Strachy przed adopcją

Wątpliwości jest milion. Czy pokochamy dziecko z adopcji, czy zaakceptuje je rodzina, czy z czasem nie okaże się chore na jakąś chorobę genetyczną („nasze byłoby zdrowe”), nie przerzucimy na nie własnych frustracji, czy nie będzie miało FAS, czy po latach czekania będziemy jeszcze czuli się na siłach…

Przymierzaliśmy się do sprawy już raz, cztery lata temu. Trochę zestresowani, ale uroczyście przejęci decyzją, trafiliśmy wówczas do ośrodka, w którym na spotkaniu informacyjnym antypatyczna pani skutecznie robiła za firewall mający wyeliminować jednostki obarczone ryzykiem – jakimkolwiek ryzykiem. Zdiagnozowała nas w sześć minut – w jej opinii chcieliśmy adoptować dziecko, żeby ratować własne małżeństwo. No i musimy być przygotowani, że na pewno będzie chore, a adopcja i tak nie pomoże naszemu rozsypującemu się związkowi.

Wyszliśmy stamtąd wtedy zdruzgotani zniechęcającym działaniem ośrodka adopcyjnego. To był – może to przypadek – katolicki ośrodek. Tak wyszło, bo blisko z pracy… Nigdy więcej tam nie wróciliśmy.

Po trzech latach (obyło się bez rozwodu) wybraliśmy inny ośrodek. Tym razem poszliśmy tam bardziej zdystansowani. Atmosfera była jednak zupełnie inna. Za pierwszym razem to były drzwi otwarte dla par zainteresowanych adopcją. Mogłam zadać kilka pytań. Wtedy najbardziej interesowało mnie, czy już mogę zacząć proces adopcyjny.

Zapytałam więc o konieczność zakończenia leczenia. Jednogłośnie usłyszałam, że jest to warunek konieczny, bez marginesu na negocjacje.

Zapytałam o to, czy są jakieś limity dochodów, poniżej których ośrodek adopcyjny odmawia przyznania dziecka (wolałabym się martwić o górne limity, czy przypadkiem nie zarabiamy za dużo 🙂 ).  OA nie ma sztywnych widełek, ale globalnie ocenia sytuację rodziny, czy ma ona warunki do zapewnienia dziecku bytu.

A jak z pracą? Optymalnym wyjściem jest, żeby choć jedna osoba miała etat. Jednocześnie matka powinna zaplanować dłuższy urlop wychowawczy.

***

W książce, o której już pisałam, „Nadzieja na nowe życie. Poradnik dla marzących o dziecku” (Joanna Kwaśniewska, Justyna Kuczmierowska, Agnieszka Doboszyńska, Wydawnicto Znak), strachy przed adopcją są porównane do robaków na kwiatach. Robaki są obrzydliwe, ale kiedy już ich dotkniemy, zdejmiemy je, widać tylko piękny kwiat…

684 komentarze

  1. Dziewczyny,
    moja mam wróciła do domu. Czuje się nie tylko dobrze, ale wzięła się za siebie od tej najnudniejszej strony – w drobiazgach. Zaczęła chodzić na spacery, próbuje opanować rachunki domowe (nigdy się nimi nie zajmowała), na wypadek, gdyby coś podobnego stało się tacie…
    Druga sprawa. Jeśli wpis wydaje Wam się nieco znajomy, to słusznie, bo na początku robiłam przymiarki do dzielenia się wiadomościami o adopcji, ale z powodu bliskości zdemaskowania mnie przez osobę, która bardzo mnie potępiała, musiałam usunąć wtedy wpis. Dziś tamta sytuacja nie ma już znaczenia 🙂

    1. Akurat teraz mama ma pogodę zachęcającą do spacerów.

      Ja ze swoim optymizmem i doświadczeniem ogródkowym napiszę też, że czasem, jak się zdejmie robaki, to się okazuje, że tam był piękny kwiat, a zostały dziurawe resztki.
      Czasem robaki zjadają kwiaty w pąku.

      Oba podejścia mogą zaszkodzić – i to takie ze strachami i to takie, że będzie pięknie, kwitnąco i bez problemów.

  2. Cieszę się, bardzo się cieszę że piszesz na temat adopcji.
    Przerażające jest, że w tamtym ośrodku (tym pierwszym) na pewno jest wiele dzieci czekające na to, aż je ktoś pokocha… A jedna pani zza biurka przekreśla im szanse na pokochanie, bo coś jej nie pasuje.
    Wiesz, ja pracuję w oświacie. W przedszkolu konkretniej. I widzę, że są przedszkola (na szczęście nie moje), które podczas rekrutacji przyjmują te „lepsze” dzieci, z lepszych, dobrze usytuowanych rodzin, ponieważ to daje korzyści dla placówki. Każdą instytucją kierują egoistyczne pobudki osób na stanowiskach. Ja rozumiem przepisy. Są i oczywiście należy je egzekwować (choć niektóre są naprawdę chore), ale interpretacja tych przepisów czasami zwala z nóg. Bo pani ma widzimisię.
    Anyway- jestem niezmiernie ciekawa dokąd, a raczej do kogo 🙂 zaprowadzi Was ta droga 🙂

    1. Oh, Misscarp, moja ciekawość jest rozgrzana do czerwoności…
      Wiesz, myślę – i myślę tak od bardzo dawna już, że gdybysmy wtedy kilka lat temu od razu trafili do naszego obecnego osrodka, już mielibyśmy dziecko. Już dawno byłoby to za nami.

      1. Z jednej strony- jest żal, może faktycznie już mielibyście dziecko i zawody związane z in vitro by już was nie dotyczyły. Ale z drugiej- na pewno dziecko, które będziecie mieli szansę pokochać będzie wyjątkowe. Ja jestem z tych, którzy twierdzą że sami jesteśmy kowalami swojego losu, jednak są sytuacje, które sprawiają, że nasze życie toczy się tak, a nie inaczej 🙂 Dzięki temu czasowi, który dostaliście- choć dostaliście to nie jest właściwe słowo.. ale inne mi nie przychodzi do głowy- masz mądrość, tę najważniejszą mądrość życiową. Pomyśl, że dzięki temu co przeżyłaś naprawdę niewiele rzeczy będzie Cę w stanie teraz złamać.
        A co do przeszłości- nigdy nie wiadomo jakby się to potoczyło, gdyby potoczyło się innym torem 🙂 Ważne co tu i teraz i to co przed nami 🙂

        1. Iza, ciesze sie, ze Twoja Mama jest juz w domu i czuje sie dobrze. Zycze zdrowia i przesylam serdeczne pozdrowienia.
          Co do adopcji to podobnie jak dziewczyny uwazam, ze tak widocznie mialo byc. Nic nie dzieje sie bez przyczyny i byc moze taka droge musieliscie przejsc zeby trafic na Wasze dziecko i zeby ono moglo trafic do Was.
          Trzymam kciuki, zeby to Waszs spotkanie nastapilo jak najszybciej i tego Wam zycze:)

  3. Iza będziecie cudownymi rodzicami, jestem jedynie w stanie domyślić się ile msz w głowie wątpliwości… ale uważam że jak już będziesz miała ten cud u siebie, przy sobie, będziesz pewnie po cichu podglądała jak śpi w nocy, śmiała się z drobnostek to sądze – mam taką nadzieje że te wszystkie niepewności i wątpliwości znikną. Da ci wiele radości, nawet jak będziesz miała gorszy dzień, nie wyobrażam sobie ciebie „nie kochającej”, uważam że już po kilku dniach zapomnisz że to była ciąża adopcyjna 🙂 to będzie twoje i twojego M. mały cud 🙂 Wasze wielkie, wyczekiwane szczęście, i oby jak najszybciej żebyś zdążyła pieluchy powymieniać 🙂 i żeby się ulało, a jak nie to chociaż żeby cie opluło jedzeniem, a i tak będziesz się cieszyła z tego faktu, na pewno dni stana się bardziej kolorowe i zaskakujące 🙂

  4. Iza, naprawdę ktoś chciał Cię zdemaskować? Zawsze zastanawia mnie, co kieruje takimi ludźmi… Jakaś nienawiść dzika, chęć sprawienia bólu, siania zniszczenia. Po co?

    Cieszę się, że mama już w domu. Niech dba o siebie. Dobrze, że to już za Wami. Teraz pora na regenerację dla Niej, ale też dla twoich zszarganych nerwów.

    A co do adopcji, to hm, co tu napisać. No kurcze, to magia jest. Nie wiem, jak Panie w ośrodkach to robią, skąd wiedzą, że to dziecko i ta rodzina to jest wlasnie TO. Patrzę, podziwiam, coraz częściej też uczestniczę („ty jesteś moja ciocia, wiesz to?”). Życzę Wam jak najkrotszego czekania. I odkładajcie kasę, bo jak już zadzwoni telefon, to momentalnie będziecie mieli miliard zakupów 😉

    Jeszcze na koniec chcialam drobną prywatę odwalić. Nie wiem, jak to możliwe, jakie fluidy płyną łączami, że jest tu tyle cudownych i chętnych do pomocy osób. Dziękuję Ci Iza, że nas zgromadziłaś, dostalam od dziewczyn tyle wsparcia i pomocy, że wręcz trudno uwierzyć, że z niektórymi znam się tylko „internetowo”. Dziękuję.

    1. Kas, obudziłaś moją ciekawość, o co chodzi z tym uczestniczeniem? Ty chyba nie masz zbyt wiele czasu na uczestniczenie w czymkolwiek.
      nie wiem, jak dziewczyny to robią, ale na wsparcie można liczyć zawsze, w każdej sprawie, o każdej porze dnia i nocy. Zgadzam się z Tobą, to magia 🙂

      1. Izo ta magia powstała dzięki twojemu blogowi, połączyła wiele osób które wiedzą co czują co przeżywają, z jakimi decyzjami się borykają inni 🙂 ser i krowa dla niebieskiej, białe majty na wizyty, bransoletka Leśnej, przesyłanie leków 😛 nachuchanych ciążowo przez Magde, no i co najważniejsze xxx tysięcy pomocnych info rad, no i jeszcze te kciukasy z całego świata trzymane za dobre wyniki, to podbudowuje mocno 🙂
        A nie najważniejsze są to dziewczyny które potrafią wylać kubeł zimnej wody na głowe jak trzeba a jak trzeba to przytulić i pogłaskać po plecach „internetowo” 🙂
        Ja jak dziś zaczęłam zadawać dziwne pytania pani dr to się łapała za głowe i śmiała, żebym już szła do domu robić co trzeba 🙂 Ale miałam bardzo fajną wizyte- widziałam ruszające się plemniki M. hihi ja widziałam głowki i witki ruszające się i jakieś kropki, on widział skaczące pchełki haha 🙂
        A co do zdemaskowania ciebie no co za ……. i tu sobie wstaw do woli bo wpis by zawierał same bluzgi, nie wolno i już !!!
        Ciesze się że mama już w domu i że się lepiej czuje, teraz tylko zadbaj by nie była taka uparta i się oszczędzała trochę.

  5. Iza,

    Czyli powolutku zaczyna sie pare spraw układać i wchodzić na lepsze tory: mama, OA itd.
    tak trzymaj !

    Naprawde nie moge zrozumieć, jakie prawo ma ktos obcy potępiać wasze decyzje o adopcji. Co mu do tego?
    I jeszcze, zebys musiala sie tego obawiać i ukrywać.
    WIem, ze w naszym społeczeństwie jest wciaz za malo tolerancyjności. Ja zwiedzilam kawał swiata i to jest jedna z tych wad, ktora zawsze potępiałem
    Druga to przesadny katolicyzm – bo w innym katolickim kraju, ksiądz – normalna osoba – nie robi afery, bo jego wierni wzięli tylko slub cywilny (byl na tym slubie i nawet na wesele sie wybral). W ogóle w wielu kwestiach kościół sie miej miesza do zycia i twojej sypialni 😉

    Sonia
    Mala Ania
    Dziewczyny trzymam kciuk 🙂

    1. Franczeska, a tego niemieszania się akurat nie rozumiem.
      Jako osoba chyba niewierząca, a na pewno niereligijna, nie chcę i nie potrzebuję żadnych narzucanych mi zasad postępowania.
      I uważam, że skoro jest się w jakiejś religii, niby się wierzy, to powinno się do tego stosować, przynajmniej do tych ważnych zasad.
      Sakramenty są ważne w katolicyzmie. I nie wiem, jak może nazywać się katolikiem ktoś, kto wziął ślub cywilny, bo go na wesele po kościelnym nie było stać. I uważam, że księża odmawiający chrztu niemowlętom z takich związków mają rację. Bo jak może wychowywać w wierze ktoś, kto nie stosuje się do jej podstawowych zasad? Niech się dziecko ochrzci jak już będzie mogło choć częściowo za siebie odpowiadać.
      Jak Ci główne zasady nie odpowiadają, to zmień religię.

      To tak jakbyś mówiła, jestem wegetarianinem, ale niepraktykującym, albo wołowiny to nie, ale kurczaka i cielęcinę zjem.
      Oczywiście masz prawo nie jeść tylko wołowiny, ale nie nazywaj się wegetarianką.
      Katolik to nie ktoś, kto lekceważy wiele zasad wiary.
      Dobrym człowiekiem, chrześcijaninem może być. Może wierzyć w opowieść o Chrystusie, ale nie jest katolikiem.
      Wiara to jedno, a religia narzuca zasady. Nie chcesz się im podporządkować to nie.

      1. Wezon,
        Masz troche racji, ale problem ten jest duzo bardziej skomplikowany. Moglybysmy nowy blog utworzyc i dyskusja ciagnelaby sie w nieskonczonosc 🙂
        Szkoda na to czasu 😉
        Zdecydowanie wole watek sukcesach w walce z nieplodnoscia 🙂

  6. Iza, te pytania zadawałam sobie setki razy.. Czy pokochasz dziecko z adopcji? Myślę, że tak, ale ta miłość często przychodzi z czasem. Nie nastawiaj się raczej na miłość od pierwszego wejrzenia. Po kilku tygodniach (miesiącach) nie będziesz na codzień pamiętała, że to nie Ty urodziłaś. To będzie po prostu Twoje dziecko! Czy rodzina pokocha? Nie zależnie od ich reakcji na Waszą wieść o adopcji, większość rodziny, gdy już ujrzy na oczy Wasze dziecko – pokocha je tak, jak Wy. Jeśli nie zaakceptują dziecka, ja dałabym sobie spokój i nie utrzymywałabym kontaktów. Nie mogłabym patrzeć na cierpienie swojego dziecka. A choroby? Zawsze coś może wyjść. Ale wiem też, że gdyby okazało się teraz że moja córeczka jest chora, to walczyłabym o jej zdrowie wszelkimi dostępnymi sposobami. Tak, jak o rodzone dziecko. Uściski dla mamy!

  7. Iza wciąż podziwiam jak mądrą życiowo i silną psychicznie jesteś osobą, zgadzam się z dziewczynami, że nic nie dzieje się bez przyczyny i może właśnie wkrótce Wasze dziecko przyjdzie na świat.

    Co do osoby, o której wspominasz we wpisie to współczuję, nie rozumiem skąd się biorą tacy ludzie, niestety jest ich pełno…roszczą sobie prawo do oceniania innych i wchodzenia w ich życie brudnymi buciorami…albo są bardzo zakompleksieni i nie mają swojego życia albo jest ono wypełnione zazdrością i zawiścią, sama niestety tego doświadczyłam. Odetnij się grubą kreską, najważniejsi jesteście Wy i Wasze dziecko.

    1. Borówko, niestety większość postępowań przed Urzędem Skarbowym jest z powodu donosów. Wiadomo, że czasem to słuszne, ale ludzie potrafią donieść, że ktoś za drogie buty kupuje.

  8. Iza. Cieszę się, że z Mamą lepiej, wiedziałam, że kobiety są jednak rozsądniejsze więc jeszcze bardziej cieszy mnie, że zaczyna o siebie bardziej dbać 🙂

    wątpliwości… one zawsze są… ale myślę, że znikną i to wszystkie. Myślę, że jak już Tego Szkraba się ma, jak już on/ona się w tej rodzinie „urodzi” to wszystkie wątpliwości przestaną mieć znaczenie. Będzie Wasze. Tylko Wasze i wychowacie go na wspaniałego człowieka. Ostatnio słyszę o cudownych adopcjach, o tym jak rodzice świata poza Tym dzieckiem nie widzą i o tym jak to dziecko upodabnia się do rodziców. Jest ich częścią, jest ich. Po prostu ich. Czuć niesamowitą miłość, przywiązanie, oddanie. Aż mi ciary idą jak słucham takich opowieści… i wiem, że tu czeka mnie taka opowieść, że pewnie będę ryczeć, ze hej czytając Twoją historię, oczywiście że szczęścia ! 🙂

    Iza, czy możesz coś więcej napisać o konieczności zakończenia leczenia? wystarczy, że się tak powie, czy wymagają jakiegoś dokumentu? i wybacz, że tak bezpośrednio zapytam, ale jak to się ma do stanu faktycznego, bo Ty raczej nie miałaś zakończonego jak uczęszczałaś na kurs.

    1. Tuptuś , tak, jasne, pytaj, po to poruszam ten temat właśnie, żeby odpowiedzieć komuś na pytania i wyjaśnić to, co sama wiem.

      W Polsce nie ma formalnie prawa, które nakazuje zakończenie leczenia, aby adoptować. Ale taka niepisana zasada panuje w większości polskich OA (nie we wszystkich). Ośrodki przyjmują, że jesli nie przeżyjemy w sposób właściwy (jak żałoby) tej straty, nie bedziemy w stanie zaakceptować przysposobnionego dziecka.

      Rozumiem ten tok myślenia, ale moim zdaniem warunek jest zbyt ostry. To znaczy dla mnie pierwsze miesiące kursu były decydujące, dopiero chodząc tam, zrozumiałam, że in vitro nie gwarantuje mi niczego i poczułam, że naprawdę chcę adopcji.

      Żaden ośrodek nie będzie od Ciebie wymagał dokumentu z oznajmieniem „Pani Tuptuś zakończyła leczenie i nigdy do niego nie wróci”, bo wiadomo, ze nikt Ci czegoś takiego nie da, nie może, nie weźmie odpowiedzialności za to zdanie. Ośrodek może jednak, wiedząc, ze się leczyłaś wymagać informacji od lekarza-ginekologa o przyczynach kłopotów z zajściem w ciążę i ewentualnym leczeniu.

      Mój wymagał.

      To się niejako wiąże z ogólnym stanem zdrowia, bo wiadomo, ze OA nie będą powierzać dzieci skrajnie schorowanym parom, jednak ten papier od ginekologa miał rzeczywiście na celu wyjaśnienie sprawy leczenia niepłodności, bo był wymagany jako jeden z pierwszych.

      Stan faktyczny jest taki, jak napisałam pomiędzy wierszami wcześniej. DOstarczyłam dokument od gina, że ciąża naturalna jest niemożliwa u mnie i chodziłam tam na początku tak trochę testowo. Potem proporcje się odwróciły i już in vitro kończyłam tylko tak testowo jednokreskowo.

      Temat rzeka dla mnie. Na kursach poruszaliśy też wątek leczenia – on sprawił, że zobaczyłam in vitro w innym świetle. Nie złym z punktu widzenia medycyny, ale mającym nade mną kontrolę – jako hazard.

      1. Izo, a co w tych wypadkach kiedy ciąża jest możliwa, a nie przychodzi? I jak ktoś się nie leczył? Tylko powiedzmy od 5 lat nie zaszła w ciążę, nie chce iść w leczenie, tylko adopcja? Sprawdzają, czy Ci się zdanie nie zmieni? A jakbyś była po ivf, zostałyby jakieś zarodki, a Ty byś nie chciała ich odebrać? Uznaliby, że to niezakończone leczenie? Wyobrażam sobie sytuację, że np. jestem po 3 poronieniach, jeszcze 2 zarodki są, ale już nie mam siły sprawdzać, nie dam rady z kolejnym poronieniem.I co wtedy?
        To śliski temat.

        A co do hazardu, to już też tu pisałam wielokrotnie, że takie podejście „będę próbować do skutku” może wciągnąć jak bagno.
        Jak wydasz 50 tys. na próżno, to będziesz chciała jeszcze raz spróbować. Bierzesz leki, to i to poprawiłaś, to teraz nie zrezygnuję. Czysty hazard, z wyższym na szczęście prawdopodobieństwem wygranej. Ale jest też prawdopodobieństwo zniszczenia sobie życia.

        1. OA nie mają prawa żądać zaświadczenia o niepłodności czy zakończeniu leczenia. To chore „widzimisie” niektórych ośrodków. Przecież w wielu przypadkach nie do końca wiadomo, dlaczego dana para nie może zajść w ciążę lub jej donosić. Adoptować mogą wszyscy: pary, które mają dzieci biologiczne, adoptowane i pary bezdzietne.

        2. Wężon, u mnie w OA jest para, której nie udało się zajść w ciażę, ale IVF nie chcą i mówią otwarcie o tym, że nie zamierzają próbować nawet. Nie wiem, na ile ich słowo wystarczyło, aż tak blisko nie jesteśmy, żebym wypytywała. W każdym razie da się.

      2. Iza a ja żałuję że przed in vitro nie jest wymagana konsultacja z psychologiem i podpisanie papierów z czym to się wiążę. Aby adoptować trzeba mieć kwalifikacje a przecież w in vitro tez trzeba rozważyć problem ale adopcji prenatralnej. Temat nadliczbowych zarodków jest przemilczany a ludzie desperacko pragnący dziecka o tym nie myślą. In vitro to loteria i nikt nie może powiedzieć jak się zakończy. Można mieć 6 zarodków i z każdego może być ciąża a można mieć 11 i nic. A nie każdy chce i jest gotowy urodzić wszystkie dzieci z zarodków. A potem trzeba żyć ze świadomością że ktoś wychowuje moje dziecko. Niestety przy adopcji prenatralnej chyba nawet nie ma się prawa wiedzieć czy z zarodków urodziło się dziecko i dziecko nie będzie chyba mogło poznać swoich rodziców genetycznych.

  9. Może wsadzę kij w mrowisko, ale wszystkie dziewczyny, które już mają dzieci, czy to biologiczne czy adopcyjne: czy jak dziecko jest już w domu, to stajecie nad lozeczkiem i myslicie: ojej. to sa moje geny. moje geny…. Wiadomo, w adopcji nie da się uniknąć pewnych lęków, co do obciążeń genetycznych, nieznanego okresu życia płodowego, niemowlecego…. ale dziecko urodzone,, własnoręcznie,, nie gwarantuje genów równych jak w zegarku, ciąży bez komplikacji, bez leków, gładkiego porodu.. strach jest wpisany w świadome macierzyństwo. Wydaje mi się, że jakkolwiek nasza córka znalazła się w naszym domu, koc halibyśmy ją tak samo. Strachy byłyby różne na różnych etapach, ale miłość ta sama. Na każdym etapie inna. Fajnie na swoim blogu podsumowała to Ala, ma ma Leona i Amelii..
    ps. Fajnie, że mama się rehabilituje po swojemu:)

    1. Też lubie bloga Ali , ogrom miłości i rozsądku … 🙂
      Iza mam nadzieje że teraz dni będą leciecieć na pełnym „speedzie” i TEN DZIEŃ będzie już za chwilę.
      Myślę że na początku trudno jest z Każdym Dzieckiem , nie ważne jaką drogą do nas trafi… 🙂
      Natomiast liczę że uczenie się siebie nawzajem i przejście tej drogi wspólnie to będą najpiękniejsze momenty … 🙂

      Sonia , Ania kciuki za Wsze Bobaski :*

    2. Olga, nieco zabawne i bardzo mądre. Ale myśle, ze wiesz, o co mi chodzi na nieco głębszym poziomie. Moje geny nie są przedmiotem mojej miłości. Za to to, że mój mąż przeze mnie nie będzie miał dziecka takiego, jak on sam, zawsze będzie sprawiało mi przykrość. Ból, z jakim da się żyć, ale obecny, abstrahując od dziecka, które pokochamy.
      Gdyby zreplikowac mojego męża w kilku egzemplarzach, wydaje mi się, że świat byłby lepszy, bo to dobry człowiek jest.
      Ominiemy replikację, zastosujemy wychowanie zamiast tego 🙂

      1. Iza – jakby Ci to przewrotnie napisać – Wasze ” hipotetyczne wspólne dziecko” mogłoby i tak mieć więcej cech charakteru po Tobie a nie akurat po mężu 😉
        Wiem. Nie możecie tego sprawdzić.

        Ale na pewno wspólnie wychowując maleństwo wpoicie mu wszystko to na czym Wam zależy.

        Czy już ruszył czas Twojej ciąży adopcyjnej? Bo wcześniej coś napisałaś, że jakoś tak zbyt szybko Ci się tego gratuluje…

        1. Termin ciązy adopcyjnej jest bardzo umowny, ale ostatnio gdzies mi mignelo, ze sie go liczy od zakończenia szkolenia. Wiec jestem jeszcze w trakcie stymulacji, można powiedzieć 🙂

          1. Wydawało mi się ze szkolenie macie już za sobą, ale nie jestem zorientowana jak te etapy wyglądają, więc może coś pomieszałam.
            Oczywiście dasz nam znać kiedy juz będzie można składać Wam oficjalne gratulacje z okazji tej ciąży? 🙂

          2. Martucha, szkolenie, przynajmniej w moim OA, jest dłuuuuugie. Nie piszę szczegółowo, bo mimo wszystko nie chcę dać się łatwo rozpoznać po faktach z zycia. W każdym razie wszystko trwa. Dam znać.

      2. Iza, niepłodność zawsze zderza nas z wlasnym ego. Na roznych poziomach.. tak jak urodzenie/adoptowanie dziecka. Trzeba się zmierzyć z tym, co mogę, czego nie, że nie zawsze jest jak mi się wydawało, że będzie… Nie obraź sie Mężu Izy -napewno jestes fajnym facetem, ale Iza, caloksztalt to raczej nie kwestia genów, tylko środki dowisk/wychowania/ czego tam jeszcze…
        Napewno kochasz nieprzytomnie swojego chlopa, ale czy to czasem nie idealizujesz? 🙂
        Drzazga boli, jest, ręki sobie nie odetmiesz.. ale wkrótce zarośnie cieplym miekkim cialem o zapachu oliwki.

        1. Olga, kochana mądra, dobra duszo, oczywiście, nie drę szat dziś z tego powodu, wielokrotnie tu omawianego i przeżywanego przez każdą z nas.
          Przerobione, zrozumiane, poszliśmy dalej.
          Chcę tylko powiedzieć, ze doświadczenie, które przyszło z niepłodnością podpowiada mi, aby szczerze nazywać uczucia 🙂 Szczerze nazwałam, bo jak obawa ma imię, to jest jakoś lepiej oswojona i może nawet da sie pogłaskać.

        2. Olga, a ja chciałam zobaczyć, co z naszego połączenia wyrośnie. Nie wiem, co by było, gdyby to było niemożliwe.
          Adopcji chciałam jako nastolatka. Uważałam, że ciąża jest okropna, niszczy ciało, poród jest przerażający, małe dzieci okropne, a przedszkolaki męczące. Tak najlepiej chciałam adoptować 10-latkę.
          Potem uznałam, że jednak fajnie zobaczyć, co ze mnie wyrośnie.

          Oczywiście, że nie stoisz nad łóżeczkiem i nie myślisz o genach, ale jednak wiesz, że one tam są.
          No i ja wierzę w geny. Tzn. nie twierdzę, że moje są takie super, może te adoptowane byłyby lepsze, ale wierzę, że geny to z 50% człowieka. Pewnych rzeczy nie zmienisz.
          Dlaczego jak człowiek jest niski, lub wysoki, ma palce pianisty, czy niebieskie oczy, to to akceptujemy, zgadzamy się, że to geny i nic nie poradzisz, a z charakterem uważamy, że wszystko da się wypracować? Powiedziałabyś pacjentowi, że jak się postara to zmieni wzrost?
          Wiele rzeczy można wypracować – ta sama cecha może nas popchnąć w różne strony, ale ta cecha jest genetycznie i tyle.
          I naprawdę widzę, w jak wielu kwestiach Laura jest do nas podobna. Najczęściej w tych denerwujących. 😉
          Np. po mnie jak się zaprze, to nie ma siły, żeby ją przekonać, a po Jarku jak się ją skrytykuje mocniej, krzyknie, to się zamyka i nic nie dociera.

  10. Iza, ja odważyłam się na rozmowę OA, ale jeszcze sobie to w głowie układam, w każdym razie kilka spraw się wyjaśniło, a ludzie byli raczej przyjaźnie nastawieni.
    Zapytam wprost – jak wybrnęłaś TY z warunku zakończenia leczenia? Jak przechodziłaś przez rozmowy i kursy, jednocześnie robiąc transfery?
    Ja po rozmowie z pedagogiem szybko zdałam sobie sprawę, że nie zakończyłam tego etapu, i że nie przesadzają mówiąc „trzeba przejść przez okres żałoby po dziecku, którego nie ma”.
    Poszłaś na przekór regule, domyślam się, że się tym w OA nie chwaliłaś, ale jak to zrobiłaś W GŁOWIE? Dało się to pogodzić? Nadzieja na ciążę i decyzja o adopcji? Czy też nadzieję odrzuciłaś?
    Jeśli to zbyt osobiste – zrozumiem.
    Cieszę się, że mama wychodzi na prostą.

    1. Gaja, to było dla mnie bardzo trudne. To najbardziej drażliwy temat całego szkolenia.

      Trudne bo 1) wiedziałam, że nie mówię prawdy i 2) nie da się czekac na dwie ciąże, adopcyjną i naturalną. Zbyt rozrywające.

      Na początek nastawiłam się zadaniowo na to szkolenie – że pochodzę, posłucham, zobaczę, jak to jest, w każdej chwili mogę zrezygnować.

      Potem szalki wagi zaczęły się wyrównywać, w miarę, jak coraz bardziej podobało mi się w ośrodku, a in vitro coraz bardziej nie wychodziło. Ten moment równania się był okropny. Bywało, ze płakałam z natłoku sprzecznych myśli, pragnień, ocziekiwań.

      A potem to leczenie zupełnie mi puściło. Zaczęłam go naprawdę nie chcieć.
      Ostatnie testy robiłam z przerażeniem, co się stanie z naszą adopcją, jeśli będą pozytywne… Wiedziałam, ze i tak będę chciała wrócic do OA…

      Wiem, że znajdzie się ktoś, kto mnie potępi za to, co napiszę, wiele osób ze środowiska adopcyjnego to skrytykuje (i ja też mam argumenty, aby to skrytykować), ale ta adopcja pomaga dwa razy. Najpierw pomogła mi, nam obojgu, rozstać się z in vitro (szczerze i w głębi serca), a potem pomoże jakiemuś dzieciaczkowi znaleźć czekający na niego dom.

      Jeszcze planuję poruszyć ten wątek we wpisach na blogu. Tak długo milczałam o adopcji, teraz chcę nadrobić.

      Pytaj Gaja, jak będzie zbyt osobiście, napiszę Ci maila.

    2. Gaja pytałaś Izę ale ja też podjęłam temat adopcji lecząc się jeszcze. Idealnie jest zakończyć leczenie, przeżyć żałobę i traktować adopcje jak dar a nie jak konieczność, plan B. Ja kłamałam w ośrodku że nie leczymy się bo wiedziałam że taki jest wymóg. Mnie było prościej bo dla mnie adopcja to była droga do macierzyństwa. Z miłością przyjęłabym dziecko adoptowane i biologiczne. Dla mnie geny nie miały żadnego znaczenia. Ja nie parłam tak na macierzyństwo biologiczne. Gdybym ostatecznie zdecydowała się na adopcje chyba nie chciałabym kontynuować leczenia bądź starałabym się je jak najszybciej zakończyć. Szczególnie że udany transfer niczego jeszcze nie gwarantuje. Nie dałabym rady być w ciąży, ukrywać ją, bać się poronienia i chodzić na warsztaty bo bałabym się że wypadnę z kolejki. Mówiąc o kolejce mówię o sobie. Jestem przed 40 więc miałam bardzo ograniczony czas na adopcje malucha.

  11. Leze. Obok mnie spi coreczka. Uwielbiam patrzec jak spi. Nocami czasami zakradam sie do pokoju aby przed pojsciem spac raz jeszcze spojrzec i zachowac w sercu ten obraz na zawsze. Nieustannir mnie to rozczula. To takie niesamowite ze ktos nas polaczyl. Ze to sie stalo. Ze dzieje sie kazdego dnia.
    Obok za sciana synek robi z tata obiad. Slysze dobiegajace rozmowy, wspopne zarty i smiechy.
    Sa z nami od lutego.
    Bywa trudno.
    Ale to najpiekniejszy cud jaki nam sie przydarzyl. Dwa cudy.
    Zycze Wam pieknej adopcyjnej drogi pelnej milosci i ciepla. Ktore zwyciezaja leki i strachy i ktore dodaja sil i nadziei.Jestescie wspaniali:*
    Ps. Ten katolicki – mysle ze mowimy o tym samym – kazal nam czekac na 5 letni staz malzenski. Wlasnie moglibysmy sie zglaszac na kurs… W tym czasie przeszlismh kurs w innym miescie, rok czekalismy na telefon i od prawie roku dzieci sa juz z nami. Dobrze ze znalezliscie inne miejsce.

    1. Wszystkie kolory swiata, chłonę to co napisałaś linijka po linijce, mir po mirze… 🙂 Wysłałaś mi wspaniałą pocztówkę tym obrazkiem.
      To co piszesz, to też dowód na to, ze zasady są potrzebne, ale nie zawsze jedyne słuszne… Dobrze, że zawalczyliście o swoje szczęscie. Ściskam całą czwórkę!

  12. Dziewczyny, kiedy zrobić test sikany? Jak tydzień byłam mega spokojna, super spałam i w ogóle, to wczoraj bezsenność (późno się polozylam i wtedy spać nie moge) i od razu nerwy, relanium 🙁 I jak cierpliwie czekałam zawsze do testu 12 dni, tak przez ten wkurw chce teraz wiedzieć od razu natychmiast, dziś 8 dpt 5-dniowej blastocysty. Co radzicie ?

    1. Meliska, są dwie szkoły.
      1) Rozum mówi, że to za wcześnie.
      2) Serce mówi, że mogłoby coś wyjść.

      Obie szkoły są tak samo dobre. Wiesz, że to nie jest czcze gadanie.

    2. Meliska, jutro powinna juz byc druga blada kreska, beta wyszłaby prawie na pewno. Nie możesz zrobić rano badania krwi? Bedziesz mieć odpowiedz.
      Trzymam mocno kciuki za te druga kreskę!

        1. Meliska, no weź, 8 dpt i wieczorem? Już nie mogłaś do rana doczekać? Przy takich ewentualnych poziomach bety to się liczy, czy z wieczornego, czy porannego moczu.
          Jak będziesz miała 500 to i z wieczornego wyjdzie. 🙂

          1. Wiedziałam, że to głupota, ale zrobiłam i już. Nigdy wcześniej, nawet jak mnie ktoś usilnie namawiał nie robiłam testu wcześniej niż 10 dpt (5-dniowe) – 12 dpt (2-dniowe) i to rano. Jestem już zrezygnowana, myślę, że okres nadchodzi, mam dość życia pomiędzy transferami i jazdami po 400-500 km, życia nadzieją, która zawsze śmieje mi się w twarz, jestem zmęczona, wszystko wokół tylko nam się wali od kilku lat i nic dobrego, ile jeszcze można? Nadejdzie okres i to już będzie koniec końców, całkowity brak nadziei i marzeń…

          2. Melisko, tak jak Wężon pisze, 8 dpt to miałabyś mieć bardzo dużo szczęścia, zeby cos wyszło. Nie masz możliwości zrobienia bety dzis? Wiedzialabys na pewno.

          3. A jak nie masz opcji iść na betę, to zrob test jutro rano jeszcze raz. Rano sa zdecydowanie wieksze szanse na druga kreskę niż po południu.

          4. Melisko, z takich ostatnich szans i rezygnacji to już nieraz tu były piękne ciąże. Albo nawet po – jak martucha ostatnio.
            Cały czas trzymam kciuki za pozytywny wynik.

  13. Iza, obawy są zawsze, to jest nawet zdrowe, nie powinniśmy nastawiać się na sama radość i szczęście, bo to jest utopia. Wiadomo że są i ciężkie chwile. Ale czy przy biologicznym dziecku ich nie ma? Z mojej perspektywy mogę powiedzieć tyle, że decyzja o adopcji była najlepsza w naszym życiu. Jutro kończymy kurs i czekamy na dziecko:)

    1. Kas to nie ja. 🙂 A jeszcze parki linowe działają?

      Przy takiej temperaturze nie noszę czapki, a szalik tylko w porządne mrozy.
      Nadmierne ocieplanie gardła, robienie różnic temperatur źle na nie wpływa.

  14. Iza, nienaturalne by było raczej gdybyś nie miała żadnych wątpliwości, obaw,lęków, pytań – to nowa sytuacja, poważna decyzja i nie ma instrukcji działania. Ale tak jak piszą dziewczyny-wszystko minie w jednym momencie. Już niedługo będziecie mieli Wasze Dziecko w domu 🙂
    Dziewczyny, czy wiecie może dlaczego dostałam orgametril 2x dziennie? To jest syntetyczny progesteron. Rozumiem gdybym miała transfer teraz planowany ale nie będę miała świeżego tylko crio, to po co mi to? Poza tym, że nie mogę się od kilku dni załatwić pewnie z powodu progesteronu właśnie, to nie wiem co na mi to dać? Opóźnia jeszcze pewnie miesiączkę. Mam ochotę to odstawić samowolnie.

    1. Ania, ja bardzo często brałam orgametril . Lekarz przepisywał mi to, jak widział niepeknięte/otorbione pęchrzyki (skutek PCOS).

      też 2 razy dziennie przez ok. 4-5 dni pod koniec cyklu. Miesiaczka przychodziła mniej wiecej 3 dni później.

      Zawsze bardzo źle reagowałam nasztuczny progesteron. miałam ogromne problemy w toalecie, aż szkoda gadać. Ale na orgametrill nie reagowałam wcale źle. Leczył mnie (torbiele po pęcherzykach znikały), ale nie szkodził.

      1. Dzięki Iza,czyli mam brac, nie odstawiam. Odstawilam sobie antybiotyk i nie będę do niego wracac. Nienawidzę antybiotyków i już po 1 dniu brania mam infekcję (pewnie grzybiczna). Dziś nie dzwonili z N. Nie wiem co z moimi zarodkami i ile się zaplodnilo z tych dodatkowych 8 komórek :/

          1. Tak, od początku brałam probiotyki ale nic to nie dało. Od razu pierwszego dnia po antybiotyku infekcja :/ właśnie obliczylam sobie, że ostatnia hiperka zaczęła się tak jakby dziś w nocy miała się zacząć ta. Tak się boję :/ normalnie miałabym jutro transfer, wtedy 3 dni po punkcji miałam transfer,a po nim wszystko się rozkrecilo. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej.

  15. Mala Aniu, zadzwonia w pon bo dzis zamkniete;). Czekam razem z Toba na dobre wiesci.
    Melisko. Trzymam kciuki za pozywtywna bete. Mam tez pyt czy Ty po transferze teraz tez mialas przepisame relanium? Piszesz wyzej, ze wzielas jak nie moglas spac i tu moje pyt bo nie wiem – mozna to brac po transferze przez kilka dni ?

  16. Hej Olga, wzielam wczoraj i 1 tab dzisiaj ale te najlabsza 2 mg (bo ja zazwyczaj nie biore i nie lubie brac lekow jak nie musze). U mnie to nawet nie do konca chodzi o zdenerwowanie tylko powoedziano mi, ze ten lek podobno dziala rozluzniajaco takze na macice (czy cos w tym stylu) Czy tak rzeczywiscie jest? Biore tez no-spe bo dzis mnie bolal brzuch ale juz na szczescie minelo. Takze jesli o mnie chodzi to tak wzielam tylko wczoraj i dzis i na tym koniec:)

  17. Iza, dopiero dziś przeczytałam o Twojej mamie. Bardzo mi przykro, że Was to spotkało, jednocześnie cieszę się, że już z mamą ok i że jest już w domu. Nawet nie chcę myśleć jak się czułaś:( Jak czytam o tej Twojej porąbanej pracy to aż mną trzęsie. Co za czasy?!Nie ma we mnie zgody na taki podły świat.
    W sprawie Twojej, wróć, Waszej adopcji, czuję ogromną ekscytację. żałuję, że nie możesz nas informować na bieżąco o etapach szkolenia, o tym, co tam przeżywacie. To takie dobre uczucie, kiedy wiem, że każdy dzień przybliża Was do rodzicielstwa. I tak sobie myślę, że będziecie super rodzicami!!:)
    Buxziaki:*

  18. Adopcja to na pewno trudny temat. Sama czasem o tym mysle i sie boje. Czy dalaby rade, czy bym je kochala. A co jak inni nie beda go kochac? W rodzinie mojego meza jest wiele ‚naturalnych’ dzieci, czy jego rodzice kochali by nasze dziecko tak samo jak swoje inne wnuki? Glupie teoretyzowanie ale boje sie tego. Nie chcialabym, zeby czulo sie gorsze ale nie wiem czy moja sama (i meza) milosc by mu/jej wystarczyla by sie tak nie czuc.

  19. Iza, bardzo się cieszę, że mama wraca do zdrowia. Super wieści.
    Co do adopcji to jestem pełna optymizmu :-)))))
    Mam nadzieje ze nie bedziecie czekać długo na swojego skarba:-)
    Bardzo mi przykro ze jakas pi…da węszy wokół Ciebie, bloga. Podejrzewam kto to moze być, jak wszystko dobrze pójdzie i ta osoba nie bedzie mogła Ci zagrozić to nam wszystko opowiesz:-)
    Buziakiiiii dla Ciebie i wszystkich moich dziewczyn. Dobrego tygodnia nam życzę.
    Ps w czwartek trzymajcie kciuki za polowkowe 🙂

  20. Moim zdaniem świadome macierzyństwo jest trudne i tak naprawdę nie ważne czy biologiczne czy adopcyjne. Przy biologicznym też nie da się wszystkiego przewidzieć i też są obawy, wątpliwości, nerwy. :). Dzieci rodzą się chore. A rodzina. w mojej nigdy nie było adopcji a dziadkowie i tak faworyzowali niektóre z wnuków. Rożnica jest taka że jak ma się dziecko adopcyjne i coś z nim jest nie tak to można to zrzucić na rodziców biologicznych a w biologicznym już nie ma na kogo:). Ala fajnie to opisała na swoim blogu. Pani z ośrodka adopcyjnego bardzo podkreślała że nie powinno się adoptować dziecka jeśli nie pogodziło się z tym że nie można mieć biologicznego. Wydaję mi się z tego powodu bo nieistniejące dziecko biologiczne jest wyidealizowane , perfekcyjne i ciągłe to porównanie. Nie wiem co to znaczy adoptować ale jak czytałam na blogach osób które adoptowały to żadna nie żałowała. To dziecko jest Twoje , tylko droga do niego była inna. Polecam książkę „Dziecięce Dusze ” tam fajnie jest to opisane. A wątpliwości, zmartwienia i obawy chyba zawsze będą bo to są uroki macierzyństwa.

    1. Tak, z tych z pierwszej tury zapłodnienia było w sb 5 zarodkow -tyle jest nadal. 3 są słabe ale.się dzielą, dwa są dobrze rokujace. W drugiej turze było jednak 9 moich komórek które dodatkowo dojrzały i z nich dziś w drugiej dobie też jest 5 zarodkow. O 15 szefowa ma je oglądać i decydować czy zamrazac wszystkie na raz, czy te z drugiej tury hodować do 3 doby i zamrazac jutro. Kazali mi dzwonić jutro ale chętnie bym się dowiedziała dziś co i jak…

      1. Aniu, ale te pierwsze słabe też zamrożą, czy tylko te dwa dobre?
        Bo podobno zamrażają wcześnie dobre, jeśli nie budzą wątpliwości.
        Ale co klinika to metoda, ciekawa jestem, jak to wyjdzie u Ciebie.

        Za ile trzymać kciuki? Ile byś chciała? Jak najwięcej, czy np. 5-6, żeby dało się potem tyle dzieci mieć?

        A crio będzie w najbliższym cyklu, czy dłuższa przerwa?

        1. Wężonku w zasadzie na żadne pytanie nie potrafię Ci odpowiedziec… nikt mi nie powiedział, że mieliby nie mrozić tych słabszych, pani powiedziała „3 słabe, ale się dzielą”. Cholera wie jaka będzie decyzja. Ja chyba wolałabym czekać do 5 doby żeby przetrwały tylko te naprawdę silne, wtedy miałabym jasność, gorzej jakby nie przetrwało nic, ale nie wiem czemu mam w głowie takie myślenie, że jak mają nie przetrwać do 5 doby, to ciąży z nich też nie będzie. Tak mam. nie wyobrażam sobie ciąży razy 10 jeśli wszystkie miałyby przeżyć. Oddania zarodków do adopcji tez na ten moment niebardzo. Sama nie wiem jak to będzie. Zamora w piątek (on mi robił punkcję i z nim potem omawiałam co i jak) powiedział, że on zaleca pacjentkom z ryzykiem ohss jeden cykl przerwy, ale odesłał mnie do lekarza prowadzącego. Ja myślałam, że fajnie by było gdybym teraz poczekała na miesiączkę, jak się zacznie to umówiłabym się na crio już, ale sprawdzę też tsh, bo po ostatniej stymulacji miałam 4, także za wielkie. Dużo mam znaków zapytania i męczy mnie to, bo ja z tcyh co wolą wiedziec.

          1. Mała Aniu, to są świetne wiadomości! Trzymam kciuki, za dzielne bąble. Daj znać, jak będziesz coś wiedzieć, bo akcja się rozwija, a my tuptamy niecierpliwie.
            Ja miałam ten miesiąc przerwy, o którym mówisz, obowiązkowe usg jajników po stymulacji i jeszcze w tamtym cyklu bralam dipheriline. Znaki zapytania wyjaśniaj z lekarzem, wszystkie po kolei.

  21. Iza, decyzja o adopcji kojarzyla mi się zawsze z jedną z najtrudniejszych decyzji podjętych świadomie. Kiedy znajomi nam to proponowali jakiś czas temu jako rozwiązanie naszych bezowocnych starań patrzyliśmy zdziwieni bo dla nas to była podróż w kosmos.. Bo przecież nasze cudowne geny przecież znikną, bo będzie pewnie trudne bo miało trudniejszy start…. Teraz z perspektywy czytania tego bloga, drogi do dziecka trochę trudniejszej niż u innych par- oboje patrzymy zupełnie inaczej bo dotarło do naszych egoistycznych głów, że dziecko nawet poczęte z nas obojga nie gwarantuje żadnemu z nas dziedziczenia po równo naszych ” cudownych” genów a tylko stwarza szansę na jakieś tam prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Myślę podobnie jak Olga że jak połączycie z M super mądre podejście do życia, zdrowy rozsądek i dodacie do tego parę kilo miłości to odnajdziecie w dziecku siebie. Tak po prostu.. I nie będzie gadania o genach bo przecież nikt Wam w kariotypy zaglądał nie będzie! A będzie po prostu bezwarunkowa LOVE!

  22. Dziewczyny mam pytanie – koleżanka ma zamrożone zarodki. Pierwsze ivf nie doszło do transferu, robiono jeszcze wtedy pgd na życzenie i okazało się, że wszystkie są chore. Teraz nie może zrobić pgd i pytała mnie, czy nie wiem, czy istnieje możliwość zabrania zarodków gdzieś za granicę żeby je przebadać?

    1. Aniu, a jak były chore poprzednio, to nie jest wskazanie do badania? Masakra. Ile ich jest? Bo np z 3 to nie warto jeździć.
      Myślę, że można, kliniki same organizują sobie transport.

  23. Własnie nie pamiętam ile koleżanka ich ma, wydaje mi się, że nawet jeśli więcej niż 3 to niewiele więcej. Pisała mi przed chwilą, że na str Invimed jest info o pgd. tez jej sugerowałam, że skoro poprzednio nie doszło do transferu na podstawie wyników pgd to powinni jej teraz zrobić.

    1. Mała Aniu – ja też robiłam prywatnie PGD podczas perwszego podejscia prywatnego. Teraz pytałam i powiedzial mi dr, że ustawa sie zmienila i nie mozna na zyczenie. Podstaw niby nie mam ale w kariotypie meza wykryto polimorfizm dlugiero ramienia chromosomu y. Lekarze sie upieraja, ze nie jest to kwalifikacja do pgd. Szukalam wyjwcia i znalazlam klinike w Czechach. Ostatecznie zdecydowalam sie na Krakow bez PGD, tu lekarz powiedzial, ze genetyka ma todo siebie ze nawet przy wczesniejszych chorobach genetycznych w zarodkach nie mozna wykluczyc ze nastepnen beda zdrowe, chore itd. Loteria. Ja mialam przepadane 4 blastki (dwie byly chore dwie zdrowe), lekarze uznaoi ze uest to wynik prawidlowy, ze pol na pol. Niestety nie udalo sie ze zdrowymi, ciaza biochemiczna.

  24. dziewcyzny 12 dzień po inseminacji test negatywny ( nie z moczu porannego) pinkTEST mogę mieć jeszcze nadzieję? udało się komuś?
    Iza podziwiam Cię, za wspaniałą decyzję. Mam w otoczeniu dziewczynę, która dzięki adopcji ma córkę. Córkę, która jest do niej łudząco podobna 🙂 Jest wspaniała. Wierzę, że jak zobaczycie dziecko, jak jej odnaleziecie to nie będziecie mieli już żadnych wąpliwości. Pamiętaj, że biologoczne dzieci nie kocha się id razu. Miłość dojrzewa z czasem. To nieprawda, ze urodzisz i spływa na ciebie miłość. Tak nie jest. Nie wszystkie matki się do tego przyznają. Ale tak to wygląda. Trzymaj się i niech Twoja ciąża adopcyjna skończyła się jak najszybciej 😉 Niech to będzie wczśniak 😉

    1. Angelika, tak jak pisze dziewczyna_rabina, jest za wczesnie na test.
      Ośrodki starają się dobrać dzieci podobne do rodziców ze wzgledu na dobro dziecka 🙂 Lepiej sie maluch czuje, jak widzi podobieństwo 🙂

      1. Znam tutaj adoptowane rodzeństwo z Rosji, płowowłosa dziewczynka na początku ciągle pytała, kiedy w końcu będzie brunetką. A piękna jak z obrazka, rodzice przekonani, że sami by lepiej nie zrobili 🙂

  25. Wezon, mam dola, obawiam sie, ze nic z tego. Na dzis nie zarozuli nic,mi pewńie tak juz zostanie. Jestem przybita bo to oznacza, ze czempion w brzuchu to nasza jedyna szansa. takze tak:( Ale to pokazuje tez, ze podjelismy dobra decyzje bo na wysokosci 3 doby mielismy 7 zarodkow….tylko co z tego?

    1. Soniu ale dlaczego nic nie zamrozili? Nie rozwinęły się do blastocysty? A podali Ci jakiej klasy zarodek? Ja mocno trzymam kciuki, spokojnie jeszcze poczekaj.kiedy będziesz miała wiadomości?

      1. Mala Aniu, podali blastocyste 5 AA i to byl jedyny zarodek tzw idealny.
        Jesli chodzi o pozostale to 2 nie daly rady, a 4 byly w 5 dobie w fazie wczesniej blastocysty czyli byly opoznione ale mialy szanse i dzis mialam miec info czy „doszly” czy nie i ile zamroza a rokowania byly raczej optymistyczne. no ale info z dzis, ze chyba nic z tego, ze raczej nie bedzie nic do mrozenia. Ostateczna decyzja do srody. Takze w sumie z tych 7 zardokow okazuje sie, ze tylko 1 okazal sie byc wzorcowa blastocysta i tego mi podali a reszta niestety:(

        1. Sonia, wiem, ze czyjaś historia CI nie pomoże, ale ja miałam zarodki hodowane do stadium blastocyscy przez 7 dni. Też ich nie chcieli mrozić, bo nie rokowały, źle się rozwijały, a 7 dnia dorosły odpowiednio.
          Wytrzymaj do jutra.

        1. Soniu jestem przekonana, że jeśli tylko zarodki same się nie zdegenerują, czy nie zdegradują (nie wiem jak jest poprawnie), to na pewno je zamrożą. Ja byłam w szoku jak w pt po punkcji usłyszałam, że z 22 komórek 7 jest dojrzałych, w sb embriolog powiedział mi, że 5 się zapłodniło, jedna od razu się zepsuła, a druga ma za dużo wakuoli. W pon okazało się, że ta co miała za dużo wakuoli jednak się zapłodniła i się dzieli, czyli nawet jak coś na pierwszy rzut oka jest nie takie, to nie wyrzucają, tylko obserwują. Ostatecznie zamrozili mi 6 zarodków z pierwszej tury, w 3 dobie, bo tak zadecydowała szefowa. Zamrozili jeden klasy A, dwa razem słabsze (pani użyła jakiegoś określenia 9 i 10 ale nie wiem co to znaczy) i 3 bardzo słabe razem. Dziś dzwoniłam zapytać co z drugą turą. 5 się rozwija, 2 lepsze i 3 słabsze. Pytałam panią czy mogą hodować do 5 doby. Decyzja była moja ostatecznie, ale zapytałam panią czy jak nie dotrwają do blastki w laboratorium to znaczy, że ciąży też z nich nie będzie jak zostaną zamrożone w 3 dobie? Odpowiedziała mi, że nie ma takiej osoby na ziemi, która mi powie, że z blastki ciąże są, a z 3 dniowych nie ma. Że oni starają się jak najbardziej naśladować w lab warunki z macicy, hodują zarodki w tych samych płynach, co są w macicy, ale zawsze to jest sztuczne środowisko i być może w macicy znalazłyby lepsze warunki do rozwoju. Zadecydowałam, że chcę mrozić teraz skoro ich decyzja jest podobna. Nie załamuj się, myślę, że jak tylko zarodek nie przestanie żyć, to go zamrożą.

  26. Sonia, wiem że to trudne ale nie myśl o klęsce 2 dni po transferze bo to jak ta we własne dziecko nie wierzyła! A nuż będzie to ten jeden zarodek z silną wolą życia. Czego życzę z całego serca!!

    1. Soniu myśl pozytywnie. Masz piękną blastke i tego sie trzymaj. Ja w 2 stymulacji mialam podawane w 2 dobie dwa zarodki klasy B i D… No i chycilo:-) mysl teraz o tym swoim malenstwie 🙂

    2. Sonia, mam nadzieję że dziś będzie dla Ciebie dzień dobrych informacji. U mnie w 5 dobie też były 2 wczesne blastocysty i tak je zamrozili. Płakałam cały dzień. A dziś z moja wczesną blastką kończymy 20 tydzień 🙂 .
      A w ogóle to podziwiam Cię za determinację dociekliwość i waleczność. I trzymam mocno kciuki.

  27. Okres 🙁 Koniec złudzeń i wszystkiego, 7 raz okazał się jak wszystkie inne – totalną porażką. Dziękuję Iza, dziękuję Dziewczyny za wsparcie, powodzenia dla Was Wszystkich.

    1. Melisko strasznie mi smutno, że tak się stało
      Daj sobie czas i przestrzeń na odreagowanie emocji i na spokojnie podejmij decyzję co dalej. Brzmisz jakbyś się żegnala z nami,teraz to zrozumiałe, ale poczekajmy. Ściskam mocno.

      1. Nie będę już podchodzić więcej, to koniec, nie ma sensu, 4 stymulacje na mega dawkach i 7 transferów. In vitro zniszczyło mi życie – głównie psychikę, drugi raz bym w to nie szła, szczęścia nigdy w życiu nie miałam, a to jest właśnie loteria i nic więcej. Badania były dobre, owulacje i endometrium idealne, nasienie też – „tylko” endometrioza, która nie powinna być przeszkodą dla tej metody. Mam mnóstwo innych problemów i też poważnych, życie mi się sypie tak stopniowo od 4 lat, bez żadnej iskierki, grama radości, niczego dobrego. Przepraszam, dziękuję i trzymajcie się!

        1. Melisko odpocznij, nabierz energii na nowe radości, a nóż za jakiś czas wpadniesz i napiszesz jak matrucha super wiadomość, tego ci życze z całego serca. Nie masz za co przepraszać, te całe procedury niszczą życie i psychikę, powodują że skupiamy się na jednym i chodzimy jak roboty, tez sama się zastanawiam czy nie odpuścić na jakiś czas i nie zając się własnymi innymi problemami i zacząć żyć normalnie wkońcu. Sciskam cie jeszcze raz bardzo mocno.

        2. Meliska, bardzo mi przykro myślałam że teraz właśnie zaskoczy.. Może faktycznie jednak czas wrócić do życia bez tych wszystkich napięć i stresów związanych z ivf. Tak jak już kiedyś pisałam uczęszczałam przez chwilę na warsztaty dla niemogących zajść w ciążę i tam tak naprawdę zobaczyłam dziewczyny złamane tą chorobą. Bez sukcesów albo tylko z częściowymi ale krótkotrwałymi. Zapamiętałam zdanie pani psycholog że ta choroba jest jak więzienie bo ogranicza nam przestrzeń do wąskiego grona osób, które nas rozumieją i izoluje od przyjemności życia bo ciągle albo się czymś faszerujemy, badamy albo na coś czekamy. Jej rada to wrócić do życia mimo tego ogromnego bagażu i przeżyć tę żałobę nad sobą nie w izolacji tylko ze światem. I napisać do siebie samej list jak wyobrażam sobie swoje życie w wariancie bez.. Bo to pomoże wyrzucić z siebie wszystkie nagromadzone przez lata emocje i spojrzeć na siebie zupełnie inaczej. A może nawet odblokuje zupełnie nowe emocje i nowy świat. Powodzenia w nowym życiu i na nowej drodze dla ciebie i M.

        3. Meliska nie poddawaj się, walcz o swoje życie , o swoje szczęście. Nie mówię o dalszym staraniu o dziecko ale o to abyś nie pogrążała się w smutku i bólu do końca życia. Nie myślałaś o pójściu do psychologa, na jakieś warsztaty np uważności itd. Nie myślałaś aby poprosić o pomoc w tych trudnych chwilach. Naprawdę to pomaga. Sama chodziłam do psychologa przed in vitro i podczas terapii uwolniłam się od czekania na spontaniczną ciążą. Pogodziłam się z tym że pewnie nigdy nie doświadczę naturalnego poczęcia i bardzo mi ulżyło U nas była niepłodność idiopatyczna więc rozumiem że to może jeszcze bardziej boleć. Napisałaś że szczęścia nigdy w życiu nie miałaś. Tak naprawdę nie ma ludzi którym wszystko się udaję. Są ludzie który uważani są przez świat za ludzi szczęśliwych i spełnionych ale wystarczy poczytać ich biografie i to co przeżyli to było piekło np Luis Hay, Katie Byron, Oprah Winfrey, Eckhart Tolle. Kiedyś usłyszałam coś takiego co zapamiętam do końca życia. Wszystko co nas spotyka można potraktować jak kamień. Albo przywiążemy sobie go do nogi i pójdziemy na dno albo staniemy na tym kamieniu i zobaczymy więcej.

        4. Na usta ciśnie mi się tylko kilka przekleństw na temat tego co myślę o takich końcach … 🙁
          Przykro mi brzmi banalnie , nie wiem co powiedzieć …
          Mam tylko nadzieje że wyczerpaliście już worek nieszczęść z M. i że teraz już będzie inaczej , lepiej …
          Przytulam …

        5. Melisko, nie da się odpisać jak bardzo mi przykro 🙁 Z Twojego komentarza wylewa się rzeka smutku, żalu, rozczarowania, poczucia bezsilności… Rozumiem, że potrzebujesz się odciąć. Nie dziwi mnie Twoje zrezygnowanie. Chciałabym tchnąć w Twoje myśli trochę nadziei, ale nie wiem czy potrafię. Ale tak jak pisały tu dziewczyny też podbiję pomysł terapii. Czasem nie da się samemu udźwignąć wszystkich problemów. Zwyczajnie się nie da. Nie przez brak sił, słabość, ale dlatego, że jest ich czasem po prostu za dużo. Za dużo na jedne barki. I myślę, że warto zwrócić się wtedy o pomoc do fachowca. Nie musi być łatwo go znaleźć. Ale warto próbować. Ja swojego znalazłam po roku/półtora. Problemy nie zniknęły, ale niektóre trochę przegormułowałam, z innymi nauczyłam się funkcjonować, po drodze pojawiły się też nowe, ale ja w tym najgorszym momencie dostałam dużo wsparcia i bardzo mi ono pomogło. Mam nadzieję, że i Ty poszukasz (znajdziesz!) wsparcie na jakie zasługujesz dla Ciebie.

        6. Meliska, kochanie, najgorsze jest to, że in vitro tak zniszczyło Ci życie, bo z tym zostajesz i to musisz dźwigać dalej… I musisz dźwigać jeszcze swoje ważne sprawy, których pewnie nie da się zakończyć jak leczenia…

          Melisko, tak bardzo dużo przeszłaś, nie złamały Cię trudne sprawy tutaj, które niejedną osobę by przerosły. Wiesz, że jesteś silna. Nie brnij w tę loterię, zostaw energię na rozwiązanie pozostałych problemów, jeśli tak mówi CI serce.

          Mi moje mówi, że – choć się nie udało – plułabym sobie w brodę na łożu śmierci, że nie spróbowałam. Może łatwiej będzie Ci na to spojrzeć z tej perspektywy – nieżałowania.

        7. Och, Meliska, bardzo, bardzo mi przykro… Przesyłam ciepłe pozdrowienia i przytulaki. Mam nadzieję, że po burzy szybko przyjdzie u Ciebie słońce i wszystko się poukłada. Życzę dużo siły i wielu (nawet tych drobnych) powodów do uśmiechu.

    2. Melisko, chodź, przytul się. Nie mogę nic zrobić, żeby było Ci lepiej, sama mało wierzę w to, że upływające minuty leczą. Może i leczą, ale te szpetne blizny zostaną w nas na zawsze. Wiem, że jest Ci beznadziejnie, wiem też, że to też minie. Zadbaj o siebie i bądź dla siebie dobra. Przykro mi, że się nie udało.

  28. „Ratować małżeństwo”… I tu mi się ciśnie bluzg. Czy w tym zacofanym państwie wciąż każdy może bezkarnie mówić, co mu ślina na język przyniesie i robić wszystko po swojemu? Jak to jest, że za morzem takie potraktowanie by nie przeszło, bo mogłoby się zakończyć u rzecznika od dyskryminacji, albo w sądzie, a w Polsce każdy może trenować swoją małą władzę? Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Myśleć swoje można, ale język trzymać na wodzy… w mordę jeża!

    1. T.vik, nie dość, że tak powiedzieć można, to jeszcze… Cóż… opuszczasz głowę, bo to jest rodzaj władzy w takim OA. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tam nigdy wiecej nie wrócimy. Myśleliśmy, że tak ma być, że ci, co zniosą wszystkie obelgi, wytrzymaja rok czy dwa, zostaną nagrodzeni kwalifikacją do adopcji.
      Mało tego, po tym, jak tam nie wróciliśmy, myśleliśmy, że to my okazaliśmy sie za słabi…

      1. Wiesz Iza, jakoś sobie nie przypominam, żebym gdzieś chociaż raz przeczytał o miłej rozmowie kwalifikacyjnej. Zawsze coś było nie tak, zawsze rodzice byli do bani itd. a trochę się o tym naczytałem. Na inne tematy było podobnie, np pyskówki lekarzy i położnych na porodówkach, pomiatanie pacjentkami, ubliżanie itd. Diagnoza dziecka, którego rodzice podejrzewają braki? Tak samo. To rodzice są chorzy, że się czegoś doszukują. I tak prawie wszędzie i prawie zawsze. Podejrzenie mojego syna o autyzm też było „naszym” wymysłem, doktor-psycholog zanegowała, chociaż kilka równie poważnych osób to potwierdzało. Zwaliła winę na nas, czym moja żona strasznie się przejęła. Trzeba skamienieć na takie coś – nie brać sobie do serca, a wręcz zwalczać we własnym małym zakresie. Albo wiać.
        Pozdro!

        1. t.vik a u nas na pierwszej rozmowie w OA było bardzo miło. Nikt nas nie wypytywał o nie wiadomo co, nikt nie doszukiwał się dziury w całym. Pytali nas o pracę, warunki mieszkaniowe (wystarczyła kawalerka) itp. Podczas szkolenia też czuliśmy się komfortowo. Nikt na forum nie kazał nam się „spowiadać”, podczas rozmowy w „cztery oczy” też zawsze byłam traktowana z szacunkiem.
          P.s. No to teraz będziesz mógł mówić, że spotkałeś się z tym, że ktoś napisał, że na rozmowie w OA było ok 🙂
          Wiesz, nie dziwię się, że „zwiałeś” z Polski – mnie też strasznie razi takie traktowanie z góry. Nie ma we mnie zgody na coś takiego.

          1. O… Takie głosy chciałbym częściej słyszeć, że było ok, że jakaś instytucja chce pomagać rodzinie zamiast jej szkodzić… Oglądałyście wczoraj wiadomości? W Zielonej Górze władze chciały zabrać matce małe dziecko tylko dlatego, że jest niepełnosprawna. Na szczęście sąd zdecydował inaczej. Zabrać zamiast pomóc? Co to za władza? Co to za rząd? Co to za państwo? Polityka prorodzinna? W czym niby się przejawia? Chyba tylko w tym, że każdy na stołku myśli tylko o sobie… Przykre to…

  29. Melisko Kochana, przytulamy Cię mocno, ile sił. Aż mi łza w oku siedzi. To jest zajebiście niesprawiedliwe. Nie mam na to zgody. To jest strasznie trudne. Nie wiem, czy to twoja ostateczna decyzja związana jest z ivf, czy wogole z leczeniem, ale nie uciekaj od nas, przecież tu sami swoi. Idź do lasu, nad rzekę, do łóżka albo gdzie ci wygodnie i puść te wszystkie ciężkie sprawy, płacz, złość się do upadłego. Otwórz tą walizkę i oproznij aż uznasz, że możesz wstać.. czekamy:*

  30. Melisko, tak mi zajebiscie przykro. Pociekly mi łzy, nasze historie przeplataly się. Tak bardzo ci kibicowalam!! Teraz może bardziej po cichu ale bardzo chcialam żeby wyszło.
    Trzymaj się!! Może skorzystaj z pomocy specjalisty abys nie byla z tym sama.
    Ściskam mocno !!

  31. Melisko, oj jak ja dobrze wiem co czujesz… jak ja doskonale znam to uczucie ;( jestem po 3 stymulacjach, 4 transferach, mamy ostatni zarodek… aż boje się go zabierać…
    nie wiem co mam Ci napisać, serce mi pęka bo znam ten gorzki smak i właśnie ten strach, wychowałam się w dużej rodzinie, zawsze mówiłam, że ja to będę miała piątkę dzieci, los śmieje mi się w twarz…
    ściskam Cie mocno, najmocniej :*

      1. tak byłam, jest pęcherzyk, endo 6, miejscami 8, dziś idę na 20tą na podgląd, bo lekarz mówił że maks 2 dni mu daje na pęknięcie… zobaczymy co dziś powie. Trochę późno mam tą wizytę. Dr D nic nie mówił jeszcze, mam dać znać po wizycie.

  32. Dziewczyny , 1 godz i 15 mi wzięłam wieczorna dawkę estrofemu. I teraz złe sie poczułam i zwymiotowałam i tak sie martwię czy zdążył sie ten lek wchłonąć? Brać jeszcze raz czy uznać ze cos tam sie wchłonęło?

    1. Soniu wątpię żeby się wchłonęła. Jak miałam hiperkę w ostatnio, to rano zwymiotowałam 3 całe tabletki metformaxu, które wzięłam dzień wcześniej wieczorem. Wiem, że generalnie wtedy pewnie wszystkie procesy w moim organizmie były upośledzone, łącznie z trawieniem, ale myślę, że nieco ponad godzina to może być mało. Z drugiej strony leki od tarczycy lekarz każe brać 30min przed jedzeniem żeby się wchłonęły… ja bym wzięła dodatkową jednak.
      Wiesz już coś o zarodkach?

      1. Za pozno;) nie wzięłam Poszłam spac. Musiałam podjąć jakas decyzje i nie wzielam. Uznałam Że w jakiś sposób zabezpiecza mnie tab poranna. Pomyslałam tez ze endo w dniu transferu było 14mm , generalnie nie mam z nim problemu wiec bałam sie przedobrzyc. Sprawdziłam tylko krzywa wchłaniania dzieki uprzejmości koleżanki lekarki (nie ginekologa) i odpuściłam. Czy to ma wplyw? Chyba bez znaczenia. Poprzednio brałam wszystkie tab nic nie zapomniałam, nic nie zwymiotowałam i nic nie ruszylo. Zaczynam myślec, ze dobry zarodek poradzi sobie a jak sobie nie poradzi to i tal by nie dał rady.
        Jesli chodzi o mrożenie to nic nie wiem bo od wczoraj nikt nic mi nie chce powiedzieć. Dzis dzwoniłam to w odp usłyszałam, : „a Pani X?? A nie dzwoniła do Pani wczoraj szefowa?” Odp, Że rzeczywiście ktoś dzwonił wieczorem od nich ale miałam wyłączony tel i złe sie czułam i czy moge po prostu wiedzieć tak czy nie? To odp, ze mam czekać na tel szefowej bo chce osobiście ze mną rozmawiać. Rety, naprawdę nie rozumiem czemu zwyczajnie nie mogą mi powiedzieć a ona oczywiście jak chce dodatkowo zadzwonić to bardzo mi miło, niech dzwoni. I tak domyślam sie, Że moze byc słabo. Dzwonię po info a nie po pocieszenie;) Oczywiście byłoby miło dać sie pozytywnie zaskoczyć ale na te chwile nie liczę na wiele.

        1. nie sądzę żeby ona chciała pocieszać 🙂 myślę, że może chce z Tobą omówić wszystko i powiedzieć po kolei co i jak się działo. Miałaś embrioskop, a byłaś na oglądaniu filmu? Mnie dwa razy pytali czy przyjedziemy zobaczyć film, ale nie jechaliśmy, bo transferu nie ma teraz, więc wizyty przedtransferowej też nie, a dla samego filmu nie ma sensu jechac moim zdaniem. W zalezności od tego kto odbierał tel, raz dowiadywałam się wiecej, raz mniej o całej sytuacji. Na ten moment wiem, że moje zarodki z drugiego dokłuwania – jest ich 5, mimo, że dziś 4 doba, będą obserwowane do jutra. Jeden ma realną szansę na mrożenie, pozostałe są „słabsze”. także dalej czekam. O 16 mam konsult tel z dr L może mi powie co dalej i kiedy mogę podejść do crio.

          1. XXI wiek i masz jechać z drugiego końca Polski, żeby obejrzeć film? Mogą Ci go przecież wysłać. Inna sprawa, że się na tym nie znamy, ja na zdjęciu najlepsze zarodki oceniłam jako D 🙂

        2. Ale mnie denerwuje takie: muszę z Tobą porozmawiać. Od razu się człowiek nastawia na koniec świata.
          Soniu, endo było świetne, estradiol miałaś bardzo wysoki, po co go jeszcze podnosić? Ta tabletka nic nie zmieni. Też bym nie wzięła dodatkowej.
          Pamiętaj o historii Kas z pierwszą ciążą – lekarz kazał wszystko odstawić i czekać na poronienie, bo beta spadła. Do tego zrobiła wielkie porządki, nie oszczędzała się, żeby szybciej poszło. A ciąża się utrzymała.

          1. Wezon, masz racje i ja sie zastanawiam czy w moim przypadku (przy tych parametrach wyjsciowych), z zalozenia, nie wystarczyloby gdybym brala tylko 1 tab estrofemu. Jesli dzis do mnie zadzwonie i nie zapomne to zapytam tez o to. Strasznie juz bym chciala wiedziec co i jak.
            Mala Aniu, ogladalismy filmik jak bylismy na transferze:)

  33. Iza cieszę się z Waszej decyzji o adopcji i tego, że oboje tego pragniecie.
    Ja jestem teraz na etapie odstawienia tabletek symonette (endometrioza 4 stopnia). Na chwilę obecną leczę się na NFZ (odpoczywam po in vitro). Byłam wczoraj na wizycie i za dwa tygodnie mam przyjść na USG jajników. Lekarz sugeruje HSG, chociaż w klinice dali mi 1-3% szans na naturalną ciążę. Korci mnie strasznie, albo boję się narobić sobie ponownej nadziei. Planuję że za jakieś 2 lata znów podejdę do IVF, póki co nie stać mnie ani finansowo, ani psychicznie. Cuda się zdarzają i skoro jakiś procent szans jest to może warto wykonać to HSG? Nie ukrywam boję się bardzo, mimo że niejedno już przeszłam, to jak czytam jaki to ból, a ja nawet przy badaniu ginekologicznym się skręcam. Miała któraś z Was HSG przy endometriozie? Jeszcze wczoraj byłam spokojna i daleka od tematów niepłodnościowych, jedna wizyta, pytanie lekarza o ciążę i propozycja HSG i spirala w głowie się nakręca… Melisko tak bardzo mi przykro. Trzymaj się!

    1. Ja miałam tez prywatnie, ale bez narkozy tylko jakiś czopek dostałam. Przepraszam ale dla mnie najgorsze badanie .
      Osobiście gdybym miała jeszcze raz podchodzić to tylko na znieczuleniu.
      Jajowody drożne jak ta lala a ból okropny….

      1. Dzięki za opinię! Ciekawe to jest, że XXI wiek i takie rzeczy na żywca.. Gdybym miała chociaż odrobinę pewności, że to coś da, ale poprzedni lekarz z kliniki stwierdził, że to bez sensu, bo jajników nie ma na swoim miejscu więc i tak to niewiele da… no ale cuda się zdarzają..

        1. Ja miałam dwa razy HSG robione w ramach NFZ. Mam lekko przytkany lewy jajowód i ból był jak na taką trochę gorszą @. Wszystko zależy od progu bólu jaki się ma. U mnie dają ketonal do żyły.

          1. Wężon, a jak będziesz robić to prywatnie czy z NFZ? Ja 6.12 będę mieć wizytę to porozmawiam z lekarzem i wtedy zadecyduję.. Póki co odstawiłam 23.11 tabletki i miałam dostać okres, tymczasem lekkie plamienie (jak zawsze) i okresu brak.

          2. Też miałam drożność robioną w trakcie laparoskopii, ale to było w 2013r. Prawą stronę miałam ok. Lewa to jajnik wciągnięty w otrzewną, a jajowód drożny, ale jak to lekarz określił „ugotowany”, więc bez większych szans na skuteczny transport jajeczka.

    2. Ja też nie endometrioza. HSG prywatnie w Gamecie w Łodzi, 560 zl w sierpniu zeszłego roku. Jako znieczulenie kroplowka z ektonalu, nie bolało, maciupki cewniczek wszystko pięknie poszło. Nie to jak poszlam do innego rzeżnia i mi w moja macice ladowal takie wielgachen cewniki ze wyladowalam z krwotokiem.

      1. na serio czułam tylko lekki dyskomfort ale zadnego bolu zadnej krwi nic, jeszcze prof. co to robil miał taki glos ze po prostu senność od razu człowieka brala. Chyba jedyny przyjemny lekarz w tamtej klinice. cewniczek już nie pamiętam ae chyba 10 -12 mm nie wiem czy teraz cos nie mace. koniecznie musi być jeszcze pielegniarka bo jak on wprowadza cewnik to ona musi blaonik napelnic zeby cewnik nie wypadl- cos na tej zasadzie. Ja to po tamtym rzeźniku to bylam tak posrana ze wyłam mojemu gin do słuchawki ze ja tego badania nie chce i ze go nie zrobie ze tamten mnie pokul a gowno zrobil. Nawet w gamecie jak się pytali czemu taka zestreswoaana jestem to im powiedziałam o doktorku to oczy jak 5 zl zrobili i stwierdzili ze tego jeszcze nei grali żeby młody Pietrzak sam prywatnie hsg robil. Iza przepraszam że dałam nazwisko ale na serio odradzam tego lekarza bardzo bardzo wiecje mi krzywdy zrobił niż dobrego, zero fachowości i zero podejścia zgodnego z etyką, wzioł 100 zl badania nie wykonal a powiedział ze za cewniki waciki i znieczulenie w spreyu, jeszcze an koniec dal wizytowke i zapraszal do siebie z hasłem żeby się stymulować bez drożności- no pewnie by mnie dupek wystymulowal miała bym niedrozne jajowody i bym wyladowala na pogotowiu z ciaza pozamaciczna i się pozbyla jajowodu w najlepszym wypadku

    3. Hej Monia, tez przerabialam HSG w wersji bez endometriozy. Miałam badanie w szpitalu na Lutyckiej w Poznaniu. Znieczulenie – zastrzyk z Ketonalu w tylek. Zaraz po nim wzięli mnie na badanie, chyba jeszcze nie zdążył się rozejsc i zadzialac. Lekarz tym małym cewniczkiem miał problem, bo nie mógł się przebic (chociaż inni lekarze nigdy później przy żadnych zabiegach takiego problemu nie mieli). W końcu użył tego zelastwa Szulca i to okropnie bolalo. Po badaniu stwierdził, że wg niego jajowody są niedrożne. Kolejni lekarze na podstawie zdjęcia stwierdzili, że co najmniej 1 jajowodow jest drozny, a co do drugiego, to nie są pewni. HSG samo w sobie nie udrażnia jajowodow.
      Na moim przykładzie widać, że lepiej iść do zaufanego lekarza na to badanie, niż później zastanawiać się co ono nam w ogóle dało. …
      Powodzenia! I nawet ten sprzęt Szulca da się przeżyć 😉

    4. hej Monika.
      Zacznę od końca. Ból przy HSG, z tego co wiem, nie zależy od endometrozy ale od tego, czy jajowody są drożne. A bez HSG tego nie sprawdzisz. Mnie bolało, ale ten ból trwał sekundę lub dwie, to nie był ciągły ból.
      Niemniej jednak, w szpitalach i to na NFZ mozna podobno robić HSG pod narkozą, jeśli masz wskazania, jak np. przebyte operacje. Może endometrioza jest wskazaniem, które da Ci narkozę? Może wystarczy na prośbę?

      Monika, gadanie, ze macie 1-3 proc. szans na naturalną ciążę to profesorskie paplanie. A co mają powiedzieć? Natura cały czas jeszcze jest mądrzejsza od lekarzy. Zapomnij o cyfrach, rób to, w co wierzysz.

      1. Dzięki dziewczyny za odpowiedzi! Ja już sama nie wiem w co wierzę. Wczoraj byłam w chirurga naczyniowego, bo od pewnego czasu mam problemy z żyłami w nogach. Czekałam na wizytę od marca. Po zebraniu wywiadu usłyszałam, że mam zmienić dietę na wegetariańską, zażywać witaminę d3 i dih, oraz że in vitro to głupota, żyrafa nie robi sobie in vitro i że mam zajść naturalnie. witamina d3 i niejedzenie mięsa załatwi wszystko. Para mi uszami wychodziła. Co do HSG to zobaczę po następnej wizycie co lekarz mi powie 🙂

  34. dziewczyna_rabina powiesz coś więcej na temat prof. S z Salve bo się tak zbieram zbieram i zebrać nie mogę. Wiesz cos na temat tej listy na dof z um łodzi? na kolejny rok? jak to wygląda ide na wizyte wisuja na liste i się czeka czy trzeba chodzić co jakiś czas na wizyty?

    1. Pati, chodziłam do dra S. kilka miesięcy. Niestety, mogę podpisać się pod wszystkimi negatywnym opiniami na jego temat widniejącymi na jednym ze znanych portali. Moje wizyty wyglądały tak jak jest to tam opisane. Polecono mi go jako genialnego specjalistę od niepłodności, ale nam nie pomógł. Zrobił jedną nieudaną inseminację, naszym zdaniem została wykonana za późno, ale uparł się, że jest sens ją robić. Potem zniechęcona podejściem w klinikach trafiłam do zwykłego gina, u którego zaszłam w ciążę w pierwszym cyklu po stymulacji Clo. Nie wiem, dlaczego od tego dr S. nie zaczął, tylko od razu inseminacja (wskazań jako takich nie było, niepłodność idiopatyczna). Najmniej kontaktowy lekarz, z jakim miałam w życiu styczność. Może teraz coś się zmieniło, może przy procedurze in vitro wygląda to inaczej…

    2. Pati, przez dr S masz na myśli szefa? Bo jest tez pani dr S 😉
      Fakt, jest oschły (ale nie nieuprzejmy), ale odpowiada szczegółowo na każde zadane pytanie, nawet jak masz ich 25. Sam z siebie niewiele mowi niestety. Jest nastawiony na leczenie – czyli konkret, 2-3 iui ze stymulacja, a potem ivf. Jeśli chcecie pobawić sie jeszcze w próby naturalne, to nie u niego. Mnie wlasnie o konkrety chodziło i byłam zadowolona, to on prowadził moje dwie pierwsze stymulacje, druga zakończyła sie ciąża. Dzis chodzę tam do pani dr S i chyba wole jej cieplejsze podejście, ale czasem zdążą mi sie trafić do szefa i wiem, ze on naprawde wie co robi, ma ogromna wiedzę. Niestety, chyba jest juz za późno na prace nad podejściem do pacjentów.

    3. Nie mam pojęcia, kiedy zaczynaja zapisy na kolejny rok. W tym było tak, ze wpisywało sie na „wstępna” listę na wizycie (przyjmowali te zapisy jakis miesiac przed rozpoczęciem programu), a potem 2 dni przed startem programu dzwonili i kazali przyjechac 1 lipca podpisać umowę – musiał byc ten konkretny dzien, bo po południu juz nie było miejsc. Czy juz robią „wstępna” listę na przyszły rok – nie mam pojęcia, ale zadzwoń do nich, poproś o rozmowę z koordynatorem programu ivf i na pewno Ci cos powie.

      1. dziewczyna rabina no to się okaze w sob wszystko, zobaczymy, grunt ze wiem ze musze się nastawić psychicznie na taki typ człowieka a nie chce zalować ze nawet nie postarałam się zapisac. Na razie to mile wrazenie sprawia pani- chyba embriolog z która rozmawiałam przez tel. bo kazali mi do niej dzwonic z pytaniami.
        Miły nie miły ma być skuteczny. Ja chodziłam do dr W. kiedyś prywatnie a on jest dyr. oddzialu położniczego w S. a swój gabinet ma na Liściastej ale na początku już mnie odesłał do Salve.
        Zobacze co powie szef, musze jakas liste sobie spisac i prog sobie strzelić żeby wiedzieć czy po tym menopurze wogole była ta owulacja, bo jak nie to znow jestem w punkcjie wyjścia, clo nie działa lametta już zaczynam mieś wątpliwośći a menopur też licho, wiec chyba jak się cud nie zdarzy to trzeba będzie wziąć dupe w troki i podejść kolejny raz do ivf

        1. Uwazam, ze akurat embriologa Salve ma genialnego i ze to dzięki niej ma takie wyniki. Pani Małgosia jest dobrym duchem tej kliniki, z nią omawiasz praktycznie wszystko, czasem więcej niż z lekarzem.

          Tez kiedyś chodziłam do dr W na Liściasta 😉 a potem on robił mi cc, bardzo ładnie mu wyszło 😉

          1. To prawda. W Salve za to nie da sie pogadac z lekarzem poza wizyta, nie ma żadnych konsultacji telefonicznych. Za to wlasnie embriolog jest dostępna pod telefonem codziennie.

        1. Jutro jest 9 dpt. Nie chce robic za wczesnie, bo wiadomo, potem jest milion watpliwości. Jutro wynik bedzie juz pewny.
          Sikancow nie robię z zasady, to dla mnie tortura. Nie mam w domu, nie kuszą.

  35. Wężon, tak dzwoniłam ale ja nie słyszałam tel bo prowadziłam auto. Oddzwoniłam, połączyli mnie z laboratorium i tam Pani powiedziala, ze dr K oddzwoni bo teraz ma
    pacjentkę. Wiec ja na to jeszcze raz, ze moze niech ona mi przekaże info ale nie, nic z tego. No i muszę czekać ale zaczyna mnie nosić;)

  36. Iza, bardzo to budujące przeczytać z jakim pełnym przekonaniem (pomimo strachów, które są moim zdaniem zupełnie naturalne), podchodzicie do adopcji. Z całego serca życzę, aby jak najszybciej pojawił się post na Twoim wspaniałym blogu, że się udało :-).

    Rozważaliśmy z mężem taką drogę zamiast ivf i potem w razie niepowodzenia ivf. Jednak jak na razie obydwoje czujemy, że nie dojrzeliśmy do takiego kroku, więc odłożyliśmy temat (może jeszcze do niego powrócimy) i skupiliśmy się na ivf.
    No i dzisiaj pierwszy zastrzyk stymulacyjny, czyli to naprawdę się dzieje.

    1. No Lidkaaa, i jak ten zastrzyk? Daliście radę? Zobaczysz, szybko zleci, kilka wizyt i punkcja pięknych dojrzałych komórek. Dbaj o siebie, ja sobie już od pierwszego zastrzyku dałam prawo do kaprysów 🙂

    2. Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za słowa wsparcia!!! 😀
      Będę dawała znać co i jak. Sama zachłannie czytam Wasze wpisy :-). Na razie wszystko ok.

      Niebieska, z zastrzykiem daliśmy radę. Ja z zamkniętymi oczami, ale Mąż się spisał jako pielęgniarz, pierwszy gładko, drugi dzisiaj jakoś bardziej bolał, ale rzeczywiście wszystko do przeżycia. W nagrodę, po każdym zastrzyku mały masaż ;-P (do którego zwykle mojego Męża ciężko przekonać).

      Mała Aniu, niestety nie podchodzimy do ivf w Polsce, z powodu pracy tymczasowo mieszkamy poza krajem a nie chcieliśmy czekać do powrotu.
      Protokół chyba jest długi, bo najpierw były tabletki (Primolut), potem „wyciszenie” (Zoladex) a teraz stymulacja.

      Wężon, nasza historia jest w sumie dość krótka.
      Staraliśmy się o dzidziusia, ale nie wychodziło. Często miewałam nieregularne cykle, więc byłam przekonana, że to dlatego. Po różnorakich badaniach wyszło, że raczej wszystko jest ok, więc przyszedł czas na mojego męża. I tu zonk. Bardzo słabe parametry wyszły.

      Lekarka od razu powiedziała, że najpewniej tylko in-ivtro wchodzi w grę. Ale uparłam się, żeby jeszcze skonsultować to z urologiem w zupełnie innym miejscu i powtórzyć badanie zanim podejmiemy decyzję.
      Urolog wypatrzył żylaki, dał suplementy na 3 miesiące, ale prawie nic się nie polepszyło. Co do żylaków to powiedział, że można usunąć, ale nie dawał nadziei na dużą poprawę i poradził, żeby nie tracić czasu i nie czekać z iv.
      I tak zaczęła się nasza „przygoda”…
      Jestem pełna obaw, ale jak na razie nastawiona optymistycznie 🙂

    1. Tak, niestety wiem. Potwierdzily sie informacje z pon. Nie mamy nic do mrozenia. W koncu udalo nam sie polaczyc. Zadzwonila do mńie i powiedziala, ze sama chciala ze mna osobiscie rozmawiac zeby moc mi odp na moje pytania. Ona, jak pisalam wczesniej, jest naprawde bardzo mila, przyjemna, rzeczowa. Milo kiepskich info przyjemnie sie z nia rozmawia. Fakty sa jednak takie, ze oni nie wiedza dlaczego dobrze rokujace zraodki nagle stanely i koniec. W sobote wygladalo to tak, ze naprawde mialy szanse. To byla juz 5 doba i byly w fazie wczesnej blastocysty i byla realna szansa ze dobija. A tu niestety.
      Prawda jest tez taka, ze oni naprawde nie wiedza co jest tego przyczyna.
      Tak sie stalo i juz.
      Takze ta piekna blastocysta podoba w sobote to nasza jedyna szansa na dziecko.
      Musze przez te dni bardzo w nia wierzyc, bo to moj jedyny skarb.
      Oprocz oczywiscie tego najwiekszego skarba, ktorego mamy juz w domu i wychodzi na to, ze to naprawde nasz cud, za ktory jestem bardzo wdzieczna.

      1. Sonia, z drugiej strony nie jest tak źle- bo pisałaś że podali piękny zarodek najwyższej klasy. Czyli jest raczej sprawdzony i ma duże szanse zostać z Tobą. Pomyśl co by było gdyby on był marniutki a tej reszty o ktorej piszesz by nie było. Chuchaj na niego, dmuchaj, gadaj do brzucha i nie panikuj! I nie przyspieszaj na siłę bety – daj zarodkowi szansę się umościć wygodnie..

          1. Soniu, przykro, że nie będzie więcej szans z tej stymulacji.
            Ale czempion, który jest w Tobie był już blastocystą, jemu się udało na szkiełku, to i w Tobie jest duża szansa. Poprzednie transfery były z młodszych, może też by stanęły? A ten wiadomo, że nie stanął.
            Przez tydzień mocno zaciskam kciuki, żeby ten cud ivf został z Tobą.
            A potem może jeszcze się trafi naturalne rodzeństwo. 😉

          2. Najlepsze jest to, ze jak czlowiek sie dlugo stara to tak naprawde (przynajmniej ja tak mam) nie mam tak naprawde zadnych preferencji co do plci dziecka. A kiedys myslalam, chcialabym corke i syna. A teraz po prostu starsznie bym chciala zeby sie w ogole udalo. Plec zupelnie bez znaczenia. Ale jako, ze mam synka w domu i on, wiadomo, chcialby brata to mysle o naszym zarodku w kategorii on;) czyli czempion blastek;)) bo latwiej mi to zwizualizowac, bo mam synka w domu i pewnie dlatego;) Ale prawda jest taka, ze marze o kolejnym dziecku i czy bedzie dziewczynka, czy chlopcem to dla mnie bez znaczenia. Wazne zeby zostal z nami. Ide pogadac z moim brzuchem;))

      2. Soniu, tu i teraz jesteś w ciąży – do odwołania (porodu) 🙂 Tego się na razie trzymaj.
        Wiem, że chciałoby się mieć więcej szans „w zapasie”, ale mocno zaciskam kciuki, żeby Wasz Blastek dał czadu i by kolejne próby nie były potrzebne.
        P.S. Nasz Groszek też jest z „ostatniej szansy” „:)

  37. dziewczyny ratunku!
    W poniedziałek był pęcherzyk, mój lekarz dawał maks 2 dni na pęknięcie. śluz płodny był do wczoraj. Przed chwilą byłam na kolejnej wizycie u jakiegoś lekarza co był w zastępstwie za mojego, najpierw zbadał śluz i mówi, że jest już taki bardziej progesteronowy, a na usg widać, że pęcherzyk właśnie się zapada. 4 lata latam po lekarzach latam i nie wiem co to znaczy, więc mu mówię, czyli co, a on mówi, no że dobrze owulacja była pęcherzyk się zapada… endometrum jest grube… i w kółko to powtarza… Czy nie powinno pęcherzyka nie być w ogóle jak owulacja była? rany nie sądziłam że jeszcze mnie może coś zaskoczyć w tym temacie… dr z i-med zadzwonił i powiedział, że ten komentarz jest dla niego jak najbardziej prawidłowy, że niby uchwycił owulację, albo zaraz po i że mam przyjechać na transfer w poniedziałek… ale ja mam dalej wątpliwości czy ta owulacja była?! śluzu płodnego dziś nie było w ogóle, nie powinno być go najwięcej jak jest owulacja?! help!

    1. Tuptuś, gratuluję. Lekarz uchwycil moment chwilę po tym, jak pęcherzyk pękł.

      Pęcherzyk nie pęka jak jajko w mikrofali.

      Wyobraź sobie balona, w którym mocno poluzował się supeł. Z balona będzie uchodzić powietrze, ale on nie zniknie w kilka sekund. Czasem będzie robił się klapnięty jeszcze przez kilka godzin. Tak właśnie pękają pęcherzyki, a na pewno u mnie.

      Śluz owulacyjny występuje do momentu owulacji, później już nie, jak masz wątpliwosci, zrób sobie kiedyś na próbę testy owulacjne, one doskonale to potwierdzają.

      Jeszcze raz gratuluję i zazdroszczę oglądania tej chwili 🙂 Pełna precyzja.

        1. Niebieska, lepiej nie próbuj. Chyba, że to mikrofalówka kogoś, kogo nie lubisz, albo taka do wyrzucenia.

          Nam kiedyś wystrzeliły dwie butelki piwa, stojące spokojnie w zamkniętym cargu. Huk było słychać na górze.
          Przez dłuższą chwilę w zamkniętej kuchni nie mogliśmy znaleźć przyczyny tego dźwięku. Dopiero, jak coś zaczęło wyciekać otworzyliśmy cargo.
          Wszystkie półki zalane, a odłamki szkła powbijały się w drzwiczki od środka i stojące obok puszki.
          Do tej pory mam dreszcze jak pomyślę, co by się stało, gdyby te piwa eksplodowały przy otwieraniu szafki. Akurat na wysokości twarzy były.

  38. rany Iza jak dobrze ze tu jesteś. wiedziałam ze tylko Ty, Wy możecie rozwiać moje wątpliwości i mnie uspokoić. Przez lata monitoringów nigdy czegoś takiego nie usłyszałam. zawsze jest pęcherzyk, jest o i dziś jest ciałko żółte i płyn w zatoce a to mnie zdziwiło i zaskoczyło… ufff dzięki wielkie Kochana :*

    1. Tuptuś ja na takim zapadającym się pęcherzyku zaskoczyłam, też było cykl stracony pęcherzyki nie pękły itp. zapadają się i takie tam hasła, no ale fakt później to coś co dało 2 krechy poleciało. Trzymam kciuki żeby wam się udało 🙂

    2. No ja też myślałam, że jak się zapada to źle, to nie pękł. Nieraz tu dziewczyny pisały, że owulacji nie było, pęcherzyk się zapada. Ale może dobry pęcherzyk zapada się chwilę, i to złapaliście, a taki niepęknięty flaczeje długo.

      Powodzenia!

      1. do tej pory się zastanawiam dlaczego dr D nie kazał mi iść dziś też sprawdzić, czy jest płyn w zatoczce, czy jest ciałko żółte… od dziś mam już brać luteinę, acard i encorton… wierzę w to co Iza napisała, ma to sens, gorzej by było jakby rósł, ten lekarz twierdzi, że była owulacja i dr D też, ale martwię się nadal 🙁

  39. Wezon , specjalistko potrzebuje zebys sie wypowiedziala bo jestes eksperta od testow.
    Sikancow postanowilam absolutnie nie robic. Za duzo juz sie napatrzylam na negatywne testy z 1 kreska. Ale….;) co myslisz, zeby w najbliszy piatek isc na bete….tak zeby cos tam podejrzec?:) to bedzie dopiero 6 dpt. Cos juz tam powinno wyjsc czy jak zwykle wymyslam? No i czy zastrzyk z ovitrelle nie bedzie falszowal bety? Ale racze po 13-14 dniach to juz nie, prawda?

    1. Sonia ja robilam w polskiej klinice weryfikacje w 3dpt 6 dpt i 10 dpt blastocysty. Wg. Tego co lekarz mówił to w 6 dpt beta powinna byc juz cducyfrowa, kolo 25-30… Ale kazda ciaza jest inna. Widziałam kilkanascie weryfikacji gdzie 3 i 6 dzien bhcg byla <1 a w 10 dpt ponad 100. Moim zdaniem powinno juz pokazac ale po co masz sohie robic stres? Pobadz w tej ciazy do 10 dnia a potem do pecherzyka a potem do serduszka itd tak do porodu 🙂

    2. Sonia mi 10000 jm plegnylu w 9 d po zastrzyku już nic nie było, ale to też sparawa indywidualna. Malibuu dobrze pisze o tym przypadku ze 6dpt i beta 0 a 10 dpt i beta ponad 100. Weź też pod uwagę że Sza np. miała bete 55 i to chyba w 9dpt i wszystko jest oki.

    3. Soniu, wielu weryfikacji w 6 dpt coś tam pokazują. Sza miała 8 dpt 3 dniowego, czyli taki 6 dzień i już było widać. Ana miała wysoką betę.
      Możesz iść sprawdzić, bo to nie jest bez sensu. Ale z takim nastawieniem, jak do sikanców – jak coś wyjdzie, to się cieszyć, a jak nie, to czekać spokojnie na 9 dpt. 🙂

          1. Nie mam żadnych przeczuć, jeśli juz, to negatywne, bo objawów zero. Ale przy ciąży tez nie miałam objawów, nawet na późniejszych etapach, moj organizm nie daje mi podpowiedzi 😉

  40. Tuptuś napisze ci tutaj, spr sobie poziom prog po 7-8 dniach od owu jak będzie 2 cyfrowy to owu potwierdzona- mi tak mowila lekarka. jajo peka do 36 h od pregnylu. woda w zatoce jest do 24 h potem się wchłania- też słowa pani dr. pozatym jak lekarz mowi ze peklo to peklo 🙂 gorzej ja miałam jak u mnie znikło haha 3 jaja znikly i niby owu nie było 2 jja były do pekniecia a przed okresem było czyściutko wiec też pekly.

    1. Wiesz pati, progesteron będzie raczej zafałszowany, skoro od dziś mam brać luteine 3x dziennie. Chyba by lekarz nie chciał, żeby zarodek się zmarnował jakby owu nie było co?

    1. Pati, na stronie Salve masz pełen cennik, zerknij sobie.
      Nam sytulacja z lekami wyszła koło 10-12k, każdy criotransfer koło 3k (sam transfer 1800, ale jeszcze wizyty, leki, wiadomo).
      Jak chcesz cos wiedzieć szczegółowo, to pytaj.

      1. Dziewczyna rabina bo na stronie jest 4400 ivf 5400 icis a gdzie koszt punkcji? jak dzwoniłam to mówili ze to już calosc a jak ty piszesz 11-12 z lekami- nie wiem ile i jakie dawki- to spora roznica. Ja mam 1 ref pod naturalne starania i 3 ref lekow pod ivf.
        Później faktycznie transfery rozmrożonych jest cena (ale najpierw to trzeba je mieć 🙂 ). Nie truła bym ci bez zaglądania w cennik 🙂 Twoje ceny bez ref lekow pokrywają się z tym co paradise mi mówiła jak dzwoniła po zakończeniu programu. Sorki po prostu brak rozpisanego tego na punkcje i transfer mnie nurtuje 🙂
        Wogole to mam 5 tys pytan do ciebie o salve, ale nie będę trula na blogu, bo niektóre sa idiotyczne 🙂 i jeszcze o ten caly program dof z um, o to jak podejść do dr S. czy mam o czymś pamiętać i czy faktycznei on jest taki niesympatyczny? ile trwa ta pierwsza wizyta itp. czy analizuje wszystko czy na szybko 15 min zapisze leki i do widzenia?

        1. 4400 / 5400 to juz z punkcja – wszystko do momentu uzyskania zarodków. Ale dodatkowo płacisz za wizyty (pewnie z 600-800 sie nazbiera), za badania (500-1000, zależy co musisz zbadać), za hodowle do etapu blastocysty, za embryoglue, za podglad na żywo, i tjeszcze masę innych drobiazgów. W sumie liczyłabym tak bardzo na okrągło ok. 7-8k w klinice i około 3-5 k na leki (jeszcze zależy, czy masz refundację, czy nie). Jeśli chcesz, to mam gdzieś szczegółowy kosztorys z poprzedniego podejścia, jeszcze bez refundacji, moge poszukać.

          Dr S nie jest niesympatyczny, po prostu troche oschły 😉 wizyta rzeczywiscie moze trwać krótko jeśli nie masz pytań, bo on sam z siebie wyjaśnia niewiele. Wiec spisz sobie pytania na kartce, mnie zawsze szczegółowo odpowiadał na każde. Miewałam wizyty po 90 sekund (podglad endometrium / jajek i do widzenia), a miałam takie po 40 minut, z omawianiem całej strategii i każdego wyniku. Ale musisz zadać pytanie – inicjatywa jest po Twojej stronie.

          Co do programu – zapytaj wprost, ja tak zrobiłam. Zapytałam, jak moge skorzystać z programu, a on mi mowi, ze moge sie zapisać na listę, bo wlasnie robią. I to jest cały on – mógłby sam wspomnieć o tej liście, nie? No to ja mowię, ze prosze mnie zapisać, na co on, ze dobrze i wyjmuje kartkę i zapisuje 😀 kurde, czyli tylko jakbym zapytała JAK i nie powiedziała wprost „prosze mnie wpisać”, to by pewnie nie wpisał. Ja mam wrażenie, ze do niego trzeba wlasnie tak wprost wszystko mowić, żadnych „czy mógłby pan…?” (bo powie, ze mógłby i na tym sie skończy), tylko „prosze zrobić…” i wtedy zrobi. Bezpośrednio.

        2. Znalazłam kosztorys, co prawda sprzed 3 lat, ale chyba wiele sie nie zmieniło. Ceny leków sa bez refundacji, bo wtedy nie było.

          Krótki protokół w Salve (Łódź):
          wizyty – 600 zł
          badania krwi, posiewy – 700 zł
          witaminy – 70 zł
          Metformax – 20 zł
          Euthyrox – 20 zł
          Yasminelle – 44 zł
          histeroskopia – 0 zł (NFZ, koszt prywatnie: 1000 zł)
          Acard – 12 zł
          Encorton – 8 zł
          Metronidazol – 10 zł
          GonalF 900 j.m. – 1 280 zł
          Cetrotide 7 amp. (130 zł/szt) – 910 zł
          Merional 7 amp. (75 zł/szt) – 525 zł
          Fostimon 4 amp. (75 zł/szt) – 300 zł
          Ovitrelle (85 zł/szt) – 85 zł
          docytoplazmatyczna iniekcja plemnika — ICSI – 5 400 zł
          vitryfikacja zarodków i przechowywanie przez 12 miesięcy – 1 200 zł
          system ciągłego 24 h monitorowania rozwoju zarodków – 700 zł
          assisted hatching – 500 zł
          embryo glue – 400 zł

          RAZEM 12 784 zł

    1. Super Anitt, to bardzo dobre newsy 🙂 Już możesz oddac się powoli szalowi rozowosci 🙂 Mogę Ci tez zameldować ze mój Synek z wtorku ma 1330 g wiec daje rade pomimo mojej ostrej diety-mój waleczny Okruszek 🙂 Tak ten czas zasuwa nie wiadomo kiedy ze mi już się czasem porod nocami sni. Sciskamy Was obie mocno :*

  41. Dziewczyny, czy ktoras z Was miala lub ma hiperprolaktemie czynnosciowa? Mi wyszlo, ze mam po badaniu prolaktyny z obciazeniem metoklopramidem. Nie mam miesiaczek prawie od 10 lat i zastanawiam sie, czy to moze byc przyczyna czy tez jest to tylko wstretne pcos. Bralam wstepnie male dawki bromergonu, ale wszystko odstawilam bo bardzo zle sie po nim czulam. Ciekawa jestem czy wy mialysciemz tym do czynienia?

    1. I znowu ja Ci odpisze 🙂 Bo tez mam. Tzn wyszla mi na badaniach w kwietniu. Pewnie ma związek z naszym pcos tylko ja miałam zawsze cykle regularne i ze niby nawet ladne owulacje były choć pęcherzyki miale jakies dziwne akcje czasem. Dlatego dr stwierdził ze mimo zlego obrazu usg skoro cykl działa ‚normalnie’ to widocznie organizm sobie radzi dobrze. Zwykla prolaktynę miałam już wcześniej zawsze lekko podwyzszona ale na tyle mało ze lekow nie miałam (ze niby to może ze stresu) i tak trochę dla siebie brałam na to castagnus (bez recepty). Fakt ze cykle wyrownal jeszcze bardziej i obnizyl trochę poziom do norm. Na czynnosciowa to nie wiem czy te leki podstawowe co na zwykla prolaktynę wplywaja wogole, musisz podpytać dr. Ale uważam ze skoro masz taki problem z okresem może to być ukryta przyczyna (obok pcos). I przedstaw to dr, a noz się cykle by unormowaly. Mysle ze w zaleznosci od sytuacji to może być znaczace.

      1. Ana86 Moj lekarz (tenw Polsce) nie za bardzo sie jakos do tego odniosl. Kazal mi barc tylko bromergon 1/4 na noc. Ale i tak fatalnie sie po tym czulam. Bardzo bym chciala, aby moj okres wrocil ale wiekszosc lekarzy mi zawsze mowila, ze tak czasem jest przy pcos, ze zanika. Moze zaczne brac ten castangus – czy bralas go rowniez przy stymulacji do in vitro?

    2. hyperprol. ma zwykle „towarzyszy”, u mnie pcos, insulinooporność i endometrioze. Metformina w końskich dawkach przywróciła mi cykle i okazało się że z całego tego towarzystwa to insulinooporność najbardziej mi przeszkadzała w zajściu w ciążę i prawidłowych cyklach. Dostałam tez Letrox , mimo, że tsh było w granicach normy (wyższych granicach, ale jednak) i kuuupę D3.

      1. Tu jeszcze podpisze się pod Izabela ze insulinoopornosc chyba jest najgorsza dla naszych komorek jajowych i cykli. Wiec koniecznie zerwij z cukrem-przypomninam 🙂 Teraz dalej mnie przesladuje w postaci cukrzycy ciazowej. I tez dostałam Euthyrox na leciutko przy granicy tsh i witamine D brałam.

        1. ana86 mi też dr mimo iż prl bardziej w tej niższej granicy kazala brać 2 tab costnagusa na noc, stwierdziła że nie zaszkodzi a może wyeliminuje plamienia przed okresem. Co do metforminy i IO to racja mi po 2 miesiącach brania wróciły cykle w sensie jakiś okres się pojawia jak w morde strzelił w 28dc się rozkreca a nie biore żadnych końskich dawek 1 zwykłą 500 rano. i może wlasnei dlatego się przestymulowalam bo to był 1-1,5 miesiąca metforminy a dawki lekow do stymulacji minimalne. O costangusie zapoinam 😛 wieczorem metformine rano jak w zegarku biore.

    3. Ja mialam podwyzszoną prolaktynę i tez bralam bromergon. Ten lek jest okropny na początku, ale w moim przypadku był skuteczny i ładnie mi zbijał tą prolaktynę. Może warto się przemęczyc? Też brałam małe dawki przed nocą. Skutki uboczne miałam trudne przez ok 2, 3 tygodnie . Ponieważ pracowałam na 7 , musiałam wstawac wczesnie i czesto rano robiło mi się słabo jak przed omdleniem. Musiałam co chwilę klasc się na kanapie, zeby nie zemdlec. To było okropne. Przez resztę dnia tez czułam się zle, mialam podpuchniete oczy itd. Ale po tym okresie 2 tygodni wszystko mineło. Lek brałam jeszcze w procedurze in vitro i pozniej jak zaszlam w ciaze przez chwilę, następnie lagodnie kazali go odstawic. Powodzenia:)

      1. Doti mi tez wlasnie przepisal bromergon 1/4 na noc i nie dawalam rady. Nie wiem czemu tak bardzo zle reaguje na te wszystkie leki:/ odstawilam zupelnie przed in vitro. Nie wiedzialam w ogole czy moge go brac przy stymulacji (moj angielki lekarz o tym jie wiedzial i nie chcialam mu mowic, ze lecze sie tez w Polsce). Czy Twoj lekarz zdecydowaniamkazal Ci brac czy in vitro?

        1. Mozesz powtorzyc ostatnie pytanie :)? Przepraszam, nie moge się doczytać o co chodzi:) . Jesli chodzi o stymulację, to ja nie miałam, bo ja na naturalnym cyklu, wiec nie wiem, jak lek wchodzi w interakcje z tymi lekami do stymulacji. Mi się wydaje, ze u mnie ten bromergon niezle zbijał prolaktyne, wiec lekarz nie chcial odstawic, zeby nagle mi nie wzrosla i nie wplynela na ciążę lub zaplodnienie. Ale potem on kazal mi odstawic jakos na poczatku samym, nie bralam tego dlugo. W ciazy pewnie te hormony dostosowuja sie do stanu ciazy i organizm daje rade sam.

          Są tez tacy lekarze ktorzy uwazaja, ze ta za wysoka prolaktyna nie wplywa na nieplodnosc. U nas to nie wiem, czy to mialo znaczenie, bo maz mial zle parametry nasienia. No ale leczylam to , zeby juz wszystko bylo dobrze.

  42. No to i ja się zamelduję, skoro Anitt przetarła szlaki 😉 Półówkowe też już za nami. Słowo prawidłowo usłyszałam tyle razy, że wychodząc z gabinetu z ulgi uderzyłam w szloch 😉 Co do bety, to u nas z wysokiej będzie jednak Mężczyzna, także chyba oszukałyśmy system z Anitt 😉

    1. Uczuciowa, ja też po połówkowym się rozbeczałam ze wzruszenia, z wdzięczności, z ulgi. Cieszę się, że wszystko prawidłowo. A co do bety, to u mnie też się nie sprawdziły te przyrosty. I kalendarz chiński oszukał 🙂 Ale liczy się przecież tylko to, by maleństwo było zdrowe.

    2. Uczuciowa czyli Groszek został Groszkiem:-). A dopiero Ci gratulowałam i pamiętam jak płakałam po Twoim wpisie i przed moją szczęśliwą betą.. Ale ten czas zasuwa! Gratulacje dla Was!

    3. Dziewczyny jak ten czas leci , widzę to po Waszych ciążach bo mi się wlecze jak krew z nosa 😛
      Gratuluje Mężczyzny , prawdziwych Chłopów nikt za wiele 🙂
      No i cieszę się z cudownej ulgi :)))

  43. Potrzebuje pomocy, bardziej niż kiedykolwiek bo nie dla siebie a dla mojego synka.
    Jestem zrozpaczona znowu trafiłam do szpitala na tydzień bo szyjka macicy skracala mi się za szybko, po tygodniu okazało się że z szyjka na razie jest ok ale pojawił się problem który mnie przerasta, moj synek za wolno się rozwija ;( w zeszłym tygodniu był w 37 centylu czyli nie za wielki ale ok. A teraz okazuje się ze jest tylko w 5 centylu ;( czyli zaczyna się hipotrofia… Badania prenatalne były ok. Mam MTHFR przez co biorę Clexane 0.6 ale mój organizm słabo reaguje na lek. Czynnik anty X a który wskazuje jak organizm reaguje na ten lek u mnie jest poniżej normy (mój wynik 0.45 a norma 0.6-1.2) a przepływy łożyskowe wg lekarzy są na granicy normy.
    Ktoś? Coś.? Jakieś rady?
    Będę wdzięczna za każdą sugestię

    1. Kamila, bardzo współczuję tego stresu. Niestety, nic nie wiem na ten temat, wśród znajomych też nikt nie miał takiej sytuacji. Mam nadzieję, że lekarze coś zaradzą. Ciekawe, jak przyczyna tej Twojej oporności na Clexane.

    2. Kurczę Kamila, nie znam się na tym kompletnie. Na blogu ktoś miał podejrzenie/stwierdzenie hipotrofi.. Najlepiej wyszukaj na Facebooku taka grupę rodziców, tam najwięcej się dowiesz!

    3. Kamila, moja pierwsza córka miała klasyczną hipotrofię wykrytą w 6 mc. Urodziła się zdrowa w 36tc z wagą 2100 przy kiepskich przepływach. Nie brałam żadnych leków, dużo leżałam na lewym boku (ale niewiele to dawało). Wymagało to bardzo częstych badań usg, szczególnie przepływów. Potrzebny bedzie dobry lekarz i dobre usg. Z druga ciążą – synkiem, tez miałam podejrzenie hipotrofii, trafiłam do szpitala i mój lekarz stwierdził, że podadzą takie stare leczenie – teofiline w kroplówce przez 2 tyg, później dostałam do domu lek z teofiliną – Theovent. Plus częste kontrole (usg co 2 tyg). Ten lek ma na celu rozkurczenie naczyń krwionośnych łożyska i zwiększenie przepływów. W konsekwencji urodziłam zdrowego chłopca w 39 tyg o wadze 3100. Przepływy do końca były dobre wiec trudno stwierdzić czy to była faktycznie hipotrofia i leki pomogły, czy tylko dmuchalismy na zimne, ale może warto spróbować.

    4. No wlasnie, jakbys przypomniała tydzień w jakim jesteś. A dawki Clexane masz od początku te same? Bo istnieja dawki mocniejsze jeszcze od tej co masz. Ale z tym lekiem trzeba mega ostrożnie. Może w ciąży wskazana jest maxymalnie taka jak masz, bo on silnie rozrzedza krew i trzeba bardzo uwazac a w ciąży to już wogole. Dr na pewno wiedza co robic. I mysle ze dobrze jednak ze alarm z szyjka spowodowal ze dr zwrócili na to uwagę. Zawsze lepiej moc swiadomie z czyms walczyc niż nie wiedzieć kochana. A jaki masz stopien dojrzalosci lozyska? Wyniki z krwi w miare ok, czy mocno obnizone? Moja kolezanka miała podejrzenie hipotrofii ale po obserwacji w szpitalu okazało się ze wcale nie wygląda to az tak jak się nastawila. Malutka urodzila się drobniejsza ale wcale nie tak jak wystraszyla się na początku, teraz to już duuuza panienka! Glowka do góry, otulam Was cieplymi myślami.

    5. Kamila, ważne, który to tydzień. Wychodzi mi, że koło 30. To bardzo dobrze, zwiększa możliwość reakcji.
      Jak leżałam w szpitalu przed porodem, to było sporo dziewczyn z powodu hipotrofii. Często je badali, żeby wyłapać ewentualne spadki tętna i monitorowali wzrost dziecka. Przy złych wynikach robili cc koło 32-33 tc. Takie dziecko naprawdę bardzo szybko nadrabia wagę na zewnątrz. Ze mną na sali była dziewczyna, której zrobili KTG o 22, wynik był jakiś niepewny, lekarze mieli pomyśleć do rana, a o 1 w nocy zabrali ją na cc. Była w 31 tc. Uznali, że dziecku będzie bezpieczniej w inkubatorze, niż w takiej niepewnej matce. Wystarczy chwila przerwy w przepływach i po dziecku.
      Były prawdziwe maluchy – np. 1200 z 34 tc. I po porodzie rosły, jakby ktoś je nadmuchał. Dziewczyna takie małe urodziła, a po tygodniu wychodziła ze szpitala z dwukilowym.
      Jeśli już jesteś po 30 tc, w bezpiecznym terminie, a hipotrofia będzie się powiększać i przepływy będą złe, to wyjęcie dziecka to najbezpieczniejsze rozwiązanie.
      Najważniejsze, żebyś była pod ciągłą kontrolą.
      A Theovent, o którym wspomina Izabela, brała też malowanakolyska.blogspot.com. Brała to na nadciśnienie w macicy i kiepskie przepływy – pomogło.

      Powodzenia.

      1. Jak zwykle jesteście nieocenione, leżę niby w dużym wojewódzkim szpitalu a mam wrażenie że nikt nie wie co ze mną począć, każdy boi się podjąć decyzję, zaryzykować…. A to nie działa na mnie za dobrze.
        Znalazłam grupę zamknięta na Facebooku o takich maluchach jak mój, są tam dużo mniejsze maluchy niz mój i dają radę, walczą i tak łatwo się nie poddają, ja też nie zamierzam się poddawać, nie po to walczyłam 4 lata 🙂

        Ps. Pytalyscie o przepływy, wg lekarzy są w granicach normy, czyli na moje dobre ale rewelacji nie ma 🙁

  44. Dziewczyny, my też po połówkowym i poza tym, że wszystko w najlepszym porządku, a to najważniejsze – to u nas dziewczynka 🙂 . Już lekarz prowadzący na poprzedniej wizycie nam to powiedział,ale teraz potwierdzone 😉 .

  45. Tylko głupiec nie boi się adopcji. Ja też się bałam, panicznie. Ale ciągnęła mnie do mojego dziecka jakaś magiczna siła. Ja wtedy nie widziałam nic gorszego co mogłoby mnie spotkać niż to w czym wtedy tkwiłam. Bezdzietność była dla mnie koszmarem.
    I słusznie posłuchałam serca :))) Wszystkie lęki okazały się na wyrost ( choć strach o zdrowie i trudności jest rzeczywiście większy niż w przypadku rodzicielstwa bio). Będzie pięknie :))))))
    Czasem tu do Ciebie zaglądam :))
    Ściskam.

    http://www.poszukujaca.pl

    1. Alla, nie znamy się, ale jesteś niespodziewanie miłym gościem tuta, bo i ja znam Twoj blog, a Twoje imię czasem tu pada przywoływane przez dziewczyny, które też Cię czytają.
      Wszystko co napisałaś – każde słowo dobrane w punkt. Dobrze sie Ciebie czyta, dobrze mieć Cię po swojej stronie.

      Ściskam CIę, Twoje dzieciaki i na pewno jeszcze sie gdzieś zobaczymy 🙂

    1. Wężon, dźwigam :))) Już się ledwo toczę, wyjmują na początku grudnia, więc lada dzień. Bęben z przodu jak malowany, aż trudno uwierzyć, że to moje, a nie jakieś filmowo doklejone 😀 Głównie leżę, bo ciśnienie mi skacze, wątroba ściśnięta przez dzieci też słabsza, ALT trochę wzrosło, ale niewiele, muszę jeść lekkostrawnie i się oszczędzać – hehe, jakbym w ogóle aktualnie mogła inaczej 🙂 Ps. Dziewczynki, za wszystkie nieodmiennie trzymam kciuki, połówkowymi się cieszę, zerowymi betami martwię. Będzie dobrze.

  46. Dzieki dziewczyny za tyle słów wsparcia. Jest mi naprawdę miło że dalej jesteście z nami 🙂
    Hmm co do mojej bety..miałam prawie identyczny wynik jak u Any86. W 14dpt 2 dniowego zarodka mialam bete ponad 400 a za 5 dni beta byla ponad 4000.
    Widzicie podobne wyniki a u Any synuś a u mnie córeczka.
    Ana tak bardzo sie cieszę że synuś rośnie. Tak naprawdę chyba już przekroczyłas ta nasza wyczekiwana granice. Teraz jez wszystko bedzie dobrze.
    Uczuciowa, mam nadzieje ze lekarzowi nie podajesz juz dpt:-) tak sie ciesze Twoim szczesciem.
    Renata super wieści. Idzuemy jak burza 🙂

      1. U nas też pytali o termin ostatniej miesiączki:-) ja w sumie pamietalam ale terminu ostatniej wizyty u mojego lekarza juz jie pamietalam. Polowkowe mialam wykonywane w specjalistycznym szpitalu.

  47. Dawno nie zaglądałam… Iza jestem strasznie dumna z Ciebie, że potrafiłaś powiedzieć ,,stop!” i podjęliście decyzję o adopcji. Długo się czeka, droga ,,inna” niż zwykła 9-miesięczna ciąża ale o ile ,,łatwiejsza” bo wiesz, że na jej końcu NA PEWNO będzie czekało na Was dziecko… w ivf nigdy niestety nie ma tej pewności, a sama wiesz ile można czekać, i czekać… strachy są, to normalne ale czy przy biologicznym dziecku byłyby mniejsze?! nie! Myślę o Tobie, o Was… najbardziej cieszy mnie myśl, że masz przy sobie wspaniałego M – tworzycie niesamowity dream team… 🙂

    Ps. Melduje się również po połówkowym w zeszłym tygodniu: obecnie 24 tc, już potwierdzone: dwóch chłopaków wiercących się już niemiłosiernie, jeden 650g, drugi 680g, a ja 11 kg od czerwca na plusie chociaż nie mam pojęcia gdzie te kilogramy mam bo brzuch nie za duży, a w stare spodnie wchodzę bez problemu… (oczywiście bez zapięcia ostatniego guzika :-). Samopoczucie w miarę dobrze, tylko gorzej z jedzeniem: mam tak ściśnięty żołądek że ledwo mogę zjeść małą bułkę, a czuje się jak po obfitym posiłku… a na tyle rzeczy mam ochotę… 🙂

    ściskam!! i trzymam niezmiennie kciuki za wszystkie z Was i każdą z osobna!!

  48. Wężon masz racje jak pisałaś wyżej wiosna to będzie okres porodów 😀 wysyp maluszków blogowych jakby dziewczyny się pozmawiały 🙂
    Wszystkim i każdej z osobna gratuluje tych super info po połówkowym 🙂
    Eska a oprócz ciebie ktoś jeszcze ma twixy? 2 chłopaków tatuś pewnie dumny jak paw chodzi.

  49. Dziewczyny super wieści! W 2017 będzie babies boom 😀

    To i ja się zamelduję – u nas 35 tc 🙂 Nie wiem czy dociągnięmy do 2017, bo dziewczę duże, w 33 tc już miało wymiary na 35 tc. Trzymajcie kciuki! 🙂

    1. No wlasnie Borowka tak dzis myslalam ktory u Ciebie tydzien. Idziesz jak burza 🙂 Imie dla panienki juz wybrane? A termin masz na sam poczatek stycznia? To juz pewnie wszystko przygotowane 🙂 I powiedz mi z ciekawosci bo to przede mna jak czesto sa wizyty u dr tak od 30 tc, co 2 tygodnie? Zaciskamy za Was kciuki z calych sil 🙂

      1. Ana86 mam już syndrom wicia gniada, piorę, prasuje i urządzam pokoik 😉 ale torba jeszcze nie spakowana, więc zaczynam się powoli denerwować 😛 Termin mamy na 3.01.2017 🙂
        Wizyty od początku ciąży mam co 3 tygodnie, w zasadzie nie pytałam czy teraz będzie częściej, dam znać po kolejnej wizycie 😉

  50. dziewczyny iui 16 dni temu test 13 dzień 14 dzień po iui negatywy… dzis 16 dzień zrobiłam test – negatywny… Czy luteina moze mieć wpływ na to? czy moge mieć jeszcze nadzieję?

    1. Angellika , Ja miałam 2 inseminacje i przy każdej kazali mi 12 dzień po testować i przy negatywnym wyniku powtórzyć dla pewności w 14 dniu 🙁
      Luteina może opóźnić okres , wyniku nie fałszuje …
      Przykro mi 🙁

  51. Dziewczyny, będę zatem pierwsza przed dZiewcZyna rabina. Zrobilam bete dzis czyli 6 dpt i wynosi 0,1. Po tym wszystkim co przeszłam beta pozostaje niewzruszona i jak zaczarowana nawet nie drgnęła. Dla mnie to kończy sprawie bo oczywiście można sie czarować, ze 6 dpt to za wcześnie ale to nie jest za wcześnie miałam podana 5 dniowa blastocyste, która juz sie wykluwala. Takze beta powinna byc chociaż 10 a jest 0,1 i to niestety zamyka temat.

    1. Sonia jak @ cie nie nawiedzi na dniach czekaj spojojnie już nie takie syt tu były. Tak samo jak z zarodkami niby zmaronowane a podrastały. Ja trzymam dalej kciuki i nie mam zamiaru ich puścić.

    2. Wiesz, ja zawsze miałam blastki i moja pozytywna beta 9 dpt wynosiła 68. Potem rosła idealnie.
      Zarodek zagnieżdża sie miedzy 3 a 6 dniem, po 48h zaczyna produkować sie beta HCG. Także tak, moze byc widoczny 6 dpt, ale moze zacząć rosnąć tez dopiero 7-8 dpt. 6 dpt to naprawde moze byc za wczesnie.
      Nie przestaje trzymac kciuków, zeby Cie ta Twoja blastka jeszcze zaskoczyła <3

    3. Soniu, Ty to chyba lubisz źle się czuć.. Piszemy Ci wszystkie,że szkoda robić betę tak wcześnie i daj blastce wgryźć się a Ty jednak testujesz swoje i nasze nerwy. Tak jak napisała Dziewczyna Rabina ta beta nic nie musi oznaczać poza Twoim stresem przez kolejne dni.. Jeśli okresu nie będzie a pewnie nie będzie – to i tak czeka Cię kolejna beta za kilka dni – wtedy faktycznie można ją jakoś interpretować. Tej raczej nie brałabym na poważnie.

      1. Wendy, ale ja. Sie nie czuje złe, czuje sie dobrze, normalnie 😉 To nie jest za wcześnie np w innych klinikach testuje sie w 3, 6, o dpt Nawet mi tu dziewczyny o tym pisały ze można podejrzeć w 6 dpt. Moim zdaniem to zamyka sprawę bo juz kilka transferów miałam . Jedni przyjmują strategie, ze wola nie wiedzieć do końca, inni wola stopniowo dowiadywać sie i obserwować proces. Nie oczekuje ze ktoś to zrozumie ale tez naprawdę nie lubię czuć sie złe bardziej jestem rozczarowana ale chyba tez nie;) mam inna perspektywę bo mamy dziecko, mamy siebie , nie musiałam zadłużać sie na leczenie. Na koniec dnia jestem za to wszystko wdzięczna. Nie ja pierwsza tu testuje tak wcześnie, robię to bo nie jest to dla mnie duży koszt emocjonalny a lubię szybko wiedzieć . Dziewczyny wiedza ze od początku szybko testuje, potem kilka dni pózniej powtarzam ale nigdy dotąd wczesne bety i testy nie pomyliły sie. A szkoda;) dla jasności robię bete tez w pon i jak bedzie trzeba to z chęcią odszczekam swoją niewiarę w ten transfer.

        1. I napisałam to czysto informacyjnie a nie dlatego ze czuje sie złe albo ze oczekuje pocieszenia czy cos w tym stylu . Mysle ze chyba np Wężon ale tez kilka innych dziewczyn rozumie mnie z tym wczesnym betowaniem;) a pisząc ze to zamyka to temat to mam tez na myśli to ze to nasze ostatnie podejście z oczywistych względów . Dzieki dziewczyny za wszystkie rady, dobre słowa i nieprawdopodobne wsparcie na każdym z etapów leczenia. Niezmiennie trzymam za wszystkie kciuki

          1. A i anpisze Wam jeszcze dlaczego tak wczesnie robie bete – jako ze od pocatku miala gdzies z tylu glowy, ze mozemy miec problem ze slabymi zarodkami to teraz w tym podejsciu konsekwetnie to sprawdzam tzn. po pierwsze hodowla do 5 doby i tu juz jest pierwsza weryfikacja ze z 7 zarodkow nadawla sie tylko 1 i nie bylo nic do mrozenia. A eraz bet chce potwierdzic,czy chcociaz probowal ruszyc z miejsca czy tak jak pozostale nie. Robiac bete w 10 lub 11 dpt jak wyjdzie 0, 1 to bedzie wiadomo tylko tyle , ze sie nie udalo. A ja chce sprawdzic 6, 9 dpt robiac bete czy chociaz drgnela, czy probowal ruszyc. I dla mnie to jest tez cenna info o calym procesie, ktore na oniec dnia pozwoli mi sie w spokoju pogodzic z decyzja, ktora podjelismy, ze wiecej prob nie bedzie. Bo zarodki nie startuja. Ze nic wiecej juz nie mozemy zrobic. Taka swiadomosc na konic dnia tez jest potrzebna. Moze nie wszystkim, ale nam tak. Mi tak. Dlatego testuje wczesnie. Zeby miec wiedze o calym procesie. Duz mnie ta dryga stymulacja i to co zrobilismy nauczylo, duzo mi to pokazalo i przyjmuje te wiedze. I akceptuje. Bo nie mam wyjscia. Tak bywa. A poki co….oby do poniedzialku. Do kolejnej bety, bo oczywicie ze ja powtorze. Dla pewnosci. Intak jak pisalam wyzej obym musiala odszczekiwac swoja niewiare;)) swoje zwatpienie;) Mysle tez, ze moja wiara lub niewiara nie ma tu kompletnie nic do zeczy bo bedzie co ma byc. Waznjsze zebym miala taki wewnetrzny spokoj i przekonanie, ze robie dobrzei ten rozaj spokoju we mnie jest.na podana blastka byla taka piekna, ze kto wie;) Na pewno macie racje, ze trzeba wierzyc do konca ale same tez wiecie, ze z kazda kolejna proba jest to po prostu trudniejsze. Dobrej nocy kochane dziewczyny, jestescie wspaniale.

    4. Powinno to jutro wzejść słońce , a z Zarodkami bywa różnie …
      6 dpt to bardzooooo wcześnie …. za wcześnie …
      Ja wierzę w Waszego Championa , mam nadzieję że Ci jeszcze zagra na nosie 🙂

    5. W sumie Soniu to dziewczyny mają rację. Ja chyba ze strachu o siebie w przyszłości przejelam czarny scenariusz,ale tak naprawdę, to z tymi zarodkami nie wszystko lekarze wiedzą. Moje z drugiej tury mają dzis 6 dobę i nie są blastkami, będą obserwowane do jutra,a jeden został wczoraj zamrożony jako 4aa także każdy ma swoje tempo i z Twoim tez tak jest i może potrzebuje chwilę dłużej. Trzymam kciuki dalej.

  52. Madzia z tymi jajami to jakas wielka dupa, słuz oki wszystko pięknie… nic czekamy walczymy, męża do pionu ustawiam za rada Ani i Wężona. Snuje dalsze plany nie poddaje się, zmieniam po prostu nastawienie jak ma być to będzie jak nie to lece kolejne ivf i tyle. Na spokojnie bo się wykończę w tym comiesięcznym chodzeniu jak robokop 🙂

    1. I dobrze Pati …. czasem trzeba chwile odpocząć żeby podejść ze zdwojoną siła , zwłaszcza że Ty Młode Dziewczę jesteś 🙂
      Oj a jak w końcu będą te dwie kreski to Cała Łódź coś czuję usłyszy … 🙂 <3

      1. oplakatuje caly blok i osiedle 😛 i pojde do radia że wkoncu zaciążyłam 😛 hahaha i ze moje dziecie za 9 miesięcy będzie wyło ryczało nie dawalo nikomu spać i waliło takie kupy że jak wyrzucę do kosza to poł osiedla poczuje na ulicy 🙂

  53. Dziewczyna rabina kciukasy ogromne 🙂

    Sonia powtórz za 2 dni jak wszystkie piszą to jeszcze o niczym nie świadczy nie skreślaj jeszcze tego zarodka, dotrwal do 5 doby dotrwa dalej !!

    1. Mam długa listę badan do zrobienia u immunologa. Bo tak naprawde nie ma pomysłu, co jest przyczyna niepowodzeń. Nie bardzo wierze, ze cos w tych badaniach wyjdzie, bo nigdy nie miałam żadnych problemow w tym zakresie, wszystkie podstawowe badania wychodziły zawsze idealnie. Ale zrobię, dla spokoju, bo co innego moge zrobić? Czyli najbliższy cykl na zmarnowanie, jak bede mieć wyniki, to spróbujemy kolejnego transferu, pewnie na jeszcze wyższych dawkach leków. Nie wiem, czy chce zeby te badania wyszły dobrze, czy wręcz przeciwnie – z jednej strony dobrze byłoby znac problem, ale z drugiej – szczepienie limfocytami męża brzmi dla mnie jak szarlataneria.

      1. Dziewczyno Rabina. ,

        Myślę. , że nie jest to zły pomysł. Ja jestem po seri badań immunologicznych. ( pisałam o tym wcześniej ) i jak się okazuje nie wszystkie okazały się idealne. Od dzisiaj mam włączoną heparynę ponieważ jak się okazało mam wrodzoną trombofilę plus zbyt wysoki poziom NK ( od 3 tygodni przyjmuję steryd) i zbyt niski poziom wolnego białka S. Wszystkie te czynniki bezpośrednio wpływają na ciążę a właściwie na jej utratę.

        1. Z tym, ze ja ostatni transfer miałam na heparynie 0,6, Encorton 15 mg plus intralipid. Ale podobno sa jeszcze jakies leki jesli cos wyjdzie nie tak, ktore mozemy wlaczyc.

        2. No i Liloą, dziewczyna nigdy nie miała poronienia, pierwsze dziecko urodziła bez problemu. To też wyklucza pewne złe wyniki, które mogły wyjść u Ciebie, nigdy nierodzącej i z obumarciem płodu.

  54. co jest kurde?! ;((( miał mnie tu dziś ktoś pocieszyć, a tu takie smutne wiadomości 🙁
    dziewczyno rabina strasznie mi przykro 🙁 :*
    Soniu, dalej trzymam kciuki :*

    ja też się muszę pożalić, nie wiem czy Wam pisałam, że jak miesiąc temu szłam na histeroskopię, przed wejściem na salę Pani mi mówi, że mam nieaktualne badania i że powinnam teraz zrobić u nich. Mówię jej że zabieg kosztuje mnie 2 tys (to prawie cała moja wypłata) i że badania u nich będą mnie kosztowały ze 300 zł a wyniku i tak przez zabiegiem już nie będzie, więc zrobię je u siebie w mieście bo dostanę na nie skierowanie. Wypisała mi co mam zrobić (HbsAg, HIV, WR, HCV). U siebie dostałam skierowanie, poprosiłam jeszcze mojego lekarza, żeby dał mi również na toxo bo w lutym wyszły mi oba wyniki dodatnie. Robiłam później awidność i wyszła wysoka więc niby dobrze, bo chorobę musiałam przejść dawno i organizm wytworzył przeciwciała.
    Wczoraj byłam na pobraniu krwi. Również wczoraj późnym popołudniem dzwoni do mnie p. koordynator z i-med że mam nieaktualne badania i że do poniedziałku przed transferem muszę im je dać. Ja jej mówię że wiem, że dostałam na karteczce co mam zrobić i okazuje się, że oprócz tych nieważne mam kolejnych 5 badań, mało z krzesła nie spadłam – jeszcze cytomegalia igg i igm, anty hbc, wymaz z kanału szyjki macicy w kier. chlamydii i ocena czystości, mówię, że już nie zdążę ich zrobić, a poza tym mogłam na te też mieć skierowanie, gdyby tamta pani mi te wszystkie badania spisała… mam zrobić u nich jak przyjadę, poza wymazami bo ich niby przed transferem nie można robić… ajj już szkoda o tym bałaganie pisać do sedna 😉
    odbieram dziś wyniki a moja toxo igg i igm znów dodatnie oba wyniki, przeraziłam się… myślałam, że te wyniki będą już tylko spadać, a one są nieco wyższe niż w lutym… zadzwonił dr D, twierdzi że wszystko jest dobrze, że ważne że ta awidność wyszła wysoka… tyle, że on chyba nie kojarzy (mimo że mu o tym przypominam), że ja tą awidność w lutym robiłam a teraz nie… zawsze wiater w oczy! wiem, że nie powinnam podważać zdania lekarza ale po prostu martwię się, mam wrażenie, że jemu wszystko pasuje „zapadający” się pęcherzyk, nieważne ciałko żółte, płyn w zatoce, toxo dodatnie… a i jeszcze powiedział, żebym te wymazy przed transferem zrobiła, że w niczym to nie przeszkadza… jejuś czy może mnie któraś uspokoić? 🙁 to jest nasz ostatni zarodek i tak cholernie się boję, że lekarz mnie tak szybko szybko byle żeby już załatwić ten ostatni transfer z programu załatwić… 🙁

    1. Tuptuś,
      Ja cie moge tylko tak pocieszyć, ze ja chyba polowy tych badań nigdy nie robilam, a przed transferem to praktycznie nic…..
      Co prawda z tego transferu ciazy nie bylo, ale tu nie maja w zwyczaju robic co chwile wszystkich badań i dziewczyny jednak w ciąże zachodzą 🙂
      Spokojnie 🙂

      1. a gdzie robisz? przepraszam, ale jeszcze nie wszystkie historie tu znam 🙂
        wiesz, wydaje mi się, że to nawet lepiej, mniej stresu masz. Kobiety przecież zachodzą w ciążę tak o, nie wiedząc o czymkolwiek…
        złośliwość losu jednak nie zna granic…od czerwca próbuje podejść do transferu i ciągle coś staje na przeszkodzie, teraz niby ma być w poniedziałek a jestem kłębkiem nerwów 🙁
        na każdym kroku stres, obawy i jeszcze lekarza musisz pilnować, żeby o czymś nie zapomniał i może „zaproponować” coś do leczenia/badania/lub może jakieś leki… łeb mi pęka…

          1. Tutusiu , Ja tak jak Franczeska powiem Ci że podobnie robiłam tylko badania wirusowe ( HiV i te wątrobowe ) bo to było wymagane , oprócz tego miałam ważną chlamydie i nic poza tym do transferu nie chcieli .
            Klucha dziś kończy 26 tc leci 27 i jak do tej pory jest wszystko elegancko , oby tak dalej .
            Mam nadzieję że trochę pocieszyłam .
            In vitro Katowice Provita

          2. Tuptuś,
            Zrozumialam 🙂
            Mieszkam za granica (nie pytaj gdzie bo i tak nie moge powiedziec)

            Ja sie jednak troche stresuje, ze lekarz nie przepisal mi litanii badań. Ciekawe czy zmieni taktykę po nieudanej próbie i przygotowyujac sie do kolejnej

      2. Mi się wydaje że to podejście kliniki i- co najważniejsze lekarza. Mnie się pytali czy jakies usg piersi miałam cytologie to sprzed 3 lat miałam, a z grupą krwi byłam przekonana że mam bo x lat temu robiłam prywatnie a wiecie czego się dopatrzyli?ale to już po transferze lub po punkcji ze moj nr pesel posiadal tylko pierwsze cyfry z daty urodzenia a później xxxxx, i to przy wypisie 🙂 to jeszcze usłyszałam że nazwisko mam nie takie, no fakt drugiego członu brakowało. Dr O się strasznie krzywiła ale punkcja i transfer były. Już myślałam że tam zejde na zawał. Ale po co im uzg cyckow to ja już nie wiem 🙂 może niebawem tomografie mózgu będą chcieli 😛

        Tuptuś a robiłaś wszystkie wyniki w tym samym lab? jest przecież jakaś skala błędu wyniku czy tam pomiaru?
        Zdaje sobie w 100 % sprawę jakie to jest irytujące czekanie kilka miesięcy na transfer, ja bym chyba zgłupiała.
        Jak to wymazu przed transferem samym sie nigdy nie robi?
        Radze samemu spojrzeć na date tamtych badan tego iig,igm hcv itp. mi powiedzieli że jedne są ważne pół roku inne rok. Skoro w czerwcu robiłaś to grudnia jeszcze nie mamy a pani mogła sobie spojrzeć jedynie na miesiąc nie na dni.

        1. tak pati, robiłam w tym samym labo, robiłam w lutym, przed 2 stymulacją. Wyniki więc się przeterminowały. Tylko wiesz, skoro babka wypisała mi miesiąc temu 4 badania, ja sama dopisałam sobie toxo, a teraz brakuje kolejnych 5, a wszystkie robiłam przecież w lutym to wszystkie były nieważne już miesiąc temu i na spokojnie mogłam dostać skierowanie i na spokojnie je zrobić (wychodzi na to, że mogłam sama zaglądnąć w moje dokumenty co tam było robione bo już nie pamiętałam co robiłam i sobie je zrobić, bo nic nie jest ważne już rok, poza cytologią) i teraz uwaga nigdy nie robiłam usg piersi i nawet klinika nigdy tego ode mnie nie wymagała! może dowiem się tego w poniedziałek że mam zrobić?! :/

          co do wymazu, koordynator powiedziała, że się nie robi, dr powiedział że w niczym to nie przeszkadza, mam zrobić przed samym transferem.

    2. Tuptus, ja nie chcę Cię nakręcać, ale ja wolę zrobić nadmiar i wiedzieć więcej, nawet jeśli wyniki są prawidłowe, a tym bardziej bym drążyła jeśli coś by wyszło nie tak lub ja bym miała wątpliwości. Kupę kasy płacimy za wszystko- badania,wizyty i cała procedura, jeszcze więcej kosztuje to psychicznie, przed Tobą ostatni zarodek – może warto wyłożyć kawę na ławę lekarzowi na wizycie? Spisać swoje obawy i spokojnie pogadać? Łaski Ci nie robi, zawsze możesz zmienić lekarza i klinike, ale zanim ostre ruchy to ja zrobiłabym wszystko żeby mieć względny spokój psychiczny-otwarcie bym powiedziała lekarzowi o wątpliwościach, może da się maila do niego wysłać? Ja w Białymstoku miałam tylko wirusologiczne badania,tutaj w N. cała liste. Też dziwilam się po co usg piersi,pewnie sama z siebie szybko bym nie zrobiła, a okazało się, że po stymulacji mam małą torbiel w piersi i muszę ją kontrolować. Możesz zostać z tymi wszystkimi wątpliwościami sama, ufając lekarzowi ale czy w przypadku, nie daj Boże, wyniku negatywnego nie będziesz się zastanawiać co by było gdyby? Nie chce wzbudzać Twojego niepokoju, to tylko moje zdanie -ja jestem z tych dociekliwych i drązacych.

      1. no właśnie mała Aniu, mam wątpliwości 🙁
        martwię się tymi wynikami toxo najbardziej. Zrobię pozostałe badania w klinice przed samym transferem jak sobie życzy lekarz, uporządkują sobie wszystko w papierach, ten transfer to ostatni transfer, na pewno w tej klinice, nie wiem czy jeszcze będziemy gdzieś próbować gdyby… poproszę o rozmowę z lekarzem przed transferem, może mnie trochę uspokoi…
        i masz rację, to nasz 5 transfer, nigdy nic nie zaskoczyło, więc tak doszukuje się przyczyny, bo może ona jest a lekarz ja bagatelizuje? 🙁

  55. Sonia, Dziewczyna_rabina
    Przytulam mocno

    Diewczyny ciężarne po usg połówkowym i nie tylko
    Wielkie gratulacje i teraz juz bedzie z górki odliczanie czasu 🙂

    Ja w przyszlym tygodniu ide na wizyte do lekarza omawiać dalszy plan…. Mielismy isc w tym, ale moj M nie mogl sie z pracy urwac. W przyszlym ja bede miala z tym problem, ale wizyta jest najważniejsza, a praca musi zaczekac 😉
    Ciekawe ile bede musiala czekac na kolejna stymulację
    Ja chyba nie jestem zbyt cierpliwa i chcialabym tylko miesiac przerwy…….

  56. Ja was podziwiam dziewczyny, transfer za transferem, stymulacja za stymulacją, lub czekanie miesiącami bo jakieś gu.. wyskoczy-torbiele, mięśniaki, jakieś złe wyniki. Ja przy produkcji jaj dostaje pierdolca co miesiąc i co miesiąc mam kryzys co się odbija na małżeństwie- wiadomo furiatka i niecierpliwiec ze mnie. I takie błędne koło, ale M. ustawiony do pionu, bo co tu dużo mówić- Panie idź żeś pan do domu i rób swoje o tej i o tej godzinie- też się na nim wkońcu odbiło. No gin ma lepszą wiedze niż ksiądz po spowiedzi. Hmm Mała Ania zresztą ze mną nieraz też 😛
    Moj w tym miesiącu chyba miał też już tego dość i skończyło się wielką awanturą z hasłami o impotencji i viagrze, dlatego w tym cyklu nie ma szans żeby coś wyszło nawet nie badam prog. czy ta owu w ogóle była. Najważniejsze że wziął się w garść- brak obiadów, śniadań do pracy przez 3 dni chyba też się do tego przyczyniło. Atmosfera oczyszczona i jedziemy z tym całym bajzlem dalej na suplach innych. Bo co mi z jego super wyników super ruchliwych plemnikow, sama sobie ich nie zaaplikuje. I prędzej w totak wygram niż będę w ciąży po tym cyklu.

    Ogolnie rozważamy kolejne ivf szybciej- nie wiem czy doczekam się tego z tej magicznej listy w S. o ile wogole jeszcze sa miejsca, czy też przed kolejna wizytą w N. wyciągnę kartke z badaniami i ustale termin stymulacji za własną kase żeby choć część była badań aktualna, a reszte zrobie taniej w innym lab na spokojnie. Ale czy to nie jest droga na skróty? w sensie niech wystymulują, niech pobiorą, niech zapłodnią, i podadzą a ja sie nie będę przejmować czy owu była czy nie, czy utrafiliśmy, czy plemnik dotarł, czy jajo nie utknęło w jajowodzie, czy kom się zapłodniła…Kolejne ivf, które niczego nie gwarantuje? a ja na siłe chce przyspieszyć wszystko? Z jednej strony rozsądnie jest poczekać z drugiej strony na co?i po co?

    Ciesze się że Was mam- po raz setny Izo dziękuje Ci że stworzyłaś to miejsce- bo tłumaczenie bliskim przyjaciołom co i jak i co w danym miesiącu sie zadziało i inne te nasze sprawy to już mam dosyć, na dobrą sprawę wiem że się przejmują i trzymają kciuki ale na pytanie „jak tam” to już nieraz nie chce mi się odpowiadać, poza tym nieraz to chyba myślą że ich obrażam swoimi słowami jak tłumacze 🙂 bo połowy pojęć nie rozumieją 🙂 wiec po co strzępić jezyk jak dla nich to ja po chińsku gadam.

    No to wkońcu wyrzuciłam z siebie wszystko z tego tygodnia 🙂

    1. Pati in vitro nigdy nie jest drogą na skróty , już sama decyzja o pójściu tą ścieżką wymaga przemyślenia …
      Wiesz Ja pamiętam jak w pierwszej Klinice w której się leczyłam po wykryciu endo ( pomimo że po laparo okazało się że to 1/2stopień , jajowody drożne itd…) usłyszałam że oczywiście możemy robić inseminacje , stymulacje ale Oni rekomendują in vitro .
      Wtedy nie byliśmy gotowi , Miałam 28 lat i stwierdziłam że jeszcze mam czas na takie decyzje .
      Do in vitro podeszliśmy prawie 3 lata później gdzie indziej .
      Mój obecny Ginekolog jak Ja zaczęłam bardzo naciskać na in vitro powiedział z kolei żeby powoli do tego podejść , próbować na naturalnych cyklach , iui , stymulacjach bo in vitro nigdy nie daję 100% a poza in vitro On nam nic więcej nie może zaproponować .
      Pati a zastanawialiście się nad laparoskopia jeszcze przed ifv ? Może omówcie to z Lekarzem , może warto wcześniej zrobić porządek w środku , podejrzeć co tam jest , potem spróbować jeszcze stymulacji i dopiero za jakiś czas kolejna próba ?
      Może warto odpocząć chwilę , pobyć trochę ze sobą , z Mężem … niepłodność niszczy , Każda z Nas o tym wie , czasem warto zrobić przerwę i nabrać dystansu .
      Absolutnie Cię nie chcę Cię zniechęcać , ale warto podejść na spokojnie , bez gorącej głowy … :* <3

      1. Madziu nie zniechęcasz 🙂 będziemy jeździć na te kolejne głupie monitoringi do czasu kolejnego ivf czyli jeszcze z jakies 3-4 cykle. Może w tym czasie wyjdzie coś ciekawego a może tylko trafie w totka 🙂
        Już nie mamy podejścia że ten cykl to musi być ten i koniec kropka. Z każdym cyklem dowiadujemy sie czegoś nowego, coś sprawdzamy. Najważniejsze że znow razem z M. mamy jeden cel i że wkońcu uświadomiłam sobie że to nie jest wszystko moja wina 🙂 i w tym miesiącu to był ten moment gdzie mi kamień z serca spadł.
        Podsumowując w tym miesiącu może nie wyszło ale za to w swojej pokręconej glowie poukładałam trochę spraw 🙂 no i oczywiście M. w domu chodzi grzecznie na paluszkach 🙂 i będzie sie faszerował macą i feritilem 😀

    2. Pati, ja jeszcze odniosę się do doktora S., bo mam wyrzuty sumienia, że Cię zniechęciłam. To nie jest nieuprzejmy lekarz, ale oschły i powściągliwy. Ja od wielu osób, także innych lekarzy, słyszałam, że to świetny specjalista i żeby się go trzymać, więc chyba musi się znać na rzeczy. My chyba trafiliśmy do niego za wcześnie, po 1,5 roku starań, o ivf nie było jeszcze mowy i chyba nie stanowiliśmy dla niego żadnego wyzwania. Zważywszy na moją późniejszą historię zachodzenia w ciążę uważam, że gdyby się trochę bardziej przyłożył, to ta inseminacja mogła się udać. Ja ją bardzo odchorowałam (niestety, nie znałam wtedy bloga Izy i i innych niepłodnościowych), dlatego mam negatywną opinię. Potem u kogoś innego szybko zaszłam, ale co z tego… Powinien tu biegać obok mnie roczny synek, a tak się nie stało. Straciliśmy dziecko w 40 tyg. ciąży, co nadal mi się w głowie nie mieści. Ale może po prostu taka droga do macierzyństwa była mi pisana…

      Podsumowując, mam nadzieję, że jeśli trafisz do dra S, to Ci pomoże. Jeśli tylko można załapać się na refundację, to chyba warto skorzystać. Trzymam kciuki i czekam na wieści w radiu o Twojej ciąży 😉

      1. Malwa ide dziś zawalczyć o tą liste zobaczymy co wyniknie. Nawet Panie w rejestracji mowia ze dr S. jest specyficzny. A niech sobie będzie może wpadnie mu coś co jeszcze można poprawić , sprawdzić itp. Dziewczyna rabina już mnie ukierunkowala jak z nim rozmawiać. Mam liste pytań, będę mądrzejsza po 11-stej.

  57. Tuptuś niestety prawda jest taka że w I-med mają bałagan w papierach. Ja też przechodziłam przez ten bajzel, od zgubionych badań po telefon od koordynatora kilka dni przed transferem że coś się przeterminowało.
    Wężon też miała akcję z badaniami, czegoś brakowało.
    Pamiętam jaka byłam wtedy wściekła że mieli tyle czasu żeby to sprawdzić ale odezwali się w ostatniej chwili.
    Nie powinno być takich sytuacji ale jak widać zdarzały się i prawnie będą się ciągle zdarzać, samemu trzeba wszystkiego pilnować, a badań w szczegolnosci.
    Co do dr. D mam o nim dobre zdanie, ale trudno mieć inne skoro robił transfer który się powiódł. Teraz chodzę do niego prywatnie i też jestem zadowolona choć nie uważam żeby był idealny.
    Mi osobiście udowodnił że zależy mu na efekcie w postaci ciazy, a nie na samym odbębnieniu transferu i narka. Ale Ty masz prawo mieć inne udczucia.
    Moze zadzwoń i pogadaj z koordynatorką, podziel sie z nimi swoimi wątpliwościami, one mają dużą wiedzę i sa chętne do pomocy. A jak potrzeba to i lekarzem potrafią wstrząsnąć 🙂
    Nie rób niczego wbrew sobie.
    Do Pati, kochana kazda kobieta planująca ciążę powinna zrobić usg piersi, u mnie wyszły jakieś zgrubienia, które mogły na pozniejszym etapie przeistoczyć się w guzki, reszty nie muszę tłumaczyć. Po okresie ciąży i karmienia mogło byc już po herbacie. Moja biopsja nie wykazała ognisk nowotworowych, mogłam w ciążę zachodzić, ale ile kobiet tego nie sprawdziło?

    1. Anett ja pamiętam twoją wściekłość wtedy jak była ta akcja z dokumentami, im zaginęło a ty miałaś ksero? chyba coś takiego było.
      Dlatego Tuptuś warto odnaleźć u siebie te badania i posprawdzać te daty. Może im zaginęło a palą glupa że termin wyszedł.
      Anett dziękuje za uświadomienie o tym usg cycków, ja swoich prawie nie mam, jedyny guzek to sutek na nich 😀 ale jak będzie konieczne to zrobie na spokojnie ale za rozsądne pieniądze a nie na gwałtu rety na szybko.

      1. Pati ,
        badanie piersi traktuję jak cyto , muszę zrobić raz na rok . W zeszłym roku po właśnie jednym z takich kontrolnych badań okazało się, że w lewej piersi mam guzka. Po kilkumiesięcznej obserwacji i ponownym badaniu okazało się , że intruz nieznacznie zwiększył wymiar. Wykonałam biopsję, na szczęście okazał się łagodny , jednak jego umiejscowienie w pobliżu sutka i kanalików mlekowych spowodowało , że już go nie mam.
        Mój cudowny Chirurg obawiał się, że w czasie ciąży ten guzek może zacząć znacznie przyrastać ( co ponoć się zdarza ) a nie chciał by mnie kroić w ciąży. Usunął Dziada!

        Dziewczyny Badajcie Cycki !!!!!

    2. Anett, dziękuję za ten wpis. Ja też ogólnie jestem z dr D zadowolona, a właściwie może ja go po prostu lubię, kiedyś mu powiedziałam w emocjach że go uwielbiam 🙂 bałagan to prawda mają straszny i wiem, że przed wejściem na transfer będę musiała tłumaczyć się z wyników. Jak już będę w klinice, porozmawiam z koordynatorką o moich wątpliwościach, ale za wiele już nie zmienię 🙁
      Martwię się tą toxo, czy jest możliwe żeby przechodzić chorobę kiedyś, organizm wytworzył przeciwciała, i nagle nastąpiło kolejne zakażenie? (dodam, że nie mam kontaktu z żadnym kotem, jedyny raz kiedy przybłędzie dałam w miseczce jeść, nawet go nie dotykając, wszystko zawsze myję przed jedzeniem i mam raczej fioła na tym punkcie żeby uważać po tym, że w ogóle coś takiego kiedyś złapałam nawet o tym nie wiedząc), nie mam żadnych objawów tej choroby, tylko czemu te wartości są wyższe niż w lutym? 🙁

      1. Tuptus dobra teraz sczailam z ta toxo. To ja ci powiem tak w 2015 marcu mialam przeciwciala wiec powinno byc ze przechodzilam i oki a teraz w sierpniu 2016 juz ich nie mam a kot w domu caly czas. dopisuje do listy pytan.

      2. Tuptusiu od kota trudno się zarazić toxo. Ostatnio mi lekarz tłumaczył, że najbardziej to można się zarazic „grzebiac” w ziemi, czyli jakiekolwiek grzadki, jedząc surowe mięso. Ja całe życie od zawsze miałam wokół siebie różne koty-wychodzące i typowo domowe i nigdy się nie zarazilam, a byłam pewnana, że okaże się, że przechodziłam chorobę.

        1. więc surowe mięso odpada całkowicie, na tym punkcie tez mam fiola, wszystko ugotowane, usmażone w odpowiednich temperaturach, grzebanie w ziemi też odpada, nie mam gdzie grzebać :/ nic mi do głowy nie przychodzi, jedynie pies znajomych którym się opiekowałam podczas ich nieobecności, a który jest bardzo chorowity, też miał jakieś bakterie , pierwotniaki itp, no ale to chyba też niemożliwe żeby od psa to złapać (pies jest w okresie „kwarantanny” nie wychodzi jeszcze na dwór, dla ciekawych to piesek boo 😉 jak go nie tulić? 🙂
          jejuś no nie znajduje wytłumaczenia dla tych wyników… tym bardziej skoro w lutym organizm miał przeciwciała, teraz też ma, tylko czemu igm też jest dodatnie? 🙁

          1. Toxo możesz mieć też o surowych jarzyn i owoców. Wystarczy, że nie są dobrze umyte. I nie koniecznie Ty ich nie umyłaś. Nie jadłaś nigdy na mieście? 😉
            A żeby się zarazić od kota trzeb by jeść z jego kuwety 😉 I to od maluszka, bo dorosłe już nie zarażają. I nie wiem jak się mogłaś zarazić od psa? 😉

          2. I powinnaś powtórzyć awidność. Toxo w ciąży to kłopotliwa sprawa 🙁 W sumie z dodatnimi igm nie powinno się podchodzić do transferu, bo te p/ciała świadczą o świeżym zakażeniu. A igg bardzo wzrosły?

          3. wiem, że to wydaje się głupie, też nie podejrzewam psa, tylko to jedyne zwierze z jakim miałam kontakt, a on właśnie jest leczony na różne bakterie i pasożyty. Jedyne faktycznie niemyte owoce na które się pokusiłam to maliny z krzaka z działki 🙁 tak to zawsze wszystko myje, każdy mi mówi jaka to ja przewrażliwiona jestem i proszę… 🙁 Lekarz niby twierdzi, że skoro awidność była wysoka to mam się tymi wynikami nie przejmować, że mam już przeciwciała i że nie mogłam się ponownie zarazić.
            Igg miałam 390, teraz 430
            a igm 3,7, a teraz 3,9
            napisałam do niego dosłownie, czy transfer odwołany przez te wyniki, a on zadzwonił i oznajmił że dlaczego niby? tymi wynikami proszę się nie przejmować… a ja oczywiście i tak się przejmuje, bo tak jak piszesz igm świadczy o świeżym zakażeniu 🙁

          4. No skoro dr D twierdzi, że nie ma przeszkód do transferu to pewnie nie ma 🙂 Komuś trzeba wierzyć 🙂 Może lepiej lekarzowi niż internetowi? 😉 A jak masz wątpliwości to pójdź na wizytę do wirusologa ale dobrego.
            Powodzenia 🙂

      3. Jeśli chodzi o badania to u mnie również powychodziły dziwne rzeczy a robiłam taki sam zestaw dokładnie pół roku temu.
        Tzn. Chodzi o chlamydię , ostatnio wszystko w normie. Teraz Igg podwyższone ale mój Dr. Stwierdził. , że jest ok czy aby na pewno ?

  58. Już opowiadam
    1. lekarz miły- na serio miły nie opryskliwy nic z tych rzeczy
    2. sprawia wrażenie fachowca, wali prosto z mostu że nie wie co było powodem tego ze miałam tyle kom a pobrano 3, mowi ze może pcos, może jeszcze jakies zaburzenia, a może IO albo ze moj tym tak ma, i trzeba się skoncentrować na jakości i tyle, żeby były 3-4 ale dobre i piękne. Ok to samo było w N plus to ze jak bym podchodziła poraz kolejny to by mnie już konkretnie stymulowali pod ivf a nie pod cykl naturalny. Więc wychodzi na to samo
    3. faktycznie małomówny, choć bez przesady
    4. na każde pytanie odpowiada wyczerpująco
    5. ogolne wrażenie to jest to lekarz specjalista a nie moj przyjaciel i kumpel że wpadne cześć siema robmy to usg, już widać że nie spoufala się z pacjentem zbyt szybko albo wogole. ale wrażenie takiego ciepłego jednak zrobił.
    6. Podsumowujac dobrze ze nie czytałam opinii o nim, tylko tak ze słuchu od was, bo sprawił bardzo dobre wrażenie konkretnego lekarza, nawet nie startowałam o normalna stymulacje bo powiedział ze z moimi jajami to widać ze mogę mieć 5 cykli i wyjdzie dupa bo one będą puste jak te przed ivf.
    7. powiedziałam wprost ze mnie nie stać na ivf kolejne, ze chciałam skorzystać z możliwości dof. Ze jak się u nas zaczął to już odczekałam tam 3 miesiące na wizyte i nie chciałam skakać od lekarza do lekarza jak i tak wowczes mi chodziło jedynie o fachowy monitoring.
    8. u M. nie podobało się to 2 %- w N. tak samo ale tam wskazałam że ilościowo jest dużo i przyznali mi racje- niestety na wynikach moich jest pogrubiony %. Więc badania do powtorzenia: ogólne+ posiew i antybiogram- to odpuścimy bo przecież miał to w N. + fragmentacja + mar + swim-up + test HBA. oki dr Z z N. tez powiedziała że możemy je powtorzyć ostatnio ale było badanie na wrogi śluz wiec albo sperma poszla by na jedno albo na drugie. Z wynikami na kolejna wizyte i nas wówczas nas wpisze. na razie wypelnilam to oświadczenie z data dzisiejszą.
    9. podobało mi się to że nie zlecił mi 5 tyś badan bo powiedział że najpierw mąż i zobaczymy czy coś będzie potrzebne. ufff przynajmniej nie dobije się finansowo raz tylko mam rozlozone jak coś na raty 😀

    To co mi się nie podobało i jest diametralna roznica miedzy N a S.
    Takiego burdlu to ja dawno nie widziałam, obsuwa 35 minutowa, moloch to S. jak nie wiem co, kolejka do rej sięgała drzwi wejściowych (tłumaczy to chyba jedynie fakt że oprócz kliniki nieplodnosci jest jeszcze kilka).
    Zapisy pacjentek są co 10 min. W N jak mam wbite wizyta pierwsza pod ifv mam na nia przeznaczone 30 -40 min. Lekarze tak sądze maja ustalone terminy na długie wizyty i na krótkie, na czas transferow iui itp. Tu obojętnie jaka wizyta 10 min i kolejna pacjentka i już była nerwówka, wiec odpuściłam zadawanie kolejnych pytań związanych z ivf bo i tak musimy iść z wynikami na kolejna wizyte żeby dopiąć wszystko z tą ref.

    No i proszę suprise na usg malutka torbielka, lewy skurczybyk mnie kluje ale to chyba przez to ze mam już 6 tych antralnych a na prawym 2-3 i ta torbielke. Nigdy w zyciu torbielki nie miałam, nawet w N w 26 dc było czyściutko. Jak powiedziałam że to 21 dc to usłyszałam że to może być i teraz mnie wyśmiejecie zapomniałam słowa poświata, po pęcherzyku peknietym, czy tez jakiś cien po nim i że to jest praktycznie nie do rozpoznania czy to to czy torbielka. hahaha endo 8,8 jakim cudem ? nie wiem.

    Więc pytanie do mądrzejszych dziewczyn jak by pekl i by coś było- pregnyl 14dc- to to powinno być ciałko żółte?a nie torbielek czy coś tam? i jak to z tym endo ono powinno chyba już spadać a nie rosnąć bo w 14 dc miałam 7,8 a tu 21 dc i 8,8? bez lekow bez niczego? już mnie zadziwia ten moj org.

    1. Pati,
      Może tu jeszcze zaglądniesz.
      W kwestii tych 2%, u nas przy 1% zalecono dodatkowe badania (posiew, wymaz i wymaz w kierunku chlamydii, myko i ureoplazmy, kwas cytrynowy, NAG α-glukozydaza obojętna, oraz fruktoza). Byli przekonani, że gdzieś jest stan zapalny (dodatkowo mieliśmy słabe inne parametry). Wszystko wyszło ok. Od urologa mąż dostał Extrasperm (dostępny w Krakowie, albo internetowo, bo tylko jedna apteka go sprzedaje, cena ok 30zł na miesiąc), Prostaceum, oraz Navitin. Wszystko razem wychodzi taniej niż suplementacja reklamowanymi specyfikami. Po ok 1,5 miesiąca morfologia wzrosła do 6%. Później już nie badaliśmy.

  59. Hej, u mnie dzis 9 dpt test sikany negatywny. Mysle, zeby zebrać sie i pojechać na bete dla ostatecznego potwierdzenia. Rozumiem, ze dzis to juz bedzie absolutnie wiążący wynik dla blastocysty? Jak do dzis nie wystartowało i bedzie znowu 0,1 to oznacza, ze z czystym sumieniem moge odstawić leki bo juz nie ruszy, prawda? Mogłabym te niby poczekać do jutra ale jak pomyśle o kolejnych 2 zastrzykach to mi niedobrze. Mam tak posiniaczony brzuch, ze szkoda gadac. Te zastrzyki przeciwzakrzepowe to rzeczywiście nic miłego;)

    1. Sonia to pędź na tą bete, będziesz miała już pewność. A noż coś drgnęło
      Ja na samą myśl o tych zastrzykach to już robi mi się słapo. Te tępe igły wrrr masakra. Nie wyobrażam sobie 9 miesięcy kłucia.

      1. Da się przeżyć 🙂 Wprawdzie do dziewięciu miesięcy brakuje mi jeszcze czterech i nie pogniewałabym się za brak zastrzyków, ale nie jest tak źle 😉
        Soniu, trzymam kciuki za betę!!!
        Pati, nie zdążyłam przed weekendem, paczka dzisiaj pójdzie w świat 🙂

  60. Tuptuś tak w nawiązaniu jeszcze do tego toxo.
    Ja 20.01.2015 mam IGG 7,11 IU/ml IGM ujemny
    Teraz 25.08.2016 mam IGG ujemny IGM ujemny
    A myślałam że jak raz człowiek się zarazi to ma już przeciwciała do końca i w wynikach wychodzi po prostu że przechodził. A kot w domu i kuweta, przecież nie będę czekała w domu aż M. wróci z roboty i sprzątnie gówno po pocie. Z warzywami to tez raz opłucze raz nie, pewnie w ciązy to ja będę pedantyczna i przerażona wszystkim.

    A mam takie pytanie do grona, czy fragmentacja DNA czyli ta chromatyna plemnikowa ulega zmianie czy jest bardziej stałym parametrem, bo skoro badanie nasienia jest jak wiatr zawieje to jak z tą chromatyna/fragmentacja?

    1. Fragmentacja moze ulegac zmianie jak wszystkie inne parametry. Najlepiej zapobiegawczo podawac antyoksydanty. Mojemu M bez badan dawalam dlugo wit E wysoka dawke, wit C 1000mg, selen, cynk, mace i inne. Potem juz sam sie prosil zeby brac 🙂 I wynik zrobiony z zaskoczenia wyszedl ok. A inne parametry to mial falowo, raz lepsze raz gorsze i dr mowil ze to tak u facetow niestety jest. Ale z drugiej strony mozna zawsze liczyc przeciez na poprawe 🙂

      1. ana86 no moj już też biega i prosi o mace 😛 nic zrobie te badania jego, musi pyknąć dwa pojemniczki wiec to się rozłoży w czasie. No nic pozyjemy zobaczymy i tak to jest potrzebne do kwalifikacji, a nóż przyda się ta wiedza 🙂

    2. Pati to zmienny i bardzo czuły parametr. Na ostatnie wizycie dr L powiedział mi, że koledze chciał pomóc i poprawić, a po 3 miesiącach było gorzej 🙂 my robiliśmy tylko raz przed pierwszą iui i potem nie powtarzaliśmy tylko tak jak pisze ana86, dawałam em suple i teraz sobie sam z siebie bierze, a mace i jej działanie uwielbia i się dopomina jak się kończy 🙂

      1. Mała Ania no właśnie dlatego też co ma wyjść niech wyjdzie będzie wiadomo jak coś co poprawiać 🙂 a bym padła ze śmiechu jak by wyszło wszystko wzorowo 🙂 dumny jak paw by chodził przez tydzień 😛 a mace i tak będzie brał 😀

        1. Nie wiem jak Wasi mezowie ale moj nigdy nie byl u androloga z wynikami nasienia, nikt nas nigdy nie kierowal. Teraz pomyslelismy, ze moze mimo wszystko warto zasiegnac opini specjalisty dokladnie od tych spraw bo jednak ginekolog to jedno a androlog to androlog. Pewnie jest tak, ze nasi lekarze w klinikach nieplodnosci maja duza wiedze i tez moga sporo doradzic (ale nam nic nie doradzali w tej kwestii akurat…. No jak wyszla ta fragmentacja to 5 dni przed punkcja powiedziano nam, zeny brac duze dawki wit c i wit e…no lae to juz wiadomo, nic nie zmienilo). takze my np uwazamy, ze szkoda, ze nie skorzystalismy na wczesniejszym etapie z wizyty u androloga jako wsparcie calego procesu. Moze to nic by nie zmienilo, nic by nie wnioslo ale czulibysmy sie z tym lepiej. Wiem, ze jest opinia, ze z nasieniem niewiele mozna zrobic, ale kto wie, kto wie?;) kto pyta nie bladzi;) poza tym gdyby jesli androlog tez powie, ze nic sie z tym nie da zrobic to pogodzimy sie z diagnoza ale moze jednak warto zawsze miec te dodatkowa opinie, porade?

          1. Sonia,
            Myśmy skonsultowali z urologiem, gdy kolejne wyniki wyszły gorsze i usłyszeliśmy, że już rok wcześniej coś było nie tak z wynikami (choć mieściły się w dole normy i ginekolodzy mówili, że jest ok). Mąż dostał suplementy (napisałam wyżej pod postem Pati) i po 2 m-cach była super poprawa. Ilość, koncentracja, ruchliwość (z 70% nieruchliwych na prawie 70% ruchliwości a + b), morfologia i lepkość (z którą podobno nic nie dało się zrobić). Został też wysłany do laryngologa i ortopedy, żeby sprawdzić, czy inne problemy nie rzutują na jakość nasienia.

        2. Chcecie skonsultować wyniki fragmentacji? Czy to znaczy, że jeszcze jakaś próba przed Wami jednak, czy tak z ciekawości? Daj proszę znać co Wam powie, też mnie to mocno interesuje jak to z tą fragmentacją jest…

  61. Anett, nie znam płci bo lekarz nie był pewien i nie chciał nas w błąd wprowadzać. W styczniu mam połówkowe więc poczekam cierpliwie już na takie wiążące info. Na razie odebrałam komplet Pappa i wszystko dobrze ufffffff. A Ty znasz już? 🙂

    1. Ja też jeszcze nie znam, mam wizytę 07.12 to będzie chyba 16 tydzień więc może może już coś pokaże 🙂 Nie mogę się doczekać.
      Test Papp-a też ok. Załapałam dzięki temu lekki oddech i nawet kupiłam pierwsze ciążowe jeansy, piękna sprawa.

  62. Tuptuś, kciuki za dzisiejszy transfer, niech się okaże tym szczęśliwym.

    Soniu, niech dzisiejsza beta pozytywnie Cię zaskoczy. Może to był leniwy czempion i później ruszył. 🙂 O której wynik?

    1. Wezon, mialam jechac ale napisalam jeszcze sms do N i odpisali mi, ze bete dobrze bedzie zrobic dopiero jutro ale jesli bardzo musze to dzis ale po poludniu. Ńie mam jak po poludniu wiec wzielam gleboki oddech (co dla mnie trudne;) i schowalam kluczyki od auta z dala od wzroku zeby nie jechac;) trudno, wytrzymam do jutra i wtedy chyba pojade do nich bo u ńich wynik jest po 2 godz a jak mi sie nie bedzie chcialo to zrobies obok ale wtedy wynik ok 18:00. Powiem Wam, ze wczoraj przemknal mi przez mysl pomysl o adopcji zarodka;) Gdyby sie nie udalo. Ale to chyba na dluzsze przemyslenia;) Natomiast tak na szybko to takie pyt w glowie czy to cos by dalo? Przeciez to sa zarodki od takich par jak my wszyscy, prawda? Wiec jest duze prawdopowodbienstwo, ze one wcale nie sa mocniejsze, silniejsze, lepiej rokujace niz nasze wlasne? Tak jest czy sie myle?

      1. Soniu, w N. tak jest – oni każą późno badać. Przecież Izie blastocysty w 12 dpt kazali sprawdzać. W I. po transferze blastki zalecają betę właśnie w 9 dpt. Niemożliwe, żeby w 9 dniu była 0. Sama pisałaś, że chcesz wiedzieć, czy coś ruszyło. Jakby dzisiaj była np. 20, to znaczy, że ruszył, a nie spadająca większa. Ja bym się nie konsultowała i nie zmieniała decyzji. Zwłaszcza, że i tak w piątek zrobiłaś, to fajnie by było wiedzieć, czy dzisiaj coś się zmieniło.

        Co do zarodka: a tak od razu zarodek? Nie lepiej zacząć od dawcy, skoro podejrzewasz, że czynnik męski może tu bruździć?
        Na wizycie, jak będzie taka potrzeba, możesz się zapytać, czy to są w jakiś sposób „sprawdzone” zarodki. Tzn. od par, którym się z tej stymulacji udało. Komórki są oddawane na bieżąco, po punkcji, więc nie wiadomo, jakie będą. Ale zarodki to chyba często są takie, które zostały po udanych procedurach. Teoretycznie mają więc większą szansę, niż Twoje. Ale z kolei może jeden był dla pary szczęśliwy, a z reszty też nic nie będzie?
        Jedno co jest pewne, to że będą młodsze niż Twoje, a to też może robić różnicę. Po 35 r.ż. już nie biorą ani komórek, ani zarodków.

        Pisałaś, że jak się nie uda, to kończysz z ivf, a jednak kusi….
        Rozumiem, że na pewno nie chcesz się więcej stymulować?

        Czekam więc na wieści do jutra i mam nadzieję, że rozważania o adopcji zarodka pozostaną w teorii.

        1. Wiesz, Wężon, my wyszliśmy z takiego założenie, że skoro jedno z nas nie byłoby biologicznym rodzicem dziecka to dla całej naszej trójki najlepiej będzie jak wszyscy nie będziemy powiązani genetycznie 🙂 Taka sprawiedliwość rodzinna 🙂

        2. Wezon, nie chcialabym podchodzic wiecej do ivf w sensie stymulacji (choc kusi to prawda) Ale jak mam byc szczera to jakos na te chwile nie widze sensu bo ten obecny porces pokazal nam duzo i to nie sa optymistyczne wnioski. Mam chociazby na mysli to, ze nie mamy nic do mrozenia. Trudno wobec takich info przejsc obojetnie, nie wyciagnac wnioskow. Na pewno tez, gdybym kiedys zmienila decyzje, nie bede podchodzic juz w N. Uwazam, ze juz nic wiecej nie moga dla nas zrobic, wiec na pewno zmienilibysmy lokal;)) To jest torche tak, ze kiedy nie ograniczaja Cie finanse to powinien Cienograniczac zdrowy rozsadek. I tu na to licze u siebie;)
          Z tym zarodkiem to taka mysl, przeblysk. Nie traktuje tego na rowni z ivf bo nie jest to jednak inwazyjna forma leczenia. Jak rozumiem to taki torche kriotransfer. Natomiast to tylko luzna mysl. Zupelnie niezobowiazujaca. Mysle, ze to by byla dla mnie trudna decyZja. Nie kazdy jest na nia gotowy. Natomiast taka opcja wydaje mi sie mimo wszystko bardziej naturalna i „sprawiedliwa” dla nas obojga. Bo dziecko nie jest biologicznym dzieckiem zadnego z nas. Nie umialabym zdecydowac sie na dawce nasienia. Nie w sytuacji, gdy mamy wspolne dziecko. Czulabym sie zle z takim rozwiazaniem. Rozumiem, ze ktos to z kolei umie i chce zaakaceptowac. Ja nie. Adopcja zarodka to tez oczywiscie trudny temat. Ale jednak blizszy mojemu mysleniu. Watpie jednak zeby sie umiala na taki krok zdecydowac, odwazyc choc mysl prżeleciala przez glowe….moze jeszcze powroci? 😉 Na te chwile koncze prZygode z ivf. Natomiast nie koncze walki tak calkiem. Na pewno chcemy skonsultowac sie z andrologiem. Kto wie, moze jak kiedys uda sie naturalnie;) w kazdym razie antykoncepcji nigdy nie stosowalam i nie zamierzam stosowac;) Moze zycie nas zaskoczy;) Jesli zmienie zdanie co do ivf i bede kiedys chciala wykorzystac te 3 szanse to dam znac. Poki co na pewno skonultuje sie z lekarzami z innych klinik, pozbieram info, zaparkuje na polce a co czas przyniesie zobaczymy. Na te chwile luzuje. Na pewno nie podejde tez do ivf jesli parmaetry nasienia nie ulegna znaczacej poprawie, mam na mysli morfologie i dna fragmentacji. Choc to pewnie jeden z czynnikow. Jakies pewnie tez sa i po mojej stronie, moze czegos jednak nie zbadalismy, moze nie wszystko wiemy.

          1. Powyzej mam na mysli 3 stymulacje – bo podobno do 3 stymulacji jest wciaz taka sama szansa, tak?
            Ale jesli mialoby to kiedys nastapic to:
            1. Przede wszystkim dobry androlog, badania, jego opinia i ewentualne leczenie. Jesli realnie, znaczaco poprawilby sie wyniki nasienia wowczas ja realnie zaczelabym rozpatrywac czy stymulowac sie tem ostatni raz. To warunek moim zdaniem absolutnie priorytetowy w naszym przypadku.
            Ale….gdyby tak sie stalo i leczenie cos wnioslo…to moze udaloby sie naturalnie;)))?? Jak widac jest we mnie przekora;)
            2. Zmiana kliniki bo: swieze podejscie, zmiana reki, nowe spojrzenie…kto wie, moze i u mnie jest cos jeszcze do poprąwyczego tu nie dostrzezono? Duzo jest takich przypadkow, ze zmiana kliniki cos wniosla. Zmiana czasem jest potrzebna. Dla zasady.
            3. Takze takie cos na te chwle mam w glowie.
            Uwazam, ze obecnie, na te chwile musze i powinnam odpoczac i bez poprawy pkt 1 nie widzimy sensu podchodzic do kolejnego procesu bo nie mamy przekonania, ze jest szansa na powodzenie. To sa tylko nasze przemyslenia. Jesli komus robie przykrosc tym co pisze to przepraszam ale musze byc szczera. Tak czujemy. I tak a nie inaczej u nas proces wygladal wiec trudno zeby nie wyciagac wnioskow i uparcie, nic nie zmieniajac, pchac sie w kolejna stymulacje. Na te chwile i biorac pod uwage nasze okolicznosci byloby to w naszym przekonaniu nierozsadne i bezcelowe.

      2. Soniu, teoretycznie do dawstwa przeznaczane są zarodki od par które mają już zdrowe potomstwo a kobieta jest poniżej 35 rż. Nie wiem czy kliniki się tego trzymają, bo w Invimedzie w 3 procedurach miałam podane tak słabe zarodki, że cudem było przetrwanie rozmrożenia.

  63. Kochane moje. czekam przed gabinetem dr D. pobrali krew do badań. a wymazy z wielkim oporem, panie mówiły że nie wolno przed transferem pobierać, oczywiście już mnie nastraszyły, ale skoro dr powiedzial że pobierac to pobierać… nie wiem co mam o tym myśleć badania ponad 400 zl, a one mówią że mogą nie wyjść miarodajne przez luteine i coś o czym nie chciały mówić. wyszły z gabinetu sie naradzić i w rezuttacie pobrały wymazy i biocenoze 🙁 aj zamiast cieszyć sie tym dniem jestem niespokojna i zła. boje sie 🙁
    transfer o 12.15

    1. Tuptuś co za babska 😛 nie stresuj się łyknij nospe żeby skurczu żadnego nie było weż nawet walnij sobie 3 naraz teraz. Słuchaj się lekarza, co ma wymaz z szyjki do tego jak ci zarodek daja do macicy w okolice ujścia jajowodu-chyba tam, nie jestem pewna- trzymam kciuki mocno :*

    2. Tuptus, mysl teraz tylko o transferze a o tych pozostalych rzeczach ńie mysl wcale dzis, nie zaprzataj sobie nimi teraz glowy bo szkoda Twojej energii:) Mysl cieplo o zarodku i ciesz sie tym dniem. Trzymam kciuki 🙂

  64. Może ktoraś z was mi odpowie na pytanie a może dziewczyna rabina coś doda jeszcze od siebie.
    Mamy zrobić ta chromatynę/fragmentacje i tu się pojawia moje zdiwienie w N. badanie ogolne nasienia plus inne rzeczy można zrobić z jednej próbki nasienia czas oczekiwania na wynik 1 dzien. W S. oddzielne nasienie i 3-5 tyg na wynik? Zgłupiałam dwa razy dzwoniłam czy oby na pewno aż wkoncu zapytałam się pani czy oni to na księżyc wysyłają. To mi wmawiała że w N na pewno nie badaja chromatyny i ze w S oni robią to u siebie też i że trwa ok 3 tyg. A w N. pami mnie upewniła że chromatyna to chromatyna i nie zanegują mi tego jak zrobie u nich a pojde do innej kliniki. Pozatym baba z S była tak niemiła i opryskliwa że myślałam że wyjde z słuchawki i ją udusze. A w N pani pięknie ładnie mi wszystko powyjasniała odpowiedziała na pytania i jeszcze z 3 razy przełączała na linii żebym miała wyczerpujące info. Chyba walne w dupe to dof z um jak mam się tak wkurzać.
    Czy ktoś ma doświadczenie w tej chromatynie/fragmentacji w N a jak w innych klinikach? Bo 3 tyg czekania to ja nie wiem co oni z tą probką robią w S.

  65. spałam prawie pół drogi w samochodzie. 300 km za nami jeszcze 250 do domu. wzięłam relanium. jakoś czułam że go potrzebuje. wczesniej nie brałam. jedzie z nami nasz urwis 3BeBe 🙂
    lekarz twierdzi o toxo tak jak wcześniej pisałam ze wyniki mogą lekko podskoczyć i mogą bardzo dlugo spadać. dla swojego spokoju mam powtórzyć awidność igg ale uważa że badanie wyjdzie tak samo jak w lutym, czyli ze jest wysoka. dziękuję ze byłyście i jestescie ze mną. bardzo to miłe. tym razem nikomu z rodziny nic nie mówiliśmy. myślą ze grzecznie w pracy siedzimy. białe majty są i bransoletka od leśnej cały czas była ściskana 🙂 dzięki temu nie byłam na sali sama 🙂
    relanium puszcza, obawy jakoś nie chcą :/

  66. pati, niestety nie mam wiedzy na temat tych badań, my robiliśmy tylko zwykle badanie z morfologią. wyszły dobrze więc nikt nie kazał robić dodatkowych żadnych badań,a może powinni właśnie robić standardowo wszystko co możliwe żeby później uniknąć zamartwiania sie i zastanawiania gdzie tkwi przyczyna niepowodzeń. Wszystko byłoby bardziej przejrzyste i mniej stresujące.

    1. Tuptuś znalazłam na necie ile badan zlecali w 12 i 13 roku w N. Wszystko łącznie z kriotypami i szeregiem innych badań, może tak samo jak śluz i przeciciała plemnikowe doszli do jakiegoś wniosku że oni tylko znają powod czemu od tych badan odeszli? koszty ivf , nie wiem?

      Mojemu wyszło 8.2015 tak może ktoś mądrzejszy podpowie jak zerknie na to:
      Upłynnienie 15 ref 1,5 ml
      ph 8,3 ref >7,2
      barwa lepkość prawidłowa
      Aglutynacja poj 1. – nie wiem o co kaman ale pisze 15 mln/ml
      całkowita liczba 262 >39mln/ejaklat
      ruch postępowy % 50 >32 ilościowo 131 >12,5 mln/ ejakulat
      r. całkowity % 61 >40 ilościowo 159,9 >15,6 mln/ejakula
      brak ruchu 39 %
      żywotność % 80 >58 ilościowo 209,7 >22,6 mln/ejak

      i tu zaczyna się ta cała jazda, bo procenty sa pogrubione a na ilość nikt nie patrzy

      Plemniki o prawidłowej budowie % 2 – tak kuźwa to dwa wszystkim nie odpowiada) ilościowo za to 5,2 a wartość ref >1,6 mln.ejak.
      i tam dalej jest jakas koncentracja kom okrągłych i leukocytów jakiś tam i wyniki idealne.
      A i nadmienię tylko że to było jego pierwsze badanie i nie wcelowal całości do pojemniczka, teraz facet ma już wprawe.
      I dopiero jak pokazuje palcem niech pani/pan spojrzy na ilościowo to mowia a faktycznie, ot tyle.

        1. Anett na serio tak powiedział i w N po punkcji jak była decyzja ze ivf a nie icis to taki dumny jak paw był bo było ich więcej 😛 i mi mowi no przecież ci mowilem ze wtedy mi nei poszlo perfekcyjnie i nie wcelowalem hahaha. U nas nic nie może być normalnie, już nawet sex w wyznaczone dni wiąze się z haslami „grzej wyro”, później z żelem tym conceive plus wyczytal ze ilośc jak jedna łyżeczka, to jak mi się przypomniało to w trakcie zapytałam czy ma pod ręką łyżeczke jak go nurtuje ta ilość żelu…. dom wariatów 🙂 to później się śmieje czy robie korek i leze 10 min z nogami w gorze. My to się do psychiatry chyba nadajemy.

          1. Mój em już dwa razy mówił paniom w N że pojemniki mają za małe otwory 🙂 pani mówiła, że dużo mężczyzn się skarży i ze może w końcu coś z tym zrobią 🙂

  67. hej dziewczyny… dawno nie pisałam. dziś też waham się, czy w ogóle napisać. nie mam żadnych kłopotów związanych z leczeniem (endomendy) czy adopcją. na szczęście nie mam też kłopotów małżeńskich i mama zdrowa. ale poza tym – jest nieciekawie. zjada mnie to.
    czytam Was, jestem, czuwam. ściskam i chłonę energię.

    1. Iza kochana nasza, wiemy że czuwasz 🙂 że jesteś nawet jak nie piszesz 🙂 chłoń tą energie ile wejdzie. Ciesze się że mama zdrowa, mąż i wasz związek ma się dobrze i adopcja też. Zjada praca? syt w pracy? Będziesz miała ochote albo potrzebe napiszesz, a teraz przytulam Cię mocno i śle energie 🙂

  68. Sonia pozwól że wkleje Ci wypowiedź jednej z działaczek ” naszego bociana” na zglaszany przez dziewczynę podobny do Twojego problem. Zachowałam go „na wszelki wypadek” może Tobie pomoże?

    Moim zdaniem nie ma uniwersalnej strategii – są ludzie potrzebujący ciągłego „do boju!” i potrafiący w tym funkcjonować, a są tacy, którzy muszą odpuścić, przemyśleć, wrócić za jakiś czas, być może do zupełnie nowego rozwiązania. Rozwiązania nie dzielą się na dobre i złe, tylko na takie, które jesteśmy w stanie unieść i na takie, które nam ciążą. Tylko tym bym się kierowała: czego TERAZ potrzebuję? Co mi pomaga, co mnie osłabia?
    Co do super konkretnych rozwiązań czyli: gdzie i co.
    Wspomniałaś o dawstwie nasienia, komórki, różnych opcjach. Sądzę, że warto włączyć sobie w głowie pytania o to, co jest celem: dziecko? ciąza? dziecko genetyczne? dziecko niespokrewnione genetycznie?
    Na tym etapie walki (nie znoszę słowa „walka”, ale inne mi nie przyszło do głowy, możesz zmienić je na inne i lepiej pasujące) często się pojawia poczucie, że walczymy o te dwie kreski i rosnący później brzuch, reszta przyjdzie potem i poukładamy ją sobie w głowie. Z mojego doświadczenia wynika, ze to na ogół nie jest prawdą, nawet jeśli silnie w to wierzymy.
    Życiowo decyzja o dawstwie jest równa decyzji o adopcji w sensie długoterminowych konsekwencji: będziemy się mierzyć z analogicznymi wyzwaniami i one się odsłonią dopiero PO urodzeniu dziecka, więc możemy nie mieć o nich pojęcia PRZED.
    Chciałabym Cię na to uczulić, bo ten moment potrafi być bardzo mieszający w głowie i łatwo wpaść w pułapkę neutralizacji dawstwa z powodu silnego pragnienia bycia nareszcie w ciąży. Ale dawstwa nie da się zneutralizować, ono po prostu wybije później- czasem po porodzie, a czasem wiele lat po nim. Ale wybije.
    Dlatego decyzja o dawstwie powinna być bardzo porządnie przemyślana, szczególnie że lekarz niemal na pewno nie pomoże w uważnej dyskusji o tej opcji i niemal na pewno pójdzie w narrację „to będzie wasze dziecko, a o wszystkim zapomnicie po porodzie, obiecuję”.
    Proponuję włożyć tę obietnicę między bajki, jest bez pokrycia.
    Dawstwo może być wspaniałym rozwiązaniem, ale ono ze swojej natury zawiera obecność osoby trzeciej pomiędzy rodzicami i ta obecność wiąże się z kolei z prawami przyszłego dziecka, które kiedyś zacznie o to pytać, zaś rodzice będą musieli odpowiedzieć. Jeśli się tego nie poukłada sobie w głowie i nie przygotuje się na to emocjonalnie – za parę lat będą schody, niektórzy się na nich niestety przewracają.
    Teraz odnośnie tego, gdzie:
    dla ludzi zaczynających leczenie metodą in vitro, szczególnie jeśli są to młodzi ludzie bez poważnych problemów, wybór kliniki sprowadza się tak naprawdę do wyboru chemii pomiędzy nimi i lekarzem, łatwości dojazdu i ładnego wyposażenia kliniki. No i porównania cenników. Reszta to są w gruncie rzeczy didaskalia, ta ciąża i tak się pojawi.
    Ludzie po paru porażkach na koncie, ludzie starsi, ludzie z obciążeniami są w zupełnie innej sytuacji. Oni nie mają czasu i zdrowia na kolejne eksperymenty i kuszące oferty marketingowe typu „pierdylionowa promocja na in vitro”.
    In vitro zawsze jest drogie, zawsze obciąża emocjonalnie i zdrowotnie, więc szanse muszą być maksymalizowane, bo nie będziemy próbować wiecznie i czas nam już zaczyna mocno uciekać. Potrzebujemy ogarniętego i prawdziwego specjalisty, za którym stoi z jednej strony potężna wiedza i doświadczenie, a z drugiej strony ma w sobie ciekawość zajęcia sie indywidualnym przypadkiem, który porządnie przeanalizuje i wyciągnie wnioski – bez stosowania ogólnych schematów, za to z uwzględnieniem sytuacji jednostkowej i jej zmiennych.
    O ile świetnych lekarzy jest w Polsce od zarąbania, o tyle analityków jest bardzo mało, a jeszcze mniej jest takich, którzy porozmawiają z pacjentem i wytłumaczą mu, jaka jest bieżąca koncepcja i z czego mogły wynikać dotychczasowe niepowodzenia.
    Świetnymi adresami – moim zdaniem- jest białostocka Artemida, jeśli ktoś szuka porządnych i bardzo dobrych specjalistów, którzy zdobywali wiedzę w pierwszym zespole Szamatowicza i którzy nie są mistrzami w marketingu, tylko w leczeniu i doprowadzeniu do ciąży. Tu na pewno można wymienić prof. Wołczyńskiego i dra Domitrza, z tym że oni nie pogadają z pacjentami. To nie są typy komunikatywnych analityków.
    Bardzo dobre embriologicznie jest łódzkie Salve, ale tu też nie będzie pogawędki i tłumaczenia, oni mają po prostu doskonałą embriolożkę, panią Wójt, i dzięki temu uzyskują fantastyczne wyniki. Jest to też dobra opcja, jeśli na horyzoncie mgliście majaczy możliwość skorzystania z komórki dawczyni.
    Jeśli jednak potrzebne jest kombo czyli doskonała merytoryka i porządna analiza sytuacji indywidualnej, polecałabym tylko i wyłącznie prof. Kuczyńskiego z białostockiego Kriobanku.
    Nie bawiłabym się absolutnie w żadne sieciówki i kliniki rozdęte marketingowo i PRowo, to nie ten etap. Jeśli chcesz dalej ruszać i próbować kolejny raz, brałabym pod uwagę wyłącznie starych wyjadaczy, którzy są słabsi w reklamie niż ich koledzy i koleżanki zatrudniający profesjonalny PR, za to po prostu potrafią leczyć tzw. trudnych pacjentów.

    1. Anett pani Małgosia jak z nią rozmawiałam jest super z Salve. I to racja idziesz do nich po ivf i tylko tyle jak nie masz pytan na kartce to lipa po wizycie. Mnie tylko dźgnęło to zapisywanie co 10 min obojętnie jaki problem był podczas zapisu. Ale jak pisałam powyżej jest oki. Mimo iż wybrałam N. i w S potwierdzili mi to co mówili w N. A S bo może jakimś cudem dostane się na tą liste.
      Ale p. Małgosia super kobieta jeszcze nie poznałam osobiście ale dzwoniłam kilka razy z pytaniami odnośnie wszystkiego. Od lekarza po sposób w jaki działają. Ona ma chyba łeb jak sklep na wszystko udziela rzetelnych odp.

  69. Szczerze Ci Anitt dziekuje za ten wpis. I powiem szcZerze, ze tez myślałam o powrocie do prof Wolczynskiego. Mieliśmy juz z nim kiedyś do czynienia i tak naprawdę nie zdecydowaliśmy sie tylko z 1 powodu – logistyki. Bo On co prawda konsultował w WarsZawie No ale reszta odbywa sie w Bialymostoku.
    Natomiast odpowiadają całkowicie szczerze na pyt na czym mi zależy, czym sie kierowałam decydując na lecZenie to odp jest jedna prawdziwa: zalezalo mi i nadal zależy na dziecku. Wspólnym, biologicznym dziecku z moim mężem. Inne opcje mnie nie interesują. Brzmi to moze małp elegancko ale taka jest prawda. Nic innego mnie nie interesuje. Nie ma środka. Nie wydają mi sie atrakcyjne inne rozwiązania. Taka prawda.
    Dlatego wyżej napisałam, ze tylko przemknęła mi przez myśl taka myśl jak adopcja zarodka ale to tylko była luźna, przelotna myśl. Prawda jest taka, ze takie inne decyzje podejmuje sie tez byc moze łatwiej jesli one dotyczą tylko mnie i męża. U nas tak nie jest . Mamy w domu 8 letniego syna. Czy miałabym prawo mieszać go, wikłać w tak skomplikowane decyzje , sytuacje? A nie oszukujmy sie takich rzeczy nie da sie ukryć, zataic, moze teraz,’ale przyszłościowo? To nie jest opcja dla nas. Podobnie jest z adopcja. Gdybym była naprawdę nią zainteresowana, gotowa na nią (nie byłam nigdy i nie jestem nadal) to podobnie jak Ala z bloga podzukuja.pl poszłabym ta droga wcześniej, przed ivf a nie teraz. Bo u mnie byłoby to zamiast i to jest wystarczający powod zeby tego nie robić. Taka myśl pojawiała sie u mnie kilka razy w ciagu kilku lat kiedy znaliśmy juz fakty a na ivf nie mogliśmy sie zdecydować. Pojawiła sie i przez ostanie dni ale to wciąż byłoby zamiast. Co pokazuje, ze nie powinnam nawet o tym myślec bo sie nie nadaje i ok. Nie każdy musi. Choć podziwiam tych , którzy chcą i moga stworzyć dzieciom dom. Ja nie potrafię. Nie winie sie za to. Decyzja jak każda inna. Ani dobra. Ani zła. Dzieki Anitt.

    1. Poszukująca.pl
      Miało byc.
      I jesli Ala to czyta to chce powiedzieć, ze podziwiam ja takze dlatego, ze jesli dobrze rozumiem ona nawet nigdy nie poszła ta droga która ja ide czyli ivf tylko zdecydowała sie na adopcje. Piękne i tak dalekie od mojego myślenia ze naprawdę szczerze podziwiam. Takze dlatego ze ja tak nie umiem i nie umiałam bo prawda jest taka, ze zaleZalo mi na naszym wspólnym biologicznym dZiecku i to była moja motywacja do leczenia. Wszystko inne byłoby zamiast. A to nieakceptowalne. Adopcja to dar nie dla każdego. I ja wiem, ze nie dla mnie. Nie zasługuje na to i tyle.

        1. Myślę Soniu,że Pati chodzi nie o to,że nie zrozumiała Twoje wypowiedzi,czy nie o to, że pojawia się w niej kilka wątków, tylko być może o to, co we mnie budzi jakas drzazge, że w sytuacji listu i zbierania poparcia wtedy, kiedy ivf było realnie zagrożone -wycofalas swoje poparcie i wtedy powolywalas się na sumienie itp. a teraz piszesz,ze być może kolejna stymulacja, że przeleciała myśl o adopcji zarodka. Ja już wtedy przy okazji listu pisałam Ci, że nie popierasz, ale korzystasz i ze to nie fair jak dla mnie i teraz obudziła ssie we mnie też to uczucie. Ja tak mam że jestem w życiu bardziej zero jedynkowa niż mieszana i bardziej konsekwentna więc może dlatego mnie to złości. Jest to wbrew sumieniu-nie rób tego, robisz to bez hipokryzji i poprzyj kiedy jest zagrożenie. Tyle.

          1. Ja Aniu miałam odwagę sie wycofać bo nadal to potrZymuje ale tak jak pisałam każdy decyduje za siebie. Nigdy nie zabraniam nikomu leczenia, nie krytykowałam tej formy jedynie nie chciałam sie podpisywać pod taka forma listu i nadal nie podpisałbym sie. Z rożnych względów. Pisałam o tym. Pisalam tam wówczas, ze moge byc nie zrozumiana i wykluczona ale Iza napisała, ze tu nie obowiązuje dyscyplina partyjna. Trzeba mieć odwagę mowić co sie myśli a nie tylko to, co inni chcą usłyszeć. Adopcja zarodka to jak pisałam powyZej była tylko luźna myśl, która prZemknela prZez głowę. moze ktoś kto by sie na to Zdecydował podatowalby Życie komuś po kogo byc moze nikt by nie wrócił? Pomyślałaś o tym w ten sposób? Jesli chodzi o List to pisałam wyraźnie, ze nie chce sie włączac w walkę bo pewien rodzaj polityki. Nawet kliniki, ktore z tego żyją siedziały cicho. Nigdzie nie pislaam wtedy ze rezygnuje z leczenia. Pisałam Anii wręcz ze jak bedzie trzeba to skorzystam z leczenia poza PL.
            To jest toche mam wrażenie tak, ze każdy robi jak chce, do tej pory ten blog służył tez do wymiany myśli, watpliwości, poglądów, dywagacji ? Od kiedy tak nie jest? Bo Nie zauważyłam?

          2. Aniu ivf nie jest wbrew mojemu sumieniu bo to przepracowałam ale wbrew mojemu sumieniu jest namawianie innych/popieranie inicjatyw tego typu bo sama wiem jak bardzo musiałam to przepracować zeby do leczenia podejść. I cofnij sie do tych wpisów jesli oczywiście masz chęć i czas. Tam tez pislaam o tym, ze nie czuje moralnego prawa zeby namawiać innych właśnie dlatego ze sama wiem jak trudna to była dla mnie decyzja. Choć namawianie to złe słowo. Chodziło o poparcie. Naprawdę tak cię razi ze ktoś moZe mieć kiedyś w dalekiej przyszłość ewentualna chęć do spróbowania jesZcze raz? Choć pisze ze watpię ze to zrobię i pod jakimi warunkami (a racZej tu na cud nie liczę) . To roZnimy sie bardzo. Bo mnie by to nie raziło i nawet bym każdej z was mocno kibicowała , nawet gdybyście poglądowo były po innej stronie niż ja. A wiesz dlaczego? Bo mam dziecko i wiem jakie to szczęście. I wiem tez ze ta walka to proces ciężki i złożony. Ze padasz i powstajesz. Wycofujesz sie Bo brak sił ale potem chcesz wrócić o walczyc dalej. Moze Ty to zwyczajnie inaczej rpzimiesz niż ja. Ale ja to sZanuje? UszanowalabymTwoja kAzda decyzje bo jako człowiek masz do niej prawo? Naprawdę fak trudno zaakceptować Ci moja decyzje, tylko byc mOze dlatego ze jest rożna od Twojej? Zastanów sie proszę. Nie możemy sie różnic? Jesli tak to moze Nic tu po mnie;)

          3. Soniu, niepotrzebnie tak się emocjonujesz. Ja nie napisałam, że nie szanuje Twojej decyzji- każda decyzję szanuje, nie lubię jak ktoś nie szanuje moich dlatego staram się robić tak, jak chciałabym żeby inni robili wobec mnie. Nie napisałam nigdzie,że Cię potępiam i ze nie kibicuje Ci w następnym podejściu – przeciwnie, będę trzymać kciuki tak samo jak do tej pory,a może nawet bardziej, bo im dalej tym trudniej mam wrażenie. Jak słusznie zauważyłaś – blog jest miejscem wymiany info,poglądów itp. i to właśnie zrobilam-napisałam tylko i wyłącznie o MOICH odczuciach,o tym, jak mi z tym jest, to tylko i wyłącznie MOJE postrzeganie tej sytuacji,mam prawo do swoich emocji, jak każdy inny człowiek. Ale od tych emocji nie zależy moje kibicowanie komukolwiek, potępienie, czy nie potępienie itd. Jesteśmy wolnymi ludźmi i każdy robi jak uważa, ja jedynie napisałam jak się czuje w tej sytuacji. Tyle.

          4. Soniu, jeszcze jedno. Gdybym Cię krytykowala to nie pytałabym wcześniej pod Twoim wpisem, że chcecie skonsultować z andrologiem teraz wyniki, co będziecie konsultowac i nie prosiłabym żebyś napisała czego się dowiesz na konsultacji. Do napisania mojego komentarza tknelo mnie jak przeczytałam dość nieprzyjemna reakcję na wpis Pati. Jakoś mnie to dotknęło i jak się połączylo z tym żalem za list (zupełnie inaczej obie do niego podchodzimy i diametralnie różnie rozumiemy jego celowość) to napisałam, co czuję. Gdybym nie traktowała tego miejsca jako wymianę doświadczeń, to nie pisałabym prośby o info po konsultacji, nas ten problem też dotyczy, fragmentacje mamy jeszcze większą. Ja trzymam nadal kciuki za Ciebie i czekam z nadzieją na Twoja betę.

        2. Pati, bądź tak uprzejma i zerknij na mój wpis odp wyżej który zamieściłam do zwężona. Przeczytaj na spokojnie, jak trzeba to dwa razy a potem komentuj. Ale ze zrozumieniem. Albo jak nie chcesz to ni czytaj ale tez nie komentuj bo troche słabo mi sie to czyta. To tyle ode mnie.

          1. Soniu masz 5 tyś myśli na minute chyba prześcigasz mnie w myśleniu. Wątpliwości są zawsze i wszędzie, mam nadzieje że dasz rodzeństwo swojemu synkowi w obojętnie jaki sposób czy zarodek czy kom czy cokowliek czy też adopcja. Widze że bardzo tego chesz, stymuacje i proces in vito są ciężkie i nic nie gwarantują dają nadzieje i szanse. Walczysz i walcz dalej! Dasz rade i jakąkolwiek podejmiesz decyzje będzie ona twoja i M. decyzją. Ja wierze w to co się zadziało u Martuchy, ostatni zarodek nie poszedł, a później naturalny cod- oczywisćeie nie obrażając dziewczyn co nie maja obu jajowodow. Jest 5 tys myśli jest 5 tys badan które można zrobić, przykro mi ze dr nie powiedział ci o fragmentacji wcześniej o immunologii itp. te badania sa kurews… drogie kriotypy itp. mnie nie stać na nie, niestety..jak masz możliwości i sile to działaj, i tyle.

          2. Pati, ze szczerego serca dziekowalam tu i nadl dziekuje Malej Ani, ze napisala tu o tej fragmentacji. Wiesz dlaczego? Bo mi to otworzylo oczy. Piszesz tutaj i masz racje absolutna, ze te badania wszystkie sa drogie ale zobacz, ja mysle tak, nadal sa tansze i finansowo, i jesli chodzi o koszt emocjonalny, niz kolejne nieudane in vitro. Zgodzisz sie prawda? A w naszym przypadku to byl jednak ten jeden z kluczowych elementow dlaczego sie nie udaje. Czasem chyba warto wiedziec. Gdybym tego nie wiedzial byc moze szlabym bezrefelsyjnie wcia dlaej i dalej, i jest duze prawdopodobienstwo, ze wciaz i wciaz by sie nie udawalo a ja bym nie wiedziala dlaczego. Takze widzisz ja mysle, ze czasem lepiej wydac na poczatku te pieniadze i wiedziec. Ja poczulam, ze nie mialam tej wiedzy a gdbym miala prawdopodbnie nie pchalabym sie tak szybko w druga stymulacje. Zrobilabym te kroki, o ktorych pisze teraz tj m,in, androlg etc. Co do wielu mysli naraz…no popatrz…mamy podobnie:) bez obrazy oczywiscie;(

          1. Przepraszam ze tunpowielam wpis nie wiem czemu mi to w tym miejscu uparcie wkleja a nie pod tamtym wpisem ale wyjasnilam wiec juz w sumie wszystko jasne

  70. Pati, i w sumie to przepraszam Cie. Niepotrzebnie sie wyzej unioslam emocjonalnie:) Masz prawo do swojej oceny mojej osoby nawet jesli ja sie z tym nie zgadzam;) Uwazam po prostu, ze moze ńie doczytas moich wpisow powyzej. Ale teraz mysle, ze moze doczytac i to jest Twoj odbior. I ok, przyjmuje to. Nie jestem zadufana w sobie, mozna mnie krytykowac. Tak czy owak jesli Cie urazilam lub bylam niemila to przepraszam. Nie mam w zwyczaju w zyciu realnym, prywatnym obrazac kogokolwiek, kazdy ma prawo do swoich opinii i pogladow i tak samo postepuje w sieci, wiec jesli zachowalam sie malo elegancko a pewnie troche tak bylo to przepraszam. Nie czuj do mnie urazy.
    I moze taka nauczka dla mnie na przyszlosc ze powinnam pisac tylko o faktach tj bylam. Zrobilam, odbylo sie;) moj blad troche ze pisze o przemysleniach, watpliwosciach, rozterkach. Moze nie powinnam . Przyznam jednak, ze w bardzo to mi nie raz pomoglo,mze moglam tu zapytac o opinie, podzielic sie watpliwosciami, poplakac a nie pisac wylacznie madrze, naukowo, racjonanie. To tyle ode mńie. A I dziekuje za to bo nieraz ukladalo mi sie w glowie wlasnie dlatego, ze podzielila sie jakas watpliwoscia a potem ktos mi odp, ktos inny dodal cos od siebie i nawet jesli z czyms sie zgadzalam lub nie zgadzalam to nakreslalo mi to szerszy konekst. Decyzje zawsze sa na koniec nasze ale warto poznac opinie innych.

    1. Soniu doczytałam, wtedy wszystko. Ja też pisze o przemyśleniach itp. tu możesz wyrzucić z siebie wszystko. Bo z tego co pamiętam-żeby nie było, nie chce mi się cofac do kilku wpisow wcześniej i wertować kom- wydaje mi się że chyba masz bardzo wąskie grono osob, o ile wogole ktoś poza wami wie co przechodzicie, ten cały bajzel, stresy emocje związane z ivf. A chyba nawet jak ktoś jest to tak jak ja pisałam mówisz do niego a on sam jak nie przezył to nic nie rozumie.
      Dla mnie na szczęście skończyło się takie wielkie parcie tak musze teraz, tak badania jak najszybciej i wywracanie wszystkiego do góry nogami by tylko wszystko przyspieszyć. Pamietam jak usłyszałam że kolejne ivf dopiro za 3 miesiące, załamanie, a teraz może za kolejne może za 2 może za 4. Porobimy sobie grzecznie badania. Może uda się dostać na tą liste a jak nie to i tak jesteśmy nastawieni na kolejne ivf ale takie konkretne. Tylko na spokojnie nie na wariackich papierach, suple min 2 miesiące itp.

  71. No Wendy, oby, oby;))) Ale w moim przypadku to czy ciąża czy nie to raczej ten typ tak ma;) choć zapewne nadmiar estrofemu i konskie dawki progesteronu tez mi raczej nie służą;)

    1. Sonia podpisuje się pod wpisem Wendy odkop te kluczyki co wczoraj schowałaś i pędź do lab i nie katuj się jakimś koło siebie ale jedź do n żeby wyniki były jak najszybciej.
      Powiem ci jak czytam niektóre wpisy, łącznie z twoim że za szybko kolejna stymulacja, to widze ten pośpiech to parcie żeby była kolejna kolejna kolejna. Ciesze się że ja odpuściłam ciut bo kilka miesięcy temu tak samo myślałam, a czytając was widze jakby to mogło zachwiać mi psychikę- przynajmniej mi bo ja to furiatka jestem. Ale wpełni to rozumiem, bo czas leci a nam się wydaje że nic nie nie robimy. Pozatym jesteśmy babami i naszą naturą jest wszystko ogarnąć i pchać do przodu i irytuje nas jak dostajemy kolejny cios i jesteśmy przeorane po ziemi.

      Dawaj znać jak z tym wynikiem, ja musze jutro albo w piątek naisikać dla świętego spokoju, pewnie nie zobaczę nic nowego, ale przynajmniej będę wiedziała że mam grzecznie czekać na okres 🙂 hmm a może nasikam na 2 testy haha to tak jakby zobaczyć dwie kreski 🙂

  72. Sonia kciuki dalej zaciśnięte,
    Pati kup jeden, ale niech będą dwie kreski,
    Tuptuś jak się dziś czujesz? Emocje trochę opadły, niech to be be za dziewięć miesięcy zamieni się w głośny ryk dzieciaczka.

    Ja wczoraj upiekłam szarlotkę, pyszną, pachnącą, jak u mamy. Często znajomi pytają co ja robię calymi dniami sama w domu, a ja odpowiadam że to, na co nigdy nie mialam czasu chodząc do pracy.
    Jestem na L4 od września i nie bylo do tej pory ani jednego dnia, w ktorym stwierdziłabym ze się nudzę.
    W poprzednim tygodniu odkryłam wypożyczalnię książek na moim osiedlu, zapomnialam o istnieniu takich miejsc, uwielbiam czytać, dlatego czesto kupowałam to co mnie interesowalo w empiku czy matrasie, ale to takie wypożyczalnie mają swój klimat. Pamietam go jeszcze z czasow studiów, choć wtedy też czas gonił. Teraz nieśpiesznie mogę pomacać, poczuć zapach, poszukać, poszperać, zachwycać się starymi wydaniami, ktorych próżno szukać w emiku.
    Uśmiecham się szeroko do niezbyt milej pani bibliotekarki i dziękuję Bogu za to jakie mam szczęście.

    1. Anett, korzystaj z tego, że masz zdrową ciążę i możesz tak po prostu spokojnie pożyć, że nie jest to zwolnienie „przymusowe”.
      Ja korzystam z biblioteki. Praktycznie nie kupuję już papierowych książek – wyrzucić potem szkoda, trzymać nie ma gdzie, a ponownie czytać i tak nie będę (jak mi się zachce, to znowu wypożyczę).
      Przyda Ci się takie wyciszenie przed porodem. 🙂
      Ja chciałam posiedzieć na zwolnieniu ostatni trymestr, ale nie zdążyłam. Jak jakaś pracoholiczka trafiłam zza biurka na porodówkę. Jednego dnia siedziałam grzecznie, ledwo było widać ciążę, a następnego leżałam w szpitalu prawie rodząc. 🙂
      Ja tam nie mam problemu z zagospodarowywaniem czasu na zwolnieniach. Przeważnie leniuchuję – czytam, oglądam, coś próbuję ogarnąć. Takie pół roku by się przydało, żeby zrobić choć trochę tego, na co na co dzień nie ma czasu.

      Kolegi żona właśnie zmieniła pracę i ma wolne weekendy i biedna nie wie, co ze sobą zrobić. Ja tam nigdy nie miałam takiego problemu. Nie rozumiem, jak można się nudzić.

      1. Ja pracuję zawodowo od czasu zdania matury, najdłuższe moje wolne 3 tyg urlopu jak brałam ślub, nigdy nie zachorowałam dłużej niż 2 tyg wiec dla mnie to zupelnie nowa sytuacja, dopiero sie uczę tej swobody i odpoczynku, ale jest cudownie.

        1. Anett czytaj ile wlezie, zacznij malować, szydełkować, majsterkować, robić biżu, szyc czy tylko co ci się zachce to jest twój- wasz czas 🙂 i odpoczywaj relaksując się bo za kilka miesięcy to już czasu na to nie będzie 🙂

    2. Anett, witaj w klubie. Przed L4 tez myślałam, że jak posiedzę dluzej w domu niż 2 tyg, to zacznę się nudzić ale nic z tych rzeczy 🙂 Na początku niezbyt dobrze się czułam ale poprawiło się w drugim trymestrze. Wtedy zaczął się czas na przyjemności dla siebie, na które też wcześniej nie miałam czasu – czytanie, pyszne obiadki, których nie jadłam wieki ze względu na długi czas ich przygotowywania, kanapeczki dla męża do pracy, pieczenie 🙂 i zakupy dla maluszka 😀
      Dzisiaj się skusilam i robie pierniczki.
      Korzystaj póki się dobrze czujesz, bo u mnie niestety w 3 trymestrze wróciły mdłości 🙁 a jak nie mdłości, to zgaga 🙁
      Ktoś ma może jakiś sprawdzony sposób żeby się tego paskudztwa pozbyć? Najbardziej pomaga mi na zgage kisiel ale ile razy dziennie można go jeść?

        1. Dzięki Olga, wypróbuję 😉 proporcje juz znalazłam w necie – 1 mała łyżeczka sody na 1 szklankę cieplej wody. Wole zastosować Wasze metody niż inne internetowe, bo mam pewność, że są dopuszczalne w ciazy 🙂
          Pozdro!!!

          1. Kaja soda jest niewskazana w ciąży na zgagę, tym bardziej jak uświadomisz sobie, że sody używa się np. do usuwania kamienia w łazience, więc osobiście nie polecam.
            Ja wypróbowałam wszystko: mleko, migdały, kefir, cukierki, siemię lniane (mi pomaga najbardziej). Z leków dozwolone jest Rennie – nawet na ulotce nie ma przeciwwskazań dla ciężarnych 🙂

          2. Soda nie jest szkodliwa ani w ciąży ani w ogóle 🙂 Tak, czyści się nią rury ale cytryną też się czyści 😉 To naturalne sposoby, które nie szkodzą organizmowi.

          3. Ob soda w ciąży zatrzymuje wodę w organizmie, więc jest niezalecana 😉 Ale każdy robi co uważa za słuszne, zgaga potrafi dać w kość, więc człowiek łapie się wszystkich sposobów 😉

          4. Dziewczyny, a co byście powiedziały na gwiazdkowe pierniczki z soda? Co prawda, przy pieczeniu zapewne już wyparowala ale są pyszne 🙂
            Mogę się podzielić sprawdzonym, starym przepisem jeśli któraś z Was ma ochotę 🙂

        1. Ananasa właśnie wczoraj kupiłam świeżego, bo miałam ochotę 🙂 Tobie Liloą tez polecam teraz świeżego ananaska w okolicach transferu. Jak nie pomoże, to też nie zaszkodzi 🙂

  73. Mala Aniu, odp tutaj bo jak zwykle zle mi dziala strona i nie moge prawidlowo zamiesic odp pod Twoim wpisem.
    Masz racje Aniu, ze nie powinnam sie emocjonowac bo tak jak Ciebie „dotknela” moja decyzja/rozterki tak mnie „dotknela” Twoja ocena tej sytuacji al masz do niej prawo oczywiscie. I w zasadzie to konczy sprawe.
    Ale chcialabym Ci jeszcze cos napisac, zebys byc moze mogla lub zechciala zrozumiec, co siedzi w mojej glowie, z jakiego typu rozterkami mierzylam sie podczas podejmowania decyzji o leczeniu i troche wciaz sie mierze. (Bede pisac na raty bo boje sie ze Znowu wetnie mi kometarz)