Aborcja

Synku, nigdy nie sądziłam, że tak jednoznacznie i twardo stanę w obronie aborcji.

Teraz Kościół zmusza mnie, żebym stała się jej wielkim obrońcą. Zmusza mnie nawet do tego, żebym używała słowa aborcja – wcześniej mogłam mówić o terminacji, ale teraz rozmawiamy językiem propagandy i już sama przestaję sobie z tego zdawać sprawę.
Kościół w żaden sposób nie może pozyskać mojej duszy. Sięga wiec po władzę i bierze ciało.

To będzie koniec. Całkowitym zakazem aborcji zakażą też od tyłu in vitro, Synku.

„Dzieckiem poczętym jest człowiek w prenatalnym okresie rozwoju, od chwili połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej” – tak definiuje moment, od którego obowiązuje zakaz aborcji projekt ustawy, złożony u marszałka Sejmu

Żegnaj, Synku. Robiłam wszystko co mogłam, żebyś się pojawił. I teraz ze mnie szydzą.

„Celem inicjatywy jest przywrócenie pełni praw człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem prawa do życia, osobom najsłabszym.”

Synku, a jeśli zdążę z in vitro i znowu zgubisz się w labiryncie jajowodu? Pamiętasz, wtedy Cię nienawidziłam i kochałam na zmianę. Głaskałam, śpiewałam i żegnałam. Teraz będę Cię tylko nienawidzić. Wybacz, ale właśnie tak będzie.

„W świetle współczesnych standardów medycznych aborcja nie może zostać w żadnych okolicznościach uznana za niezbędną dla ratowania życia matki” – piszą twórcy projektu w uzasadnieniu.

„Podobnie trudno uznać za prawidłowe twierdzenie, że wynikłe z ciąży zagrożenie dla zdrowia matki usprawiedliwia spowodowanie śmierci dziecka poczętego” – dodają.

Mam taki mały rozum, że nie dowierzam w to, co widzę. W masowe ogłupienie. Może Ci wyjaśnię na przykładzie.

Czytałam kiedyś o eksperymencie (nie pamiętam dokładnych danych z badania, przytaczam je z głowy) dowodzącym mądrości tłumu. W dużym pojemniku znajdowały się setki kulek, nie do policzenia w krótkiej chwili. Dziesiątki osób odpowiadały, na ile szacują ich liczbę. Jedna powiedziała 165. Inna 480. Kolejne strzelały, że to 287, 260, 410, 305, 400 itd… Po zsumowaniu i uśrednieniu odpowiedzi, wyszło, że według uczestników badania kulek jest 329. I tyle właśnie było w pojemniku… Wniosek – każdy coś tam wie, lepiej lub gorzej, ale w sumie jesteśmy mądrzy.

W to zawsze wierzyłam. Że nawet jeśli jest ten pragnący wszechwładzy rząd spółkujący z Kościołem zrobi coś bardzo złego, to zbiorowa mądrość ludzi zapobiegnie temu i uchroni nas przed katastrofą. Okazało się, że nie doszacowaliśmy liczby kulek. Badanie było sfałszowane, latami się myliłam.

„Rosnąca świadomość krwawej i brutalnej prawdy o wstydliwie dotąd skrywanych technikach aborcyjnych, prowadzą do wniosku, że społeczeństwo dojrzało do przywrócenia ludziom (…) pełnej ustawowej ochrony ich życia i zdrowia” – napisali w uzasadnieniu.

Zauważyłeś, Synku, jakim językiem do nas mówią?

Coś Ci jeszcze powiem. Cokolwiek się wydarzy, bądź czujny i miej otwarty umysł. Żeby o Tobie, Synku, napisać, przeczytałam kilka ważnych dokumentów i coś odkryłam. Nie tylko ja żongluję liczbami, jak w tym eksperymencie. Twórcy projektu ustawy w uzasadnieniu piszą, że według Narodowego Funduszu Zdrowia w 2014 roku dokonano  1812 legalnych aborcji. Tymczasem sprawozdanie Rady Ministrów  (PDF do pobrania) podaje, że w 2014 roku legalnie przerwano 971 ciąż.

Różnica olbrzymia i żadna jednocześnie, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że ktoś kłamie.

Nie pozwól mówić do siebie językiem nienawiści. Nie pozwól się zmanipulować.

I spiesz się, Synku, proszę, pospiesz się, inaczej nigdy Cię nie zobaczę.

389 komentarzy

  1. Jeśli ten okropny Pis zrobi to co mu się podoba to jedyna szansa dla nas na in vitro będzie za granicą. Niestety.

    Polska to zacofany kraj podporządkowany kościołowi.
    Dla mnie to chore.
    Władza to władza. A kościół to kościół.
    Żadni panowie w sukienkach nie powinni wtrącać się w sprawy państwa.

    Ja mam wyjątkowo negatywne podejście do instytucji kościoła.
    Moja praca mi tego nie ułatwia – widzę i wiem zbyt dużo.
    Nie raz miałam już zakonnice ze spiralami, czy księdza z rozerwanym odbytem, czy pijanego, pobitego księdza przez wiernych, bo dobierał się do małej dziewczynki i został przyłapany.
    To wszystko potęguje tylko moją złość i nienawiść do tej instytucji ukierunkowanej na zysk.

    Nie chcę żadnej tu z Was obrażać.

    Temat wiary był ostatnio poruszany.
    Ja mówię tak dla wiary, ale nie dla kościoła.

    Bóg nie powiedział Nie dla in vitro. Nie ma ani słowa na ten temat w Piśmie Świętym.
    To są tylko wymysły kościoła.

    A PiS niestety jest w gronie tych kościelnych…

    Niedługo zabronią całkowicie nawet antykoncepcji i prezerwatywy znikną ze sklepów, bo to przecież grzech

    Masakra poprostu.

    Ja mimo, że staram się o dziecko, to mam podejście do aborcji na tak.
    W uzasadnionych przypadkach oczywiście
    Jeśli dziecko jest chore, jeśli zagraża życiu matki, albo jeśli jest wynikiem gwałtu.
    To moje zdanie w tym temacie.
    I nie można zabronić kobiecie tego prawa.
    Jeśli te wymysły PiSu przejdą to najlepiej pakować się i wyjeżdżać do bardziej cywilizowanego kraju którym nie rządzą księża i kościół…

    1. To samo powiedziałam dzisiaj mężowi. Niedługo wprowadza zakaz sprzedaży prezerwatyw.
      Nikt bardziej nie pragnie dziecka niż my dotknięte nieplodnoscia… A tu ironia losu, będą nam kazali się tłumaczyć, ba stawać przed sądem, że tego dziecka nie chcialysmy… Kpina. Chcą nam kobietom odebrać prawo do życia, prawo do godności.

  2. Też się poplakalam… 🙁 Tak czule tu piszesz… Jesteś niesamowita.
    Przeczytałam mojemu mężowi ten tekst. Po słowach „Dzieckiem poczętym jest człowiek w prenatalnym okresie rozwoju, od chwili połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej” powiedział żeby w takim razie dali 500zl na to dziecko, bo to nasze drugie, nasz mrozaczek, który czeka…

      1. Wlasnie czytając wpis Izy i komentarze, przez gule w gardle przycisnęli sie ironiczne prychnięcie apropos 500+ na każde dziecko. Bez kitu, gdyby nie ciaza juz kilka razy byłabym na ulicy. Gotuje sie we nnie co ci popieprzeni ludzie wyprawiaja. Tak cieżko pojąć ze decyzja o terminacji czy samoistne poronienie chorego płodu jest juz samo w sobie wystarczajaco bolesne? Nie potrzebujemy do tego policyjnych dochodzeń czy przymusu rodzenia uszkodzonych płodów. Niech każdy postępuje zgodnie ze swoim sumieniem. Ja mowię uczciwie, ze nie wiem co bym zrobiła gdyby dziecko było chore. I myśle ze nikt nie wie, dopóki nie stanie przed takim dylematem. A co jesli taki płód zagraża życiu matki? A w domu bądź „w zamrażarkach” czekają na nią inne dzieci? To jakiś ciemnogród, patologia. Wiecie, czuje sie teraz troche jak taki chudzielec wyśmiewany przez grubego, bo grubemu wolno a z grubego śmiać sie nie wypada bo to niepoprawne. Dlaczego oni mogą nam płuc w twarz a my mamy siedzieć cicho?! Krzyczmy głośno! Dają pieniądze w przeważającej części patologii lub tym, którzy de facto i tak dają sobie radę bez tej kasy. Moja siostra pracuje w gopsie. Generalnie chuj ja strzela za rozdawnictwo kasy siłom i nierobom(bo ustawa przewiduje a jak nie to winy każe, bo przecież nie moze stracić wyborco:/)teraz mówi ze juz jej całkiem ręce opadają. To rozdawnictwo do rozmnażania jest w stanie zachęcić tylko bezmózgie patologie które, za przeproszeniem, bedą sie mnożyć i poszerzać krąg ciemnoty, nastawiony na kasę z mopsu. Odebrali szanse na rodzicielstwo ludziom którzy nade wszystko pragną potomstwa, którzy wydają majątek zeby choć spróbować to dziecko mieć. I to ma byc sprawiedliwość?! Zakazują terminacji chorych płodów, a prof.Debski w wywiadzie do wyborczej bodajże mówi, ze juz nie raz Ci „obrońcy” zycia przychodzili do niego usunąć ciaze z zespołem downa czy prosili o amniopunkcję. Oczywiście wszystko po cichu, zeby czasem ktoś sie nie dowiedział.Zaraz, zaraz…bo cos mi sie tu gryzie. Im wolno, a szaremu człowiekowi nie?!! Profesor D. mówi o prowokacji dziennikarskiej dotyczącej podziemia aborcyjnego. W nagraniu dziennikarki rozpoznał głos kolegi ginekologa, który oficjalnie nie zrobiłby nigdy aborcji w szpitalu, bo to niemoralne. Ale za gruba kasa ta moralność juz gdzieś znika?!! Ja normalnie kurwa Mac nie mogę znieść tego co sie w tym kraju wyprawia. Co bedzie jak sie namnoży dzieci w tych patologiach a rząd zakończy 500+? Wierzycie ze te dzieci zostaną w rodzinach? Ci niewydolni wychowawczo ludzie juz z obecna ilością sobie nie radzą, dzieci sa często odbierane do pogotowia opiekuńczego, toczą sie postępowania o ograniczenie lub odebranie praw. Te „nowe” dzieci, bedą mieć lepszy los? Mnie zle pieniądze nie zachęca do rodzenia. Dajcie mi program in vitro, bo bez niego nie mogę mieć dzieci. Dajcie mi żłobki, przedszkola. Znieście VAT na artykuły szkolne, podręczniki, ubranka, kaszki, przewijaki i pieluchy. To namacalnie ułatwi mi życie. Jak widzę tego małego brzydkiego człowieka to mi sie tzygac chce. Jak widzę pingwinów w sukienkach to mnie trzęsie. Oto do czego doprowadzają rządy pisu, totalitarne, ograniczJace moja wolna wole i wolność.
        Paradise, ciesze sie z tego co napisałaś. Mówmy głośno o tym, jacy popaprańcy chcą namówić co mamy robić. Z porozrywanych odbytami, dotykający małych chłopców. Nawet jesli to pojedyncze przypadki wsród kleru(w co watpię), to mimo wszystko niech najpierw zrobią porządek z sumieniami we własnych szeregach nim zaczną zaglądać w nasze.

        1. Margaritka, ja też zawsze mówię, że nie pieniądze i urzędnicy potem sprawdzający na co wydajesz, tylko ułatwienia dla dzieciatych. To co wymieniłaś, plus np. bezpłatne zajęcia, angielski, basen, dofinansowane kolonie itp. . To będzie inwestycja w dziecko, nie będzie wątpliwości, że dziecko skorzysta, a rodzic nie wyda źle. I że to pójdzie na rozwój dzieci, żeby mogły potem pracować i były zdrowe, a nie na chwalenie się markowym ciuchem.
          Ale to za trudne. Łatwiej po prostu dać.

          Napisałaś, co będzie, jak program się skończy i czy te dzieci zostaną w rodzinach.
          Ja się boję, że teraz w rodzinach zostaną dzieci, które nie powinny. Tak to by bachora podrzuciła babce, ciotce, czy do domu dziecka i poszła w cug, a teraz będzie trzymać je zamknięte i zaniedbane w domu, bo to kasa, a musi być wspólne zamieszkanie.

          1. Dokładnie tak bedzie Wezon. Powtórzę sie, ale znam to wszystko z pierwszej ręki. Jak rodzice chleją, w domu sa libacje, schodzą sie typy spod ciemnej gwiazdy a tam małe dzieci ma to patrzą. Bóg jeden wie na co patrza( tu przypominają ni sie sceny z filmu Pod mocnym aniołem), i mam nadzueję ze „tylko”patrzą a nie biorą w tym udział. Choć jak np ktoś sie pofatyguje i przeczyta np książkę Bidul, to dowie sie co przeżyły dzieci które trafiają do domów dziecka, co dzieje sie w domach żuli. Żywię nadzieje, ze chociaz w domach dziecka nie ma juz aż tak drastycznego „drugiego zycia” jak było w latach 80. Ktoś miał do czynienia z 10latkiem z domu dziecka, na którego wpływ nadal ma mamusia bo jedynie jej ograniczyli prawa a ona nie ma środków na wyvhowywanie, wiec państwo to robi w placówkach, a ona odwiedza, jest najlepsza mamusia wtedy i miesza w głowie na swój patologiczny sposób temu biednemu dziecku? Bo ja miałam. Uwierzcie, ze ręce opadają, te dzieci to mali dorośli z wielka rana w sercu, ze złymi nawykami, z tym patologicznym roszczeniowym nastawieniem „należy mi sie”…. Chcą mieć pokolenie ludzi świadomych, wyedukowanych, ambitnych czy ciemna masę wyborcza?Jak można byc tak krótkowzrocznym i gotowym niszczyć kraj dla władzy?

          1. Macie rację. Znam kogoś, kto czeka na adopcję. Niestety, cisza w „interesie”, bo przez program 500+ nagle rodzice przypominają sobie o swoich ukochanych dzieciach porzuconych w dd.

        2. Margaritka ! Napisałaś wszystko to, o czym myślę od kilku dni ! Dotąd chodziłam na marsze KODu, ale odkąd jestem w ciąży powstrzymuję się. Nawet wczoraj chciałam iść z tym wieszakiem pod sejm, ale mąż mnie zatrzymał:). W sumie to dobrze, bo ja jestem czerwona ze złości przez to wszystko tak, jak Ty i nie wiem, czy bym nie zaszkodziła dziecku tym wkurwianiem się. To, co robię, to podpisuję petycje i namawiam znajomych do tego samego na fejsbuku. Nadal czuję , że to za mało, najchętniej poszłabym do tej Straszydło osobiście, ale wyślę jej wieszak pocztą – też jest taka akcja.
          Obawiam się, że naszych głosów nikt z tych skurwy$%^ nie wysłucha, ale i tak byłam dumna z wczorajszej akcji kobiet, które wychodziły z kościoła. To było wspaniałe !

          To prawda, co piszesz o profesorze D., ja też czytałam z nim wywiady, w których mówił, jak to Doktor Ch. ze szpitala Świętej Rodziny w PRLu dorobił się domu na skrobankach, nawet terminował ciążę ( dziecko z zespołem Downa) własnej żonie (!!!) , ale teraz biedulek znalazł właściwą drogę do świętości i już jest pro life. To naprawdę słodkie :/ Na pewno tak też myślała ta straumatyzowana kobieta, której przedłużał decyzję o terminacji, aż w końcu urodziła dziecko bez połowy głowy. Na pewno Doktor Ch.później stał nad jego łóżeczkiem trzymając je za rękę aż umarło w agonii. Tak samo wszyscy ci przebierańcy w sukienkach ! To jest kurde tak obrzydliwe, że aż mi się niedobrze robi na samą myśl. Ale weź o tym nie myśl !

          Hit hitów z soboty : mąż rozmawiał z kolegą , który wraz z żoną głosował na Kaczorów. ( On tak do końca nie ogarnia czemu, ale „wina Tuska” ) Mają 9 miesięcznie dziecko. W rozmowie wyszło, że tak , jak my zrobili test NIFTY. Mąż spytał kolegi, czy podejmowanie takich działań nie kłóci mu się z wyborem partii, która jest prokatolicka i o której od zawsze było wiadomo jaki światopogląd reprezentuje. Otworzył usta i nic nie powiedział.
          I to jest kropka nad i, drogie Panie, banda debili i półmózgów poszła do urn i zagłosowała na tą partię , bo…w sumie to dadzą pięć stów na dziecko, bo wina Tuska, bo tak akurat udało się postawić krzyżyk , albo..wogóle nie poszli. I to jest Polska właśnie :/ Weź się tu nie denerwuj !

  3. Tak, to co sie dzieje mnie przeraża. Bedzie dramat. Co to za cyrk – przymus czekania przy ciążach pozamacicznych, az kobieta bedzie na skraju życia i śmierci – qwa, to jest juz taki sadyzm, ze nie wiem kto to wymyślił?? Nastolatka zgwałcona pójdzie siedzieć za aborcje 10 lat, a gwałciciel dostanie 2 w zawiasach? Ograniczenie badań prenatalnych? Zabójstwo prenatalne? Co to ma byc w ogóle???
    Moim zdaniem aborcja powinna byc legalna i na „request” (życzeniem bym tego jednak nie nazwała, bo to zwykle sa ludzkie dramaty, a nie życzenia..mało ktora kobieta jest masochistką życzącą sobie wykonania tego zabiegu). Mieszkałam w kilku krajach, gdzie tak było i było NORMALNIE. Tzn. traktowało się kobiety jak istoty rozumne, podejmujące decyzje o własnym zdrowiu i życiu, a nie bezmyślne istoty, które trzeba ubezwlasnowolnić i zmienić na siłę w inkubator.
    Sorry za brutalny język, ale tez jestem przerażona.

  4. Jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że jako żyje za granicą mam wyjście awryjne.
    Z racji zamieszkania w kraju muzułmańskim i całego zamieszania imigracyjnego i terrorystycznego stoje na straży chrześcijaństwa ale to co się w Polsce wyprawia to ciemnogród i nic więcej. Przerażające jest to, że ktoś na nich głosował. I jeszcze gorsze, że mimo tylu ich szokujących decyzji i planów, poparcie nadal jest na wysokim poziomie.

  5. W tym kraju mnie już nic nie zdziwi, chyba jestem jedną z niewielu osób, które do tego tematu podchodzą ze spokojem bo: przeszłam nie jedno poronienie zakończone łyżeczkowaniem a na dodatek na własnej skórze przekonałam się, że obecne prawo też nie chroni kobiety. Prawo można sobie mieć, że ho, ho, ale decyzje i tak pozostają w rękach lekarzy a Ci nie podejmą żadnej decyzji, jeśli nie będą kryci z każdej strony. Przerwanie ciąży ze względu na poważne uszkodzenia płodu u nas zawsze następuje grubo po 20stym tygodniu ciąży- a to oznacza tylko już przedwczesny poród. Ale to nie tak, że tych wad nie widać wcześniej, na te wady trzeba mieć papiery a badania genetyczne, oczekiwanie na wyniki trzeba czasu, a wierzcie mi nikomu się nie spieszy. Przechodziłam to, moja ciąża nie była do uratowania i było to już wiadomo po 12 tygodniu, ale nikt nie chciał się pod tym podpisać. Trafiłam do kliniki za granicą i tam wszyscy łapali się za głowę, jak można mnie narażać na takie ryzyko, zdążyłam na ostatnią chwilę. A! i nie zapominajmy o tym, że obecnie tylko określone szpitale mogą przeprowadzać aborcję, a Polska to nie tylko Warszawa i Kraków, cała reszta kobiet z małych miejscowości jest pozostawiona samym sobie.

  6. Siedzę i płaczę. Co za cholernie popieprzony projekt. To teraz nie pozostanie kobietom nic, jak tylko umrzeć w imię czyjegoś widzimisię i chorej, skrajnej ideologii…Jeśli dla którejś z nas okaże się zbyt późno i nie da się jej uratować to ciekawe, czy przedstawiciele rządu pofatygują się chociaż na pogrzeb? Może trzeba byłoby im wysłać zawiadomienie w takiej sytuacji…

  7. Spiesz sie chłopaku. I ląduj w dobrym miejscu.

    Ja też strasznie to przeżywam, bo jestem przykladem tego, co będzie z kobietami z cp po wejściu tej ustawy. Rozerwany jajowód, krew w brzuchu, operacja wzdłuż i wszerz, kilka transfuzji, bo prawie się wykrwawiłam. Przeżyłam (ledwo..). W gratisie straciłam naturalną możliwość zajścia w ciążę. Teraz taki scenariusz cp to marginalna opcja, bo działa się wcześniej. Po „dobrej zmianie” będzie to opcja jedyna. Nie każda kobieta bedzie miała tyle szczęścia, co ja. Nie każda przeżyje.

    Mój mąż twierdzi, że to temat zastępczy przed rocznicą sroleńska, potem przycichnie.

  8. Smutne, a zarazem jak prawdziwe… Ja też miałem nadzieję, że opamiętanie przyjdzie w porę. Nie przyszło. Czy ludzie są jeszcze w stanie wpłynąć na tę hipokryzję? W moim odczuciu – zawsze powinien pozostać wybór – nie można niczego narzucać, a już na pewno w tak delikatnych sprawach.

    Co do in vitro – też uważam, że to początek całkowitego zabronienia stosowania tej metody.

  9. Iza, mam nadzieję, że Twój Synek zdąży i przyjdzie do Ciebie jak najszybciej.

    Temat zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i całkowitego zakazu aborcji wałkowany jest w moim domu od kilku dni, pierwszy szok i niedowierzanie mam już za sobą, ale cały czas czytam, słucham, zastanawiam się…
    Projekt jest barbarzyński. To wiemy wszystkie.
    Najbardziej dotkliwie te z nas które miały tą wątpliwą przyjemność doświadczyć na własnej skórze – po wczesnych/późnych poronieniach, ciążach cp, terminacji z powodu wad płodu. Jestem jedną z takich dziewczyn.
    Pamiętam, jak straszny był dla mnie okres oczekiwania na wyniki badań w mojej poprzedniej ciąży, kolejne złe i coraz gorsze wiadomości na usg, w końcu spotkanie z genetykiem który wręczył mi już na piśmie wyrok.
    Nikt nie potrafił mi powiedzieć, co będzie, jeżeli zdecyduję się kontynuować ciąże, jakie jest ryzyko, że umrze jeszcze w brzuchu, po porodzie, a jeżeli przeżyje jak głębokie będzie upośledzenie i jak rozległe okażą się pozostałe wady..
    Z wyczuciem zaproponowano mi spotkanie w hospicjum dziecięcym, gdzie kobiety mogą sie skonsultować, poradzić, szukać wsparcia.
    Gdy odmówiłam, nikt niczego mi nie wyrzucał, nie oceniał mojej decyzji, potraktowano mnie jak dorosłą osobę, świadomą tego przed czym zostałam postawiona.
    Skierowanie do szpitala, z napisaniem podania o zgodę na zabieg, ustalenie daty przyjęcia na IP – wszystko załatwione zostało na tej jednej wizycie.
    W całym tym koszmarze który mnie spotkał czułam się zaopiekowana, pokierowana, i nie oceniana przez nikogo z personelu przychodni i szpitala. Potraktowano mnie z godnością i szacunkiem. Nie usłyszałam od nikogo słowa krytyki, ani przed ani w trakcie ani po zabiegu.
    Lekarka która opiekowała sie mną od początku do końca przez 3 dni pobytu w szpitalu podczas wręczania wypisu, gdy już czekałam na wyjście, pogłaskała mnie po ramieniu i do ucha cicho szepnęła „Życzę Pani abyśmy spotkały się za jakiś czas w lepszych okolicznościach „.
    Nie widziałam jej prawie 2 lata, i całkowitym zbiegiem okoliczności ta sama lekarka na tym samym oddziale w obecnej ciąży robiła mi usg genetyczne.
    W całej tej strasznej historii sprzed prawie dwóch lat, pamiętam mój spokój o całą procedurę.
    Wróciłam do domu z pustym brzuchem i poharatanym sercem, ale z poczuciem, że zostałam potraktowana z godnością i empatią jako pacjent, kobieta i człowiek.
    Ja musiałam ‚tylko’ poradzić sobie z emocjonalnym bólem.

    Gdy sobie pomyślę o tym, jaki los czekać będzie kobiety po wejściu w życie ustawy w proponowanym kształcie zaciskam pięści, chcę wyjść na ulicę i krzyczeć.

    Moim zdaniem, ustawa w takim kształcie jak proponowany obecnie nie przejdzie. Oczywiście zbiorą podpisy, projekt wejdzie pod obrady prawdopodobnie we wrześniu, będą dyskutować, rozmawiać, będzie też dużo szumu i sprzeciw społeczny – to widać już na obecnym etapie.
    I Pis pójdzie na kompromis – zakażą aborcji eugenicznej. Tego jestem pewna.
    Tak żeby ‚purpurowym’ dać trochę a reszcie nie zabrać wszystkiego.
    Wilk będzie syty i owca cała. Ot, zgniły kompromis.

    Niestety, nawet w takim, złagodzonym kształcie ustawy, ofiary wciąż będą.
    Każda z nas może nią być.

    Mój M. powiedział, że jeżeli uda nam się teraz szczęśliwie donosić i urodzić, to ma wątpliwości co do decyzji o drugim dziecku, bo przy naszej historii ryzyko powtórki jest duże. I co wtedy..

    Jestem smutna, rozczarowana, wściekła.
    Nie mogę pojąć, jak to możliwe, że decyzje wpływające na moje życie podejmie ZA MNIE partia na która nie głosowałam, faceci w sukienkach których omijam z daleka już od dawna i starsze panie w po-prokreacyjnym wieku z gromadką dzieci i wnuków.

    Dziewczyny, działajmy, wysyłajmy wieszaki do URM, protestujmy tak jak wczoraj, piszmy maile do posłów (polecam Wam na ‚fejsie’ stronę Dziewuchy Dziewuchom), mówmy głośno, krzyczmy. To jest walka na śmierć i życie – dosłownie.

      1. Pójdę we środę, jeśli okres nie przyjdzie… W ostatnim źle zakończonym podejściu w lutym, w 9dpt były już 2 kreski, a w 11 dpt beta 115. Czy każdy cykl jest inny i mogę jeszcze liczyć na cud? Ten cykl był na pewno dłuższy, Ovitrelle dostałam dopiero w 19 dc. Tym razem nie bolą mnie nawet piersi, ale biorę też inny progesteron – ostatnio Prolutex, teraz Crinone. W dwóch pierwszych podejściach okres przychodził zanim zdążyłam zrobić test i odstawić leki – za pierwszym razem w 13 dpt (2 dniowy zarodek), za drugim razem w 7 dpt (5 dniowa blastocysta). Tak strasznie mi ciężko, przez ostatnie 2 lata przeszliśmy tyle trudnych chwil, związanych z poważnymi chorobami, in vitro to jeden element naszych problemów, czwarty transfer, ile jeszcze mogę znieść i jak wierzyć, że może się udać? Jak załatwić kolejne 2 tyg. urlopu…
        I jeszcze paradoks – żeby wyleczyć płuco torakochirurg zalecił mi jak najszybciej zajść w ciążę, tylko jak… ja chcę bardzo mieć dziecko, nie po to żeby wyleczyć płuco, mogę cierpieć te bóle, ale chcę wreszcie żyć, a nie wegetować i izolować się, nie mam już siły ciągle jeździć przez całą Polskę na wizyty, badania, punkcje, transfery, ostatni weekend był naszym pierwszym w domu od miesiąca, trzy wcześniejsze spędziliśmy w podróży – na usg i wielkanocny transfer. Przepraszam, że się użalam!

        1. Meliska, po co się męczyć do środy? Zrób betę dzisiaj albo jutro.
          Okresu nie masz, a w nieudanych podejściach przychodził wcześniej, kreski nie ma, ale z nimi różnie może być.
          Sprawdź tę betę, zanim zaczniesz opłakiwać nieudane podejście. Trzymam kciuki. 🙂

          1. Na naszym zadupiu badanie krwi można zrobić tylko rano, siedząc godzinę w kolejce, nie dałam rady dziś wyskoczyć z pracy, jutro też będzie ciężko, dopiero w środę będę mogła. Dziękuję Wężon. Też za Ciebie trzymam kciuki!

          2. Rozumiem i coraz bardziej doceniam Warszawę.
            Poprzednim razem zrobiłam badania o 17 (można robić do 19) i o 20 był wynik w internecie.
            Jakbym miała robić o świcie i jeszcze czekać cały dzień, to bym nie wytrzymała nerwowo.

        2. Meliska …mi wcześniejszy sikaniec uratował życie… zrobiłam go 7 dpt blastlcysty. Wyszła jedna kreska…test był bardzo czuły !>10.
          Jesli bym go nie zrobiła i ludzia się przez najbliższe dni ze może coś z tego by wyszło to finał był by chyba w psychiatryku. Po sikancu Wyplakalam się , przeszłam przez wszystko i na betę poszłam z podniesiona głową.
          Tak jest szansa ze test był lewy, że beta była jeszcze za niską, że światło padało pod złym kontem.
          Ja niestety wierze w testy.
          Tak czy inaczej trzymaj się dziewczyno. Walcz! Nie poddawaj się i nie załamuj się !
          Wypłacz co masz wypłacać, wykrzycz się i idź dalej.

  10. Meliska, na sikanca to za szybko. Zrób betę, jak cos jest,to juz wyjdzie.
    Dziewczyny, dostałam arthrotec na oczyszczenie i po tym, co przeczytałam na blogu Izy spodziewałam sie przeżyć jak z horroru, a przynajmniej poczatku krwawienia, a tu – nic, zupełnie nic 🙁 wzięłam maksymalne dawki i jedyne co, to lekkie skurcze w podbrzuszu, czy na kogoś ten lek podziałał jakos pózniej, czy jednak to nieszczęsne łyzeczkowanie mnie czeka?

    1. Ewka, od kiedy go bierzesz i w jakich dawkach?
      Arthrotec działa różnie, na jedne szybciej na drugie wolniej.
      Ja w pierwszej i drugiej ciąży dostawałam po 2 tabl.dopochwowo co ok.3h, i w obu przypadkach krwawienie zaczynało się po ok. 8-10h. Ale i tak byłam łyżeczkowana, mimo, że moim zdaniem oczyszczałam się mocno.
      Mnie jakoś strasznie nie bolało, troche skurczy nieprzyjemnych i ból brzucha, ale nie jakiś straszny.
      A moja przyjaciółka 2 dni czekała na zadziałanie tabletek i nic, w końcu łyżeczkowali ją bez tego, co niestety nie jest dobre dla szyjki, bo rozwierają na siłę.

      1. Od sob. Mam juz za soba 5×3 dawek i zero reakcji 🙁 tzn lekkie skurcze i niewielkie pobolewania, nawet nie jak na @ Czytalam, ze to czasem nie dziala ale moze ta szyjka sie przynajmnjej troche rozluźni.. Dzis mam sprawdzenie u dr, zobaczymy.

    2. Ewka, mnie tam sikańce wychodzą bardzo wcześnie. Cień cienia cienia był już 5dpt, a w 7 dniu już leciuteńka kreska.

      Ja dostałam 3 dawki po 3 tabletki, ale często, tak jak Bilbao. Co 3 godziny. Lekarze powiedzieli, że jedziemy po bandzie, ale ja nie mogłam czekać dwa dni, że może się zacznie, a może nie, ja musiałam poronić w parę godzin, żeby nie stracić macicy lub nie trafić na OIOM.
      Pierwsze tabletki dostałam po 18, nic się nie działo, następne o 22, nic się nie działo, koło północy zaczęły się delikatne skurcze. Kolejna dawka o 2 w nocy przyspieszyła sprawę – po godzinie zaczęło mocniej boleć, odeszły mi wody z krwią i o 4:45 urodziłam. Ale mało bolało i bardzo mało krwawiłam, tylko taka krwisto-wodnista plama na prześcieradle, żadnego krwotoku. Nie czekano, co dalej i czy się oczyszczę, tylko natychmiast po wyjściu płodów zrobiono łyżeczkowanie. Ale ja miałam galopujące zakażenie i każda minuta bakterii w środku mi szkodziła.

      Iza jakoś długo i dziwnie brała arthrotec, ale u niej to nie skończyło się dobrze.

      1. Kurczę, Wężon, nie wiedziałam, ze wdało Ci sie zakażenie… Głupio to zabrzmi, bo sie w sumie nie znamy – ale strasznie się cieszę, ze Cię w porę zdiagnozowali!
        Moja lekarka jest dobrej myśli, ponoć jakieś plamienie się rozkręca.. hmm. Jaka to jest jednak ironia losu, ze teraz czekam na to jak na zbawienie. Ale jest ok, psychicznie nawet nie bardzo boli, to wszystko było takie z gatunku sci-fi…

  11. Kuzwa, ja jestem dla Boga na tak, dla kościoła od jakiegoś czasu totalnie na nie, a po tym co się teraz dzieje ciskają się na usta same przekleństwa. Kancelaria prawna, do której zgłosiłam się z prośbą o analizę mojej sytuacji z grudnia, gdzie nikt nie sprawdził, że beta hcg wynosiła 8 i zrobili mi zabieg, odpisała, że to za ciężkie do udowodnienia, że się nie podejmują. Może kużwa teraz powinnam opisać całą sytuację do pani prof Pawłowicz, zaślubionej Chrystusowi, skoro to było dziecko już wg nich, skoro za poronienia kobiety mają być rozliczane to ja kuźwa chcę, żeby oni rozliczyli tego lekarza, który to zrobił. Pani Pawłowicz powinna go osądzić. Nóż się w kieszeni otwiera, trzeba spadać z tego posranego kraju.

  12. Czarny humor mi sie włącza, sorry – ale wychodzi na to, ze po ewentualnej zmianie nawet nielegalna aborcja tym dziwnym lekiem na wrzody i stawy nie bedzie dla mnie żadnym wyjściem.. Czytając o arthro trafiłam na kilka forum, gdzie handel kwitnie jak ta lala…i tak pewnie pozostanie. A ‚dobra zmiana’ w ustawie ma szanse uśmiercić dziewczyny w tych najtrudniejszych sytuacjach.
    Bilbao, BalbinaMalina – czytam o waszych przeżyciach – ogromnie przykro, ze musialyscie przez to przechodzić. I tak, jest o wiele łatwiej ten koszmar przejść, kiedy lekarze traktują pacjentkę z troska i szacunkiem, czyli humanitarnie, jak człowieka – a nie jak worek na płód..

  13. Dziewczyny pozwalam sobie wkleić tekst dziennikarki Oliwii Piotrowskiej która wymienia skutki tej ustawy w dość przejrzysty sposób. Może część z Was jeszcze tego nie czytała:
    „- przymus rodzenia dzieci przez zgwałcone dzieci, przymus rodzenia dzieci z kazirodztwa, gwałtu, w tym zbiorowego, przymus rodzenia płodów bez mózgu, etc. .
    – realny zakaz badań prenatalnych (np. aminopunkcja zwiększa ryzyko poronienia, lekarze będą się bać spraw karnych w przypadku powikłań po zabiegu) – z ustawy znika punkt o badaniach prenatalnych, w uzasadnieniu ustawy jest zapis o tym, że badania przestaną mieć uzasadnienie
    – nieoperowanie zaśniadu, ciąży pozamacicznej, generalnie konieczność utrzymania ciąży zagrażającej życiu matki, nawet jeśli spowoduje śmierć i matki i płodu
    – sprawy karne i kary więzienia w przypadku poronienia i martwego urodzenia; badanie przez sąd, czy matka nieumyślnie spowodowała przestępstwo – być może pracowała za dużo, nie poszła spać, zignorowała przeziębienie albo pojechała na wycieczkę na rowerze? – grozić będą za to 3 lata więzienia
    – zgłaszanie policji przez lekarzy przypadków poronienia lub podejrzeń
    Skutki nieopisane w uzasadnieniu, a logiczne po jego lekturze:
    – zakaz invitro (nie jest wpisany w tej ustawie, ale skoro człowiek zaczyna się w momencie połączenia komórek, to wydaje się logiczne)
    – jeszcze większy strach ofiar gwałtu przed zgłaszaniem przestępstwa (wiele kobiet będzie chciało po gwałcie usunąć ewentualną ciążę; jeśli nie będą mogły tego zrobić tutaj, będą chciały mieć możliwość aborcji za granicą. Zgłoszenie zgwałcenia organom ścigania będzie wiązało się z ryzykiem ujawnienia / obawą)
    – śmierć okołoporodową wielu wyczekiwanych dzieci (część wad można skutecznie leczyć w okresie prenatalnym; przez brak badań wady te nie będą ujawnione i leczone aż do porodu)
    – śmierć, cierpienie i choroby wielu kobiet w wyniku pokątnie wykonywanych prób przerwania ciąży – przez wkładanie wieszaka, wstrzykiwanie domestosu, skakanie ze schodów, bicie w brzuch, kąpiele we wrzątku, etc.
    – trauma i wieloletnie skutki psychologiczne dla bardzo wielu rodzin, w których rodzą się niechciane dzieci (to w zasadzie mamy już teraz)
    – wzrost liczby niewinnych kobiet w zakładach karnych – ofiar „niefrasobliwego zachowania” w ciąży
    – wzrost liczby zwolnień chorobowych w ciąży (żaden lekarz ani matka nie zaryzykuje sprawy karnej, będzie ‚dmuchanie na zimne’)
    – wzrost kosztów pokątnej aborcji z udziałem lekarza – jeszcze mniejsza dostępność dla kobiet ubogich i wykluczonych
    – być może oznacza to, że będzie rejestracja ciąż i postępowanie karne w każdym przypadku stwierdzonej ciąży niezakończonej urodzeniem żywego dziecka
    – być może oznacza to też postępowania i śledztwa w przypadku kobiet wyjeżdżających za granicę w celu dokonania legalnej aborcji (w tej chwili nie jest to zabronione)
    – na pewno jeszcze większe zdumienie Zachodu i krytyka pod adresem Polski
    GUS podaje, że martwych urodzeń w 2014 roku było ponad 1300. Nie wiem, ile było poronień, ale (za Wikipedią) poronieniem kończy się 10-15 procent ciąż.
    Po wejściu w życie ustawy każda taka sytuacja skończy się sprawą karną..
    To okrutny, nieludzki, barbarzyński projekt, którego wejście w życie wpłynie na życie nas wszystkich.
    PS Jeśli chcecie zobaczyć, jak takie prawo działa w praktyce, przykładem może być Salwador, gdzie roniące kobiety z sal operacyjnych trafiają prosto do więzienia. Możecie to sobie wyguglać.
    ‪#‎PolskaWieszakiemNarodów‬
    EDIT – jak słusznie zwraca uwagę Kamila, jest jeszcze jeden
    skutek ustawy, o którym uzasadnienie nie mówi – zakaz stosowania wkładek wewnątrzmacicznych, popularnie zwanych ‚spiralą’. A to dlatego, że wkładka zmienia właściwości endometrium i zapobiega zagnieżdżeniu się zarodka w macicy. Jak wiemy z podstawówki, do zapłodnienia dochodzi w jajowodzie, natomiast wtedy jeszcze nie ma ciąży. W projekcie ustawy człowiek poczęty zaczyna się jeszcze przed ciążą – w jajowodzie.”

  14. Taak. Czuję wściekłość, bezsilność i żal. Czasem gdzieś ze środka przedostatnie się do świadomości tlumiona myśl że przedłożyłam swoje życie nad tę iskrę która kiedyś mogłaby stać się moim dzieckiem a którego tak bardzo pragnę. Chociaż nie dało się inaczej. Chociaż wiem że to myśl bez sensu. A teraz dźwięczą mi w uszach frazy „podlega karze pozbawienia wolności” i „nadzwyczajne złagodzenie kary” Cóż za łaska, jestem taka wdzięczna za ten akt miłosierdzia! Jestem na kolanach, dostaję cios prosto w miękki brzuch.

  15. wzruszajacy tekst Iza!!!! Jestem przerazona ta dyskusja o aborcji, mąż wylacza juz TV kiedy ten temat jest poruszany bo zaczynam sie zloscic. Boje sie ze zaraz od aborcji plynnie przejda do in vitro….jestem zdumiona ze temat ktory dotyczy kobiety, jej ciala i sumienia jest tak arbitralnie przesadzany glownie przez mezczyzn i kosciol. Nie wyobrazam sobie ze tak dramatyczne decyzje jak przerwanie ciazy moga byc obarczone odpowiedzialnoscia karna. Niestety mam wrazenie ze zyje w kraju ktorego nie rozumiem, ktore twierdzi ze wspiera rodziny i dzieci, ale w przypadku problemow ( nieplodnosci, potrzeby przerwania ciazy) odwraca sie plecami i wyzywa od przestepcow…

  16. Ta ustawa odbierze szansę na dziecko wielu pragnącym.
    Szybko usunięta cp to uratowany jajnik, macica, czasem nawet jajowód, jeśli mtx zadziała.
    Czekanie w wielu przypadkach ciąż zagrażających zdrowiu i życiu skończy się całkowitym pozbawieniem matki płodności. W imię zarodka, który i tak by nie mógł się rozwijać kobiety nie będą miały następnych dzieci.

    Cieszę się, że ja mogłam zaufać lekarzom, że robili wszystko, żeby uratować ciążę, ale nie zawahali się jej przerwać, kiedy zaczęła być naprawdę groźna.
    Pal licho moją sepsę, teraz wiele osób z niej wychodzi, ale parę godzin więcej zakażenie mogło zniszczyć mi nieodwracalnie macicę. I tak mam z nią wystarczająco dużo kłopotów. A gdyby lekarze musieli czekać, to byłaby usunięta.
    Poza tym leczenie mojej sepsy z płodami w środku byłoby nieskuteczne. Zakażenie było zbyt silne. Nawet nie zauważyło, że biorę jakieś antybiotyki.
    Jak tylko dzieci nie było we mnie, to CRP po godzinie spadło o połowę, na tych samych lekach. To pokazuje jak potężne to było źródło zakażenia.

  17. Mnie przeraża, że ludzie którzy na nich głosowali są zadowoleni z tego co się dzieje. Przykro mi, że w Polsce jest tylu głupich i zawistnych ludzi. Że z radością wracają do metod komunistycznych, najbardziej podłych, a idą z chrześcijaństwem na sztandarach.

    Mam rodzinę w wojsku i wymiarze sprawiedliwości – wzywanie przed oblicze pana o północy to zwykłe postępowanie na każdym szczeblu, zastraszanie i upokarzanie.
    Znajomego wysłali z Warszawy do Gdańska na nowe stanowisko, gorsze i natychmiast. Pół godziny na spakowanie, jak przy wywózkach na Sybir. Do tego kierowca pustym samochodem jechał na miejsce, a jemu na podróż nie przysługiwał służbowy, to się z walizami tłukł pociągiem.
    A wyborcy zadowoleni, że się Ci ze starego układu pomęczą i że dobrze, że się samochodami nie rozbijają. A że samochód robi ten sam przebieg to nieważne.
    To że Ci z nowego układu są jeszcze bardziej bezczelni i na niczym się nie znają, to nieważne. Po co my ten komunizm obalaliśmy, skoro z radością do niego wracamy?

  18. Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga.Pomaga mi zmierzyć się ze swoimi uczuciami..to co napisałaś to fakt -niedługo in vitro będzie nielegalne a ja nigdy nie będę matką..szlag mnie trafia gdy słyszę że kk daje sobie monopol na decydowanie o tym kto ma prawo do życia a kto nie!!!!moją koleżankę z cp prawie ledwo odratowali…czy jej życie było mniej ważne ????wg tego projektu tak, było mniej ważne. Bóg też nie trzymał Adama i Ewy w złotej klatce, tylko dał ludziom wybór, natomiast to co oni robią widać nie ma nic wspólnego z Bogiem. Jak można taką nienawiść siać w sercach?

      1. To fakt,okoliczności smutne, ale wierzę że wkoncu nam wszystkim się uda…jesteś wspaniałą osobą,tyle przeszłaś,nie raz czytając Twego bloga płakałam 🙁
        Jakie to niesprawiedliwe..
        My walczmy o plemniki i nie tracimy wiary, że wkrótce się pojawią .Dzięki takim blogom jak ten☺
        Powodzenia

  19. Moja babcia mówiła mi, że kiedyś aborcja była czymś „normalnym”. Po prostu nie było czasami innego wyjścia. Jakaś jej koleżanka z pracy miała ich kilka. A zaznaczam, że babcia jest emerytowaną nauczycielką, nie żadną patologią 🙂
    I często te kobiety, które kiedyś przeszły przez kilka zabiegów teraz głośno protestują pod kościołem.
    Generalnie, kto protestuje przeciwko aborcji? Jak są pikiety, np. pod szpitalem Bielańskim, to stoją faceci i stare baby po menopauzie. W ustawie chcą grzebać politycy (w większości faceci) i księżą. Kobiety są w zasadzie z tej dyskusji wykluczone. Nikt nie pyta nas o zdanie.
    Mnie brzydzi ta obłuda środowisk prawicowych. Tak jak napisała Margaritka, profesor Debski nie raz opowiadał o prawicowych działaczach, politykach z pierwszych stron gazet, znanych obrońców życia, którzy przybiegali do niego w potrzebie. I robił im amniopunkcję, terminował ciążę z ZD. I wtedy to był „szczególny przypadek”. Myślę, że spora część ludzi głośno krzyczących teraz o ochronie zarodków, zweryfikowałaby swoje poglądy w chwili próby. Niestety, nikt z nich nie miałby odwagi głośno powiedzieć: tak, zmieniłem/am zdanie, myliłem/am się.

    1. Moja babcia to samo mówi, sama miała, bo nie dałaby rady urodzić piątego dziecka.. Mało tego, podobno księża wtedy w ogóle się tym nie przejmowali I traktowali przy spowiedzi jak grzech tzw. zwykły, nie ciężki.
      Ciekawy zwrot akcji nastąpił..

      1. Oj tak, Ewka, ciekawy… Niemal 40 lat temu moja mama nie znalazła w wojewódzkim mieście żadnego księdza, który pochowałby jej dziecko. Martwo urodzone w 9 miesiącu ciąży. Mój brat miał świecki pogrzeb, bo się księża zasłaniali tym, że on jeszcze nie miał duszy i mu się modlitwy i woda święcona nie należały.

    1. Wezon ale Ty masz pamiec 😉 wynik jest i malo z krzesla nie spadla: w 11dpt jest 76… Bylam tak prekonana ze nie wyszlo ze wczoraj pilam winko… Jestem w soku nadal!!! Brzuch mnie wciaz boli, jest lekkie plamienie, piersi nie bola, ale beta jest chyba ok? Moge sie juz cieszyc?:)

          1. No to beta świetna. Prawie dokładnie jak moja – ja w 9dpt blastocyty miałam 78. 🙂

            A plamisz odrobinę, czy bardziej? Co bierzesz?

            Możesz tylko czekać – powtórzyć betę za dwa dni. I za dwa tygodnie wizyta u lekarza.

        1. Dziewczyn, bardzo dziękuję za te miłe słowa. Zrobilam rano test w domu – kreska jest ale blada na razie. Cały czsa brzuch mnie boli i czuje jakby się okres zaczyna. Biorę Crinone, encorton i Clexane, sama dorzuciłam duphaston.Przez tą niepłodność nawet nei potrwafie się cieszyć – może uwierzę po drugiej becie 😉 przy okazji zdecydowałam się opisac moja historię – Iza, będę wdzięczna za dołączenie jej na stronę:

          Moja historia rozpoczęła się banalnie, tak jak większości z Was: długi związek, ślub w 2013 r., od razu po ślubie decyzja o dziecku. Najpierw ostrożnie, no bo w planie jeszcze podróż poślubna, ale potem już przeszkód nie było. Kolejne miesiące mijały bez efektu, ale oczywiście nikt się tym nie przejmował, bo przecież do roku nie ma powodu do niepokoju. Chodziłam tylko do zwykłego ginekologa na kontrole, mówił że wszystko super wygląda. Czas mijał, a wszystkie koleżanki zachodziły w ciąże, a u nas nadal nic. W międzyczasie zdiagnozowano u mnie lekką niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Na początku 2015 dojrzeliśmy do decyzji o udaniu się do kliniki leczenia niepłodności. Najpierw badania nasienia – takie sobie, później zniechęcenie i powrót do zaufanego ginekologa na laparoskopię z histeroskopia i badaniem drożności. Laparoskopia wykazała I stopień endometriozy mimo absolutnego braku wcześniejszych podejrzeń, jajowody drożne. Po tym zabiegu myślałam że będzie już górki, teraz już musiało się udać! Kilka cykli monitorowanych + Ovitrelle, ale efektu nadal brak. W lipcu 2015 decyzja o powrocie do kliniki i rozpoczęciu prawdziwego leczenia. Klinika nie prowadziła żadnej diagnostyki, tylko od razu inseminacja, a najlepiej in-vitro. Klasyfikacja: niepłodność idiopatyczna. Dla czystego sumienia zrobiliśmy 4 inseminacje, w tym 2 z CLO. Bezskutecznie. To był moment w którym myślę, że osiągnęłam dno psychiczne, miesiące stresów, emocji, nadziei, porażek, sprawiły że przestałam cieszyć się życiem, nie miałam już wiary. Na początku 2016 podjęliśmy trudną decyzję o IVF, kosztowało nas to sporo nerwów, ale już po podjęciu decyzji stałam się spokojniejsza. Rozpoczęliśmy od 2 tygodni na tabletkach antykoncepcyjnych, potem stymulacja Menopur + Orgalutran przez 11 dni, punkcja – 10 komórek, z czego powstało 5 zarodków. Przetransferowaliśmy jeden, bałam się transferu dwóch. Cała moja historia nauczyła mnie pokory do życia, więc nie chciałam „przedobrzyć”, być zbyt zachłanna. Do mrożenia dotrwał 1 zarodek, który dzielnie na nas czeka. Najtrudniejsze 2 tygodnie oczekiwania na wynik doprowadziły mnie do przekonania że na pewno się nie udało i że idzie okres. Płacz, depresja i poczucie porażki a tymczasem beta sprawiła niespodziankę i pokazała wynik 76 w 11 dpt. Co dalej? Zobaczymy, oby ten cud został z nami na 9 miesięcy. Za chwilę kończę 30 lat, może to będzie mój najpiękniejszy prezent?
          Moja historii nie jest nawet w połowie tak dramatyczna jak część tutaj opisywanych, ale psychicznie wyczerpała mnie całkowicie, stałam się innym człowiekiem, przestałam wierzyć w siebie, straciłam zainteresowania, znajomych, nie dbałam o swój rozwój zawodowy, no bo przecież „zaraz mogę być w ciąży”, ciągłe wizyty u lekarza wymagały logistycznych akrobacji w pracy. Cieszę się że jest takie miejsce jak blog Izy dzięki któremu w najgorszych momentach odzyskiwałam wiarę że warto walczyć i nie poddawać się po pierwszych porażkach. Wpadłyśmy w statystyczną pułapkę niepłodności, ale wierzę, ze można się z niej wydostać.

  20. Olaola, jesli tylko troche płacisz, nie ma żywej krwi ani krwotoku, to sie nie zamartwiaj. Niejedna dziewczyna tu pisała o takim „brudzeniu”. Moze byc wynikiem implantacji, moze to termin miesiączki i cos tam macica złuszcza. Nawet z krwawieniem moze byc tak, ze ciaza sie utrzyma. Odpoczywaj, niech sie dziecko wgryza porządnie i rośnie:) ciche gratulacje!!!!!!:)))

  21. Miałam bardzo podobne myśli jak Twoje w tym poście Iza …bardzo podobne..i potworny strach poczułam. Przy okazji robiąc test ciążowy po Clo….oczywiście negatywny..bo jak inaczej :-/ to już mój trzeci miesiąc z Clo.
    Przy okazji dowiedziałam się również , że po swoich poronieniach przy tych absurdalnych pomysłach, byłabym wezwana do sądu, żeby wytłumaczyć czy przypadkiem nie zrobiłam tego specjalnie….brak słów.

  22. Ujawniam się. Chyba po pół roku codziennego czytania.
    Wiem, moment nie ten, ale chyba zaraz wybuchnę od nagromadzonych emocji…

    Tak krótko o mnie: prawie 40stka, leczenie od 10 lat, jedna ciąża do 8 tyg., śmierć męża. Temat dziecka też umarł.
    Teraz jest ktoś, dla którego chcę. Kto na to po prostu zasługuje… A tymczasem moje amh=0,014. Mimo to jedna próba, oczywiście zero oocytów mimo maksymalnych dawek. Zmiana ośrodka, bo tu proponowali kolejne bezsensowne podejście przy wynikach hormonów wskazujących menopauzę.

    Białystok. Miło, szybko, sprawnie, oczywiście nie robią złudzeń, tylko proponują KD na sztucznym cyklu, bo moje naturalne są już rzadkością…
    Komórki znajdują się po kilku dniach, szok, nawet nie zdążyłam przyzwyczaić się do tej myśli, a tu transfer 2 zarodków. Chyba 3-dniowych, z wrażenia nie zapytałam…

    Wszystko idealnie do 8dpt, kiedy dostaję 38 st i okropnej pokrzywki. Robię więc przedwczesny test. Jest! Blada, ale jest. Podobnie w 9dpt. Zaciskam zęby, nic nie biorę. Temp. schodzi, pokrzywka też, a dzisiejsza beta (11dpt) 16,23…

    Wiem, mam zrobić betę za 2 dni, ale… Wynik poniżej dolnej normy, a ja w cuda nie wierzę.
    W nic już chyba nie wierzę.

    1. Gaja, wiele przeszłaś – ale wierzę, ze los ma dla Ciebie teraz rownież dużo dobrych chwil.
      Beta niska, to fakt, ale to początek, ma szansę podrosnąć. A gdzie w Białymstoku podchodzilas?

    2. Podchodziłam w Kriobanku i jak na razie nie mogę złego słowa powiedzieć, no może poza rachunkiem. Ale taki „urok” KD, oczywiście żadne programy czy refundacje mi nie przysługują. Poza tym poprzednio był to ośrodek „państwowy” z lekko jedynie kontrolowanym przez położne chaosem, więc tu cenię sobie szacunek dla mojego czasu.

      Dzięki za miłe słowa.
      Gdzieś tam w tle głowy czai się „a może jednak”, ale ja jestem chodzącym realizmem i człowiekiem wierzącym w procenty i statystyki. Jak dotąd, to one górą.

      1. Gaja twoja historia to poprostu horror.
        Nie znam się na betach ale to ze zarodek zaczął się implantów to są super wieści!! Jeśli nie uda się tym razem to jest wielka szansa w następnym podejściu. Ja miałam jeden transfer a moja beta ani drgnela…

        1. No nie, horror to jednak nie jest 😉
          Życie, po prostu.
          Doświadczyło mnie dużo bardziej i tyle.

          Sporo jest tu takich, o których można powiedzieć „boże, ile ty przeszłaś!”. I jakoś idziemy nadal…

    3. Gaja… i mnie zmroziło po Twoim wpisie. Za dużo przeszłyśmy, żeby sobie robić wygórowane nadzieje… Ale ta beta jeszcze ma szanse.

      Zarodek 3-dniowy mógł przeleżeć jeszcze kolejne kilka dni w macicy, zanim zaczął się zagnieżdżać (trofoblast, które ma tę zdolność zaczyna się najwcześniej około 7 dnia, a czasem później – u mnie ostatnio 7 dnia zarodek wyglądał jak 5-dniowy!!!). Wiem, że szanse nie są wielkie, ale jakieś są.

      A jeśli się nie uda i ta iskra zgaśnie – to jednak pokazuje, że coś się dzieje. Że coś się może jeszcze udać.
      Wiem, że łatwo się mówi. Że nie będzie łatwo wyciągnąć Cię z niewiary. Ale będę próbowac.

    4. Iza – „iskierka” zabrzmiało tak pięknie …
      Obawiam się jednak, że zgasła całkiem.
      Dziś rano najmniejszego cienia cienia drugiej kreski… A gdyby beta rosła, musiałaby być. Pójdę po południu na krew, żeby z czystym sumieniem odstawić leki.

      Ehh, mimo tylu już porażek w życiu, znów boli jak cholera.
      Pewnie spróbuję raz jeszcze, tak przynajmniej każą statystyki.
      Tylko się najpierw jakoś muszę pozbierać w całość.

  23. Iza, niesamowicie przejmujący tekst. Zaciskam oczy by nie płakać i palce, by Wasz Synek szczęśliwie wylądował.
    Wkurw, mnie trzepie gdy myślę, że banda pojeb.. decyduje o mnie, o mojej macicy, moich hormonach, moich dzieciach. Mam nadzieję, że te pojeby, które głosowały na PIS zaraz będą przechodzić przez te dramaty co my i pożałują swej głupoty. Ale niestety nie, bo o Naszych prawach decyduję księża, którzy nie są w stanie zaspokoić swoich potrzeb i plemniki walą im na głowę oraz jeden, wredny, nie posiadający serca stary kawaler. Nie dziwie się, że jest sam jak palec, kto chciałby żyć z tak podłym człowiekiem.
    Boże co za wstyd przed całym cywilizowanym światem, co za wstyd przed następnymi pokoleniami. Ale co tam PIS wyznaje zasadę po nas choćby potop.

  24. Hej Dziewczyny!!! Tak jak pisałyście @ dostałam 4 dni po odstawieniu leków. Denerwowałam się bo chyba się jeszcze łudziłam… 14.04 jadę na kontrolę endometrium… Jestem już zmęczona ale dam radę. Do kliniki, w której się leczę mam 200 km w jedną stronę. Tak jak kiedyś lubiłam jeździć autem tak teraz przestaję. Ale czego się nie robi dla iskierki?:-) Myślę, że uda się zrobić transfer w kwietniu. Mam jeszcze 2 mrożaczki na zimowisku i ogromną nadzieję, że chociaż jeden z nich to właśnie ten.
    A co do tego co dzieje się w temacie aborcji, to szkoda się denerwować poczynaniami tych popaprańców!!! Przeczytałam dziś że papież Franek:-) wystosował apel o rozgrzeszaniu kobiet, które poddały się aborcji. I jak to się ma do tego co wyprawiają nasi „batmani”? Szkoda nerwów…( chociaż sama się porządnie wkur…am).
    Pozdrawiam i ogromnie się cieszę z Waszego szczęścia Dziewczyny( każdej, która ma do tego powód bo nie pamiętam Was po loginach jeszcze)
    A wszystkim, które czekają tak jak ja życzę duuuuużo cierpliwości i wytrwałości.

  25. Zanim udało mi się cudem zajść w ciążę byłam przekonana, że NIGDY bym dziecka nie usunęła, nawet chorego. Urodziłabym każde, nieważne jakie by było.

    W lutym wszystko się zmieniło. Podejrzenie choroby genetycznej u płodu doprowadziło mnie do załamania nerwowego, tak silnego, że schudłam kilka kg i po raz pierwszy w życiu włosy wypadały mi garściami. Jedyne co mnie pocieszało w tej ciężkiej sytuacji (oprócz najukochańszej Bilbao, która wysłuchiwała całego mojego bełkotu) to świadomość, że mam wybór i jeśli zdecyduje będę mogła zakończyć ciążę w cywilizowanych warunkach w szpitalu. Gdybym wiedziała, że niezależnie od wyniku, MUSZĘ je urodzić, a potem je wychować, nie wiem czy nie targnęłabym sie na swoje życie (emocje wtedy były aż tak silne).

    Projekt ustawy jest barbarzyński, nieludzki i mizoginistyczny. Kler nienawidzi kobiet.

    Brzydzę się Kościołem Katolickim i wszystkim co jest z nim związane. W nim nie ma Boga. Jest szatańskie uwielbienie $$$ i władzy. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Rydzyk jako jeden z niewielu w tym kraju jeździ Maybachem? Jak inaczej nazwać Instytucję, która chroni pedofilii? Która, gdy w końcu pojawia się prawdziwie kochający Boga i ludzi Papież, próbuje zrobić wszystko żeby go zdysredytować?

    Wiem, że niektóre z Was jesteście w Kosciele Katolickim. Mam nadzieję, że Was nie uraziłam tym postem. Bóg jest wszędzie, a najważniejsze jest Pismo Święte. Martwicie się jak Kościól odbiera in vitro. Wiecie, że tylko Kościół Katolicki ma do tego tak negatywny stosunek? Że tylko ten jeden odłam Chrześcijaństwa uważa in vitro za zło szatańskie? Protestanci i Prawosławni idą z duchem czasu i modlą się za powodzenie procedur, jak trzeba to zbory pomagają finansowo (naprawdę…). Dziewczyny – przed Bogiem jesteście tylko Wy, nie potrzebujecie pośredników w postaci Księży. Bóg dał nam wolną wolę i nikt nie ma prawa Nam jej odebrać.

    Zrobiłam off topic.

    A w ramach walki z ustawą, wysłalam dziś Szydło wszystkie zbędne wieszaki oraz broszkę filcową w kształcie wieszaka. Wiem, że to niedużo da, ale musiałam coś zrobić. Gotuję się w środku.

    Dziewczyny my przeżyjemy wszystko! Mówię Wam. Tą ustawę też. Musimy tylko trzymać się razem.

    1. Zawsze można urodzić i zanieść do okna życia. Ale widząc, jakie warunki panują w takich zakładach, to gorsze niż usunięcie nawet późnej ciąży.

      Brzydzi mnie traktowanie kobiet jak istot, które nie chcą dzieci i jak im nie zakażesz to będą usuwać je na potęgę.
      Gdzieś w poniedziałek przeczytałam komentarz, że wszystkie będą usuwać i żyć beztrosko, a potem do jego dzieci ręce po emeryturę wyciągać. Biedne te dzieci, które ojciec ma tylko po to, żeby go utrzymywały, a teraz są wielkim ciężarem.

  26. Malgorzalka, wlasnie, ja z kolei przy każdej ciazy w sumie zakładałam, ze z powodu wieku i niepłodności (ktora jest czynnikiem ryzyka) moze byc rożnie z dzieckiem i ze aborcja jest normalnym, choc oczywiście ostatecznym rozwiązaniem, nie wiem, moze dlatego, ze tak jak pisałam, sporą cześć życia spędziłam za granicą, głownie w krajach, gdzie jest to w istocie normalny zabieg ginekologiczny, nieprzyjemny i trudny, ale czasem konieczny. W USA ponoć co trzecia kobieta do 45 r.z. ma to za sobą. Do tego mam liberalna rodzine, nigdy żadnej stygmy mi nikt mi do głowy nie kładł.
    Akcja z wieszakami i wysyłaniem do Szydlowatej maili ze szczegółami miesiaczkowymi jest świetna, oby dało to cos tej babie do myślenia.
    A przy okazji szczegółów – u mnie poronienie powoli sie rozkręca, ale super powoli, nadal plamienia głownie, czasem jakiś skrzep…czy to naturalnie tak sie zawsze wlecze? Czekam na jakiś „wodospad”, chodzę do pracy w pieluchach (prawie..) i nic. Chce juz zamknąć te drzwi. Z hukiem 😉

    1. Ewka, jakie to jest stresujące… że tak długo trwa…. że nie można „godnie” poronic w domu, jak mi się udało… Bardzo, ale to bardzo Ci współczuję 🙁 Przeżywam Ciebie….

  27. Już chyba wszystko zostało tu napisane….. Jestem przerażona tym co robi pis i co robi kościół. Żądza władzy i pieniądza panują na świecie a w naszym kraju jeszcze kler pcha się do władzy a powinien „zostawić cesarzowi co cesarskie…” a władza potrzebuje chyba leczenia psychiatrycznego.
    Zawsze byłam przeciwna aborcji i to się nie zmieniło ale nie wyobrażam sobie, że kobieta w ciąży pozamacicznej (gdzie nie ma praktycznie szans na przetrwanie zarodka) musi czekać aż pęknie jej np. jajowód co skutkuje śmiercią zarodka i też może spowodować śmierć kobiety jeśli lekarze w porę jej nie odratują. Czyli pis chce wprowadzić zasadę, że po co ma ginąć tylko zarodek skoro i matka może umrzeć…. Jak dla mnie to jest plan nie ochrony życia a zabijania ludzi. I jeszcze kler się pod tym podpisuje.
    Może dadzą się jeszcze przekonać tym, że skoro kobieta też umrze to będzie mniej wyborców, mniej wpłynie kasy z podatków, no i jeśli kobieta miała już jakieś dzieci to trzeba będzie wypłacać im rentę a co do przekonywania kleru – to od zmarłej kobiety nie dostaną już datków do koszyka w niedzielę, szkoda by było.
    Ja chodzę do kościoła w niedzielę, ale jak w ostatnią niedzielę Miłosierdzia usłyszałam z ambony polityczny list biskupów to się podłamałam. Wiem, że kościół składa się z grzeszników, ale pycha, żądza władzy i pieniądza w kierownictwie kościoła już mnie rozkłada na łopatki. Żal mi tych wszystkich poczciwych i wierzących księży, że muszą patrzeć na to co się dzieje w ich organizacji i coraz trudniej im z tym walczyć. Prawdziwie wierzący w Boga ksiądz musi mieć teraz dużo odwagi.

    1. Asia, może przeceniam wagę Twoich słów, ale na ile Cię poznałam z wpisów – to są bardzo mocne słowa z Twojej strony. Jesteś zawsze wyważona i nie przypominam sobie, abyś kiedykolwiek tak dobitnie kogoś krytykowała…
      Przykro mi z Twojego powodu, ze się podłamałaś i rozczarowałaś. ja siedzę jak pączek w maśle w swojej ignorancji…

      1. Iza, słucham co się dzieje i uszom nie wierzę. Gdy byłaś w ciąży i pragnęłaś tego dziecka najbardziej na świecie, zrobiłaś i poświęciłaś dużo aby być w ciąży – to jak się okazało, że to cp i że dziecka z tego nie będzie – to pis chce też narazić Ciebie na śmierć. Tego nie potrafię zrozumieć- to nie ratowanie życia a przyłożenie ręki do bezsensownej śmierci i jak kościół w święto miłosierdzia mówi mi, że to popiera to po prostu jest już za dużo. Jeżeli byłabym teraz w cp to chciałabym, żeby lekarze mnie ratowali bo mam 3 małych dzieci i dlaczego one przez głupi przepis miałyby stracić matkę. Instynkt zwykłego ratowania życia zmusza mnie do ostrych słów. Pozdrawiam Cię bardzo bardzo ciepło i ma się rozumieć życzę abyś za niedługo zamiast spódnicy szyła piękne śpioszki!

  28. hej dziewczyny, muszę przyznać, że czytając tego bloga, Was, Wasze historie (w głowie najbardziej mi utkwiły historie, Wężona, Bilbao, no i oczywiście Autorki) nauczyłyście mnie jednego: jeżeli nie przeżyłaś/eś bólu związanego z niepłodnością, poronieniem, terminacją itp. to nie masz na ten temat zielonego pojęcia. A jak nie masz pojęcia, to nie masz też prawa wypowiadać się na ten temat, a już na pewno oceniać kogokolwiek i cokolwiek nakazywać/zakazywać, bo wtedy jesteś zwykłym głupcem. Może warto byłoby przesłać wszystkim świętoszkom z rządu Wasze-Nasze historie z tego bloga, może chociaż zawalimy im skrzynki.

  29. Wiesz Izabela, przez chwilę miałam ochotę pójść do kościoła, stanąć na środku i zapytać, czy ktoś chce mnie zabić, bo wg księży żyję niesłusznie, powinnam umrzeć razem z nienarodzonymi dziećmi. Byłabym do tego zdolna, ale w ciąży nie będę się naradzać na szarpaninę, czy aresztowanie.

    Szydło w poniedziałek zaprzeczyła, że pracują nad ustawą, całkowity sprzeciw wobec aborcji to jej prywatne zdanie. A wczoraj wyskoczyła z tanimi mieszkaniami dla młodych. Przehandlują nasze dzieci i naszą płodność, życie kilkudziesięciu kobiet za mieszkania dla ludzi, którzy chcą dostać jak w komunizmie. I kto za to zapłaci, skoro już 500+ budżet nie wytrzyma?

    1. betonu głową nie przebijesz…jak oni to robią, że potrafią sie tak zabetonować? tak bardzo mają dość samodzielnego myślenia? A przeciez te historie nie zdarzają sie tak rzadko, musieli mieć choćby w rodzinie przypadki poronień, cp, wad genetycznych… tylko że zwykle ludzie to ukrywaja przed innymi..
      A jak Ty sie czujesz?

    2. Wężon, jak to kto za to zapłaci? Uczciwie płacący podatki i pracujący ludzie a jak nie będzie ivf to będą mieli więcej czasu żeby harować na darmozjadów którzy nie pracują tylko będą żyć z 500+. Moim zdaniem program 500+ przyczyni się do rozpicia społeczeństwa i zwiększenia ilości dzieci w rodzinach patologicznych niestety i myślę, że tym dzieciom wcale nie będzie lepiej a wprost przeciwnie – więcej kasy na alkohol=częstsze i większe libacje. I nie piszę tego bynajmniej bo mnie 500+ nie obejmie. Ja mam rodzinę w sumie wielodzietną i z 3 dzieci „należy” mi się tysiąc miesięcznie. Jestem potwornie wkurzona na to rozdawnictwo i uważam, że to jest bezczelne. Oczywiście mówiąc tak powinnam nie wziąć tego tysiąca na swoje dzieciaki, ale mając prywatną firmę i płacąc kilkadziesiąt tysięcy podatku będę to brać, bo nie odmówię dzieciom lepszych wakacji skoro mogą je mieć i tłumaczę sobie, że odbieram z własnych podatków- choć wolałabym, żeby tego absolutnie nie było. Mój mąż jest tego samego zdania – nie stać Państwa na takie rozdawnictwo, a zabieranie bezdzietnym żeby dać „dzietnym” to już bezczelność. Jeżeli miałabym jedno dziecko to również byłabym wkurzona, że moja np. kasia nie dostaje, a kasia sąsiadki dostaje kasę bo ma to szczęście i ma braciszka. I tak dwie kasie chodzą do tej samej klasy i jedna ma gorszy tornister a druga lepszy. Czy ta kasia z gorszym tornistrem jest jakimś gorszym dzieckiem?

  30. Meliska, trzymam kciuki za dzisiejszą betę.
    Olaola, ty też dzisiaj powtarzasz?
    Gaju, wstrząsnęła mną Twoja historia. Jak Twoja beta?

    Rudolot, czemu cicho siedziałaś i się nie przyznałaś do stymulacji? Kciuki za jutrzejszy transfer.
    Iza, masz ten grafik? Kiedy spotkanie z lekarzem?
    Merda wyzdrowiałaś? Kiedy Twoje crio?

        1. Boję się, że jednak nie mam szans. U mnie nigdy nic nie kończy się dobrze, jak optymistycznie bym się nie nastawiała… jakoś nigdy nie spotkała mnie miła niespodzianka w sprawach życiowych… Myślałam, że raz, może dwa i się uda, a tutaj trzy pełne programy, cztery transfery i nic. W najgorszych snach tego nie zakładałam. Żeby chociaż zarodki były zamrożone, ile by mi tu ułatwiło, już nawet nie chodzi o samą stymulację mimo, że nie jest łatwa, ale wyjazdy za każdym razem na 2 tygodnie. Ciężka jest ta odległość, 500 km na każdą wizytę. Mam mętlik w głowie i nie wiem co robić 🙁

    1. Moja beta zgodnie z przewidywaniami. Coś koło 5.
      Odstawiam leki, czekam na @ i wizyta w Białymstoku.
      Pewnie jeszcze jedno podejście, nie wiem, czy powinnam coś odczekać.
      Zła jestem na siebie, że pozwoliłam podać oba zarodki na raz, miałabym teraz większą nadzieję…

      1. A ile komórek dawczyni dają? Wybierasz, ile mają zapłodnić, czy jak jest odpowiednia dawczyni to zapładniają tyle, ile akurat jest? Te komórki są zapłodnione, czy dawczynię stymuluje się na bieżąco?
        I kolejna próba z tą samą, czy wybierasz inną?

        Pewnie w następnym cyklu będziesz mogła spróbować. Trzymam kciuki za powodzenie.

        1. Przy KD co klinika to inaczej, to tego ustawa dużo zmieniła. Teoretycznie nie można „sprzedawać” komórek, a np. w Novum (podobno) można je oddać za odszkodowaniem 😉 W innych klinikach można „kupić” pakiet 8 mrożonych…
          W B one pochodzą od babek, które mają ich za dużo i dają 2-3 szt. Ja akurat miałam odpowiednie endo, więc dostałam od razu, jak nie, to mrożą zarodki i szykują biorczynię do kriotransferu.
          Nie ma się żadnego wpływu na dawczynię. Ale dla mnie to lepiej, nie wyobrażam sobie wybierać np. ze zdjęcia…

          Nie wiem tylko, za co tyle kasy, skoro odpada cała zabawa z badaniami przy stymulacji oraz punkcja… A koszt większy niż normalne IVF…

          No ale jakie mam wyjście?

      2. nie złość sie na siebie, Gaja. W tamtym momencie robiłaś to co uważałaś za słuszne. A być może dziś byłabyś na siebie zła, że przyjęłaś jeden zarodek, a z 2 mogłaby byc ciąża… Nie mamy czasem wpływu, nie ten cykl, nie ten wiatr….
        Przykro mi, Gaja…

  31. wezon, dopiero jutro kolejna beta, kazali w powtorzc test po 3-4 dniach. Czekam juz jak na szpilkach, wczoraj mnie starsznie brzuch bolal, dzis nie poszlam do pracy i leze. Dzis rano tez zrobilam sikanca i kreska jakby lepsza niz wczoraj. Jesli jutro beta bedzie ok to odetchne i zacznd sie cieszyc 🙂 wezon, a Ty jak sie czujesz? Mialas juz wizyte z USG ? Dobrze pamietam ze tez jestes w invimedzie? U ktorego lekarza? Jesli nam obu Invimed na wiosne przyniosl szczescie to moze i paradise za chwile do nas dolaczy?:)) bardzo. Ocno trzymam kciuki 🙂

    Iza, napisz co u Ciebie, wysylam Ci mase pozytywnych mysli 🙂

    1. Tak, w Invimedzie, u MK.
      Tak, w piątek miałam wizytę z USG, pisałam, wszystko w porządku serce jest. W poniedziałek idę na wizytę już do lekarza, u którego chcę prowadzić ciążę i zobaczymy, co ze zwolnieniem.

      Ja mam USG OK, przestałam plamić i wcale się nie cieszę i nie odetchnęłam. To smutne, że to poronienie odebrało mi radość z ciąży. Nie będę się cieszyć, aż dziecko nie będzie w stanie przeżyć w razie czego. Jeśli w ogóle dotrwam do tego etapu – szanse takie sobie. Jedno dziecko cudem uratowane, dwójka martwa.

    1. O Ruta, super. Nie pytałam co u Ciebie, bo już zapomniałam, że wciąż tam siedzisz. 😉

      Jakie dalsze plany. Pół roku musisz odczekać ze staraniami? A potem co, podejście komercyjne?

    2. bóg o Tobie zapomniał Ruta w tym szpitalu… Szłaś zimą, wracasz wiosną.
      mi szpital powiedział, że po mtx 3-6 miesiecy przerwy przed kriotransferm musze zrobić, w klinice upierali się przy 6.
      wiem, ze nie siedzisz teraz przy komputerze. gotujesz żurek w kociołku, czarodziejko 🙂

  32. Dziewczyny dzisiaj odebrałam wynik aktualnego poziomu estradiolu 8193 pg/ml. Maskara boję się, że mnie przestymulowali. Punkcja wstępnie na piątek. Ktoś miał taki wynik???? Strasznie się stresuje ………

    1. Ja miałam w ostatnim pomiarze powyżej 9 tysięcy. Nie byłam przestymulowana, choć zagrożenie było. Piłam wodę, herbatę z pokrzywy, maślankę, wszystkiego dużo, a wody – nawet bardzo, kilka litrów dziennie.

  33. Po ośmiu dniach nieprzerwanej pracy, czasem bez 10-godzinnej przerwy pomiędzy kolejnymi dniami (mój mąż chce nasłać PIP na mojego pracodawcę, to chyba dobry pomysł), wracam na dobę do Was. A potem do znowu wracam roboty :/

    Byłam u lekarza w pierwszym wolnym terminie , kiedy miałam kilka godzin przerwy. Okazało się, że owszem, owulacja była, ale nie wiadomo kiedy. Testy jej nie wykazały. Za to zostawiła po sobie znak w postaci torbielki, a jakże.

    Jak to dobrze znam, noszę w torebce scyzoryk i orgametrill. No przydał się bardzo. Scyzoryk do wypruwania sobie żył ze złości, że zmarnowałam ten cykl. Że trzeba było nie wiem co, ale coś zrobić inaczej.

    Przy okazji łyknęłam orametrill na torbiele. I tak przez tydzień, potem czekamy na okres, potem wracam do lekarza.

    Moje poszukiwania nowej pracy wyglądają słabo. A przez obecną o mały włos wczoraj nie powyprowadzaliśmy się z domu, osobno ja, osobno mąż, drzwi trzaskały do północy, potem oboje się zmęczyliśmy.

    1. Iza – Ty juz jestes po okresie probnym, prawda? Nic sie nie zmienilo?

      Nie wiem nawet co napisac… Mialam juz taka prace w swoim zyciu, ale bylam wtedy mloda i glupia i mi sie to podobalo , teraz nie dalabym rady. Jestes bardzo dzielna.

      Z tej rozmowy w drugiej pracy nic nie wyszlo?

      Cyklu szkoda, ale kolejnego juz nie przegapisz. Moze bedzie lepszy niz ten? Mam nadzieje, ze uda sie zrobic transfer.

      Iza przytulam Cie mocno, najmocniej jak potrafie i mam nadzieje, ze torbiel szybko sie wchlonie, okres przyjdzie migiem i ani sie obejrzysz bedzie transfer pieknej blastki.

      Buziaki!!!

      1. Malgorzalka1984, to trochę moja wina. Do tej pory pracę miałam za trzeciorzędną sprawę w życiu. Od wielu lat stałam zawodowo w miejscu, bo zaraz będzie dziecko.
        Teraz zapierdalam ponad siły, z drugiej strony wynagradzają mi to, finanse mnie w miarę satysfakcjonują, nagle się tez okazało, że osiągalne jest dla mnie wyższe stanowisko, a latami w poprzedniej firmie nie było.
        Bo też nie chcę, żeby za pięć lat okazało się, że nie mam dziecka, a pracę taką samą jak dzień po studiach…
        Więc jakoś się motywuję… Zeby rano wstać z łóżka… Rozmasować bolące od stukania w klawiaturę palce… Wrócić, umyć włosy… paść, powstać, wstać z łóżka.
        Ale szukam, szukam i im bardziej szukam nowej pracy, tym bardziej widzę, jak straszna jest moja branża. Hermetyczna i zadufana w sobie.

        Rozpisałam się, a to nie o tym blog…
        Mam dziś jednocześnie sobotę i niedzielę, to popłynęłam 🙂
        Przytulaj mnie, Małgorzalka, zwłaszcza, ze czasem jest mi tak źle, że wstyd pisać…

        1. Izo, z Twojego bloga zrobiło się forum.
          Masz tu jeszcze w ogóle przestrzeń na swoje wstydy..?
          Przytulam Cię.
          I co z tego, że wirtualnie.

          Jak Ci idzie teraz szycie? Masz w ogóle na to czas?

          1. Leśna, dobra wróżko, rzadko piszesz, ale jak już napisałaś, pół dnia nie wiem, jak odpowiedzieć, żeby mądrze wyszło.

            Na wszystko jest miejsce między wierszami, a zwłaszcza w miejscach nienapisanych wcale. Dzięki, że pytasz.

            Szycie idzie znakomicie. Spódnicę zaczęłam w styczniu, skończyłam w kwietniu. Jest prześliczna. Moje najwspanialsze, wielowartstwoe, dwustronne dzieło. Tylko przytyłam od stycznia, więc się nie mieszczę 🙂

        2. Izo, siedzi mi od paru dni głęboko w mózgu Twoje „spiesz się, Synku”. Szepczę jak mantrę Twojemu niespiesznemu dziecku, niech usłyszy.
          Przeczytałam Twój komentarz tuż przed pójściem spać i ten projekt ustawy, zaciekła dyskusja o dyskryminacji kobiet, którą prowadziłam wczoraj po francusku (jakoś niespecjalnie znam francuski, ale mi się zgotowało wszystko i okazało się, że umiem), fakt, że ja zapierdalam ponad siły od lat, bo zaraz dziecko i nie warto zmieniać pracy i te trzaskające u nas systematycznie drzwi, w związku z tym, ze czasami kończę o 3 nad ranem, by o 8 znów tyrać w kieracie, to wszystko połączyło się w bardzo męczący irracjonalny sen, a w nim… Ty grałaś na wiolonczeli. I teraz piszesz, że stukasz w klawiaturę?! 🙂
          Odpocznij dziś do wypęku. Natura i rower wzywają.

          1. Niebieska, w naszej sprawie po francusku? Cudowna z Ciebie kobieta! Mądra! Podziw i szacunek! Możesz zdradzić, gdzie tak się za nami wstawiałaś? Żu ne parl pa frąse, wiec zdradź po polsku 🙂

            Co do naszych prac, mnie się coraz częściej wydaje, że żyjemy raczej w kolonialnej afryce niż w centrum europy, w której ludzie wychodzą z biur w piątki o 15. i mają 2,5 dnia wolnego. Phi…

            Czy po tym trzaskaniu potem u Was jest dobrze? Bo my zawsze się z powrotem „wprowadzamy” z wielką miłością, ale co stracone, to stracone.

            Niebieska, wiolonczela… Niech tak pozostanie w Twoich snach. Pięknie, wiec nie będę psuła tego obrazu.

          2. Godzimy się, godzimy, jak te żaby na bagnach 😉 Wszak głupio się dąsać za miłość, troskę o mnie i świętą rację.

            U nas o Francuza akurat nietrudno. Trudniej o umysł otwarty na 4000 kobiet wybiegających na ulicę. A dla mnie, niech on będzie rudy, w ciapki, czy mężczyzna, jeśli całe życie mu będą „kochaniutkować” w pracy, płacić trzy czwarte tego co innym i każde – nawet słuszne – oburzenie tłumaczyć „tymi dniami”, to jeśli on w marcu czy październiku wybiegnie na miasto, będę tam stała, darła się „do boju!” i podawała energetyczne batony. I cały blog masz takich Kobiet, z Tobą na czele.

            A roweru zazdroszczę, bo mi ukradli…

    2. Ja Ci Iza powiem tak:
      Po pierwsze, nie wypruwaj sobie żył, bo wylądujesz w szpitalu i jeszcze następny cykl stracisz.
      Po drugie po co ma mąż się wyprowadzać, mieszkanie puste zostanie, skoro Ciebie prawie nie ma. Ty możesz wziąć szczoteczkę do zębów i bieliznę i zamieszkać na trochę w pracy.
      Mówiłam, że te testy owulacyjne są do kitu.

      A tak na serio, to ja jestem dokładnie w tym samym miejscu, co chwilę po studiach. W mojej dziwnej branży nie ma kompletnie możliwości ruchu. Ale mam to co chciałam – nigdy nie chciałam pracować w korporacji i robić kariery. Jestem zupełnie pozbawiona ambicji zawodowych. Wolę poleżeć na kanapie z książką, pogadać z sąsiadkami przed domem, posiedzieć na słońcu w ogródku i zrobić wzorki na paznokciach. Nie da się robić wszystkiego i ja zdecydowanie wybieram życie pozapracowe.
      Do tego mogę się ubierać w co chcę, w kolorowe rzeczy, w sandały latem i duże dekolty. Mogę mieć paznokcie z brokatem, w kwiatki, czy w trupie czaszki.
      Mogę pracować niecałe 8 godzin, brać urlop z dnia na dzień, planować wakacje 3 dni wcześniej, wychodzić do lekarza i innych sprawach kiedy chcę. Brać bez strachu zwolnienia. Nie myśleć o pracy w domu i nie bać się, że po miesiącu nieobecności nie pozbieram się.
      Do tego nie mam bezpośredniego kontaktu z klientem, którego nie cierpię.

      Za to mam myślę przyzwoitą pensję, chociaż w porównaniu z tym co było 10 lat temu jest gorej. Tzn. u nas tak samo, ale wokół coraz wyższe pensje.

      I tu mi się nasuwa kolejna myśl – żadna z nas nigdy nie napisała ile zarabia, albo przynajmniej jakie to są finansowe widełki. Napisałaś, że finansowo praca Cię w miarę zadowala. I tu każda ma swoje wyobrażenie. To tak jak z drogim samochodem, czy dużym mieszkaniem. Ja słysząc duże mieszkanie widzę przynajmniej 100 metrów, a porządny dom zaczyna się od 200. Inni widzą 60 metrów, a domek 130 metrów już jest dla nich fajny.
      Nie wstydzimy się tu opisywać plamień, śluzu, mdłości, homoroidów, wywlekamy na wierzch swoje jajniki. A pieniądze są zbyt wstydliwe?

      Dla mnie za taką pracę, taki stres i dyspozycyjność jak Twoje, to żeby mnie zadowalało finansowo, to musiałabym mieć na rękę tak z 10 tysięcy. W miarę, żeby to znieść to jakieś 8 tysięcy. Ale to na krótką metę.
      Ale przy takich zarobkach nie musiałabyś się martwić, że program się kończy.

      1. Yhymm…. mówiłaś, że testy są do kitu. Mogłam robić te testy albo od razu nic nie robić, więc wolałam robić do kitu testy.

        Dla mnie przyzwoita pensja to ta, z której jak zapłacę kredyt, czynsz i prywatne ubezpieczenie medyczne, zostaje mi jeszcze na zatankowanie auta i papierosy. Wcześniej na tankowanie i papierosy nie zostawało, teraz tak. Niemniej, nie wchodząc w szczegóły, nie mieszczę się w połowie tego o czym pisałaś. Mąż jest freenalncerem w swoim zawodzie. Czasem zarobi tak, że hulaj dusza, raz nawet udało nam się kupić 10-letnie auto (Edit: dobry, kochany samochód). Czasem miesiącami posucha i wtedy przestajemy płacić jego zus.

        Pyszne wizje roztaczasz Wężon. Nie macie tam jakiegoś wakatu? 🙂

        Masz racę, gadamy o upławach i krwawieniach, a nie o pieniądzach. Ale w majtkach mamy mniej więcej to samo, jesteśmy równe, a pieniądzie to dla wszystkich wstydliwy temat.

        1. Iza wzięłabym Cię do siebie ale pewnie przeprowadzka na północ nie wchodzi w grę? Taka środkowa północ 😉 a i nie ważne co robisz jak ktoś tak tura to wszędzie sobie poradzi. Znam z autopsji.

          1. Jesteś kochana, dziękuję.
            Gdyby to było takie proste, juz bym do Ciebie jechała, cokolwiek jest do zrobienia. No może nie dałabym rady ryb patroszyć, bo boję się ich martwych oczu, a poza tym, wszystko 🙂

            Znowu sobie nagrywam kolejne spotkania, tymczasem moj szef posadził mnie obok siebie – przy biurkach dla „elyty”. Dziękuję za takie wyróżnienie.

            Środkowa północ to pewnie daleko. Bliżej środka niż za Trójmiasto dojechałam chyba tylko na kolonie jako dzieciak. Kiedyś i tak Cię odwiedzę 🙂

          2. Eh. To szkoda. Zaprawszam w odwiedziny zatem. Wies, cisza, spokój. Blisko morze i zamek w Malborku. No agroturyzm na wypasie 😉 . U mnie ryby i kury tez odpadają. Ale krowy to co innego.

      2. Wężon , ważne rzeczy piszesz.. Ja to od dłuższego czasu pogubiona jestem w temacie pracy , bo od kilku lat robię coś, czego nie lubię, a dotąd nie miałam siły zmienić tego ze względu na parszywą niepłodność. Może to marne wytłumaczenie i pewnie jestem tchórzem, ale żebym była szczęśliwa zawodowo musiałabym wywrócić wszystko do góry nogami, zacząć robić coś innego, niż robię. Marazm niepłodności zabrał mi pomysły i kreatywność co to by mogło być. Świadomość tego, że musiałabym jeszcze iść w nowe miejsce i się uśmiechać, kiedy nie mam na to siły, dawać z siebie 100 % , kiedy moja bateria jest na wyczerpaniu, wepchnął mnie w pułapkę trwania w tym, czego nie lubię. Jedno wiem na pewno, życie korporacyjne mnie przeraża, siedzenie 10 godzin w klimie w open „spejsie ” przyprawia mnie o dreszcze, brak słońca, …ech, to byłoby jak kara. Jednak rozumiem, że ludzie muszą gdzieś pracować i czasem nie mają wyjścia poprostu ze względu np. na kredyt. Nie rozumiem tylko osób, które godzą się na pracę np do 3 w nocy ( bo i taką mam kolezankę – dla niej wyjście o 18 z pracy to „normalnie” ), które mają pokaźne pensje, ale niestety nie za dużo czasu, żeby tę kasę wydawać….Mają piękne mieszkania i dobre samochody, ale od lat nie usiadły na ławce w parku, nie widzą zmieniających się pór roku….Ja też nie mam wygórowanych ambicji zawodowych, wolałabym mieć spokojną pracę , o 15 , 16 mieć ją z bańki i iść z dzieckiem na spacer pooglądać wróble na drzewach ;)Oby to się kiedyś spełniło 🙂

        1. Oby się spełniło. Ja tak intensywnie mogłabym ewentualnie pracować zaraz po studiach, bez rodziny, na parę lat, żeby właśnie zarobić na to mieszkanie, coś odłożyć, a potem do spokojnej pracy.
          U nas w pracy jedna babka była u nas, potem na parę lat poszła się rozwijać, pracowała w międzynarodowych kancelariach, po 20 godzin, ale w końcu wróciła do naszego grajdołka i jest tu od 5 lat. Ale nawyki jej zostały – do pracy przychodzi w południe i siedzi do 22. Tak naprawdę to pracować zaczyna chyba, jak reszta wyjdzie, bo gadatliwa jest i jak ją spotkasz to nie przepuści wymiany zdań. 😉 Ale ona samotna jest, to może w dowolnie pasujących godzinach pracować.
          To też jest u nas fajne: są ranne ptaszki, jedna już emerytka pracowała od 6 rano do 14, inne przychodzą koło 7 i wychodzą o 15, większość przychodzi normalnie między 8 a 9, ale przychodzą i o 10 i o 11 i o 12. Pracujemy głównie z papierami, wszystko im jedno, która godzina.
          Ja na szczęście nie musiałam iść do pracy dla dużych zarobków. Pierwszy samochód dał tata, do mieszkania dołożył, potem spłacił męża, żeby było tylko moje, nie mówiąc o tym, ile dorzucił do urządzania domu. Z naszych nawet niezłych pensji nie byłoby nas stać na taki poziom wystroju. A i tak jeszcze ciągle czegoś brakuje. I ciągle pustki na koncie.
          Nigdy nie musiałam podejmować żadnych decyzji ze względu na pieniądze, np. o tym, czy korzystać z ivf i czasem trudno mi zrozumieć, że ciężko uzbierać 10 tysięcy. Ale to tak jak płodni nie rozumieją, jak można mieć problemy z zajściem w ciążę.

        2. Doti, u mnie podobna historia. Zaczęłam pracować po licencjacie zeby utrzymać sie w dużym mieście i opłacać studia. Trafiłam całkiem niezle, moze duzo nie zarabiałam, ale mniej zarabiam po 7 latach pracy w szkole niz tam po pół roku…pewnie gdybym została mój zawodowy los potoczyłby sie inaczej, a tak tez mam poczucie niespełnienia. Można zapytać, to po co zmieniałam? Po to, by po 2,3 latach dostac umowę na stałe i w spokoju moc rodzic dzieci, bez obawy o zwolnienie po powrocie z macierzyńskiego. Los jednak lubi byc przekorny i jakos to rodzenie dzieci nie wychodziło:/ W 2014r., w 5 roku zawodowego letargu, miałam juz dość prób i niepowodzeń, postanowiłam popracować w branży o której zawsze marzyłam i katowałam sie kolejna magisterka zeby zdobyć „przepustkę” do tego zawodu. Praca mi sie podobała, ale zupełnie nie podobało mi sie siedzenie po godzinach, za które nikt nie płacił, odrabianie każdej minuty gdy np.trzeba było wyskoczyć na usg do kliniki, sapanie znerwicowanej przełożonej, telefony z pracy nawet gdy brałam urlop na punkcję czy transfer, czy odpisywanie na maile z kibla bo sraczka zastrzymala mnie w domu….Moja pierwsza procedura in vitro przebiegała gdy pracowałam w wymarzonej branży. Czułam, ze na druga próbę chce spokoju i wróciłam na stare śmieci, gdzie prace kończę lub zaczynam o 12. Łatwiej umówić wizytę przed praca lub po, chyba tylko raz musiałam wyjsć wczesniej z pracy, oczywiście odrabiać tego nie musiałam. Na zwolnienie ciążowe wysłała mnie moja przełożona i zabroniła wręcz wracać do pracy. Po tylu latach wreszcie moje wybory zawodowe zaczęły mieć sens. Zostało tylko to poczucie niespełnienia i straconych szans:/ do tego strasznie mnie frustruje poziom zarobków i to, ze finansowo jestem skazana na meza. Z drugiej strony, to były nasze wspólne decyzje. Ciezko planować rodzine gdy nie mamy blisko żadnej babci czy cioci, kogoś kto mógłby choćby nawet zaprowadzić czy odebrać dziecko z przedszkola, podczas gdy my harujemy od 8do 18(przynajmniej). Musieliśmy myślec perspektywicznie i „poświecić” karierę jednego z nas. Jak prawie zawsze, padło na kobietę. Najbardziej bolały mnie momenty kiedy juz nie miałam wiary, gdy miałam ochote rzucić to wszystko w pierony, tylko wtedy zostawiłam z 30 na karku i niczym. W zasadzie nie miałam wyboru, musiałam walczyć o marzenia, zeby nie przegrać zycia. Teraz praca sie w ogóle nie przejmuje. Ciesze sie, ze po pół roku nie muszę wracać, co by czasem awans nie przeszedł mi koło nosa. A poczucie spełnienia? Na szczęście mam pasje, która tez daje mi pieniądze. Chwilowo zawieszona, bo teraz liczy suw tylko cisza i jej bezpieczne donoszenie, ale mam nadzieje do niej wrócić i zając sie tym tematem ze wzmożona siła gdy juz berbeć bedzie na świecie:)

          1. Pod warunkiem, że berbeć nie zje i nie potłucze kosmetyków. 😉
            Naszą sąsiadkę zostawił mąż w dniu porodu, ona ma pracę wymagającą częstych wyjazdów, nie może jej zmienić w obecnej sytuacji – samodzielne utrzymanie dużego domu, kredyt i dziecko. Do niedawna w razie chorób syna i wyjazdów ściągała mieszkającą ok. 200 km od niej mamę. Mama ostatnio traci siły i zdrowie ze względu na wiek. Na szczęście udało się jej znaleźć studentkę opiekunkę. Odbiera małego z przedszkola, jedzie z nim do domu, śpi, rano odwozi do przedszkola i jedzie na zajęcia. Wszystko się da, jak trzeba.
            Nie przejmuj się finansową zależnością od męża – to nie zależność, tylko wspólne życie. Po to jesteśmy razem, dzielimy się obowiązkami i przyjemnościami, żeby to kto ile zarabia nie miało znaczenia.

          2. Wężon , super , że masz takie wsparcie od Taty, że możesz na Niego liczyć. My też mamy chętną do pomocy rodzinę i to niedaleko , więc to miła świadomość.

            Jeśli chodzi o łączenie leczenia i pracy, to zawsze byłam pełna podziwu dla Dziewczyn, które łączyły pracę w firmie na pełen etat z leczeniem – to pędzenie na badania do kliniki i z powrotem. To jakiś koszmar. Ja mam swoją działalność, a i tak nieraz mi to dało w kość, jak się gdzieś spóźniałam spocona, tłumaczyłam przed ludźmi. Masakra. Niestety, wszystkie wiemy, że wtedy tylko cel dziecko najważniejszy, reszta zostaje zepchnięta na dalszy plan. Ja też jestem trochę w dupie, bo na tej działalności to dostanę 1300 zł na macierzyńskim. Nie udało mi się zmienić zatrudnienia na czas, a osoba, na którą liczyłam, która mogła mi dać umowę na pracę mi nie pomogła i teraz taka marna sytuacja. Też będziemy bazować na zarobkach męża i oszczędnościach. No ale trudno , staram się o tym nie myśleć, będę teraz pracować, ile dam radę. Ciąża daje mi dużo szczęścia i pozytywnego myślenia. Liczę na to, że to nowe życie mnie zmotywuje do nowych działań , że wyjdę z tego marazmu i coś nowego wymyślę 🙂 Trudno, jest , jak jest. Żadna z nas nie planowała niepłodności, a jednak naznaczyła ona w dużym stopniu nasze wybory. A za Ciebie Margaritka trzymam kciuki, bo to wspaniała perspektywa zarabiać na własnej pasji 🙂

          3. „odpisywanie na maile z kibla bo sraczka zastrzymala mnie w domu”
            ha ha 🙂 sraczka nie jest powodem do nieobecnosci w pracy. W zasadzie także zwolnienie lekarskie ani nawet szpital nie jest. siedzę teraz obok pożal się boże szefa, to wiem…

            Margaritka… robisz jakieś rękodzieło?

          4. Makijaże robię:) takie na mniejsze i większe uroczystości, do sesji i indywidualnych, komercyjnych. Oczywiście i w tej dziedzinie niepłodność wiele mi odebrała, ale przecież każdego dnia wschodzi nowe słońce:)

  34. Ja szykuje się do transferu a moja macica chyba nie. Po pomysłach z zagranicy poprosiłam w Polsce o usg dopplerowskie. Okazało się, że moja macica nie ma jakiś fal zwrotnych i to jest złe. Zła macica posiada też NK. Na fale, ukrwienie i endo 9,5 dostałam Viagre 🙂 dopochwowo. Jutro mam wizytę więc okaże się czy pomogło. Na NK stosowałam Intralipid. Obniża on moje NK ale chyba podwyższa TSH. Dostałam sterydy jakis odpowiednik Encortonu – nazywa się Metypred. Któraś z was to stosowała? Zapytałam czy lekarz zaleci branie Clexanu? Odpowiedz lekarza: po co? Ja: Nie wiem. Lekarz: ja też nie. A intralipid to placebo. Mam dwa zarodki blastocysty w 6 dniu 1BC i 4BC – na ten najsłabszy mam nie liczyć wiec może na ten drugi. Cieszę się, że lekarz nie czaruje.
    Jeśli moja macica podejmie współpracę to transfer we wtorek, będę wiedziała jutro.

    1. To trzymam kciuki za dobre wiadomości. Po co ci endo aż 9,5 mm? Mnie wystarczyło minimalne 6 mm. 🙂 Też brałam viagrę i endo urosło z upartych 5,5 na pozwalające na transfer 6 mm.

      Bierzesz oba zarodki razem? Gdzie transfer? W Polsce?

      Oglądałam ostatnio program o placebo – placebo działa w 30% przypadków. Co dziwniejsze działało również na tych, którzy wiedzieli, że biorą placebo. Wyniki się poprawiały, prawie tak jak po lekach, a było zdecydowanie lepiej, niż u tych nic nie biorących. Wnioski wyciągnęli z tego takie, że pacjenta leczy zaangażowanie lekarza, troska o jego stan i zajmowanie się nim.
      I tego nam życzę, lekarzy, którzy leczą dobrym słowem, dotykiem i pochyleniem się nad naszym przypadkiem. Czasem nie wiadomo, co pomogło, ale zaufanie do lekarza i dobry kontakt na pewno pomaga.

      1. Dobre spostrzeżenie Wezon. Czasem myśle ze te wszystkie suplementy to placebo, tylko troche drogie;)przynajmniej w moim przypadku sporo za wszystkie te suple zapłaciłam a tak naprawdę zbyt krótko brałam zeby byc pewnym ze zdążyły zadzialac(ze styczniowej listy zostałam przeniesiona na listopad, wiec suple brałam niecałe dwa miesiące zamiast przynajmniej trzy). Pamietam jak lekarz opowiadał o pacjentce która po wielu wielu próbach zaszła w ciaze bo zbadali jej ciałka kierunkowe i komórek i zapłodnili jedna jedyna prawidłowa, zarodek sie utrzymał. Ta pani wierzyła, ze to mleczko pszczele jej pomogło. Zawsze jak ja mu mówiłam o suplementach to troche sie przy tym uśmiechał, ale pozwalał brać. Ja sama mu mówiłam, ze w cos wierzyć trzeba. Jak z 16 komórek 14 miałam dojrzałych, na delikatna stymulacje reagowałam bardzo wrazliwie(lekarz celował w mniejsza ilośc, a mimo wszystko udało sie uzyskać prawie 100% dojrzałych komórek), w końcu wszystkie 6komrek sie ładnie zapłodnilo i wszystkie dotrwały do stadium blastocysty, to nawet pielęgniarka (taka która juz pare razy z nami rozmawiała)przychodziła pytać jakie te suplementy brałam;) (jej siostra tez sie leczy). Mój lekarz juz chyba zawsze bedzie mnie kojarzył z tym mleczkiem pszczelim;) z mezem wymieniali sie porozumiewawczymi spojrzeniami jak zaczynałam o tym mowić;) troche z kpina, a troche a rozczuleniem, ze tak mi zależy. Wiem ze suplement meza, profertil, przyniósł wymierne efekty- nasienie prawie w dolnej granicy normy, czego nigdy wczesniej nie udało nam sie osiągnąć mimo brania rożnych innych rzeczy. Co jednak wydaje sie mi najważniejsze, do czego zmierzam- empatia lekarza i poczucie ze faktycznie sie angażuje, ze zależy mu na naszym losie. Jak przychodziliśmy po kolejnych porażkach, potrafił z korytarza nas wziąć do gabinetu bo nas przypadkiem zobaczył (mnie zapłakana), kiedy to czekaliśmy na wizytę u innego lekarza bo do niego z recepcji nie było szans na przyjęcie tak na cito. Pamietam jego oczy które wyrażały wiecej niz słowa, mimo to nigdy sie nie rozczulał nad nami, zawsze rzeczowo i adekwatnie do sytuacji planował dalsze kroki. Niezwykłym optymizmem tez napełnił mnie telefon z kliniki o możliwości wcześniejszego podejścia do kolejnej procedury. Niby wiedziałam o tej możliwości od sierpnia, dzwoniłam, pytałam, od października osobiście w klinice na wizytach u lekarza, ale jakos nie wierzyłam ze to możliwe. Szczerze myślałam ze to rodzaj ściemy zeby nie odejść do innej kliniki. Ten telefon to była wielka niespodzianka i dar, który bardzo nas ucieszył. Pozniej szereg powodzen stymulacyjno-punkcyjnych i dobre wieści z pracowni embriologicznej sprawiły, ze w skowronkach podchodziłam do transferu. Dzis zaczynam 19tc,a mój lekarz „od niepłodności”, mimo ze w 9 tc „oddal” mnie w ręce innego lekarza, tonadal gdy widzi nas na korytarzu pyta czy wszystko ok, a w odpowiedzi ze tak , żegna uniesionym kciukiem i uśmiechem:) do tej pory sie śmiejemy ze dr Z. jest trzecim rodzicem:) bez niego to wszystko by sie nie udało.

        1. Ja też brałam suplementy dwa miesiące. Ale one głównie miały poprawiać jakoś komórek, a to mi nie było potrzebne. Przecież podchodziłam na cyklu sztucznym w końcu. Bardziej robiłam to pod kątem przyszłej stymulacji.
          Poprzednio się udało bez jakichkolwiek wspomagaczy.
          Teraz idę do empatycznego lekarza i może ta ciąża potrwa dłużej.

          Dlaczego widujecie się na korytarzu? Chodzisz jeszcze na wizyty do N.?

          1. Zostałam w Novum, tylko mój lekarz nie prowadzi ciąż, zajmuje sie tłumem niepłodnych par od rana do nocy. Teraz mam innego lekarza, ale po trzech spotkaniach z nim, nabieram coraz większego zaufania i sympatii do niego. Generalnie,czuje sie zdecydowanie bezpoeczniej w Novum, po tylu latach troche jak u siebie;)Rodzic zamierzam w mswia,bo ten szpital współpracuje z Novum i ciaza z in vitro nikogo tam nie dziwi.

      1. Do transferu podchodze w Polsce. Z tym endometrium to ja myślałam, że jest 9,5 a bylo 7,5 a dziś po Viagrze jest 8. Transfer we wtorek. Biore dwa bo jeśli się nie uda to chce mieć w tej klinice w Wawie zamknięty temat i przenieść się gdzieś gdzie może mi pomogą.
        Intralipid 1250zl??? Szok ja w aptece kupilam za 35zl (w PL podobno 75zł) zamówiłam pielegniarke do domu i za 30 zł mnie pod to podczepiła (plus weflon, kabelki i sole fizjologiczne jakieś 10zł) Uffff chociaż na tym oszczędze.

        Do jakiej kliniki mam w razie czego się udać? Myślałam o Krakowie i Warszawie no i Łódź ostatnio na tapecie. Potrzebuje taką klinike by mieli Pgd-ngs.
        Obecnie jestem w I. Na Złotej w Wawie. Czas na zmiany.

        Olaola – gratulacje!

        1. Malibuuu, a jaka u Was jest diagnoza? Dlaczego chcesz robić PGD? To chyba właśnie Invicta ma najlepszy program badania zarodków.
          Teraz też badałaś?
          Rozumiem, że transfer we wtorek, tak jak miał być?

        2. Jak ja potrzebowalam dla siebie PGD to mieli tylko w Inviccie :/ Moze cos sie zmienilo i ktos jeszcze wprowadzil…

          Intralipid – naprawde tyle… dobrze wiedziec, ze moge sama kupic nastepnym razem. Zglosze sie po instrukcje do Ciebie 🙂

  35. Moja wypasiona beta to 323 :)))))))))))))))))))))))))))) nie wierzę, tak się cieszę!! po tylu porażkach nie umiem się oswoic z pozytywną informacją 🙂 brzuch już trochę mniej boli – doczytałam wczoraj, że przy tyłozgięciu macicy które mam często brzuch boli mocniej we wczesnej ciąży. Wizyta w Invimedzie dopiero za 10 dni,a w przyszłym tygodniu chce iść do mojego ginekologa, do którego chodziłam wcześniej.

    Kochane, trzymam kciuki za dzisiejsze transfery – Wężon i ja jesteśmy przykładami że Invimed może przynieść szczęście 🙂

    1. Brawo Ola. 🙂 Mamy prawie takie same wyniki – ja miałam 368 po 3 dniach. 🙂

      To teraz możesz spokojnie czekać na wizytę. Plamienie już zupełnie przeszło?
      Chodzisz do pracy?
      Po co chcesz iść do lekarza jeszcze przed wizytą w Invimedzie? Nic nie będzie widać jeszcze.

      1. O Malgorzalka, widzę wyżej, że Ty już drugą ciążę planujesz. 🙂

        Kiedy się zaczynasz starać? Pół roku po porodzie? A może znowu uda się naturalnie, co sobie głowę Intralipidem zawracasz. 😉

      1. Gaja, dziękuję, a zazdrość znam z autopsji… Przesyłam w Twoja stronę mnóstwo dobrej energii, warto wierzyć że się uda, bo jak widać – w końcu się udaje. Ja jeszcze tydzień temu miałam przekonanie że nigdy się nie uda. A jednak – więc warto wierzyć i walczyć o swój szczęśliwy moment. trzymam kciuki 🙂

  36. Powoli wiosna sie rozkreca to i pora na moja historie. Majac 29lat zaszlam w ciaze w ktorej maluszek zatrzymal sie w 7 tyg. Dowiedzialam sie o tym dopiero w 11tyg. bedac w polsce i robiac sobie ponad planowe usg, gdyz w Anglii wykonuje sie je standardowo po 12tyg. Powrot do Anglii.. szpital i tabletki… Dom, krwotok i straszny bol. Zwiazek tego nie wytrzymal niestety a moze i stety bo poznalam mojego obecnego m ktory jest moim aniolem. Krotko jak sie poznalismy i zamieszkalismy razem moj aniol mi sie oswiadczyl, tak to bylo to. Zapadla decyzja ze bedziemy sie starac o dzidziusia. Rok minal i nic kolejny i znowu nic poszlismy wiec do lekarza. Z wynikow wyszlo ze ja nie mam owulacji i prawdopodobnie zablokowane jajowody ale tego tez nie sa pewni bo mogly sie zcisnac ze stresu, ale nie ma mozliwosci ich odblokowania 🙁 a m ma oligozoospermie i teratozoospermie i tylko ivf moze nam pomoc w naszej drodze do upragnionego malenstwa. W miedzy czasie slub i wesele i cudowne dni. No to podchodzimy w 2013r ja majac juz 34 lata a m 26 do pierwszego ivf. Rezultat 22 jajeczka, 18 dojrzalych. Transfer jednego zarodeczka i do mrozenia 1 🙁 niestety porazka, krotka po tym podchodzimy do krio, znowu porazka bo nawet sie nie rozmrozil. Zalamanie i bol. Gdyby nie moj m to nie wiem co by bylo 🙁 Decydujemy sie ze w nastepnym roku jedziemy do Polski do Bialegostoku do B i probujemy znowu. 2014r – punkcja no i 20 wzgorkow jajonosnych 🙂 transfer blastusia 2bb i morulki, nic do mrozenia. Znowu porazka. Ponawiamy probe ale w nastepnym roku bo ja juz urlopu nie mam. 2015r powtorka 18 wzgorkow jajonosnych. Transfer zarodeczkow 8a i 7b i 2 zamrozone w 3 dobie. Znowu sie nie udalo 🙁 coz mamy jeszcze 2 zamrozone, ale to znowu w przyszlym roku bo urolopu brak. Tak wlasnie dobrnelismy to dzisiejszego dnia. Dzisiaj jest 3 dzien cyklu i bedziemy podchodzic na cyklu naturalnym. W poprzednim cyklu odwiedzilam doktora zeby mnie troszke poskrobal ze to moze pomoze. No i suplementy, winko, orzeszki zdrowe jedzonko i troszke sportu. Na 19kwietnia mamy bilet do polski i mam nadzieje ze tym razem nam sie uda.

    1. Izabela, długa ta Twoja droga…
      Nie wiem, czy chciałaś, zeby opublikować Twoją historie obok innych historii, jeśli nie, daj znać, ściagnę stamtąd. Ale tam Cię będzie łatwiej znaleźć w gąszczu postów. Tutaj link

  37. A tak w miedzy czasie to jajowody drozne tylko trzeba bylo troszke wiekszego cisnienia uzycyc. Wyniki hormonow w normie tylko prolaktyna po obciazeniu troche za wysoka no ale na to bromergon a i ja sie po nim lepiej czuje bo nie mam juz wybuchow zlosci 🙂 m wyniki tez nie najgorsze troszke powolne sa ale na to troche suplementow i moze sie jeszcze poprawi. Teraz w kwietniu zrobi powtorke badan to zobaczymy.

  38. Dawno się nie udzielałam..ale śledzę bloga regularnie.Powiem tylko tyle-zawsze wierzyłam w Boga i wierzę nadal.Ale kosciół to już nie Bóg.W imię chorych ideologii,wspólnie z oszołami zPISu robią z nas niewolników. Bez prawa wyboru..odbierając nadzieję, wolę walki itp.Mnie się udało-mam cudownego 8mies.synka.Zdrowy,pogodny.
    Z in vitro.
    Gorszy?Z grzechu?
    nie sądzę!Grzechem jest sianie propagandy, że płód który nie ma szans na życie,ma się narodzić.To nic, że zamiaast opiekuńczych ramion matki zazna tylko cierpienia,bólu i strachu..Liczy się prawo „kościelne”!!Mydlenie oczu ludziom,granie na ludzkich sumieniach.Gdzie drodzy księża w tym wszystkim jest Bóg? hipokryzja..Przykre:(

  39. Kochane,
    bardzo dziękuję za wszystkie gratulacje 🙂 jestem mega szczęsliwa i chciałabym każda z Was obdarzyć częścią tego szczęścia. Ten blog naprawdę mi pomógł w czasie załamania, jesteście nieocenione. Trzymam za Was wszytkie kciuki i będę siż odzywać, mam nadzieje że z samymi pozytywnymi wiadomościami. gdby któraś z Was miaal pytania co do mojej procedury to chętnie się podzielę 🙂

    1. Olaola ja jeszcze nie miałam okazji pogratulować 🙂 gratuluję Ci serdecznie i życzę Ci dużo spokoju i radości na każdy kolejny dzień tego cudu 🙂 ja dziś zaczęłam nowy cykl, jutro wycieczka do Białegostoku. Czekam z niecierpliwością i z zaciekawieniem na początek tej drogi:)

  40. Olaola gratuluje i goraco pozdrawiam. Mala Ania a w bialymstoku w ktorej klinice jestes, w b? U ktorego lekarza? Jezeli tak to moze sie po 19kwienia gdzies przy recepcji miniemy 🙂 pozdrawiam i powodzonka.

  41. Cześć dziewczyny, dawno nie pisałam, dużo się u mnie dzieje, ale o tym opowiem następnym razem. We wtorek mamy mieć transfer mrozaczka, odebrałam wyniki estradiolu 2396 pmol/l i estradiol (jedn.tradyc.)654,11 pg/ml wyniki nie mieszczące się w normach podanych przez laboratorium, myślicie, że już po owulacji? Czy jest szansa na transfer w tym cyklu? Mój lekarz nie odbiera telefonu, więc jestem w lekkim stresie…

  42. Dziś byliśmy na usg….został z nami jeden zarodek i jest tętno:-)zaniemówiłam z wrażenia, ale nadal nie umiem się cieszyć, boję się o każdy dzień. Dziewczyny potrzebuję najlepszego położnika z Lublina do prowadzenia ciąży, kogo możecie polecić?

  43. Jestem już po pierwszej dawce Menopuru. Narazie mam zleconą dawkę 112,5 do środy, potem 150 i w pt mam być już w B. i zostać na co najmniej tydzień, podczas którego stymulacja prawdopodobnie będzie trwać nadal. Dodatkowo w czw i pt mam wstrzyjnąć sobie Cetrotide i cały czas brać Encortolon. Wydaje mi się, że moja stymulacja to długi protokół, a pamiętam, jak dr P. mówił, że planuje krótki. Z wrażenia nie zapytałam:) Jak zwykle w klinice miło i przyjemnie, nie mogę doczekać się wyjazdu w czw i spędzenia weekendu nad moją kochaną Biebrzą:)

    1. Jeszcze zapomniałam dodać, że w aptece przy kasie za komplet leków na ten tydzień zapłaciłam 520 zł, a bez refundacji w czerwcu trzeba będzie za to samo zapłacić 1950zł…

  44. Nawet nie wiem co powiedzieć po tym wpisie. Byłam dziś protestować przeciwko tej ustawie pod Polską Ambasadą w Reykjaviku.
    Mieliśmy plan B, 2-3 stymulacje pod rząd w Polsce. Testowanie zarodków i potem wywiezienie ich na Islandię. A teraz boję się czy zdążymy. Myśleliśmy, że mamy czas do listopada – wydanie kolejnych zezwoleń dla kliniki przez ministerstwo. Teraz to już nic nie wiem.
    Mamy zaplanowane podejście do kriotransferu na koniec maja. Biorę właśnie antyki i odstawiam koło 5 maja. Chciała bym aby się udało, była bym taka szczęśliwa. Nie uśmiecha mi się nowa klinika za granicą. A chyba w razie porażki tak trzeba będzie postąpić.
    Zabieram się za zaktualizowanie bloga, ale wtedy trzeba opisać co przeszłam w październiku, no i tak trochę ciężko mi do tego wracać.

    1. Basia, jak jest Ci ciężko – niczego nie musisz. Blog jest Twój i jest dla Ciebie. Ma pomóc CI uporządkować myśli, nie masz obowiązku pisać o tym, o czym nie chcesz.
      Cała drżę o Ciebie ze strachu, co przeszłaś, ale to nie znaczy, ze musisz to pisać.

      Lubię Reykjawik. Kocham Mosfellsbær… Esję, która każdego dnia ma inny kolor… Kruki w suszarni ryb w Akranes… Tęsknoty ślę na wietrzną wyspę.

  45. W temacie aborcji nie będę się wypowiadać, bo jak słyszę o „dobrej zmianie” w wykonaniu jedynej słusznej partii, to mnie krew zalewa.
    Chcę się pożalić, a nie mam komu. Ostatnio dowiedziałam się, że dwie moje koleżanki są w ciąży. Plus info o trzeciej znajomej, że urodziła (nie wiedziałam, że jest w ciąży). No niby fajnie, jedna z nich to moja bliska przyjaciółka, sama ją namawiałam na drugie dziecko, no ale…. wszystkie zaszły w ciążę wtedy kiedy sobie zaplanowały. Cykl pt. staramy się o drugie i cyk, są dwie kreski… Jedna z tych co są w ciąży to zadzwoniła mi o tym powiedzieć po teście ciążowym, jeszcze przed usg, a w sumie nie jest to moja aż tak bliska koleżanka (jest też jedną z niewielu osób, które wiedzą o in vitro).
    Wszystko wiem, mam już dwójkę fajnych dzieciaków, to głupie zazdrościć komuś ciąży. Poza tym w jakiś tam mniej lub bardziej odległych planach mamy powrót po nasze mrozaczki. Myślałam, że raczej w dalszych… Teraz jestem rozdarta pomiędzy chęcią starania się o kolejną ciążę, a chęcią jak najdłuższego karmienia Małej, co niestety się wyklucza.
    Mąż patrzy jak na idiotkę i mówi, że wymyślam, pewnie ma rację :(.

    1. Anulek, wiesz swoim wpisem to wzbudzasz tu raczej zazdrość niż współczucie. Tutaj wiele osób oddałoby wszystko za choćby jedno dzieciątko a Ty masz już dwójkę i rozterkę czy zacząć już starania o trzecie czy jeszcze poczekać bo karmisz piersią. Anulek wydaje mi się, że odchowaj troszkę Małą, niech się cieszy cyckiem ile chce, nie odbieraj jej tego za szybko. To naprawdę dar, że możesz ją karmić- nie wszyscy mogą. A za jakiś czas zaczniecie się starać o trzecie- na spokojnie ale wtedy konsekwentnie wracaj po mrozaki. Ja Ciebie rozumiem bo sama miałam problem z 3 dzieckiem i prawie dwa lata starań wykończyły mnie psychicznie i nikt by nie pomyślał, że mając już dwójkę człowiek pragnie tego 3 tak bardzo – chyba dlatego, że już wie jakie dzieci to cudowne skarby i potrafi sobie wyobrazić to 3 szczęście. Dlatego u mnie znajdujesz współczucie 🙂 Bardzo pomaga przytulanie tej dwójki którą już masz w trudnych chwilach i cieszenie się nimi. Do mnie przemawiało zdanie – ciesz się tymi dziećmi które masz a nie zamartwiaj się tym dzieckiem którego nie ma – choć mając mrozaki to już nie jest takie proste i wyobrażam sobie, że masz ciężkie chwile. Po odkarmieniu Małej zrobisz wszystko co w Twojej mocy aby mieć kolejne dziecko/dzieci. Wiem, że łatwo jest tak mówić bo ja sama mam tak, że co okres to często płaczę a z ciąż koleżanek nie jest mi łatwo się cieszyć – po prostu mówię prosto z mostu, że im zazdroszczę i to pozwala mi trochę się jednak z nimi cieszyć. Trzymaj się.

      1. Nie o współczucie mi chodziło, tak jak napisałam, pożalić się tylko chciałam. Zazdroszczę im najbardziej, że bez zbytniego starania się i zastanawiania im się udało. Że im to tak lekko przyszło. Ehh, powiem Ci, że odkładam tą decyzję o staraniu o trzecie, bo się boję, że się nie uda. Wiem jak to brzmi, ale boję się niepowodzenia tak samo jak się bałam już za każdym razem po tym jak pierwszy transfer niby się udał, a skończyło się tak jak się skończyło. Niestety okazało się, że posiadanie dwójki dzieci ani trochę nie zmniejsza stresu i strachu przed porażką :(.

        1. Troche rozumiem, a troche nie;) ale chyba dlatego, że myślałam, że jak się ma już dziecko, a już tym bardziej dwoje, to informacja o ciąży koleżanek nie wzbudza negatywnych emocji, jak wiedać wzbudza. Ale rozumiem że głównie chodzi o trudność i czas w jakim się zaszło w ciąże;)
          Myślę, że powinnaś nacieszyć się bliskością jaką daje karmienie, a na mrozazki przyjdzie czas, choć wiem że chcemy po nie wracać jak najszybciej.

  46. Gratuluje wszystkim którym się udało. Ja mam zaplanowany transfer na wtorek. Endometrium po Viagrze z 7,5 wskoczyło na 8. nigdy tym nie miałam problemów więc jestem mega zaskoczona. Najgorsze jest to że wczoraj odebrałam wyniki TSH i pomimo zwiększenia dawki po 4 dniach TSH z poziomu 2,22 wskoczyło na 3.36. nie udało mi się skontaktować z lekarzem. Czekam do poniedziałku – obawiam się, że transfer może zostać odwołany. Jutro polece i zbadam jeszcze raz – może to był tylko jednorazowy wyrzut ale ewidentnie coś zaczyna bardziej się piepr….
    Wężon pytałaś o PGD-NGS – przy pierwszym podejściu miałam 5 zarodków. jeden okazał się niediagnostyczny, dwie dziewczynki zdrowe i dwa zarodki chore. Wskazaniem do PGD byl nieprawidłowy kariotyp męża. Delekcja w chromosomie Y. Udało się mi wtedy być w ciąży do 22 dpt. Nie byłam nawet na usg – poroniłam. Dopiero po roku wykryli u mnie NK w macicy. Najśmieszniejsze jest to, że kariotyp robiłam u siebie – mieszkam w Egipcie. Po porażce powtórzyłam kariotyp męża w Polsce i okazało się, że jest prawidłowy tylko ma jakich polimorfizm, który nie rzutuje na in vitro. Przeszłam 3 pełne próby. Zawsze miałam podawane zarodki w blstocyście. Chce zmienić klinikę ponieważ po pierwszym niepowodzeniu gdy podano zdrowe zarodki lekarz przy drugim podejściu powinien zlecić poszerzenie badań. W Kairze od razu kazali zrobić badanie na NK.

    1. Malibu, co do TSH to oddanie realnego wyniku po zmianie dawki leku będzie widoczne dopiero po miesiacu. Ja choruje od 10 lat na niedoczynność. Przy stymulacji tsh lubi wariowac. Mi przy Clomifenie z niedoczynności zrobiła się nadczynność ale po paru miesiącach wyrównało się.
      Pamiętaj ze tarczyca nie lubi radykalnych zmian dawek leku. Ani w jedna ani w druga stronę. Max o 25 jednostek a najlepiej powoli o 12.5
      Np ja ze 175 zmniejszyłam do 150.
      Kiedyś głupia lekarka widząc skok po Clomifenie zmniejszyła mi dawkę z 175 na 85. To byl dopiero skok…
      Teraz nawet niewiem ile mam tsh…w tych niemczech to nic ci nie dają do ręki tylko mówią ze jest źle albo dobrze.. w maju jak będę na wizycie będę musiała wyciągnąć kopie wyników …
      Życzę powodzenia.

      1. Anitt, to może skorzystam z Twojego doświadczenia. Mam subkliniczną niedoczynność odkrytą podczas badań do IVF. Nie ukrywam, że bardzo mnie to siekło. Po 20 dniach brania euhyroxu wyniki nawet nie drgnęły (zrobiłam, bo akurat byłam w Polsce). Jeśli wszystko dobrze pójdzie zaczynam stymulację za 5 tygodni. Endo twierdzi, że ureguluje to tsh bez problemu, ale to była dziwna wizyta, nie wzbudziła mojego zaufania. Czy lekarze uzależniali u Ciebie stymulację, albo transfer od wyników tsh? Jajo znoszę już z tego czekania, nawet nie chcę myśleć, że mogłoby się jeszcze przesunąć.

        1. Niebieska. Tak jak pisałam wynik tsh po 20 dniach nic ci nie powie.
          Zależy jaki miałaś pierwszy wynik..jeżeli bardzo wysoko ponad normę np 5.5-6 albo wyżej to troszkę dłużej zajmie unormowanie tarczycy. Jeżeli twój wynik mieści się w wielkach ale tych górnych i np 3.5-4.5 to 5-6 tygodni brania odpowiedniej dawki Euthyroxu załatwi sprawę.
          Nie możesz też zaczynać od razu z dużą dawka. Najlepiej stopniowo ja zwiekszac.
          Tarczyca ma duży wpływ na płodność.
          Moja pierwsza ginka kazała najpierw unormowac tarczyce a potem starać się o dziecko.
          Najlepiej jak tsh jest w dolnych granicach 1-2.
          Ja przed in vitro porobilam wszystkie wyniki związane z tarczyca. Tsh, anty TPO, anty Tg.
          U mnie w klinice sprawdzają tylko tsh.
          Jeżeli miała bym mrozaczka a moja tarczyca zwariowala to poczekała bym z transferem.
          Czasami lepiej poczekać parę tygodni dłużej niż zmieszać świadomie szanse. Takie jest moje zdanie.

          1. Dzięki Anitt, trochę mnie uspokoiłaś.
            Malibuu odwołali transfer przez tsh, więc trochę się wyjaśniło. Mimo wszystko, chciałabym podejść do stymulacji, nawet jeśli potem musiałabym mrozić wszystkie zarodki. Raz że naprawdę potrzebuję działać, dwa że statystyki przemawiają za crio.
            I taka ciekawostka u nas norma tsh jest do 5,5!

          2. To prawda lepiej coś robić niż nic nie robić. Co do normy tsh to jestem w szoooku. 5.5? Całe moje dorosłe życie jeździłam po endokrynologach i laboratoriach i zawsze było do 4 z hakiem. Hmmm albo jakieś zmiany albo laboratorium ma inne normy. Tak czy siak tsh w wysokości 5.5 jest wysokim wynikiem. Lepiej być w dolnej granicy. Ale to i tak zależy od organizmu. Buziaki i trzymam kciuki

        2. U mnie lekarz na dzień dobry kazał sprawdzić tarczycę i dopiero jak endo dała pełną zgodę przystąpiliśmy do działania. Ale przez cały okres przygotowań i ciąży miałam co miesiąc wizyty u endo i reagowałyśmy niemal natychmiast. Podobno tarczyca ma ogromny wpływ na możliwość zajścia i donoszenia malucha. Tak więc jeśli masz jakieś wątpliwości to zmień lekarza. A i zapomniałam najlepiej spotkaj się z endo, która specjalizuje się w ciężarnych bo tutaj wyniki często wyglądają odmiennie.

    2. Malibuu … wiem, że to nie na temat… i że na pewno słyszałaś to siedemnaście tysiecy razy… ale sie rozmarzyłam… Kair… o Boże…
      Po Polsce właśnie przeleciał front z pyłem sahary. Jeszcze zanim przeczytałam Twój komentarz, z rozmarzeniem palcem pocierałam dach auta – całe jest w tym pyle. O mały włos nie oblizałam samochodu z tęsknoty za ciepłymi krajami…

  47. Ahoj, Dziewczyny, nie zabrałam głosu w tej dyskusji zglaszanym projekcie, bo mnie wycieło na pół dnia jak się dowiedziałam..
    Iza, jak praca i czas? Masz już grafik?
    Wężon, jak samopoczucie? Już wybrałaś lekarza?
    Ciężarówki czerwcowe, stresik jest? Jak się czujecie?
    Uczuciowa, jak tam? (Zaraz zajrzę na bloga)
    Paradise, jak samopoczucie? Kiedy testujesz?
    Margaritka, Kas, bebzolki rosną? 🙂
    Olaola, gratulacje. Nudnej ciazy:)
    Dziewczyny w trakcie stymulacji, dajcie znać jak idzie!
    Dziewczyny, które jeszcze się nie zdecydowały na tą drogę, odezwijcie się!
    Ruta, Ewka, jak się czujecie?

    1. Olga, dzisiaj zadałaś wszystkie pytania za mnie.

      Samopoczucie w porządku, aż za dobrze. Nie plamię, co mnie bardzo cieszy.
      Ale też nie jest mi w ogóle niedobrze, piersi bolą troszeczkę, siusiu nie robię częściej, w nocy śpię normalnie, a w dzień nawet nie chce mi się spać. Oczywiście boję się, że brak objawów to zły objaw.
      Jedyne co, to czuję, że mam brzuch. Takie rozpychanie od środka, a jak chodzę, to czuję że mi ciąży. Trudne do wyobrażenia sobie bez ciąży, ale mam nadzieję, że te zaciążone wiedzą o czym mówię i nie jestem jedyną czującą rozciąganie.

      Lekarza wybrałam już dawno. Chcę chodzić do tego, który zajmował się mną po poronieniu i robił histeroskopię w lipcu. Dzisiaj popołudniu wizyta. Zobaczymy, czy coś we mnie rośnie jeszcze.

      1. I Ty Wężonie Niewierny;)
        Dopadła cię klasyczna panika przedwizytowa (chyba w ramach rozgrzewki zawodowej sklasyfikuję poszczególne lęki invitrowe:). Z pewnością wszystko jest w porządku – wasz Fasol (wiem, że ci trudno, ale czy ksywa jest?) rośnie dyskretnie i bez rozgłosu – wiesz dobrze, że objawy to nie warunek ciąży. Część ma, część nie.
        Fajnie, że będziesz mieć tego samego doktora, który cię zna.
        Trzymam kciuki za wizytę i złagodnienie twojego lęku.
        Który to jest tydzień, przypomnij.

        1. Olga obawiam się, że ten lęk będzie tylko rósł. Nigdy nie wiadomo, kiedy i dlaczego odejdą mi wody.
          W tej sytuacji ta ciągła wilgoć od luteiny i w ogóle jest stresująca. Wypływa ze mnie rozpuszczona tabletka, ale też czasem jest mi po prostu wilgotno. Wczoraj miałam taką mokrą, wodnistą plamę.
          Czy Wam też jest tak mokro, czy to moja stresująca przypadłość. (O już myślę, czy ta mokra plamka wczoraj to nie były wody).

          Co do rośnięcia pociesza mnie to, że nigdy nie miałam dużych dolegliwości. Z Laurą było mi parę razy niedobrze wieczorem, z bliźniakami więcej, ale w ogóle nie rozumiem o jakich dolegliwościach pisze reszta bliźniaczych mam, a teraz to już w ogóle nic. Ani razu nie leciałam zwymiotować, parę razy tylko czułam, że mi się niewyraźnie robi.

          Wygląda na to, że dzisiaj zaczęłam 8 tydzień.

          1. Wężon, u nie to samo, wilgoć, czasami mam wrażenie że woda leci. Powoli zachowuję się jak wariatka – dziś w drodze do pracy poczułam „jakby cos chlupnęło” i byłam gotowa wracac do domu sprawdzić. To chyba te wcześniejsze plamienia spowodowały, ze teraz każda wizyta w toalecie jest lekkim stresem 😉

          2. Wiecznie się ze mnie lało, gotowa byłam nosić wiaderko z sobą 😉 A jak wchodziłam do toalety to zawsze ściskało mnie za gardło przerażenia, że to na pewno znowu krwawienia. Ale chwała B. lub innym mocom nie zwariowałam i przetrwałam. Zobaczysz będzie spoko. Daj znać jak wizyta.

    2. U mnie bez zmian. Nadal każdy dzień rozpoczynam zastrzykiem. Nic nie czuję. Jestem w jakimś trudnym do określenia zawieszeniu… Bloga specjalnie dla Ciebie uzupełniłam;)

      Czytam wszystkie nowiny na bieżąco, ale nie mam siły pisać. O projekcie ustawy myślę dużo, ale też nie piszę, bo emocje zaraz sięgają zenitu, a ja tak bardzo chcę spokoju…

      Czekam… na kolejną wizytę, na zmianę pogody, na punkcję, transfer, na koniec tego wyczerpującego psychicznie i fizycznie leczenia.

      A na koniec… schudłam 🙂 Akurat tyle, żeby nadrobić, jak zacznę drugi etap stymulacji 😉

    3. Olga82, ja tak tylko wybiórczo odpowiem na pytanie, skoro dałas mi szansę, żeby się pożalić. Dostałam grafik. Jest do dupy. Cztery razy w tym tygodniu wracam „po nocach”, włącznie z niedzielą. Do tego właśnie spływają do mnie mandaty z marca za złe parkowanie pod pracą – wielkie korpo bez parkingu, więc każdy orze jak może.
      Straż miejska nie zostawia kartek za wycieraczką, wiec nie wiem, ile jeszcze dostanę – na razie doszło do 17. marca.
      Nigdy w życiu nie miałam mandatu za złe parkowanie, a teraz lawinowo, jeden za drugim, bo chodnik ma 1,4 m, a trzeba zostawić 1,5 m miejsca… Przynajmniej mogę w szczytnym celu wydawać ciężko zarobione pieniądze.
      Humoru brak.

      1. Shit! Powinni Ci zwracać za te mandaty. Co to za debilny pomysł dać pozwolenie na buowę biurowców, czy np. całego nawet centrum biurowego, jak ma mordorze bez parkingów?!? Grrr

        Iza Ty jesteś nie do zdarcia! Jak Ty to wszystko znosisz, ogarniasz? Jestem pod wrażeniem! Takim smutnym 🙁 bo życzyłabym Ci całkiem innego obrotu spraw!

      2. Jakaś bidna ta korpo- uroki stolycy chyba? Ja mam mierną pensję , aż wstyd pisac, ale nie decydowalam sie na zmiane pracy ze wzgledu na wolne i umowe, które wydawały mi się ważne przy ivf. W zeszłym roku byłam o krok od gabinetu, ale przeraziły mnie ceny wynajmu na tym moim zadupiu. ..
        mam nadzieję, ze grafik Ci się poluźni i wbijesz na wizyte w sprawie crio.
        Kiedy pokażesz spódnicę?

        1. Olga, tu mnie masz. Zamierzałam ją pokazać, ale jest tak charakterystyczna, jedyna na świecie, że równie dobrze mogę dać zdjecie swojej paszczy… Jakoś mi nie w smak, żeby mnie ktoś z pracy rozpoznał…

          Praca nie jest najważniejsza. Ja tu narzekam jak mops, ale prawda jest taka, że chyba też się dałam wciągnąć, bo nic innego jak dotąd mi nie wyszło.

    4. Olga, miło jest byc w czyjejś pamięci:) ja chwilowo jestem troche uspokojona, bo we wtorek byłam u mojego gina. Pomierzyl dzidziusia i twierdzi, ze jest ok., ze nie ma zastrzeżeń. Pozwolił na delikatne ćwiczenia, wiec rozejrzę sie za czymś dla kobiet w ciazy, bo kręgosłup daje mi sie we znaki:/ poprosiłam go o jakies ładne fotki, ale oczywiście nic na nich nie widać;) nie wiem skąd w internetach sa takie ładne zdjęcia płodów;) następną wizyte i połówkowe mam za 2tygodnie, duże emocje przed tym. No i na koniec pochwale sie, ze na 90-95% w brzuszku rośnie chłopczyk!:) jeszxze do potwierdzenia ta ocena płci, ale pewnie tak juz zostanie;) wyglada na to, ze teoria z niższymi wartościami bhcg i apetytem na boczek i ogórki sie sprawdza;)

      1. Hihi, czyli mamy pyrtusia dla odmiany:))))
        Polecam Ci jogę. Cwiczylas kiedyś?
        Ja myślałam o basenie, ale jak pomyślę o infekcjach…..
        Też nie mam jakiś spektakularnych fot z usg. Ważne, żeby badanie było w normie… nie pamietam: Ty pytałas o detektor tętna? Kupiłam, używałam kilka razy. Jest ok.

        1. Pływałam w ciąży. Brałam ze sobą płyn do higieny intymnej, żeby się po basenie podmyć, a wieczorem używałam witaminy c dopochwowo (chyba Vagi-C). Nie miałam problemów z infekcjami. Podobnie jak z kręgosłupem (przez całą ciążę ze 3 razy bolały mnie plecy). Tylko najlepiej pływać kraulem (żabka dodatkowo obciąża kręgosłup i szyję). No i ja pływałam sporo – co drugi dzień ok. 1km – najszybszym tempem jakim byłam wstanie płynąć bez zadyszki.

        2. Nigdy nie chodziłam na jogę, ale juz od wielu osób słyszałam, ze jest rewelacyjna. Jakiś czas temu u mnie „na dzielni” ruszały zajęcia jogi dla kobiet w ciazy, ale ponoć same nie-ciężarówki chodziły. Jakos nie mogę sie zebrać a fajnie byłoby sie troche ruszyć. Na basen lekarz tez pozwolił, z tym ze ja tylko żabka jestem w stanie cokolwiek przepłynąć i to kosztem jeszcze sporego wysiłku, wiec ten basen u mnie to tak niekoniecznie. Piza tym boje sie infekcji mimo wszystko. Mi lekarz profilaktycznie zalecil brać lactovaginum ale nie pamietam jak często:/ nie pamietam czy pytałam o detektor, na pewno interesuje sie tym tematem. Troche sie bałam ze nie bede umiała tego użyć i zamiast sie uspokajać tętnem dziecka to wpadnę w panikę. Jak często można tego używać? Nie jest szkodliwe? Od którego tygodnia czekasz uzyeac?

      2. A u Nas się udało, niunia na 1szej genetyce pięknie się pokazała i nawet trzymała się za uszy i nosek. Wyszły zdjęcia jak na zamówienie. Na późniejszych badaniach już nigdy tak ładnie się nie pokazała, zazwyczaj wystawiała pupę albo ucho. Pogadaj z Potworem, to może rodzicielski autorytet zadziała następnym razem 😉

  48. U mnie dziś 4 dpt dwóch 3 dniowych zarodków.
    Dzięki Olga82 za pamięć ;*
    Nie czuję nic specjalnego. Jedynie minimalnie brzuch mnie boli. Trochę mnie to martwi. Betę robię za tydzień 18 kwietnia. Boję się jak cholera.
    Śnił mi się dziś koszmar, że nie udało się…
    staram się nie myśleć dużo, ale nie da się…
    To ostatni 5 transfer. Jak teraz się nie uda to koniec. Będziemy musieli odłożyć kasę i spróbować za rok…
    Może pod koniec tego roku…
    Chociaż nie wiem czy wytrzymam…
    Wolę te podejścia jedno za drugim. Przynajmniej coś się dzieje. Działam w temacie i nie stoję w miejscu…
    Nie chcę tej bezczynności…
    Nie wierzę w powodzenie tego transferu…
    Nigdy mi beta nie wzrosła po podaniu świeżego zarodka. ..

    1. Eh Paradise, na szczęście powodzenie invitro nie jest zależne od naszej wiary acz przyjemniej by było, jakbyś sobie pozwoliła na odrobinę nadziei:) Zrobiłaś wszystko, co można było i nawet więcej. Czekaj teraz i nie obciążaj się zbytnio myśleniem. Trochę tlenu i jakieś komedie, czy seriale mile widziane i dużo dbaj o was. Zamartwienie się, przewidywanie najgorszego nic nie da, a tylko się zdołujesz. Wiem, że trudno w tej sytuacji snuć piękne wizje bobasków (swoją drogą – mnie nigdy to się nie udawało), ale odrobina dystansu i nie oszalejesz. Pomyśl, że twój organizm jest młody, silny, masz szanse.

    2. Paradise wiem o czym piszesz. Jeszcze niedawno też pisałam, że jak się nie uda to koniec, że nie mam środków na dalszą walkę i też nie wierzyłam w powodzenie ostatniego transferu. Ale może i Tobie się uda co? Przeczucia często trzeba odłożyć na bok – uwierz nie zawsze się sprawdzają. Czekamy razem z Tobą na betę, oczywiście ta pozytywną 🙂

        1. Ja jadę na tym samym wózku co Paradise. Za tydzień beta. Nie mam raczej dobrych wieści z I. Dziś dzwoniłam, żeby się dowiedzieć o pozostałe 5 zarodków i dowiedziałam się, że jeszcze trwa hodowla zarodków. Dziś tydzień po punkcji, to chyba średnio dobrze wróży. Moje zarodki jak zwykle po 3 dobie zaczynaja się obijac 🙁

          Paradise – czuję tak jak Ty. I bije się po głowie za to durne myślenie ;/

          1. Ja to chyba zwariuje. Jeszcze tydzień. Masakra. Jak ja dojadę do siebie jak się nie uda?
            Nawet nie chcę o tym myśleć ….

            Hmmm dziś 7 dzień faktycznie od punkcji…
            mi ostatnio w 6 dniu zamrozili 1 zarodek z 4.
            Ale może nie będzie u Ciebie tak źle. Może któryś będzie silny i wytrzyma 🙂
            Trzymam kciuki za Twoje zarodki 😉
            I za Ciebie 🙂
            Żebyśmy obie jakoś dały Jeszcze radę wytrzymać przez ten tydzień…
            Chociaż powiem Ci, że już nie mogę znaleźć sobie miejsca.
            Czytam dużo. Blogi, książki. Ale nic nie odciąga moich myśli od bety za tydzień.
            Tak bardzo się boję, że nawet ciężko to opisać. Nawet straciłam wenę do pisania na blogu. A przy poprzednich transferach pisałam niemal codziennie…
            Żebym nie skończyła z depresją zamiast ciąży…

          2. Paradise i Rudolot, trzymajcie się dzielnie. Sama dopiero co przeżywałam to co Wy. Nawet w eekend poprzedzający Betę byłam tak pewna że nei wyszło, że wypłakałam się, piłam wino, dużo kawy i myłam okna. A tu w poniedziałek beta niespodzianka. Musicie wierzyć do wyniku bety, nawet wcześniejsze objawy kojarzące się z okresem nie musza nic znaczyć. Pozdrawiam Was i przesyłam Wam optymistyczne myśli 🙂

          3. Jedno jest pewne – albo się uda, albo się nie uda. Ja się nie nastawiam. Nic już teraz nie zmienię, będzie co ma być. Dziś śniło mi się, że byłam na wizycie z brzuchem, zepsuło się usg i czekałam chyba pół dnia w kolejce. O żeby tylko takie problemy mieć! 🙂 Już mogę siedzieć w tej kolejce i cały dzień 🙂

            Wiem też, że raczej nie podejdę do 4 procedury na swoich komórkach. Nikt mi otwarcie nie powiedział, że są słabe, ale coś musi być na rzeczy, skoro jest jak jest. 2 procedury i 2 morule, a i w 3 pewnie nie będzie co mrozić, skoro tydzień po punkcji jeszcze je hodują i póki co nie mrożą. Rozważymy adopcje zarodka albo adopcje oocytów. Może to jest jakaś szansa.

            Ja od stycznia dużo zmieniłam w swoim podejściu. Nie chce stracić życia na ciągłe czekanie. Mam fajną pracę, swoje pasje, które wciąż przesuwam, bo stymulacja, bo punkcja, bo transfer, bo to, tamto i sramto.

            A tu wystarczy zamknąć oczy i życie umyka.

          4. Rudolocie kochany, a czy Ty sie suplementowalas? Wiem, ze nie kazdy lubi brac garsc tabletek, nie kazdy w to wierzy…Ale moze warto sprobowac?

            I wiem, ze jestem juz z tym nudna, ale jest akupunk i joga hormonalna…

            Moje komorki sa bardzo slabe, u mnie w procedurze mialam ich 9, po 5 dniach podali mi 1 blastocyste 1 BB (co za marnosc) i 1 morule. Do mrozenia dotrwaly 2 zarodki, ktore dopiero w 7 dopie staly sie blastocystami.

            Ja wiem, ze to wina moich komorek bo jesli chodzi o mojego meza, nie ma zastrzezen.

            I nie wiem czy to byl cud, czy pomogla suplementacja, joga i akupunktura, ale mi sie w koncu udalo. Suplementowalam sie 2.5 miesiaca, na jodze bylam kilkanascie razy (cwiczylam tez 1 x dziennie w domu), mialam ponad 20 wkluc akupunktury… Zaczelam cwiczyc i dobrze sie odzywiac, nie wiem czy to mialo znaczenie, ale moze … moze zadzialalo?

            Ja z pomoca lekarza od in vitro stworzylam sobie zestaw na poprawe komorek jajowych, probowalas?

          5. Tak, wyciągnęłam esencję z bloga Izy i Twojego maila. brałam m.in koenzym, mleczko, vitaminę d, inofem i inne specyfiki. I nie wiem czy to zasługa suplementacji, czy innego protokołu i leku, ale miałam 8 komórek, z czego 7 się zapłodniło i w 3 dobie były jak to lekarz określił – na piątkę. W poprzednich stymulacjach miałam w 3 dobie 3 zarodki, w tym jeden spoko, a reszta bidy, a w 5 dobie zawsze 1 morulę 🙁

            Teraz niby lepiej, pytanie czy uda się mieć jakąś blastocystę.

          6. Rudolot, nasz zarodek, tenjedyny, który teraz jest zamrozony, nie rokował wcale. Kiedy kolega miał 4 komórki, ten sie w ostatniej chwili podzielił na dwie – a jeszcze rano lekarz sie martwił, że będzie miał złe wieści.
            I skubaniec leżał na szkiełu 8 dni. Dopiero wtedy dorósł do wielkosci 6-dniowej blastki. I dopiero go zamrozili. Jeszcze sie nie martw, inaczej i ja wpadnę w panikę…

          7. Pocieszyłaś mnie. Ty jak zawsze masz w rękawie jakieś dobre słowa 🙂 Dzięki. No nic, czekam na telefon i po cichu liczę,że w brzuchu mam dwa mocarze, najsilniejsze z całej 7 osobowej ekipy.

  49. Dziewczyny ciężarne proszę o odpowiedź:
    Czy Wam też było/jest tak mokro? Ciągle mi się wydaje, że coś leci. Chodzę z papierem w majtkach. Przeważnie jest leciutko wilgotny, zmieniam, a za chwilę mi się wydaje, że znowu mokro. Oszaleję od tego wrażenia.
    Teraz to jeszcze się boję, że może krew, zaraz zacznę myśleć, że to wody odchodzą.

    1. Wężon, oczywiście, że mokro. Ciągle i w kółko mokro. Luteina mokra, czasem taki płyn wodnisty. Ja już 14 tydzień i nadal mam mokro- wcale nie z ekscytacji ;). Szykuję sobie co wieczór chusteczkę pod poduszką, żeby w nocy sprawdzać czy to woda, czy to krew 😉 Ale wierzę, że to po prostu luteina.

    2. Sama chodziłam dosyć długo we wkładkach, bo ta luteina sobie urządzała wycieczki. Jak odstawiłam luteinę (po 16 tygodniu chyba coś), to jakby sucho bardziej- jedne dni bardziej, inne mniej.. Generalnie to zwiększenie wydzieliny z pochwy w tym momencie to podobno jest normalne (tako rzecze książka „w oczekiwaniu na dziecko”).
      Wężon, na szkole rodzenia pani mówiła o wkładkach, które są do wykrywania sączacych się wód płodowych. Podobno są drogie, ale bywają też jakieś tańsze…

      1. Ja ostatnio mialam bardziej mokre dni i sie troche przestraszylam, sa wkladki nosisz jak zwykla wkladke, wykrywaha wyciek, u mnie na szczescie to nie bylo to.Ale drogie jak skur…., za dwie sztuki 44 zeta, ja przecielam na pol i mialam na 4 dni.
        Po tej akcji zakupilam na allegro papierki lakmusowe, przy wodach, ktore maja odczyn zasadowy cos powyzej 6 ph, zabarwiaja sie na niebiesko.
        Wezon, ja troche czytalam o peknieciu pecherza plodowego i przyczynach, wiem, ze moga to byc m.in.bakterie w ukladzie moczowo plciowym. Moj gin od pierwszej wizyty polecil mi Provag, probiotyk na moczowo plciowy uklad, pozwala utrzymac z dala od tych miejsc bakterie, grzyby i ewent, zakazenia.Ja biore codziennie wieczorem jedna kapsulke i jak dotad posiewy i badania moczu idealne.

      2. Taa, te paski czy wkładki do wykrywania wód to chyba urban legend. Jak mi odeszły wody to chciałam się łudzić, że to może nie wody i chciałam sprawdzić. Obdzwoniłam wiele aptek i nigdzie nawet o tym nie słyszeli. Tzn. może ktoś, że coś takiego istnieje, ale nikt tego w ręku nie miał.

        Zresztą u mnie wody się nie sączą, tylko wylatują w całości, co widać na USG. I nie ma co sprawdzać.

        1. Zadne urban legend. To o czym pisze Bilbao (ekstremalnie drogie…) to m.in. http://medicline.pl/test-na-wody-plodowe-3-szt-p-3530.html

          Jest drogie, ale wykrywa wody.

          Papierki lakmusowe dzialaja tylko wtedy kiedy nie masz infekcji pochwy. Jesli ta sie pojawi zawsze beda niebieskie.

          W szpitalu, co juz niestety niedawno sprawdzilam, badaja specjalnym zelem, ale nie wiem jak sie nazywa, nie chcieli mi dac ani podac nazwy. Moze ktos wie? Na pewno byloby taniej niz te wkladki…

          Mi tez jest mokro. Nienawidze tego uczucia. Odczuwam ogromny dyskomfort.

          1. O super, dobra cena.
            Ja w tej cenie dostałam dwie wkładki, ale i tak to był cud że wogóle w aptece je znalazłam (obdzwoniłam chyba z 15 w W-wie i nigdzie nie było), dopiero w takiej małej ‚bidnej’ pod domem prawie zakupiłam.
            Małgorzatka, polecam Ci Kochana przeciąć taką wkładkę na dwa, dla sprawdzenia i uspokojenia wystarczy a będziesz mieć na 10 zastosowań. Zawsze to coś.

    3. Wężon ja też czuję tą luteinę. Dodatkowo juz tydzień leżę plackiem bo miałam kilka kropli krwi i okazało sie ze przez to ze zachorowałam odkleił sie trochę trofoblast. Wizytę mam za tydzień i tez ciagle zaglądam w majtki co to leci, czy czasem nie krew.

    4. Wężonie, u mnie aż do odstawienia luteiny non stop chlupało. I też co chwila sprawdzałam gacie. Musiałam kupować sobie superdługie wkładki, takie podfoliowane, jak podpaski, bo mi zwykłe po prostu przeciekały. A teraz luzik. Także powinno przejść za chwilę. Daj znać po wizycie, jak tam Twój lokator 🙂

        1. Ja wczoraj zaczęłam 15 tc (kurwa, sama nie wierzę, że to piszę…)
          Z jednej strony odpuściły mi już wszystkie mdłości, z czego bardzo się cieszę, bo w końcu mogę jeść to, co kiedyś i nawet wróciłam do gotowania 😉 Teraz mi to bardzo potrzebne, bo niestety hemoglobina spadła mi na łeb, na szyję i muszę nadrobić okres jadłowstrętu.
          Z drugiej strony zaczynają mi doskwierać inne tematy, związane chyba z przerażająco szybkim „porostem”brzucha (wagę kontroluję, ale brzuch mam taki, jak w pierwszej ciąży gdzieś na etapie miesiąca póżniej). Przyjmuję tylko małe ilości jedzenia, żołądek to mam chyba gdzieś między żebra wciśnięty, a pod koniec dnia jest mi duszno i najchętniej chodziłabym całkiem nago, żeby mnie nic nie ściskało 🙂 Aż boję się myśleć, co będzie w sierpniu 😉
          Odebrałam też wyniki testu PAPPA, potwierdziły, że jest wszystko ok.
          No i jak Twoja wizyta?

  50. Mokro jest i bez luteiny. Mój gin po badaniu zawsze mówi „prawidlowa, obfita wydzielina”. W ciąży z synkiem nawet raz na ip z tym pojechałam, bo wstałam po nocy i takie wylewanie pod ciśnieniem poczułam. No to pojechałam sprawdzić. Lekarz ze szpitala powiedział mi wtedy, że te wkładki i paski to wielkie g*, żeby raczej to w szpitalu sprawdzać. Nie miałam żadnego wycieku wód wtedy, wydzielina nagromadziła się przez noc, a jak się spionizowałam, to wydostała się na zewnątrz w dużej ilości.

    Ja jutro mam połówkowe, dziewczyny fikają, czuć je regularnie. I jestem juz pogodzona z tym, że wymioty zostaną ze mną do końca. Dziś bylam u dentysty, bałam się, że jej tam zarzygam fotel, bo u mnie wymioty powoduje nawet mycie zębów. Ale jakos się udało.

    1. Widzę, ze nie tylko ja tak schizuje z tym uczuciem wyciekania;) ja juz przewertowałem chyba cały internet z miesiąc temu, bo poza wydzielina której sie spodziewałam w ciazy(bo internetu piszą ze sie pojawia) zdarzało sie i zdarza, ze mam po prostu mokro. I tez bal sie, ze to wody, myślałam o tych wkładkach czy papierkach, ale w końcu „mokro” sie nie pojawiało przez jakiś czas a ja o tym zapomniałam. Do tej pory zdarza sie taki wyciek od czasu do czasu, ale staram sie tym nie przejmować. Na początku chciałam z tym jechać do szpitala, ale troche tak słabo jechać na izbę z objawem który cieżko jest na tych majtkach zidentyfikować…
      Takie wycieki pojawiały sie juz wczesniej przy okazji brania lutinusa. Poza zwykłym wyciekiem białej mazi z tabletki, zdarzały sie wypływu bezbarwnej cieczy. Moze ma to związek ze wzmożona produkcja progesteronu? …

  51. Witajcie
    Przyznam, że podglądałam, podczytywałam….gratuluję tym z Was, którym się udało :), nadal trzymam kciuki.
    Ale napisałam z bardziej egoistycznych powodów. Przed nami KET – w trakcie dwóch cykli in vitro udało nam się tylko raz zamrozić zarodek, tylko jeden. To nasza ostatnia szansa. Przed poprzednim transferem dostałam intralipid – i efekt był żaden. Przed pierwszym transferem nie dostałam, a zarodek został z nami na chwilkę. Powiedzcie mi proszę, czy któraś z Was miała jakieś pozytywne efekty po tej kroplówce? Nie chciałabym czegoś przegapić, ale nie mam też chęci faszerować się niepotrzebną chemią.

    1. Cześć Sweetie, ja tego nie znam, ale przeklejam CI komentarze na ten temat – może już widziałaś:

      ~Malibuuu pisze:
      6 kwietnia 2016 o 22:03
      (…) Na NK stosowałam Intralipid. Obniża on moje NK ale chyba podwyższa TSH. Dostałam sterydy jakis odpowiednik Encortonu – nazywa się Metypred. Któraś z was to stosowała? Zapytałam czy lekarz zaleci branie Clexanu? Odpowiedz lekarza: po co? Ja: Nie wiem. Lekarz: ja też nie. A intralipid to placebo….

      ~malgorzalka1984 pisze:
      7 kwietnia 2016 o 09:02
      Intralipid to placebo? Naprawde? U mnie w klinice kosztuje 1 zabieg 1250 pln… Taka suma za placebo? :(((

      ~Malibuuu pisze:
      7 kwietnia 2016 o 11:40
      (…) Intralipid 1250zl??? Szok ja w aptece kupilam za 35zl (w PL podobno 75zł) zamówiłam pielegniarke do domu i za 30 zł mnie pod to podczepiła (plus weflon, kabelki i sole fizjologiczne jakieś 10zł) Uffff chociaż na tym oszczędze.

      1. Sweetie niewiem kto ci nagadał głupot ale Intralipid nie jest chemią. To mieszanka sojwa stosowana bardzo często w odżywianiu pozajelitowym np. Po operacjach. Mnie faktycznie obniżylo NK ale badałam tylko CD56. Wlewy robiłam kilkukrotnie. Pomimo, że lekarz z PL powiedział że to placebo ja tam mam wyniki badań. Ja teraz stosuje chemię bo ten Intralipid podwyższa moje TSH…

        A co do TSH dziś 3,76 szok i odwołany transfer. Beznadziejna sytuacja.

  52. Dziewczyny jest źle. Serce bije, ale to jedyna dobra wiadomość. Trochę za wolno – 120/m. Do tego zarodek jest za mały i lekarz nie widzi pęcherzyka żółtkowego, co źle rokuje. Znowu dziwnie, bo nie ma co zarodka odżywiać, a żyje.
    Szans całkowicie nie odbiera, ale nie gratulował. Biorę z powrotem duphaston i czekam. W następną środę decydujące usg. Mogę liczyć na cud lub żegnać się z ciążą.
    To była moja ostatnia ciąża. Nie mam siły tracić dzieci na każdym etapie.

    1. Oj Wezon zawsze dajesz wszystkim nadzieje, dodajesz otuchy a teraz..
      Teraz to ja Ci musze dać kopniaka. Będzie wszystko dobrze, musi być ! Kto jak nie ty !! To jest wczesna ciąża jeszcze wszystko może b yc dobrze.

    2. Do tej pory się nie odzywałam, ale czytam od baaardzo dawna. Sama mam syna z in vitro i w trakcie procedury dodawałyście mi otuchy, pomimo tego, że się nie ujawniałam. Nie potrafiłam wtedy nazwać emocji.
      Teraz piszę, bo nie chcę Ci robić nadziei, ale… ja akurat tętnem bym się nie przejmowała. W mojej zdrowej ciąży na wizycie też w 8 tygodniu FHR wynosiło 112/min a synek żyje i ma się nadwyraz dobrze:). Wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, że to może za mało. Nie wiem jak to jest z pęcherzykiem żółtkowym, ale ja chyba sprawdziałabym jeszcze u innego lekarza, bo maluch żyje, serducho bije to coś „jeść” musi:) może warto sprawdzić u innego lekarza?

    3. Wężon, wyciągnęłaś tutaj tyle ciąż dobrym słowem, najgorsze rokowania, najgorsze wyniki badań – zawsze wiedziałaś, że jest nadzieja i sprawy toczą sie własnym biegiem, a nie podręcznikowym.
      Tak długo jak bije serduszko – tak długo jest nadzieja.
      Za dużo przeszłaś. Los Ci nie powinien już zgotowac zadnej takiej historii.
      Maluszek też to wie.

    4. Nie jestem lekarzem, moze jest tu z nami jakis? Albo czyta to O.? Ale na cyklu sztucznym (Wezon Ty taki mialas, prawda?) nie ma skad sie wziac pecherzyk zoltkowy. On powstaje z peknietego oocytu (wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Ciałko_żółte ). Przynajmniej w mojej pierwszej „ciazy” dostawalam 3 x luteine 100 + 1 x prolutex. Chyba, ze jestem w wielkim bledzie – z gory przepraszam.

      Wyszperalam swoje usg ze stycznia – 7 tydz 3 d ciazy, tetno 115. Nic mi lekarz wtedy nie powiedzial, ze za niskie. Kolejne usg mialam w 8 tydz 3 d, ale tu lekarz nie zmierzyl bicia serca (Margaritka moze Ty masz z tego tygodnia? Tam powinny byc normy przy tygodniach…). Kolejny pomiar mam z 9 tyg 4 d i tu mam FHR juz 179 (i jestem w gornej granicy normy…).

      Wezon, ja wierze, ze wszystko bedzie dobrze. Ze Cie juz nic zlego nie spotka, ze limit szitu sie wyczerpal. Wierze, ze ten zarod jest silny i bedziemy na blogu sledzic jego dalszy rozwoj…

      Odpoczywaj teraz, nie wysilaj sie, mozesz wziac L4 zeby polezec i nie stresowac sie niczym?

      1. ja w 6 tyg i 4 dniu mialam FHR 129. Ono co do zasady powinno rosnac wraz z trwaniem ciazy do ok. 11 tygodnia.
        Cialko zolte to nie to samo co pecherzyk zoltkowy.
        Pecherzyk zoltkowy tworzy sie w pecherzyku ciazowym razem z zarodkiem. Ciaza naturalna czy z in vitro, powinien byc zawsze.
        Moim zdaniem ten pecherzyk zoltkowy gdzies jest, skoro zarodek zyje, on jest maly, osiaga ok5-6mm…moze zakotwiczyl sie w takim miejscu, ze trudno go znalezc.

      2. U mnie w 24dpt 5dniowej Blastki, czyli wiek ciazy 6t0d, nie było jeszcze serduszka. Tydzien pozniej, czyli w 7t0d CRL 0,945, FHR 135. Za kolejne dwa tygodnie, 9t0d CRL 2,26 i FHR 168.

    5. Wężon,
      ja też byłam na sztucznym cyklu i prof mówił, że pęcherzyka nie będzie, bo i skąd miałby być, skoro nie było owulacji? I dlatego te wszystkie suplementacje progesteronu.
      Ja miałam tego dużo: 2 x prolutex + 3 x lutinus, Ty widzę duuużo mniej.
      A sprawdzałaś poziom progesteronu? podobno ma być min. 30…

      U mnie wszystko od początku: nowy cykl, nowa nadzieja…
      Byłam na wizycie w klinice, wszystko wygląda OK, będą szukać nowej dawczyni, a ja czekam na telefon…

      1. Gaju, nie wiem jak dawka luteiny przekłada się na duphaston. Bo duphaston ma 10 mg, a luteina/lutinus 100 mg. Nie sądzę, żeby duphaston był 10 razy słabszy, to inny hormon, inne przeliczenie.
        Mój ostatni progesteron był 11. Ale jedni lekarze mówią, że duphaston widać, a inni że nie.

        Ostatnio brałam luteinę 200 3×1 i resztkę duphastonu, więc nie tak dużo mniej.

        Zresztą zwariować można, nie mogą jednej wersji ustalić?
        Widać, nie widać w wynikach. Za mały progesteron/ jak nie plamisz to widocznie wystarczy, dawać progesteronu ile wlezie, nie bo zaszkodzi płodowi.
        Część lekarzy mówi, nawet na forum Bociana, że badanie progesteronu w ogóle nie ma sensu. Jeśli nie masz niedomogi, to nie musisz suplementować, a to co dostajesz po cyklu ivf musi wystarczyć.

        Nawet z tym pęcherzykiem – Bilbao napisała, że jej lekarz mówił , że musi być, bo on się tworzy z samego zarodka, więc nieważne jaki sposób zajścia w ciążę, Tobie, że go nie będzie.

        Powiedział mi też, żeby zobaczyć jaka jest beta. A w wielu miejscach piszą, że na tym etapie beta niczego nie pokaże i ważny jest obraz usg.

        Jedyne co mogę zrobić to czekać i dawać progesteron.
        Teraz mam brać duphaston 3×2 i na noc luteinę 200.
        Albo doczekam do środy, albo zacznę krwawić i samo się wyjaśni.

        1. Wężon, nie wiem czy to Cię pocieszy ale jakby nie miał czym się żywić to serce już dawno by nie biło. Co do serca to tętno mieści się w granicach normy a co do usg to wiesz jak to z tym usg jest – absolutnie nie można na tym li tylko polegać. Pamiętasz jak było u Malgorzalki a okazało się że wszystko dobrze. Na usg są takie odbicia fal, że każdy lekarz widzi co innego, inaczej mierzy, a jak człowiek jest „nagazowany w jelitach” to czasem prawie nic nie widać. Nie będę Cię przekonywać ale wyniki badań usg robione tego samego dnia w dwóch różnych miejscach są zwykle różne. Gdyby to usg było coś więcej warte, to nie byłoby problemu ze znajdowaniem cp i różnych innych tworów których na usg często nie widać a inny lekarz innego dnia zauważy albo też nie. Ogólnie usg czy nawet rentgen nie pokazują często groźnych dla życia powikłań pooperacyjnych czy nowotworów – dopiero w zasadzie można polegać na badaniu Tk czy RM.

  53. Shit!
    Wezon, wspolczuje stresu.
    To tetno nie jest jeszcze takie niskie, w 8 tygodniu wartosc mniejsza niz 100 jest niepokojaca, 120 mozna przyjac ze jest w dolnej granicy normy.
    Bardziej niepokojacy jest brak pecherzyka zoltkowego, zarodek do czasu wyksztalcenia lozyska musi sie czyms odzywiac.
    Wezon, czy jest mozliwosc, ze lekarz ktory robil Ci usg wczoraj po prostu nie znalazl tego pecherzyka?Jest dobrym specjalista, ma dobry sprzet?

  54. Szlag by to! Czemu nie może się obejść bez tych strachów?

    Wężon jeszcze nic nie jest przesądzone. Może to kwestia sprzętu, lekarza, niepewnej ręki, niewyraźnego obrazu… Czekamy z Tobą do środy! Może warto spróbować w dwóch miejscach to usg zrobić?

  55. Wezon zaciskam kciuki. Mam nadzieje ze pęcherzyka po prostu nie było widać w obrazie usg, ale jest i karmi zarodek. FHR jest w dolnej granicy, na pewno jeszcze serduszko przyspieszy. Jestes w domu na zwolnieniu czy chodzisz do pracy?

  56. Dziewczyny, u mnie mały sukces. Po raz pierwszy w życiu, po II nieudanych in vitro, efektem czego zawsze były 3 komórki jajowe a później jedna słaba morula, w III in vitro miałam 7 dojrzałych komórek, 7 się zapłodniło, 2 zarodki podano mi w 3 dobie, 4 przestały się rozwijać, a 1 zarodek w blastocyście udało się zamrozić.

    Nie wiem czy ten zarodek kiedyś się rozmrozi. Ale dla mnie to już mały sukces, że w ogóle zechciał zostać. To mój pierwszy w życiu mrozak! 🙂 No ciesze się 🙂

  57. Wężonku, serducho puka, a pecherzyk pewnie tam sobie gdzieś jest, tylko lekarz go nie dojrzał. Trudny czas nerwów przed Tobą, ale napewno wszystko bedzie dobrze. Raczej niepokojacy bylby brak zarodka przy pecherzyku. Wzrost zarodka byl ok?

    1. No właśnie wzrost też taki trochę lichy. To był 7t0d – zarodek powinien mieć ok 1 cm, a wymierzył na 7 mm.
      Ale tego się aż tak nie czepiał, pomiar pomiarowi nierówny, tylko tego pęcherzyka.
      Powiedział, że nie jest w stanie stwierdzić teraz, czy zarodek rozwija się prawidłowo i żeby nie sprawdzać zaraz, za tydzień to też za wcześnie, już przystał na te 10 dni. Trzeba dać czas sprawie się wyjaśnić, a nie ciągle zaglądać.
      Biorę duphaston 3×2, mam przed wizytą zbadać progesteron i tyle. Jakby jednak obumarł i chciał się usunąć, jakbym zaczęła krwawić, to mam do niego od razu dzwonić.

      1. Skopiuje Margeritke z gory:

        ~Margaritka pisze:
        12 kwietnia 2016 o 13:53
        U mnie w 24dpt 5dniowej Blastki, czyli wiek ciazy 6t0d, nie było jeszcze serduszka. Tydzien pozniej, czyli w 7t0d CRL 0,945, FHR 135. Za kolejne dwa tygodnie, 9t0d CRL 2,26 i FHR 168.

        Chcialam tylko zauwazyc, ze w moim genetycznym jak mierzyli a)CRL , b)przeziernosc karkowa, kazdy z lekarzy zmierzyl inaczej (pamietasz…). Pomiary nie roznily sie nieznacznie, roznily sie diametralnie, a CRL byl w okolicach 5-6 cm.

        To jaki blad pomiaru moze miec miejsce jesli CRL jest mniejsze niz 1 cm?

          1. Wężon, nie wiem czy to Cię pocieszy ale jakby nie miał czym się żywić to serce już dawno by nie biło. Co do serca to tętno mieści się w granicach normy a co do usg to wiesz jak to z tym usg jest – absolutnie nie można na tym li tylko polegać. Pamiętasz jak było u Malgorzalki a okazało się że wszystko dobrze. Na usg są takie odbicia fal, że każdy lekarz widzi co innego, inaczej mierzy, a jak człowiek jest „nagazowany w jelitach” to czasem prawie nic nie widać. Nie będę Cię przekonywać ale wyniki badań usg robione tego samego dnia w dwóch różnych miejscach są zwykle różne. Gdyby to usg było coś więcej warte, to nie byłoby problemu ze znajdowaniem cp i różnych innych tworów których na usg często nie widać a inny lekarz innego dnia zauważy albo też nie. Ogólnie usg czy nawet rentgen nie pokazują często groźnych dla życia powikłań pooperacyjnych czy nowotworów – dopiero w zasadzie można polegać na badaniu Tk czy RM. Tak więc może jest problem ale może i go równie dobrze nie ma. Bądź proszę Cię dobrej myśli, ważne jest też, że Ty nie masz tendencji do poronień na tak wczesnym etapie. Za 10 dni wszystko będzie większe=lepiej widoczne i mam nadzieję, że wtedy się uspokoisz.

          2. Wezon, dziewczyny maja racje. Nie jestem pewna, ale u mijej szwagierki chyba dopiero w 7t4d było serduszko a CRL 7mm, za 2-3tyg.pewnie urodzi:) pracuje w szpitalu wiec co 2,3 dni chodziła sprawdzać czy to serduszko juz jest. Spokojnie,nie jest zle. Który to dokładnie tydzien?

  58. Wężon, nie wiem, dlaczego ciągle masz pod górkę, ale mam nadzieję, że to właśnie tylko kolejna górka do pokonania. Może to tylko mgła przykryła szczyti go nie widać, ale za chwilę, za moment Ci się ukaże. Jeszcze tylko kilka kroków do przodu. Jestem z Tobą! :-*

    A swoją drogą, na moje oko, tętno 120 to naprawdę nie jest niepokojące tempo. Martwiłabym się, gdyby było poniżej 100.

  59. Dziewczyny, ja na chwilę z innej beczki. Wczoraj lekarz „abonamentowy” wypisał mi receptę na Fraxiparynę z REFUNDACJĄ. Dzięki temu zapłaciłam tylko 10 zł za opakowanie. Trochę byłam zaskoczona, ale podobno zapobieganie zatorom żylnym i zakrzepicom u kobiet w ciąży jest jak najbardziej wskazaniem do refundacji. Pytajcie swoich lekarzy, jeśli Wam się szczęśliwie bąble zagnieżdżą i będziecie musiały się dalej kłuć. Ja trochę się wkurwiłam na swojego JK, bo w międzyczasie wypisywał mi recepty pełnopłatne i kupiłam 4 opakowania w regularnej cenie.

  60. Wezon, nie opuszczaj miecza, walka trwa, jaki ty przykład dajesz tak malej ale dzielnej istotce! Różne przypadki natura widziała! wczesne etapy ciąży to już w ogóle złożona sprawa, która rządzi się nie do końca jasnymi regułami i przy interpretacji wyników ważne jest doświadczenie. Odsyłam do artykułu http://www.fetalmedicine.com/synced/fmf/2010_27.pdf odnośnie CRL, GS itd
    W mojej pierwszej ciąży było tak że Doktorek długo jeździł lizakiem, słuchał, szukał a bicie było i za chwile nie było tak jak by z przerwami, później zastanawiał się jak mi to powiedzieć i cichutko w pół przyciemnionym pokoju wydusił z siebie- ciąża nie rokuje dobrze. Czułam się jak Gesler w reklamie lecących noży w jej kierunki… z tym że wszystkie się we mnie wbijały… mój przypadek był taki. U was serduszko bile, miarowo i ufam że będzie dobrze!
    Trzymam kciuki!:*

  61. Cześć,
    piszę pierwszy raz, ale czytam Was już od jakiegoś czasu. Pozdrawiam Wszystkich 🙂
    Może niedługo uda mi sie wstawić tu moją historię.
    We wtorek za tydzieć mam mieć swój pierwszy transfer z mrozaka. To mój jedyny, prawidłowy ( miałam PGD) zarodek. Czy brałyście L4 po transferze? Czy lepiej siedzieć w domu, czy chodzić do pracy? Jakie są Wasze doświadczenia? Co mówią (mówili) Wasi lekarze? Dzięki

    1. Z tymi zwolnieniami podejścia sa rożne. Mój lekarz nigdy nie zapytał czy chce a jak sama poprosiłam to dał odczuć dezaprobatę. Z kolei lekarka która kiedyś robiła mi transfer bo mój lekarz był na urlopie, sama zapytała czy potrzebuje zwolnienia sugerując zeby odpoczywać po transferze. Pielęgniarka mi kiedyś tłumaczyła ze jesli wokół jest duzo sprzętu elektronicznego, komputery, to lepiej nie chodzic do pracy. To samo z dużym wysiłkiem czy stresem. Radziła tez, ze jesli praca jest względnie komfortowa, to można chodzic, czas bedzie szybciej mijał. Ja w poprzedniej procedurze dwa razy byłam w domu, dwa razy chodziłam do pracy. W drugiej po pierwszym transferze wzięłam zwolnienie na kilka dni po punkcji, a pozniej miałam wiec idealnie sie złożyło. I udało sie:) teraz kończę 19tc:) zrób to, co Ty uwazasz za słuszne. Niby to nie ma wielkiego znaczenia, ale ja tam od siebie radziłabym nie ryzykować. W końcu transfer zarodka to dla nas niepłodnych szansa jedna na milion. Po co cos sobie pozniej wyrzucać? Ale to moje podejście. Sa tu dziewczyny, które nirmalnie chodziły do pracy, sprzątały mieszkania i ciaza była. Jedna legendarna historia głosi, ze dziewczyna po ostatnim spisanym na straty transferze pojechała na narty i udało sie:) także sama widzisz.jak ma sie udać to sie uda:) ja wole szczęściu pomagać;)

    2. Aga, mnie przy obu transferach lekarz nawet nie zapytał, czy pracuję, jaką mam pracę. A było to dwóch różnych lekarzy. Ja sama nie pytałam, bo nie chciałam zwolnienia. I oba razy się udało, tylko dużo potem coś poszło nie tak.

      Zależy od pracy i Twojego samopoczucia. Ja czułam się świetnie, nie czułam żadnych dolegliwości, pracę mam blisko, jeżdżę do niej samochodem, więc nie narażam się na zarazki w komunikacji, praca łatwa i niestresująca. Siedzę sobie przed komputerem i odpisuje na maile. Z klientami kontaktów nie mam, więc też mnie nie zarażą, w pokoju siedzimy dwie, w dużej odległości od siebie i nikt prawie nas nie odwiedza, a na pewno nie kicha w pobliżu. To chodziłam.
      Jakbym miała godzinę autobusem jechać, spotykać się z ludźmi, stresować się, to pewnie bym nie chodziła.
      Na pewno nie jest tak, że tym co odpoczywają częściej się udaje, niż tym co pracują. Chyba, że masz wyraźnie szkodliwe warunki.
      W szkodliwy wpływ nowoczesnych monitorów i komputera nie wierzę, rozdmuchane.

  62. Dziewczyny w ciąży ! Moja ginekolog poinformowała mnie o bezpłatnej diagnostyce w kierunku małopłytkowości u dziecka( to jest w ramach jakiegoś polsko- norweskiego projektu PREVFNAIT). Można oddać krew do dwudziestego któregoś tygodnia ciąży. Krew badana jest w kierunku braku antygenu HPA-1a i ewentualnego konfliktu płytkowego między kobietą, a dzieckiem. Bardzo proszę teorię o co chodzi w tym konfllikcie doczytajcie sobie tutaj ( http://www.konfliktplytkowy.ihit.waw.pl/konfliktplytkowy ) . Problem może dotyczyć 2 % populacji, także na szczęśćie niewielkiej liczby ciężarnych. Poszłam tam więc bardziej z ciekawości, niż ze strachu, że mnie to będzie dotyczyć. Niestety okazało się, że jestem w tych 2 % (!!!:/) i jestem HPA – 1a ujemna, tzn. nie mam tego antygenu. Jeśli moje dziecko go posiada, może dojść u niego do konfliktu i małopłytkowści ( wiąże się to z wylewami, brakiem krzepliwości). Teraz trzeba zbadać męża. Cała dalsza diagnostyka i opieka do końca ciązy i po porodzie jest za darmo ( trzeba zgodzić się na przekazanie anonimowo wyników instytutowi w Norwegii, który prowadzi projekt ). Na szczęście podobno wiedza , że problem nas dotyczy umożliwia nam leczenie – gdyby wytworzył się konflikt, otrzymam leki – immunoglobuliny i dziecko urodzi się zdrowe.

    Wiem , że krew do badania można oddać w Warszawie w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii przy Indiry Gandhi oraz przy ulicy Chocimskiej 5. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie http://www.konfliktplytkowy.ihit.waw.pl/index.php
    Możliwe, że projekt dotyczy innych miast, proszę doczytajcie sobie na stronie.

    2 % to niewiele, na pewno wszystkie obecne tu ciężarne nie będą miały tego problemu, ale widzicie, jak to jest… Ja też myślałam, że mnie to nie dotyczy..tak samo było z niepłodnością. Może warto się przejść i oddać krew, zajęło mi to 15 minut a wiedza bezcenna i mogę zareagować na czas!

    1. Krew mozna oddac w kazdej Diagnostyce w Polsce. Trzeba miec przy sobie tylko „Deklaracje zgody”, ktora mozna znalezc na stronie, ktora podalas.

      Jesli znajdzie sie w tych 2% to wykonywane są dodatkowe badania w szpitalu bielańskim.

      Doti – trzymaj sie! Czytalam o tym juz & tez sie badalam, czekam na wyniki – mi hematolog powiedzial, ze ten ekstremalny przypadek z komplikacjami u dziecka zdarza sie b. rzadko.

  63. Dziewczyny, walka się skończyła. Właśnie zobaczyłam wczorajsze wyniki badań – robiłam po pracy, ale dopiero przed chwilą weszły.
    Rośnie mi CRP – jest już 7, znowu coś się dzieje. A do tego beta jest tragiczna.
    30 marca było 6 tys., wtedy wszystko wyglądało OK, teraz beta jest tylko 17 222. Z takim wynikiem nie ma najmniejszych szans. Jakby było ciut poniżej 100 000, to jeszcze, ale same wiecie, że ten wynik jest jednoznaczny.
    Do tego wygląda, że znowu zaczyna się jakieś zakażenie. Nie wiem, czy to możliwe, że zarodki już od początku czymś były zakażone?
    Zaraz próbuję dzwonić do lekarza, jak tylko znajdę ustronne miejsce. W tej sytuacji chyba nie ma sensu czekać do środy.
    Może w poniedziałek złapał moment odchodzenia.

    Odezwę się, jak się dowiem co dalej i jakoś to przetrawię. Jak otwierałam wyniki, to jeszcze miałam nadzieję, że beta będzie OK i w środę się okaże, że to błąd pomiaru.
    Pierwszy pokazał się progesteron – niecałe 13, bez zmian właściwie. Potem CRP (które sama sobie zleciłam) – 6,8, dwa tygodnie temu było 3, bez ciąży 2.
    A potem pokazała się beta. Liczyłam miejsca, ale nie chce być inaczej. Nawet nie płaczę. Nie teraz. Wieczorem w domu będę wyła.
    A potem czekanie na samoistny koniec lub zabieg. A jak zabieg, to znowu zrosty.
    Chyba wystarczy mi tych ciąż, za stara jestem żeby tak się męczyć i żeby tak się denerwować.
    Jeszcze bardziej popsułam statystyki marcowych transferów.

    1. Jejku Wężonku 🙁 cały czas chciałabym żeby to nie była prawda 🙁 żeby jednak było dobrze 🙁 zaraz sama się popłaczę 🙁
      Tak bardzo chciałabym żeby Ci się udało :(((
      Wiem, że w tej sytuacji żadne słowa Cię nie pocieszą 🙁
      Przytulam :*

    2. Wężon, nie wiem co napisać, nie mogę uwierzyć. Nie znam się więc nie będę się wypowiadać merytorycznie, ale mimo wszystko mam nadzieję, ze to jednak jeszcze nie koniec. Wysyłam do Ciebie mnóstwo ciepłych myśli, trzymaj się !

    3. Rozmawiałam z lekarzem – nie ma najmniejszych szans, nie ma co sztucznie przedłużać. Odstawiam leki i czekam na oczyszczenie.
      Do szpitala mam jechać jakbym bardzo mocno krwawiła, no i po, na sprawdzenie, czy czysto. Od jutra siedzę w domu i czekam na koniec.
      Trzymajcie kciuki, żeby poszło szybko, w miarę bezboleśnie i sprawnie. Żeby obeszło się bez łyżeczkowania, bo im mniej grzebania we mnie tym lepiej.

      Wracam do pracy, a potem jadę do domu rozpaczać. Ale cały czas jestem z Wami.

      1. Wężon, czy Crp w ciazy nie jest wogole podwyzszone? Czy ta beta jest na pewno za niska? Może skonsultujesz z innym lekarzem? Pojedź na IP, niech Ci zrobią usg zanim odstawiam leki. Proszę.

        1. CRP powiedział, że nie ma znaczenia.
          Beta jest wielokrotnie za niska. Równo dwa tygodnie temu była 6009. Przy takich wartościach już zwalnia, ale co 4 dni powinna się podwoić. Jakby była 50000-60000 to bym się mogła łudzić. 17 tys. to zdecydowanie za mało.

          1. Wężon, wiem, ze to wg. lekarza brzmi niedobrze, ale beta to tylko liczba i same wiemy, ze w pewnym momencie zwalnia. Gdyby wiedzieli dokładnie kiedy, to by był fakt konkretny. Jedź na IP albo do jakiegoś lekarza niech na to spojrzy.

          2. Olga, no zwalnia, ale nie aż tak. Zły obraz na USG i zła beta wystarczy do diagnozy.
            Gdyby było 50 tys. zamiast 100 tys. to bym miała nadzieję, ale tak to nie ma sensu.
            Zapisałam się na jutro, bo dzisiaj nie ma już terminów, po szpitalach naprawdę na razie nie chce mi się tułać.
            Tylko nie wiem, czy w takim razie przedłużać agonię i dzisiaj jeszcze wziąć leki.

          3. Wężon, wiem że niewiele Ci to pomoże ale trzymaj się. Przykro mi bardzo, przytulam Cię mocno. Jeszcze zaświeci nam ,,emerytkom,, słonko. Wierzę w to bo inaczej bym zwariowała.

    1. Nawet niebo się u mnie zasnuło chmurami, ciemno jak w dupie, w ogóle czarna dupa… Wężon, bardzo mi przykro. Trzymaj się! Jesteś bardzo dzielna, ale dzielnym tez wolno płakać.

    2. Wężon, shit happens po prostu..smutno, ale dasz radę, będzie ok. Ja juz jestem po, na świeżo w dodatku -jesli potrzebujesz info albo cos, pisz śmiało, tu albo na maila.
      U mnie w pierwszym podejsciu z arthro niewiele sie zadzialo (pisalam wcześniej), po tygodniu w Bielanskim dostałam arthro kolejną dawke, ich protokół zadzialal sprawnie, choć trochę bolalo. Nie lezalam w szpitalu, mialam tylko „hotline” z lekarzem jakby co. Bylo ok, wszystko wylecialo w ciagu paru godzin.Nie mialam łyżeczkowania.

  64. Wężon,
    przykro mi strasznie.
    Kurewska niesprawiedliwość.

    No ale teraz oby to zakończyło się jak najszybciej.
    Czekasz aż samo się zacznie?
    Jesteś w 8 tygodniu, gdybyś wzięła teraz tabletki w szpitalu to jest duża szansa, że oczyścisz się bez konieczności łyżeczkowania. Im późniejsza ciąża, tym szanse na to mniejsze.

    Ja byłam w 8 tygodniu gdy stwierdzono puste jajo płodowe. I miało zacząć się samo za chwilę, a czekałam prawie 3 tygodnie, gdy tymczasem pęcherzyk i endometrium tak się rozrosły, że trzeba było łyżeczkować, mimo, że krwawiłam i oczyszczałam się mocno.

  65. Wężon, tak mi dzisiaj smutno i źle. W takich sytuacjach zawsze u mnie pustka w głowie, nie znajduję słów pocieszenia bo ich chyba nie ma…Może po prostu przytulam mocno. Trzymaj się.

  66. Dziękuję Wam wszystkim, widzę, że nawet te dawno, lub prawie wcale nie odzywające się ujawniły się. Asti, co u Ciebie?
    Teraz muszę to po prostu technicznie przejść, na zimno, nie mogę się rozczulać, a potem zobaczymy co dalej. Gdyby transfer się nie udał, to może jeszcze byśmy się załapali na drugą stymulację, a tak przepadło.
    Na razie chodzę do pracy, bo nic się nie dzieje, jak przez weekend będzie cisza, to w poniedziałek będę u lekarza, to poproszę o tabletki. Na razie od czasu do czasu takie mini skurcze, jak na okres. Wy siedziałyście w domu, czy chodziłyście do pracy?
    Mój lekarz na szczęście nie ma nic przeciwko zwolnieniu, nawet w środę jak zadzwoniłam, to powiedział, że mogę już od czwartku nie iść do pracy, a w poniedziałek podjechać do gabinetu po zwolnienie. Ale byłam i dzisiaj jestem, bo wczoraj jeszcze czekałam na tę wizytę.
    Wiecie, do końca właściwie liczyłam na cud. Niestety ufam lekarzowi, u którego byłam w poniedziałek, beta potwierdziła jego podejrzenia. Ale Olga mi tu napisała, żeby nie odstawiać, zadzwoniłam do lekarza od transferu i powiedział, że dopóki bije serce, nie odstawiać. Na środę nie było miejsc na USG, udało się wcisnąć na czwartek.
    Kiedy wkładał głowicę tak bardzo chciałam usłyszeć, że nie widzi problemu, zarodek żyje, a usłyszałam, że nie widzi tętna. Włączył przepływy – po macicy przebiegały niebieskie i czerwone linie, w pęcherzyku było szaro.
    Nie wzięłam wyników poprzednich USG. Zdziwił się, że serce biło jeszcze w ten poniedziałek. On ocenił zarodek na 6tc. W ogóle z jego pomiaru zarodek wyszedł najmniejszy ze wszystkich trzech badań.
    W klinice 1 kwietnia, gdy wszystko było w porządku, lekarz napisał 4,8 mm, czyli nawet ponad wiek ciąży. W poniedziałek, 11 kwietnia, drugi wymierzył na 6,8 mm, co było za mało do wieku ciąży i za mały wzrost przez 10 dni od poprzedniego badania. Ale powiedział, że poprzednim razem może lekarz trochę się rozpędził, może to było 4 mm, i żeby tym wzrostem aż tak się nie przejmować. Ze zdjęcia USG widać, że sporo urósł od poprzedniego razu. Najbardziej go martwiło, że nie widział tego pęcherzyka żółtkowego.
    Za to wczoraj, po kolejnych trzech dniach, jak powiedziałam, że w poniedziałek zarodek miał 6,8 mm, to on powiedział, że chyba cały pęcherzyk ciążowy. Wg jego pomiaru zarodek ma tylko 3,7 mm. Za to zobaczył pęcherzyk żółtkowy 2,2 mm.
    To albo ten zarodek się kurczy i się wchłonie, albo tak można wierzyć USG.
    Napisał „missed abortion” i odesłał do lekarza prowadzącego. Nic nie powiedział, jak to może wyglądać, nie odpowiedział, co przeciwbólowego mogę brać.
    Taka ta nasza niepłodność. Najpierw nie można zajść w ciążę, potem ciężko poronić.
    Nawet to się nam nie udaje.

    1. Wężoniku kochany!!!

      Myślę o Tobie non stop od momentu kiedy napisałaś co się dzieje… Jest mi cholernie przykro! A jeszcze bardziej jestem zła! Wściekła jestem!!! Nosi mnie. Na co nie spojrzę mam ochotę to rozwalić. Nie mieści mi się to w głowie wszystko. Zawieszam się co chwilę w moich codziennych obowiązkach i wracam do Ciebie myślami. Oczy się pocą, serce szybciej bije, chce mi się krzyczeć…

      Też cały czas wierzyłam w cud. Chciałabym odczarować jakoś ten dramat… Całuję i przytulam!

    2. Wężon, od środy bałam się tu zaglądać. Przykro mi bardzo, kochana.
      Co do samego przebiegu poronienia, ja miałam łyżeczkowanie. Nieudane zresztą i później powtarzane. Dziś absolutnie bym się na to nie zgodziła.

      Przytulam najmocniej jak się da; „moje myśli przy Tobie, na parapecie za oknem”.

    3. Ojtam, Wężon, nie ma co generalizować i wpadać w kompleks ofiary, bo to nakręca spiralę żalu i rozpaczy.. .
      No pech, bo się zarod nie rozwinął, ale jak się pomyśli tak na zimno i technicznie właśnie, to był na to niestety spory margines prawdopodobieństwa (25-30% ciąż tak ma). Teraz masz ciężki czas, bo trzeba to doprowadzić do końca i na tym się skup, zadaniowo. Im szybciej, tym lepiej, bo unikniesz grzebania w środku (sorry, że jak tak o tym, ale naprawdę pamiętam aż za dobrze słowa mojego lekarza, który dziwił się, że w Polsce jeszcze operują „łychą”, bo to mocno ryzykowne jest dla następnych ciąż). Wiem, czasem nie da się uniknąć i oczywiście, są kobiety, co po 7 łyżeczkowaniach nadal zachodzą bez problemu, ale w przypadku naszej nieszczęsnej przypadłości-niepłodności, lepiej sobie tego ryzyka dodatkowych problemów nie dokładać. Zrobisz, jak zechcesz, wiadomo 😉 ale ja mając tę wiedzę, którą mam teraz (po 3 tygodniach łażenia i czekania), to pojechałabym od razu na IP do Bielańskiego, wzięła od nich arthro i działała od razu. Parę trudnych godzin i po wszystkim, zwłaszcza, że pisałaś wcześniej, że ten lek na Ciebie działał. Z przeciwbólowych: pyralgina i apap na mały ból, ale nie działało przy dużym. Za to po włączeniu ketonalu forte – to już luz. Nie można tylko brać niczego przeciwskurczowego, wiadomo. Jak coś mogę pomóc, daj znać.. I trzymaj się, dojdziesz do siebie niedługo. A stymulację zawsze można powtórzyć..kiedyś.. jak wróci Ci chęć.

  67. Wężon, tak bardzo mi przykro…choć mało się „odzywam” czytam w każdej wolnej chwili. Tak strasznie mnie cieszyła Twoja ciąża, w którą zanim zaszłaś musiałaś tyle odczekać, ciągle coś, ciągle nie ten moment. Myślałam, że teraz będzie dobrze, w nagrodę za to czekanie i Twoją cierpliwość, a cholerny los tak parszywie Cię potraktował. Niesprawiedliwe to wszystko, tule kochana i jestem myślami z Tobą.

  68. Wężonku, miałam nadzieję do końca. Teraz jak bida, to przejdziemy przez to razem. Moze ten arthrotec to jakiś pomysł? Czy nie włączają antybiotyku czy czegos przeciwzapalnego? Sciskam cie po mocno.

  69. Jesli mogę cokolwiek pomoc w tej sytuacji, to pocieszyć ze ja roniąc w 11tc nie potrzebowałam zabiegu ani tabletek ani nic. Macica ładnie sie oczyściła i wcale reguła nie jest łycha. Jak lekarz stwierdził obumarcie ciazy, to odesłał do domu bo widać było ze cały pęcherzyk ciążowy odkleja sie od macicy i uznał ze zaraz sama poronie, a jesli nie to tabletki a jesli nie to dopiero zabieg. Na jego oko martwy zarodek był juz od jakichs dwóch tygodni, ale najwidoczniej w przypadku tak małych zarodków nie tak łatwo o zakażenie, skoro ani nic mi sie nie działo, ani nie postanowił działać natychmiast. Myśle, ze dostaniesz krwawienia gdy organizm zorientuje sie, ze musi wydalić zarodek. Brzmi okrutnie , ale tak to sie odbywa- natura. Jak wiesz, mnie bolało bardzo, ale ja miałam juz duże jajo płodowe, większe niz piłeczka do tenisa stołowego, mniejsze od tenisowej. Macica oczyszczała sie tez długo po, ze dwa tygodnie na pewno krwawiłam a pozniej plamilam. Sam moment trwal jakies pół godziny do godziny. Zaczęło sie bólami brzucha, biegunka dzień przed.w tym dniu bole brzucha były coraz silniejsze. Po kolejnym ataku wysiadając z samochodu poleciało ze mnie duuuuuzo krwi, zalało konkretnie. W domu krwotok trwał nadal, skurcze i ból krzyżowy sie nasilały. To bolało bardzo. Biegałam do łazienki bo miałam uczucie parcia, za chwile wracałam bo nie mogłam wytrzymać z bólu. Praktycznie chodziłam po ścianach. W jednym z kolejnych przypływów parcia zaczęły lecieć wielkie skrzepy, z dużym nasileniem. Aż w końcu jano płodowe. Wszystko odruchowo łapałam. Nie chciałam zeby moje dziecko wyładowało w kiblu. Pozniej było juz tylko lepiej. Poza bólem który trawił serce. Czas zagoil i te paląca ranę. Życzę Ci tego samego, byś uporała sie z tym bólem. Co do fizycznych cierpień to mam nadzieje, ze przejdziesz to lżej. Pisze Ci o tym bo napisałaś ze lekarz nie uprzedził Cue czego sie spodziewać. Mój mnie wtedy uprzedził ze bedzie krwawienie, ze zaboli bardziej i po wszystkim a przeszłam mały koszmar…lepiej byc przygotowanym na wszystko. Środki przeciwbólowe można a nawet trzeba brać. Zaopatrz sie. Ja o tym nie pomyslałam, lekarz nie powiedział i cierpiałam niepotrzebnie.

    1. Margaritka, jasne, ze można i czekać..I moze byc jak u Ciebie. A może byc jak u mnie – zero odklejania, zero zarodka a pecherzyk rósł, bo odżywiala go kosmowka, bynajmniej nie odklejajaca sie 😉 Moj dr powiedziała, ze równie dobrze moze sie to skończyć za 2 miesiace. Tylko po co czekac? Ja tez mialam skurcze jak na @, ale NIC sie nie działo. Ba, nawet po pierwszym podejsciu do arthro mialam jedynie lekkie plamienia.
      I wiem, jak mi ulżyło juz po, wkurwialo mnie to czekanie na Godota.Nic nie moglam planowac, non stop w pogotowiu, bo a nuż dzis?
      Im „mniejszy” tydzień, tym większa szansa na samoistne oczyszczenie.Athro zwykle przyspiesza proces, bo powoduje skurcze macicy. A widok pecherzyka jakos mną nie wstrząsnal szczególnie, prawdę mówiąc..

      1. Moze ja sie jakos zle wyraziłam. No, ale patrzę, widzę wyraźnie. Pisze, ze łyżeczkowanie często i dla lekarzy jest passe. Tak było u mnie. To była ostateczność. Tabletki tez nie od razu chciał mi podawac dając szanse na samoistne poronienie. No i wlasnie jesli uznał ze to 6tyg. zarodek to jest spora szansa ze samo sie oczyści, ze trzeba tych kilku dni, ale nie sadze aby taki mały zarodek mógł stwarzać zagrożenie no bo mi kazał pochodzić jeszxze z zarodkiem juz od dwóch tygodni obumarlym…nie namawiam do niczego, ale pamietam ze lekarz działał pod katem jak najszybszego dojścia organizmu do siebie a natura robi to zwykle najlepiej. Wezon pisała ze jesli przez weekend nic sie nie wydarzy idzie do lekarza po tabletki, wydaje mi sie ze danie tych kilku dni na poronienie samoistne jest ok. i ze chyba nie ma co bać sie zakażenia.
        A mój zarodek…za kilka dni miałam mieć usg pierwszego trymestru i nastawiona byłam zeby zobaczyć moje dziecko. Nic nie zwiastowało końca. To był 11tydz.,a jak wiadomo z każdym tygodniem coraz bardziej wierzymy w swoją ciaze. Teraz, w wystaranej przez kolejne lata drugiej ciazy, nawet w 20 tyg.nie jestem niczego pewna, ale od telefonu z labu o zapłodnionych komórkach każda z nich jest dla mnie jak dla dziecko. Ja tak mam. I zależnie od momentu kiedy przychodziły straty (bo sie przestały rozwijać, bo beta nie ruszyła, bo beta ruszyła za mało)to przeżywałam je zawsze, każda. Bardziej wszczepionej blastocysty niz komórki która sie sie przestała rozwijać przed 5 doba, bardziej bety która stanęła niz tej która nie drgnęła, ale zawsze. Wiec strata 11tygodniowego zarodka tym bardziej mną wstrząsnęła, nie potrafiłam go ot tak wyrzucić. Zrobił to mój maz, ale nigdy mu tego nie zapomnę.

        1. Margaritko – ok, moze to ja źle zrozumiałam, sorry, wydawało mi sie, ze namawiasz Wężon na czekanie na samoistne poronienie i napisałam tylko, ze w moim (i pewnie nie tylko) przypadku nie miałoby to sensu. Moja lekarka mówiła, ze nie jest to kwestia zakażenia na tym etapie (choc u Wężon, z podwyższonym CRP, to nie wiem) tylko ze bez sensu tak chodzić z martwą ciąża, bo natura czasem „nie zajarzy” od razu – macica czuje pęcherzyk, on rośnie, brzuch rośnie, trochę czasu mija, zanim do niej dotrze. Ale każdy przypadek jest inny, wiadomo.. Dyskusja czy zarodek jest jak dziecko jest tak trudna, jak dyskusja o aborcji, łatwo kogoś urazić, wiec nie ma sensu zaczynać nawet. Ale …moze jednak „zapomnij” to mężowi? Po co ma to byc miedzy Wami.. Chciał pewnie dobrze. Ja myślałam nawet przez moment co z tym zrobic, była krótka debata z mężem, czy wieźć do badania, potem smętne żarty na temat zasiłku na pochówek z ZUS …. 😉 ale ostatecznie daliśmy sobie spokój, nic to nie zmieni. Dla nas obojga to był tylko pecherzyk, tkanka, nic więcej. Choć jasne, ze czasem chwyci żal za utraconym potencjałem..

          1. Pewnie chciał dobrze, śle nie zawsze robienie „dobrze” komuś na sile przynosi planowany efekt. Dla niego to były tylko tkanki, dla mnie nie. Nie można decydować za kogoś w takich kwestiach. Pewnie i ja bym ostatecznie wyrzuciła wszystko do kibla, ale w momencie w którym byłabym na to gotowa. A tak to wiadomo. Troche tal jakby mnie okradziono z prawa do czegoś. Nikt nie lubi byc okradany. Szczególnie z prawa wyboru. I nie zamierzam mu tego wytykać czy co chwile to rozpamiętywać. Ale nigdy nie uznam ze to było ok.wzgledem mnie i zawsze bede mieć mu to za zle.

  70. Przykro mi, od dwóch dni myślę o Tobie, straszna dupa, ufałam do końca że się uda że to tylko chwilowa burza natury. Przejdź przez to cholerne doświadczenie dzielnie, wyłącz mózg niech głowa będzie w te dni tylko twoją ozdobą.
    Ściskam:*

    ps.na bocianie widziałam info że w novum są środki na ivf po zakończeniu programu.

  71. Dziewczyny w środę 20 kwietnia mam kolejny 4 już transfer. Przy poprzednich beta nawet nie drgnela. Kiedyś miałam podejrzenie zespołu antyfosfolipidowego i Pani doktor zleciła mi clexane. Niestety pelnoplatny.Trudno…. Może mi podpowiecie co jeszcze mogę robić żeby pomóc sobie. Myślałam że jestem silną babą i do tej pory byłam ale zaczyna mnie to przerastac. Pozdrawiam Was wszystkie.

    1. Magda. Ja miałam tylko jeden transfer i tez beta nie drgnela.
      Na twoim miejscu sprawdziła bym wszystkie możliwości bo za pierwszym czy drugim razem może być przypadek ze się zarodek nie zagniezdzil ale jak to jest 4 transfer a do tej pory beta ani drgnela to boje się ze jest jakaś konkretna przyczyna. Może idź na konsultacje do innego lekarza, popytaj.
      Trzymam kciuki i nie poddawaj się !

  72. Hej dziewczyny. Jestem od czw w okolicach Białegostoku i codziennie w klinice. Rośnie mi w sumie około 20 pęcherzyków, lekarz zmniejszył mi Menopur ze 150 na 75 i Cetrotide codziennie, żeby wszystko za wcześnie nie popękało. Do dzisiaj wszystko wydawało mi się ok, estradiol około 2600, spory, ale lekarz się tego spodziewał przy moim pco. Powiedział mi dziś, że w czasie punkcji będzie musiał mieć bardzo ostrą igłę (to chyba żart miał być) i że planuje mi zrobić przy okazji odbarczającą, żeby zmniejszyć objawy hiperki. Dziś przy badaniu estradiolu sama zleciłam sobie tsh. Załamał mnie wynik. Choruję na niedoczynność i hashimoto, ale przed stymulacją tsh było prawie w zaniku, a dziś ponad 4! Lekarz powiedział, że zabrania mi się tym martwić i że kobiety z takim tsh pięknie zachodzą w ciążę… ja czytałam inaczej:/ poprosiłam go o przepisanie recepty na większy letrox, brałam 75, dziś wzięłam 100. Przeraża mnie to, boję się co to będzie? Lekarz nie powiedział nic o tym, żeby transfer miał się przez to nie odbyć, ale nie wiem, czy to dobrze go robić z takim tsh… cycki mnie bolą masakrycznie, jajniki też czuję, zwłaszcza jak siadam, ale to wszystko nic, w porównaniu ze strachem jaki mi się dziś pojawił w związku z tym pieprzonym tsh.

    1. Mała Aniu, jesteś w programie? Wygląda na to, ze będziesz miała sporo jajeczek:) ile będziecie zapladniac? W tsh się zupełnie nie orientuję.. ale zaraz pewnie specjalistki się odezwa… 🙂 ciekawe: Moze te leki do stymulacji tak sztucznie podkrecaja tsh? Ciekawe jakie będziesz miała po ich odstawieniu…

      1. Olga,podchodzimy komercyjnie. Nie zdążyliśmy się załapać na progr. Udało się jedynie dostać refundację leków. Nie wiem ile będziemy zapladniac:) mój em się śmieje, ze tyle, żeby się zwróciło z 500+ 🙂 na poważnie nie wiem, właśnie zrobiłam piękna sesje dwóm łosiom przy carskiej i jadę do kliniki na badania estradiolu i usg,dopytam wtedy lekarza o ilość.

    2. Mala Aniu, myslalam o Tobie. Martwilam sie o tsh gdzies tam w poprzednich komentarzach. Malibuu odwolali transfer z wynikiem w okolicach czterech, ale Paradise juz nie. Wyglada na to, ze stymulacja faktycznie ma wplyw na tsh. Zapytam o to swojego lekarza przed stymulacja, ale mi osobiscie trudno jest uwierzyc, ze wszystkie te dziewczyny, ktore zachodza naturalnie maja takie idealne wyniki. Powtorze sie, ale moze warto zaufac lekarzowi, im zalezy na sukcesie tak samo jak nam. Nie wyhiperstymuluj sie tam! Trzymam kciuki!

      1. Właśnie też mi się wydaje, że ma wpływ stymulacja na tsh, bo przypomnialam sobie swoje zdziwienie, jak po trzeciej stymulacji do iui zbadałam tsh i było ponad 2,wtedy najwyższe w życiu jakie miałam. Obawiam się lekko tej hiperki,ale ufam lekarzowi i robie co każe 🙂 za kciuki póki co nie dziękuję:)

    3. 20 pęcherzyków! o rany…
      jak ja Wam tego zazdroszczę…

      Ja czekam na tel. z kliniki, na to że jedna z kobiet będzie tak – no właśnie, jakiego tu użyć słowa? miła? miłosierna? rozumiejąca? empatyczna? dobra? – i podzieli się swoim nadmiarem szczęścia…
      Domyślam się, że to niełatwa decyzja, myśl, że może gdzieś tam urodzi się dziecko, które w połowie będzie miało moje DNA.
      Podobnie jak decyzja, aby urodzić/adoptować dziecko, które nie nie będzie miało ani trochę mojego DNA…

      w ogóle niełatwe są czasem te nasze in-vitrowe decyzje…

      1. Gaja bardzo to wszystko trudne z jednej i z drugiej strony… u mnie ilość pewnie się nie przełoży na jakość. Przy pco pęcherzyków może być całe mnóstwo, ale bardzo duża część pewnie okaże się niedojrzała. Dzisiaj lekarz dokładnie mi to tłumaczył:/

      2. Gaja, gdyby tak się dało, żebym mogła Ci pomóc… Tak bardzo chciałam oddać swoje komórki, których nie mogłam zapłodnić, komuś, kto wychowa z nich dziecko… Byłam tak bardzo rozczarowana, że endometrioza wyklucza taką możliwość. Jesteś Ty, która czekasz i jest ktoś taki, kto pragnie, aby komórka dostała dobre życie. Nigdy nie przestawaj w to wierzyć.
        To nie jest żadne miłosierdzie. To jest chęć życia. Tak samo z adopcją takiej komórki. I adopcją dziecka.

      3. Gaju, my po pierwszej stymulacji oddaliśmy moje oocyty i powiem tak: nie była to najtrudniejsza z decyzji, które podjęliśmy w swoim życiu. Mam nadzieję, że nie będziesz długo czekała.

    1. Wężon, daj znak życia, bo się martwimy..
      Iza – jesli chcesz, napisz mi w mailu jakiej pracy szukasz i co to za branza, moj pracodawca ciągle rekrutuje a dodatkowo jest tu zaje*iscie, pod prawie każdym wzgledem..
      ok, zaglądne pozniej – piękny dzien dzis (chyba wszędzie? ), wiec korzystajmy ze słońca i naturalnej witaminy D, dobrej na płodność takze 😉

  73. Mała Aniu, ale naprodukowałaś;) u mnie też było dużo, bo aż 15 z czego 14 było dojrzałych, w 3 dobie było 12, a wczoraj się dowiedziałam że mamy 4 blastki zamrożone 😉 transfer mam odwołany bo mój estradiol wynosił 4179, punkcję miałam w poniedziałak;) Widać, że stymulka miała u Ciebie wpływ na skok tsh, ale kompletnie nie wiem co Ci doradzić, może warto zaufać dr…Powodzenia, kciukam za jak najwięcej dojrzałych komóreczek

    1. Dzięki Margom, przykro mi, że musisz czekać na transfer:/ mam nadzieje, ze czujesz się w miarę ok przy tym dużym estradiolu? Ja za chwile się dowiem kiedy punkcja,wczoraj mówił dr, że pon lub wt i później transfer 3 dniowego zarodka. Super, że macie tyle mrozakow 🙂 Przyjęłam pozycję zaufania dr, nie mam wyjścia. Robie co mówi, a przed i po relaksuje się na bagnach 🙂 zabronił mi się stresować tsh. Zjadłam tez wczoraj lody, zachęcona przez Malgorzalke:) dużo lodziarni jest na starówce w Białymstoku, nie wiem czy trafiłam na ta samą, co Ty Malgorzalka, ale były pyszne!

  74. Czuje się nie najgorzej, jak na razie nie puchnę, waga stoi w miejscu. Jedynie co to jajniki czasami czuję szczególnie jak gwałtownie się poruszę, szybko wstanę, ogólnie nie jest źle 😉 Fajnie że będziesz mogła mieć transferek, ja bardzo chciałam ze świeżym spróbować, bo poprzednie dwa miałam na mrozaczkach, więc wiązałam nadzieję z transferem w tym cyklu, szczególnie że endo miałam ładne, ale nic nie zrobię. I tak trzymaj Aniu, trzeba zaufać dr On wie co robi, nam pozostaje się relaksować i myśleć pozytywnie 😉 czekam na wieści 😉

    1. Ja się nie ważyła, ale czuję brzuch napompowany, choć dzisiejszy estradiol tylko minimalnie większy od wczorajszego. Dr powiedział, że najgorzej będzie po podaniu hcg, jeśli chodzi o objawy.

  75. Mała Aniu, mi Endokrynolog powiedziała, ze leki do stymulacji i te które bierzemy często przed transferem mogą mieć wpływ na prace tarczycy i generalnie na gospodarkę hormonalna. U mnie było śmiesznie bo tsh mi skakało , raz było wysokie, raz spadało. Nawet jak zaczęłam brać leki to jeszxze wariowało. Dopiero 50 je unormowała a zaraz na początku ciszy od razu poszło w górę i znów trzeba było podnieść dawkę. Mój ginekolog twierdził ze te 3,5 które u nnie było maxem jest ok., a jak poszłam do endokrynologa to juz taki optymistyczny nie był i od razu włączył letrox. Najlepiej gdyby gin i endo współpracowali ze sobą w tej kwestii. Wydaje mi sie, ze w okolicach punkcji podwyższone tsh nie na aż takiego znaczenia. Cały organizm jest wówczas mocno rozregulowany, wszystkie hormony szaleją. Najważniejsze, zeby komórki mogły budować sie w dobrych warunkach, czyli zeby mieć unormowane tsh przed rozpoczęciem stymulacji.

    1. Masz racje Margeritka. Jestem po wizycie, lekarz potwierdził, że stymulacja może rozregulowac tsh. Punkcje mam we wt o 12. Transfer w piątek. Dostałam rozpiske wszystkich leków na najbliższy czas,estrofem, clexane, antybiotyk,betadine, gonapeptyl i ovitrelle. Może ogarnę co i jak:) dzięki!

  76. Dopiszę tutaj, żeby nie psuć nowego posta. Siedzę sobie i czekam, nic się nie dzieje.
    Jakieś lekkie kłucia brzucha, jakby macica się obkurczała, jakieś brązowe fafały przy podcieraniu. Mam dość tego czekania.
    Odezwę się po lekarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *