Jak robić zastrzyki do in vitro, czyli kto ma strzykawkę, ten ma władzę. Poradnik od Męża

Instrukcja obsługi żony …strzykawki podczas leczenia

Proste, nieproste. Cały czas uczymy się nowych rzeczy. Cały czas odkrywamy siebie w tej naszej niepłodności. Co mogę pomóc? Jak mogę bardziej zaangażować się w to całe leczenie? Jakoś na początku nic mi nie przychodziło do głowy. Robimy swoje, wspieramy. Jak trzeba idziemy do kliniki na „słoikową miłość”. Co więcej…

Jeszcze za czasów inseminacji dostaliśmy pierwsze zastrzyki. W głowie kołatała myśl, że przecież Iza będzie chodzić do kliniki, tam je zrobią.

U lekarza usłyszeliśmy, że zastrzyk trzeba zrobić po godz. 22. Jak to?! Klinika jest przecież zamknięta!

Wróciliśmy do domu. Obejrzałem strzykawkę. Ostrożnie. Nic nie mówiąc.

– Zrobisz mi ten zastrzyk? – pyta Iza

– Yyyy, zrobię – chociaż nie miałem zielonego pojęcia jak i gdzie. Przeczytałem instrukcję. Podane były miejsca, w które można się wkłuć. Wybraliśmy udo. Jakoś tak wydawało nam się, że to lepiej niż w brzuch. Bo przecież w brzuch bardziej boli. Tak wtedy myśleliśmy.

To był Ovitrelle.

Strzykawko ampułka. Jest to jeden z łatwiejszych rodzajów zastrzyków, które mogą Was spotkać. Nie trzeba nic z nimi robić. Ja na początku myślałem, że trzeba wypuścić z nich mały bąbel powietrza, który jest w strzykawce. Nie trzeba, wręcz nie jest to wskazane. Zastrzyki te robi się pod delikatnym kątem. A powietrze jest po to, aby wypchnąć cały lek. Aby nic nie zostało w strzykawce. Procedura jest prosta. Między kciukiem, a palcem wskazującym lewej dłoni łapiemy – Panie wybaczą – fałdkę skóry. Czasami nie jest to wcale łatwe – jak w przypadku Izy. Jak mamy większą ilość zastrzyków, dzielimy sobie brzuch naszej wybranki na kilka stref (nam wystarczało na 4). Oczywiście są to strefy od wysokości pępka w dół. W fałdkę wbijamy igłę. Strzykawkę trzymamy w taki sposób, aby tłok strzykawki skierowany był delikatnie w górę. Chodzi o to, aby powietrze na koniec wypchnęło resztki leku, a nie dostało się jako pierwsze. Jak już pozostaje nam w strzykawce tylko powietrze, wpuszczamy odrobinę go w brzuch. Nie ma co się martwić. To są zastrzyki podskórne, tu nic się nie stanie.

  1. Przy robieniu zastrzyków przez partnera jest kilka bezwzględnych zasad:
  2. Partnerkę należy posadzić na czymś, aby plecy były w pozycji wyprostowanej. Dużo łatwiej jest wtedy między palcami utworzyć fałdkę.
  3. Igłę wbijamy pewnym ruchem – co nie oznacza, że jak najszybciej masz dziabnąć igłą brzuch.
  4. Zdarza się, że igła jest tępa – przecież to nie nasz brak profesjonalizmu – i nie możemy się wbić. Ważne, aby jej nie odrywać i mocniej nacisnąć na strzykawkę. Iza i tak zawsze powtarza, że „nic nie czuła, więc nie ma co się przejmować”. Jak już przyłożymy i zaczniemy się wbijać igłą nie można jej oderwać / wyciągnąć i próbować drugi raz.
  5. Nigdy nie patrz wybrance w oczy. Moja Iza ma, jak to tłumaczy, nerwośmiech. Spojrzenie w oczy kończy się dzikim chichotem, co wpływa na znaczne przyśpieszenie wpuszczania leku. Inaczej jest spore niebezpieczeństwo, że igła wyskoczy z brzucha – niestety przy skakaniu na fotelu ciężko jest utrzymać strzykawkę.
  6. Lek wpuszczamy niezbyt szybko, delikatnie luzując palce trzymające fałdkę. Zbyt szybkie wpuszczenie leku kończy się siniakami. Nie wiem, czy tak jest, ale mi się wydaje, że ma to duży wpływ na powstawanie siniaków.

Oczywiście nie mówię o tak oczywistych rzeczach, jak zdezynfekowanie miejsca zastrzyku przed robieniem, czy dokładne mycie rąk. Również przed, oczywiście.

Podczas stymulacji znacznie zwiększa się ilość zastrzyków (nam zdarzyło się raz nawet 6 w ciągu jednego dnia). Nie ma co się tym martwić. Trzymamy zasadę podziału brzucha zmniejszając pola (jakby dzieląc je znów na pół).

Ważne jest to, aby dowiedzieć się, jakie leki można dawać obok siebie, a jakie powinny być dane po drugiej stronie. My tak mieliśmy w zestawieniu Gonal F, Orgalutran i Menopur. Była zasada, że Gonal i Orgalutran to jedna strona brzucha, a Menopur druga. I tego się trzymamy.

Bardzo ważna rzecz. Drodzy Panowie, proszę pamiętać, że swoim wybrankom podajecie hormony, więc jesteście współodpowiedzialni za ich humory. Konsekwencje – może się zdarzyć, że jakiś czas po podaniu zastrzyków nagle wpadnie do was do pokoju i zrobi wam awanturę. Za co – nie wiem. Słusznie – wątpię. Czy będzie pamiętać po dwóch minutach o co chodziło – nie. Zalecenia: odczekać parę minut. Podejść, przytulić i zapytać się kontrolnie, o co chodziło. Na 99% dostaniecie informację, że wybranka nie wie. A wy spokojnie możecie wrócić do swoich zajęć. I doczekać do kolejnego zastrzyku.

U nas przy stymulacji kłuliśmy Izę następującymi lekami:

Gonal F – bardzo fajny pen ze strasznie ostrymi igłami. Igły są pakowane oddzielnie i trzeba je samodzielnie nakręcić. Przed pierwszym użyciem nakładamy igłę, pen kierujemy igłą w górę, ustawiamy dawkę 25 i wypuszczamy powietrze. Jeżeli w dalszym ciągu w penie znajduje się powietrze, możemy czynność powtórzyć drugi raz. Nie martwcie się, że zabraknie wam leku. W penie jest go więcej. Z naszych obserwacji wynika, że jest go więcej o około 75 jednostek. Oczywiście nie jest to zasada i może być o 50 j. Ja nie zawsze wypuszczałem powietrze, jeżeli stosujemy zasadę, że tłok strzykawki nie jest poziomo, a delikatnie w górę, to powietrze się nie dostanie z zastrzykiem. A czasami uda się oszczędzić jednostki, których może zabraknąć i w konsekwencji na dostrzyknięcie np. 50 jednostek musicie kupić cały pen.

Ważna rzecz przy Gonalu F. Kiedy po zrobieniu zastrzyku wyciągamy igłę z brzucha, trzeba cały czas trzymać wciśnięty tłok. Jeśli puścimy tłok pena, a igła jeszcze jest w brzuchu, istnieje ryzyko, że do pena zaciągnie się trochę krwi, która zmiesza się z lekiem. Wtedy cały pen jest do wyrzucenia.

Menopur – tu sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ samodzielnie musimy rozrobić lek. Nie jest to nic skomplikowanego. Poza otwarciem ampułki z płynem. Tego musimy się nauczyć. Ale jak pozna się zasadę, to nic trudnego. Ja, zanim połapałem się o co chodzi, kilka razy się pokaleczyłem. Skaleczenie nie ma znaczenia, ważne, aby nam ampułka nie pękła w palcach. A jaka jest zasada – prosta. I dotyczy wszystkich ampułek. Ampułkę trzymamy w lewej dłoni, dosyć mocno. Między palcem wskazującym, a kciukiem – palec wskazujący podpiera górną cześć ampułki – to o ten palec złamiemy górę ampułki. Ułożony jest poziomo do 2 paliczka, kciuk jest pionowo – paznokciem skierowany w górę. Pewnie zauważycie, że na ampułce jest narysowana dosyć duża kropka. W różnych ampułkach może mieć różne kolory, ale jest zawsze. I to jest właśnie clou sprawy. Kropka ma się znaleźć dokładnie pod kciukiem prawej ręki – właściwie, kciuk ma być na linii tej kropki. Z drugiej strony ampułki mamy dwa palce wskazujący. Prawy jest na górze. Lewy na dole. Ważne, aby palce wskazujące stykały się między sobą na wysokości drugiego paliczka. Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak złamać w kierunku od siebie górę ampułki. Powinno się nam odłamać w miarę równo. Potrzem trzeba nabrać grubą igłą płyn z ampułki i wpuścić go do buteleczki z proszkiem. Oczywiście z buteleczki trzeba ściągnąć zaślepkę.

Ważne, proszę pamiętać, że ta gruba igła jest tylko do rozrobienia leku. Nie robimy nią zastrzyku. Chociaż czasami aż korci…

Po rozrobieniu możemy przygotować się do zastrzyku. Na „małą strzykawkę” zakładamy „małą igłę”. Przed wbiciem w gumowy korek nie wypuszczajcie ze strzykawki powietrza. Powietrze będzie pomagać wypchnąć lek. Zwłaszcza, jak już w buteleczce będzie go mało. Wbijamy się przez gumowy korek w buteleczkę. Buteleczkę odwracamy do góry nogami i nabieramy odpowiednią ilość płynu. Ja zawsze sprawdzam, czy nie ma zbyt dużo powietrza w strzykawce z lekiem. Jeżeli widzimy powietrze, odwracamy strzykawkę igłą do góry, kilka razy pstrykamy paznokciem w strzykawkę i delikatnie wypuszczamy powietrze – ale tylko do czasu pojawienia się małej kropelki (bardzo małej). I teraz śmiało można zrobić zastrzyk.

Aaa, jest jeszcze jedna zasada. Nierozrobiony Menopur musi bezwzględnie być przechowywany w lodówce. Oczywiście pamiętamy, że lodówka musi być podłączona i chłodzić. Po rozrobieniu może być przechowywany do 25 stopni poza lodówką.

Ovitrelle – ampułkostrzykawka. Lekkie, łatwe i… chciałem napisać przyjemne… ale chyba nie jest to tu na miejscu. Robi się łatwo. Wystarczy wyciągnąć z opakowania i wstrzyknąć. Nie odpowietrzamy. Tu jest jedynie zasada, że dajemy zastrzyk o dokładnie podanej godzinie, którą wyznaczył lekarz.

Orgalutran – również ampułkostrzykawka – procedura jak wyżej. Lek zapobiega pęknięciu pęcherzyków przed punkcją. A przecież po to to wszystko robimy, aby je pobrać.

U nas już po transferze były zawsze włączone zastrzyki przeciw krzepnięciu krwi. Albo Fraxiparine, albo Clexane. Iza osobiście wolała zastrzyki z Fraxiparine. Clexan piekł Izę pod skórą. Dla mnie jedynie różniły się ampułkostrzykawki. Clexane 0,4 jak dla mnie ma dziwną strzykawkę, w którą chowa się cały tłok. Mało wygodna do robienia zastrzyków. Może to jest związane z wielkością dłoni, bo niezbyt wygodnie mi się je trzymało.

My również wszystkie zastrzyki przechowywaliśmy w lodówce. Nawet, jak nie wszystkie tego wymagały.

Dlaczego warto wziąć na siebie robienie partnerce zastrzyków? Proste, jest to jeden z nielicznych momentów, gdzie możemy wesprzeć nasze połowice. Dodatkowo podczas wizyt możemy wspierać nasze partnerki wiedzą ile i jakie leki nam pozostały. A wiadomo, co dwie głowy to nie jedna, więc mamy większą pewność, że czegoś nam nie zabraknie. Uczymy się czegoś nowego, a nigdy nie wiadomo czy taka wiedza nam się nie przyda. Po kilku latach mamy wprawę jak dobra pielęgniarka.

A najważniejsze – kto ma strzykawkę, ten ma władzę! Chociaż przez chwilę.

 

639 komentarzy

  1. Super post, brawo dla męża! 🙂
    Mój osobisty małżonek również kwalifikuje się do speców zastrzykowych, tylko ja ze strachu zamykałam oczy i dla pewności, zakrywałam twarz poduszką, żeby przypadkiem niczego nie dostrzec (czego oczy nie widzą tego sercu nie żal :P).

    Iza jak po urlopie? Naładowana pozytywną energią?

    1. Boroffka, w intensywnych opadach deszczu nagrałam się w scrabble na następne 2 lata i napytałam sobie przeziębienia, bo nawet taka pogoda nie powstrzymała mnie przed włażeniem do wody 🙂 Teraz to jestem naładowana pozytywną energią zmieszaną z gripeksem 🙂

  2. Niestety moj Mąż jest z tych co jak widza igłe to ucieka na drugi koniec mieszkania 🙂
    Wiec sama sobie robilam zastrzyki (ja tez po clexanie czułam szczypanie pod skora :))
    Co do zastrzykow podczas stymulacji wypowiem sie na poczatku wrzesnia,bo w polowie sierpnia zaczynamy 🙂

  3. Myślę , że taki post był bardzo potrzebny. A Pan Mąż spisał się na medal !!!
    Przechodzimy przez to wszystko razem i tylko od wsparcia i zrozumienia 2 połówki zależy czy ta droga będzie mniej lub bardziej wyboista. Mój M wielokrotnie powtarzał , że z chęcią sam by przyjął te wszystkie zastrzyki , zamiast mnie. Wzruszał mnie tym do łez…
    Z zabawnych lub mniej momentów zastrzyko-brania : w 7 tc dostałam zastrzyki prelutex , zgodnie z info najlepiej wkłuć się w udo ( a że moje są dosyć mięsiste he he – było to idealne miejsce) , przyzwyczajona do kłucia w brzuch , panicznie bałam się tego pierwszego zastrzyku w udo.
    Kazałam M chwilę poczekać , on już zwarty i przygotowany …. wtedy wydałam polecenie KŁUJ !!! On nie zastanawiając się długo , wykonał to polecenie zgodnie z komendą … jednak zapominając ( tylko ten jeden raz) o byciu delikatnym… w sumie sam się przestraszył tego w jaki sposób to zrobił. Kolejne robiłam już sama 🙂

  4. Mężu Izy, świetny wpis. Techniczny i praktyczny. W kwestiach zastrzykowych nie ufam swojemu K., ale towarzyszył mi ciałem i duchem. B, że Iza mogła na Tobie polegać w tej sferze..
    Iza, dopieszczaj się nie tylko gripexami:) kiedy antybiot?

    1. Umowa na lezenie miala malymi literami brak kompa, a na telefonie jestem nieporadna.
      Wszystko OK, dostalam fure zdjec do pierwszego albumu malca, jest piekny i podobno we mnie. Inkubuje.

  5. Iza, genialne instrukcje, Pan Mąż sie spisal 🙂

    Ja melduję, dla spokoju swego ducha nerwowego, powtorzylam bete (crio 2 blastek 5 dniowych)
    12 dpt: 771,93
    14 dpt: 2436
    20 dpt: 25 151,80 🙂
    Cudzie trwaj, modlę się ze TO teraz… że jest dobrze… ze nie zdarzy się nic co może się zdarzyc,

    Niebieska czekamy na raport 🙂

  6. Swietny poradnik! Jesli bede jeszcze podcjodzic do IVF, to na pewno pokaze mezowi.
    U nas historia byla taka, ze kazdy robil to co mu wychodzilo najlepiej. Ja mialam na poczatku problem z tymi roznymi dawkami Menopuru wiec zawsze maz mi przygotowywal strzykawe z odpowiednia dawka, a ja sie klulam. Teraz gdy biore co drugi dzien Clexane czyli wygodne ale tepe (!) ampulkostrzykawki to obowiazkiem meza jest pamietac na ktory dzien przypada klucie, bo przez to L4 dni zlewaja mi sie w jedno i nie pamietam czy zastrzyk bralam wczoraj czy przedwczoraj 🙂

    Smieszne jest to jak sie pomysli w ilu dziwnych miejscach i okolicznosciach robilam sobie zastrzyki m.in.: impreza firmowa, wesele, wycieczka rowerowa z noclegami pod namiotem, centrum handlowe, kino…

  7. Kas pociągnę wątek w nowym poście -> w którym szpitalu planujesz cesarkę?

    Kurcze, z tymi warszawskim szpitalami to nie łatwa sprawa. Gdyby całe leczenie niepłodności nie kosztowało nad kroci, zdecydowałabym się na Medicover i byłoby po stresie, a tak bądź tu człowieku mądry…

    1. Naprawdę? A ja mając wszystkie pieniądze tego świata, nie zdecydowałabym się na prywatny szpital. Gdyby po porodzie okazało się, że coś jest nie tak z dzieckiem, to oni nie są w stanie nic zrobić poza przewiezieniem karetką do państwowego szpitala. A wiadomo, że w takich chwilach liczy się każda sekunda.

      Ja będę mieć cc w Imidzie. Tam rodziłam synka, tam mialam operowaną ciążę pozamaciczną. Ufam im bezgranicznie. Szpital wizualnie tkwi w głębokiej komunie, ale co do opieki to XXI wiek. No i referencyjność w razie W.

      A co do zastrzyków przy ivf, to ja miałam baaardzo ułatwioną sprawę. Wszystkie robiła mi mama- pielęgniarka. Mieszkamy blisko siebie, więc bez żadnego problemu wpadała wieczorem mnie ostrzyknąć. Nie musiałam się niczego uczyć. Ale też nie miałam takich historii, żeby brać 6 jednego dnia. Max 2.

      1. Tak szczerze to pewnie nie, ale jakoś jestem w rosterce z tymi szpitalami. Jeśli nic się nie dzieje to pewnie wszędzie da się przeżyć, ale ciężko mi podjąć decyzję (czyżby hormony?).
        Jeszcze trochę czasu przed nami, a ja lubię być dobrze przygotowana w takich ważnych momentach i ciężko mi zaakceptować moje niezdecydowanie 😛

        1. To jedyna wada naszego doktorka (poza tym, że pojechał teraz teraz wakacje 😉 i musiałam iść do jego kolegi dziś), niestety nie pracuje w szpitalu, bo gdyby pracował, wiadomo, że poszlybysmy za nim. A tak, trzeba szukać. Masz czas, będziesz wybierać szkołę rodzenia, zawsze też możesz się przejść na oddziały trochę się rozejrzeć. Na sr jest zwiedzanie porodowek. A jak masz organizacyjnie, do których szpitali Ci bliżej?

          1. Kas lokalizacja na terenie Warszawy nie ma dla mnie znaczenia, dojadę wszędzie gdzie lepiej 😉

            Wstępnie zapisałam się do szkoły przy Żelaznej, zobaczymy co mi jeszcze przyjdzie do głowy do tego czasu 😛

        2. Hej Boroffka, witaj w klubie niezdecydowanych! Zawsze podejmowała błyskawicznie decyzję, rzadko kiedy się wahałam, zdania praktycznie nigdy nie zmienialam… a teraz….. to nad byle pierdołą się zastanawiam…. I sama się na siebie z tego powodu wkurzam.

  8. Iza, Mąż robi Ci konkurencję, niezłe pióro, upss, niezła klawiatura :0) Nigdy w życiu nie dałabym się obstrzyknąć mojej M-żonce, ją bolało patrzenie na mnie, strach się bać co by było gdyby musiała we mnie wbić te wszystkie igły każdego dnia. Fraxiparina wychodzi ze mnie nawet dzisiaj, jak tylko robi się cieplej wychodzą mi bliznowce na brzuchu i udach, a swędzi tak że nie mogę się opanować. Jakbym tylko miała szanse na kolejne podejście do procedury to nawet zastrzyki by mnie nie odstraszyły. Iza dbaj o siebie.

  9. „Igłę wbijamy pewnym ruchem – co nie oznacza, że jak najszybciej masz dziabnąć igłą brzuch.”- moje ulubione 🙂 Pewnie nie jeden w myślach chętnie by dziabnął, za te wszystkie hormonalne fochy 🙂
    Bardzo fajny wpis, bardzo mądry mąż 🙂

  10. Bravo dla męża Izy:-)
    Wiesz teraz jestes po troszke i naszym mezem:-)
    Dstalam okres!!!!!!!!!
    Po 4 dniach progesteronu i odstawieiu go ,pod koniec 5 dnia zaczelam brudzc a dzsiaj to juz niagara. Jest wspaialeeee:-):-)-:)
    Teraz tylko wizyta w kliice, przyznanie sie do klastewka i mam nadzieje ze bedzie dobrze…
    Wiecie czego sie boje…
    Mja cysta miala na poczatku 3 cm, po 2 tyg zinjejszyla sie d 14mm i lekarka mowia zesuper,to juz nie probem itd..no ale sie nie wchlonela całkiem!! Hmm moze teraz zniknie? Nie znasie jeszcze nacystach:-(

    1. Brawo Anitt! Widze ze jednak ten progesteron Cie podkusil 🙂 Grunt ze cel osiagniety. No to teraz tez juz wlaczasz tryb dzialania. Cysta mysle ze jak tyle zmalala to spokojnie da rade. Moja, jak Ci kiedys pisalam, tez szybko zniknela a dr nawet mi nic nie mowil tylko w papierach wyczytalam. To zaciskam juz wszystkie kciuki! Kiedy wizyta? 🙂

      1. Wizyte mam na 8.10 w piatek.
        Juz sie boje co mi powie lekarz ale jestem dobrej mysli. Zamierzam przyznac sie do wszystkiego 🙂 wlbo w sumie zobaczymy jak sie bedzie toczyc rozmowa 🙂
        Olga jakby to zalezalo od mojej silnej woli to przez ostatnie 2 moesiace to bym juz 10 razy dostla okres hehe a tak serio tochyba bez tego skoku progesteronu po tbletkach chyba by nic nie wyszlo.poszlo szybko bo miala juz grube narosniete endometrium.tak czy siak trzymajcie za mnie kciuki.
        Ana jeszcze troche i koniec 1 trymestru:-) widac juz malutki brzuszek?
        Olga tobie to szczesliwego rozwiązania:-)

        1. No w sumie to do konca I trymestru mam juz tydzien z kawalkiem. Brzuszek widzimy ja i moj M i w ciuchach tez go widze a dr sie smieje ze cos wczesnie ale u takiej chudziny to moze i to 🙂 Ale jak sie tyle czeka to nic dziwnego hehe, tak strasznie chce sie go widziec. Zaciskamy mocno kciuki za Ciebie!

  11. Mężowie mają niesamowite ukryte zdolności. Ja się o swojego niepokoiłam przed pierwszym zastrzykiem, a zrobił mi go jak rasowa pielęgniarka. Był zdecydowany, wszystko zaplanował, mówił co wykonuje krok po kroku, nic mnie nigdy nie bolało. Profeska, a robił pierwszy raz! I potem wszystkie kolejne razy tylko lepsze. Nawet o 3 w nocy – wstawał i robił . Czasem najblizsi ludzie potrafią zaskoczyć. Dobrze, że mamy takich mężów…

  12. Cześć dziewczyny:) Wróciłam z dłuuuuuugiego urlopu. Jak ja go potrzebowałam… Niesamowite, że można się od tej niepłodności oderwać (pewnie nie dla wszystkich, ale dla mnie to szok;p). Cieszyć słońcem i towarzystwem ukochanej osoby. Prawie tak jakby to był pierwszy wspólny wyjazd z motylami w brzuchu;) Uwielbiam wakacje:))) Uwielbiam mojego męża:))) W tej chwili jestem bardzo szczęśliwa:)

    Nie ma szans, żebym przebrnęła przez te setki komentarzy, ale cieszy mnie, że „ruch się zrobił w interesie” ;P i mamy kilka nowych ciężarówek. Jedną inkubującą, dobrze rokującą Niebieską:) Jedną na wylocie – Helenka czekamy na Ciebie:))) Kas, s-mother, Bilbao idziecie łeb w łeb:) Zaraz nam się tutaj zrobi przedszkole 🙂 Cudownie!!!

    Co do zastrzyków… Nie mam najmniejszych wątpliwości, że mój mąż świetnie podołałby zadaniu. Jak również… że doprowadziłabym go do obłędu z moją potrzebą kontroli 😉 „No zaczynaj. Już. Tu. Wyżej. Niżej. Z boku. No już! Mocniej. ALE nie aż taaak! Ała! Przetarłeś? Na pewno? Ustawiłeś setkę? Setkę mówię. Daj sprawdzę! Poczekaj muszę do łazienki. Wróciłam. No to jeszcze raz. Zaczynaj. Już. Tu…” Tak to by wyglądało u nas. Po kilku zastrzykach mógłby mi w afekcie wbić igłę w oko 😉 Więc ja się na wszelki wypadek kłuję sama 🙂 Ale dla Twojego męża Iza (i dla Ciebie za bycie przykładną pacjentką) CHAPEAU BAS 🙂

      1. To wszystko przez sfermentowane winogrona 😉 Wracamy 🙂 Jest tylko mały szkopuł. Nie zgraliśmy naszych grafików z lekarką i musimy czekać teraz do końca sierpnia (pi razy drzwi). Ale czuję, że jakoś zniosę to lato bez kliniki 😉

          1. Tak! Bardzo dobrze kojarzysz 🙂 od polowy sierpnia stymulacja 🙂 i wlasnie czekam na @ jak nigdy 😀
            Ja mam tylozgiecie macicy i jak mialam IUI to lekarka wrecz kazala mi odsikac sie i zostawic tylko na dnie troszeczke 🙂
            Wiec przy transferze tez tak bede musiala 🙂

          2. Czyli tyłozgięcie ma jakieś plusy – zero stresu, że zrobisz lekarzowi prysznic na fotelu 😉
            W takim razie ja wypiję porcję wody za nas dwie 😉
            A tymczasem czekamy na Twoją @! Niech się nie ociąga 🙂

          3. Pati ja czekam wlasnie na @ zeby zacząć brac antki 🙂
            I jestem mega podniecona ze cos sie zaczyna dziać ale tez pełna obaw bo wszystko bedzie pierwszy raz. Nigdy nie brałam tabletek antykoncepcyjnych nigdy nie byłam stymulowana tak jak teraz bede,ale strasznie jestem szczesliwa ze w koncu działamy juz tak na poważnie! Bo IUI myśle ze jest naprawdę dla szczęściarzy z niewielkimi problemami. Ale to moj Maz musiał zrozumieć,choc do tej pory mowi
            Ze sie nie nadaje i ze powinnam znalezc sobie innego faceta :/

          4. sza ja sie urlopuje. tabsy u mnie to obojetnie jaki dc bo owu i tak brak okresu brak a i tak chce powtorzyc badania wiec siedzialam i liczylam kiedy mniejwiecej @ wypadnie. my do iui nie podchodzilismy jak cos lecimy odrazu invitro.to nasz 2 proba na ref lekow. i powiem ci ze tak samo jestem strasznie nastawiona na to ze sie uda;) taki prezent urodzinowy na 30 stke 2 ktechy na tescie. to pewnie testowac bedziemy podobnie ja sie stymuluje gdzies tak od 18 sierpnia 😉

          1. Mocna dziewczyna, nikt jej po kątach rozstawiał nie będzie:) Pojawi się wtedy, kiedy sama zdecyduje. Dla Waszego spokoju liczę, że szybko podejmie tę decyzję:)
            A męża zatrudnij do dostarczania smakołyków dla urozmaicenia diety 🙂

          2. Pięknie się czyta takie relacje 🙂 Mam nadzieję że jako że Helenka się nie śpieszy to przynajmniej , jak już przyjdzie co do czego to „wyskoczy” szybko 😀
            Kciuki 🙂

    1. Dzięki za pamięć :-). My już w domu, mały Blastuś jest z nami, mam nadzieję, że na dłużej. Niestety było duże opóźnienie, bo babka przede mną zapisana na krótką wizytę wyszła po prawie godzinie. Ogólnie to nie byłby problem, ale z pełnym pęcherzem… dwa razy chodziłam na „odsikanie” a i tak ledwo wytrzymałam. Już myślałam, że zapiszę się w annałach kliniki jako ta, co obsikała lekarza ;-). A Wy rozumiem nadal razem?

  13. Ale miło czytać TO z relacji „drugiej strony”…:) u nas często pojawia sie pytanie : czy wbić igłę pod kątem prostym czy 45 stopni..:p tak czy inaczej bez znaczenia na technikę u mnie – nie ma reguły, raz są siniaki, innym razem ich nie ma…Generalnie paradoksalnie mimo, ze daję się kłuć tyle razy to jest to dla mnie niczym trudnym w kontekście tego co dzieje sie we mnie…twarde kobitki jesteśmy i twardzi nasi mężczyźni…:)

  14. Iza wróciłaś! To dobrze, bo niby podlewałyśmy kwiatki i karmiłyśmy Mruczka, ale jednak ręka godpodarza, to ręka gospodarza.

    Dzień dobry, Mężu Izy. Ja niestety zawsze mam taką refleksję, że wolałabym, żeby mój Mąż nie nabył tych wszystkich umiejętności. Ampułką decapeptylu to się akurat zdrowo pocharatał, pewnie dlatego, że nie było kropki 🙂

    Wyszłam z aresztu domowego. Lubię pozycję wyprostowaną 🙂 nie po to mi się przodek z kolan podnosił, żebym nie korzystała.
    Trzymajcie tam kciuki kto może! Beta 2 sierpnia.

          1. Wreszcie tak 🙂 ale co musiał przejść mój pęcherz… Nie obyło się bez wizyt w toalecie ;-). Dzięki za kciuki, ściskajcie dalej.

          2. Renata, niech teraz czas szybko mija 🙂 Już jeden dzień mniej;)
            Mój organizm postanowił chyba solidaryzować się z Twoim 😉 i od wczoraj sama nie wychodzę z toalety z powodu zapalenia pęcherza :0

          3. A jeszcze przynajmniej 9. Ech.
            Twój organizm niech lepiej jakieś ciążowe fluidki przytula a nie zapatruje się na mój pęcherz :-). Współczuję i mam nadzieje że szybko minie!

  15. Iza gratulacje męża że tak pomaga 🙂 ja się będe kłuć i łykać pod koniec sierpnia 🙂 a z tymi hormonami to widze że nasi mężowie mają przerąbane 🙂 mój teraz spytał się lekarki czy na tych tabletkach też będe taka wredna jak na poprzednich, ta się uśmiechneła i spytała się czy było aż tak źle na co on żę TAAAAK 🙂 nawet znajomi wtedy uciekali przedemną 🙂

  16. olga86 Co do wpisu w poprzednim poście to krzywą powtórzę i napewno na nfz wyusze tą insuline. Dziś odebrałam wyniki Testosteronu( 0,280 ng/ml norma 0,084-0,481) i Androstendionu (3,14 ng/ml norma 0,30-3,70). Jużwyczytałam że podwyższony Androstendion jest przy PCOS. Więc wszystko sie zgadza insulinooporność i Andro… w górnej granicy wiec teraz czekam tylko na @ powtorze sobie reszte badan w 2 dc i smigam ze stymulacją. A co do metforminy to mam nadzieje że pomoże.

    I tu pytanie do was dziewczyny:
    1. kiedy brałyście metformine rano wieczorem? bo gin rano diab wieczorem 🙂 ??
    2. czy któraś brała Mace i Dong Quai i jak tak w jakich dniach cyklu?

    Jakoś jestem pozytywnie nastawiona na ten wrzesien że zobacze 2 krechy znów na tescie i że będzie tym razem wszystko oki. Byle endo dopisało na tej Lamecie i Puregonie. Ale to może uroki ziołek na uspokojenie 🙂 (korzeń arktyczny 2x dziennie) a pozniej meliska (jakieś tabletki na uspokojenie z DOZ) bo te już mi się kończą, grunt że mój M. zauważył że jakoś tak mniej sie stresuje i nerwowa nie jestem. Jego też faszeruje suplementami a co tam jak ja biore to niech on też pobierze.

  17. Puk puk, halo halo
    Dawno mnie nie było, nie odzywałam się i nawet nie wchodziłam na bloga. Chciałam trochę odetchnąć, uwierzyć w końcu w to co się dzieje.
    A więc dziś zaczynam 14 tydzień tego magicznego stanu zwanego ciążą 🙂 Bywa różnie boli mnie jeszcze czasem brzuszek (pomaga leżenie z podkurczoymi nogami) powoli odstawiam leki estrofem juz odstawiłam, jestem w trakcie odstawienia progesteronu (o 1 tabl mniej co 3 dni, a ze brałam 3*4 to trochę mi zajmie) i encortonu (ze względu na to ze bralam go ponad rok to schodze i 2.5mg co tydzień)
    Ogólnie jestem na L4, przez prawie 3 tygodnie leżałam plackiem, wstając jedynie do toalety, bałam się nawet isc pod prysznic czy zrobić sobie jedzenie.
    Zwykli ginekolodzy kazali mi leżeć bo nie wiedzieli skąd te plamienia i bóle, a ginekolog invitrowy od razu powiedział mi ze mam nisko ulozone łożysko i od tego są te plamienia, a ze względu na wysokie stężenie estradiolu ma prawo boleć mnie brzuszek, bardzo mnie uspokoiła ta wizyta. Plamienia nie wróciły ale brzuch jeszcze czasami mnie pobolewa a estrofem juz odstawiłam 🙁 ale nie chcę siać paniki.
    Wczoraj byłam na USG prenatalnym na NFZ, wyniki ok, wizyta koszmar lekarz miał moją historię a potraktował mnie tak obcesowo ze szok, gbur jakich mało. W sumie niewiele się dowiedziałam na tym dumnie brzmiącym USG prenatalnym, więcej powiedział mi o maleństwie ginekolog invitrowy, który w 12 tygodniu był w stanie określić płeć dziecka (wg niego to będzie chłopiec)
    Kiedyś marzyłam i tym że pierwszy będzie chłopiec ale teraz to jest mi to totalnie obojętne, byle się urodziło całe i zdrowe.
    Powoli wychodzę z ukrycia w pracy juz dawno wiedzą, a w ostatni weekend powiedziałam rodzicom i bratu, wiedzą że było ciężko o malucha, że mam teraz problemy ale nie wiedzą o in vitro, nie jestem jeszcze na to gotowa. Reszta rodziny dowie się później jak będę na to gotowa, nawet moi teściowie nie wiedzą i na razie tak zostanie 🙂
    Trochę się wyglądałam, to tyle u mnie, na razie.
    Modlę się każdego dnia o życie dla mojego maleństwa i drżę na każdy dziwny objaw i ból ale dzielnie walczę 🙂

    1. Gratulacje, wspaniałe wieści. Ja też przez cały proces nie powiedziałam prawie nikomu o procedurze i kolejnych próbach. Tylko siostra wiedziała i przyjaciółka, ale też bez większych szczegółów. Nawett później jak już się wydało, że jestem kinder-niespodzianką to nigdy nie opowiadałam nikomu o szczegółach. Chociaż zaczynam myśleć, że jednemu wujkowi oszołomowi, wyznawcy pisu i kleru wygarnę co myślę o jego zachwycie „napro” i jak k… mnie rani swoimi opowieściami. Tak więc nic się nie stresuj i dbaj o całą Waszą Trójkę, bo o mężu też musisz pamiętać by go troszkę za uszkiem podrapać. Jeszcze raz gratulacje.

  18. Kamila wspaniale wieści:-)
    Moje gratulacje. Bardzo się ciesze ze Ci sie udalo . Po tym wszystkim co przechodzimy to nic dziwnego ze strach o kazdy objaw nas paraliżuje. Bedzie wszystko dobrze. Trzymajcie sie razem z synkiem.
    Wszystkiego dobrgo

  19. Jutro idę na bHCG. Jestem przekonana, że się nie udało. Nie wiem, jak to przeżyć :(. Jak zebrać siły na kolejną próbę. Co zrobić inaczej. Dwie stymulacje, dwa transfery, lat 40. Czy mam jeszcze jakąś szansę?

  20. Patrycja, idź spokojnie rób betę. Nie nastawiaj się na nic. Wiek nie ma znaczenia, młodsze dziewczyny mają takie same problemy jak starsze. Każda z nas ma tu swoją historię porażek, zwątpień ale i sukcesów. Dla każdej nas każde kolejne podejście nie jest łatwe ale nie możemy się poddawać i wątpić w sukces. On nastąpi. Tylko trzeba cierpliwości. I wiary. Trzymam za Ciebie kciuki mocno zaciśnięte!!

      1. Dziewczyno kochana, ja dzis spotkałam dwie koleżanki które wpadły!!! A maja po 40 lat!! No o mało nie padłam z wrażenia że ktoś wpada a ja nawet medycznie nie wpadam:-) Musisz myślec pozytywnie i dobrze się podsuplementować. Mnie pomogła cała sterta suplementów wychodować 9 zawodników. I wierzę że pomoże mi zajść w ciążę. Rok temu miałam kryzys kiedy 2 inseminacje nie wyszły. Teraz kiedy ivf nie wyszło to stwierdziłam że do cholery jasnej wścieknę się a zajdę!!! I tego Ty też się trzymaj:-)

      2. O właśnie, ja też się pozytywnie wściekłam! Będę próbować do skutku. W końcu na razie miałam tylko 2 transfery, to przecież mało, stać mnie (także psychicznie) na dużo, dużo więcej.
        Tylko nie wiem jak te wściekłe huśtawki nastrojów zniesie mój mąż. Brał mnie inną, bo całkiem zrównoważoną :).
        Powodzenia Wendy!!! I wielkie dzięki za słowa otuchy i zagrzewanie do dalszej walki, to mi się bardzo teraz przydaje.

        1. Dziewczyny ja tez jestem miedzy „pozytywna złością” ale tez czasami załamka..ale to chyba naturalne zachowanie. Tak czy inaczej walczyć trzeba!! Ja nawet ostatnio na wizycie u mojego lekarza powiedziałam ze istnieje taka statystyka …(…miałam na myśli legendy /??/o statystyce Wężona…;) ze – w dużym uogólnieniu – udaje sie tym którzy próbują…do skutku!!;) i to „zaokrąglenie” mi przyświeca…:) trzymajmy sie!

    1. Kolejna stymulacja. Ale wcześniej zaaplikuję sobie więcej suplementów :). Zrobiłam też badanie nietolerancji pokarmowych, unikam składników z „czarnej listy”. No i zrobię sobie jeszcze badania immunologiczne i genetyczne (dotychczas mieliśmy kariotypy). Czy wiecie może, czy one są do wykonania w N?
      Aha, i będę pacjentką trudną, bo nie chcę już ani długiego protokołu, ani transferu na cyklu sztucznym, skoro mam normalnie owulację i w miarę regularne cykle, a mieszkam 2km od kliniki i w miarę potrzeby mogę tam być nawet codziennie… Jednym z moich strachów jest, że ta całą gruba chemia niszczy mi organizm. Wiadomo, dziecko wynagrodzi wszystkie straty, ale co jeśli dziecka nie będzie, a ruina zdrowotna pozostanie?
      Przepraszam, że smucę, zwykle staram się mieć bardziej pozytywne nastawienie, ale dziś nie jest dobry dzień :(.

      1. A dodam – bo moją historię opisałam dawno temu – że w sumie miałam dwie stymulacje, jeden krótki i jeden długi protokół. Po każdej tylko jeden zarodek, choć dużo komórek – poddawałam je badaniu ciałek kierunkowych, na którym większość „odpadała”, a potem nie wszystkie pozostałe się zapładniały.
        Generalnie nie mam żadnego problemu z wystymulowaniem się, ba, wręcz przeciwnie, postępuje to być może nawet zbyt szybko i gwałtownie (punkcja 2x w 9 dniu cyklu). Ale „za to” za drugim razem miałam prawie wszystkie komórki niedojrzałe, dojrzewały już w laboratorium, mimo że otarłam się o hiperstymulację.
        No i teraz planuję uderzyć do samego dr. L, o ile będzie mi dane trafić przed jego chmurne oblicze ;).

        1. Witaj Pati, a czy próbowałas może suplementacje wit D i olejem z lnu? Po pierwszej stymulacji miałam 12 kom, z czego 8 dojrzałych, 6 poddano zaplodnieniu a do 3 doby przetrwały 2 zarodki. Za drugim razem jak porządnie zasuplementowalam wit D, linocomplex i odstawiłam całkowicie cukier, to efekt był o wiele lepszy 🙂 18 dojrzałych z 18! Nie wiem czy to pomogło ale na pewno nie zaszkodziło, może warto spróbować?
          Trzymam kciuki!

        2. Brałam witaminę D, jodid, Koenzym Q10, kwas foliowy 15mg, mleczko pszczele (ale to na dobrą sprawę głównie już po stymulacji). Od 2 miesięcy (czyli też już po) biorę Inofem, 1 saszetkę, ale zwiększę do dwóch (nie mam insulinooporności, ale miałam, miałam też PCOS, w sumie teraz w remisji, ale…). Nie brałam oleju z lnu, dzięki za sugestię, też go sobie włączę. Myślę również o DHEA. No i masz Kaju rację, cukier to samo zuooo. Ja praktycznie go nie używam od kilku miesięcy, wcześniej też niewiele.
          Chociaż cukier moim zdaniem „psuje” komórki, przynajmniej u osób nadwrażliwych (PCOS), natomiast nie ma nic wspólnego z ich dojrzałością lub nie. To, jak sądzę, wynika raczej ze sposobu stymulacji, tj. czy jest on dobrze dostosowany do rytmu ich wzrostu. Ale oczywiście mogę się mylić, w końcu nie jestem jeszcze tak całkiem lekarzem ;))).
          Ja byłam u Pani dr L, która jednak konsultowała moją stymulację z samym panem dr L = „panem kierownikiem”. On się zaangażował, gdy okazało się, że stymulacja była nieudana (8 niedojrzałych komórek zrobiło na nim wrażenie, chyba uznał to za błąd w sztuce… swój), kilkakrotnie do mnie dzwonił (!). No więc teraz liczę, ze za drzwi mnie nie wyrzuci.
          A błąd polegał prawdopodobnie na tym, że pierwszą wizytę w ramach monitoringu miałam w 6dc, gdy już miałam wieeele komórek i duuuży estradiol. I nie bardzo dało się już wyhamować ich wzrost. Pewnie wzięli pod uwagę mój zaawansowany wiek, założyli, że nie będzie łatwo mnie wystymulować, no i w rezultacie lekko przedobrzyli.
          Z refleksji ogólniejszych – teraz chcę jeszcze jednej stymulacji, ale potem pomyślę o INF/ISCI na cyklu naturalnym (czyli lekko stymulowanym, ale bez gonadotropin). Czytałam kiedyś artykuły w prasie anglojęzycznej (ale popularnej), że wymaga cierpliwości i kasy, lecz może sprawdzać się lepiej u ehm, starszych kobiet.

  21. ja tez slysze ze jestem trudna pacjentka. walcz dalej. zrob wszystkie badania dla wlasnego spokoju a moze wyjdzie gdzies to jedno nie tak i to ulatwi sprawe. trzymam kciuki 😉

  22. Wchodze do gry !!!
    Punkt 8 byłam juz po usg. Przyznalam sie do wszystkiego. Pania doktor raczej nic nie interesowało. Sprawdzila czy cysta sie wchonela, czy jest czyst i najwazniejsze ze wszystko ok. Dzisiaj o 20 pierwszy zastrzyk. W tej stymulacji mam dawke gonalu 250 czyli o 50 wiecej. No wkoncu sie doczekalam !!!!
    Tak mi sie marza bliznaki:-)

    1. No kochana, ale tempo masz! To swietna wiadomosc 🙂 Wreszcie jest ten wyczekany Twoj czas. Przesylam Ci mase fluidow ciazowych coby zarazily 🙂 Zaciskam kciuki najmocniej jak moge za te blizniaki wymarzone.

    1. Ja cale zycie powtarzam ze jakbym miala blozniqki to bardzo bym sie cieszyla. Traz przy ivf ta mysl jest silniejsza. Za pierwszym podejsciem ustalilismy ze jeden bo jestemm odabo ryzyko ciazy mnigiej itd..ta czy siak miala jedna blastocyste wiec wyboru nie bylo…
      Teraz chce transfer 2 zarodkow w 2 lub 3 dobie.
      Znam ryzyko, wiem jakie sa plusy i minusy ale dla mnie jest teraz najwazniejsze zeby zatrybilo, zeby cos sie zadzilo…
      Mojego meza na mysl o bliznietach ogrania strach ale ja wiem ze damy rade.

      1. hahahah Uczuciowa,to tak jak ja 🙂 tzn mniej wiecej mam wszystko powybierane,lubie wlasnie sie troche „pomęczyc”wybierajac w necie rozne rzeczy.poogladac porownac ceny,teraz budujemy dom i juz mysle nad wystojem pokoi dzieciecych:)… Mam nadzieje,ze niedlugo nie bede musiala tylko ogladac,ale i zaczne kupowac 🙂 czego sobie i wszystkim tu zycze 🙂

        1. Pamietam jak rok temu bylam na etapie IUI. Po kazdym zabiegu chodzilam po sklepach i ogladalam wozki, lozeczka, spioszki. Po tamtym okresie staram sie juz tego nie robic. Za duzo mnie to wtedy kosztowalo. Teraz ograniczma sie tylko do ogladania wozkow przez internet 🙂
          Pamietam tez jak szukalam odpowiednich bucikow,grzechotki aby zrbic mojemu mezowi niespodzianke i podarowac mu to razem z pozytywnym testem ciazowy…ahhh

  23. Olga, hop, hop? Była kroplówka? Walczysz? Czy jeszcze jeden dzień? Pewnie non stop dostajesz teraz takie pytania. Szału można dostać;) Nic nie odpowiadaj, jeśli masz dość. Poczekamy cierpliwie:) Tymczasem przesyłam dużo sił i ciepłe myśli <3 :* <3

  24. Dziewczyny, mało sie odzywam.
    Jestem w jakimś innym świecie, tęsknie za Wami, ale czasem już nawet tutaj boje sie pisac o wszystkim, co sie dzieje, za dużo ludzi z mojego realnego życia zna blog.

    Ale mam problem. Moja przyjaciółka, jak się wlasnie okazało, ma wrogi śluz. Zabija plemniki męża. Taka jestem mądra, a nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć. Zabrakło mi słów.
    Wiemy obie, że inseminacja, ale dla niej inseminacja na ten moment nie wchodzi w grę, odrzucają oboje wszelkie wspomaganie leczenia („pragniemy dziecka, ale co ma być, to będzie”).
    Co jeszcze może zrobić? Kombinuję, może jakiś Encorton?
    Chciałabym jej pomoc, bez Was nie dam rady.

    1. Iza brakuje nam Ciebie. Z jednej strony czlowiek jest dumny z tego co stworzyl (blog) a z drugiej strony jesli za duzo osob z otoczenia zna go to kest ciezko pisac o wszystkim, trzeba wtedy wazyc slowa…
      Co do wrogiego sluzu to niemam pojecia, przychodzi mi tylko do glowy IUI. Moze sa jakies globilki??? Niewiem.. Poszperam w necie i jak cos znajde to dam znac 😉

        1. Anitt, tez to dzis czytałam 🙂 dzieki, ale ja potrzebuje Waszej wiedzy. Jesteście najlepszym źrodłem informacji. Tam jest tylko info o IUI.
          To od dziewczyn z bloga można dowiedzieć się o viagrze na endometrium, może zdarzy sie podobna rewelacja.

        1. Wlasnie Iza brakuje nam Ciebie !!!! I ostatnio nawet pomyslalam „chyba obrazę sie na Ize ze w ogole nie targuje na nasze wypowiedzi,a przeciez to jej Przestrzen”
          A co do słuzu to tez tylko słyszałam o IUI bo to jest tak ciężki śluz ze jest nie do przejścia :/

          1. Sza, dużo bym straciła, gdybyś się na mnie obraziła…
            Wiem, że trochę zawaliłam. Nie ma dla mnie dnia bez bloga, ale naprawdę długo nie pisałam. Tak wyszło niedobrze. Jestem już.

    2. Od ponad roku biorę końskie dawki Encorton (20 mg dziennie) u na podwyższone komórki NK (natural killers) z tego co powidziala mi pani immunolog to komórki te bronią nasze organizmy przed ‚obcymi’ może Twoja koleżanka też ma podwyższone komórki NK? U mnie norma była przekroczona 12-krotnie i dopiero po roku starań wspomaganych Encortonem udało mi się zajść w ciążę. Ostatnie badania pokazały że komórki NK są w normie. Aha i jeszcze jedno niby bada się subpopulacje limfocytów które kosztują ok 300-400zl a tak naprawdę kontrolnie robiłam tylko TNF alfa, które kosztują ok 100zl

    3. Iza, nie znam się na wrogim śluzie, ale mam przyjaciół, którzy czekali 8 długich lat by w końcu skorzystać z pomocy lekarskiej. Dziś mają synka. Ja bym zwariowała przez tyle czasu w bezczynności, dla nich, to był proces, nieustanne targowanie się z Bogiem, w końcu akceptacja i wielkie Szczęście. Może o to chodzi? Może Twoja przyjaciółka też potrzebuje czasu, jeśli widzisz, że cierpi, pewnie będzie to prędzej niż później… Nie jest ważne, czy powstrzymują ją przekonania, czy strach, czy coś innego. Doszli już daleko w diagnozie, muszą ją przetrawić. To ich decyzja. Mają problem. Na wyciągnięcie ręki mają rozwiązanie. Po prostu bądź przy niej bez względu na to, co zdecydują. To bardzo dużo.

      1. Jestem, Niebieska, na tyle, na ile ona sama chce, żebym była. Sama przechodziłam przez dojrzewanie do niepłodności, świetnie znam każdą myśl, a w sumie nie mam pewności, jak się zachować, czy pocieszać, wypytywać, czy czekać, kiedy zacznie mówić.

  25. Brawo Mężu Izy 🙂 Wielkie brawa 🙂
    Dziewczyny, które mają ciążę bliźniacze i nie tylko poradzcie 🙂
    Jestem w 12 tc ciąży bliźniaczej, wszystko ok maluchy mają 4,5cm. Rosną i skaczą jak małe żabki na usg, a ja za każdym razem rycze jak to widzę, tyle lat i czekania na taki cud. A mianowicie do punktu mojego pytania, w którym tc zaczelyscie się kochać, my się jeszcze trochę boimy ale nie ukrywam że ochota jest? Pozdrawiam

    1. My od pozytywnej bety sobie nie żałowaliśmy aż do 17 tc, wtedy zdiagnozowano mi łożysko przodujące i dostaliśmy zakaz do końca 🙁 w poprzedniej ciąży (pojedynczej) od początku do końca współżyliśmy. Nigdy nie miałam z tego powodu żadnych dolegliwości ani problemów (krwawienie, bol). Wręcz przeciwnie 😛

    2. Ewciak ja też miałam stres związany z seksem w ciąży, bałam się krwawienia i skurczu, przełamałam się po zakończeniu 1 trymestru (biedny mąż :P). Lekarz nie widział przeciwwskazań, zalecił tylko stosowanie osłonki 😉 Chyba każda z nas musi sama zdecydować kiedy jest dla niej odpowiedni czas 🙂

    3. Moj lekarz bardzo luzno podchodzi do tego tematu. Caly czas powtarzal, ze nie ma przeciwskazan ale niestety jedna z takich”akcji” skonczyla sie krwawieniem z jakiegos krwiaka-widmo. Potem dluuugo mialam opor przed czymkolwiek. Robilismy to moze 2-3 razy i to bardzo delikatnie i ostroznie.
      Na ostatnim USG w 18tc ponoc lozysko bylo nisko ale gin twierdzi, ze na tym etapie ciazy nie mozna jeszcze mowic o lozysku przodujacym, bo polozenie jeszcze jest zmienne. I dalej pozwala na seks, a my i tak dalej uwazamy…

    1. W*I*T*A*M*Y H*E*L*E*N*K*Ę!!!

      Wielkie Gratulacje Olga!!! Tak podejrzewałam, że lekko z tym małym, upartym;p cudem nie będzie. Określenie Siłaczka po takim trudnym porodzie nabiera nowego znaczenia! Jesteś Wielka! Wiwat! Wiwat! Wiwat! Odpoczywajcie teraz obie. Tak się cieszę! Przytulam Ciebie Olga, a Helenkę smyram po małych, słodkich girkach 😉

    2. Pieknie Olga, wielkie mega gratulacje Mamusiu! I tysiace caluskow dla malutkiej Helenki :* To musi byc cudowne uczucie miec juz tego wyczekanego Babelka obok 🙂 Zdrowka dla Was obu dzielne dziewczyny :*

    3. To ja czekam codziennie jak na szpilkach, a Wy Dziewczyny w weekend rach-ciach i jesteście razem? Olg0-Mamo, gratulacje dla Ciebie i Taty! Piękna przygoda z piękną Heleną przed Wami. Wzruszyłam się okrutnie, idę od biurka pociągać nosem i ocierać łezkę :*

    4. Olga, łza się w oku kręci, jak ja czekałam na te wieści. Tak się cieszę, że jesteście już razem, całe i zdrowe. Gratuluję kochana i życzę Wam dużo zdrówka i pięknego, bezproblemowego początku we troje.

  26. ej dziewczyny pomocy pilna sprawa.Chyba moj mozg przestal dzialac. Wczoraj wzielam 1 tab anty. Dzis przy kawce licze sobie pieknie i ladnie i moj 2-3dc pon wt i az sie poplakalam ze zdenerwowania… zapomnialam ze 15 jest wolny i nie daj boze jak @ przyjdzie w sob a nie w nd to jestem w czarnej….. Co radzicie nie brac teraz przez 2 dni i przyjac 20 (czy ta jedna wzieta wczoraj nie rozstroi znow czegos) czy poprzesowac sobie godzinowo i dzis przyjac 8h pozniej, czy np nie wziasc 2-3 ostatnich tabletek. Ktora opcje polecacie?

      1. Patrycja wlasnie rozwazam rozne opcje. Po urlopie drundne sobie do gin. i sie dowiem ale na dobra sprawe w nd lub sw musi byc jakies laboratorium calodobowe np przy szpitalu. Podzwonie jutro i sie okaze. Ale ju sie troche uspokoilam 😉

  27. Olga, jestes Mama!! Jestescie w koncu razem po tej wlasciwej stronie! Helena to piekne imie dla wyczekanej Corki. Zycze Ci cudownych chwil z Twoja dziewczynka. Bycie matka to wspaniale uczucie. Gratuluje i zycze wszystkiego najlepszego dla Wasci dziecka.

  28. Dziewczyny co myślicie na temat picia zielonej herbaty w ciąży? Od transferu nie piję jej bo niby jak czarna herbata i kawa zawiera substancje pobudzające i powinno się jej unikać w ciąży ale z drugiej strony w ciąży spowolnione jest trawienie a zielona herbata wpływa na trawienie. No i mam dylemat pić czy nie pić? Co stosujecie na poprawę trawienia?

    1. Kamila, przeglądałam kiedyś badania na ten temat. Jedyne co znalazłam, to jeśli mama piła ponad 8 filiżanek u nikłego procenta dzieci pojawiały się problemy ze słuchem. Ja bym się nie bała, ale jak masz schizować, to wiadomo, że lepiej nie, bo Cię wyrzuty sumienia zeżrą za chwilę przyjemności.

    2. Kamila, ja nie powinnam się wypowiadać, bo w ciąży nie jestem, ale byłam przez chwilę dwa razy, więc daje mi to mały mandat do odpisania.
      Jeśli zrobić listę rzeczy, których powinno się unikać w ciąży, wychodzi na to, że trzeba żyć o samej wodzie.
      Zielona herbata jest jedną ze zdrowszych rzeczy, jakie mamy w kuchni, pewnie tuż za kiełkami…
      Moja bliska koleżanka, lekarka (pediatra) mieszkała ze nami przez pierwsze 3 miesiące ciąży.
      Każdy poranek zaczynała od… mocnej kawy. Parzonej z czajnika, bez żadnych ceregieli. Nie od śniadania, nie od herbaty, tylko od kawy. Lekarz.
      DOmyślasz się, że ma teraz wielkiego, zdrowego dzieciaczka 🙂

      1. Dzięki dziewczyny właśnie na takie wsparcie liczyłam, zwariować można od tego co można a czego nie można w ciąży.
        Przyznaje ze dla mnie wszystkie te badania, zabiegi, zastrzyki, stymulacje, pick upy i transfery to pikuś przy takiej ciąży, 9 mscy walki, strachu i wszechobecnych obaw a przy tym świadomość że wszystko co teraz robię ma ogromny wpływ na maleństwo

      1. Hahaha taaak dokładnie Iza to juz sa wagary 🙂
        Mowisz ze w połowie września transfer to jak u mnie badania dobrze wszystkie wyjda a od jutra zaczynam juz je robic to pewnie jakos na początku września bede miała transfer 🙂

        A jescze dziewczyny dajcie znac co u Was:
        Malgorzalka1984,Mała Ania,Sonia 😉

  29. Łazienka. ,,Czerwony alarm”. IP. Leżę i się modlę…
    USG: są DWA Maluchy: jeden 7 mm, drugi 3 mm ale u obu echo serduszka jest.., Jednego aparat ocenił na 6 tydzień, drugiego na 5 i pół tygodnia. Podobno na tym etapie ten mniejszy może nadgonic… radość umiarkowana…
    Eh…krwawienie jednorazowe, od wczoraj już nic, tylko jak podaje sobie Luteine to na tym patyczku trochę zostaje brązowej ,,mazi”
    Dziewczyny miala któraś podobnie?

    1. Eska ja co prawda jestem w pojedynczej ciąży ale ze względu na to że mam nisko łożysko lekarz powiedział że będę plamic i ze jest to normalne o ile nie przekształci się to w obfite plamienie lub krwawienie.

    2. Eska mnie lekarz już dwa razy przestrzegał że mogą się w każdej chwili pojawiać plamienia i że przy in vitro i tych lekach które dostajemy często się zdarza .
      Kazał zaaplikować dodatkową luteinę i leżeć w razie czego .
      My dopiero 8 tydzień , ale rozumiem panikę , bo sama przy każdym pójściu do toalety sprawdzam po kilka razy wkładkę i papier toaletowy .
      Z kolei obie Moje Przyjaciółki plamiły przez cały pierwszy trymestr i urodziły się Zdrowe Bobasy .
      Wiem że się łatwo mówi , sama nie jestem specjalistkom , ale leż dużo i śpij żeby nie myśleć o tym i nie zaszkodzić Maluszkom !!!!
      Buziak

    3. Co do plamienia nie pomogę, mimo łożyska przodującego szczęśliwie mnie omijało. Natomiast moje bliźniaczki praktycznie od początku mają tydzień różnicy w badaniach usg. Dopóki ta rożnica się nie pogłębia, mam się nie martwić. Mniejsza jest w tym wieku, co ciąża, większa zawsze wychodzi o tydzień starsza w pomiarach. Teraz mam skończony 35tc i w sumie od poerwszych badań było tak, że jedna była mniejsza od drugiej. Może tu cię pocieszę. Z tym, że moje to jednojajowe, jednokosmówkowe, dwuowodniowe. Twoje jakie?

    4. Eska, serduszka biją, wiem, ze stres i trudno Ci się dziwić, ale trzymam kciuki, żeby ten stres był jak najmniejszy. Zawsze, kiedy piszemy o krwawieniach, odzywa się wiele kobiet, które miały takie w ciąży i które znają wiele kobiet ze zdrowymi „plamiącymi” ciążami. Ty też tak będziesz kiedyś komuś pisać…

    5. Eska ja jestem w ciąży bliźniaczej, na początku dwie różne wielkości zarodków, teraz wyrownały i mają ok 6 cm 🙂
      Plamienia na początku miałam non stop, później tylko brązowe, kawa z mlekiem a od miesiąca czysto 🙂 a w środę zaczynamy 4 mc 🙂 ale też dużo leżałam i mąż mi cały czas pomaga, oszczędzaj się 🙂

      1. Ewciak tak właśnie czekałam na Ciebie i Twój wpis , który też mnie uspokoi 🙂

        Dzięki dziewczyny! Leżę, bo tylko to mogę dla nich zrobić i czytam głupoty w gazetach 😉

        1. To pisz do mnie jak będziesz chciała będziemy się razem wspierać 🙂
          Czytaj głupoty w gazetach, ale broń Boże w internecie 🙂 ja czytałam i tylko się niepotrzebnie zamarwialam, bo tam tylko czarne scenariusze 🙂

    6. Miałam tak praktycznie od 8tc do w.sumie 14 tygodnia i do tego bóle @. Kończyło się wizyta na IP średnio co 1,5tygodnia. Zawsze było ok. Po jednorazowym plamieniu krwią występowały brązowe plamienia. i tak w kółko. Teraz mam trochę spokoju, ale muszę być czujna.
      Z Kruszynami ok więc się nie martw, bierz luteine i odpoczywaj najwięcej jak możesz.

      Napiszę tylko, że dziś po wizycie takze ok. Mlode rosnie, serce bije. Badanie prenatalne z krwi też wyszło ok 🙂 w pt kończę 16 tydzień 🙂

        1. Wiem ile to stresu kosztuje. Podobnie jak napisała Kamila, lekarz mówi że tak może się dziać, a niepokojące są obfite plamienia lub krwawienia. Jednorazowe oczywiście trzeba sprawdzić ale takie zdarzaja się bardzo często. Życzę dużo spokoju :-*

      1. Hej Merda czy nadal bierzesz progesteron? Kończę dziś 14 tydzień i zmniejszam dawki progeteronu o 1 tabletkę co 3 dni, aktualnie biorę 3 *2 podjezykowo i dopochwowo, ale sporo mi jej wyplywa i zaczynam panikować ze nie potrzebuje jej tyle bo maleństwo odeszlo 🙁 czy Tobie tez tak wyplywa? Ostatnio USG miałam 20.07 i było wszystko ok ale juz zaczynam panikować bo tyle tego wypływa 🙁 wiem ze na początku ciąży to jajniki są odpowiedzialne za produkcję hormonów i trzeba je wspomóc a potem to łożysko przejmuje te rolę, ale za dużo porażek za mną i chyba wszędzie widzę zagrożenia 🙁 jak tu wytrzymać miesiąc między jednym USG a drugim?

        1. Biorę. 2×2 dopochwowo a dziś niestety miałam znów plamke krwi i zapodałam jeszcze jedna tabletkę. ja robie co tydzien prg z krwi i mam wysoki i tak nadal jak na 16tc. Boję się obstawiać po więcej…
          Mi tez vwyplywa różnie raczej mało. Ale wpływanie jest normalne bo wypływa wraz ze wydzieliną ciążowa której podobno w 2trym przybywa. Spróbuj ewentualnie może głębiej aplikować. Ale jak masz nadal takie dawki to też musi coś wypłynąć moim zdaniem bo przecież pochwa to nie studnia bez dna 😉
          Nie martw się ja też wciąż w stresie… cały coś się dzieje…. dziś miałabyś dziwne kłucie i plamka krwi. Znów strach ale wiem że w moim przypadku to może się zdarzyć ale wiadomo wciąż o tym myślę…

          1. Merda a czy miewasz często bole brzucha? Ja co jakiś czas miewam i to dość mocne 🙁 nie towarzyszy im plamienie ani krwawienie ale jest niepokojące. Jeśli boli mnie brzuch to pomaga leżenie w łóżku na boku z kolanami prawie przy brodzie.

          2. Tak mam. Czuję się trochę jak w czasie @. Ja mam endometrioze i to taki ból jakby dodatkowo promieniujacy na nogi… w mojej skali od 1 do 10 w porównaniu do okresu to skala 7.
            Czasami mam tak że ból pojawia się po plamieniu. Też pomaga mi leżenie z podkulonymi nogami i na lewym boku.
            Teraz nie byłam na ip z tym plamieniem, już nawet nie ma brązowej wydzieliny ale nie wytrzymałam i jutro idę do mojego lekarza żeby sprawdził czy wszystko ok. Kurczę wciąż B. Się boję mimo iż mam doświadczenie, że to OBY!!!nic groźnego.
            Marzę o styczniu, a chociaż grudzień już by mi wystarczył.

          3. Merda mam dokładnie to samo, te moje bóle tez są dość mocne. Okresy mam dość bolesne i te bóle są tez bardzo podobne, do tego boli mnie krzyż w części lędźwiowej. Ja nie mam zdiagnozowanej endometriozy ale za to man macicę w tylozgieciu, może to przez to? Plamienia na razie nie wróciły ale i tak co chwile sprawdzam czy nic mi nie wypływa i jaki kolor ma papier toaletowy 🙁 Chyba nigdy nie przestanę się bać. Mam dość nisko łożysko i współżycie jest niewskazane 🙁 nad czym bardzo ubolewa mój maż.
            Ja mam termin na 25.01 i tez mam wrażenie że to za 100 lat…..

          4. To muszą być bardzo podobne bóle. Gin przypuszcza że to może być spowodowane przez endometrioze. Wbrew przekonaniom ciąża ‚nie zalecza” endometriozy. To już słyszałam wiele razy…
            Ja też mam podobny strach do Twojego doskonale Cię rozumiem.
            Ja mam termin 11 stycznia 🙂

    1. Magda, dzięki 🙂
      Myślisz, że jak mnie wkurzy, to mogę go zamienić na tę 6-tkę w Lotto? 😛
      W następnym cyklu zamierzam wziąć antybiotyk od lekarza i od razu pod koniec pójść na kontrolę.
      Wychodzi, że w 2 połowie września byłby transfer. Czas szybko mi leci, to zaraz… 🙂

  30. Hmmmm ciekawa opcja 🙂 tylko z 6 ciężko się od czasu do czasu pokłócić no i zastrzyków nie zrobi 🙂
    Wrzesień cudowny miesiąc , Mój ulubiony … mam nadzieje że Wasz też będzie 🙂
    Iza a dostajesz Encorton ? Wiem że opinie są różne ale Ja podobnie borykam się z endo i już od punkcji miałam encorton włączony ,a później zastrzyki anty zakrzepowe Fragmin .
    Nie wiem na ile pomogło ale Okruszek ma 8 tygodni , serce pięknie bije no i prawie 16 mm .
    Podobno Encorton pomaga przy endo i dobrze go włączyć , Ja miałam 10 .
    Wielkie kciuki !!!!

    1. Magda, przy każdym (albo prawie kazdym) transferze miałam encorton – czyli praktycznie nieprzerwanie od lutego do czerwca. Nie narzekałam w tym czasie na endometriozę, rzeczywiście jakoś mi nie dokuczała. Brałam 1,5 tab dziennie.
      Przeciwzakrzepowe też zawsze brałam.
      Póki co, ważne jest Twoje 16 mm szczęścia 🙂 Proszę o dalsze dobre wieści!

      1. W takim razie teraz już tylko dobre fluidy i pozytywne myśli !!!
        <3
        Na razie jeszcze tego szczęścia nie ogarniam i nie wierze do końca, a z drugiej strony cudowne uczucie 🙂
        Jak dziś usłyszeliśmy jak się to serduszko tłucze i magiczne słowa wszystko jest w porządku , to jakby się niebo uchyliło.
        Z całego serca Ci tego życzę , bo jak już przyjdzie to nie pamięta się tych lat prób , zastrzyków i całej otoczki i mam nadzieje że już zostanie z Nami do końca.
        Wiem że zasłużyłaś to może złe słowo , ale Wy tak bardzooo zasłużyliście żeby Mieć Swojego Okruszka przy sobie !!!
        Uda się , Ja to wiem !!! 🙂

    1. Dziękuje ! 🙂 bede raczej mieć znieczulenie..to juz 3-raz będzie, poprzednie 2 razy miałam znieczulenie..i przeżyłam! 🙂 oby tylko nic „dziwnego” nie wyskoczyło…Swoją droga – cieżko mi logistycznie w pracy sie wyrwać, przez to całe leczenie urlop topnieje mi w zawrotnym tępie…:( tez tak macie…? Ta kombinatoryka juz mnie meczy…:/

      1. Azylkowo ja również trzymam kciuki nawet bardzo mocno… dla mnie Hsg to koszmar, bez znieczulenia… pierwszy raz zwymiotowalam i zemdlalam z bólu… a zdecydowanie jestem odporna raczej na ból… A Ty juz 3 raz to nieźle…

      2. A ja nigdy nie miałam hsg, od razu laparo w błogim śnie;-) szkoda że z taką diagnozą.
        Azylkowo a właściwie czemu już trzeci raz? I przepraszam, gdzieś mi umkneło, jaki u Was jest problem?
        Trzymam kciuki za HSG bez niespodzianek! 🙂

  31. Ja tez miałam
    Hsg bez znieczulenia. Myslalam ze sie zesram z bólu. W ogole miałam przeboje z tym badaniem bo zle je zrobili. Zle opisali. I lekarze w N opisywali pozniej sami. (Bo to hsg nie było robione w N tylko w takiej polprywatnej przychodni) opisali mi w ogole ze mam macice dwurozna nie widzieli wodniaka. Poszłam do dr Z z tym badaniem to był w szoku jak tak zle mozna zrobic badanie.
    Takze Azylkowo trzymam kciuki ale jak ze znieczuleniem to super 🙂
    Napisz nam
    Dlaczego miałaś az trzy razy robione…
    Ja wlasnie siedze w N. Robiłam z męzem badania cytogeneetyczne i miałam ekg a teraz czekam na wizyte u internisty 🙂

    1. Uuuu…to faktycznie pechowo z tym HSG miałaś…:( kurczę, szkoda ze takie sytuacje musza sie zdążać…w końcu i tak jesteśmy kłębkiem nerwów w tym wszystkim..wiec niech chociaż takie rzeczy przechodzą sprawnie i bez „fajerwerków”…
      Ps. Widzę ze Ty tez aktywny medycznie dzionek miałaś 😉 wszystko w porzadku…?

    1. Pisałyśmy o tym w komentarzach post albo dwa posty temu. Po mojemu to in vitro dla katolików, którzy chcą in vitro, ale łatwiej im zaakceptować rozwijanie się zarodka w ciele kobiety.
      Mnie nie przekonuje tłumaczenie, ze zarodek ma „mniej stresu w ciele kobiety”, bo wkładanie tego pojemniczka i wyciąganie z pewnością jest stresujące, ale jeśli komuś to pomoże, to chwalić.

  32. Dziękuje Dziewczyny za pozytywne myśli!! 🙂 zaowocowały 🙂 byłam – zrobiłam. -zwyciężyłam ..:) wynik – pozytywny w całości 🙂 (choć cóż mi po moich dróżnych jajowodach…:/ ale oczywiście miło wiedzieć ze takie są 😉 Badanie praktycznie nic nie bolało, poszło szybko i sprawnie 🙂 A HSG miałam juz 3ci raz gdyż: 1-wszy był typowo dla pierwszej oceny „co tam słychać”/ względnie „jak tam wszystko wygląda”, 2-gi raz był po poronieniu i łyżeczkowaniu – żeby sprawdzić czy wszystko ok i nie ma zrostów czy czegoś innego i teraz 3-ci niemal z tych samych przyczyn..A moim problemem jest bardzo niskie AMH…:( 🙁

  33. Dziewczyny potrzebuje rady, właściwie nie wiem co mam myśleć i zrobić, a nie umiem znaleźć lepszej skarbnicy wiedzy od Was 🙂 Mamy z mężem w sierpniu podchodzić do naszej pierwszej procedury in vitro. Zdiagnozowano nas jako niepłodność idiopatyczna, nasze wyniki wszystkie książkowe oprócz mojego amh=0,91 (mam 33 lata, rocznik Izy 🙂 ) Ponieważ ostatnio zaczęłam wariować więc wylądowałam u dietetyka, szukając problemu w żywieniu, a dodatkowo próbując mój organizm przygotować odpowiednio do tego co go czeka. Po wielu przygodach trafiłam do babeczki która złamuje się dietą w niepłodności, zleciła mi zrobić badania, a tym witaminę D3. Okazuje się, że mój poziom wit.D3 jest „krytyczny” =6,20 przy normie 30-100 ng/ml. Wprowadziłyśmy suplementację (8000), niemniej dietetyk w niedoborze wit.D3 doszukuje się problem i alarmuje że jeżeli nie unormuje poziomu witaminy procedura się nie uda. Oczywiście skonsultowałam to z lekarzem w klinice, jak to zwykle w moim przypadku bywa on nie widzi problemu, skoro wprowadziłam suplementację to nie będzie, jego zdaniem, miało to wpływu na sukces in vitro. Jestem strasznie skołowana, bo przetrzepałam internet szukając rozwiązania. Nie chce przekładać całej procedury, drogo mnie to kosztuje mentalnie i finansowo, ale z drugiej strony jeżeli miały by to pomóc to może lepiej poczekać miesiąc /dwa. Proszę poradźcie mi co mam zrobić, czy któraś z was miała podobny problem? Przed panią dietetyk nikt mi nigdy nie zlecił zbadania witaminy D3 i generalnie gdyby nie moje wrodzone wariactwo nie wiedziała bym że mam jakiś niedobór…

    1. Cześć 😉 faktycznie wit D3 jest rzekomo niezwykle ważna dla wyprodukowania dobrej jakości komórek. Osobiście rownież miałam jej niedobór i musze przyznać, ze dopiero długotrwała suplementacja pozwoliła mi wejść na jej i tak najniższa granice „widełek”..Osobiście – jakkolwiek ze względu na dużo niższe AMH niż Twoje -jestem zdeterminowana do działania w szybkim tempie (bo każdy cykl jest cholernie ważny i czas gra na nasza niekorzyść…) to uważam ze warto w razie czego przesunąć podejście do in vitro. Bo stymulacja pochłania nie tylko pieniądze ale również nasze nerwy bo oczekiwania są duże..i szkoda sobie coś zarzucać. To jest moje zdanie, zrobisz tak jak Tobie będzie dobrze na duszy i serduchu..trzymam mocno kciuki!! 🙂 pozdrawiam serdecznie 😉

      1. Na Twoim miejscu tez najpierw unormowalabym sprawe z wit.D3, a przy okazji przez ten czas moznaby brac tez inne suplementy np. Koenzym Q10 czy DHEA, ktory jest pomocny przy niskim AMH. Warto tez przez ten czas przygotowac partnera nawet jesli nie ma problemow z nasieniem. Dieta bogata w witaminy, przeciwutleniacze i zdrowe tluszcze (polecam szczegolnie zielone koktaile, zdrowe bialko, orzechy brazylijskie) wyjdzie na zdrowie Wam obojgu.

    2. Witaj Madzik 🙂
      tez uważam, że wit D jest bardzo ważna. U mnie wyglądało to tak, że mój lekarz przy pierwszej stymulacji w ogóle nie zwrócił uwagi na poziom wit D3. Stymulacja – transfer – porażka. Zaczęłam wertować neta i natrafilam na znaczenie wit D przy in vitro. Po angielsku jest zdecydowanie więcej artykułów niż po polsku w tym temacie. Stwierdziłam, że zbadam jej poziom u siebie. Badanie nie było tanie – o ile dobrze pamiętam jakoś ok 140 zł ale to i tak nic w stosunku do kosztów in vitro. Wynik był na poziomie ok 15 (to był styczen). Zaczęłam jeść wit D3 vitum D3 + jednocześnie olej lniany w kapsułkach (bo w nim się dobrze rozpuszcza) mimo tego, że wit D3 w vitum jest juz rozpuszczona w oleju lnianym. Dawkowalam 6-8 tys jednostek codziennie i po niecałym miesiącu miałam poziom wit D3 53 czyli już w normie. U mnie szybko podskoczyla. Później kriotransfer – porażka. Ale od tego momentu cały czas jadlam wit D3 2 tys jednostek i kolejna stymulacja wypadła o wiele lepiej (więcej komórek i wszystkie dojrzale) i na tym wysokim poziomie wit D3 się nam udało 🙂 Przy drugiej stymulacji chodziłam do innego lekarza i uwaga! on sam zwrócił uwagę na to żeby brać wit D3!
      Generalnie nie wiem czy akurat przez to, przy drugiej stymulacji dostałam od lekarza sterydy, szłam na innym protokole ale być może miało to jakiś wpływ.
      Przejrzyj stronkę, o której wspomniała Sonia, to chyba najlepsza stronka jaka mi wpadła w ręce ze względu na rozpiske dawek 🙂
      Trzymaj się mocno i dzielnie!!!! 🙂

    3. Hej 🙂
      Ja też miałam niedobór wit. D3 (11,7, czyli też niski). Endokrynolog, do której chodziłam (z kliniki I.) twierdziła, że niedobór wit. D3 może częściowo odpowiadać za problemy z płodnością. My byliśmy idiopatyczni, wszystkie wyniki były w normie, a ciąży nie było kilka lat. Po uregulowaniu tarczycy i wspomnianej wit. D3 udały się 2 IUI na 3. Pierwsza ciąża zakończyła się w 10tyg, ale to już nie miało nic wspólnego z tarczycą czy wit.
      Może warto się wstrzymać z miesiąc ze stymulacją, dwa żeby „podtuczyć” organizm witaminami i suplementami? 🙂

    4. Madzik, rzeczywiście niski masz ten poziom, to dziwne, biorąc pod uwagę, ze jest środek lata… Trudno polemizować z lekarzem (dietetykiem), ale z drugiej strony nie demonizowałabym tak tej wit. D. Jest ważna, ale nie krytycznie ważna, inaczej byłaby obowiązkowo zlecana do badania na wstępie wraz z hormonami.

      A ponieśliście już koszty, które przepadną, jeśli odłożysz IFV o miesiąc? Badania się przeterminują? Nie, żebym uważała, że to niezbędne, ale jeśli masz sobie potem pluć w brodę przez lata…

    5. Jeśli chodzi o wit D, ważne jest również jej właściwe wchłanianie. Badania potwierdziły, iż pomocna w tym procesie jest wit . K2 ( ja biorę suplement o nazwie KINON) p.s. informacje na ten temat uzyskałam od specjalisty w AM leczącego moją Babcie .

  34. Wg wielu opracowań na które swojego czasu trafiłam, niski poziom D3 fałszuje wynik AMH – zaniża go. Co oznacza, że AMH w badaniu wychodzi niższe niż jest faktycznie w rzeczywistości.
    A poza tym wit. D3 ma wpływ na wiele procesów zachodzących w organizmie, i warto byłoby podnieść jej poziom przez ewentualną stymulacją.
    Twój poziom jest faktycznie skrajnie niski.

    1. Potwierdzam, od dawna mówi się, że niski poziom wit. D fałszuje wyniki AMH. Nie mylić z tym, że po wit. D rezerwa jajnikowa wzrośnie fizycznie – po prostu pomiary mogą być dokładniejsze (w górę).

  35. Hej Madzik. Ja teinteresowalam sie tematem wit D. Puerwszy raz jej poziom zbadalam rok przed in vitro i byl to wynik chyba ok 25 ng/ml moze 30 ng/ml. Co zabawne bylam wtedy po prawie miesiacu pobytu w bardzo slonecznych miejscach tj 12 dni na Kubie. Potem 10 dni w Polsce (byl wtedy styczen) i potem znowu ok 2 tyg na Dominikanie. Az strach pomyslec jaki bylby moj poziom wit d wyjsciowy w tamtym czasie gdyby akurat nie te wyjazdy;) Zeby bylo smieszniej na ten temat nakierowal nie nakierowal mnie zaden ginekolog tylko pediayra mojego syna. Przez prawie pol romu bralam ok 6 tys jedn wit D potem 3-4 tys czasem 5 tys. ZaleZy jak mi sie wzielo. Moj maz to samo a nawet wiecej czasami. I podchodzac do in vitro po ponad roku moj wynik to 54 ng/ml. Wit D z suplementow nie wchlania sie tak dobrze jak ta ze slonca. Wszystko na temat wit D znajdzieszna str vitamindcouncil.org. Bardzo polecam. Znajdziesz tam nawet optymalne dla siebie dawkowanie. Sa tabele. Sprawdzasz swoj stan wyjsciowy, wage i tam znajdziesz info ile powinnas brac zeby dosc fo optymalnego poziomu. Moj lekarz twierdzi, ze. Poziom optymslny to ok 50-60 ng/ml ale aa tacy co uwazaja ze optymalny to 60-80 ng/ml czyli wysoko. Oczywiscie skonsultuj wszystko ze swoim lekarzem. Podobno wit d wplywa na wszystko 😉 Byc moze;) Pobrane ode mnie komorki jajowe wszystkie byly dojrzale. 5 z 6 sie zaplodnily. Wszystkie piekne zarodki klasy A. I co? I nic:) Poki co jestem po 2 transferach. Nieudanych. Wszystkie badania moje i meza wiecej niz dobre. Mam segregator dobrych badan. 3 zarodki zmarnowane. 2 w lodowne w N. I poki co nie wracam po nie. Mysle, ze predzej zrobimy dziecko samo niz z pomoca lekarzy;) Wroce po zarodki jak mi wiara w leczenie wroci. Poki co wciaz urlopuje. Pije wino i ciesze sie zyciem:) O leczeniu pomysle w szare jesienne dni bo naprawde szkoda mi na to wakacji. A czemu szkoda? Bo na te chwile nie wierze, ze to in vitro ma sens. Sens natomiast maja inne rzeczy i na tym sie skupiam. Ciesze sie jednak, ze sa tacy, ktorym sie to udaje i im szczerze gratuluje. Za Was wszystkie trzymam kciuki ale niestety prawda jest taka, ze to droga nie dla wszystkich:) Nie wiem na te chwile cZy dla mnie. Nie lubie walic glowa w sciane:) natomiast na pewno nie zaluje, ze sprobowalam. Gdybym tego nie zrobila cale zycie zastanawialbym sie czy moglam miec kolejne dziecko a nie mam bo nie sprobowalam. U nas cala nadzieja w tych 2 zarodkach po ktore kiedys wroce bo wiecej stymualcji nie przewiduje. Co by to zmienilo? Jesli nie ruszy 5 zarodkow to dlaczego mam wierzyc, ze rusza kolejne? Mam inne pomysly na wydawanie pieniedzy;) jesli kogos urazilam to przepraszam ale pisze co czuje a czuje, ze to nie do konca moja droga. Ale moze to Wasza droga i jesli tak to zycze aby doprowadzila Was do dziecka i to pisze calkowice szczerze i z serca:) Trzymam kciuki za Was wszystkie i serdecznie pozdr

    1. Sonia, fajnie, że się odezwałaś, ale jeszcze fajniej, że odpoczywasz od in vitro i nie jest to rozpacz. „Sens natomiast mają inne rzeczy i na tym sie skupiam” – to jest właśnie metoda, żeby nie zwariować wtedy, gdy ivf albo naprawdę jest nieskuteczne albo my tak sądzimy.
      Nie sądzę, zeby kogoś Twoje słowa uraziły, nie wszystkim się udaje i ważne, żeby umieć z tego wyjść i cieszyć się światem, o którym czasem zapominamy podczas leczenia.

  36. MadZik, sprawdzilam i wychodzi mi ze balam najczesciej 4 tys jed. Wit D czasami 5 a czasami 6. Sprawdxalam poziom regularnie co 3 mies. I ustalalam z lekarzem biezaca suplementacje. Sprawdza tez trzeba poziom wapnia. Nie wolno przedobrzyc i zawdze warto zspytac lekarzs ile brac. Nasz pediatra jest z tych, ktorzy sa dosc odwazny i zalecal nam duze dawki ale np Pani w aptece przecierala oczy z wrazenia. Inni lekarze zalecali nam mniejsze dawkoanie a my wyciagnelismy srodek z tych zalecen. W kazdym razie ja jestem z tych ostroznych i zawsze rekomenduje rozmowe z lekarzem i zeby to on ustalal ile dana osoba powinna brac tej wit D. W kazdy razie kiedy okazalo sie, ze moj poziom to 54 ng/ml to w N sugerowali mi zebym brala dawke 2 tys jedn codziennie. I tak robilam podczas in vitro i po transferach. Teraz tj w wakacje nie biore prawie wcale… Czasem tylko 2 tys jed jak jest deszcz i sobie przypomne. Choc pewnie wroce do suplementacji od polowy wrzesnia. Chyba ze zmieni sie moda. A wy dziewczyny bierzecie wit d? Zalecaja ja Wam ginekolodzy? Ile tego bierzecie?

    1. Tak czytam, co piszecie o witaminie D i innych składnikach, które mogą mieć wpływ na płodność czy to w próbach naturalnych czy in vitro i cóż…
      Może nie mam niedoborów, może jest wszystko w porządku ale tego nie wiem bo lekarz nie jest zainteresowany zleceniem takich badań. Przyszliśmy do kliniki z gotową diagnozą-niedrożne jajowody i tu nie ulega wątpliwości-tylko in vitro. Z „dziwnych” badań miałam tylko amh, bo taki wymóg programu. I niby wszystko ok, drugi transfer dał ciążę. Potem poronienie i kolejna stymulacja, która nie do końca poszła po naszej myśli-6 dojrzałych komórek, zapładniają się,ale do 5 doby i mrożenia dotrwały 2 zarodki. I kiedy teraz przed transferem zapytałam tak na przyszłość w razie nieudanych prób o suplementację komórek jajowych, to usłyszałam historię o starym samochodzie, który stoi nieużywany w garażu. Po 30 latach nie ma znaczenia jaką benzynę tam wlejemy, lepszą czy gorszą i tak nie będzie dobrze działał, co zrozumiałam że moim starym komórkom (39-letnim)nic już nie pomoże.
      Mój przydługi komentarz właściwie nie odpowiada na Twoje pytanie Soniu o witaminę D, raczej ogólnie o stosunku niektórych lekarzy do suplementacji.
      Ale nie byłabym sprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o lekarzu spoza kliniki, który zalecił mi branie zintegrowanego preparatu dla kobiet w ciąży. W swoim składzie ma wit D (2000 jednostek).

      1. Renata, jako bezdzietnej czterdziestolatce nie podoba mi się komentarz Twojego lekarza :).
        Moim zdaniem suplementacja jest ważna. I to – być może – zwłaszcza u kobiet niemłodych. Moja lekarka (z N.) wyjaśniła mi, że przepisuje mi kwas foliowy w dawce 15mg, ponieważ „w naszym wieku może gorzej się wchłaniać”. Myślę, że coś w tym jest.
        Poza tym warto pamiętać, że starając się ze wspomaganiem (a zapewne i bez niego), jesteśmy wydane na pastwę prawdopodobieństwa – szans sukcesu. Na wszystko można spojrzeć w tych kategoriach – zaawansowany wiek wpływa na szanse in minus, podobnie niskie AMH, endometrioza, niski poziom witaminy D, wysoka homocysteina, nieuregulowana gospodarka węglowodanów, problemy z krzepliwością, i zapewne wiele jeszcze czynników. Wieku nie zmienimy, ale poziom witaminy D – owszem.
        Nie obiecuję sobie po suplementacji cudów, ale może zwiększy prawdopodobieństwo sukcesu o kilka procent? Może to nie tak mało, może tyle właśnie trzeba?
        I wydaje mi się, że kliniki przykładają do tego niedostateczną wagę.
        Z ta myślą idę jutro na badania krwi, które sobie niniejszym zlecam sama :).

        1. Patrycja, też mi się nie podobało,w tym momencie zachwiała się moja wiara w powodzenie leczenia.
          Dobrze byłoby, gdyby kliniki nie ufały tylko i wyłącznie wiedzy medycznej (to oczywiście najważniejsze), ale potrafili też wyjść poza stosowane zwykle procedury.
          A na razie mimo tych różnych przemyśleń, lekarz i ja za kilka dni zlecamy sobie hcg 🙂

      2. Renata, mnie się tez nie podoba historia o starym samochodzie 😛 Jakiś stary ramol pozwolił sobie na takie „żarty”… Może Ciebie to mocno nie dotknęło, ale naprawdę można lepiej dobierać słowa, każdy ma inną wrażliwość, a w temacie bezpłodności zwłaszcza.

        1. No właśnie nie stary :-). I troszkę jednak dotknęły… Może miał zły dzień, bo generalnie zawsze miałam o Nim dobre zdanie. Ale jak napisałam wyżej ogólnie o klinikach, dobrze byłoby żeby ten mój lekarz był bardziej otwarty na wiedzę nie tylko medyczną 🙂

  37. Hej Niebieska, Anulek jak samopoczucie? Nie pytam o objawy, bo na to za wcześnie 😉 chociaż ja się nakręcam od samego początku. Czułam ucisk w dole brzucha (to nie był ból, nie brałam nospy), za to zero bólu piersi a dopiero pisałam że u mnie jak bolą to dobry znak, a przynajmniej tak było poprzednio. Ok, nie smęce,jeszcze tylko kilka dni…

    1. Hej Renata, właśnie przyszłam pytać, jak u Ciebie i Anulka 🙂
      Ja wręcz przeciwnie, czuję spokój. W ogóle się nie nakręcam, jestem tak przyzwyczajona do niebycia w ciąży, że to dla mnie jakaś totalna abstrakcja. Mam gości i huk roboty, więc najczęściej po prostu zapominam, że jestem po transferze, ale chyba jakaś część mnie wciąż to podświadomie mieli, bo mam takie sny, że dostałabym oskara za scenariusz.
      Objawów brak, cycków też 🙂
      Kiedy testujesz?

  38. Samopoczucie? Do d… od „no musi się udać, nie ma innej opcji” do „na pewno nic z tego, wszystko było pod górkę, to i wynik na pewno będzie negatywny”. Mnie od czwartku rano bolał przez kilka dni brzuch, coś między bólem przed okresem, uczuciem zbyt pełnego pęcherza, a takim śmiesznym ciągnięciem. Teraz boli cały czas jak na okres. Piersi mnie bolą od kilku dni i odkryłam, że nadal mam mleko. Małą skończyłam karmić miesiąc temu, ale może na hormonach się utrzymało. Dziś mam od rana doła, że na pewno beta będzie negatywna. Niby miałam testować po 14 dniach, zgodnie z zaleceniem, ale poprzednio w 10dpt był już wysoki wynik. A Wy kiedy testujecie?

    1. Mam myśli dokładnie o tej samej treści 😉 .
      Mój 10 dzień po transferze wypada w niedzielę i nawet znalazłam laboratorium czynne całą dobę,to kilka przystanków ode mnie ale wciąż ŚDM i chyba jednak poczekam do poniedziałku. Tak więc oficjalny dzień testowania to 1.08.
      Żeby chociaż mieć jakiś punkt zaczepienia a tu u każdej z nas inaczej,ten sam objaw może znaczyć coś zupełnie innego i ciągła niepewność aż do bety…

    2. Anulek, ja miałam pierwsza transfer i ostatnia testuję. Tutaj wszystko biegnie wolniejszym rytmem 🙂 Mam skierowanie na betę na wtorek, 2.08.
      Czytam Was, a u mnie poza bólem brzucha po transferze, takim konkretnym jak po punkcji (ale też miałam konkretny transfer) nie dzieje się nic. Nic. Żadnych ukłuć, ciągnięć, bóli, plamień. Cisza na morzu. Może dlatego łatwiej mi o ciszę w głowie.

      1. U mnie z myśleniem wychodzi, jak mnie boli, bo ogólnie to jesteśmy na urlopie (swoją drogą to był świetny pomysł, lutinus cieknie, ja w dzień szukam kibla z umywalką, super jest). No i też wyszło tak, że albo robię betę jutro, albo dopiero w domu w poniedziałek. Niby poniedziałek lepszy, ale chyba bym już wolała wiedzieć…

        1. Anulek, chusteczki Lactacyd, albo inne jakieś do higieny intymnej. Ratują życie, bikini, dżinsy oraz honor, jak progesteron ścieka do kostek, a dobrego kibla na horyzoncie brak.

    3. No to u mnie chyba już po wszystkim. Wiem, że sikańce to zło, ale tym razem kupiłam taki superczuły, 10, jedna krecha i nie chciało być inaczej. W 9dpt raczej powinno już coś być. Beta to chyba tylko formalność. Jedynie urlopu mi szkoda, bo zamiast cieszyć się wakacjami, to myślałam o głupiej becie. Czekam do tej bety, w końcu nadzieja umiera ostatnia…

  39. Czesc Dziewczyny
    Witam się z Wami serdecznie, to moj pierwszy komentarz tutaj 🙂 z ciekawością Was podczytuję od dłuższego czasu ale jako osoba niesmiała nie udzielam się za bardzo 😉 Bardzo wiele dowiedzialam się dzieki Waszym dyskusjom i komentarzom i chcialam Was prosić o poradę.
    W sierpniu planuje rozpocząc przygotowanie do IVF- protokół długi (inseminacje nieskuteczne, ze wzgl na wiek 35 lat i endometrioze nie ma na co czekac). Zakladam, że 1dc będzie 4.08, w jakich terminach prawdopodobnie bede musiala stawiac sie na wizytach lekarskich? Na stronie gamety rozpiska jest nastepujaca (jak dobrze rozumiem):
    – min 15 dni od 1dc antykoncepcja (wizyta 4/5.08 aby dostac recepty na leki)
    – nastepnie agonista GnR i po 14 dniach estradiol i USG (wizyta ok. 1.09)
    – nastepnie gonadotropiny ok 10 dni a 6/7dc estradiol i USG (wizyta ok 7.09)
    – pozniej hCG (wizyta ok 10.09)
    – punkcja (wizyta ok 12.09)
    – transfer (wizyta ok 15.09 lub 18.09)
    planuje w to wszystko wcisnac jeszcze urlop ale srednio to widze 🙁
    bede wdzieczna za Wasze porady i ew korekty powyzszego 🙂
    pozdrawiam serdecznie
    Ania

    1. Nasze organizmy to nie maszyny. Każda z nas przeżyła jakiś cykl, który już miał się kończyć, a tymczasem ciągnął bez wyraźnej przyczyny (Anitt jest tutaj ekspertką). Albo odwrotnie, zaskakiwał nas okresem w najmniej spodziewanym momencie. To Twoje pierwsze IVF, nie wiesz, jak zareagujesz na leki do stymulacji, np. u mnie w klinice planuje się 5 „podglądań” przed punkcją, ale ja już ostatniego nie zaliczyłam. Za to po punkcji okazało się, że ryzyko hiperstymulacji jest tak duże, że lekarz prowadzący nie zgodził się na transfer i wszystkie zarodki poszły na zimowisko.
      Rozumiem, że chcesz mieć pod kontrolą te daty, żeby nie musieć stresować się urlopem, ale nie da się wszystkiego zaplanować. Jeśli już teraz się na to przygotujesz, mniej będziesz się złościć po drodze.
      Wszystkiego dobrego, Aniu, trzymam kciuki!

      1. Niebieska ma rację. Wszystkie chcemy miec kontrole nad leczeniem, wizytami itp a tak naprawde życie swoje robi..
        Ja mialam wszystko rozpisane w kalendarzu, zaplanowany urlop na czas po transferze no doslownie wszystko….
        Miałam zaczynac tuz po mojej Anie86 …ona zaraz skończy pierwszy trymestr a ja dopiero przed punkcja jestem..
        Okres nie przyszedl,zrobila sie torbiel i ch..j trafil moje wszystkie plany. Teraz po punkcji ide na dluzsze chorobowe a moje kolezanki z pracy mnie znienawidza no ale trudno…
        U nas w de trudnuej troche o l4 po transferze. Bede musiala sie nakabinowac.
        Wizytę mam jutro, zobaczymy co tam w trawie piszczy..
        Wezon to juz skandal miec taki dlugi urop !:-)

        1. Ania, tego niestety nie da sie dokladnie przewidziec. Poza tymi kilkoma stalymi datami (tzn I dzien stymulacji itp) niewiele mozna rozgryzc. Ja mialam konczyc stymulacje w 9 dniu (po usg) a skonczylam chyba w 14. Szlag mnie trafial jak siedzialam wtedy w klinice prawie codziennie ok 20 majac ladny kawalek.Z tym trzeba sie liczyc ale czego sie nie robi-bylo warto 🙂 Za pierwsza proba mialam czas transferu rozpisany i nawet do niego nie doszlo. Bolalo mocno bo sie juz tak nastawilam…Od wtedy wiem ze lepiej isc na zywiol, nie planowac i cieszyc sie z kazdego kroczku zamiast myslec jaki bedzie nastepny. Bedzie dobrze, sciskam kciuki! 🙂
          No i za Ciebie Anitt oczywiscie nieustannie zaciskam kciuki. Teraz to Twoj czas i tez bedziesz Wasze tygodnie niedlugo odliczac kochana 🙂

    2. Ania, dzien dobry na blogu.
      Ale masz porządek w planach 🙂
      Tak jak dziewczyny piszą, plany sięprzeciętnie sprawdzają.
      Ja ostatnie dwie stymulację miałam na krotki pm protokole, wczesniej nie moge sobie przypomnieć jak było na długim, wiec moge napisac Ci o krótkim.
      Zawsze musiałam byc u lekarza pod koniec cyklu poprzedzającego stymulację, zeby sprawdzic, czy na jajnikach czysto. To ok 25 dc było. Ale gdybym nie zdążyła, 2 dc w krótkim protokole był ostatnim możliwym dniem na taką kontrolę.
      Coś mnie zastanowiło w Twojej rozpisce.
      Masz robic HCG przed punkcją? A po co? Ja nigdy nie robilam.
      Jak masz watpliwości co do terminów, zadzwoń do kliniki. Nikt Ci lepiej nie doradzi, niż źródło 🙂

      1. Hej Dziewczyny
        Bardzo Wam dziękuje za wszystkie porady, teraz mam juz jasność i nie będę planowała urlopu w okolicach przygotowań do IVF 😉 troche sie zapędziłam, a tak jak piszecie, organizm żyje swoim życiem i nie zawsze dostosowuje sie do naszych kalendarzy 😉 niestety ja mam tendencje do planowania wszystkiego i ‚poczucia kontroli’ 😉
        Co do hcg to szczerze mówiąc nie wiem dlaczego jest jako element procedury IVF na tym etapie, tak jest rozpisane na stronie gamety. Przepraszam za ignorancję, ale dopiero w przyszłym tyg idę do lekarza i wtedy wszystkiego sie wypytam, ostatnia inseminację miałam w zastępstwie u innego wiec juz 2 m-ce swojego nie widziałam, a wtedy tylko ustaliliśmy ze w sierpniu albo ostatnia 3 inseminacja (watpię czy ma sens) lub przygotowania do IVF (bardziej w nie wieże). Jedyne co wypytalam to właśnie ze doktor planuje długi protokół.
        Dziewczyny trzymam za Was wszystkie kciuki a urlopujacym sie życzę super wypoczynku 🙂
        Mam nadzieje ze nie będziecie miały mi za złe jak od czasu do czasu coś napisze lub zadam pytanie, ale nie znam drugiego takiego wartościowego miejsca w internecie dot niepłodności 🙂
        Pozdrawiam serdecznie
        Ania

      2. A zeby bylo ciekawiej to tez Wam powiem ze robilam HCG przed punkcja i to za kazdym razem z estradiolem. I ten smieszny pomiar delikatnie podrastal i bylo 1 z ladnym haczykiem przed punkcja. Wiec wiedzialam ze potem jak cos to musi byc u mnie >2. Nie wiem po co to w sumie 🙂

  40. Heeej 🙂 ja tez dopiero zaczynam i tez długi protokół ,ja jestem w N i u mnie to wyglada tak ze 1 dnia cyklu zaczęłam brac antki w miedzy czasie robiłam wszystkie niezbędne badania ktore lekarz zlecił. I teraz kazał mi sie pojawić miedzy 18 a 20 dniem cyklu na wizyte startowa. Cos mu wspomnieliśmy na ostatniej wizycie ze planujemy urlop od 15
    Sierpnia a on odpowiedział ze nie ma problemu tylko
    Juz wtedy napewno
    Brac zastrzyki.
    Ooo i narazie tyle wiem:)
    Wiec nie wiem czy choc troche Ci pomogłam 🙂

    1. Sza, bardzo pomogłas, dziękuje 🙂 dla mnie każda informacja jest na wagę złota, muszę sie wszystkiego nauczyć a Twój komentarz pokazuje ze nie ma jednego schematu wiec tym bardziej nie będę planowała urlopu bez konsultacji z lekarzem, trudno, szef będzie musiał poczekać tydzień na moja odpowiedz 😉
      I oczywiście trzymam kciuki za powodzenie Twojego pierwszego IVF 🙂 na pewno będę Cie wypytywała o ‚postepy’ 😉
      Pozdrawiam
      Ania

        1. Razem raźniej 😉 tym bardziej, ze wszystko jest dla nas nowością 😉 z niecierpliwością czekam na IVF ale tez ze strachem czy wszystko będzie ok. Pozyjemy (a raczej poleczymy sie) i zobaczymy
          Rownież 3mam kciuki i dawaj koniecznie znac co u Ciebie
          Pozdrawiam serdecznie
          Ania 🙂

      1. Ania My mieliśmy im vitro w czerwcu, że względu na endo pomimo wysokiego amh na długim protokole.
        Najpierw tabletki anty. Potem wyciszenie zastrzykami już nie pamiętam czy 9-10 dni a później stymulacja . Podczas właściwej stymulacji 3 usg, po 3 decyzja o punkcji jakieś 3 dni od usg. Przez cały czas od początku wyciszania brałam jedna tabletkę encortonu, do punkcji piłam też imofem ale to już we własnym zakresie.
        Pamiętaj o pozytywnym myśleniu i o tym żeby być dla siebie dobra!!!! Stymulacja to średni czas, każdy różnie znosi, ale Ja już pod koniec czułam się jak Kura Nioska z całym obitym i napuchnietym podbrzuszu. Przez całą stymulacje zrezygnowałam z ćwiczeń Cardio na które wcześniej intensywnie chodziłam, zamienilam na jogę i mi bardzo pomogła.
        Powodzenia!!!! 🙂

        1. Hej Magdanr2;) bardzo dziękuje za komentarz 🙂 czy pamiętasz jak długo brałas tabletki anty? Czy oprócz encortonu i imofem łykałas jeszcze inne leki? Mój lekarz chyba nie lubi lekow bo nawet przy IUI nie biorę nic oprócz clo i ovitrelle 😉 i oczywiście stresuje sie czy to dobrze 😉
          Staram sie nie zwariować chociaż huśtawki nastroju i zajadanie stresu juz mnie denerwują 😉 a jak Ty sie czujesz?

  41. Dziewczyny

    Może któraś z Was miała taki problem i mi podpowie..Zaraz po nieudanym transferze dostałam okresu ale teraz w kolejnym cyklu coś się zepsuło i wyglada na cykl bezowulacyjny. Do tego mam ciagle ataki gorąca jak przy menopauzie.Lekarz mi wczoraj powiedział że jego zdaniem estrofem zrobił „za dobrze robotę” i okresu ( mimo że to już 15 dzień cyklu) szybko nie dostanę bo organizm się zbuntował. I nawet moze to potrwać kilka cykli. Jeśli chcę robić kriotransfer to mam wybór: czekać na okres, który może nastąpi kiedyś ale moze nie nastąpi lub wziac od jutra pigułki antykoncepcyjne przez 10 dni a potem leki i robić na sztucznym cyklu. Czyli ten cykl który właśnie trwa stałby się baaardzo długim cyklem. Co radzicie? Bo ja juz nie wiem co lepsze: czekać na okres czy robić wersje dziwna ale moze skuteczna?

    1. Ja bym na sztucznym robiła. Czekanie jest najgorsze. Jak niema przeciwwskazań do krio i do prawidlowej iplantacji to czemu nie..
      Bediesz czeoac np 3 m.ce a potem sie okaze ze jestescie na urlopie albo cos innego i potem znowusz czekanie

    2. Wendy, ja nigdy nie robiłam na sztucznym, ale nie przypominam sobie, żeby dziewczyny sie na taki skarżyły.
      Z naturalnym jest ten minus, że wydarzy sie głupi weekend i nie wiadomo, kiedy pękł pęcherzyk… Choć, wiadomo, im mniej leków, tym lepiej.

      1. Dzieki Iza. Mnie tylko przeraziła ta długość tego cyklu bo jak trwa juz 15 dni to jak pociągnę 10 antykoncepcję a potem leki to potrwa z 1,5 miesiąca i wtedy to juz kompletnie przestane jakkolwiek kontrolować cokolwiek:-)

          1. Wendy, dla mnie sztuczny ma jedną zaletę. Nic nie czuję po transferze. Nie zastanawiam się, czy mnie zakuło, zmuliło, smyrnęlo od środka. Cykle naturalne to wieczne sygnały od powiększonego jajnika, endo szykującego się do złuszczania. Święty spokój 🙂

    3. Hej Wendy 😉 u mnie była taka sytuacja, że po stymulacji cykl nie chciał normalnie wystartować. Krwawienie trwało 13 dni zamiast 3-4 i wtedy lekarz zlecił badanie poziomu progesteronu i estradiolu i stwierdził, że można zacząć przygotowanie do krio. Powiedział mniej więcej jak Twój. I co się dalej okazało? Ze u mnie przyczyną tego dziwnego cyklu był Decapeptyl Depot, który dostałam w formie zastrzyku w cyklu poprzedzającym cykl ze stymulacja (protokół dlugi) i to badziejstwo zablokowalo moje normalne cykle na ok 4-5 miesięcy. Dziwnym trafem zaczęły się bezowulacyjne i nieregularne jakich nigdy wcześniej nie miałam. U mnie to krio akurat nie wyszło ale bardziej doszukuje się braku fachowości lekarza niż samego tego cyklu. Jak można zabrać komuś starającemu się szanse na pół roku? Gdyby ten lekarz powiedział mi co mi podaje i jakie będą tego konsekwencje, to bym się nie zgodziła. …

    1. Ja z tych niecierpliwych wiec wybralabym wersje dziwna 🙂 Zlosliwosc losu moze okres opozniac a Ty bedziesz w takim zawieszeniu czekac i czekac. Chyba ze Ty jestes z tych bardziej cierpliwych to ewntualnie…

  42. Dziewczyny, mam do oddania dwa opakowania Clostilbegytu, 11 tabletek encortonu po 5mg, 30 tabletek acardu i mniej/więcej 50 tabletek macy (firmy NOW). Clo brał mój M. baaaardzo długo na poprawę pływaków i efekty były dość znaczące. Jak któraś coś potrzebuje to ja chętnie oddam. Mogę wysłać, można odebrać osobiście w Warszawie. Podaję meila: storozak@op.pl.

  43. Kochane, melduję się. Dziękuję wam za całą energię i wsparcie w naszym kierunku:) sciskam każdą z osobna! Krótko o porodzie: . do czwartku zero objawów, doktor mowil o cesarce w piatek jesli nie ruszy. w nocy z czw. na piątek młoda ł… askawie zaczeła schodzić niżej, szyjka się ruszyła.. po rannej wizycie kazali poczekac na prowadzacego, żeby akcja jeszcze nabrała tempa, plus ewentualnie oxytocyna… jak przyszedł na dyzur moj lekarz to sam sie zdziwił, ze takie fajne,, warunki do rodzenia,, mamy i posłał mnie na trakt porodowy.. tam golenie, lewatywa (nic strasznego a przy parciu komfort psychiczny), ktg, oxytocyna i piłka…. było do ogarnięcia przez kilka godzin, oddychałam fajnie, ale potem to już się działo.. Nie znałam się od tej strony, zwykle kontrolowana i intelektualizująca… a tam: jak zwierz, choc polozne jeszcze mówiły, zeby przesta sie kontrolować.. poród to wydarzenie z tych z pogranicza, nic juz nie bexzie takie jak wczesniej. Pisząc to płaczę. Wogole wpadam w taki m ocny płacz ostatnio. Myślę o Helence, o tych wszystkich latach, o tym co poszło źle, co dobrze.. dziewczyny, walczcie. Walczcie dopoki macie siłę, nadzieję i możliwości. Pewnie nie dla każdej drogą ivf skończy się dzieckiem, ale warto walczyć na każdy sposób..
    Poród od wejścia na trakt trwał 9,5h.. mimo moich starań i zaangażowania położnych, skończyło się vacum. Jestem ogromnie wdzięczna tym położnym i mojemu doktorów, który sprowadził małą te kilka brakujących centymetro do świata.. jeszcze emocje we mnie się kotłują. Czasem myślę, ze nie miałam siły dosyć, ze może trzeba było od początku nastawić się na cesarkę, ze może niepotrzebnie się nastawiłam na fizjologiczny poród.. wszyscy mimówili, ze dzielnie rodzilam, ale to zawsze mi zostanie. Tak bardzo bałam się o nią.
    Mąż kochany był ze mną przez cały czas, oprócz momentu na zakladanie vacum, czulam jego obecnosc, ale dotyk czy jakakolwiek proba pomocy drażniły, tak bylam skoncentrowana na skurczach..
    I najwazniejsze: Heluszek zdrowy, długi 58cm, drobny 3100, ( profilaktycznie jeszcze pójdziemy do neurologa po tym vacum), bardzo temperamentny i mleczny. Jak dali mi ja na brzuch to zrobiła mega kupę i miała szeroko otwarte oczy.. i paznokcie długie i szpiczaste, jakby opiłowane. Czułam ulgę. Ogromną ulgę. Dziekowalam kilka razy..
    moje życie nie będzie już takie jak przedtem. Ono nie jest lepsze… jest inne.
    Trochę chaotycznie pisze, bo pisarka ze mnie marna, ale chciałam się z wami tym podzielić i jeszcze raz podziękować za kciuki.
    Trochę ogarniamy rzeczywistość, bo do Heluszka nie dołączyli instrukcji obsługi, ale z każdym dniem jest troszkę łatwiej.
    Trzymam kciuki za wasze bety dziewczyny, może jakiś sikacz się wyjawi do tego czasu:) a kciuki juz mam 4 wiec jest co trzymac

    1. Pięknie się to czyta wiedząc, że Twój największy skarb jest już na świecie! Współczuję ciężkiego porodu, ale te wszystkie trudy są warte tej małej istotki.
      Życzę Wam dużo zdrowia, siły i cierpliwości we wzajemnej nauce siebie dziewczyny :*

    2. Siedze w aucie na parkingu i płacze. Przyjechałam pod aptekę bo przed chwila odebrałam z kliniki recepty i właśnie miałam wykupić leki (bo znów zły posiew…), jadąc ryczałam mężowi w słuchawkę – ze juz nie mam siły, ze wszystko pod górkę, ze juz nie daje radę, ze tak mega olbrzymia „robotę” odwalam w sobie wewnętrznie codziennie żeby wstać z łóżka o 6:15, wyjsć do pracy, dobrze sie tam trzymać, funkcjonować wsród ludzi i wypełniać obowiązku skupiając sie na pracy..ocierając łzy przed wyjściem z auta zajrzałam tutaj, przeczytałam Twój wpis i znów sie rozpłakałam…z Twojego szczęścia!! W mięśniach czuje Twój wpis, nawet w serduchu go czuje…te wszystkie emocje są niewiarygodnie ciężkie i przepiękne jednocześnie..tyle przeszłaś a teraz masz Cudzika w ramionach i to jest najwazniejsze..;) nawet nie wiesz ile teraz – stojąc zaryczana na tym parkingu znaczą dla mnie Twoje słowa, Twój wpis…dziękuje! I życzę Ci samych przecudownych chwil z Helenka i zdrówka dla całej Twojej Rodzinki! 😉 bardzo serdecznie Was pozdrawiam…;)

      1. Azylkowo, mam nadzieję, ze ten płacz przyniósł Ci ulgę… kurczę, jak często człowiek boi się albo wstydzi nawet popłakać.. zobacz: to jest takie piekne- w tym całym kieracie, czujesz, nie zgubiłaś tego, to cię poprowadzi.

        1. Nie, to mnie tylko pozytywnie podbudowało..:) ciężko jest codziennie zbierać sie z podłogi…ale to, ze sie jednak udaje – czego jesteście z Helenka najlepszym przykładem – pobudza do działania..choć sił – nie ukrywam – coraz mniej…ściskam Was mocno 🙂

    3. Olga – cieszę się że u Was wszystko dobrze, trudy porodu w końcu zapomnisz – uwierz mi. Ja jeszcze dość długo po swoim powtarzałam: no way, nigdy więcej – a teraz sama wiesz jak mi się zachciało, że niepowodzenia przeżywam jak przy pierwszym dziecku… I nawet mogę jeszcze raz urodzić! Bylebym dostała szansę!

      jakiś dziwny ten Twój szpital – nie dali instrukcji obsługi do Heluszka?? jak mogli… :-PPP

      Dasz radę!

      Ulżyło mi, że jest ok 🙂

      A ja jutro po południu mam histeroskopię ze scratchingiem.

        1. Drapnięcie? O kurcze to było znacznie gorsze 🙁 zdecydowanie nae przypominało to scratchingu robionego kiedyś przez lekarke jakims szpikulcem. Wtedy to było drapanie. O tak. A teraz to porządne cięcie!! ale jakoś przetrwałam!

    4. Olga cudowny komentarz. Rozplywam sie nad wami. Wspaniale że masz juz to wszystko za soba. Jak wyobrazam sobie w ramionach moje dzieci to czuje spokoj. Wtedy niebede juz niczego potrzebowala. Bede miała wszystko.
      Wiem tez ze jesli urodze jedno dziecko a niebede miala mrozaczkow to nigdy wiecej nie wejde do gry. Za wiele to wszystko kosztuje..i nie mam na mysli pieniedzy…

    5. Olga, az poczytalam o co chodzi z tym vacum. Jestes bardzo dzielna i placz juz teraz tylko ze szczescia 🙂 A tu odezwaly sie troche moje leki. Wlasnie wszyscy mowia ze naturalny porod najlepszy a ja sie boje takich strachow jak u Ciebie…I chyba bardziej sie sklanialabym na cesarke ale czy nie warto tego przezyc ehh. Moj dr raczej z tych co zapobiegawczo by stresu oszczedzil nam obojgu. Tylko czy faktycznie nie lepiej dac szanse naturze? Nie czas mi o tym myslec ale sklonilas mnie do takiej refleksji ktora gdzies tam we mnie siedzi… 🙂 Wez Kruszynke w ramiona i uwierz w swoje szczescie! Masz wreszcie tak wyczekany Skarb- ucaluj ja mocno.

    6. Olga, jakże emocjonalny wpis…wzruszyłam się..przemawiają przez niego Twoja ogromna siła, determinacja, no i miłość do tej Kruszyny.
      Gratuluję córeczki, mam nadzieje, że trudy porodu szybko pójdą w zapomnienie.
      Najważniejsze, że Twoja Helcia jest już na świecie cała i zdrowa.
      Warto walczyć.
      Ściskam Was obie mocno dzielne Dziewczyny 🙂

    7. Ależ dostarczyłyście nam wzruszeń dziewczyny 🙂 . Mam łzy w oczach, w gardle ściska…
      Życzę Wam dużo zdrowia i radości na każdy dzień tego”innego” życia.
      Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale kciuki Helenki dodają mi sił – że warto walczyć, warto siłować się z losem bo nagroda cudowna 🙂

    8. Olga, jesteś mega dzielna! Ja mam podobne wrażenia z pierwszego porodu- zwierzęcy instynkt, drażniąca obecność męża, koncentracja na własnym ciele i brak odczuwania bodźców z zewnątrz. Tak jakbym była specjalnie „odcięta” od świata, żeby skupić się na sobie. Jak czytam Twoją relację to słowo w słowo moje doswiadczenie 🙂 ogromne gratulacje, jeszcze chwila- tydzień, dwa i doskonale zrozumiecie każdy sygnał nadawany przez Helkę.

      A ja piszę do Was z łóżka szpitalnego. Niestety moja szyjka nie chce współpracować, w ciągu dwóch tygodni zmalała do 21mm i pojawiły się lekkie skurcze. Podali mi sterydy na rozwój płuc u dziewczynek i podłączyli 24h pompę z lekiem przeciwskurczowym. Na razie z ktg wynika, że działa. 30tc to jeszcze dla lasek za wcześnie. Robimy wszystko, żeby je zatrzymać w brzuchu jak najdłużej, bo choć są wielgachne (każda waży już 2kg) to na tym etapie mogą mieć jeszcze problemy z adaptacją.

      Kas, a u Ciebie wszystko w porządku? W przyszłym tyg umawiasz się już na cc, tak?

      1. O cholera…no nic, zaciskaj nogi i obyś jeszcze te kilka tygodni wytrzymała. Leki podane, jesteś zabezpieczona, dobrze, że dziewczyny to kluski (moje też duże, zmowily się chyba). 21 mm szyjki to jeszcze ma co trzymać, dasz radę 🙂

        Tak, ja w czwartek idę do szpitala ustalić termin.

      2. S-mother, trzymaj dziewczynki jeszcze choćby kilka tygodni. Zaciskam kciuki, a Ty zaciskaj szyjkę. Dobrze, że jesteś pod kontrolą, że lekarze działają. To ważne, medycyna naprawdę potrafi zdziałać cuda, cieszę się, że nie trafiłaś na lekarzy-ignorantów.

      3. S-mother, jesteś w szpitalu, wiec lekarze trzymają rękę na pulsie.
        Co do tej szyjki to 21mm na 30tc nie jest tak źłe pod warunkiem, że szyjka jest twarda i nie ma rozwarcia. Tak powtarzał mi mój gin gdy okazało się, że w okolicach 27 tc szyjka zaczęła mi sie skracać. I, że miał pacjentki, co ostatni trymestr ciąży przetrwały chodząc z szyjką 15mm…grunt, żeby się nie robiła miękka i żeby rozwarcia nie było.
        A skoro leżysz teraz i faszerują Cię kroplówkami, to będzie dobrze. A i Dziewuszki Twoje piękną mają wagę, wiec tym bardziej powinnaś być spokojna.

      4. S-mother, z jednej strony szpital to nie spa, ale z drugiej cieszę się, że jesteś pod dobrą opieką profesjonalistów!
        Oby te skurcze ustały i dziewczyny dały Ci jeszcze kilka tygodni! Wierzę, że będzie dobrze, a ten szpital to ostrożne chuchanie na zimne.
        Trzymaj się!!!

    9. Olga, Bohaterko!
      Dziękuję, że znalazłaś czas, żeby się do nas odezwać. I to TAK odezwać, że piszesz o sobie, a to ja poczułam się wyjątkowo, bo walczę o swoje szczęście. I zamierzam je wywalczyć!
      Ten opis, te oczka, paznokietki, ach, wzruszam się, ryczę, ale mimo to wrócę do Twojego komentarza nieraz. Wrócę po uśmiech, po siłę, po szczęście.
      Nie jestem matką, możesz nie słuchać, ale Heluszka kochać trzeba i karmić. To wszystko.
      Dałaś z siebie ile mogłaś, nigdy przenigdy nie obwiniaj się za vacum, za to, że mogłaś więcej. Nie mogłaś. Znam dziewczynę, lat 25, trójka dzieci, dwa pierwsze, ot kichnięcie i młode na świecie, a ostatni poród tak trudny (też vacum), że choć chciałaby czwarte, to się boi. Nie wszystko zależy od nas. Jesteś najdzielniejsza, Mamo-Olgo!

    10. Olga, oczy mi sie zaszkliły… Tak długo walczyłaś, zawsze byłaś podporą dla nas, zawsze powiedziałaś coś mądrego. I teraz, w Twoim nowym innym świecie jesteś jeszcze większym wsparciem. Dla nas,dla Heluszka. Twoja córka ma wspaniałą matkę.
      Czekałyśmy na wieści od Ciebie. Paznokietkami się wzruszyłam. Instynktu zazdrościłam, a z kupy śmiałam 🙂
      Dajesz nadzieję i duże wsparcie.

    11. Oj Olga, też mi się oczy zaszkliły , bo strasznie dzielna z Ciebie dziewczyna. Już nic sobie nie wyrzucaj, dałaś radę jak tygrysica 🙂 Nikt nie wie, jak poród przebiegnie i jak się skończy! Ważne, że Hela zdrowa, Ty w niezłej formie, że dajecie radę. A jak idzie karmienie? Trzymam kciuki, żebyście dobrze ze sobą współpracowały 🙂 Bardzo ściskam Waszą trójkę !

    12. Zbieram się od rana, żeby coś odpisać i słowa więzną mi w gardle… Jestem Ci wdzięczna, że napisałaś… tak szczerze, otwarcie, bez cenzury. Cieszę się, że Helutek już po drugiej stronie i uwierzyć jeszcze nie mogę, że to się dzieje, że się stało, że piszecie teraz własny manual 😉

      Taaaaaak się cieszę! Waszym szczęściem, paznokietkami i nawet tą kupą wielką:)))
      Taaaaaaak Cię podziwiam! Za mądrość, za wszystkie rady i wyrazy wsparcia i za tę zwierzęcą SIŁĘ!
      Taaaaaaaak Ci zazdroszczę! I jednocześnie tyle znajduję otuchy w Twoich słowach, że jakoś wierzę, że i ja ten obiekt zazdrości w końcu „posiądę” idąc w Twoje ślady:)))
      Nie no! Nie da się słowami opisać, jak mnie Twoje nowiny cieszą. Skoczyłabym tu, zatańczyła, zaśpiewała, żeby oddać mój entuzjazm, ale się nie da. Wysyłam więc buziaków sto dwa! Do podziału z Helenką :*

    13. Podziwiam i Gratuluje !!!
      Cudowne uczucie pewnie trzymać w ramionach Swoją Kruszynkę !!!
      Oczywiście się popłakałam , ale u mnie ostatnio dzień bez łez dniem stracony , więc to nic dziwnego 😀
      Pozdrowienia

  44. Olga i mi sie łezka w oku zakrecila:)
    Cudownie ze wszystko dobrze sie skończyło,teraz ciesz sie macierzyństwem i wpadaj czasem do nas na plotki :* buziaczki w stopki Heluszki 🙂

  45. Olga, wzruszam się gdy to czytam. Cudownie, ze malutka jest juz po tej stronie brzuszka i ze możesz utulić ją w ramionach..przykro mi z powodu trudnego porodu, obyś szybko zapomniała o tym co przykre. Ślę do Was przytulaski i życzę Wam duzo zdrówka!!!!

      1. Dziewczęta drogie, u mnie czas nagle jakos dziwnie przyspieszyl. Ze zdumieniem patrzę w aplikację,która jak byk mówi, ze to 35tc. Przeraża mnie to bo jeszxze nie wszystko jest przygotowane a ja juz coraz powolniejsza. Podobnie jak s-mother zleciliśmy malowanie i ogólnie pare drobnych zmian następuje w mieszkaniu. Od koncówki czerwca żyjemy w chaosie, ciagle cos przestawiamy, wiercimy, skladamy.a to wszystko zeby dzidziusiowi milo sie mieszkalo. Dodał mi energii i skrzydel. Mimo pewnych drobnych niedogodności 3trymestru czuje sie naprawdę dobrze i żal mi ze ciaza pomału dobiega konca.dla mnie to fantastyczne doświadczenie i mam nadzieje, ze kiedyś jeszcze bedzie mi dane byc w tym cudownym stanie. Boję się porodu. Strach rośnie wraz ze skręcającym sie czasem. Boje sie czy sobie poradze, czy zrobię wszystko co w mojej mocy zeby dziecko przyszło zdrowe na świat. Boje sie o maleństwo.
        Iza, upały sa moja najwieksza zmora. Na szczęście zamontowaliśmy klime i jakos daje rade. Często tez wyjeżdżamy do rodzicow a tam nawet w upał jest znośnie. Tylko kwiaty na balkonie cierpią gdy nas nie ma po kilka dni. Niektóre uschly, inne radzą sobie dzielnie mimo chwilowych suszy;) nadal cieszą oko.

    1. Sza z tego co mi sie wydaje to jestesmy jeden rocznik 88albo cos bliski? ja mam amh 2.75 i moje jest dobre wiec Twoje tak samo. Za wysokie to tez jest zle , to znak ze pecherzyki nie dojrzewaja i wogole kiepska jakosc. Tak przynajmniej slyszlam.

    2. Sza, mysle ze to naprawde ladny wynik. Taki posrodku akurat 🙂 Ja mialam 5 z kawalkiem to dr sie cieszyl. A w innej klinice dr na wejsciu stwierdzil PCOS. I stad mialam mega duzo komorek jakosci sredniej. Twoj wynik jest ok, taki wtedy chcialam miec 🙂

          1. Dokladnie! ciesze sie strasznie:) wszystkie badania wyszły wzorcowo,wiec jeden problem mniej 🙂 dzis w koncu udalo mi sie zapisac na wizyte startowa 🙂
            9.08 to bedzie moj dzien 🙂

  46. Hej, czy jest tu ktoś kto dostał nasilonych objawów alergii w ciazy? W moim przypadku to katar, leci mi z nosa jakby ktoś odkrecil kurki od kranu. Na dodatek chyba jest to efekt altenarii, na które nigdy kataru nie miałam. Próby alergiczne wychodziły mi na nie zawsze dodatnie ale sezon ich pylenia nie był dokuczliwy. A w tym roku tragedia….. jakichkolwiek leków boje się wziąć, 1 wapno nic nie dało. ..
    Ma ktoś jakieś sposoby na to paskudztwo?

    1. Kaja u mnie to samo, alergia ze zdwojoną siłą. Doraźnie można brać wapno (mi też nie pomaga). Doktorek zalecił mi krople do oczu i nosa (jakiekolwiek), specjalnie poszłam jeszcze do alergologia na konsultacje i w razie konieczności clarine, ponoć jest najbezpieczniejsza (ale zalecił dopiero po zakończeniu 1 trymestru). Generalnie teraz pyli się mniej uczulających mnie świństw, więc wytrzymuje bez leków, czasem tylko przepłukuję nos solą morską, pomaga na chwilę, ale zawsze to jakaś ulga, a jest to metoda całkowicie nieszkodliwa.
      I tak szczerze zalecam konsultacje u gina.

      1. Ciekawostka odnośnie wapna- kilka lat temu na wakacjach w Grecji moją młodą coś straszliwie pogryzło i wyskoczyły jej bąble o średnicy ok 2cm. Ponieważ jest alergiczką, miałam zawsze wapno przy sobie, ale nic nie pomogło, skorzystaliśmy więc z pomocy lekarza. Jak powiedziałam mu o podanym wapnie, zrobił wielkie oczy i powiedział, że jest lekarzem od 15 lat i po raz pierwszy słyszy, zeby wapno miało pomagać na jakieś alergiczne fazy. Także ten.

    2. Kaju jak byłam w ciąży z moją córeczką brałam od początku leki na alergię. Mam alergię i astmę, biorę leki od 10 roku życia. Alergolog powiedział mi, że jak zajdę w ciąże mam się u niej pokazać, ale nie przerywać brania leków. Byłam pod kontrolą, nie zmieniła mi leków tylko dołożyła coś na ataki duszności. Prawdopodobnie coś pyli, o ja czuje się strasznie pomimo brania regularnie leków. Może wskazana byłaby wizyta u alergologa, bo może Ci się pogłębić i skończyć atakiem astmy, a to (według słów mojej alergolog) może prowadzić do skurczów macicy. Pozdrawiam i życzę zdrowia.

    3. Kaja, ja brałam w obu ciążach zyrtec. Moich leków brać w ciąży nie można i pulmonolog każdorazowo zmieniał mi na zyrtec. Plus wziewy (budesonit) w razie duszności. Nie zaniedbuj i nie olewaj tego. Nieleczona w ciąży alergia może naprawdę zaszkodzić. Od głupiego kichania czy kaszlu masz skurcze brzucha, duszność = niedopełnienie. Wkurza mnie takie gadanie, że nie wolno nawet patrzeć na leki w ciąży. Potem efekty są różne.. Pisałam tu o dziewczynie, która dostała tachykardii od alergii i do końca musiała być na lekach alergicznych, sercowych i ciśnieniowych. Wszystko trzeba pod kontrolą lekarza.

      Ja też mam uczulenie N alternaria i cladisporium i nawet na lekach średnio się czuję.

      Jak męczy Cię tylko katar, możesz spróbować irigasinu do nosa. To system płukania zatok.

      1. Dzięki dziewczyny 🙂 Kas, w którym trymestrze brałas Zyrtec? Dawka 1 tab dziennie czy jakaś mniejsza? Wczoraj desperacko szukałam sposobu na przetrzymanie do wizyty u alergologa. Dziś zmieniła się pogoda i na szczęście na moja korzyść – prawie nie psikam ale prawdopodobnie to tylko kwestia czasu i pogody…..

        1. Jedną dziennie od początku ciąży, bez tego nie mogłabym się nawet myć, mam uczulenie na cos uzdatniającego wodę. A w poprzedniej ciąży to od stymulacji zmieniłam już. Ale tak jak pisałam, wszystko pod kontrolą lekarza prowadzącego mnie od strony alergicznej.

  47. Co sądzicie o suplementacji DHEA? Warto, nie warto? Zrobiłam sobie badanie DHEA-SO4, wynik mam w dolnej granicy normy.
    Jeśli jesteście „na tak”, czy mogłabym zapytać, jaki preparat brałyście i gdzie go kupiłyście :)?

    1. Patrycja

      Ja miałam wynik dużo poniżej normy rok temu i ginekolog zalecił do wyboru Stymen 2 tab dziennie lub DHEA 1 tab dziennie. Stymen tańszy więc brałam przez pol roku ale o dziwo poziom dheas nie przyrastał znacząco, zmieniłam na DHEA i sukces. Odstawiłam przed punkcją, teraz sobie znowu biorę przed kriotransferem. Według mojego ginekologa nie z kliniki niepłodności tylko normalnego warto brać jeśli sie ma obniżony poziom lub 40 lat. Preparat jest w każdej aptece. DHEA jest 2 razy droższy od Stymenu.

    1. Prawda jest taka, że prenatalnego na NFZ dobrze nie zrobią – a przynajmniej jest duże ryzyko takiego obrotu sprawy, i niestety chcąc mieć pewność co do stanu dzidziusia trzeb zrobić prywatnie u dobrego specjalisty.
      Mój przykład:
      12tc i prenatalne w IMiD – trwało może 5 minut (dosłownie), z czego lekarzowi udało sie dostrzec siusiaka i zmierzyć przezierność. Kości nosowej w ułożeniu dziecka nie dojrzał i nie chciało mu się nawet porządnie jej poszukać, postukać w brzuch żeby Mały zmienił pozycję itd. Żadnego dokładnego oglądania główki, brzuszka, itd.
      Wiec wyszłam z gabinetu wiedząc tylko – a może i aż – tyle.

      Prenatalne prywatnie kilka dni później u lekarza z certyfikatem:
      trwało prawie pól godziny, oprócz sprawdzenia Malca od stóp do głowy-dosłownie (główka, komory mózgu, narządy wewnętrzne (zwrócenie uwagi na miedniczki nerkowe), policzone wszystkie paluszki (w tym zwrócenie uwagi, że w przypadku płodu z ZD jeden z paluszków u rąk jest krótszy), zbadane przepływy w tętnicach macicznych (w tym ocena ryzyka zahamowania wzrastania płodu po 30tc), ogólna ocena płodu, ułożenia, pępowiny itd. Dobrze wydane pieniądze, wyszłam spokojna i z pełną wiedzą na temat stanu dziecka.

      Wiec na NFZ warto robić tylko wtedy jeśli ma sie pewność, że lekarz i placówka do której idziemy naprawde sie do tego przykłada.
      Ja idąc do IMiD i tak wiedziałam, że ide za kilka dni prywatnie.
      Gdyby nie to, że w IMiD robiłam również od razu test PAPPA, to wogóle bym sie tam nie fatygowała. Szkoda czasu.

      1. Apropos NFZ, to ostatnio poszłam do panstwowej przychodni na Natolinie do ginekologa. Ciążę prowadzę prywatnie u lekarki ze szpitala, ale stwierdziłam, że tyle badań do zrobienia to niech coś skorzystam z tego ZUSu, który tak regularnie płacę w niebyt. Podczas wizyty dowiedziałam się, że ciąża z in vitro jest ciążą podwyższonego ryzyka ( wtf????) i czy ja koniecznie muszę robić usg 3 trymestru w tej przychodni ( „Bo pani wie…ja to jestem takim samoukiem w tej dziedzinie , poza tym nasz aparat śnieży. Może lepiej już na tej Żelaznej robic , oni maja lepszy aparat”) . Po czym Pani kazala mi się położyć na kozetce i powiedziala, że dziecko żyje, bo widac ruchy. ( myślę, że tak się smiała z tej baby w tym brzuchu , bo aż mi podskakiwał).
        Na koniec szybko dała mi, co chcialam, zebym tylko już sobie poszła i o nic nie pytała.

        Generalnie koszmar. Ja oczywiscie nie wpadłabym na pomysł, żeby usg robić w tej przychodni, ale aż mnie coś cholera ścisnęło a szczęka opadła mi ze zdziwienia na kolana. Nie sądzę, żeby każdą kobietę było stać na opłacanie ciężkimi stówami prywatnych wizyt i usg. Przykro mi strasznie, że to tak wygląda, że los biedniejszych pacjentek zależy od lekarza SAMOUKA 🙁 A co, jak czegos nie dostrzeże i dziecko urodzi się przez to chore, choć można by było leczyć je w macicy? Masakra razy tysiąc!

        1. Samouk?!?! Włos mi się na głowie zjerzył!!! Co to? No nie wierzę!!!
          Z drugiej strony punkt dla Pani, że się chociaż do swoich ograniczeń przyznała, zamiast zgrywać specjalistkę…
          Nie dziwi mnie nerwowy śmiech Twojego dziecka w tamtej chwili 😉

        2. Kurcze, to ja mam identyczne negatywne odczucia co do usg na nfz. Byłam też w imidzie, raz, nie powiem, bo facet bardzo długo i dokładnie nas badal, ale wynalazł takie cuda, że spędziłam pół dnia płacząc na izbie, gdzie mnie skierował, żeby ostatecznie się dowiedzieć, że wg lekarzy z oddziału wszystko jest ok, a gin od usg coś tam źle zinterpretował. Ale padło hasło o złych przepływach itd, więc wyobrażacie sobie, jak się czułam. Na szczęście tego samego dnia byłam umowiona do mojego gina i on wszystko po swojemu posprawdzał i było ok. Stąd moja trauma odnośnie wizyt u obcych lekarzy.

          Do tego wizyty na nfz to gigantyczne opóźnienia, odwoływanie po 10 razy, terminy z kosmosu… Na prenatalne to chyba trzeba się zapisać, zanim się zajdzie, żeby się do 12 tc wyrobić. Ja miałam skierowanie z lutego i ostatecznie wykorzystałam je w czerwcu chyba, bo dlugie czekanie najpierw na termin, potem odwoływanie, bo lekarza nie ma, czekanie znów ponad miesiąc. Nie wiem, jak można tak ciążę prowadzić… Ja miałam komfort wizyt u mojego lekarza co 2 tygodnie, zawsze z usg, więc sobie mogłam czekać, ale jak ktoś tylko na nfz chodzi, to ja nie wiem, jakim cudem się z tego zdrowe dzieci rodzą, serio…

          1. Dokładnie! To jest dla ludzi,którzy mają szczęście byc w idealnie zdrowej ciazy od początku do końca. Moja przyjaciółka z blizniakami tez poszła kiedyś do przychodni tylko po badania. To był już 30 tydzień więc brzuch wielki.Babka pyta o datę ostatniej miesiączki. Ona odpowiada,a baba na to:o matko !to Pani jest w ciąży! !!!

          2. Nie spodziewałam się jakiś cudów po badaniach na nfz, ale z tego co piszecie to masakra jakaś! Wiem, że w ramach nfz robi też invicta i jakiś med coś tam. To może ja się jednak tam umówię:-) a jakby co usg powtórzę prywatnie:-)

          3. U mnie wizyty ciążowe na NFZ przywołują zbyt wiele złych wspomnien, wiec, bez wdawania sie w szczegóły, serdecznie idradzam! Nawet nie chce myslec, ze gdyby nie zaniedbania to moze nie skończyłoby sie to wtedy tak. Wole wersje, ze tak miało byc i to był etap mojej drogi do macierzynstwa. Taki zamysł Boży moge uszanować, ale zaniedbań lekarzy juz nie bardzo. Od siebie moge powiedzieć ze każda kwota wydana na prowadzenie ciazy w prywatnym gabinecie jest najlepiej wydana kasa w moimi życiu. Przynajmniej czuję się zaopiekowana.

        3. Doti, skoro o Natolinie wspomniałaś a ja też z Ursynowa to mam pytanie-masz wybranego gdzieś na Ursynowie lekarza pierwszego kontaktu z położna i pielegniarką?
          Musze się zdecydować w końcu i gdzies zapisać ale strasznie ciężko znależć miejsce z sensownym lekarzem,położona i normalnym trybem przyjęć.

        4. To strasznie smutne, ze albo ma sie pieniądze i ma sie dobra opiekę albo nie ma sie pieniędzy i człowiek skazany jest na średnia opiekę.. Choć ja cały czas wierze, ze są pasjonaci zaangażowani w swoją prace również w ramach nfz…i życzę nam żebyśmy tylko na takich trafiały…:)

  48. Melduje się grzecznie po wizycie.
    Hmm czuje lekkie rozczarowanie.
    Mam zwiększoną dawke Gonalu z 200 w pierwszej stymulacji do 250 teraz, myslalam ze bedzie wiecej jajeczek. Niby jest ciut lepiej bo co sie dowiedzialam to ostatnim razem na lewym jajniku nie bylo ani jednego dokrzalego jajeczka czyli wszystko (8) brali z prawego a teraz jest az 1 wymiarowy. Prawy jajnik jest ładniejszy. Dzisiaj ostatnia dwka Gonalu i w poniedzialek punkcja. Do poniedzialku pewnie jeszcze podrosna.

    1. Anitt pamiętaj ze wystarczy ten jeden jedyny… 🙂 może to właśnie ON 😉
      Też miałam w ostatniej fazie przy pierwszym transferze gonal podniesiony do 250j zeby je troszkę podgonic i tez jeden moj jajnik (ten po laparo) był oporny na leki , wazne ze cos sie dzieje, punkcja w pon więc tylko pozytywne nastawienie 🙂

    2. Anitt, lepiej nie miec kleski urodzaju. Lepiej miec kilka dobrych i mowie Ci to ja a wiesz co przerabialam. Mi od czwartku do poniedzialku doszlo jakies 9 nowych komorek, myslalam ze sie przekrece. Ze lzami z punkcji wychodzilam jako wynik sztuk 23. A Ty podobno tez masz PCOS? To ladna reakcja ze jest mniej dobrych. Ciesz sie 🙂 A mi tez podnosili dawki w trakcie zeby punkcje przyspieszyc i NIC. Szly swoim rytmem to zmniejszyli znow dawke na poprzednia bo nic nie dawala. Widzisz? Sie nie stresuj, spokojnie, bedzie tam TEN wlasciwy i juz 🙂 Zaciskam kciuki!

    3. Za dużo źle, mało też nie dobrze:/ Nie wiadomo, jak to optymalnie skalkulować. Ale ja myślę, że lepiej mniej lepszej jakości niż, żeby para poszła w gwizdek niedojrzałymi komórkami.
      Do poniedziałku jeszcze sporo czasu… podrosną, dojrzeją, a może nawet jakiś dodatkowy niespodziankowy się objawi podczas punkcji:) Grunt, żeby był tam ten jeden, właściwy, pulchniutki, okrąglutki:) Moje myśli będą przez weekend wędrować do Twoich konórek i motywować je do rozwoju 🙂

      1. Dzieki dziewczyny za wsparcie. Tak mam PCO ale nie widac tego raczej po wynikach FSH,LH prawodlowe proporcje. Amh prawidlowe. Główny problem z moim Pco to brak owulacji, pecherzyki na jajnikach.
        Dzis jakiś ciezki dzien mam. Jutro i pojutrze do pracy i od poniedzialku decydujace 2 tyg..
        Jestem zwarta i gotowa ale cholernie sie boje…

        1. Nie bój sie kochana . Pamietaj strach ma zawsze wielkie oczy 🙂 wszystko bedzie dobrze i juz niedługo napewno usłyszysz pieknie bijące serduszko:) tego życzę Ci z całego serca 🙂

  49. Olga, aż mnie ciarki przeszły po przeczytaniu Twojego wpisu, ale takie pozytywne, wzruszające. Nie masz instrukcji obsługi, ale masz instynkt, to o wiele ważniejsze 😉 kilka dni i będziecie zgranym teamem jakbyście się znały ze sto lat. A Ty jak po porodzie się czujesz, szwy już zdjęte, wracasz do życia?

    Wężon, nie odzywasz się już 4 tygodnie, jak tam?

    1. Jeszcze raz dziękuje Wam za takie piękne słowa, czytam po raz kolejny i płaczę … no właśnie Kas, płaczliwa jestem. Chyba to hormony i kurz ostatnich lat opada… fizycznie jest ok. Szwy mają same odpaść, nawet nie wiem ile ich tam mam..Byłam zdziwiona, ze kazali tylko myć często, przy każdej toalecie minimum, tylko płyn który do tej pory uzywalam i woda.. a ja tantum rosa, rivagel w pogotowiu.
      Chciałam zapytać dziewczyny w dwupaku : jak zamierzacie rodzic? Mam nadzieję, ze moja historia nikogo od siłami natury nie odstraszy…

      1. Tantum rosa nie zaszkodzi, ja używałam dwa razy dziennie i wydaje mi się, ze dzięki temu tak szybko się zagoiło wszystko. Położna poleciła mi jeszcze namiejsce cięcia maść cicatridine, tez mam wrażenie, że pomogła bardzo.

        Wiesz jak to jest z porodami. Ile kobiet, tyle historii, jedne optymistyczne, inne mmniej. Ostatecznie każda musi sama zdecydować. Ja np nie mogę odżałować, że nie dane mi będzie znów przeżyć porodu siłami natury. Wiadomo, bliźniaki, więc będzie cc, którego boję się okrutnie.

      2. Olga, ja mam w planach rodzic naturalnie, nie ma przesłanek do cc póki co a ja nie chce robic jej bez medycznych wskazan. Także jesli nic sie nie zmieni, to szykuje sie porod sn. Nie bede ukrywać ze każda trudna historia z porodówki napędza mi stracha, ale takie jest życie i nie ma co słodzić ze zawsze jest gładko i różowo. Lepiej zdawać sobie sprawę ze moze byc roznie. Porodu tak czy siak boje sie odkąd dotarło do mnie ze naprawdę mam dziecko w brzuchu i ono musi jakos wyjsc;) chciałabym juz mieć to za sobą i przytulić mojego synka, tak jak pewnie teraz Ty to robisz;)

      3. Olga, u mnie też będzie cc. Ułożenie dziewczynek od samego początku wyklucza poród sn (jedna z nich jest poprzecznie, druga podłużnie ale główką do góry). Lenkę rodziłam sn więc cc to też dla mnie niewiadoma i trochę się boję. Ale u mnie wiele zależy od przestawienia w głowie. Zaczęłam się od razu przyzwyczajać do myśli, że WYJŚCIA NIE MAM więc ten strach powoli oswajam.

      4. Olga, może Ci się przyda, mnie położna poradziła do czasu zagojenia sikać pod prysznicem (oczywiście, jeśli jest dostęp do prysznica), od razu się możesz podmyć i pomijasz wycieranie się papierem. Ja tak robiłam i za pierwszym i za drugim razem chyba przez miesiąc. Przy sikaniu na toalecie piekło niemiłosiernie, a tak pod prysznicem, z lecącą wodą było ok.

  50. Nie bardzo wiem jak zacząć, bo jeszcze nie odparowałam
    24.06 miałam transfer, beta potem była dość skromna – 29, rosła powoli, bardzo bardzo powoli. W międzyczasie przeczytałam tutaj, że jednej z nas beta wyniosła 700, więc załamka, lekarz, usg – „coś” tam jest, ale nie ma pewności co, że malutkie…
    Poszłam zanieść resztę dokumentów do OAO, termin szkolenia po nowym roku, i trwałam sobie z myślą, że okna proszę o mycie, dywan bym wytrzepała, jeszcze tylko lekarz i potwierdzenie, że mogę. Butelka wina kupiona, bo takiego mam smaka…
    Dziś, 5 tygodni po transferze – jest serduszko, leżałam chyba z 20 minut na tym fotelu i gapiłam się, jak pulsuje
    Cudowna Pani doktor, znając moją historię, pozwoliła mi się napatrzeć, uspokajała, gadała do mnie o głupotach aż mi przeszło.
    I wiem, że to dopiero początek, że to jeszcze nie jest gwarancja sukcesy – wiem to doskonale
    Ale dziś mam w głowie tylko jedną byś – JEST SERDUSZKO 😀

    1. Aaaaaa!!! Cudowna wiadomość!! 🙂 🙂 🙂

      Sweetie to moja beta była powyżej 700 ale ja mam 2 Bąble (7 tydzien, 7 i 9 mm 🙂
      więc nie ma co porównywać….zresztą to chyba nigdy nie ma reguły…
      staraj się cieszyć każdą chwilą, ja walczę o pozytywne myśli każdego dnia…1

  51. Sza, wywołana zostałam 🙂 czytam Was, zaglądam i odpoczywam póki co od wszystkiego co związane z in vitro. Właśnie stoję w korku na autostradzie w drodze na wakacje. Tuz po powrocie 19.08 mamy wizytę w N. w Wawie, do tego czasu chill out. Wczoraj po 67 dniach cyklu dostałam miesiączkę – z jednej str złośliwość losu,akurat na wyjazd,z drugiej nareszcie i to bez wywoływania jak to bywało wcześniej. Porobiłam trochę badań, moja wątroba lekko ucierpiała po in vitro ale mam nadzieje,ze się zregeneruje. Cały czas kibicuje wszystkim,ciesze się z Waszych sukcesów, wzruszam się i czasami smuce. Cicho, ale jestem 🙂

    1. Właśnie niedawno o Tobie myślałam.
      Rezygnujesz z Białegostoku?
      Ja też zrobiłam sobie miesiąc przerwy po nieudanym transferze, minął jak moment. I pewnie wypadałoby znów jechać kliniki i znów wpaść w tryby…

  52. Witajcie! I szepnijcie proszę dobre słowo. …
    Dziś 11tc1dz i rano plamienie. Pobiegłam zaraz na IP, inaczej nie wytrzymałabym nerwowo do kolejnej wizyty, która miałam mieć dopiero 19.08.
    Dobra wiadomosc: dzieciątko ma już prawie 5 cm, serduszko ok
    Zła wiadomosc: niejednorodna kosmowka.
    Zalecenia: wrócić do Luteiny 2x dz po 1 tab 100 mg (juz miałam ja odstawiona od tygodnia) i leżeć plackiem przez tydzień i po tygodniu skonsultować z lekarzem prowadzącym. Niejednorodna kosmowka – ze niby widać krwiaczki ale nie jakiegoś jednego dużego, który byłby zagrożeniem dla dziecka ale zagrozenie jest jak to ujal lekarz. Oczywiście już mnie rączki swiezbialy żeby poszperać w necie ale wiem, że nic dobrego by z tego nie wynikło. Macie jakieś pozytywne doświadczenia z niejednorodna kosmowka?
    Nie oklejanie się.

    1. Kaja, nie wiem za dużo o niejednorodnej kosmówce. Ale co do świeżbiących rączek, trzeba w nie włożyć dobrą książkę w miękkiej okładce, żeby było wygodnie czytać, leżąc plackiem.
      Ty i Twoje 5 cm potrzebujecie odpocząć.

      1. Kaja, lez i odpoczywaj, bierz luteine (ja dalej biore) i musi byc dobrze. Olga, ja tez wedlug Twojej strategii odliczam ciagle dni do 12 tygodnia. A on zaczyna sie w poniedzialek. Ta mysl pomaga jakos przezyc ten najtrudniejszy trymestr. Kaja, i nie czytaj netu, lepiej odpocznij sobie.

        1. U mnie 12 tc rozpoczyna się w pt. Poleżałam dzisiaj cały dzień, myślę, że jest lepiej. Qrcze, ciężko by było leżeć tak cały czas…. Ana86 ile luteiny bierzesz?
          Iza, z książką to bardzo dobry pomysł – zasnęłam nad nią chyba z 3-4 razy 😉

          1. Ja radze Ci tak troche czesciej polezec. Moj dr zapobiegawczo na poczatku nakazal lezec plackiem. Dzis mialam pierwsze wyjscie z domu na pol godziny nad jezioro (autem). Poza tym tylko do ogrodka i naprawde sporo leze az mi bokami wychodzi. Mnie ograniczaja tez mdlosci, wymioty i to ze mi slabo ale leze z przykazu duuuzo. I dr mi ciagle mowi-tylko wolne ruchy. Przewrazliwiony no 🙂 Luteine mam ciagle 100 biore 3×1 bez zmian. Trzymaj sie i odpoczywaj 🙂

          2. Hehe 🙂 czylalam „zanim zasne” S. J. Watson ale już skonczylam, za zakończenie dałabym jej tak 7 pkt na 10 (ale za pierwsze 3/4 objętości tak z 5 pkt na 10). Jak się komuś nudzi, to polecam „9 dni” Gilly Macmillan – tej bym dała 10 pkt na 10 🙂

  53. Ana86 jesteś super dzielna!
    Z tym leżeniem pewnie masz rację. Tylko musze Ci się do czegoś przyznać – pamiętasz jak z jakieś 3 tyg temu zastanawiałam się czy nie iść na L4? Nie poszlam. Teraz miałam tydzień urlopu, a jutro czeka mnie konfrontacja z przełożonym odnośnie newsów jakie mam mu do przekazania. Szczerze mówiąc trochę obawiam się jego reakcji. Nie chce tego robić telefonicznie informując go przy okazji, że właśnie od dzisiaj zaczynam L4 i juz mnie nie zobaczy. Długo już się zastanawiam w jaki sposób rozegrać te całą sytuację i nic mądrego nie wymyśliłam.

    1. A widzisz…mialas isc juz wtedy.Powiem Ci ze tu nikt nic madrego nie wymysli co powiedziec. Ja sie czulam jak glupek dzwoniac ze jest jak jest (mialam nie wychodzic i M nie chcial mnie stresowac wiec przez telefon). Dodatkowo sama nie wiedzialam jak bedzie a tam ciagle to kiedy wracasz. I powiedzialam prawde. Zbyt cenny jest dla mnie Dzidziulek i wierze ze musi byc ok, wtedy nie wracam. Sytuacje mieli kiepska bo z 4 osob w pracy zostaly 2. Mialam wyrzuty sumienia ale po kazdym usg znikaly 🙂 A dr absolutnie zakazal mi pracy i juz-bo tak dlugo walczylismy. Poza tym z takimi wymiotami i tak nic tam po mnie. No i dali rade jakos.Nie mysl o nich tylko o Maluszku i o sobie. Jest najwazniejszy, tak WYCZEKANY jak nic na swiecie. I nie stresuj sie ich reakcja bo szkoda zdrowia 🙂

    2. Kaju Słońce, ja w pracy powiedziałam o ciazy w 12 tygodniu. Jak szłam do kierownika to mało nie zemdlałam,a noc całą miałam zarwana. Tak strasznie się stresowalam,bo w zasadzie sezon letni to u nas straszny kocioł…a ja jako jedyna na moim stanowisku ogarniam pewne tematy. I co się okazało? ??ze strachy na lachy. Reakcją kierownika byłam mile zaskoczona,a i znalazła się osoba na zastępstwo. Pamiętaj! ! Ze teraz wy jesteście najważniejsi. Tyle walki i starań. Trzeba po prostu czasami odpuścić. Ja w ciazy zrozumiałam to,ze trzeba zwolnić,kiedy moje ciało mi o tym przypomniało. Rosnacy Dzidziuś w brzuszku to dla organizmu kobiety nie lada wysiłek. Trzymaj się mocno.

      1. Dziękuję 🙂 u mnie już lepiej i fizycznie i psychicznie. Kamień spadł mi z serca – kierownik nawet pogratulował mi po ogłoszeniu nowin.
        Samosiejka – miałaś rację, nie było tak źle.

    1. Dzieki Renata za pamięć:-)
      Wczoraj bylisy jeszcze z M i jego kuzynek ktory do nas przyjechal na krotkie wakacje na plaży, rzucalismy frizbi:-)
      W którejs chwili dostalqm frizbi za daleko i kuzyn krzyczy „rzuć się” a moj M na to ” taaaa i będziemy mieli jajecznice ” 🙂
      Dzieki dziewczyny za pozytywna energie.
      Tak sie zastanawiam czy któraś z was jest na podobnym etapie co ja ?

  54. Może nie spodoba się większości to co napiszę, ale podobnie jak Sonia nie wierzę już za bardzo w in vitro i żałuję, że się w to wkręciłam, ostatni rok zniszczył mnie psychicznie. Moim zdaniem tym co się udaje, to i tak udałoby się prędzej czy później naturalnie, oczywiście poza ewidentnymi przeszkodami – np. brak jajowodów lub czynnik męski – wtedy owszem in vitro. Ale w innych przypadkach to loteria, tak jak i naturalnie, tylko procedury / stymulacje obciążają organizm fizycznie i psychicznie i szybciej wyczerpują komórki / AMH.
    Na razie jestem rozgoryczona, zwłaszcza postawą lekarza, mam jeszcze dwa zarodki i może podejdę jeszcze raz we wrześniu po zmianie lekarza, ale z dużym dystansem i małą wiarą – nie umiem wyrzucić z głowy brutalnych słów, mimo, że mam opinię guru w sprawach niepłodnościowych i informacje od kilku innych lekarzy i nijak się to wszystko ma do straszenia przez dr L., ale jednak w podświadomości zasiał złe ziarno i to w momencie mega ciężkim gdy nie powinno się dodatkowo kopać leżącego, nawet gdyby miał rację to można delikatniej. Aczkolwiek mówił też, że samo na pewno się nie oczyści i po 5 dniach od stwierdzenia, że zarodek nie żyje muszę się zgłosić na łyżeczkowanie, że to trzeba szybko itd. A lekarz na mojej „prowincji”, poprowadził mnie tak, że wszystko ładnie się oczyściło samo i obyło się bez szpitala, a jakiekolwiek plamienie pojawiło się dopiero po 7 dniach od wizyty w N., także gdybym posłuchała tamtych zaleceń to by mnie skrobali niepotrzebnie, a jak wiadomo może to narobić dodatkowych problemów.
    Soniu lub dziewczyny, które podchodziły do krio w N., jak wygląda to jeśli chodzi o wizyty, w którym dniu cyklu musi być pierwsza i ile jest tych wizyt. Pytam, bo jak zwykle przez sporą odległość muszę zrobić plany urlopowo-logistyczne.

    1. Melisko ja podchodziłam z takim samym nastawieniem do tej procedury. Skoro wcześniej się nie udało, to i teraz nie będzie inaczej. w zasadzie betę zrobiłam z rozpędu, wynik nie powalał, więc byłam pewna, że lipton, potem każde badanie, kontrola, cokolwiek – szłam z nastawieniem, że po powrocie do domu, uzbrojona w butelkę wina, umyję wszystkie okna. Życie lubi nam robić niespodzianki. Wiem jak się czujesz, mnie teraz jeszcze, ponad dwa lata od utraty dziecka czasem coś tak ściśnie za serce, że sobie muszę popłakać z żalu, iść na cmentarz i pogadać do Hani….ale to nie koniec świata. Lekarz zrobił Ci krzywdę, może warto byłoby porozmawiać o tym z psychologiem? I – to tylko moja sugestia – może nie warto podchodzić do krio kiedy jeszcze masz w sobie tyle żalu i smutku po stracie?

      1. Melisko, nic nikomu do tego, co sądzisz o in vitro i jego skuteczności, nie martw się, czy to się komuś spodoba czy nie. Sama uważam, że in vitro to hazard. Jestem hazardzistka, gram, choć wiem, że nie każdy wygrywa.
        Co do kriotransferur w N. ja zawsze musiałam się pojawić pod koniec poprzedniego cyklu, np 25 dnia, żeby sprawdzić, czy na jajnika czysto. Potem pokazywała się 10 dnia i obserwowaliśmy jak rośnie pęcherzyka i kiedy pęknie. Czasem byłam nawet codziennie aż do owu, lekarz decydował na bieżąco, kiedy mam przyjść.

    2. Melisko, to prawda co napisalas. In vitro jest strasznie wyczerpujące i to jest taki emocjonalny roller coster ze cieżko to pojąć komus, kto przez to nie przeszedł. Bardzo mi przykro, ze lekarz pozbawił cię siły i nadziei, która przecież powinien w tobie mnozyc. Mysle ze duzo jest w Tobie bólu po stracie, ze to ona teraz przez Ciebie przemawia. Pamietam doskonale te gorycz, która trawi jazdy milimetr, od ktorej wydaje sie, ze nie da sie uwolnić. Pamietam tez frustracje związane z in vitro, żal gdy robi nadzieje, zabiera normalne zycie, rujnuje stan psychiczny, a na końcu rozczarowuje. Ja nie umiałam jednak przestać probowac dopóki była nadzieja, dopóki statystycznie szanse nadal były. I dlatego ze życie tak mnie doświadczyło, długo nie moglam, nie potrafiłam uwierzyc, ze w końcu zaskoczyło, ze moje marzenie sie spełnia. Niepłodność z pewnością nas naznacza i odbiera radość, ale warto wierzyć ze uda sie ja pokonac. Życzę Ci, aby Twoja siła i wiara wróciły, żebyś znalazła swoją drogę do celu.

    3. Melisko kochana, nie pozwól, żeby lekarz, który zachował się jak cymbał zniechęcił Cię do walki. Ja trafiłam kiedyś na kretyna, który tak mnie zdołował, że przez rok nie postawiłam nogi w klinice. Szkoda mi teraz tego roku. Mogłam poszukać nowego lekarza, wsparcia, innej kliniki, ale w dużej mierze straciłam ten czas…

      Nieczułe, nieempatyczne zachowania spotykają nas na każdym kroku. Nie mówię, żeby się do tego przyzwyczaić. To się nie powinno zdarzać! Ale też takie zachowania nie powinny determinować naszych decyzji.

      Może teraz nie jest najlepszy czas na crio, a może jest… Nie przeceniałabym znaczenia nastawienia, z drugiej strony może teraz potrzebujesz przerwy, może towarzystwa ciepłych i życzliwych osób, może samotności, może rozmowy z rozsądnym psychoterapeutą, może innego lekarza… Ale jeszcze się nie poddawaj całkiem. Daj sobie czas do namysłu, odpoczynku, złapania dystansu… Wierzę, że możesz jeszcze osiągnąć swoje marzenie. Przytulam Cię MOCNO!!!

  55. Hej Melisko, ja niestety tez mam obecnie podkopadna wiare o czym pisalam tylko ze objawia sie to u mnie w ten sposob, ze to wszystko olewam:) Ale naprawde olewam. Fajnie spedzam czas. Aktywnie. Ta jak lubie i generalnie skupiam sie na tym, co lubie robic, co sprawia mi przyjemnosc bo nie chce sie dolowac rzeczami, na ktore nie mam wplywu. Ale co do krio – pierwsza wizyte mialam ok 10-11 dc bo ja mam cykle 35 dniowe wiec raczej dlugie. Od 2 dc bralam 3 x dziennie progynove bo podchodzilam na cyklu sztucznym. No i encorton. Potem kolejna wizyte mialam ok 15 dc i chyba ok 18 dc. Czyli w zasadzie 3 wizyty i juz potem kriotransfer. Musisz Melisko oczyscic glowe z tego niepowodzenia. Musisz miec spokojna glowe. Ja np podejde do krio dopiero wowczas gdy poczuje, ze mam na sile na to zeby przjac z umiarkowanym spokojem wynik kolejnego transferu i jak wroci mi wiare w to, ze to jednak musi sie udac. Albo chociaz kiedy poczuje spokoj i pogodzenie z tym, ze moze sie nie udac. Oczywiscie moze latwo mi tak pisac, bo mamy juz dziecko a teraz mile sobie „wakacjujemy” i prawda jest taka, ze nie mialabym jak podejsc do krio bo nie ma nas do konca wakacji ale….we wrzesniu tez odpuszczam bo chce miec pewnosc tego, co czuje i jak sie z tym czuje. Troche moze to zamotane co pisze. Moze te z Was, ktore nie maja dziecka w ogole sie dziwia po co to robie skoro mam dziecko. Tez sie czasem zastanawialam ale po 4 latach prob naturalnych, sikania co miesiac na testy, ktore uparcie, jak zaczarowane pokazywaly i pokazuja madal 1 kreske; po miesiacach rozczarowan i tlamszenia pragnienia powiekszenia naszej rodziny poczulam, ze chcemy sobie dac szanse na rodzicielstwo, poki nie jest za pozno. I uwierzylam, ze te szanse moze dac nam in vitro, zwlaszcza, ze tylu parom sie udaje….nawet w najblizszym otoczeniu. A teraz mam taka refleksje, ze te negatywne testy po naturalnych probach jednak bolaly mniej. Negatywny test po in vitro zupelnie odziera ze zludzen. I boli bardziej bo zabiera ostatnia deske ratunku jakim bylo to leczenie. Dlatego pewnie zwlekam z krio. Bo poki sa tam te zarodki to jest ten wentyl bezpieczenstwa. Jak znikna, przepadna gdzies w niebycie moich wnetrz, ktore powinny byc dla nich zyciodajne a nie sa ….bo sa tylko…..no wlasnie? Czym jestem dla tych zarodkow? Chwilowym respiratorem?;)…wakacjami w tropikach po pobycie na lodowcu?;)….Nie jestem dla nich matka bo nie chca ze mna zostac. I tu okazuje sie, ze nauka to za malo. Ze potrzebny jest palec Boga zeby to zycie jednak powstalo. Ruszylo z miejsca. Dobra, nie przynudzam juz:) i tak nie powiem niczego co nie zostalo juz powiedziane albo przemyslane po cichu. Trzmajcie sie. Trzeba odnalezc w sobie wiare w leczenie bo moim zdaniem bez tego nie ma sensu isc dalej ta droga. Ja szukam spokojnie, niespiesznie i doplyne do portu po tych wichrach i burzach ale nie wiem kiedy. Ale to chyba nie ma znaczenia kiedy tylko w jakim stylu:)

    1. Soniu, pięknie napisalas. Mnie sie wydaje, ze najważniejsze jest to, co „złowimy” po drodze, co nam ten maraton walki „zrobi”, co przemyslimy, co z tego wyniesiemy. Ja z czasem zaczynam widzieć co zyskalam(jak dziwnie by to nie zabrzmialo) przez te lata walki.

    2. Sonia, bardzo mi się podobają Twoje przemyślenia i mocno się z nimi utożsamiam. Począwszy od tego, że boję się iść po ostatni zarodek, bo jest dla mnie nie tylko nadzieja na dziecko, ale też wentylacja bezpieczeństw. Tak długo, jak na nas czeka, mamy szansę. Łatwiej się wstaje rano z taką myślą. Odpoczywaj na swoich wakacjach od leczenia 🙂

    3. Tak, zdecydowanie łatwiej się żyło, mając in vitro w odwodzie.
      Jak się nie uda, to przecież zawsze jest in vitro, prawda? Eh, naiwności…
      Ja się po prostu boję kolejnego razu. Tego, jak mnie to psychicznie znów poszarpie… Budowanie nadziei, a później ostra jazda w dół…

        1. Zgadzam sie z Wami Dziewczyny…to co ta choroba z nami robi nie da sie opisać słowami..czasami myśle ze chciałabym żeby ktoś wyciął mi te cześć głowy która każe mi ciagle o tym myślec… I te wszystkie reklamy w TV, FB kipiący zdjęciami chwalących sie noworodkami rodziców… To tak boli, tak przeszywa wskroś ciało i umysł… Ja jestem juz po 6 punkcjach (jeśli dobrze liczę…) i coraz mniej mam siły, coraz mniej wiary…Nigdy nie byłam „w czepku urodzona”, wszystko w życiu przychodziło mi z wielkim mozołem, przy ogromnym nakładzie pracy i trudzie…mam wrażenie ze wszyscy dookoła zajda w upragniona ciąże – tylko nie ja..bo nigdy szczęścia w życiu nie miałam..za wyjątkiem szczęścia do miłości mojego życia – mojego Męża …:) to co my znosimy w tej nierównej walce to sie po prostu nie mieści w głowie…

          1. Azylkowo, ja też tak zawsze czułam, że ja muszę sobie wszystko wytuptać, że nic nie przychodzi łatwo, muszę włożyć dużo pracy, żeby było. Ale wiesz co, narobie się , narobię, ale ostatecznie zwykle dobrze wszystko się kończy. Może niektórzy tak mają poprostu…Wierzę w to, że w końcu się uda, chociaż wiem jak Ci ciężko. :*

  56. Ja juz po punkcji. Nie obylo sie bez łez ale wszsytko poszło ok. Narkoza byla troche cięższa niż ostatnio. Ciężej było mi sie z niej wzbudzić. Praktycznie nie plamie.
    A najlepsze jest to ze jet 11 slicznych jajeczek .
    Jestem usatysfakcjonowania wynikiem. Wczesniej przy dawce 200 Gonalu mialam 8 a teraz pdzy 250 mam 11 wiec moje jajniki prawidlowo zareagowały. Transfer w środę.

  57. Anitt, piękna ilośc jajeczek:) a jak u Ciebie wyglądają procedury? Wszystkie uzyskane zarodki bedą mrożone po 2dobie(piza tymi podanymi ofkors) czy hodowla do 5 doby i dopiero? Odpoczywaj teraz. Juz za chwilę bedziesz trochę w ciazy:)

    1. Dzieki dziewczyny za słowa otuchy.
      Jestem naprawde zadowolona z punkcji i otrzymanego wyniku. W niemczech na całe szczescie odrazu zapladniaja wszystkie jajeczka. Z tego co zrozumialam to nie beda czekać do 5 doby tylko odrazy po transferze w drugim dniu beda mrozic reszte.
      Bylismy u lekarza rodzinnego przed chwila i opowiedzielismy wszystko i mam zwolnienie lekarskie do połowy sierpnia 🙂

        1. Renato, a napisz pls jak się czułaś po transferze 🙂 miałaś jakieś symptomy? Bo ja właśnie dziś miałam pierwszy i ciekawa jestem „jak to jest” 🙂 sama się przekonam, ale fajnie wiedzieć, czy się spodiewać jakiś symptomów, czy raczej nic nie czuć? Dziewczyny posaly o różnych objawach … Jak to było u Ciebie? Jak po dzisiejszej wizycie?

  58. Dziękuję Wam za kciuki (za te malutkie Heluszkowe też;-)) i wszystkie miłe słowa. Chyba jeszcze nie ochłonęłam z tego szoku 😉 . I chociaż ciesze się bardzo to gdzieś tam niedaleko czai się strach i tylko czeka żeby się rozpanoszyć. Znacie to, prawda? 😉

    Niebieska, jutro czekamy na Ciebie!

  59. Dziewczyny, no to pojechałyście po bandzie. Ale bety! Bardzo się cieszę, gratuluję!
    Statystycznie, u mnie będzie wielka czarna dupa i okrągłe zero.
    Boję się jak cholera.
    Dam znać.

    1. Niebieska, statystyka tak nie działa 🙂
      Prawdopodobieństwa Waszych pozytywnych bet są niezależne. No chyba, że łączyłoby Was coś więcej niż obecność na blogu. Np. gdyby jedna drugiej podwędziła jajeczko, co raczej nie miało miejsca 😉
      Ale nie martw się, nie trzeba znać statystyki, żeby zajść w ciążę 😉
      Jeszcze nie składamy broni!
      Czekamy do jutra :* A ja całą noc będę ciepło śniła o Twojej Kruszynie :* :* :*

      1. Uczuciowa, nie kłóć się, miałam celujący z matmy na maturze! Znam się na statystyce i kocham liczby. Dzisiaj kochałabym bardziej jakąś trzycyfrową, zamiast wyniku „poniżej 2”. Nie jestem trzecią czarną kulką wylosowaną z worka. I, choć dziś już jest to brzydkie jutro, nadal nie składam broni, poleruję spluwę przed następną bitwą.

          1. Ja aktualnie w zawieszeniu… Korzystam z lata. Karmię się wspomnieniami z wakacji. Snuję plany na kolejne. I czekam.

            Czekam na Twoją wizytę startową w przyszłym tygodniu, cieszę się wszystkimi szybującymi do nieba betami, a dziś… dziś smucę się z Niebieską.

          2. Uczuciowa jest jak Twoj nick:) strasznie uczuciowa i kochana az do schrupania 🙂 w takim razie i Ty zbieraj sily,łap witamine ze słoneczka i wracaj do nas z pieknym wynikiem bety :* :* :*

            a co do Wezona to znam tylko ten blog,wiec nie wiem ze na innych sie udziela a tu nie,ale jak tak to nam tu bradzo smutno jest bez Ciebue 🙂

        1. Niebieska, jak mówi moj ginekolog gdyby wszyscy łatwo zachodzili to by nie było co robić w tych klinikach…Poleruj broń, zbieraj siły i uderzaj za czas jakiś do kolejnej rundy. Jestem z Tobą i wiem że za jakiś czas my tu będziemy gwiazdorzyć grubymi betami:-)

        2. Dzięki Dziewczyny, przecież widze to słońce.
          Wendy, jak dowalimy z dwururki, to nikt nas nie dogoni 🙂
          Nie wiem kiedy startuję, obmyślam strategię wojenną. Może we wrześniu? Miałabym SZAłowe towarzystwo.

          1. Niebieska – trzymaj tak dalej! 😉 ps. Ja raczej tez bede wrześniowa..:) dopiero oswajam sie z ta myślą (wcześniej byłam zmtym załamana, ze żniw sie przesuwa…) ale teraz jak pomyśle o tak doborowym towarzystwie…;)

        3. Niebieska, ale mi zaimponowałaś tą celującą z matmy. Przykro mi bardzo, że się nie udało, ale cieszę się, że masz w sobie wolę walki, że się nie poddajesz. I w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy to Ty będziesz tą wylosowaną z worka kulą z małą kuleczkę w środku.

      1. Dzięki dziewczyny za dodawanie otuchy.
        Ciekawa jestem jak statystyki maja sie do tak wczesnych transferów. Jedni mowia ze lepiej czekac do blastocysty ze to jest naturalna selekcja a kedni sa za tym ze srodowisko kobiety jest najlepsze i lepiej wczesiej.
        Mi ostatnio nie udalo sie z balstocysta wiec teraz postanwilsmy inacze.
        Jak myślicie kiedy mozna robic sikaca po transferze dwóch dwu dniowych zarodków? Ja sie nastawiam na 10dpt. Powinno byc juz widac jakis cien.

        1. Widzisz Anitt, wszystko pieknie idzie wg planu 🙂 Jutro myslami jestem z Toba i Twoimi blizniakami-niech sie mocno mamusi trzymaja. Mysle ze beta to lepsza opcja 10 dpt zarodkow 2-dniowych niz sikaniec. Sikaniec raczej tak szybko nie pokaze a po co zbedny oszukanczy zawod, musisz byc spokojna przeciez. Ja nie sikalam ale beta byla 6 dpt 38. Czyli to jak u Ciebie 9 dpt bo mialam blastke. Tak bym Ci poradzila a wybor zostawiam Tobie 🙂 Sciskam kciuki!

        2. Sikańca to Ty sobie kobieto wybij z głowy!!!!!
          Przy becie 50 sikaniec superczuły nie pokazał nic, a taki normalny, 25, przy mojej becie 350 pokazał drugą ledwo marniutką kreseczkę. Chyba jedno z największych oszustw te sikańce. Szkoda kasy, a tym bardziej nerwów. Betę idź zrób, będziesz mieć pewność.
          Trzymam kciuki za maluchy 🙂

        3. Anitt wiem że nie ma zasady , ale nam się udało z 3 dniowego Zarodka , mija 9 tydzień , serce bije jak oszalałe a Maluch rośnie .
          Pozostała 3 z którą czekali do mrożenie właśnie , nie doczekała etapu Blastocysty , pomimo że każde było 8A .
          Na ostatniej prostej weszliśmy do programu więc nie było opcji mrozić w 3 dniu , nie chce powiedzieć że żałuje , ale gdybym mogla decydować na pewno zdecydowałabym się na mrożenie w 3 dobie 🙂
          Nie ma jak u Mamy w końcu 😀

    1. U mnie jeden 🙂 niestety więcej się nie udało uzyskać, mimo, że miałal 18 jajeczek przed punkcją, pobranycb 10, zapłodnionych 6, do blastocysty dotrwały 3, potem jeden się zatrzymał i zostały dwa. Jeden „odpadł” po badaniu PGS. Został jeden. Oby to ten „szczęśliwy” 🙂 już jestem po transferze 🙂 zobaczymy co będzie za 10 dni.

      Renata, a jak się czujesz? Już po wizycie kontrolnej? Wszystko ok? Czy przed betą miałaś jakieś objawy? Coś czułaś?

      1. Dzięki, wszystko dobrze, chociaż cóż dziś można było powiedzieć, że endometrium ładne ;-).
        Czemu ja myślałam, że macie 2?
        Odczucia…Tym razem od początku troszkę czułam dół brzucha (w głowie już myśl, że pewnie skurcze wypchną zarodek;-)), ból piersi pojawił się może ok 8 dpt ale lekki i wszystko to trwa dalej. I to by było na tyle ;-).

        Patka pamiętaj że każdy organizm jest inny i Ty możesz mieć inne objawy albo nie mieć wcale a beta będzie wysoka, czego serdecznie życzę 🙂