Ropień

Noce w szpitalu są najgorsze. Godziny lepkie od potu, łzy przyklejają się do poduszki. Połykałam krzykliwą część płaczu, żeby nie obudzić pacjentek, więc wychodowałam w krtani skałę.

Wiem co mnie czeka, ale nie potrafię się z tym pogodzić. Bunt.

Nie ucieknę przed nożem. W brzuchu po prawej stronie mieszka ropień.

Sobota rano. Przed siódmą jak zjawa staje obok łóżka mój lekarz. Podciągam kołdrę pod szyję, czuję jak śmierdzi mój własny strach zebrany przez noc.

– Podleczymy Panią i zobaczymy. Jeśli to jest ropień na narządzie, np. w jajowodzie, wytniemy tylko jajowód. Jeśli jest to rozlana breja, to trzeba będzie wszystko…

Podciągam kołdrę wyżej.  Smród strachu. Musiał dotrzeć też do niego.

9 komentarzy

  1. To jest parszywy los… Czemu w życiu często bywa tak, że im dłużej o coś walczymy, tym więcej mamy przeciwności do pokonania… Wiem to, bo mam podobnie, zawsze coś aby tylko przeunąć spełnienie naszych marzeń na później (bo wierze w to, że się w końcu spełnią). Tylko czemu zycie jest takie niesprwiedliwe i innym daje od razu to czego zapragną??? Ja wiem, że doczekasz się w końcu swojego szczęscia, tylko trzeba jeszcze troszkę poczekać… Trzymam kciuki i przesyłam pozytywną energię…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *