List od matki

Tamte zajęcia zapamiętam do końca życia. Jako osobną historię, jako coś odrębnego, niż tylko spotkanie z psychologiem w ośrodku adopcyjnym.

Rozmawialiśmy wtedy o rodzinach, które decydowały się oddawać dzieci do adopcji.

Piszę „decydowały się”, ale to gładkie słowo nie pokazuje niczego. To często były rozpaczliwe, pełne łez wybory podyktowane dobrem dziecka. Wcale nie zero-jedynkowe. Wcale nie dające ulgi, że dobrze się stało. Wracające w snach do końca życia.

Mam pełną świadomość, że po drugiej stronie mojego przyszłego szczęścia może stać dramat. Szklane oczy matki, która nie poradziła sobie w życiu – albo inaczej – która miała mniej szczęścia, bo zaradność nie zawsze gwarantuje powodzenie.

Piszę o matkach. Nie chcę powielać stereotypów, ale to zwykle one pakują parę śpioszków na pamiątkę i piszą pożegnalny list.

Na tamtym spotkaniu prowadząca pokazała nam kilka listów, które napisały matki do swoich dzieci.

Nie dało się ich czytać. Każde słowo rwało.

Bo co można napisać na jednej kartce na całe życie? Jak wyposażyć żegnane dziecko w miłość na kolejne kilkadziesiąt lat, czując pustkę, rozczarowanie, żal, rozpacz, kiedy w głowie kołacze się tylko „mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz”, „jesteś piękny”, „musiałam”.

Wpadały mi do głowy te słowa kawałkami, okrągłe litery pisane niewprawioną ręką, wielkie kropy nad „i”, nieporadnie, mocno naciskanym długopisem.

Najpiękniejszy i najtrudniejszy był koniec jednego z listów.

list

Płakałam, czytając te listy, płaczę, kiedy o nich dziś piszę. Wracają do mnie te wszystkie uczucia.

To nie tylko wzruszenie i żal nad rodzinnym dramatem, o nie,  nie jestem wystarczająco szlachetna.

Muszę się przyznać do jeszcze czegoś.

Czułam wtedy żal także nad sobą. Egoistyczny, wstrętny, rozpychający się żal, a nawet zazdrość o to jedno słowo.

Bałam się wtedy, że ja sama nigdy nie podpiszę się nigdzie „Mama”. Trochę się nadal boję.

817 komentarzy

  1. Wpuszczasz nas w najciaśniejsze zakamarki swojej duszy, swojego umysłu i swojego serca.
    Pokazujesz tematy o istnieniu których nie miałam pojęcia, to wielkie szczęście tu być.
    Dziękuję Ci za to!

  2. Iza , Kochana …
    Bardzo trudno się czyta to co napisałaś , rzadko w ten sposób patrzy się na adopcje , może inaczej Ja nie rozpatrywałam jej nigdy z tej drugiej strony , podziwiam Cię wiesz .
    Kiedyś wpadł mi w ręce wywiad z Założycielką / Wolontariuszką (nie pamiętam)fundacji Zerwane Więzi , jak pewnie sama wiesz pomagają Dzieciom z adopcji odnaleźć biologicznych Rodziców , Rodzeństwo .
    Powiedziała że ok 90% Osób które się do nich zgłasza po poznaniu biologicznych Rodziców owszem odczuwają ulgę , swojego rodzaju radość , ale również a może przede wszystkim wdzięczność i miłość dla Rodziców którzy adoptowali i wychowali , bo patrząc z perspektywy ( po poznaniu właśnie biologicznych rodzin ) wiedzą że gdyby nie Oni nigdy nie byli by w tym miejscu gdzie są , że mieli wielkie szczęście móc dorastać w „swojej” Rodzinie .
    Opowiem Wam/Ci też historie z mojego otoczenia , którą opowiadała mi Teściowa .
    Jej Przyjaciółki , Siostra ( znam osobiście) adoptowała Chłopca ( teraz ma już 40 lat swoją rodzinne ) , nigdy mu o adopcji nie powiedzieli .
    Niedawno dowiedział się od jakiejś ” uprzejmej osoby ” zadzwonił do Cioci ( przyjaciółki mojej Teściowej) zapytać czy to prawda ,powiedziała mu że ma porozmawiać z Mamą.
    W końcu poszedł do Mamy zapytał , powiedziała prawdę .
    Następnego dnia przyszedł znowu do Niej z Całą Rodziną , podziękować Jej (Tata już nie żyję ) bo to co ma ( rodzinę , wychowanie , pracę ( jest Adwokatem ) ) zawdzięcza im i miłości którą dali i dla Niego nie ma innych Rodziców .

    Adopcja jest trudna , pewnie bardziej niż mi się wydaje , ale Ja wierzę w to że od początku opiera się na miłości , bo trzeba ogromnie kochać swoje Dziecko żeby zdecydować że się je oddaje dla Jego dobra , to wymaga niesowitej siły i miłości.
    Tej samej siły i miłości trzeba żeby adoptować i pokochać Dziecko tak świadomie , z pełną odpowiedzialnością .
    <3

  3. Iza, Magda..
    To co piszecie naprawdę chwyta za serce
    To prawda, ja również nigdy nie zastanawiałam się nad ta druga stroną…myślimy stereotypami że patologia, alkohol,przemoc…aw cale tak nie musialo byc.
    Mega trudny temat.
    Dziękuję Ci Izo, dzieki Tobie, Twojej szczerości zmieniamy się wszyscy na lepsze.

  4. Ja też doskonale pamiętam te zajęcia, wyryły się w mojej głowie bardzo mocno i nawet nie przypuszczałam, że mój list do mamy naszej córeczki (jedno z zadań domowych) mogłabym teraz jej „wysłać”. My niestety nie mamy listu od M* dla naszej Iskierki ale mamy inne bardzo cenne pamiątki, za które bardzo jej dziękujemy. Każda historia naszych dzieci może być mniej lub bardziej bolesna i tylko od nas będzie zależało czy będą szczęśliwe w życiu i czy kiedyś będą miały w nas oparcie przy poszukaniu swoich „korzeni”.

    1. Elsa, jak ja bym chciała, żeby rodzice naszego przyszłego dziecka dali mu cokolwiek na pamiatkę. Będzie mu w życiu dużo łatwiej z jakimś gałgankiem od mamy w garści.
      Tez pisaliśmy listy do rodziców. Trudne to.

  5. Łzy same popłynęły. Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje kobieta, ktora decyduje się oddac swoje dziecko, bo wie, że to dla niego lepsza opcja w życiu. Nie dałabym rady, nie jestem tak silna. Czytam Twoj blog już ponad 1.5 roku i często dzięki Tobie mam szansę zastanowić się nad ważnymi sprawami, ktore gdzieś tam w codziennej bieganinie nam uciekają. To kolejny wpis, ktory długo pozostanie mi w głowie. Dziękuję Ci. Nie znam Cię osobiście, ale myślę, że Twoj blog to jedno z najszczerszych miejsc w sieci. Kibicuję Ci mocno i wiem, że Wasze dziecko będzie szczęściarzem. Będziesz mamą i to wspaniałą, kochającą, a to wlaśnie czyni z nas matki. Pozdrawiam Cię serdecznie. Ania

  6. Iza, nie wiem, czy adopcja nie sprawia, że matka ,, rodzi się,, wcześniej jak dziecko… Ty już jestes prawie mamą. Pięknie napisałaś o tym wszystkim. Ja od diagnozy niedtoznosci myslalam o adopcji lub ivf. Za ivf zabralismy sie ze wzgledu na rzadowy, ale kwestia adopcji jest dla mnie ważna i otwarta, więc często mysle o tych mamach. Cichych Bohaterkach-nieważne, czy i jakie miały pobudki, zawsze ta decyzja musialabyc przekroczeniem milosci wlasnej. Kogo na to stać?! Czy nas byłoby na to stać?

    1. olga82 tu odpiszę na Twoją propozycję pod poprzednim postem. Tak właśnie jest u mnie od 4 lat, bo u nas ciągle dzieci się rodzą z każdej strony, zaciskam zęby, pochylam się a w duszy wyje, ukrywam łzy, wtedy każdemu jest fajnie i miło tylko nie mi….
      bywało, że nie było żadnej u mnie reakcji byłam obojętna, wtedy jeszcze do mnie się ma pretensje za plecami…tak źle i tak niedobrze. Jest tylko fajnie jak wszystkim jest dobrze, nie wiedzą ile mnie to kosztuje…

      1. Tuptuś jak i Superaneczka rozumiem was w 100 % ja problem siostra wpada, dopóki mała się nie urodziła to wogole nie gadałyśmy. A teraz buba grubasek i takie cos wesole pokraczne przewraca się na łóźku. jakos ta „zazdrość” i bol, zawiść minęła. Buba jest śliczna i zdrowa. Wygrzewałą się na plazy a ja miałam decyzje o ivf. I się nie udało i co zrobie? nic. mam dziecko winic za to ze jest na swiecie a jest nie moje? Już nie boli „ta ciąża” w rodzinie, nie kłuje. Pozatym i tak wszyscy mowia ze bardziej do mnie podobna niż do siostry haha 🙂

  7. Iza… nie dość, że droga przed jest w uj ciężka, długa, leczenie, zmagania z przeciwnościami, żal, rozczarowanie, złość… to jeszcze i ta droga dokłada nowych uczuć, równie ciężkich, niesprawiedliwych. Nie dość, że dźwiga się swój dramat to jeszcze trzeba zrozumieć dramat innych i też w pewnym sensie go udźwignąć. My tak bardzo chcemy być rodzicami, a ktoś inny może, a nie może. Strasznie to wszystko smutne. Piękny wpis.
    Chciałabym, żeby ta droga była już dużo krótsza i nie tak ciężka.
    i nie bój się, będziesz podpisywać się dumnie, mądrą, pewną ręką Mama 🙂 już ja to wiem! :*

  8. Iza,
    Bije od Ciebie niewyobrażalna mądrość ale i spokój. Zarażasz tym a ja chce więcej i więcej.
    Wybory, których dokonujemy w życiu nie zawsze są tak oczywiste jak mogło by się wydawać. I jak oceniane są przez innych.
    To akurat jeśli chodzi o mnie jest mało ważne. To My żyjemy nasze życie …. to my dokonujemy wyborów.
    Podziwiam te Mamy za niebywałą odwagę. One dają szczęście innym – Dzieciom i ich przyszłym Rodzicom . Iza , trzymam za Was mocno kciuki.

  9. To takie trudne, niemierzalne, nieocenialne.
    Mama biologiczna naszych dzieci piła w ciąży, one ponoszą tego skutki.
    Mają chore serduszka. Zaburzenia czucia. Nadpobudliwość.
    Widziały więcej niż niejeden dorosły. Znały słowa, od których włosy jeżyły się na głowie.
    Ich mama nie napisała listu. Nie dała pamiątek. Nie mają po niej ubranek ani zabawek ani zdjęcia. Nie zadzwoniła ani nie odwiedziła.
    Kiedy widzę, jak w zabawach synek wraca do tamtych przeżyć, kiedy budzi się w nocy z przeraźliwym krzykiem i płaczem często czuję złość. Łapię się na tym, tak powszechnym, ‚jak ona mogła?’
    Ale później przychodzi spokój. Nie znam jej życia, nie wiem co przeszła. Jak mogę ją oceniać siedząc w ciepłym mieszkaniu, z wspierającym mężem obok, z kochającą, zawsze gotową do pomocy, rodziną?
    „Zanim osądzisz mnie i moje życie, włóż moje buty, przejdź ścieżki, które ja przeszłam, przeżyj moje bóle i cierpienia”…
    Nie szłam w jej butach, cóż mogę wiedzieć?
    Czuję wdzięczność za to, że SĄ, że – zakładam – zrobiła, to co mogła, to, co umiała, aby były szczęśliwe.
    Krótko po pojawieniu się dzieci u nas rozmawiałam z psychoterapeutką pracującą z dziećmi ze środowisk zastępczych, z dziećmi po traumach. Powiedziała coś co bardzo do mnie przemawia, czego staram się trzymać. Nasze dzieci potrzebują czuć, wiedzieć, widzieć, że akceptujemy ich historię, ich korzenie. Że jest na to miejsce w naszej rodzinie, przestrzeń w naszych rozmowach. Od tego w jaki sposób my traktujemy ich rodziców biologicznych w dużej mierze zależy to, jak one sobie poradzą z przyjęciem tego etapu swojej historii. Czy to jest dla nas odrażająca patologia i ‚jak-tak-można’? Czy to jest dla nas czyjaś tragiczna historia, czyjś dramat… Dobrze to poukładać sobie w głowie zanim zaczną się rozmowy z dzieckiem na ten temat.
    Lubię to miejsce 🙂

    1. A ja się nie zgadzam z takim usprawiedliwianiem wszystkiego. Upijanie się na umór w ciąży to wybór. Jest wiele kobiet w trudnych warunkach, które tego nie robią. Ciężki los to jedno, a pogarszanie go sobie na własne życzenie, to drugie.

      1. Ja właśnie od rana zastanawiam się jak mogę skomentowac wpis i mam bardzo mieszane uczucia… z jednej strony wiem, że są sytuacje w życiu, kiedy wydaje się, że nie ma innego wyjścia, wiem, że nie można oceniać nikogo zanim nie stanie się na jego miejscu, ale… nie wiem może z racji zawodu, ja mam trochę zwiększoną odporność na takie listy i historie, bałabym się, że to taka manipulacja ze strony matki, albo list napisany na kacu, pod wpływem chwilowego poczucia winy. Jakiś bunt się we mnie rodzi. Nie wiem może też dlatego, że starając się z całych sił o swoje dziecko nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mogłabym je oddać, nawet jakbym nie miała wspierającej rodziny i męża u boku, nie wyobrażam sobie, zawsze jest jakieś wyjście, tak mi się wydaje teraz. Mam nadzieje, że nikogo nie urażę tym, co czuję, ale wydaje mi się, że jak się kocha, to nawet najgorsze warunki są lepsze z matką, niż oddanie do adopcji dziecka i całe życie śnienie po nocach o tym co się zrobiło.
        Pracowałam też z dziećmi z adopcji, które miały FAS, to jest dla mnie straszne, żeby dziecko całe życie ponosiło odpowiedzialność za to, że matka wybierała alkohol wiedząc o ciąży. Nie znajduję dla takiej sytuacji zrozumienia, mimo, że wiem doskonale na czym polega uzależnienie. Przepraszam, tak mam, ale ja jestem mocno zero-jedynkowa w życiu, czasami mi to pomaga, czasami przeszkadza.

        1. Boję sie tego FAS jak jasna cholera.

          Mała Ania, w ogole nie widzę tutaj sytuacji, zeby ktoś miał się obrazić. Ty masz oczywiscie racje, list może być napisany na kacu. Najcześciej w ogole nie ma żadnego listu.

          Chciałam Wam jednak pokazać, że nie zawsze jest tak, jak mi sie wydawało wcześniej, ze patole, że to 9. dziecko oddawane z ulgą, że alkohol się leje strumieniami.

          Może tak być, ale nie musi. Listy, które widziałam, były pisane z miłości.

      2. Na pewno jest dużo racji w tym co piszesz.
        Że w wielu przypadkach to wybór. Że wiele kobiet pomimo trudnej sytuacji nie pije w ciąży.
        Ale kiedy jedyny znany świat to świat kryminalistów, libacji, a może i prostytucji, świat kolegów i koleżanek z sąsiednich lokali socjalnych, żyjących właśnie w taki sposób, wyobrażam sobie, że trudno jest stamtąd wyjść, zmienić się, zawalczyć… Co by było gdybym nie miała rodziców? Co by było gdybym potwierdzenia własnej kobiecości szukała u kolegów z osiedla? Co jeżeli urodziłabym jedno czy drugie dziecko w wieku nastu lat i została z nim sama, bez pracy, wykształcenia, pieniędzy, dachu nad głową?
        Chciałabym mieć pewność, że nic by się nie zmieniło, że ja nigdy.
        Ale nie mam tej pewności. Po prostu.
        Dużo krzyczy się o tym, że wszystko zależy od nas, że możesz wziąć życie w swoje ręce i sięgnąć do gwiazd. A jednak to w jakim miejscu, rodzinie przychodzimy na świat tak bardzo na nas wpływa.
        Możliwe jest wyrwanie się stamtąd. Otrzeźwienie.
        Możliwe, ale bardzo, bardzo trudne.

        1. Wszystkie kolory swiata – masz całkowitą rację. Ja z jednej strony to wiem i dokładnie myślę, tak jak napisałaś, z drugiej, mam dużo złości w sobie na to, że tak jest i może przez tą złość nie znajduję tak od razu, tak prosto wytłumaczenia. N logikę i na wiedzę chociażby ze studiów, czy z pracy ja to wiem, ale emocje targają mną trochę inne. Niczemu niewinne dzieci, które niezaleznie od swojej woli trafiają na świat cierpią bardzo, bo niby dorośli ludzie postępują tak, a nie inaczej.

        2. O, a to : możesz wszystko, to największa głupota naszych czasów.
          Od: możesz tylko tyle, bo masz nie takie nazwisko, kolor skóry, czy posag, przeszliśmy w ślepy zaułek po drugiej stronie.

          To tylko wpędza ludzi w kompleksy i poczucie winy, jeśli się nie udało. Wpędza w agresję i nałogi, jeśli ktoś w to uwierzy. Jest wiele rzeczy, których nie możemy, z różnych powodów, ale zawsze możemy próbować, bo inaczej skąd mamy wiedzieć, że akurat tego nie możemy?

          Ja mam brązowe oczy i nie mogę mieć niebieskich, choćbym bardzo chciała.

          1. Wężon raz na jakiś czas możesz, wystarczą kolorowe soczewki 😛 😀
            Żartuje oczywiście , bo w sumie to się z Tobą zgadzam , gadanie możesz wszystko ble ble ble to takie pierdole…. dla mnie 😀
            Owszem ważne jest żeby próbować , ale właśnie po to żeby poznać własne możliwości ale i ograniczenia , wtedy żyje się łatwiej i lepiej 🙂

      3. Wężon, my możemyocenić taką matkę, mamy o niej oczywiscie jak najgorsze zdanie, ale dziecko, które będzie wiedziało, że jego matka była zła, że krzywidziła je, nim sie urodziło, że już wtedy było niekochane i niechciane, będzie miał zbyt duży bagaż do noszenia przez całe życie.
        Nie wolno dziecku odbierać biologicznych rodziców, nawet, jeśli byli tacy.
        To są bardzo trudne historie i nie ma gotowej recepty na nie.

    2. wszystkie kolory swiata, trudno mi teraz, tak na sucho, odnieść się do pijącej w ciąży matki. Oczywiście, osądzam ją, jestem na nią wściekła, uważam, ze jest zła, ale obie mamy tę samą wiedzę, a Ty doskonale to ujęłaś: dzieci muszą wiedzieć, ze akceptujemy ich historię, nawet, jeśli to chlejąca matka.
      Dzięki za mądry głos.

  10. Oddawanie do adopcji ma tak samo różne oblicza, jak zachodzenie w ciążę, małżeństwo i wszystko inne – nie jest określone z góry tylko dlatego, że ma jakąś nazwę.
    Zdarzają się i dramaty – nieletnie matki, którym rodzice każą oddać dzieci, żony, którym mąż zabronił wracać do domu z kolejnym bachorem (łaskawie zgodził się, żeby urodziła), kobiety, które naprawdę nie mają warunków.
    Już nie mówiąc o tym, co działo się w Irlandii w domach samotnej matki – odbieranie dzieci podstępem i siłą.

    Ale też jest i druga strona – nie dla każdej kobiety dziecko to coś wartościowego, dla niektórych to jedynie problem. I urodziły tylko dlatego, że się bały domowych sposobów lub nie udało się poronić.
    I dzieci nie wiedzą, na jaką matkę trafią rozpoczynając poszukiwania. To duże obciążenie dla dzieci i rodziców adopcyjnych. Ja bym pewnie chciała poznać biologicznych, chociaż z ciekawości.

    Tak jak Magda znam historię o adopcji. Działo się to w średnim mieście. Dziewczyna dowiedziała się, że jest adoptowana w okresie burzliwego dorastania. I zaczęło się: nie mów mi, co mam robić, nie jesteś moją matką, mama by mi pozwoliła, mama by mnie bardziej kochała, niemalże oskarżała o porwanie, bo matka to na pewno ją chciała. Wiedziała, że urodziła ją młodo i stworzyła sobie taki romantyczny mit – że może rodzice zmusili, może chłopak nie chciał i groził odejściem, a ona zakochana się z bólem zgodziła. Rodzice adopcyjnie wiedzieli, że to niezupełnie tak, z jednej strony chcieli chronić córkę przed rozczarowaniem, z drugiej nie chcieli być oskarżani o uniemożliwianie kontaktu. Dziewczyna zachowywała się coraz gorzej, uciekała z domu.
    W końcu zebrali szczątki informacji, dali dziewczynie, ona dalej poszukała i odszukała biologiczną. Najpierw mina jej zrzedła, jak zobaczyła okolicę. Ale to jeszcze mogło pasować do nieszczęśnicy zmuszonej biedą do oddania ukochanego dziecka.
    Podeszła do drzwi, zapukała, otworzyła jej jakaś mocno pijana pani w nieokreślonym wieku. Dziewczyna powiedziała, kogo szuka, okazało się, że otworzyła właściwa osoba i niezbyt uprzejmie zapytała: czego? Dziewczyna trochę ze wzruszeniem ściskającym gardło, a trochę ze strachem gdzie trafiła powiedziała kim jest, że została adoptowana, że pani jest chyba jej matką i czy mogą porozmawiać. Na co usłyszała odpowiedź: nie po to się ciebie pozbywałam, żebyś mi tu przyłaziła, a potem już tylko trzaśnięcie drzwiami.
    I tak się wyleczyła z mitu kochającej matki biologicznej.
    Kupiła rodzicom wielki bukiet kwiatów i poszła im podziękować, że ją uchronili przed takim życiem i taką matką.
    Skończyło się dobrze, ale to uczucie odrzucenia pewnie w niej zostanie.

    Rodzice adopcyjni to też nie same anioły, tak jak biologiczni. Może teraz przy takiej długiej procedurze łatwiej odsiać tych nieodpowiednich, ale niektórzy dobrze się maskują. Znam taką matkę adopcyjną, co szantażowała emocjonalnie dziecko, co się zresztą zdarza też i matkom bio. Ale ta miała poważny argument – na każde nieposłuszeństwo reagowała, bo Cię oddam, tam skąd wzięłam i wymagała nieustającej wdzięczności.

    1. Nie chodzi o usprawiedliwianie rodziców biologicznych.
      Ale czym innym jest powiedzenie Twoja matka była pijaczką, alkohol był dla niej ważniejszy od Ciebie itp., a czym innym spróbowanie szerszego spojrzenia na całą rodzinę, zobaczenia przyczyn tego, co się stało, nie tylko w samej mamie biologicznej, ale i w jej historii, pochodzeniu. Nie chodzi mi absolutnie o żadne lukrowanie, usprawiedliwianie. Tylko o zrozumienie.
      Bardzo chciałabym takie spojrzenie przekazać naszym dzieciom, pomimo tych momentów złości na ich mamę biologiczną.

  11. Izo, ja już to kiedyś pisałam, podziwiam Cię i bardzo chciałabym kiedyś dojść do takiego momentu w życiu, żeby być tak dojrzałą osobą, jak Ty. Podziwiam Was za to, co robicie, jestem pewna, że niedługo zostaniesz jedną z najcudowniejszych Mam na świecie. Dziecko, które do Was trafi będzie Szczęściarzem! Wykonujecie wielką pracę mierząc się ze swoimi lękami, obawami. Prowadzi was miłość i to jest piękne.
    Ja nie byłabym gotowa na adopcję, tak jak pisałam wcześniej, miotają mną bardzo sprzeczne uczucia i fala obaw zalewa mnie za bardzo, nie mogłabym na ten moment podjąć decyzji o adopcji. Podziwiam Waszą bezwarunkową miłość do jakiegoś cudownego małego człowieka <3

  12. Iza, niesamowite jest to, co piszesz o tych listach. Nie wiedziałam, że coś takiego funkcjonuje. Byłoby cudownie, gdyby każde oddane do adopcji dziecko szło w świat z taką kopertą, ale to oczywiście utopia. Fajnie, że chociaż część dzieciaków ma taką możliwość.

    Wierzę, że wkrótce Ty też będziesz podpisywać się jako mama ….. (Tu wstaw imię). W usprawiedliwieniu niobecności, planowaniu, co zrobicie na przedszkolne kiermasze 😉

    Olga, pytałaś co u nas. Spokojnie na szczęście, dzień biegnie za dniem, dziewczyny rosną i są codziennie coraz bardziej niesamowite. Synu dorośleje, gada, odpieluchowaliśmy go 🙂 a przede wszystkim poprawił się stan jego skory, mniej się drapie. Jego stan jest ściśle powiązany z moim, kiedy on ma się lepiej, ja też jestem spokojniejsza. Czuję się naprawdę dużo lepiej, kolega masażysta przepędził bóle, co więcej po kilku masażach nawet ciśnienie mi spadło. Mogłoby tak być u nas zawsze… Oczywiście siedzimy „na bombie” w oczekiwaniu na powtórne badanie słuchu S. Ale widzimy, że jest lepiej, więc jesteśmy pełni nadziei, że skończy się na strachu. Poza tym młyn, początki ząbkowania, tony prania, domowe przedszkole 😉 ale jakoś ogarniam, np w sobotę popakowalam prezenty na gwiazdkę (pierwsza zasada matki wielodzietnej: masz chwilę, to zrób coś, potem możesz już nie mieć czasu 😀 ).

    1. Kas, aż zobaczyłam te tony prania; ) dobrze, że są pampery:)
      Cieszę się, że już jesteście na prostej i Ty lepiej się czujesz. I jeszcze odpieluchowałas Juniora…. Dziewczyny już będą ząbkowac? Nasza Bejbe ślini się niemiłosiernie, ale zębów nie widac:)

    1. jakoś nie spieszy mi się, mam same smutne myśli, brzuch mnie pobolewa, codziennie biorę nospę, boje się, że to „ćmienie” się rozkręci… dziś 7dpt, powinnam chyba w piątek, bo w sobotę nigdzie u mnie nie zrobię…

      1. A czemu tak późno? To nie była blastka?
        Blastkę można testować 9 dpt. Mi tak kazali, w tej samej klinice przecież.
        To już w środę możesz, a czwartek, piątek to już na pewno, nie cuduj z sobotą.

        1. szczerze to lekarz nic nawet nie powiedział, kiedy robić. Sama sobie policzyłam 12 dni. Tak to była blastka. Wiesz, zawsze myślę, jejuś jak nic z tego to wolałabym dostać okres zamiast tą betą w ryj. Zawsze czuje się jak idiotka, kompletna beznadziejna kretynka jak już mam ten wynik 🙁

          1. Tuptusiu, a dostałaś kiedyś okres mimo brania leków? Bo to różnie bywa. Niektórym leki nie hamują, inne nie dostają dopóki nie odstawią.
            Ja tam zawsze wolę wiedzieć. Może w czwartek test zrobić, może druga kreska się pojawi. 🙂

          2. raz jeden jedyny dostałam podczas brania luteiny, ale to jeszcze było za czasów clo przed in vitro. Później zawsze dopiero po odstawieniu. Martwi mnie ten brzuch, ciągle pobolewa, kuje jajnik, ciągnie w pachwinie 🙁

          3. Ciągnięcie w pachwinie to dobry znak. Jest tak jak przy poprzednich transferach, czy jakoś inaczej?

            Rób betę jutro i się nie zamartwiaj. 9dpt blastki wystarczy.

  13. Dziewczyny zadam Wam pytanie z innej bajki , bo mam sprzeczne opinie 🙂
    Jak długo po wyjściu ze szpitala z Noworodkiem siedziałyście w domy ?
    Kiedy pierwszy spacer , jak z odwiedzinami itd….
    Będę wdzięczna za podzielenie się doświadczeniem 🙂

    1. Moja siostara w tym samym tyg już wystawiala mala do cienia tak żeby nozki przez kilkanasie min były w sloncu- lekka żóltaczka. Ale ta koncowka czerwca upalnie było. pod koniec sierpnia z mala siedziała na plazy nad morzem. Znow kolezanka rodząca jakos luty to najpierw ciut do okna żeby się przewietrzyla i chyba dopiero po 2 tyg na psacery. No oczywiście mala musiala zlapac cos i tak to okno było ze 3 razy powtarzane. Ale teraz zdrowa dziewucha. Kwestia organizmu dziecka. W szpitalu słyszałam 2 tyg, ale to chyba prędzej zimy się tyczy niż 30 stopniowych upałów.

    2. Moje dzieci są z sierpnia, więc spacery praktycznie od początku. Z synem wyszłam do domu domu w pon, spacer w czwartek pierwszy, ale już we wt i śr był balkonowany. Z dziewczynami było trudniej, bo kiedy E zaliczala pierwsze spacery, S leżała w szpitalu :(no ale pytanie nie tego dotyczy. E pierwszy spacer zaliczyła przed ukończeniem tygodnia.

      Za to z odwiedzinami nie szalałam, ograniczylam się do najbliższej rodziny (rodzice i rodzenstwo).

      1. Dzięki Kas , Ty to jest Mama na 3 etatach 🙂
        Popytam jeszcze ginekologa o dobrego Pediatrę i zasięgnę opinii , chociaż też myślę że może już po tygodniu zaczniemy się wietrzyć , zobaczymy jaki będzie marzec 🙂

    3. Magda a jak nasz zamiar ze szpitala wyjść? Przecież to też będzie wystawienie dziecka na działanie powietrza:). Teraz się nie weranduje dzieciaków, tylko przy silnych mrozach i dużym wietrzenie nie wychodzi.

        1. ja rodziłam w styczniu i ostatnio w maju. W przypadku zimy wyszłyśmy na spacer dopiero w marcu, bo była zima stulecia i trzaskające mrozy, a teraz dość szybko – jak mały złapał tylko termoregulacji trochę i ja doszłam do siebie po cc, czyli po ok 2 tyg. Na początku krótkie spacerki. Co do gości, jest sezon przeziębień – 2-3 tyg wydaje mi się minimum i tylko zdrowi goście. Dość dyskusyjne sa dzieciaki, bo one przenoszą wszystko – szczególnie te złobkowo-przedszkolne. Jeszcze kiedyś miałam pisać apropos wyprawki – polecam pieluchy bambusowe, są droższe , ale fantastyczne do buzi i wystarcza dosłownie 2 szt. Mięciutkie, mogą służyć za przytulankę, kocyk, owijkę itp. Zrobiły furorę na oddziale wśród położnych.

        2. Jakbyś wyszła, a będzie w miarę ładnie, to wychodź.
          Naprawdę zbytnio się trzęsiemy nad dziećmi.
          Co za różnica, czy po 5 dniach, czy po 10? Myślę, że w 80% przypadków na świecie nikt o tym nie myśli. Jeszcze parę pokoleń i wymrzemy w tej Europie tacy delikatni.

          1. No właśnie Ja też mam takie podejście , ale wiecie mam Szwagierkę teraz rodzi , Lekarz Ona , Lekarz Tata . Zakaz odwiedzin dla wszystkich oprócz Dziadków , to jak to usłyszałam to się o spacery bałam zapytać 😛 W ciąży codziennie robię z psem minimum 8 km , a z 2-3 razy w tygodniu 12 km , chodzę na basen , ćwiczę z dvd dla ciężarnych a w 8 tc chodziłam po górach , co prawda mniejszych , ale 😛 Mija 27 tc , w sobotę 28 skończę i jak do tej pory wyniki idealne , szyjka jak u Żyrafy ,Młoda rośnie , zero plamień , czasem aż się boje że jest za dobrze . Dlatego chciałabym z tymi spacerami znaleźć złoty środek , ale chyba zrobię tak jak mówi Wężon i Kas 🙂 . Może nie następnego dnia , ale odczekam kilka i przy ładnej pogodzie zaczniemy wychodzić , w końcu Klucha to Nasze Dziecko więc coś po Rodzicach będzie miała 🙂 Niemniej Dziewczyny bardzo dziękuje Każdej za opinie , to dla mnie dużo znaczy 🙂 Ahaaa Izabela mam już pieluszki i flanelki i bambusowe , ale jakby Ci coś jeszcze wpadło do głowy to pisz , piszcie , dużo już mamy ale ciągle kompletujemy 🙂

          2. Magda, zboczenia dosięgają w każdym zawodzie.
            Też znam takich, co to dwa miesiące nikogo nie wpuszczali, sami przez miesiąc do dziecka w maseczce podchodzili i niemalże śluzę antybakteryjną w wejściu zrobili.
            Nie muszę mówić, że dziecko nie jest zdrowsze niż rówieśnicy?

          3. Magda, my w lipcu i na spacer jakos po 2-3dniach chyba. Od razu na jakies 40min. Czasami wychodzilam dwa razy dziennie. Na pewno możecie przemyśleć lub zażyczyć sobie od kogoś fajna matę piankową -jak wolicie składać puzelki to puzlową i dzidzi będzie miało od razu swój pokój, lub stałą miejscowkę to tam moze sobie lezec na stale. A jak mobilni bedziecie to warto kupic całą zwijaną. Mata edukacyjna posłużyła mi ok 1, 5-2miesiace, a Heliśku już wyturlala się kilka razy mimo boczków w macie. Piankowa lepsza, dziecko ma stabilne, nieśliskie podparcie, cwiczy srodek ciezkosci, wzmacnia miesnie itd.
            Wózek już macie? Polecam Ci poczytać o z abawkach Montessori dla niemowląt:)

          4. My mieliśmy matę edukacyjną dużą, z pałąkami z zabawkami. Przez przynajmniej pół roku Laura ją uwielbiała. Najpierw wpatrywała się w te zabawki, potem je próbowała łapać, boksowała, śliniła. Przez 9-10 pół dnia było z głowy, bo Laura na macie.

    4. Ja rodziłam pod koniec sierpnia. A mały był po 14 dniach na spacerze. A wcześniej też go wystawiałam przez okno do słońca na chwile bo miał zoltaczke fizjologiczna..ale to był koniec lata… zimą pewnie inaczej. Najpierw werandowanie trzeba będzie pewnie zaliczyć:)

  14. Betowanie – Lilią

    Taki mi strach tyłek dzisiaj obleciał jak z uporem maniaka odświeżałam stronę z wynikami.
    Dzisiaj rano o 7.00 zrobiłam badania 4dpt .
    Chyba coś drgneło, przynajmniej mam nadzieję 🙂 zresztą same oceńcie .
    Beta na dziś 0.9 ……. no nic leżę i czekam na czwartek.

        1. Nie ma żadnej różnicy. Jedynie w tym, że na sztucznym trzeba pilnować suplementacji progesteronu, bo nie ma naturalnego.

          Coś się dzieje, oby tak dalej. A skoro robiłaś dzisiaj 4 dpt, a nie 3 dpt, to nie powinnaś za dwa dni, żeby było 6 dpt, tak jak zalecają? Czy ma być 3 dni przerwy? W końcu betę zalecają badać co dwa dni.

          1. Fakt zalecenia do badania Bhcg to badanie co 48h aby kontrolować jej przyrost. Właśnie dzwonił do mnie Dr. kolejna weryfikacja tak jak jak pisałam 08.12 , ostatnio też weryfikowali w ten sam sposób.
            Zwiększyli mi porcję luteiny i od dzisiaj muszę zacząć brać tą pod język.

          2. Weryfikacja jest 3-6-9, więc się zastanawiałam, czy skoro w niedzielę nie mogłaś sprawdzić, to będzie 4-6-9,czy 3-7-10. Jak widać zostawiają trzydniowe odstępy.

    1. Lilqa 0,9 to już jest coś! Trzymam kciuki za piękny dalszy przyrost.

      Tuptuś Ty się brzuchem nie martw, mnie bolało wszystko jak na okres a już 16 tydzień w ciąży jestem:-) I nie myśl za dużo o scenariuszu świąt. 95% problemów każdego z nas rozwiązuje się samo. A tylko 5% wymaga naszej ingerencji. A nuż to będzie świąteczny zarodek:-)

    2. No Liloa, niech to bedzie dobry zwiastun i pieknie przyrasta 🙂 Kciuki zacisniete z cala moca! Mi kiedys robili weryfikacje 3,6 i 9 dpt, teraz widze pozmieniali troche. Lez i glaszcz brzuszek, niech sie Maluszek milo rozgaszcza 🙂

  15. Kiedyś jak byłam bardziej aktywna społecznie to zorganizowałam akcję zbierania na gwiazdkę prezentów w firmie dla dzieciaków z rodzinnego domu dziecka pod wschodnią granicą. Zawieźliśmy te tony rzeczy na miejsce, dzieciaków było 13 (najmłodsze 3 lata, najstarsze 17). Pytam mamę tych dzieci o to jak te dzieci sobie radzą bez rodziców. Pani patrzy na mnie i mówi ale one wszystkie mają rodziców i jeżdzą do nich na wakacje na żniwa do pracy w polu. Bo w ciągu roku to ci rodzice nie chcą ich bo już mają za dużo dzieci, a latem w polu ręce na wagę złota.. I tak ta moja szczęka leżała sobie na podłodze jakiś czas.. Od tamtej pory adopcja przestała mi się kojarzyć z sieroctwem, patologią a zaczęła z wyborem rodzica. Dobrowolnym lub przymusowym. Ale wyborem..

      1. Jak byłam dzieckiem to też mi się wydawało, że w domach dziecka to sieroty są. Ale niestety, te dzieci mają rodziców.
        Rzadko zdarza się sierota kompletnie bez rodziny. Przeważnie jakaś babcia, ciocia wezmą do siebie.

  16. Rodzajów matek oddajacych dzieci jest naprawdę wiele. Nie można uogolniac.
    Wezon opowiedzila naprawdę wartościową historię.
    Ja bym chciała poruszyć temat adopcji ze wskazaniem.
    Pisałam juz kiedyś ze mam przyjaciółkę która również miala ivf, nieudalo sie 3 razy no i wogole jest problem..
    Isia szukała innego sposobu aby zostać matka..
    Normalna Adopcja malenstwa nie wchodz w rachubę ze wzgledu na wiek i miejsce zamieszkania.
    Isia zaczela szukac w necie…
    Natrafiła na cały portal poswiecony tylko i wyłącznie hmmm adopcją, handlem dziećmi..sama niewiem
    Jest wiele ogłoszeń. Są matki w bardzo ciezkiej sytuacji które jedynie szukaja dobrego domu dla swojego nienarodzonego dziecka, sa matki które zastanawiaja się i liczą na kase…są też kobiety (słowo matka chyba nie pasuje) które urodza ci dziecko za jedyne 100tys pln. Obojętnie czy to będzie wasz zarodek czy jej. Taki brzuch do wynajecia.
    Isia zaciekawiona ostatnim przypadkiem napisała do Pani…
    Pani odpisała jej pospiesznie. Nie ukrywała że to jest jej sposob na wygodne życie. W ten sposób urodziła już5 zdrowych dzieci. Pani bardzo elokwenta, miła, kulturalna.
    Zapisy na kolejna ciaze dopiero maj 2017.
    Isia ze względów moralnych,prawnych, finansowych zaniechala tej drogi.
    Tak czy inaczej podziemie funkcjonuje.
    Ciekawe jakie listy by zostawily takie matki..

    1. Anitt, mnie interesuje, jak się dociera do takich ogłoszeń. Przecież to jest nielegalne i co jakiś czas robią łapanki. Jak dasz ogłoszenie, że oddasz nerkę, to zaraz je zdejmą.
      O ile się nie mylę, to adopcja ze wskazaniem została niedawno zniesiona, a przynajmniej był taki projekt. Za dużo nadużyć było. Już nawet nie mówiąc o kupowaniu dziecka od początku. Ale możesz wziąć pod opiekę jakąś wyrzuconą z domu nastolatkę w ciąży w zamian za oddanie dziecka. No i tacy rodzice nie musieli tych całych kursów przechodzić. Chyba tylko w rodzinie można adoptować ze wskazaniem.

      Mnie jakoś specjalnie to nie bulwersuje, a już zwłaszcza przeciwko surogatkom nie mam nic. Oczywiście, jeśli ktoś rzeczywiście potrafi nie nawiązać więzi z dzieckiem w brzuchu. Obawiałabym się tylko, że matka-inkubator nie będzie chciała oddać.
      Taki sam sposób na życie jak prostytucja. Dziecko nie cierpi, nie powinno się nigdy o tym dowiedzieć.
      Jeśli Pani robi to z własnej woli, nie cierpi i dobrze żyje to OK.
      Kiedyś oglądałam film o surogatkach w Indiach. Pary np. z USA płacą 40-50 tys. dolarów, z czego matka dostaje 1500. Trzymają je w ciasnych salach, przez całą ciążę nie mogą wychodzić, nikt ich nie odwiedza, często wcale nie chcą, ale to jedyny sposób utrzymania rodziny. I to jest świństwo.

      Gdyby surogatki były dozwolone w Polsce to już bym się chyba nie bawiła w próby ciąży. Nie wychodzi mi to. Wolałabym, żeby ktoś urodził moje dziecko, niż na odwrót – tzn. adoptować zarodek.
      Na Ukrainę nie tak daleko, ale dużo kosztuje i nie wiem, jak potem z formalnościami w Polsce. Ale gdybym walczyła o pierwsze dziecko, to poważnie bym to rozważyła.

      1. Kolezanka sprawdzala to na pocztaku tego roku. Jest caly „portal” dosc prymitywny gdzie zamieszcza sie ogłoszenia i ogolnoe robi sie swój „profil” . Kolezanka dość powaznie rozwazala opcje adopcji takiego dziecka. Nie rodzonego na zamowienie ale od matki ktora niechce pieniedzy tylko chce dobrego zycia dla dziecka. Opcja kasa za dziecko odpadala. Za duze prawdopodobienstwo oszustwa. Kontaktowala sie z prawniczka z Warszawy ktora zajmowala sie takimi adopcjami. Ciężko jest cos takiego teraz zrobic ale da sie…Czasami podaje się faceta ktory chce takie dziecko adoptowac z zona za ojca w szpitalu i wpisuje sie go w papiery. Tylko z tym tez mie jest pozniej tak łatwo.. Przepisy mega sie zaoszczyly i łatwo dostać zarzut handlem ludzi.. W ich przypqdku gorzej bo mieszkaja za granica i adopcja dziecka z polski jest narawde ciężka.
        Ogladalysmy chyba ten sam program o surogatkach w indiach… Ale tak jak piszesz na ukrainie,w rosji jes to wszystko legalne i prawnie uregulowane ale niewiem jak sie ma do tego polskie prawo.. Tak czy siak ciezki temat i malo kogo na to stac.

        1. W PL obecnie adopcja ze wskazaniem wygląda tak samo jak zwykła adopcja – czyli trzeba przejść całą procedurę w OA a i tak na koniec sąd może nie przyznać pieczy, bo dopatrzy się właśnie handlu dziećmi.
          Natomiast stwierdzenie, że w Rosji i na Ukrainie jest coś legalne i prawnie uregulowane jest chyba tak samo prawdziwe jak to, że ich prasa, radio i telewizja nie są kontrolowane przez rząd ;))))

          1. Ob. W wielu państwach jest ten aspekt legalny i prawnie unormowany. Finlandia, USA, Grecja itd..w Rosji nie jest to nowości. Niewiem jak to się ma do np polskich rodzin ale tam jest to norma. Przynajmniej tak podaja to źródła internetowe. Musiala by sie wypowiedzieć dziewczyna która caly taki proces już przeszła.

          2. Ob. oglądałam strony klinik na Ukrainie oferujących surogatki (na jednym z blogów niepłodnościowych wyskakiwała reklama) . Z opisu wygląda na to, że jest to całkowicie legalne i unormowane. Tzn. nie tak po cichu, że surogatka będzie w ciąży, a potem może dziecka nie odda, a może trzeba będzie zapłacić. Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo rozsądnie.
            Kobieta chcąca dziecko musi mieć powód. Tzn. nie może to być widzimisię pt. nie chcę stracić figury. Trzeba przedstawić badania potwierdzające, że kobieta nie może mieć dzieci – brak macicy, wielokrotne powracające poronienia itp.
            Z surogatką podpisuje się umowę pozbawiającą ją wszelkich praw do dziecka. Nie jest jego matką wg ukraińskiego prawa, tylko biologiczni rodzice. Jeśli zmieniłaby zdanie, zabiorą jej dziecko siłą. Policja zabierze, jak porwane i odda rodzicom.
            Po porodzie dostajesz metrykę urodzenia z wpisanymi prawdziwymi rodzicami, nie matką „inkubatorem”. Od razu z tłumaczeniem przysięgłym na polski. Wystarczy przyjechać i zarejestrować dziecko.
            Tylko nie wiem co dalej? Czy ktoś może się przyczepić, skąd to dziecko, skoro nie byłaś w ciąży? Czy jak są oficjalne papiery, a nawet jak się wyda, że urodził je ktoś inny, to czy mogą kwestionować coś, co w innym państwie jest całkowicie legalne? Nie zrobiłaś niczego niezgodnego z prawem?
            Chętnie bym się dowiedziała więcej, ale po pierwsze koszty są odstraszające, a po drugie mój jest absolutnie przeciw. Nie ma w ogóle szans na zmianę zdania. Gdyby to miało być pierwsze dziecko, to może by rozważył, pewnie bym go przekonała. Ale dla drugiego nie chce zbaczać na bądź co bądź skomplikowane i wyboiste tereny.
            Ale Ukraina na pewno jest uregulowana. Koleżance lekarze w klinice proponowali Ukrainę. Mają kontakty z zaufanymi klinikami i wysyłają tam czasem szczególne pacjentki.

          3. W USA zarowno adopcja ze wskazaniem, jak i surogacja sa calkowicie legalne. Znam osobiscie rodzine, ktora adoptowala chlopczyka w ten sposob (to sie tutaj nazywa „otwarta” adopcja. Zarowno matka biologiczna, jak i rodzina adopcyjna musieli podpisac umowe z agencja adopcyjna. Rodzice adopcyjni musieli przejsc kwalifikacje. Potem matka, z puli potencjalnych rodzin, wybrala konkretna, ktora jej sie spodobala. Rodzice adopcyjni zabrali Malego prosto ze szpitala. Mial 2 dni. Matka biologiczna zas, miala 28 dni na zmiane zdania. Po tym czasie, odbyla sie rozprawa sadowa, ostatecznie przyznajaca prawa rodzicielskie rodzicom adopcyjnym. Teraz ten chlopczyk ma juz 5 lat i z rodzina biologiczna (matka, ale tez dziadkami i bracmi) spotyka sie kilka razy do roku.
            Natomiast znajoma kolegi z pracy, jest surogatka i uwaza to za fajny sposob na wygodne zycie. 😉 Ona akurat rodzi wylacznie dzieci, ktore sa genetycznym potomstwem „klientow”. Ma dwojke wlasnych pociech, wiec nie zalezy jej na kolejnych. Po kazdej ciazy bierze rok „wolnego” na zregenerowanie sil, wiec ma juz umowy podpisane na 5 lat wprzod. Rodzice biologiczni pokrywaja opieke lekarska podczas ciazy oraz po porodzie, a dodatkowo slono placa za cala „usluge”. 😉 Ale wszystko odbywa sie zgodnie z podpisanymi umowami.

          4. A i tak za każdym razem jej się udaje od razu? Niesamowite. Bo wśród znajomych to nawet takie co mają 3 dzieci blisko siebie, miały jakieś wczesne poronienie. A ona tak zachodzi z każdego ivf? A jak to wygląda, jeśli się nie uda? Mają w umowie kilka prób? Zużycie zarodków z jednej stymulacji? Czy to jedna próba i jak się nie uda to jej nie płacą i idą sobie?

          5. Wezoniku, az takich szczegolow to nie znam. Podejrzewam, ze wszystko jest uregulowane umowa i zalezy od zasobnosci portfela „klientow”. Chociaz podejrzewam, ze jak kogos stac na surogatke, to raczej stac ich na kilka prob. 😉 Nie wiem tez, czy ta dziewczyna podchodzi na cyklu naturalnym czy sztucznym, bo tak szprycowac sie hormonami przez pol zycia, to chyba kiepski pomysl… Wiem tyle, ze oprocz swojej dwojki, urodzila obcym ludziom juz troje dzieci. A nastepne rodziny czekaja juz w kolejce…

          6. W PL adopcja ze wskazaniem jest już ograniczona wyłącznie do kręgu rodzinnego… Dla osób spoza rodziny dziecka ta droga jest od niedawna zamknięta.

          7. O widzisz, to dobrze mi się wydawało. Tak napisałam, że niedawno skasowano adopcję ze wskazaniem.
            Zresztą zarodka ze wskazaniem tez już nie można adoptować.

        2. Anitt, to wg najprościej, żeby to dziecko było dzieckiem chcącego je ojca. Można zrobić inseminację, albo naturalnie, a po porodzie matka oddaje dziecku ojcu, bo ma lepsze warunki, stabilną rodzinę itd. To chyba nie do podważenia? Prawdziwy ojciec, który chce razem z żoną wychować swoje dziecko z inną? Badania genetyczne będą OK. Trudno się przyczepić. Ale pewnie i trudno adoptującej kobiecie przejść kwestię dziecka z inną.

          1. Wezon, takie rozwiazanie jest ok do chwili kiedy kobieta ktora ma urodzić „wasze” dziecko jest ok. Gorzej jak jest nie uczciwa i wyczuje kase… Maz będzie płacił alimenty do usranej…chyba że sie zrzecze..no ale co zrzecze się swojego biologicznego dziecka?
            Ja jestem chyba najbliżej pomysłu z Ukrainą. Na całe szczęście to sa tylko hipotetyczne rozważania. Pamietasz moze jakie to były pieniądze? Tak z ciekawosci.

          2. Morał z tego taki ze trzeba być naprawdę bogatym czlowiekiem aby się zadecydować na taka opcję.
            Dala bym 100tys pln za urodzenie dziecka ale jezeli Te 100 tys ma sie równać jednej probie ivf która ma 30% szans powodzenia to nigdy.
            Chyba ze 100 tys bylo by dla mnie jak dla normalnego czlowieka 10 tys .

          3. Anitt, ale jak się nie uda, to chyba nie ma takich kosztów? Przecież nie ma ciąży, to nie kosztów utrzymania matki w ciąży. Nie widzę też powodu płacenia za usługę, która nie została wykonana. Płacę za dostanie dziecka, za to, że ona urodzi, a nie że podda się zabiegowi. Myślę, że koszty niepowodzenia to powiedzmy podwójny koszt ivf. Bo jakaś prowizja za zorganizowanie próby się należy, ale rekompensata dla matki nie.

          4. I właśnie o taką legalność mi chodzi. Co z tego, że w tym kraju jest to zgodne z prawem skoro w PL to zabronione 🙁
            Przy czym to przypadek w którym rodzice dziecka nie byli jego rodzicami biologicznymi. Pewnie jak się udowodni swoje geny to się mogą w nos pocałować 😉

          5. Myślę, że możesz mieć szczęście i USC może się nie przyczepić przy rejestracji. Przedstawiasz metrykę, akurat urodziłaś na wycieczce na Ukrainie i tyle.
            No tu mieli pecha, że i klinika ich oszukała. Ale wynik był okrutny.
            Ale to o tym pisałam, że tam dziecko dostaniesz, ale co będzie przy rejestracji? Chociaż przy biologicznym to nie zabiorą.

  17. Dziewczyny, pisalam, ze chcemu sie skonsultowac z prof W ze umowilam wizyte ale wiecie co mysle, ze to za szybko. Postanowilam odwolac wizyte. Wiem, ze jestem starsznie niezdecydowana, tak jak pisalam nie wiem czego chce. Chyba jednak coraz bardziej nie chce juz ivf. Ta konsultacja mialaby byc w takim razie po co? Warto na pewno posluchac madrych opini doswiadczonych lekarzy ale pod warunkiem, ze jest sie gotowym na jakies dalsze kroki, decyzje, prawda? A ja mam w glowie tylko taka mysl: zrobmy minimum tj suplementacja, zmiana bielizny na luzna etc i tyle. Albo cos samoistnie sie uda albo nie. Jedyne co jeszcze mi chodzi tylko po glowie, to zeby za jakis czas sprawdzic parmaetry nasienia (jesli bedziemy nadal chcieli) i ewentualnie jakas porada androloga ale to tez tylko w kontekscie informacyjnym.
    Troche to moze wyglada, ze sie wycofuje…bo tak jest…wycofuje sie bo juz nie mam chyba checi isc ta droga. Chce sie zajac innymi rzeczami, przestac myslec o leczeniu etc i skupic sie na tym co juz mam i cieszyc sie tym. Gdybyscie byly na moim miejscu (wiem, ze nie jestescie) i czuly na te chwile tak jak ja to dalybyscie sobie spokoj? Zaufaly swojej i intuicji i odpuscily sprawe? Wiem, miotam sie. Mam rozterki. Ale mam tez dosc.Mam ochote juz powiedziec sobie dosc i juz nie wracac do tego tematu. Przez weekend troche wiecej o tym myslalam i doszlam do wniosku, ze kolejna wizyta u tego lub innego lekarza znowu otworzy w mojej glowie myslenie o leczeniu. A ja w sumie nie chce juz sie wiecej stymulowac (szkoda mi siebie, szkoda mi czasu i energii na to leczenie). Tak jak pisalam mamy dziecko, mamy siebie, czuje , ze sluszna decyzja jest odpusic. I zostaic sobie tylko takie kroki, ktore nic nie szkodza typu suplementacja. A w ogole to czuje, ze najlepiej byloby dla mńie naprawde calkowicie zamknac ten temat bo on mi ciazy, meczy mnie. Czuje, ze doszlam do sciany, ze nie chce isc dalej.
    Za Was wszystkie trzymam kciuki i zycze Wam zeby spelnily sie Wasze marzenia.
    Przepraszam Was za niezdecydowanie, pewien proces przechodzilam tu, na Waszych oczach, to co pisalam i pisze bylo wynikiem moich poszukiwan, rozterek i pytan, ktore sobie stawialam. Ale w tym procesie nie jestem sama i liczy sie czego chcemy i co czujemy oboje. I chyba oboje czujemy, ze juz wystarczy, ze teraz trzeba skupic sie na innych rzeczach i ze to bedzie dla nas dobre.
    Dziewczyny, raz jeszcze to nie jes tak, ze to jest pozeganie i juz tu nie bede zagladac. Bo bede, tylko moze mniej intesywnie (po to zeby zlapac oddech, dystans). Ale jako, ze szczerze Wam kibicuje to bede zerkac od czasu do czasu co u Was.
    Dziekuje Wam serdecznie za wszystko i pozdrawiam cieplo.

    1. Soniu, ja w weekend sobie myślałam o tym, czy gdybym miała jedno swoje dziecko, to czy zdecydowalabym się na ten rollercoaster, jakim jest in vitro. Oczywiście nie dałam sobie jednoznacznej odp, ale łatwiej byłoby mi zrezygnować z dalszego leczenia. Daj sobie czas, pobądź z najbliższymi, może jakaś terapia żeby sobie poukładać w głowie i bardziej poczuć czego byś chciała? Nie wiem, takie luźne myśli. Macie jedno dziecko „naturalne” 🙂 może suplementy, bielizna, zwolnienie tempa i głowy od myślenia o kolejnych rzeczach do zrobienia w kwestii in vitro przyniesie upragniony cud? Trzymam mocno kciuki i dawaj znać co u Ciebie.

    2. Soniu, nie miałam okazji Ci wcześniej napisać, przykro mi, że nie wyszło tym razem. Jestem nowicjuszem w tym temacie, ale bym podobnie radziła jak Mała Ania. Posłuchałabym intuicji. Jak nie jesteś przekonana do kolejnych prób to bym na razie odpuściła. Trzymajcie się ciepło.

    3. Soniu, mi się wydaje, że póki robisz cokolwiek, nawet jeśli są to „tylko” suplementy i luźne gacie, to trudno się uwolnić od tego myślenia i trudno zamknąć temat.
      Nie pytaj, jak się w takim razie odpuszcza – nie wiem, nigdy tam nie byłam.
      Życzę wszystkiego najepszego i naturalsa z bawełny 🙂

  18. A i nie chce wyjsc na egoistke, ze tu taki post o adopcji a ja nie skomentowalam. Czuje sie malo kometentna w tym temacie dlatego nie komentuje ale Izo mocno trzymam kciuki za Ciebie i zycze Wam jak najlepiej, zeby szybko spelnily sie Wasze marzenia.

  19. Iza, post poruszający i pokazujący druga strony od innej strony. Chyba pierwszy taki wpis pokazujący matki biologiczne z innej strony jaki czytałam. Poczytałam tez komentarze i tez chciałabym dodać coś od siebie chociaż obawiam się że może być kontrowersyjne. Za każdą patologią, alkoholizmem, narkomanią, prostytucją, bezdomnością kryję się ogromna tragedia ludzka ciągnąca się pewnie od wielu pokoleń.
    Matka w ciąży pijąca alkohol jest alkoholiczką a alkoholizm to choroba którą się leczy. To nie jest kwestia decyzji od dzisiaj nie pije. Tak samo jak osoba z depresją czy z nerwicą nie powie sobie pewnego dnia dzisiaj wezmę się w garść , wstanie z łózka i z uśmiechem na twarzy pójdzie zdobywać świat. O narkomanach nawet nie będę pisać 🙂 Trudno mi sobie wyobrazić że kobieta alkoholiczka w ciąży idzie do ginekologa a ten troskliwie się nią zajmie, załatwi psychoterapie, wsparcie i odpowiednie leki i to wszystko jeszcze na NFZ. Dodatkowo państwo załatwi jej lokal w którym będzie mogła przez 9 miesięcy zajmować się sobą z dala od swojego patologicznego środowiska. Kiedyś zapytałam bezdomnego dlaczego pije i wszystko wydaje na alkohol. Powiedział że na trzeźwo nie dałby radę przetrwać takiego życia. Niestety łatwo jest oceniać jeśli samemu nie było się w takiej sytuacji. Poza tym tak naprawdę uczucia macierzyńskie przy ciążach nieplanowanych nie pojawiają się od razu. Kobiety z normalnych rodzin czują złość , rozgoryczenie i nawet czasami nienawiść do dziecka które według nich zniszczyło im życie i to uczucie czasami nawet nie mija po narodzinach dziecka.
    Poza tym brutalnie stwierdzę że ta miłość do dziecka nienarodzonego jest na tym samym poziomie co miłość jaką kobieta sama czuje do siebie. No bo fakt kobiety z normalnych środowisk nie piją i nawet rzucają palenie ale raczej rzadkością jest aby nagle zaczęły się zdrowo odżywiać czy zdrowo żyć. No bo ile kobiet dowiadując się że jest w ciąży pędzi do dietetyka, zakupuje naprawdę dobrej jakości suplementy, zaczyna przykładowo kupować ekologiczne mięso i żywność aby nie truć swojego nienarodzonego jeszcze dziecka całą tą chemią, rezygnuje z fast foodów i biega do psychologa jeśli widzi że poziom stresu jaki doświadcza może negatywnie wpływać na dziecko. No i oczywiście dba o to aby przy porodzie stworzyć sobie takie warunki aby poród był jak najpiękniejszym wydarzeniem aby dziecko przeżyło jak najmniejszą traumę porodową. Swoim komentarzem nie chciałam nikogo urazić ale chciałam pokazać drugą stronę. Z góry przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony. No i naprawdę biologiczni rodzice też potrafią zniszczyć życie swoim dzieciom wystarczy wpisać w google toksyczni rodzice bądź DDA albo DDD.

  20. My nie mamy żadnych pamiątek od matki biologicznej naszej córeczki. Za to w pamięci na zawsze wyryły mi się, przekazane nam, jej słowa „By trafiła do dobrych ludzi..” I dziwnie się z tymi słowami czuję.. My, dobrzy ludzie.. (?)
    Nie zawsze RB to patologia strasznie nie lubię tego słowa). Czasami splot różnych wydarzeń w życiu zmusza nas do decyzji, których w innych okolicznościach byśmy nie podjęli..
    „Chcieć to móc” to utopia naszych czasów.

    1. EwaJa, te słowa matki biologicznej Waszej córeczki to jest przecież właśnie taki list… Będzie ze wzruszeniem noszony przy sercu już zawsze.
      Nie jestem idealistką, wiem, ze te listy na papierze to maleńka mniejszość. Ale takie słowa, jakie Wy dostaliście, też pewnie nie zdarzają sie bardzo często?

      „Chcieć to móc” gdyby było tak zupełnie skuteczne, my byśmy wszystkie juz dawno były gdzie indziej… 🙂

  21. Post naprawdę niezwykły, zryczałam się jak bóbr.
    Może coś tam mi z tyłu głowy siedziało, ale tak chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, że po tej „drugiej stronie” może rozgrywać się dramat związany z oddaniem dziecka. Raczej byłam przekonana, że jak się oddaje dziecko to dlatego, że go się z tych czy innych powodów nie chce.
    Ale oczywiście życie przecież pisze tyle różnych historii… Izo, dzięki za przypomnienie, że nie zawsze wszystko jest czarno-białe!

    A u nas tzw. „tydzień X” się rozpoczął… Dzisiaj (tzn. poniedziałek) 13-sty i ostatni dzień zastrzyków do stymulacji, jutro Ovitrelle a w czwartek dzień wolny od pracy 😉 i „zbiory”.
    A propo zaleceń przed punkcją powiedzieli nam w klinice, że mamy przyjść 2h wcześniej, ja na czczo, tylko trochę wody mogę się napić rano.
    To nasze pierwsze in vitro. Czy myślicie, że jeszcze o czymś powinnam pamiętać przed punckją?, na coś szczególnego zwrócić uwagę te kilka dni przed lub tuż przed? Czy to może bardziej przed transferem trzeba na wszystko uważać a teraz na luzaka ;-)?

    1. Lidka jak pani pielegniarka jak cie przewiozą na sale do leżakowania zapyta czy chcesz coś przeciwbólowego to wołaj od razu 😛 bylam w szoku wkurw.. na ilość jaj i dopiero jak się zamknely za nia drzi i patrze ze każda ma kroplówke z ketonalem to rach ciach guziczek i do pani ze ja poproszę to co tamte panie po co ma się welflon zmarnować. ja po 15 min stalam na nogach i czekałam na wypis 😛
      Najwazniejsze to 6h co mowia jak mantre nie pić nie jesć nie rzuć gumy itp..
      no i weź sobie sama jakies kanapki na pożniej, bo mnie uraczyli sucha bula z plastrem sera i szynki. Zaopatrz się już w wode do picia. Bo będziesz dudlila ja przez najbliższe dwa tyg. Możesz jeść już lekkostrawne rzeczy żeby się przyzwyczaić, to też cie czeka przez 2 tygodnie 🙂
      Każda z nas chyba znosi punkcjie inaczej, nospa też się przyda, aaa i wkladka lub cienka podpaska bo daja wielkie podpachy a ze mnie jakos mocno nie leciało wiec czułam się jak bym miała pampersa. O ii skarpety 😛 ja lato 30 stopni a wełniane skarpety przywdziałam bo mi akurat zawsze zimno w nogi 🙂
      Poduszke do auta też możesz naszykować bo ja przespałam całą droge do domu 🙂

    2. Lidka, to ja Ci napiszę zupełnie odwrotnie niż Pati, a miałam już dwie punkcje.
      To tak jak przy stymulacji – każda znosi trochę inaczej. No i jeszcze zależy, czy kiedyś miałaś i jak znosisz narkozę.

      U nas nie dawali nic przeciwbólowego po. Chyba coś przeciwbólowego idzie przy usypianiu. Ale po nie pytają i żadnych kroplówek żadna nie miała.
      Po pół godzinie byłam zupełnie OK i poszłam do pracy na resztę dnia.
      Jedzenie we własnym zakresie.
      Żadnej nospy i nic przeciwbólowego nie brałam. Nie odczuwałam żadnego bólu ani przed punkcję, że niby od wielu jaj, ani po. Jakby mi powiedzieli, że nie ma żadnego, to też bym się nie dziwiła, bo nic nie czułam i nie rósł mi brzuch.
      Nie piłam więcej niż zazwyczaj. I nie stosowałam żadnej diety. Nie miałam zagrożenia hiperką.
      Nie dają żadnych podpasek, wkładki są w łazience, nic ze mnie nie leciało.
      Skarpety jak chcesz.

      1. potwierdzam, wszystkie dokładnie jak u Wężona było i u mnie, w końcu ta sama klinika. Przed punkcja tylko nie jadłam i nie piłam 6 godzin. po punkcji po pół godzinie leżenia wychodziłam wsiadałam w samochód i 550 km do domu. Jedyne co odczuwałam to lekkie ćmienie w brzuchu nic poza tym. wszystko wspominam przyjemnie 😉 po punkcji od razu coś zjadłam i to nic zdrowego 😉 skarpety mam zawsze bo zimno mi w stopy.

    3. Lidka, po prostu idź i rób co każą:) Każda klinika ma inne standardy. Mnie przyjęli o 8 a wyszłam chyba po 14, u nas po punkcji zostawiają na kilka godzin, żeby zobaczyć, czy wszystko w porządku. Miałam ze sobą dresy i męża i to był strzał w dziesiątkę, bo alternatywą są szpitalne flizeliny i potworna nuda.
      Udanych żniw!

      1. U nas leżą gazety w sali, można też mieć swoją.

        A zresztą jaka nuda, nie słyszałaś, że w inteligentnym, dowcipnym i elokwentnym (czyli własnym) towarzystwie nie można się nudzić?

        1. Wężon, czy Ty mi właśnie mówisz, że nie jestem „elokwętna” ani „inteligętna”? 😉
          Miałam książkę, ale bardzo mi nie szła. Byłam podekscytowana własnymi jajami i tym, że przeżyłam narokozę. Musiałam to natychmiast omówić w szerszym gronie.

          1. Właśnie uważam, że jesteś i dziwię się, że nie zauważyłaś, że jesteś w najlepszym towarzystwie na świecie.

            Punkcja to była moja 7 narkoza, pierwsza narkoza była 5-godzinna i nie wiedziałam, czy nie obudzę się sparaliżowana, więc taka punkcja to zieew.
            A teraz to już w ogóle wchodzę na sale taka zblazowana. Ostatnio w ramach small talk przy wbijanie wenflonu zapytano mnie na sali, po co mi szósta histeroskopia.

    4. Lidka, w N. proszą aby byc na czczo i mieć skarpety bo zawsze to cieplej w stopy jak się idzie z szatni do łóżka. Przed punkcja miły anestezjolog przeprowadza ankietę, a po budzisz się w łóżku z kroplówka i pani informuje o wyniku pobrania. Dostajesz talon na kanapkę i herbatę w barze ( darmowe) i zanim wyjdziesz do domu to masz wizytę u lekarza aby powiedział co masz brac( daje recepty) i mowi o wyniku punkcji. Ja oprócz skarpet miałam swoją koszule nocna bo ją lubię i ktoś tu na blogu doradzał i gazetę. Nie poczytałam bo nie było na leżakowaniu czasu. Ale poczytałam w barku czekając na doktora. Ja do dnia punkcji ćwiczyłam i biegałam. Bo nikt nie zabraniał. Po punkcji kupiłam tylko zgrzewkę wody i popijalam cały weekend. Tuż po punkcji maz mnie zabrał na zakupy większe do galerii i to przeżyłam bez dramatu. W sumie w klinice spędziliśmy czas od 9 do 13 z czego większość czekając na lekarza. Jedyna rada pielęgniarki: wysikać się tuż przed bo po moze trochę bolec.

    5. Lidka,
      do tego co wiesz, dodam to co ja wiem – nie używaj pachnących kosmetyków – komórki nie lubią zapachów. Musisz mieć przynajmniej jeden paznokieć niepomalowany.
      Poza tym – na luzaka. Już Ci zazdroszczę tego intensywnego, głębokiego snu 🙂

      1. Z paznokciami to nieprawda. Też ostatnio sprawdzałam. Zawsze grzecznie zmywałam. A na punkcję i na ostatnią histeroskopię poszłam w pomalowanych. Wszystko działało, nie było żadnego problemu. Oczywiście, jeśli to naturalne paznokcie ze zwykłym lakierem. Na hybrydy mogą marudzić.

  22. Iza, masz taki horyzont, że czuję się strasznym krótkowidzem. Dobrze, że opowiadasz, co jest tam, hen, hen, daleko. Ja owszem, widzę dramat. Dramat niechcianego dziecka. Pisz, otwieraj mi oczy.

  23. Obiecałam, więc dotrzymuję słowa 🙂
    Jestem po październikowym transferze ślicznej blastki 6AA. W 6 dpt sikaniec ewidentnie dodatni co potwierdził poziom hcg z 8 dpt. Leki brane na wiadra sprawiły, że wylądowałam na patologi z OZT. Usłyszałam tam kilka krzepiących słów w stylu „w pani wieku to samobójstwo”, „teraz pozostaje się tylko modlić”, „proszę tak nie siedzieć, bo pani udusi dziecko” i moje ulubione „dieta trzustkowa jest bardzo uboga – zagłodzi pani dziecko”. Cóż, patologia to była i chyba dopadła wszystkich.
    A dzidziuś rośnie, bije mu ładnie serduszko i pozostaje mi mieć nadzieję, że tak będzie już do porodu 🙂

    1. Ob, piękna mikołajkowa wiadomość. Pamiętałam o Tobie, ale nie naciskałam. 🙂
      Gratuluję. 🙂

      Który to był Twój transfer? Masz jeszcze jakieś mrozaki? Może pora opisać swoją historię, żeby nie zginęła w odmętach komentarzy.
      Tak dawno się odzywałaś, a potem miałaś taką przerwę, że nawet ja już nie pamiętam Twojej historii. I nie mam Cię na kartce. 🙂

      1. Wężon, bo ja chyba nigdy nie opisywałam swojej/naszej historii 🙂 Jedynie w skrócie do listu otwartego.
        A tak na szybko: to był mój 4 transfer. Nie mamy mrozaków, bo podchodziliśmy do AZ. Chociaż w jednej klinice nadal mają dla nas zarezerwowane 3 ładne blastki 😉

          1. Tuptuś, ale takie bóle brzucha miałaś też poprzednio, czy to coś nowego? Bo naprawdę wiele razy tu zwiastowały dobre nowiny. Zwłaszcza jeśli teraz czujesz się inaczej niż przy pozostałych transferach.
            Mogłabyś sprawdzić już dzisiaj, ale skoro wolisz później, to trzymam kciuki do piątku.

          2. miałam zawsze, tylko po krio były najmniejsze, czasem bolało tak że 3 nospy nie pomagały (bo zawsze też mam bolesne miesiączki), teraz pobolewa, raz mocniej, raz mniej, nospe biorę dwa razy dziennie. To co innego jedynie widzę to to, że schudłam, a zawsze przynajmniej 1 kg do przodu, i cycki nic nie bolą, są większe, ale nie bolą, zawsze bolały… zrobię w piątek bo chyba wole mieć zjebany weekend niż w pracy płakać…

    2. Ob, proszę, nie lekceważ tego OZT.
      Pewnie masz łagodną postać, skoro wesoło piszesz. Inaczej chodziłabyś z bólu po ścianach.
      Ja mam jak najgorsze przeżycia (nie moje) związane z odmianą krwotoczno – martwiczą OZT.
      Życzę, żebyś jak najszybciej to wyleczyła.

      1. Gaju, ja tego nie lekceważę. To mój drugi atak (pierwszy miałam po 3 transferze). Ten pierwszy też nie był jakoś specjalnie bolesny ale mam po nim pamiątkę w postaci torbieli w ogonie. Od roku jestem pod stałą kontrolą onkologów. Tym razem obstawiam jakieś podrażnienie przez tabletki (głównie etrofem – zmieniono mi na plastry) albo błąd laboratorium. Nie ma chyba możliwości, żeby enzymy trzustkowe podwyższone parokrotnie w ciągu 24 godzin wróciły do normy. W usg też nic się nie zmieniło. W badaniach brak stanu zapalnego.
        Dziękuję za troskę. Wszyscy pamiętamy Przybylską 🙁 Swoją drogą, jej zdjęcie cały czas mi wyskakuje z prawej strony ekranu.

        1. To bardzo się cieszę!
          Niestety dość często łagodna postać OZT przekształca się w ostrą i wtedy już żartów nie ma. Spędziłam 3 miesiące życia na OIOMie (na odwiedzinach) i naoglądałam się przypadków. Jak słyszę diagnozę OZT, to…
          Jeśli enzymy wróciły do normy, to chyba najgorsze za Tobą. Ciesz się ciążą!

  24. Dziewczyny mam Mikołajkową wiadomość. Pisałam już wyżej, że transferu z grudniu nie będzie, w styczniu też nie, mała szansa, że w lutym.
    A teraz wyjaśnię dlaczego. Nie jest to wcale zła wiadomość.
    Otóż dostałam propozycję udziału w programie medycznym mającym poprawiać endometrium. Będę dostawać pępowinowe komórki macierzyste. Mają przejąć być może upośledzone funkcje mojego endometrium i warstwy spodniej. Podobno w dwa, trzy miesiące ma być poprawa. Jeśli tylko zadziała, jeśli endometrium będzie się nadawało, podejdę do transferu.
    Podobno musi się udać, tylko nie wiadomo na jak długo.
    Na razie czekam na ten nieszczęsny okres, potem biorę estrofem i czekam na komórki. Wtedy odstawiam estrofem i czekam na krwawienie. Komórki muszą być podane podczas krwawienia, na jak najcieńszym łuszczącym się endometrium, żeby mogły zadziałać u podstaw. Dodatkowo będzie łyżeczkowanie.
    Tak więc znowu czekam i czekam, do tego okres się zawziął i nawet duphaston go nie sprowokował na razie. Ale przynajmniej nie czekam bezczynnie, nie będę czekać, aż coś się samo poprawi, pojawiła się szansa.
    Lekarz się śmiał, że to program specjalnie dla mnie. Właśnie takich pacjentek, bez zaburzeń hormonalnych szukają.
    Jak będzie tak dobrze, jak się zapowiada z pierwszych zagranicznych badań, to może być przełom. Prawdziwe światełko dla takich pacjentek jak ja. Kosztowne światełko. 😉

    Chyba że okażę się oporna na wszystko, będzie więcej takich upartych i będzie klapa zamiast nadziei.

      1. No musiała, musiała.
        Stwierdzili, że komórki macierzyste całkiem nieźle się sprawdzają i są wykorzystywane w neurologii, ortopedii, hematologii, a ginekologia leży odłogiem. A przecież w macicy też są komórki, które mają bardzo duże zdolności regeneracji.

    1. Wężon
      Super wiadomość, jeśli tylko jest taka możliwość to warto spróbować. Coraz szerzej wykorzystywane są komórki macierzyste w medycynie. My teraz pobraliśmy komórki i pewnie podamy je Miskowi. Mamy nadzieję że coś się U Niego zmieni.
      Tutaj odpisze na Twoje pytanie, mamy zalecone wizyty w związku z tym że to wcześniak (neurolog, neonatolog, audiolog, okulista i oczywiście bioderka wszystko do kontroli) lekarze byli zadowoleni z Mii, a i Panie Pielęgniarki też 🙂 Tylko Ja jestem zestresowana i przerażona, za dużo już wiem i za dużo przeszliśmy.

      1. Mimami, jak tak szybko wypuścili i wszystko wygląda OK, to będzie OK. Od wyjścia z Laurą ze szpitala to było tylko wykreślanie kolejnych specjalistów. Jaka to ulga jak neurolog, ortopeda, okulista, nie chcą nas już widzieć. 🙂

    2. Eh te komórki macierzyste 🙂 Ja miałam mieć nimi leczone kolana ale się nie doczekałam 🙂
      Mam nadzieję, że to właśnie jest terapia dla Ciebie stworzona.
      Tylko testu PAPPA nie będziesz mogła zrobić 😉

    3. Tak myślałam że tu jakieś kombinację się odbywają jak napisałaś że grudzień i styczeń odpadają 🙂
      Super, może kiedyś będziemy pisały: „a kiedyś na przełomie 2016/2017 taka Wężon poddała się kuracji komórkami macierzystymi i zaraz po tym w ciąży była” Taka to historia dzieje sie na naszych oczach, niemalże 🙂
      Niech ten dziad przychodzi.
      Trzymam kciuki.

    4. Dobra, to ja już nie chcę się z Tobą transferować. Chcę, żeby Ci na tych komórkach wyrósł taki gąszcz endometrium, że będziemy przecierać oczy ze zdumienia.
      Trochę mnie przeraża to łyżeczkowanie u Ciebie, ale na pewno się postarają, przecież chcą mieć wyniki i potem oferować te komórki za grube tysiące, podpierając się spektakularnymi efektami u Wężona.
      Czekam na to krwawienie razem z Tobą. Transfery, punkcje, ciąże – są emocje, ale wszystko już było, przychodzisz z prawdziwą bombą.

      1. Niebieska, od razu zapytałam o to łyżeczkowanie – czy przy skłonności do zrostów mi nie zaszkodzi, czy nie będzie jeszcze gorzej.
        Podobno nie, bo właśnie pierwszym wskazaniem jest Zespół Ashermanna, bo niektóre mają bolesne zrosty, jak przy endometriozie.
        Ale zobaczymy.
        Program ma trwać maksymalnie rok. Nie zapytałam tylko, czy mnie tak co miesiąc przy podawaniu będą łyżeczkować, czy jednorazowo. Ale co będzie to będzie. Raz kozie śmierć.

          1. Nie będzie grupy placebo. To są same ciężkie przypadki. Samo nie rośnie, na estrogeny słaba odpowiedź. Jak się po 3 miesiącach zrobi endo ponad 10, to nie samo z siebie. Zresztą mają pobierać próbki do badania his-pat, jak się ta struktura zmienia.

    5. rany Wężon ale bomba! no zajebiście, że lekarz kombinuje, coś robi ponad, ma jakieś opcje, super ! zaciskam kciuki z całych sił! 🙂
      Od razu człowiek się lepiej czuje jak lekarz coś doradzi, proponuje, ja mam wrażenie, że zawsze sama wychodzę z propozycjami a może to a może tamto, przez to mam wrażenie że mnie olewa 🙁 mój mąż na którejś tam wizycie zapytał, gdybyśmy nie mieli szans to by nam Pan wprost powiedział i nie brnął w to dalej. Powiedział bez wahania, uważam że szanse macie i to spore, gdyby było inaczej nie namawiałbym Was na to całe leczenie, gdybym nie widział tego sensu.
      Wężon niech moc będzie z Tobą! 🙂

    6. Węzon! Pamiętasz, pisałam Ci, ze wrócę do rozmowy. Otóż wracam dziś. Chciałam zaproponować, zeby zrobić z Twojego badania osobny post. To co piszesz, jest bardzo ciekawe i dające dużo nadziei. Co Ty na to, zeby zrobić o Tobie i Twoim badaniu osobny wpis? 🙂

      1. Iza, bardzo chętnie, ale może jeszcze nie teraz? Może po podaniu, jak będę mogła coś więcej napisać, jak to dokładnie wygląda. Bo teraz to nie wiem nic ponadto, co już napisałam.

    7. ohh Ty…czyta się Ciebie jak najlepszą książkę, stopniujesz napięcie po mistrzowsku. Powodzenia, wielkie kciuki.

      Iza, piękny wpis. Bardziej gotowi i świadomi już chyba nie będziecie. Wszystkie pary w moim otoczeniu, które adoptowały dziecko są bardzo szczęśliwe.

    8. Wężon,
      Czytając informację o programie w którym będziesz brała udział pomyślałam właściwa osoba na właściwym miejscu.
      Wierzę w rozwój nauki i nowinki technologiczne a kwestie komórek macierzystych poruszaliśmy sami, kiedy inne metody leczenia łokcia M nie przynosiły efektów.
      Wierze , że ta metoda okaże się zbawienna w Waszym przypadku dodatkowo dając światełko nadziei innym.

  25. OB, gratulacje! Gadaniem lekarzy i szpitala się nie przejmuj. Jak idę do IMiD na wizytę to wywołuje w lekarce stan konfuzji bo wiek, bo ivf i w dobrym stanie jestem i zagadka jak to możliwe?:-) Chciała mnie ostatnio kłaść na zapas w szpitalu bo nie chcę brać L4 i chadzam do roboty a to dla niej niepojęte. Jak jestem na wizycie to co chwile słyszę że jestem nieodpowiedzialna ze tak szybko chodzę… Tak jak niepojęte że młodsze ode mnie jęczą na wizytach a ja ciagle uśmiechnięta i wyniki tez dobre.

    Dzidziuś niech rośnie zdrowo, spokojnie żyj i nie słuchaj głupot. Nasze mamy i babcie tez były patologiczne na pewno bo nie biegały na usg, jadły co było i żyły tak jak musiały- a my przecież zdrowe jesteśmy! Trzymam kciuki za nudną ciàżę!

      1. A Magda! Czyli do końca będę tego słuchać bo Tobie jak widać mimo stanu zaawansowania nie przeszło:-) Mam teraz 2 lekarzy i jedna panikara a drugi luzak- dzięki temu jestem w dobrej formie. Żadnemu co prawda nie mowie że ćwiczę i to nie z przyszłymi mamami :-). Doszłam do wniosku że trzeba mieć trochę własnego zdania w tej ciąży bo inaczej oszaleć idzie. Szczególnie jak ktoś mi każe wolniej chodzić i wolniej uwaga wchodzić na fotel na badanie:-)

        1. Mój Lekarz też nie z tych co karzą chuchać i dmuchać .
          Na ostatniej wizycie jak zapytałam o jakieś specjalne wskazówki na 3 trymestr , to powiedział że nie ma żadnych i wszystko jak do tej pory , bo w moim przypadku się sprawdza 😀 Czasem tylko buczy jak się z usg zrywam jak poparzona że wolniej , wolniej …. 🙂
          Wendy Ja jedynie dvd mam z plytą dla Kobiet w ciąży bo rewelacyjnie wpływa na plecy , wzmacnia i ponoć przygotowuje do porodu . Na basenie normalnie pływam 3 razy w tygodniu , oprócz tego z Moim ukochanym Psem robimy kilometry , inaczej bym zdurniała 😀 Co do wolnego chodzenia , organizm sam Cię spowolni jak poczuje że coś nie tak , albo za szybko , mnie np o czasu do czasu jak przesadzę łapie kolka albo zadyszka , wtedy lekko zwalniam 🙂
          Nooo leci jak z bicza strzelił , Olga miała racje 🙂
          Za chwilę Ty będziesz w 3 trymestrze :*

    1. Sza, tak ja miałam pappa. Najchętniej nie robiłabym nic, no ale że już 35 stuknęło latek to dostałam skierowanie i zrobić trzeba.
      na usg jak to dr powiedział „wszystko wygląda dość właściwie” a w pon mam dzwonić kiedy mogę odebrać cały wynik (krew i opis usg). więc czekam.
      daj znać jak u Ciebie

      1. Ja tez robiłam pappa pomimo ze mam 28 lat. Ale chciałam miec pewność 🙂 zreszta słynna mamaginekolog z internetu zaleca kazdej kobiecie. Niezależnie od wieku. Ja dzis miałam usg w poniedziałek pappa i dzis juz wyniki. I wszystko bardzo dobrze. Zdrowe dzieciątko 🙂 i najprawdopodobniej dziewczynka 🙂

  26. Witajcie. Dziewczyny chciałam pochwalić się Wam (tak jak obiecałam Wezonowi) ze dziś przyszedł na świat Nasz Syn Antos z wagą 2630 gram. Urodzony na naszą prośbę przez CC w 35tyg. 4dni. Prosilismmy o cięcie w. Tym dniu gdyż w grudniu zeszłego roku w 35tyg.5 dni w moim brzuszku zmarła nasza córka. Jak się okazało mieliśmy intuicję gdyż Mmaly miał już węzeł prawdziwy na pepowinie. Leży teraz w inkubaatorze. Prosze Was trzymajcie kciuki za naszego Synka. Buziaki

    1. Dzema, ciary przechodzą, gdy czytam, co u Ciebie… Antoś waży tyle, co bochen chleba, a juz dostał od Was drugie życie… Dzema, bardzo sie cieszę, że masz tak silne przeczucia, i ze ich słuchasz. Trzymam kciuki za Synka. Ma Ciebie. Będzie dobrze.

    2. Dzema gratulacje. Zanim się obejrzysz bedziecie wszyscy razem w domu.
      Historia z córcia jest wstrząsająca i jak tylko pomyślę że drugim razem …to łzy same ciekną..
      Wszystkiego dobrego dla Was !!!

    3. Dżema nie wiem co powiedzieć , bo smutek z radością sie przeplata .
      Trzymam za Was mocno kciuki , teraz juz musi być dobrze , gratuluje intuicji !!!!
      Witaj na Świecie Maluszku !!!

    4. Dzema, tez nie wiem co powiedzieć od kiedy to przeczytałam. Trudna historia wyciskająca lzy… Ale teraz już musi być wszystko dobrze, nie ma innej opcji po prostu. Antos ma szczęście ze ma taka cudowna mame o wielkiej intuicji. Ucaluj Maluszka :*

    5. Dzema, miałaś cudowną intuicję. Gratulacje, że sprowadziłaś syna bezpiecznie na świat. Czemu jest w inkubatorze? Przecież jest duży i prawie donoszony? Coś już mu ten węzeł zaszkodził? Mam nadzieję, że tylko dlatego, że mają takie procedury. Życzę Ci, żebyście za parę dni byli w domu.

      1. Wezonie w inkubatorze był dla bezpieczenstwa,lekarze bali się o jego dojrzałość. Jak wszystko dobrze pójdzie. To jutro wrócimy do domku. Powiem Wan dziewczyny ze tak bardzo się boje żeby nic mu się nie stalo,ciagle sprawdzam czy oddycha. Wierzę że Jego siostrzyczka Tosia czuwa nad nim z Nieba…Tęsknię za Córcia a po tych wszystkich przejściach. Doceniamy każdy moment i ten dar jakim jest nasz Synek. Dziękuję Wam dziewczyny za te wszystkie cudowne słowa. Jestesci Kochane.

    6. Dżema, przeczytałam wczoraj i nie mogę przestać o tym myśleć. My straciliśmy synka w 40 tygodniu ciąży. U nas przyczyną był ponoć naderwany przyczep pępowinowy. Teraz jestem w 26 tygodniu ciąży i drżę na samą myśl o końcówce. Też planujemy wcześniej cesarkę. Wierzę, że z Antosiem będzie wszystko dobrze i że to, co najgorsze już za Wami. Dużo siły Wam życzę.

      1. Czytam Twojego bloga Malwo. I bardzo Tobie mocno kibivuje. Straciliśmy Nasze dzieci w czasie… wierzę że wszystko będzie u Ciebie dobrze. Macie swojego Aniolka który czuwa by tak bylo

  27. Dzema, to naprawdę niesamowite… dobrze, że tak nalegałaś. Teraz już Antek jest bezpieczny, złap oddech, bo zaraz pojdziecie do domu i będzie normalnie! Kiedy Was wypuszczą? Jak się czujesz?

  28. Odpisze tu bo tam juz ginie 🙂 Dzięki Olga 🙂 Na razie żadnej maty jeszcze nie kupiłam ani zabawek, zostawiłam to na koniec wiec na pewno poczytam, super 🙂
    Wózek mamy ale u Przyjaciółki , Ona miała jakiś wypasiony z UK sprowadzony i czeka grzecznie na Kluchę więc nowego nie będziemy raczej kupować . Pokoik będziemy urządzać w styczniu , mamy juz łóżeczko i meble 😛 Wiecie nad czym sie jeszcze zastanawiam nad takim dodatkowym łóżeczkiem „dostawką” Chicco które sie domontowuje do łóżka rodziców ,zwłaszcza w nocy przy karmieniu ponoć wygodne . Może macie jakies doświadczenie ? Nie chce brać Kluseczki do łóżka miedzy nas bo Mój M ma jakies takie sny często ze plywa w betonie np i sie po łóżku rzuca 😀 No i Nasz drugi Okruszek Pies Labrador lubi sie w nocy wcisnąć miedzy nas …. 😀 Dlatego mysle ze takie łóżeczko to moglby by być dobre rozwiązanie

    1. My mamy lozeczko jakie 30-40 cm od lozka i jest super. Czasem karmię na lezaco, ale wtedy to nie zasnę, mam taki tryb,, stand by,,, odkladam mloda do łóżeczka albo ona podsypia u nas a ja spie z otwartymi oczami; ) dostawka to jest pomysł. Nie wiem jak się odkłada dziecko do dostawki -i tak trzeba wstać i je podnieść…?! Koleżanka Ania (niech się odezwie:) miała kołyskę i zdjęła jeden bok i też robiło za dostawkę:)

        1. ja mam chicco next2me i nie oddałabym go za nic. Nie można w nim bujać dziecka, ale my nie bujaliśmy go od urodzenia i zasypia od początku sam. Można podnieść jeden bok jak dziecko ulewa i jest niezastapione przy nocnym karmieniu. Nie trzeba się nawet podnosic z łóżka. Uwielbiam go, niestety jest już małe (Młody ma 7 mies.) i musimy zmienić na normalne. Właściwie to muszę je sprzedać, gdybyś chciała kupić to napisz iza.gr@interia.pl tylko pewnie wysyłka będzie droższa. Miałam zaraz na olx wystawiać.

    2. Jak chcesz mieć dziecko blisko, to taka dostawka to dobry pomysł. Nie boisz się, że przygnieciesz, a jest na wyciągnięcie ręki.
      My mieliśmy Laurę w sypialni w łóżeczku ustawionym w nogach naszego łóżka przez jakieś dwa tygodnie. Potem dostała eksmisję do własnego pokoju, bez żadnego monitora, elektronicznej niani itp.
      Karmiliśmy ją moim mlekiem za pośrednictwem butelki, więc i tak trzeba było wstawać, podgrzewać, bliskość dziecka nic nie zmieniała. Przeważnie J. karmił wcześniejszym mlekiem, a ja siadałam z laktatorem. W nocy ją budziliśmy na karmienie przez miesiąc, na siłę. Bo wcześniaki mogą nie mieć poczucia głodu i same nie zawołają. Ale doktor zgodziła się, żeby zobaczyć, czy będzie ładnie rosła bez nocnego karmienia i na szczęście rosła jak na drożdżach.
      Tak więc ostatnie karmienie było o północy, jak szliśmy spać, ja ściągałam, koło 7 rano J. ją karmił przed wyjściem do pracy. Ja się budziłam koło 9, ściągałam i czekałam aż się obudzi na następne karmienie.
      Ani dziecko, ani konieczność ściągania pokarmu mnie nie budziły w nocy.
      Jak Laura była u nas, to nie mogłam spać. Dziecko wydaje przez sen rozmaite dźwięki, stęka, wzdycha, kwili i spać nie mogłam, tylko nasłuchiwałam. A z drugiego pokoju nie słyszałam.

      1. Pokoik Kluchy będziemy robić w styczniu , będzie grzecznie czekał , ale takie łóżeczko to super sprawa ponoć , Izabela mnie dodatkowo przekonała 🙂
        Małżonek oprócz tego że się rzuca to sen ma mocny 😛 , a Ja i tak czujnie śpię , a na początku się przyda , dzięki Wężon 🙂

  29. Liloą, trzymam kciuki za to kiełkowanie bety….
    Ob, Ty to się uchowałaś 🙂 Gratulacje!!
    Wężon, to eksperymentalne badania czy musisz płacić? Ile cykli. W ten sposób? To jest jedno podanie czy kilka?
    Mimami, to już macie swoją Mikolajkę w domu:) Taka cierpliwa jak w brzuchu? 🙂

    1. To nie jest eksperyment, tylko nowe zastosowanie istniejącego już leku. Bezpłatne. Ma trwać do uzyskania efektu, nie dłużej niż rok. Nie wiem, ile będzie podań, wydaje mi się, że co miesiąc.

  30. Mimami, wspaniale, że już jesteście w domu. Mia to silna i dzielna dziewczynka. Gorąco wierzę w to, że wszystko dobrze się ułoży i tylko tak jak Wężon będziecie odhaczać kolejne wizyty u specjalistów. W końcu karta kiedyś musi się odwrócić i u Was się odwróciła. Uściski.

    Wężon, bardzo ciekawe to, co piszesz o tym eksperymencie. Mam nadzieję, że zadziała na Twoje uparte endometrium, a tymczasem niech czym prędzej nawiedzi Cię małpa.

    Soniu, nie pisałam wcześniej, bo jakoś ciężko mi się pogodzić z tym, że się nie udało. Przykro mi… Pociesza mnie myśl, że macie synka. A natura jest przewrotna i potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie.

    Dziewczyny, teraz jest taki piękny czas na zachodzenie w ciążę, na zostawanie rodzicami. Trzymam kciuki, by jak najwięcej dzieciaczków się zadomowiło na kolejne miesiące, a te, które szukają drogi do domu, by ją jak najszybciej znalazły. Tu myślę zwłaszcza o Tobie, Izo. Będziesz mamą. Wierzę w to mocno. I to najlepszą.

    1. Hej,
      Odpoczywam, kupuje prezenty on line , zrobiłam festyn Świątecznych dekoracji w domu i hand made tiulowe pompony dla dzieci znajomych no i najwaźniejsze staram się nie myśleć za dużo. Tak już mam czasami myślę za dużo.
      Jesli chodzi o pracę nie ma opcji, kilkanaście osób do zarządzania , właściwie cały odział na mojej glowie plus klienci , problemy ,itd. można to określić zapierdziel na maksa . A ja do spokojnych nie należę.
      Mój M siłą by mnie do wyra przywiązał gdybym chciała tam iść :-).
      Tuptuś. , nie tyraj tyle i odpoczywaj. Kiedy sprawdzasz betę? Buziaki

      1. sprawdzę w piątek. U mnie może mała firma, ale tez wszystko na mojej głowie i nie ma opcji urlopu. Przychodzę do domu, zjem obiad i mogę leżeć do wieczora, zresztą uchodzi ze mnie cała energia i ostatnio po obiedzie nie ma opcji żeby nie zrobić sobie małej drzemki 😉 ale usiedzieć w miejscu to też ze mną ciężko, bo jak siedzę, to za dużo myślę i się zamartwiam.
        A ogóle samopoczucie dobre? bo mnie pobolewa od czasu do czasu brzuch.
        Leż, wysiaduj i wypoczywaj ile wlezie 🙂

        1. Tuptuś,
          Mam dobre przeczucia na ten piątek 🙂 .
          Hmmm mi Dr. sam zaproponował L4 , zanim nawet sama zapytałam, może to po lipcowych przejściach.
          W takim razie odpoczywaj ile się da , sen to zdrowie. I nie przemęczaj się za dużo. Buziaki

      2. Liloa, jak jutro zrobisz betę, to ostatnia weryfikacja znowu Ci wypada w niedzielę. To przeniesiesz na poniedziałek? Na 10 dpt?

        Już się nie mogę doczekać, o ile urosła. Niech będzie jutro koło 10.

        1. Wężonku,
          Właśnie wyczytuje z Twoich wiadomości, że się niecierpliwisz hehe
          Tak, beta jutro potem w poniedziałek bo w niedziele mają wolne. Tak to wyszło i tego się trzymam . Jak ma być to będzie.
          Zresztą wiesz , po lipcowych przejściach trochę inaczej podchodzę do tego wszystkiego. Czas pokaże. …. albo 2 kreski albo środkowy palec :-).

  31. Pati, Wężon, Tuptuś, Niebieska, Wendy, Iza dzięki wielkie za rady przedpunkcyjne i wsparcie !!!! Jesteście wspaniałe :-)))
    Sama na pewno bym na to wszystko nie wpadła!
    Dzisiaj dzień bez żadnego zastrzyku :-),
    Odezwę się pewnie niebawem, aby zdać choć krótką relację z dnia jutrzejszego ;-).

  32. Lidka powodzenia! Dziewczyny czekające na betę trzymam kciuki nieustająco, ostatnio było sporo niepowodzeń ale to w końcu grudzień, magiczny czas.
    Mój pierdzioch w końcu dał się okiełznać na badaniu, leżał grzecznie i dyndał siuraskiem, tak będzie syn!

        1. Ani się obejrzysz a brzuch Cię zacznie przeważać … szybko leci 🙂 Klucha jak zaczyna harce to potrafi tak przypakować w brzuch , albo pęcherz znienacka że ledwo zdążę do łazienki . Ostatnio gin na wizycie powiedział że mniej więcej tak jak teraz się rusza to po urodzeniu będzie podobnie z pobudkami , a Jej ulubione godziny to 1-3 rano 😀 Zdecydowaliśmy się na Agatę , ale po ostatniej nocy przechrzciłam ją na Agaciora 😀
          Macie już jakieś imie ? 🙂

          1. A to prawda. Ja się budziłam w ciazy o 5 nad ranem – musiałam otworzyć lodówkę w poszukiwaniu serka homo:). I mój syn też o 5 się budzi. Marudzi i wtedy do łóżka naszego trafia a jak go przełoże spi jak anioł hehe mały cwaniak 🙂

          2. Ja miałam wrażenie, że Laura w ogóle się nie rusza. Ledwo kilka jej ruchów poczułam, nie wyszłam poza etap lekkiego łaskotania, nie wiem, co to kopniak.
            Ale w ogóle nie miała długich okresów aktywności.
            I potem było tak samo – przez pół roku ona tylko spała. Może ze 2-3 godziny na dobę była aktywna. Wystarczyło ją gdzieś położyć i spała.

      1. Mąż fisiuje, niedawno oznajmił że jak tylko się młody urodzi to bedzie mu czytał „Wiedźmina” i wlaczal „Gwiezdne wojny” zebu przypadkiem jakiegos badziewia nie polubił… A no i najchetniej juz by lego kupował… Cudny jest!

          1. Hahah właśnie nie wiem kto chętniej tymi klockami będzie sie bawił, przynajmiej na początku 🙂
            Na tą chwilę stanelo na Remigiuszu, ale negocjacje trwają.

          2. Nasi Znajomi przy pierwszym Synu mieli dwa imiona do wyboru Wojtek i Artur , został Wojtek . Jak się zapytałam Ojca dlaczego Wojtek to powiedział że jak się urodził to cytat ” z gęby mu Wojtek było ” 😀 No i jest Wojtuś …. 🙂 plus 3 rodzeństwa ;P
            Remigiusz ładnie , skróty i zdrobnienia też ładne 🙂

  33. Dziewczyny, pytanie: czy znacie jakiegoś lekarza w Wawie, który robi badania pod kątem wykluczenia przyczepu pępowinowego? Naczytałam się wszystkich tych smutnych historii i chciałbym to sprawdzić. Malwa, o ile dobrze pamiętam Ciebie to dotyczyło? Masz kogoś poleconego? Mój dr powiedział, że takich rzeczy się nie sprawdza…Poród coraz bliżej, więc zaczynam się denerwować

      1. Właśnie przy przepływach tego nie wychwycą, tak mi powiedział…podobnie przy węźle na pępowinie, o którym pisała jedna z dziewczyn, nie jest on widoczny na usg, a jeśli dziecko jest owinięte pępowiną nie jest to wskazaniem do CC. Mam mętlik w głowie, chciałbym zrobić co tylko mogę, żeby mieć pewność, że dzidzi nic nie grozi.

        1. Borówka przepraszam że pytam , ale nie rejestruje wszystkiego , u Was ciąża po ivf ?
          Bo jak tak chyba możesz wybrać czy wolisz rodzić naturalnie czy cięciem .
          Mi gin na ostatniej wizycie mówił że przy ciążach z ivf Pacjentka ma prawo wybrać jak woli rodzić .

          1. Tak, jesteśmy po ivf.
            W zasadzie wolałbym rodzić naturalnie, bo to zdrowsze dla malucha.
            Jeśli mój lekarz prowadzący nie pracuje w szpitalu to jak np. zakomunikować w szpitalu cesarkę na życzenie po in-vitro? Trochę tego nie ogarniam…

          2. Ja też chce rodzić naturalnie , ale Mój Lekarz mówił że gdybym zmieniła zdanie to wypiszę mi skierowanie ze wskazaniem cc , a też chcę rodzić w szpitalu gdzie On nie pracuje .

          3. Jeśli zrobiliście Pappa ( a pewnie tak) to na wynikach jest info ze zapłodnienie było przez in vitro, więc w razie czego mozna zabrac ze sobą do szpitala. Magda to wiem, a Ty Borówka jakie rejony?

          4. Dzięki za info Magda, mój dr chyba uznał, że taka informacja jest zbędna :/ a uważam, że dobrze mieć wybór. Martwi mnie tylko, że lekarze nie zwracają uwagi na tak ważne informacje. Mój dr ma wszystkie genetyczne certyfikaty, a tu patrz :/ Pamiętam, że na połówkowym sprawdzał wszystkie przepływy – na monitorze były widoczne te wszystkie niebieskie i czerwone żyłki, ale skoro stwierdził, że nie bada się pępowiny pod kątem przyczepu, to na pewno tego nie zrobił. Przeraża mnie to, że nie mam pewności, że wszystko jest w porządku.

          5. Borówka, bo rzeczywiście wszyscy tak mówią, że tego się nie sprawdza w standardowych badaniach, ale dawniej nie badano też np. GBS, a teraz to norma. Przyczep pępowinowy można sprawdzić u tego samego lekarza, który robi USG genetyczne, połówkowe itd. My robiliśmy połówkowe u dwóch poleconych lekarzy. Jeden powiedział, że przyczep możemy sprawdzić ok. 26 tygodnia ciąży, drugi, że dopiero po 28, czyli przy okazji USG trzeciego trymestru. Do drugiej wersji skłonił się też mój lekarz prowadzący. Ja zapytałam wprost podczas wizyty, czy to w ogóle widać w USG, czy można to wykryć i lekarz powiedział, że tak. Nie wiem, jak jest na późniejszym etapie ciąży.
            Na temat tego błoniastego przyczepu pępowinowego są w internecie różne mrożące krew w żyłach historie. Nam wytłumaczono to w ten sposób, że w naszym przypadku był maleńki, niechroniony fragment pępowiny i synek po prostu go wyszarpał, co doprowadziło do krwotoku wewnętrznego. Błoniasty przyczep pępowinowy jest częstszy przy ciążach bliźniaczych, ale tam ciąża rozwiązywana jest zazwyczaj wcześniej i przez cesarkę. Chciałabym Cię pocieszyć i uspokoić. Tego rodzaju błoniasty przyczep pępowinowy zdarza się w kilkunastu procentach ciąż i dzieci rodzą się mimo to zdrowe siłami natury, dlatego w instrukcji porodowej jest zakaz ciągnięcia za pępowinę. Tyle wiem od lekarzy, do których chodzę. Wszyscy mówią, że mieliśmy po prostu strasznego pecha i że w położnictwie tak się zdarza. Wiem, kochana, że się boisz. Ale czasami trzeba posłuchać intuicji, nie wszystko jesteśmy w stanie sprawdzić, nie na wszystko mamy wpływ. Wierzę, że u Was wszystko jest dobrze i córcia przyjdzie na świat cała i zdrowa.

          6. Malwa, bardzo czekałam na wiadomość od Ciebie, to przez co przeszliście jest ogromną tragedią, bardzo Wam kibicuję i ufam, że wszystko będzie dobrze! Dziękuję Ci za słowa pocieszenia oraz przekazane informacje, są dla mnie naprawdę cenne. Zorientuje się czy możemy jeszcze to sprawdzić. Będę spokojniejsza.
            Buziaki dla Ciebie, pogłaskaj synka od blogowej ciotki 🙂

          7. Borowka, tez mam takie wątpliwości jak Ty. Te wszystkie historie powodują ze chciałabym sprawdzać wszystko. I boje się ze intuicji mi zabraknie i jeszcze zle wybiorę. Boje się…a im bliżej tym mniej wiem co sama bym chciała. W każdym razie strachy mam te same kochana.

      1. Dziewczyny, na wszelki wypadek możecie załatwić sobie zaświadczenie od psychiatry. Wybierzcie taki poród, jak czujecie. Jeśli będziecie chciały cc to po co męczyć się i stresować żeby tylko sprostać nie wiem czemu… Jeśli wybieracie sn to musicie się czuć na siłach, bo trudno tu przewidzieć akcję. Najlepiej w zgodzie z własnym samopoczuciem.

        1. Mi tez dr tak doradzil choć on akurat pracuje w szpitalu. Jak chcesz to wpiszemy ivf i luz, jak nie chcesz wpisac to zaświadczenie od psychiatry i nikt nie spyta, a jak masz sile (bardziej psychiczna) to naturalnie. A ja im dalej tym mniejsze zdecydowanie…Mam przed oczami te wszystkie smutne historie i tak samo jak chciałabym naturalnie tak wolalabym ‚bezpieczenstwo’ cc. A gdy nie ma Waszego dr w szpitalu to mysle ze inni zalecenia PTG tez musza znac a tam jest wymienione prawo do skorzystania z cc.

          1. Wiesz, nie mogę za bardzo się tu calkiem zdemaskować bo to dużo mniejsza miejscowość niż np. Wawa czy Krakow. Ale tak trochę na wschod od Ciebie 🙂
            Powiedz kochana, jak Ty się czujesz? bylas juz w labie na badaniu?

          2. Ana mamy te same strachy…prawdą jest im mniej wiesz tym lepiej śpisz…a my nie dość, że doświadczone przez niepłodność to świadome wszystkich zagrożeń wiemy, że pozytywny transfer to dopiero początek zmartwień o malucha. Muszę pomyśleć, czy cc jest wyjściem na te strachy, poród sn jest nieprzewidywalny, ale cc również niesie za sobą sporo powikłań dla malucha…

          3. Dla kobiety lepiej urodzić naturalnie, szybciej dochodzi siebie dochodzi ale dla dziecka….. Widziałam dzieci po cesarkach i nie słyszałam dotychczas aby były jakieś powikłania. Po naturalnych więcej słyszałam. Borówka napiszesz coś więcej?

          4. Dziewczyny czy orientujecie się jak to właśnie jest z cc na żądanie po IVF? Czy na sali porodowej można poprosić o cc powołując się na IVF czy to już za późno? Czy decyzje trzeba podjąć już dużo wcześniej?

          5. Atagad z tego co mi mówił Nasz Gin to wcześniej , wtedy On wypisuje skierowanie ze wskazaniem do cc ze względu na in vitro i się umawiasz w szpitalu na cc , bo cesarkę robisz wcześniej niż naturalny poród .
            Ja mam teraz 27tc5 dzień i na ostatniej wizycie mi o tym mówił.

          6. Atag jest sporo powikłań po cc, oczywiście nie muszą wystąpić, nie ma reguły. Chyba najczęstszym jest problem z napięciem nerwowym, dziecko nie przeciska się przez kanał rodny, więc jego mięśnie się nie rozluźniają, może to powodować problemy z mówieniem, chodzeniem itd. Oczywiście rehabilitacja jest tu bardzo pomocna i może zniwelować to powikłanie.
            Decyzja o SN czy CC jest bardzo trudna…poród SN również może być powikłany i to dużo groźniej niż po CC. Sama nie wiem co robić, od początku stawiałam na SN, bo skoro ciąża przebiega dobrze to może warto zdać się na naturę, ale mam coraz więcej wątpliwości…

  34. Dziewczyny mam pytanie.
    Jestem dziś po pierwszej wizycie przygotowującej do in vitro. Będę miała długi protokół, leki zaczynam brać za 3 tyg.
    Zacznę od tego, że nie leczę się w Pl.
    Czytam Wasze komentarze długo i dzięki temu wiem jak to wygląda w Polsce.
    Po dzisiejszej wizycie okazuje się, że tu jest zupełnie inaczej. Jestem tym trochę przerażona.
    Po pierwsze dawno (od marca tego roku) nie miałam robionych żadnych badań, hormonów amh itp. i na tą chwilę nie będę miała. Nikt nie sprawdził jak wyglądają moje jajniki na początku cyklu.
    Punkcja nie będzie w narkozie, tylko na „głupim jasiu” plus znieczulające zastrzyki podane w ścianie pochwy (na samą myśl jest mi słabo). Będę w stałym kontakcie z zespołem pobierającym komórki.
    Jest jeszcze sporo czasu zanim do tego dojdzie, ale nigdy wcześniej nie słyszałam o takich metodach, może któraś z was jest w stanie coś podpowiedzieć?

    1. Martyna, masz tendencje do torbieli bądź policystyczne jajniki? warto sprawdzic wtedy przed rozpoczeciem cyklu. Moze na dlugim protokole sie nie sprawdza?! Co wy na to?
      Z jakiego powodu ivf?
      Punkcją po głupim jasiu czyli tabletce, czy płytkie znieczulenie? Narkoza klasyczna to tylko w szczegolnych przypadkach.
      Nie martw się na zapas. Na pewno wiedzą co robią.

      1. Borówko leczę się w Danii,

        Olga nie mam tendencji do torbieli ani policystycznych jajników, „jedynie” podejrzenie torbieli endometrialnych na obu jajnikach. Jestem po 3 IUI, dalszym krokiem jest IVF.
        Co do znieczulenia to mam dostać coś, co spowoduje, że będę lekko skołowana ale przytomna i w kontakcie z personelem, nie wiem co konkretnie.

        Staram się im ufać, ale mają inne podejście do leczenia niż Polacy, wiele aspektów często lekceważą, nie wnikają, nie analizują, może stąd moje obawy i czujność.

        1. Hej ja sie leczylam w UK i tak tutaj jest mniej tego wszystkiego,ale ja jestem bardzo zadowolona,wiedza co robia poprostu nie ma tyle zachodu co w Polsce.Jesli chodzi o te miejscowe znieczulenie nie jest zle,nic nie boli jestes swiadoma ale tak jakby nieobecna,wiec nie ma sie czego bac wez sobie tylko nospe na pozniej jak wszystko pusci.Mi sie udalo za pierwszym razem a tez,myslalam,ze tego nie robia temtego ,poprostu maja tu inne zasady.
          Dodam jeszcze,ze poznalam tutaj jeszcze kila dziewczyn ktore robilo IVF i 4 sie udalo za pierwszym razem z roznymi przypadkami.Wiec glowa do gory musisz im zaufac jesli sie zdecydoowalas robic to w innym kraju.

      2. Ja zawsze miałam dlugi protokol i obowiązkowo sprawdzali usg na początku (w roznych klinikach) z notatkami co tam na jajnikach jest. Nie zapomnę tego bo zawsze pięknie w ‚okres’ wypadalo wiec extra badanie. Ale tez nie znam standardow za granica wiec mysle ze wiedza co robia. Komus trzeba zaufac. A pozatym leki-tzn antykoncepcje?? zaczynasz brac za 3 tygodnie? Jeszcze maja czas sprawdzić i pewnie zrobia to na początku stymulacji bo wtedy to ważne. Ja za pierwszym podejściem miałam badania porobione i wydaje mi się ze ot tak żeby zaplacic, bo leki nie były jakos dopasowane pod np. za wysokie amh. Dopiero za drugim ktoś na to popatrzyl dokładniej. Nie martw się, mysle ze tam tez sa fachowcy i wiedza co robia 🙂

        1. Tak właśnie słyszałam, że wszędzie sprawdzają przed stymulacją ale nie tu. Mnie to ominie, dostałam już rozpiskę na leki, co kiedy zacząć a następna wizyta dopiero na 17.01. na podgląd pęcherzyków.
          Będę w Pl na święta, więc może dla własnego spokoju wybiorę się do ginekologa na sprawdzenie.
          To co będę stosowała to suprecur spray do nosa tj odpowiednik polskiej bursereliny tyle co znalazłam w necie:
          buserelina – środek przeciwnowotworowy o aktywności anty-androgenne (zmniejszone stężenie we krwi męskich hormonów płciowych), antigonadotropnym (hamowanie produktem gonadotropinyhormonów przez przysadkę mózgową), anty-estrogen (efekty tłumienia wywołane przez estrogen) działania.

          Lek jest syntetycznym analogiem hormonu uwalniającego gonadotropinę, którego zadaniem jest stymulowanie przysadki własne gonadotropin – luteinizującego oraz hormony folikulotropowego, zapewniając pracę pełną skalę układu rozrodczego ludzkiego ciała.

          1. Martyna nie wiem czy będąc na Twoim miejscu konsultowalabym sie z lekarzem w PL. To że w Danii leczą inaczej nie oznacza ze gorzej, chyba ze masz takiego lekarza w PL ze ufasz mu w 100% i wiesz że ma dużą wiedze. Bo co jesli trafisz na gamonia co Ci tylko w glowie namiesza?
            To pierwsze in vitro, daj im szanse.

          2. Anett pójdę tylko sprawdzić czy pękł pęcherzyk i czy jajniki czyste.
            Nawet nie zamierzam mówić o IVF bo wiem, że mogą mi w głowie namieszać. Dzięki za troskę 🙂

    2. Hej Martyna, w Polsce punkcja bez narkozy też jest możliwa – na życzenie. Nie jestem tak na 100 proc. pewna, która z nas, ale chyba to Sonia tak miała. Nie narzekała (jeśli pomyliłam osoby, to przepraszam, ale na pewno któraś z nas prosiła o punkcję z głupim jasiem i taką dostała).

      1. Liloą czekamy 🙂 kciuki &&&

        swoją droga ależ Wy macie fajnie z takimi laboriatoriami, że tak szybko wyniki dają, nie to co u mnie albo tego samego dnia wieczorem albo następnego! :/

          1. masz rację. masz całkowitą rację, głupek ze mnie. wszystko dlatego, że mam złe przeczucia, znam tylko smak porażki, bałam się, że w pracy nie dam po sobie tego ukryć.

          2. Tuptuś przestań z tym smakiem porażki , nie pamiętam która z Anett czy Anitt też walecznie w białych majtkach na okres czekała , a to już genetyczne usg za nimi …
            Dopóki piłka w grze …

          3. Boje się go jak cholera, nigdy nie wyszedł a zaraz po nim przyszedł okres. To chyba taki „wywoływacz” jest. Chyba statystyka nie przemawia na moją korzyść więc drżę na samą myśl…

  35. Borówka odpiszę tu, ja mysłam o szpitalu na Starynkiewicza. Będę starała zapisać się tam do szkoły rodzenia to bardziej zgłębię temat. Na razie sugeruję się opiniami internetowymi i znajomych, choć odległosciowo bliżej mam choćby Żelazną czy Inflancką.
    Zanim zaszłam w ciążę myślałam o CC, że prościej, mniej stresu- teraz jeśli będzie mi dane wybierać wolałabym SN.
    Nie wiem czemu mi się odmieniło, tak czuję po prostu, choć nie wykluczam, że za 2-3miesiące znowu mi się odmieni.
    Liloą czekamy razem z Tobą, niech strzela w górę.

    1. Też słyszałam dobre opinie o Starynkiewicza, chociaż ja wykluczyłam ten szpital z dwóch względów: po pierwsze studenci (wiem, że gdzieś muszą się uczyć i obserwować, ale ja nie będę się czuła komfortowo w takiej sytuacji ;)), po drugie brak możliwości porodu naturalnego w różnych pozycjach (też nie wiem jak mi będzie wygodniej, ale chciałbym mieć różne opcje).
      Tak szczerze na Żelazną się nie nastawiam za bardzo, zobaczymy jak będzie.

      1. A widzisz co do studentow to właśnie ja mam odwrotnie, bariery wstydu pozbylam się już dawno, zresztą myślę ze przy ogromnym bólu bedzie mi wszystko jedno a czesto to wlasnie studenci, jeszcze nie „spaczeni” zawodem sa najbardziej pomocni i mniej rutynowi.
        Co do drugiego zarzutu to na stronie czytałam że są różne opcję wyboru pozycji, ale byc moze tylko w teorii.
        To co mnie przekonuje to III stopień referencyjnosci szitala i podobno świetny zespoł neonatologiczny.
        Warunki podobno PRL ale do Spa nie jadę.

          1. Aż glupoo mi pisać bo to jeszcze tyle czasu… połowa maja.
            Choc wiadomo zleci, na wiosnę czeka mnie jeszcze remont, potem kompletowanie wyprawki więc teraz jak mam czas to o tym myślę, zeby potem nie oszalec ze wszystkim na raz.
            No i jeszcze auto chcemy kupić, ja mam prawko ale nie jeżdżę wiec jeszcze na dodatek nauka jazdy mnie czeka. Na deser 🙂

          2. też mam prawko i nie jeżdże, zaczęłam próbować i okazało się że jestem w ciąży – no i odpuściłam, bo mnie to bardzo stresowało. w efekcie nie jeżdże nadal. co do studentów to ja osobiście polecam, właśnie studentka wykryła mi spadek tętna dziecka i zaalarmowała położną i lekarza. przyspieszyło to cc.

          3. Anett dobrze, że już teraz o tym myślisz! Potem będziesz miała na głowie tyle rzeczy, że zabraknie Ci czasu na wszystko, wiem po sobie 😉 a czas leci jak szalony, dopiero betowałam, a tu bum i 9 miesiąc ciąży.

    1. Piękna beta. A imię jego 40 i 4. 🙂 Będzie synek. ;0

      A niby ma się podwajać co 48 godzin.

      To potwierdza, że jak coś ma się dziać, to i 7 dpt będzie pięknie widać. Już i sikaniec by wyszedł.

      To teraz spokojnie możesz czekać do poniedziałku.

    2. Dzisiej 7dpt .
      Tylko zastanawia mnie estradiol bo jakiś taki niski 220 tylko a poprzedni był ponad 2000 tys .
      Dzwoniłam do kliniki ale wykluczyli pomyłkę w lab. Czy któraś wie o co chodzi?

          1. Z tego co wiem estriadol rośnie jak rosną jajka/jajko , po pęknięciu spada a rośnie progesteron , tak to działa na naturalnym cyklu , na stymulowanym pewnie rośnie mocniej .
            Na moje oko jest w porządku 🙂
            Ps. U nas przy wysokiej Becie właśnie jest Córeczka , więc może faktycznie będzie Elza 🙂

          2. Ja jak miałam IUI to lekarz mi tłumaczył że estradiol zaczyna spadać już tuz przed owulacją i zaczyna rosnąć progesteron. Ja nigdy estradiolu nie mierzyłam po transferze. Jest dokładnie tak jak pisze Magdanr2 jak rosną jajka to rośnie estradiol a po punkcji to chyba nie ma już z czego rosnąć.

    3. Woooooooow! 🙂 🙂 🙂 Kochana, to jest naprawdę duuuuużo pewniej niż ostatnio. U mnie 6 dpt było wtedy 38 z haczykiem. I dr przez telefon kazal szampana otwierac bo takie wysokie bety pięknie całej ciąży wroza. Najwyzej będziesz zygac dużo jak ja 😛 Ale extra!! Az się splakalam jak przy własnej becie. Estradiolem się nie przejmuj bo nie mialas stymulacji, nie było tylu pecherzykow to i estradiol musi być nizszy dużo. Sciskam Cie najmocniej ale i delikatnie bo jesteś już Ciezaroweczka :*

      1. Ja też się popłakałam, a Stary na zawał przez telefon mi prawie zszedł bo wyłam na powitanie.
        Jeśli chodzi o źyganie to szczerze to mnie grzeje ….. dla tego Cudu mogę wszystko.
        Ściskam i jeśli dasz radę, bo chyba mamy do siebie blisko , zapraszam 🙂 może uda nam się kiedyś spotkać.

      1. Ja tam nosze caly czas poduszke haha żebym przypadkiem nie wyrżnęła orła na śliskiej nawierzchni 😛 Jak będę pewna co i jak to dam wam od razu znać, najpierw musze się upewniec żeby później nie odkręcać i nie mącić 🙂
        A na razie wracam do kuchni o 8 rano miałam gotowe pizzerinki dla M. Ciasto miodownik przekładane budyniem i powidłami już gotowe, pasta z makreli prawie gotowa, jeszcze zupa i coś na obiad musze zrobić a dopiero 12,30 🙂

          1. W sensie Termomix? W nim to ja wyrabiam, chociaż poległ na wyrabianiu ciasta na miodownik i musiałam sama ugniatać, paste tez sama a zupe to wsio do gara co pod ręką, bo ta cukinia placze do mnie jak otwieram lodowke bo tak leży i leży, no a M obiad bez miesa to nie obiad, ehhh zgłupieje.

          2. Tak Thermomix,
            Ten przepis na miodownik ostatnio często się przewijał i mnie kusił . Ale mi smaka narobiłaś. ……
            Mój M na szczęście wciągnie wszystko co zrobię a nawet jak nie zrobię to i tak coś wciągnie , co mu pod rękę w lodówce podleci hehe

          1. Magda też o tym pomyślałam, najpierw wysciskam a potem wymyślę karę.
            Ja po zrobieniu domowej pizzy przyznaję sobie gwiazdke Michelin ale tu widze czysta rozpusta.
            Szanuje 🙂

  36. No jestem w końcu z wieściami. Chłop jak dzwon nam rośnie. 13 cm długości, wyglada jak Miś Uszatek i łapkami podobnie pozdrawia. Czyli beta wysoka wróżona na córkę a tu synio mamusi. Mąż to wiecie na pewno że oszalał 🙂 a ja muszę to przetrawić jeszcze bo jakoś synia nie brałam pod uwagę:-) .

    Liloa gratulacje! Będziesz mamą!!!!

      1. Patrz Anett, transfer tego samego dnia miałyśmy i synków obie będziemy miały – w sumie mam takie poczucie że będą jak bracia:-) z innych dzielnic ale z taką samą historią poczęcia. Termin tez pewnie mamy podobnie w połowie maja:-)

    1. Witaj w klubie Wendy, super 🙂 Moj Synek tez dzis znowu na dowod wypial siuraska a wczesniej taki skryty byl hehe. I tez wszyscy wrozyli dziewuszke a tu niespodzianka. A zobacz-Synusie zawsze sa mamusiowe, choc ja tez bylam zdziwiona troche 🙂

  37. Liloa !!!!!
    Jak ja sie cieszę!!!!
    Wspaniałe wieści. Super że zrobiłaś przerwę i wrocilas ze zdwojona siła!!
    Dziewczyny mam Problem..chyba..
    Ana,dziewczyny z cukrzyca w ciazy…
    Jakie sa objawy cukrzycy?
    Mi ostatnio duzo chce sie pic. Woda w nocy znika z butelki, pije jak wielbłąd. Mam dziwny posmak w ustach..
    Jak było u was?

    1. Anitt, spokojnie, juz Ci pisze co wiem. Objawem jest pragnienie ale moze w ciazy wiecej pic potrzebujesz poprostu? Ja bym poszla na krzywa cukrowa jesli u Was da rade tak isc? Oddajesz krew na czczo, pijesz 75 g glukozy i po 1 godz i 2 mierza cukier. A slodkiego duzo jesz? Ooo mam pomysl. Da sie tam u Was zdobyc glukometr? Np w aptekach, przychodniach? Albo od kogos pozycz i pomierz cukier po godz od posilku. Max do 120 to ok. A na czczo rano do 90. Bedziesz miala jasnosc. Ciaza maskuje objawy cukrzycy dlatego u nas wszystkim badaja ciezarnym. A u Was nie? Mam nadzieje ze Cie to ominie ale lepiej swiadomie z tym walczyc kochana niz nie wiedziec. Pytaj o co chcesz jakby co.

      1. a właśnie jak to jest z tą cukrzyca ciążową? Czy można mieć cukrzycę ciążową i mieć poziom cukru na czczo w porządku oraz zero cukru w moczu? Czy cukrzyca ciążowa ma zupełnie inne objawy niż zwyczajna cukrzyca typu 2? Ja mam zagrożenie cukrzycą więc z uporem maniaka co miesiąc robię badania glukozy na czczo. Czytałam też że jak komuś już wychodzi na czczo podwyższony to nie robi się obciążenia glukozą. Słyszałam też że warto się przygotować do tego badania z obciążeniem bo słyszałam że jak dzień wcześniej zaszaleje się z cukrem to wyniki mogą wyjść złe. Prawda to?
        No i samo to badanie z obciążeniem. W Polsce robi się wszystkim a już w innych krajach odchodzi się od tego i robi się tylko kobietom z podwyższonego ryzyka. Podobnież jak ma się cukrzyce ciążową to widać po dziecku bo duże więc nawet bez tego badania lekarz jest w stanie wykryć cukrzycę. Naczytałam się i mam mętlik w głowie.

        1. W PL uznaje się, że jeśli choć jeden z trzech pomiarów jest powyżej normy nawet o jeden to jest to cukrzyca ciążowa. Normy są inne niż dla reszty populacji. Wynik na czczo nie może być wyższy niż 90.
          W pierwszej kolejności stosuje się dietę, jeśli to nie pomaga w ruch wchodzi insulina.
          I tak, można mieć wynik na czczo w normie a resztę wyjechane w kosmos i wtedy jest to cukrzyca. Samo sprawdzanie na czczo niczego nie wyjaśnia.

    2. Jak coś to pisz pojde do kolejnej apteki haha po glukometr i ci przesle 😛 A może jak od razu nie krzywa to chociaż w przychodzni jak masz tam możliwość to zmierz sobie cukier na czczo i godzine po sniadaniu cyz jakoś tak jak ci będzie wygodnie, tylko nie jedz na sniadanie pączków 😛

    3. Anitt mi sie od poczatku strasznie chce pic , w nocy potrafię z 2 szklanki wody wypic , a glukoza i krzywa książkowa. Nie martw się na zapas , zrób badanie jak radzi Ana , ale na spokojnie 🙂

    4. Mnie tragicznie suszylo w nocy. Piłam butelkę i wciąż miałam suszę w buzi. Ale teraz mimo diety wciąż to odczuwam, ale fakt dużo mniej.
      Ale to nie jest wyznacznik więc tym się nie sugeruj.

  38. Dziewczyny, czy ktoras z Was brala lek o nazwie Letrozole/Femara podczas stymulacji?? Miala dzis wizyte u lekarza zeby omowic nieudane ivf. Powiedzial mi, ze przy nastepnej probie beda mi to podawac, zeby obnizyc poziom estradiolu. Tym razem juz 8 dnia stymulacji mialam poziom 10,000 a wszystkie komorki byly jeszcze male i dlatego tak mocno obnizyli mi dawke gonalu f. Probowalam coz znalezc w internecie o tym leku, mam mieszane uczucia. Niektorzy pisza, ze moze spowodowac jakies wady rozwojowe :/

    1. Superaneczka ja miałam ale to było to przestymulowanie, brałam 1,5 miesiąca metformine od 3-5 dc lamette od hmm teraz już nie pamiętam 4-9 dc Puregon 75 i było sporo jaj niestety przy pcos było dużo pustych, ale to pcos wina. Zawsze na lamecie 3-5 dc i menopur 75 w 4 i w 6 dc 75jm, miałam nawet przy normalnej stymulacji 2 -3 jaja i jakies 2 jeszcze które dojrzewały. Bez ledwo co jedno się pojawiło. Słuchaj lekarzy gonadotropinami zawsze ząrzą podbić jaja ale najpierw trzeba je naprodukować 🙂

  39. Dzieki dziewczyny. To moje pragnienie pojawilo sie od jakis 2 tyg. Teraz jestem w 21tc. Wizyte u swojego doktorka mam za tydzien wiec jak mu powiem to napewno mi zleci te badania.
    Do zwyklej przychodni niechce narazie isc bo panuje u mas jelitowka i wogole boje sie ze jakies „gown” przywloke do domu.
    Neznam tutaj nikogo z cukrzyca wiec samodzielna akcja odpada.
    Macie w ciąży podwyzszony puls? Ja ostatio czułam mega bicie serca. Myslalam ze mam nadciśnienie ale na szczescie wyszlo ze z cisnieniem ok qle puls 105. Normalnie mam teraz kolo 80 ale czasami serducho zabije szybciej.

    1. moja siostra miała/ była w tzw. ciąży cukrzycowej. Badała krew 5 albo 6 razy dziennie, wszystko notowała w notesie, była na ścisłej diecie, bardzo jej przestrzegała, Maja urodziła się całkowicie zdrowa, ani Jej ani mojej siostrze cukrzyca nie została. Jak ręką odjął 🙂 Wody chyba też dużo piła. I tak zaczęło się, że zrobiła krzywą cukrową.

    2. A zapytaj w aptekach, u nas by Cie poratowali za darmo. Mi obca pani z apteki zalatwila od swojej corki 3 opakowania paskow i glukometr za darmo bo jej po ciazy zostalo. Chciala ciezarnej pomoc-zlota kobieta 🙂 Mozna kupic tez w necie glukometr ale troche kosztuje. Z pulsem to tez mam cyrk. Nawet po pierwszej punkcji chcieli mi dac leki bo lezac mam 105 ale zrezygnowali. W ciazy wogole jest podwyzszony. Ostatnio jak sie zle czulam to mialam chwilowo 140,taki moment. A u dr zawsze ze 105. Za to cisnienie dla rownowagi mam zawsze niskie np 95/70.

      1. W ciąży niskie ciśnienie to norma. Mi ostatnio endo jak mierzył wyszlo 68/48, powarzał pomiar bo myslał ze mu sie sprzęt zepsuł 🙂
        Na szczęście to była jednorazowa akcja, ani wczesniej ani później az tak niskiego nie miałam.
        Na to nie ma leków, jedynie co wazne to żeby sie nawadniać.
        Stąd częste omdlenia przy ciąży.
        Skoro wizyta za tydzień to nie ma co panikowac, poczekaj na skierowanie i po badaniach bedzies miała jasną sytuację.

    3. Anitt, a ja mam z kolei koleżankę, która i w pierwszej i drugiej ciąży miała cukrzycę i dietę miała w nosie (jedna z tych osób, którym ciąża przyszła na życzenie). Ona lubi jeść i basta, co odbija się na jej wadze, a dzieci ma zdrowe. Oczywiście nie popieram takiego podejścia, ale widać nie wszyscy się przejmują. Jeśli faktycznie nie masz możliwości zbadania poziomu cukru na tą chwilę to może delikatnie zmień dietę, żeby nie szkodzić w razie czego i biegnij, szybko jak się da, zrobić krzywą cukrową.

      1. Dzieki dziewczyny za rady. Zmienie troche diete. Nie bede poc sokow i wogole poczytam na ten teat trochę. Napewno nie zaszkodzi. Do czwartku szybko zleci. Czasami wam zazdroszczę mieszkania w pl. Za granica sa inne zwyczaje, obyczaje. Zreszta juz nie raz o tym pisałam. Cos ostatnio mam jakieś gorsze dni. Czekam a tego wyarzonego silnego kopniaka i nic 🙁 rybka pływa, czasami ogonkiem zamerda i tyle. Jest 20tc+1dz. wiec mam jeszcze chiwle aby to poczuć tym bardziej ze tluszczyk na brzuszku tez jest ale nie zmienia to faktu ze tak bardzo bym chciała poczuć moją małą księżniczkę.

        1. Anitt , Ja na początku też czułam „jakby mrówki mi po brzuchu chodziły ” , potem mocniej a dopiero gdzieś od 2 tygodni czuje poważne kopniaki , czy przepychanki , czyli jak Młoda weszła w wagę ok 1 kg .
          Zleci szybko zobaczysz … ani się obejrzysz a będziesz miała bonanzę w brzuchu 🙂

        2. Wlasnie Anitt tak w nocy myslalam jak spac nie mogłam ze chyba dopadly Cie takie dni nieciekawe. Sprobuj się nie przejmować na razie, popatrz-nic nie stwierdzili poki co a może to zwykle objawy ciążowe. Jak nawet nie to Ci doradzimy i damy rade 🙂 Z kopniakami to ja jeszcze nic nie czułam (naprawdę NIC, nawet rybki) w 21 tygodniu. Na usg Maly fikal az dr się smial ze ja nic wogole. I jak siedziałam myslac jak to wieczorem po usg to dostałam te 3 kopniaki na pociechę. Radosc az ze lzami 🙂 Wiec nie ma reguly. Im dalej tym tez latwiej nie jest. Mnie bolał brzuch przedwczoraj az chodzic nie mogłam, już plakalam ze nie wiem co się dzieje. Nie chciałam histeryzować na IP wiec wylezalam. Potem miałam wyrzuty sumienia ze czekałam. I mnie wczoraj dr zbrukal ze bez skrupułów reagować,dzwonic. Sprawdzal długo z każdej strony ze niby ok (choć napięte) ale lezec musowo. I zebym wytrzymala do końca roku bo on już ma stresa. To ok czy nie ok? Jak kaze dzwonic w razie czegokolwiek? Ehh Anitt, tez się boje…nie jestem gotowa… Infekcja do tego jakas. Ale już nie smece, wyzalilam się-musi być dobrze. Na dniach poczujesz Ksiezniczke i rozgonisz wszystkie smutki 🙂

          1. To mnie pocieszyluscie dziewczyny. Na tych aplikacjach ciazowych juz od 18 tc mi wypisuja ze zaczynam czuć ruchy itd.. Niby wiem ze kqzda kobieta jest inna, kazda ciaza jest inna itd ale teoria teoria a praktykq praktyką.
            Ana kochana, jestem pewna że doczekasz do terminu porodu. Moze takie strachy na lachy.. Dbaj o siebie. Musimy odpedzac zle myśli w te szare pochmurne dni.
            Całusy dla was dziewczyny i dla waszych szkrabow.

          2. Ja też wyczekiwana ruchów od 18 tygodnia i się martwilam i jak pierwszy raz poczułam to aż mi jabłko z ręki wypadło na ziemię bo tak się przestraszylam 😉 a akurat je konsumowalam. A potem było długo nic z ruchami i już nerwy i w sumie tak porządnie to poczułam 23-24 tc.

  40. LILOĄ gratulacje!!!, wspaniale czytać tak dobre wieści.

    Nasza punkcja przebiegła całkiem bez problemowo, tylko podbrzusze potem przez prawie cały dzień bardzo bolało. Nie obyło się bez tabletek przeciwbólowych. I jakoś brzuch trochę napęczniał. Ale teraz już jest całkiem dobrze.

    W skrócie wyglądało to tak, że zostaliśmy zaprowadzeni do małego pokoiku z łóżkiem, gdzie przebrałam się w szpitalne flizeliny (Niebieska, bardzo mi spodobało to określenie :-)), nawet skarpetki dostałam, i nie za bardzo chcieli, żebym swoje cieplutkie ubrała ;-). Najpierw kroplówka z antybiotykiem, potem jakaś izotoniczna i po przewiezieniu na salę do punkcji wstrzyknięto znieczulenie. Cały czas byłam przytomna i widziałam co się dzieje, tylko czułam się otumaniona. Nawet czasem coś zabolało. A po zabiegu leżenie i śniadanie. Mąż oprócz samego zabiegu cały czas dotrzymywał mi towarzystwa :-).
    Na koniec rozmowa z lekarzem…

    Udało się pobrać 12 jajeczek, jutro rano będą dzwonić ile z nich się zapłodniło. Ach, już mógłby być ten ranek…
    A ewentualny transfer w sobotę lub we wtorek…

    1. Lidka Super 12 jaj 🙂 a u was mogą wszystkie zapładniać czy są jakieś ograniczenia jak u nas? haha jeszcze skarpety wam dają 😛
      Ja na początku też miałam wzdęty brzuch po punkcji. To teraz chyba czas na picie dużej ilości wody żeby wypłukać z siebie hormony. Bo u nas zaleceniem było 2 lity wody dziennie chyba już od punkcji a po transferze to już na stówe.
      Daj znać ile się zapłodniło.

    2. Dziewczyny a zatem jutro po 10-tej transfer 2 zarodeczków.

      Rano zadzownili, że zapłodniło się 10 (dzięki wielkie za kibicowanie)
      Właściwie mieliśmy dwie opcje:
      albo jutro transferują dwa i te hodują do jutra dalej a 8 zamrażają od razu,
      albo zostawiają 3, aby rosły do wtorku a 7 zamrażają od razu.

      Powiedziano nam, że statystycznie do wtorku 3 nie przeyżyją, ale jeżeli tak by się zdarzyło to wtedy jeden zostanie zniszczony :-/ bo transferują maks. dwa.
      Wynika to z tego, że wg tutejszego prawa nie można mrozić starszych zarodków.
      Opcja pierwsza wydała nam się w tej sytuacji bliższa sercu i rozsądniejsza. (Ale nie wykluczone, że jak nam się teraz nie uda, to następnym razem byśmy poprosili o hodowlę do 5-tej doby, aby zobaczyć co się dzieje dalej, ale tylko dwóch).

      Na podjęcie decyzji mieliśmy 5 minut. Niby wcześniej wiedzieliśmy co mniej więcej nas czeka i zastanawialiśmy się nad różnymi scenariuszami, ale chyba wydawało nam się to trochę odległe i mgliste dopóki dzisiaj nie zostaliśmy postawieni przed faktami.

      Nadal nie do końca wierzę, że to wszystko naprawdę się dzieje i jutro będę „przytulać” nasze zarodki.

      Pati, nie ma limitu zapładnianych komórek. No, ale właśnie są te ograniczenia, co do mrożenia. Co kraj to „obyczaj”.

      Zapowiadają się dłuuugie dwa tygodnie 🙂

      1. Lidka to super wynik!
        Niech bąble z Tobą zostaną, bez względu którą opcję się zdecydujcie za lepszą.
        Swoją drogą to dziwnie tam pod względem prawnym, można zniszczyć zarodek wychodowany do 5 doby tylko dlatego że skończył się limit na mrożenie… ale co tam, u nas też są idiotyczne pomysły, co nowsze to głupsze.
        Za godzinkę będziesz w 3paku 🙂

      2. Lidka,
        Mam nadzieję, że wszystko przebiegło bez problemu. Powodzenia , wierzę , że jak Maluch poczują Twoje ciepło , to nie będą miały ochoty już uciekać.
        Trzymajcie się! !!! Odpoczywaj. …. yo teraz najważniejsze.

    1. Dobre pytanie , może się mylę ale według mnie część propagandy.
      A grupa reprezentatywna zapewne była odpowiednio określona.
      Pewne grupy społeczne zrobią wszystko aby metodę IVF , która pozwoliło tysiącom par na zostanie rodzicami. , zepchnąć do jaskini jako barbarzyństwo.
      Szczerze nie mogę słuchać tych konowałów ministrów i klechów ( z gromadą dzieci na boku) , którzy chcą za nas decydować o naszym życiu. I nasze życie ustawiać pod swoje przekonania.
      Szczerze się nimi brzydzę!

      1. Ja się tylko zastanawiam nad słowem „alternatywa” różnica jest tylko taka że zapłodnienie jest w „środku” , ale selekcja zarodków i dalsza hodowla jest już przecież w lab , no i dodatkowe zarodki są przecież mrożone …
        Dla mnie to trochę taki chwyt marketingowy , alternatywa …

    2. ogłoszenie z sierpnia kliniki Gyncentrum:
      „Aby wziąć w nim udział trzeba zapisać się na konsultacje w klinice. Spośród par, zainteresowanych poddaniem się nowatorskiej terapii wybranych zostanie 20, które spełnią kryteria medyczne i będą mogły leczyć się bezpłatnie.”

      myślicie, że wzięli pary po 7 in vitro i 2 poronieniach… ? 🙂
      To jest metoda, którą popiera Terlikowski. Rekomendacja sama w sobie…

    1. Tuptuś przykro mi strasznie ….
      Mam nadzieję że jak trochę odpoczniecie , przeżyjecie żałobę , to słowo chyba zmieni się na może i może nabierzecie jeszcze sił , a jeżeli nie to że znajdziecie drogę która będzie dla Was i która poprowadzi Was do Waszego szczęścia ,w według Waszych uczuć i definicji ….

    2. Tuptuś,
      Tak mi przykro.
      Aż mnie ciarki przeszy naprawdę czułam , że będzie dobrze.
      Wiesz kiedy straciłam Kulkę nie widziałem już żadnej nadziei.
      Mam nadzieję, że czas uleczy chociaż trochę ból …. a nowy rok , przyniesie nowe siły i możliwości. Tego z całego serca Wam życzę.

    3. Tuptuś, nie wiem, co powiedzieć, zeby Cie pocieszyć, bo choć wiem, że będzie lepiej, to wiem, że dziś jest do dupy, gęsto i zimno. Przytulam Cię jak mogę, żeby choć trochę cieplej było…

  41. Tuptusiu nie wiem co Ci napisać 🙁 wiem że nie ma słów, które teraz mogą pomóc, pocieszyć. Trzeba się pozbierać jakoś. Ja chodziłam na psychoterapię, sama nie dawałam rady.
    Trzymaj się kochana! ♡

  42. w pracy powstrzymałam łzy. ale w domu pękłam jak tylko M mnie przytulił… teraz pisząc to też mi łzy mi lecą… dziękuję za dobre słowa, że byłyście i jesteście… napisałam sms do dr D, że się nie udało, że nie mamy już po co wracać do kliniki, podziękowałam, pozdrowiłam… i zadzwonił. Powiedział, że bardzo mu przykro, że mam się nie poddawać, że nie można tak…. ledwo wychodziły mi słowa z ust, miałam tak ściśnięte gardło… słyszał, że płaczę… powiedział, że jestem młoda, że musi się udać, że w poniedziałek przeglądnie całą naszą teczkę i we wtorek zadzwoni i powie jaki ma plan, co można jeszcze poprawić… jeszcze bardziej się rozpłakałam… już nawet nie umiałam odpowiedzieć na pytanie „porozmawiamy we wtorek co?” a ja tylko wykrztusiłam „yhm”… Boże jeszcze nigdy tak nie pokazałam swoich emocji komuś obcemu… nie wiem co mam o tym myśleć, wiem, że chciał mnie pocieszyć, bo co miał mi powiedzieć… tylko że nas nie stać na podejście prywatne, kredytu nie wezmę, bo możemy tego nie dźwignąć… jestem po 3 stymulacjach, 5 transferach, histeroskopia, scratching, suplementacja, acard, encorton… i co jeszcze można poprawić, zmienić… lekarza od dwóch poprzednich transferów wypytywałam co jeszcze można zrobić lepiej, wtedy mówił, że nic, a teraz co, że jednak coś?
    Serce mi pękło znów na milion kawałków… nie mogę znaleźć sobie miejsca… ;(

    1. Bardzo Ci współczuję, wyobrażam sobie jak trudna to musiała być rozmowa…
      To nie czas na dalsze decyzje, nie dzis, nie jutro.
      Mimo tego że to nie moja walka mam łzy w oczach jak to piszę.
      Przytulam mocno!

    2. Matko… Tuptusiu tak mi przykro.
      O okazywaniu uczuć nie masz co myśleć, jesteś człowiekiem, czujesz i już. Lekarz też jest człowiekiem. Na pewno nie jest mu obce takie zachowanie. Z jednej strony to wkurzające, że lekarz dopiero teraz chce przejrzeć teczkę i pochylić się dokładniej nad Waszym przypadkiem, z drugiej strony dobrze, że choć teraz.
      Chciałabym aby Twój ból minął możliwie szybko…
      Bardzo mi przykro 🙂

      1. Jeszcze tak myślę, że ma 100% racji ten lekarz, że jeśli jest choć cień szansy, że się uda i będziesz miała możliwość, może nie teraz, może za rok, żeby ją wypróbować, to nie poddawajcie się. Nie wiem ile masz lat, ale pewnie jesteś młoda. To nie czas na decyzję.

    3. Tuptus, jesteśmy tu z Tobą i mocno ściskamy. Po prostu jesteśmy…. I rozumiemy to wszystko….. Pomysl jednak, że kiedyś z końcu musi wyjść dla Ciebie słońce z za chmur mimo tego że ani listopad ani grudzień temu nie sprzyja….

    4. Tuptusiu, z jednej strony fajnie, że D. chce jeszcze coś zrobić, ale z drugiej niefajnie, że to jest ten sam lekarz, który dopóki miałaś zarodki mówił, że nic więcej nie można zrobić. Co innego, gdybyś poszła po poradę gdzieś indziej.
      A tak to mi się nie podoba: albo puste pocieszanie, albo w programie to transferujemy, a teraz za kasę to zrobimy wiele badań i może coś wyjdzie.

      Wiesz, że znam smak porażki w tej kwestii jak mało kto i powoli zaczynam mieć dość. Mam chociaż to szczęście, że nie zatrzymają mnie kwestie finansowe. Takie pieniądze są do zorganizowania.

      Porozmawiaj z nim we wtorek, zobacz co wymyślił, a potem na spokojnie pomyśl co chcesz robić.

      A co do wieku, to mi się wydawało, że jesteś jakoś prawie tak jak ja.

    5. Tuptusiu właśnie doczytałam Twoj wpis, wiem co przezywasz, wszystkie tu to wiemy niestety..:( przykro mi bardzo, trzymaj sie! Wiesz, nie chce bronić lekarza, ale pamietajmy, ze leczenie to nigdy nie jest wybór zero-jedynkowy. Jest mnóstwo jeszcze watpliwości i oni rownież nie wiedza wszystkiego. Trzeba próbować, zmieniać. Niestety metoda prób i błędów. Myśle, ze to miał na myśli, ze moze spróbujecie rozwiązania które generalnie nie powinno absolutnie dac jakiejś różnicy a np. Kiedyś pacjentce jakiejś jednak po jego zastosowaniu sie udalo – i nie wiadomo dlaczego ale jedyna zmiana było właśnie to COŚ.. Daj jemu/sobie szanse. Jak czujesz ze chcesz innego lekarza – to tez jest myśl. Gorąco Ciebie pozdrawiam i ściskam! 😉

  43. Tuptus, tak mi przykro 🙁 wiem, ze to tak strasznie boli…teraz nic Ci nie sprawi, ze bedziesz sie czuc lepiej. Ale pomysl, ze znalazlas lekarza ktory okazal serce i wyglada na to, ze faktycznie chce Ci pomoc..to bardzo duzo

  44. Tuptuś, znam ten cholerny smak porażki dobrze i wiem jaki jest słony. Dziś juz nie myśl czy was stać czy nie stać, przepłacz to wszystko po prostu. We wtorek zobacz jaki ma dr plan i czy w ogóle cię przekonuje. Decyzji nie musisz podejmować moze życie ią za was podejmie i zaskoczy rozwiązaniem…

  45. Tuptuś ja też nie jestem z tych, którzy płaczą przy obcych, a w ciągu całego leczenia niepłodności, z różnych przyczyn, siedziałam i ryczałam u 3 różnych lekarzy, na pewno nie byłam pierwsza i na pewno nie ostatnia. Niepłodność to również choroba duszy, mądrzy lekarze to wiedzą.

    Chyba chodzisz do mojego lekarza coś mi się wydaje, dr D z Invimedu w Wawie?
    Daj mu szansę, wierzę, że wymyśli coś mądrego. Co do kolejnego podejścia i finansów, wiem, że może być ciężko, może jak odłożycie powrót do leczenia w czasie będzie łatwiej, sporo z nas oddaje tu niepotrzebne już leki, więc może ma ktoś tu jeszcze jakieś zapasy, zawsze łatwiej na początek. Poza tym wierzę, że „dobra zmiana” wkrótce się skończy i temat refundacji invitro powróci.
    Wypłacz się i wróć do nas z nowym planem. Ściskam.

  46. Dziewczyny pomocy… Nie odzywałam się po tym jak w sierpniu poroniłam w 10 tygodniu po 2 in vitro. Ale podczytuje Was regularnie… Teraz przygotowuję sie do 3 procedury… Byłam wczoraj u lekarza w I. Zrobił mi badanie AMH. W styczniu 2015 miałam 1,4… Teraz się boję, co wyjdzie… Mam dwa in vitra za sobą… Strasznie się boję, że wynik bedzie niski… Nie wiem po co lekarz kazał mi zrobić ponownie wynik, jak się okaże że jest nizszy niż 0,7 to przecież nie mam refundowanych leków. Poprzednio nikt tego nie sprawdzał, jestem tak wściekła na tego lekarza, straciłam już 40 tys i nic nie mam oprócz łez i rozczarowań, a teraz jeszcze się okaże, że za leki mam płacić… Pomóżcie dziewczyany, jutro wynik, ale znająć moje szczęście… już widzę co będzie… jak sądzicie jak szybko spada wynik amh? Nie mogę sobie dzisiaj miejsca znaleźć 🙁

    1. A jaki masz wynik FSH? Do leków refundowanych jest potrzebny jeden albo drugi wynik prawidłowy. Lekarz pewnie chce sprawdzić jaka dobrać dawke leków.
      Moje AMH w 2014 2,22 w 2015 1,34 a w 2016 1,26 w przyblizeniu.

    2. Po pierwszym in vitro, Malibuuu ma rację, o refundacji leku decyduje wynik AMH, lub FSH.
      Dodatkowo nie miej pretensji do lekarza, za zlecenie badania, bo po pierwsze jest tak jak pisze Malibuuu musi dobrać dawkę leku, a po drugie aby wypisać receptę z refundacją to też musi mieć jakąś podkladkę, nie może opierać się na wyniku sprzed roku, kiedy ważność badania wynosi 6 miesiecy.
      Głowa do góry, nie martw sie na zapas.

    3. Po pierwszym in vitro, właśnie myślałam co u Ciebie. Miałam niedługo Cię wywoływać.
      Ja też powtarzałam AMH przed drugą stymulacją. Nie powinni wypisywać refundowanych leków z wynikiem starszym niż rok (nie wiem nawet czy nie pół roku, jak ważność innych badań). Może niektórzy lekarze to niefrasobliwie robią, ale to niezgodne z prawem. Ewentualnie mógłby Ci dać do zbadania FSH, nie AMH, jeśli podejrzewa, że będzie niskie. Niektóre dziewczyny robiły AMH poza kliniką, żeby w razie czego nie pokazywać wyniku, może FSH będzie dobre.
      Ale Ty już zrobiłaś w klinice, więc pozostaje wierzyć, że aż tak nie spadło.

      Mój wynik z sierpnia 2014 to 3,3, a teraz w sierpniu 2016 miałam 2,6.

      Trzymam kciuki, żeby Twój wynik zmieścił się powyżej 0,7.

  47. Znalazłam tylko jedno badanie FSH z 2010 roku było wtedy w środku cyklu i wynosił 9 był to wynik prawidłowy. AMH w 2010 roku był 1,10… a w 2015 roku 1,4… więc nie wiem co o tym myśleć… pociesza mnie, że ci od 2015 do 2016 tak mało spadło… strasznie się boję, że będzie niżej niż do refundacji leków… nie wiedziałam tego, ze jeśli fsh jest w normie, to mogę mieć też refundowane leki… o tym nikt w invicie nie wspomina… a gdzie to jest napisane, ze można refundować leki do in vitro, jeśli jeden z tych dwóch wyników jest refundowany? muszę powalczyć o tą refundację…. Dzięki za odpowiedź 🙂

    1. Wejdz w wyszukiwarke leków refundowanych. I np. Menopur ma opis. Menopur, proszek i rozpuszczalnik do sporządzania roztworu do wstrzykiwań, 1200 j.m. FSH + 1200 j.m. LH
      Opakowanie: 1 fiol. z proszkiem + 2 amp.-strz.po 1ml
      Refundacja: „Kontrolowana hiperstymulacja jajników u pacjentek w wieku poniżej 40 roku życia w celu uzyskania rozwoju mnogich pęcherzyków, rokujących uzyskanie prawidłowej odpowiedzi na stymulację jajeczkowania (hormon folikulotropowy – FSH poniżej 15 mlU/ml w 2-3 dniu cyklu lub hormon antymüllerowski – AMH powyżej 0,7 ng/ml (wg II standardu)), u których nie stwierdza się wcześniejszych, niedostatecznych odpowiedzi na stymulację owulacji oraz bez nawracających poronień z tym samym partnerem – refundacja do 3 cykli; Brak owulacji u pacjentek w wieku poniżej 40 roku życia, u których nie uzyskano odpowiedzi po zastosowaniu cytrynianu klomifenu, rokujących uzyskanie prawidłowej odpowiedzi na stymulację jajeczkowania (hormon folikulotropowy – FSH poniżej 15 mlU/ml w 2-3 dniu cyklu lub hormon antymüllerowski – AMH powyżej 0,7 ng/ml (wg II standardu)) – refundacja do 3 cykli”

    2. Jeśli lekarz zlecił AMH i ono będzie za niskie do refundacji to niestety nie będziesz mieć refundacji, nawet jak FSH będzie w normie 🙁 W rozporządzeniu pisze, że jedno lub drugie ale jedno złe wyklucza prawo do refundacji. Niestety, najlepiej w takich przypadkach samemu zrobić badania, w dwóch labach i odpowiedni wynik dołączyć do dokumentacji. Teraz lekarz będzie miał związane ręce, bo nie sądze, że bzie dla Ciebie kłamał.
      Natomiast różnica w badaniach w ciągu lat może być (niski spadek) dlatego, że zmieniły się metody badania.

  48. dzięki bardzo za odpowiedź! nie wiesz jak się cieszę, że mi to napisałaś! Chociaż, będę mogła zrobić jeszcze jedno badanie w razie niekorzystnego wyniku amh… Oby to fsh było w normie… Ja jestem w sumie zdrowa… to mąż ma kiepskie wyniki… a jeszcze takie coś się przytrafia… Jeszcze raz SERDECZNE DZIĘKI!!!!

    1. po pierwszym in vitro nie chce nic mowić ale pamiętam tutaj MagdeS i ona miała ten sam problem wszędzie kazali jej pokazać amh nikt nie pytał o fsh. Mam nadzieje że wynik będzie dobry na ref leków. Z tego co się zdążyłam zorientować przy niskim AMH inaczej stymulują od razu na początku patrzą ile masz pęcherzyków antralnych itp. A badanie robiłaś w I? Przepraszam że zapytam a co było przyczyna tego poronienia w 10 tyg?

    2. Po pierwszym invitro , Ja pierwsze amh robiłam w 2012 jak zaczynaliśmy myśleć o staraniach , tylko Ja mam wysokie bo pierwsze wyszło 5,6 .
      Później miałam 2 laparoskopie , mnóstwo stymulacji i w 2016 4,8 bodajże , niewiele spadło , więc myślę że u Ciebie powinno być dobrze , w ciągu roku nie powinno aż tak spaść.
      Pamiętam Cię bo razem Ewa zaczynałyśmy …
      Mam nadzieje że ta 3 będzie dla Ciebie szczęśliwa , często wracałam do Ciebie myślami , z całego serca życzę Wam sukcesu !!!!

      1. Magdanr2:) dzięki za post, aż mi się łza w oku zakręciła, tak zaczynałyśmy razem 🙂 Z Ewą miałyśmy ten sam termin porodu … Ale nic czasami nie da się zrobić, musiałabym być po tej drugiej stronie statystyki…
        Nie badałam zarodka, nie miałam na to siły… jakoś sobie z tym poradziłam.
        Jena Magda mam nadzieję, że u mnie bedzie podobnie z tym amh i nie spadnie drastycznie… jestem załamana, bo wydaliśmy tyle pieniędzy a tu jeszcze płacić za leki… U mnie jest problem po stronie M. za mała armia. KAriotypy wszystko ok. Wszystkie badania robię w I. Jak tam jadę nie mogę już patrzeć na tych ludzi… mam już taki wstręt… nie wierzę, że tym razem się uda… przy usg lekarz coś mówił o komórkach antralnych, ze niezbyt coś, ale ja już zaczęłam brać antyki, żeby nie tracić mies. wiec stwierdził, ze to się bada bez tab i prawdopodonie stąd coś nie tak. Jadę teraz 22 grudnia i powie co dalej. A jak to jest dziewczyny, na tej wizycie powie mi ile jest potencjalnych pęcherzyków? wydaje mi sie mocno, że tak, czy się mylę.. tak sobie myślę, że jak będzie mało, to odłożę in vitro na kolejny miesiąc. Jak myślicie? nie zapłaciłam jeszcze za program. Ostatnio w październiku podobno było dośc sporo tych pęcherzyków… ale wtedy nic nie robiliśmy, aż pani dr powiedziała, że nie widać tej niskiej rezerwy…
        Dziewczyny dzięki, że jesteście i pamiętacie… nie wiecie nawet ile to dla mnie znaczy ….

        1. Nie myślałaś może o zmianie Kliniki , Lekarza ? Dziewczyny tu często pisały ze taka zmiana dobrze robi .
          Wiesz Ja jak czytam wypowiedzi Dziewczyn, badania , suple jakie łykają i wracam myślami wstecz to polowy tych rzeczy przed ifv nie robiliśmy , Lekarz poza podstawowymi badaniami , zdrowa dieta i rozsądkiem nie miał więcej zaleceń, a sami nie mieliśmy wiedzy na tyle. Pewnie tez dlatego ze byliśmy na poczatku drogi … Lekarz byl z nami szczery , niczego nie obiecywał, od razu nam powiedział ze in vitro nie daje 100% . Z drugiej strony jak pytałam co zrobimy , zmienimy , wprowadzimy jak się nie uda , ochrzanił mnie i powiedział że teraz się skupiamy na tym żeby się udało i na tym jednym razie , nie wybiegamy w przyszłość, specjalnie przyszedł do pracy zeby zrobić nam transfer. To wszystko sprawiło ze miałam i mam do Niego ogromne zaufanie , teraz dalej prowadzi nasza ciążę . Zmierzam do tego ze po Waszych przeżyciach moze warto „stracić” jeszcze miesiąc ale znaleźć Lekarza który wzbudzi zaufanie i przy którym poczujecie sie bezpieczenie. Głowa i samopoczucie przy takim leczeniu ma ogromne znaczenie , zasłużyliście, zresztą. Każda z Nas z Was zasługuje na taki „komfort”. <3

        2. po pierwszym in vitro popieram Magdenr2 weż męzowi kup suplementy z tym nasieniem to jak wiatr zawieje, najlepiej niech Mała Ania się wypowie na ten temat. Pozatym jest jeszcze MACS jeśli mężowi się nie poprawi nasienie. Ale suplementować go trzeba min 2 miesiące. Ja bym chyba zrobiła przerwę i go posuplementowała trochę, ale decyzja jest twoja, wiem jak ciężko jest odłożyć to ivf na 2 miesiące….

          1. Nie czuję się ekspertką od badań nasienia 🙂 mogę tylko powiedzieć, że u nas pierwsze badanie wyszło zupełnie inne niż drugie pod względem ilości, jakościowo poprawiło się niewiele… suplementy (głównie antyoksydanty) były łykane regularnie ponad rok. Jak trafiliśmy do N. to pani dr T-P zaproponowała MACS ze względu na dużą fragmentację. Efekt w drugim podejściu jest diametralnie inny niż w pierwszym jeśli chodzi o etap, na którym teraz jesteśmy. Na pewno jest to wynik kilku zmian na raz. Mojej suplementacji, suplementacji Em, innego protokołu (na bank miało to wpływ na jakość moich jajek), myślę, że dobrą robotę zrobił MACS, także ja polecam ten zabieg przy zapładnianiu.

        3. Po pierwszym in vitro, mnie nikt nie mówił o potencjalnych pęcherzyków. Tylko, że jajniki wyglądają ładnie. W ogóle nie wiedziałam, że taki parametr można brać pod uwagę przed stymulacją. Myślałam, że jak mają powstać, to powstaną.

          Z tym FSH i AMH to nie wiem, czy się tak uda – ktoś tu pisała, ze jak AMH będzie niskie i to będzie w papierach w klinice to pozamiatane. Nie zatrze tego dobry wynik FSH. FSH przejdzie, jeśli będzie robione jako jedyne.

  49. Donoszę, że od wczoraj jesteśmy już z naszymi dwoma zarodkami :-).

    Testowanie 22.12 tuż przed naszą podróżą na święta do rodziny. Zatem w razie jak nie wyjdzie, to może nie będzie nam aż tak smutno.

    Bardzo ciężko mi się skupić na czymś konstruktywnym, mimochodem myśli wracają do tego co tam teraz w środku się dzieje. Szkoda, że nie można podejrzeć ;-).

  50. Wywołana przez @pati potwierdzam, że mam gówniane AMH (0,28). Byłam 6 krotnie stymulowana do IUI. Zawsze reagowałam na leki (Po Puregonie miałam 5 pęcherzyków, potem po Menopurze 75 – po 2-3 pęcherzyki). Żaden z lekarzy – i z B. w BS i dr W.który lata pracował w N. nie prosił o badanie AMH. Gdybym zbadała je 2 lata temu gdy była refundacja IVF … Teraz jest na to za późno. FSH, LF i Inhibinę B mam w normach (a ich do refundacji nie biorą – Nie bo Nie).
    Póki co odłożyłam IVF na półkę. Nie mamy odpowiednich funduszy. Wg.lekarki z Salve musiałabym mieć 2 stymulacje (z lekami za m.in.3000,00 zł) . To i koszt całej procedury, badań sprawiły, że IVF jest już poza naszym zasięgiem finansowym.
    Staram się oswoić z myślą, że moje dziecko zostanie jedynaczką mimo jej próśb i modlitw (słuchanie ich jest nie do zniesienia).

    Na razie łykam do końca suplementy (vit.D3 5000j, DHEA 50 mg, melatoninę, INOSITOL, Jodoit, Kwas foliowy 15 mg), które zakupiłam z myślą o przygotowaniach do IVF. Mąż na kartę LUXMED i korzystając z niej powtórzę w I. badanie AMH, bardziej z ciekawości czy faszerowanie się tymi lekami cokolwiek dało (poza debetem na koncie).

    1. MagdaS jak tylko skończysz łykanie daj znać jak tam wynik, ktoś pisał że on ważny 6 miesięcy mi się wydawało że jak nasienie rok. Obyś miała 0,71 🙂
      Niestety albo się trafi na lekarza który kurczowo będzie się trzymał i ciągle wołała AMH, albo na takiego co zapisze w karcie FSH a niskie AMH będzie tylko dla jego wiedzy, tylko najpierw trzeba taką życzliwą osobe znaleźć….
      I nic mi nie mów o debecie na koncie 😛 święta za pasem a debet coraz większy ;(

          1. Tak wiem , że w późniejszym okresie dobija do 5 cyfr. Chodziło bardziej o wynik bieżący 🙂
            Tak to była 5 dniowa blastka po stymulacji z maja , która jako jedyna oprócz tej, którą straciliśmy w 8 tc , przetrwała do mrożenia.. …..

          2. Borówka ja już w betę i płeć nie wierzę – jak była wysoka to miały być córki a są synowie, jak niska to mieli być synowie a są córki:-) Te nasze invitrowe betowe dzieciaki jakoś chyba na odwrót.
            Moja siostra w naturalnej ciąży miała dokładnie taką samą betę jak jak i takie przyrosty i ona ma córkę a ja będę mieć synka… Kalendarz chiński też w sumie mnie okłamał..

          3. Wendy prawda to, okazuje się, że invitrówki oszukują system 😛 🙂
            Chociaż u mnie i wysoka beta i chiński kalendarz się sprawdził 😉
            Nie ma reguły, a powróżyć można 😛

          4. Opcje zawsze są dwie i nie ma co się nakręcać 😛 Ważne, że jest dzidzia, bo o to nam wszystkim tu chodzi 😉
            Sza który to już tc, że już znacie płeć? Tak to szybko leci? 😉

  51. Hej,
    Beta powtórzona z samego rana, M mnie wozi bo oblodzenia, korki , stres.itd. mam zakaz poruszania się moją strzałą 🙂
    Dlatego to wszystko tak szybko.

    Wyniki już są – 11 dpt Bhcg 163.2 ……
    Dzisiaj wieczorem mam wizytę u Dr. tym razem u innego.
    Miłego dnia.

      1. Dzisiaj Dr. A.H. wydaje się bardzo sympatyczny, dzwonił do mnie raz w ramach telefonicznej konsultacji.
        Wszystko szczegółowo wyjaśnił.
        Zobaczymy. W sumie to nie wiem po co ta wizyta ale ponoć coś się zmieniło i po 3 weryfikacji trzeba być osobiście.

        1. No to super trafilas, uwielbiam go 🙂 Swiezy nabytek z zagranicy, swietny czlowiek. Kiedys wieczorem siedzialam u niego z 40 min na wizycie ot tak bo nam sie extra gadalo. I dociekliwy, choc mnie nie prowadzil to wszystko chcial wiedziec 🙂 W sumie dziwne po co ta wizyta wogole tak wczesnie ale skoro tak maja to idz-niech Was dobrze pilnuja.

          1. Też mi się takim wydał, kiedy kilkakrotnie widziałam go na korytarzu.
            Jeśli chodzi o tą wizytę to nawet jej nie chciałam bo po co jeździć 2 razy tego samego dnia do I.
            Zdam relację wieczorem. 🙂

            A Wy jak się czujecie ?

          2. Lezymy teraz wiecej bo brzuch bolal mnie tak okresowo ostatnio i dr sie boi cobym do konca roku dotrwala. Dzis bylam u poloznej i stwierdzila ze sie napina brzuszek za mocno i uwazac, do kontroli za tydzien znowu. Nie jestem gotowa jeszcze, mam nadzieje ze tak mnie strasza troche. I musze uwazac z glaskaniem mojego Okruszka ehh. Ale lezymy i odpoczywamy oby bez nowych atrakcji.

          3. Ana,
            Rzeczywiście jeśli Maluch się kręci to lepiej go nie głaskać , tak aby jak najdłużej w brzuszku siedział.
            A na kiedy masz termin coś w okolicach początku lutego czy się mylę?
            Trzymam za Was nieustające kciuki 🙂 nawet nie myśl o przygotowaniach do Świąt !

            Jeśli chodzi o wizytę, w sumie mogłam załatwić wszystko przez telefon a tak przynajmniej trochę świata zobaczyłam he he
            Leki według wcześniejszych zaleceń i 1 usg 23.12.
            I tyle, to chyba bardziej formalność i możliwość odebrania recept. ….
            Dr. A.H. sympatyczny . Odpowiedział na wszystkie pytania.

          4. Termin mam na walentynki wiec jeszcze 2 miesiące mam wytrzymac. Może jakos to zleci. Oby tylko mój Maluszek miał się dobrze. Szyjka jeszcze dawala rade ostatnio, gorzej brzuch juz twardy bardziej niż był (najpierw wieczorami, teraz już i w dzien) a to podobno często się wiaze.
            Liloą masz fajny termin na wizyte-taki już mega swiateczny 🙂 A z tymi receptami to oni zawsze tak na styk daja chyba zeby sie stawic. Magda dzięki, pocieszylas mnie 🙂 Oby mój Maly tez czekal spokojnie.

          5. Ana , Mojego M. Bratową tez tak straszył Maluch , macica sie stawiała, brzuch twardniał, nawet Lekarz mówił ze szyjka sie skraca. W 27tc położyli Ja do szpitala , poleżała 2 tygodnie , wypuścili do domu , kazali na siebie uważać i raczej leżeć. Dzis mija 39tc a Adaś sie na świat nie śpieszy:) Ona ma problem z ciśnieniem wiec dzis znowu sie zameldowała w szpitalu i jak nic sie nie ruszy w ciągu kilku dni to będą wywoływać poród… Przetrzymacie …. 🙂 Lekarze wolą chuchać jak tylko cos się dzieje i dobrze, ale dacie rade … 🙂

  52. Dziewczyny mam pytanie dotyczące badania echo serca ..W styczniu mam połówkowe i szczerze to nie wiem czy dobrze zrozumiałam moją lekarkę, że połówkowe polowkowym a echo serca wypadałoby badać w tym samym czasie lub jakoś tak oddzielnie u specjalisty. Bo na polowkowym badają co innego i nie każdy lekarz umie dobrze zbadać serce a to ważne badanie.. Prawda to? I gdzie się to robi w Warszawie?

          1. Hehe no tak 🙂
            Ale już nie długo, na kiedy Ty masz dokladnie termin?
            Czasami Tomuś (tak go z mężem nazywamy 🙂 ) jest tak szybki w tych swoich badaniach, ze boję sie ze cos przeoczy, zanim zdążę zamrugać ten już wszystko sprawdzi, wymierzy itp. Zastanawiałam się czy przy połowinkach ktore tez mam w styczniu nie skorzystać z dodatkowej wizyty u innego lekarza, ale skoro ma te wszystkie certyfikaty to chyba wie co robi… przyzwyczaiłam się do niego, lubię go, no i ufam wiec chyba zabarykaduję się w gabinecie i nie wyjdę dopóki wszystkiego 3 razy nie sprawdzi.

          2. Jest specyficzny, ale też go lubię, praktycznie zawsze się z nim pośmiejemy, pożartujemy i wychodzimy z gabinetu w dobrych humorach. Kas też prowadziła u niego obie ciąże 🙂 Na tych najważniejszych wizytach (genetyczna, połówkowa) moim zdaniem był bardzo dokładny, zresztą generalnie sporo go zagaduję, może dlatego nie czuję pośpiechu, o którym mówisz 😉
            Niedawno byłam dodatkowo przebadać się u innego dr, którego bardzo cenię i bardzo chwalił Tomusia i klinikę, w której pracuje prywatnie, byłam zdziwiona, że się znają, bo różnica wieku między nimi jest spora, ale moje serce zostało uspokojone, że dobrze wybraliśmy lekarza prowadzącego 🙂

            Termin mamy na 3.01, ale nie mam pewności czy maluszka dotrwa do tego dnia w tej ciasnocie 😉

          3. Uwielbiam go 🙂 moim zdaniem jest naprawdę świetnym specjalistą. Do tego ocean spokoju, słuchałam tylko jego w obu ciążach i świetnie na tym wyszłam. Gdyby jeszcze pracował w szpitalu, byłby ginem idealnym, tak ma 99% idealności.

            Jeszcze się so niego wybieram, będzie mi zakładał spiralę, może uda się na początku roku, o ile cykl będzie współpracował. Zamknie to naszą trzyletnią wybitnie owocną współpracę 🙂

          4. Noooo nie bierzesz jeńcow 🙂
            Przyznaj sie 500+ skusiło 🙂
            wracajac do D. nie wiem jakie sa wasze doswiadczenia, ale ja zauważyłam ze jsk jestem sama na wizycie to zawsze coś zagada, śmiejemy się, pełen luz, a jak przychodzę z mężem to jest takim profesjonalnym panem doktorem, pod nosem tylko się uśmiecha. Zawsze mnie to bawi 🙂

          5. Anett może słabo poznał Twojego M. i dlatego trzyma dystans? Ja chyba na pierwszej wizycie (przed ciążą) byłam u niego sama, potem zawsze z moją drugą połową, więc nie mam takich doświadczeń.
            Życzę nam wszystkim takiego radosnego 500+ jak u Kas 😉

          6. Przeciwnie u nas. On się z moim mężem wręcz zakumplowal. Ale ja nigdy nie byłam sama na wizycie. Zawsze pamietal, gdzie mąż pracuje i podpytywał o jakies ploteczki.

          7. Właśnie, ja częściej sama na wizytach, ba nawet transfer sama ogarniałam. D się śmiał żeby na punkcję choć przyjechał bo będzie trudno o wspólne dziecko 🙂 Teraz M zmienił pracę i częściej może ze mną być na wizycie. Mi to nie przeszkadzało, szczególnie że moj M słabo ogarniał temat in vitro, robił co my kazałam, ja albo lekarz. Teraz tez zadko się udziela na wizytach, a juz o zagadanii nie ma mowy, taki typ 🙂

          8. A mnie ciarki przechodzą jak go widzę w klinice. Wiem, że to nie jego wina, każdy chce podawać dwa, ale nie mogę zapomnieć, że to on robił pierwszy transfer.
            Dlaczego innej po cesarce powiedział, że dwóch nie poda, a u mnie się nie zawahał z taką historią?
            Wciąż nie mogę przeboleć, że gdyby nie to, to miałabym 1,5 roczne dziecko.

        1. Po kilku latach podczytywania wreszcie zdecydowałam się odezwać w kwestii echa serca płodu. Nie jest to to samo badanie co usg połówkowe – tylko bardziej specjalistyczne badanie przeprowadzane przez kardiologa prenatalnego. W Warszawie można je wykonać w poradni na ul. Agatowej. Echo serca wykonuje się po USG połówkowym pomiędzy 20 a 24 tygodniem ciąży.

  53. Kochane, ja na szybko, nie jestem na bieżąco z Waszymi sprawami, ale mam nadzieję, że u wszystkich – w tym lub innym sensie – do przodu 🙂 Zgłaszam się rozpakowana. Moi dwusposobowi Miłosz i Franek przyszli na świat w sobotę, cali i zdrowi, obydwaj po 10 pkt 🙂 My jeszcze w szpitalu, ale jest szansa, że koło środy nas wypuszczą – i zacznie się sajgon 😉 Nie umiem wyrazić, jak bardzo każdej z Was życzę, żeby się udało. Żeby takie słodkie pyski obgryzały Wam cycki, darły się do ucha i sikały fontannami. Trzymam kciuki tak mocno, że aż kostki bieleją!!!

    1. Gatek,
      Wasz przypadek to cud !!!! Z całego serca gratuluję i życzę zdrówka dla Chłopaków. Najbliższe lata upłyną Wam niewątniewątpliwie w dość szybkim tempie. Jeszcze raz gratuluję! !!! Rodzicom.

    2. Gatek, gratulacje!!! Piękne wizje tu roztaczasz. 🙂

      Szybkiego wyjścia do domu i sprawnej organizacji życia. W razie czego są tu matki bliźniaków, które podzielą się wiedzą i są tu przyszłe matki bliźniaków, którym przyda się Twoje doświadczenie.

      1. Nie mogę zmienić kliniki, bo mamy jeszcze depozyt nasienia meza do wykorzystania, więc trzeba by go przesyłac miezy klinikami… więc jestem w kropce. 🙁 ciągle pod górkę… czuję się dzisiaj jakbym dostała obuchem w głowę…

    1. hmmm popieram Kaje, mi dr jak zobaczyla wyniki fsh lh skwitowała że po co amh jak ona wie ze będzie okolice 10 a było 3,4 bo zrobiłam dla samej siebie. A nawet jak ci zleca jakiekolwiek badania to lepiej czasem nie robić w klinice żeby nie mieli tego w systemie.

    2. Po pierwszystm in vitro – co do kliniki to powiem tak: procz tego ze pomagaja nam zajsc w ciazem to tez jest to miejsce gdzie nastawieni są na zysk – przykre ale prawdziwe. I wlasciwie nie ma znaczenia czy był to program prywatny czy panstwowy. Do czego zmierzam. Jest wiele klinik ktore pojda ci na reke by wpisać w dokumentacje tylko FSH. Wywalcz to. Ja pomimo nakazu zrobienia swiezego transferu od razu mowilam ze nie wiem, lekarz podchwycil i powiedzial no tak zawsze moze sie Pani nie zglosic. Jak dostarczalam wyniki zrobilam osobo Amh i Fsh na dwoch innych dokukentach. Moja kolezanka przy panstwowym programie niby mila jedna kwalifikacyjna rozmowe i lekarz jej powiedzial ze z tymi wynikami to sie nie lapie. Po czym powiedzial ze w sumie moga uznac ze tej wizyty nie ma. Miala oplacic ja prv i wrocic z dokumentami ktore by ja kwalifikowaly (chozilo o poronienie, ze nie bylo ciazy naturalnej tylko ze z wspomagaczami na cleo itd). Na kolejnej pierwszej wizycie ja zakwalifikowali. Im tez zalezy wiec nie lam sie. Postaraj sie serdecznie lekarzowi zasugerowac ze bez refundacji lekow ty tego nie udzwigniesz finansowo (uwazam ze sie nie ma co wstydzic) i ze jesli jej nie bedzie to bedziesz musiala z calej procedury zrezygnowac. Wiem jak lekarze patrza na kwestie finansowe: mnie zapytal kiedys ile kosztuje bilet lotniczy do polski w dwie strony no ja mowie ze sporo bo jakies 1000zl a on… Nie to jeszze nie tragicznie. Na co ja odpowiedzialam no moze dla Pana nie ale dla sosoby ktora nie pracuje od 3 lat i zrobila prywatnie 3 pelne stymulacje to ogrom kasy. W tym dniu nie policzyl mi za wizyte. (chociaz nie mialam tego na ce