adopcji potrzeba lepszych. Ja też myślałam że dom z ogrodem to dobre warunki :/

          3. Akuk, z największym zdziwieniem czytam to co piszesz. Wierzyć się nie chce. Jak to możliwe? Jak złą wolę trzeba mieć, żeby nie zobaczyć 5 pokoi????? Jest mi strasznie przykro z Twojego powodu… 🙁

          4. Nie wiem, jak podchodzą do tego w Waszym OA, ale w moim kawalerka, trzydzieści kilka metrów, nie własnościowa, nie jest żadną przeszkodą. Ważne jest by dziecko miało swój kącik i tyle. Co do zarobków – jedni przeżyją za 2 tyś., innym 10 będzie za mało.. W tej kwestii też byli bardzo elastyczni. To zależy po prostu od osób pracujących w OA..

          5. No właśnie, kwestia podejścia w OA :/ W jednym usłyszeliśmy ze 600 zł na osobę w rodzinie wystarczy. W drugim… nasze zarobki są za małe :/ Wróciłam specjalnie do pracy żeby były wyższe. W sumie dobrze mi to zrobiło, tak czy inaczej.
            U nas w planach dziecko miało mieć swoją sypialnię na górze, obok naszej. I pokój do zabawy obok salony i kuchni na dole.

  3. Kochane, ja chciałabym Wam życzyć spełnienia marzeń. Tym przed stymulacją życzę bezbolesnych zastrzyków, pięknych komórek, dorodnych zarodków i bet pod sufit. Tym z maluchami w brzuchach życzę spokojnych ciąż, łagodnych rozwiązań, przespanych nocy i radości z macierzyństwa. Tych szukających swojej drogi, życzę czytelnych drogowskazów. Iza, Tobie życzę lutego pełnego wrażeń, ale tylko tych pozytywnych. I powodzenia, na każdej z obranych przez Was dróg. Margaritka, Tobie życzę wrześniowych spacerów wokół amfiteatru po 9 miesiącach nuuudnej ciąży. Wężon, Tobie życzę „w tym cyklu” już w następnym cyklu 😉

    Chciałabym wam wszystkim tu tez serdecznie z całego serca podziękować. Dzięki wam hasło „ciąża jednokosmówkowa” było dziś pewnie wysoko w rankingach google’a. Dziękuję za każdy pocieszajacy wpis i te ciepłe myśli wysyłane w naszą stronę. To wiele dla mnie znaczy, czuję się dużo lepiej niż jeszcze dziś rano.

    Iza, wielkie brawa za odwagę. Również dla kolegów- za reakcję. To prawda, że masz tu niezłą armię. Ciekawe, czy teraz szukają po sieci „tego” bloga 😉

    Ps. W totka gram przy wiekszych kumulacjach, nigdy nawet trójki nie trafiłam 😉

  4. Jak dobrze, że się odzywasz Iza. Myślę o Tobie codziennie. Zastanawiam się, jak sobie dajesz radę w tej nowej pracy z piekła rodem… Nie wiem czy życzyć, żeby się sytuacja ustabilizowała, czy żebyś szybko znalazła nową… Na pewno życzę Ci, żebyś nie musiała tak zasuwać non stop kolor. Żebyście, w zgranym zespole z Waszym lekarzem, osiągnęli ten wyczekany cel, o który tak mocno i niestrudzenie walczysz.

    Pisałam Ci kiedyś, że po latach walki zaczęłam myśleć, że chciałabym, żeby coś dobrego wyszło z całego tego cierpienia. Żeby cała ta nasza droga miała sens, dla kogoś więcej niż tylko dla nas. Że chciałabym, żeby z tych moich doświadczeń wynikło coś dobrego… Na razie na tym chceniu poprzestaję, ale Ty zaszłaś już dużo dalej. Nie wiem czy taki był zamysł, czy to efekt uboczny Twoich działań, ale ta cała armia, o której wspomniałaś, to jest właśnie to dobro, o którym pisałam. Myślę, że każda z dziewczyn wiele Ci zawdzięcza, każda trochę co innego, a jednocześnie tyle wspólnego. Tak więc, tak jak pisałaś, nie masz JESZCZE dzieci, ale bardzo dużo osiągnęłaś w tym czasie, dużo doświadczyłaś, dużo z siebie dałaś innym. I masz rację! To zasługuje na szacunek! Możesz śmiało, z podniesioną głową wkraczać w nowy rok 🙂

  5. Iza, dobrze ze jestes! Jak zwykle w kilku zdaniach oddałaś tyle treści, ze trawić bede cały wieczór. Uratowałas mnie w Święta. Wiesz dobrze, ze nie tylko mnie. Tak jak napisałam ostatnio, uważam ze przez ta walkę o potomstwo, przez to ze życie nas tak doświadcza, jesteśmy wszystkie bardzo wyjątkowe i wartościowej. Masz racje, wcale nie trzeba mieć dzieci, zeby byc mega wartościowym człowiekiem. Jestes naszym Aniołem, naszym fundamentem, siłą!!
    Kochana nasza!!! Niech Nowy Rok przyniesie spełnienie marzen!!
    Wiesz, czasem warto zawrócić jesli czujesz, ze zboczyłas ze swojej ścieżki. To żaden wstyd pomylić sie czy zle trafić. Grunt to nie gubić głównego celu, nie zboczyć za bardzo z obranej ścieżki.
    Tęskniłam za Tobą !!!
    Wszystkim Wam dziewczyny życzę wytrwałości, przychylności losu, lekarzy, rzadu. Niech spełniają sie nasze marzenia!
    Mam nadzieję, ze dla mnie Nowy Rok bedzie tak szczęśliwy jak samiuska końcówka i każdej z Was wlasnie takiej radości w sercu życzę!

  6. Iza jesteś boska 🙂 cały czas czytam Cię i oczekuje na nowe wieści chociaz bardzo rzadko sie odzywam (trzeci raz teraz :). Wszystkim Wam dziewczynom kibicuje i życzę w Nowym Roku wielkiego baby boom na blogu. Pozdrawiam cieplutko!

  7. Rzadko się odzywam, ale czytam codziennie (kilka razy dziennie).
    Wszystkim Wam życzę spełnienia marzeń. Tych o pięknych pęcherzykach, grubym endometrium, wysokiej becie, spokojnej ciąży i bezbolesnym porodzie. Niech w 2016 roku urodzi się nam gromada zdrowych dzieciaków.

  8. Iza, robisz kawał naprawdę dobrej, świetnej roboty!
    Nic dziwnego, że wszystkich zamurowało 🙂
    Niech i do Ciebie los się w końcu uśmiechnie w tym Nowym, 2016.
    A jakbyś faktycznie rzuciła kiedyś hasło, to idę razem z Wami! – choć in vitro mnie bezpośrednio nie dotyczy.
    Spełnienia marzeń ! :*

  9. Kochane Silaczki,
    wspanialego roku dla Was! Niech przyniesie tylko dobre chwile. Zle przetrwamy, ale czysto obiektywnie uwazam, ze ich juz wystarczy w naszym otoczeniu.

    Duzo sily do walki o szczescie! :)))

  10. I ja kochana przyszłam życzyć Ci spełnienia, tak po prostu…spełnienia tego co chcesz by spełnionym było. I Wam dziewczyny też. Spełnienia po prostu!
    Nie odzywałam sie dawno, znowu, ale sił nie miałam. Identycznie sie porobiło u mnie jak u Ciebie, wręcz identycznie. Plus wczorajsza beta z ostatniego (przedświątecznego) podejścia, 3,94, jutro powrózka by się przekonać , że spada, bo ciąży to z tego nie będzie.
    I wszystko od nowa przed nami. Do tego doszła insulinooporność z ktora nie wiem jak sobie radzić ( a jestem totalnym insulinooporności zaprzeczeniem), moźe luty- marzec ostatnia stymulacja, bo potem to już nie będzie za co…

      1. Tak kochana to 4 transfer i ostatni, nie mamy wiecej zarodków, luty/marzec jeśli się uda pewnie podejdziemy do kolejnej stymulacji. Postaram sie odzywać, choć czasem sił brak.
        Ale czytam Was i myślę o tym co tam u Was sie dzieje często.

          1. Dziewczyny trzymam za Was mocno kciuki i Wam kibicuję.
            Przede mną druga stymulacja. Mam nadzieję, że zacznie się już w styczniu. Do tej pory nasze ivf to jeden transfer zakończony ciążą biochemiczną i strata dwóch Kropków jeszcze przed crio, do którego nie doszło.
            Ale musi w końcu to słońce zza chmury wyjść. Musi.

          1. Kochana, beta 0,87, sadła, ale to nie zaskoczenie, leki odstawiłam i o dziwo wyluzowałam dziś wieczorem…po raz pierwszy od dawna nie wyłam, nie przeżywałam jak zawsze, po raz pierwszy od dawnawyszliśmy z mężem do przyjaciół, po raz pierwszy od bardzoooo dawna…
            A teraz czekam na @, wizytę u dr i ciąg dalszy, który mam nadzieję nastąpi 🙂
            Dziękuję kochana, że o mnie pamiętałaś.

            Agnieszka, nieplodnoscwkrakowie – dzięki kochane, ja dalej o was myślę i pamietam. W ogóle zastanawiam sie nad założeniem swojego miejsca, w którym mogłabym się z wami dzielić tym co czuje…

          2. Ehhhh ale dupa, że tak powiem:(
            nie umiem pocieszać, brakuje mi slow, wiem że każdy kolejny raz to przegrana bitwa ale i wzmocniona Ty. Ufam że się wszystko odmieni!
            miejsce jak najbardziej … bo spotykam cię ukradkiem to tu to tam! Kibicuję Tobie z podwójną siłą!

          3. KassWarzz takie miejsce to dobry pomysł. Często zastanawiam się co u Ciebie itd.
            Mi pisanie bloga pomaga. Nie zawsze to składne i ładne jest co piszę, ale pozwala mi to pisanie na wygadanie się.
            Swoją drogą miałam gdzieś zapisanego maila do Ciebie i muszę go odnaleźć 🙂

    1. KassWarz, wróciłaś z nietęgimi wieściami…
      Moja ostatnia beta w grudniu też nie wynosiła równe 0. Miałam jakieś 1, ale nie zdązyłam nawet powtórzyc, jak się zaczął okres… 🙁
      Bardzo mi przykro…

  11. Czytam was i czytam . Czytalam w ciąży i jak urodziłam . A teraz czytam z onkologii. I powiem wam ze 1 raz wam zazdroszczę. Wolałabym nigdy nie być w ciąży nie mieć dziecka nie przeżyć z nią cudownych 7 miesięcy nie znac jej uśmiechu i swiwrgotu jak wola tatatstata. Teraz patrzę jak moje dziecko cierpi jak jest ciągle klute , całe w siniakach , ziemiste od płaczu. I dostaje najgorszą diagnozę z możliwych. Szanse mamy minimalne. Mówią że mamy zdecydować czy walczymy czy zabieramy ja do domu. 7 miesięcy bez chociażby kataru. Idealnie się rozwijała badania w normie. Poszliśmy N szczepienie i pediatra coś wyczuwa w brzuch usg i onkologia.

    Marne to dla was pewnie pocieszenie ale ja dzisiaj zazdroszczę wam niepłodności. Co nie umniejsza waszego bólu. Każdy człowiek patrzy na problemy z własnego położenia.

    1. Przeraza mnie to co napisalas. NIGDY nie mow, ze komus zazdroscisz nieplodnosci. Bo brzmi to kuriozalnie. Niezaleznie od tego jak bardzo cierpisz. Twoje cierpienie nie usprawiedliwia takich slow.

      Walcz o zycie swojego dziecka bo los byl dla Ciebie laskawy i moglas je miec. I nie poddawaj sie! Walcz. A jesli szukasz wsparcia tu na pewno je znajdziesz.

      Jestem z Toba!!!

    2. Załamana, porażające jest to co napisałaś…
      Nawet sobie nie wyobrażam co czujesz. Nawet boję się spróbować to sobie wyobrazić.
      Są takie nieludzkie sytuacje, że człowiek nie wie co drugiemu człowiekowi ma powiedzieć. Kobieta kobiecie. Nie-matka matce.
      W pewnym sensie rozumiem, choć spycham myśli, które są tak bolesne dla Ciebie, że dziś możesz zazdrościć mi niepłodności.

      Załamana. Cokolwiek się stanie, jesteś jej całym światem. Twój dotyk, głos w tej chorobie, to wszystko co ma dobrego. Bądź z nią, wiem, że jesteś, bądź, niech ma swoje życie najlepsze jakie może mieć.

      Jestem z Wami, na pewno nie ja jedna. Bardzo Ci współczuję, bardzo mi przykro i uśmiecham się do Małej.

    3. Zalamana, współczuję. Czyżby neuroblastoma IV stadium? To pokazuje, że zdrowy poród niczego nie przesądza i zawsze możemy stracić dziecko.
      Walczcie. Wiele historii bez szans czytałam. Duża część kończy się źle, ale są tacy, co przeżywają wbrew wszystkim diagnozom. I tego Wam w Nowym Roku życzę. Żebyście były silniejsze od diagnozy.

      Rozumiem Twoje słowa o zazdrości. Poznać coś wspaniałego, mieć to i stracić to gorsze niż nigdy nie mieć. Mnie dotknęły obie sytuacje. Moja córka cudem wyszła z wcześniactwa, potem lata niepłodności, stracona ciąża bliźniacza i znowu walka.

      Wiem, co to znaczy nie być pewnym, czy dziecko dożyje do rana. Usłyszałam, że to, że w tej chwili jeszcze żyje nie oznacza, że będzie żyła jak się obudzę. Widziałam rano puste inkubatory i miejsca po mleku w lodówce, po pokarmie matek, które już nigdy nie nakarmią tego dziecko. Widziałam dobrze rokujące dzieci, które nagle umierały i takie bez szans, które teraz zdrowo rosną.
      Wiem, co to znaczy mieć umierające dziecko. Ale przynajmniej nie widziałam cierpienia córki. Mówili, że na morfinie nie cierpi i mam nadzieję, że to była prawda.
      Teraz jest zdrową, czasem nieznośną siedmiolatką. Mam nadzieję, że Twoja też będzie.
      Jesteśmy z Tobą Załamana.

      1. Neuroblastoma. Najzlosliwszy z jej guzów. W dodatku z niekorzystnie ostatnim genem. Guzem 10 x 20 x 12 cm na nadnerczu. Zajęta nerka. Przerzuty do płuc wątroby węzłów chłonnych szpiku kostnego kości i mózgu. Praktycznie jesteśmy bez szans. Lekarze są w szoku ze jest takie stadium i 7 miesiecznego dziecka.

        Jest tak jak piszesz. Wolałabym tego nigdy nie poznać. Lekarze mówią : sa państwo młodzi jeszcze będziecie mieli dzieci. Ale ja chce to dziecko. Nie inne. Tylko to.

        1. Współczuję. Wiem że Wasze cierpienie jest niewyobrażalne. Ale masz to szczęście że jesteś plodna. Masz jeszcze szanse na dziecko które wypełni Twoje serce miłością. Póki co walczcie. Życzę Wam Cudu.

        2. Załamana, bardzo rozumiem to co napisałaś. W Twojej sytuacji czułabym pewnie to samo. Wiem, wiem, że nie powinno porównywać się cierpień ale jesteśmy ludźmi i niestety tak już często mamy. Bezpłodność wydaje mi się potwornym cierpieniem wypełniającym całe dni ale leczenie jej daje zawsze mniejszą czy większą nadzieję.
          W Twoim potwornym cierpieniu które wypełnia też całe dni i podejrzewam, że jest nawet obecne we śnie – lekarze i statystyki odbierają Ci nadzieję. Odbierają sens wszystkiego…a chyba nikt kto tego nie przeżył nie wie jak to jest patrzeć na swoje malutkie niewinne cierpiące dziecko. Co innego patrzeć na umierających rodziców czy dziadków, a jednak co innego na dziecko.
          Załamana – nie napiszę Ci że jest nadzieja, że będzie dobrze, bo tego nie wiemy, ale jak wiesz w tym raku istnieje spontaniczna regresja za którą przemawia wiek Twojej córeczki (poniżej roczku). Wiem, że inne czynniki które opisałaś dają złe rokowanie, ale nie można powiedzieć, że na 100% nie ma dla Niej żadnych szans. Walczcie. Dawaj znać. Szukajcie wszystkich informacji o leczeniu tego raka.

        3. Załamana – to, co przezywacie to chyba granica cierpienia, nie wiem co można powiedzieć, chyba tylko wspólnie płakać w ciszy, w kącie, by mieć siły i usmiech dla maluszka, ale jednocześnie nie ustawac w proszeniu o cud..Oby Wam się ziścil, oby Wasze dziecko z Waszym wsparciem i miłością pokonało tego potwora.

      2. Wężon, dużo prawdy w tym co napisałaś. Ja akurat teraz na świeżo z baniem się o życie dziecka. To jest faktycznie koszmar. Wychodzimy wkrótce mam nadzieję z tego. W skrócie to przed świętami cała trójka dzieciaków chora (każdy na co innego). Ogólnie było ok, do momentu jak najmniejszy dostał ponad 39 stopni, wymiotów i wybroczyn na ciele. Wtedy ugięły mi się kolana. Natychmiast lekarz. Od razu skierowanie do szpitala z podejrzeniem sepsy. Święta zamiast w K-wie to w szpitalu. Po kilku dniach wyszliśmy, bo to na szczęście nie bakteria tylko „bostonka” zrobiła te wybroczyny (przynajmniej takie rozpoznanie) a wymioty to od „wirusa jelitówki”. Kilka wirusów na raz. W domu jesteśmy niecałą dobę i znów 40 stopni, powrót do szpitala – diagnoza nowy wirus „zapalenie górnych dróg oddechowych”. Postanawiamy leczyć się w domu. Jest coraz gorzej. Ataki kaszlu coraz cięższe kończące się wymiotami. Drugie dziecko zaraża się tym samym. Po rozmowie z przyjaciółką lekarką wymuszam na pediatrze skierowanie na badania przeciwciał na krztusiec. O 22:00 w Sylwestra dostajemy wyniki – krztusiec (koklusz) wynik dodatni. Kurcze wszystkie dzieciaki szczepione, wielu pediatrów uważa, że tej choroby nie ma od lat a tymczasem bakterie zmutowały i nawet świeża szczepionka nie chroni przed zarażeniem. Powiem, że te ataki są straszne szczególnie u najmniejszego, po takim ataku których jest kilkanaście na dobę sprawdzam czy się nie udusił. Od wczoraj dzieciaki biorą anytbiotyki. My też daliśmy krew do badania, bo pałeczki krztuśca są bardzo zaraźliwe, a odporność po szczepieniu to tylko kilka lat. Często dorośli przechodzący łagodnie tę chorobę zarażają niemowlęta dla których krztusiec to zagrożenie życia.
        Dopóki tu nie weszłam i nie przeczytałam postu Załamanej to myślałam sobie, że moje przeżycia z podejrzeniem sepsy i kokluszem to były najgorsze święta, ale teraz sama sobie zazdroszczę, że to tylko takie choroby.

        1. Asiu, tak myślałam co u Ciebie, że dawno się nie odzywasz. Szkoda, że to przez takie złe przeżycia. Dobrze, że zdiagnozowane i jakoś z tego wychodzicie. Mężowi nie zaszkodziło?
          Są jakieś nowe wieście w jego sprawie?

          1. Wężon, jak byłam z Małym w szpitalu to męża też położył wirus- tak, że nie był w stanie iść z córką do lekarza….ale teraz wszystko w jak najlepszym porządku! Czekamy tylko na wyniki- jeżeli się zaraził krztuścem to mamy już wykupione lekarstwo 🙂 Ogólnie to od czasu wszczepienia pompy to tylko pozazdrościć mu odporności na choroby 🙂 Ostatnio występował nawet w kilku serwisach informacyjnych, bo było głośno o tych miniaturowych pompach serca z okazji wprowadzenia pompy III generacji 🙂
            Dzięki za pamięć i troskę!!!!! Zawsze można liczyć na Twoją pamięć- podziwiam jak Ty masz to wszystko co się tutaj dzieje poukładane w głowie, z datami, imionami, liczbami i innymi szczegółami- studia typu medycyna czy prawo to byłby dla Ciebie pikuś 🙂 Ja pomimo tego, że to jedyny blog jaki czytam gubię się z imionami i historiami….

          2. Asiu, widziałam w wiadomościach materiał o tych nowych pompach. I rozmawiali z młodym mężczyzną, który od paru lat (chyba 5) ma pompę, żyje normalnie i prowadzi firmę. Tak mi przez głowę przemknęło, że to może Twój mąż. 🙂
            Nie będą mu na tę miniaturową zamieniać?

          3. Wężon, tak to właśnie był mój mąż 🙂 Nie od 5 lat tylko trochę więcej lat 🙂 a w niektórych wiadomościach było też zdjęcie dzieciaków z nim w Disneylandzie. On już ma taką miniaturową pompę 🙂 Pompa III generacji od II generacji różni się zaledwie kilkoma centymetrami, ta III generacji symuluje dodatkowo puls. Poza tym sterownik na zewnątrz, baterie, ładowarki to to samo. Wiesz taka popelina dla wiadomości, że niby wielkie coś ta III generacja żeby się pokazać w tv 🙂

          4. Wężon, P.s. Na razie nie ma nowych wieści. Ciągle są przygotowania do tej eksperymentalnej terapii ale to potrwa bo oficjalny tor odpadł więc będzie nieoficjalny, ale pod nadzorem tej kliniki w Anglii która jako pierwsza zastosowała ten protokół. Jak się uda wszystko zgrać….to potrwa trochę.

    4. Nie zazdrość… niepłodność to nie tylko problem z zajściem z ciążę, niektóre z nas miały dzieci – przez chwilę w brzuchu, niektóre nawet na rękach. I co z tego :/ Teraz walczą o kolejne.
      Rozumiem Twoją rozpacz, ale nie rób sobie dodatkowo krzywdy…

      Wiem że jesteś załamana. Taka diagnoza rozpierdala na kawałki i nie zostawia miejsca na nadzieję. Tylko wiesz… ja codziennie, w mojej pracy widzę takie sytuacje. Beznadziejne. Wyroki. I naprawdę często widzę cuda. Teraz mamy znów taki cud – złośliwy, parszywy nowotwór nie wycięty na czas, organizm wyniszczony do granic możliwości, brak szans na przeżycie chemii. Ładujemy wszystko co możliwe z pograniczy medycyny alternatywnej, wprowadzamy dietę… i o dziwo, waga idzie w górę, rany się goją.. zaczynamy rozmawiać o chemii. Nikt nie wierzył, nikt nie dawał szans. Statystycznie to niemożliwe, ale się dzieje. Od dawna już wiem, że statystyka swoja a życie swoje.
      Mam nadzieję że Cię to nie urazi co napisałam, bo ja pracuję zawodowo ze zwierzętami. Nie z ludźmi. Ale prawa natury takie same – zawsze jest nadzieja. ZAWSZE.

  12. Ja, również życzę w Nowym Roku Tobie Izo i wszystkim dziewczynom i sobie spełnienia marzeń i oczywiście upragnionego maleństwa!!! Dużo wytrwałości i siły w dążeniu do celu zarówno Wam jak i najbliższym, którzy Was wspierają. Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy od poprzedniego, z nowym rokiem nowe nadzieje… Pozdrawiam wszystkich:-)

  13. Cześć dziewczyny:) jak tam w Nowym Roku?
    Wezon, mam nadzieję ze samopoczucie juz trochę lepiej i ze uknuty plan napawa Cię choć odrobina optymizmu.
    Ewelka co u Was? Mam nadzieję, że spokojnie?
    Ja oczywiście zaczynam zchizowac przed jutrzejszym badaniem. Stres potęguje fakt, ze brzuch dzis przestał mnie bolec. Bolał przed beta-zle bo myślałam ze na @. Przestał bolec po pozytywnej becie- zle bo boje sie, ze to zwiastuje cos złego. paranoja jakaś. Jutro badanie zrobię chyba w klinice, wyniki bedą po 1,5h. a i przy okazji bede mogła dopytać jeszcze o pare rzeczy na miejscu.
    Proszę o kciuki i te wszystkie dobre myśli, których nie szczedzilyscie mi do tej pory.

    1. Margaritka, będę trzymać kciuki, ale najpierw wezmę jakiś mały młoteczek i Cię stuknę, żeby wybić Ci z głowy głupoty. Przestań panikować. Sama pisałaś poprzednio, że w pierwszej ciąży przestało Cię boleć w okolicy @. No i chyba teraz jest ten czas?
      Rób tę betę jutro w klinice i to jak najwcześniej, bo się zamęczysz. 🙂

      Optymizm to za dużo powiedziane, ale plan przynajmniej trzyma na powierzchni. Jak jest jakaś wizja co dalej, to mniej się myśli nad tym co stracone.

    2. Wezon ja też tym młoteczkiem raz stukne:) Margaritka będzie rosła, Szybowala w górę, ale rozumiem Cię bo drugiej bety bałam się chyba bardziej niż pierwszej.
      U nas spokojnie. Plamienia coraz mniejsze. Ledwo żyje po wczorajszej nieprzespanej nocy. Znajomi byli do 3.30 co jak się okazało dla ciężarnej zdecydowanie za dugooo. Zmykam spać bo czuję się bardziej skacowana niż jakbym naprawdę piła 🙂
      Powodzenia jutro :* ~~~~~~~~~~~

  14. Ot co Wezon, dlatego dobrze ze ta wizja jest. Ja nieustannie jestem myślami z Tobą i czekam na zielone światło.
    Przydałoby mi sie przyfasolic młotkiem albo czyms;) no wlasnie tak sie pocieszam, ze wtedy przestał albo przynajmniej bolał mniej juz pózniej. Zaczął mnie znów pobolewal, mogę iść spać we względnym spokoju;)
    W sumie miałam miły wieczór wczoraj i dzis polowe dnia, czas spędzany z siostra i szwagrem na rozmowach, żartach, oglądaniu filmów itd. Moze po prostu nie skupiałam sie na swoim brzuchu i dlatego nie czułam bólu. Teraz leze w łożku od godziny i zaliczam każda dolegliwość w nadziei, ze to objawy ciąży;) i brzuch lekko ćmiący juz czuje;)
    Dobrej nocki! Do jutra.

      1. Nie możemy w to uwierzyć, ale wychodzi na to, ze tak!!!!:))))))
        Wizyta ok. Mam recepty potrzebne. Lekarz mnie nie badał. Progesteron mam mega wysoki wiec nie muszę brać luteiny, zostaje „tylko” latinus. Lekarz szczęśliwy razem z nami aczkolwiek powściągliwy. Wszyscy doskonale wiemy ze to dopiero początek drogi.
        Pytałam o inofolic, mam brać cały czas 2×1. A Ty które z tych suplementów bierzesz nadal w trakcie ciąży?

        1. Ja cały czas biorę magne B6, femibion natal – od 13 tygodnia przeszłam na dwójkę – w tej dwójce jest już Wit. D więc osobno jej nie suplementuje, natomiast w 1 nie ma i wtedy brałam. Do 13 tyg. brałam też inofolic. Teraz już nie bo nie trzeba tak dużo, a wystarczająca ilość jest w femibion. Dodatkowo po krwiaku mam lekką niedokrwistość i lekarz przepisał mi żelazo. Ale jak u Ciebie będzie morfologia w normie to nie trzeba.
          Dodatkowo pij sok z żurawiny – można kupić w aptekach takie syropy do rozcienczania. Kwaśne to Ale dzięki temu nie będziesz miała problemu z pecherzem bo bakterie nie zalegają wtedy w pecherzu, a to bardzo powszechne w ciąży.

          1. Dzieki Ewelka! Ty to dla mnie jak guru;)
            A biomarine łykasz cały czas? Pytałam dzis o to lekarza, powiedział ze nie zaszkodzi. W sumie warto dbać o odpornośc, szczególnie ze ja z małymi dzieciakami pracuje.
            Cała reszte biorę tak ja Ty brałaś- witamina D, inofolic, femibion. Magne b6 nie bralam, zapytam o to lekarza przy najbliższej okazji. W zurawinke sie zaopatrze:)

          2. Gosia,
            odstaw Biomarine koniecznie, on ma retinol (szkodliwy dla plodu).

            Mozesz brac olej lniany, ale tez sprawdz jaki sklad (zeby nie bylo tej substancji).

          3. Kurczę, a lekarz pozwolił:/ czytam tez w necie, niby biomarine mogą brać kobiety w ciąży. No, ale wole chuchać na zimne wiec odstawię.,

          4. Dziewczyny, jesli nie biomarine to co w takim razie z kwasami dha?
            Olej lniany dodaje do sałatek, wiec tabletek łykać juz nie bede z tym.wiem jednak, ze suplementacja kwasami dha jest tak samo ważna jak kwasem foliowym. I tak sie zastanawiam, ze jesli nie biomarine(choć naprawdę wszędzie piszą ze bezpieczny w ciąży i nawet opracowania naukowe sa o jego cudownym wpływie na masę urodzeniowa i zapobieganie przedwczesnym porodom u kobiet które go stosowały w ciąży), to co? Jest cos, co nie ma wit.A w składzie a zawiera te drogocenne kwasy? Kurczę kiedyś cos mi sie obiło o oczy, kwasy dha rekomendowane dla kobiet w ciąży, ale zupełnie nie pamietam co to było.
            Idę do mojej endokrynokog niedługo, moze ona mi cos poradzi, ale nim to moze Wy macie jakies pomysły?

          5. A dlaczego aż taka duża dawkę kwasu foliowego? Ja nadal biorę Inofolikx2 i femibion natal, także tez dubluje mi sie ten kwas foliowy. Ale to akurat chyba nie przeszkadza?

          6. Margom, ja zaczęłam brać juz wczesniej, nim mi lekarz zlecil. przydaloby sie tak przynajmniej ze 3 miesiące(chociaz ja nie zdążyłam bo dostałam prezent i stymulacje jeszxze w ubiegłym roku a nie w styczniu tego roku).

        2. Początek drogi, ale w dobrym kierunku. Niech cała będzie usłana pieluchami (mięciutkie, a róże mają kolce). Kiedy idziesz na następną wizytę?
          Wracasz do pracy?
          Pamiętaj, jakby co, to stoję z młoteczkiem za zakrętem. 🙂

          1. Wezon, ja Ci dziękuje za ten młoteczek!;) mną to naprawdę potrząsnąć trzeba bo panikara ze mnie straszna:/
            Następna wizyta 14.01. Do pracy wracam chyba. Mąż oczywiście oszalał juz i chciałby żebym została w domu i odpoczywała . Sama mam opory, ale wole póki co wrócić chyba, chociaz do serduszkowej wizyty. W końcu to nie tak długo, byle jakos styczeń przetrwać. Z drugiej strony, hmmm….pracuje z dzieciakami, sezon grypowy. Ogólnie w szkole pełno zarazek:/ nawet przypadek mononukleozy był w mojej grupie:/ kurde naprawdę nie wiem co robić:(
            Co Ty byś mi poradziła?

          2. Margaritka, sama nie wiem, co ci poradzić. Do biurowej pracy to bym chodziła, ale przy dzieciach to gorzej. Niby to tylko trzy tygodnie i już ferie.
            Z lekarzem o tym nie rozmawiałaś?
            Wiadomo, że zdrowej ciąży to prawie nic nie zaszkodzi, ale Ty masz już przejścia za sobą, po co sobie potem wyrzucać, że gdybym się nie przeziębiła…
            Jak nie chcesz jeszcze mówić, to może weź zwykle zwolnienie.
            U Laury nie jest źle – wszyscy w klasie zdrowi.

      1. Asiu, celowo nie piszę magicznego słowa , niemniej jestem wdzięczna za te dobre słowa:)
        Przykro mi z powodu Waszych ostatnich rodzinnych przejść. Dobrze, ze to juz za Wami. Napomknę tylko, ze u mnie niskie 32 lata temu zdiagnozowali guza śródpiersia. Gdy mama sugerowała koklusz, wmawiali jej ze to „wymarła” choroba i nie występuje. Miałam raptem pare miesięcy a skierowali mnie na badanie, które polegało na wypełnianiu płuc powietrzem w celach diagnostycznych. Dla tak malutkiego dziecka to mogło byc zabójcze. Jakimś cudem, totalnym przypadkiem mama spotkała znajoma lekarkę, która poświęciła chwile mojemu przypadkowi. Oczywiscie to był zatem parszywy krztusiec:/ byłam za malutka zeby cokolwiek pamietać, ale mama nie raz wspominała ze ataki kaszlu powodowały sinienie wręcz, ze ciagle przy mnie czuwała i sprawdzała czy oddycham. Nawet nie chce sobie wyobrażać przez co przechodziłas:(( życzę Tobie i całej Twojej rodzinie duuuzo zdrowia!!!

        1. Margaritka, dzięki * Wyobrażam sobie co przeszła Twoja Mama. Śmiertelność u dzieci poniżej 6 miesiąca jest dość wysoka. Ja mam dzisiaj nadzieję na pierwszą noc z kilkoma tylko lub nawet może bez ataków. Zobaczymy. U mnie mały na szczęście bez sinienia ale czerwona nabrzmiała twarz, spuchnięte oczka, wymioty i dławienie się nimi oraz inne dziwne odgłosy i strach czy oddycha w zupełności wystarczą. U niemowląt często jest ta sinica i bezdechy których Twoja Mama nigdy nie zapomni 🙁 A co do ciąży to w kilku krajach UE w końcu II lub na początku III trymestru to szczepienie przypominające przeciwko krztuścowi jest obowiązkowe dla ciężarnych. Ale jeżeli Ty przeszłaś krztusiec to Twoja odporność jest nieporównywalnie większa niż po szczepionkach które są krótkotrwałe. Wiedząc, że krztusiec panuje akurat w danym regionie a w mazowieckim wydaje się aktywował ostatnio warto będąc w ciąży sprawdzić poziom przeciwciał i się doszczepić. Piszę to, bo akurat padło to na moje dzieci, tak pewnie nawet bym nie pomyślała o tym bo jest tyle niebezpiecznych chorób dla noworodków….Moja przyjaciółka która urodziła teraz kolejne dziecko za granicą zawsze dostawała obowiązkowo szczepionkę p/krztuścowi w III trymestrze ciąży. U nas trzebaby sobie kupić samemu….

  15. Dziewczyny, błagam, pomóżcie. Zepsuł.mi.się telefon, nie mam!!!eru do mojego profesora, w klinice nikt nie.odbiera.Spóźnia mi.się.okres 4 dni, zrobiłam test a on wyszedł pozytywny, grube orzechy. Jestem na GONAPEPTYLU, długi protokół. Czy któraś z Was wie czy on.falszuje wyniki¿ Nie.mam gdzie bety zrobić, zaraz padnie ze stresu.

    Zodiaku PIEKNA BETA!!! Wiedziałam :))))

    1. A do szpitala na betę? Chyba jednak to niezbędne, bo jak wyjdzie pozytywna, to natychmiast musialabys przerwać zastrzyki. Co do zakłamania wyników, to nie wiem, ten zastrzyk na pęknięcie na pewno tak działa, ale te twoje są wyciszajace. Tu nie pomogę, ale radziłbym za wszelką cenę szukać gdzieś miejsca na betę.

  16. Mam wynik. Wyblagalam w szpitalu, ale odplatnie i z duza niechecia. Chyba lekarz nie byl pro in vitro. Beta 570… A ja zdazylam zrobic sobie 8 zastrzykow z gonapeptylu.

    Margeritka – to suplementy i akupunktura… Nie wierze….

    Gosia powtarzasz bete w poniedzialek?

    1. Pytalas lekarza czy gonapeptyl zawiera gonatropine kosmowkowa? Bo mi się wydaje że tak, a beta hcg to jest właśnie badanie poziomu gonatropiny kosmowkowej w organizmie kobiety… Jeśli gonapeptyl ja zawiera to sztucznie ja sobie podawalas. Mam nadzieję że się mylę i jesteś w ciąży!!!

    2. Małgorzatka super. Trzymam kciuki żeby w poniedziałek wszystko się potwierdziło na 100%.
      W mojej klinice vitrolive jest cało dobowy dyżur może zadzwoń i się podpytaj co i jak z twoim lekami.
      Buziaki

    3. Ja jedno słowo mam tylko na końcu języka. Cud 🙂
      Małgorzalka, zarodek żywi sie na początku ino progesteronem z ciałka żółtego. Tak szybko nie łyknie wszystkiego co przyjmujesz. jestem jak najlepszej myśli 🙂

  17. Malgorzatka gratulacje, mam nadzieję że gonapeptyl nie zaszkodzil…

    Dziewczyny dziś rano zaczęłam lutinus, przed chwilą patrzę, i dużo białego wyleciało na wkładce, jakby resztka tej tabletki wyleciała…wiem że pisałyście że miałyście wodniste upławy po tym, a u mnie takie cuś i sobie myślę czy może za płytko sobie zaaplikowałam:/

    1. To lutinus. Mialam wrażenie, że wszystko wypływa. Po parę godzin ciekło, aż do następnego podania praktycznie. Do pracy zakładałam tampon, bo nawet przez wkładkę potrafiło przeciec.

  18. Margom lutinus tak wypływa. To nie upławy tylko ta tabletka tak sie „rozpuszcza” dziwnie. Tez byłam na początku tym przerażona, no bo jak z tabletki o stałej konstystencji moze zrobic sie taka wodnista maz?
    Nie martw sie, ze wypływa, taka juz jego natura:/

    1. Cześć Wężon, dziękuję za pamieć. Od ostatniego wpisu powtarzałam bete, robiłam kilkukrotnie usg i … moje szczęście zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Jeszcze przed świętami zaczęłam plamić, wizyta w szpitalu (w rodzinnej miejscowości) – kulturalnie i miło, ale nic mi nie pomogą, za wcześnie, trzeba czekać i zobaczyć, może ciąża późno się rozwinęła, pęcherzyk nadal jest. Wracam do Warszawy, kolejne bety (rosną, ale nie wzorcowo), kolejne usg (‚na dwoje babka wróżyła’), wreszcie krwawienie i szpital. W szpitalu spędziłam 6 dni. Lekarze ponad wszelką wątpliwość stwierdzili puste jajo płodowe (przestało się rozwijać w 5 tygodniu, zarodka brak). Dostałam lek na wywołanie poronienia – C***. Łącznie w ciągu 4 dni przyjęłam 17 tabletek. Mój organizm w ogóle nie reagował – nic (no poza gorączką, biegunką i bólem brzucha). Szyjka sztywna, pęcherzyk na miejscu, prawie zerowe krwawienie. Dopiero ostatnia dawka (2 tabletki pod język – a nie dopochwowo) wywołała reakcję w postaci poronienia pęcherzyka, ale szyjka nadal sztywna i wąska. Lekarze decydują, że to za długo trwa i zlecają zabieg. Zgadzam się i 4 stycznia mam łyżeczkowanie. Tydzień zwolnienia. W międzyczasie makabryczny ból jajnika (ale bez gorączki i na szczęście przeszedł po końskiej dawce leków przeciwbólowych). Nie pojechałam do szpitala – bałam się, że znów tam zostanę – ale ból trwał tylko jeden dzień, więc mam nadzieję, że nie zrobiłam sobie krzywdy swoim strachem. Przekonam się w przyszły wtorek- zapisałam się na usg kontrolne. Dziś jestem już w pracy. W domu psychicznie nie dawałam rady – potrzebni byli mi ludzie. I to tyle. W tej chwili nie myślę o zachodzeniu w ciążę, o in vitro o czymkolwiek. Chcę tylko dojść do siebie po zabiegu. Trochę jak Scarlett O’Hara z Przeminęło z Wiatrem: ‚Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro’. Na razie za bardzo boli.

  19. Iza, Dziewczyny
    życzymy Wam z Gabrysią wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, żeby okazał się szczęśliwym i spełniło się Wasze wielkie marzenie :* No i dużo, dużo zdrówka:)

  20. Nie wiem co myslec. To bardzo trudny moment. Odstawiam gonapeptyl. Do poniedzialku. Powtorze bete, jesli bedzie powyzej 1000 to bedzie ok.

    Ale jesli naprawde jestem w ciazy to jestem przekonana , ze pomogly mi suplementy, akupunktura i joga hormonalna. Moze komus tez to pomoze…

    To bedzie bardzo dluuuga niedziela.

    Margeritka – powtarzasz bete w poniedzialek?

    1. No powiem Ci Gosiaku ze sytuacja jak z dobrego filmu akcji-trzyma w napięciu.
      Nie wiem czy powtarzać betę. Ogólnie nie wiem co robić. Pewnie powtórzę, ale moze we wtorek dopiero.

        1. Po 48h min 66% a po 72h min 114%. Ostatnio po 72h beta urosła o ponad 200%(chyba cos ok 220%), wiec tez widać jak wyglada przyrost w sumie…zastanawiam sie czy nie powtarzać bety do wizyty, stad pomysł zeby robić ja co 72h…

          1. A po co w ogóle powtarzać betę tyle razy? Jest ok, rośnie dobrze, nie plamisz, to po co? Tylko dla uspokojenia? I tak nic nie zrobisz, gdyby rosła słabiej.
            Dla mnie każde kłucie to problem, ja bym na pewno nie powtarzała. I wtedy lekarz nie kazał powtarzać. Wiadomo, że teraz ciąża jest, do wizyty i tak nic nie zmienisz.

          2. Pewnie macie racje, ale to byłaby taka forma kontaktu z Kropkiem nim go zobaczę. Chociaz macie racje, czekanie na wyniki to ogromny stres:((( no moze jeszxze z raz powtórzę przed wizyta.,

          3. Ooo nie wiedziałam o tym po 72h 🙂 Dzięki! Ja sprawdzałam 3 razy bo u mnie były bardzo małe wartości 35, 92, 205 dlatego bałam się ze będzie spadać. Ale w Twoim przypadku faktycznie nie trzeba!

          4. Ewelka wartości małe ale przyrosty procentowo widzę ze duże były a to jest najważniejsze:) no jeszxze raz chociaz bym sobie sprawdziła, ale poczekam juz do wtorku, bo wtedy juz ok.1000 powinna byc wartość, a po 1200 można Juz wolniej przyrasta i w większych odstępach czasu można sprawdzać, wiec do wizyty moze jakos dociągnę;)

  21. Mar, garitka, usciski! Cudownie:)
    Załamana, pomodlę sie za twoja dziecinkę. Jakoś można Ci pomoc? Jak ?? sobie radzisz? masz z kim pogadac?
    Małgorzata, dodzwonilas się? Trzymam kciuki…
    Iza, jak tam?
    Kas, spokojniejsza?

    1. Olga, ja intensywnie odpoczywam 😀 Miałam wolny weekend, szaleńczo nadrabiałam sylwestra, spotkania z przyjaciółmi, podlewanie kwiatów, szycie, rower, przytulanie się do męża 🙂

        1. Wzięłam się za koszulę. Juz wiem, że utknę na kołnierzu. Ale co tam. Kocham swoje uszytki 🙂
          Z dresówki uszyłam sobie rok temu ekstra sukienkę. Z tyłu jest długa do łydek. Z przodu prawie widać mi majki. Polecam. W towarzystwie dobrze przyjęta ta kiecka 🙂 A co Ty chcesz zrobię z tego?

          1. Ambitna jesteś:) uhhh…. myślę o sukience, bo ostatnie się sprawdziły, więc pewnie kielecka z kieszeniami i golfiszczem prawdopodobnie. Albo jakiś blezer czy coś.

  22. Jezu ile cudownych wiadomości ! Tu piekna beta gratuluje Margaritka z całych sił zaciskam kciuki za pięknie biąjące serduszko.
    Kas bliźniaki łał… no musi być dobrze i koniec kropka
    Wężon próbuj na sztuczny cyklu może będzie lepiej niż ostatnio, a będziesz miała poczucie kontroli, nad cyklem.
    Malgorzalka1984 cud noworoczny cud 🙂 niech rośnie beta w grube tysiące
    Poproszę o radę jesteście moimi guru w suplementach. Teraz biorę, wit. D3 2000 j., mleczko pszczele 2x dziennie, koenzym Q10 z selenem, ale nie ten z kaneki :(, czekam na inofem, a pije spirulinę tylko sok pomarańczowy zabija posmak ryby. Coś jeszcze by się przydało do tego zestawu ? Czytam o seropeptazie na endomeriozę , czy któraś z wasz słyszała coś o tym ? Buziaki w Nowym Roku

    1. Ewa, rok temu Izabela napisała taki post:
      ” moja znajoma kupuje ją tutaj http://www.forever-young.pl/serraenzyme-the-miracle-enzym-serapeptaza-cudowny-enzym-enzym-cudow-kapsuki-635-p.asp można poczytać coś niecoś tutaj http://www.webnoviny.sk/zdravie/na-co-pomaha-enzym-serrapeptaza/515591-clanok.html?from=section_article w Polsce jest mało spotykana, najwięcej informacji jest o niej na stronach słowackich i amerykańskich. Bardzo sie sprawdza przy bólach wszelkiego rodzaju, rozpuszcza zrosty pooperacyjne i nie tylko. Moja koleżanka przechodzi okres na 2 tabl ibupromu (endo IV stopień) i uciekła od skalpela i stomii . Myślę, ze warto się zastanowić. ona bierze tą silniejszą.”

      1. teraz już po roku stosowania moja kolezanka stwierdziła, że trzeba robić przerwy, bo oranizm się przyzwyczaja do suplementu, ale zdecydowanie poprawił jej sie komfort życia, przede wszystkim jest w stanie normalnie funkcjonować podczas okresu. Bardzo obniżył się tez poziom CRP.

  23. Margaritka, mi gin przepisał taką dawkę kwasu (te apteczne kwasy bez recepty mają 0,5 , te na receptę dużo więcej i są tańsze), ja generalnie nie biorę nic bez jego zalecenia. Kwas foliowy zapobiega wadom cewy nerwowej, to najważniejszy suplement w 1.trymestrze. A co do dha, to ja w poprzedniej ciąży miałam witaminy pharmaton matruelle, ale one nie miały go jakoś mega dużo. Po prostu starałam się mieć dietę bogatą w dha 🙂 i mam bardzo mądre dziecko, więc podziałało chyba 😛

  24. Witam, jestem czytelniczką bloga ale pierwszy raz odważyłam się na komentarz, choć nie raz miałam ochotę coś napisać, są tu słowa zarówno autorki jak i komentujących tak trafne w tym NASZYM leczeniu, dziękuję za to miejsce i liczę na podpowiedzi w początku drogi o nazwie in vitro o ile będzie to w ogóle możliwe w naszym przypadku

    1. Hej Dżasta. Pytaj o co chcesz, dzień dobry na blogu i miło, że się odzywasz. Mam nadzieję, że droga, którą chcesz iść, będzie dla CIebie możliwie prosta 🙂

  25. Iza, brawo za coming out, im więcej się o nieplodnosci mówi, tym mniej tabu i stygmatyzacji i w ogóle gadania głupot 😉 U mnie już etap kompletnej otwartosci a nawet tzw „odwrazliwienia” – ba, nawet żartujemy z tego wspolnie w gronie „normatywnie-płodnych” znajomych, co chyba oznacza w zargonie pracowników ośrodków adopcyjnych, ze „jesteśmy pogodzeni” 😉 no i pewnie tak jest, tylko nadal nie rozwiązuje mi to kwestii rodzeństwa dla Milusia..
    Kochane – z Nowym Rokiem: zaciazonym życzę spokoju i nudnej ciąży, a oczekującym (tak czy owak ;)) – bliskiego spelnienia!

  26. Iza, wszystkiego co Najlepsze dla Ciebie w Nowym Roku!!! Oprócz miłości i zdrowia to najbardziej życzę Ci zmiany w ilości osób przypadających na Twoje gospodarstwo domowe oraz zmiany w pracy – najlepiej przed zmianą – zwolnienia l4 na 100% wynagrodzenia 🙂 To wszystko 🙂

    P.s. No to zszokowałaś tych ludzi….

  27. o matko, ale się dziejeeee 😀 Świąteczne cuda czy co? Bardzo gratuluje nowych bet dziewczyny. Niech Maleństwa pięknie rosną.
    Załamana, nie umiem sobie tego nawet wyobrazić…
    Iza, gejowski coming out przy Twoim to mały pikuś. Jesteś moją Siłaczką 😀
    zaintrygowałyście mnie tymi kwasami DHA, ja biore z witamin femibion natan z kapsułkami dha, ale jest ich tam tylko 200 jednostek w jednej kapsułce, zapytam lekarza dzisiaj co o tym sadzi, żeby dołozyć dawki. Może mój Mały ruszy z kopyta…no i moze przy okazji okaże się gieniuszem 😛

  28. Dzień dobry. Dzisiaj dużo się będzie działo. Wiele wizyt i testów.
    Malgorzalka trzymam kciuki za betę.
    Marta, Uczuciowa, Sza, za pomyślne wizyty.

    Ja już po dzisiejszej wizycie. Scratching zrobiony (teraz się boję, czy nie zaszkodzi), receptę na plastry mam.
    To teraz czekam na początek cyklu – oby jak najszybciej i zaczynamy podejście na cyklu sztucznym.

    1. Wężon nie zaszkodzi 😉 A kiedy zaczynasz cykl??
      A plastry to anty??
      Ja nadal czekam na wyniki, a wizyta na 18 ciekawe czy będą 😉 Znając moje szczęście to NIE.
      Miłego poniedziałki i oby był udany dla nas Wszystkich 🙂

      1. Wiesz, ja już widzę zjadliwe zrosty narastające w tych skrobnięciach. Dwa razy mnie dziabnął, nie było to przyjemne.

        Cykl gdzieś za tydzień. Ten zaczął się 11 grudnia, poprzedni 13, chciałabym żeby teraz było to 9-10, bo inaczej się nie wyrobię. Ale się nie zdziwię, jak tym razem się opóźni. Bardzo mi zależy, to czemu ma być w porządku.
        Plastry nie anty, przecież nie szykuję się do stymulacji, tylko do crio. To zamiast estrofemu, może będą lepiej działać.

        1. Ja Ci pisalam o plastrach 🙂 Na mnie estrofen nie dzialal – endo nie roslo, a na plastrach roslo do 12 mm.

          Tylko uwazaj jak przyklejasz – trzeba to robic powoli bo jak sie przyklei nierowno to potem ciezko poprawic i swedzi skora pod plastrem.

          Aaa i nie wiem czy Ci lekarz mowil : najlepiej przyklejac na lewym i prawym posladku, na udach i lekko pod brzuchem. Istotne jest zeby zmieniac strone – raz po prawej z tylu, potem po lewej z tylu, nastepnie po prawej z przodu itd.

    2. Kochana to super!!!! Plastry miałam teraz, bo moje endo strajkuje ostatnimi czasy, ale na plastrach mi pięknie ruszyło, do 10mm podrosło aż. Teraz mu dam poodpoczywać 🙂 ze dwa, trzy miesiące 🙂
      A streching to ma chyba nawet pomóc kochana, więc pomoże!

      1. Wiem, że ma pomóc. Endo ma pogrubieć po podrażnieniu. Dlatego dałam sobie zrobić. Mam nadzieję, że to tylko powierzchniowe zranienie, bo głębsze mogłoby pogorszyć sprawę, przy mojej tendencji do zrostów.
        Teraz oby okres się nie zbuntował i nie opóźnił. Ale jak nawet, to przynajmniej zobaczę, czy te plastry działają.

    3. Dzięki Wężon!

      Moja wizyta o 15tej. Dziś nic się takiego nie wydarzy, podglądanie tylko, ale i tak się denerwuję.
      Tyle już lat, a nadal się nie updporniłam na ten stres. Ech… myślę sobie czasem, że zachodzenie w ciążę może być przecież przyjemne (i jest w większości przypadków) i szlag mnie wtedy trafia:/

      Odliczam z Tobą dni do następnego cyklu! Co do szkodzenia tego co ma pomagać… czy Ty przypadkiem też nie potrzebujesz stuknięcia młoteczkiem? 😉

      1. Ja to potrzebuję wymazania wspomnień, a najlepiej cofnięcia czasu. Usunięcie przegrody też miało pomóc, wyeliminować ryzyko poronienia następnej ciąży i wcześniactwa. I wszystko zepsuło.
        Teraz się zastanawiam, co by było, gdybym nie ruszała tej przegrody. Czy obok byłoby drugie dziecko, czy miałabym za sobą parę poronień i teraz jęczała, dlaczego nie usunęłam przegrody.

        1. To ciężka maszyneria jest potrzebna, nie młoteczek! Nie wiadomo co by było.. Moze byłabyś w tym samym miejscu, w którym jestes teraz. Nie wiadomo.

          Wiadomo, że rozpamiętywanie tego zwiększa Twój stres i strach. Z drugiej strony wszystkie chyba wiemy, że nie da się przestać rozpamiętywać na zawołanie. Wiadomo też, że sytuacja jest nie do pozazdroszczenia (choć bywa, że i to zależy od punktu widzenia). Nie wiem co Ci Wężon napisać, żeby Ci było lżej, żeby dodać otuchy. Ale skoro już podjęliście z lekarzem decyzję, żeby zadrapać to endometrium, to pozostaje liczyć, że da to pożądane efekty, a nie niepożądane skutki uboczne.

          Bardzo zaciskam kciuki, pięści i palce u stóp!

          1. Nic a nic, wielkie tłuste zero pęcherzyków. Kolejny cykl na zmarnowanie:/ Torbieli też brak (to akurat dobrze). Czekam do następnego cyklu, żeby raz jeszcze spróbować na naturalnym, a jak i tym razem coś nie pójdzie no to już z hormonami.
            Wkurzyłam się, ryknęłam sobie, popomstowałam na tę moją niedolę, ale już ochłonęłam robię plany na najbliższy miesiąc, żeby nie zatracić się w tym moim czekaniu. No i kto wie, może teraz po Tobie będę przejmować pałeczkę w naszej sztafecie:) Wychodzi mi, że następny transfer mógłby być tuż przed, albo na początku ferii.

  29. No wiec ja tez juz po wizycie 🙂 no i doktorek zlecił 2,3 inseminację. Ze względu na to ze ja jestem zdrowa a męza nasienie tez nie jest jakies tragiczne. Wiec mam sie zgłosić w 11 dniu cyklu i działamy 🙂 cieszę sie,ze beda te insemki bo nawet jesli by sie nie udało to będziemy miec poczucie ze zrobiliśmy wszystko i ze in vitro to nasz ratunek… Ale ja oczywiscie nie byłabym soba gdybym nie wierzyła w to ze sie uda 🙂
    Na pewno sie uda bo czemu by nie 🙂

          1. To masz estraderm 100. 2 razy w tygodniu jest ok. Mi podawali najmniejsze dawki podzielone na 4 plastry ze wzgledu na przebyty udar.

            Chodzisz dalej na akupunkture?

          2. Wężon, a może ta joga hormonalna? Jakbyś wracała z aku, to w Twoją stronę (no prawie) bo przy metrze racławicka są zajęcia, we wtorki i czw. W zasadzie wystarczy iść 1 raz żebyś załapała o co chodzi, a ja potem mogę Ci pomóc ćwiczyć zdalnie. Możesz w wolnej chwili poczytać: Hormonal Yoga Diane Rodriquez.

    1. Jejku Malgorzalka jesteś przykładem na to że cuda się zdarzają 🙂 to jest niesamowite nie mogę w to uwierzyć 🙂
      Ty szlas długim protokołem i bralas tylko gonapeptyl? Kontaktowalas się już że swoim dr em ?
      Gratuluję Ci bardzo 🙂

  30. Boze, dziewczyny, jestescie kochane!

    My po prostu wpadlismy 🙂 Zabezpieczalismy sie, ale widac nieskutecznie. Z nieplodnoscia idiopatyczna. I tyloma chorobami.

    Nie wiem, moze psychicznie odpuscilam bo sie juz in vitro kolejnego doczekac nie moglam… Nie wiem. Ale wiem, ze pomogly mi te wszystkie tabletki, ruch, joga i akupunktura. Duzo lepiej sie czuje, moze to byl klucz.

    Dziekuje, ze jestescie takie kochane i wspierajace i w ogole, ze jestescie… tak po prostu….

        1. Przecież gonapeptyl wzięłaś tylko 8 razy, a ciąża była już wcześniej, więc chyba jednak nie gonapeptyl?
          I w ogóle jak to jest z okresem przy długim protokole.
          Normalnie to bierzesz anty, odstawiasz, w 1 dc zaczynasz gonapeptyl i co dalej?
          A Ty skoro nie miałaś anty, to jak wyliczyłaś dzień początku gonapeptylu? Napisałaś, że spóźnił Ci się okres i sprawdziłaś, czy to ciąża. To zaczęłaś gonapeptyl nie czekając na cykl?

          1. Wężom, długim protokołem można iść dwojako i gonapeptyl zaczynać jakos na początku albo pod koniec cyklu. Ja miałam np. od 22 dc a pózniej stymulacja wcale nie zaczyna sie tak jak przy krótkim od 2dc tylko gdy hormony osiągną odpowiedni poziom. Ja np chyba 13 czy 14 dni brałam sam gonapeptyl (w tym czasie zaczął i skończył sie @) a pózniej zaczęła sie stymulacja i nie był to bynajmniej 2dc.
            Trochę bardziej skomplikowanie robi sie z tym długim protokołem, w kwestii liczenia wieku ciazy tez. Przy krótkim to tak jak naturalnie praktycznie wychodzi, a tutaj cieżko traktować datę ostatniej @ jako początek ciazy;) myśle ze liczy sie od dnia punkcji +14 dni, ale moze któraś z Was wie na pewno?

    1. Powiedz czym się zabezpieczałaś, żeby tego nie stosować. 😉
      Przy idiopatycznej zawsze jest ta szansa na sukces, chociaż trudno w to uwierzyć po latach i po nieudanych in vitro.
      Co lekarz na to? Kiedy wizyta?

    2. ~malgorzalka1984 – CUDA Panie CUDA 😀 😀

      Napisz proszę jak długo chodziłaś na akupunkturę, jeśli jesteś z W-wy czy mogłabyś napisać mi na maila telefon do osoby do której chodziłaś?
      A ta joga hormonalna – to co to za cudo?!

      Ja naczytawszy się o tym magicznym zestawie witamin, już część nabyłam i czekam na przesyłki 🙂
      Elevit Prenatal (bo mam hashi a te tebletki są jedyne bez jodu)
      Koenzym Q10 Kaneka
      Inofolic
      Vit. D3 1000 j. (więcej nie pozwolił mi endokrynolog)

      Dla męża -Profertil (na 2 miesiące), Androvit, Elevit

  31. Cześć Izo, cześć Dziewczyny,
    dawno się nie odzywałam, miałam dość ciężki grudzień i różne zawirowania. Ale wracam i widzę, że rok zaczyna się cudami 🙂
    Iza, gratuluję odwagi. Wchodzisz widać w kolejny etap. Niesiesz kaganek oświaty 🙂
    Gratuluję tym, z rosnącymi betami!
    Wszystkim życzę, by rok obfitował w takie cuda jak u Małgorzałki i efekty transferów jak u Margaritki!
    Ja, po drugim nieudanym transferze w listopadzie, miałam mieć w kolejnym cyklu scratching. Nie doszło jednak do niego , bo dostałam jakiegoś niezidentyfikowanego plamienia 14dc, które trwało ponad 10 dni do okresu. Cykl przepadł, doktorek stwierdził, że trzeba sprawdzić, co to i umówił mnie na histeroskopię. No i jestem właśnie dziś po tej histero. Wyciął dwa polipy, które mogły podkrwawiać. Reszta w normie. Zrobił przy okazji scratching, czyli wychodzi na to, że jeśli znów się coś nie popieprzy, to w następnym cyklu crio. Ostatni w tej procedurze.
    A w tym naszym „wspaniałym” listopadzie okazało się jeszcze, że mam przepuklinę. Dziwną jakąś niespotykaną. Rozstęp mięśni na dużej powierzchni. Przez kilka miesięcy myślałam, że to jajnik mi się powiększa od stymulacji i leków. Różni lekarze oglądali, USG robili, po głowach się drapali. Zdania podzielone, czy operować, czy nie. Mam skierowanie do kolejnej kliniki, na bardziej specjalistyczne oględziny. Ja wolałabym jednak tego nie ruszać. Terminy operacji i tak najwcześniej za pół roku, wiec będę się tym później martwić.
    Wężon, jesteśmy chwilowo w podobnej sytuacji. Znów spotkałyśmy się na rozstajach i wkroczyłyśmy na te samą ścieżkę: dziś scratching i czekanie na okres. Oby przyszedł jak najszybciej. Ja też mam zaplanowany wyjazd i boję się, że nie zdążę z transferem przed 😉
    Nie udzielałam się, ale zaglądałam, i trzymam kciuki za Was wszystkie.
    Wierzmy, że 2016 będzie lepszy niż poprzedni!

    1. Imbirowa, dobrze, że się odzywasz. Już się miałam o Ciebie upominać, ale tyle tu się zadziało, że dałam Ci czas do końca stycznia. 😉 A Ty grzecznie sama wróciłaś. 🙂
      Czyli na styczeń i luty dalej ciasno z transferami. Teraz były dwa tygodnie przerwy od transferu Margaritki. Oby wszystkie kończyły się szczęśliwie.

  32. Małgorzatka, cud niech rośnie a ty nam tu wieści przekazuj:)
    Wężon, powiem Ci coś, co zabrzmi głupio (ale czy nie szaleńcze i czasami wariackie są wszystkie nasze działania prowadzące do możliwości zostania mamą? nasz instynkt, nasza siła, nasza wiara i determinacja, z perspektywy czasu, jak popatrzę na to ile energii i wiary jest w NAS Drogie Dziewczyny, to Polska mogłaby być samodzielna energetycznie, jakby z tego skorzystała:), no do rzeczy Wężon powiem: wierzyć ci nie zaszkodzi;)
    Imbirowa, fajnie, że już polipsy sprzątnięte i scratching zrobiony. Będziesz podchodzić do crio na naturalnym czy sztucznym cyklu? Bolało?
    Uczuciowa, ty na naturalnym cyklu?
    Ja dzisiaj zaliczyłam prenatalne i 12t3d. Wszystko z obrazu i wyliczeń wygląda ok. Doktór rzekł, że nie ma powodów do zmartwień. Nic mi więcej nie trzeba. Czuję, jak kamień/lód/stalowy pomnik który mam w sercu z lęku trochę może odtajać. Idę więc topić serce.
    ps.nigdy nie wiemy, kiedy, to jest chyba najtrudniejsze, ale warto….

    1. Jak dobrze słyszeć takie pokrzepiające wieści! Moje serce topnieje też:)

      Ja miałam podchodzić na naturalnym, ale po raz pierwszy ever pęcherzyk się nie pojawił, nawet nieśmiałego zalążka nie było. W następnym cyklu spróbujemy jeszcze raz (plan na koniec stycznia), a potem to już na sztucznym. Pisałam już na górze, że musiałam to odreagować trochę, ale już się zebrałam do kupy. Kolejne odliczanie czas start! Podobało mi się to co napisałaś o niespożytych pokładach energii jaka w nas drzemie! Tego się trzymam i jak będę myślała, że mi jej brakuje to wrócę do Twojego wpisu i przypomnę sobie, że przecież ją mam, wystarczy tylko głębiej zajrzeć.

    2. Olga, cieszę się, że u Ciebie wszystko gra 🙂 idzie odwilż.
      Ja jak zwykle podchodzę na naturalnym cyklu. Histeroskopię miałam bez znieczulenia, więc trochę bolało. Ale do przeżycia. Nie trwało to długo. Bałam się, że będzie gorzej, wiedząc, że będzie coś wycinane.

  33. Dziewczyny opowiecie mi jak dokładnie wyglada inseminacja?
    Ja mam sie pojawić w klinice u doktora w 11 dniu cyklu… I
    Co dalej?:) ogólnie wiem na czym wszystko polega ale wolałabym wiedzieć jakie Wy macie doświadczenia. Wiem i zdaje sobie sprawę ze to nie jest tak efektywne jak in vitro ale skoro lekarz widzi szanse to spróbujemy dwa Max 3 razy…

    1. Sza jeśli w 11 dc pęcherzyki będą już na tyle duże to dr zaleci przyjęcie zastrzyku zawierającego hcg aby wywołać owulacje i z reguły po ok 36 godz. od podania zastrzyku wyznacza się zabieg 🙂 sam zabieg bezbolesny aczkolwiek dla mnie niezbyt przyjemny 🙂 A z reguly masz dłuższe czy krótsze cykle ? Przyjmujesz clo czy tak zupełnie naturalnie?

      1. No wlasnie ja nic nie przyjmuje. Poprostu kazał przyjsc 11 dc i brac folik. Dlatego kurczę jak piszecie ze bralyscie cos przed to zaczynam sie martwić . Ale z drugiej strony musze doktorkowi zaufać 🙂 chyba wie co robi 🙂

        1. Jeśli do tej pory nie miałaś problemów z endo, pęcherzykami, owulacją to pewnie lekarz uznał, że nie ma sensu się faszerować pigułkami stymulującymi na zapas.

          No i faktycznie to jest tak, że nigdy do końca nie wiemy czy obrana strategia jest najlepsza z najlepszych, skąd mamy wiedzieć skoro i lekarze mają różne podejścia i opinie. Grunt, żeby Twój lekarz był godny zaufania 🙂 W końcu to przede wszystkim on na wiedzieć co robi 🙂

    2. Hej dziewczyny. Za kazdym rauem kiedy chce dodac komentarz to nic im sie nie laduje:-( urzywam telefonu. Ale do rzeczy….ale ja sie ciesze!!! Tyle dobrych wiesci. !! Dziewczyny super 🙂 trzymam jak zawsze kciuki.
      Droga Sza, ja mialam 3 razy IUI za granica Ale nie Powinno sie to niczym roznic.
      1-3 wizyt jest w Okresie okoloowulacyjnym, aby sprwdzic jak rosnie pecherzyk.
      Jeweils pecherzyk ma min. 16-18 mm lekarz profane zastrzyk na wywolanie owulacji a na drugi dzien idziecie na IuI.
      Musicie miec Przerwe w sexie 2-4 dni aby sperma byla dobrej jakosci.
      Jak najszybciej z kubeczkiem do lekarza. Macke na to 30 min. Kubeczk trzymaj przy ciele ( chodzi o temp.)
      Po oddaniu kubeczka z nasieniem czeka sie okolo 1 h. Musa przygotowac nasienie.
      Sama inseminacja jest bezbolesna chodz Troche nieprzyjemna. Torwart 5 min.
      Musi ci sie Chciec Troche Siku.
      Po iui 25 min, relaksowalam sie na specjalnym bujanym fotelu.
      2 dni Po inseminacji Zaczelam przyjmowac Preparat z progesteronem.
      Po 14 Dniach testowanie…
      Zycie kochana powodzenia.
      W najszym przypadku iui nie przynioslo Rezultatu…
      Jurte Moja wirklich dzien.
      Pierwsza wizuta w klinice nieplodnosci.
      Mam Nadzieje ze wszystko potoczy sie po mojej Mysli 🙂

        1. Ja z tego samego zalozenia podchodzilam. Ja mam PCO a dotego okazalo sie ze moj maz ma 0% plemnikow o prawidlowej budowie. Wien nasze szanse byly Male. Lekarz mowil ze naget 8-9 raz mozemy probowac iui. Ale to jest bez. sensu…za duzo nerwow. Ale teraz Idac do kliniki wiem ze zrobilam wszystko.
          Mam dla Ciebie rade. Nie rob tego Co ja…
          Przy iui za kazdym razem bylam pewna ze sie udalo.
          Podejdz do tego na luzie. Nie dopatruj sie pierwszych oznak ciazy itd..
          Bedzie ci latwiej przejsc przez te 2 Tyg. Oczekiwania na Test.
          Buziaki i trzymam mocno kciuki 🙂
          PS Co do suplementacji to odgapilam zestaw witamin od dziewczyn:-) Moj M przez 3 m.ce bral zestaw dla mezczyzn..ostatni spermiogram przed nim. Jak beda wyniki to napisze czy przy slabej morfologii jest sens. suplementacji.

          1. Oj kochana wiem o czym mowisz… Ale zapewne bedzie mi cieżko nie dopatrywać sie oznak ciazy. Niby teraz sobie myśle ze podejde do tego na luzie. Ale wiadomo jak to pózniej jest… Nie mniej jednak bardzo dziekuje za pomoc każda Wasza rada jest dla mnie ogromnie cenna :*

    3. Ja mam jeszcze jedną radę logistyczną, choć nie wiem czy o takie też Ci chodzi;) Jeśli mąż będzie obecny przy zabiegu to ustalcie sobie wcześniej, żeby stanął tak by patrzeć Ci w oczy, a nie miedzy nogi 😉 U nas za pierwszym razem tego ustalenia zabrakło i było mega niezręcznie i mnie i jemu. Mąż nie mógł sobie znaleźć miejsca. A ja każdą komórką mojego ciała chciałam jak najszybciej zwiać z fotela. Dziwna to sytuacja kiedy obcy facet „zapładnia” Cię przy mężu, ale przy odpowiednim rozmieszczeniu głównych aktorów tej sceny, może być nawet przyjemnie i wesoło (poczucie humoru się przydaje ;p)

      1. heheh u mnie mąż musiał wracać do pracy a ja zostałam w klinice czekając na iui, później dostałam smsa coś a’la ‚dziwnie się czuje, ja tu a moja zonę zapładnia lekarz’, tak że wesolo też nie było:( po iui leżałam i gadałam z lekarzem… takie mam wspomnienia zajebiste.
        dobrze opisana jest inseminacja tu inseminacja.net

      1. Iza dziekuje 😉 PRzeczytalam,jak zwykle cudownie sie czyta wszystko co piszesz… Wniosek jest jeden i tu nie zaskoczę nikogo;) ze każda z nas jest inna i każda z nas inaczej jest przygotowywana. Ale cudownie miec tutaj taka kopalnie wiedzy… Jejku tak bardzo bym chciała zeby sie udało….

  34. Witam:)
    Małgorzatka gratuluję Ci tego cudu, wpadki:) spokojnej nudnej ciąży:)

    Wężon trzeba być dobrej myśli, kciukam by @ grzecznie pojawiła się w terminie dla Ciebie dobrym;) i by plasterki ładnie zadziwłały;)

    Sza u mnie iui wyglądało tak: od 2 dc chyba do 5(?)brałam clo, w między czasie miałam monitoring, rosły chyba 3 pęcholki, gdy miały odpowiedznią wielkość dr dał zastrzyk z ovitrelle po 36h odbyła się inseminacja. U mnie niestety nie zadziałalo, 4 m-ce potem zaszłam w naturalną ciążę, dzień przed składaniem wniosku o rządowe ivf zrobiłam pozytywny test:) taki mały (choć krótkotrwały) cud po 3,5 roku starań. Pocieszę Cię że iui udaje się, koleżanka po 6 latach bezowocnych starań zaskoczyła za pierwszym razem;) powodzenia i by na iui się skończyło;)

    Ja dziś wizyte miała , w piątek transfer;)

    1. Aaaa 😉 kochana trzymam kciuki za piątkowy transfer 🙂 mam nadzieje ze nam sie uda… Czyli wychodzi na to ze ja mam na naturalnym cyklu. Kurczę taki dzis doktor był zabiegany ze nie miał dla nas zbyt duzo czasu :/ i nie miałam chwili namysłu zeby pomyśleć nad pytaniami…

      1. Wężon, w 12dc pęchol miał 21mm następnego dnia 31.12 wzięłam ovitrelle, od 02.01 zaczęłam brać prolutex i lutinus, wczoraj (17dc) wizyta i dr wyznaczył na piątek transfer to będzie 21dc

        1. Czyli moment owulacji wyliczony ok. 36 godzin po ovitrelle, pęcherzyk był dojrzały. U mnie w tych dwóch ostatnich cyklach problem w tym malutkim pękającym pęcherzyku.
          A po co masz i prolutex i lutinus? Aż tyle progesteronu?
          Ewelka brała, żeby prolutex, żeby uniknąć lutinusa.

          1. Przy pierwszym transferze miałam tylko prolutex, teraz na moją prośbę i w sumie bez problemu dołożył lutinus. Chciałam też z tego względu że przy naturalnej ciąży mój progesteron wynosił tylko 13, więc wolę większe dawki…nie powinno zaszkodzić, a może pomóc.

    1. My mogliśmy „oddać” je w domu i w ciągu godziny dowieźć do kliniki w pojemniku do badania moczu, w czasie transportu trzeba było trzymać pojemnik w miarę blisko ciała:)

  35. Iza i Izabela 🙂 dziękuję za odpowiedzi w sprawie seropeptazy, na pewno ją wypróbuje. Teraz zamówiłam sobie jeszcze do zestawu pycnogenol ( podobno zwalcza też cellulit 🙂 ). Może komuś się przyda to co napiszę, mi bardzo pomogło picie spiruliny, smak ma okropny, ale sok pomarańczowy + smak ryby = sok pomarańczowy :). Teraz jak mam okres wystarczą dwie tabletki apapu lub nospa, a kiedyś potrafiłam zjeść całe opakowanie i nic.
    Ja jestem zmęczona już tym bagienkiem niepłodności, więc czytam tylko takie fajne blogi jak twój Iza który kocham od dawna miłością ogromną i na każdy twój post cieszę się jak dziecko.
    Ostatnio odkryłam blog Uczuciowej 🙂 przeczytałam cały i jestem pod ogromnym wrażaniem. Uczuciowa czytam Cię z krzaków, na ostatnim twoim wpisie okołoświątecznym spłakałam się jak bóbr, ale tak pozytywnie. 26 stycznia jestem umówiona do lekarza i pewnie wystartujemy z ostatnią stymulacją.

    1. Spojrzałam na tę seropeptazę i się zastanawiam, czy mogłaby pomóc przy zrostach w macicy.
      Mnie nigdy zrosty nie bolały. A bolesne okresy miałam tylko na początku. Bolesne, tzn. takie, żeby wziąć 1 APAP. Teraz to tylko mnie tak ćmi w brzuchu i czasem jakiś mały skurcz.

      1. Wezon, zrosty w macicy nie bola. Jedyne objawy ktore moga dawac to skape miesiaczki lub ich brak.
        Zastanawiasz sie nad tym czy nie masz zrostow przez caly czas??Czy boisz sie ze pojawily sie po scratchingu?

        1. Po pierwsze, że może zapobiegnie następnym zrostom (teraz nikt się nie czepia struktury endo, myślę, że jest OK), może poprawi też stan endo. A po drugie, takie liczenie na cud, że może odetka jajowody.

          1. Wezon, zycze Ci jak najlepiej, ale zrosty to struktura lita i osobiscie watpie zeby cokolwiek co pijemy moglo je rozpuscici.
            Co innego jezeli jajowody sa zatkane, zaczopowane, wtedy wiem ze pije sie rozne ustrojstwa, ziola, stosuje oklady z borowiny, ale jezeli jak u Ciebie zrosty sa w jamie i nie widac ujscia jajowodow, a tak chyba lekarze stwierdzili w czasie histeroskopii o ile pamietam, no to szanse na ich rozpuszczenie niewielkie.
            Za to na endometrium faktycznie moze pomoc.
            Zreszta moim zdaniem Tobie transfer sie uda, wiec nawet jak Ci sie te jajowody nie udroznia to pal je licho 😉

  36. Co tam dzisiaj słychać?
    Margaritka, jak się czujesz? Poszłaś na betę, czy dwa razy dziennie robisz testy? 😉
    Kas, ochłonęłaś po wiadomości? Czekasz spokojnie?

    Kto następny? Margom transfer zaraz. Może kakilife (paradise) niedługo. Sza, kiedy ta inseminacja?
    Żeby nam się przestój nie zrobił po tylu dobrych wieściach. No i teraz jesteśmy na fali, oby styczniowo-lutowa transza nie zaliczyła spadku.

    Moniqa, Emenems, co z Waszymi betami?

    Sweetie, rudolot, jesteście tutaj? Szykujecie się do kolejnych podejść?

    Anitt, daj znać po wizycie.

    1. Ja 20 stycznia jestem umówiona na usg sutków,posiewy i badania krwi (HIV, anty hcv,cmv igG,itp a i jeszcZe musze zrobic badanie czy jestem odporna na żółtaczke,poniewaz nie wiem czy miałam kiedys szczepionkę,a nie mam sie kogo zapytac bo moi rodzice nie żyją,ale DR twierdzi ze powinnam miec bo jestem młoda i ze na pewno w szkole miałam robione ) no i jak juz porobie te badania to musze sie zgłosić to DR tego 11 dnia czyli jakoś na początku lutego pewnie mi wypadnie 1 bądź 2 luty. A Ty Węzonku jak sie czujesz?

      1. Wyczekująco, chcę już nowy cykl zacząć. Mam nadzieję, że uda się w weekend.
        Na recepcie na plastry nie było dawki, czyli mogą mi sprzedać 25, a potrzebuję 50, czyli muszę poprawić receptę.
        Wczoraj się dziwnie czułam po tym drapaniu. Podobnie jak po transferze – nie ból, ale takie poczucie brzucha, świadomość, że go mam, lekkie osłabienie. Dzisiaj już normalnie.
        I z lekkim optymizmem, że może te plastry pomogą.

      2. Sza, inseminacja na początek to dobry pomysł. Bierzcie suplementy i wierzcie, ze to pomoże i sie uda. Kurczę nam nikt o suplementach wczesniej nie wspomniał, a profertil u męża naprawdę zdziałał cuda, do tego stopnia ze ilościowo prawie miał normę, ruchliwość tez zdecydowanie lepsza. Nie wiemy rylko jak budowa a z tym był problem tez, a wiadomo ze to najważniejsze. Niemniej jest zdecydowanie lepiej!!!!! O mojej suplementacji chyba nie muszę pisać;) wierze, ze uda Wam sie bez in vitro!!!!
        Pytałaś co brać jeszcze, moze Inofolic zamiast foliku zwykłego? Myśle, ze on tez jest tutaj kluczowy.

    2. Hej:) zyje:) czytałam wczoraj co u Was, ale nie dałam rady nic napisać. Po pracy szaleńczo wciągnęłam kolacje i usnęłam na męża brzuchu. Teraz jestem pracy wiec krótko i w temacie- ciesze sie Wezon ze dostałaś plastry, które zarekomendowała ci Malgorzalka- ona ma nosa do takich rzeczy. Jestem pewna ze endo urośnie jak trzeba.
      Ja tak, masz racje- umieram z niepokoju. Najchętniej codziennie sprawdzałbym tsh i beta hcg. Boje sie powtórki z rozrywki, ostatnia ciąża niewiadomo dlaczego przestała sie rozwijać, wszystko niby było dobrze. Także faktycznie chciałabym mieć łączność z Kropkiem, dostawać codziennie wiadomości ze rośnie i ma sie dobrze. Nastrój mam fatalny. Zamiast sie cieszyć, zamartwiam sie i jestem dziwnie smutna i płaczliwa:/ czuje ze to bedzie trudny miesiąc.

      1. Coś czuję, że zakupisz detektor tętna, jak tylko będzie to miało sens. Albo Ewelka swój Ci przekaże.
        Nie zamartwiaj się, teraz masz dobre TSH, zresztą pojedyncze poronienia każdemu się zdarzają i nie przeszkadzają następnym ciążom. Naprawdę, prawie nie znam takiej matki, która chociaż raz nie poroniła wczesnej ciąży.
        Te plastry to miałam wziąć od razu po tym felernym cyklu z estrofemem, ale wypadł ten niespodziewany niezły naturalny i postawiliśmy na naturalny. A może trzeba było najpierw spróbować plastrów?

        1. Mogło być i tak, ale może lepiej, że endo dostało więcej czasu na regenerację? Nie ma co rozpamiętywać, teraz liczy się ten cykl przed Tobą!

          Ja, cóż chyba podobnie jak Margaritka, nastrój kiepski, strach duży. Tylko bety nie chcę sprawdzać 😉 a tak serio, to na pewno do najbliższego usg będę umierać z niepokoju, te owodnie mi nie dają spać po nocach. Niby szansa jedna na milion, ale wiecie dobrze, że takie akcje mnie lubią :/ do tego fizycznie tak sobie, bo mam nieznane mi z poprzednuej ciąży mdłości, wielkim wyzwaniem jest dla mnie gotowanie i karmienie własnego dziecka. Do tego siedzenie w domu (mrozy!!) kiepsko na mnie wpływa.

    3. Wężon dziekuje za pamięć. Niestety kolejny raz sie nie udalo, hcg za wolno przyrastało lekarz kazał mu odstawić leki w poniedziałek. Powiedzial, ze najprawdopodobniej zarodek nie byl prawidłowy. To była nasza 4 stymulacja, podejscie komercyjne (program rządowy zakończył sie niepowodzeniem). Nie mam juz sily walczyć, czy kiedykolwiek się uda?:( wszystko stracili sens, jeszcze nie mogę się pozbierać i pogodzić z losem.. Mamy jednego mrozaka, ale nadzieja mnie opuściła. Pewnie znowu będzie rozczarowanie, ciąża biochemiczna.. Walczymy dwa lata, skąd brać sily na dalsza walkę? Zwłaszcza ze wokół wszyscy znajomi rodzą dzieci jakby to bylo takie proste i normalne..

      1. Moniqa, przykro mi. Dopoki masz sile walcz, nie poddawaj sie. trudno mowic o tym czy dwa lata to duzo czy malo, bo dla jednych to wiecznosc, dla innych tylko kawalek.
        Ja od podjecia decyzji o dziecku walcze juz 7 lat, dotad dwie ciaze stracone, po drodze kilka operacji, hormony kiepskie, endometrium slabe, rocznik 76.Inne dziewczyny podobnie po przejsciach. Kazda z nas ma swoja smutna historie, nadzieje daje to, ze w tylu przypadkach jednak w koncu sie udaje. Moze przed kolejnym podejsciem powinnas sprobowac suplementacji ktora polecaly dziewczyny wczesniej, Margaritka, Malgorzatka….
        Otrzyj lzy i idz dalej. Sciskam.

        1. Staramy się o dziecko od 4 lat, 2 lata z in vitro. Betę powtarzałam dwa razy żeby się upewnić 02.01 było 900, 04.01 tylko 1173.. Lekarz napisał żeby odstawić leki i czekać na krwawienie. Do końca miałam nadzieje, że maluszek jeszcze ruszy, beta podskoczy ale rzeczywistość kolejny raz sprowadziła mnie na ziemię.. Na ten moment nie mam wiary, że może się kiedykolwiek udać, bo gdyby miało się udać to teraz było by dobrze.. Żal mnie ściska, jutro muszę wrócić do pracy a wciąż napływają mi łzy do oczu, nie mam siły.. Przed stymulacją brałam inofolic, wit d, omega 3, wit b12, magnez i wiele innych. Niestety mimo 12 pobranych komórek, tylko 7 było ok, z czego mieliśmy transfer w 2 dobie dwóch zarodków, do blastocysty uchował się tylko 1.. Mąż brał androvit, l-karnitynę, wit c 1000, salfazin, magnez, kwas foliowy, omega 3.

          1. kurcze, duzo tego bralas.A jakie masz wyniki amh Moniq?
            z tych 12 komorek to faktycznie jak tylko polowa byla ok…mogloby byc lepiej, ale jak to mowia,;-)do ciazy to ten jeden dobry wystarcza.
            U Ciebie moze byc problem jest z jakoscia zarodkow..
            duzo sie teraz mowi i pisze o koenzymie Q10, ze rewelacyjnie wplywa na poprawe jakosci komorek. Najlepiej w formie Ubichinolu.Drogi jest, i mi lekarz powiedzial, ze dawka ktora bralam czyli 300 jed dziennie to wcale nie tak duzo /przy zalecanych 50/, bo stwierdza sie wiekszy odsetek ciaz z invitro u kobiet ktore suplementowaly sie tym co najmniej 2-3 miesiace przed stymulacja.
            Jak znajdziesz w sobie sile to moze sprobuj tego przy kolejnym podejsciu.
            Tak mi przykro, i wiem jak Ci ciezko, tym bardziej, ze to spelnione marzenie w postaci dwoch kresek i wysokiej bety zostalo Ci odebrane 🙁
            gdzies kiedys wyczytalam, ze nic nie boli tak bardzo, jak odebranie spelnionego marzenia.
            trzymaj sie.

          2. bilbao koenzym q10 też braliśmy tylko miałam zalecenie 2x30mg dziennie (zwykły apteczny). Robiliśmy badania genetyczne, immunologiczne, kariotypy, badanie msome, wszystko jest ok, lekarz nie miał się do czego przyczepić, a jednak ciąży brak.. Nie wiem czy stres i nerwy nie są powodem niepowodzeń, chociaż dr powiedział, że to raczej nie ma wpływu na tak wczesnym etapie. Będziemy nadal próbować, mamy jednego mrozaczka więc będę chciała szybko po niego wrócić. Na ten moment boję się.., muszę nabrać siły i chęci do życia. Dziękuję za wsparcie.

          3. No to amh też całkiem ładne.
            Moja przyjaciółka miała wszystko super i 5 lat robili in vitro, zanim się udało. Szczęśliwy okazał się 13 transfer – już urodziła zdrowe dziecko.
            A który to był Twój transfer?

            Przykro mi, że jednak zarodek nie ruszył. Trzymam kciuki, żeby ten mrozaczek został z Wami.

      2. moniqa1207, przykro mi bardzo 🙁
        Pozwól sobie na załamanie i płacz, wcale nie musisz jutro wstać uśmiechęta.
        Wiem, że nie ma słów, które Ci dziś pomogą. Mogę Cię jedynie zapewnić, ze z czasem będzie bolało trochę mniej i mniej…

  37. Dziewczyny pamiętacie nazwę leku dla mężczyzn,który polecala IZa?ten taki drogi. Bo szukam we wcześniejszych postach ale ze robie to na telefonie to zaraz kurwica mnie strzeli 😉 wiec wole zapytac Was;)

  38. Fertil plus chyba. My stosowaliśmy profertil (tzn.moj maz;)). Skład podobny ponoc, niestety tez kurewsko drogi:/ ale u nas parametry mereeega sie poprawiły. Jeszxze nigdy po niczym nie były tak dobre, a rożne rzeczy mój Emek brał.

  39. Sza Iza pisała o fertil plus Margaritka ma rację. Mój bierze salfazin, kwas foliowy i konezym Q10 z selenem, lecytyną i wit. E. pije dużo soku pomidorowego, warzywa, owoce. Czy dawka 2000 wit D3 to nie za dużo ? Czytałam, że przy endometriozie często są niedobory, a ja pracuje w miejscu bez okien hehehe, jak wracam do domu to często noc więc słońca zero i zwiększyłam se dawkę z 1000 na 2000 i teraz się martwię czy nie przedobrzę.
    Wężon to już niedługo u Ciebie kolejny cykl, czuje przez skórę, że będzie dobrze 🙂

    1. Ewa, spokojnie.Ja od dawien dawna bralam dawke 4000jedn.dziennie, a od okolo miesiaca 6000 jed. dziennie. Moje ostatnie badanie poziomu tej witaminy to tylko 33,4 mimo tak dlugiej i wysokie suplementacji. Nie boj sie, nie przedobrzysz, musialabys brac 20 000 jed.dziennie i to przez dluzszy czas zeby bylo ryzyko przedawkowania, i to nadal tylko ryzyko. Badz spokojna, nie przedobrzysz 😉
      Ja biore teraz wit D3 w kroplach, bo lepiej sie wchlania, a po drugie jest na recepte i duuuzo tansza niz to co bralam wczesniej w tabletkach /vitrum/.

    2. Ewa, ja zaczynałam od 1000j., ale jak wyniki wyszły na granicy niedoboru , to od tamtej port biorę 2000j. Od maja/czerwca poziom wzrósł zaledwie (i jednocześnie aż) o kilkanaście jednostek. Do nadmiaru jeszcze mi daleko, a suplementuje sie juz dlugo. Także spokojnie.
      Moze faktycznie rozważyłabym tylko te wit.K2. Mi np.endo kazała brać wit.D ale K2 juz nie. O K2 zapytałam mojego gina i on stwierdził ze niekoniecznie mam to brać. Czekam teraz na wizytę do endo, na pewno ja o to zapytam.

      1. A ja mam wrażenie, że wielu lekarzy nie za bardzo kojarzy, co to jest wit.K2. I myślą, że chodziło wit.K, a to przecież coś zupełnie innego. Z drugiej strony, to trochę dziwna ta witamina K2, skoro jej w aptekach nie ma.

  40. Moj m tez cały czas bierze selen z cynkiem i jakis suplement ale wolelibysmy cos lepszego przed tymi insemkami 😉 juz zamówiony ten który Margaritka poleca 🙂
    A mi doktor kazał brac tylko folik,chyba ze cos polecacie co mi sie przyda przed inseminacja ? 🙂

    1. Ponad 5 lat temu przed IUI mąż pił (ja zresztą też ziołka ojca Sroki-mieszankę nr.3), łykał Zincas Forte (na receptę) i witaminy dla ciężarnych 😉
      Zaszłam za pierwszym razem. Byłam stymulowana Puregonem, miałam 5 dorodnych pęcherzyków (powyżej 23 mm). „Sukces” skończył 4 lata i prosi o rodzeństwo 🙁
      Teraz też będziemy podchodzić do IUI (kwiecień,maj). Niestety komercyjne IVF z refundacją są poza naszymi możliwościami finansowymi. Na IUI kasę uzbieram, na ivf już nie 🙁

      Co do vit.D3, to ponad rok brałam dawkę 2000 j i poleciały mi zeby i paznokcie. Nie miałam badanego poziomu, ale widze różnicę w samopoczuciu sprzed i po braniu końskiej dawki D3. Endo kazała mi brać max.1000j.

      1. MagdaS, to co napisalas o zebach i paznokciach to efekt tego, ze nie bralas jednoczesnie wit. K2.Duzo mowi sie przy okazji wit.D,ze powinno sie, przy dluzszej suplementacji, stosowac jednoczesnie wit.K2 gdyz wit D3 wyplukuje wapn, a wlasciwie sprawia, ze wapn nie trafia tam gdzie powinien, czyli zamiast do zebow i kosci, gdzie zaczyna go brakowac, pojawia sie np.w tetnicach, a to juz nie jest fajne…Lekarze o tym nie mowia, niestety.

        1. Kurczę mój gin powiedział żebym nie brała tej K2:/ zapytam jeszxze endokrynologa. Nie wiedziałam ze suplementacja wit.D tak zle wpływa na zeby i paznokcie:( paznokcie i ja mam wrażenie ze mam gorsze niz kiedyś, ale to moze byc przyczyna choćby suchego powietrza i zimna. O zeby boje sie za to na poważnie. Ciąża tez je mocno obciąża. Ciekawe czy K2 można brać w ciazy?

        2. Dlaczego wit. D tak działa, nawet jak nie masz za wysokiego poziomu? To przy naturalnym właściwym poziomie też by tak działała, czy to sposób podania powoduje te skutki uboczne?
          Bo to dziwne, że prawidłowy poziom może tyle szkód wyrządzić.
          Skąd wziąć te witaminę D?

          1. Ekspertem nie jestem ale z tego co sie irentuje to naturalnie pozyskiwana, ze slonca, nie ingeruje w alokacje wapnia…natomiast ta suplementowana juz tak. A ze jej nie ma skad czerpac naturalnie tylkoze slonca to mamy niedobory w naszej strefie geograficzne…tym bardziej, ze w zwiazku ze strachem przed rakiem skory, czlowiwk smaruje sie filtrami juz przed wyjsciem na slonce…a wtdy witminy D nie uzyska, bo filtry blokuja.Dlatego wlasnie mowi sie, ze wiecej szkody niz pozytku wyrzadzaja filtry masowo stosowane obecnie, i ze wiecej pojawi sie nowotworow na powstanie ktorych mial posredni wplyw niedobor witD niz powstaloby czerniaka gdyby filtry traktowac z umiarem i smarowac sie nimi po 15 minutach wyjscia na slonce, a nie przed wyjsciem.

          2. Bilbao, ja się prawie nigdy nie smaruję filtrami. Tylko, jeżeli tak naprawdę idę się opalać, tzn. leżeć na słońcu w kostiumie i to w ciepłych krajach.
            Do takiego zwykłego chodzenia po słońcu się nie smaruję. Laury też nie smaruję. Obie mamy raczej ciemną karnację i się nie przypalamy.
            Jestem przeciwna wszelkim takim szałom i panikom, trochę słońca nas nie zabije.
            A mimo wszystko jak badałam poziom, to miałam 23 jednostki. Może po prostu w naszej strefie musi tak być. I może jak się ma niski poziom, a nie poważny niedobór to nie ma co ruszać i przesadzać w drugą stronę?

          3. Ja mam podobnie, ostatnie pobyty w hiszpani na urlopie gdzie slonce grzalo jak wsciekle, to smarowalam sie po ok 20 minutach lezakowania, i to cienka warstwa, jak wychodze na miasto w upal wogole sie nie smaruje, opalam sie szybko i na brazowo, bylismy w ubieglym roku dwa razy na dlugich cieplych wakacjach a jak badalam juz zima poziom wit.D3 to w dolnej granicy normay. Wiesz, byc moze to dlatego ze tych cieplych dni ze sloncem gdy wystawiamy sie i chloniemy promienie sloneczne jest jednak stosunkowo malo patrzac na caly rok. Ja bylam zaskoczona ze pomimo suplementacji i opalania ten poziom u mnie byl dosyc niski, spodziewalam sie w granicach polowy normy.

  41. Hej dziewczyny. Szybkie pytanko a wieczorem spróbuje coś więcej napisac. Czy wiecie coś na temat używania termofora przy stymulacji? Nie zaszkodzi ? Zwariuję jak nie użyję 😉

  42. Oj, ale się dzieje 🙂 Margaritka to normalne, że się stresujesz, ale już niedlugo wizyta serduszkowa, potem usg genetyczne i jakoś poleci zobaczysz 🙂 na jedno dobrze, że chodzisz do pracy, bo przynajmniej jest mniej czasu na myślenie.
    Kas owodnie będą dwie, zobaczysz!!!
    Wężon my pokładamy razem z Tobą ogromne nadzieje w tych plastrach i mam nadzieję, że w końcu ruszysz z kopyta i odbierzesz swojego zimorodka z zimowiska, azeby go ogrzać 🙂

    Ja dziś miałam z pozorów śmieszną rozmowę z koleżnaką z pracy:
    -A wiesz już jaka płeć?-zapytała.
    -Tak wiem, ale jakoś specjalnie mi nie zależało czy to będzie chłopiec czy dziewczynka-odpowiadam.
    -No w sumie racja, przecież i tak nie masz na to wpływu. Jedynie te co sobie robią in vitro mogą sobie wybrać płeć dziecka-odpowiada owa koleżanka.
    -?!
    Padłam.
    Na początku śmiać mi się chciało co ona wygaduje, ale później uświadomiłam sobie, że społeczeństwo nie ma zielonego pojęcia jak wyglada cała procedura. Ehh życie.
    P.S. Dziewczyny wyleczcie zęby przed ciążą, bo później krucho z leczeniem zębów, a ciąża wpływa na nie niekorzystnie…wiem coś o tym.

    1. Eh ludzie… Ja tez słyszałam jak koleżanka opowiadała o swojej fryzjerce. Ze urodziła dziecko ale tak ciagle płacze dniami i nocami a to przez to ze z inseminacji jest. Druga opowiadała ze ma koleżankę w ciazy i odrazu poszła na zwolnienie bo strasznie sie zle czuła a wszystko przez to ze miała in vitro… Trzeba sie uodpornic na ludzka głupotę. Naprawdę nie wolno nikomu życzyć nic złego,ale czasem mam ochotę zeby choć przez chwile weszli w nasze głowy i zobaczyli co to jest za choroba. A nie tylko potrafią bez sensu pieprzyć co im ślina na język przyniesie…

  43. Ja d3 biorę od listopada, do stycznia brałam 1000, a teraz zwiekszylam. Dziękuję za odpowiedzi, będę brała 2000 w takim razie. Z tymi męskimi wynikami to u nas też było różnie. Pierwsze wynik 80 mln w jednym ml i inne też extra, drugie 15 mln i morfologia 2%. Teraz nie powtarzalismy. Ciekawe czy w klinice mogłabym dopytac jakiej jakości były podczas ostatniego icsi ? Ja tak sobie myślę że ja to jakiś beznadziejny przypadek jestem, jajowody drozne, endo zawsze 11 do 15 mm, macica ok tylko i aż endometrioza II stopnia i brak ciąży naturalnie.

    1. Z tego co czytam to poszczególne miasta bede finansować in vitro. Juz nie pamietam jakie to miasta ,ale wczoraj okazało sie ze Łódź bedzi finansować…. Wiadomo sie sfinansują wszystkim ale tym najbardziej potrzebującym napewno.

    1. Ja chodziłam do Fertimedica przy Marriott. Tam mi Misia poleciła. Ale już tam nie przyjmuje. Teraz na Woronicza tylko. Wiem że dobry akupunkturzysta jest też na Chłodnej chyba.

      1. dr Stadnik, nie pamietam nazwy przychodni ale przyjmuje blisko centrum samego… na Zurawiej??Wystarczy wpisac w google Stadnik i wyskoczy.
        Ja zaszlam w ciaze po aku u niego dokladnie po trzech miesiacach, dwie dziewczyny co chodzily ze mna przygotowywaly sie ivf.Swojego czasu nawet novum wysylalo do niego pacjentki.
        Mi endometrium po poltorej mesiaca zabiegow poprawilo sie pieknie, a nic wczesniej na nie nie dzialalo.Mialam tez obfitsze krwawienia.
        Tylko to klucie…brr, na samo wspomnienie mnie wzdryga…bo na babskie sprawy kluje sie w brzuch, uszy, i…..nogi.U mnie upodobal sobie glownie okolice kostek, czasem mialam tam po 5 igiel w kazdej, i te wklucia w kostki wspominam najgorzej.I pomyslec, ze kiedys histeryzowalam przy najmniejszym pobraniu krwii i mdlalam na widok igly..Czego sie nie robi 😉

        1. Wiem wiem dupa wołowa ze mnie ,ale nie ogarniam troche 😉 poniewaz wchodzę na stronę tej „przychodni”czy jak to nazwać TREA no i niby tam wszystko jest,ale nic tam nie ma o tej akupunkturze w leczeniu niepłodności… Sa rożne rodzaje ale tego nie widze,to sie jakoś inaczej nazywa? Bo chciałabym zobaczyc ile to kosztuje itp

          1. tak tak, to wlasnie TREA, ja chodzialm 2 lata temu i za pierwsza wizyte polaczona z diagnoza, takie tam pokazywaniej jezyka i badanie pulsu, placilam chyba 160 zl, i od razu mialam nakluwanie, kazde nakluwanie, chodzilam 2 razy w tygodniu, placilam 60 zl. Cena jak na warszawe bardzo dobra, a i lekarz polecany i skuteczny.

          2. Aha,no bo u nas to bardziej jest problem ze strony meza ,wiec to moze on bardziej potrzebuje… Bo u mnie nic narazie nie wykryli po usunięciu tego jajowodu.

          3. Sza, my z mężem tez chodziliśmy do dr Stadnika. U nas tez niby problem był w słabym nasieniu, ale po 1 procedurze padło podejrzenie ze moze komórki tez były słabe. Także warto abyście obydwoje zadbali o płodność. Każdy procent , czasem wywalczony, zwiększa szanse na sukces:)
            Co do aku, to ja rownież polecam. Co prawda chodziliśmy jyz dawno, jeszxze przed insemkami chyba. Ja zauważyłam ze poprawiło mi sie krążenie i nie jestem juz takim zmarzluchem strasznym jak wczesniej. Prawie całkiem pozbyłam sie problemu zimnych stop i dłoni. Na pewno aku wam nie zaszkodzi, a nóż widelec pomoże:)

  44. Ewelina no to niezła rozmowa z koleżanką. Mnie kiedys też ktoś zapytał czy wiem jak to jest z płcią przy in vitro, powiedziałam że nie można wybrać, Ale nie wtajemniczalam że ja jestem po IVF.
    Wezon trzymam kciuki za kolejny cykl.
    Margaritka to normalne ze się stresujesz. Ja nie wierzyłam że po pozytywnej becie nadal jest taki stres dopóki tego nie przeżyłam. Po prenatalnych miałam odetchnąć i się nie dało bo krwiak. Ale teraz jest już lepiej. Początek najgorszy. Będzie dobrze już…

      1. Od sylwestra w zasadzie już tylko małe plamienia. Zaczęłam trochę się ruszać po domu. W sensie herbatę sobie zrobię, czy jakąś kanapkę. A tak to wyleguje się przed tv albo w sypialni. Następna wizyta za 2 tygodnie. Mam nadzieję że już będę mogła zacząć funkcjonować.

  45. Z tą niewiedzą na temat in vitro to jest masakra. Mnie kiedyś koleżanka spytała czy ojcem będzie mój mąż, miałam ochote powiedzieć że lekarz…niektorzy chyba myślą że jak się robi in vitro to tylko z banku nasienia czy co?

  46. Pierwsza wizyta w klinice za nami. Duzo opcji, duzo tlumaczenia.
    Mamy mozliwosc zrobienia IUI ze stymulacja z zastrzykami Ale to chevaleresk niema sensu…robic sobie zastrzyki jak do ivf a skutecynosc do 10%…
    Pobrali nam krew na wyniki i nastepna wizyta 19.02.16
    Wtedy podpiszemy Dokument z ivf. I zaczynamy 🙂
    Ciesze sie ze lekarz nie odwodzl Nas od ivf i ze nie bagatelizowal problemu, np: jestesmy Jeszcze mlodz, staramy sie Dopiero od 1.5 roku itd…
    Dziewczyny wiosna Bedzie Moja 🙂

  47. Iza,
    ja jakoś nie mam odwagi na taki coming out 😉 nawet rodzina nie wie ile już przeszliśmy.. tak naprawdę w realu tylko 1 -2 koleżanki wiedzą.
    jeśli mówię o badaniach czy jakichś zabiegach – to zawsze w odniesieniu do endometriozy.
    chciałabym wiedzieć co się działo w głowach Twoich znajomych, gdy walnęłaś im takim tekstem 😉 aczkolwiek pewnie ich miny – bezcenne 😀
    a jak nowa praca? nie jest tak kolorowo?

    ściskam mocno 🙂

    1. Haniu, bardzo lubię, kiedy tutaj wpadasz w odwiedziny.
      W zasadzie w pracy nie mówię o ivf nie z powodu jakiegoś zawstydzenia, tylko uważam, ze robienie in vitro prędzej czy później stanie w konflikcie z interesem pracodawcy. Dlatego w poprzedniej nic nie wiedzieli, w nowej oczywiście tez nie wiedzą. Ale kto wie, czy sie zaraz ktoś nie dowie, w końcu świat jest mały. E tam, niech sobie gadają.
      W nowej nie jest kolorowo. Ale cóż, stało się, nie można żałować rzeczy nieodwracalnych. Przynajmniej nie biczuję się w złości, że nie próbowałam czegoś ze sobą zrobić…

      1. Właściwie ja na początku nie miałam oporów, by mówić o ivf, ale przystopowała mnie reakcja mojego M. To właśnie on nie chciał, żebyśmy komuś mówili. Postanowiłam to uszanować, zwłaszcza, że na początku naszej drogi w ogóle nie brał ivf pod uwagę.

        mam nadzieję, że nowa praca okaże się jednak lepsza niż ta stara 😉 może się jeszcze fajnie rozkręci 🙂

  48. Cześć dziewczyny! Jestem tu u Was nowa. Zwracam się do Was z pytaniem, prośbą o wsparcie bo niestety na najbliższych nie mogę liczyć. Kilka słów o mnie. Mam 24 lata. Z mężem staramy się o dzidziusia ponad dwa lata. Pierwsza wizyta w klinice B w Białymstoku i diagnoza policystyczne jajniki(nadmiernie owłosienie, wypadnie włosów, do niedawna i nadwaga ale udało mi się zrzucić 35 kg). Stymulacja kilka cyklow i nic. Później laparoskopia i endometrioza ale bardzo niewielka doktor mówi że większego znaczenia ona nie ma. Kolejna wizyta i słowa doktora inseminacja a jak się nie uda to in vitro. Bardzo pragnę dziecka a ivf swoje kosztuje. Czy któraś z Was była w takiej sytuacji jak ja i doczekała się maleństwa? Czy ivf w naszym przypadku może się udać?

    1. Hej Ewelis. Dzięki, że coś o sobie napisałaś. Kochana, u mnie było i jest podejrzenie policystycznych jajników (ale to jest zespół chorobowy, u mnie nie ma wielu objawów). Przy policystycznych jajnikach zaleca się IUI. Przy endometriozie też się zaczyna od inseminacji.
      Niektórym dziewczynom, też tu na blogu, IUI się udaje.
      Pamietaj jednak, że jak nie wyjdą dwie, trzy inseminacje, to dalej prawdopobieństwo powodzenia bardzo spada. A koszty psychiczne i finansowe ponosisz takie same przy każdej kolejnej próbie.
      W wielu krajach zaleca się do 2 prób inseminacji, a potem IVF.
      Ale wszystko oczywiście zależy od Ciebie. Cokolwiek sugeruje lekarz, Ty masz ostatnie słowo, jaką metodę wybieracie. Powodzenia 🙂

      1. Ostatnio właśnie pani endokrynolog dziwiła się, że ginekolodzy potwierdzają u mnie policystyczne jajniki,bo wg niej żeby postawić taka diagnozę powinnam być otyła, mieć trądzik i powinny mi rosnąć włosy w miejscach charakterystycznych dla mężczyzn no i dodatkowo obraz usg jajników policystycznych i zaburzenia miesiączkowania. .. Powiedziałam pani,że wg mojej wiedzy (internetowej) występuje zespół policyst jajników -pcos – wtedy wszystkie w/w objawy występują, ale jest też coś takiego jak policystyczne jajniki -pco i do tej diagnozy wystarczy obraz usg i zaburzenia miesiączkowania. Ja jutro idę na wizytę. Na wypisie ze szpitala po laparo mam napisane żeby się stawić na kontrolę za 4 tyg ale chciałabym wcześniej zapytać o co chodzi z tym wyjikiem bhcg 8 w dniu zabiegu i czy zrobili mi w końcu 2 jajniki czy 1 bo miałam mieć laparo dwóch, a na wypisie jest tylko lewy… masakra.

      2. Wybór jest trudny. Ale chęć posiadania dzidziusia ogromna. Zdecydujemy się na ivf napewno. Boję się tylko tego czy jest jakaś realna szansa powodzenia przy moim podwyższonym testosteronie. No ale już niedługo wizyta u mojego doktorka. Zobaczymy co on mi powie.

    2. Hej Ewelis. Tez mam problem z PCO i jego objawami. Miałam stymulację, laparoskopie, IUI×3 no i nic…teraz szykujemy się do IVR.
      Nie poddawaj sie. W naszym wypadku jest też problem po stronie mojego M. Tak mi się wydaje ze jakby nie problem po jego stronie to by nam się udalo. Mam dużo koleżanek z PCO które zachodzą w ciążę. Zrób wyniki na insulinoopornosc! ! Często zdarza się przy PCO i utrudnia zajscie. Teraz się 2ycisz i próbuj! !
      Powodzenia !!

      1. U nas w tym całym nieszczęściu, takie szczęście że mąż jest zdrowy. Problem jest po mojej stronie. Chyba zdecyduje się na podejście do ivf, nir chce juz czekać. Ale za razem bardzo się boję porażki. Nie wiem czy dam radę to wszystko udźwignąć.

    1. Dzięki Ewelka.
      Gratuluję dziewczynom z okolic Rzgowa. I hm… rzeczywiście nieco dziwnie to wygląda, że – z całym szacunkiem – ale wcale nie największa klinika w PL dostaje 10 procent całego dofinansowania.
      Z calego serca parom z kliniki w Rzgowie życzę powodzenia tylko mi tak do głowy przyszło, ze może te środki są tak dzielone, żeby jednak pary z obleganych ośrodków w Polsce zniechęcić…

  49. WTF? Co to jest?

    Gameta Szpital Sp. z o.o. i Wspólnicy Sp. k.,
    ul. Rudzka 34/36, 95-030 Rzgów
    5 264 510,00

    I gdzie jest ten Rzgow?

    I dlaczego zabralo tyle hajsu innym klinikom? moja dostala niecaly milion! Novum 2 miliony. WTF?

  50. Malgorzalka1984 gratuluję :))) cud nad cuda :))))) czyli cuda się zdarzają :)))) wspaniale :)))

    Wężon Ty swoją wiedzą i znajomością historii dziewczyn normalnie mnie rozwalasz :)))))

    Iza ale zaskoczyłaś znajomych z pracy 🙂
    Szok dla nich 🙂 niczego się nie spodziewali 🙂
    Dałaś temat do plotek :)))) hehe

    Ja może źle robię, bo kilka osób w pracy wie o ,,moim temacie”.
    Przecież musi być jakieś usprawiedliwienie mojej nieobecności w pracy.
    Nie spotkałam się z negatywnym podejściem do mojego in vitro
    :)i nie boję się o tym mówić 🙂

        1. No to niech przychodzi czem prędzej;)
          Tak, chodzę do pracy, aczkolwiek przydałoby sie siedzieć w domu. Spać mi sie chce jak cholera. Jak wracam to jedyne na co mam sile to jeść i spać. A mój angielski stoi w miejscu i kwiczy:/

          1. Mnie też głównie chciało się spać. Ale tak popołudniowo – zasypiałam w samochodzie, w domu tak 1,5 godziny drzemki, a potem już mogłam siedzieć do 2 w nocy.

          2. Ja w ciąży z synkiem też. Wracałam z pracy o 14, szlam spać, mąż mnie budził o 17 jak wracał 😉 i tak codziennie. Teraz niestety spać mogę tylko w czasie drzemki M.Ale się z nim nie zgrywam. Mi się chce spać, kiedy on już wstaje. Więc ciągle chodzę zmęczona i zdechła. Ale póki nie mam problemów z cisnieniem, korzystam z dobrodziejstw kawy.

  51. Bilbao, mam do Ciebie pytanie odnośnie wit d i k. Mojej mamie wyszedł ogromny niedobór w badaniach w szpitalu, lekarz zalecił jej 2000 jedn dziennie, moim zdaniem strasznie mało. I oczywiście nic nie mówił o wit k. Ja mamę na nią namawiam, ale ona uważa, że nie może jej brać, bo działa ona na krzepnięcie krwi w odwrotny sposób niż jej leki nasercowe (mama jest pielęgniarką, więc wie, co mówi). I teraz się zastanawiam nad dwiema rzeczami: czy mama nie powinna dostawać większej dawki i czy bez tej k nie narobi sobie więcej szkody?

    1. Ja przy sporych niedoborach miałam zalecane przez miesiąc 10 tys jedn dziennie D3 i do tego sama brałam k2mk7 200mg. Z tego co wiem to branie wit D3 bez k2 jest mało bezpieczne, ale czytałam tez artykuły, które mówią, że nie ma naukowego dowodu że k2 jest potrzebne przy D3. Ja brałam razem.

    2. Kas,
      jezeli Mama ma duzy niedobor to ta zalecona dawka 2000 jedn to za malo, powinno byc co najmniej 4 razy tyle przy glebokim niedoborze, nawet do 10 000 jdn dziennie, potem po jakims czasie mniejsza dawka.
      Wiem ze w takich sytuacjach lekarze przepisuja tez wit.D w zastrzykach, dobrze i szybko sie przyswaja. W jakiej formie dostala Twoja Mama?
      Co do K2 to ona wplywa na krzepliwosc krwi.Jesli Twoja Mama bierze leki na serce, to w tym wypadku ewent.branie tej K2 powinna skonsultowac z lekarzem kardiologiem koniecznie bo to juz zbyt powazna sprawa zeby samemu kupic i zazywac.
      Zdrowka dla Twojej Mamy 😉

  52. Dziewczyny, jak ja Was podziwiam, że potraficie mówić szczerze o tym przez co przechodzicie! Rodzinie, bliskim, znajomym – potraficie i chcecie. Ja na razie nie chcę. Chcę być z tym sama (no i z mężem rzecz jasna 😉 ). Izo, co Cię wzięło na taką odwagę? Na ujawnienie tematu? Dokąd tam pracowałaś nie byłaś wylewna a teraz Cię naszło? 🙂 To swego rodzaju bunt przeciw światu który nie wie, nie ma pojęcia i łatwo im mówić/oceniać? Czy raczej chęć wyrzucenia im tego i ta satysfakcja, że tyle przeszłaś, że jesteś tak dzielna, Ty to wiesz – niech wiedzą w końcu i oni?
    Jakby nie było, podziwiam Cię jak zawsze 🙂
    Jakie dobre, CUDOWNE wieści na blogu! Trzymam kciuki za piękne rozwijanie się maluszka 🙂 Cuda jednak się zdarzają 🙂 Niesamowite…

  53. Gratuluję Cię i ściskam za to, że powiedziałaś. Wiadomo, jeśli chodzi o informowanie pracodawcy to pozostaje to kwestią kontrowersyjną, ale inni ludzie ? Rozumiem, że wiele/ wielu z nas ma obiekcje, ale nie uważam , że mamy się czego wstydzić ! Rozumiem w jakim kraju żyjemy, ale jeśli uda się nam mieć dziecko, to przecież i tak trzeba mu powiedzieć. Przecież to naznaczy całe nasze wspólne życie, jego życie , życie naszego otoczenia, ludzi z którymi wchodzimy w interakcje, nawet ich stosunek do in vitro. Nie mamy się czego wstydzić. To całkiem normalne. Jesteśmy chorzy i nie możemy mieć dzieci. To taka sama choroba jak cukrzyca. Żadna z nas się o to nie prosiła i żadna z nas nie zasługuje na ten dramat, który dzieje się w głowie i domu każdej z nas.

    Niedawno byliśmy na warsztatach z panią psycholog, dotyczyły niepłodności. Podczas spotkania bardzo wiele osób skoncentrowało się na relacjach z otoczeniem – wyczułam, że u leczących się jest to ogromny problem ( pytania podczas świąt, docinki wujków i ciotek , pokrętne tłumaczenia dlaczego nadal nie ma dziecka ) . Psycholog poświeciła sporo uwagi temu zagadnieniu. Biorąc pod uwagę kraj, w jakim żyjemy podkreśliła jednak, że dzwigamy na swoich barkach pewien rodzaj „odpowiedzialności ” za to, by społeczeństwo edukować . Wiem, że to niełatwe, rozumiem, że czasem bywamy w gorszym stanie i ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę to edukacja innych osób w naszej sprawie, albo rzucenie w większym gronie między jednym a drugim drinkiem hasło, że nie możemy mieć dzieci i poddajemy się in vitro. Z tym mogłabym mieć problem, ale jeśli ktoś zaczyna ze mną temat mojego ” nieistniejącego” dziecka, mówię o tym jak wygląda sytuacja. Czemu mam kłamać w najwazniejszej dla mnie kwestii? Kto ma to zrobić za nas? Jeśli my oswoimy temat, przedstawimy go jak każdy inny , ktoś na pewno oswoi go z nami. Niech to będzie nawet jedna czy dwie osoby. Jeśli pozamykamy się wszystkie w domach, będziemy tylko wspierać dyskusje, w których mówi się o „płaczących w lodówkach w zarodkach”. Dobrze zrobiłaś , jestem z Ciebie dumna 🙂

    1. Doti, bardzo mądre rzeczy napisałaś. Mam podobne poglądy. Poza tym, mam wrażenie ze „przyznając sie” do niepłodności w środowisku, zrzucamy z siebie jakiś balast. Z tym, ze przyznać sie, powiedzieć o tym jest bardzo trudno. Mnie np.bardzo bolało to, ze mój M.nie potrafił otwarcie porozmawiać ze swoją rodzina(rodzicami,siostra) na ten temat, tylko jakies półprawdy, polklamstwa. Przy okazji w oczach wszystkich to ja byłam „winna” temu, ze nie mamy dzieci(przecież to kobiet sprawa zajść w ciszę). Nikt mnie nie linczował z tego powodu, ale czasem dało sie odczuć żal, który przecież jest za moja sprawa. Ja na początku o wszystkim, każdym kolejnym wyniku i badaniu informowałam moje siostry. Pózniej dostałam „zakaz” od męża. Szanując jego decyzje nie mówiłam o naszych problemach, o leczeniu. Odbiło mi sie to mocno na psychice. Po którejś nieudanej próbie in vitro ni stad ni zowad zaczęłam płakać i opowiadać wszystko mamie. Zrobiło mi sie lżej. Potrzebowałam zeby mnie przytuliła i była ze mną w tym nieszczęściu, tak po prostu. Nie miałam juz siły udawać ze nic sie nie dzieje i zyje sobie spokojniutko. O kolejnej procedurze nie powiedzieliśmy nikomu, ja bardziej zeby nie martwić/nie robić nadziei. Męża powodów nie znam. Próbowałam mu wytłumaczyć, za bedzie lepiej dla niego jesli otworzy sie przed bliskimi, ale nie mogę go przecież zmusić. Doszlo do tego ze jego siostra pytała mnie czy nie możemy spróbować on vitro i zamiast z nim, ze mną rozmawiała o uczuciach swojego brata.
      M.poprosil mnie żebyśmy nie mówili ze ta ciąża jest z in vitro nikomu. Tez nie jestem za tym by opowiadać o tym na prawo i lewo, ale co? Najbliższym mam kłamać ze nagle ozdrowielismy? Bez sensu. Ja uważam ze dziecko powinno wiedzieć, ze od początku powinnismy byc z nim w tej sprawie szczerzy i jakos naturalnie o tym mowić, a M.twierdzi ze tylko skrzywdzony w ten sposób dziecko. Ja rozumiem ze sprawa nie jest łatwa, ze jest ryzyko spotkania ludzi podłych, ale tez czuje sie w obowiązku nieść świadectwo, a tym samym zmieniać poglądy ludzi. Czy dziadek bedzie mniej kochał wnuczka/wnuczkę bo jest z in vitro? Nie sadze. A udawanie ze dziecko było poczęte naturalnie to takie podlewanie ognia, dokładanie cegiełki do muru tych wszystkich nienawistnych. To przyznawanie sie, ze samemu sie wstydzi, krępuje tej metody. A informacja w świat powinna iść taka, ze mimo choroby, in vitro daje szanse na rodzicielstwo.

      1. Bardzo dobre podejście, Margaritka.
        Dlatego ja, jak ktoś pyta, jak rozmawiamy, to mówię.
        Zwłaszcza, że J. zupełnie nie ma tej męskiej dumy powiązanej z rozrodczością. Śmieję się, że powinien zbadać poziom testosteronu, bo chyba ma poniżej normy. On nie rozumie tych męskich oporów przed badaniem nasienia, nie krępują go te procedury i nie dołuje go niska liczba plemników. Ta procedura w ogóle nie robi na nim wrażenia. Leczenie, jak leczenie. Upierdliwe, ale normalne.

      2. Margaritka, jakbyś pisała o moim mężu… Może nie dostalibyśmy wsparcia od jego rodziny, ale też się tego nie dowiemy, jak nie będziemy z nimi rozmawiać. Ale nie można przecież zmusić kogoś, żeby otwierał się na siłę. Ja miałam taki etap i nic z tego dobrego nie wyszło. To jest bardzo indywidualna sprawa. Dlatego szanuję decyzję męża i wspieram jak umiem. Z kolei moi rodzice są skrajnie radiomaryjno-pisowi, więc na nich też nie mogę liczyć. Zresztą mają już wnuki z IVF i ani o jotę nie zmienili zdania. Wręcz zrobili się bardziej wojujący. A przyznam, że czasem, kiedy jestem zalana łzami chciałabym przytulić się do mamy. W tym sensie wolę już niewiedzę teściów, którzy przynajmniej nam nie dogadują. Przechlapane!

        Inna sprawa, że my nigdy nie byliśmy specjalnie ekshibicjonistyczni, w zakresie problemów z jakimi się mierzymy. Zawsze woleliśmy sami sobie z nimi radzić, nawet zanim jeszcze pojawiła się niepłodność. Nic dziwnego, że i w tej sytuacji postępujemy podobnie. Tyle tylko, że żadne dotychczasowe problemy nie mogły się mierzyć z obecnym.

        Doti z jednej strony ma rację, kto jak nie my ma edukować społeczeństwo? Sama czasem (w chwilach największej bezsilności) mam taki odruch, żeby wyjść na ulicę i wykrzyczeć co się u mnie dzieje, bo nie uważam, że powinnam się wstydzić, wbrew temu co słyszę non stop kolor dookoła. Ale trzeba mieć też na uwadze, że różne pary są w różnej sytuacji, w różnym obracają się otoczeniu. Są tacy, którzy wyprowadzają się na drugi koniec kraju, żeby podejść do IVF, bo doświadczają tylko szykan w związku z leczeniem. Podziwiam osoby, które potrafią się takiemu nienawistnemu otoczeniu przeciwstawić. Mierzyć się twarzą w twarz, z zarzutami od najbliższych. Zazdroszczę też tym, którzy maja takie rodziny, dla których to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Ja staram się pokazywać naszą stronę medalu przez bloga. W najbliższym otoczeniu (poza paroma wyjątkami) jest to dla mnie zbyt trudne na razie. Liczę, że kiedyś nie będzie. A jeszcze bardziej liczę, że temat „zejdzie z anteny”. Bo 10-15 lat temu, kiedy znajome osoby podchodziły do IVF nie musiały się mierzyć z taką falą nienawiści jak teraz. To jest jakiś koszmar. Mam wrażenie, że szum wokół IVF zrobił sporo dobrego, ale razem z tymi dobrymi elementami pojawiły się też złe. Cóż… może taki nasz los, że musimy przejść przez to co przechodzimy, żeby następne pokolenia mogły po prostu traktować tę procedurę, jako jedną z dostępnych kuracji i tyle.

        1. Dziewczyny, wszystkie piszecie o bardzo ważnych sprawach. Oczywiście, każda/ każdy z nas jest z innego domu, byliśmy w różny sposób wychowane. Ja myślę, że bardzo dużo od tego zależy jak później radzimy sobie z tym wszystkim. Mój mąż też długo miał takie podejście, żeby nie mówić, bo u nich w domu poprostu o niczym ważnym się nie rozmawiało. Po jakimś czasie zobaczył, że tak się nie da funkcjonować w społeczeństwie, bo przyjaciołom i rodzinie zależy na nas tak bardzo, że nie mamy serca ich oszukiwać. Ile miesięcy, lat można mówić, że „przyjdzie czas na dziecko”? To jest paranoja.

          Margaritka – Twoja historia jest najlepszym przykładem na to, że zamykanie się samej z tym wszystkim może nas wpędzić w niezły dół ! Nie dość, że na codzień boksowałaś się z problemem niepłodności i leczenia, to niemówienie skazywało Cię na wyobcowanie i męczarnie, że jesteś z tym właściwie sama. Czasem dobrze jest pogadac z kims innym niż partnerem – dostajemy inne wsparcie od osoby, która nie jest tym tematem umęczona tak, jak my, która może dać swieżą nadzieję. A tak to dźwigamy na barkach podwójny ciężar. Wtedy trzeba mieć chyba naprawdę dobrego psychologa…

          Ja wiem, że niektórym jest naprawdę ciężko, szczególnie jak są otoczeni konserwatystami. Zgadzam się, że jeśli komuś to nie pomaga, niech nie mówi, nic na siłę.

          W bardzo trudnej kulturze żyjemy, z tym całym fenomenem faceta typu „macho”,który ma płodzić dzieci na zawołanie i nigdy nie płakać, z tym oddechem PiSu na plecach i księdza, który z ambony będzie mówil ludziom o dzieciach z in vitro bez rączek i bez nóżek. In vitro w tym wszystkim jest u nas w kraju nadal w powijakach. W porównaniu do Stanów, czy innych krajów jesteśmy na serio strasznie daleko. To trochę smutne..
          Aktualnie osobiscie jestem na etapie adopcji prenatalnej komórki i w sobotę dowiedziałam się, że pod względem dawstwa komórek jesteśmy na szarym końcu, prawie nie ma u nas dawczyń z ulicy, które chcą oddać komórki anonimowej niepłodnej kobiecie – pewnie między innymi ze względu na powyżej opisane przez nas problemy. Dlatego mam nadzieję, że za 20 lat Polska będzie inna, że będzie coraz więcej dawczyń, a in vitro będzie traktowane jak każda inna procedura medyczna. Oby! Zrobie wszystko, żeby temu pomóc, chociaż w małym procencie 🙂

          1. Od paru dni myślę o tym, co napisałyście. Nie wiem, może wcześniej był już ten temat, może jest na wyrost, bo nie wszystkim nam udało się jeszcze zajść w ciążę. Mimo to myślę, że nad pewnymi rzeczami warto zastanowić się wcześniej, bo potem będzie nam łatwiej 🙂 Myślę o tym, co napisałaś Margeritka o ukryciu faktu, że dziecko poczęło się z in vitro. Rozumiem tę otoczkę społeczną i ryzyko , że dziecko zazna przykrości. Rozumiem obiekcje partnera, bo każdy może widzieć sprawę inaczej. Nie sądzicie jednak, że ten fakt i tak może kiedyś wyjść na światło dzienne? Co z innymi ludzmi, którzy dysponują tą wiedzą? Co z kwestiami zdrowotnymi ? Co z genetyką? Czy jeśli ojciec miał obniżone parametry nasienia, to i chłopiec może tę cechę odziedziczyć ? ( wydaje mi się ze tak: mój mąż ma słabe nasienie i jak się okazało jego ojciec też miał problemy w tej kwestii ). W takim przypadku można zaradzić temu wczesniej, np badając dziecko, dając mu leki ( mój mąż np. mial cale zycie niski testosteron, moze gdyby ktos zbadal to wczesniej, nie mielibysmy teraz problemow). No i dalej..jesli zbadamy dziecko, to przeciez musimy mu powiedziec po co to robimy. A jesli powiedza mu w szpitalu ? Strasznie jest dużo kwestii, które swiadcza przeciwko zatajaniu tej informacji.

    1. Margom, dołączam do kciuków. 🙂
      Paradise, trzymam też kciuki za dzisiejszą wizytę, żebyś już wiedziała, kiedy punkcja.
      Marta D odezwij się wreszcie.
      Bilbao, napisałam maila do Ciebie.
      Iza, wyjdź z tej pracy i napisz coś.

        1. Dzięki,że pytasz Wężon. Wizyta była szybka. Dowiedziałam się, że laparo zrobili jednego jajnika,a nie dwóch, po to,by nie zmniejszać mocno rezerwy jajnikowej,prof powiedział, że gdybym potrzebowała in vitro,to żeby było z czego pobrać komórki. Wróciła mi trochę wiara w niego… nie pytałam juz o tę betę, nie wiem czemu,chyba to jakiś mechanizm obronny. Chciałam żeby zrobił mi usg,byłam mniej więcej w 16 dc,byłam ciekawa czy jajko jest/było. Ale nie chciał robić. Powiedział,że jeśli to ten dc i wszystko poszło jak powinno,to jest już po jajeczku i ze nie ma przeciwwskazań żeby się starać o dziecko. Za tydzień w czw mam oznaczyć progesteron i pokazać się z wynikiem. Podsunelam mu jeszcze wyniki krzywej cukrowej I insulinowej,początkowo zignorował, powiedziałam, że endo sugeruje insulinoopornosc i branie metforminy. Prof powiedział „nie zaszkodzi,nie pomoże” przepisał receptę. Wykupiłam i dziś z dużymi oporami zaczęłam brać. Za tydz zobaczymy co dalej.

  54. Bawo CZestochowa!!! Oby większość miast tak zrobiło! Nie wiem czy czytaliście dziewczęta ale Częstochowa przez cały rok bedzie finansować in vitro 🙂
    Margom jestesmy z Tobą 🙂
    Wężon jak tam ?
    Ja troche wariuje,nie potrzebnie czytam ze IUI ma duzo mniejszy procent powodzenia.
    I poprostu kłębia mi sie mysli w głowie ze moze odrazu powinnismy in vitro… Ale z drugiej strony Łukasz sie cieszy ze najpierw próbujemy IUI bo wiadomo męska duma… I jak to on twierdzi „ze nie jest taki beznadziejny skoro lekarz najpierw zlecił IUI”.

          1. Mam 100… Moze to nie problem? Jakby nie doszly do apteki, mozesz zadzwonic do lekarza. Ja mieszkam na mokotowie, moge gdzies podjechac tez 🙂

  55. Margon,
    Kciuki mooocno zacisniete! Staraj sie rozluzniac macice, przy jedynym udanym transferze to robilam i sie udalo. Aha i ja sie ruszalam – tzn nie kladlam sie na lozko i nie lezalam jak kloda. Jak lezysz to spada krazenie, a tego nie chcemy. Dawaj znac po koniecznie!

  56. Dla mnie niepowiedzenie dziecku, że jest z in vitro niczym nie różni się od zatajenia np faktu, że jest z adopcji. Takie jest moje zdanie. Poza tym tajemnice mają to do sisbie, że lubią wychodzić na jaw. To jest Margaritka coś, co musicie poważnie przegadać, jeśli macie tak skrajnie różne poglądy. Mi to, co napisalaś o twoich poglądach jest bardzo bliskie.

    Ja bardzo zgadzam się z tym, co napisała Doti, sama wiele razy miałam taką sytuację, ze ktoś wręcz dziękował mi za wyjaśnienie, jak całe ivf przebiega. Ludzie nie mają pojęcia, mity w najlepsze pokutują i zgadzam się z tym, że jako matka dziecka (a wkrótce dzieci) z ivf muszę ich bronić przed ciemnogrodem właśnie edukując innych. Mój syn na pewno bedzie wiedział o tym, gdzie zaczęło się jego życie. I bardzo cieszę się, że będzie miał rodzeństwo z tym samym startem, zawsze będą mogli się w trudnych chwilach wspierać.

    Ewelina, dziękuję, lepiej się czuję, bo przeszły mi prawie calkiem mdłości.

    Margom, wielkie kciuki!

    1. Kas, tu akurat mam inne zdanie. Tzn. adopcja i in vitro to jednak zupełnie coś innego. Chyba, że robiłabyś ivf z komórkami dawcy.
      Przy adopcji chodzi o różne biologiczne rzeczy (jak np. choroby w rodzinie, skłonności, różne od rodziców DNA, które może wyjść przy różnych okazjach) i to, że jest gdzieś tam rodzina biologiczna i może się objawić, a dziecko może być ciekawe, kim są.
      Przy ivf masz dziecko nie różniące się niczym od poczętego w pierwszym cyklu starań. Nie sądzę, żeby ta wiedza była mu do czegokolwiek potrzebna, zwłaszcza w dzieciństwie. Nie powinna to być wiedza tajemna, jak temat wypłynie to OK, ale nie uświadamiałabym z góry i na siłę. To tak jak z nagością w domu – nie kryjemy się, ale nie prezentujemy szczegółów anatomicznych w całej okazałości. Jest naturalnie.
      Rodzice musieli się dłużej o Ciebie postarać i tyle. IVF niczego nie zmienia w życiu dziecka. Ale krycie tego w mroku, zaprzeczanie też nie jest dobre.

      1. O tak Wezon, ładnie to ujęłaś. Tak wlasnie myśle. Naturalne rozmowy przy okazji np. materiału w TV o in vitro, ale bez nadmiernego rozdmuchiwania tematu. Ukrywanie to jakaś porażka jak dla mnie.

      2. Jasne, masz prawo się ze mną nie zgadzać, ale mam takie zdanie, a nie inne. Ale to dlatego, że nie chodzi mi o to, co sama informacja za sobą niesie- bo tu masz rację, adopcja to więcej tego bagażu. Mi po prostu chodzi o tę „tajemnicę”, która miałaby się nie wydać. Coś jak ukrywanie przed dziećmi, które przeżyły holocaust ich żydowskiego pochodzenia. We wspomnieniach spisywanych przez takie osoby zawsze wyłania się ta „tajemnica”, która kładła się cieniem, poczucie, źe coś jest „nie tak”. Nie stawiam tu na równi holocaustu i in vitro, żeby nie bylo. Chodzi mi po prostu o to, że wg mnie trzeba być ze sobą szczerym, bo to fundament szczęścia rodziny i domu. Takie jest moje zdanie. Każdy ma prawo do swojego. Ja mojemu dziecku o ivf powiem, oczywiście w formie dostosowanej do wieku odbiorcy i w odpowiednim czasie. Poza tym uważam, że dziecko trzeba uświadamiać choćby po to, żeby wiedziało, że jak jakiś pan w tv nazywa je dzieckiem frankensteina, to ten pan nie ma racji.

        1. No to jednak się zgadzamy. Też nie jestem za tajemnicą. Nie ma się czego wstydzić, ani bać. Zawsze to gdzieś tam naturalnie wypłynie. Tak jak to, że Św. Mikołaja nie ma.

        2. Ale jeśli dziecko będzie nieświadome, to nie będzie brało do siebie tekstów o dzieciach Frankensteina, bo nie połączy ich w żaden sposób ze swoją sytuacją.

          Jeśli przyjmujemy, że IVF to zupełnie naturalna metoda leczenia, to nie widzę konieczności informowania o tym dziecka. Przecież ja też nie wiem jak zostałam poczęta i nie mam z tego powodu, żadnego „syndromu”, ani nie odczuwałam cienia „tajemnicy”, kładącego się na naszej rodzinie. Myślę, że to kwestia podejścia właśnie. Jeśli jest to dla nas sprawa naturalna, nie ma powodu, żeby dziecko odczuło, jakąś nienaturalną atmosferę. Gorzej jeśli dla rodziców jest to problem i ukrywają go ze wstydu czy strachu itp. Wtedy faktycznie, może się to odbić na dziecku.

          1. To już pozostaje kwestia „jak zachować dziecko w tej nieświadomości”. Nie rozmawiać przy nim o leczeniu, żeby nie chcialo ciągnąc tematu, zabronic bliskim wracać to tematu leczenia, chowAc coroczne rachunki z kliniki za mrozenie zarodkow… Mozna, na pewno. Jak sie chce i czlowiek się postara, można to ciągnąć latami. Ja bym tego mojemu dziecku nie zrobiła, bo uważam, że ma prawo wiedzieć. Ale każda matka musi tę decyzję podjąć sama i ma do tego prawo.

          2. Właśnie tak, jak mnóstwo rodziców robi to latami nie opowiadając, jaki był ten seks, po którym poczęło się dziecko. I ich pociechom krzywda się z tego powodu nie dzieje. Nie chodzi mi o to, żeby sprawę ukrywać, ale o to, żeby traktować ją w zgodzie z sobą. Rozmawiać w odpowiednim momencie. Informować, wtedy kiedy pojawi się ku temu powód, zainteresowanie ze strony dziecka, spontanicznie, nie na siłę.

    2. Kas wiem, ale uważam ze teraz za wcześnie na takie rozmowy i na moje nerwy. Mój M.to naprawdę trudny przypadek i jakby nie było, to pierwsza diagnoza w jego mniemaniu podważyła jego męskość. W moim sbsolutnie, ale tylko ja wiem co musiałam z nim przerabiać. Mnie strasznie boli ze on nie moze szczerze pogadać z rodzicami, siostra. Tym bardziej ze widzę ze siostra jest otwarta, wyrozumiała. Mama tez nie ma problemu z in vitro, podobnie jak Teoja jest pielęgniarka. Tam gdzieś jest problem w rodzinie z bliskością, co czego nie potrafię pojąć, ale w co ja nie mogę ingerować. Próbuje to mojemu M.tlumaczyc jakos, otwierać go, ale to orka na ugorze. Zreszta jego ojciec jeststarej daty, moze takie rzeczy nie mieszczę mu sie nawet w głowie i M.sie tego boi? To wszystko skomplikowane. Niemniej ja szanuje to, ze on nie jest gotowy na „ekshibicjonizm”, a ze jesteśmy w tym razem, muszę postępować tak, zeby nie przekreczoczyc jego granic. Nuestety czasem z marnym skutkiem dla siebie. Ale ze mnie i tak prędzej czy pózniej wypływa wszystko-jak nie na blogu, to przy wódce z przyjaciółka, to na papierosie przy piecu u mamy.
      Mężowi wytłumaczyłam po krotce dlaczego dziecko musi wiedzieć , a im bardziej naturalnie tym lepiej. Argument który go złamał to ten, ze dziecko bedzie wiedziało jak bardzo go chcieliśmy i o nie walczyliśmy, ze jest upragnione bardziej niz te dzieci poczęte naturalnie. To go wzruszyło, dało do myślenia. Myśle ze dojrzeje do odpowiedzialnych decyzji. Moja juz w tym głowa;) teraz naprawdę nie mam do tego głowy:( drze o to życie we mnie. Martwie sie bo wlasnie nie odczuwam mdłości jak wczesniej, nie mam takiego apetytu:/ pocieszające sa zawroty głowy i senność.

      1. Że też my musimy każdy najmniejszy symptom analizować z każdej strony, pastwić się nad nim aż zapali nam się lampka kontrolna. Margaritka, ja też biorę młoteczek i pukam po przeciwległej stronie do Wężona, żeby działać kompleksowo i symetrycznie:) Trzymaj się kochana!!!

    3. U mnie nikt nie wie o in vitro. Ja mogłabym powiedzieć, ale mój M nie, mimo że jest bliżej z mama niż ja ze swoją. Tak zdecydowaliśmy. W ogóle nie mam potrzeby żeby ktoś o tym wiedział. Raz miałam ochotę jak mama i tata powiedzieli że będą głosować na Dude. Ale myślę że i tak nie zmieniloby to ich decyzji. Żyjemy w świecie hejtu, zwłaszcza przy obecnie rządzących, nie chce aby moje dziecko było na to narażone. Świata nie zbawie. Nawet jakbyśmy wszystkie opowiedzialy w tv swoje historie to hejterzy zostaną hejterami. Dziecku może powiem jak będzie dorosłe, ale właśnie dlatego że nie ma to dla mnie różnicy czy jest z in vitro czy poczęte naturalnie. Tylko dla naszego chorego społeczeństwa jest. Moja mama też mi nie mówiła jak mnie poczela. A gdybym się teraz o tym dowiedziała nie miałabym jej za złe że wcześniej nie powiedziała.
      Oczywiście fajnie jak Wy nie macie z tym problemu, myślę że Wasza postawa jest wlasciwsza, ale ja wolę to zachować dla siebie, szczególnie że w ogóle mi to nie ciąży.

      1. Ewelka, każda z nas jako matka ma prawo do samodzielnej decyzji o tym, co według niej jest dla jej dziecka najlepsze. Ja bardzo Twój wybor szanuję, mimo że sama zdecydowalam inaczej. A powiedz mi, myśleliście z mężem o tym, czy np powiecie pediatrze? O co mi chodzi- na naszym przykładzie, ja powiedziałam na pierwszej wizycie u pediatry, że ciąża była wynikiem ivf i ona to przyjęła do wiadomości bez większego przejęcia, ale np na kontroli u neurologa lekarka bardzo wypytywała mnie o leki brane w ciąży, więc w dość oczywisty sposób wyniknęło, że ciąża była po ivf i dla mniej to było w wywiadzie bardzo ważne. Pamiętam, że o podobnej sytuacji czytałam też na innym blogu (chyba u Pink), tylko tam była to rozmowa z rehabilitantem. Ja np mówiłam też o tym w szpitalu przy porodzie, chyba nawet wpisano mi to do karty przy przyjęciu w trakcie wywiadu.

        1. Jeśli chodzi o lekarzy to tak, powiemy jeśli będzie taka potrzeba. Chociaż duphaston biorą też dziewczyny które zachodzą naturalnie, więc nie wiem czy to konieczne. Wystarczy powiedzieć o lekach. Mój lekarz prowadzący ciążę wie i jak dotarłam do szpitala z krwotokiem to też powiedziałam, ale tu nikt nigdy więcej o to nie pytał i traktowali to jak ciążę, a nie ciaze po in vitro. W kartę ciąży też nic nikt nie wpisał w tym temacie. Bardzo to taktowne uważam – nie naznaczanie, bo na tym etapie jaka to różnica?

          1. Ja w karcie ciąży mam datę transferu wpisaną. Co do leków to wiadomo, możesz się ograniczyć do podania nazw, z tym, że ja podawałam tej neurolog nazwy wszystkich zastrzyków do stymulacji, potem brałam np w ciąży jeszcze estrofem, którego „normalne” ciężarne raczej nie znają. Teraz jestem tylko na luteinie, to też inaczej, ale po transferze tym zaraz po punkcji bylo leków więcej.

            A nasze ciąże jednak trochę różnią się od naturalnych, mój gin mi od razu powiedział, że jesteśmy bardziej narażona na ciążowe patologie. U mnie wywaliło nadciśnieniem w tamtej ciąży.

          2. Mój gin nic nie wspominał, że ciąża z in vitro czymś sie różni od tej naturalnej. I podobnie jak Ewelka nie mam wpisanej daty transferu do karty ciąży, ani tym bardziej tego, że ciąża jest wynikiem ivf. Ciąża to ciąża i wg mnie nie ma to znaczenia. Ale z ciekawości zapytam mojego doktorka na następnej wizycie o ile nie zapomnę, czy przy porodzie warto wspomnieć o in vitro.

          3. Zamierzam rodzić w szpitalu w którym byłam z krwiakiem, więc będą wiedzieć o IVF. Wątpie że przyda się ta informacja. Poród to poród. Natura. Podoba mi się ich podejście ze traktują IVF tak naturalnie, a nie jakbym była z kosmosu.
            Wielu ginekologow (zwykłych) nie wie co to Prolutex więc tym bardziej większość neurologow nie ma pojęcia o lekach do stymulacji. Ale wiadomo jak z dzieckiem coś się dzieje to warto powiedzieć wszystko.
            Chociaż ja naprawdę uważam że to bez roznicy dla ciąży i porodu czy do zapłodnienia doszło we mnie czy poza mną. Oboje jesteśmy zdrowi, bez obciążeń genetycznych. Wiele o tym czytałam. Patologie tak samo zdarzają się przy ciążach naturalnych. Odsetek ciąż patologicznych po IVF jest większa nie przez zabieg, tylko przez to że czasem chorzy rodzice nie mogą zajść w naturalną ciążę, a przy IVF się udaje.

    1. Też jestem ciekawa tego rozluźniania. Ja zaraz po transferze dostałam takich skurczy, że szok. Nie wiem czy to dlatego się nie udało. Nie jestem nawet pewna źródła tych skurczy, ale jeśli są jakieś sprawdzone sposoby na rozluźnienie to chętnie je przetestuje następnym razem:)

      1. Mnie lekarz powiedział że jak skurcze po transferze to koniecznie nospe forte brać i magne B6 6 tabletek dziennie. Ewentualnie przy następnym transferze rozważyć ten lek autosiban, bo może tak być ze te skurcze wypychaja zarodek.

        1. Dzięki Ewelka! Ja też brałam nospę. Dopytam przy następnym transferze o pozostałe. Zastanawiam się czy ich nie można tak profilaktycznie brać. Bo jak już zaczęłam odczuwać ból, to trochę potrwało zanim nospa zadziałała. Miałam pytać teraz ale do transferu nie doszło, więc czekam na następny cykl.

          1. Nospa! mi za ostanim razem lekarz kazał wziąć nospę nawet godzinę przed transferem. A że mam doświadczenie z ciążą pozamaciczną (to skórcz mógł wyrzucic zarodek w kikut jajowodu), więc jadłam tę nospę 3 razy dziennie nie czekając na żadne skurcze.

          2. Ten lek podaje się w kroplowce w klinice przed samym transferem. W Gamecie powiedziano mi za niego 1200zl. Mieliśmy się decydować następnym razem jakby się nie udało, ale się udało bez! Na magne B6 i nospie 🙂

    2. Moj ginekolog mi o tym powiedzial. Trzeba robic przeciwne ruchy do cwiczen miesni Kegla. Nie wiem jak to wytlumaczyc inaczej 🙁

      Zrobilam dzisiaj bete. Czekam na wynik.

      A Ty?

  57. Hej, ja tak szybciutko nawet nie zdąrzyłam nadrobić…transfer poszedł gładko nic nie boli skurczy na razie nie ma, ale pytałam dr i w razie co nospa albo magne b6. Ostatnio miałam skurcze więc teraz wole im przeciwdziałac. Spiąca jestem także sen chyba też najlpszy na rozluźnienie;)

    Kciukam za wysokie betki &&&&
    Wężon kciuki za przyjście @ 😉

  58. Margom super 😉 śpij i śnij o swojej dzidziuni 🙂
    A ja odbije od tematu troche.
    Możecie mi wyjaśnić o co dokładnie chodzi z podawaniem zarodkow tzn z tymi dniami bo jedna maja podane dwu dniowe jedne trzy i pięcio dniowe.
    Ja tego za bardzo nie rozumiem… Wiec wytłumaczcie prosze biednej Szy 🙂

    1. Sza, co klinika to inne praktyki, u mnie (opole) czekają do piątej doby aż zarodek rozwinie się do stadium blastocysty, a najlpiepsze wyniki mają na mrożonych. W innych klinikach podają zaś trzydniowe bo twierdzą że najlepszym środowiskiem na dalszy rozwój będzie macica;)

  59. Dziewczyny, natknęłam się dzisiaj na blogu na opis Waszych historii… Jestem zdumiona ile przeszłyście… Wszystkie jesteście (jesteśmy) tak dzielne!!! 🙂
    Moją uwagę zwróciły Wasze ciąże bo choć chwilowe to były, coś tam się zadziało więc to raczej dobry znak na przyszłość? (tak to sobie tłumaczę). Więc podpytam Was trochę, jesteście bardziej doświadczone. W mojej walce z niepłodnością stwierdzony jest problem „po stronie męża”, plemniczków jest nie za dużo i są słabe. U mnie podobno wszystko ok. Jedna jedyna inseminacja była na cyklu naturalnym, byłam podglądana przez usg + zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka – niestety nic. Plemników było mało i lekarz zalecił in vitro. Jedna stymulacja a zniej 2 transfery. Drugi transfer na naturalnym cyklu, jedyne co dostałam wtedy z leków to coś na endometrium aby ładniej się rozrastało bo było dobre, ale nie bardzo dobre. Miałam takie nadzieje… Mówiłam sobie: skoro ze mną „jest ok” to wystarczy aby komórki się zapłodniły i ładnie rozwijały a wtedy już musi wszystko dobrze pójść, czyli zagnieździć się. A tu nic. Po 1 transferze beta wyszła coś ponad 2. Myślałam że to może pozostałości w organizmie po stymulacji. 2 transfer i to samo – ciąży nie ma a beta ponad 2 czy 3. Po inseminacji beta wynosiła 0,1. Od 2 transferu z lekarzem się nie widziałam, ale nachodzą mnie myśli, że to ze mną może być coś nie tak bo dlaczego się nie zagnieźdża? U Was coś się zadziało, jakiś ślad był że coś się działo, że szło w dobrym kierunku. U mnie zero, nic, klapa…
    Jak to możliwe że młoda, zdrowa kobieta nie zachodzi w ciążę a baba lat 60 (ta aktorka) i owszem? :/
    Może przy następnym spotkaniu z lekarzem to mi powinniśmy poświęcić więcej uwagi? 🙁

    1. Wiesz u mojego męża wyniki wzorowe i u mnie też… 4 IUI się nie powiodly i 3 transfery – nawet nie drgnęło. Zrobiliśmy mnóstwo badań, większość jaka możliwa i nic nie wykryto… Czasami nie ma przyczyny kurde… I to jest straszne bo nie wiadomo czego się przyczepić. Pomogła dopiero zaawansowana suplementacja na jakość komórek jajowych. Właśnie zaczynam 5 miesiąc ciąży i nadal w to nie wierzę! Powodzenia!

      1. To tym bardziej stresująca sytuacja… Wiesz, że wszystko jest w jak najlepszym porządku a efektów brak :/ Cieszę się teraz Twoim szczęściem 🙂
        Możesz rozwinąć swoją myśl co do suplementacji na jakość komórek? Czy to lekarz prowadzący zalecił czy gdzieś „podsłuchałaś” i sama instruowałaś lekarza (że się tak wyrażę 😀 )? Na czym to polega, jakie są koszty itd. 🙂 Będę wdzięczna za odpowiedź 🙂
        Całuję w myślach Ciebie i Maleństwo :*

        1. ABC ja zainspirowałam się suplementacją, którą stosowały dziewczyny 🙂 Do tej pory brałam tylko femibion przed icsi, a teraz zaszalałam. Biorę mleczko pszczele 2x dziennie, witaminę D3 2000 j, inofem 1 x dziennie, pycnogenol 3x dziennie (ma działanie antyzapalne, to na endometriozę, działa też na komórki, taki przeciwutleniacz, poprawia też jakość plemników), koenzym Q10 plus selen, lecytyna i witamina E lepiej się wchłania w tym zestawie witamin (najlepszy jest z Kaneki), wieczorem piję koktajl ze spiruliny, soku pomarańczowego bo zabija smak tej algi z łyżką oleju z nasion lnu tłoczonego na zimno Lenvitol. Mąż bierze salfazin, kwas foliowy i też koenzym Q10. Iza pisała, że jej mąż brał fertil plus i nasienie się poprawiło.

          1. A odnośnie ceny suplementacji, to zależy na jakie suplementy się zdecydujesz, ale około 25o zł do 300 zł, jeśli konezym z Kaneki i fertil plus to zestaw wychodzi około 550 zł.

          2. ABC ja w przyszłym miesiacu podchodzę do IUI. I u mnie jest ta sama sytuacja co u Ciebie ja jestem zdrowa a u meza słabe parametry. No i tu dziewczyny piszą o tej suplementacji i sie ich posluchalam i ja pije Infolic,witaminę b6,magnez,koenzymQ10(ubichinol),mleczko pszczele,maz dodatkowo bierze dodatkowo profertil i agapurin na krążenie,dodatkowo wieczorem pijemy ziola ojca sroki zestaw nr 3 a od poniedziałku będziemy chodzic na akupunkture 🙂

          3. Sza, Ewa – dzięki za odpowiedź 🙂 Sporo tego bierzecie, nie boicie się, że przesadzicie? Co za dużo to też niezdrowo 😉 Absolutnie nie mówię, że robicie źle! To ja należę do tej grupy osób które przyjmą lek/suplement jak już muszą 😉 ja biorę tylko kwas foliowy i witaminę C. Ale poczytam o tych suplementach, które Wy łykacie 🙂 U Ewelki jest ciąża to znak że są pomocne. Mój mąż brał kiedyś agapurin i zincteral – efektów widocznych nie było. Potem profertil (to przepisał lekarz aktualnie nas prowadzący), jakaś poprawa była, ale nie zadowalająca. U męża w nasieniu jest podwyższony poziom leukocytów, robiony był posiew, USG jąder, niestety nic nie wykryto… Teraz mąż bierze „na własną rękę” salfazin, selen, cynk, kwas foliowy i l-karnitynę. Pewnie w lutym wybierzemy się na wizytę zbadać nasienie. Jeśli byłaby poprawa to najprawdopodobniej po 2 transferach podejdziemy do IUI. Mój mąż do niedawna miał zapewnioną bardzo dużą dawkę stresu (myślimy że to też przekładało się na wyniki). Od niedawna sytuacja się zmieniła, mąż odetchnął, już nie stresuje się jak dawniej. Mamy cichą nadzieję że to + suplementy przełożą się na lepsze wyniki, chociażby aby na IUI się załapać – by była realna szansa powodzenia. Jeśli nie, pozostanie nam zbieranie kasy na kolejne in vitro…

          4. Ja w ogóle w normalnym życiu nie uznaje żadnych suplementów. Ale o tych na komórki tak się naczytalam, że przynoszą realne efekty, że chciałam wykorzystać wszystko żeby później nie żałować.

          5. Nie nie boje się, że przesadzę. Na co dzień nie biorę nic. Gorzej nie będzie, bo nie udały się trzy transfery, więc nic nie ryzykuje. Czuję o się o niebo lepiej chociażby od picia tej spiruliny.

        2. Wrzucam to co wysłałam kiedyś Margaritce na maila. Ona to jeszcze udoskonalila o m.in. mleczko pszczele.
          *inofolic 1 dziennie, w cyklu ze stymulacja 2 razy dziennie – zamawialam z apteki Gemini – duzo taniej, w ceneo wpisz i zobacz gdzie danego dnia jest najtaniej.
          *femibion natal 1 dziennie
          *witamina d 2000j
          *koenzym Q10 firmy Kaneka – tez przez internet 110zł – 1 dziennie, w cyklu ze stymulacja 2 dziennie.
          *olej z wiesiołka w kapsułkach tylko podczas cyklu ze stymulacja (oeparol czy cos takiego)

          Moj maz łykał zwykly kwas foliowy i karmilam go codziennie 2 orzechami brazylijskimi – kupowalam w Rossmanie:)

          Miesiac przed stymulacja przestalam w zasadzie pic kawe, alkohol pilam tylko raz – panienski, wiec nie mialam wyjscia:), ograniczylam slodycze i wszystko co slodkie, cukru i tak nie uzywam wiec z tym nie bylo problemu. Wyczytalam ze cukier obniza jakosc komorek jajowych.
          Endo mi dobrze rosnie wiec wina tez nie pilam, nie chcialam zaszkodzic komorkom, gdyz to byl nasz problem nieplodnosci.

          Diete zamowilam sobie i mezowi podczas stymulacji na 2 tygodnie – mialam dzieki temu 5 regularnych posilkow dziennie. To jest wysokobialkowa dieta. Ja mialam 1500 kalorii, mąż 2000 kalorii.

          Zrobiłam też testy na alergie pokarmowe, wyeliminowalam to na co jestem uczulona.

          Chodziłam przed stymulacja kilka razy na akupunkture.

          1. Ewelka, dzięki za tą listę 🙂
            Już myślę nad zakupem Inofolicu i mleczka pszczelego 🙂 To raczej na pewno, resztę przemyślę. A coś z tych suplementów polecacie dla faceta??? 🙂

      2. Kochana a czy mogłabyś na email napisać mi jakie suplementy brałaś na poprawę komórek, u mnie symulacja za trzy miesiące, trzecia stymulacja, więc myśle intensywnie o tym co zrobić by komórki były lepsze. Amh mam niskie. Do tego insulinooporność, nie wiadomo skąd bo ani nie mam problemu z wagą, ani pcosu.
        Landrusk@gmail.com

        1. Dziewczyny polecam Wam poczytanie bloga tlustezycie.pl. jest tam sporo info o metylacji, zaburzeniach, mutacji genu mthfr odpowiedzialnego za metylacje właśnie. Ja w tamtym tyg odebrałam wyniki badania tego genu i jestem w tych 50% osób które nie przyswaja zwykłego kwasu foliowego. Tam też jest napisane jakie badania zrobić żeby miały sens,bo poziom kwasu foliowego w organizmie można zbadać ale niewiele mówi, lepiej zbadać poziom folianu w czerwonych krwinkach. Warto też w tym temacie zbadać poziom homocysteiny i wit b12. Ja na insulinoopornosc dostałam te metformine ale nie dość ze bardzo źle się po niej czuje, to na amerykańskich forach czytam,że z mutacja tego genu nie powinno się jej brać i lepiej łykać inositol,który ma podobne działanie.

    1. No jakoś pewnie na początku lutego będę miała. Teraz jestem umówiona na 21 stycznia Ale to chyba jeszcze nie polowkowe. Przynajmniej nic nie mówił… A może… Bo to będzie 20tc. No zobaczymy.

          1. To już niedługo będziesz czula:) ja pierwsze fikolki i lekkie kopniaczki poczułam na początku 19 tc:) teraz napawam się każdym jego ruchem… są już bardzo wyraźne nawet już obserwuję ruchy falowania brzucha:)

  60. Dziewczynki,
    a ja mam pytanie z innej beczki :
    czy ktoras z Was badala sobie poziom kwasu foliowego we krwii przed ciaza lub w ciazy?Z jakim wynikiem?I czy w trakcie staran bralyscie duza dawke czy standardowe 0,4 mg?
    Wyczytalam, ze ok 50% kobiet ma problem z przyswajaniem kwasu foliowego dostarczanego w postaci suplementu, z uwagi na zaburzenia metaboliczne.
    A wiadomo do czego moga prowadzic takie niedobory.

    Wezon, odpisalam.

    1. Dlatego lepiej brać inofolic bo on się na pewno przyswaja. Ma w składzie specjalna substancję. Często dziewczyny po kuracji tym lekiem naturalnie zachodzą a wcześniej np starały się kilka miesięcy bezskutecznie. Moja koleżanka tak miała.

    2. Ja brałam zwykły folik 0,4. A ponieważ staramy się już latami to cały czas dziwiło mnie, że żaden lekarz nie proponował skontrolowania jego poziomu w tym czasie. W końcu sama to zrobiłam i wyszła mi norma przekroczona chyba ze trzy razy. Lekarka powiedziała, żeby odstawić. Po pewnym czasie, gdy poziom wrócił do normy zaczęłam zgodnie z zaleceniem lekarki przyjmować go znowu, ale teraz raz na jakiś czas będę już sprawdzać jak wygląda sytuacja.

      1. Tak, ja też znałam taką wersję i spodziewałam się nawet, że mimo nadmiaru nie będzie podstaw do odstawienia. Myślę, że chodziło o to, żeby się nie faszerować niepotrzebnie skoro tak dobrze się wchłania. Może mój organizm nie potrzebuje suplementacji, bo to co dostaje w diecie mu wystarcza.

      1. Ja też biorę te 15 mg na receptę, plus jeszcze chyba jest kwas w witaminach, ktore gin zalecił. Ale poziomu nie badałam. Kwas podobno się po prostu wydala, jeśli jest w nadmiarze.

        1. Dzieki Dziewczyny.
          Ja kwas w dawce 0,4 biore juz, hm, ponad 6 lat, od rozpoczecia staran.Nigdy badan na poziom kwasu foliowego nie robilam. A po mojej historii z ostatnia ciaza teraz wiem, ze powinnam byla to zrobic i zajac sie wczesniej tym rematem. Niepokoi mnie, ze spora czesc kobiet, mowi sie o 50%, nie przyswaja kwasu foliowego w zwiazku z zaburzeniami metabolicznymi, ania o tym pisala powyzej. I ze wysoki poziom kwasu foliowego we krwii wcale nie musi oznaczac, ze organizm jest wysycony kwasem, tylko wprost przeciwnie, ze go nie przyswaja.
          I suplementowanie nawet duza dawka nic nie daje.
          ach, no i zawsze cos… Moze za bardzo wnikam, moze powinnam przestac wchodzic w takie szczegoly, ale jak juz wiem o czyms co zasieje we mnie ziarno niepokoju to nie potrafie przestac o tym myslec.

          1. Witam w klubie Bilbao… ja czytam i czytam i szukam i wydaje kolejne pieniądze na kolejne badania. Po zrobieniu badań genetycznych genu mthfr wiem,że jeden wariant mam zmutowany. Ostatnio dokopalam się do laboratorium w uk,które robi całą serię badań genetycznych plus konsultuje po wynikach (również po polsku). I czasami myślę, że bez sensu ze tak szukam. Ludzie nie wiedzą i rodzą zdrowe dzieci… ale chyba wole wiedzieć.

  61. Podglądam Was od dawna. 30 listopada pobrano mi 5 komórek jajowych. Jedno było puste, 4 się zapłodniły, 3 przestały się dzielić, 1 zarodek stadium blastocysty klasa 5 AA. Zrobiliśmy badanie pgd ngs. Okazało się, ze nasze słoneczko miało o 3 chromosomy za dużo. Pozostaliśmy z niczym, bez zarodków, bez kasy. wydaliśmy 25 tys. … teraz albo pożyczka, albo przestajemy… M ma słabe nasienie 3,5 mln chłopaków w 1 ml. Nie brałam żadnych suplementów, ani M. Pani doktor zlała nas, stwierdziła ze ma złą wiadomość, i tyle. Nie policzyła ile zapłącimy za następną próbę, mamy w końcu chyba jakieś badania zrobione, które można pominąć… Ale niestety tego nie wiem, bo byliśmy ostatni i chciała juz iść do domu… Zapytaliśmy skąd te dodatkowe chromosomy, stwierdziła ze nie wiadomo czy od plemników czy od jajeczka. moje AMH 1.4, słabo zareagowałam na stymulację. Czy uważacie, że z takimi wynikami można mieć zdrowe dziecko? plamniki są bardzo słabe morfologicznie… Proszę poradzcie… Co mam dalej robić….

    1. Ja nic nie poradzę, sytuację miałam podobną, ale nie robiłam żadnych badań po nieudanym transferze. A wy kiedy robiliście to badanie pgd? u mnie 4 zarodki klasy A przestały się dzielić.. ten podany się nie przyjął… nie ukrywam, że zszokowała mnie ta sytuacja…
      nawet nie wiedziałam, że można tu cokolwiek badać..

      1. PGD robiliśmy przed transferem, w Invicie gdańsku jest takie badanie. Badają 23 chromosomy. Babka powiedziała, ze i tak bym poroniła, albo by się nie zagnieździło. Jedno dobre z tego wszystkiego, że przynajmniej wiem, co by się zadziało i nie pluję sobie w brodę. Jak miałaś takie śliczne zarodki, to pewnie miały coś nie tak z chromosomami jak u nas…. Nie sądziłam , że tak ładny zarodek może być chory… Martwi mnie to, że z 4 zarodków tylko powstał ten jeden… i to jeszcze chory… Jak słysze te gadania kościoła o tysiącach zarodków… moje 4 niech sobie doliczą… wszystko bym zrobiła, żeby były zdrowe, a nie mam nic……..

        1. A co Was skłoniło do zrobienia tego badania? nikt o czymś takim nie wspomniał przed transferem… bardzo się ucieszyłam, gdy usłyszałam, że moje są tak dobrej klasy, do głowy mi nie przyszło, że przestaną się rozwijać… dlatego, gdy dostałam tel z laboratorium – nie wiedziałam co powiedzieć…zatkało mnie…

    2. Takie badanie można zrobić przy in vitro komercyjnym, rzadowka na to nie pozwalała. Jest to najdroższa opcja i takie badanie kosztuje dodatkowo bardzo dużo pieniędzy. Ja gdybym miała tylko jeden zarodek nie zdecydowalabym się na to badanie bo jest to dla mnie za drogie, nie pamiętam dokładnie ile ale ponad 5 tys. W przypadku wielu zarodków jest trochę większy sens bo spośród kilku można wybrać ten zdrowy, chociaż dziewczyny pisały ze nawet po takim badaniu miały przypadki nie zagniezdzania 🙁

      1. Boimy się chorego dziecka, ja mam 38 mąż 42… no i też bardzo wierzyliśmy, że sie uda… widzisz zbyt mocno. Może dla kogoś jesteśmy idiotami… i pewnie tak jest. Ale w takich sprawach nie zawsze liczy się ekonomia… Przegraliśmy …

        1. hm, a macie jakies obciazenia genetyczne jesli chodzi o chore dzieci gdzies w rodzinie??
          Wiesz, 38 lat to jeszcze nie tak bardzo duzo, ja w tym roku skoncze 40, Wezon jest troche mlodsza.
          Wiek niekoniecznie musi byc wyznacznikiem urodzenia chorego dziecka, te rodza sie bez wzgledu na wiek.
          A w starszym wieku po prostu trudniej jest zajsc w sama ciaze, ale jak juz sie uda to potem jest najczesciej wszystko dobrze.Mam w swoim otoczeniu kilka dziewczyn ktore urodzilynw okolicach 38, 40, 42 a moja bratowa 45 lat. Dzieci zdrowe, ciaze donoszone do terminu.

          1. nie mamy obciążeń genetycznych, ale nastarszyła nas bardzo Pani dr…. Ale widzisz zarodek miał 3 dodatkowe chromosomy, poszukałam w necie, że one świadczą o poronieniu. Lekarka też to potwierdziła. .. tutaj wszystko rozgrywa się o kasę… Martwię się, ze tak marnie było z zarodkami….

      2. Tak sie zastanawiam czy to badanie po wejściu ustawy jest nadal mozliwe? My chcieliśmy zrobic badanie ciałek kierunkowych moich komórek, oczywiście za dopłata,ale lekarz powiedział ze nie możemy , tylko nie wiem czy to ustawa blokuje czy program rzadowy.

      1. Margeritka, no to byle do drugiego trym.;) podobno jest lepiej;)
        Dziękuje, u mnie dobrze, po pierwszym transferze miałam dość mocne skurcze, teraz odpukać cisza, chyba magne b6 i nospa pomaga. Byle do poniedziałku;)

  62. Hej dziewczyny 😉
    Wężon dziękuję, wiadomo za co 🙂 pamięć 😉
    Ostatnie dni spędziłam przed komputerem, zły koszmar 😉 się zaczął. Pisanie pracy. Kiepsko mi to idzie ale rozdział już jest.
    A jeżeli chodzi o spełnianie pieknych snów, to wygląda to tak:
    Wyniki oczywiście dobre.
    Będą to wlewy z imuglobin, pierwszy w trakcie transferu, drugi po pozytywnej becie.
    Ma to pomoc w skrócie w osłonie Blastusia.
    Lekarz powiedział że obraz kliniczny (wczesne straty ciąż, nie udane transfery) jest wskazaniem, ale powinny być jeszcze jakieś pozytywne anty (tarczycowe, łożyskowe itp.) a u nas jest ok, tylko jeszcze ta nasza zgodność. Będzie co ma być.
    Cykl naturalny (zaczął się w piątek)
    Koszty poznamy w czwarte (14)
    Czyli transfer ostatniego Blastusia pod koniec stycznia 🙂
    Obecnie tyle wiemy 😉

    Tyle jest wpisów że muszę jutro sobie druknac, bo się głupie w drzewach. 😉
    Miłego wieczoru 😉

  63. My mamy jeszcze 2 bombelki na zimowisku w Bialymstoku a chcielibysmy przewiezc je do Wawy, czy ktoras z Was sie moze orientuje co i jak…. W Bialymstoku nam powiedzieli zeby z kliniki w Wawie wziac pojemniczek pojechac do nich oni przeloza, zawiezc sobie do kliniki i tylko odeslac im papierki z kliniki do ktorej zawiezlismy. Za proste ale… W Wawie w klinice powiedzieli zeby sie skontaktowac z Bialymstokiem i z nimi to zalatwiac. Nic z tego nie rozumiem 🙁 pomozcie prosze

    1. Mi w invimedzie powiedzieli, że transport między ich placówkami zarodków to koszt 1800 zł i 2 tygodnie na zorganizowanie tego. Akurat się pytałam bo przeprowadziliśmy się i zastanawiamy gdzie robić dalej. Może Ci to nie pomoże bo nie dotyczy Białegostoku, ale da ogląd sytuacji w innych klinikach i może jakiś argument do dyskusji z Twoją kliniką bo to co Ci powiedzieli to dla mnie farsa.

    2. Izabela, kiedy pytałaś w tym Białymstoku? Można było sobie samemu przewozić, ale ustawa wyeliminowała taką możliwość.
      Dlatego była akcja, kliniki same namawiały, żeby samotne i homo kobiety wywoziły swoje zarodki zagranicę, póki jeszcze mogą.

      1. W Bialymstoku rozmawialam z embriologiem jakos tak pod koniec grudnia. Wyglada na to ze go… wie. Ciezko jest zalatwic sprawy na odleglosc, ale bede w lutym w Polsce to sie rozeznam. Chociaz prosciej i taniej bedzie chyba zostac w Bialymstoku.

  64. Nie odzywam się, bo ile można mieć złe wieści. Już mnie mdli od tego „w następnym cyklu”. Cykl nie zaczął się ani w weekend, ani dzisiaj, co oznacza, że praktycznie nie ma szans na transfer przed feriami.
    Nie rozumiem tylko dlaczego się to tak komplikuje. Jakby owulacja była późno, to rozumiem. Ale w poniedziałek dwa tygodnie temu było już po owulacji, to wystarczający czas, aby okres przyszedł. Przez ostatnie trzy miesiące przychodził szybciej. To teraz jak każdy dzień się liczy, to się wydłuża.
    Brzuch czuję, już przy każdej wizycie w łazience myślę, że to teraz, ale wciąż czysto.

    Jestem rozczarowana i mam dość tego czekania.

  65. O zesz Wezon, wkurzam sie razem z Toba, bo to W NASTEPNYM CYKLU to chyba jakies przeklenstwo.
    A miesiac ucieka za miesiacem niepostrzezenie, wiem jak to jest.A dla nas ‚staruszek’ to mozna by powiedziec ze czas biegnie dwa razy szybciej.
    Czy jakby zaczela Ci sie @ dzisiaj lub jutro to jest szansa, ze zdazysz przed feriami?
    Sprobuj mega goracej kapieli dzisiaj wieczorem i przyloz sobie cos cieplego, termofor, do brzucha. Mowia, ze to moze pomoc w szybszym nadejsciu @ .

    1. Dzisiaj jest 11, wyjeżdżamy 1 lutego rano. Gdyby transfer był 31, to byłby 20 dc. Trochę wcześnie. Ale z drugiej strony, nie mam pojęcia, co będzie na tych plastrach. Może zadziałają rewelacyjnie i szybki transfer będzie możliwy, a może w ogóle endo nie zareaguję.
      Przynajmniej się dowiem, czy plastry są dla mnie ratunkiem.

  66. Wezon – a probowalas goracych kapieli? Jak masz wanne to mozesz sprobowac. Albo termofor goracy na jajniki i macice. Albo ostry trening. Mi to pomagalo.
    Co do terminu transfery – jesli plastry pomoga, mozesz miec transfer nawet 16, 17 dc wiec bys zdazyla.

    Marta D. – ta kroplowka jest podobno genialna i baaaardzo pomaga w odzywieniu organizmu. Kiedy masz 1 wlew?

    Maaargon – jak u Ciebie? Wypoczywasz?

    U mnie beta rosnie, dzis jest 14 200. ALE damage w mozgu podobny do tego u Margeritki. Ciezko…

    1. No wlasnie weszlam na bloga zeby o tym napisac :)no wiec dzis mielismy tylko konsultacje bez nakłuwania,ale jestesmy obydwoje w szoku…Moj M nie bardzo wierzył w „takie”rzeczy,ale po wyjsciu z gabinetu byl w mega szoku,ja zreszta tez :)oczywiscie tym pozytywny.Opowiedzielismy mu cala historie co nam jest itp i zlecil nam teraz przed inseminacja po 10 spotkan,no i powiedzial ze wazne jest zebym przyszla dzien przed inseminacja i dzien po…No wiec tak zrobimy :)ale do rzeczy,co nas tak zszokowało:) otoz badal nam puls w roznych miejscach na nadgarstkach i badal nam oczy i po tych dwoch niby nic nie znaczacych badaniach stwierdzil,ze u mnie wszystko w porzadku oprocz tego ze mam alergie! A ja faktycznie mam alergie i to taka dosc dziwna bo na brudna wode np w jeziorze,mroz,swoj wlasny pot…a u M zauwazyl w tych oczach ze ma problemy z kregoslupem w odcinku ledzwiowym,i faktycznie je ma! Mały problem z jelitami(ktory tez ma)! Oprocz tego powiedzial ze moj M ma strasznie duzo mysli w glowie,co tez jest prawda bo prowadzi firme i wiadomo jak to jest przy swoim biznesie.Oczywiscie nie musze wspominac ze wczesniej nic mu na ten temat nie mowilismy :)Wiec naprawde niezły magik z tego Pana Doktorka :)i mam teraz jeszcze wieksza motywacje i nadzieje,ze nam pomoze 🙂

      1. Pomoze, pomoze na pewno. Stadnik pomogl mojej przyjaciolce 3 lata temu. Po serii akupunktury zaszla w ciaze.

        Po tym co napisalas teraz bardzo zaluje, ze wybralam inne miejsce do nakluwania bo do centrum bylo za daleko :/

        Duzo zaplaciliscie za wizyte? Ile kosztuje sesja aku?

        Suplementujesz sie przed inse?

        1. I ja też po wizytach u dr S zaszłam w ciąże.
          Bardzo poprawiło mi się endometrium, lepsze było krążenie krwi. Akupunktura naprawdę może pomóc.
          Cieszę się Sza, że macie takie pozytywne odczucia 🙂

        2. Cena za konsultacje 2 osób 160 zł ,a pózniej sesje 60 zł od osoby. Jesli chodzi o suplementacje,to pije Infolic,koenzym q10,mleczko pszczele,witamina b6,maz bierze jeszcze agapurin i profertil,no i wieczorem pijemy ziolka ojca sroki 😉 dziewczynki bardzo dziekuje za te podpowiedzi,odnośnie suplementacji. Bilbao a Tobie kochana za dr S :)Malgorzalka a gdzie ty chodziłaś na aku?

    1. hahaha nie czytałam tych „rad” no ale wiadomo,to są katolicy i to taki oporowi wiec nic dziwnego,ze tak pisza 🙂 ziola sie nazywaja „ziola ojca sroki zestaw nr 3” i nawet jak nie pomagaja,to sa tak pyszne ze z przyjemnoscia wieczorem je pijemy 🙂

    1. No właśnie Marta, u mnie to raczej fizjologicznie niemożliwe. Co prawda jajowody są, nie są wycięte, ale nie udało ich ujść się nawet znaleźć podczas histeroskopii, nie mówiąc już o próbach udrożnienia. A kontrast pod najwyższym ciśnieniem nawet minimalnie nie przeszedł.
      Z tym co powinnam to jest problem, jak już pisałam wcześniej. Bywały długie cykle, przeważnie czekałam tak 2-3 dni po dacie poprzedniego, czyli jak w jednym miesiącu 11, to w następnym 13-14. Ale wtedy miałam późno owulacje. Ta faza po owulacji miała ok 14 dni. Przez ostatnie cykle, od histeroskopii dostawałam 2-3 dni przed datą. Czyli 16 października, 13 listopada, 11 grudnia. Teraz owulacja była już ponad 16 dni temu. Spodziewałam się 9-10, najpóźniej 11. Jest 12 i dalej cisza.

  67. Kurczę z tą @ to tak jest,ze jak kobiecie zalezy zeby dostac w terminie to zawsze sie spóźnia… Niestety tu duzy wpływ ma psychika. Ja tak teraz w grudniu miałam… Bardzo zależało mi zeby dostac jak najwcześniej czyli 21,22 grudnia. Bo 4 stycznia miałam umówiona wizyte w N i chciałam byc juz po @… I tez tak miałam ze czułam ze juz dostaje szlam do łazienki a tam nic. Dopiero wlasnie 22 zaczęłam robic potrawy na wigilie cały dzien nie myslalam o tym i 23 z samego rana dostałam…

  68. Cześć wszystkim. Zacznę jak wiele z was,ze czytam od dawna a konkretnie od lipca kiedy to stanęła przed nami jedyna opcja posiadania upragnionego maleństwa:in vitro. Wasza siła i wola walki, wasza i autorki bloga oczywiście zaimponowała mi i bardzo pomogła w podjeciu tej decyzji. Przeszlam z Wami stymulacje, punkcje i nieudany transfer. A potem pomyslałam ze jestem szczęsciarą bo drugie podejscie i pozytywna beta! Wczoraj wizyta pierwsza poza kliniką u mojego lekarza 9 tc i dowiaduje sie ze serduszko nie bije… Nie ogarniam. Na dzien dzisiejszy pokłady mojej siły sie wyczerpały. Zaśmieciłam wątek ale wygadałam sie…Trzymam za Was kciuki

    1. Renata, ale mi przykro… mam wrażenie, ze wcale się nie wygadałaś, pod Twoimi kilkoma słowami buzują tony emocji, przykrości, niesprawiedliwości… Milion słów, a wszystko i tak nie może pomóc 🙁
      Jest mi bardzo smutno z Tobą. Przykro mi, ze tego doświadczyłaś 🙁 To ja za Ciebie trzymam kciuki, przetrwaj, kochana.
      Wiem, ze teraz nie masz sił i jest Ci bardzo źle, nie potrafię Ci pomóc, ale pomoże Ci czas. Z czasem bedzie łatwiej z tym żyć. I znajdziesz siłę.

  69. Renata, przykro mi. Tak po ludzku mi przykro.. . Masz skierowanie do szpitala?
    Wężon, tak czy owak startujesz z plastrami?
    Iza, mam nadzieję, ze awans Ci się dostanie i kroisz ich na godną kasę….

        1. Iza jak zawsze trafne spostrzeżenia… Ujęte w punkt. Wiem, że pewnie sie pozbieram i zawalcze jeszcze, może zdążymy z drugą stymulacją przed końcem programu choć dziś wydaje mi sie że nie dam rady…
          Ciągle biorę duphaston, luteine i progynove.

      1. Renatka, trzymaj się i nie poddawaj, wiem jak to boli gdy spełnione marzenie zostaje nagle tak brutalnie odebrane 🙁
        Żadne słowa pocieszenia nie pomogą.
        Musisz przetrwać, z czasem będzie lepiej.
        Przytulam :-*

      1. Wezon no to ładnie Cię ta @ znów wyrolowala. Domyślam się że już masz tego po dziurki w nosie… Cały czas idziesz pod tą górę, ale mam nadzieję że jak już tam dotrzesz to pójdzie wszystko jak z płatka i będzie już z górki 🙂

  70. Witam Was dziewczyny, obserwuje już od jakiegoś czasu Wasze historię i walkę o mały cud. Pozwolę sobie opowiedzieć coś o sobie.
    Jestem mamą od 2 lat, niestety w wyniku błędu lekarza (zbyt późna decyzja o cc, lekarz nie zauważył odklejania się łożyska pomimo obfitego krwotoku ….) syn jest dzieckiem niepełnosprawnym nie widzi, nie słyszy, jest dzieckiem leżącym. W ubiegłym roku zaczęliśmy starania o kolejne dziecko…i nic…moja lekarka zastosowała 2 razy Pregnyl. Zaobserwowałam u siebie brak owulacji ( testy paskowe), okazało się że „jajko” nie pęka stąd pregnyl. Podejrzenie ciąży pozamacicznej, które okazało się fałszywym alarmem. Myślę z perspektywy czasu że te zastrzyki były nie potrzebne, ponieważ już teraz wiem że kobiecy organizm w ciągu roku ma takie 2-3 „puste cykle”. Sama zaczęłam szukać informacji i jak to oczywiście bywa internet podsunął kilka rozwiązań. Zrobiłam amh, wynik powalił na kolana 0,55 powtórzone w kolejnym cyklu pokazało taką sama wartość. Na blogu mamatobe znalazłam info o wpływie wit D na sfałszowany wynik. Zrobiłam badanie w październiku poziom 23,9, po 2 miesiącach suplementacji 2000 IU wynik w grudniu 30,9 do normy jaką lekarze określają jako prawidłową jeszcze mi dużo brakuje. W 2015 roku odwiedziłam w sumie 4 ginekologów (oczywiście każdy z nim widział wynik amh). Dla jednej Pani Doktor wynik ten kwalifikuje mnie do programu in vitro, dla pozostałych 3 jest to pomyłka i to badanie to mam sobie wsadzić głęboko „w kieszonkę”. Moje wyniki nie mają odzwierciedlenia w badaniach Usg (np 08.01.2016 podczas badania lekarz poinformował mnie że ma w sumie 7 jajeczek, oczywiście wiem że nie nie jest znana ich „jakość”).
    W październiku udało się nam zajść naturalnie w ciąże niestety w 6 tygodniu poroniłam. I teraz mam do zrobienia mnóstwo badań, histeroskopię (nie dodałam na początku że lekarz pomimo 2 godzinnego krwotoku nie zdecydował się na cc i przesłał mnie do innego szpitala a dokładnie do Klinki i tam zostało zrobione CC na tzw Cito). Teraz chcą sprawdzić czy podczas tej szybkiej cesarki wszystko ze mną w porządku „od środka”. Dzisiaj oddaliśmy z mężem krew na określenie kariotypu (chcemy sie upewnić że z nami wszystko w porządku), w piątek mam spotkanie z genetykiem w sprawie wczesnego wygasania jak to mówię „jajek”. Badanie miałam robione w grudniu więc teraz usłyszę wynik. Nie ukrywam że przerasta mnie to wszystko, ale walczę. Wcinam Koenzym q10, witaminę D z witaminą K (zalecenie lekarza Vigantol 4000 IU i Vitacon), DHA, Ovarin (podobno lepszy ze względu na skład od Inofem czy Inofolic), kwas foliowy aż 15 mg i magnez z B6. Mąż dostaje witaminę D, kwas foliowy i cynk. Przepraszam jeśli pisałam nieskładnie. A i w pierwszą ciąże zaszłam od razu gdy postanowiliśmy zacząć starania…

    1. Długo nie wiedziałam co Ci napisać. Twoja historia jest dowodem jak silną osobą jesteś. Mam nadzieję że wyniki będą właściwe i ruszycie z in vitro. Życzę Ci wytrwałości. Informuj tu nas na bieżąco, suplementuj i tak jak piszesz walcz. Jestem pewna że się uda!

  71. Ach i jeszcze taka historia na koniec. Wiecie jak to w smartfonach, czasem sie coś kliknie przez przypadek. Tak dzis otworzył mi się facebook, a tam zdjęcie zamieszczone przez mojego kuzyna i podpis:Emilka 2650g,50cm…
    Dobrej nocy Wam życze

    1. Chciałoby się, żeby takie przypadkowe nowiny były tylko powodem do szczęścia, a nie ciosem w serce. Jakie to życie jest przewrotne…
      Przeczytałam Twoje słowa. Przykro mi Renata:( Czy jest jeszcze choć cień szansy? Tak wywnioskowałam z tej czwartkowej wizyty, ale może błędnie…

    1. Renata chyba żadne słowa nie są w stanie opisać Twojego bólu po tym co uslyszalas od lekarza. Nie ma też żadnych słów pocieszenia 🙁
      Bardzo mi przykro 🙁
      My staraczki z każdą wizytą po pozytywnej becie jesteśmy w strachu o maluszka… Trzymam za Ciebie kciuki oby wszystko było dobrze.
      A gdzie się leczysz ?