Ja. Mąż Izy. Kiedyś może tata

Dużo trzeba przejść. Trzeba patrzeć na niemożliwe. Podjąć się nierealnych rzeczy. Ważne, aby nie wiedzieć, że są nierealne, że są dla nas niemożliwe. Wspierać się.

Szybko do mnie dotarło, że niepłodność to nasza wspólna droga. Pomimo, że u nas problem był po stronie Izy. Problem, a nie wina. W niepłodności nie ma niczyjej winy.

Zawsze we mnie było mało wiary. W Boga. Jakiegokolwiek. Szkiełko i oko. Nauka. To do mnie przemawiało. Może w to wierzyłem. Może to był mój bóg.

Jednak nam nie pomógł. Wiem, że nie będę tatą. Krew z krwi. Ale przez chwilę poczułem, jak to jest. Jak to jest czekać na dziecko. Być w ciąży w kobietą, która jest dla Ciebie całym życiem.

To Iza zawsze bardziej nalegała na dziecko. Chociaż najpierw chciała poukładać świat. Nasz własny. Śmieszne to. Wydaje się nam, że mamy na coś wpływ, że zaplanujemy sobie, co się wydarzy. Nam wydarzyło się wszystko na opak. Ale po tym wszystkim wiem, że wynieśliśmy z tego cudną naukę.

I wiedzieliśmy, kiedy powiedzieć dość. Wiedzieliśmy, że to już nie jest droga dla nas. Ja pewnie poddałbym się wcześniej. I zresztą chciałem, to zrobić. Po Izy laparotomii. Po wydeptanych cholernych kilometrach na korytarzu w szpitalu, kiedy zależało mi tylko na tym, aby Iza przeżyła. Abym jeszcze zobaczył moją żonę. Miłość Mojego Życia.

Przesuwaliśmy granicę. Za każdym razem o kawałek dalej. O te kolejne dni. Stymulacje, transfery… Nawet, jak została podjęta decyzja, że to już koniec. Koniec zawsze można odsunąć w czasie.

Iza widzi więcej niż ja. I wiem, że dla niej to była o niebo trudniejsza decyzja niż dla mnie.

– Chciałabym, abyś miał dziecko. Swoje. Nie potrafię się z tym pogodzić – tak mi mówiła wielokrotnie.

Pokazała mi inną drogę. Wskazała palcem odpowiednie drzwi. Nie wiedziałem, że tak mnie to wciągnie.

– Może pójdziemy do Ośrodka Adopcyjnego? Tak zobaczyć. Mają drzwi otwarte. Umówię nas  – i Iza nas umówiła. Oczywiście, że się zgodziłem. Chociaż było to nasze drugie podejście do adopcji. Po pierwszym powiedziałem, że już nigdy więcej nie pojawię się w Ośrodku Adopcyjnym. Zgodziłem się po to, aby odpędzić jej demony. Chociaż na chwilę.

Co prawda już wiedzieliśmy trochę więcej o adopcji. Mamy przyjaciół, którzy mają dzieci adopcyjne. Właściwie stawaliśmy się przyjaciółmi w czasie naszego szkolenia. A i M zrobili kawał roboty. Cholernie dobrej roboty. Aby nam wszystko w głowach poukładać.

Zaciekawienie. Drzwi otwarte. Trochę ogólnych opowieści. Spotkanie z mamą adopcyjną. Trochę gadania o formalnościach. I decyzja, że zaczynamy. Bo tu nic szybko się nie dzieje.

Otworzyłem moje drzwi. Otworzyłem moje serce. Pogodziłem się z tym, że nie będę miał własnego dziecka. Iza też. Każde z nas musiało z tym pogodzić się na swój sposób. Czy mi jako osobie zdrowej było trudniej? Inaczej. Może łatwiej byłoby myśleć, że nie mogę mieć dziecka, bo fizycznie coś nie działa, bo jestem bezpłodny.

Ale nie jest to poświęcenie. To, że ja z czegoś zrezygnowałem. W pewnym momencie przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenia. Doszliśmy do etapu, że nie liczyła się dla mnie walka o dziecko, o naszego biologicznego potomka. Liczyło się życie mojej żony. To była świadoma decyzja, że rezygnuję z własnego dziecka. I więcej nie będziemy podchodzić do IVF. Z prostej przyczyny. Chcę mieć dziecko z Izą. Dziś wiem, że to jest realne.

Mamy nasze granice. Zdobywamy taką mądrość, aby powiedzieć stop. Przestaje nas gonić świat. Przestaje nas gonić czas. Znów pojawia się uśmiech na jej ustach. Ten, w którym się zakochałem.

Nasza droga byłą po to, aby się czegoś nauczyć. Abyśmy nabrali pewności i odwagi. Mamy nasze niezawinione śmierci. Nasze dzieci pamięci. Wyryte w nas jak blizny.

Ale mamy też piękną siłę, aby wyciągnąć rękę i powiedzieć – mogę komuś dać fajne życie. Wiem, nie krew z krwi. Ale z wspólnej drogi. Naszej. A dla nas jest to wybór, którego jesteśmy pewni.

Czekamy na tę historię, którą usłyszymy o naszym dziecku. Czekamy na historię, którą z nim stworzymy. Czy nie boimy się, że go nie pokochamy? Nie. Nie boimy się. Bo już w każdym z nas jest kolec miłości. W naszym dziecku też. Kolec, bo taka jest droga naszego dziecka do nas. Taka była nasza droga do niego.

Ja. Mąż Izy. Kiedyś tata. Dziś to wiem. Dziś mam tą pewność…

271 komentarzy

  1. Mężu Izy, pięknie piszesz i mnie ten wpis również wzruszył 🙂 jesteście cudowną parą i muszę przyznać, że zazdroszę Wam takiej miłości i tego, jak pięknie o niej mówicie 🙂 ech, nic tylko brać przykład! Dziś usłyszałam od kogoś, że prawdziwe szczęście dają tylko dobre relacje z innymi i patrząc na Was mogę sobiecwłaśnie wyobrazić szczęśliwych ludzi. Tak wewnętrznie szczęśliwych, bo kochających się tą najszczerszą miłością! Cudownie jest czytać Wasze wpisy i mogę jedynie powiedzieć, że każde przykre doświadczenie czegoś nas uczy, wzbogaca nas w pewien sposób, więc traktujmy je również jako element szczęśliwego życia. I tak na pewne rzeczy nie mamy wpływu, więc szkoda tracić ma nie energię 🙂 a miłość w życiu jest najwazniejsza!

    1. Zdecydowałam się napisać. Całe życie czekałam na kogos kto mnie pokocha taką jaką jestem i spotkałam JEGO. czemu po 40 tce? kto to wie…
      Mam dwoje własnych dzieci,Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę, ale nie mogłam spotkać tego właściwego, zresztą to jest cholernie trudne.
      No więc wielka miłość i co? starania o dzidzię.
      Tak wiem ze jestem stara na ciąże, ale bywają starsze:)
      Od razu zaczęłam od badania hormonów, moje AMH dogorywało ….0,14.
      Jednak żyłam nadzieją, łudziłam się. Oczywiście klinika niepłodności. Próby naturalne z monitoringiem cyklu przez rok i kiedy już upadałam na dno ze smutku nagle…. okres mi się spóżnia.
      I wielka radość bobasek! wow! Każdego dnia dzwoniłam do mojego kochanego żeby powiedzieć mu co się nowego dzieje w „maluszku”. I tak przez 3 miesiące. w międzyczasie zaręczyny.ehhh. Usg genetyczne i słowa: bardzo mi przykro ale ta ciąża się Państwu nie udała. Wyłam na korytarzu kliniki tak , że chyba uciekły wszystkie potencjalne klientki. Lekarze podchodzili, co się stało, czy dać jakieś leki. Potem długo płakaliśmy siedząc w samochodzie i obejmując się. Tak bardzo chciałam mieć nadzieję i poszłam na prywatną wizyte do wybitnego specjalisty od wad płodu, który z całą swoją delikatnością potwierdził że 9 centymetrowy bąbelek w moim brzuchu przeżyje jeszcze 2-3 tygodnie. Jak można żyć ze swiadomością że twoje dziecko w Tobie umiera???!!!!!!! Ja nie umiałam , wmawiałam sobie że ono przeżyje, że wszystko bedzie dobrze. za dwa tygodnie miałam przyjść do tego lekarza do szpitala na Usg żeby zobaczyć :”czy płód jeszcze żyje”.
      Wmawiałam sobie żeby nie zwariować że wszystko jest okej, że nawet czuję ruchy tego przecież już 3 miesięcznego dziecka.
      Tyle tylko że nosiłam już wtedy swoje martwe dziecko. Diagnoza po 14 dniach tylko to potwierdziła. I ten brak empatii w szpitalu. Brak miejsca, proszę przyjść jutro. Przyjść jutro ze świadomością że mój brzuch jest już małą trumienką. Sama dziwie się sobie że to przeżyłam. Wywołanie porodu, podczas którego coś umarło mi w sercu i w duszy. Podniosłam się tylko dzięki psychotropom i psychologom.
      I tak od tamtego czasu już dwa lata minęły, a ja nie przestałam chcieć mieć małego pachnącego mleczkiem maluszka.
      Szybko, bo czasu nie ma (wiek) spróbowałam kilka razy podejść do in vitro ale nie udało się , pęcherzyki nie rosły, jak urosły to okazywały się puste.
      Jutro będzie już moje trzecie podejście do ET z komórkami anonimowej dawczyni i plemnikami mojego Kochanego. Boje się, bardzo się boje………wyniku. Poprzednie – Beta minimalnie rosła i spadała.
      Jestem inna, bo mam dzieci. Ale czy naprawdę inna?
      Tak samo pragnę być mamą. Pragnienie posiadania dziecka jest czymś czego nie da się opisać, ani zrozumieć. Czymś totalnie irracjonalnym. Ludzie którzy tego nie przeżyli, nigdy tego nie pojmą. Nie wiem jak przeżyję te 6 dni do dnia weryfikacji (mam podane tak jak poprzednimi razami 2 – 5 dniowe blastki, naprawdę wysokiej klasy-dawczyni musiała być naprawdę ekstra).
      Jeśli wierzycie- pomódlcie się o mnie.

      1. Inna, ja wierzę w upór, walkę i naukę. To mocne strony, do których warto się pomodlić, jesli nie modlę się nigdzie indziej.
        Dużo przeszłaś, nie poddajesz się.
        nikt nie da gwarancji że się uda. Ale nie próbując, nie miałabyś żadnych szans. Teraz je masz.
        Powodzenia jutro ze wszystkich sił.
        PS. Dziewczyny na pewno też chciałyby przecztać to, co napisałaś, może napisz jeszcze raz pod nowym postem, bo tutaj już chyba nikt nie zagląda….

    1. a na waszym przykladzie widać że slonce wychodzi zawsze prędzej czy pózniej 🙂 i że wkońcu musi być dobrze teraz to ja czekam na ten wpis o tel. Bedziecie zajebistymi rodzicami a klucha- większa mniejsza- bedzie miala najszcześliwsze dziecinstwo i życie na świecie 🙂 ściskam mocno. was dwoje żeby nie bylo że sie kleje do ciebie 😛

  2. Bardzo Wam kibicuję, podziwiam Was za siłę, za to ile juz przeszliscie i że nadal tak sie kochacie:)
    My, kiedy nic nie wychodzilo rozważaliśmy rozne opcje: puszczenie sie na bok, zdrada dla samego poczecia, rozwod. Najlepsze jest to, ze powiedzielismy sobie o tym dopiero po jakims czasie i wyszlo, ze oboje mieliśmy takie pomysly w tym samym czasie. Na szczęście okazalo sie ze kochamy sie bardziej:)
    Wysyłam ciążowo-dzieciowe fluidy, niech do Was szybko trafia Aniołki:)

  3. Pięknie , mądrze napisane. Widać , że dojrzeliscie do bycia rodzicami. Boże ile dacie dziecku miłości takiej głębokiej i szczerej. Życzę Wam ogromu szczęścia w czteroosobowej rodzinie :-*

  4. Mężu Izy pięknie napisane….trzymam mocno za Was kciuki. Myślę, że każde dziecko marzy o takim Tacie…(o Mamie też – Izo, żeby nie było;) )

  5. Cudowny wpis. Wasze dziecko będzie najszczęśliwszym dzieckiem na swiecie. Wykochanym i wyczekanym. Odnalezionym, oby jak najszybciej. Zawsze wiedziałam, że Iza jest niesamowitą osobą, ale teraz czytam to i widzę, ze i Ty, Mężu Izy, też jesteś taki. Musicie być cudowną parą i takimi też będziecie rodzicami.

  6. Mężu Izy jesteś świetnym, dojrzałym facetem, masz ogromne szczęście, że masz taką genialną i dojrzałą Kobietę u boku. Wzruszające jest to, co napisałeś. Wasza miłość jest piękna i na pewno będzie się rozwijać jeszcze bardziej i będzie jeszcze pełniejsza, już niedługo Wasze Dziecko się pojawi w Waszym życiu. Trzymam kciuki!
    P.S.
    Jak tam w nowej pracy?

  7. Jesteście bardzo silni 🙂 przygotowani na pokochanie tej cząstki Was, której przyszło urodzić się w innej rodzinie. Oby TEN telefon zadzwonił jak najszybciej 🙂
    Wszystkie chyba będziemy tu wtedy ryczeć, ze wzruszenia 🙂
    Wężon, jak poczucie przed jutrzejszą wizytą?
    PAti jestem z Tobą myślami, już coś wiesz?. Agac trzymam kciuki 🙂
    Martyna jak samopoczucie? Masz mrozaczka to bardzo dużo, niestety rzadko udaje się przy pierwszych transferze…
    Malibuu, Liloą, mała ania, lidka – przesyłajcie ciażowe fluidy 🙂

  8. Nie przeszłam tej drogi co Wy, więc nie wiem. Natomiast czuję, że mi byłoby bardzo ciężko się z tym pogodzić… Czy na pewno wykorzystaliście wszystkie szanse – poszukaliście odpowiednich specjalistów od niepłodności? Sprawdziliście wszystkie przyczyny np. immunologię (pełne badania), genetykę. Nie śledzę Waszej historii tak szczegółowo, więc nie wiem, ale wiem, że czasem znajdzie się lekarz jeden na stu, który w danym przypadku pomoże, chociaż żaden inny wcześniej tego nie potrafił zrobić. Zwłaszcza jeżeli czyta się historię o parach, którym za 10 razem in vitro się udało. Adopcja nie wyklucza starania się o dziecko, wiem, że Wy to wiecie, ale ja cholernie chciałabym, abyście się doczekali tego Waszego dzieciaczka. Bardzo na to zasłużyliście. Chociaż może Wy wybraliście w tym momencie inną drogę. Pozdrawiam i życzę szczęścia!

    1. Czasami nie trzeba przechodzić wszystkich „dróg” i wykorzystać wszelkie możliwości by stwierdzić, że adopcja jest naszą drogą do rodzicielstwa:) Trzeba wiedzieć kiedy ze „sceny zejść niepokonanym”. I może się niepotrzebnie czepiam słów ale dzieci adoptowane są naszymi dziećmi tylko inna metoda „poczęcia”!

    2. Debi, klasyczna droga zapłodnienia u Izy nie wchodzi w grę, jak i u mnie. „Adopcja nie wyklucza starania się o dziecko..”, bo jest staraniem się o dziecko! I to będzie dziecko Izy i jej męża, własne.

    3. Udane IVF za 10tym razem, to chyba co najmniej 5 lat wyjęte z życiorysu. Czy na pewno jest to tego warte? Czy ludzie nie są po tym strasznie pokaleczeni? O finansach nie wspominając? I zdrowiu kobiety?
      Moim zdaniem trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć „stop”…

    4. Dal mnie wygląda to tak, że Iza musi leczyć endo. Nie chcemy, aby choroba rozchodziła się jeszcze bardziej. My jesteśmy zadowoleni z wybranej drogi. Wiemy, że jest ona dla nas najlepsza. I właśnie tak, jak pisze Olga82. Adopcja jest staraniem się o dziecko. Własne dziecko 🙂

    5. Debi, dobrze chciałaś, tak to odbieram, nie miałaś nic złego na myśli, nie miałaś złych intencji. Ale. Żeby komuś, kto będzie adoptował radzić leczenie, to należało by się najpierw dowiedzieć, jakie są powody ich decyzji, ich drogi. Jest archiwum bloga, są tagi i już po samych tytułach widać, że leczyli się długo, blog powstał już po jakimś czasie od rozpoczęcia starań i mają za sobą niejedną (użyje mocnego słowa, które w pełni oddaje sytuację) tragedię. Jestem przekonana, że chciałaś dobrze, ale wyszło mocno niefajnie.

    6. Kochana Debi 🙂
      Bardzo dobrze czujesz – nie można robić niczego wbrew sobie. Trącę banałem, ale póki czułam, że żałowałabym zaprzestania leczenia, leczyłam się.
      Nawet wtedy, gdy komórek było coraz mniej, zarodki coraz słabszej klasy i wiary we mnie nie było już zbyt wiele , leczyłam się – zaleczając głównie własne wyrzuty sumienia („zrobiłam wszystko co mogłam”).

      Jest taki moment, gdy robisz krok dalej. Gdy wychodzisz poza dobrze sprecyzowane oczekiwania. Poza zdeterminowaną wilczą walkę. I nagle widzisz, że COŚ jest dalej. Na tym etapie nie wyobrażam sobie zrobienia kroku w tył. Stanięcia znowu przed białą ścianą gabinetu lekarskiego.

  9. Mężu Izy – czytam ten wpis już kolejny raz i znowu to samo, łzy same płyną. No wzruszam się bardzo – ale co się dziwić. Trudna ta droga do Waszego dzieciątka, a w dodatku nieźle Ci wychodzi opisywanie Waszych/Twoich uczuć, dojrzewania relacji, dojrzewania do adopcji…

  10. Iza, zazdroszczę Ci 😉
    Nie napiszę, że męża, bo też (już za tydzień) będę mieć fajnego, ale zazdroszczę męża, który tak umie wyrażać uczucia. Bo to bardzo, bardzo rzadka echa u mężczyzn. U większości uczucia wyrażane są przez czyny, a my kobiety chyba lubimy też słowa 😉

    Przy okazji krótki raport ode mnie: pojawiały się pojedyncze plemniki, ale ciągle za mało, żeby IVF miało sens. Leczenie spustoszyło organizm 🙁 Za to moje NK są w normie, ale inne rzeczy nie, trzeba konsultacji u immunologa.
    Jak na złość teraz akurat mamy dawczynię. Punkcja pod koniec tygodnia. Nie będziemy ryzykować zapłodnienia na takim materiale, więc trzeba mrozić. Pani dr przekonywała, że witryfikacja oocytów nie zmniejsza szans, ale jakoś wątpię…
    Pod górkę znów mocno.

    1. Gaja tez wątpiłam w witryfikacje oocytow, ale moje ostatnie doświadczenia to z 8 rozmrazanych 6 przetrwało proces, wiec jak widać całkiem niezle 🙂 także uszy do góry! Super ze jest dawczyni, ze widać poprawę w plemnikach – moze małymi krokami ale idziecie do przodu 🙂

    2. Gaju, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. 🙂
      Teraz komórki coraz lepiej przeżywają. Ile ich zamrożą? Płacicie tyle samo, bez względu na to, ile potem przeżyje?
      Może Wasze dziecko chce być ślubne.;)

    3. Tak w sieci wypowiada się pani z Invimed: … skuteczność została udowodniona poprzez wysoki odsetek przeżywalności komórek jajowych po ogrzewaniu, sięgający nawet 95%. Równie wysoki jest odsetek zapłodnienia komórek jajowych, w najlepszych ośrodkach dochodzący do 76%, a odsetek ciąż biochemicznych oraz implantacji osiąga odpowiednio 65 i 40%.
      A tak z Novum:
      Skuteczność na wykonany transfer w przypadku rozmrażanych komórek jajowych wynosi w nOvum ok. 22%, zaś ich przeżywalność utrzymuje się na poziomie ok. 80%. Są to jednak odsetki uzyskane na nieporównywalnie mniejszej ilości zabiegów niż w przypadku mrożenia zarodków. Według ASRM w dokumencie z 2012 roku „MATURE OOCYTE CRYOPRESERVATION: A GUIDELINE” szansa na ciążę kliniczną po rozmrożeniu jednej komórki jajowej metodą witryfikacji wynosi według aktualnych doniesień 4,5% – 12%. a ­ilość ciąż po transferze odmrożonych zarodków dochodzi do 25-30%.

      Mam mieć co najmniej 8 oocytów. Cena jest stała. Może nie rozmrozić się żaden. I tego będziemy żałować, że trzeba było polecieć na Malediwy 😉

  11. Mężu Izy jak Ty już coś napiszesz… ;-)Bardzo poruszający wpis, wzruszył mnie do łez. Piękna miłość Wam się przydarzyła a dziecko które pewnie już na Was gdzieś czeka będzie miało wspaniałych rodziców!

  12. Mężu Izy faceci, którzy tak potrafią pisać o swoich uczuciach wywołują we mnie niezmiennie ogromny podziw i szacunek. Jestescie wielcy w swojej wzajemnej miłości i w otwartości na Mały Cud, ktory wierze, ze juz gdzies na Was czeka. Niech ta miłość trwa a rodzina rośnie jak najszybciej 🙂

  13. Adopcja to ciężka droga a tym bardziej dla tych, co przechodzą ból niepłodności. Można to porównać w pewnym sensie do żałoby.Jeżeli nie przejdziecie do końca żałoby, nie uleczycie się ze straty i przyjdzie do was dziecko ze swoją stratą, żałobą i bólem , schorzeniami fizycznymi lub umysłowymi, to nie będzie sukcesów, tylko żal niespełnienia oczekiwań i wyrzutów. Musicie mieć to na względzie. Nasze dziecko przyszło do nas w wieku 4 lat ze swoją przeszłością, historią, w tym roku minie 3 lata i dopiero teraz wszystko się unormowało w kwestii więzi…początki były trudne….jako 4 latek musiało przejść przez fazy lulania, karmienia z butelki, huśtania- to co mu zabrakło wcześniej trzeba było mu zapewnić..teraz to rezolutny 7 latek i zdolny uczeń.Nie mam jednak pewności czy ten stracony czas, odrzucenie przez biologicznych rodziców, zmiana miejsc pobytu w placówkach nie wyrządził mu większych szkód…czy będzie mógł normalnie żyć czy stworzy kochającą rodzinę i czy będzie kiedyś dobrym ojcem…

    1. Żałoba, pogodzenie się z własną historią. Z własną niepłodnością. To trudny proces. I zgadzam się, że najpierw trzeba ułożyć własny świat, a później budować nowy świat dziecku. Właśnie dlatego też mój wpis. My już dawno się z tym pogodziliśmy. Co nie oznacza, że zapominamy o naszej wcześniejszej drodze. Mamy prawo to pamiętać. Nasze historie są jak zmarszczki na naszych twarzach. To nie tylko czas wykuwa w nas swój ślad. To również nasze historie i straty z którymi żyjemy dalej.
      To prawda z maleństwem powinno być łatwiej. Ale z drugiej strony ma ono już za sobą minuty, godziny, dni, miesiące… I też będziemy musieli, będziemy chcieli to nadrobić.

  14. Dziewczyny, ja już po, zaraz wychodzę. Czekam na transport.
    Lekarz zadowolony, endo podobno super. Mówi, że się zregenerowało. Za trzy tygodnie jeszcze końcowe usg u niego i mogę ruszać. A właściwie równolegle, bo w marcu mam próbować podejść na naturalnym.

    Agac, o której masz wynik? Trzymam kciuki.

    1. Wężom, wspaniałe wieści :-)))
      Super, że ta terapia działa. Ciekawe czy u wszystkich/większości uczestników – wiesz coś na ten temat?
      Może niebawem będzie standardem w takich przypadkach…

      Agac, kciuki zaciśnięte.

    2. Wężon Ale super wieści 🙂 oby się w końcu udało. skąd ty bierzesz tyle siły… na to wszystko…. fajnie ktoś tutaj napisała o latach wyciętych z życiorysu, uświadomiłam sobie, że właśnie my wszystkie mamy LATA wycięte z życiorysów na te nasze walki, stymulacje, pic upy , transfery, inseminacje, suplementy… już nie pamiętam, jak jest po drugiej stronie 🙂 bez in vitro 🙂

  15. Mężu Izy, bardzo dojrzały i wzruszający wpis…
    Moim zdaniem „Kiedyś na pewno tata” a nie tylko „może” :-).
    W końcu decyzja i działania zostały już w tym kierunku podjęte.
    Powodzenia w nowej wymarzonej pracy i niech jak najszybciej dzwonią z OA z dobrymi wieściami.

  16. Dziękuję za Wasze dobre słowa. Prawda, nie piszę często u Izy. To jej blog. I Wasz. Ja tylko czasami dorzucę mój kamyk. Moje przemyślenia. Może to pomoże, aby od czasu do czasu, jakiś inny facet się odważył na blogu coś napisać. Bo my zawsze tylko pytamy naszych Pań, co tam na blogu…
    I myślę, że większość facetów potrafi mówić / pisać o swoich uczuciach. W taki, czy inny sposób. Mi Iza postawiła wysoko poprzeczkę z pisaniem 🙂 I to dawno, dawno temu 🙂

    1. Bardzo się wzruszyłam, kiedy przeczytałam Twój wpis, porusza, jest dojrzały, mądry.
      Widać, że oboje z Izą jesteście dla siebie skarbami, najlepszymi przyjaciółmi, co w związku jest najważniejsze. Podobnie jak niemal wszyscy tutaj wiem, że dzieciątko, które do Was trafi będzie otoczone ogromem miłości, ciepłem i całym mnóstwem cudownych uczuć jakie w sobie macie.
      Mocno Wam kibicuje i razem z Wami czekam na TEN dzień 🙂

      1. A co do wrażania uczuć to wiem, że w Was facetach jest ich tyle samo co w kobietach, że mocno przeżywacie to co się dzieje i mam wrażenie, że często jest Wam trudniej, bo dźwigacie na swoich barkach nasze płacze i emocje, które szybciej i chyba z większą łatwością z siebie wyrzucamy. Także panowie dla Was też ogromny szacunek 🙂

          1. Po pierwszym, teraz to lepiej zeby sie skręciła ta beta, a nie rozkręciła. Wynik jest za niski na zdrowa ciąże, wiec miejmy nadzieje ze to szybka biochemiczna a nie np pozamaciczna.

            Wiec cała pozytywna energię wysyłam w Twoja betę 🙂

          2. Agac przykro mi… Boje sie, bo cos malo optymistycznie na blogu…. Martyna nic, ty mowisz ze tez nieciekawie… Kurcze jakas seria… Ja bete kolo 15:00 bede miec… Jak to pisze to mi sie rece trzesa…

          3. Po pierwszym uszy do góry! 🙂 liczbowo rzecz ujmując ta słaba statystyka przemawia na Twoja korzyść 🙂 wiec kciuki zaciśnięte i czekamy do 15

          4. Po pierwszym, trzymam kciuki. Zresztą wiesz, że 6 dpt jeszcze niczego nie przesądza i tak.
            Na blogu zawsze fale – trochę dobrych wieści, trochę złych.

          5. Wiesz jak jest… niby 6dpt, ostatnio mi nic nie wyszlo, a 9dpt już tak, ale stres jak holera… no i pamietam, że lekarz, jak mi beta ruszyła w 9 dniu marudził coś, ze późna implantacja zarodka… nie brzmiało to optymistycznie… no i nieoptymistycznie sie skonczyło… Ty za chwile też ruszasz 🙂 przeprowadzasz rewoltę na blogu 🙂

  17. Mężu Izy – poznaliśmy się na pikniku ado i bardzo sie cieszę, ze niedługo będziemy z Wami sąsiadami 😉 Twoj tekst jest bardzo mądry i dojrzały – i tak, naprawdę nie trzeba przekraczać wszystkich granic, by odnaleźć szczęście.
    Dla nas adopcja to cos najlepszego, co nas spotkało w życiu. I PRZED nawet nie mogliśmy się spodziewać, jak bardzo zmieni nasze zycie na lepsze.
    I tylko chciałam dodać, ze nie ma reguły – znam rodzinę, która adoptowala 3-latkę z DD i dziecko jest tzw. bezproblemowe (haha…o ile takowe bywają 😉 oraz taką, w której były spore problemy z więzią po adopcji kilkumiesięcznego niemowlaka. Dzieci sa rozne, nie ma schematu, w adopcji tez.

  18. Agac cierpliwości i spokoju Ci życze, nadzieja zawsze umiera ostatnia.
    Po pierwszym trzymam kciuki, dawaj znać jak tylko dostaniesz wynik i pamiętaj, że to dopiero 6 dzień, więc beta ma jeszcze prawo niczego nie pokazać!

    Co do mnie to już chyba odżałowałam i wypłakałam stratę.
    Mamy nowy plan. Lecę do Polski skonsultować torbiele endometrialne z lekarzem, u którego leczyłam się przed przeprowadzką. On był za wycięciem i sugerował, żebym zrobiła to w Danii, aczkolwiek tu nie chcą tego wyciąć. Ginekolodzy (nie zajmujący się niepłodnością) nawet nie rozpoznali, że to są torbiele endometrialne a badało mnie 6-ciu!!!
    Dopiero ci z kliniki to stwierdzili, ale nie chcą tego ruszać, bo nie boli mnie mocno. Generalnie komunikacja i kontakt w tutejszej służbie zdrowia jest na niskim poziomie. Dla mnie to są fabryki i do każdego przypadku podchodza wg schematu, nie wgłębiają się specjalnie i nie przejmują ludźmi.
    Dla własnego spokoju skonsultuje to lekarzem w Pl, z którym mam dobry kontakt i któremu ufam. Nie chcę potem żałować (jeśli nie uda się kolejnym razem), że nie wycięłam tego wcześniej i nie zaoszczędziłam czasu. Za długo to trwa i zbyt dużo emocji kosztuje.

    1. Moja też była duża na początku i przyrastala początkowo po 150%, też myślałam,że się zarodek podzielił,ale nie. Chyba się nie da tak do końca powiedzieć czy 1 czy 2 na podstawie bety 😉

    2. Mam blogową przerwę , no ale takie wieści to muszę przemówić …:)
      Po pierwszym in vitro , My z Ewa kończymy to Ty i Niebieska mam nadzieję przejmujecie pałeczkę !!!!!
      Z całego serca Ci gratuluje , aż się popłakałam i trzymam kciuki ….
      Nic w naturze nie ginie coś się kończy coś zaczyna 🙂
      Niebieska teraz Ty masz tu z popitaśną BETĄ wyskoczyć !!!!
      Agac trzymam kciuki żebyś dołączyła do grona Mamusiek 2017 !!!!! 🙂

  19. po pierwszym in vitro 🙂 super.
    Dziewczyny robię porządki i znalazłam ciążowy strój kąpielowy w rozmiarze L. Nowiuteńki – jeszcze z metką. Oddam w dobre ręce. Mi aktywna ciąża nie wyszła z powodu zagrożeń. Jeśli któraś chętna dajcie znać.

    1. Jak wszystko dobrze pójdzie,to ja w lipcu będę w 7-8 miesiącu… myślisz że wtedy jak wszystko będzie ok to można pływać? ja się nie znam 🙂 jesli tak, to mogę być chętna 🙂

  20. dziewczyny… teraz cały czas się zastanawiam czy to nie bliźniaki… Wężon jakie miałaś wyniki pamietasz? Smother już chyba nie zagląda.. Co myślicie?

    1. Po pierwszym, ale dałaś czadu. Olbrzymia beta, wyskoczyła jak z karabinu maszynowego. Gratulacje!!!

      Ja badałam 12 dpt dwudniowych, czyli później niż Ty teraz. Betę z 9 dpt będzie można porównać. Miałam 324, smother i Kas bardzo podobnie.
      U Ciebie wszystko jest możliwe, bliźniaki niewykluczone.

  21. Po pierwszym in vitro – gratulacje! Blizniaki jak nic.beta rokujaca w 6 dniu pobtransferze powinna byc dwucyfrowa kolo 30. Moja kolezanka z blizniakami miala 6 dpt 45. Congratulation

  22. Wężon… oszaleję… no to jest chyba za duża beta żeby w 3 dni urosła … od 1,4 do 98… może coś nie tak jest…
    mała ania jaką miałaś bete? mówiłaś, ze dużą…

  23. Po pierwszym brawo! Super wiadomość! Wężon cieszę się z Twoich dobrych wieści, endo malina 🙂
    Magdanr2 zauważyłam twoją absencję, myślałam że może klucha chciała już przywitać rodziców po drugiej stronie.

  24. Po pierwszym in vitro, gratulacje! :-D:-D:-D
    Nie ma co się martwić, że wysoka tylko cieszyć się ;-). Każda z nas jest trochę inna i pewnie beta też może się wahać. Ważne by rosła, za co trzymam mocno kciuki. A może to bliźniaki…

  25. Piątek. Zaczął się mój drugi od półtora roku weekend.
    Jeszcze nie przywykłam do luksusu pracy od poniedziałku do piątku.
    Jestem absolutnie podjarana swoją pracą. Tym co robię i tym, jaką mam wolną przestrzeń na kreatywność.
    Energia płynie, dziewczyny.

  26. Iza, Mezu Izy,

    fantastyczne wiesci ostatnio od was plyna. Niech ta dobra passa trwa! 🙂
    Gratuluje nowej pracy obojgu, rozwijajcie sie i cieszcie weekendami 🙂

    Mezu Izy,
    Pieknie piszesz. Dobraliscie sie nawet w tej kwestii 😉
    I faktycznie tytul powinien byc nieco zmieniony: na „Juz niedlugo tata”

    Trzymam kciuki

    Za pozostale cudne bety – Po pierwszym in vitro: gratuluje! 🙂

  27. Mężu Izy życzę Ci tego abyś został tata i na.pewno nim zostaniesz, trzymam za to kciuki i mam nadzieję, że nastąpi to bardzo szybko. Bedziecie razem z Iza wspanialymi rodzicami.

    Po pierwszym… gratuluję 🙂 teraz tylko trzeba się trzymać dobrej myśli 🙂 niech Twoja beta ślicznie porasta

    Ja wczoraj zostałam mama, na świat przyszedł mój synek 🙂
    Dziewczyny dziękuję Wam, byliście dla mnie wsparciem przez całą procedurę i ciaze, choć nie wiele się udzielalam ale zawsze Was czytałam i trzymałam kciuki. Teraz będę starała się.do Was zaglądać, kciuki zzaciskam i życzę.Wam wszystkiego dobrego 🙂

  28. Dziewczyny proszę o pomoc. Jestem w 9dc na cyklu sztucznym przed criotransferem. Biore estrofem 3x2mg i zapomniałam dawki o 14! Wzięłam ją o 20. Czy powinnam sie bardzo martwić? Może któraś miała podobną sytuacje. Rano zadzwonię do lekarza ale co zrobic teraz. Wziac dawkę o 22? Czy dopiero rano o 6?

    1. Joaska pewnie już Cię lekarz uspokoił. Jedna dawka w tę, czy w tę nie ma znaczenia. Lekarze też dość dowolnie nimi manewrują. Nagle zwiększają, czy zmniejszają. Przesunięta dawka nic nie zmieni.

    1. Martucha powtarzałam i wzrosła do 25. W tym przypadku to ‚niestety’, bo oznacza w słabym przypadku biochemiczna a w gorszym pozamaciczna. Wiec tym razem czekamy na jak najszybszy spadek i okres.

  29. O cholera łzy mi poleciały…
    Tak pięknie piszesz Mężu Izy.
    Czuć wielką miłość w każdym słowie.
    Chciałabym żeby w moim narzeczonym było tyle uczuć i miłości co w Tobie, bo niestety nie mam takiego wsparcia jak Iza ma w Tobie…

    1. Paradise, pozwolę sobie odpowiedzieć, choć napisałaś do Męża. W każdym z nas jest tyle uczuć i miłości, burza myśli, moc czułości do drugiej osoby, tylko najczęściej nie umiemy tego nazywać ani tym bardziej o tym mówić. Myślę o Twoim narzeczonym, Paradise. Wspiera Cię dużo mocniej, niż potrafi to nazwać. Na pewno.

  30. Nie przebrnęłam przez wszystkie komentarze, ale wpisy blogowe przeczytałam wszystkie, odkąd zrobiłam sobie przerwę od niepłodności.
    Podoba mi się, Mężu Izy, że nie cukrujesz wszystkiego, że piszesz, że było trudno, że miałeś różne myśli, choćby tylko przemykające mimowolnie przez głowę. To sprawia, że jesteście bliżej, bardziej ludzcy, że jesteście mniej literkami na ekranie monitora, a bardziej znajomymi.
    I historia opowiedziana przez Ciebie pozwala mi lepiej zrozumieć mojego nie opowiadającego o swoich uczuciach Męża. I teraz bardziej doceniam Go, i, jeśli to możliwe, kocham mocniej. Bo pewnie przechodził przez takie same myśli i wątpliwości, mógł odejść, mieć dziecko z kimś innym, ale został, bo to My, Nasza rodzina jest ważna….Wasza rodzina jest ważna.

    1. Dzień dobry Sweetie. dziękuję za to co napisałaś. Poruszyłas dużo moich wlasnych wspomnień, jak miałam obsesję, chciałam, zeby mąż mnie „legalnie” zdradził , oby tylko miał dziecko. Człowiek wariuje. Może kiedyś o tym napiszę, jesli uda mi się sensownie to opowiedzieć.
      Co u Ciebie słuchać. Sweetie?

      1. Izo w pewnym momencie to się faktycznie się wariuje. Mój Mąż chciał adoptować plemnika, komórkę, zarodek – cokolwiek – no bo przecież jakbym urodziła to byłoby Nasze. Chciał to zrobić nawet wtedy, kiedy test cytotoksyczności wyszedł negatywny, a hamowanie na poziomie 5% – czyli wina ewidentnie po stronie mojego organizmu.
        W lutym mieliśmy zacząć szkolenia ale w OA w styczniu powiedzieli nam, że zaszła mała zmiana – najpierw idą pary starsze wiekiem, bo mają starsze dzieci do adopcji – tym sposobem dowiedziałam się, że jesteśmy jeszcze młodzi 😀
        I zaczniemy w maju.
        kilka miesięcy „niewalczenie” dało mi tak wiele spokoju, odpoczęłam, zaczęłam się śmiać, dobrze bawić….teraz widzę, jaką wielką dziurę w psychice robi ciągle napięcie, stres, walka, jak bardzo zmienia się nasze życie

        1. Sweetie, dobrze, że się odezwałaś. Myślałam często, co u Ciebie.
          Nie mam pojęcia co oznacza to co napisałaś (test cytotoksyczności i hamowanie – z czego to się bada). Czyli po prostu zwalczałaś nawet zdrowe zarodki?
          Ja bym pewnie w takiej sytuacji rozważyła surogatkę. W naszej też, ale J. jest przeciw. Gdyby to miało być pierwsze dziecko, na pewno bym go przekonała.
          OA to też dobra droga, powodzenia. Niech formalności trwają jak najkrócej. 🙂

          1. Hej Wężon
            Test cytotoksyczności robi się, żeby wykluczyć zwalczanie przez mój organizm komórek męża, i to na szczęście mamy ok, hamowanie to z kolei to o czym piszesz – mój organizm traktuje zarodek – każdy – jak ciało obce i zwalcza. Ciąża to w moim wypadku choroba Będziemy się szczepić, mamy 4 zarodki na zimowisku i nie zamierzam ich tam zostawiać.
            Surogatka w Polsce to bardzo ryzykowna zabawa. Prosisz jakąś kobietę żeby urodziła Twoje dziecko, i możesz tylko liczyć, że potem zrzeknie się do niego praw. A jeśli tego nie zrobi, to będzie wychowywała Twoje dziecko, a Ty je będziesz tylko widywać, kiedy przyjedzie do tatusia – bo Twój partner może starać się o uznanie ojcostwa.
            Więc albo się uda, albo się uda…tylko inaczej – tak teraz podchodzę do tematu. Mam to szczęście, że Mąż jest otwarty na adopcje, nie namawiałam go, nie przekonywałam.

          2. Sweetie, fajnie, że jeszcze cztery są. Te szczepienia to taka trochę magia, ale może pomogą. Chcesz iść równolegle obiema drogami?
            Jeśli surogatka, to tylko uregulowana, z Ukrainy.

      2. Iza, to trochę przewrotność losu, że tym niepłodnym trafiają się chcący mieć dzieci – a może to mózg nastawiony na poczęcie tylko to widzi?
        Przecież jest mnóstwo facetów, którzy nie chcą mieć dzieci, miliony facetów, którzy zostawiają dzieci, nie spotykają się, nie płacą alimentów. Dlaczego w niepłodnych parach to się robi najważniejszą sprawą?

  31. Melduje że od sob jestem w domu. Oczywiście wyszłam na własne żądanie 🙂 dziś jade po wypis… a tak mi się nie chce… Ze szpitala jestem zadowolona już mnie dupa od leżenia bolała no po prostu nie bylam w stanie tam wysiedzieć. Zmieniłam apartament prezydencki (sala 3 osobowa a ja jedna sama i M.) na własną kanape, antybiotyk dożylny na ten sam ale w tabletkach- człowiek to nawet nie wie ile po tych ivf i innych zabiegach ma leków w domu no zapas jak w szpitalu. A no i mały tv z 4 programami na wielki z kablówką. Swojego doktora poinformowałam już w sob pewnie się nie zdziwił że się wypisałam sama. Ja to musze sie dziś dowiedzieć co to bylo w tej kroplowce w nocy co roniłam, normalnie calą przespałam i nawet zaczelam sie irytować ze pielegniarki wchodzą co jakiś czas i się budziłam 🙂 zabieg byl w pt na szczeście wszystko sie udało. Teraz to jak końcówka okresu wygląda. Byłam nastawiona na dyskomfort jak po punkcji a tu nic doslownie nic, aaa nie cycek jeden mi urósł wiec łykam dostinex ale na to to sama wpadłam i tylko sie upewniłam u doktora. Pielegniarki przemiłe wiecej sie od nich dowiedziałam niż od lekarzy. Oczywiście małe wtopy i incydenty sie zdarzały no ale cóż. Na pamiątke mam wielgachnego siniaka po wenflonie. A teraz byle do przodu. Czekam jak cycki wrocą do normalnych rozmiarów kupuje bikini (bo teraz jak bym kupiła to bym chyba pożniej musiała skarpetkami wypychać) i lece grzać dupe do Malibuu. Narazie tyłkiem po asfalcie bo paszporty musimy wyrobić 😛 Mam nadzieje że okres mnie nie uraczy tam bo będe pożywieniem dla rekinów 😛 chociaż jak to pięknie moj M. wczoraj stwierdził że na samą skóre i kości to się one raczej nie rzucą 🙂
    Pati wróciła 🙂

    1. Pati wróciła 😉 i napisała komentarz jak zawsze z humorem i dużą dawką autoironii 😉 . I tak trzymaj! Życzę Ci żebyś szybko wydobrzała no i super wakacji w Egipcie (bez rekinów) 😛 .

    2. Malibuu znajac moje szczescie to by sie pojawiły hahah 🙂 Jeszcze jeden hit mialam sie na sex bombe zrobić idąc po ten wypis do szpitala i co? Ku…. rure wywalilo brak cieplej wody hahaha no takze tyle z tego mojego szykowania wyszlo wiec wlosy uklepalam ulizalam i pojechalam 🙂 moja teczka zagineła, na dobrą sprawe moglam wrocic do swego apartamentu polozyc sie i jakby nigdy nic wrocic na oddzial hahahah trafilam na dr od zabiegu ktoremu wylam ze pierdo…. i wychodze w godzine po 😀 pomacal cycka stwierdzil ze nie ma tragedi poinstuował jak bromegon brac ze na puste cyce jakby lecialo. Pani pielegniarka czy dr tez zaczepila pogadala pytala sie jak się czuje itp. No pod tym względem bardzo polecam Klinike Ginekologii Rozrodczości i Terapi Płodu. Czuje sie jakas wypluta i zmasakrowana ale temp nie mam wiec to chyba kac 🙂

  32. Pati jak zwykle ma wielkie wejscie:-)
    Dobrze ze u Ciebie wszystko się układa. Często myślę o Tobie. Może dobrze ze masz taki charakter, bo ja nawet niechce myśleć co by bylo gdyby..
    Malibuuu wygoni wszystkie rekiny z morza na wasz przylot 🙂 Będziesz bezpieczna:-)
    Nasza Ana jest już na wylocie albo juz z małym przy cycu. 5 razy dziennie odświeżam pocztę bo może mam jakiegoś meila od niej ale narazie ciesza. Trzymajmy dziewczyny kciuki za Ane i jej malutkiego Kubusia:-)

    1. Niebieska, a Ty chociaż test zrobisz dzisiaj, czy jutro Walentynkowo, czy twarda jesteś?
      Widzisz jaką betę po pierwszym miała 6 dpt, a Ty już jesteś 13 dpt. Jacyś sadyści tam u was. 😉

      1. No sadyści, ale ja mam trzydniowego malucha i jednego. I dzisiaj jest 12dpt, widzę, że wszystkim to moje czekanie się tak dłuży :D. A mnie najbardziej. Boję się tych sikańców.
        Przyjdę z betą w środę, jeśli do tego czasu nie oszaleję.

      1. Nie chcę! Prosiłam o skierowanie na walentynki, mrugając oczkiem do embriolożki, podpierałam się ostatnią betą ponad 400 w 13dpt, ale jak do ściany. Nie mam jak zrobić bety wcześniej. Uwierz, daleko mi do oazy cierpliwości.

        1. Nie wiedziałam,że masz tak pod górkę 🙁 a prywatnie nie masz jak zrobić? eh… jeśli tak to wygląda to czekamy i się grzejemy z niecierpliwością:)

        2. Niebieska kochana prosze wierz MI ze czekanie na bete to pikus w porownaniu z pierwsza wizyta potem sercem potem prenatarnym. 🙂 czekanie na bete bynajmniej ta ostatnia wspominam calkiem milo. Po raz pierwszy wytrzymalam 12 dni 🙂 nie twierdze ze bylo latwo no ale… Latwiej niz ta cala reszta 🙂

  33. Dla takich wpisów jak ten trafiłam na ten blog i już zostałam. Najpierw wzruszała mnie Iza a teraz Ty Mężu Izy. Napisane mądrze, dojrzale i tak prawdziwie…

    Króciutki raport co u nas. W czwartek ( początek 32 tygodnia) byliśmy na wizycie i wszystko w porządku poza tym że mała zapatrzyła się na Agatkę od Magdy 😉 zrobiła fikołka i ułożyła się główką do góry. Jeszcze ma trochę czasu żeby wrócić na właściwe miejsce. Zobaczymy.

      1. Prawda, że szybko minęło? Czasem aż trudno uwierzyć. A pamiętam jak dłużyły się te pierwsze tygodnie.
        Bardzo trafne propozycje Wężon 😀 ale nie skorzystam. Postanowiliśmy, że nasza córeczka będzie miała na imię Lena 🙂 .

          1. Rozważę 😉 . A imię spodobało nam się już dawno, kiedy jeszcze myśleliśmy naiwnie że starania zajmą nam góra kilka miesięcy. I nie wiedzieliśmy że jest takie popularne 🙂 . Znam tylko jedną parę, która ma Lenę, może nie będzie 5 dziewczynek w klasie o tym imieniu.

    1. No to widzę że idziemy łeb w łeb , nam też ok 32 pokazał dupcie 😛 No i tak już raczej zostanie , przygotowałam się do cc , ściągnęłam wszystkie możliwe ćwiczenie które można wykonywać już dzień po , zrobiłam rekonesans ( Natalia <3 ) , no i czekam … już niedługo mam nadzieje dostanę tego Małego Uparciucha w ramiona ….
      U Was jest jeszcze czas więc trzymam kciuki żeby było najlepiej jak się da dla Was 🙂
      Buziaki

        1. Dzięki Magda 🙂 . Pokazują charakterki te nasze dziewczyny.
          Chyba pogodziłaś się już z cc, no cóż jak trzeba to trzeba. Zainteresowałaś mnie tymi ćwiczeniami dzień po porodzie, ciekawa sprawa.
          Ja też już nie mogę się doczekać na naszego maluszka…
          Ale na razie czekamy na Agatkę 🙂 . Chyba że o kimś zapomniałam?

  34. Kochane, melduje sie z opoznieniem bo Maluszek mnie totalnie pochlonal 🙂 Tak, juz mam wreszcie nasz Cud wyczekany, sliczniutkiego pachnacego mlekiem syneczka ktory non stop by ssal stad malo czasu na cokolwiek. Jest poprostu cudowny, malusie paluszki, rzeski, noseczek, nie moge sie napatrzec… ♡ ♡ ♡ Urodzil sie 9 lutego. Wypuscili nas wczoraj choc tracil na wadze i na styk o 10g wyszlismy. Warto bylo wszystko zniesc i tyle czekac!! Walczcie do skutku, trzymam za wszystkie kciuki. sciskam Was, juz mnie wola skarbek znowu 🙂 Anitt kochana jak juz znajde chwilke to napewno wysle Ci maila na dniach. buziaki dziewczynki :* I nigdy nie traccie nadziei ze to wlasnie WAM sie uda!!! Bo sie udaje i mam na to dowod przed soba 🙂

    1. Ana gratulacje. Życzę rzeki mleka i żeby jednak najadał się na dłużej. 🙂

      Jak wyjdziesz z szoku to przyjdź i opowiedz o porodzie.

      Buziaki i całuski w stópki synka.

    2. Ana !!! Wspaniale 🙂
      Tak bardzo sie ciesze Twoim szczęściem !! Jeszcze tak niedawno miałyśmy razem rozpoczynac procedurę…Ty wierzylas że chodz z opóźnieniem to i mnie sie uda.
      Ściskam z całego serducha Ciebie i maluszka(nie zapomnij wycalowac pietulek). Czekam na meilq, czekam na relacje z porodowki:-)

    3. Ana 🙂 gratulacje!
      ucałuj Synka i ciesz się macierzyństwem to tak szybko mija i już nie ma pachnącego noworodka, w zamian pojawia się przemądrzały przedszkolak 😉 o późniejszych etapach to nawet nie chcę myśleć…

    4. Ana,
      Tak coś czułam w kościach, że już razem Jesteście i nawet dopytywałam wczoraj co z Wami. Bardzo się cieszę i gratuluję.
      Dużo zdrowia dla Was i buziaczki dla Kubusia :-*****

    1. Agac, miało być po 13. Dawaj znać, jak sytuacja.

      Przyjmuje dwa scenariusze: beta ładnie spada i zaraz dostaniesz okres albo nastąpił mini cud i ładnie rośnie, zwiastując jednak zdrową ciążę.

      Czekamy na wiadomości.

      1. Wężon nie chciałam pisać ale masz racje ja bym jeszcze niczego nie przekreślała. Ja przy biochemicznej mialam bete wyzsza niz teraz pierwsza jak robiłam. Tylko ze mnie to siorpało cały czas nawet wiecej niz teraz mimo dufastonu wtedy.

        1. Melduję przyrost bety do 59. Pojawiło się też krwawienie. Na fali optymizmu pytałam wczoraj lekarza czy mogę jednak mieć nadzieję ale usłyszałam stanowcze „nawet jeśli to ciąża to zakończy się poronieniem, bo wyniki są za niskie”.

          Spędzam wolny czas na rozważaniu co jeszcze mogę zrobić. Stanu macicy pokiereszowanej przez adenomiozę nie zmienię. Możemy zrobić kariotypy i pewnie strzelimy sobie na walentynki. Zastanawiam się nad immunologią? Macie jakieś inne pomysły?

          1. kurwa, przepraszam ale po prostu nieraz lekarze to maja w dupie delikatnie przekazywanie info. Mialam nadzieje ze bedzie git i po prostu tak bedzie niska ale krwawienie ehhh trzymaj sie cieplo :* Nie możemy sie poddawać i tyle. Dupa w troki i do dalszego dzialania marsz!

          2. Naprawde mi Cie Pati brakowało 🙂 ja jestem z tych konkretnych, wiec w sumie to wole jasny komunikat od początku. Poprzednia lekarka ‚pozwolila’ mi sie cieszyc niska beta i przez to było jeszcze gorzej – ogromna radość i ogromny smutek w bardzo krótkim okresie czasu. Ale najchętniej to bym sie spakowało i pojechała z Wami do Malibuu, po progesteronie, leżeniu przez 3 tyg i z krwawieniem byłabym dobrym wabikiem na rekiny 😉

          3. Agac, niech sie w takim razie szybko rozwiaze. Duzy ten przyrost… Kiedy znowu badasz?
            Nie wiem, czy bym robila kariotypy majac zarodki, ja po poronieniu zrobilam trombofilie i troche immunologii, u Izy znajdziesz post na ten temat.
            Moze faktycznie odpocznij z jakimis rekinami, nalezy ci sie!

          4. Niebieska niestety o 100proc. Krwawienie okazało się tylko epizodem, więc widmo pozamacicznej narasta. W końcu mam jeszcze jeden jajowód, więc czemu by jego też się nie pozbyć…
            Jutro znowu kontrola bety. Ech, powiem Wam, że moje morale sięgnęło dna.

          5. Agac, no to jutro badamy razem. Ale się te losy plotą. Mi bedą wszystkie życzyć bety pod sufit, a Tobie spektakularnego spadku…

          6. Agac,
            U mnie przy biochemicznej urosło do 200 (taka była przy rozpoczynającym się silnym plamieniu). Wtedy jeszcze nikt nie mówił o biochemicznej, choć zaczynała się od 2-11-43 (a tydzień później 200). Skończyło się samoistnie.

  35. Ja usg prenatarne mam za soba. Wszystko OK dzieki Bogu. Na 90% procent bedzie Maria 🙂 Wykryto u mnie wysokie cisnienie wewnatrzmaciczne I mam przyjmowac acard dwie tabletki na wieczor. Mam spore ryzyko przedwczesnego porodu itd nic milego nie bede pisac narazie o tym nie mysle. Jesli ktorazz was miala ten Sam problem w ciazy to prosze o info. Prawie calkowicie odtawilam slodycze. Mam zamiar chodzic na dlugie spacery ale to jak sie wylecze Bo mnie choroba niestety dosiegla, wiec tez uspokojcie ze Marysia bezpieczna. Jak nie urok to sraczka. Lece do domu! To kolejna dobra wiadomosc 🙂 szykuje mieszkanie I podszkole te rekini na Pati 🙂

    1. Malibuu, super informacje. Ale ten czas leci. Dopiero co zrobiłaś nam taki świąteczny prezent swoim udanym transferem a tu juz prenaralne. Wracaj do domu wic gniazdko dla swojej Marysi 🙂

    2. Malibuuu, super, że z dzieciaczkiem wszystko ok :-DDD. To następne USG to połówkowe czy będą częściej kontrolować z powodu tego podwyższonego ciśnienia?

    3. Gratulacje , kolejny krok milowy za Wami … 🙂 Kiziaj Marysie od Nas …
      Co do ciśnienia to nie wiem czy to , to samo , ale Bratowa M miała za wysokie ciśnienie w ciąży .
      Brała tabletki na to i musiała chodzić częściej do gin .
      Z porodem też nie chcieli czekać , żeby wziął ich z zaskoczenia tylko w 39 tc położyli ją w Klinice , poród miała wywoływany , ale naturalny , Maluszek silny i zdrowy , poniżej 3 kg , ale bez hipotrofii czy innych chorób .
      Najważniejsze żeby kontrolować i Marysia będzie rosła zdrowo 🙂

    1. hahah babelkow mam dość 🙂 znajomy wrzucil rano na fb odp „danie dupy” kurde nawet tego nie moge bo sie siorpie. woda ciepla wrociła do rur 😀 jutro lece foty do paszportu cyknać 🙂 jak sie nie polame w szpilkach 🙂

    1. Niebieska, normalnie w obłoki wyleciałaś z tą betą. 🙂

      Niech tak dalej ładnie rośnie. U Was się powtarza? Przy takim wyniku to od razu na wizytę serduszkową się możesz umawiać. 🙂

      1. Nie, nie powtarza się. Lekarze mówią, że jeśli nie będzie dobrze przyrastała to i tak nic się nie da zrobić. Mam wizytę za dwa tygodnie, ale to chyba za wcześnie na serduszko.

        1. Nie za wcześnie, jest szansa na to, że będziesz wytrzeszczać oko w pikselozę:)
          Nogi mi tańczą tak jak Agac. tyle że ja tańczę ze ścierą w łapie myjąc okna, nie chowam się pod stołami;)
          Niebieska, buzi w brzuch!:*

    2. Niebieska gnałam specjalnie na urlopie poszukać w okolicy zasięgu żeby sprawdzić co u Ciebie. I się poryczałam! Beta tłusta jak talalala! Korona i grzęda Twoja! Jedna wypolerowana, druga wygrzana. Siadaj i wysiaduj następne miesiące!

  36. U mnie niestety znowu wzrosła. Straciłam już wszelką wyrozumiałość dla własnego organizmu, a on wciąż pokazuje mi środkowy palec. Chyba powinnam iść na jakieś zajęcia pt.”Jak osiągnąć stan zen pomimo rosnącej bety”.

    1. Agac, o ile wzrosła? jak inne objawy?
      A może jednak będzie z tego normalna ciąża?
      Kiedy można sprawdzić, czy coś się dzieje w macicy, czy jednak nie? Za tydzień?

      1. Wężon z innych objawów, to mam nudności i podwyższoną temperaturę, ale tak samo było przy pozamacicznej. A ostatni wzrost bety jest zdecydowanie za mały na normalną ciążę, więc w tym aspekcie już się pozbyłam nadziei. Zapytałam lekarki kiedy możemy coś zrobić. Kolejnej jazdy z pękniętym jajowodem nie chcę, bo wtedy się prawie przekręciłam.

        1. Agac, mam nadzieję, że to jednak biochemiczna. Beta długo się utrzymuje. U mnie przy biochemicznej najpierw było 81, a po dziesięciu dniach 61, po kolejnych dwóch dniach spadło do ok. 17 i dopiero rozkręciło się krwawienie. A w kolejnym miesiącu zaszłam w ciążę, więc te biochemiczne to zawsze dla mnie taka dobra wróżba na przyszłość.

          1. Ja mialam 129 pierwsza, 3 w piatek 174 i kazali odstawic luteine plamienie sie rozkrecilo w pon juz 43 a tydzien pozniej juz 8. Więc każdy organizm inaczej.

          2. U mnie ostatnio skoczyła z 22 do 375 w 5 dni pomimo obfitego krwawienia a potem dopiero zaczela spadać. Tym razem niepokoi mnie ze tak wolno rośnie ale rośnie… a do tego to drugi raz z rzędu, wiec albo do 3 razy sztuka albo dupa jakas większa. No nic. Ćwiczę sie w cierpliwości.

          3. Iza kupiłam sobie tulipany i czekam na wiosne. Miotam sie miedzy rezygnacja, niedowierzaniem i wsciekloscia na los. Ale trzeba byc twardym a nie mietkim, wiec nie ma sie na żalić 🙂

          4. Agac, zeby być twardym, trzeba umieć pozwolić sobie być miętkim. Inaczej ta miętkość to kula u nogi. A tulipany super pomysł, też chcę 🙂

  37. Niebieska! Super wieści, innych zresztą nie brałam pod uwagę. Bardzo się cieszę i zaciskam kciuki za pięknie bijące serducho.

    Ana86, z całego serca gratuluję Ci tego wyczekanego, cudownego, pachnącego synka. Fajnie, że masz go już przy sobie 🙂

  38. Dziewczyny , Renata i chyba Pati też pytała , ściągnęłam sobie pdf z takimi ćwiczeniami , chociaż jak dla mnie ćwiczenia to lotna nazwa . 🙂
    Na początku delikatne ruchy rąk , nóg, potem po kilka dniach miednice się włącza itd…
    Renata jak chcesz daj maila to Ci prześle . 🙂
    Pytałam tez mojego Lekarza o to kiedy mogę wrócić do ćwiczeń , generalnie spacery jak tylko dam rade , mogę nawet zacząć po wyjściu ze szpitala ( mam Psa i o to pytałam ) , potem po zakończeniu połogowego krwawienia i plamienia , czyli po ok 2-3 tygodniach , mogę zacząć chodzić na basen , spokojne pływanie , jakieś delikatne ćwiczenia 2-3 razy w tygodniu nawet . Ok 6 tygodnia po cc kontrola u Niego i jak będzie ok mogę wracać na cardio , ćwiczenia , co tam będę chciała , a intensywność jak ze wszystkim będę musiała dopasować do możliwości po 9 mce ciąży i porodzie 🙂
    Także jestem zadowolona i pełna optymizmu 🙂

  39. Witajcie dziewczyny! Nie jestem w stanie nadrobić komentarzy. Ale jestem Wami myślami i sercem! Jak się ogarnę chciałabym powrócić tu do Was, a póki co cały czas poświęcam synowi.

    Mężu Izy! Wspaniały tekst. Jesteś super facetem i będziesz super ojcem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *