Pomożecie? Pomorzemy! A PiS odwołuje program in vitro…

Ten blog miał być tylko o leczeniu niepłodności, o niczym innym, ale trudno stawiać grube krechy, kiedy w życiu się wszystko ze sobą przeplata, a częściej plącze. W pracy myślę o niepłodności. W niepłodności muszę myśleć o pracy. No i sobie wymyśliłam – tę nową, która ma mi dać wspaniałą energię, która ma mi pomóc się oderwać od starych, nieudanych spraw.

Pierwszy dzień pracy zaczął się od ogólnego szkolenia o firmie. Nieźle żarło, naprawdę, całkiem nieźle, mimo, że przyjechałam 50 min. (!!! bez komentarza) za wcześnie, mimo, że nie wzięłam swojego kubka, mimo, że za oknem padał pierwszy tej zimy śnieg.

Aż na prezentacji, którą nam kadry szkolące zaserwowały, przeczytałam, że „X pomorze Wam (…)”. Yyyy… Ogarnęło mnie wspomnienie Pomorza czy czegoś podobnego, co ma kształt urlopu, wysypiania się, niestania rano w korku, a pod wieczór w wielkim korasie, pomorze, morze, powietrze, śniadanie bez pośpiechu, spa z mamą, zapach męża, słońce na tarasie…

Chyba za długo odpoczywałam od pracy, bo jakoś mi tak dziwnie. Tłok, korpo, fabryka. Mam nadzieję, że to był ten gorszy dzień, że jeszcze się miło się zdziwię.

Tak czy inaczej – wolę być lekko rozczarowana w nowej pracy niż zgorzkniała w starej!

Jestem teraz białą tablicą.

***

Aktualizacja z ostatniej chwili (Nasz Bocian podał na FB): PiS ODWOŁUJE RZĄDOWY PROGRAM IN VITRO

Za TVN: Program refundacji procedury in vitro będzie kontynuowany do połowy przyszłego roku, potem już nie – zapowiedział we wtorek na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia minister Konstanty Radziwiłł.

Wiedzieliśmy. To było oczywiste. Ale aż ściska w sercu z żalu, złości, rozczarowania 🙁

226 komentarzy

  1. Moj cud z in vitro ma 6 miesiecy . . .

    Nie mogę pojąć tego co robić ta władza. Rozwala system edukacji . . . Zostanie plaga bezrobotnych nauczycieli i puste niszczejace budynki po gimnazjach

    Rozwala NFZ . . . W poprawę w służbie zdrowia nie wierzę. Jeszcze mniej pieniędzy na to przeznacza.

    I zabierają in vitro.

    Za to wprowadzają kuriozalne 500zl na dzieci. Mamy z mężem jedno. Nie mamy już zarodków. Mamy za to kredyt po innym vitro ale przekraczamy 800zl na oś więc na pierwsze dzidcko nie dostaniemy ani złotówki. Sąsiadka z klatki obok oboje z konkurentem bez pracy. Dzieci 5 cioro. Czysta patologia dostaną 2 tyś zł.

    PiS odbiera ludziom pracę i marzenia o dzieciach. Wprowadza w państwie chaos. Za to wspiera rozmnażanie w rodzinach patologicznych.

    Mam ochotę uciec z tego kraju bardzo daleko bo żal mi patrzeć na to co się dzieje.

    A dziś najbardziej żal mi tych wszystkich kobiet które nie zdążą :(((((

    1. … Tych, co zdążyli jest kilka tysięcy. To jest cały, ogromny ruch, tysiące żyć. Cieszę się, że Tobie się udało. Cieszę się nawet z tego, że zdążyłam spróbować. Wszystko w moim życiu mogło się zdarzyć 2 lata później – wtedy bym nie miała nawet tej możliwości prób. Żyłabym z poczuciem, że nie zrobiłam tak dużo, jak mogłam.
      Kochana, przytul swój cud ode mnie. Kiedy jesteś smutna, Twój cud to czuje. Ciepłe myśli przesyłam.

      1. Masakra co robią PISiory, ja też jestem po jednym transferze – niestety poroniłam w 8tc:( już słyszałam bicie serduszka mojego Skarbu – i dupa… A teraz boję się że nie zdążę na nastepny cykl:(

    2. Ochotę żeby uciec, to jak najbardziej możesz sobie żywić. Gorzej z realizacją. Teraz trzeba nie tylko mieć dokąd i znać świetnie język już na samym starcie. Prawie niemożliwe zdobyć dach nad głową, albo chociaż fikcyjny adres, a bez tego zapomnij o pozwoleniu na pobyt i o pracy. Mieszkań nie ma, bo wszystkie dla uchodźców. Pracy nie ma, bo gospodarka kuleje jeszcze po kryzysie światowym. Dokąd marzysz uciec? Jest jeszcze takie miejsce, gdzie by można było?

        1. @ Ta co zdążyła – Gratuluję macierzyńskiego spełnienia:) Muszę jednak przyznać, że moim zdaniem mieszasz dwie różne kwestie. Czym innym jest włażenie tzw. władzy ludziom w ich osobiste życie i zaglądanie w majtki (ivf), czym innym zaś reforma edukacji. Piszesz o perspektywie niszczejących budynków po gimnazjach. Ile widziałaś w tym kraju takich miejsc? Szkół, które funkcjonują jako gimnazja li jedynie? Gros szkół w Polsce to zespoły szkół tak naprawdę. Kombajny łączące szkoły podstawowe z gimnazjami. Wg raportu Instytutu Badań Edukacyjnych w ciągu raptem 5 lat (2007-2012) pół tysiąca(!) gimnazjów połączyło się z podstawówkami z powodu spadku liczby uczniów. Ot, tyle w kwestii faktów, nie populistycznych haseł. Czasem warto zerknąć do oficjalnych danych.
          Pozdrawiam:)

  2. Co oni robią z tym krajem. Wydaje mi się że byliby bardzo szczęśliwi gdyby w ogóle zabroniili in vitro. Obludnicy. Co wszyscy ministrowie Noe liczą się z tym że ich dzieci, wnuki też mogą mieć problemy z nieplodnoscia. Rzygac się chcę tym całym Pisem.
    Iza no to pierwsze koty za płoty jak to mówią 🙂 z kazdym dniem bedzie coraz lepiej. Chociaz w pracy jak to w pracy bywaja zle chwile 🙂

    1. Nawet jeśli się teraz nie liczą z tym, że ich najbliżsi mogą mieć problemy z niepłodnością, to zarabiają teraz taką kasę, że zrobią zabieg komercyjnie, jak będzie im trzeba, a zabierają możliwość osobom, które na to nie stać:/ załamałam się wczoraj po przeczytaniu tego. Bardzo prawdopodobne jest, że to będzie tez moja droga do rodzicielstwa, tzn. mogła być. Iza powodzenia w nowym miejscu!

  3. Brak słów…
    fakt, wiedziałyśmy, że się dobiorą do ivf, ale miałam nadzieję, że program jednak dotrwa do 2019r…
    żal… cholernie mi żal, że tyle z nas zostanie pozbawionych możliwości zostania matką…
    tymczasem już wiadomo skąd będzie kasa na słynne 500 zł na każde dziecko, dla rodzin, które je mają…

  4. Dziewczyny, pójdę za wami w tych niespokojnych myślach. Dowiedziałam sie ostatnio o ciąży w rodzinie M. u młodych, niedojrzałych ludzi. Nieodpowiedzialna ciąża, perspektywy marne. 500 zł. im sie przyda na pewno. Nie mnie oceniać kto „zasługuje” a kto nie na dziecko, ale tak- szlag człowieka trafia kiedy wiemy ze te środki trafia do ludzi, którzy niekoniecznie potrafią docenić swoje rodzicielstwo, a pieniądze niekoniecznie zostaną spożytkowane na dzieci, podczas gdy największym chyba świadectwem pragnienia dziecka jest to, co my wszystkie robimy…
    Jesli chodzi o mnie, to wlasnie „zdążam” z druga procedura. Jestem po wizycie wlasnie. Wyniki badań ok., hormony ok., gonapeptyl od prawie dwóch tygodni, od piątku ruszam z menopurem i gonalem. Po drodze wizyta u endokrynologa i zlecone kolejne badania, aby byc pewna ze wszystko jest ok. i nic nie szkodzi jakości moich komórek.
    Znów nie kupuje półek i hokera do toaletki, bo leki do stymulacji(i badania do programu) trochę kosztowały, nawet z refundacja. Nerwowo zerkam na ceny bez refundacji, na cennik w klinice i wybiegam myślami naprzód zastanawiając sie co zrobimy jesli znów sie nie uda. I wiem, ze zrobimy wszystko co sie da!

  5. Nie mogę uwierzyć w ten poziom bezczelności! Jak oni szybko działają – niespełna miesiąc u władzy i już pozamiatane. Zaczynam sie poważnie obawiać, ze następny krok to w ogóle zakaz in vitro i zmiana ustawy! Po nich wszystkiego teraz juz można sie spodziewac! Co za zacofane, bezduszne, zaślepione szuje! Jutro mam termin porodu mojego cudu z in vitro i nie powinnam sie denerwować, ale to jest ponad wszelkie granice przyzwoitości! Nie korzystałam z programu finansowania, ale są tysiące par i wiele z nas tutaj na blogu, które bez tej pomocy finansowej wlasnie żegnają marzenie o własnym dziecku. 🙁 Ja sobie nie życzę, żeby z budżetu płacić za lekcje religii w szkołach i za budowę Świątyni Opatrzności i co z tego??!!

    Aż sie gotuje w środku!!! Furia! (Oby to pomogło i poród przyspieszyło, bo na razie jakichkolwiek objawow brak ;))

      1. Ach, szybko minęło! Tak samo jak cała procedura in vitro, do której podeszłam z marszu i nawet sie nie obejrzałam, a juz relacjonowałam Wam wrażenia z transferu i wyniki bety. 🙂 Szok! Wszystko dzieje sie trochę samo mam wrażenie.

        I nigdy nie będę w stanie wyrazić mojej wdzięczności dla Izy i wszystkich innych tu dziewczyn za wsparcie przy podejmowaniu decyzji o in vitro , a potem doping przez cała drogę. Bez Was nie byłabym dzis tu gdzie jestem, czyli w dzien terminu porodu. 🙂

  6. Zastanawiam sie czy fakty włączyłam za późno czy za szybko wyłączyłam, bo ominęła mnie ta wiadomość..ale cos czuje ze problemy co 4 pary starającej sie o dziecko sa mało ważne w naszym państwie. Jak wyżej, ważne zeby patologia dostała 500 zł na dziecko ktore i tak wyjedzie na zmywak jak tylko dorośnie bądź przejdzie na bezrobocie. Póki co zamiast na trzepaku dzieciaki czas bedą spędzać na smoleńskich pomnikach, ktore trzeba wybudować na kazdym osiedlu najlepiej, póki stołki sa tylko ich.
    Ale to wkur..

    Izus..pierwszy zły dzień musi byc zapowiedzią jakiś miłych nowych relacji, choc wyobrażam sobie, ze razem z nowymi znajomościami pojawiają sie pytania o prywatne sprawy, z których znowu trzeba wybrnąć, zeby więcej nie pytali.
    Mimo to wierze ze każda zmiana jest zmiana na lepsze. Wyjście ze strefy komfortu, jest oznaka ogromnej odwagi! Jesteś zwycięzcą. Teraz i tu.

  7. Iza a ja ciągle myślę : Masz jeszcze pół roku! Próbuj! Gdybym nie podeszla do drugiej procedury, gdybym nie zmieniła kliniki… Gdybym przystala na to co daje mi los, nie byłabym wsrod tych co zdążyli. Kochana pół roku to bardzo długo…
    PS.Trzymajcie jutro kciuki za moje prenatalne.

  8. Iza, i ja w sukurs za Ewelka zachęcam Cie do rozpatrzenia kolejnej procedury. To trochę jak z lotkiem, zeby wygrać trzeba grać. Jesli tylko masz jeszxze w sobie sile oczywiście. Wiem, ze to delikatna i indywidualna sprawa każdej z nas. wierze Iza i mam nadzieje, ze w końcu Ci sie uda. No i zapewne ten niezbyt zachwycający pierwszy dzień to dobra wróżba. Pomyślności kochana.

  9. Pomorze jest super, zwłaszcza zachodnie! Moze to był taki kadrowy test na spostrzegawczość nowych 😉 mam nadzieje, ze zwróciłaś im uwagę i dostałas plusa…. 😛
    PIS w swoim żywiole, co zrobic – na pewno sporej części społeczeństwa (wyborców?) jest to na rękę (sama znam szczęściarzy z dwójką dzieci, a nawet trójką – i to bynajmniej nie z osławionej „patologii” – skorzystają i oni.. ) a my – róbmy swoje! Pół roku może wiele zmienić, a nuż się uda i olejesz PIS z góry na dół 😉

    1. Ewka, u nas prawie wszyscy sąsiedzi mają dwójkę dzieci, a Ci co nie mają planują. Dwie pary mają trójkę. W tym Ci najzamożniejsi.
      On jest dyrektorem wysokiego szczebla w dużej korporacji, z udziałami w firmie.
      Dom mają bez kredytu, mieszanie w drogim punkcie w Warszawie, parę działek, dwie kamienice z mieszkaniami na wynajem (ok. 15 sztuk), parę lokali użytkowych na wynajem i się zastanawiają w co dalej inwestować. Im te 1000 zł się na pewno przyda.
      A Ci najbiedniejsi nie zyskają nic. Wliczy im się te pieniądze do dochodu, w związku z czym stracą wszystkie inne zasiłki, bo przekroczą próg i na to samo wyjdzie.

      1. Wezon, Twoim sąsiadom nie będzie się nawet chciało ustawiać po tego tysiaka w kolejce, bądźmy szczerzy 😉 no jest kit i kiła, ale wiecie co – od wyborów nie oglądam tv i mam ten cyrk w przysłowiowej dupie. Natomiast okazuje się, co ciekawe, że wieści i tak do mnie docierają,tyle że z opóźnieniem i przetrawione..:/ miłego dnia i nie tracmy otuchy! 😉

  10. To, że skasują przedłużenie programu było nieuniknione.
    Mnie się wydaje, że w styczniu też niewiele pieniędzy skapnie, przy budżecie też już grzebią, bo przecież wszystko co przejęli jest w tragicznym stanie. Już raczej niewiele par zacznie procedury.
    Margaritka, dobrze, że udało Ci się teraz zacząć.

    Iza, niech dalej będzie już tylko lepiej.
    Ja sobie siedzę w swojej pracy, bo mimo niedogodności ma wiele zalet i trudno mi byłoby trafić coś z lepszymi warunkami. Nie chcę robić kariery, chcę mieć spokój.

    A propos złych wydarzeń wróżących dobrze:
    W zeszłym tygodniu zawaliłam sprawę. Ewidentna moja wina i straszna głupota. Wykazałam się totalną ślepotą i parę możliwości naprawy zignorowałam. Na dodatek sprawa kierowniczki. Też sobie powiedziałam, że wtopa taka raz na parę lat, to w cyklu pójdzie dobrze. I co? Porażka na wszystkich frontach.

    Te co podchodziły do transferów na wiosną, już są tuż przed porodem, lub po kolejnych transferach. Ty Iza zdążyłaś mieć cp, odczekać pół roku i zrobić kolejny transfer, Margaritka odczekała pół roku i już ruszyła. A ja wciąż czekam i czekam.
    Za trzy dni minie rok od mojego jedynego transferu. Nie liczyłam, że uda się od razu, ale nie przypuszczałam, że będą aż takie problemy. Myślałam, że będzie kilka prób, uda się, albo i nie, ale będę działać. Czekanie mnie dobija.

  11. Boję się dzisiejszej władzy, rozwalają Państwo, niszczą to co dobre, przynoszą wstyd na całą Europę. Mam ochote ucieć ale dokąd? kocham Poskę, tu chciałam wychowywać swoje dzieci z marzeń. Mam dwa mrozaczki, przedemną w razie „w” trzecia próba, nie wiem czy zdążę…strach i żal mnie rozdziera…

  12. Wężon, w poniedziałek mój wielki dzień, wczoraj miałam wizyte (13dc) endo 11mm pęcholek 21;) dostałam zastrzyk na pęknięcie i tabletki z progesteronem;) Dziś chyba pękło bo miałam dość mocne kłucia i śluz owulacyjny. Fajniy ten czas, gdy nadzieja na to że się uda przesłania czarne myśli.

  13. My niestety nie zdążyliśmy, a mieliśmy taka nadzieję. Pieprzeni PISiory!
    Teraz tylko zebrać się w garść, co się uda kasy odłożyć i kredycie witaj. Kolejny zresztą! Ale jak się nie ryzykuje….

    1. My też nie załapaliśmy się do programu:/ Ale wytłumaczyłam sobie, że w zestawieniu z kosztami utrzymania dziecka, in vitro rozłożone na cały okres jego utrzymywania (niemowlęctwo, przedszkole, szkoła, studia itp) to jest mimo wszystko drobiazg, kropla w morzu.
      Tyle, że kasę trzeba wyłożyć już, zaraz, natychmiast, a gwarancji brak. Ale mimo to jakoś mnie to „pociesza”, racjonalizuje problem wyłożenia dodatkowej sumy. No bo „czego się nie robi”…, „tonący brzytwy się chwyta”… i „kredyt przyjacielem mym”;)

      1. Jasne, że te pieniądze w perspektywie całego życia to nic. Tak naprawdę to dwa przyzwoite wyjazdy wakacyjne dla 3-osobowej rodziny. Czyli niby nic. Gdybyśmy tylko miały gwarancję, że kiedyś się uda. Że nie trzeba będzie wyłożyć tej sumy drugi raz, trzeci, piąty. I że na końcu zawsze jest dziecko. Niestety mamy w najlepszym wypadku 50% szans. I duże jest prawdopodobieństwo, że zostaniemy wypalone, z nadszarpniętym zdrowiem i na dodatek bez pieniędzy.

        Co do kredytu – na szczęście w pracy mamy kredytu z funduszu kredytowego, niby na cele mieszkalne, ale niejeden samochód, czy studia zostały za to kupione. Nie ma żadnych formalności, po prostu piszesz wniosek i następnego dnia pieniądze są na koncie, oprocentowanie 2% i kwota do 40 tys. do 4 lat spłaty. Właśnie kolejny spłaciłam (przydał się na spłatę kawałeczka kredytu) i za pół roku spokojnie mogę wziąć następny.

        1. Rozważam tę opcję. Myślę o niej częściej niż bym chciała. Ale chęć posiadania dziecka jest na razie silniejsza niż cokolwiek, więc podejmuję ryzyko, że zostanę wrakiem człowieka (zarówno pod względem zdrowia fizycznego i psychicznego) z bardzo wysokimi zobowiązaniami finansowymi.
          Jednak na razie silniejsza od obawy jest NADZIEJA, że się uda 🙂 Że rosnący w moim brzuchu, a potem pod moją opieką, powód drogi jaką przechodzę, osłodzi mi okres spłaty rat 😉

          P.S. Opcja z kredytem służbowym rewelacja!

          1. Och, Uczuciowa, długa droga już za Tobą, ale jednak jesteś jeszcze dość młoda, dopiero po jednym transferze, bez wad w układzie rozrodczym – nic tylko tryskać nadzieją. 🙂
            Czy po 7 transferze, 4 stymulacji, 42 roku życia przestać, nie brnąć dalej w długi, czy próbować póki jakieś zarodki powstają? Kiedy przestać, tak żeby jak najmniej było żal tego co poświęciłaś i tego, czego nie zrobiłaś.

          2. Nie wiem kiedy:((( Czasem chciałabym wiedzieć, czasem nawet nie dopuszczam do siebie tej myśli:/

            Masz rację, mój wiek działa na moją korzyść, ale wiek męża, już nam bruździ:/ Przy moich wynikach, wieku, statystykach myślałam, że za tym pierwszym razem sie uda, bałam się nadmiaru zarodków. Teraz został mi jeden, ostatni, chucherko… nikt mi nie daje gwarancji, a statystyka w moim konkretnym przypadku może zadziałać na niekorzyść… ale muszę w tego mojego zimującego w klinie bejbika wierzyć… żyć nadzieją… bo co mi pozostaje?

          3. 4 stymulacje, 7 transferów, wypadki, operacje, straty po drodze… możnaby 5 życiorysów obdzielić i byłoby ciężko!

            staram się nie tracić nadziei z jednej strony, z drugiej nie wyobrażam sobie jak Ty dotrwałaś do tego momentu… Herkules z Ciebie!!!

          4. Uczuciowa, ja jestem dopiero po jednej stymulacji i jednym transferze i jednym późnym poronieniu.
            Tak dawałam przykłady, gdzie może być ta granica, do kiedy walczyć.

          5. Już mi się miesza wszystko, ale teraz rozumiem. Tak czy inaczej dużo już za Tobą.

            Ja tej granicy nie widzę na razie. Noe wiem jak można ją ustalić. Podziwiam osoby, które mówią: „jeszcze jedna stymulacja i koniec”. Ja mam wrażenie, że będę walczyć do utraty tchu…

  14. Kiepska informacja na początek grudnia:(
    My jesteśmy w trakcie badań genetycznych, konsultacji u lekarza genetyka….w klinice nie zapisują jeszcze na kolejny rok, na ten nie ma kasy, ciekawe czy uda nam się załapać, czy będziemy musieli szukać na szybko innej kliniki – troszkę się tego boję, bo nowy lekarz, nowe badania….a czas goni 🙁
    Trzymam kciuki, za dzisiejszy poród i za badania prenatalne 🙂

  15. Marta D. jakie wieści po telefonie do profesora? Kiedy następna wizyta?
    Sza, wycięli co mieli wyciąć? Wszystko w porządku?
    Kas, jak tam przed wielkim dniem? Kolacja się udała?
    Ewa, jak samopoczucie? Test lada chwila.
    Misia, poród się zaczął?
    Iza, znowu dotarłaś za wcześnie do pracy?

      1. Zazdroszczę dyscypliny. Ja mam na ósmą, a przed 8:30 to już nie pamiętam kiedy dotarłam. Przeważnie 8:30 – 8:50. Dobrze, że maile nie stoją pod drzwiami i nie przetupują nóżkami.
        Potem wychodzę o 16:30, ale nie jestem w stanie, zwłaszcza zimą, zmusić się do wcześniejszego wstawania. A i wyprawienie dziecka do szkoły trwa.
        Mamy rejestrowany czas pracy w cyklach dwumiesięcznych. Staram się nie być więcej niż 10 godzin na minusie.

  16. No normalnie się poryczałam, jak nic, czytam, siedzę i ryczę. Tyle par, które potrzebują pomocy, ja już nawet nie myślę o sobie bo i tak miałam to szczęście podejść do dwóch stymulacji zobaczyć co z tego wyniknie, ale inni ?!? Przecież my niepłodni też płacimy podatki !? wtf.
    Iza najgorszy pierwszy miesiąc, później będzie z górki 🙂 I tak bardzo cię podziwiam, za zamianę pracy. Też pracuję w korpo i od dłuższego czasu marzę o robieniu swetrów i serów 🙂 gdzieś daleko w polach i lasach, ehhh marzenia…
    Samopoczucie po transferowe, od dwóch dni, biegam sikać co pięć minut, w nocy wstaje minimum trzy razy, przez co spać nie mogę, brzuch spuchnięty nie mogę wciągnąć, ciągle mi zimno. Na jakiekolwiek objawy za wcześnie, więc to pewnie przez duphaston.
    Wężon mogę się tylko domyślać, jak ci ciężko czekać tyle czasu. Oby ten grudzień był łaskawy.
    Ewelina kciuki trzymam

    1. Ewa, prawie wszystkie piszecie o tym sikaniu. A mnie nigdy to nie dopadło, mimo dwóch ciąż. Mam pęcherz jak słoń. Może z raz w życiu się obudziłam w nocy bo mi się chciało. Oby u Ciebie to był nie tylko duphaston. Moja jedyna dolegliwość to był ból piersi, od początku stymulacji.
      Jeszcze czekanie jakoś bym zniosła. Odczekać 3 miesiące po operacji i OK. Ale to ciągłe odwoływanie, wzrost nadziei, mobilizacja, że już za chwileczkę i znowu nie. Już cztery razy liczyłam, że w tym cyklu, jak tylko urośnie endo i pęcherzyk. I ciągle nic. Już sama nie wiem, czy podchodzić pozytywnie do następnego cyklu, czy z nastawieniem, że i tak nic z tego.

        1. Ewka, moje endo jest po przejściach – wielokrotnym usuwaniu zrostów, powikłanym usuwaniu przegrody i jeszcze ta infekcja bakteryjna przy poronieniu na pewno mu zaszkodziła. Strasznie kiepsko rośnie. I jak nie ma pęcherzyka, to nie chce mu się wysilać.
          We wrześniu miałam podejść na sztucznym. Brałam ogromne dawki estrofemu, lekarz przeciągał cykl, ale endo ani drgnęło powyżej 5 mm, za te we krwi estrogenów było jak przy stymulacji. Mieliśmy następny cykl spróbować na plastrach z estrogenem, bo estrofem najwyraźniej nie działa. Okazało się, że nie damy rady przed wejściem w życie ustawy, więc na wszelki wypadek przeczekamy cykl, żeby nie faszerować się hormonami na darmo. W połowie cyklu poszłam do lekarza, który ostatnio mnie operował. I był duży pęcherzyk i endo 7 mm. To było tuż przed 1.11.. Jak tylko powiedzieli, że klinika ma pozwolenie to poleciałam do Invimedu, mając nadzieję, że może uda się na naturalnym podejść. Ale już nie było pęcherzyka i nie chcieli robić transferu nie wiedząc kiedy była owulacja (wtedy latałam z wyrwanym zębem po lekarzach). Jednak lekarz potwierdził, że endo jest ładniejsze, niż na estrofemie i skoro tak, to może spróbujemy na naturalnym. I tak się zaczął listopadowy cykl. Tym razem pęcherzyk za szybko pękł i znowu endo nie zdążyło urosnąć. We wtorek po pracy miał 13 mm i endo 4 mm, w piątek rano już go nie było, endo 5 mm. Coś ruszyło, ale nie miało czasu urosnąć. Lekarz dał mi wybór – cykl z plastrami, czy jeszcze jedna próba na naturalnym. Zdecydowałam się na naturalny, żeby zobaczyć, jakie endo będzie przy prawidłowym pęcherzyku. Tak czuję, że sztucznie nie otrzymamy dobrego endo. Nie wiem, co zrobię, jak teraz nie będzie w ogóle owulacji, może spróbuję jeszcze raz. Jeśli pęcherzyk będzie i wykręci jakiś numer to chyba zdecyduję się na plastry. Lekarz powiedział, że jeśli uzyskamy to minimalne 6 mm to będzie transfer. O 9 mm nawet nie marzę.

      1. Z nastawieniem, że nic z tego to możej niekoniecznie, ale też nie sil się na jakiś hura optymizm. Co ma być to będzie (wiem, że łatwo powiedzieć, trudno zrealizować).
        Ja też szału dostaję ostatnimi czasy, za długo już to wszystko trwa, żeby na spokojnie do sprawy podchodzić, a to chyba jest klucz. Ale staram się jak mogę. Kiedy czekam, szukam sobie jak najwiecej zajęć, żeby nie rozkmniniać na okrągło co jeszcze może pójść nie tak, czego nie zrobiłam, o czym zapomniałam, co zawaliłam. A jak już się dzieje to pełne skupienie na słowach lekarza, badaniach, procedurach. Totalna mobilizacja. I tak aż do następnego czekania… I w kółko tak, góra – dół, góra – dół. Wierzę, że kiedyś się to czekanie i skakanie skończy. Musi!

  17. Węzoniku, przykro mi bardzo, ze endo i pęcherzyk ostatnio nie chcą współpracowac. Po przeczytaniu Twoich ostatnich wieści dostałam aż małego dola, bo byłaś kolejna osoba na której powodzeniu mi zależy, a która znów dostała pstryczek w nos i od początku pchanie głazu pod gore:/nawet Iza mi za to bure dała;) no,ale gdzieś tam empatycznie rozumiem co czujesz Ty, dziewczyny i bardzo mnie to boli wszystko. Mimo przerabiania nie zdałam jeszcze egzaminu z poczucia niesprawiedliwości. Najnormalniej w świecie mnie to wkurwia! No ale z drugiej strony to dobrze ze nie możemy mieć kontroli nad wszystkim i decydować o przyszłości. Wtedy byłoby nudno jednak. Wiec z pokora godzę sie na swój los i liczę, ze i nam sie w końcu uda i tylko czasem sie zasmucam lub denerwuje. Weroniku, wytrwałości!!!

    1. Ewuś, beta od czegoś musi się zacząć.
      Z drugiej strony – wiem, ze nie pomoże Ci to co teraz napiszę – ale ja miałam betę 1,1… A 2 dni później dostałam miesiączkę. Myślę, że u mnie to 1,1 to jeszcze ślad po pregnylu… 🙁
      Jeszcze się wstrzymajmy z oceną sytuacji, dobrze? 7 dpt to naprawdę trochę za wcześnie…

      1. Iza kochana jak sobie radzisz ? Bo ja już nie umiem. Jak obudzić się rano, chodzić do pracy, oddychać. Nie potrafię patrzeć na męża bez bólu, bo przez mnie nigdy nie zostanie tatą.

        1. Ewa, martwię się o Ciebie.

          Beta skoczy albo nie skoczy. Ale życie trwa dalej. Będzie jeszcze bardzo długie. Przez ten czas jeszcze wiele razy zrobisz test. I wiele razy będzie ciężko rano wstać. Ale też wiele razy uśmiechniesz się niespodziewanie.

          Kochana Ewo, napisz mi (jeśli możesz) co lubisz robić? Kwiaty, dekorowanie domu, jogging, puzzle, filmy, chpisy (ja chipsy!)?… Bo te rzeczy, które lubimy, trzeba kolekcjonować. Tak sobie radzę właśnie. I jeszcze tak, że jesteśmy tutaj razem, pokiereszowane, z życiorysami do rozdzielenia na kilka osób. Ale jesteśmy. Same – nie same.

          Też mam problem z tym, żeby patrzeć na męża bez bólu – bo czuję się winna, że nie mogę dać mu dziecka. I jemu też przykro – że czuję się winna. Bo to nie moja wina, ani jego. Na to się po prostu natknęliśmy w naszym wspólnym życiu.

          Ewa, pisz. Rozmawiaj z mężem, powiedz mu to co nam właśnie powiedziałaś i pisz do nas.

        2. Dziewczyny w tym względzie mam łatwiej. Dziecko już mamy i J. wcale nie umiera z tęsknoty za następnym. On chciał drugie, jak się uda. Że po prostu nic nie robimy i jak się trafi to ok. Wyszło, że jest przeszkoda mechaniczna, chciałam ivf to się zgodził. On najchętniej zrobił by ten transfer i dał spokój. Ale zrobi wszystko, żebym jak najmniej cierpiała. To moje decyzje, moje badania i leczenie, on mnie może tylko wspierać. I przyjmie każdą moją decyzję. I strasznie się boi, że może mi to zaszkodzić. A dziecko jak nie chce przyjść, to trudno.

          Ewa, nawet jeśli teraz nie wyjdzie. To jeszcze wiele prób i możliwości przed Tobą. Zupełnie nie macie szansy naturalnie? Mój kuzyn z żoną zrobili 5 nieudanych transferów. Zrezygnowali z kolejnej stymulacji i za rok była w naturalnej ciąży, w wieku 42 lat i donosiła bez problemów.
          Jeszcze wiele może się zdarzyć, chociaż teraz trudno wstać.

      1. To będzie przydługawy wpis, ale może, będzie łatwiej, wam mnie poznać, bo w sumie to mało napisałam. Mam 30 lat. Z mężem jesteśmy razem od 14 lat, a po ślubie od 7. Zaczęliśmy się starać zaraz po ślubie. Przeszłam etapy typu zioła ojca sroki, castagnusy i inne, później były stymulacje clo. Po nich z bólu zaczęłam się czołgać w trakcie miesiączek, zaczęły mi zanikać, byłam w stanie jeść kleik ryżowy i lody. Chodziłam do mojego lekarza, prosiłam żeby coś zrobił, a on mi mówił, że powinnam się cieszyć bo świadczy o mojej płodności (po 5 latach bo przecież jestem młoda i za chwilę na pewno zajdę). W „międzyczasie” zmagaliśmy się z chorobą taty, który ciężko zachorował na miażdżycę, ogrom operacji i później chwilowe szczęście jak było dobrze, do czasu jak zachorował na raka. Żył rok od diagnozy, czuwałam przy nim w szpitalu prawie do ostatniej chwili, zmarł w nocy, kiedy pojechałam do domu odpocząć. Po dwóch miesiącach zmarł mój ukochany dziadek. To było niecałe dwa lata temu. Później, jak się pozbierałam, pojechaliśmy do kliniki w której dowiedziałam się o endo, szybko była zrobiona laparoskopia i naturalne starania. U mnie nigdy nie było problemu z ładnymi pęcherzykami, endometrium zawsze powyżej 10 mm, jajowody drożne, tylko nigdy nic nie zaskoczyło. No i w końcu decyzja o in vitro. Poczułam ogromną ulgę. Pierwsze podejście w kwietniu tego roku i szok dwie kreski po tylu latach, niestety na krótko. Odczekaliśmy do września kolejna stymulacja, transfer i beta 0,1. W dniu odbioru testu, telefon od mojej mamy, że zmarła moja babcia. Dwie takie przykre wiadomości w ciągu jednego dnia. Teraz ten transfer, który też wiemy jak się zakończy. Dla mnie okres ostatnich moich dwóch lat życia, to ciągłe starty bliskich osób i porażki. Staram się oczywiście myśleć pozytywnie, mam kochanego męża, dom, pieska, który jest dla mnie jak dziecko. Uwielbiałam malować obrazy, czytać książki, lubię spacery. Lubię wieczory kiedy wracam po pracy do domu i robimy z mężem coś pysznego na kolację i oglądamy filmy.
        Dziękuję wam bardzo, za to co napisałyście. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. Iza mam nadzieję, że kiedyś będę miała w sobie tyle mądrości, żeby tak na to patrzeć. Wierzę, że to wszystko w końcu się jakoś ułoży.

        1. Wiwat specjaliści, którzy zamiast pomagać pacjentowi, skierować do bardziej zaawansowanych pod względem doświadczenia i technologii placówek, mydlą człowiekowi młodością i naturalnym cudem poczęcia. Grrrr

          Trudna Twoja droga Ewo:/ Współczuję.
          7 dpt to wcześnie, jeszcze nie wszystko stracone, choć wiemy że różnie może być. Ale ja bardzo bym chciała, żeby Ci się udało! Trzymaj się!
          P.S. Może warto wrócić do malowania? 🙂

        2. Ewo, kiedy powtarzasz betę?
          Rzeczywiście ciężkie miałaś te dwa lata.
          Mnie też lekarz prawie dwa lata mówił, że wszystko OK, zanim skierował do specjalistki, która od pierwszego USG widziała, że coś jest nie tak. A to nie był byle lekarz, tylko super zachwalany specjalista z IMID.
          Żałuję tych dwóch lat, nie byłam już taka młoda.

    2. Ewa, i jak powtarzalas dzisiaj bete??
      Przeczytalam Twoj wpis, i tak jak przy czytaniu wszystkich historii obecnych tutaj dziewczyn, serce mi sie scisnelo, ze musimy przez to przechodzic. U Ciebie jeszcze straty nie tylko nadziei na dzidziusia ale i bliskich, najblizszych Ci osob.
      Zycie to potrafi dokopac, a i nieszczescia lubia chodzic parami.
      Za to innym uklada sie jak oo masle.
      Niestety, gdzies ktos/cos zapisuje tak nasze losy.
      Chcialabym, zebys nie tracila wiary, choc wiem, ze to trudne bardzo.Ja sama ja czasem trace, zalamuje sie, a potem podnosze i walcze dalej. Pamietaj, dopoki kobieta ma macice wszystko zdarzyc sie moze. Moja siostra i bratowa urodzily w wieku 45 i 46 lat. Masz jeszcze przed soba lata staran, musisz tylko nie poddawac sie. Dopoki walczysz jestes zwyciezca, pamietaj.
      Jezeli nie ten transfer, to moze nastepny sie uda.
      A moze ciaza naturalna. Wszystko sie moze zdarzyc Kochana.

  18. Wężon jesteś niesamowita. Kolacja dziś, a transfer za mniej niż 24 godziny. Trudno mi w ogóle ubrać w słowa tę plątaninę emocji we mnie. Marzę, żeby się udało, ale też boję się, czy dam radę, jeśli się uda. Jutro (niezależnie od bety za 12 dni) kończy się moja droga z in vitro, jeśli się nie uda, to pewnie zostaniemy już we troje. Nie wiem, czy zdecydujemy się kiedyś na naturalne starania… Obojgu nam wydaje się, że nie. Głośno mówię, że nie ma dla nas złego finału. Ale w to nie wierzę 🙁 marzę o tej ciąży, ale już jeden raz mi się udało, dwoje dzieci z jednej procedury- to się nie zdarza chyba. No i znów- marzę i się boję. I smutno mi, że mój kochany mąż będzie w tym brał udzial tylko siedząc pod drzwiami 🙁 on tak bardzo chce być przy mnie, wziął wolne w pracy, ale niestety nie będzie mógł tego zobaczyć. Tego zazdroszczę dziewczynom z novum, że możecie mieć swoich m przy sobie w tym momencie.

    Jest też we mnie takie ogromne poczucie niesprawiedliwości w związku z wczorajszym oświadczeniem ministra zdrowia. Wiem, że to początek, zaraz zaczną dłubać w ustawie. Która jak wiemy już jest niestety po prostu słaba :/ , a zmiany będą tylko na (dla starających się) gorsze. Tu też u mnie pojawia się…ulga, że już jutro to przestanie mnie dotyczyć. Nie będę się musiała dłużej bać o moje zarodki. Tak więc- dzieje się w mojej głowie.

    1. Kas, nie dziwię się, że tyle w Tobie emocji. A co będzie jak zaskoczą bliźniaki? To dopiero będzie wesoło w domu. 🙂

      Czemu nie chcesz kolejnej procedury? Ze względów finansowych, czy zdrowotno-psychicznych? Może za parę lat zmienisz zdanie. Masz dopiero 30 lat i przynajmniej 10 lat na namysł.

      Poza tym, czy naturalnie trzeba się od razu starać? Wystarczy nie przeszkadzać naturze, niczego nie sprawdzać, nie mierzyć i nie celować. Po prostu pójść na żywioł. Może z takiej beztroski nic nie wyrośnie, a może dwie kreski Cię zaskoczą? Naturalny cud. 🙂

      Nie ma co na razie rozważać, przecież jesteś tuż przed wielką szansą.
      Miłej kolacji.

      1. Trudne pytania. Co do bliźniaków, to wolałabym jednak nie, nie wyrobimy na emolienty dla trzech takich atopików 😉 oczywiście żartuję, boję się trochę ciąży bliźniaczej, to jednak ciąża wysokiego ryzyka, a ja przy Młodym najbardziej nie chcialabym musieć go zostawić i np iść na długo do szpitala. Ale szanse na to są niewielkie. Drugiego in vitro nie biorę pod uwagę z wielu względów, przede wszystkim zdrowotnych, ale też finansowych no i emocjonalnych. Te dwa lata pomiędzy zabiegami to byl dla mnie trudny czas, czasem wydawało mi się, że mam coś na kształt obsesji na punkcie moich zamrożonych zarodków. A naturalnie? Chyba mam zbyt dużą traumę po ciąży pozamacicznej, żeby tak isć na żywioł, ciągle bałabym się powtórki. I nie wiem, czy dla synka nie byłoby to trudne, że on jest z in vitro, a rodzeństwo nie? Gdyby nie te zamrożone zarodki, pewnie nie zdecydowalibyśmy się na kolejne próby. Mam takie postanowienie, że jak tu się nie uda, to zakładam spiralę i na czas jej działania temat dla nas znika. A potem się zobaczy.

        1. To nie pora na straszenie, ale wiesz, że ivf nie chroni przed ciążą pozamaciczną, a nawet zwiększa nieznacznie jej prawdopodobieństwo. Mała też szansa, że się powtórzy przy naturalnych staraniach. Przy ostatnim pobycie w szpitalu była ze mną dziewczyna z ciążą pozamaciczną przy spirali. Spirala przez zapłodnieniem nie uchroniła, ale zapobiegła zagnieżdżeniu w macicy.
          Tak więc co ma być, to będzie.

          1. Wiem, ale po transferze jestem swiadoma, często badana itp, a idąc na żywioł naturalnie, ciągle myslałabym, że może znów, każdy ból bym pod to podciągała. Wydaje mi się, że piszesz o miedzianej spirali, ja myślę o tej nowocześniejszej, hormonalnej.

          2. Kas, ale masz traumę. To co mają powiedzieć te, co straciły dzieci w późnym okresie ciąży, jak interpretować każde zakłucie?
            Ja już sobie wyobrażam co bym czuła. U mnie się nic nie działo, wody odchodzą bez uprzedzenia. Boję się być znów i nie być już nigdy w ciąży.
            Miała tę z hormonami, ale trochę ją przenosiła i pewnie przestały już się wydzielać. Miała wyjąć na początku roku i starać się o dziecko, ale parę miesięcy dłużej się zeszło. A założyła ją 5 lat wcześniej, żeby dać organizmowi odpocząć po nawracających poronieniach. Bardzo chce drugie dziecko i właśnie zmniejszyły jej się szanse.

  19. Nóż mi się w kieszeni otwiera!!! Płakać mi się chce a z drugiej strony jakbym tak dostała tego jednego z TEJ partii w swoje ręce…Szukałam teraz w sieci protestu przeciwko braku dofinansowania do in vitro ale niczego nie tak znalazłam! Nie chcę tego TAK zostawić! Moje Szczęście Invitrowe pojawi się na świeci za 2 tyg, ale oboje z M myślimy o następnym! Nie mamy już żadnych mrozaczków, musielibyśmy zaczynać nową procedurę. Tak sobie myślę, że może warto byłoby napisać jakąś petycję, wstawić na str tak, żeby każdy zainteresowany mógł sobie ją ściągnąć i wydrukować. Każda z nas ma rodzinę i przyjaciół, którzy znają naszą sytuację i na pewno chętnie się pod taką petycją podpiszą!
    PiS tak się śmiał z PO, że poprzedni rząd nie brał pod uwagę zdania (podpisanych petycji) obywateli (tylko nie mogę sobie przypomnieć w jakiej to było sprawie!), że może moglibyśmy wysyłać nasze własne podpisane petycje, np do Naszego Bociana i przekazać przed kamerami nowemu ministrowi zdrowia. Co myślicie?? Wiem, że kiedyś Iza pomagała zbierać podpisy na jakiejś stronie, że było tego nie wiele, ale wierzę w to, że kartka papieru podana rodzicom, sąsiadce, znajomym w pracy i ich znajomym do ich pracy może wrócić z większą ilością podpisów!

      1. Córka-Matylka;) miałam transfer 1 kwietnia trzeciej i ostatniej blastki. Mimo tego, że nie była najwyższej klasy (musiałabym sprawdzić w dokumentach) to została,urosła, waży ok 3 kg i za dwa tyg będę ją całować po stópkach;)
        Nie odzywałam się Wężonku bo chyba przechodziłam załamanie nerwowe …tak się wszystkim stresowałam, że byle co doprowadzało mnie do płaczu. Starałam się Was podczytywać ale jak Izie przytrafiła się kolejna nadzieja a potem tragedia to myślałam, że mi serce pęknie i nie byłam w stanie angażować się emocjonalnie i dałam sobie spokój. Wróciłam niedawno, ale już jestem codziennie:) Nie wyobrażam sobie siebie bez niej i strasznie mnie wkur..a jak słucham debat politycznych na temat mojej również macicy. Trzymam kciuki za nas wszystkie, kiedyś ten cały cyrk się skończy;)

        1. Marka, dzień dobry po tak długim czasie. I to podwójne dzien dobry 🙂
          Sama siebie nie mogłam czytać, rozumiem, sorry za dostarczanie takich emocji – pracuję nad tym, zeby dostarczyć zdrowszych 🙂
          Co do petycji – dajcie mi kilka dni. Zorientuję sie w temacie.
          Nie chcę okazać się stoperem takich akcji – ale poprzednia petycja coś pokazała. Pokazała, że nas praktycznie nie widać…

  20. Pozwoliłam sobie skopiować prośbę znajdującą się na stronie Nasz Bocian:
    „Przekazujemy prośbę od wydawców programu Czarno na Białym i zachęcamy do kontaktu z wydawcą (nr telefonu podany w mailu). Rozmowa dotyczy zapowiedzi ministra Radziwiłła. Liczymy na Wasz odzew!
    „Dzień dobry,
    W nawiązaniu do rozmowy telefonicznej bardzo proszę o pomoc w znalezieniu kontaktu do rodzin, które zdecydowały się na metodę in vitro i chciałaby o tym porozmawiać przed kamerą . Rozmowa ta miałaby raczej luźny charakter- nie chcielibyśmy narazić kogokolwiek na stres. Jeżeli jakaś rodzina nie chce się ujawniać, woli pozostać anonimowa- jesteśmy w stanie to zapewnić.
    Bardzo proszę o kontakt- 519 520 904
    Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuje za pomoc.
    Monika Gawrońska TVN24 „Czarno na Białym””

      1. Melduje, ze nie nadaje sie do programu, moja historia chyba za mało tragiczna;) aktualnie poszukują osób, które przez skrócenie programu zostali pozbawieni szansy na rodzicielstwo. I naprawdę czuje sie jak szczęściara, ze udało sie zakwalifikować i zacząć procedurę przed końcem roku…w świetle aktualnych wydarzeń oszczędziło mi to wiele stresu.

        1. Margaritka, a skąd ktoś ma wiedzieć, że już został pozbawiony za pół roku? To nie ruszy nowy nabór od stycznia i nie będzie kolejnych stymulacji dla tych już czekających?

          1. Chodzi o te osoby, które chciały skorzystać z programu a nie zdążą lub te, które miały podejść do kolejnej procedury o drżą o środki. Jak sama napisałaś kolejna transza jest pod znakiem zapytania. Przy opcji przedłużania programu można by śmiało rozpoczynać nowe procedury z. Nowymi pacjentami. Przy opcji wygaszania programu, pewnie trzeba bedzie sie skupić na przeprowadzaniu criotransferow a nie na nowych symulacjach. Jesli nie zmniejsza środków to ewentualnie ostatnie stymulację rusza w styczniu i to obiec. Musi byc czas nactransfery przecież.

          2. Ja bym stawiała na nowe stymulacje, gdybym mogła wybierać. Criotransfery są zdecydowanie tańsze i więcej osób będzie na nie stać.
            Tylko nie wiem, czy dawać szansę nowym, czy nowych nie wpuszczać, a skupiać się na dokończeniu programu, czyli drugich i trzecich procedurach.

          3. No wlasnie przypiszczam ze w kontekście tych niewiadomych chcą zrobic program. Skupić sie na tym, w jakiej sytuacji sa ludzie w trakcie i pomiędzy procedurami, co czuja, co im robi decyzja o zakończeniu programu. Usłyszałam, ze teraz szukają osób o trochę innym profilu i zapytałam wprost, czy takich którym informacja o zakończeniu programu wiele zmienia. Usłyszałam ze tak. A moze nie mam medialnego głosu;) no nie chcieli mnie:( co do stymulacji to mam nadzieje ze rusza, ze płynnie realizacja bedzie sie odbywać przez te pół roku. No, ale pełno pytań i obaw jest. Tak na marginesie to akurat w trakcie mojej wizyty ukladajacej stymulację wpadła pielęgniarka z informacja, ze minister ogłosił skrócenie programu. Przez moment myślałam ze juz, od teraz.ze zabronił i myślałam ze mi serce wyskoczy z piersi. To tak, jakby chorego ze stołu operacyjnego ściągać. Juz tak blisko ratunku a tu bach! Odcięli prąd, operacji nie bedzie. Pacjent sie naturalnie postara o wyzdrowienie…
            Ty Wezoniku chcesz skorzystać z drugiej procedury prawda? Myśle, ze sie uda. W styczniu bedziemy wiedzieć więcej.

          4. Na razie to chcę skorzystać z drugiego transferu. I dopiero jak nie wyjdzie, to z drugiej procedury.
            Widząc, jak to się wszystko przesuwa, to nie wiem, w którym cyklu będzie transfer. Boję się, że jak wreszcie u mnie będzie ok, to zarodek np. nie ruszy po rozmrożeniu. I zostanę i bez drugiej próby i bez drugiej stymulacji.
            A poza tym, gdybym była już po transferze, to w razie czego byłabym pierwsza w styczniowej kolejce. A jak w lutym czy marcu będzie mi potrzebna stymulacja, to już może być za późno.

  21. Zabija mnie to… Po prostu mnie to zabija :/ Bezmyślność, brak empatii, szukanie kasy wszędzie tam gdzie nie trzeba… A można było obniżyć poselskie diety o 30%… Ehh 🙁 mimo że in vitro mnie nie dotyczy to boję się tego, w jakim kraju przyszło mi żyć. Jak widzę w jakim tempie i w jaki sposób PiS wprowadza zmiany w prawie to zaczynam się bać oddychać, bo niedługo będziemy płacić podatek od ilości tlenu w powietrzu :/

    Ze swojej strony oczywiście podpiszę petycję jeśli takowa się pojawi 😉

    I chciałam powiedzieć, że 18 grudnia przyjdzie na świat moje największe szczęście – Aleks – mam już umówione cc w szpitalu.

    1. R! Ty oddychaj, nie bój się o tlen, my się poboimy za Ciebie! 🙂 Aaaaa, wspaniałe wieści 🙂
      PS. Ja to się lękam włączyć wiadomości z rana. Strach pomyśleć, co się mogło zdarzyć przez noc. Naprawdę się boję 🙁

      1. To tylko kasa…uzbiera się, pożyczy itp.Pewnie nie wiem, co straciłam ale byłam z tych leczących się jeszcze przed jakąkolwiek refundacją. Nie tylko nas to dotyczy – mam znajomego chorego na SM.Nie wpisali jego leku do refundacji.Koszt – bagatela -5k na miesiąc. Nie chodzi o porównania kto ma gorzej, ale o trochę dystansu..no ale możemy się też trochę ponakręcac jeszcze, w sumie -to tez pomaga odreagowac frustrację 😉 Coś się wymyśli, nie tak to siak..

        1. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem. My też płacimy całość. Kasą bym nie wzgardziła, ale jak nie ma to trzeba „skołować”.
          Ja się bardziej boję nie braku finansowania, ale gmerania w ustawie. Tego, że np. ktoś postanowi, że informacje o poczęciu dziecka bedzie „tajnie przez poufnie” przechowywać pani Zdzisia w jakimś urzędzie itp. Ale to też bardziej po to, żeby upuścić sobie trochę złości, bo co do zasady staram się na codzień zachować dystans do panującej sytuacji i… robić swoje.

      2. Iza, ja nie mam telewizora i radia. Wiadomości czytam w necie, ale już przefiltrowane przeze mnie. Nie daję się nakręcać „telewizji śniadaniowej”. Świat od tego nie jest lepszy, ale mi jest zdecydowanie lżej 🙂 Może to jest jakieś rozwiazanie i dla Ciebie:)

      3. O Iza, ale trafiłaś. Przez noc Prezydent przyjął ślubowanie od sędziów TK, żeby o 9 mogli już orzekać.
        Przeraża mnie ta skuteczność i działanie po nocach, kojarzy mi się z niezbyt chlubnymi czasami, kiedy to ludzie bali się spać, bo UB po nocach działała.
        Najbardziej mnie przeraża, że tym, który ich wybrali to się podoba. Tego chcieli. Zaślepieni nienawiścią chcieli naprawy państwa źle działającego w każdej sferze i cieszą się, że tak to sprawnie idzie. Chcą mieć stalinowską konstrukcję, z jedynie słuszną ideologią. I wtedy łamanie praw, konstytucji, aresztowania po nocach i obsadzanie kolesiami będzie godne i sprawiedliwe.

        1. Po co mi tv skoro mam Was:) zawsze na bieżąco;)

          Co do elektoratu… niektórzy bez zamordyzmu działać nie potrafią, więc każdy jego przejaw przyjmują z entuzjazmem. Przerażające to faktycznie.
          Wkurzają mnie też te hasła o odbudowie państwa. Jakiej odbudowie? Polska jest, funkcjonuje – w jednych obszarach bardziej, w innych mniej prężnie. Ale nie leży w gruzach, nie ma co odbudowywać. A tu jakaś psychologia strachu, niemal wzywająca ludzi do pójścia na wojnę. Co z tego może wyniknąć dobrego? Nic. Poza trupami i zgliszczami po drodze. Ech…

  22. Dziewczynki dziękuję za pamięć. U nas wszystko cudownie. Maluch ma 6 cm, ale to naprawdę miniaturka bobasa! Rączki, nóżki, nosek… Wszystko! Cały zdrowy! Płci nie pokazał, ale z wyglądu wydaje się że to chłopiec. Spokojny był bardzo:) Zrobiłam Pappa na własne życzenie, żeby mieć drugie potwierdzenie że wszystko ok.
    ***
    Super sprawa z tym programem TVN. Margaritka Ty byś dała czadu. Uwielbiam Twoje argumenty! Byś walczyła jak lwica 🙂 No bo kogo zachęci 500zl na dziecko oprócz patologii? Gdybym miała 2 i nie chciała 3 to 500zl nie pomoże! A pomoc z in vitro trafia do swiadomych rodziców, którzy pragną dziecka najbardziej na świecie i dadzą mu wszystko. Niezależnie czy dostaną 500zl czy nie! Eh to właśnie bym z chęcią powiedziała, ale mój M na NIE:(

    1. Ewelka super! Baaardzooo sie ciesze! Szczerze! Rzadko mi sie to zdarza z powodu czyjejś ciąży;) wyobrażam sobie Twojego bąbelka i zachwycam metoda in vitro. Niech rośnie silny Chlopak, lub dziewczynka:)
      Co do programu, to po krótkiej rozmowie telefonicznej pani redaktor uznała, ze poszukuje osób o trochę innym profilu. Zapytałam wprost czy takich, którym odcięcie środków uniemożliwia leczenie, odpowiedziała ze tak. Szkoda, bo czuje obywatelski obowiązek walczenia o sprawę takich jak my.

  23. Jestem przerażona tym, co zaszło wczoraj i dziś z trybunałem konstytuacyjnym. Oni mają prawo podważyć każdy zapis w każdej ustawie, jeśli uznają go za niekonstytucyjny. Kto się chce ze mną założyć, że jednym z pierwszych zapisów, za ktory się wezmą, jest ten o mrożeniu zarodków? Bo przecież konstytucja gwarantuje ochronę życia od poczęcia Do naturalnej śmierci, a mrożenie to opóźniona eutanazja wg nich :/ już nie potrzebują sejmu do gmerania w ustawie, mają trybunał 🙁 a tam nie ma wymyślania zmian w ustawie, artykuł wg nich jest niezgodny, więc od razu go zawieszają. Z dnia na dzień możemy obudzić się w nowej rzeczywistości.

    1. Kas, tak właśnie się zastanawialiśmy z J. jadąc dziś do pracy, jakie uprawnienia ma trybunał, przy sprzeciwie sejmu. Załóżmy, że stwierdzi, że coś jest niezgodne, a sejm na to, że posłowie myślą inaczej i nic nowego nie uchwalą, nic nie zmienią. Co to znaczy dla nas i dla urzędników? Ma przestać stosować jakiś przepis, mimo, że minister twierdzi, że ma go stosować?
      Co jeśli orzeczenia TK zostaną po prostu olane?

      Z tą odwrotną sytuacją masz rację, może się tak to skończyć.
      Szlag mnie trafia, że lekarz, minister zdrowia twierdzi, że z mrożonych zarodków nie ma dzieci. Jak człowiek, który skończył medycynę może tak w oczy kłamać i zaprzeczać statystykom?
      Argument o naturalnej śmierci to najbardziej rozmyta definicja. Jaka to śmierć? Taka o której decyduje bóg? To zlikwidujmy medycynę.
      Nie, bóg zezwala na rozwój nauki, to taka śmierć, która przychodzi mimo leczenia. Leczenia do którego momentu? Dlaczego potwornie nienaturalny przeszczep organów jest OK (na początku też nie był), a nienaturalne połączenie naturalnych komórek na szkiełku i potem naturalna ciąża nie są OK? Bo nie wolno dawać i odbierać życia? Ludzie na dają życia, ciągle nie wiemy, dlaczego akurat te, a nie inne zarodki się przyjmą i przeżyją. Bóg dał stworzyć in vitro i to on decyduje czy się uda. Nie potrafię tu zobaczyć żadnego obchodzenie boskich planów. Jak ktoś ma nie mieć dzieci, to się ivf nie uda.
      Jeśli chcemy naturalnej śmierci, to zlikwidujmy oddziały patologii ciąży. Po co powstrzymywać skurcze, zakładać szwy, podawać progesteron. Przecież sprzeciwiamy się bogu. Chciał naturalnej śmierci tych płodów, a my to blokujemy. Ingerujemy w to, kto ma się narodzić, a kto nie. Dokładnie jak przy ivf, tylko trochę później.
      Nie jestem w stanie z żadnej strony logicznie sobie wytłumaczyć argumentów o naturalnym poczęciu i śmierci. Tyle razy przesuwaliśmy granice, tyle razy kościół był przeciwko i zmieniał zdanie, że kto ma zdecydować, dokąd się nie posuwać? Skoro bóg sprawił, że poczęcie poza organizmem jest możliwe, to widocznie tego chciał. Nie uwierzę, że cud narodzin jest dziełem szatana.

      Specjalnie bóg pisałam z małej, bo taki bóg, z wizji tych nielogicznych człowieczków, nie zasługuje na szacunek.

      1. Ja też nijak tego zrozumieć nie mogę, gdzie to dzieło szatana?

        Ale w pewnym sensie kościół rozumiem, że powoli dojrzewa do niektórych zmian. Wierzę, że do nich dojrzeje. Akceptuję to, nie ze wszystkim się zgadzam, ale przecież nie muszę. Nie muszę też do tego kościoła należeć jesli mi się nie podoba. A jeśli mi się podoba mogę pozwolić ingerować w moje sumienie.

        Ale mieszanie kościoła i polityki to już całkiem inna bajka. Na to, żeby naszymi sumieniami zajmowali się politycy, zgody byc nie powinno.

        1. Pozamiatane, czyli co? Co, jeśli sejm się zbuntuje? Anulowali ustawę uchwałę, nie czekając na orzeczenie TK. Jeśli TK uzna, że ustawa z czerwca była w porządku to co, anulują wybór nowych sędziów? – nie sądzę.
          Zapis przestaje obowiązywać, ale jeśli sejm uchwali, że obowiązuje, albo że nie ma ochoty słuchać TK? To działa, dopóki sejm chce cię podporządkować.

      2. Wężon, dobrze powiedziane. Bardzo dobrze! My to wiemy, a ciemnej masie dyrdymały do głów sie wkłada i albo nie maja pojęcia czym jest in vitro, albo widza je zupełnie blednie…no ale jak sie takie rzeczy opowiada z law sejmowych i kościelnych ambon…apropos ambon. W artykule który podlinkowałam niżej wyczytałam ze jakiś biskup zapomniał nagle o swoich przekonaniach gdy sie okazało ze jego wnuczka nie moze zajść w ciąże „naturalnie”. Sam ponoć wystosował pismo do kliniki z prośba o wciągniecie wnuczki na listę do programu. Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

        1. Sisotrzenica biskupa, nie wnuczka, aż tak oficjalnie by się nie przyznał. 😉
          To albo podpucha, albo biskup kretyn. Było wiadomo, że to wycieknie. Jak się kwalifikowała, to by się dostała, a jak się nie kwalifikowała, to by lepiej trzymał gębę na kłódkę i jej zasponsorował. Dla kogo, jak dla kogo, ale dla biskupa 10 tys. to nie pieniądze.
          Napisali, że prośba została spełniona, ale ciekawe, czy dlatego, że się nadawała? Pewnie tak, bo to przecież papiery idą do MZ, musieliby fałszować dokumentację medyczną, a to grubsza sprawa.

          1. Co ja z ta wnuczka? 😉 a moze jednak wnuczka;) cos mi ta rękę poprowadziło,moze nie bez przyczyny?;) tez sobie najpierw pomyslałam ze to niemozliwe, ale księża robią wiele dziwnych rzeczy, w tym takich za które sie idzie do piekła: gwałcą małych chłopców, żyją w związkach z kobietami, korzystają z usług prostytutek. Dlaczego ten jeden biskup nie miałby nadużywać swojej pozycji? Moze obiecał w zamian zmianę poglądów na temat in vitro i edukowanie kolegów księży i parafian? Nic mnie juz nie zdziwi Wezoniku.

          2. Moze i racja. Niemniej, napisał czy nie napisał, prawda jest taka, ze jak bedzie potrzeba skorzystać z in vitro, to swoich bliskich nie bedą posyłać do piekła a i moze wspomogą gotówka wprost z niedzielnej „tacy ” miłosiernych parafian.

    1. Przeczytałam artykuł i kilka komentarzy.
      Bardzo podoba mi się ten, że jeśli ktoś nie mając dzieci, przez kilka lat starań nie zdołał odłożyć kilkudziesięciu tysięcy złotych, to niech lepiej nie ma dzieci.
      Te kilka lat starań też jednak kosztuje.

      1. No widzisz Wezon, łatwo sie mówi tym, co mogą…ciekawa jestem ile osób miało odłożone tych kilkadziesiąt tysięcy nim sie zdecydowało na dziecko? Na pewno ci, co sie połasili na wyborcza kiełbasę 500zl. maja odłożone kupę kasy dla dzieci i te 500 tez bedą inwestować w ich rozwój. No i czy zdaniem tej osoby osoby, które zarabiają niewiele nie zasługują na dzieci? Bedą je mniej kochać bo nie maja milionów na koncie? Ahahaha!!! Ludzie to jednak hipokryci!
        My przestaliśmy liczyć koszty związane z badaniami i leczeniem gdy przekroczyliśmy 20tys. ludzie nawet sobie nie zdają sprawy ile to wszystko kosztuje, jeszxze przed in vitro…

    2. Ja też przeczytałam. Dobrze napisane. Nie chcą „dawać”, niech nie zabierają i zwolnią z podatku tych, którzy wykładają swoje pieniądze na leczenie.

      P.S. Zawiesiłam oko na tym komentarzu: „Szkoda, że nie działa to tak, że kto jest przeciwko in vitro… sam nie może mieć dzieci.” Taki czarny humor.

  24. Melduję, że już po. Masakra z pęcherzem, trzy odsikania przed transferem. w ogóle poprzedni transfer wspominam lepiej, teraz bolało założenie tego wziernika i zaczepienie, że o tym cholernym pecherzu nie wspomnę. No ale do meritum, dwa się pięknie rozmroziły, przetransferowane, test 15.12

    1. No to Kas, rozpieszczaj się teraz. 🙂
      Ulegniesz i zrobisz test wcześniej? Chociaż 14-tego? 😉
      Koło Twojego testu powinnam zaczynać nowy cykl. Sztafeta biegnie dalej. Potrzeba nam dobrych wiadomości, bo ostatnio za dużo porażek.

    2. Kas, kochana, dobrze ze juz jestes ze swoimi bankami. Pisałaś tutaj ze miałaś cos w rodzaju obsesji przez te 2 lata. Nie dziwie sie, tez najbardziej obawiam sie momentu, czasu, kiedy nie mogłabym z jakichkolwiek powodów wrócić juz w „najbliższym cyklu” po moje maleństwo/a. Juz jesteście razem i niech tak zostanie na 9 mcy!!!:)
      P.s.- gdy ty bedziesz testować ja bede w okolicach punkcji:)

      1. Miałam. I dziś czuję ogromną ulgę, że mam je już w sobie, że z kliniką jestem na czysto. Temat in vitro będzie mnie dotyczył do końca życia, bo moje dziecko/ dzieci były tak poczęte. Ale wysiadlam z tej karuzeli, niezależnie od wyniku bety za 12 dni. I to dobre uczucie. Jest we mnie dużo nadziei, spokoju, takiego wzruszenia i radości, jest tak inaczej niż za 1.razem, kiedy umieralam ze strachu.

        Margaritka, trzymam ogromne kciuki za Ciebie, idziemy łeb w łeb, bedziemy się toczyć w Lato razem 😉 tak się cieszę, ze jesteś w trakcie stymulacji, ze środki się pojawiły i tak szybko to idzie. Genialnie, szczególnie w świetle ostatnich doniesień.

  25. Witam Was wszystkie 🙂
    Czytuję bloga dłuższy czas, ale póki co się nie udzielałam.
    Często przy lekturze bloga płaczę. W ogóle ciągle chce mi się płakać przez to przez co przechodzimy (ja z mężem, Wy, tysiące innych anonimowych par…). To jest straszne :/
    Staramy się jakieś 3,5 roku. Najpierw naturalnie z uśmiechem na twarzy i tą świadomością, że „powiększamy rodzinę”, potem przychodziły rozczarowania i powolne uświadamianie sobie, że coś nie jest nie tak… Wstępne badania, leki, zabiegi. W końcu specjalistyczna klinika. Jedna inseminacja zakończona niepowodzeniem, in vitro – jedna stymulacja i dwa transfery (więcej zarodków nie mamy). I nadal nic 🙁 Dlaczego to dotyka akurat nas? Mam straszne poczucie niesprawiedliwości losu, tacę wiarę w ideały, tracę wiarę w Boga, tracę wiarę w siebie 🙁 Ileż można??? Gdzie jest ta granica? Przecież są jakieś granice wytrzymałości ludzkiej. Pierwsze podejście do in vitro zdecydowaliśmy się zrobić za „własne” (pożyczone z banku) pieniądze. A co teraz? Co dalej? Wiadomość o końcu refundacji mnie dobiła, jest jeszcze te pół roku wprawdzie, dzwoniłam dzisiaj do klinki dowiedzieć się czegokolwiek i co? Oni nic nie wiedzą, ale podejrzewają, że już środki nie zostaną im przyznane a te, które mają są rozdysponowane… Mam wrażenie, że wszystko co złe musi spotkać mnie, nas – mnie i męża 🙁 Jak Was czytam mam świadomość, że nie jestem sama, ale to też mnie mało pociesza, bo wszyscy wokół tylko zachodzą, rodzą a ja? Jakaś niedorobiona jestem? Inna? Gorsza? Dlaczego i ja nie mogę cieszyć się upragnionym maleństwem? Wiem, że Wy macie jeszcze większe/gorsze przeżycia, doświadczenia, wiem, że nie mogę się z Wami porównywać (szczególnie z Tobą, Izo), ale chyba nie muszę mówić jak to wszystko boli… Każda z nas wie. Może po moim komentarzu pomyślicie, że jestem już jakaś zgorzkniała, tak moja wypowiedź może trącić, ale wierzcie mi, na co dzień staram się być „normalna”. Tzn. cieszyć się szczęściem innych, nie zazdrościć (choć czasem to nie jest łatwe) i walczyć z podniesioną głową o swoje, ale są te dni kiedy tak się podłamuję, nie mam sił. Teraz jestem podłamana decyzją naszego super rządu… 🙁 Dosyć mojego wylewania żali i emocji 😉 Trochę mi lepiej z tego wygadania 😉 Podziwiam Was wszystkie a szczególnie Ciebie, autorko bloga 🙂 Pięknie piszesz, powinnaś książkę kiedyś wydać 🙂 Jak czytam Twoje wpisy czuję się, jakbyś siedziała obok mnie i sama czytała mi to, szeptając do ucha „tajemnice”. Bardzo Cię podziwiam, wspieram dobrą myślą. Jesteś tak silną i dzielną kobietą! Kiedyś w końcu się uda, prawda? 🙂 Nam wszystkim oczywiście!

    1. kochana abc, żadne cierpienie nie jest mniejsze „bo ktoś ma gorzej”. nie pisz, że nie możesz się równać z kimkolwiek, bo samo to, że nie możesz zajść w ciażę już dotyka granicy naszej wytrzymałości. i to jest bardzo, bardzo ciężkie do udźwignięcia 🙁

      tak strasznie przykro mi, że decyzja płodnej, zadowolonej z siebie władzy powoduje kolejne, prawdziwe i bolesne łzy. oni nie wiedzą o jednym – my jestesmy znacznie silniejsze niż oni. nie mamy władzy. ale mamy siłę, pragnienie, które nie pozwala nam się poddawać. pamietaj o swojej sile. nikt Ci jej nie odbierze.

    2. Witaj abc! Też czasem miałam do siebie żal, że się rozczulam, że inni mają gorzej (tu Iza pięknie „ustawiła mnie do pionu”), że zgorzknienie wyłazi ze mnie każdym porem, a zazdrość rysuje bliznę na twarzy i każe się wstydzić bo przecież wszyscy ją widzą!
      A teraz czytam blogi, komentarze, obserwuję ten (nie)płodny wirtualny świat i widzę jak wiele osób przechodzi przez to samo, tak samo, w tym samym czasie. Widzę jaka siła w nas drzemie (bo jak inaczej zinterpretować fakt, że jednego dnia sięgamy dna rowu mariańskiego, a drugiego dźwigamy się, wracamy do naszych zajęć, troszczymy o bliskich, śmiejemy, karmimy psa, idziemy świętować narodziny maleńkiego siostrzeńca). Tyle już razy słyszałam: „nie wiem jak ja się jutro podniosę”, a potem widziałam mozolne wstawanie i branie się z życiem za bary. Czasem widzę też rozpacz, która trwa dłużej, ale nazwanie tego zgorzknieniem nigdy nie przyszło mi do głowy. To jest ból. Ogromny! Każdy sobie z nim radzi jak umie. Każda taka osoba zyskuje mój podziw i życzliwość. 3,5 roku gonienia za marzeniami to bardzo długo! Ile w tym łez, wzruszeń, złości, zazdrości, chwil szczęścia i radości, a potem smutku i beznadziei wiesz tylko Ty… i trochę my, bo mamy podobne doświadczenia.
      Ale się rozpisałam… poruszył mnie Twój komentarz, to dlatego.
      Trzymaj się! Niech życie przestanie testować Twoją wytrzymałość jak najszybciej!

    3. ABC wydaje mi się każda z nas ma czasami takie chwile i że wszystko widzimy w czarnych barwach. I ciągle pytamy dlaczego to właśnie my?
      Ale na tym blogu właśnie, pali się światełko w tunelu. Tu rodzi się nadzieja (przynajmniej dla mnie), że i mi się uda, tak się udaje innym 😉
      Głowa do góry. 😉

    4. Abc, bardzo sie wzruszyłam czytając Twoj post. Dziewczyny juz Ci tu mądrze napisały, nie chce ich powtarzać. Powiem tylko, ze ja dzieki blogowi zaakceptowałam trochę swój ból i jakos ostatnio lżej mi sie zyje. Ból jest, ale sie z nim pogodziłam, nie buntuje sie przeciwko niemu. To nic nie zmieni, a tylko pogorszą samopoczucie, które i tak juz jest poszarpane. Iza fajnie napisała o kolekcjonowaniu miłych nam chwil, czynności, moze nawet rzeczy. Warto! Bardzo! Dopóki skupiałam sie na tym jak bym chciała by moje życie wyglądało w zderzeniu na tym jak wyglada miałam pernamentnie czarne myśli. Teraz staram sie nie widzieć tego czego nie mam, ale to co mam. Staram sie nie skupiać na bólu, a na nadziei. Wreszcie zrobiłam jakiś plan co dalej. Policzyłam kroki na które uznałam, ze mam sile. Widzę cel-dokończyć druga procedurę. To jestem w stanie ogarnąć. Pózniej wyznacze nowe cele, w żyzności od sytuacji. Gdy skupiałam sie na jak na razie nieosiągalnym celu-dziecku, wszystko było przerażające. Każda porażka oddalała mnie od tego, wiec czułam sie jakbym kroczyła przez bezkresne gruzowiska. Małe rzeczy- ja mam psa, dopóki mogłam ćwiczyłam, chodzę na angielski, przygotowuje smaczne jedzenie i rozpuszczam podniebienie. Niby nic, ale naprawdę zmieniło moje samopoczucie!:) wczesniej widziałam tylko beznadziejna prace w której tkwię czekając na dziecko, brak perspektyw, ciagle porażki. Teraz staram sie doceniać ten czas bez dziecka- czas na leniuchowanie, przytulanie sie z mężem, wyjście z koleżankami, kino, teatr, wakacje. I jednocześnie wierze mocno, ze w końcu mały brzdąc pozbawi mnie tego komfortu:) głowa do góry kochana!!! Po burzy zwykle wychodzi słońce!

        1. No miałyśmy, wiem, pamietam:) po transferze nie biorę chyba wolnego, bo bede miała ferie swiateczne(udało mi sie w tym roku bez dyżuru). Na razie nie chce wybiegać aż tak w przyszłość. Skupiam sie na każdym kolejnym małym kroczku. Oby pecherzyki ładnie rosły i zeby nic złego sie nie działo. Pózniej punkcja i zobaczymy jak te moje komórki tym razem sie spiszą. O transferze bede myślała pózniej. Wróciłam do szkoły zeby mieć komfort w kontekście ciągłych i wizyt i ewentualnych zwolnień. Oczywiscie musi byc na przekór! Akurat w okolicach punkcji wystawiam jasełka z dziećmi poza Szkola a pare dni pózniej w szkole(punkcją, transfer). Zobaczymy jak to sie ułoży, ale obawiam sie, ze bede musiała sie w szkole tłumaczyć….

          1. Ja po pierwszym transferze też wróciłam od razu do pracy przez jasełka. Raz, że robiłam jedne z moimi dzieciakami, a dwa, że występowałam w nauczycielskich 🙂

          2. Dzis kończę zaległy urlop i od jutra jestem na wychowawczym. Nie jestem gotowa psychicznie na rozstanie z dzieckiem, z resztą moje dziecko wymaga wyjątkowej troski ze względu na jego chorobę, nawet nie bralam powrotu pod uwagę, jestem na wychowawczym do mam nadzieję kolejnego macierzyńskiego 😉

          3. Kas skoro masz doświadczenie to zapytam. Jesli teraz bedziesz w ciąży to na jakiej zasadzie możesz przejść na kolejny macierzyński/ zwolnienie ciążowe. Na jakiej podstawie odbiera sie urlop?

          4. Kas, ale jaja! No jeszcze mnie by w tej osiedlowej szkole brakowało;) pracuje w innej, nie jelonkowej, ale tez Bemowskiej. Jednak z osiedlowa mam co nieco wspólnego;) to mnie teraz zaskoczyłaś!:)

      1. ABC jak bym siebie czytała, jesteśmy tak różne, a tak podobne w swoim bólu niepłodności z, którym przyszło nam się brać za łby. Pomagamy sobie wzajemnie, w realnym świecie rzeczywiście trudno o tak szczere rozmowy. I w tak dużym gronie kobiet z tak różnorodnym doświadczeniem. Czytanie bloga Izy, komentarzy dziewczyn, daje mi dużo siły, bo nie czuję się samotna, pomimo wsparcia ze strony bliskich, którzy niestety pomimo dobrych chęci nie rozumieją.

  26. Aż się zryczałam ze złości. Co za sku…… Nigdy nie sądziłam, że coś takiego wymknie się z głębi mego serca ale życzę tym (pi,pi,pi) by ich córki nie mogły mieć dzieci i sami zobaczyli jak to jest pragnąc i nie móc. Jestem straszna, wiem.

      1. Zostało nam 17 dni do cesarki. Dzięki pessarowi udało się przetrzymać młodą 25 dni w brzuchu i powstrzymać przed inkubatorem.
        Dzisiaj jednak opadł mi baaaardzo brzuch, więc zobaczymy ile jeszcze damy radę. We wtorek kolejna kontrola.

    1. Też tak mam, bardzo brzydkie myśli chodzą mi po głowie: żeby ich to dotknęło, żeby na ich dzieci/wnuki trafiło.
      Z drugiej strony, nawet jeśli na nich trafi to i tak publicznie będą bredzić o mordowaniu dzieci w lodówkach itd..a po cichu zrobią co trzeba.

  27. A ja już wiem, że w grudniu nic w transferu 🙁 Profesor cały czas konsultuje się z tamtym lekarzem 🙁 I wczoraj stwierdził, żebym odpoczęła w grudni, żebym się nie stresowała na święta. Może ma rację (tak samo twierdzi Seba). A ja się boję, że jeśli się znowu nie uda, to nie zdążę z ewentualną następną stymulacją .
    Ale co ja piszę, jaka następna stymulacja?, przecież teraz Blastuś zostanie już z nami 😉

    1. Marta, przykro mi, ale może rzeczywiście przerwa i dogłębne konsultacje Ci pomogą. Lepiej niech wie dokładnie co robić i zwiększy szanse na ciążę.
      Z tą drugą stymulacją mam to samo. Chciałabym, żeby wreszcie ten transfer doszedł do skutku i żebym zdążyła z drugą stymulacją. Ale przecież nie robimy tego dla kolejnej stymulacji, tylko dla ciąży i muszę myśleć o jak najlepszych warunkach dla tego zarodka, który został.

  28. Ewa, powtórzyłaś dzisiaj betę? Daj znać, co u Ciebie.
    Izo, jak minęły kolejne dni w pracy?

    U mnie jakaś masakra zębowa. Zamiast ósemki mam dziurę, w którą wszystko włazi i boli jak nagryzam. A wczoraj wieczorem wypadła mi plomba między 6 i 7 z drugiej strony. Nie mogę jeść ani jedną stroną, ani drugą. Dzisiaj jak króliczek gryzłam kanapkę przednimi zębami.
    Czekam na informację, czy dentystka przyjmie mnie dodatkowo, bo grafik na dzisiaj ma pełny.
    Jakaś dzisiaj jestem ospała, czekam tylko na koniec pracy.

        1. Ewa, bardzo mi przykro:( wiem, ze żadne słowa pocieszenia nic tu nie dadzą, sama musisz przejść ten trudny czas, śmiem go nawet nazwać „żałoba”. Bynajmniej ja po każdym transferze czułam sie tak, jakbym kogoś stracila, nie tylko nadzieje. Niech motywacja dla Ciebie bedzie podejście do kolejnej stymulacji. Oby sie udało!!!

      1. Właśnie boję się, że nie zdążę. Chociaż, powiem wam, że te stymulacje, dały mi się we znaki. Brzuch podczas okresu jak balon, a to mi się źle kojarzy z endometriozą i tego się boję, że odrosła w siłę. Czuję się zmęczona, ale jak mają zabrać program to nie ma na co czekać. Chciałabym spróbować suplementów,może coś polecicie ? Do tej pory łykałam fembion, magnez, witaminę d3 1000 j., piłam spirulinę, a mąż salfazin. Poproszę o badanie kariotypu bo nie mieliśmy robionych.

    1. Ewa, nie wiem , co mądrego powiedzieć, choć sama miedzwno odebrałam taki wynik. Brak słów towarzyszy mi, nam nieustannie w takich sytuacjach.

      Myślę o Tobie ciepło, z wiarą, z nadzieją. Przytualam. Tak po babsku, mocno Cię przytulam.

  29. Hej dziewczyny,jejku nie bylo mnie przez kilka dni a tu tyle rzeczy sie wydarzyło,i tych dobrych,ale widze tez ze i bardzo przykrych 🙁 ehhh zycie…
    Ja juz jestem w domu od wczoraj,Pan dr D wyciął mi caly jajowod lewy razem z wodniakiem i licznymi zrostami,ale powiedzial ze prawa strona jest idealna,i zeby w styczniu leciec do Dr Z.Wiec jestem juz zapisana na 4 stycznia:)
    Co do narkozy faktycznie fajny stan:)
    Dziewczyny mi opowiadala ze jak przewiezli mnie na sale pooperacyjna i Pan anestezjolog zapytal sie mnie jak sie czuje po zabiegu to podobno strasznie bylam wesola i powiedzialam”wszystko jest zajebiscie,Pan doktor tez”:) po czym zaczely sie smiac wszystkie pielegniarki i Pan dr obiecal odwiedzic mnie nastepnego dnia 🙂 i co? Przyszedl o 7 rano chwilke pogadalismy,naprawde bardzo dobrze wszsytsko wspominam,ale najwazniejsze jest to ze oprocz wodniaka cala jestem zdrowa.Mężowi nasienie sie poprawilo wiec z Nowym rokiem bedziemy mieli duzo pozytywnej energii do działania… 🙂

    1. Hahaha!!! Sza, rozbawiłaś mnie tym „jest zajebiscie”!:) wlasnie to robi narkoza;) chociaz powiem wam, ze ja zawsze mam stresu żebym jakiejś totalnej głupoty nie palnęła. Jak miałam laparoskopię narkoza była tak głęboka ze nie wiem kiedy odleciałam i kiefy sie obudziłam. Totalne odcięcie prądu. Nie wiem czy to ma związek, ale od tej pierwszej narkozy mam małe problemy z pamiecia. Mieszają mi sie jakies epizody z przeszłości, czasem nie pamietam osób które juz poznalam! I czasem zapominam słowa. A moze to poprostu starość pomału sie kłania;) czy któraś z Was ma podobne spostrzeżenia ponarkozowe? Mój siostrzeniec po operacji obojczyka tez stwierdził ze mu cos z pamięcią sie dzieje…
      tak czy siak ciesze sie na kolejna narkoze. Po ostatniej punkcji przytulam sie do lekarki/pielegniarki. Obudziłam sie i poczułam sie tak wzruszona, ze zapytałam czy mogę sie przytulić. Pani najpierw zrobiła oczy ale szybko odnalazła sie w roli i przytuliła mnie mocno. Wszyscy tam chichotali ze mnie. Na histero po pierwszej fazie narkozy gdzie ma sie jeszcze świadomość ale juz sie przyjemnie kręci w głowie, zapytałam czy mogę patrzeć na ekran w trakcie zabiegu. Lekarz powiedział ze jak chce to pewnie i cały czas byłam świadoma. Fajnie bo widziałam swoją macice od środka a nawet wycięty mały kawałek endometrium którym lekarz machał mi spomiędzy moich ud.gorzej bo wygadywalam jakies dyrdymały, w tym cos w stylu:” co wy tu dajecue, niezły odlot”….:)

      1. Margaritka, ja miałam już 9 narkoz, w tym jedną bardzo długą i żadnych zmian nie zauważyłam. Przy operacji kręgosłupa miałam dodatkowo intubację i wtedy po obudzeniu było dość nieprzyjemnie, bo bardzo bolało mnie gardło z jednej strony i przez te dwie godziny, dopóki nie pozwolili mi się napić było nieciekawie. I w ogóle było nieciekawie, bo porozcinany kręgosłup też mocno bolał. Ale sama narkoza była super.
        Zawsze odlatuję szybko, budzę się bez problemów, od razu jestem przytomna i chyba nic nie gadam. Zawsze po prostu się budzę, jak ze snu nocnego i nie pamiętam, żebym cokolwiek robiła poza spaniem.
        Zresztą jak się upiję, to też nie gadam głupot. Zawsze chciałam sprawdzić, jak to jest upić się aż tak, żeby film się urwał. Raz mi się udało (dzięki temu, że poszłam na Sylwestra po 3 miesięcznej chorobie, w ostatnim dniu antybiotyku, ważąc 10 kg mniej niż normalnie i wypiłam 7 kieliszków wódki ciurkiem). Nie pamiętam północy z tego Sylwestra. Najśmieszniejsze, że nic nie robiłam głupiego, normalnie działałam i nikt nie zauważył, że jestem pijana do nieprzytomności, aż mnie nie odłączyło. Obudziłam się w łóżku (to była domówka) i nie mam pojęcia, kto mnie tam zaniósł. Z imprezy są zdjęcia, jak wznoszę toast na nowy rok, tańczę i siedzę uśmiechając się do zdjęcia i wyglądam normalnie, nie jak żul, a nie miałam nawet najmniejszego przebłysku, że to robiłam. Czarna plama od ostatniego kieliszka do pobudki w łóżku (jakieś wymiotowanie w łazience mi majaczy). Jak przy narkozie, tylko chodziłam i mówiłam. 🙂
        Dziwne wrażenie, już nie powtarzałam doświadczenia.

        1. Wężon to ładnie dałaś czadu!:) ja laparo tez miałam z intubacją i to samo, ból gardła był okropny. W ogóle ponoć jak trup wygladalam. I miałam nienaturalnie ułożone usta, co doprawdzalo moja siostrę do lez(ze śmiechu). Dobrze ze nie miałam siły sie zloscic;) pragnienie było okropne, zbawienie, jak juz pozwolili moczyć usta woda. A ból w brzuchu nie pozwalał ruszyć nawet stopa. Okropne! Ale sam odlot fajny;)
          Czyli jednak co innego mi psikusy robi w glowie;)

          1. Ja podobno po narkozie po punkcji jak mnie wybudzali, to twierdziłam, że już się świetnie czuję i idę do domu, musieli mnie trzymać siłą na łóżku. Jak się obudziłam, to nie wiedziałam, czemu dziewczyny na sali i położne się tak śmiały 😀 nic z tego nie pamiętałam.

            Wężon też raz zaliczyłam takie urwanie filmu i też w sylwestra. Co ciekawe to ja byłam organizatorką, na totalnym blackoucie podałam dwa gorące dania (w tym jedno piekłam), witalam i żegnałam gości. Z całej nocy pamiętam tylko, że jak poszliśmy strzelać na górkę do parku, to się poślizgnęłam. Leżenie twarzą w śniegu- jedynwe wspomnienie z całej nocy. Ach młodość 😛

            Dobra, idę prasować, sterta mi już z kszesła spada

        2. Ja przy ostatniej punkcji pytałam anestezjologa (ignorując ginekologa, który wykonywał zabieg), jak myśli „dlaczego wśród ginekologów jest największy odsetek alkoholików?” Nie wiem co mi odpowiedział, ale myślę że zwiększył wtedy dawkę znieczulenia 😉

          1. ahahahahahaa!!!Padłam Uczuciowa!:D Boskie!!!!!
            Myślę, że niezły ubaw z nas mają przez te narkozy. Aż zazdroszczę personelowi tego, co słyszy i widzi:) Więcej historii dziewczyny!! Na pewni macie jeszcze coś ciekawego w zanadrzu;)

    2. Sza, powodzenia! 🙂
      Ja po narkozie podobno pieprzyłam trzy po trzy, że czuje się jak na dopalaczach, (choć nigdy w życiu nie brałam dopalaczy), że nie dziwie się, że młodzi biorą, skoro to takie fajne i ogólnie trochę zrobiłam z siebie kretynkę 🙂 Ale była to zdecydowanie najprzyjemniejsza część całego in vitro 🙂
      Trzymam kciuki, my też startujemy 4 stycznia 🙂

  30. Moje drogie Panie 🙂
    Ostatnimi czasy na blogu jestem tylko gościem….
    Nowa praca – wycisk, ale to normalne. Za to niestety zabija mnie dojazd. Dziennie spędzam w komunikacji miejskiej 3 godziny. Wracam do domu i trudno mi się zmobilizować, żeby jeszcze mądrze coś napisać (w pracy nie mam na to szans w ogóle).

    Troszkę jestem tym wkurwiona. Ale liczę, że nadejdzie ten czas, że będę mogła część pracy robić z domu (ustalone na rozmowie kwalifikacyjnej). Jak się już usamodzielnię, nauczę nowych rzeczy. Wtedy może złapię oddech. Jak się do tej pory nie uduszę 🙂 albo zacznę szukać dalej…

    Dziś po wyjściu z pracy dostałam telefon od współpracownika. „Już wyszłaś. Bo wiesz, czasem trzeba zostać”. Wrrrr… Ciśnienie mi się podnosi, jak słyszę takie korpo teksty. Wiem, że jestem nowa, że trzeba się pokazać, zapracować na opinię. Ale jak raz zostanę, to zostanę drugi, trzeci, piąty…

    Sorry, że narzekam. I tak wolę narzekać na nową pracę, niż na starą. Albo niż na brak pracy. Ale jeszcze nie mam pewności, czy dobrze zrobiłam.

    Ok. To wygadałam się 🙂

    Wasza cicha czytelniczka w doli i niedoli 🙂

    1. Zostawanie w pracy dłużej w pierwszym tygodniu?!? No nieeee. Jest tak jak piszesz, jak zostaniesz raz, to zostaniesz też drugi, piąty i dziesiąty. Wszyscy się przyzwyczają do Twojej dyspozycyjności, a jak przestaniesz wyrabiać to będzie zdziwko, że jak to? Zawsze zostawałaś, a teraz nie mozesz? Dobrze robisz. Na opinię spokojnie można zapracować w umówionym wymiarze godzin.

      Mam nadzieję, że z czasem nabierzesz pewności na korzyść tej nowej pracy. Początek to zawsze takie prężenie muskułów, ustalanie granic, za jakiś czas mam nadzieję, że się uspokoi wszystko!

      Dobrze, że już weekend 😀 Odpoczywaj, regeneruj się, ładuj baterie:)

    2. Izo, trzeba było z tego post zrobić, bo jak taka zajęta jesteś, to dojdziemy do 500 komentarzy zanim coś napiszesz. 🙂
      Ja od początku nie chciałam kariery, tylko spokój. I mam, co chciałam, choć czasem też mnie to wkurza. Ale potem przechodzi, bo gdzie mi będzie lepiej. 😉
      Jak zaczęłam pracę, to przychodziłam o 8:15 (pracujemy od 8:00), aż po paru tygodniach koleżanka z pokoju mnie zapytała, czy spać nie mogę. Śmiesznie to wygląda, jak nowi przychodzą tacy zwarci i gotowi i ubrani biurowo i w ogóle, a potem się rozluźniają. Chociaż teraz jest gorzej, bo skład nam się skurczył, a robota nie i prawie wszyscy siedzę te przepisowe 8 godzin. Kiedyś to były czasy – większość przychodziła między 8:30 a 9:00, a od 15:30 zaczynał się wypływ. O 16:15 w firmie było pusto. Ach, aż się rozmarzyłam.

        1. Czasy trochę się zmieniły, każdy jest bardziej obciążony pracą, ale ciągle nie jest źle. Nie boję się brać zwolnień, urlopu, nie ma problemu z urywaniem się z pracy, co jest bardzo ważne pod kątem wizyt w klinice. No i zawsze te 10-15 minut dziennie urwę. Staram się dla przyzwoitości nie mieć więcej niż 10 godzin na minusie w dwa miesiące (akurat te 15 minut dziennie – raz się odsiedzi więcej, raz urwie dwie godziny), ale raz zdarzyło się 15 i też nikt nic nie powiedział. Nowy prezes rok temu powiedział, że te karty to zamiast podpisywania listy, ale on nadzorcą nie jest, to nie fabryka i nie pracujemy na akord i nikogo z czasu nie będzie liczył, tylko z pracy.

  31. Iza nie ma co się przejmować 😉
    Tylko następnym razem domyśl się że trzeba zostać po godzinach. Albo jeszcze lepiej idź na kurs czytania w myślach 😉
    Dziewczyny kolorowych snów 🙂

  32. Iza, to ja Ci powiem, ze jak przeszłam do korpo i robiłam rzeczy, które mnie strasznie kręcą i ogólnie cała byłam happy, to i tak nie obyło sie bez tych gorszych stron- nadgodzin, telefonów z pracy podczas urlopu czy pracy z sedesu podczas zwolnienia z okazji rotawirusa:/ nie zapomnę jak mnie złapało i z laptopem siedziałam w toalecie, zeby mobilnie choć trochę maili wysłać, wytłumaczyć komu trzeba jak sie moje sprawy maja i co trzeba zrobic. Jest takie powiedzenie:”wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Najgorszy pierwszy miesiąc a pózniej juz bedzie z górki. Bedą Cie sprawdzać i próbować naciągać na nadgodziny, od Ciebie zależy co z tym zrobisz.,współczuje Ci, wiem ze to trudny czas. Jednak on szybko minie i bedzie lepiej. Tego Ci życzę! Poza tym, zawsze można zmienić prace;) ja nie wiem czy to przypadek czy jest cos na rzeczy, ale wiele z nas dochodzi do wniosku, ze nie chce karier, nie chce pędu, wyścigu i bóg wie czego. Najbardziej chcemy spokoju, harmoni, delektowania sie życiem…ciekawe czy ma to związek z tym co przeszłyśmy, czy tak przypadkowo wyszło.
    A tak w ogóle to tęsknię jak Cie nie ma. Ostatnio uknulam nową teorię na Teoj temat. mamisz nas jakimiś korpo historiami a z pisania to wyglądasz mi na psychologa!!! Zawsze masz bardzo trafne spostrzezenia, trafiasz w punkt, dajesz do myślenia, masz dla każdego dobre słowo, pomagasz sie dźwignąć leżącym, stoisz na straży gotowa obronić wszystkich potrzebujacych. Pomyślałaś kiedyś o tym, ze minęłas sie z powołaniem?

  33. Dziewczyny, rożnie w sieci piszą o pomalowanych paznokciach na punkcji i transferze. Jak myślicie, czy mogę pomalować paznokcie i nie zmyć ich na punkcję i transfer? Chciałabym trzasnąć sobie lakierem hybrydowym i mieć spokój juz do końca roku, ale zastanawiam sie czy warto wydawać kasę jesli miałoby sie okazać ze mam je zaraz zmyć…i czy umycie sie produktami bez sls-ów jest takie ważne? Malgorzalka albo Ewelka (wlasnie znów mi sie pomieszało;))poleciły mi produkty firmy Tołpa. Czy po transferze tez powinnam używać tylko takich produktów?co z kremami do twarzy, balsamami, kosmetykami kolorowymi i perfumami? Do tej pory nie malowałam sie na punkcję i transfer, myłam czysta woda i zmywakami lakier. I tak die zastanawiam czy potrzebne to wszystko?

  34. Ja miałam teraz przy transferze pulsometr na hybrydzie i nie mówiła nic położna, ale w sumie Ty bedziesz mieć narkozę, więc trochę inaczej, może zadzwoń do kliniki i zapytaj. Podobno lakier utrudnia przepływ tych impulsów. Na jakieś takie zabiegi/ operacje trzeba mieć zmyty, mi dwa razy na sali operacyjnej pielęgniarka zmywała (przy operacji kolana i przy ciąży pozamacicznej). A co do kosmetyków, to przepraszam, nie chciałabym nikogo urazić, ale moim zdaniem ma to czysto psychologiczny aspekt, ktory w mojej opinii niestety może obrócić się przeciw kobiecie. Stres pt „o matko, umyłam w pracy ręce, a jak to mydło miał sls” zrobi ci o wiele więcej złego, niż samo mydło 😉 ja niczego nie zmieniałam, sprawdziłam u sroki, który płyn do higieny intymnej ma najlepsze oceny (był to zwykły plyn z rossmana) i przy nim zostałam. Całą ciążę malowałam paznokcie (siadałam tylko przy otwartym oknie), teraz mam hybrydę i raczej przy niej zostanę, bo to mega wygoda. Mylam się, malowalam i smarowałam tym, co zawsze.

  35. Dzieki Kas, wlasnie o praktyczne doświadczenia mi chodzi:) do punkcji sie wstrzymam chyba, bo faktycznie chyba nie powinno sie mieć lakieru, albo zadzwonię i zapytam. Moze kupię żel pod prysznic tołpy, ale szampon i odżywka musza zostać stare bo podtrzymuja mi efekt po laminacji włosów, używając innych produktów ta powłoka na włosach szybko sie zmywa. No, ale kurde bez przesady. Chyba szampon nie moze mieć aż tak takiego wpływu?
    P.s.- który płyn wybrałaś? Czytałam kiedyś taki ranking i wygrywał tam chyba AA i biały jeleń. A Ty mówisz o tym marki Rossman?
    Jak sie czujesz?

    1. Margaritka, ten Facelle z Rossmanna ma dobre opinie. Podobno nawet do mycia włosów i twarzy jest świetny.
      Ja niczego nie zmieniałam i nie rezygnowałam z kosmetyków. To jakaś głupota. A jak naturalnie zachodzisz w ciążę, to się latami nie perfumujesz, bo może właśnie teraz? Ja wiem, że my, te mające trudno wszystkiego się chwytamy, ale bez przesady. To tylko wpędza nas w poczucie winy większe – nie udało się, bo odświeżacza do ust użyłam. Koleżance lekarz powiedział, że jak między transferami, tzn. między wynikiem, a następnym, czy tak jak ja, w pustym cyklu, wypije piwo, to nie zasługuje na dziecko.

      Co do lakieru – też słyszałam, że do operacji nie powinno się go mieć, bo zakrywa ewentualne sinienie paznokci, które jest wskaźnikiem, że coś jest nie w porządku. Ale spytałam ostatnio anestezjologa, co z tymi lakierami i powiedział, że bzdura. Od tego mają przyrządy i monitory, nikt po paznokciach nie patrzy. To był młody chłopak, może starzy mają swoje inne przyzwyczajenia. A ja specjalnie zmyłam przed szpitalem. 😉 A ta narkoza do usuwania zrostów była dużo dłuższa, niż taka płytka przez chwilkę do punkcji. Przecież do punkcji usypiają Cię na chwilkę.
      Możesz zadzwonić i zapytać, ale żeby ktoś Cię nie ochrzanił, że tu ważna rzecz, o życie chodzi, a Ty się paznokciami martwisz.

    2. Ten facelle, ja kupuję sensitive. Nie wiem, czy znasz bloga srokao, tam dziewczyna super analizuje sklady kosmetyków, wiele się można dowiedzieć, gdzieś tam u niej przewinął się temat, czego nie powinno być w kosmetykach używanych w ciąży. Przeczytaj, żeby się uspokoić.

      A szampon ci nie zaszkodzi. No chyba, że będziesz go piła 😉

      Czuję się super, jestem bardzo optymistycznie nastawiona co do wyniku, ale generalnie pogodzona z tym, że może się nie udać.

      Za to mega mnie dzis w aptece znajoma farmaceutka zdołowała, podobno pis zaczyna grzebać w refundacji leków i dobierają się do mlek dla alergików. Teraz płacę 3,2 za puszkę mleka dla syna, bez ref kosztuje 154 :/ najpierw in vitro, teraz to, minister zdrowia pisu ewidentnie idzie ze mną na personalną wojnę.

      1. Kas, u Ciebie może napawać optymizmem pierwszy udany transfer, ciąża bez problemów i to, że w sumie Ty nie miałaś jakichś wielkich problemów z zachodzeniem. Udało się naturalnie, tylko nieszczęśliwie. To czemu teraz ma się nie udać?

    3. Ja przez całe lata nie piłam ani łyka, nic w drugiej połowie cyklu. W końcu byłam tym tak zestresowana (liczeniem dni, kiedy mogę, kiedy nie mogę wznieść toast za czyjeś zdrowie), że zaczęłam się zastanawiać czy z tego stresu nie ma więcej zagrożeń, niż ryzyka związanego z lampką wina. Trochę poluzowałam. Jak tak czytam fora i słucham niektórych lekarzy, to najzdrowiej byłoby kąpać się w zimnej rzece, wycierać korą z drzewa, jeść tylko to co znajdę w okolicznej puszczy (byle oddalonej od szosy), a w okresie oczekiwania na test związać sobie nogi w kostkach i wisieć jak nietoperz pod sufitem 😉

      Nie można dać się zwariować. Tzn. można, ale po pewnym czasie kończą się siły i cierpliwość, a coraz bardziej cierpią zszargane nerwy.

      Lekarka powiedziała mi dziś, żeby nie malować paznokci po transferze, bo lakiery są toksyczne. Miała bardzo zaniedbane dłonie – widać musi to sobie racjonalizować jakoś;p

      1. Uczuciowa,znowu mnie rozbawiłaś do łez! cóż za fantastyczny talent sarkastyczny! <3
        No właśnie zwariować można z tym wszystkim: co jeść a czego nie, co pić, czym się myć, jakie suplementy, czego unikać…no i te końskie dawki hormonów:/ póki co jakoś lepiej znoszę stymulację niż ostatnio, mimo, że gdybym szła krótkim już pewnie byłabym po punkcji a tak jeszcze trochę muszę się pofaszerować:/chociaż naprawdę nie jest źle, zastrzyle mąż robi mi na śpiocha,żebym mniej czuła. Oby dotrwać szczęśliwe do stymulacji!:)

        1. Powodzenia! Jak dobrze mieć męża, który nie boi się robić zastrzyków:) Tudzież nie bać się zastrzykow robionych przez męża;) Sama nie wiem, która opcja lepiej opisuje mój przypadek 😉

          A dużo jeszcze tego kłucia Ci zostało? Ja mam dziś 10dc, wczoraj endo 7,4 i pęcherzyk 14. Jak dobrze pójdzie bedzie crio w przyszłym tygodniu:)

          1. Ale super 🙂 trzymam kciuki 🙂

            Mi zastrzyki robiła mama- pielęgniarka. Może z samym kłuciem nie miałabym problemu, ale strasznie mnie stresowało to nabieranie dawek. W tych ampułkach było wszystko co do ml wyliczone, a mi orzy wystrzykiwaniu powietrza się wylewało. A że mama mieszka w bloku obok, zaoferowała swoją pomoc, to nie wahałam się ani chwili. Tylko nadstawiałam brzuch 🙂

          2. Uczuciowa,jeszcze z tydzień przynajmniej. My przeszliśmy chrzest bojowy iniekcji robionych przez M. jak po laparoskopii brałam zastrzyki przewzakrzepowe.przy pierwszej stymulacji trochę sie go czepialam,sprawdzałam ,a teraz leżę grzecznie i tylko pytam czy sprawdził dwa razy dawkę leku;)i zamykam oczy zeby sie nie stresował tylko robił co trzeba.
            Niech pęcherzyk ładnie rośnie i oby do transferu:)

    1. Dziewczyny, zsbiłyscie mi ćwieka z tymi paznokciami. Nigdy w życiu nie byłam w szpitalu i w zasadzie od momentu iui mam bliższe spotkania z lekarzami,iglami, narkoza podczas badania drożności jajowodów. 21 grudnia idę do szpitala, 22 mam mieć elektrokauteryzacje jajników, czyli chyba laparoskopie ze wzg na pco. Czy też mam nie mieć hybrydy na paznokciach? Nie wiem czy to zabieg w narkozie czy nie. Będę wdzięczna za każdą informację czego mogę się spodziewać.

      1. Wiesz co, ja jak trafiłam do szpitala z pękniętą cp, to w czasie, kiedy anestezjolog mnie szykowała do uśpienia, połozna zmywała mi lakier. Natomiast przy mojej pierwszej w życiu operacji (laparoskopii kolana, ze znieczuleniem dolędźwiowym) nie miałam pojęcia, że nie mogę mieć lakieru, po wjechaniu na salę operacyjną dostałam watę, aceton i zmywałam. To był w obu wypadkach zwykły lakier, więc spoko, ale hybrydy nie pozbyłabym się tak łatwo. Chyba lepiej nie mieć.

  36. Margaritka ja do udanego transferu mylam włosy normalnym szamponem. Natomiast żel pod prysznic bezzapachowy oilan i płyn do intymnej bezzapachowy biały jeleń. Wszystko bez slsow. Zero perfum, makijażu.
    Do punkcji zdjelam jeden paznokieć – miałam hybryde i było to wymagane bo nie odbiera impulsów przez hybryde naprawdę, bo sprawdzałam:)
    Do transferu miałam hybryde.

  37. Margaritka w mojej klinice (opole) dali wytyczne jak się przygotować do punkcji, była informacja by paznokcie nie były pomalowane. Chodzi chyba właśnie o te sinienie paznokci jak pisała Wężon. Może w Twojej klinice nie mają nic do pomalowanych, ale raczej bym sobie darowała, po co się stresować takim drobiazgiem 😉 do transferku już chyba można 😉

  38. Dziękuję Wam za ciepłe słowa i zrozumienie 😉 Zresztą kto inny mógłby zrozumieć jak nie Wy…? Piszecie, że tu na blogu macie większe wsparcie i dzięki temu spokój psychiczny, że rozmowy TU dają Wam więcej aniżeli wsparcie bliskich. U mnie nie wie nikt… Jakoś tak z mężem postanowiliśmy, że to nasza sprawa, nasza walka i nikomu nic do tego – nawet najbliższym. Chyba bym nie zniosła tego widoku jak każdy na mnie by patrzył z politowaniem lub gryzł się w język jak temat schodziłby na ciąże i dzieci… Na ten moment najbliżsi i znajomi są przekonani, że mamy inne priorytety – kariera, dorobienie się „swojego” itd. Wiem, że niektórzy z nich dziwią się nam, że nie decydujemy się na dziecko, chyba mają mnie za wredną i bez uczuć skoro swój wiek mam, po ślubie trochę jestem a o dziecku „ani myślę”. Ale szczerze? Wolę żeby mieli mnie za taką niż użalali się nade mną i traktowali jak trędowatą… Sama tak wybrałam, tak mam. Dobrze mi z tym, że walczę z mężem, że tylko my dwoje wiemy przez co przechodzimy i żal mi znajomych, którzy wypowiadają się na tematy „niepołodności/in vitro”, którzy głupoty gadają bo nie mają pojęcia na czym to polega i przez co przechodzą tacy ludzie – nie wiedzą a się udzielają. To wszystko nauczyło mnie jeszcze większej pokory oraz tego, że aby wypowiedzieć się na temat czyjegoś życia i jego sytuacji trzeba najpierw wskoczyć w jego buty i przejść choć trochę jego drogą – dopiero wtedy się wypowiadać, inaczej nie ma się prawa oceniać! Sytuacja zmienia się w zależności od punktu siedzenia. Najlepiej być nieświadomym (ale przecież świadomym! Polak zawsze jest świadomy i na wszystkim się zna) i oceniać jako pierwszy. Nasz rząd też nie ma prawa podejmować takich decyzji… :/ Co oni wiedzą…? :/
    Margaritka, dziękuję za „postawienie mnie do pionu”, też mam psa i wiele on mi daje 🙂 Uspokaja, koi nerwy i ból dnia codziennego. Ewo – przykro mi, wiem co musisz czuć i nie chcę Cię pocieszać bo wiem, że pocieszanie nie pomoże, trzeba samemu wylizać te rany i jak zwykle się podnieść… My to mamy tę siłę! Aż dziw bierze. Izo – tak pięknie odpisałaś, że jak zwykle łezka poleciała. Skąd Ty masz tyle siły w sobie aby jeszcze tą siłą emanować na innych??? Kobieto, Ty psychologiem powinnaś być 😉 Trzymam kciuki za coraz lepsze doświadczenia w pracy. Nie daj się im! 😉

  39. Wiedzieliśmy, to prawda… Też się tego spodziewaliśmy z żoną, aczkolwiek… To smutne. Mieliśmy jednak nadzieję, że dzięki programowi ministerialnemu uda się począć bobasa. Czekamy na drugą stymulację, ale na razie cisza. Nikt nie dzwoni, nikt się nie interesuje… Szkoda, że do końca nie mamy wpływu na to co się dzieje.

    A i jeszcze jedno – jako, że mieszkam w Gdańsku – nie kojarzy mi się tak wakacyjnie, ale w ogólności – kojarzy się dobrze 🙂

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *