Urlop, bęc i rum się nie rozbił

A Pan Tarhei powiedział, że się nie da – odsapnęłam przekraczając drugi raz Czarny Dunajec. Z ulgą, że to już koniec podróży, która niefortunnie się zaczęła.

250 km wcześniej zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych. Widziałam w lusterku, jak kierowca z tyłu tańczy prawo-lewo, z jednej strony sznurek samochodów, z drugiej rów, a on nie może wyhamować. Przede nami pieszy. Nie mam żadnego ruchu. Auto we wstecznym lusterku zbliża się za szybko. Bezsilność. Wiedziałam, że w nas uderzy i nic nie mogłam zrobić. Mąż też widział. Długa sekunda czekania. Bęc – szarpnęło nas trochę do przodu, pootwierały się schowki. Pieszy z przodu zdążył zejść. Olał nas i poszedł dalej.

Myślałam, że już po urlopie. Że wgniótł się zderzak, zaklinował bagażnik, odpadły lampy, rozbił się rum do herbaty i w ogóle koniec, koniec, koniec.

Tymczasem – cóż to jest za samochód (za drobną opłatą zgodzę się zareklamować markę na  literę „toj”)! Stłuczenie wyglądało co najwyżej jak porządny siniak na kolanie. Wgniótł się czujnik cofania, piszczy jak wściekły, ale coś pod zderzakiem zamortyzowało uderzenie. Uff!

Później się wyklepie!

Godzinę straciliśmy na spisanie sprawcy, zgłoszenie szkody i dalej w długą ! Góry czekają!

Gdy przekraczaliśmy Czarny Dunajec, zaczęły ze mnie schodzić nerwy. Już blisko.

Tatry (2)Fot. krotki.blog.pl

Na mapie mieliśmy zaznaczonych tak z 10 punktów koniecznych do zobaczenia. A przed sobą zaledwie dwa dni chodzenia. Na ostanią chwilę zostawiliśmy decyzję, które punkty wybrać. Znamy się trochę. Widzieliśmy, że z niczego nie będziemy potrafili zrezygnować.

Przez 2 dni zrobiliśmy ponad 45 km po górach. Czułam się tylko jednym wielkim piekącym mięśniem. Czułam, jak pot leje mi się pomiędzy piersiami, a kolana przestają zginać. Czułam, że jeden fałszywy krok i ześlizgnę się 200 metrów w dół po oblodzonych kamieniach. Czułam to, po co pojechałam.

Tatry (1)Fot. krotki.blog.pl

Nie udało nam się przekroczyć 2000 m n.p.m. Ale udało nam się zobaczyć to z bardzo bliska. Mieliśmy odwagę zawrócić ze szlaku, kiedy oceniliśmy, że dla nas jest zbyt niebezpiecznie (jak głupio się pierwszej przyznać, że się boję…).

Tatry (3)Fot. krotki.blog.pl

Czekam na okres. Wciąż się nie zaczął. Znowu mam nadzieję, że może uda się kriotranfer w listopadzie.

***

W momencie, kiedy publikuję ten wpis, PiS wygrywa wybory.

To koniec?

343 komentarze

  1. PiS wygrywa wybory i ma większość, rządzi samodzielnie. Kaczyński mówi o ofiarach Smoleńska w przemowie triumfalnej po ogłoszeniu wyników. Zaczynam bać sie kraju, w którym zyje.
    Próbuje sie motywować do zycia i do walki, ale w takich momentach jak dzis jest trudno. PiS wygrywa, my czekamy na kolejna szanse, która niewiadomo czy bedzie nam dana. Od kilku dni oficjalnie wiemy o ciąży siostry M. Od ponad miesiąca przeczuwamy jak najgorszy koszmar. O zgrozo! Podle uczucie. Maz ciagle sie trzyma, ciagle udaje, ze sie trzyma. Ja próbuje walczyć, ale zaczynam opadać z sil. Wiatr w oczy. Kurwa zewsząd. Sadystyczna teściowa prosi M., zeby zadzwonił do siostry jej gratulować, bo jej jest głupio nam powiedzieć. A jemu kurwa nie jest głupio dzwonić i gratulować informacji widmo. W końcu nam sie nikt nie pochwalił. Jestem zła. Na świat, na cudze szczęście, na głupotę i brak wyczucia, na sytuacje polityczna. Jesli zabronią nam in vitro nie widzę sensu zycia. A na pewno nie w tym kraju.

    1. Doskonale Cię rozumiem,u nas bardzo podobna sytuacja mojego męża siostra zaszła w ciążę i poprostu teraz unikamy jak ognia spotkan rodzinnych…Jest strasznie…Wiemy,że pierwsze spotaknie z dalszą rodziną zacznie sie od słow :”Marta w ciazy a w lipcu brała slub,a Wy?Ponad 2 lata po slubie! i nic!”Wiec stwierdzilismy,ze na cmentarz 1 listopada pojedziemy poznym wieczorem zeby nikogo nie spotkac,czy to jest normalne,czy takich ludzi mozna nazwac rodzina?skoro zamiast checi spotkania jest unikanie jak ognia? Nie! bo rodzina by uszanowala,domyslila sie i dała nam swiety spokoj,to ze oni wszyscy maja po trojce dzieci to chwała im za to,ale nie kazdy ma takie szczescie i mogliby to uszanowac,domyslec sie i nie wiercic nam dziury(juz teraz to nie w brzuchu a w sercu). U nas na szczescie Tesciowa niewiele mowi o ciąży Marty,za to ona sama ciągle pisze do mnie jak sie czuje,co ją boli,że brzuch jej rosnie,ze musza zmienic samochod na wiekszy…. a ja tego słucham i poprostu mam ochote jej powiedziec zeby się w koncu zamknęla zeby cieszyla się tą ciążą z kims innym bo mnie kazde jej słowo rani i to na maxa! Więc doskonale Cie rozumiem i nie martw sie, na szczescie mamy Izę i jej blog gdzie mozemy wykrzyczec to co nas boli i zadna z nas nie odbierze tego zle tylko bedą nas wspierac…

      1. Dwie bliskie mi kobiety zaszły w ciążę mniej więcej w tym samym czasie. Ja miesiąc później. Im się udało, moja ciąża obumarła. Ja ponownie zaszłam w ciąże, dzieci się urodziły. Niby pełnia szczęścia, ale ja w dalszym ciągu mam wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam się w te ich ciąże bardziej zaangażować. Po prostu nie mogłam..

        1. O. nic dziwnego, że nie potrafiłaś. To jest instynkt samozachowawczy. Trudno, żebyś w takiej sytuacji masochistycznie się zadręczała zachwytami nad ich ciążami. Nikomu by się to nie przysłużyło. Ani im, ani Tobie. Nie ma powodu do wyrzutów. Trzymaj się!

      2. Dzieki Sza! To bardzo ważne dla mnie co napisałaś. Chciałabym potrafić nie czuć sie winna w sytuacjach kiedy nie chce mi sie nawet patrzeć na te wszystkie szczęśliwe brzuchy i mamy w moim otoczeniu. Jednak zawsze mam poczucie winy, w końcu jakim muszę byc człowiekiem zeby czuć to co czuje(złość, zazdrość,nienawiść,ból, pustkę,etc.) ostatecznie cierpię podwójnie, pierwotnie z powodów dla nas wszystkich znanych, tego bólu nie trzeba tłumaczyć, wtórnie bo gdzieś tam wewnętrznie nie akceptuje tej mojej reakcji. Nie umiem jednak byc normalna, reagować normalnie. Kiedyś jeszxze jakos względnie mi sie to udawało, ale im dłużej walczymy o dziecko, tym gorzej to wszystko znoszę. Po ostatniej wizycie przypomniałam sobie to uczucie rozrywającego sie serca, braku kontroli, pustki, żalu.”, bólu…przypomniało mi sie to przykre uczucie zderzenia nadziei z brutalna rzeczywistością. Znów pęklam, rozlecialam sie na drobne kawałki. Przepłakałam pół nocy zła na los. Moze zle robię walcząc z nim. I tak nie wygram. Ja swoje, on swoje;(

        1. Ja im dłużej w tym tkwię tym częściej dochodzę do wniosku, że każda reakcja jest NORMALNA w tej nienormalnej sytuacji.

          Bardzo podobne uczucia mam. I bardzo długo miałam gigantyczne poczucie winy z tego powodu. Czasem jeszcze wracają do mnie te moje „winy”. Ból, żal, złość już całkiem nieźle ogarnięte. Zazdrość i nienawiść, które też się oczywiście pojawiają czasem, jeszcze czekają na całkowitą akceptację. Te uczucia, nawet najgorsze, same w sobie krzywdy nikomu nie robią, są tylko w mojej głowie i conajwyżej tam sieją zamęt. Kluczowe jest jak ja się pod wpływem tych uczuć zachowuję. A zachowuję się zaskakująco przyzwoicie:) nawet gdy mam ochotę roztrzaskać wszystko i wszystkich wokół.

          Margaritka, bądź dla siebie wyrozumiała. Wszystko z Tobą ok. Całkiem w normie biorąc pod uwagę sytuację:)

          P.S. Teściowa na głowę upadła! Ja bym poczekała na bezpośrednią wiadomość od zainteresowanych, ciesząc się że mam szansę się na tę dobrą nowinę przygotować, emocjonalnie ochłonąć.

          1. j@, dzieki za słowo otuchy. W sumie dziwne by było gdybyśmy nie przeżywały tych wszystkich emocji. Głownie chodzi o to jak sobie z tym radzić zeby nie zapętlił sie w swoim własnym żalu i jak nie obwiniać sie o to, co tam w stodku sie dzieje, co czujemyz.tez staram sie sobie jakos radzić, ale mimo tego sama jestem w stanie ocenić ze nie jestem juz ta sama pogodna osoba co kiedyś. Robię zgorzkniała i zamknięta w sobie. I tak mnie to wkurza bo to zupełnie do mnie nie pasuje. Tylko nie umiem inaczej, to chyba kwestia „adaptacji” do sytuacji:/
            Co do tej sytuacji z ciąża szwagierki to nam identyczne zdanie. Po co naciski? Przecież zachowamy sie jak ludzie, kiedy sami zainteresowani nam o rym powiedzą. Tym bardziej ze oni sami w stresie ciążowym bo przecież to jeszcze nic pewnego.

  2. Prawie 3 miliony osób ma problemy z naturalnym zajściem w ciążę, kurwa, mam uwierzyć, że oni głosowali na pis? Strzelając sobie w kolano? W jakim kraju my żyjemy! Ale za to urlop był super 🙂

    1. Też się nie mogę tego doliczyć. Ale liczę.

      W Polsce jest ponad 30 mln osób uprawnionych do głosowania.
      Przy frekwencji ok. 50 proc. – głosowało 15 mln.
      Jeśli PiS ma 39 proc. – głosowało na nich niecałe 5,8 mln.
      Jeśli PO ma 23 proc. – głosowało na nich 3,45 mln. To – powiedzmy – wszyscy niepłodni i ich lekarze 🙁

      Za to urlop był super 😉

      1. M. pamiętasz petycję, do której linka dawała Iza? 3 mln mających problemy z płodnością, a zebranie 5 tys .podpisów trwało dwa tygodnie.
        Wynik wyborów mnie nie dziwi.
        Dziwi mnie, dlaczego byłam taka głupia i nie podeszłam do IVF rok wcześniej.

    2. Znam ten ból. Jak.w ciążę zaszła siostra mojego męża i oznajmiła mi to w pracy (razem pracujemy) to była masakra. Cały dzień musiałam trzymać fason a jak tylko dotarłam do domu wszystko we mnie pękło… Choć i tak było gorzej jak się okazało, że to bliźniaki, musiałam dać sobie czas, żeby jakoś dojść do siebie i moc z nią normalnie rozmawiać – o jej radości, o rosnącym brzuchu, zdjęciach dzieci, planach. Jej radość, mój dramat. A potem się jeszcze obwiniałam, że co ze mnie za człowiek skoro nie ciesze się ze szczęścia bliskiej mi osoby 🙁

      1. Tamara, trochę czasu zajęło mi, żeby nie obwiniać siebie za takie uczucia. Nie jesteśmy złe, dlatego, że nie potrafimy się bezinteresownie cieszyć z ciąż bliskich osób. Ich szczęście wypełnia to, co w nas puste.
        Tyle teoria. Nadal jednak muszę pracować nad tym, żeby oddzielić zazdrość o coś od sympatii do danej osoby…

      2. Też tak miałam, myślałam że jestem wredną suką i zołzą. Najgorzej było przy kolejnej ciąży siostry, gdy pomyślałam „dlaczego ona, a nie ja” a 4 m-ce później wiozłam ją do szpitala gry traciła malucha i modliłam się pod salą by cofnąć tamte słowa. Wiem że to nie była moja wina, ale sumienie nie dawało mi żyć.

  3. To, że wygrywa, to nie koniec. Samodzielne rządy, tak, to nasz koniec.

    Piękne zdjęcia Iza. Super, ze udało się mimo przeciwności (zawsze k***A coś, nie?) zresetować się. Trzymam kciuki za transfer.

  4. Masakra jakas. Ale powiedzcie, co konkretnie pisuary chca zrobic z ustawa? Zupełnie zakazac ivf? To chyba niemozliwe. Moze jednak nie bedzie koszmaru. Spodziewalam sie takiego wyniku, ale ze samodzielnie beda rzadzic z Duda jako prezydentem to jakis ponury zart.

    1. Niestety – zgodnie z prawem unijnym – można zabronić. Po prostu musi być ustawa która reguluje in vitro, choćby w sposób je zabraniajacy ..
      Osobiście nie wierzę w zabronienie, ale w brak refundacji i zmiane ustawy o in vitro np na zakaz mrożenia zarodków, owszem….
      a już mamy pierwsze zapowiedzi z prawej strony http://www.chcemybycrodzicami.pl/artykul/1173/marek-jurek-zapowiada-zmiany-w-ustawie-o-in-vitro Zwróćcie uwage, zaraz po wyborach…

  5. Myślę, że o programie ministerialnym tzn jego koncowce, czyli styczniowej transzy pieniędzy trzeba zapomnieć. Nie wierzę w to, żeby nowy rząd (a to oni będą uchwalać budżet na 2016) pozwolił na przekazanie kasy na in vitro. A co do zmian w ustawie, to ja osobiscie spodziewam się pomysłu o zakazie mrożenia zarodków. Smutny dzień. Ale niestety dla wielu rodaków wielkie święto 🙁

    1. Też się tego obawiam, ale na głos nawet nie chcę wypowiadać:(
      Pisiory na autostrady nie chcą pieniędzy inwestować, a co nie mówiąc na in vitro. Będą musieli przecież skądś wziąć kasę na skrócenie wieku emerytalnego:/

      1. I na te obiecane 500 zł. na każde dziecko. W patologiach nadal dzieci nie będą miały co jeść bo wszystko pójdzie na wódę. Część rodzin na tym coś zyska, w końcu 500 zł. piechotą nie chodzi. Jednak przeważającej większości różnicy to nie zrobi żadnej. Nam różnicę rządowa kasa robiła wielką – w zasadzie na lini być- albo nie być. Pozostaje „nie być”. Szybko przekalkulowaliśmy czy mamy te ok.15 tys. na podejście komercyjne. Niby by się znalazło, ale kosztem inwestycji w biznes. Trudno. Znów trzeba z czegoś rezygnować. Tylko pytanie czy zdążymy przed absurdalnym pomysłem zapładniania 2 komórek…Ostatnio akurat 2 zarodki nie dotrwały nawet do stadium blastocysty….in vitro przy takim podejściu trochę traci sens, chyba ze ktoś ma furę kasy i jest masochistą i ryzykantem, uwielbiającym się obstrzykiwać hormonami.
        Ewelka, teraz jestem zła na siebie że nie przeniosłam się do Gamety te parę miesięcy temu:/
        Tobie za to jeszcze raz serdecznie gratuluję!!!

        Iza – widoki piękne. Trochę łagodzą te negatywne emocje.

        1. Margaritka jakbym słyszała słowa mojego M. 500zl pójdzie na wóde, bo nie oszukujmy się, w takich rodzinach dzieci głoduja.
          Nie ma co gdybac co do przenosin. Może to nie byłby dla Was właściwy krok. MZ odpisalo dziewczynie na kafeterii że mimo zmiany rządu program będzie do czerwca i nowa pula pieniędzy wpłynie w styczniu bo te pieniądze są już na to przeznaczone. Tego się trzymajmy!

  6. Dlaczego nie zjechał do rowu? A gdybyście czekali na skrzyżowaniu na skręt w lewo, a z naprzeciwka jechała ciężarówka, też wybrałby Wasz zderzak? Dlaczego w polskiej szkole jazdy nie uczy się takich rzeczy? Nigdy tego nie zrozumiem.

    Ale fajnie, że już mogliście bałwana ulepić! Zazdroszczę 😉

    1. T. Vik, Ty zawsze zadajesz takie pytania, które mi by nie przyszły do głowy 🙂
      Oczywiście, że nikt nas nie uczy zjeżdżać do rowu w sytuacji, kiedy powodujemy wypadek – Ciebie tak ktoś uczył? Odruchy pozwoliłyby Ci wybrać rów?

      Zastanawiałam się dziś nad Twoim pytaniem. Można tylko gdybać, ale po fakcie stwierdzam, że gdyby kierowca za mną zjechał do rowu i tam mu się coś miało stać, też byłoby źle. Egoistycznie dla mnie. W drodze. W załatwianiu formalności, wzywaniu policji. Abstrahując, że wszyscy ratowaliśmy przechodnia (który nas zwyzywał i poszedł dalej nie zapytawszy nawet czy nikomu nic się nie stało).

      Baławana… właśnie ulepiliśmy, my Polacy… wielkiego…

      1. Jak robiłem prawko B, to mnie też nikt tego nie uczył, bo to było w Polsce na dodatek 25 lat temu, więc znaki i przepisy w najsuchszej postaci, jazda 18 godzin i sru na egzamin. Dopiero później kierowca dojrzewa z wiekiem i doświadczeniem o ile dożyje. Ale tak nie powinno być. W Twoim wypadku kierowca, który wjechał na Was powinien przede wszystkim zachować odstęp 3 sekund (w Polsce, gdzie wszyscy wszystkich wyprzedzają, trzysekundowa luka kusi każdego wyprzedzającego), plan „b” – ucieczka do rowu po odpowiednim wyhamowaniu, ale tak, żeby nawet nie drasnąć poprzedzającego samochodu. W tej sytuacji jest wiele takich „co by było, gdyby…”, ale co by było, gdyby w Waszym samochodzie było małe dziecko? Od uderzenia z tyłu nic nie chroni, jeśli dziecko podróżuje tyłem do kierunku jazdy. Jeśli przodem, to na początku tylne oparcie, ale potem główka leci do przodu i efekt jest podobny – uszkodzenie kręgów szyjnych. Trzeba umieć wybrać mniejsze zło, a rów często jest najmniejszym.
        Dobry kierowca, to nie ten, który umie już wszystko, a ten, który zawsze uczy się czegoś nowego.
        Pozdro!

  7. Nie mieszkam w pl juz od jakiegos czasu ale problem bezplodnosc jest mi dobrze znany. Niby nie powinno mnie ruszac co z ustawa o in vitro w pl ale mnie szlak trafia !!!!! Jak mozna ludzia zabraniac posiadania dziecka? Jak mozna miec cos przeciko naukowej metodzie wspomagania rozrodu ktora jest ceniona w kazdym rozwijajacym sie kraju.
    Ostatnio mowilam M „Boze dobrze ze nie mieszkamy w polsce !!”
    Iza! Super zdjecia! Dobrze ze wypoczelas. Trzymam za podejscie listopadowe. 🙂

    1. Anitt, całym sercem podzielam z Tobą oburzenie, jak można zabraniać nam prawa do dziecka.
      Mieszkanie w PL ma za to ten plus, ktory widać na zdjęciach. A tak poza tym to jestem podłamana, jak wszyscy.

      1. Trzymaj sie i prosze Cie nie poddawaj sie !! Teraz jest wazny czas. Dobrze ze macie mrozaczka to napewno zdazycie przed nieuchronnym.
        Tak bardzo bym chciala aby ten niepokoj byl nad wymiar.
        Tak bardzo bym chciala aby ludzie rzadzacy tym panstwem byli rozsadni, aby zdrowy rozsadek nimi kierowal a nie tylko slepa wiara ..

  8. Spełnił się najgorszy możliwy scenariusz… wczoraj jak słuchałam tego beznadziejnego przemówienia PiS to było mi niedobrze. Polska będzie się cofać w rozwoju zamiast iść do przodu. Nie liczymy na to że in vitro będzie refundowane…

  9. Te 500 zł, to ma być dla każdego każdego? Nawet tego co zarabia 50 tys. miesięcznie?

    Brak programu jakoś przełknę, ale brak mrożenia zarodków nie. To kompletny brak szacunku dla naszego życia i zdrowia. Nie mówiąc już o tym, że gdyby obowiązywał całkowity zakaz aborcji, do czego dążą, to prawdopodobnie by mnie już nie było wśród żywych.

    1. Na każde drugie. Na pierwsze w rodzinach o trudnej sytuacji materialnej. Ja się śmieję, że to 500 zł na każde dziecko, ale invitrów nie dotyczy 😉

      Straszne jest to, że pis może grzebać teraz we wszystkich ustawach, też myślałam wczoraj o tej aborcyjnej np. No niestety, poseł „słyszę głosy zarodków” Gowin pewnie zostanie jakimś ministrem, więc najgorsze przed nami…

    2. Jarosław Sellin z PiS dziś taką mową rzygał, kiedy Andrzej Morozowski zapytał go o in vitro – że oni nie zgadzają sie na mrożenie ludzi…
      Ręce opadają… Kto będzie decydował teraz o naszym życiu… Płodne dziady o umyśle nieskażonym inteligencją…

  10. Dziewczyny kochane, ja nie moglam pozbyc sie mysli przez caly powyborczy wieczor o Was i o sobie samej…Przeciez jezeli pis wprowadzi zakaz aborcji, a przy tym ukladzie sil to bardzo prawdopodobne, to tak jak napisala Wezon, slabo bedzie bo tak jak przy dramatach ktore nas spotkaly, nagle okaze sie ze zycie nienarodzonego kilkunastotygodniowego plodu jest wazniejsze niz zycie nas, matek, kobiet…Podobnie z ivf, przeciez dla wielu z Was to jedyna szansa na posiadanie dziecka. Chcialo mi sie krzyczec wczoraj Rece precz od naszych macic i naszych sumien!!
    Ja wiem, ze mozna jechac do Czech lub do Niemiec, ale to nie o to chodzi. W jakim kraju my zyjemy…:-(

    1. W Niemczech też różowo nie jest. U nich chyba nie można mrozić zarodków. Zapładniają maks. trzy i wszczepiają wszystkie zapłodnione. Można mrozić komórki. Coś mi się tak kołacze po głowie. Jedyny ratunek to Czechy – ciasno się tam zrobi.

      1. Dziewczyny,podczytuję Was od kilku dni. Ja mam już dziecko z ivf i załapaliśmy się na program rządowy. Udało nam się za pierwszym razem, choć prędzej podchodziliśmy do 2IUI które nam się nie udały.Stwierdziłąm, że szkoda kasy na IUI dlatego zdecydowaliśmy się na IVF. Leczyliśmy się w Gamecie w Gdyni.Przyczyna niepłodności?Niepłodność idiopatyczna. Chcemy teraz podejsc kolejny raz i zabrać ze sobą zamrożony zarodek (mamy ich jeszcze4). Mamy przed sobą pierwszą wizytę na poczatku listopada. Zastanawia mnie jedno, co nowy rząd zdecyduje np O NAS ??? Myślę, że nie mogą nam nie pozwolić, zabronić, zabrać ze sobą zamrożonych zarodków, bo jakby tak było to byłby największy bezsens świata,nie oddac ich rodzicom, ktorzy chcą mieć kolejne dzieci… Pozdr

        1. Szach, jak fajnie, że Ci się udało! Czysta radość i wielkie gratulacje 🙂
          Nie, nie, oczywiście, że nie mogą nam zabrać zarodków. Nie możemy panikować tutaj, mamy wszystkie doła, ale nie popadajmy w psychozę (sama to sobie muszę powtarzać!).
          Zatrzymanie zarodków byłoby – mino wszystko – wbrew tym krótkim umysłom z obecnie wybranej władzy.

      2. Na forum gazety są dziewczyny Polki ktore mieszkają w Niemczech i tam podchodzą. Wszystkie komórki zapladniaja, normalnie mroza i jeszcze in vitro refundowane bez łaski dla tych którzy tam płacą podatki.

  11. Zdjęcie trzecie to tzw dupozjazd? 🙂 przez te zdjęcia siedzę i cieszę się do telefonu 🙂 zazdroszczę tych gór, tego zmęczenia, bólu i satysfakcji. Ja wróciłam z Tatr niecałe dwa tygodnie temu a już mnie nosi.
    Co do wyborów…no cóż… Mam tylko nadzieje, że nie będzie tak źle

    1. Tamara, tak, dzięki, zabrakło mi tego własnie słowa! Dupozjazd!

      Nawet nie wiesz, jaką przyjemność mi sprawia, że dzieki zdjeciom uśmiechasz się do swojego telefonu 🙂 Moja pędząca ponad granicami logistyki wyobraźnia mówi mi, że trzeba było sie skrzyknąć na blogu i spotkać w tych Tatrach – powiedzmy na Iwanickiej Przełęczy w piatak o 13.30 🙂

  12. Dziewczyny co do pisu jeszcze. Spójrzcie na to z innej strony… Z mojej strony. Nie potrafię jakoś zgodzić się na to, żeby moje dzieci (bo dla mnie zarodek to dziecko) czekały na swoją kolej w lodówce. Jednocześnie nie uznaje za stosowne zakazywanie mrozenia zarodków innym parom. To wybór każdej z par i nie wolno w to ingerować. Tylko ze większość z Was może liczyć na refundację in vitro a ja nie. Tylko dlatego, że nie chce mrozic zarodków.to tez niesprawiedliwe, nie uważacie? Jeśli państwo ma być obiektywne i finansować inv to niech finansuje dla każdego. Moja wypowiedź nie jest polityczna, nie jestem za tym, żeby rząd całkiem zabronił ivf bo to bez sensu. Jednak ja też istnieje i ja też chciałabym mieć szansę na ivf. Mam nadzieję, że rozumiecie 🙁

    1. tamara…. nie wiem, czy dobrze Cie zrozumiałam…? – chcesz mieć możliwość podejść do refundowanego zabiegu IVF, ale jednocześnie nie zamrażać niezapłodnionych komórek (zarodków) czyli co? wolisz je zniszczyć? bo nie chcesz, żeby Twoje nienarodzone dzieci czekały „na swoją kolej ” w lodówce??? bo nie kumam…..
      Z tego, co pamiętam jak podchodziliśmy do IVF prywatnie (nie było jeszcze dofinansowania) to nie było możliwości niszczenia zarodków…..

      1. Ja myślę że Tamarze chodziło o to żeby wszystkie zarodki uzyskane przetransferowac. Tzn zeby np zaplodnic Max 2-3 komórki i wszystkie uzyskane zarodki transferowa na raz. Czy tak? Mysle ze nie chcialaby niszczyc zarodkow. Bo przeciez komorki jajowe to nie zarodki.

        1. Jahoda,.czy myślisz, se wolałabym zniszczyć zarodki niż zamrozić? Ewelina ma rację. Chciałabym moc podejść do refundowanego ivf i zapłodnic tylko te komórki, które potem przetransferuje. Komórki a zarodki to dwie różne sprawy. Mogę zamrozić komórki, żeby potem przy ewentualnym drugim transferze nie robić punkcji. Teraz w programie jest tak, że jak nie wyrażasz zgody na mrozenie zarodków to w ogóle nie ma o czym gadać.

          1. Ja też miałam tego typu wątpliwości, a teraz cieszę się, że procedura wymusiła w moim przypadku uzyskanie 6 zarodków – ponieważ wszystkie komórki się zapłodniły, ale pierwszy podany zarodek (3-dniowy) się nie zagnieździł, z pozostałych do 5 dnia rozwinęły się już tylko 2, i tylko one mi zostały na dzisiaj. Tak więc taka procedura ma sens, ponieważ uzyskując 2 zarodki masz naprawdę nikłe szanse powodzenia. Nie mówiąc o tym, że uzyskanie zarodków ze wszystkich pobranych komórek, jak u mnie, to naprawdę rzadkość. Nie zmniejszaj swoich szans. A jeśli sumienie Ci nie pozwala, to może inseminacja do skutku…

          2. Inseminacji mieliśmy już 5, myślę że więcej nie ma sensu. Prędzej czy później będziemy musieli podjąć jakąś decyzję. Wiem, że to zmniejszenie swoich szans i ze może być tak jak piszesz, ale jednak ciągle z tyłu głowy miałabym ta myśl, że co będzie jak się zaplodni tych komórek więcej…

          3. Tamara… myślę, że nie ma wśród nas takiej, która by się nie zastanawiała. Ale nie wiem, czy istnieje osoba, której z IVF udało uzyskać się tyle ciąż, ile było zarodków, nie mówiąc już o komórkach.
            My w naszym programie mieliśmy pobranych 13 dojrzałych komórek… Dużo… Ponad dwa razy więcej niż przewiduje program. Z tego ostatecznie powstało 7 zarodków. 5 z nich było transferowanych i 2 dały ciąże (biochemiczną i zakończoną 6-7tyg). Z drugiej strony druga stymulacja dała 8 komórek, z czego powstało 7 zarodków. Drugi podany dał ciążę, w której obecnie jestem. Więc jak widzisz… matematyka nie ma tu nic do gadania 😉
            I mimo iż czeka na nas jeszcze 7 zarodków (i mam nadzieję, że PIS da mi możliwość, by po nie wrócić), to nie żałuję 🙂 (No i zamierzam po wszystkie z nich wrócić 🙂 )
            Przemyśl, ale miej świadomość konieczności ewentualnej adopcji prenatalnej. I oby nowo wybrana władza pozwoliła Ci zrealizować te przemyślenia 🙂 (i wszystkim nam również)

          4. Równoważnio, skoro było 7, a drugi dał ciążę, to czekać powinno 5. 🙂 w pierwszej stymulacji miałaś 5 podanych w 5 transferach? Teraz to był Twój 7 transfer, czy kiedyś wcześniej miałaś po dwa podane?

          5. Hmm… poczekaj… bo coś tu nie gra. Na pewno czeka 7 zarodków: 5 z drugiej stymulacji i 2 z pierwszej (lekarka wyjątkowo się zgodziła zacząć nową procedurę, bo był limit czasowy programu. niestety te 2 z pierwszej stymulacji są bardzo słabe, więc szanse są niewielkie i pewnie dlatego pozwoliła nam na drugą stymulację).
            natomiast w ramach pierwszej stymulacji miałam 3 transfery (za 3 razem były podane dwa zarodki), czyli łącznie 4 zarodki podane + 2 czekają, czyli wstępnie powstało ich 6.

            natomiast bardziej chodziło mi o to, by pokazać Tamarze, że żadna ilość de facto nie daje gwarancji…

          6. tamara…. acha ok, teraz juz rozumiem…. nie mialam pojecia, ze jesli nie chcesz mrozic zarodkow, to nie mozesz skorzustac z refundowanego IVF, ale teraz juz wszystko jasne 😉

    2. To co piszesz doskonale oddaje oderwanie PiS od rzeczywistości.
      Dla każdej z nas zarodek to dziecko. Każda z nas wolałaby uniknąć sytuacji mrożenia. Każda z nas chciałaby zajść w ciażę od szampana i truskawek. Pff…
      Żadna z nas nie chce zostawić zarodków w puszce w klinice.
      A mówią o nas, że je skazujemy na mrożenie.
      Jestesmy zdeterminowane, żeby mieć dzieci i zrozpaczone w swojej sytuacji,a oni mówią o nas jak o jakichś dzieciobójczniach.
      Jak tragicznie można się pomylić w osądzie, póki się nie siedzi w naszej skórze…

      1. No właśnie…łatwo się mówi, łatwo się decyzje podejmuje lub krytykuje, gdy człowiek nawet nie musi tej decyzji podjąć w swoim kontekście, gdy on lub jego syn czy córka od szampana lub patrzenia sobie w oczy w ciążę zachodzą. Łatwo się ocenia wybory nasze, które niejednokrotnie są tak przemyślane i tak okropione wyrzeczeniami i nieszczęściami, że Serce boli.
        Łatwo się mówi tym, którzy nie są już po kolejnej próbie, po kolejnym niepowodzeniu, po kolejnym dramacie…braku sił i zwątpieniu. Hello, to ja, trzeci transfer w październiku poszedł się właśnie…no wiesz gdzie….beta <0,1, z idealnej blastki 6Aa i co mi powie ktoś, kto uważa źe niepotrzebne bywają nadprogramowe zarodki??? Że mam nie zwiększać swoich szans? Że przecieź sie może udać i z 2-3 zarodków ????
        I tak jestem na tym swoim dnie…i tak się będę próbowała wykaraskać, ale czy mi się uda przy obecnych rządowych wiatrach? Pewnie nie, pewnie mam pozamiatane. I niech mi teraz pomoże każdy ten kto krzyczy o tym że in vitro niszczy życie zarodków…
        Bo mam wrażenie że brak możliwości in vitro zniszczy życie moje.

          1. Kochana jak miło, źe o mnie myślałaś, czytałam was trochę, ale sie nie odzywałam bo nie było z czym…a potem się okołotransferowo działo. No i niestety wieści kiepskie przyniosłam. Mrozaka mamy, ale najsłabszego, nie wiadomo czy się w ogóle rozmrozi, bo to jedynka prawie w szóstej dobie zamrożona. Nie liczę na sukces, bo teraz z 6aa się nie udało, więc…sorry realnie patrząc to nie ma się co łudzić. I chyba wolałabym móc juź po prostu podejść do trzeciego programu, bo się boje, źe w styczniu lub lutym może być już pozamiatane w tym temacie przez PiS.

  13. Witam, wychylam się z krzaków na chwilę. Podczytuję Was od jakiegoś czasu. Chciałam się podzielić się informacjami ws. IVF w programie MZ. W związku z wątpliwościami o których tu czytam.
    Też jestem w programie moja klinika to N. ponieważ również oczekujemy w kolejce na nowe środki- dziś dzwoniłam do kliniki i Pani w sekretariacie zapewniała że od stycznia MZ uruchomi na 100% środki na realizację programu do czerwca 2016. I tego się trzymamy. Pisiory w tej kwestii mają już związane ręce. Trzymam za Was wszystkie kciuki:)

  14. Dawno mnie nie było. 🙂 Ale wydarzenia ostatnich 24h odświeżyły strach – co z moim zamrożonym zarodkiem? co z kolejnymi dziećmi w przyszłości? co z Izą? co ze wszystkimi dziewczynami tutaj, które jak nikt wspierały i dodawały mi sił podczas mojego podejścia do IVF? Boję się, myślę o sobie i myślę o Was.

    Izunia – piękne zdjęcia i piękny urlop. Śledzę blog cały czas, chociaż mniej ostatnio piszesz. Moje myśli i pozytywna energia jest cały czas z Tobą i trzymam mocno kciuki za listopadowy kriotransfer. Ja już nawet dowiadywałam się kiedy ja teoretycznie mogę zrobić swój najszybciej po porodzie, więc temat ogromnie ważny – chociaż teraz przede wszystkim dla Ciebie i wszystkich innych dziewczyn, które czekają na swoje kriotransfery. Wężon – myślę tutaj ciepło o Tobie. 🙂 Byłaś dla mnie mnie ogromnym wsparciem przez cały proces.

    Z mojej strony po krótce – kończę zaraz 35 tydzień i czekam z ogromną nadzieją na zdrową dziewczynkę. To dla mnie na dzisiaj najważniejsze – żeby była zdrowa. Szkoła rodzenia ukończona, wyprawka prawie skompletowana, ciuszki uprane i uprasowane. Czekamy więc…

    1. Misia, wspaniałe wieści. Jesteś usprawiedliwiona za długie niepisanie 🙂

      Tak, trochę mniej ostatnio pisałam – najbardziej z powodu półrocznej przerwy po metotreksacie. Jak los nieprzewidzianie gra na nosie… Gdybym w maju wiedziała, co się będzie działo w listopadzie…

      Tak czy owak – pogłaskaj brzuch od blogowych cioć. Pewnie czujesz, jak dużo dobrej energii właśnie do CIebie płynie 🙂 Czekamy z Tobą – a co! 🙂

  15. Ja nie mam złudzeń. Dziś w tvn 24 poseł pis jasno przedstawił ich stanowisko odnośnie ustawy. Cytuję: „mamy najbardziej lewacką ustawę w Europie, która pozwala na przetrzymywanie ludzi w ciekłym azocie, a pis jest za cywilizacją życia zgodnie z nauką jp2, a nie za cywilizacją śmierci”.

      1. Szczerze? Ja się od rana zastanawiam, co mogę zrobić. Przeszedł mi przez myśl nawet jakiś pozew cywilny, szkody moralne, nie wiem, coś, cokolwiek. Fundacja? Jest Bocian. Ale chcę coś zrobić, nie wiem, nie możemy czekać spokojnie, aż to się stanie… Rwę się do działania.

        Nie mogę dojść do siebie po tym, co usłyszałam w tej rozmowie. Siedziałam z synkiem na podłodze, akurat podszedł do mnie i robił mi „moja, moja”, kiedy ten chuj w tv mówił o ludziach w zamrażarkach i cywilizacji śmierci. To strasznie boli, mam zerową tolerancję dla tego języka, bo on uderza w to, co w moim życiu najcenniejsze…

      2. ja nie widziałam tej wypowiedzi osobiście, ale jak to czytam to tez mam szczękościsk. Kurwa! Ze tak powiem! Czuje narastająca frustracje i nie wiem juz sama czy to z powodu zbliżającej sie @ czy z powodu ostatnich wydarzeń. Bez kitu, niepłodność rujnuje moje życie a ostatnia rzeczą jakiej bym chciała byłoby rujnowanie zycia moich zarodków. Czy Ci ludzie sa kretynami?! Jestem za Iza, wyjdźmy na ulice! Temat trudny i bolesny, ale ja juz przeszłam chyba fazę przyznawania sie do naszej niepłodności i mogę nawet o tym głośno krzyczeć całemu światu. Ze mi z tym zle i ze chciałabym moc obejść te chorobę tak jak inni obchodzą inne schorzenia(wadliwe serca, nerki, cukrzyce, etc.), czyli przy pomocy medycyny która skutecznie leczy niepłodność przy pomocy in vitro.

  16. Iza – fajne zdjęcia i dobrze, że mimo wszystko udało się oderwać od tej rzeczywistości (nawet z przygodami) i poczuć same mięśnie 🙂
    Co do wyborów… nie wiem, czy jest co pisać… (ech, jakie już nawet to słowo jest naznaczone 😉 ). Ja mimo wszystko staram się wierzyć, że nie są w stanie zablokować wszystkiego. A jeśli faktycznie będą… to chyba razem z wszystkimi czekającymi powinny stawić się wszystkie matki dzieci z zamrożonych zarodków. By im pokazać, że te dzieci są! że żyją! …i że będą miały więcej oleju w głowie od nich 😉 (no przynajmniej jak spokojnie dotrwamy do lutego, to ja do Was dołączam 🙂 )

  17. Dziewczyny ja swirowalam na tyle że przełożyłam jutrzejsza wizytę na dzisiaj, więc mieliśmy wycieczkę do Rzgowa i niedawno wróciliśmy. Jest serdunio! Jestem w ciąży 🙂 Co za cud! Po 2,5 roku starań! Nareszcie! Myślałam że to nigdy już nie nastąpi!
    Wezon możesz mnie skreślić na swojej liście 🙂 Wierzę że teraz już będzie tylko dobrze!

  18. Dziewczyny,
    ja myślę, że zamiast już, teraz, w tym momencie się martwić, warto poczekać i zobaczyć co zrobią.

    To wbrew pozorom nie są głupi ludzie. Zacofani tak, ale nie głupi. Za in vitro jest 60-70% społeczeństwa, mają ustawę z którą tak łatwo sobie nie poradzą.

    Poza tym umówmy się – mają ważniejsze sprawy do załatwienia. In vitro to takie zgniłe jajo, którego nikt nie chciał dotknąć dopóki nie musiał. Kiełbasa wyborcza. Dlatego chciałabym Was prosić o nie panikowanie. Będzie ok, stres nam w niczym nie pomoże.

    Iza – cudne zdjecia!

    1. Małgorzatka, ja sądzę podobnie. Temat ivf jest podobnie jak temat aborcji tematem chwytliwym i wyborczym i przede wszystkim zastępczym tematem. same widzicie, jak kończył temat a jak wiadomo z obietnic wyborczych nikt nikogo nie rozlicza. już prędzej z powodu obiecacnych 500zet na łebka będą musieli się nagimnastykować. nie znam się na ustawach, ale może skoro jest i wejdzie w życie, to kto to będzie ruszał. mają ważniejsze sprawy, jak np. roliczanie ekipy po, co lubią:) nikt nie będzie brał śmierdzącego jaja w łapy, bo się może pobrudzić. nie jest świeżo upieczonej opcji politycznej brać się za takie sprawki. słyszałam też od kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś, …, że nawet byli zadowoleni, że podpisywanie przypadło na B.Komorowskiego, bo uniknęli podejmowania decyzji, którą niewygodnie, ale trzeba było podjąć.

  19. Czyli było warto, nawet pomimo drobnych perturbacji w podróży 🙂 Piękne zdjęcia, i śniegu tyle ! – mam nadzieję, że i u nas wkrótce będę mogla podziwiać go na żywo i że chociaż trochę przykryje sobą i zamaskuje tę szaro-burą brzydotę 🙂

    Odnośnie nowych rządów…kurcze, no nie odważą się…(?)

  20. czy mi się wydawało (czy może to moja ciążowa demencja), ale kojarzyłam Cię z ciemnymi włosami…hmmm teraz sama nie wiem. Rzeczywiście piękne zdjęcia. U Was jak cos się dzieje to już na maksa 😉 Dobrze, że tylko tak się to skończyło. co do zmiany opcji – sama kiedyś byłam przeciwna inv, dopóki nie zmieniłam stołka ‚jeszcze nie teraz’ na stołek ‚niepłodnośc wtórna’. Wtedy wszystko się zmieniło. Myslenie też – głównie pod wpływem zdobytej wiedzy z tego bloga. I teraz mogę jedynie edukować tych zagorzałych przeciwników i tych niezdecydowanych, ale tylko w swoim otoczeniu. Mam poczucie niesprawiedliwości , bo nie dość, że para nie może mieć dzieci, to jeszcze jest szykanowana za to, że robi wszystko by je mieć. Zgodnie z prawem. Smutne to. Ale trzeba zmieniać świadomość, bo niedługo co druga para będzie niepłodna i już nie będzie można bezkarnie wygłaszać bzdur o inv.

    1. Izabela, to demencja ciążowa 🙂 Nie mogłaś mnie tak kojarzyć, bo pierwszy raz dałam jakiekolwiek zdjęcie, gdzie mnie względnie widać. Ale mogę się dla CIebie przefarbować 🙂

      Świetne jest to co piszesz – jak zmienia się pogląd. Światopogląd. I jak można próbować nieść to dalej. Dzięki za tę misję! 🙂

  21. Ja już po transferze 😉
    Jeden z gorszych, oj chyba najgorszy. Trał prawie 20 min. Lekarz miał problem z dostaniem się na miejsce, ale jak już pisałam jestem po prostu nie dorobiona i nawet moja macica jest jakaś niedostępna 😉
    Dodatkowo dostała jeszcze clexane na 14 dni w brzuch i reszta leków bez mian.
    Męczy mnie kaszel i katar, więc do piątku jestem w domku, może w końcu wezmę się za pisanie pracy (taki mam plan).
    Dziewczyny w którym dniu robiłyście betę, bo ja zawsze robiłam w 10 a dzisiaj lekarz powiedział, żebym zrobiła w 12 (niby 2 dnia ale dla mnie to jak rok 😉 )
    Olga jutro trzymam kciuki.

    Buziaki

    PS Ostatnio mam problem na tel. – nie mogę nic komentować bo strona mi się nie aktualizuje po dodaniu komentarza 🙁

    1. Marta D chyba Ci już pisałam że u mnie był podobny problem i podczas histeroskopii mi rozszerzyli wejście do szyjki… Jakbyś kiedyś miała to zwróć na to uwagę. Ja bym nie wytrzymała do 12:) Ty pewnie też wcześniej zrobisz:P

    2. Marta, odpoczywaj, zdrowiej i inkubuj. Jak macica nie chce wpuścić, to niech też nie wypuszcza.
      Ja testowałam 12, ale to były świeże 2-dniowe. Po crio robiłabym 10 dpt. Zwłaszcza, że u Ciebie 12 dzień wypada w niedzielę, to musiałabyś jeszcze do poniedziałku czekać. 😉

    3. No to czekam już od dzisiaj razem z Tobą. Będzie trochę łatwiej ze świadomością, że jeszcze ktoś w tym samym czasie:) Trzymam kciuki za Was. Lekkie przeziębienie podobno dobrze robi, bo odporność osłabiona jest łaskawa dla zarodka:) Ale kuruj się, leż, myśl na różowo. Piłka w grze:)))

        1. Hihi, ale Ci się skojarzyło. Z wróżeniem nie ma nic wspólnego moja praca.
          Ale pamiętam do dziś, wrażenie, jak obudziłam się po usuwaniu przegrody, wyczułam dreny i przeszyła mnie myśl: nie mam macicy. Niewiele się niestety pomyliłam.

  22. Jeszcze w klinice. Chciałbym prowadzić ciąże u tego lekarza ale też nie chcę blokować miejsc i terminów innym. No i też problem z ewentualnym l4, bo u mnie w pracy nikt nie wie że się lecze i na razie chcialabym aby tak zostało. Ten lekarz przyjmuje w jeden dzień w tyg też w innej przychodni więc muszę z nim pogadać o przeniesieniu.

  23. Iza, piękne zdjęcia. tyle powietrza i przestrzeni. ja mam góry w wersji mini na codzień, ale Tatry zawsze robią swoje… Macie taternickie zacięcie? Apropos wypadku, potrafisz stopniować napięcie.. cały czas czekam na książkę. Dobrze, że nic poważniejszego się nie stało.
    Jak się ma maszyna do szycia? Wiesz, że kupiłam w lidlu overlocka. To dopiero jest impreza. Narazie testowałam. Czekam na wenę.

    1. Heh, kochana Olgo z mojego rocznika 🙂 Wychowałam się w górach – ale nie tych ze zdjęć. Tatry wydają się mi troszę za wysokie 😉 Bolą mnie kolana do dziś 😀

      Maszyna – a jakże, furkocze! Ostatnio uszyłam sobie pidżamę flanelową. Ładną, z koronkami, kokarkdami, kieszeniami… I zdzieram z siebie szaty w nocy, bo mi w niej za gorąco 🙂

      Owerlock – szłyszałam, ze jest, wahałam się, czy kupić. Nie kupiłam. Jak się sprawdza??? Z tego co zrobiłam wywiad – musisz w nim dbać o noże, bo podobno nie da się ich ostrzyć, jak w innych owerlokach. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na wszelki wypadek nie obrzucaj na nim materiałów z blachy 🙂

  24. Dziewczyny a ja niestety nie mogłam pójść na wybory bo w piątek w środku nocy dostałam koszmarnego krwotoku ze skrzepami wielkości pięści niemalże. Na usg okazało się, że z maluchami wszystko ok i brak widocznej przyczyny krwawienia. Kazano mi leżeć i skoro nie wiadomo dlaczego tak się stało, sytuacja może się powtórzyć.
    Dziś miałam usg genetyczne i wszystko wydaje się w porządku, ale nudnej ciąży nie można mi pozazdrościć…:(

    Iza jesteś blondynką!! Wow – całkiem inaczej sobie Ciebie wyobrażałam:):) Zazdroszczę gór, bo to moja wielka miłość:)

    Ewelka gratuluję serduszka:))

    Marta trzymam kciuki mocno!

    1. Jagoda, nie chcę sobie wyobrażać, jaki stres przeżyłaś… Pewnie płakałaś z nerwów. Ja bym płakała.
      Teraz leżysz? Boże, ile się naczytałam wszelkich porad, jak miałam krwawienie w ciąży… leżeć, nie leżeć, krwiak, nie krwiak…
      Jagoda, jesli masz kolejne badania i wszystko okazuje się w porządku – zaufaj temu. Trzymaj się jakoś!

      Przeczytałam posta od CIebie i aż poszłam sprawdzić lustro. No tak, wychodzi na to, że jestem blondynką, bo sama już zaczęłam się temu dziwić 🙂 ja też <3 góry – mieszkałam w jednych z Polskich gór przez kilkanascie lat 🙂

      1. Dzięki Dziewczyny za miłe słowa. Mamy tak bardzo pod górkę, kiedy chcemy zajść w ciąże, to przynajmniej w ciąży powinnyśmy mieć z górki;(
        Ale mam nadzieje, ze jakoś sie uda: dzień za dniem, tydzień za tygodniem się dokulam do wiosny:)
        Za Was wszytskie trzymam nieustająco kciuki i zaglądam codziennie, nawet jesli nic nie pisze jestescie w moich myslach. Ten blog pomógł mi się ogranąć psychicznie po IUI i nigdy nie przestanę Was czytać i kibicować. Mam nadzieję, że wszystkie transfery listopadowe odbędą się planowo!
        Poczynań PIS-u nawet nie mam siły komentować…:(

  25. Dziewczyny ja po wizycie w klinice. Aktualnie nic nie mogą robić, nie tylko podawać Mrozakow. Chodzi o regulacje ustawy. Kliniki musza spełniać wszelkie formalne wymogi i mieć tego gruba dokumentacje. N. takowe dokumentacje prowadzi od dawna i maja to od ręki przygotowane do ministerstwa( podobne wysyłają od lat do Brukseli), dlatego maja obiecane dostać podpis i zgodę na dalsze procedury w ciagu tygodnia- jak bedzie? Czas pokaże. Program ma byc dalej realizowany, ale co zrobi pis nie przewidzi nikt, mogę znowelizować ustawę, zmienić budżet, zakazać in vitro… Lekarz nie był optymistyczny. Póki co środków przed styczniem nie maja, chyba ze cos sie „zwolni”(pewnie jak ktoś zajdzie w ciąże i kasa z jego ewentualnych transferów bedzie mogła przejść na kogoś innego). Od stycznia teoretycznie ma byc i kasa i nowe stymulację, ale jak bedzie PiS pokaże:/ jesli chodzi o nasza sytuacje, to tez mnie zasmucił lekarz. Powiedział ze wyglądaliśmy na „latwy” przypadek, ze zaskoczy raz dwa. Skoro tak sie nie stało to pewnie problem tkwi w moich komórkach, byc moze sa wadliwe. Problem numer dwa to mój wiek, jestem za młoda na zapłodnienie więcej niz 6 komórek, co statystycznie w przypadku ich wadliwości zwiększyłoby szanse. Wywnioskowałam ze skoro jest jak jest, to nawet z udziałem in vitro dziecko staje sie zaledwie mglistym marzeniem. … Opadło mi wszystko:(
    Pójdziemy tym razem długim protokołem, jakby co. Antykoncepcję zaczynam od nowego cyklu, czyli za kilka dni. Jesli nie zwolnią sie środki przed końcem roku, bede kontynuować tabletki anty także w grudniu.

    1. Optymizmem nie wieje.
      Wiem, że to teraz będzie dla ciebie marne pocieszenie, ale to wielki plus, że jesteś jeszcze za młoda na więcej zarodków. To znaczy, że jeszcze wiele czasu na dalsze próby przed tobą. Możesz też zamrozić komórki, co da więcej zarodków bez stymulacji.
      A może metoda Ewelki zadziała i u ciebie i ten najbliższy transfer będzie tym właściwym.
      Teraz obyśmy wszystkie miały szansę dalej się starać.
      Mi dzisiaj Jarek powiedział, że jeśli zablokują ivf w Polsce, to on nigdzie nie będzie dalej jeździł. Ale parę lat temu mówił, że w ogóle ivf nie chce, bo jak drugie dziecko nie chce się pojawić, to trudno.

        1. On też jest uparty – a dziecko jeszcze bardziej. Czasem jak myślę, że pojawiłby się następny uparciuch…
          Jarek tłumaczył, że nie chce dziecka za wszelką cenę i wysiłek z ivf wysiada. Ale dotyczyło to sytuacji idiopatycznej. Jak się okazało, że jajowody są niedrożne, jest mechaniczna przeszkoda, to nawet nie musiałam go namawiać. W końcu nie po to przeszłam 4 operacje, żeby nawet nie mieć szansy. Ale tylko jedna stymulacja, 2-3 próby i jak nie to nie. Potem zgodził się na cały program. Z 3 stymulacjami i tak nie damy rady w programie, ale ja chcę chociaż te 3 stymulacje, tzn. chociaż 6 prób. I myślę, że to da się zrobić. 😉 W końcu teraz jestem już po 6 zabiegach. Oczywiście, jeśli jeszcze w ogóle będę miała szansę podejść do jakiegoś transferu.

      1. Margaritko, moja imienniczko zreszta, przeszlam przez to 2 tygodnie temu i powiem Ci, ze jest duzo rzeczy, ktore mozemy zrobic zeby poprawic „wadliwe i slabe” komorki jajowe.

        Podaj mi maila swojego jesli chcesz – napisze Ci to co ja juz wiem. Przebrnelam chyba przez milion publikacji naukowych, bylam u kilku lekarzy, troche mi powiedzieli.

        Albo napisz na mojego: malgorzalka1984@gmail.com

        Bedzie ok, w koncu sie znajdzie ta 1 dobra, niewadliwa, gotowa do zaplodnienia

    2. A mnie pocieszyłaś. Dziś zaczyna mi się okres. Gdyby rzeczywiście udało się zdobyć licencję w tydzień – hmm 

      Co do stycznia – nie jestem politykiem, ale moim zdaniem jest tak, jak już tu pisały dziewczyny. Ustawa o in vitro to zgniłe jajo i w gruncie rzeczy najpewniej PiS się cieszy, że ktoś inny pobrudzil sobie ręce. Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie to tknęli – sami zresztą mówią, że zajmą się in vitro „za jakiś czas”,a nowy rok zaczynają od spraw podatkowych.
      Może – nigdy tego nie ruszą, albo nie zdążą, bo nie wierzę, że 4 lata będziemy w takim średniowieczu.

      1. Iza, u mnie też lekarz mówił, że mają obiecane, że w dwa tygodnie uda się powydawać licencje. Jest szansa, że do 10 listopada wszystko ruszy i uda Ci się listopadowy transfer.
        Ja też na to czekam, żeby w połowie listopada spokojnie móc zacząć brać leki. A dzisiaj jadę podejrzeć endo.

  26. Masz racje Wezon, dobrze ze „za młoda” jestem na zapładnianie więcej niz 6komorek. Tylko tak niefortunnie to przedstawił lekarz, jakby to był problem i ze przy tych 6 komórkach to mamy znów marne szanse bo wyglada na to ze poza slabym nasieniem mamy tez wadliwe komórki…:/
    Tez mam nadzieje ze „kuracja” Ewelki cos zmieni,ze zmiana protokołu cos da. Plan jest taki by uzyskać jak najwiecej komórek i nadliczbowe zamrozić, zeby-tak jak napisałaś- nie musieć przy ewentualnej kolejnej próbie musieć sie stymulować.
    Zasmuciło mnie to, ze nasza niepłodność moze byc bardziej złożona niz tylko czynnik męski. I przede wszystkim niepewne losy programu i generalnie kwestii in vitro w Polsce:(

      1. Iza, ale pamiętasz, jak z S-mother rozmawiałyśmy o zamrożonych komórkach. W programie z zapasowych komórek możesz skorzystać dopiero po wszystkich stymulacjach. Czyli teraz w Twojej sytuacji i tak by to nic nie zmieniało. Nawet jeśli teraz się nie uda, to z drugą stymulacją do końca programu się wyrobisz i wtedy zamrozisz. A zamrożone komórki z obu podejść, to chyba jednak trochę za dużo.
        No chyba, że w ogóle już byś miała dość stymulacji.
        Jak Twój cykl? Zaczęłaś, czy ciągle przeciągasz?

      1. Generalnie idziemy długim co by pójść w jakość powiedziałam lekarzowi ze nadprogramowe chcielibyśmy zamrozić tym razem, i czy w ogóle możemy myślec o stymulacji mając z tylu głowy myśl o wyprodukowaniu większej liczby. Myśle ze tak jak ostatnio bedziemy celować w 15. I oby tym razem wszystkie były dojrzałe. Wtedy jest juz co mrozić. Absolutnie nie chcemy jakichś kolosalnych liczb 20 i więcej. Lekarz nie da gwarancji ze bedzie tak jak zakładamy, ale moze przy długim bedziemy mieć większa kontrole nad tymi komoreczkami. Ostatnio rosły nierówno, cześć juz była wielkością ok., inne dopiero rosły. Fakt faktem mieliśmy optymistyczne wyniki przed punkcją i sama punkcją tez ok., ale duzo było niedojrzałych.
        Iza, co do mrożenia to Wezon ma racje. Ostatnio tez sie zastanawialiśmy czy mrozić, ale w programie i tak nie można wykorzystać mrożonych przy drugim podejsciu, trzeba sie znów stymulować. Dlatego juz wtedy postanowiliśmy ze przy ewentualnej 2 stymulacji bedziemy dopiero mrozić komórki. Zreszta, i tak u nas nie było z czym szaleć, mieliśmy zaledwie 3 nadprogramowe a komórki sa wrażliwsze od zarodków na mrożenie. Oby tylko pozwolili nam skorzystać z kolejnej stymulacji…

        1. Szkoda, że komórki są wrażliwsze i słabiej się rozmrażają. I głupio, że nie można najpierw wykorzystać zapasowych komórek i potem dopiero stymulacja. Bo 10 komórek czeka, mogłaby być z tego ciąża a i tak trzeba znowu się faszerować.

        2. Dzięki dziewczyny, rozjaśniłyście mi – przypomniałyście zasady i w ogóle.
          I tak nie podejmuję jeszcze żadnych ostatecznych decyzji, co dalej. Czy mam dość stymulacji? Raczej nie, w grunicie rzeczy miałam tylko jedną dwa lata temu. I od 2 lat transfery-ciąże-straty. Tego mam dość.
          Zobaczymy 🙂

      1. Ewelka, ja też jestem w szoku. Na drogich wakacjach są Twoje komóreczki…
        Za to nie wątpię, że mimo wydrenowania portfela – masz komfort psychiczny, że komórczaki czekają… 🙂

  27. Właśnie wiadomości w ZET-ce zaczęli od ivf. PIS zapowiadał zaostrzenie przepisów, a nawet karanie lekarzy i co pacjenci na to. Parę krótkich wypowiedzi leczących się i czy jakby co, to będą wychodzić na ulice.

        1. Iza gdybyś Ty wiedziała jak ja bym już chciała iść na l4!!! A tymczasem nikomu się jeszcze z M nie wygadalismy o ciąży… nadal w to nie wierzymy i ciągle tłumaczymy sobie nawzajem że to jeszcze za wczesnie-a to wszystko przez ten strach ze ten cud jest jak bańka mydlana i zaraz pęknie…
          U mnie w pracy często są dyskusje nt in vitro. Generalnie chyba wszyscy oprócz mnie są przeciw. A jak była ta sprawa ze podmienili chyba komórkę jajowa kobiety o ile pamiętam i dziecko urodziło się chore to afera na całego. Są zdania ze w ogóle TO powinno być zakazane.

          1. Kurcze, czemu ludzie się nie zastanowią czasem zanim coś powiedzą? Mam wrażenie, że często są mocni w gębie jak mają interlokutorów o podobnych poglądach. Ale przecież nie można wykluczyć, że słucha nas ktoś, kto ma akurat inne. I wtedy dobrze by było przesiać niektóre wypowiedzi przez sito.

            Ewelinaaa, powodzenia!!!

          2. Musi Ci się świetnie siedzieć w takim towarzystwie, Ewelinaaa… Mnie by krew zalewała przy każdej takiej rozmowie przeciwników in vitro.
            Niestety wiem, jakbym się zachowała. Jeśli to jest rozmowa w pracy, to raczej siedziałabym cicho – ja w pracy w ogóle nie rozmawiam o moim życiu prywatnym, jeśli tylko rozmowa wykracza poza jakis banalny wyjazd nad jezioro.

            Kiedyś słyszałam, jak laski – „koleżanki” z pracy – rozmawiają o ciuchach z second handów („To ściągają z trupów”). Patrzę na siebie, dżiny z lumpa, koszulka też, tenisówki z Allegro. Zajęłam się pracą w milczeniu – w myśl zasady, ze milczenie jest jednak złotem…

  28. Olga trzymam kciuki 😉

    Dziewczyny u mnie dzisiaj jest delikatne brudzenie, ale to chyba normalne po taki transferze (na lustrzanych lampach na suficie widziałam, jak lekarz kilka razy wycierał „cewnika” z krwi). Mam rację to normalne ?????
    Dopiero dzień po transferze a ja już martwię 🙁

  29. Ale jestem nieziemsko wkur****a na invimed. Chyba łatwiej dostać się na audiencję do królowej angielskiej, niż na wizytę do mojego gina. W godzinach popołudniowych do końca roku nie ma zapisów, czujecie? Zostawiłam im tam do k****y nędzy 15 tysięcy, Zaraz planuję kolejne 2, a oni mi kurde robią problem z zapisem do lekarza! Zadzwonię dziś bezpośrednio do niego i on mi wyznaczy termin, ale tak mnie te laski z infolinii wyprowadziły z równowagi, że szkoda gadać…

    1. Do końca roku??? Nie możesz się „legalnie” umówić z lekarzem do końca roku po południu?? Oj, nieładnie…
      Dostępność swojego lekarza – to jest jedna z najważniejszych rzeczy w leczeniu!
      Kas, ale jak zadzwonisz do niego, to się uda, prawda?

      Z moim lekarzem też nieraz trudno się umówić – przez infolinię. Ale 9 na 10 takich przypadków gdy dzwonię do niego – gdzieś mnie wciska. Najczęściej po pracy, jako nadprogramową wizytę…

      1. Wysłałam mu smsa i czekam aż oddzwoni. No liczę, że mnie wciśnie, bez przesady, kurde no, nie czekam na operację zaćmy na nfz, żeby się na 2016 rejestrować. Jak nie do invi, to do drugiej kliniki mnie zapisze, tam, gdzie ciąże prowadzi, zbada mnie, powie, co i jak z tym transferem i potem to już mi łaski nie robią. Ale to jest paranoja, babka mi powiedziała, że na te godziny są pozapisywani pacjenci pierwszorazowi z programu. Tylu nowych pacjentów, skoro program kończy się za pół roku? A jak zapytałam o pierwszy wolny termin, to mi zaproponowała wtorek za trzy tygodnie o 9 rano… No chyba raczej bardzo dziękuję.

        1. Kas, ja chodzę rano i z programu, to nie ma takich problemów. Ale za to też nie można się umówić jak człowiek, tylko zgłaszasz chęć i koordynatorka programu oddzwania i ustala termin.
          Jestem ciekawa, czego się dowiesz.

  30. Dziewczyny – taki trochę offtop mi się nasunął. Jeśli za bardzo zamieszam, to Iza usuń, jeśli możesz 🙂
    Za rzadko tu bywam, by dokładnie pamiętać każdej historię (mea culpa… postaram się nadrobić), ale jeśli u kogoś pojawia się problem z męskim nasieniem, jego słabą jakością itp., to czy przy okazji wizyty u gina możecie zapytać, czy spotkali się z tym, by mrożenie pomogło? O co mi chodzi? Podam mój przykład – u nas główną przyczyną jest niepłodność męska, M. bierze silne leki i od początku wiedzieliśmy, że może coś pójść nie tak. Włącznie z tym, że gdy pierwsze 2 udane transfery szybko się zakończyły, myśleliśmy po prostu o zaistniałych już błędach genetycznych po stosowaniu leków. Krótko po drugim transferze, gdy M. musiał ponownie wracać na leki, zdecydowaliśmy się na mrożenie nasienia (tylko w ten sposób mogliśmy „zabezpieczyć” ew. przyszłą szansę na kolejne IVF). Gdy doszło do drugiej stymulacji, użyto jednej z porcji zamrożonego nasienia. Rozwój zarodków generalnie chyba przerósł nawet oczekiwania lekarzy. Gdzieś tam powyżej jest „statystyka”, ale generalnie mówiąc wszystkie zarodki powstałe z drugiej stymulacji były w 5 dobie lepsze od (o ile się nie mylę co do pierwszego) najlepszego z pierwszej stymulacji. Poza tym o ile pierwszy podany nie dał żadnego efektu, to drugi dał obecną ciążę (oczywiście dopiero po porodzie będzie można faktycznie stwierdzić, czy wszystko jest ok). Jak rozmawiałam z lekarką, jak to było możliwe, to stwierdziła, że być może mrożenie i rozmrażanie nasienia spowodowało „selekcję” – pozostały tylko te najsilniejsze plemniki.
    Nie wiem jednak, czy to tylko u nas tak zadziałało, czy też ktoś jeszcze coś takiego zaobserwował. Możliwe jest również, że przyczyna leży zupełnie gdzieś indziej, więc też nie chciałabym nikomu dawać nadziei… Ale jeśli to kogoś zainteresuje, to może przy okazji zapytać lekarza…

    1. Równoważnio, po to są nasze historie, żeby móc się szybko zorientować w sytuacji i przypomnieć sobie, kto z czym ma problem i czego już próbował.
      Ty też się miałaś dopisać – czekamy. 🙂

    2. Równoważnio, nie ma żadnego usuwania, a w szczególności tak madrych głosów! 🙂
      Na temat mrożenia nasienia się nie wypowiem, bo nic nie wiem – ale podbiję piłeczkę.
      Podobne opinie czytałam o mrożonych zarodkach – słyszłałam od lekarza, że może być tak, że te zarodki, które przeżyły mrożenie są silniejsze i pewniejsze.
      Świetnie, że zwróciłaś na to uwagę, myślę, że wielu osobom będzie lżej znieść nienajprzyjemniejszą myśl o mrożeniu naszych komórek, plemników, zarodków…

      1. Iza, ja wiem, czy to mądrze było… Po prostu my nie mieliśmy wyjścia, bo nasienie po kolejnej dawce leku może się w ogóle nie nadawać nawet do IVF. (Sama wiesz, jak działa MTX 🙁 )
        Co do mrożenia zarodków – też słyszałam opinię (chyba od naszej dr prowadzącej), że nawet niektóre kliniki na zachodzi odstępują od podawania świeżych, tylko podają te mrożone. Bo z jednej strony rozmrożone mogą być jednak silniejsze, a i organizm po jednym czy dwóch cyklach może być bardziej przygotowany, niż po stymulacji.

        1. Moja koleżanka ma RZS od 13 roku życia. Przez 15 lat brała Metotreksat. I jak chciała dziecka, to odstawiła, odczekała chyba 3 cykle i miała 3-4 cykle na trafienie, żeby nie nastąpił rzut choroby. I udało jej się i po 3 latach znowu. Ma dwoje zdrowych dzieci. Zupełnie jej na komórki ten lek nie zaszkodził.

          1. widzisz… nam się nie udało, mimo prawie rocznego odstawienia mtx-u oraz sterydu, by dało się żyć… prawda jest jednak taka, że nie wiemy, czy mtx zniszczył nasienie, bo wcześniej nie badaliśmy. wiemy, że mimo odstawienia się nie poprawiło, a w czasie brania generalnie jest w szpitalach podpisywana tzw „świadoma antykoncepcja” w czasie leczenia, więc jakiś wpływ być musi…
            może w czasie kolejnego odstawienia zbadamy nasienie, by się przekonać… o ile taka przerwa nastąpi, bo obecnie lekko nie jest. (z drugiej strony myślę, że psychicznie łatwiej jest nam chociaż „zrzucić” winę za niepłodność na leki, bo świadomość przekazania choroby tak i tak tą psychikę u M. niestety mocno obciąża… 🙁 )

  31. Ja już po wizycie. Na szczęście wszystko jest ok 10 tc. Malutki ma prawie 4 cm, serduszko bije miarowo. Kurde jaka ulga. No i dostaliśmy z M zielone światło żeby trochę pofiglowac 😀 10 listopada mam usg genetyczne jestem w szoku, że tak szybko bo nawet nie orientowalam się w którym tyg się je robi?
    J@ myślałam dzisiaj o Tobie, wchodzę na Twój blog a tam taka wiadomość. Bardzo mi przykro… masz jakieś mrozaczki?

    1. Ewela SUPER SUPER SUPER !!! :))))))) Dajesz nadzieje, ogromna nadzieje. Olej ludzi w pracy. Czlowiek z reguly jest hipokryta. Jestem przekonana, ze jesli ktos z nich mialby taki problem jak my, nie zawahalby sie chwili i robilby invitro.

    2. Wspaniale!!! 4 cm szczęścia!!! Wzruszyłam się:)

      My mamy jednego Mrozaka, który na nas czeka. Wracamy po niego w grudniu. Chwilę odsapniemy i z powrotem do walki:)

      Gratuluję Ci bardzo!!! Trzymam kciuki za następne tygodnie!

    3. Mówiłam, ze nie ma się czego bać. 🙂
      Genetyczne robi się między 12 a 14 tyg. Czyli będziesz w idealnym terminie. Potem kości już zaczynają twardnieć i trudniej zmierzyć przezierność karkową.

  32. Ewelinaaa, gratuluję, spory mały człowiek:)
    Dziewczyny, dzięki za kciuki, wyruszyłam się. Dojechaliśmy do domu teraz.
    Poszło bez większych problemów. Lekarz jak zwykle- siła spokoju, pielęgniarka z uśmiechem, mimo późnej godziny, my przejęci..potem na leżąco do chaty) doładowałam naszej Bułce nr2 kilka krówek i hot droga z bipi:) miałam słodką blastocystę, asisted hatching, i embryo glue. Jutro urlop, w piątek do pracy:)

    1. To teraz odliczamy do bety 😉
      Ja dzisiaj cały dzień przeleżałam (przespałam) pod kocem i od razu lepiej się czuję.
      Tylko jak na razie nici z moich planów o pisaniu pracy, jakoś motywacja mi spadła 😉 ale cóż jutro też jest dzień 😉
      Kolorowych snów 😉

  33. Ja też po wizycie. I nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.
    Wszystko jest super. Wyniki hormonów z 2dc świetne, jest pęcherzyk owulacyjny, a endometrium 7 mm. Gdyby nie to ustawowe zamieszanie, to byłabym gotowa podejść na naturalnym. Byłoby pięknie, gdybym miała jajowody.
    Czy ten mój organizm musi być taki złośliwy? Teraz nie wiem, czy potrzebowała macica więcej czasu i na estrofemie też by było lepiej w tym miesiącu, czy nie lubi estrofemu i robi wbrew i np. na cyklach bezowulacyjnych endo nigdy nie będzie dobre i lepiej próbować na naturalnym, czy jeszcze coś innego. Nie mam czasu próbować wszelkich kombinacji.
    Za tydzień idę jeszcze na podgląd, bo lekarz jest ciekawy, jak będzie wyglądać endo po owulacji, czy się rozpiankuje i będzie gotowe na zarodka. Endo zostało zmierzone w wielu miejscach i dostałam kilka pięknych zdjęć w powiększeniu, żeby inny nie powiedział, że to tylko w jednym miejscu, albo kursor zjechał.
    Wyszliśmy z gabinetu, a J. mówi – wiedziałem, że jak nie trzeba i nie męczysz organizmu, to będzie OK. Cała taka jestem – jak ktoś mnie przyciska, to się zapieram. Tylko jak ja mam zrobić IVF, nie męcząc organizmu?

      1. Chyba blasto, a mrożą mniejsze? Na pewno mrozili parę dni po transferze, bo z 4 zarodków został 1.
        Nie wiem, nie myślałam o tym. Lekarz kazał zadzwonić na początku następnego cyklu, żeby zacząć brać estrogen. Może zadzwonię mu powiedzieć, że endo wygląda ok na naturalnym cyklu?

    1. Kurcze, Wężon, u CIebie zawsze z fajerwerkami… A Ty tak życiowo to nie jesteś złośliwa, jak Twój organizm, prawda? 🙂

      Ale przecież z różnych rzeczy, które mogłas dziś usłyszeć- mogło być tylko gorzej. Małe endo by nas tu wszystkie rozczarowało…

      1. Masz rację Iza, to w sumie najlepsza wiadomość – mogło mieć ewentualnie 9 mm. 🙂
        Do fajerwerków i nagłych zwrotów akcji w życiu już się przyzwyczaiłam. Tak od 30 się zaczęło i nie chce odpuścić. Już tyle razy niespodziewanie miałam dłuższe przerwy w pracy, że każdego dnia powinnam z niej wychodzić tak, jakbym miała nie wrócić.
        Czerwiec 2002 – mój wielki ślub. Pokaźna dokumentacja zdjęciowa wywołuje zachwyty w pracy.
        Maj 2007 wymarzona podróż na Kubę, po powrocie mamy zacząć się na poważnie starać o dziecko (nie zabezpieczamy się już od stycznia). Czerwiec 2007 – wypadek i złamany kręgosłup, pięć miesięcy zwolnienia w domu. W pracy poruszenie, co ze mną będzie. Od czerwca do października nie mam okresu, pod koniec października mam wywołany i planujemy dalsze dzieciowe kroki, mąż po nowym roku ma pójść na badania nasienia. 12 listopada 2007 wracam do pracy, 12 grudnia czuję, że coś mnie ciągnie do Jarka. 24 grudnia zostawiamy rodziny i zamieszkujemy razem. W pracy poruszenie.
        Sierpień 2008 – jest ciąża, jakoś się udało, pomimo ponurych prognoz. Grudzień 2008 – na spotkaniu świątecznym w pracy część ludzi dopiero zauważa, że jestem w ciąży – gratulacje. 7 stycznia 2009 wychodzę z wizyty od ginekologa, wszystko jest super. Jedziemy obejrzeć żłobek. Wysiadam z samochodu i jestem cała mokra. Leżę na podłodze w łazience w żłobku i czekam na karetkę. Długo jej nie ma, a potem tak wolno jedzie, żeby nie wywołać skurczy. W pracy poruszenie i współczucie, to przecież dopiero 25 tydzień.
        Po 9 dniach Laura postanawia wyjść. Poprzedniego dnia wieczorem lekarz prowadzący pojechał na urlop i kazał czekać na swój powrót, a najlepiej do 30 tygodnia.
        W pracy głównym tematem jest nasza sytuacja.
        Na szczęście Laura wywija się z wcześniactwa cała i zdrowa. Przez parę lat jest spokój, nie licząc moich przerw na histeroskopie, ale te są planowane i nikogo nie zaskakują.
        5 grudnia 2014 – udany transfer. Po paru tygodniach poruszenie w pracy, bo będą bliźniaki. Wiele osób za plecami pyta się Jarka jak się czuję itp. W piątek 27 lutego normalnie kończę pracę. Jeszcze tylko tydzień pracy i jedziemy na ostatni samodzielny urlop, a po powrocie ogarniam stanowisko i idę na zwolnienie. W niedzielę w nocy odchodzą mi wody, do pracy nie wracam przez miesiąc. 5 marca ciąży już nie ma. W pracy poruszenie i współczucie.
        W czerwcu 2015 mam mieć transfer – zamiast transferu jest kolejna histeroskopia. W październiku 2015 znowu nie ma transferu, w listopadzie też nie, bo jest ustawa.
        Wystarczy mi tych mocnych przeżyć. Jaka szkoda, że tak jak Ty nie mogę mieć nadziei na cud naturalnego poczęcia.

        1. Ciebie sie czyta jak książkę, Wężon. Napisz może książkę, co?
          W braku nadziei (na cud naturalnego poczęcia) jest jeden okruch cukru – brak comiesięcznych rozczarowań. Co nie znaczy, że bym się nie zamieniła.

        2. Wężon – tak piszesz, że faktycznie mógłby to był scenariusz… Tylko pytanie, ile osób niezwiązanych z tematem, by uwierzyło, że to możliwe… U jednej osoby… Oby ta fala już się zakończyła.
          Co do endo – może faktycznie uwiną się z dokumentacją w tydzień? Będziesz jeszcze się orientować? I życzę, by w kolejnym też ładnie rosło 🙂 (u mnie też się zawsze buntowało na „wsparcie” 🙁 na sztucznym cyklu na progynowie zamiast ładnego endo pojawiła się @ w 14dc)

  34. Dziewczyny, cały czas sie tu dzieje! Wrze, i dobrze ze tym razem w większości od dobrych wieści:) odpisze zbiorowo bo ja jak zwykle pisze z komórki i po każdym wpisie ładuje mi stronę na nowo, długo schodzi z przewijaniem itd.
    Iza, mam nadzieje, ze podpiszą te świstki i w listopadzie bedziesz miała transfer. Trzymam mocno kciuki!
    Wezon, gratuluje endo i dobrych wyników! Oby dali zielone światło odgórnie na transfery. W końcu taka sytuacja u Ciebie nie zdarza sie co miesiąc i szkoda byłoby ja przegapić przez zamieszanie z ustawa.
    Ewelka! Bardzo Ci gratuluje Twojego szczęścia! Bedzie dobrze! Jestem myślami z Tobą cały czas. Co do tych moich komórek to szkoda, bo my dodatkowo, a wydawało sie wczesniej ze przede wszystkim, mamy tez problem z nasieniem:/ czekam na @, zaczynam Antki brać i uskuteczniam Twoja komórkowa dietę!:)
    Malgorzalka, dziękuje Ci za ten wpis i odezwę sie do Ciebie. Chetnie skorzystam tez z Twouch porad, bo niestety. Jestem dosyć zielona w kwestii jakości komórek- dopiero zacznę ze studiowaniem źródeł na ten temat.
    A tak ogólnie przestaje sie dziewic ze nam nie wychodziło skoro problem złożony. W końcu jakieś plemniki dobre sa, ale zeby jeszcze spotkały sie z ta właściwa komórka, to juz statystyka wskazuje ze marne szanse:/

    1. Margaritka, jak poprawisz komórki, to może samo się trafi. 😉
      Słabe nasienie, słabe komórki, a raz na dziesięć lat, te dobre mogą na siebie trafić, na co wskazują liczne cudowne ciąże. Może Twój cud też się stanie?
      Mój J. też ma fatalne nasienie, a 2 dzieci poczętych zupełnie naturalnie ma.

  35. Wężon, w 5-9 dc zacznę brać po ćwiartce clostilbegytu. Przy wcześniejszych krio brałam po pół tabletki, ale raczej nie ma u mnie problemu z owulacją i pęcherzykami, a na leki dobrze reaguję, więc teraz lekarz zdecydował, że „ćwiartki” wystarczą.

      1. Od czego zależy decyzja lekarza? na pewno od wczesniejszych doświadczeń z naszymi cyklami i reakcją na leki. Na pewno od skłonności do torbieli czy endometriozy (dlatego dostałam tylko ćwiartki, bo mam i to i to).
        Wydaje mi się – chyba – że clostilbegyt źle wpływa na endometrium (musiałabyś dopytać jeszcze), więc przy Twoim to nie jest rozwiązanie…

        1. Słyszałam, że Clo może przeszkadzać. A zupełnie naturalnie się nie da?
          A jeśli nie ma wcześniejszych doświadczeń? Jak decyduje po raz pierwszy? U mnie pewnie na estrofemie, bo estrogeny stymulują endo, ale to nie działa. I może brak owulacji, którą hamuje estrofem źle działa na endo?

          1. Zupełnie naturalnie się da – pod warunkiem, ze się orgaznim nie zbuntuje. DObrze wiesz, że łaska jajników na pstrym koniu jeździ. Robimy badania, robimy scratching – po co ryzykować, ze to na darmo?

            Kochana Wężon – nie wiem od czego zależy pierwsza decyzja, jeśłi nie ma doświadczeń. Chyba właśnie dlatego tak długo trwa to leczenie – próbujemy raz tak, raz siak, póki coś nie zaskoczy.

          2. Dziewczyny ja tak co drugi transfer miałam cykle z estrogenami lub bez. Nigdy clo ani nic na owulke. Zawsze tylko ten nieszczęsny steryd na obniżenie waleczności organizmu względem ciał obcych, którego nazwę aktualnie zapomniałam …(?) ze progesteron po picu to chyba juz logiczne. I tez nie wiem czemu raz tak raz tak.

          1. Na pewno dam cynk jak się coś dowiem – ale nie sądzę, żeby 7.11 było coś wiadomo. To sobota, celuję najwcześniej w końcówkę kolejnego tygodnia. WIem, że mój transfer i tak będzie wisiał na włosku do samego końca.

  36. Czołem, Panie Drogie. Dawno mnie nie było, ale sporo się u mnie teraz dzieje. Powoli zaczynam się aktywizować zawodowo po półrocznej przerwie- nie ma co czekać, niestety skarpeta z pieniędzmi przeraźliwie szybko pustoszeje.
    Z trudem ogarnęłam wczoraj wieczorem wszystkie Wasze wpisy z ostatnich tygodni 🙂
    Iza, kolorem włosów zaskoczyłaś także mnie. Nie wiem dlaczego, ale zupełnie inaczej „występujesz” w mojej głowie 🙂 Dobrze bardzo, że dałaś sobie w górach ostro w dupę, taki wysiłek doskonale resetuje. Trzymam kciuki za udany transfer!

    Ja teraz mam cykl przerwy po ostatnim nieudanym. Koniec tej krótkiej ciąży był niestety bardzo bolesny fizycznie, na szczęście trwało to tylko kilka godzin. Mój organizm, jak zwykle, bardzo szybko wrócił do równowagi. Wczoraj byłam w klinice na wizycie kontrolnej- endometrium ładnie rośnie, pęcherzyk owulacyjny jak złoto…Przygotowuję się teraz do kolejnej stymulacji, która powinna zacząć się ok. 15 listopada. Mój lekarz mówi, że do tego czasu licencja powinna być gotowa, bo wniosek leży w MZ już od dawna. Bardziej martwi go to, co może wydarzyć się w przyszłym roku- program programem, ale kasa przekazywana jest z budżetu. Jeśli nowa (jedyna i słuszna) opcja rządząca uzna, że należy budżet znowelizować i środki przeznaczyć na inny cel, to jest ryzyko, że program nawet nie dobrnie do tego czerwca.

    Jeśli tylko będzie z czego, wezmę teraz dwa zarodki.

    1. O jesteś. Myślałam o Tobie intensywnie, nawet już wzywałam w komentarzach.
      Dobre wieści, że robią stymulacje nie czekając do nowego roku, bo w Novum nie robią.
      I pewnie dlatego jak pisała Kas, teraz ciasno, łapią kogo się da i robią co mogą, żeby zrobić w programie jak najwięcej, a potem tylko crio.
      Mój cykl też się zacznie koło 15. Znowu idziemy razem. 🙂

      Już niejedna pisała, że nawet wczesne poronienie jest bolesne. Mnie prawie wcale nie bolało, a to był już 15 tydzień i podwójna ciąża. Może jestem stworzona do rodzenia, hehe.

    2. Dzień dobry S-mother.
      Mnie też nie bolało to poronienie, nie bardziej niż zwykły okres – przykro mi, że cierpiałaś podwójnie.

      Wszystkie, jak widzisz, jesteśmy niespokojne, co dalej z nami. Co z licencjami klinki, co z programem…

      Ja sie chyba naprawdę powinnam przefarbować, bo wszystkie zdziwione tutaj 🙂

    3. S-mother, przykro mi bardzo z powodu Twojej straconej ciąży;( pamietam początek tej historii z beta która pięknie odbiła. Pózniej mnie trochę nie bylo, po powrocie tylko obijalo mi sie o oczy ze cos sie u Ciebie wydarzylo. Nie mam słów na to przez co musiałaś przejść. Widzę, ze twarda z Ciebie babka i idziesz jak cyborg! Mam wyobrażenie Ciebie, jako kobiety w pancerzu i kolcach i mam wrażenie, ze nawet jakbym chciała Cie przytulić to wzmocnisz pancerz, wysuniesz kolce…mimo wszystko, przytulam Cie mocno i pochylam sie nad Twoim bólem. Przesyłam ciepłe mysli.

  37. Wężon złośliwy ten Twój organizm, z charakterkiem. Nie skreślaj jeszcze tego cyklu, może rzeczywiście warto spróbować skoro endo takie ładne. Ciekawe czy może rzecywiście Twoje endo nie lubi się z estrofenem.
    U mnie jakieś szczątkowe plamienie, mam nadzieje, ze to pozostałość po tamtym krwotoku. Wizytę mam w poniedziałek więc póki co leżę i czekam, kontrolując sytuację w majtkach średnio raz na 15 minut. Obok łóżka spakowana torba do szpitala, także życie na pełnym luzieeeeeeee :):)

    Margaritka masz jeszcze trochę czasu na poprawę swoich komórek, tyle na tym blogu na to sposobów, że na pewno coś zadziała. Trzymam kciuki!

    1. Jagoda, Ty to masz definicję luzu… Niech nic Ci się już nie dzieje.
      Nie ma co złorzeczyć na ten organizm, bo się obrazi. W końcu się zmobilizował i coś rośnie. Może już mu tak zostanie.
      Lekarz nawet nie brał pod uwagę tego cyklu, chyba jedna będzie za wcześnie. Bo to już 14 dc, 1 będzie 17, nie da rady z tymi licencjami.

  38. Ja już pod wizycie, w kolejnym cyklu podchodzę 🙂 gdyby nie ustawa, to kto wie, czy nie w tym nawet by się udało. Ale tak będzie na spokojnie. Endo 12 mm, pecherzyk 20 mm dojrzały, zaraz pęknie, dostałam skierowanie na badania wirusologiczne plus prolaktyna i tsh, pojedziemy na naturalnym cyklu, lekarz mówi, ze są do tego dobre warunki. Tak więc czekam na okres i działam. Mam dwa zamrożone razem zarodki, więc nie robią mi łaski, żeby oba podać. Co dziwne są dwudniowe, A nie pięcio. ..

    Ps. Poczytałam w poczekalni Twoje felietony Iza 🙂

      1. No właśnie też się zdziwiłam, że dwudniowe. Ta wiadomość wraz z faktem, że zamrozili dwa razem, czyli oba będą musieli rozmrozić na raz, oznacza moim zdaniem, że one były po prostu słabiutkie 🙁 co będzie, los pokaże.

        W ogóle transef będzie prawie w okrągłą rocznicę, dwa lata po szczęśliwym transferze synka (6.12). Może nawet dokładnie w ten sam dzień 🙂

          1. Ja z transferu dwudniowych zarodków mam synka, ale to były świeże zarodki, zaraz po stymulacji. Nie spotkałam się z criotransferami 2-dniowych. @j Ty byłaś po crio właśnie?

            Iza, trzy numery były, ale jeden zajęty, więc przeczytałam sobie dwa 🙂 ja też nie spotkałam się z mrożeniem parami, muszę o tym poczytać. Tak jak pisałam, może były słabiutkie…

          2. Nie, ja miałam świeży dwudniowy podany. A drugi zamrożony w drugiej dobie też. Sama nie wiem czy to dobrze, ale zakładam że lekarze wiedzą co robią. Niewiele więcej mi pozostaje…

          1. Wężon chyba wiem o czym piszesz.
            Raptem wszystko wraca, a sam strach jest jest większy niż poprzednio.
            Ale musimy myśleć pozytywnie, że teraz to będzie już wszystko dobrze, bo inaczej nie było by sensu, żebyśmy jeszcze próbowali.
            😉

    1. Heh, Kas, a ja nie widuję gazety z felietonami w N. Ale widuję je na swoim kompie – kolejny w drodze 🙂
      Fajnie, ze jedziecie na naturalnym cyklu. Zdrowo.
      Kas – nie wiedziałam, że zaroki mrozi się razem. Serio??? A jakie było wskazanie, żeby tak zrobić?

      1. Iza, trzy numery były, ale jeden zajęty, więc przeczytałam sobie dwa 🙂 ja też nie spotkałam się z mrożeniem parami, muszę o tym poczytać. Tak jak pisałam, może były słabiutkie… Nie wiem, jakie były wskazania, jak lekarz mi o tym Powiedział, to stwierdziłam, że dla mnie to ok, bo ja i tak chciałam oba mieć transferowane. Dopiero potwm o tym pomyślałam.

      2. Hehe, a szkoda ze „branżowych” pism w N. brakuje. same „elle” i „pani”. W sam raz dla tych ekskluzywnych, eleganckich Pan, w trendy ciuchach i ze zdecydowanie za drogimi torebkami 🙂 czuje sie w i h towarzystwie jak Kopciuszek, i podobnie jak Ty Iza, myśle sobie co te eleganckie panie by powiedziały na moja kurtkę z second handlu;) my tam poszliśmy po pomoc, bo ktoś nam polecil, ze skuteczni. Zapomniał dodać, ze eksluzywni tez. Odkąd ruszył program trochę więcej takich szaraków jak my na korytarzach. Ci dostojni pacjenci zostaną pewnie i po programie, tacy jak my(ja i maz) zaczniemy jeść tynk z parapetów, ale bedziemy udawać ze stać nas na te wizyty.

        1. Naprawdę to Novum takie high life? Byliśmy tam na badaniach nasienia dwa razy i rzeczywiście gmach robi większe wrażenie niż skromny Invimed. Może przez to napuszenie wybrałam jednak Invi? Przez tyle wizyt nie widziałam ani jednak takiej ekskluzywnej pacjentki.

          Margaritka, w razie czego posadzę coś jadalnego w ogródku, kapusta, ziemniaki i marchewka są na polach wokół i nigdy nie zbierają do końca, da się wyżywić. 😉 Starczy i dla Was.
          A tak serio, to cieszę się, że leczenie poza programem nie jest poza naszym zasięgiem. Najwyżej nie pojedziemy na wakacje i będziemy musieli sami sprzątać. Taka sprzątaczka przez dwa lata, to jest całkowity koszt procedury.
          Margaritka, wierzę, że nie będziesz musiała zastanawiać się, skąd brać pieniądze na leczenie po programie. Będziesz się zastanawiać, skąd brać na ciuszki dziecięce i pieluchy. 🙂

          1. Moze z tym tynkiem przesadzilam, ale zdecydowanie bedziemy musieli zacisnąć pasa i zapomnieć o wakacjach i innych przyjemnościach, a wiadomo ze każda forma relaksu jest dobra dla psychiki, szczególnie tym starającym sie potrzebna, zeby moc choć na chwile odwrocić myśli od problemów. O takich luksusach jak pomoc domowa to ja generalnie mogę pomarzyć, nie ten level;)

          2. Prawda jest taka, że mając przeciętne dochody, kredyt hipoteczny, ubezpieczenie mieszkania, samochodu i małżonka (na wypadek zgodnu przy kredycie mieszkaniowym) oraz okresy perturbacji na rynku pracy – wiele z nas nigdy by nie przekroczyło progu pod miedzianymi dachami gdyby nie program.

      3. Aż muszę spytać, jaki jest mój. Założyłam, że blasto, bo przy transferze lekarz powiedział, że jest 6 (czyli zostają 4), a potem się okazało, że zamrożony jeden. Gdyby zamrozili równolegle z transferem, to wszystkie 4 by były.
        Podobno właśnie słabsze mrozi się wcześniej, bo w macicy jest większa szansa, że ruszą, niż że rozwiną się do 5 doby na szkiełku. Na wypisie z Invimedu nie ma żadnej informacji ani o klasie podanych, ani tego zamrożonego.
        Spotkałam się z mrożenie po 2, a nawet po 3. Ta moja B. raz czy dwa miała podane trzy, ale jeden z nich był bardzo słabiutki. Ciąży wtedy nie było.
        Czytałam, że przy dwóch dobrych podanych zarodkach nie wzrasta szansa na ciąże, rośnie ryzyko bliźniaczej. Ale jak są słabe, to dawanie dwójkami zwiększa szanse na przyjęcie się chociaż jednego. Jakoś oba lepiej stymulują macicę.

        1. Wężon, mi mówiono o 4 zarodkach w okolicy czasu transferu, a okazało się na wizycie potwierdzajacej ciążę, że zamozili dwa, dlatego też założyłam, że to blastocysty. A tu jednak nie. Cóż, potwierdzasz moją teorię o prawdopodobnej słabszej kondycji moich zarodków, niestety, tak jak i Ty, nie wiem, jakiej klasy to zarodki. Będzie, co ma być. Jeśli nie jest mi pisane zostą mamą drugi raz, trudno. To byłaby szóstka w totka, dwoje dzieci z jednej procedury. Chcę zrobić dla moich zarodków wszystko, reszta w rękach natury.

          1. Nie. Nie biorę w ogóle pod uwagę kolejnego ivf. Może popróbujemy naturalnie (my jesteśmy idiopatycznym przypadkiem), ale już bez lekarzy i wspomagań. A jak się nie uda, to zostaniemy we trójkę i też będzie ok.

  39. Weroniki, no ma bo moze trafił na płodniejsze kobiety niz mój M.:/ kiepsko sie dobraliśmy(biologicznie), moze z super samcem rozpłodowym mi, a jemu z boginią płodności, pewnie nie byłoby aż tak bardzo pod górkę:/

    1. Margaritka, przypuszczam, że to było do mnie. 🙂
      No nie wiem, czy ja taka płodna jestem. Jak widać, to jednorazowy strzał. 🙂
      Jakie szczęście, że Laura przeżyła. Jak pomyślę, że wystarczyło parę dni wcześniej…

  40. Witam czytałam ten blog cały dzisiejszy dzień, praktycznie od deski do deski. Tyle ważnych i trudnych przeżyć.. Ja również zmagam się z niepłodnością i właśnie jestem po drugim transferze in vitro niestety znów nieudanym w poniedziałek zrobiłam beta HCG wynik „negatywny”. Smutek, łzy… a tak bardzo wierzyłam że tym razem się uda.
    Moja historia.. jest bardzo podobna do Twojej.. I chyba przez Twój blog próbuję znaleźć zrozumienie, wyjaśnienie, odrobinę nowej nadziei, a może kogoś kto to wszystko zrozumie, może pocieszy. Przede mną sctrachnig endometrium, i kolejna próba. Czy tym razem los się do mnie uśmiechnie.. tego pragnę najbardziej i tego życzę również Tobie.

    1. Hej Jola.
      Szkoda, że zaczynamy znajomość od nieudanego transferu 🙁
      Ale jeszcze będziemy się śmiać, zobaczysz. I na pewno znajdziesz tu zrozumienie, pocieszenie i pełne wiadro nadziei, a nawet całą wannę!
      Kiedy teraz podchodzisz?

      1. Chciałabym jak najszybciej ale jest to chyba nie możliwe ze względu na zmianę pracy, a poza tym chyba muszę się trochę pozbierać i poukładać w swojej główce ostatnie niepowodzenie. Poczekam więc chyba do grudnia może to będzie lepszy czas.. Lekarz chce mnie widzieć w 14dc.. no i ten sctrachnig endometrium, który już w listopadzie ubiegłego roku miałam, ale wówczas miałam również zabieg na drożność jajowodów.. itd.. stwierdzoną mam też endometriozę i PCO… zabieg oczywiście był płatny. Teraz jesteśmy w rządowym programie in vitro i mam nadzieję że będzie wykonany bezpłatnie w ramach programu. A więc odłożyliśmy to na grudzień no i w styczniu transfer.
        Myślę że Twój blog będzie siedliskiem nie wyrażonych głośno myśli..

          1. Witaj udało się 2 zamrozić.. więc szansa wciąż jest, my się nie poddajemy, chociaż przyznam że jest coraz trudniej i coraz bardziej to wszystko przeżywam. Ale wierze w nasz mały cud..

        1. Jola, jakiego zabiegu dokładnie spodziewasz się w ramach refundacji rządowej?
          Sctrachnig tak, ale drożność to chyba na NFZ?
          Nie jestem pewna – jako osoba nie posiadająca jajowodów. Ale też nie słyszłałam o tym…

          1. Zabieg na drożność zrobiłam prywatnie, gdyż długo musiałam czekać na NFZ. A co do sctrachingu to już wiem między innymi z Twojego bloga, że może być wykonany w ramach programu.
            Czasem człowiek myśli że sporo wie, ale jednak to prawda że uczymy się całe życie. Wolałabym tej wiedzy nie posiadać na temat tych wszystkich zabiegów, leków, zastrzyków itd itd..
            Ale tak chyba mam zapisane.. to niestety też muszę przejść w moim życiu.

  41. Cześć Wam. Ja z dwiema sprawami. Pierwsza – widze, ze nie jestem odosobniona w tym spostrzeżeniu- jak zobaczylam w niedziele Twoje zdjecia, Izo, oczywiście zauroczyly mnie piekne widoki, bo jestem milosniczka gor, jak Ty, ale to co mnie zadziwilo to – kolor Twoich włosów. Nie wiem dlaczego, ale w mojej swiadomosci bylas brunetka! Zaczelam sie zastanawiac, dlaczego wlasciwie, bo przeciez zadnych swoich zdjec nie pokazywalas. Probowalam sobie przypomniecsiec, czy przy tej niebieskiej sukience kawalka wlosow nie było widac. Porzucilam temat, a tu widzę, ze jestem chyba 4 osoba, ktora zdziwil Twoj blond! Czy Ty aby na pewno nie bylas brunetka? 😉

    1. 🙂 🙂
      Ejj, teraz wychodzi ze mnie narcystyczny uśmiech. Nigdy jeszcze nigdzie kolor moich włosów nie był tak drobiazgowo analizowany 🙂 🙂

      To oficjalne oświadczenie – nigdy nie miałam innego koloru włosów za wyjątkiem studniówki, gdzie zrobiłam sobie rude. I nie było tu żadnego zdjecia, które coś mogło zasugerować.

      Teraz nie wiem
      – czy się cieszyć (że nie byłam oceniania jak blondynka)
      – czy się wstydzić (że się jednak okazałam 🙂 W razie czego – sorry 🙂 )

      Dobę zastanawiałam się, czy dać takie zdjęcie, gdzie mnie trochę widać. Bo wiadomo, anonimowość, praca, bla-bla-bla.
      Ale – dlaczego nie? W końcu nikomu krzywdy nie zrobiłam, nie ma powodu tak się chować.

      Dziewczyny, imponuje mi Wasze zaskoczenie, bo zawsze chciałam wyglądać jak Sinead O’Connor i być może na piśmie mi sie to udało! 🙂

  42. Moze bede juz nudna Iza, ale mi tez tak sie uroiło. Miałam nawet dosyć wyrazisty obraz Ciebie, mimo ze nigdy nie widziałam jak wyglądasz. Ten ze zdjeć w górach niewiele odbiega, poza jednym „małym ” szczegółem-blond czupryna!:) chyba bym powątpiewała w Twoja tożsamość gdyby to blogowe spotkanie doszło do skutku;) zastanawiam sie co nas wszystkie zasugerowało na te ciemne wlosy. Wydaje mi sie, ze ta opalona skóra i odcień opalenizny jaki było widać na zdjęciu w chabrowej sukience. Gdzieś tam podświadomie taki odcień skory narzuca skojarzenie raczej z szatynka lub brunetka. Blondynki maja raczej zaróżowioną skore a nie taka piękna oliwkę. Także ten, cóż jako blondynka także mogę powiedzieć? Zazdraszczam koloru I włosów i skory, pięknie musi Ci promieniem twarz przy takim kontraście:)

  43. I sprawa druga (musiałam się przerzucić z telefonu na komp) – nie do końca potrafię jeszcze w to uwierzyć, ale wszystko wskazuje na to, że 4.11 będę miała kriotransfer. Po tym, co tu piszecie, pogodziłam się ze straconym cyklem i szłam na wizytę wczoraj, żeby się zorientować w sytuacji, jakie rokowania na „od stycznia”. A tu doktorek liczy dni i umawia się z nami jak gdyby nigdy nic na przyszły tydzień. No to dopytuję, czy aby na pewno będzie to możliwe. Tak. Dziś znów byłam na USG i upewniam się, czy tak na 100% już 4.11 będzie licencja? Powiedział, cytuję: „To tylko formalność. Mamy obiecane od pierwszego dnia”. Więcej nie drążyłam tematu, bo staliśmy już prawie w drzwiach. Jak nie przeżyję, to nie uwierzę do końca. Ale dzielę się tym z Wami, bo okazuje się, że co klinika, to inna sytuacja. Albo: tam gdzie mówią, że będzie do 2 tyg. może zabezpieczają się na zapas i też będą mieć tą licencje w ciągu 2 dni. Tak więc, Iza, trzymam kciuki, żeby się udało w listopadzie!

    1. Imbirowa, trzymam kciuki, żeby optymizm lekarza był uzasadniony.
      Jakbym brała leki, to pewnie też transfer by można było robić koło 4-5. Ale mnie powiedział, że na początek listopada to nie ma co liczyć, i lepiej odpuścić.
      A Ty jak podchodzisz? Bo jak naturalnie, to nic nie ryzykujesz, zrobią albo nie.
      Ale z pasieniem lekami widocznie wolą nie ryzykować.

      1. Ale skoro masz takie ladne endo, to moze by jednak sprobowac, jakby sie okazalo, ze sie da. Jestes po owulcji? Ja mialam wczoraj i dzis zaczelam brac duphadton, wncorton, luteine i estrofem. Ale oczywiscie nie moze byc tak super. Wczoraj wieczorem zaczelo mi sie jakies plamienie. Nie wiem, co to. Ale napewno nie powinno go teraz byc :/

        1. Nie wiem, czy już była owulacja. W środę byłam u innego lekarza, tego co mnie operował. I wyszło niezłe endo i powiedział, że jest duży pęcherzyk owulacyjny, ale nie powiedział ile dokładnie, bo nie rozważałam transferu w tym cyklu.
          Do kliniki miała się zgłosić dopiero na początku nowego cyklu.
          Dopiero po wizycie zaczęła mi świtać myśl o próbie na naturalnym. Ja się zawsze krępuję dobijać do lekarzy.

          1. To tak jak ja. Zrobiłam listę pytań na ostatnią wizytę…i nie zapytałam o to, co chciałam:) A zastanawiam się nad scratching endometrium, to byłby dobry moment.

        2. Imbirowa, wiem, że to żadna pociecha – ale ja plamię non stop. Z moich obserwacji wynika, że
          1) po lekach
          2) po wczesno porannym wstawaniu
          3) po nocnym przymrozku
          4) po niedzieli
          5) po jajecznicy
          6) po ch…
          czyli – olewka na to generalnie.
          dodam, że jestem przebadana wzdłuż i wszerz. Już nawet lekarz się tym nie przejmuje.

    2. Ah, nie ma lepszych wiadomości w piątkowy wieczór w oczekikwaniu na listę przebojów trójki 🙂
      Imbirowa – mam nadzieję, że Twój lekarz jest najlepiej poniformowanym źródłem w Polsce. I cieszę się, że nie hamuje Ci zabiegu pforilaktycznie, jak to się dzieje w wielu przypadkach. Ja musiałam mocno negocjować, aby móc przygotowywać się do listopadowego crio.
      Malutka, jak dobrze pójdzie, będziemy prawie razem szły!!!

      1. Iza, to byłby dla mnie zaszczyt IŚĆ w tak doborowym towarzystwie 🙂 to będzie silna grupa, bo jeszcze kilka kandydatek jest. Właśnie dopiero co słuchałam Adele na 1szym miejscu listy. Przejmująca ta piosenka. Pomyślałam, że jakoś pasuje mi ona do naszej obecnej sytuacji.
        Co do moich plamień: Iza, u Ciebie to norma, u mnie raczej nie. Po owulacji nigdy nie miałam. W poprzednim cyklu naturalnym nie miałam żadnych plamień przed transferem. Może nie przejęłabym się tak bardzo, ale we wrześniu jak się szykowałam do crio na cyklu z estrofemem też zaczęłam plamić 12dc i lekarz odwołał transfer. Stwierdził, że źle zareagowałam na leki i endo jest niejednorodne. Dlaczego teraz na naturalnym tak jest? Wczoraj po USG zaczęło mi się to. Endo niby super. Myślałam, że to tak jednorazowo, coś tam się poruszyło. No ale dziś powtórzyło się. Jak do niedzieli nie przejdzie, to chyba muszę pisać do doktorka, pytać, czy to nie problem. Nie chce zmarnować zarodka. Aaa! hello from the other side! moja macico, co ty wyprawiasz?
        Dziewczyny, miała któraś z Was plamienia przed transferem na naturalnym cyklu?
        Cały czas tkwi we mnie przeświadczenie, że trzeba się trochę postresować, żeby później mogło być pięknie. I widzę oczami wyobraźni, jak zwartą ekipą listopadowo-grudniową idziemy przez 9 miesięcy do celu 😀 Babie lato 2016 będzie piękne! 😉

        1. Imbirowa, nie wiem czy bedziesz mieć transfer Mrozakow/-a czy po stymulacji jestes? Jesli Cie to jakos pocieszy to ja po każdym „grzebaniu” we mnie miałam plamienia. Histeroskopia przyspieszyła mi @ o tydzień aż!!! Po laparoskopii to samo, @po 3,4 dniach, o wiele za wczesnie(o ile juz nie pamietam). A po punkcji miałam delikatne plamienia, na szczęście cykl nie został zaburzony, ale tu szły tez hormony, które wszystko regulowały. Za to w kolejnym cyklu po punkcji miałam sporo śluzu owulacyjnego podbarwionego krwią, a w zasadzie mocno ułatwionego. Pobiegłam z tym do lekarza, powiedział tylko , ze zdarza sie, zbadał i powiedział ze jest dobrze w środku. To samo po histero miałam,pierwsza owulacja po była z krwią w śluzie. A mniej optymistycznie, to plamilam w środku cykli kiedy miałam wielka torbiel, ale to były plamienia przypominające początek lub koniec@, raczej takie brunatne brudzenie.

  44. Imbirowa przynosisz super dobre wieści, szczególnie dla Izy:) jestes juz trzecim „źrodłem”, które potwierdza wersje o szybkim podpisaniu akredytacji przez ministra(przynajmniej klinikom wiodącym). Szkoda tylko tych, dla których ten tydzień, czy dwa do podpisu robią różnice i miesiąc w plecy:/

    1. Dzięki MM.
      Od razu nawiążę do komentarzy pod artykułem. Nawiążę z doświadczenia zawodowego. To hejterstwo pisze. Dziewczyny – macie zakaz przejmowania się wylewniem goryczy. Mądrzy ludzie milczenie mają za złoto.

      1. Przeczytałam wszystkie komentarze pod tym artykułem i mimo, że nie powinnam się denerwować to mnie szlak trafił! Tak, niech stosuje napro kobieta bez jajowodów i jak zaciąży będziemy mieć kolejne niepokalane. Większość podnosi sprawę podatków, wszystko finansowane z ich podatków, oni się nie godzą. A ja się nie godzę, żeby z moich podatków finansowano budowę świątyni opatrzności bożej, religii w szkole albo straży miejskiej.

  45. Cześć kobitki. Się porobiło z tą ustawą co nam wszystkim miała ułatwić życie. Mam nadzieję, że PISowi nie uda się skomplikować tego wszystkiego jeszcze bardziej.
    A mnie nie było, bo jak zwykle kiedy coś zaczyna wychodzić, to się musi też coś, gdzieś powalić.
    O złym samopoczuciu w ciąży już kiedyś pisałam, a potem było jeszcze gorzej i tak przez 8 tygodni. Wolałam nic nie pisać, bo w głowie miałam straaaasznie niepoukładane. Kiedy już miałam nadzieję, że wszystko wróciło do normy, przy badaniach prenatalnych w 13 tc dowiedziałam się, że przezierność u naszego okrucha jest powiększona, do tego testy pappa i zwiększone ryzyko wystąpienia tych wszystkich zespołów, o których w większości nigdy nie słyszałam, terminacja itd 
    Złe samopoczucie wróciło ze zdwojoną siłą i tak minęły 3 tygodnie czekania na amniopunkcję i kolejne 3 czekania na wyniki. W najczarniejszych snach nie przypuszczałam, że coś takiego może się nam przytrafić. Zakładałam, że te badania to czysta formalność i wyjdą dobrze. Zakładałam, że jak tylko się uda i w końcu zobaczymy i usłyszymy malutkie serduszko to będzie już dobrze. Mogę śmiało powiedzieć, że to było najgorsze 6 tygodni mojego życia. Ale nie pozabijaliśmy się i w końcu na półmetku możemy zacząć cieszyć się ciążą – będzie chłopak z prawidłowym kariotypem – Kuba 🙂 Na połówkowym nie widać nic niepokojącego, we wtorek echo serduszka. A na przyszłość chyba jednak przy kolejnej próbie zdecydujemy się na PGD.
    Dziewczyny trzymam cały czas za Was kciuki. Popieprzyli z tą ustawą straszliwie. Nie byłam w temacie, bo głowa zajęta była czymś innym. Ale zaczyna się robić gorąco. I tak jak to napisała Iza – jak słyszę przedstawicieli „tamtej strony” jak pieprzą te swoje formułki to się nóż w kieszeni otwiera. Nie powinnam się denerwować, ale weź się tu nie denerwuj. Mąż wyłącza wtedy TV i każe mi iść z psami na spacer 🙂
    Ściskam wszystkie gorąco.

    1. Kasiu, ale emocjonujące tygodnie, dobrze, że z pozytywnym wynikiem.
      Jakoś miałam w głowie, że przyjęły Ci się oba transferowane zarodki.
      PGD nie będzie można zrobić bez konkretnych wskazań. A Wy jesteście czymś obciążeni?
      Jesteś dopiero na półmetku, a już planujesz drugie.:)

      1. 🙂 Cokolwiek by się nie działo myślimy/planujemy jeszcze dwójkę 🙂 A jak to wyjdzie – czas pokaże. W końcu mamy małą iskiereczkę nadziei, że wszystko będzie dobrze i wypełniają nas pozytywne myśli, o które ostatnio było bardzo ciężko. Stąd te marzenia o trójce 🙂 Endorfiny robią swoje 🙂
        Kariotypy mamy prawidłowe. Więc oprócz wieku obciążeń żadnych. Może wiek będzie kwalifikował do PGD? To jest chore. Nie dość, że za takie badanie musisz zapłacić grube tysiące, to jeszcze urzędasy będą Ci mówić czy i kiedy możesz je zrobić.

        1. Kasiu, nie interesowałam się dokładnie, ale na pewno zaostrzyli warunki PGD. Chyba tylko dla tych, co na pewno są nosicielami jakichś dziedzicznych chorób.
          Ty raczej na pewno nie będziesz mogła zbadać. Przecież dziecko trzeba przyjąć, takie jakie jest.
          Nie dość, że kłócisz się z wolą Boga i sztucznie zapładniasz, to jeszcze chcesz mieć takie przywileje i wybrać sobie kolor oczu i płeć?

    2. Kasia, ale nam serfujesz historię…
      Zatrzymałam się na Twoich słowach „możemy zacząć cieszyć się ciążą”. Dość się już wycierpieliście.
      A w razie czego, pamiętaj – masz najmądrzejszego męża na świecie – idź na spacer z psami.
      Dzięki, że się odezwałaś i dawaj znaki jak się czujesz. Kiedy tylko masz ochotę i siłę, żeby tu wracać. I w ogóle to wystawiaj brzuch do słońca, bo ma byc trochę witaminy D. w najbliższych dniach 🙂

  46. Dziewczyny, ja czytam Was na bieżąco i muszę przyznać, że takiego wsparcia jak tutaj nigdzie nie dostałam. Szybko tylko powiem, że na wyborczej jest news, że minister zdrowia zapewnił finansowanie programu inv do 2019 roku. Nie wiem co pis będzie mógł z tym zrobić, ale jest jakaś nadzieja;) Ściskam Was wszystkie!

  47. Przeczytałam artykuł z linka i osłabłam od komentarzy.
    IVF niepotrzebne, chore baby, same potwory będą rodzić i dać bardziej potrzebującym. Bez ivf będziesz zdrowsza, a dziecko sobie adoptuj.

    1. Dziewczyny, ta strona wPolityce.pl to jest jakaś megaprawicowa propisowska gazeta, więc nie ma się co dziwić, że takie komentarze. Sam artykuł ma negatywny krytyczny wydźwięk z tym: stawianiem Szydło pod ścianą i „leczeniem” niepłodności w cudzysłowie. Oni maja nawet osobną zakładkę pt. Smoleńsk! nie czytajcie tego, żeby się nie denerwować!

  48. A ja byłabym jednak ostrożna z tym entuzjazmem. To, że program zostanie przedłużony, nie oznacza automatycznie, że będzie kasa z budżetu. A budżet na kolejne lata przecież uchwali PiS. Myślę, że prędzej czy później ta, pożal się Boże, ekipa dobierze się i do programu, i do ustawy.

    Wężon, ja komentarze przestałam czytać już dawno temu. Zbyt dużo nerwów mnie to kosztowało, przepłakanych wieczorów. Nie wierzyłam, że ludzie mogą być AŻ TAK okrutni. Że tak łatwo im osądzać, bo nie walczą z niepłodnością. Mój Teść też kiedyś osądzał. Dopóki nie uświadomiliśmy go, że to dotyczy także nas. Że może się pojawić wnuk z IVF. I optyka mu się zmieniła.

    Kijem Wisły nie zawrócisz. Róbmy swoje.

  49. S-nother, amen. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tylko to przykre ze ci płodni czuja sie lepsi i sa tak bardzo gotowi do oceniania niepłodnych jako „potworów”, chorych bab. I to w świecie gdzie uczymy sie tolerancji względem osób chorych, starszych, niepełnosprawnych, niedomagających…dlaczego jak ktoś ma chore serce to społeczeństwo sie organizuje, wspiera finansowo zbiórki funduszy na drogie leczenie, a jak ktoś ma niedrożne jajowody to jest zgniłym niepotrzebnym jajem…
    A tak z innej beczki, mieliśmy wczoraj z M.dosc trudna rozmowę. U nas obydwojga widzę syndromu depresji i namawiam go na pomoc psychologiczna. On w to nie wierzy, ale takie „smutne” egzystowanie, gdzie nPrawde juz nic nas nie cieszy tez wcale nie sprzyja płodności. Moze któraś z Was mogłaby kogoś polecić? Kogoś kto specjalizuje sie we wspomaganiu par zmagających sie z niepłodnością?

    1. Margaritka ja byłam na taki wizytach dwa razy. Pierwszy raz u zwykłej pani psycholog ael to mi pomogło bo udało się nam i zaszłam tedy w ciążę naturalną (niestety tylko na ok. 8 tyg).
      Druga wizyta już z mężem to było chyba przed 2 transferem. (w Vitrolove – Pani Dagmara – bardzo pozytywne wrażenie). Powiedziała nam, że to czuję to jest normalne i nie widzi potrzeby żebyśmy przychodzili dalej, ale jeśli chcemy to serdecznie zaprasza. Więc nie poszliśmy.
      Ja ogólnie jestem osobą bardzo uczuciową, szybko się wzruszał (czytaj płaczę) i ogólnie czasami ma wrażenie że mnie męczą jeszcze inne „problemy” z przeszłości.
      A może wam o tym napiszę:
      Mój brat do 1,5 roku rozwijała się normalnie, a potem zaczął się cofać. Był z nami 13 lat (zmarł dzień po swoich urodzinach). Czarek nie chodził, nie mówił, samodzielnie nie jadł. Życie mojej rodziny było podporządkowane jego potrzebą i walkę o jego w miarę godne życie. Cały czas był z nami w domu. nauczył nas wiele. To dzięki niemu jestem taka wrażliwa i wszystkimi się przejmuję. Zmarł jak był z rodzicami nad morzę. Ciężko jest mi się pogodzić z tym , że jak wyjeżdżali, to pobiegłam do nich do samochodu i powiedziałam „Że muszę się pożegnać z Czarkiem”. Czasami myślę, że to wykrakałam. Chociaż wiem, że miałam coś innego na myśli. Nie wiedzieliśmy na co chorował do momentu aż my z mężem zaczęliśmy, szukać przyczyny naszych nie powodzeń. Okazało się, że ok 3 lata po jego śmierci wykryli nową chorobę. Jest bardzo rzadka genetyczna choroba (nie pamiętam nazwy) z tego się dowiedzieliśmy to choruje ok. 10 osób na świecie. To, że ja mam ten gen to ok 60%, ale żeby nasz syn zachorował (chorują tylko chłopcy) to mój mąż też mi go mieć a to jakieś setne procenta.

      I tak teraz moim psychologiem jest ten bolg.

      1. Dzieki Marta. Juz sama nie wiem co robić, chciałabym dać jakos upust tym emocjom. Wydaje mi sie ze jak pani psycholog mówi ze to normalne co czujecie i w zasadzie tyle to jakos słabo. Ja tez wiem, ze to normalne, tylko jak cos sie ciągnie latami, smutne doświadczenia i zbiór silnych emocji, to wręcz chemicznie powoduje to zmiany w mózgu, a dalej w psychice i po to jest psycholog, zeby pomoc ludziom sie uwolnić od tych smutków, a w zasadzie pomoc je prawidłowo rozładować , tak by nie szkodziły.
        Co do Teojego brata, bardzo mi przykro. Na pewno bardzo Cie to wszystko doświadczyło. I powiem Ci ze te przeszłe emocje, poczucia winy, leki, frustracje i rozczarowania tez warto przerobić zeby uwolnić sie od ciężaru? Który de facto nie powinien byc Teoim ciężarem. Często jako dorośli lidzie dźwigamy niepotrzebnie jarzma przeszłości 🙁

      2. Boże Marta… Ciary mnie przechodzą.
        Wiesz od czego najbardziej – od tego, że każdą komórką czuję, jak bierzesz na siebie, bierzemy na siebie odpowiedzialność na rzucone w innym kontekście słowa. Jak poczucie winy nas przygniata.
        Tyle lat minęło, a Ty pamiętasz każdą sekundę z pożenania.

        I widzę to jednocześnie inaczej. Zachowałaś się najlepiej jak mogłaś. Gdybyś wtedy nie pobiegła się pożegnać – wszystkiego innego byś żałowała tylko bardziej…

        Przykro mi bardzo, że musieliście przechodzić z rodziną przez taką stratę… To zostaje w człowieku na zawsze…

        Marta, bardzo dużo przeszłaś. Jesteś bardzo silna. Dobrze mieć Ciebie u boku 🙂

    2. Margaritka, wrzucam swój kamyk do Twojego koszyka.
      W momencie, kiedy sama szukałam pomocy psychologa, zrobiłam równoczenie dwie inne rzeczy.
      1. Zaczęłam pisać blog.
      2. Kupiłam książkę Bogny Pawelec („Niepłodność. Pomoc medyczna i psychologiczna”)
      Stanęłam na nogi. Dzięki Wam na blogu. Ale książka bardzo dużo mi dała. Od tamtej pory przeczytałam jeszcze kilka innych, ale do tej wracam na wyrywki od czasu do czasu.
      Do psychologa nie dotarłam, poza warsztatami psychilogicznymi w klinice N.

      Jednocześnie – nie chcę przez to powiedzieć, że książka coś Wam zastąpi. Jeśli dotarliście do muru, szukacjie rady nim porozbijacie głowy.

      1. Jeszcze zapomniałam o jednej rzeczy. Linia pomocy Bociana
        http://www.nasz-bocian.pl/wolontariat_glowna
        miałam okazję skorzystać. Trochę testowo i z dużą powściągliwością, ale byłam bardzo mile zaskoczona. Każde słowo na wagę złota.
        Napisałam tam, kiedy się łamałam, kiedy skończyć leczenie i zacząć proces adopcji. Nie dostałam żadnej wskaźnikowej odpowiedzi. Ale dostałam dużo pomocniczych pytań, na które odpowiadałam i klarowała mi sie odpowiedź na życie.
        Tam są naprawdę mądrzy ludzie.

      2. Ja po ostatniej 6 IUI , która zbiegła się w czasie z wiadomością o ciąży mojej szwagierki chodziłam przez jakiś czas do psychologa, myślę że dużo mi to dało, nie tylko w kwestii niepłodności ale także właśnie uporania się z przeszłością.
        Równocześnie przeczytałam książkę Pawelec, o której mówi Iza, i ona dała mi jeszcze wiecej chyba, takze polecam kazdemu

  50. I jeszcze jedna”złośliwość” losu, wracsjsc z psem ze spaceru nadziałem sie na sąsiadkę wychodząca na spacer ze swoimi bliźniakami rocznymi. Pózniej w windzie na 2 letniego Franka z opoekunka. Zwykle raczej rzucałam szybkie „dzień dobry” i uciekałam jakby te dzieci miały mnie poparzyć. Dzis zagadnęlam sąsiadkę na temat blasków i cieni wychowywania bliźniaków oraz małego Franka slitasnymi dziecięcymi „pa pa”, ” gdzie jest piesek?”. Bosz… Tak bardzo bym chciała chodzić na spacery nie tylko ze swoim psiakiem…

    1. Margaritka, kochana moja Margaritko… Każde Twoje słowo czytam, jakbym sama to napisała…
      Tak sobie myślę, że kiedy przestaniesz czuć to co czujesz, to będzie znaczyło, że jesteś już zupełnie zrezygnowana.
      Jesteś silną, walczącą kobietą. Dlatego tak wszystko odczuwasz.

      1. Iza,poczułam wlasnie, ze ktoś dał mi „miękkie i puchate”:) to z takiej terapeutycznej bajki:) polecam do poczytania kiedyś w przyszłości Waszemu dziecku:) i bedziesz mogła wtedy powiedzieć, ze Ty tez rozdawała „miękkie i puchate” tam, gdzie wszędzie czaili sie sie „zimne i kolczaste”. Jak dobra wróżka:) dziękuje

        1. Dostałam od Margaritki i się dzielę 🙂

          „Bajka o ciepłym i puchatym” /autor nieznany/

          W pewnym mieście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi. Każdy z jego mieszkańców, kiedy się urodził, dostawał woreczek z „Ciepłym i Puchatym“, które miało to do siebie, że im więcej rozdawało się go innym, tym więcej go przybywało.

          Wszyscy mieszkańcy obdarowywali się nawzajem „Ciepłym i Puchatym“ wiedząc, że nigdy im go nie zabraknie. Matki dawały „Ciepłe i Puchate“ dzieciom, kiedy wracały do domu. Mężowie i żony wręczali je sobie na powitanie, po powrocie z pracy i przed snem. Nauczyciele rozdawali je w szkole, ludzie na ulicy i w sklepie, znajomi przy każdym spotkaniu. Nawet szef w pracy nierzadko sięgał do swojego woreczka z „Ciepłym i Puchatym“. Nikt w tym mieście nigdy nie chorował i nie umierał. Ulice były kolorowe, a nad miastem zawsze świeciło słońce.

          Pewnego dnia do miasta sprowadziła się zła czarownica, która sprzedawała „Zimne Kolczaste“. Jednak nikt z mieszkańców nie chciał go kupować. Czarownica szybko zrozumiała, że w tym mieście nic nie zarobi jeśli nie zmieni panującej w nim atmosfery.

          – Podeszła do małej dziewczynki i w najgłębszej tajemnicy powiedziała jej, żeby nie szafowała zbytnio swoim „Ciepłym i Puchatym“ bo się ono skończy… i poleciła jej aby ta uprzedziła o tym swoich bliskich. Dziewczynka schowała swój woreczek głęboko na dno szafy i do tego samego namówiła rodziców i dziadków.

          Stopniowo wiadomość rozeszła się po całym mieście. Ludzie poukrywali „Ciepłe i Puchate“, gdzie kto mógł — za to „Zimne i Kolczaste“ powoli rozprzestrzeniło się na całe miasteczko.

          Wkrótce w całym mieście zaczęły się szerzyć różne choroby i nieszczęścia, ulice stały się szare, nad miasto nadciągnęły czarne chmury. Sąsiedzi przestali żyć ze sobą w zgodzie, rodzice z dziećmi, nauczyciele z uczniami. Ludzie zamykali się w domach. Zapanowała złość i nienawiść.

          Czarownica cieszyła się bardzo, gdyż teraz ludzie masowo kupowali u niej leki.

          I byłoby tak może do dziś, gdyby do miasta nie powróciła pewna kobieta, która nie znała argumentów czarownicy. Zgodnie ze swoimi zwyczajami zaczęła całymi garściami obdarzać wszystkich „Ciepłym i Puchatym“. Wkrótce też inni mieszkańcy przypomnieli sobie o tym, że dawno temu ukryli głęboko „Ciepłe i Puchate“ — zaczęli je masowo wyciągać z ukrycia aby dzielić się nim z innymi; jak dawniej zaczęli je nawzajem rozdawać.

          Mieszkańcy zrozumieli, że im bardziej dzielą się „Ciepłym i Puchatym“, tym więcej sami go mają i są szczęśliwsi. Zła wiedźma zobaczyła, że nic nie wskóra i wyniosła się z miasta. I znów zapanowała zgoda i radość….

  51. Wrzucam pomysł: możebyśmy tak zamiast drżeć o pis i kasę na program, oraz nasze dzieci w drodze, spróbowały coś zrobić (wyjście na ulicę w ostateczności:). Może każda opisze swoją osobistą historię i będziemy rozsyłać do poszczególnych posłów? zawsze to konkretna historia, konkretnych ludzi, nie fantazja o dzieciach w słoikach, itd.

    1. Olga, rejonowo jestem z Warszawy-bemowa:) mi tez od dłuższego czasu sie kołacze taka myśl po głowie. Moze pod szyldem, wspólnym mianownikiem, działając razem ktoś zechciał by nas wysłuchać?

        1. Aaaa, Kas, Margaritka, Bemowo jest na końcu świata!!!! A ja mieszkam na drugim, zagubiona planeta pod Otwockiem, taki już dość dziki wawer…

          Wracając do sedna – Olga – wspaniały pomysł.
          Zróbmy burzę mózgów – sformułujmy jasno cel – o co nam chodzi i co chcemy osiągnąć.

          Mogę zrobić osobny post na ten temat. Cel, założenia, wykonanie, akcja. Możesz jak masz plan nawet przygotować post-apel, opublikujemy. Podoba mi się ten pomysł. Partyzantka przez podgryzanie po skarpetach. W ogóle mam słabość do Ciebie 🙂

          1. Haha, no może nie na końcu, ale rzeczywiście od Ciebie kawałek. Za to Wężon chyba z Twojej strony. Ciekawe skąd s-mother, skoro już tak się ujawniamy 🙂

            Pomysł akcji super!

      1. Czytam to co piszesz kochana i poprostu mam łzy w oczach my jestesmy na początku tej krętej drogi (maz slabe parametry a ja wodniak)1 grudnia beda mi usuwali jajowod. I od stycznia zaczynamy…i nawet nie chce myslec co bedzie jesli cos sie nie uda po mojej mysli,bo ja jestem mega mega mega uczuciowa,placze nawet jak ktos ładnie zatanczy w tv. Wiec moge się domyslac co czujesz… pomijam już zazdrosc która tak jak juz wczesniej pisalam mi rowniez towarzyszy,i rowniez jak widze maly szkrabki to poprostu mam ochote wykrzyczec dlaczego tak sie dzieje,ze my nie moezemy? Ale nie obwiniam sie,nie mysle ze jestem wredna zołzą(tzn jeszcze niedawno tak myslalam:))ze zazdroszcze ze sobie mysle „mam nadzieje ze Twoje dziecko bedzie brzydkie”,bo i tak mi sie zdarzalo myslec:) ale teraz zrozumialam ze to jest normalne.Ze kazdy bedac na naszym miejscu mialby takie mysli… Ale jesli chodzi o Twoja depresje to hm…uwazam,ze musicie pojsc na wspolna terapię porozmawiac,otworzyc sie,szukac jakiegos wsparcia,bo to tez jest choroba i tak jak masz grype idziesz do lekarza tak z depresja rozniez trzeba,musicie sie odblokowac,a w tym Wam nikt inny nie pomoze jak dobry terapeuta. On pokaze Wam droge którą macie isc.Ktos moze powiedziec :”co ona gada?na moje problemy nie ma rozwiazania,dopoki nie bede miec dzidiusia nic sie nie zmieni”,ale to nie prawda,naprawde dobry specjalista sprawi ze zaczniecie widziec swiat w bardziej kolorowych barwach i tego z calego serca Ci życze :* :* :*

        1. Sza, wtrącę się tylko, że pamiętam o Twoim wodniaku i pamiętam, że martwiłaś się diagnozą. A ja poczułam – uczucie ostatnio często przez nas opisywane – coś w rodzaj zazdrości, że przynajmniej wiadomo, co Ci jest. Ale to jest ta dobra zazdrość, konstruktywna, nie ma w niej klątwy ani złych życzeń, rozumiesz mnie na pewno.
          Z boku widzę jakie to głupie pisać tak o wodniaku.
          Mam nadzieję, że ta sprawa wyjaśni u Was problem i wystartujesz ostro do przodu!
          Jak Twój poziom stresu przed operacją? To będzie laparo, prawda?

          1. tak dokladnie to bedzie laparo,szczerze? kiedys sobie myslalam,ze jak bede miala isc do szpitala to umre ze strachu,teraz? juz sie nie moge doczekac,chce zeby mi usuneli caly jajowod,zeby sie okazalo,ze tylko”to”mi bylo i ruszymy do przodu! Wiesz bede malo skromna,ale ja tez uwazam,ze jestem w pewnym sensie „szczesciara”bo faktycznie wiadomo co mi jest…Bardzo wspolczuje kazdej parze,ktora z niewiadomych przyczyn nie moze zajsc w ciąże,ale wiem tez ze jest to realne.Mam kolezanke,ktora ma dwojke cudownych dzieciaczkow 🙂 czyli udane dwa in vitro i jest najszczesliwsza mamą na swiecie,i wiesz czego nam moga „zdrowe”pary zazdroscic? Tej milosc ktora obdarzymy swoje dzieciatko czy to urodzone czy tez adoptowane,ze MY nigdy nie pomyslimy”ojejku a jak to bedzie,czy sobie poradzimy jako rodzice”albo nie powiemy „ze ta ciaza nas zaskoczyla,no i jak JUZ jest to super,ale jakby sie zdarzyla za 2 lata to tez by nie bylo zle” to nas rozni od takich par. Pisze o tym bo niestety mam mnostwo par w soim otoczeniu od ktorych uslyszlalam takie slowa… A tak w ogole to juz chce styczen chce zaczac cala procedure i czekac na pozytywne zakonczenie calej tej sprawy 🙂 Ja jestem meeega pozytywna osoba i we wszystkim staram sie widziec dobre strony;)

          2. Sza, moja najukochańsza osoba – mąż – jest właśnie taką mega pozytywną osobą jak Ty.
            Nim palcami porządnie pstrykniesz, będzie styczeń, Skadam niniejszym na to gwarancję 🙂

    1. Też się dołączę, skoro zdążyłam. Wężonie! siły, cierpliwości, wytrwałości i wiary w to, że marzenia się spełniają. I cudownych nieprzespanych nocy w drugiej połowie 2016!
      Jesteś młodsza ode mnie o niecałe 2 miesiące 😉
      I niniejszym chyba czas przenieść się z komentarzami pod najświeższy wpis Izy. Dobranoc!

    2. Wężon, ty czuwasz nad wszystkim dyskretnie i dopiero jak cię mocno coś zaboli, to piszesz…. życzę ci, żebyś była spełniona, szczęśliwa i do opowieści od ciebie doszły te o ciążowej zgadze i pawiu.

  52. I jyszcze jyden i jyszczy raaaaaz! 😀 Wężonie drogi, niech wszystko pójdzie już teraz po Twojej myśli, amen.

    P.S. Zielona Białołęka. A tak zasadniczo to podwrocławska jestem. Słoik znaczy się;)

    1. Oooo, a ja nie zdążyłam z życzeniami wczoraj dla Ciebie Wężon, ale podobno te przyjmuje sie tydzień przed i tydzień po 🙂
      ponieważ Dziewczyny powyżej pożyczyły Ci już tyle wspaniałości, że nic nowego nie jestem w stanie wymyślić, to życzę Ci po prostu, żeby te wszystkie życzenia się spełniły!!!!
      Buuuuziak!
      ps. ja też słoik chociaż już taki porządnie zakorzeniony bo 20 lat prawie tutaj, i mieszkam w największej sypialni W-wy w której wciąż potrafię zgubić – Ursynów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *