Pożegnanie

Zniknęła tak, jak się pojawiła. Przyszła. Poszła.

Towarzyszyła mi przez połowę mojego macierzyństwa.

Odwaliła za mnie kawał roboty. To dzięki niej synek zaczął wstawać na nóżki, gdy tak bardzo zależało mu, żeby ją ugryźć w ogon i nie sięgał z podłogi na kanapę. To przy niej zaczął raczkować, goniąc ją w zabawie. Nigdy nie udało mi się namówić synka na przytulanie pluszaków. Zawsze wybierał przytulanie się do niej.

Wkurzała mnie, gdy do spółki z synkiem domagała się jedzenia. Jedno deptało prawą nogę, drugie pochlipywało przy lewej, oboje musieli być pierwsi, kocie żarcie myliło mi się z własnym, gdy karmiłam te dzieciaki, odkładając własne śniadanie na nieokreślone potem. Wkurzały mnie panoszące się wszędzie jej kłaki – demonstrowała tak swoją obecność nieustannie, nawet gdy szła się szlajać. Kłaki wyłażą z kątów do tej pory.

Na dworze kładła się obok wózka, czasem wskakiwała do środka. Nie ufałam jej do końca i ściągałam, choć nigdy nic nie zrobiła. Pewnej nocy, gdy Oluś zaczął płakać, wskoczyła mu do łóżeczka, zanim tam doszłam. Czuwała. Może nigdy nie sypiała. Budziły mnie jej kocie pocałunki na twarzy. Czasem tłuczenie jakiejś doniczki. Ale częściej jej pyszczek na moim policzku.

To ona przełamała to gwałtowne poczucie osamotnienia, z którym borykałam się, gdy nagle z dnia na dzień zniknęłam ze świata, żeby zaopiekować się dzieckiem.

Świadomość, że zniknęła, rośnie powoli, rośnie każdego kolejnego dnia, w którym nie wróciła do domu. Nadzieja jakimś dziwnym prawem fizyki zmienia się w rozpacz. Patrzę na ruchliwą drogę niedaleko domu i nie wiem, czy wolałabym wiedzieć, co się z nią stało. Lepiej się łudzić, że odnalazła swój pierwszy dom.

Muszę pogodzić się z tym, że przyszła do nas po to, żeby nam pomóc wychowywać Olusia, ale nie, żeby z nami zostać.

To były niezwykłe miesiące.

Kochałam ją kocią miłością

bardzo mi jej brakuje

opłakałam ją cichutko, gdy synek spał

52 komentarze

  1. Aż się popłakałam 🙁 ja bardzo rzadko się udzielam, ale ostatnio wychowaliśmy małe kocię, którego mama zginęła. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez tupotu małych łapitek, które wniosły do naszego domu tyle uśmiechu i szczęścia. Myślę, że to taki przedsmak macierzyństwa 🙂

  2. Jejku, dlaczego tak?? Tak mi przykro… Ja jeszcze tęsknię za moją…

    Muszę się jednak pochwalić, że od 2 tygodni mamy nową kotkę. Nie wytrzymałam bez futrzaka.
    Wzięliśmy roczną kotkę ze schroniska.
    Można się śmiać, ale „trenuję” na niej różne mądre rady z adopcyjnych książek, które ostatnio czytam hurtowo. Działają 😉
    Miał być mały kiciak, ale jak ją zobaczyłam, to była moja.
    Zresztą, maluchy zawsze znajdą dom, gorzej z dorosłym kotem.

      1. Głównie przytulanie na siłę, dużo miziania oraz stały rytm dnia i nie popuszczanie zasad.
        Roczny kot (który w dodatku już miał małe) to chyba taki nastolatek do porównania.
        Na razie było tylko jedno „spięcie”. Została sama w domu , w kuwecie nowy typ żwirka no i nasikała do łóżka 😉
        Bardzo szybko zaaklimatyzowała się na ogrodzie i kwestia kuwety odeszła w niebyt.
        W zasadzie zostało nam przekonać ją do brania na ręce oraz kolana 😉
        Twoja była niespodziewanie ufna, chyba nie była długo bezdomna.

        1. Wiesz, pytałam interesownie… Mogę przygarnąć kotka tylko teraz. Póki nie wróciłam do pracy. Już mam jednego umówionego na pierwsze spotkanie… Gapę zaopiekowalismy intuicyjne, na gwałtu rety. Teraz może lepiej się przygotuję.

  3. Smutno.
    Mój kot był takim rekordzistą, który wracał po długich miesiącach, nierzadko zimowych, opłakiwałam go wielokrotnie. Oby Gapa też była podróżnikiem znającym drogę do domu. Nigdzie nie będzie jej lepiej niż u Was.

    1. Niebieska, nie, to była młoda kicia, która, gdy wskakiwała na ławkę, nie trafiała na deski, tylko zawieszała się miedzy szczebelkami. Gapa po prostu.
      Ale dziękuję za to, co napisałaś.

  4. …a to ci Gapiszon… niech się znajdzie, bida jedna, niech wróci skoro zostawiła po sobie tęskniące serca… Tymczasem przygarniajcie kolejnego, słusznie M. rzecze, iż najwyżej będą dwa. Dwa razy tyle futrzastej miłości.
    i., przytulam i za łapę współczująco Cię chwytam:*

  5. Ja widzę od paru dni na FB masę ogłoszeń o znalezionych/ zaginionych kotkach.. może kicie mają teraz jakiś swój magiczny czas wędrówek??? Kota jeszcze nie mam, więc nie znam się za dobrze w temacie, ale liczę na to, że Gapa wróci 🙂 p.s. pochwalę się, że jesteśmy z mężem w ciąży adopcyjnej :))))) od poniedziałku mamy kwalifikację. Czas start..

    1. Ilo, bardzo miło wspominam ciążę adopcyjną, oczekiwanie mnie nie dręczyło (każdy ma swój sposób, na oczekiwanie, ja wycięłam temat dziecka w tym czasie, inni przetrwali ten okres gromadząc rzeczy dla dziecka). I po raz pierwszy od wielu lat przestałam myśleć o leczeniu. Czekałam rok po kwalifikacji, przez ten czas nabrałam sił, wróciłam do równowagi psychicznej, bardzo odpoczęłam. Teraz z tego czerpię 🙂 Czekam z Tobą!!!

  6. Jako, że nasza droga skończyła się ostatecznie tym, że doszliśmy do celu, zrobiłam ostatnio porządek w swojej apteczce i tym sposobem mam do wydania:

    4 opakowania Neoparin- po 10 sztuk w opakowaniu
    1 opakowanie (niepełne) Sulfasalazin ok. 60 tabletek w opakowaniu
    Luteina dopochwowa 30 tabletek- nowe opakowanie
    Luteina pod język ok 20 tabletek w opakowaniu
    Metformax 500- 30 tabletek (połowa opakowania)
    Estrofem- 23 z 28 tabletek
    Bromergon- ok. 20 tabletek (2/3 opakowania)
    8 saszetek Miovarian
    3 blistry Neurovit.
    Wszystkie leki z datą ważności do 2020 roku.

  7. Współczuję 🙁 Nasze dwa koty już też odeszły. Jeden zginął, drugi wyszedł dosłowne i nigdy nie wrócił…
    Bierzemy jednak kolejne.
    Wciąż. Mimo tego, że nas bardzo wkurzają, są paskudne i zepsute. Jeśli mogę doradzić, to dzieci naprawdę świetnie chowają się ze zwierzakami…
    Widzę to nawet teraz. jesteśmy na wakacjach, a dzieci wszędzie wypatrują kotów. Połowa zdjęć jest z przypadkowymi sierściuchami.

    Ale ale – Iza – wyszła? To nie metafora? Może wróci? Mój jeden kot wyszedł i wrócił. I trwało to kilka dobrych dni. A u kumpeli MIESIĄC. Nie trać nadziei.

  8. Daj ogłoszenie na fb. Może ktoś przygarnal jak Ty, albo widział. Koty w naszym towarzystwie często „znikają” . I albo wracają, albo po ogłoszeniu się znajdują, albo przyprowadzają nową ekipę . Sama mam psy ale z nimi jeszcze gorzej . Buzka dla Olka

  9. Izuś znajoma ma jeszcze 3 kotki do wydania, nauczone siku do kuwety, odrobaczone, zaszczepione… jak cuś odnajdz mnie na fb i oblukaj filmiki i zdjecia, przynajmniej bede miala pretekst by Was odwiedzic 🙂 podrzucajac cicie do Was 🙂

  10. Biedna Kicia;( Niestety zwykle źle się kończy wypuszczanie zwierzaka samopas. Warto pomyśleć o zabezpieczeniach tak jak przy dzieciach. Koty bardzo dobrze czują się w domu, wystarcza im zabezpieczone siatką okno czy balkon, ewentualnie woliera czy ogród z odpowiednim ogrodzeniem Pozdrawiam.

    1. Jeśli kicia jest od małego chowana w taki sposób to masz rację a jeżeli znaleźli już dorosła kotkę która jest przyzwyczajona do swobody to będzie mega ciazko. Ja miałam kocura przez 13 lat. Ani nie był wykastrowany ani nie siedział w domu. Czasami na wiosnę potrafiło go Nie być nawet miesiąc, zawsze wracal.

    2. Anais, mieszkam tak, że aż się prosi o wolność. Jeśli mam mieć zwierzaka, nie mogę i nie chcę zamknąć go w domu. I nie sposób zabezpieczyć mojego ogrodu, musiałabym postawić mur chiński 🙂

  11. Izuś. Smutno mi. Ja znalazłam naszą Po tygodniu. Codziennie wieczorem, gdy było już w miarę cicho na dworze, chodziłam i wolałam. Po tyg wybiegła zza figury sw Antoniego. Modląca się nie jestem za bardzo, ale wtedy codziennie mówiłam do sw Franciszka – patron zwierząt. No i rozwiesilam milion ogłoszeń, we wszystkich sklepach, przystankach. Napisałam posty na fb do różnych fundacji, pytałam w najbliższych schroniskach. Próbujcie. Może akurat. Trzymam kciuki!

  12. Hej dziewczyny! Po opisaniu mojej historii u Izy zdecydowałam się popisać z Wami tutaj. Potrzebuję wsparcia… Niedługo minie rok od poronienia mojej pierwszej ciąży…nie mogę uwierzyć że ten czas tak zasuwa… W ciągu tego roku wydarzyło się niewiele. Moja gin twierdzi że winne są trzy rzeczy: wysoka prolaktyna, nadwaga i BRAK WIARY! Coraz częściej myślę o adopcji…nie chcę kolejnych lat rozterek, chciałabym żeby problem niepłodności zniknął z mojego życia a nie nim zawładnął. Ciągle jestem nerwowa, poirytowana, zmęczona…często kłócę się z mężem… Ostatnio ktoś podsunął nam myśl żebyśmy jednak spróbowali in vitro, najlepiej w Białymstoku, podobno mają świetnych specjalistów. Czy któraś z Was wie coś ma temat tej kliniki?

    1. Ja pierwszą procedurę miałam w bocianie w Białymstoku, u dr P. Żałuję bardzo tylu km na dojazdy, kasy i straconego tam zdrowia oraz czasu. Stanęłam dzięki doktorowi na granicy życia i śmierci. Popełnił najbardziej z podstawowych błędów, o których wiem teraz dzięki kolejnemu podejściu gdzieś indziej i wiedzy, która zdobyłam przez ten czas. Kontakt z tamtym laboratorium praktycznie zerowy, brak info co i jak. Ja Bociana ze wzg na swoje doświadczenia nie polecam w ogóle. Sam fakt, że mimo zgłaszania ewidentnych objawów hiperki po punkcji, nikt nie zrobił mi badań, a transfer przeprowadzono na świeżo, sama zbadalam tsh przed transferem, było 4.7 dr mnie opierdzielil że stresuje go wynikami i że z takim tsh też zachodzi się w ciaze… To tylko dwa małe przykłady. Mogłabym tak długo. W Białymstoku podobno są lepsze ośrodki niż bocian.

    1. Ja jestem z kliniki Bocian. Mamy dzieki dr G synka – z jedynego uzyskanego zarodka. Ja mam bardzo zaawansowane PCOS a maz niskie wartosci parametrow nasienia. Ale pomimo tego, ze bylam pelna obaw udalo sie.
      Mysle ze to nie tylko klinika, ale mielismy po prostu duzo szczescia. Nie zmienia to faktu, ze dla mnie wszechobecna zyczliwosc WASZYSTKICH w klinice pomogla.
      Teraz staramy sie o drugiego malucha ale juz nie tam (tylko z powodu odleglosci,bo z synkiem nie damy rady tak daleko jezdzic). Gdybym miala mozliwosc to na pewno bym wrocila.

    2. Hej. Dzięki klinice Bocian mamy córeczkę, która niebawem skończy dwa lata. Dojeżdżalam tam z drugiego końca Polski, po wcześniejszych niepowodzeniach w dwóch innych miejscach. W trakcie wszystkich podejść udało nam się uzyskać jeden jedyny zarodek i to właśnie w Bocianie. Pewnie złożyły się na to inne elementy (ścisła dieta), ale klinikę z czystym sumieniem polecam. Na tyle, że dwom bliskim osobom z mojego otoczenia udało się zajść w ciążę właśnie tam! Powodzenia!

      1. Ja też podchodziłam u prof. W. trzy razy, niestety bezskutecznie, na końcu prof. powiedział, że nie mam już żadnych szans. Spróbowałam jednak w N. w W-wie i mamy córeczkę 🙂 Także nie ma reguły, wiele czynników się składa, w tym trochę szczęścia, które życzę Wszystkim.

  13. Iza, czyżby Twój blog przeżywał teraz invitrowy renesans?! 🙂
    Za wszystkie staraczki Trzymam kciuki, jeśli któraś podchodzi do tematu w Niemczech to piszcie. Co wiem to powiem. Chodź już wiele rzeczy zapomniałam..

  14. Moja prawie 7 latka jest z pierwszej i jedynej (z 7) IUI. Zabieg zrobiony przez dr M. w B.
    Kolejne wizyty to była jednak strata czasu, pieniędzy i moich komórek. Bawiono się w IUI zamiast skorzystać z refundacji ivf i zbadać moje amh.
    5 zmarnowanych lat … jeszcze ciężko smakuje gorycz porażki :-/

    Mam do odsprzedania 3 op.Lutinusa i Estrofem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *