Strata ciąży

Tak napisał lekarz na karcie, nabazgrał, początkowo nie mogliśmy rozszyfrować o co mu chodziło.

Beta ponad 700 mlU/ml, nie pamiętam, nieważne. Lekarz długo szukał pęcherzyka.

– Jest pani z Warszawy? – zapytał. Już wiedziałam, co oznacza to pytanie, już raz je słyszłam.

Nie znalazl pęcherzyka.

Przez 4 dni beta się ledwo i aż podwoiła, nie ma pęrzerzyka. Śluzówka złuściła się prawie całkowicie. Podejrzenie ciąży pozamacznej. Jakim kurwa prawem, skoro nie mam jajowodów???

– Gdyby nie to, że czuje się pani dobrze i nic panią nie boli, już bym was wysłał do szpitala – oznajmił. Ale skoro nic nie boli, to jest jeszcze szansa, że to się samo rozwiąże.

Odstawiam leki. Za dwa dni kolejna kontrola. Kontrola śmierci. Jeśli beta nie spadnie, jadę do szpitala. Na tę kontrolę jadę już ze szpitalną torbą.

– Weź ty zagraj w totka – mówi mąż przy papierosie. Jak bez jajowodów możesz mieć ciążę pozamaciczną, to musisz w końcu wygrać.

Ja… my… my czujemy się dobrze. Dziwne, ale tak właśnie jest. Żartujemy z tego, złościmy się, żartujemy znowu. Jem bułkę z musztardą francuską, w telewizji mały murzynek okraja płetwę z chyba jeszcze żywego rekina.

190 komentarzy

      1. Tak, lekarz mnie uprzedził, wiem. Nic mnie na szczęście nie boli oprócz głowy, bo wczoraj… no wiesz 🙂 Przypomniałam sobie jak smakuje alko.

    1. Ja też- mimo wszystko- miałam nadzieję, że to jeden z cudów, który się dostaje od losu.
      Bardzo mi przykro, Iza… Przytulam Cię tak mocno, jak tylko mogę ( mam aktualnie pierdyliard jajek w brzuchu i jestem trochę obolała ).

  1. Iza, tak strasznie mi przykro 🙁 oby to nie była ta jebana pozamaciczna. Jak tylko coś zacznie cię boleć, leć do szpitala, nie czekaj na tę kontrolę. Mam nadzieję, że to się nie potwierdzi, przy takiej becie pęcherzyk mógł być niewidoczny dla usg, a może go już nie było po prostu.

  2. Ogromnie mi przykro.

    Czy beta nie utrzymuje się długo nawet jak już brak nadziei na udaną ciążę? Mam nadzieję, że oni to wiedzą zanim Cię rozkroją (czy nawet nakłują), żeby usuwać ciążę pozamaciczną…

    Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby bycia w szpitalu. Taki kolejny target do trzymania kciuków…

    1. Iza, to jest tak, że beta długo spada, długo i powoli. Jak spada, jest ok, wtedy chyba nie kroją. Podskakuję sobie, zeby ta beta zaczęła wypadać-spadać.

  3. To niesprawiedliwe!!! Jakim cudem, no jakim się pytam!!! Czemu tak się dzieje? Izuś ściskam mocno i wierze, że będziesz dalej walczyć. Kiedy możesz podejść znowu do transferu i ile mrozaczków Ci jeszcze zostało?

    1. Maja, za dalekie pytanie, ale rozumiem jego sens: mamy iść do przodu. Na razie muszę poronić, dopiero potem będę ustalała z lekarzem transfer, ale to nie wcześniej niż 3 miesiące po poronieniu. Mamy jeszcze 1 mrozaczka.

      1. Kochana ja dzisiaj idę do doktora i wtedy się okaże czy wszystko idzie tak jak powinno. Jeśli tak, to mam mieć kolejny transfer w następnym tygodniu, a jeśli nie to chyba dopiero w czerwcu. Dziewczyny powiedzcie czy dobrze rozumiem, że jeśli nie ma po transferze ciąży to można już w kolejnym miesiącu mieć kolejny transfer, ale jeśli się poroni to wtedy należy odczekać minimum trzy miesiące?

        1. Tak, po poronieniu trzeba odczekać. Hormony muszą wrócić do normy, macica się oczyścić i odpocząć, jajniki podjąć pracę.
          Dobrze, że mówią nasi 3 miesiące, niektórzy mówią pół roku, a to byłoby ciężkie do zniesienia.
          Płodna kobieta zajdzie sobie w ciążę, jak będzie gotowa, nawet po miesiącu, a my musimy czekać, aż lekarz się zgodzi na transfer. 🙁

  4. Przepraszam, muszę Ci to napisać.
    Może nie chcesz tego czytać. Może to trochę Cię uspokoi.
    Czytam Twojego bloga od dawna, dlatego tak… roszczę sobie prawo…
    Ciąża pozamaciczna nie musi być w jajowodzie. Przechodziłam przez to 2 razy.
    Za pierwszym razem zarodek ulokował się między jajnikiem a jajowodem. Dlatego ciąża rozwijała się „pięknie”. Dużo miejsca. Dlaczego tam, mimo drożnego jajowodu, nikt nie wie. Kilka miesięcy później, po hsg (tylko ten nacięty był drożny), podobna historia do Twojej. Beta sporo wyższa. Krwawienie, złuszczenie śluzówki. Pęcherzyka brak. Prawie z miejsca propozycja laparoskopii, odmówiłam – więc w „zamian” łyżeczkowanie :/ Zarodka nie znaleziono, była szansa że może wcześniej już wraz z krwią… Potem przez kilka dni kontrola, bo beta nadal kiepsko spadała. Wtedy nasłuchałam się i naczytałam, gdzie może rozwinąć się cp. Dosłownie wszędzie, w jamie brzusznej, na tylnej ściance pochwy… wszędzie… To nie tak że chcę Cię straszyć. U mnie beta spadła w końcu, nie trzeba było szukać cp. Wystarczyło odstawić leki podtrzymujące ciążę.
    Miałam nadzieję, czytając o tej skaczącej becie, że jakimś cudem komórka podzieliła się i miały być bliźniaki… że choć jeden się urodzi.
    Bardzo Ci kibicowałam.
    Przepraszam raz jeszcze za historię.

    1. Akuk, uspokaja mnie to co napisałaś.
      Nie Twoje nieszczęście, ale historia, że mimo podejrzeń o cp, nie zawsze musi tak być.
      Mimo wszystko, mimo tego czym mnie straszy gin, u mnie nie ma ryzyka rozwinięcia się cp „gdziekolwiek” (no chyba że nie wiem – lekarz jednak nie zszył tych kikutów jajowodów, ale jak to sprawdzić?), więc mnie nie przestraszyłaś, nie przepraszaj za tę historię. Bardzo dobrze, że ją napisałaś, wracam do niej z nadzieją, że u mnie beta też w końcu po prostu spadnie.

      Akuk, co teraz robisz? Starasz się, masz przerwę? Poziom stresu pod kontrolą?
      Dzięki, że jesteś i daj znać jak się mają Twoje sprawy.

      1. To dobrze, że Cię na nastraszyłam.
        Strata ciąży to straszna sprawa. Ale dodatkowe problemy, szpital, zabiegi… niepotrzebne to jeszcze w tym wszystkim.

        A ja? Wracam do starań, bo 5 latach przerwy.
        Przez te lata byłam jak sparaliżowana. Nie dałam rady więcej, po tym co wyżej opisałam (łącznie straciłam 5 ciąż).
        Myślałam że da się żyć, mimo wszystko.
        Nie da się.

        W tej chwili w pierwszej kolejności kierujemy się do Ośrodka Adopcyjnego. In vitro jest w planach, ale jeszcze nie teraz.
        Na razie badania przede mną, a po nich zdecyduję co dalej.

  5. Od paru dni chcę coś napisać, sensownego, ale nic mi nie wychodzi 🙁 Czemu to wszystko musi być tak skomplikowane i pod górkę. Ściskam gorąco i lecę na zakupy, bo narobiłaś mi apetytu tą bułą z musztardą 🙂

  6. A mi nadal brak słów… po tym wszystkim… jak los może tak dalej robić? drwi sobie czy jak? Weź Iza faktycznie zagraj w totka – może los jak nie tą drogą, to inną chce Tobie zrobić niespodziankę… bo te do tej pory jakoś mu nie wychodzą 🙁

    Z bety to ja już całkowicie nic nie rozumiem… nie rośnie – źle… za słabo rośnie – źle… ponownie rośnie – źle… Jest gdzieś w necie jakiś słownik – co jeszcze z betą może pójść nie tak? i jak to rozpoznać?

    Trzymam kciuki za Was! Piękne to (ale i potrzebne), że w takich chwilach możecie razem złościć się i żartować 🙂

    1. Dzięki Równoważnia. NIe zagram w totka, nigdy w zyciu w żadną grę losową nic nie wygrałam.
      Tylko raz w życiu wylosowałam bilet na film „Oszukać przeznaczenie IV” – to mnie zmotywowało do unikania kolejnych gier.

      1. Ja wygrałam bilety na dwa mecze w losowaniu Euro 2012. Kolega z pracy pozapisywał wszystkich znajomych, żeby zwiększyć szanse. I w pracy tylko mnie wylosowali.
        Za to przez ten pomysł kolega pojechał chyba na 8 meczów, bo od każdego zwerbowanego wygranego brał co najmniej dwa.
        Szkoda, że my tak nie możemy zwiększyć szans.

  7. Może zarodek dopiero co wypłynął, a może to leki podtrzymują betę?
    Mam nadzieję, że to jednak nie cp.
    Bo wtedy to byłby prawie cud, ale nie na taki cud czekałyśmy. To byłby wyjątkowo chamski żart losu.
    Ile jeszcze będziesz na zwolnieniu?
    Miałyśmy spotkać się, kiedy będę już na zwolnieniu ciążowym, teraz myślałam, że spotkamy się na Twoim zwolnieniu. Nie wiadomo, kiedy teraz będziemy miały następną szansę. Obu nam został jeden okruszek nadziei.
    Może spotkamy się i wyściskamy na żywo?

    1. Mogło tak być, że zarodek dopiero co poronił – tylko trudno mi uwierzyć, że mogłam tego nie zauważyć. Szczególnie, że niedawno roniłam niewiele starszą ciążę, więc wiem, czego się spodziewać.
      Ale może rzeczywiście ciąża sie nie rozwinęła na tyle, pęcherzyk był malutki i go przeoczyłam… nie wiem, mam nadzieję…
      Nic nie boli, nic nie bolało, żadnych skurczy – to możliwie?…

      Kończy się mój ostatni tydzień na zwolnieniu. Jestem przerażona powrotem do pracy, niezadanymi pytaniami współpracowników, moim napinaniem się, żeby „pokazać się” przed szefem po miesiącu nieobecności, współczującym spojrzeniom 2 koleżanek, które wiedzą, choć nie rozumieją.

      Możemy się spotkać, jak masz ochotę, ja chętnie 🙂 Czasem zastanawiam się, czy w ogóle nie zrobić jakiegoś spotkania z bloga, tylko wiem, jak to będzie jak wrócę do pracy – nigdy na nic nie ma czasu…

        1. Czasem myslę, żeby wynająć jakiś lokal i zrobić spotkanie dla nas. Fajnie byłoby Was poznać.
          Wyobraźnia mówi mi tak: umawiamy się, ja patrzę, a wchodzą same koleżanki z pracy 😀

          1. Fajny pomysł 🙂 Z chęcią pokonam te „kilka” km, by Was poznać 🙂

            Co do koleżanek z pracy – bez obawy… chyba że macie oddziały w wielu krańcach Polski i nie tylko 😉

  8. w głowie mi się to wszystko nie mieści… 🙁
    ciąża pozamaciczna? ale kurna gdzie?…jak?…
    i ta skołowana beta… ja już nic z tego nie rozumiem….
    ehhh…Izuś…. słów po prostu brak…
    Mąż ma rację, zagraj w totka..
    ściskam z południa :*

  9. Co za ironia losu…dopiero co pisałam Ci o mojej szwagierce i jej historii (cp po in vitro) a okazuje się, że przechodzisz przez to samo. Ale dlaczego? Przeciez zarodek podaje sie bezpośrednio do macicy??? U żony szwarga doszukiwałam się zaniedbań lekarskich (ona na in vitro poszła dosłownie z marszu!)- wg mnie jej organizm był zupełnie nieprzygotowany do przyjęcia zarodka. Brak sprawdzania poziomu estradiolu czy progesteronu przed zabiegiem, słaba stymulacja owulacji itp. Skurcze macicy po zabiegu… Jej organizm szalał, nie chciał się zgodzić na etap implantacji w macicy. Ostatecznie skurcze wypchnęły zarodek do jajowodu (jajowody u niej to jeden wielki zrost). Na szczęście u niej juz po wszystkim i tak jak Ty, nie składa broni 🙂 Izo kochana, ufasz swojemu lekarzowi?? Mam nadzieję, że nie „załatwia”pacjentów na odczep się?? Przepraszam, jeśli Cie uraziłam. Po prostu doszukuje się przyczyn… Byc może nie sposób je znaleść. Być może nie warto. Ale warto brnąc przed siebie mimo wszystko 🙂

    1. Basiu, zadałaś ważne pytanie – tak ufam swojemu lekarzowi. To lekarz, do którego „dochodziłam” przez wiele gabinetów.
      Nie uraziaś mnie ani ani 🙂 No coś Ty.
      Teraz też usłyszałam, że skurcz macicy mógł „wypchnąć” zarodek do góry.
      Pewnie, że pójdę dalej – jak to się skończy.

      1. Izo, u mnie nie ma ujść jajowodów do macicy, macica jest zamkniętą bańką. Mam nadzieję, że to wyklucza możliwość ciąży pozamacicznej, bo jeszcze tego nie przerabiałam i wolałabym nie.

    1. Boże, patrzę na Twój blog – Ty zaraz rodzisz! Mam nadzieję, że na Twoim etapie już nie stresują Cię takie historie.
      Hujnia z kutasówą – ładne.
      Ściskam.

      1. Iza, ja nie lubię kiedy ludzie w soczewkach udają że nie noszą okularów, spotkałam osoby które leżały że mną w szpitalach z powodu niepłodności, później po latach rodziły i gadka im się zmieniała, już jak bym rozmawiała z osobą która nigdy tego nie doświadczyła …. niepłodność była ze mną związana przez 33lata i wątpię żebym kiedyś o niej zapomniała czy przestała myśleć czy o niej pamiętać, zresztą mam jeszcze komu kibicować i dopóki wszystkie nie zajdziecie w ciąży i nie urodzicie będę kibicować 🙂 później umówimy się na grubą wódkę blogową i się ochlejemy:)i nie zatruję, przyjadę! moja przyjaciółka 2 pozamaciczne, 3 nieudane ivf w tym jedno poronienie, pozatykane jajowody, zrezygnowali z programu przystąpili do adopcji, zaszła w ciąże naturalnie nikt nie dawał jej szans oni sami sobie też nie dawali…udało się ale na krótko w 10tc serduszko przestało bić, przyznała się już po łyżeczkowaniu… wsiadłam w auto i pojechaliśmy 130km żeby posiedzieć z nią godzinę, pojechałam z szyjką zerową, głupota niby w moim stanie, ale nie mogłam jej nie przytulić i już, tak że niezależnie od mojego etapu ciąży myślę o was i martwię choć mało kogo poznałam na żywo:) no i kibicuję Wam ogromnie! Sama miałam wirtualne wsparcie i parę osób na żywo, a tak to człowiek jest z tym sam jak palec…
        ps. jeśli chodzi o mnie to tak zaraz rodzę i to chyba szybciej niz mi się wydaje bo wód mam min ilość spadła mi mega, w piątek kontrola i jeśli dupa to w sobotę asap cc:( tak że siedzę z podchyłonym ogonem i nie wiem czy płakać czy się cieszyć czy się schować pod łóżko, tylko że gruba jestem to nie wejdę:(
        Oby u Ciebie wszystko było ok!
        Buziaki:*

        1. Ania, szlachetna duszo, chylę czoła i zazdoszczę Twoim przyjaciołom, że Cię mają 🙂
          Ok, to ja chłodzę blogową wódkę, robię piankę z mleka czy co tam będziesz mogła pić.
          Aniu, na Twoim etapie cc jest bezpieczna, prawda? Dzieciaczek sobie poradzi? To może nie właź pod łóżko, bo trochę się podnosi i skarpety Ci wystają 🙂
          Kurcze, to jestem trochę spięta razem z Tobą. Ale dobrej myśli.
          Myślę o Tobie. Ciepło. W okularach 🙂

          1. mam bardzo mało wód płodowych i się ulewają te co są, dla małego może być niebezpieczne taka ilość mam teraz 5,2 a jeszcze tydzien temu miałam 6,3, niedotlenienia itd stąd tak częsta kontrola i dmuchamy na zimno, mam też domowe KTG taki aparacik który wysyła po skończeniu badania info do lekarza. Przez tą ilość mały też nie przybiera na wadze.
            Czekam na jutro, bo jutro ustalimy ostatecznie czy tniemy w sobotę.

        2. Aniu, ja na Twojego bloga zaglądam jeszcze od czasów przedciążowych, cieszę się, że Ci się udało i jesteś już na finiszu. Trzymam kciuki za przyjemny poród. 😉

          1. Dzieki Wężon, właśnie z tym przyjemnym porodem może być różnie, ale plus jest taki że będzie ze mną mój lekarz, któremu ufam i z którym się znamy już 2,5r . Poza tym gość jest niesamowity, tudzież pracoholik do potęgi: mówi mi ostatnio: ‚mam komunie dziecka ale wieczorem moglibyśmy zrobić cięcie’:)

  10. 🙁
    hm, ale z tego co wiem to ciąża pozamaciczna może być nie tylko w jajowodach. Są cztery rodzaje ciąży pozamacicznej:
    – ciąża jajowodowa (ta odpada u Ciebie)
    – ciąża jajnikowa – zagnieżdżenie na jajniku, dochodzi do niej najczęściej jak jest jakieś ognisko endometriozy bądź torbiel i zarodek myli to z endometrium i na zasadzie przyciągania leci sobie do jajnika…
    – ciąża otrzewnowa – (brzuszna) zarodek może powędrować nawet do jelit..
    – ciąża szyjkowa – kiedy zapłodnione jajeczko rozwija się poniżej ujścia wewnętrznego macicy, poza jej jamą.

    swojego czasu bardzo się tym interesowałam więc tak mniej więcej to ogarniam…

    Trzymam kciuki za dalsze starania. Będziecie chcieli dalej próbować in-vitro? Kurcze myślę żeby też podejsc do ivf bo słyszałam, że jak Duda wygra wybory to się skończy i będzie nielegalne! słyszałaś coś o tym? masakra..
    ściskam.

    1. Na szczęście nawet jako prezydent za wiele nie będzie mógł zrobić. Ale pis rzeczywiście stworzył projekt ustawy zakazujacej in vitro, która zawiera między innymi zapis o oddawaniu zamrożonych zarodków do adopcji innym parom bez zgody rodzicow, jeśli upłyną dwa lata od zamrożenia. To póki co tylko projekt, żeby go przegłosować pis musiałby mieć większość w sejmie.

      1. z tego co wiem w tym programie który teraz do 2016 jest zapis coś ala że można program skończyć przed czasem, a druga sprawa dobiorą się z kontrolami do jakiejś kliniki, a jestem pewna że nie wszędzie są ‚uczciwi’ (spotkałam się że biorą kasę za wizyty od tych co są w programie, różne inne nieprawidłowości których nie powinno być itd itd) będą media o tych gadać, tak zwana prowokacja i kto ich wie jaka decyzja z tego wypłynie… oby nie, ale przecież to są debile 🙁 ja tam zaczynam się bać tych naszych wyborów.

        1. No tak, być może przerwanie programu byłoby łatwiejsze. Nie wiem, na tym nim się nie znam. Ja pisałam w odpowiedzi na pytanie o całkowity zakaz in vitro. Tego chce pis, no i do tego potrzebuje większości. Przerwanie programu to decyzja ministerstwa zdrowiA/ finansów pewnie. Mnie to przeraża, a już ten pomysł o przekazaniu zarodków… Chore! Mąż mnie pociesza, że w razie czego, wywieziemy nasze do kliniki w Czechach.

          1. Ze mną może też. Ale jednak wolałabym spokojnie dokończyć program tutaj.
            Zresztą to w tym kraju ma być normalnie. Nie możemy wszyscy z różnych powodów uciekać.

          2. Zadziwiające. W Polsce jest 1,5 mln niepłodnych par. To daje 3 mln ludzi. Plus ich rodzice, którzy im kibicują. Powiedzmy, że wie tylko połowa rodziców. To i tak daje dodatkowe 3 mln wyborców, łącznie 6 mln.
            Nie chce mi się teraz liczyć, ale na oko to gdzieś dwucyfrowy procent w głosowaniu.
            Ludzie w ogóle się nie interesują polityką, a potem emigracja nagle…

          3. Iza – to właśnie jeden z powodów, dla którego wszyscy naokoło wiedzą, że nie mają głosować na Dudę… bo to tak, jakby głosowali przeciw naszym dzieciaczkom… a myślę, że nikt z rodziny by tego nie chciał

    2. Nie znam się, Narathiel i czytam tylko to co piszecie na blogu, ale chyba zarodek u mnie nie mógł przejść poza jajowody? Przecież nie przenika przez tkanki…
      Nie wiem nic 🙁
      Tak, będziemy nadal próbowali in vitro, no pewnie.

      Tylko właśnie ten Duda – boimy się, że nasi lekarze trafią do więzienia, a my emigrujemy do Czech… Pytasz czy słyszałam – gotuję się od dawna na to. Duda myśli o in vitro umysłem kościoła. Uważa je za sztuczne leczenie – wbrew naturze. Ręce opadają 🙁

      1. Mnie też aż trzęsie, jak o tym słyszę. W czwartek rozmawiałam o tym z mężem, jak usłyszał o pomyśle pisu z zabieraniem zarodków, które są zamrożone, to stwierdził, że chybaby się podpalił pod sejmem, gdyby chcieli nam zabrać, jak to pięknie nazwał, nasze dzieci. Ja mam takie myśli, żeby już teraz natychmiast zabrać te dwa zarodki, umówić się na transfer choćby jutro z marszu i mieć w dupie tę politykę, nie bać się ich. Bo się boję. Boję się, że będą chcieli mi zabrać moje zarodki, boję się o mojego synka, boję się tego, co będzie słyszał w mediach od tych mądrych polityków na temat dzieci z in vitro dorastając. Boję się! Nie chcę się bać 🙁

        1. Kas, nawet jak Duda wygra, to obniży wiek emerytalny i zniesie podatki, więc narobi takich dziur w budżecie, że długo nie porządzi. Wierzę, że Twój synek jednak doczeka normalnego kraju.

          1. ehhh na samo slowo duda otwiera mi sie noz w kieszeni a jak widze jego ryj to najchetniej rozbilabym telewizor jesli bym wiedziala ze on to poczuje. Szkoda mi slowna jego zacofanie !!! I z uk glos napewno leci przeciwko niemu!!!

          2. to nie, lepiej pracujmy do 67, 77, 87… albo w ogóle do usranej śmierci.
            Komorowski tyle dobrego dla nas zrobil…
            Nie jestem przeciwna in vitro, lecz jestem przeciwna finansowaniu go ze środków społecznych, niestety

          3. Pewnie, że przewalone z taką pracą i raczej nie dożyjemy niż dopracujemy.
            Ale demografia leci na łeb na szyję, w 2050 r. będzie tylko 30 mln Polaków i ludzie będą pracować jeszcze dużej, żeby wyżywić emerytów.
            Dlatego rząd finansuje in vitro. Nie po to, żeby się przypodobać wyborcom, tylko żeby wpłynąć na liczebność Polaków, a więc w konsekwencji na Twój czas pracy do emerytury.

          4. Wyborco, też mi się nie uśmiecha taka praca, ale emerytury to świeży wymysł i kiepsko przędzie. Moim zdaniem wiek powinien zostać, ale pracujący emeryci powinni dostawać tylko pensję – emerytury tylko dla niepracujących. Oczywiście dodatkowy staż pracy powinien zwiększać pensję. Zdziwiłabyś się, ile emerytów pracuje. U nas w firmie przynajmniej połowa pracowników jest emerytami. I pracują do 70 – 80. Pobierają dobre pensje i bardzo dobre emerytury.

            Iza ma rację, rząd finansuje ivf, żeby mieć więcej chcianych, kochanych obywateli.
            Ja za to jestem przeciwna finansowaniu z podatków leczenia alkoholików, narkomanów, palaczy chorych na choroby płuc. Oni te choroby mają na własne życzenie, to niech się leczą, my dostałyśmy niepłodność za darmo.

          5. Zgadzam sie z Wężon w 200%.

            Niepłodność to choroba jak każda inna. Dlaczego mamy selekcjonować które choroby leczy sie z MOICH składek na fundusz zdrowia. Refundacja IVF (z której akurat ja nie skorzystałam) to jedyna forma odzyskania części tego co juz wpłacałam. Dentysta prywatny, wszyscy lekarze prywatni. Dlaczego mam składać sie na akceptowane przez Kościół wybrane choroby, ale na swoją juz nie?

          6. może trochę źle napisałam, nie chciałam was urazić. Też nie jestem za Dudą, telewizja tak go promuje, że to aż podejrzane, głosowałam na Korwina, ale na Komorowskiego na pewno nie zagłosuje, za dużo zabrał polakom. więc zagłosuje na Dude

  11. Ja w 2013 mialam dziwnie wahajaca bete od 300coś do 1500 potem spadek. Krwawienie prawie 3 tygodnie, bez bólów. Kontrola ulg, nic, kompletnie nic, śladu ciąży, sluzowkA cienka… W końcu beta spadła. W kwietniu tego roku niedrozne obydwa jajowody, gin z kliniki gdzie się zglosilismy do ivf mial hipoteze ze byc moze wadliwa budowa jajowodow, albo pozamaciczna, która się wchlonela.. Jestem dobrej myśli, to napewno nie cp u ciebie. Ty maly rekinie. Nie martw sie.

    1. Olga, to zarodek „zatkał” Ci jajowód? Takie jest podejrzenie? Wcześniej robiłaś drożność?
      Podchodzicie do ivf? Teraz? Zdradź coś rekinowi!
      Trzymam się Twojej dobrej myśli, że to nie cp. Jakby co, wrócę z reklamacją 🙂

  12. Tak mi przykro Iza..Pisalam juz wczesniej: wierze ze przyjdzie do Was jeszcze radosc, taka szczera ze ocieplajaca cialo od srodka i tak wielka ze obejmie nie tylko Ciebie I meza ale tez dodatkowa istotke w Waszym zyciu! Trzymaj sie

  13. Dobrze, że macie siłę pożartować. To pomaga nie zwariować.
    Dobrze, że dajesz rade przełykać bułki.
    Dobrze, niesamowicie dobrze, że macie siebie. Że razem możecie walczyć dalej.
    Ale niedobrze, że lekarz ma podejrzenia ciąży pozamacicznej. Ja mam nadzieję, że to jednak była ciąża biochemiczna i wkrótce beta spadnie. Tak jak wszyscy Ci tu piszą oczywiście miej rękę na pulsie i jak tylko coś Cię zaniepokoi to wiesz co robić.

    To miał być krótki blog, a nie encyklopedia rzadkich powikłań…

    Mam nadzieję, że te złe wiadomości wreszcie się skończą.

    Ja dzisiaj też miałam dalsze złe wiadomości ze szpitala, bo dziś jeden z lekarzy grubo przesadził z interpretowaniem tego pogorszenia u mojego męża. Ale jak zwykle mój mąż mnie pociesza jak może…

    1. Asia, proponuję wyciąć maj z kalendrza, obu nam to dobrze zrobi.

      Przełykam bułki nadzwyczaj gładko. A Ty? Trzymasz się? Pozwól się pocieszyć mężowi, on też musi się bardzo bać…

      1. Coś jest na rzeczy z tym wycinaniem….z pamięci. Ja napisałam Wam o tym pogorszeniu dopiero kilka dni później – łudząc się, że jak to ukryję, nie powiem nikomu to wtedy nie będzie to prawdziwe.
        Rodzinie nie powiedziałam jeszcze. Wczoraj wyszukałam w necie (wiem…wiem…ten koszmarny internet, ale ja nie umiem przestać szukać tam jakiejś nadziei) w czasopismach medycznych taki protokół regeneracji serca stosowany w znanym angielskim ośrodku kardiologicznym z bardzo dobrymi efektami. Stosuje się tam taki jeden lek, który bardzo podwyższa statystyki regeneracji, a tu nikt nam o tym nawet nie wspomniał, może okazało się to złe i się już tego leku nie stosuje – nie wiem, nie znam się, ale nic nie zaszkodzi mi wysłać tego protokołu do lekarza i zapytać o jego zdanie na ten temat. Tym bardziej, że o tym leku na swoich stronach wspomina też producent tej pompy którą ma zainstalowaną mój M. Dzięki za troskę (bardzo).
        Mam nadzieję, że jak będziesz na wizycie to beta będzie już znacząco „spadnięta” i nie będzie żadnych sensacji (w każdym znaczeniu tego słowa). A maj wkrótce wytargamy z kalendarza…

        1. Asia, ślij ten protokół do lekarza i dawaj znać!
          Tak bardzo ważne jest zaufanie do lekarzy, bo zdjejmuje z nas odpowiedzialność, zmniejsza stres, ale nikt nie może się powstrzymać przed dochodzeniem na własną rękę…

          Chciałabym, żeby niemówienie o problemie sprawiało, że on zniknie. Ale byśmy sobie tutaj milczały, cisza jak makiem zasiał.

          Martwię się o Ciebie. Myślę o Tobie.

          1. Właśnie wysmażyłam maila i wysłałam. Dam znać. Wolę mailem niż na gorąco zapytać – bo co jeśli ktoś o tym nie słyszał – lepiej niech na spokojnie wtedy poczyta i się zastanowi czy to ma sens niż zmyśla coś na szybko….

            Jeżeli chodzi o zaufanie do lekarzy – to wszystkie poważniejsze decyzje są konsultowane na szczęście w szerszym gronie lekarskim. To dobrze. Bo wczoraj ten panikujący lekarz został koncertowo zgaszony przez szersze grono.

            Ja w szpitalu nie boję się złych decyzji tylko zaniedbań, nie zauważenia, że dzieje się coś złego….
            Nikt nie chce nikomu zaszkodzić, ale czasami przez zaniedbanie za późno jest by pomóc, a można było tego uniknąć.

          2. Dostałam odpowiedź. „Tak stosują ten protokół. To jest sprawa bardzo indywidualna dla każdego pacjenta, to jest bardzo jednostkowe i każdy traktowany jest inaczej. HARPS nie sprawdza się u wszystkich” – to jest informacja od koordynatora zespołu który leczy mojego M. Czyli wiem wszystko i dosłownie nic. Będę musiała porozmawiać teraz z lekarzem i zapytać czy planują taki scenariusz jak M miałby odpowiednie parametry? Czy może w jego przypadku należy o tym zapomnieć…

          3. Piękna, nic niemówiąca odpowiedź. Jak z ulotki wyborczej.
            Nic na temat waszego przypadku. Nie sprawdza się u wszystkich, a Twojego M. nie bo..? I jakie warunki musiałby spełnić, żeby zastosowali?

          4. No nic na temat naszego przypadku….ale ten koordynator zasugerował mi z kim mam najlepiej o tym porozmawiać. Dam znać co i jak.

          5. Asia, może to nie jest ta najgorsza odpowiedź (nie, bo nie). Po prostu nie dają gwarancji, że pomoże, ale nie odmawiają próby.

          6. Z tej odpowiedzi absolutnie nie wynika, że M jest przypadkiem na którym mogą próbować ten lek….
            To jest pewnie bardziej skomplikowane, ale HARPS ma dwie fazy. I i II faza leków. I fazę dostają z tego co widzę wszyscy, bo to jest jakby zwykła kontynuacja leczenia którą M ma od lat. Natomiast w drugiej fazie podaje się lek który jest co prawda lekiem na astmę, ale właśnie przy okazji wykazuje dużą skuteczność w regeneracji mięśnia sercowego. Z tego co czytałam biorą go też sterydziarze, bo w dużym tempie spala tłuszcz i rzeźbi sylwetkę no i ma pewnie też jakieś skutki uboczne.
            W każdym razie w tym protokole jest napisane, że tę II fazę zaczyna się jeśli jest postęp w regeneracji serca w I fazie, a ostatnio jak wiemy u M jest tendencja spadkowa a nie rosnąca. Tak w ogóle to minimalna frakcja do wyszczepienia pompy to ponad 45% a M ma teraz 17%. To wszystko jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowane i liczą się też dziesiątki innych parametrów ale chciałam tylko naszkicować sytuację.

          7. No dobra, chciałam zobaczyć coś pozytywnego…

            A ta pierwsza faza, w której wszyscy dostają lek – to są leki, których M. jeszcze nie brał, dobrze rozumiem? Bo jeśli tak, to przecież chyba spróbujecie przynajmniej?

          8. Tę I fazę M oczywiście bierze…bo to tradycyjne leki stosowane powszechnie w chorobach kardiologicznych. Więc po wszczepieniu pompy bierze je już przez rok. Regeneracja najczęściej występuje od 3 do 12 miesięcy. Potem szanse maleją. Dlatego tak liczyliśmy na lepsze wyniki….

          9. No i d..a!!! Rozmawialiśmy z lekarzem. Niestety informacja od koordynatora była nieprawdziwa (on zna protokół bardziej z mechanicznej strony ustawień pompy, ale nie pod kątem leków. Nie stosuje się tego protokołu w Polsce, bo ten lek nie jest u nas zarejestrowany. Można kupić na allegro, ale tam to nie wiadomo co to jest naprawdę…. Można kupić to w aptece w Rumunii, no ale jak go oficjalnie podać? Ogólnie ta lekarka ma ogromną wiedzę, powiedziała, że zastanawiała się poważnie sama nad tym lekiem! i że to mogłoby pomóc. Naprawdę ma sporą wiedzę na ten temat. Tym protokołem było oficjalnie leczonych 15 osób z czego u 11 osób doszło do regeneracji i wyszczepienia pompy czyli 73% skuteczności. Statystyki leczenia tradycyjnymi lekami to 2-3% regeneracji. Na razie odkładamy temat do następnego sprawdzania trendu parametrów serca u M. Próbki na ilości pacjentów poniżej 100 osób są ogólnie ignorowane w medycynie.

          10. nieplodnoscwkrakowie, dzięki wielkie za chęć pomocy!:-)!
            Ta lekarka mówiła o Rumunii, ale ja już sprawdziłam i można to też kupić na receptę w aptekach w Czechach i w Niemczech. Ale jakby co to się kiedyś odezwę. 🙂 Pozdrawiam Kraków- sama też jestem z Krakowa 🙂

  14. Hej kochana warto meza posluchac i zagrac w totka bo to jest jakies wszystko dziwne. Nie mam slow. Trzymam kciuki zeby wizyta w szpitalu nie byla konieczna.
    sciskam mocnoooooooo

      1. Ja czasem zagram ale wole zdrapki, moj M smieje sie ze wezmie mnie do kasyna bo na telefonie pokera rozwalam hehe. Mam nadzieje ze alko smakowalo i reset cos dal 😉 bo u mnie alko raczej wywoluje rozpacz. Ale w ten weekend wypije za nas wszystkie walczace zebysmy wkoncu mialy nudne zycie 🙂 sciskam mocno

  15. …tak wyliczam co jeszcze może ci się za scenariusz trafić dotyczący nieplodnosci… i wiesz co nieplodnosc jest w dupie bo juz nie moze ci niczym zaskoczyc!!! przerobilas wszystkie opcje niech sie teraz odpier…i!!!

    1. Oczekująca nie prowokuj, bo źródło nieszczęść jest niewyczerpalne. Jeszcze jest tyle możliwość dokopania nam… A zresztą przecież los może się powtarzać, nie musi ciągle zaskakiwać.
      Mnie np. stało się to samo, z zupełnie innego powodu. Nie spodziewałam się, że wody znów odpłyną.
      Jarek ma dwie córki wcześniaki urodzone w tym samym tygodniu ciąży, z dwóch kobiet, z kompletnie różnych przyczyn. Jakie było prawdopodobieństwo takiego trafienia. Do tego starsza córka nie wyszła obronną ręką. Widział, co może oznaczać takie wcześniactwo i odliczał punkty przy naszej. Obie miały retinopatię, złapaną na tym samym poziomie, przez tę samą lekarkę, ta sama operowała. W. ledwo widzi, ma – 8 dioptrii, astygmatyzm, Laura ma idealny wzrok. Wyjście bez szwanku było prawie niemożliwe. Nawet przy podobnych scenariuszach jest dużo miejsca na wariacje.
      Ze mną w szpitalu była babka, która 3 razy urodziła wcześniaki, każdy w podobnym tygodniu, ok. 30-32, z innego powodu i każdy jest w innym stanie. Miała odklejenie łożyska, nadciśnienie i na końcu odejście wód z nieznanego powodu i zakażenie. Odklejenie łożyska wyrządziło szkody – syn ma porażenie mózgowe.

      Ja np. mogę jeszcze przeżyć nierozmrożenie zarodka, nieudany transfer, żeby poczuć jak to jest, jak w ogóle się nie udaje. Potem kłopoty z drugą stymulacją, brak zarodków, wczesne poronienie, poród jak z Laurą bez happy endu, nawet dzień przed porodem dziecko może umrzeć, może umrzeć po porodzie. Naprawdę żadnej z nas życia nie starczy na wszystkie nieszczęśliwe scenariusze.

      1. oooooo rany, Wężon…. proszę Cię….. to wszystko prawda, to co piszesz piszesz, ale to takie straszne, że lepiej o tym nie myśleć na zapas. Z jednej strony jestem zwolennikiem trzeźwego realizmu, ale z drugiej strony jakbyśmy ciągle myślały o tym wszystkim, co może się złego przydarzyć to można oszaleć przecież.

      2. Kurcze, Wężon, gorszy dzień? Tak, to wszystko prawda, ale istnieje szansa, że może sie zdarzyć także wszystko dobre, kumulacja dobrych zdarzeń na drugiej stronie szali…
        Nagromadziłaś tych nieszczęść, aż straciłam oddech… A miałam właśnie jechać po zakupy – teraz strach wyjść.

        Hola, kochana, masz dziś wizytę, gleboki wdech, cycki do przodu i głowa do góry. I melduj nam się tutaj, melduj, plis!!!

        1. Dziewczyny, gorszy dzień, bo 13. 😉
          Ruda, ja jestem też realistką i nie nagromadziłam tych nieszczęść dla postrachu. Tylko dla pokazania, że nie ma czegoś takiego, jak limit nieszczęść i nie można zakląć losu mówiąc, że tyle złego nam się zdarzyło, że teraz to już będzie dobrze. Będzie co będzie. Na szczęście, limit szczęśliwych zdarzeń też jest niewyczerpalny. Tylko nierówno się to rozkłada i nigdy nie wiadomo na co trafisz. Jednak jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 🙂
          Mam wrażenie, że ja się przez ostatnie lata specjalizuję w kategorii – szczęście w nieszczęściu.
          Jakby tak spojrzeć na Jarka, to też zbyt szczęśliwie nie miał. Śmierć matki jak miał 12 lat, śmierć ojca, jak miał 14, śmierć opiekującej się nim ciotki tuż przed 18 urodzinami. Wczesna wpadka i małżeństwo niekoniecznie z głębokiego przemyślenia. Skrajny wcześniak i mnóstwo z nim kłopotów. Sepsa, która pogorszyła sprawę. Starsza córka prawie nie widzi, prawie nie mówi i ma autyzm.
          Zmiana partnerki i powtórka z rozrywki – kolejny skrajny wcześniak. I strach, jak mu pójdzie na kolejnych, znanych zakrętach. Obserwacja, czy zacznie mówić, czy będzie się normalnie zachowywać.
          Chwila przerwy i strata dwójki potencjalnych dzieci.
          Nie sądzę, żebym była tym szczęściem, które wszystko wynagrodzi. 🙂
          Mam wiele takich historii, bo lubię słuchać ludzi, dobrych dla równowagi też mam trochę. 🙂
          Nie wierzę dlatego we „wszystko w końcu będzie dobrze”, bo nie musi, tak jak nie wszystko będzie źle.
          Jak słyszę ” musi się udać, to wewnętrzna zrzęda powtarza jak echo: nie musi, nie musi, nie musi…

          Co do mojej wizyty: miałam iść na 13:30, ale rano zadzwonili, żeby przyjść na 17:00. Pojechaliśmy jednym samochodem, w dzień miałam wyskoczyć w te i we wte metrem, a teraz zanim się komunikacją dotacham na moją wieś (autobus miejski pod sam dom jest, ale raz na godzinę) to będzie wieczór. Ale oczywiście się odezwę.

          1. A no to w tym się z Tobą zgadzam – jak słyszę „będzie dobrze, bo kiedyś wreszcie musi być dobrze” – to też mnie trochę krew zalewa, wcale nie musi, bywa różnie i wcale nie wiemy w której puli jesteśmy. Tylko może to kwestia definicji – co konkretnie będzie dobrze? Bo może to na co czekamy nie będzie dobrze, ale coś innego dobrego się przydarzy 😉

          2. Wężon, no to fajnie spotkać kogoś kto tez ma alergię na słowa „będzie dobrze”. Ja nabawiłam się tej alergii jak mój Tata zachorował na raka. Mój M powtarzał mi, że będzie dobrze – ja mu uwierzyłam…
            Tata umarł. M ma zakaz używania tego zwrotu, chyba że poprzedzony jest słowami chciałbym żeby było, mam nadzieję itp. Od tego czasu jak ktoś mnie poklepuje po plecach i mówi, że będzie dobrze to w najłagdniejszej wersji odpowiadam: nie mów tak bo tego nie wiesz. Mniej łagodnych wersji nie będę przytaczać 🙂

          3. Masz rację Kamila, wpadka sama się nie robi. Ale niektórym latami się nie zdarza, a to był jeden pokręcony cykl. Znam takich co przez 10 lat na metodzie naturalnej wspieranej czasem prezerwatywami nie wpadli. Ale jakby nie było, to na własne życzenie. To się może do braku szczęścia nie wliczać.
            Jednak to był tylko wycinek mojej opowieści. Śmierć rodziców i skrajne wcześniaki to raczej nie na własne życzenie. I tak, nie miał zbyt szczęśliwie, znam weselsze koleje życia.

      3. Wężon, to wszystko prawda co piszesz o tych rzeczach co się mogą stać, że dziecko może umrzeć dzień przed porodem, dzień po…itp. Ale idąc dalej tym tropem to jak przez przypadek nie umrze i z całą szczęśliwą rodziną wsiadasz do samolotu lecąc na wakacje to okazuje się, że pilot rozbija samolot…..a jakby mu się nie udało to na miejscu jak jesteście w jakimś muzeum strzelają do was terroryści……a jakby kogoś nie trafili to za chwilę jest trzęsienie ziemi……Ja czasem idę z tymi myślami tak daleko żeby zrozumieć w pewnym momencie absurdalność takiego strachu. Ostatnio (przez ostatnie wydarzenia w moim życiu i przeżywanie z Wami wszystkiego) przyłapałam się na tym, że budzę się w nocy i słucham najpierw czy pompa mojego męża działa (bo może nie ma prądu i się wyładowała) ale to nie koniec, dalej nadsłuchuję czy oddycha – bo przecież pompa może działać nawet w trupie. Ale apogeum osiągnęłam idąc w nocy do łóżeczka małego michasia i sprawdzając czy on żyje (właśnie ze strachu, że dzieci umierają). To się przydarzyło kilka razy ostatnio i tak ze dwa dni temu powiedziałam sobie dość jak mąż wpadł na pomysł żeby zabrać dzieciaki do Disneylandu – pierwsza moja reakcja, to że ostatnio kiedy miał taki plan to zamiast do Paryża to pojechał na oiom i wszystko przepadło. A teraz to z tyloma urządzeniami oddalanie się od szpitala tak daleko to niebezpieczne bo….i tu lista tego co może się stać…..
        Dość, dość i dość.
        Życie jest bardzo krótkie i tak. Ja nie mówię, że trzeba skakać na bungie, ale ukrywanie się przed strachami powoduje, że zrobimy sobie z życia koszmar a i tak nie wiadomo, czy nieszczęście nie dopadnie nas nawet jak biernie stoimy w bezpiecznym miejscu.
        Moje strachy ostatnio sięgnęły granicy absurdu, włącznie z tym że zaczęłam zastanawiać się nad tym czy jest sens w braniu kredytu i kupowaniu większego mieszkania, bo przecież jak mój M umrze to sobie nie poradzę z kredytem i wtedy to po co mi większe mieszkanie…To poszłam dalej tym tropem, że przecież może się też coś stać mi (rak w mojej rodzinie jest super realnym strachem) albo dziecku….
        No i ta „bania” strachu tak się ostatnio przepełniła, że jak dodałam do niej obniżoną wydolność serca mojego m, to już nie wytrzymała i pękła.
        Ale ulga…………………..nie bać się przyszłości……………. (której przecież nie znam!!!!)…………………………… i wyjść sobie na zakupy patrząc w niebo, słońce i poczuć wiatr na twarzy.
        Jedyny dobry wniosek jaki przychodzi mi do głowy po lekcji z „banią strachu” to śpieszmy się kochać ludzi…..

        Wężon, nie wiem co Ci ta przyszłość przyniesie, czy będą nad Twoim domem latały bociany, ale zamiast wizualizować jakieś powtarzające się nieszczęśliwe scenariusze to możesz zamiast tego powtarzać przytulanie Laury co chwile aż dziecko będzie miało już dość 🙂
        Daj znać jak wizyta…. Głowa do góry bo dziś-właśnie teraz jest naprawdę piękny realny dzień.

        1. Asiu, ja wcale nie wizualizuję nieszczęść. Po prostu nie mam złudnej nadziei, że coś musi się udać i żyję tym co jest. A co będzie to będzie. Nie martwię się o przyszłość, bo tak jak mówisz, pijany kierowca może wjechać na chodnik, akurat jak Laura będzie tamtędy przechodzić. Nie zapobiegnę wszystkiemu i nie ma się co zadręczać.
          Moja rodzina jest zdrowa i długowieczna, mama mamy właśnie skończyła 97 lat. Za to u Jarka prawie wszyscy umierają na raka, z obu stron.

          1. No to chyba się nie dogadałyśmy :-), bo ja wcale nie próbuję Ci wciskać złudnej nadziei, że na pewno się uda. Tak jak piszesz…”…żyję tym co jest. A co będzie to będzie. Nie martwię się o przyszłość..”
            Sorry, jakoś ten Twój poprzedni wpis wydał mi się trochę inny niż był…
            Ale to pewnie dlatego, że ja sama mam niestety tendencje do wizualizacji nieszczęść, panikowania i biadolenia i odczytałam to co napisałaś tak jak chciałam. No ale jak Ty nie martwisz się to ja już tez się nie martwię 🙂 i jest gitara.

          2. To się cieszę, że się nie martwisz. 🙂

            Ja tak nieco złośliwie i czarno zareagowałam na wpis oczekującej, że już los nie ma Izy czym zaskoczyć w tym temacie i wszystko co złe się wyczerpało.

          3. Miałam taki moment wczoraj, że pomyślałam „Może los daje nam znać, że pora kończyć, że dziecko nie jest nam pisane”.
            Potem zaczęłam się z siebie śmiać, bo właściwie (przynajmniej w tej chwili) nie wierzę, ze los coś mówi, że nas testuje, że zaskakuje. Jest nauka i są rzeczy, a nie jakiś osobowy los.. Tak sobie to teraz tłumaczę.
            Od dziecka sądziłam, że dobro wraca, zło wraca. Nieprawda, nie wraca, aż tak zła nie jestem.

          4. Ja myślę, że po to są religie – żeby ludzie nie zwariowali od świadomości, że gówno prawda, mało co wraca. Możesz sobie mówić, że Ci wynagrodzi po śmierci, na tamtym świecie, albo w następnym życiu.
            Ciężko jest żyć ze świadomością, że po prostu tak jest, bez celu i bez nagrody w perspektywie.
            Iza, nie łam się, to dopiero 4 transfer. Pamiętaj o mojej B. 🙂
            Czytałam też o takiej, której udał się 7 transfer, po 6 poronieniach.
            Nie takie rzeczy los widział. 😉

          5. wezon masz racje ze moze zaskoczyc… zawsze moze…ale ja mam nadzieje na to ze to beda dla Izy tylko same pozytywy☺ taka ze mnie niepoprawna optymistka..
            wyciskam to zycie jak cytrynke chociaz czasem zamiast z herbata jest z sama woda☺

          6. Oczekująca, woda z cytryną jest zdrowsza niż herbata. Podobno robi dobrze na cerę. Możesz dodać trochę miodu. 🙂
            Potrzebne nam tu takie optymistki.

      1. Punkcję zrobiono mi wczoraj rano. Przez cały dzień byłam trochę skołowana po znieczuleniu, dosypiałam na kanapie i nie miałam siły nic napisać.

        Pobrali mi aż 23 pełnowartościowe oocyty. Ponieważ w programie MZ i tak możemy wykorzystać tylko 6, a to nasze pierwsze podejście, podjęliśmy z S. decyzję o przekazaniu komórek do adopcji. Ja i tak pewnie z nich nie skorzystam w najbliższym czasie, może komuś przyniosą szczęście…

        Dziś jestem jeszcze trochę obolała, czuję się tak, jakby ktoś mnie skopał w brzuch. Już pod koniec stymulacji jajniki pękały w szwach i było to dość bolesne, punkcja jeszcze spotęgowała dyskomfort. Czekam teraz na sobotni transfer i jakieś to takie irracjonalne mi się zdaje, że ja tu marynuję pieczeń na obiad, segreguję skarpety po praniu, pan S. wierci dziury pod obrazki, a gdzieś tam powstają nasze zarodki. Nie ogarniam tego w głowie jeszcze. Pamiętam, jak urodziła się nasza Lena- nosiłam ją w brzuchu przez 9 m-cy i wiedzieliśmy oboje z mężem, że tam jest, a jednak gdy wyszła z tego brzucha i pomyślałam „Człowiek w człowieku. KOSMOS”. Teraz sytuacja wydaje mi się jeszcze bardziej kosmiczna.

        I boję się bardzo, że coś może pójść nie tak, że zarodki będą słabe albo że nic z nich nie urośnie.

        1. S-mother, gratuluję! Liczba obłędna (pilnuj się, czy nie wystąpią objawy OHSS przy 23 komórkach).
          Szlachetne, że oddaloście do adopcji tyle istnień 🙂 My swoje tez chcieliśmy oddać, ale okazało się (w osttaniej chwili), że przy endometriozie nie wolno oddawać komórek innej parze 🙁
          Oddaliśmy pozostałe do celów naukowych, nic lepszego nam nie przyszło do głowy.
          S-mother, nie bój się. Komórkiw dobrych rękach, właśnie następuje kolejny podział 🙂

          1. Wiem, wiem, liczę się z tym, że może wystąpić hiperka. Właściwie nastawiam się na nią, bo z tego, co wiem przy takiej ilości pobranych oocytów ryzyko jest bardzo duże. Będę więc trzymać rękę na pulsie.

            Niech się dzielnie dzielą te nasze „wypociny”…

          2. S-mother, super wynik. Pilnuj hiperstymulacji. Ja ze środowej punkcji miałam transfer w piątek. Ze względu na wiek nie mamy ograniczeń liczby komórek. Ale pobrano 7, więc prawie programową liczbę. Może dlatego nic mnie nie bolało ani przy rośnięciu, ani po punkcji.
            Ja uwielbiam narkozy – budzę się jak po pobycie w spa. Miałam punkcję o 10, prawie do 12 byłam w klinice i nie pojechałam do domu, tylko do pracy na resztę dnia. Mogłabym mieć narkozę co tydzień.

            Moja B. w pierwszej stymulacji miała 21 komórek, wszystkie zapładniali, bo płatnie robiła. Z tego wyszło powyżej 10 zarodków. Myślała, że zapas jest taki, że na pewno się uda i jeśli z tych szans nie wyjdzie, nie podejdzie do 2 stymulacji. W końcu do sukcesu potrzebowała 5 stymulacji.

            Trzymam kciuki, żeby zapłodniło się wszystkie 6 komórek i będę o Tobie myśleć w sobotę.

          3. Tiaaaa…narkoza „żondzi” 😉 Też już kilka mam za sobą i znoszę generalnie nienajgorzej. Wstaję z wyra przed „programowym” czasem, tylko potem mi baterie siadają i musze jednak odespać 🙂

            W programie, chyba z uwagi na mój wiek, i tak trzeba stymulację przeprowadzać w każdym z cykli, więc jeśli kolejne transfery będą nieudane, to w końcu zamrozimy sobie komórki. Na tym etapie uznaliśmy, że za wcześnie na taki ruch.

          4. Jak to stymulację trzeba przeprowadzać w każdym z cykli? Co miałaś na myśli?

            Nie wybiegaj aż tak w przyszłość, jeszcze nie podeszłaś do pierwszego transferu. 🙂

          5. Wężon, ponoć wiek determinuje pewne szczegóły programu. Odnosi się to nie tylko do liczby transferowanych zarodków, ale także do stymulacji. Tak zrozumiałam lekarza- że mamy trzy cykle w ramach programu i każdy z cykli musi być stymulowany, nawet jeśli z poprzedniego będą komórki i/lub mrozaki. Dlatego też zdecydowaliśmy się na oddanie oocytów.

          6. S-mother, Ty weź się dopytaj, coś mi się nie trzyma kupy to co zrozumiałaś. Po co miałabyś robić następną stymulację, jeśli byłyby zarodki do wykorzystania. To marnowanie zdrowia i pieniędzy publicznych i produkcja kłopotliwych zarodków. W programie są trzy stymulowane cykle refundowane, ale następny dopiero po wykorzystaniu zarodków z pierwszej tury. Wszystko jedno, czy miałaś jeden transfer, czy 6. Program refunduje trzy pełne cykle ze stymulacją, ale nie że do każdego transferu masz się stymulować i robić nowe zarodki.

          7. ?? A to nie jest tak, że każde z 3 podejść w programie zaczynamy od stymulacji i pick up’u i transferujemy w ramach tego podejścia tyle zarodków ile powstało (oczywiście biorąc pod uwagę wiek itd.) ?? Nam to właśnie w ten sposób lekarz przedstawił.

  16. Ech, nie wiem co napisać… z jednej strony chcę pocieszyć, z drugiej strony nie jestem dobra w tych cukierkowo – optymistycznych zapewnieniach o tym, że na pewno wszystko będzie dobrze. No bo czasem nie jest dobrze, takie jest życie. Najważniejsze, żeby z tych zawirowań wyjść obronną ręką, odzyskać równowagę i radość cieszenia się życiem. fajnie, że potraficie z tego żartować – to dobry mechanizm obronny, buduje dystans do wydarzeń, daje poczucie zjednoczenia, jest przeciwieństwem niewypowiedzianych pretensji. Najważniejsze to kochać się mimo wszystko 🙂

  17. Bardzo współczuję, ale wiem też że będzie dobrze musi być! Trzymam kciuki jak my wszystkie tutaj! Muszę się przyznać że trochę egoistycznie weszłam dziś na Twój blog (choć odwiedzam go codziennie), bo potrzebuję trochę pozytywnej energii. Dziś byłam u lekarza, serduszko ładnie bije, Kropek ma 2,6 cm ale pod nim ulokował się krwiak 3 cm oszaleć można. Zalecenie leżenie i duphaston, więc od dziś zaczynam moje leżakowanie mam nadzieję że w miarę krótkie. Może ktoś ma jakieś doświadczenie z takimi krwiakami bo jestem trochę wystraszona że najbliższe 9 m przeleżę plackiem a miałam takie cudownie plany na te miesiące.
    A ty trzymaj się dzielnie jak do tej pory ściskam gorąco 🙂

    1. Cikinia, ja akurat nie jestem dobrym przykładem optymistycznych rozwiązań – ale kiedy zaczęło się u mnie krwawienie, przeczytałam setki historii o tym, jak krwiak się wchłonął bez żadnego uszczerbku dla ciąży. Naprawdę setki.
      Leż, pachnij, bądź spokojna.

    2. I ja mam bliski przypadek krwiaka pod zarodkiem, który teraz jest świetnym 3-latkiem. A krwiak na tyle poważny, że w małym, powiatowym szpitalu zaproponowali od razu łyżeczkowanie, bo brak szans. W Wawie podtrzymali i proszę. Krwiak się wchłonął i wszystko ok. Czego i Tobie życzę!

    3. Cikina, witaj w grupie leżenia, krwiaków, duphastonu i po kilku tygodniach całkowitego wchłonięcia się tego krwiaczka. 3cm to nie jest duży krwiak i nie masz się co bardzo stresować. U mnie krwiak był podobnej wielkości, żeby nie być gołosłownym 1,2cm x 2,6cm x 2,3cm a Kropek miał wtedy 1,4cm. Ja nie byłam tak bardzo tym przestraszona jak Ty, bo lekarka powiedziała, że jak będę leżeć i brać duphaston to na pewno będzie wszystko dobrze. Dostałam zwolnienie, leżałam i zbijałam bąki – jedynie co to po jakimś czasie to przymusowe odpoczywanie zaczyna się nudzić….no ale cóż dałam radę 🙂

    4. Jak dobrze jest Was mieć :)Dziękuję 🙂 już mi trochę lepiej i spokojniej. Co prawda stres jest bo mąż zaplanował już wakacyjny wyjazd. Założył optymistycznie że ciąża będzie książkowa więc po przeczytaniu wszystkiego zaplanował lot do Włoch na II trymestr ciąży, najbezpieczniejszy na podróżowanie (lot ok 1.40h). A w takim przypadku chyba nie da rady :/ Ale Kropek najważniejszy 🙂

      1. U mnie po kilku tygodniach krwiak się wchłonął i wyjechaliśmy (też samolotem 🙂 ale brzuch i głowa bolały mnie przeokrutnie – tak, że nawet pamiętam dzwoniliśmy do Polski na hotline medicover czy mogę chodzić. Powiedzieli, że mogę 🙂

        1. apropos krwiaka, ja też w pierwszym trymestrze miałam krwiaka, najpierw dopadła mnie cysta później pojawił się krwiak, który się zrobił po clexanie prawdopodobnie… no i leżałam plackiem, wchłonął się, dodatkowo przez całą ciąże plamiłam a za chwile szykuje się do cc:)

  18. Iza ja mam do końca nadzieję, że będzie dobrze. Gdzie się zakopał w macicy ten pęcherzyk. Do doopy to wszystko :/ Trzymam kciuki dalej. Dopóki się nie uda;* A uda się na pewno w końcu.
    Podałam link z tym badaniem NK w Poznaniu, ale podam jeszcze tutaj http://wco.pl/pl/dla-pacjentow/cytometria/ i w takich labo szukać, bo w zwykłym labo może to być koszt nawet 280 zł.
    O PGD wypytałam koleżankę z forum własnie i czekam na odpowiedź więc skopiuję co napisała i tu wkleję;) NAjlepiej się dowiedzieć od kogoś kto to już miał:)

  19. Mam odpowiedź co do PGD :
    „Ja jestem przed PGD. Nieprawidłowy kariotyp – to jest przyczyna. Płatne dodatkowo. 8 tys.”
    Druga odp:
    „To badanie można zrobić bez wskazań lekarskich, podpisuje się osobną umowę, nie jest objęte programem rządowym.”

    Także niestety :/ drogo

    1. Wow, dzięki Lucy za pomoc. Drogo ale i dobra dla mnie informacja – mamy oboje dobre kariotypy, więc maleje konieczność robienia tych badań u mnie 🙂

      1. Nie ma za co;)
        MAm znajomą z forum, która miała pod górkę mocno, ale historia ma szczęśliwy finał:D Oto skrót jej starań:
        9 lat starań
        10.2014 kwalifikacja do INV
        11.2014 INV – czekamy na pick-up
        21.11 – pick-up, tylko jedna komórka 🙁
        14.01.2015 – II pick-up
        19.01.2015 – transfer 🙁
        25.03.2015 III pick-up, ostatni, może tym razem szczęśliwy
        04.04.2015 BETA 5 dpt 9.9; 8 dpt 43.5; 10 dpt 146.6; 14 dpt 849; 17 dpt 2898; 21 dpt 8049; 28 dpt 23827
        27.04.2015 jest serduszko TP 17.12

        Więc nie wolno się poddawać.

        Faktycznie jak macie dobre kariotypy to serio może to NK CI przeszkadza w utrzymaniu ciąży i macica zwalcza małego „obcego”. Warto sprawdzić zamiast cierpieć znowu;*

      2. Nie pamiętam, ale chyba pisałam, że na ostatniej wizycie pytałam lekarza o PGD. Kiedy należy zrobić i czy dobre kariotypy i reszta badań wystarczy. Powiedział, że po 35 roku życia są zalecenia do zrobienia PGD. Bo jak wszystkie wiemy 35 to ta „tajemnicza” granica. Nie namawiał mnie na nic – tzn na razie nie ma do czego namawiać, bo mamy 2 kruszynki i czekamy na 35 urodziny w czerwcu, żeby można było podać 2, bo tak zdecydowaliśmy. Ale gdyby jakby oby nie to trochę o tym myślę.

        1. Kasiu, właśnie pytałam u Ciebie w historii, co słychać.
          Rozumiem, że jeszcze nie miałaś żadnego transferu? Czemu nie podali Ci świeżego zarodka?
          Macie tylko dwa i wóz albo przewóz?

          1. Progesteron był za wysoki. W dniu pick up jakoś powyżej 6 i lekarz stwierdził, że lepiej poczekać. No i miało być w maju, ale na ostatniej wizycie lekarz zaproponował poczekanie do moich urodzin, bo czerwiec tuż tuż. A transfer 2 zarodków to zawsze większe szanse no nie 😉 Teściowa już widzi bliźniaki, a mi się już nie chce jej nic tłumaczyć. Wóz albo przewóz 🙂
            Co do Twoich obaw i pytań przed kolejnym transferem (poniżej), to ja właśnie panicznie się boję, że zarodki nie przeżyją 🙁 Chyba nie ma sposobu, żeby o tym nie myśleć. Też dostałam estrofem – 2 x dziennie od 2 dnia cyklu. Nigdy nie miałam problemów z endometrium.
            PS. Na Kujawy zawitała dzisiaj znowu wiosna 🙂

          2. Kasiu, a u nas wręcz przeciwnie. Dzisiaj szaro, buro i mokro. I zimno. Taka marcowa wiosna. 🙂
            Ja mam estrofem x 3.
            Oba to nie padną Kasiu, najwyżej jednego dostaniesz.

            W mojej klinice nikt nie badał progesteronu, ani przed punkcją, ani przed transferem, ani po. Bazują tylko na obrazie USG.

            To w czerwcu może obie będziemy czekały na wynik transferu. Oby.

          3. Ja myślę, że wszystko zależy od kliniki, lekarza, historii pacjentki. Mi już przed pick up powiedzieli, że przy takim progesteronie nie będzie transferu świeżego zarodka.

          4. Kasiu, ale s-mother jest w tej samej klinice, mijałyśmy się może na korytarzu. I mnie nie badali, to szukam innego powodu.

          5. To ja podpytam swojego, dlaczego dla niektórych to jest ważne a dla niektórych nie 🙂 U nas dużo gadają, bo muszą odpowiadać na nasze pytania 🙂 A jest ich niemało.

  20. Kurcze Iza, współczuję i ściskam bardzo:-( Jesteś taka moja iskierka, że się wkoncu uda i zostaniecie szczęśliwymi rodzicami:-)
    Ja teraz jestem po iui, jak tu wcześniej pisałam, pecherzyk pękł, gdzie nigdy po clo nie pekal, w poniedziałek miałam iui na polnej w poznaniu, niestety morfologia plemników słaba tylko 2%, ale wierzę że się uda.

  21. Jestem, jestem, zahaczyłam o sklep i sąsiadkę. Jarek kąpie Laurę, a ja usiadłam i piszę hurtem.

    Wizyta pomyślnie. Tzn. nie wiem, co słychać we mnie na bieżąco, ale nie jest źle, bo mam zielone światło na najbliższy cykl. Od 2 dc mam brać estrofem i zgłosić się na wizytę 12 dc.
    No i teraz dopadają mnie myśli o: dużym opóźnieniu w miesiączce, będę czekać i czekać, o tym, że 12 dc będzie dno, i się nie będę nadawać do transferu, o tym, że zarodek nie przeżyje rozmrażania i o tym oczywiście, że dwa razy pod rząd się nie uda.

    Czy wiesz może, jaka jest procedura po nieudanym wykorzystaniu ostatniego zarodka? Można podchodzić do stymulacji od razu, w pierwszym cyklu?

    Brałaś estrofem przed crio? Jeśli tak to ile?
    Wydaje mi się, że dał dużą dawkę, bo jednak jest kiepsko z endometrium.
    Oczywiście jak spytałam, jak to teraz wygląda, to odpowiedział, że zobaczymy na cyklu z tabletkami.
    Czy ta cała procedura musi być taka denerwująca?

    1. Wężon, nie dziwię się, że się obawiasz wszystkiego, bo spotkało Cię nie mieszczące się w głowie nieszczęście. Wiem, że nie można tak po ptostu przestać się bać. Ale jak masz taką wyobraźnię do tego złego co się może zdarzyć, to na pewno masz też wyobrażenie dobrego… Tylko pokop w sobie…

      W sprawie pytań. Zarodek przeżyje. Liczby liczbami, ale nie znam nikogo, komu nie przeżył rozmrażania. Dziewczyny, ktoś coś wie?

      Nie znam procedury, nie wiem kiedy można podchodzić do stymulacji…

      Brałam estrofem przed pierwszym crio, w lipcu. Tak na 99 proc. Nie pamiętam ile, postaram się grzebnąć w papierach, ale jutro mam wariacki dzień, nie wiem, czy jutro dam radę to sprawdzić. W razie czego mnie dociśnij. W każdym razie po tamtym crio była ciąża.

      Wężon 🙂 jest lepiej niż gorzej. Dajesz 🙂

      1. Przycisnę jak nie napiszesz. Inne opinie też pożądane.
        Nie dostałam Clo, ciekawe, czy przez to, że może źle działać na endometrium, czy dlatego, że była owulacja i nie ma potrzeby jej stymulować.

        Juti nie przeżył, nie wiem, czy widziałaś. Mojej B. też kilka nie przeżyło.

        1. Wężon, dobre wieści, do przodu! Jutro podpytam swoich czy po nieudanym można bez przerwy startować z kolejnym. Ja brałam estrofen w pierwszym okresie cyklu chyba dwie dziennie, ale też muszę oblukać, później po jednej ale z duphastonem. Z CLO nie wiem jak u innych ale u mnie endo nie rosło wcale…:( nie podchodziłam do ivf ale brałam chyba wszystko co biorą przy/po ivf:/
          Dobrej nocy:)

        2. Na blogu ziomalkowy swiat też widziałam, że jeden nie przeżył rozmrożenia. Ale statystyk nie znam, sama jestem ciekawa, my mamy dwa i mam zamiar je zgarnąć w jednym transferze.

        1. Wężon ja miałam 2 transfery ze świeżych zarodków i 3 criotransfery. Ponieważ owulacja u mnie nie występuje każde crio było na cyklu bezowulacyjnym. Czyli od 3 dc zaczynałam brać 1 tbl Estrofemu, od 6 dc 2 tbl i od 9 dc 3 tbl dziennie. Aktualnie nadal biorę Estrofem, ponoć po 10 tc można powoli odstawiać ten lek.

          1. A jeśli chodzi o kolejną stymulację to u mnie w klinice sugerują by od jednej stymulacji do drugiej minęły 3 miesiące. Także jeśli stymulowałaś się wcześniej to spokojnie po transferze ze śnieżynki mogłabyć ruszyć z kolejną procedurą, ale mam nadzieję że nie będzie takiej potrzeby!

          2. Aniu, brałam estrofem jakoś krócej, gdzieś do 6-7 tc. Stymulację miałam w listopadzie, czyli w razie złego wyniku ruszam od razu. Trochę mi ulżyło.
            Cieszę się, że Twoja ciąża rozwija się prawidłowo.

          3. Aniu, nie owulujesz przez PCO? To jak im się udało aż tyle komórek do ivf z Ciebie wycisnąć.

            Zaktualizuj swoją historię o szczęśliwy ciąg dalszy. 🙂

          4. Wężon póki co brak mi odwagi. Mam już za sobą krwotok w tej ciąży i tydzień w szpitalu.
            Mam PCO i insulinooporność z tym że PCO pełnoobjawowe. Stymulacje CLO itp u mnie nie przyniosły rezultatu, do IUI Gonal ale pęcherzyki nie pękały. Do IVF stymulowałam się łatwo i szybko, przy 1 procedurze chyba 21 komórek w tym 18 dojrzałych, przy 2 procedurze 18 komórek w tym 11 dojrzałych. Za każdym razem hiperstymulacja niestety. Raz udało mi się zajść w ciążę ale poroniłam, 3 kolejne transfery kończyły się krwawieniem od 5dpt i negatywną betą.
            Tak naprawdę nikt nie doszedł o co chodzi w moim przypadku… Tak samo jak przy krwotokach, niewiadomo co jest przyczyną. Byłam pewna że znów poroniłam ale na usg nie widać żadnych nieprawidłowości, maluch rośnie a serduszko pięknie bije.
            We wtorek mam wizytę, jeśli wszystko będzie dobrze opiszę ciąg dalszy w swojej zakładce.

    2. No i gites. Alleluja i do przodu! 🙂

      Nie wiem niestety jak jest przy crio, ja w cyklu poprzedzającym stymulację brałam estrofem na przyrost endometrium od 2dc ale tylko raz dziennie i tylko do ustania krwawienia (5dc). Ale jak powszechnie wiadomo reaguję na leki jak tykająca bomba- pyk i działa…

  22. Iza podziwiam Cię, a jednocześnie tracę szacunek do samej siebie- Ty przeszłaś zdecydowanie więcej, a ja nie mam siły.. Nawet nie podeszłam do inseminacji- mimo, że od 3 cykli lekarz namawia. Jestem (jesteśmy) posr…..ni ze strachu- co jeśli się nie uda. Kolejne dni, miesiące lecą. Kolejna koleżanka/ przyjaciółka/ znajoma znajomej zachodzi w chcianą/ niechcianą ciążę. A ja jałowa jak gazik. Sugestie rodziny: „kiedy wy?”, „nie można tylko zajmować się karierą”, ” w waszym wieku…” . Nie liczę dni/nocy kiedy wyłam do poduszki lub upijałam się- aby się znieczulić, nie czuć, nie myśleć, nie pożądać. Oddałabym nerkę, rok życia, aby móc tulić mała istotę… Wchodzę na Twojego bloga od kilku msc, wyczekuję nowego wpisu, zachłannie, z niecierpliwością. widze Twoją wielkość i moją małość. Mój brak siły, biadolenie..

    1. Efuniak! Bądź dla siebie bardziej łaskawa. Znalazłaś się w tak stresującej sytuacji w życiu, że masz prawo leżeć i wyć. Jesteś w środku pożaru niepłodności, wszystko i z każdej strony piecze do żywego, rodzina, koleżanki, jałowe ciało…
      Znam każdą Twoją łzę.
      Bądź dla siebie bardziej wyrozumiała, masz prawo czuć się okropnie. Dla mnie etap inseminacji i tuż przed był najgorszy ze wszystkich, płakałam w pracy, w autobusie w domu.
      A potem… Potem oddałam się w ręce lekarzy. Oni przejęli kontrolę, zdjęli ze mie odpowiedzialność. Nawet jak coś szło źle, mogłam obwiniać ich, a nie siebie…
      Jesteś wielka i silna, tkwisz w takiej historii, której nie da się udźwignąć z uśmiechem, bez narzekania.
      Biadol, nazywaj uczucia po imieniu, gniew, zazdrość, bezradność, żal… Będzie Ci łatwiej. I pisz. Możesz biadolić tutaj 🙂

    2. Efuniak, pojęczysz, wymarudzisz się tutaj, a potem zbierzesz siły i pójdziesz leczyć się dalej.
      Ja kiedy usłyszałam, że mam niedrożne jajowody, poczułam ulgę, że mogę iść na inf i wszystko będzie działo się szybciej. Inseminacji się bałam, za dużo nadziei, za mało efektów. A wypatrywanie objawów ciąży co miesiąc przez 2 lata jest męczące. Teraz wiem, że sama w ciąży nie będę, a ivf daje nam większe szanse niż natura.

    3. Dziewczyny mają rację. Wykrzycz się tutaj. I do roboty 🙂 Po kilku latach starań, kiedy w końcu rozpoczęliśmy leczenie w klinice liczyłam, że ciach pach i będzie maleństwo. Strasznie przeżyłam brak ciąży po pierwszej IUI. Każda kolejna przybliżała nas do ivf i jakoś spokojniej było mi na duszy. Tak jak pisze Wężon, wiem że sami nie damy rady zajść w ciążę, i tak jak pisze Iza trzeba się oddać w ręce lekarzy.

    4. Efuniak, my wszystkie tutaj takie pokiereszowane trafiłyśmy. I chyba każda z nas znalazła tu ramię, na którym może się od czasu do czasu wypłakać. To daje dużo, naprawdę dużo siły. Być może potrzebujesz po prostu jeszcze trochę czasu, żeby ogarnąć tą swoją „małą żałobę”, która wydarza się każdego miesiąca…wiem po sobie, że do pewnych decyzji trzeba dojrzeć samemu, ale wiem też, że szkoda czasu.
      Trzymam za Ciebie kciuki. Wierzę, że i Ty znajdziesz w sobie siłę.

  23. Efuniak osobiscie uwazam ze boli bardziej na poczatku walki przez pierwsze lata…nie nazywaj sie slaba bo paradoksalnie ten okres jest najtrudniejszy… okres oswajania sie z nieplodnoscia… pozniej juz jest inaczej bo godzisz sie z sytuacja z tym ze musisz sie leczyc ze byc moze droga do macierzynstwa bedzie trudna a moze niemożliwa… poczatki nieplodnosci wspominam jak ty teraz… tez ciagle plakalam…po diagnozie po laparoskopii- niedrozne jajowody przystopowalam bo przestalam zyc cyklem od okresu do okresu…Pozniej in vitro hiperstymulacja i poronienie dwa dni przed 12 tygodniem… teraz juz nie potrafie plakac… za duzo lez w ciagu 5 lat nastepnych 5 lat nie poswiece… efuniak nie patrz na innych co przeżywają bo w tym momencie dla ciebie twoj bol jest największy do udzwigniecia i nie rowna sie z zadnym innym…ja pewnie jeszcze powalcze o ile moj maz bedzie gotowy…ale chce zeby ta walka toczyla sie rownoplanowo z reszta mojego zycia a nie wyszla znowu na scene jako glowny bohater…powodzenia efuniak i placz bo to najlepszy czysciciel duszy…

    1. Asia, Wężon, już odpiszę w jednym komentarzu. Dziś wizyta, z powodów logistcznych musimy jechać komunikacją miejską, nie będzie mnie pół dnia, bo mam w chu drogi.

      Brzuch mnie nie boli, za to ze stresu biegam do toalety co 15 minut i mam już kiszki wykręcone na lewą stronę,a na tyłku nie mogę usiąść :/

      Wrócę wieczorem, może ok. 19 to się odezwę.
      Jeśli szpital, to jadę tam prosto z kliniki i nie odezwę się wcale, bo nie mam w swoim super telefonie internetu (no chyba, że gdzieś fruwa wi-fi).

      Boję się trochę.

      1. Iza, wczoraj przed zabiegiem położna powiedziała mi bardzo mądrą rzecz, która uspokoiła trochę moją roztelepaną ze stresu głowę: „Tylko głupcy się nie boją”. A Ty jesteś mądra babka, to i naturalnie strach Ci będzie towarzyszył…Pamiętaj, że wszystkie tu jesteśmy z Tobą. Ściskam :***

  24. Matko,, Iza, z Krakowa do tego Novum jedziesz? Ja do nich mam 20 minut autobusem i przejeżdżałam codziennie w drodze do pracy (teraz jeździmy inną trasą). Trzeba było przenocować u mnie. 😉

    Oczywiście trzymam kciuki, żebyś odezwała się do nas z domu wieczorem.
    Buziaczki.

  25. Slonce powodzenia mam nadzieje ze wrocisz z kliniki do domu i odezwiesz sie o 19… trzymaj sie a strach jest zawsze gorszy niz rzeczywistosc… z reszta komu ja to mowie?… wojowniczce☺

  26. Iza, nieważne jak chujowa czy zajebista sytuacja- ona i tak sie musi kiedyś skończyć! Trzymam kciuki zeby ta chujowizna zniknęła wczesniej niz pózniej, żebyś mogła odetchnąć. Pozwolisz ze my sie tu za Ciebie pomartwimy, a Ty pokaz wyrazistego fucka losowi jak juz bedzie po wszystkim! Całusy!

  27. Ja tylko chcę napisać, że jestem, że od miesiecy czytam Cię i wspólprzezywam. I sciskam. My właśnie po 6 inseminacjach zameldowalismy sie w Novum. Dzis mamy 4 rocznicę slubu co mi tylko przypomina, że walczymy od 4 lat.

  28. Izunia czekam na wieści..
    Ja natomiast umowilam się na akupunkture w poniedziałek, dzień przed planowanym criotransferem. To mój ostatni mrozaczek , wiec robię co się da żeby uniknąć kolejnej stymulacji.
    Misia umowilam się tam gdzie polecalas:) To jest Fertimedica prawda? Pani powiedziała że jeśli to pierwszy raz, to najpierw badanie z pulsu, ale nie wiem po co.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *